Stubaital – symfonia zimowych doznań

Niewyczerpane możliwości aktywnego wypoczynku, malownicze miejscowości, nieskażona przyroda oraz największy w Austrii zagospodarowany narciarsko teren na lodowcu – oto kluczowe atrakcje Stubaital – jednej z pięciu słynnych dolin Tyrolu.

Oferta doliny dedykowana jest rodzinom, ale z uwzględnieniem przeróżnych konfiguracji wieku i zaawansowania w sportach zimowych. Te wysiłki doceniają twórcy opiniotwórczego atlasu ADAC SkiGuide, który już kilka razy wyróżnił Stubaital tytułem „najbardziej przyjaznego dla rodzin terenu narciarskiego” w Austrii.

Snowpark Stubai Zoo, fot. Paweł Wroński

Lodowiec doliny Stubai
Kluczowe znaczenie ma ośrodek Stubaier Gletscher z 35 km tras. Lodowcowe jęzory łączy tam karuzela na stokach Schaufelspitze (3333 m), w dół prowadzi nietknięty ratrakami zjazd Wilde Grub’n długości 10 km. Jest też ogromny Snowpark Stubai Zoo, w którym popisują się freestylerzy, otwierając zmagania Pucharu Świata (najbliższa edycja: 20-24 listopada 2018). Z myślą o najmłodszych i mniej zaawansowanych poprowadzono trasę z zakrętami i skoczniami – BIG Family Fun Slope. Dzieci uwielbiają śnieżny zamek – BIG Family Schneeburg, który od lutego do kwietnia wznosi się przy stacji Gamsgarten. W 200-metrowej jaskini lodowej (Eisgrotte), goście – bez względu na wiek – poznają wnętrze lodowca, a z platformy Top of Tyrol, z wysokości 3210 m podziwiają panoramę z setką trzytysięczników. Dostęp z doliny ułatwia odporna na silne wiatry kolejka 3S Eisgratbahn, która niemal 1,5 km różnicy poziomów pokonuje w 12 min (www.stubaier-gletscher.com).

Miki w 2011 roku na Stubaiu, fot. Paweł Wroński

Stacje narciarskie w dolinie
W dolinie, przy wyciągach 3 jeszcze ośrodków, można z powodzeniem stawiać pierwsze kroki na nartach lub desce: Schlick 2000 (koło Fulpmes), Elfer (koło Neustift) i Serles (w rejonie Mieders). Trasy wszystkich ośrodków Stubaital są dostępne z karnetem Super-Skipass. Przy stacji Froneben w ośrodku Schlick 2000 środowe wieczory najbliższej zimy upłyną pod hasłem „Night of Colours”. Będą bogate iluminacje i karkołomne zjazdy w wykonaniu instruktorów narciarskich.

Rodziny z najmłodszymi dziećmi skusi jak zawsze plac zabaw urządzony na podobieństwo koryta wyschniętego potoku – Klaus Äuele Natur Aktiv Park (Dzika Rzeka w Klaus Äuele: www.stubai.at).

Saneczkarskie Eldorado
W poza narciarskiej ofercie Doliny Stubai poważną rolę odgrywają także lodowiska przy dolnych stacjach kolejek. Organizowane są na nich imprezy rozrywkowe dla dzieci – BIG Family Kinderfeste. Poza tym, Stubaital z 12 trasami o łącznej długości 43 km to saneczkarskie Eldorado Tyrolu (najdłuższy zjazd z Elfer do Neustift liczy 6 km, aż 4 są oświetlone do późnego wieczora; www.rodelfuehrer.de). Przyjemność sanny łączy się zwyczajowo z wieczornymi posiłkami w nastrojowych gospodach, do których można dotrzeć pieszo, konnymi saniami lub taksówką. A w dziedzinie gastronomii Stubaital również bije rekordy. Są tam bowiem: najwyżej położona w Austrii restauracja  – „Jochdole” (3150 m), a na Eisgrat (2900 m) – „Schaufelspitz”, najwyżej usytuowana gospoda rekomendowana w Austrii przez przewodnik kulinarny Gault Millau.

Jochdole, dziś nowoczesna restauracja ze stali i szkła, a jeszcze kilkanaście lat temu stało w tym miejscu stare wysokogórskie schronisko. Tak czy siak, to wciąż najwyżej położona gospoda w Austrii, fot. Paweł Wroński

Jak widać, w Stubaital nie sposób się nudzić, tym bardziej, że dolina jest świetne skomunikowana z pobliskim Innsbruckiem, więc wielkomiejskie atrakcje też są łatwo dostępne. Ponadto, dla nas – jako że jesteśmy jedną z najliczniej odwiedzających Stubaital nacji – wszelkie dostępne w Internecie informacje podawane są po polsku (www.stubai.at).


Tekst publikowany w 2018 roku na łamach jesiennego wydania magazynu „Świat Podróże Kultura” (www.magazynswiat.pl)

Reklamy

Austria / Tyrol – dzwony i… armaty

Ludwisarnia rodziny Grassmayrów działa w Innsbrucku od 1599 roku. Jest jedną z najstarszych firm w Europie prowadzonych nieprzerwanie przez tę samą rodzinę.

Czy można skwitować dorobek kilku stuleci jednym zdaniem? Można – tak jak Elżbieta Grassmayr, która słysząc niesione echem dźwięki z wież kościołów Innsbrucku powiedziała: „Te wszystkie dzwony wykonała moja rodzina„.

maly-Innsbruck_0807
Elżbieta Grassmayr prezentuje czysty dźwięk dzwonu, fot. Paweł Wroński

Pracę ludwisarzy determinują okresy pokoju i wojen. W tych pierwszych robią to do czego zostali stworzeni – odlewają dzwony, wieszczące światu Dobrą Nowinę. W drugich bywają zmuszani do przetopienia tamtych pokojowych dzieł na armaty. Nic więc dziwnego, że przedstawiciel 12 generacji pod datą 1 września 1939 roku zapisał w swoim kajecie proste, a jednak dramatyczne słowa: „Wojna. Kiedy znowu będziemy mogli robić dzwony?„.

Ludwisarnia Grassmayrów, Innsbruck, fot. Paweł Wroński
Ludwisarnia Grassmayrów, Innsbruck, fot. Paweł Wroński

Dziś zakład prowadzi 14 generacja ludwisarzy z Innsbrucku. Wytwarzają nowe dzwony, rekonstruują stare, prowadzą muzeum, w którym prezentują rodzinny dorobek, dzieje i różnorodność dzwonów. Pieczołowicie też przechowują, przekazując z pokolenia na pokolenie, sekret składu stopów i strojenia dzwonów, tak by brzmiały czysto i dźwięcznie.

Glockengießerei Grassmayr: www.grassmayr.at


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Madonna z Innsbrucku

W stolicy Tyrolu, w głównym ołtarzu kościoła katedralnego widniej niewielki obraz. W świątyni o bogatym wystroju można wręcz nie zwrócić nań uwagi.

Odwrotnie proporcjonalnie do wielkości, Maria-Hilf-Bild jak się po niemiecku określa to przedstawienie, jest arcydziełem. Obraz pędzla Łukasza Cranacha Starszego pochodzi z przełomu 2 i 3 dekady XVI stulecia, a więc z okresu w którym rozkwitła reformacja. Artysta uległ nowym prądom intelektualnym i estetycznym, a osiadłszy w Wittemberdze gdy poznał Marcina Lutra, sam przeszedł na nową wiarę. Dla katolickich zleceniodawców malował jednak nadal wedle akceptowanych przez nich kanonów. W obrazie z Innsbrucku widać wyraźnie wpływy myśli reformatorskiej, ani bowiem w Madonnie, ani w dziecku nie ma nic hieratycznego, niedostępnego. To po prostu młoda kobieta, która tuli dziecko.

Gnadenbild Mariahilf, czyli cudowny obraz Matki Boskiej Pomocy z katedry w Innsbrucku, pędzla Łukasza Cranacha Starszego, fot. Paweł Wroński
Gnadenbild Mariahilf, czyli cudowny obraz Matki Boskiej Pomocy z katedry św. Jakuba w Innsbrucku, pędzla Łukasza Cranacha Starszego, fot. Paweł Wroński

Obraz doczekał się licznych naśladownictw i kopii – nie tylko w formie obrazów w ołtarzach kościołów i kaplic, ale również w tak popularnych w Tyrolu malarskich dekoracjach zewnętrznych ścian domów. Jego wersja, prawdopodobnie również pędzla samego mistrza, znajduje się ponadto w przyklasztornym kościele kapucynów w Innsbrucku.

Wizerunek Madonny na fasadzie kamienicy w Innsbrucku, fot. Paweł Wroński
Wizerunek Madonny na fasadzie kamienicy w Innsbrucku, fot. Paweł Wroński

INFO
www.tyrol-guide.com


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Austria / Tyrol – cesarski Innsbruck

Ponoć Maksymilian I Habsburg (1459-1519) tak upodobał sobie Innsbruck, że zamierzał przenieść do serca Alp stolicę imperium.

Goldenes Dachl, fot. Paweł Wroński
Goldenes Dachl, fot. Paweł Wroński

Skończyło się na ostentacyjnym wyłożeniu dachu wykusza cesarskiej kamienicy przy rynku złotymi płytkami. Pomawiany, że bierze ślub dla pieniędzy, Maksymilian chciał pokazać, że nie dba o majątek panny młodej (księżniczki mediolańskiej Bianki Marii Sforza), bo ma własny. Czy się udało trudno powiedzieć, faktem jest natomiast, że poddani ujrzeli młodą parę w galerii wykusza, a 2738 – gwoli ścisłości – pozłacanych miedzianych płytek, jest po dziś dzień ikoną tyrolskiej stolicy (Goldenes Dachl).

Ponadto z cesarskiej inicjatywy rozpoczęto budowę Hofburga czyli pałacu cesarskiego (łudząco podobny do wiedeńskiego stał się później, gdyż rozbudowę przeprowadziła w XVIII stuleciu Maria Teresa).

Powstał też Hofkirche – kościół dworski, w którym cesarz pragnął być pochowany. W tym celu mistrzowie kamieniarscy i złotnicy wznieśli efektowne mauzoleum. Co więcej, cesarz kazał otoczyć mauzoleum nadnaturalnej wielkości figurami przodków – rzeczywistych i wyimaginowanych, a nawet legendarnych. Stąd wśród postaci znajdziemy i Króla Artura, i Teodoryka Wielkiego. Ich orle nosy mają świadczyć dowodnie o tym, że w żyłach cesarza płynęła ta sama krew.

Mauzoleum pozostało puste, a Maksymilian ściągnięty do Wiednia sprawami wagi państwowej do Innsbrucku już nie powrócił. Jednak z jego obecności miasto odcina kupony po dziś dzień. Wyraźnie widać to w arcyluksusowym hotelu „Schwarzer Adler”, prowadzonym przez 14 pokolenie rodziny Ultsch, zajmującej się obsługą podróżnych od czasów Maksymiliana.

Nie pytajcie ile gwiazdek ma ów hotel. Nie jest bowiem klasyfikowany, ale każdy kto szuka cesarskiego poziomu usług i luksusowej oferty, trafi doń niechybnie. Zachwycą go wnętrza, zdobione cesarskimi dwugłowymi orłami i lśniącymi kryształkami Swarovskiego. Ba, właściciele szczycą się posiadaniem przedmiotów używanych przez Maksymiliana a przynajmniej jego potomków. W jednym z pokojów za podstawę telewizora służy barek – ponoć cesarski. Choć wątpliwości budzi fakt wyprofilowania szafek tak by można było tam kłaść butelki. Z całym szacunkiem dla cesarskich artefaktów, ale w XVI wieku, gdy Maksymilian peregrynował do Innsbrucku wina do butelek jeszcze nie rozlewano – nawet dla cesarza 🙂 – O, macie lepsze artefakty, niż muzeum – skomentowałem. Młoda menedżerka uśmiechnęła się wdzięcznie, nie wyczuwając ironii, bądź nie chcąc się do tego przyznać. Nie umniejsza to oczywiście faktu, że Schwarzer Adler przy Kaiserjägerstraße 2, to prawdziwy Kaiserhotel w tyrolskiej stolicy (www.schwarzeradler-innsbruck.com).


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Mercedesem po Innsbrucku, fot. Paweł Wroński
Mercedesem po Innsbrucku, fot. Paweł Wroński

Austria / Tyrol – Nordkette, góry domowe Innsbrucku

INFO
www.nordkette.com


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Austria – Krampus, uosobienie zła…

Futrzasty rogaty stwór z twarzą ukrytą za diaboliczną maską. Pobrzękuje łańcuchem albo przyczepionymi do pasa krowimi dzwonkami. Wywijając rózgą straszy napotkane dzieci. Grozi, że niegrzeczne wpakuje do wora. To Krampus, który jak Austria długa i szeroka, towarzyszy w dorocznej przechadzce św. Mikołajowi.

Zazwyczaj dzieje się to wieczorem 5 grudnia, a więc w wigilię dnia św. Mikołaja, bo wtedy właśnie dobrotliwy brodaty święty ma zwyczaj chadzać po wsiach i miasteczkach. Rozdaje dzieciom łakocie, zabawia rozmową na ulicy i zagląda do domów. Oprócz aniołów, w orszaku świętego jest często nie jeden ale cała czereda Krampusów. Im zresztą ich więcej, tym głośniej prześcigają się w złośliwościach, udowadniając, że są istnym uosobieniem zła. Mówiąc jednak szczerze, mało kto ich się dzisiaj boi. Przeciwnie, z niecierpliwością oczekuje się przybycia straszydeł. Bo jak głosi salzburskie hasło „Adventzeit ist Krampuszeit”. Są zapowiedzią zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia. Ciepłych światełek na ulicach, lśniących ozdób na choinkach i smakołyków na stołach.

Nie wiadomo skąd się wziął ten obyczaj i kiedy ukształtował. Na ile przetrwały w nim magiczne obrzędy z czasów pogańskich, związane z przepędzaniem demonów, które w zimowym czasie dawały się najmocniej we znaki. A na ile, poruszyła ludową wyobraźnię chrześcijańska ikonografia.

Johann, der Maskenschnitzer, fot. Paweł Wroński
Johann, der Maskenschnitzer (https://johann-masken.at/) – Hansjörg Gstrein z Ötz w Tyrolu, fot. Paweł Wroński

W krajach niemieckojęzycznych, postać św. Mikołaja zaczęła zyskiwać na popularności w XI wieku. Coraz więcej kościołów miało go za patrona. W ołtarzach zawieszano jego wizerunki i coraz lepiej znany był jego bogobojny żywot. W nim zaś, najsilniej pociągał fakt, że pomagał biednym oraz, że skutecznie zwalczał zło i zapobiegał nieszczęściom. Tradycja głosi, że św. Mikołaj żył na przełomie III i IV wieku piastując godność biskupa Miry, miasta w Azji Mniejszej (dzisiejsze Demre w Turcji). Ponoć biedakowi, którego nie stać było na posag dla córek podarował trzy złote kule. Podczas klęski głodu w Mirze nakłonił kapitana statku z ładowniami pełnymi zboża, by zawinął do portu i wyładował sto korców ziaren. Nakarmiono nimi mieszkańców nieszczęsnego miasta. Podobne opowieści mnożyły się w spisywanych przez wieki żywotach Mikołaja. Aż wreszcie przypisano mu obyczaj rozdawania podarków z okazji Bożego Narodzenia. A że skuteczność walki ze złem najlepiej symbolizowały egzorcyzmy, na obrazach i w miniaturach ksiąg, nader często wyganiał diabła. A na pierwszy rzut wyglądało to tak, jakby diabeł mu towarzyszył.

Johann, der Maskenschnitzer, fot. Paweł Wroński
Johann, der Maskenschnitzer, fot. Paweł Wroński

Z obecnością św. Mikołaja w obrzędach ludowych Kościół się pogodził. Z Krampusem nie chciał. Badacze przeszłości snują wprawdzie domysły, że łańcuch jako rekwizyt mógł się pojawić w średniowieczu, służąc symbolicznemu okiełznaniu diabłów. Sceptycy uważają jednak, że była to raczej poprawna politycznie interpretacja symbolu dawniejszych niż chrześcijaństwo, starogermańskich obrzędów inicjacyjnych. W czasach inkwizycji obyczaju po prostu zakazano, grożąc nieposłusznym stosem. Co ciekawe, Krampusy zwalczano nie tylko ze względów religijnych i nie tylko w dawnych wiekach. Zakazano ich w Austrii, gdy w latach 1932-1934 urząd kanclerza objął Engelbert Dollfuß, polityk wywodzący się z prawicowej Partii Chrześcijańsko-Społecznej. Krampuslaufen nie były organizowane w czasach nazistowskich. A nawet jeszcze po wojnie, gdyż w latach 50. prowadzono przeciwko nim w Austrii intensywną kampanię pod hasłem „Krampus ist ein böser Mensch” – Krampus jest złym człowiekiem. Temat powrócił też w ubiegłym roku, bo podczas parady w Salzburgu jeden z przebierańców uczynił zakazany prawem od 1947 roku Hitlergruß (nazistowskie pozdrowienie ramieniem). Sprawca tłumaczył się że to tylko emocje i alkohol, i że żadnych złych intencji nie miał. Nie uciszyło to jednak coraz głośniej wyrażanych obaw, że do diabelskiej stylistyki sięgają nader chętnie środowiska neonazistowskie i nacjonalistyczne, nierzadko agresywnie demonstrujące sprzeciw, na przykład wobec uchodźców.

Kartka pocztowa typu
Kartka pocztowa typu „Gruß vom Krampus”

Mimo kontrowersji i niechęci, Krampusy odradzały się przez stulecia niczym diablik wyskakujący z pudełka. W XVI wieku znalazły miejsce w aprobowanych przez Kościół adwentowych misteriach, stając się w XVII nieodłącznymi towarzyszami św. Mikołaja. Pod rządami Habsburgów, szczycących się ojcowskim traktowaniem ludu, wtopiły się w folklor sąsiednich krain, zwłaszcza Słowenii, Chorwacji, Węgier i północnych Włoch. Obyczaj jest też od dawna kultywowany w Bawarii, bliskiej kulturowo Tyrolowi. Apogeum popularności Krampusów zbiegło się w XIX wieku z modą na wysyłanie pocztówek. Z napisem „Gruß vom Krampus” (z krampusowym pozdrowieniem) przedstawiały karykaturalne diabelskie postacie. W adwencie poczta była nimi zasypywana.

Projekt diabelskiego kostiumu Petera Kocha z katalogu 'Die Gerberei Koch'
Projekt diabelskiego kostiumu Petera Kocha z katalogu przygotowanego w ‚Die Gerberei Koch’ mieszczącej się w Rennweg am Katschberg.

Wraz z dynamicznym rozwojem turystyki, Krampusy zaczęto postrzegać jako atrakcję folklorystyczną. Stały się bohaterami festiwali, teatralnych i muzycznych przedstawień okraszonych pirotechnicznymi efektami, emocjonujących konkursów i korowodów, w których uczestniczą setki przebierańców, a widzów liczy się w dziesiątkach tysięcy.

Często… nie ma z nimi św. Mikołaja, bo religijny aspekt imprezy zanika. Ba, stylizacja podlega modzie, więc projekty kostiumów tworzą już nie tylko amatorzy, ale także specjaliści.

Kostium Krampusa, do którego stworzenia używa się autentycznych wyprawionych skór zwierzęcych, rogów kozła, koziorożca lub muflona, końskiego włosia i krowich dzwonków, a maskę rzeźbi artystycznie w drewnie, potrafi ważyć nawet 25 kg!

Wydłużył się też zdecydowanie Krampuszeit, obejmując w praktyce okres od końca listopada do Trzech Króli. Współczesnego Krampusa coraz trudniej odróżnić od innych mrocznych stworów wywodzących się z germańskiej mitologii, nie tylko dlatego, że w różnych regionach funkcjonują odmienne nazwy. W komercjalizującej się rzeczywistości, jego postać zlała się najmocniej z Perchtem – niekoniecznie strasznym bóstwem, znanym także pod postacią kobiety lub ducha. Nazwy ‘Krampuslauf’i ‘Perchtenlauf’ są traktowane często jako synonimy. ‘Krampus- und Perchtenumzug’ bywa też jednym, złożonym określeniem. Zacierające się granice rażą purystów, ale właściciele, zwłaszcza kosztownych kostiumów nie narzekają. Można się w nich będzie zabawić kilkakrotnie, również w karnawale!


INFO

Terminy ‘Krampusläufe und Perchtenläufe’ w krajach związkowych Austrii i w Niemczech (głównie w Bawarii): www.wissenswertes.at. Jeśli ktoś chce znaleźć w tym zestawieniu tradycyjne obchody wigilii św. Mikołaja, musi szukać imprez określanych jako Nikolausumzug albo Nikolausfeier und Krampuslauf, a jeśli kameralnego happeningu to np. Krampusnacht i do tego w małych miejscowościach.

Największa w Austrii parada Krampusów i Perchtów – Klagenfurter Krampusumzug odbywa się co roku w stolicy Karyntii (Klagenfurt am Wörthersee), pod koniec listopada z udziałem 1000 upiornych postaci z Austrii, Bawarii, Włoch i Słowenii oraz 50 tys. widzów. Osoby zarejestrowane (www.krampus-stammtisch.com), spędzą potem noc na hucznej Krampusparty.

Film „Perchtenlauf Klagenfurt” prezentuje imprezę w 2013 roku (zamieszczone na: www.youtube.com).

W Innsbrucku Perchtenlauf odbędzie się w sercu miasta, na Maria-Theresien-Straße. Parada oraz imprezy związane z dniem św. Mikołaja, są włączone do programu jarmarku bożonarodzeniowego, odbywającego się od połowy listopada do 6 stycznia (www.christkindlmarkt.cc).

Podobnie w Salzburgu, z tym, że tam jarmark świąteczny trwa zazwyczaj krócej, bo tylko do 24 grudnia; miting Krampusów odbywa się z reguły 6 grudnia, zaś występy Perchtów – pojedynczo lub w grupach 6 grudnia, 6 stycznia oraz w tygodniu poprzedzającym Święta (www.salzburg.info).

Niesamowitym widowiskiem jest Tanz der Teufel (Diabelski Taniec) – przedstawienie organizowane w podsalzburskim Hallstatt. Krampuslauf der D’Hirlatzer Teufel odbywa się wigilię dnia św. Mikołaja, tj. 5 grudnia (www.dachstein.salzkammergut.at).

Film „Krampuslauf der Hirlatzer Teufel” prezentuje imprezę w Hallstatt z 2014 roku (zamieszczone na: www.youtube.com).


Materiał publikowany w magazynie „Witaj w podróży” (grudzień 2015/styczeń 2016; PDF —> tutaj).

Austria, Tyrol – ludwisarnia w Innsbrucku

Ludwisarnia Grassmayrów w Innsbrucku, w której poddaje się renowacji stare, i odlewa nowe dzwony, działa już od ponad 400 lat.

maly-Innsbruck_0807
Maria Grassmayr prezentuje strojenie dzwonu, fot. Paweł Wroński

Swojego czasu miałem przyjemność zwiedzać Innsbruck w towarzystwie pani Elżbieta Grassmayr. Energicznej kobiety z generacji mojej mamy. Gdy rozdzwoniły się dzwony, zatrzymała się, i głosem, w którym pobrzmiewały nuty dumy i nostalgii, powiedziała – …te wszystkie dzwony wykonała nasza rodzina.

Ludwisarnia powstała w 1599 roku.

W Innsbrucku, stłoczonym między przekraczającymi 2 tysiące metrów górami, bicie dzwonów jest niesamowitym spektaklem. Echo niesie dźwięki ponad kamienicami i kościołami starówki do nowych dzielnic i kwartałów przemysłowych. Korytem Innu, od zakola do zakola rzeki, i do usytuowanego na uboczu renesansowego zamku Ambras. Jest niczym symfonia, której można słuchać każdego dnia.

W przeciwieństwie do niej, iście kameralnym koncertem jest strojenie dzwonów, jakiego można doświadczyć w muzeum przy ludwisarni. Bo nie sztuką jest jedynie dzwon odlać, ale także nastroić go tak, by brzmiał czysto, głęboko i dźwięcznie.

INFO
Glockengießerei Grassmayr
Leopoldstraße 53, Innsbruck
www.grassmayr.at

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Tekst publikowany w portalu magazynswiat.pl

Austria / Tyrol, Innsbruck – dzwony z duszą

Do ludwisarni Grassmayrów trafiłem pierwszy raz przypadkiem. Kierowałem się bowiem ku widocznej z centrum Innsbrucku skoczni narciarskiej – Bergisel Schanze. Zatrzymałem się jednak przed niepozornym budynkiem z szyldem muzeum dzwonów.

Wszedłem do wnętrza bez większego przekonania. Ale jak się okazało to nie jest zwykłe muzeum, ale ludwisarnia i to nie tuzinkowa. Tego dnia, w zakładzie panowała szczególna atmosfera. Jak początkowo myślałem – na zapleczu muzeum, była spora hala z cylindrycznymi piecami to wytopu spiżu, a po środku komorą z formami. Zakład ma ponad 400-letnią tradycję. Wykonywano w nim dzwony do świątyń wielu wyznań i restaurowano niejeden cenny okaz nie tylko z Austrii.

mala_ludwisarnia-Grassmayrow
Wylewanie spiżu do formy, ludwisarnia Grassmayrów, Innsbruck, fot. Paweł Wroński

W dniu mojej wizyty zalewano właśnie spiżem kilka form. Dla jednego z klasztorów w Innsbrucku, dla kościoła w jednym z miast Ekwadoru i dla Chorwatów, którzy przybyli liczną grupą. Ich kapłan odprawił mszę i pobłogosławił dzwony. Przy wielkich piecach, z rozżarzonym do czerwoności stopem brązu i ołowiu uwijała się grupa pracowników ludwisarni w srebrzystych, odbijających ciepło kombinezonach. Mieszali stop i wlewali do form przy szmerze modlitw chorwackiej grupy. Iście magiczną atmosferę budowały strumienie rozżarzonego spiżu i kłęby unoszącej się wokół pary. Gdy biały tuman opadł, stop stracił świetlistą czerwoną barwę, a powietrze się ochłodziło, głowa rodziny (notabene okazało się, że wszyscy pracownicy w kombinezonach to też członkowie familii Grassmayr), wniósł tacę ze sznapsami. Błogosławieństwo, błogosławieństwem, a kieliszeczek obstlerka w zacnym towarzystwie nikomu nie zawadzi – Prost!

Doceniłem także muzeum. Zwłaszcza, że najmłodszy z Grassmayrów osobiście zaprezentował rodzinny kunszt, wydobywając z dzwonów dźwięki. Głębokie i czyste. Strojenie dzwonów jest sztuką, której powodzenie zależy od proporcji składników stopu. Te zaś, są tajemnicą warsztatu. Niebywałe znaczenie ma oczywiście solidność i precyzja wykonania ważącego czasami nawet kilkaset kilogramów dzwonu. Harmonia dźwięków jest punktem ludwisarskiego honoru.

INFO
www.grassmayr.at

Tekst był publikowany w magazynie „Podróże” w 2004 roku.

Austria / Tyrol, Innsbruck – sportowa stolica Austrii

Innsbruck ma niewielką, przytuloną do rzeki starówkę (Altstadt), ciasno otoczoną nowszymi, w tym również przemysłowymi dzielnicami. Wypełnia szczelnie kotlinę ograniczoną od północy postrzępioną granią Nordkette, a od południa długimi ramionami Alp Stubajskich i Zillertalskich.

W przesyconym śnieżną bielą krajobrazie wyróżnia się łysa kopuła Patscherkofela z widoczną z oddali wieżą przekaźnika telewizyjnego. „Góry domowe” Innsbrucku są parkami, w których można uprawiać przez cały rok różnorodne sporty z równym powodzeniem rekreacyjnie, jak wyczynowo. Od autostrady łączącej Austrię z Włochami przez przełęcz Brenner odchodzi droga do Stubaital, jednej z pięciu tyrolskich dolin znanych z narciarsko zagospodarowanych lodowców. Ta akurat z rozległego i najbliższego Innsbrucku – Stubaiergletscher.

maly-Innsbruck_0779

Stolica Tyrolu jest największym miastem zachodniej Austrii (www.innsbruck.at). Centrum sportowym, biznesowym, kulturalnym i akademickim, oddziałującym także na należący od 1918 roku do Włoch, Południowy Tyrol. Liczy 130 tys. mieszkańców (aglomeracja 200 tys.). Leży nad Innem na wysokości 574 m. Początkami sięga czasów rzymskich, gdyż rozwinęła się na miejscu założonej przez legionistów Veldideny.

maly-Innsbruck_1080

Najciekawsze obiekty znajdują się na niewielkiej starówce. Nieco na uboczu wznosi się renesansowy zamek Ambras (www.khm.at/ambras), siedziba arcyksięcia Ferdynanda II, z ogromną Salą Hiszpańską ozdobioną freskami z pocztem władców Tyrolu. Nad miastem góruje nowoczesna skocznia narciarskaBergiselschanze (www.bergisel.info), zaprojektowana przez Zahę Hadid. Przeszklona restauracja na jej szczycie, wieża zegarowa ratusza (Stadtturm) oraz kalwaryjskie wzgórze w dzielnicy Arzl (Kalvarienberg; www.arzl-innsbruck.at), należą do najlepszych punktów widokowych w mieście.

Sztandarowym zabytkiem jest Złoty Dach (Goldenes Dachl), kryjący wykusz kamienicy, w której rezydował cesarz Maksymilian I. Wykonano go z 2657 pozłacanych miedzianych płytek (według innych źródeł 2738; www.goldenes-dachl.at). Rozmiarami imponuje Pałac cesarski (Kaiserliche Hofburg), który swoje podobieństwo do wiedeńskiego zawdzięcza zarówno Maksymilianowi I, który go wzniósł, jak Marii Teresie, która go rozbudowała (www.hofburg-innsbruck.at). Nieopodal wznosi się Kościół dworski (Hofkirche), fundacja Maksymiliana, który chciał być pochowany w Innsbrucku. W kunsztownym sarkofagu jednak nie spoczął. 28 nadnaturalnej wielkości postaci z brązu przedstawia przodków Maksymiliana, rzeczywistych i legendarnych. Są wśród nich Król Artur (z trzema lwami na tarczy) i król Ostrogotów Teodoryk Wielki. Kościół wykorzystano w 1823 r. jako mauzoleum tyrolskiego bohatera narodowego Andreasa Hofera (www.hofkirche.at).

maly-Innsbruck_0807

Niepowtarzalną atmosferę ma działająca od ponad 400 lat Ludwisarnia Grassmayrów (Gießerei Grassmayr), w dzielnicy Wilten 14 już pokolenie wykonuje, konserwuje i restauruje dzwony. Niemal wszystkie, które biją w Innsbrucku pochodzą z ich warsztatu. Rodzina prowadzi muzeum, w którym można poznać arkana sztuki ludwisarskiej, między innymi strojenia dzwonów. W warsztacie można podglądać etapy produkcji (www.grassmayr.at).

Innsbruck to także zagłębie shoppingowe i gastronomiczne. Przy Herzog-Friedrich-Straße 6, w hotelu Goldener Adler działa od 1390 r. najstarsza restauracja Tyrolu (www.bestwestern.at). Zaułek Stiftgasse kryje pod numerem 4 sklepik z produktami rolniczymi Speckladele in der Altstadt (www.edle-braende.intyrol.com). Świeże produkty pojawiają się każdego dnia przed południem na targowisku u zbiegu Marktgraben i Innrain.

maly-Innsbruck_0918

Tekst pochodzi z przewodnika „Austria na rowerze” przygotowanego na zlecenie Raiffeisen Bank Polska SA (wyd. Bookmark SA, 2012).

Włochy / Południowy Tyrol – włoski Tyrol

Alto Adige czyli Górna Adyga i Südtirol czyli Południowy Tyrol, to dwie równoprawne nazwy północnowłoskiego regionu opartego o Dolomity na wschodzie i sięgający prawie 4 tysięcy metrów wysokości Ortler na zachodzie.

Tirolo_082p

Kiedy zawitałem tam pierwszy raz, ubawiła mnie rozmowa, której byłem przypadkowym swiadkiem. Kobieta opowiadała z ogromnym ożywieniem po niemiecku, a mężczyzna odpowiadał jej spokojnie, z tym, że po włosku. Dwujęzyczny dialog trwał dłuższy czas. Jestem we Włoszech, a mówią w dwóch językach – zastanawiające… W tutejszych miejscowościach czysto jak w aptece, zupełnie jakbym był w Austrii, ale to przecież Włochy! Nie ma wątpliwości. Wystarczy posmakować potraw. Prawda, jak to w górach, królują sery, a wędzona szynka nosi nawę Speck, ale finezja i stosowanie oliwy do potraw nie pozostawiają wątpliwości co do pochodzenia przepisów.

Najsłynniejszy obywatel tej części Włoch, Reinhold Messner zapytany czy czuje się Austriakiem czy Włochem – nie krył konfuzji. Absurdalne pytanie… Jest Tyrolczykiem! Urodził się we włoskim Tyrolu, w Bressanone/Brixen. W Dolomitach i na Ortlerze zaczęła się jego przygoda z górami. Tu są jego korzenie i stąd wyruszył na swą życiową drogę, która zawiodła go na najwyższe szczyty Himalajów. U wylotu doliny Senales/Schnals kupił zamek Juval, z którego podziwia góry ukochanej rodzinnej krainy… Identyfikacja regionalna jest w Europie Zachodniej silniejsza niż u nas. Tym bardziej w Tyrolu, którego historia sięga przynajmniej tysiąca lat.

Terra Montium, jak nazywano Tyrol przed wiekami, wyrosło w średniowieczu na jedno z największych latyfundiów europejskich. Od siedziby jego włodarzy, górującego nad Merano/Meran zamku Tirolo/Tirol, pochodzi nazwa całej krainy. Z zamku widać szmat ziemi przecięty potężną doliną Adygi (Adige/Etsch). Twierdza czuwa nad prastarym szlakiem wiodącym przez Alpy z południa na północ, do doliny Innu przez przełęcz Brennero/Brenner. Tędy 16 wieków przed Chrystusem przybyli Rzymianie i podporządkowali sobie zamieszkujące góry plemiona retoromańskie. Tędy, jak głosi legenda wędrował na sobór do pobliskiego Trydentu Marcin Luter. Chciał osobiście przedstawić tezy ojcom Kościoła. Uląkł się jednak podróży przez katolickie kraje i nie dotarł do celu. Pobliski Trydent stanowił wtedy niezależne państwo biskupie, a Tyrol był w rękach Habsburgów. W 1366 roku hrabina Małgorzata Maultasch przekazała im swe ziemie. Tyrol pozostał częścią imperium do 1918 roku, kiedy to na mocy umów pokojowych podzielono go między Austrię i Włochy. Do końca lat 50. XX wieku w Południowym Tyrolu bardzo silne było dążenie do samodzielności i zjednoczenia obu części. Wejście Austrii i Włoch do Unii Europejskiej oraz związana z tym miękkość granic między krajami członkowskimi, rozwiązały nabrzmiałe problemy. Zaś liberalna polityka, zwłaszcza rządu Giulio Andreottiego doprowadziła do umocnienia autonomicznego regionu Trentino-Alto Adige/Südtirol i poszanowania kultury niemieckojęzycznej mniejszości we Włoszech.

Historia Południowego Tyrolu jako włoskiej prowincji liczy niespełna sto lat. Wpływy włoskiej kultury przekraczają dwa tysiące.

Zapewne też, nikt by już do problemu granic nie wracał, gdyby nie sensacyjne odkrycie z 1991 roku. Topiący się lodowiec na Finailjoch w granicznym paśmie Alp Ötztalskich, odsłonił wówczas fantastycznie zakonserwowane ludzkie ciało. Myślano nawet, że to jakiś zaginiony turysta i dla zbadania sprawy przetransportowano go do Instytutu Kryminalistyki w Innsbrucku. Okazało się, że „turysta” przeleżał w lodowcu… 5300 lat. Odkrycie stulecia zelektryzowało Tyrolczyków po obu stronach granicy. Przeprowadzono (w zasadzie pierwszy raz) drobiazgowe analizy jej przebiegu i okazało się, że Ötzi, jak nazwano odkrytego myśliwego, leżał zaledwie kilkadziesiąt metrów od granicy, zdecydowanie jednak po włoskiej stronie. Acz niechętnie, północni Tyrolczycy zwrócili go południowym. Ötzi rezyduje teraz w Muzeum Archeologicznym w stolicy Południowego Tyrolu, w Bolzano/Bozen i jest jedną z największych tutejszych atrakcji. Każdego roku odwiedza go 300 tysięcy turystów. Jest też obiektem badań naukowców z całego świata, którym pomaga odsłaniać tajemnice odległej przeszłości.

*

Po jakiemu mówią Południowi Tyrolczycy?
Urzędowymi językami są włoski, niemiecki i ladyński. Pierwszego używa około 32% mieszkańców, drugiego blisko 78%. Z tym, że na co dzień niemieckojęzyczni mieszkańcy mówią dialektem tyrolskim, ponoć najbliżej spokrewnionym z… bawarskim. Jest jeszcze kilkutysięczna grupa Ladynów. Są potomkami Retoromanów zamieszkujących tę część Alp przed rzymskim podbojem. Z ich dialektu i starej łaciny powstał język ladyński. Nie ma zastosowania tak rozległego jak dwa pozostałe, ale podobnie do obyczajów, jest kultywowany w miejscowościach zamieszkałych przez Ladynów. Uczą się go dzieci w szkołach. Zaś w Dolomitach, gdzie całe miejscowości są wciąż ladyńskie (jednym z największych takich obszarów jest Alta Badia), wiele nazw wywodzi się właśnie z niego. Chociażby Sella Ronda – słynna dziś, największa w świecie narciarska karuzela czy Marmolada – najwyższy szczyt Dolomitów.

Tekst otwierał pierwszy zeszyt (zima 2007/2008), polskiego wydania magazynu „Południowy Tyrol. Kraina sportu, zdrowia i urody we włoskich Alpach.„.

Austria – na zimę 2013/2014

Jako M.W.

Jak w reklamie – zawsze pewnie, zawsze zdrowo, a co najważniejsze niezbyt daleko i wcale nie tak drogo. Jeśli się odpowiednio wybierze, oczywiście. A jest w czym wybierać, bo austriacki przemysł turystyczny zimą, właśnie na ośrodkach narciarskich stoi.

najtrudniejszy zjazd - Pezid

Jest ich mnóstwo. Małych i dużych. Są nawet, nie obrażając nikogo, ośrodki-lunaparki z kilkoma trasami podobne do naszych, tyle, że najbliższe leżą już niespełna 100 km na zachód od Wiednia. Dojeżdża się do nich autostradą, więc tylko wiedeńczykom pozazdrościć. Mimo to, stacje narciarskie Semmeringu raczej nam nie zaimponują. Co innego takie, które mają po 100 km tras lub więcej, albo takie, które obejmują lodowce. Tych ostatnich jest w ojczyźnie Mozarta osiem, i można na nich jeździć przez cały rok. Ponieważ jednak Austriacy są dobrze zorganizowani, a wręcz ortodoksyjni, kończą sezon zimowy wkrótce po Wielkanocy, choćby nie wiem co. Wyciągi mogą oczywiście nadal pracować, bo zakazu nie ma, ale cała infrastruktura i zaplecze funkcjonują wówczas na zmniejszonych obrotach. Zaczynają się porządki, remonty, konserwacje… Mówiąc krótko – jest po sezonie, i Schluss! Z rodzinnego punktu widzenia najbardziej interesuje nas okres szkolnych ferii. Nieco niefortunnie dla naszych kieszeni nakładają się one na szczyt zimowego sezonu w całych Alpach, co siłą rzeczy równa się najwyższym cenom i największemu obłożeniu wszystkich stacji. Na szczęście, przy wspomnianej rozległości austriackich systemów narciarskich i świetnej organizacji, tłumy rozpraszają się po stokach. Miejscowi nie mają więc pojęcia co to jest „kolejka do wyciągu”. Na trasach natomiast, perfekcyjnie zresztą przygotowanych, nigdy nie ma tłoku. Fundamentalne warunki bezpiecznej i przyjemnej jazdy są więc spełnione w 100 procentach. Co zaś się tyczy cen, to Austriacy jako pierwsi zainteresowali się naszym rynkiem. Analizują sumiennie nasze oczekiwania i dostoswują ofertę do możliwości. Od ładnych kilunastu lat należymy bowiem do najliczniejszych klientów ich stacji narciarskich. Rozejrzyjmy się więc co nam oferują w sezonie 2013/2014.

W okolicach Innsbrucku
Zacznijmy od lodowców, bo nic podobnego u siebie nie mamy. Ich największe zagłębie jest w Tyrolu. Aż pięć terenów narciarskich odległych od otoczonego górami Innsbrucku, oddalonych o pół do dwóch i pół godziny jazdy samochodem albo publiczną komunikacją. Od kilku lat funkcjonuje jeden karnet na wszystkie więc, jeśli ktoś chce, to może je zwiedzić podczas urlopu. Tylko, że wtedy najwygodniej byłoby mieszkać w stolicy Tyrolu, w Innsbrucku. A to nie jest najbardziej ekonomiczne rozwiązanie. Ja stawiam na Stubai. Jest tam najwięcej tras włącznie z karuzelą wokół najwyższego wierzchołka w obrębie systemu. Jedyną w Europie, której trasy zbiegają po lodowcowych jęzorach. Wyciągi natomiast wywożą nas pod Jochdohle – najwyżej położoną w Austrii restaurację. Jeszcze kilka lat temu była to stylowa drewniana gospoda. Dziś lśni w słońcu ganz modern jak mówią Austriacy, rondel ze stali i szkła. Ale najfajniejsza rzecz jest obok. Gigantyczny tron ducha gór, na który wspinają się i mali i duzi, żeby pstryknąć sobie pamiątkową fotkę. W miejscowościach rozrzuconych po stubajskiej dolinie, zaledwie pół godziny jazdy od Innsbrucku można znaleźć apartament, czyli pokój z kuchenką w cenie od 25 euro od osoby. Po nartach można korzystać oczywiście z uroków pięknego habsburskiego miasta. Podziwiać słynny Złoty Wykusz na starówce, obżerać się smakołykami, kupić kryształki w firmowym sklepie Swarovsky’ego, albo wybrać na peryferie miasta do Igls, żeby się przejechać bobslejem. Rewelacja. Prowadzi profesjonalista, a klienci tworzący załogę muszą jedynie zachowywać się tak samo jak on. Jak się przechyla w lewo, to my razem z nim, jak w prawo, to my też. Pomylić się niepodobna bo cała załoga przypomina szprotki w puszce. Na zakrętach siłę odśrodkową poczujemy całym jestestwem – gwarantuję. I nie będziemy chcieli wierzyć, że to wersja lajtowa – tylko 95 km na godzinę. Zawodnicy… przekraczają setkę.

narty-w-Austrii-2013-2014

Z duchem Mozarta
Tyrol ma konkurencję. Choćby w Kraju Salzburskim, na którego terenie rozciąga się większość terenów narciarskich Ski Amadé (należą do niego też ośrodki sąsiedniej Styrii). Pod nazwą nawiązującą do imienia Mozarta, kryje się jeden wspólny karnet, a w konsekwencji dostęp do z górą 760 km tras zjazdowych i snowparków w 25 miejscowościach. Wprawdzie odległości między nimi nie przekraczają godziny jazdy samochodem, jednak tygodniowy urlop jest zbyt krótki żeby choćby pobieżnie wszystkie poznać. Wystarczy natomiast, żeby posmakować różnorodności, wziąć udział w wybranych imprezach i odwiedzić niezwykłe miejsca. Takie jak Schladming, w którym trasy układają się w huśtawkę o łącznej długości 115 km. Albo zalesione, osłonięte od wiatrów niższe partie Hochköniga, gdzie – zgodnie ze znakiem „Welcome Beginners” – szczególnie rozbudowana jest oferta dla stawiających pierwsze kroki na nartach czy desce. Nad zabawami dzieci czuwa sympatyczny kudłaty Schneewurtzel. Jest bielutki jak śnieg i wygląda jak Yeti, ale nie człapie tylko jeździ doskonale na nartach. Jeśli wybierzemy trasy doliny Gastein, to po dniu spędzonym na nartach zanurzymy się w basenach wypełnionych termalną wodą. A co więcej zwiedzimy słynne Bad Gastein, kurort, który osobiście odwiedził niegdyś cesarz Franciszek Józef I. Wprawdzie nie po to by jeździć na nartach tylko żeby otworzyć linię kolejową. Kolej służy do dziś mieszkańcom i gościom. A tryskające w samym centrum Bad Gastein gorące źródła otaczają stłoczone, pamiętające czasy cesarza wspaniałe hotele, luksusowe wille i imponujące kasyno. Bad Gastein dobrze jest zwiedzać. Mieszkać lepiej, przynajmniej ze względu na kieszeń, w sąsiednich miejscowościach. Skibusy i kolej ułatwiają komunikację. Na linię kolejową nanizane są ponadto takie miejscowości jak Bischofshofen, gdzie odbywa się finałowy konkurs Międzynarodowego Turnieju Czterech Skoczni czy Filzmoos, w którym kilkanaście dni później ma miejsce jeden z najbarwniejszych festiwali baloniarskich w Alpach.

Pillerseetal_8362

Albo z Franzem Klammerem
Dygresja o Franciszku Józefie i termach przywodzi na myśl sąsiednią Karyntię. Krainę znaną nie tylko z gór, ale także z jezior i kąpielisk. We flagowym ośrodku wypoczynkowym jakim jest Bad Kleinkirchheim działają dwa rozbudowane kompleksy termalne. A ponieważ z okolic wywodzi się dwukrotny zdobywca Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim i mistrz olimpijski Franz Klammer, gospodarze wymyślili atrakcję z jego udziałem. Słynny alpejczyk będzie osobiście towarzyszyć narciarzom na stokach w godzinach 7.30-9.30. Akcja nosi hasło „Early Morning Skiing”, i jedyne co mnie w niej niepokoi to wczesna godzina. Nieco sprzeczna z moim i moich dzieci podejściem do poranków w czasie wolnym od pracy i szkoły. No ale cóż? Zobaczymy – warto przecież pojeździć z Klammerem. Akcja zaplanowana jest na okres od 4 stycznia do 8 marca 2014 roku. W tym czasie dzieci do lat 12 będą jeździć na nartach za symboliczne 1 euro dziennie. A każdy karnet na więcej niż 2 dni upoważni posiadacza do wejścia bezpłatnie na stoki lub do wspomnianych term – jak kto woli. Natomiast w czasie specjalnej promocji „Narty i termy”, w terminie od 8 do 29 marca 2014, karnety będą się mieścić w cenie noclegu, zaś wstęp do term będzie tańszy o 50%. Muszę przyznać, że to kuszące i warte rozważenia propozycje. Tym bardziej, że Karyntię kojarzę także z oryginalną grą. Na jej nazwie łamię sobie język: Eisstockschießen. To ciekawe, ludowego pochodzenia połączenie kręgli i curlingu. Ba, w Karyntii działa największa w Austrii liga sportowa w tej dyscyplinie, a emocjonujące zawody odbywają sie na taflach zamarzniętych zimą jezior. Z zimowych rozgrywek, także zresztą w konkurencjach hippicznych i łyżwiarskich, słynie Kärntens Naturarena w Naßfeld-Hermagor. Pokryte lodem Weißensee tworzy tam największe naturalne lodowisko w Austrii. Ale w Eisstockschießen może grać każdy, i wszędzie. W najmniejszej nawet wiosce jest specjalnie przygotowane do tego lodowisko. Na wolnym powietrzu lub poda dachem. A jeśli chodzi o grę to ma wariant zespołowy, znakomicie sprzyjający integracji oraz bardziej indywidualny, w którym ciężki pion trzeba tak puścić po lodzie żeby trafić w tabliczkę z jak największą ilością punktów. Nie ma w tej grze ograniczeń co do płci ani wieku, wiec dorośli mogą się doskonale bawić razem z dziećmi.

narty-w-Austrii-2013-2014_2

Na koniec mój typ
Granica Karyntii i Kraju Salzburskiego przechodzi przez Przełęcz Katschberg. Zróżnicowane trasy narciarskie zbiegają z okolicznych stoków po obu stronach owej przełęczy, a na niej samej jest teren przygotowany specjalnie dla najmłodszych. Przy przeszkodach i dmuchanych bramkach uśmiecha się uchylając cylindra gigantyczne niebieskie serduszko. Obok jest restauracja, na której tarasie można wystawić twarz do słońca. Zerkać na postępy pociech, które oddaliśmy pod opiekę miejscowym instruktorom, a samemu spokojnie sączyć piwo. Można też się wymknąć gdy dzieci zajęte są pokonywaniem przeszkód i pojeździć trochę samemu. Wiele austriackich hoteli proponuje nawet całodniową opiekę nad dziećmi, nawet nad niemowlętami. Podpatruję zawsze z mieszanymi uczuciami niemieckich rodziców. Korzystają z tego typu ofert bardzo chętnie, rozstając się praktycznie na cały dzień ze swoim potomstwem. Chyba jestem staroświecka, bo na ferie wyjeżdżam z dziećmi właśnie po to żeby cieszyć się ich towarzystwem. Oczywiście nie mam nic przeciwko rozstaniu na 2 czy 3 godziny, które spędzą pod okiem instruktora. Nauczą się przecież więcej niż ode mnie, bo austriaccy instruktorzy są chyba najlepsi na świecie. A potem pojeździmy sobie wspólnie. I to będą naprawdę fajne ferie.

narty-w-Austrii_IMG_1957

INFO
Karnety narciarskie
Ceny są relatywne do rozległości terenu narciarskiego. W tzw. niskim sezonie – na początku i końcu zimowego okresu urlopowego, karnety są tańsze. Przykładowo, we wspomnianych ośrodkach, ceny 6-dniowych karnetów narciarskich w sezonie 2013/2014:
* Lodowiec Stubai: Stubaier Super Skipass (obowiązuje w calej dolinie Stubai w okresie 7 grudnia 2013 – 21 kwietnia 2014) – 222 euro (dorośli), 111 euro (dzieci 10-14 lat), dzieci poniżej 10 roku życia z 1 pod opieką 1 z rodziców jeżdżą gratis.
* Katschberg: w wysokim sezonie (22 grudnia 2013 – 06 stycznia 2014 oraz 26 stycznia – 15 marca 2014) – 216 euro (dorośli), 108 euro (dzieci); w niskim sezonie, odpowiednio – 209 i 105 euro. Opłaca się zaopatrzyć w Katschi´s Family Card, czyli skipass rodzinny.
* Ski Amadé: w wysokim sezonie (21 grudnia 2013 – 10 stycznia 2014 oraz 25 stycznia -13 marca 2014) – 227 euro (dorośli), 113,50 euro (dzieci) w niskim sezonie, odpowiednio  – 211 i 105,50 euro; rodzinne rabaty, takie jak np.: 3 dziecko i następne urodzone po 1993 roku jeździ z rodzicami i rodzeństwem za darmo, zniżki rodzinne w weekendy i na Wielkanoc.
W Internecie
Serwis informacyjny o wszystkich krajach związkowych (po polsku): www.austria.info.pl
Tyrolskie lodowce (z polską wersją językową): www.tyrol.pl
Stubaier Gletscher (z polską wersją językową): www.stubaier-gletscher.com
Katschberg (portal nie ma polskiej wersji): www.katschi.at
Ski Amadé (z polską wersją językową): www.skiamade.com