Kobiety nad Bosforem

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Stambuł, dziś największa metropolia Turcji, niegdyś Konstantynopol – stolica Bizancjum, rozsiadła się okrakiem nad Bosforem, łącząc europejski brzeg cieśniny z azjatyckim.

Oprócz kontynentów, nad Bosforem spotykają się dwie kultury – europejska z bliskowschodnią oraz dwie wielkie religie monoteistyczne – chrześcijaństwo z islamem. Te zetknięcia dodają miastu niezwykłego kolorytu, rodząc również problemy, choćby nietolerancję jako uboczny efekt „powrotu do tradycyjnych wartości religijnych„. Na pozór, jednak wciąż jest pięknie, a przynajmniej było – w lipcu 2017, bo turystyka pozostaje kluczową dziedziną tureckiej gospodarki, a gdzie jak gdzie, ale najwyraźniej odczuwa się to w Stambule.

Selfie z widokiem na Złoty Róg z tarasu restauracji Konyali w kompleksie pałacowym Topkapi, fot. Paweł Wroński

Z tarasów kompleksu pałacowego Topkapi widać doskonale zatokę Złoty Róg i stambulski Manhattan jaki wyrósł na przełomie XX i XXI wieku, tworząc nowoczesne biznesowo-shoppingowe centrum miasta na europejskim brzegu cieśniny.

W cieniu pawilonu na terenie zamienionego na muzeum sułtańskiego pałacu – Topkapi Sarayi, fot. Paweł Wroński

Słynna rezydencja ottomańskich sułtanów jest zespołem pawilonów o różnorodnym przeznaczeniu – prywatnym, oficjalnym, modlitewnym. Dziś, uzupełniona o lokale gastronomiczne z przytulonym do murów, otwartym dla publiczności parkiem Gülhane (Gülhane Parkı), jest jednym z ulubionych celów odwiedzin przybyszów ze wszystkich prowincji kraju i zza granicy. Trzeba wszakże pamiętać, że w roku 2016 liczba gości zza granicy spadła – oficjalnie – o 30% w stosunku do lat poprzednich. Z jednej strony wpłynęły na to tragiczne w skutkach zamachy terrorystyczne, z drugiej – nasilające się łamanie praw człowieka przez prezydenta Erdogana, bezpardonowo zwalczającego opozycję.

 

Jak podaje Amnesty International Polska, „Turecki sąd pozbawił wolności dyrektorkę Amnesty International w Turcji Idil Eser oraz 7 innych obrońców praw człowieka zaledwie kilka tygodni po aresztowaniu prezesa Tanera Kiliça. Wobec 2 kolejnych, władze wydały nakaz aresztowania. Uwięziono ich dokładnie wtedy, kiedy są najbardziej potrzebni: gdy niezależne media są uciszane, zabieranie głosu jest ryzykowne, a ludzie żyją w strachu”.

 

Ulica İstiklal w dzielnicy Beyoğlu jest dziś shoppingową, tłumnie odwiedzaną aleją, fot. Paweł Wroński

Niezależnie od tego ile w tym ostentacyjnie wyrażanego sprzeciwu, a ile obawy o bezpieczeństwo, faktem jest, że trudno dziś spotkać turystów z krajów Zachodniej Europy, nie przyjeżdżają też Japończycy. Wciąż jest jednak sporo Rosjan i trochę Polaków, najwięcej jednak widać gości z Chin i Korei, a nade wszystko z krajów Bliskiego Wschodu. Rosnąca liczba tych ostatnich jest efektem intensywnej kampanii promującej walory turystyczne Turcji, prowadzonej w krajach muzułmańskich.

Gülhane Parkı, popularne miejsce rodzinnego wypoczynku i towarzyskich spotkań w plenerze, fot. Paweł Wroński

W efekcie, na ulicach Stambułu obserwować można różnorodne zachowania i stroje kobiet, żyjących w środowiskach hołdujących koranicznej tradycji. Od liberalizmu charakterystycznego dla Turcji, zwłaszcza dla wielkich miast, po towarzyszące mężom stare i młode kobiety, okutane od stóp do głów na czarno, oglądające świat przez wąską szczelinę czarczafu – choć nie jest to strój komfortowy, wydaje się nie przeszkadzać żadnej z nich we wspomaganiu własnych wrażeń, czerpanymi z Internetu.

Im bardziej szczelne zakrycie, tym kraj pochodzenia jest bardziej ortodoksyjny obyczajowo, fot. Paweł Wroński

Najbardziej kolorowo i – ewentualnie – z lekkim jedynie odcieniem tradycji ubierają się młode Turczynki. Z krajów najradykalniejszych religijnie, gości oczywiście nie ma, bo po prostu nie podróżują.

Muzułmanki z tradycyjnych środowisk muszą przy posiłkach unosić niqab – zasłonę na twarz, część czarczafu (hidżab), fot. Paweł Wroński

 

Niqab to zasłona na twarz, część czarczafu (hidżab) o wielkim znaczeniu w świetle prawa koranicznego. Nie jest powiedziane, że „(…) kobieta, która nie nosi niqabu, nie znajdzie się w Raju, albowiem jak wiemy, są dwa ważne poglądy odnośnie hidżabu. Jeden pogląd, który podzielają uczeni to – niqab (zasłanianie twarzy) jest wadżib (obowiązkowy) inni twierdzą że jest – mustahab (zalecany, i jest to najlepsza rzecz, aczkolwiek nie-obowiązkowa). (…) wyjaśnienie dla tych, którzy twierdzą, że >>niqab nie ma podstaw w islamie i nie ma znaczenia<< (…) – ludzie tacy powinni zrozumieć, że niqab znajduje uzasadnienie w Koranie i hadisach – i nawet jeśli ktoś podziela pogląd, że nie jest wadżib – jest on niezaprzeczalnie najlepszą rzeczą i zalecaną, i każdy kto nosi niqab zasługuje na szacunek. Zaś ten, kto zniechęca do noszenia niqabu, lub neguje jego zasadność i twierdzi, że niqab nie ma podstaw w Koranie i sunnie, lub krytykuje i naśmiewa się z kobiet, które go noszą, powinien obawiać się Allaha (…)” (zasłona na twarz, w: oislamie/artykuly).

 

Reklamy

Hagia Sophia – cuda Stambułu (3)

Najsłynniejsza świątynia Stambułu – Hagia Sophia, czy jak mówią Turcy Ayasofya, ma symboliczne znaczenie zarówno dla wyznawców islamu, jak chrześcijan – dwóch blisko spokrewnionych i nieustannie skonfliktowanych religii.

Wnętrze Hagia Sophia / Ayasofya, fot. Paweł Wroński

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Poza pochodzeniem z pnia abrahamowego, łączy je również to, że politycy i kapłani wykorzystują doktryny, by żerować na ciemnocie mas. Wypaczają zawarte w Biblii i Koranie przesłanie, a podsycając nienawiść i nietolerancję, wzbudzają fale fanatyzmu. Mury świątyni Mądrości Bożej są niemym świadkiem ich poczynań od 1500 lat.

Napis głosi, iż „Konstantynopol musi być koniecznie zdobyty. Błogosławiony wódz, który tego dokonał; błogosławiona jego armia”, fot. Paweł Wroński

532-537
Justynian wznosi bazylikę, w której koronują się bizantyjscy cesarze

1453
Mehmed Zdobywca przekształca kościół w meczet – krzyż każe zastąpić półksiężycem i wznosi pierwszy minaret, zabrania jednak dewastowania zdobytej świątyni

1935
Mustafa Kemal Atatürk sekularyzuje państwo, a w świątyni tworzy muzeum (Ayasofya Müzesi), zakazując ustawowo praktyk religijnych w jej wnętrzu

2016
za przyzwoleniem Recepa Tayyipa Erdoğana z minaretu świątyni płynie znowu śpiew muezzina

Hagia Sophia / Ayasofya – widok z parku między świątynią Mądrości Bożej a Błękitnym Meczetem, fot. Paweł Wroński

Przewyższenie kunsztem architektury Kościoła Mądrości Bożej było wyzwaniem dla największych budowniczych Imperium Osmańskiego. W XVI wieku nawiązał do niej Mimar Sinan wznosząc na życzenie sułtana Meczet Sulejmana, a w XVII stuleciu Sedefkâr Mehmet Ağa, budując nieopodal tak zwany Błękitny Meczet. Pośrednio, do Hagia Sophia nawiązuje także wystawiona w I dekadzie XXI wieku, z inspiracji prezydenta Erdoğana, świątynia z 6 minaretami po azjatyckiej stronie Bosforu, jako że wzorowano ją na wspomnianych dwóch meczetach – najwspanialszych w europejskiej części Stambułu.


Informacje dla zwiedzających: www.muze.gov.tr

Ezan – muezzin wzywa 5 razy

Ezan nie jest modlitwą muezzina. To śpiewne wezwanie wiernych na modlitwę, które płynie z minaretów meczetów i medres 5 razy dziennie.

Zawsze o tych samych porach, a więc w różnych krajach o różnych, ściśle określonych jednak godzinach. Punktem odniesienia jest Mekka. W dobie nawrotu do podstawowych wartości islamu, jest to zaśpiew autentyczny. Nagrania nie wchodzą w grę, bo w Koranie powiedziane jest wyraźnie, że ezan musi być śpiewany „ludzkim głosem”, a nagrany śpiew muezzina budzi poważne wątpliwości czy spełnia wymogi koranicznej definicji.

W efekcie, gdy czekałem aż odezwie się muezzin z restaurowanego właśnie meczetu nieopodal słynnego stambulskiego targu przyprawowego (inaczej zwanego egipskim), dobiegł mnie najpierw odległy zaśpiew, zapewne z Meczetu Sulejmana, który góruje nad całą tą okolicą. Przez uliczny szum przebijały się także głosy kapłanów z innych świątyń. Minarety pną się ku niebu w wielu miejscach wielomilionowej metropolii znad Bosforu.

Wzywając do modlitwy, muezzin przypomina zawsze, że Allach jest Bogiem, a Mahomet ostatnim z jego proroków. Muzułmanie uznają bowiem proroków starotestamentowych, jak również Jezusa, za poprzedników Mahometa, głoszących od stuleci chwałę Jedynego Boga – Allacha.

 

Ezan w Turcji rozbrzmiewa znowu po staroarabsku (do śpiewania po turecku kapłani byli zobowiązani w latach 1932-1950). Język jest dla większości Turków niezrozumiały, a tekst jest poetycki i motywujący zarazem. Ba, w porannym ezanie padają nawet słowa, że modlitwa jest lepsza niż spanie. Określenie ezan oznacza wezwanie. Zwyczajowo, ezan śpiewa się, więc muezzin powinien mieć dobry słuch i głos. Jak głosi tradycja, Mahomet podkreślał, że kapłan musi być utalentowanym śpiewakiem.

 

Nierzadko, minarety meczetów sąsiadują z nowoczesną zabudową, tak jak ten w pobliżu portu w azjatyckiej dzielnicy Kadıköy, fot. Paweł Wroński

 

Minarety Nowego Meczetu i jeden ze „strażników” bram bazaru egipskiego, fot. Paweł Wroński

 

Allahu ekber, Allahu ekber
Eşhedü enlâ ilahe illallah
Eşhedü enne Muhammeden Rasulullah
Hayye ‘âlâ-s salâh
Hayye ‘ale-l felâh
Es-salâtü hayrun minen-nevm
Ostatnie słowa: „Modlitwa jest lepsza niż spanie” śpiewa się tylko w ezanie porannym, zwanym fajr.

W zależności od pory dnia ezan nosi inną nazwę, a głos muezzina jest odpowiednio modulowany, i tak – poczynając od 5-6 rano do zapadnięcia ciemności – ezany określane są jako: fajr, dhuhr, asr, maghrib i isha.

Jak z tego zestawienia wynika, pod Nowym Meczetem, o 13 z minutami nagrałem asr, w którym modulacja głosu nosi nazwę uşşak, co oznacza ryby i symbolizuje wodę. Głos muezzina musi więc pobrzmiewać głęboką miłością i tchnąć mistycyzmem.

 

Allah i Allach (obie formy są w języku polskim poprawne) – słowo pochodzi od arabskiego określenia al-ilah, oznaczającego Jedynego Boga.

Pięćset lat za Sikhami jesteśmy

Sikhowie tworzą zwartą grupę, a ich obyczaje i religia są konsekwentne. Sikhizm od momentu powstania jest nader nowoczesny, bo pełen szacunku dla każdego człowieka, niezależnie od płci czy majątku. Posłuszni nakazom swej świętej księgi Sikhowie, wiodą zdyscyplinowane życie, w czym m.in. upatruje się przyczyny ich sukcesów w biznesie.

Znakiem rozpoznawczym jest noszony przez mężczyzn turban. Zgodnie z nakazami religijnymi, z szacunku dla doskonałości boskiego aktu stworzenia nie golą się i nie strzygą włosów (obyczaj nazywa się kesa). Zawsze schludni, kryją je jednak pod turbanem (dastaar), który zwyczajowo zdejmują jedynie w domowych pieleszach. W maju 2015 roku obiegła świat wieść, że w Nowej Zelandii, pewien Sikh zdjął bez namysłu turban, by podłożyć go pod głowę rannemu w wypadku samochodowym chłopcu. Wyrażane powszechnie zdziwienie wynikało z niezrozumienia i postrzegania za istotę rzeczy tego, co jest jedynie zwyczajem. Dla Sikha najważniejszy jest człowiek, któremu trzeba pomóc. Bez względu na wiek, społeczną pozycję czy dochody, każdy członek wspólnoty jest zobowiązany poświęcać swój czas, by przygotowywać posiłki i rozdawać je w działających przy świątyniach domach zwanych langar. Posiłku nikomu tam się nie odmawia, a żelazną zasadą jest jego wspólne spożywanie przez członków wspólnoty, mężczyzn i kobiety. Posługa w langarze jest jednym z wielu przejawów służby społeczności, obowiązującej każdego członka sikhijskiej wspólnoty.

Równouprawnienie kobiet, wprowadzone na samym początku przez Guru Nanakę, rozwinięte później przez Guru Amara Dasa, było bodaj najbardziej rewolucyjnym posunięciem. Ówczesne kobiety, zwłaszcza ze wspólnot islamskich (obecnych w Indiach od około roku 1000), stały bowiem nieporównanie niżej w hierarchii od mężczyzn. Musiały im usługiwać, nie wolno im było uczestniczyć w zajęciach mężczyzn, a już na pewno zasiadać z nimi razem za stołem. Gdy Indie podbiła dynastia Mogolska, zasady się jeszcze zaostrzyły. Kobietom nakazano zasłanianie twarzy, nasiliła się też presja by je jak najwcześniejsze wydawać za mąż. Powstał nawet swoisty kanon izolacji płci, nazywany parda. Doszło do tego, że najlepszym wyjściem dla wdowy było samospalenie na stosie męża. Obyczaj zwano sati, a kobieta, która mu się nie poddała, dożywała swych dni w poniżeniu, spychana przez otoczenie na społeczny margines.

U Sikhów było inaczej. Kobiety nie musiały zakrywać lica, a z ich zdaniem liczono się na równi z męskim. W XVI wieku, trzeci z jedenastu Wielkich Guru, Amar Das zakazał sati. Pozwolił wdowom powtórnie wychodzić za mąż, a znosząc pardę, zrównał w praktyce status kobiet i mężczyzn. Wychowywane w takich warunkach kobiety sikhijskie stały się szybko niezależne. Wykazywały inicjatywę, zarządzały majątkiem, reprezentowały rodzinę, prowadziły biznes i uczestniczyły na równi z mężczyznami w polityce. Równouprawnienie płci było wśród Sikhów faktem 300 lat przed narodzinami ruchu sufrażystek. Ba, kobiety mogły przewodniczyć zgromadzeniom religijnym, co w wielu na przykład chrześcijańskich kościołach i w islamie jest przedmiotem ostrego sprzeciwu. Po dziś dzień mężczyznom przysługuje przy nazwisku słowo Singh, czyli lew, zaś kobietom – Kaur, czyli księżniczka

Ceń ludzi wedle światła, które z nich bije, i nie pytaj o kastę. Nic kasta w zaświatach nie znaczy.” – głosiła święta księga Sikhów „Adi Granth” („Guru Granth Sahib”). Guru Nanaka, a potem 9 kolejnych wielkich mędrców zawarło w niej przemyślenia, tworząc kodeks religijny sikhijskiej wspólnoty. Dziesiąty Guru, Gobind Singh (1666-1708) wprowadził ceremonię chrztu w 1699 roku. Zaś przed śmiercią nakazał, by Sikhowie czderpali wiarę jedynie z prawd zebranych w świętej księdze, wydanej w 1604 roku.

Powyższy cytat świadczy najlepiej o tym, że u podstaw sikhijskiej religii legło zniesienie podziałów klasowych. Ponadto, Sikhowie nigdy nie starali się nawracać innych na swą wiarę. Przeciwnie, ich święta księga – jako jedyna na świecie – przytacza hymny innych religii. Zaś symbolicznym znakiem otwartości na świat są rozmieszczone ze wszystkich stron bramy Złotej Świątyni w Amristarze. Jej wzór powielają wszystkie świątynie Sikhów, zwane gurudwarami. Na podwyższeniu pośrodku każdej z nich leży pięknie oprawiony egzemplarz świętej księgi. Zgromadzeni recytują wspólnie zawarte w niej hymny. Księga ważniejsze jest niż przedstawienie Boga. Ten bowiem u Sikhów jest jeden ale może mieć wiele imion. Zasady wspólnotowości i równości wszystkich ludzi wobec Boga, ilustruje doskonale anegdota. Gdy do Pendżabu, do Guru Amara Dasa przybył sułtan Akbar panujący w Indiach na przełomie XVI i XVII wieku, zaproszono go by najpierw usiadł ze wszystkimi na ziemi i posilił się wraz z gospodarzami.

Sikhowie z Delhi, fot. Paweł Wroński
Sikhowie z Delhi, fot. Paweł Wroński

Żeby zrozumieć jak narodziła się religia sikhijska, trzeba się cofnąć do XV-wiecznego Pendżabu. Guru Nanaka, opierając się na monoteistycznej wizji Boga zaczerpniętej z islamu oraz zasadach wyznawanych przez hinduistów, takich jak wiara w reinkarnację, stworzył nową religię. Racjonalną adaptację idei zaczerpniętych z popularnych wóczas w Pendżabie religijnych nurtów filozoficznych. Głoszącego równość ludzi wobec Boga hinduistycznego bhakti oraz przesyconego mistycyzmem islamskiego sufizmu.

Sikhijska religia jest pokojowa, ale jak powiedział Guru Gobind Singh:
Jeśli zawiodły wszelkie środki, usprawiedliwione jest wyjęcie miecza z pochwy..

Położony w północnej części Półwyspu Indyjskiego Pendżab, stanowił w XV wieku główną bramę Indii. Na co dzień przekraczały ją niezliczone kupieckie karawany. Ale wlewały się również fale najeźdźców. Wielu przybyszów osiedlało się więc w Pendżabie wnikając w miejscowe środowisko. Na porządku dziennym stały się małżeństwa mieszane. Nie tylko pod względem rasowym, czy narodowościowym, ale również religijnym. To sprzyjało przenikaniu kultur, akceptacji różnorodności, a w konsekwencji tolerancji. Nawet podbój dokonany przez Mogołów w połowie XVI wieku nic w tej kwestii w Pendżabie nie zmienił, i wspólnota sikhijska pomyślnie się rozwijała.


INFO
www.sikhs.org

Ekspansja 5 religii

Fantastyczna animacja „How the 5 Major World Religions Spread”, opublikowana przez Business Insider 13 lipca 2015.
Nie mogłem sobie odmówić, żeby jej nie zapamiętać we własnym archiwum.

Maroko – zdrowie i uroda spod drzewa życia

Rozwój marokańskiej farmacji biegnie dwoma ścieżkami. Współczesną, na której spotykamy  specjalistów z cenzusem wyższych, nierzadko europejskich uczelni i zbliżone do naszych normy prawne. Oraz egzotyczną, przesyconą berberyjską tradycją i nakazami Allaha, na której o wszystko można, a nawet należy się targować, bacząc by nie stać się ofiarą własnej naiwności.

Obu ścieżkami podążają coraz liczniejsi turyści, poszukujący przede wszystkim panaceów na zdrowie i urodę. W Maroku, ze względu na wpływy z czasów kolonialnych, chwytliwe w całym świecie hasło Health & Beauty wyrażane jest najczęściej po francusku: santé et de beauté.

Europejska strona medalu
Farmaceutyczna kariera stała się na przełomie wieków kuszącą perspektywą, o czym świadczy dobitnie apteczny boom, jaki nastąpił w minionej dekadzie. W stosunku do lat 90. XX wieku, liczba aptek wzrosła w Maroku niemal trzykrotnie. Dziś na terenie kraju działa 3700 placówek, obsługiwanych przez 7500 dyplomowanych pracowników. Co ciekawe blisko 60% z nich legitymuje się dyplomem którejś z europejskich uczelni. Do studiowania na zagranicznych uczelniach popycha młodzież prozaiczna rzeczywistość. W krajowych, na obleganych fakultetach farmaceutycznych po prostuje brakuje miejsc. Chętni wyjeżdżają więc na nasz kontynent. Wprawdzie najczęściej do Francji i Włoch, ale zdarza się, że studiują także w innych krajach. Chociażby w Polsce.

Wykształceni w Europie, zachowują się później po europejsku. Praktykom w takim stylu sprzyja też polityka marokańskiego państwa i prawo, którego standardy są sukcesywnie dostosowywane do naszych norm, bowiem Maroko już w 1987 roku deklarowało chęć przystąpienia do UE. Bruksela położyła wprawdzie kres tym nadziejom, podając jako powód konflikt z Saharą Zachodnią, niemniej jednak Maroko stowarzyszone z wielkim europejskim bratem, podtrzymuje i sukcesywnie poszerza stosunki handlowe i dyplomatyczne z krajami Starego Kontynentu. Jako partner, traktowane jest tym poważniej, że odgrywa czołową rolę wśród krajów Maghrebu. Od czasów średniowiecznej arabskiej ekspansji tym mianem określa się obszary północno-zachodniej Afryki. Przejętą od Arabów nazwę, Europejczycy stosowali przez jakiś czas jedynie do Maroka, Algierii i Tunezji, ale teraz obejmuje się nią również Libię, Mauretanię i Saharę Zachodnią, słowem wszystkie państwa, współpracujące ze sobą w ramach Arabskiej Unii Maghrebu.

Aptekę w Maroku może prowadzić i być jej właścicielem jedynie dyplomowany farmaceuta, po odbyciu rocznego stażu. Nieodzowne jest przy tym posiadanie obywatelstwa marokańskiego (wyjątek stanowią jedynie małżonkowie marokańskich obywateli). Można być właścicielem tylko jednej placówki, bo póki co Maroko obawia się monopolu sieci wspieranych przez producentów i dystrybutorów leków. Zakładanie aptek poddane jest kontroli. Kluczowe znaczenie dla ich rozmieszczenia ma przepis, że sąsiadujące ze sobą placówki musi dzielić przynajmniej 300-metrowy dystans. Sprawdza go komisja złożona z urzędników miejscowej prefektury, przedstawicieli izby aptekarskiej i związków zawodowych, w towarzystwie właściciele najbliższych aptek, którzy są zapraszani na tego rodzaju akcje. Dyskutowane jest zastosowanie zasady demograficznej – 1 apteka na 5 tys. mieszkańców, ale przeważają głosy krytyczne. Chociaż bowiem wskaźnik urbanizacji wynosił w 2010 roku 58%, a do miast migruje średnio 2,1% obywateli rocznie, na prowincji, nawet w trudno dostępnych terenach górskich i pustynnych wciąż pozostaje spora część populacji, w tym plemiona prowadzące od pokoleń koczowniczy tryb życia.

Niestety, w ostatnich latach pojawił się także problem cen leków i skorelowanej z nimi dostępności. Preparaty medyczne są drogie. Turystów ostrzegają przed tym wszelkie bedekery i przewodniki, zaś mieszkańcy odczuwają ten fakt boleśnie na co dzień. Pomimo bowiem odnotowywanego ostatnio wzrostu gospodarczego (4,6% w 2011 roku, 85 miejsce na świecie w rankingu CIA Factbook), kraj zaliczany jest do biednych, a wygórowane ceny leków żywności i paliw wskazywane są jako ważny powód budżetowych trudności oraz hamulec w podjętej pod rządami króla Mohammeda VI, budowie otwartej wolnorynkowej gospodarki. W kwestii leków podjęto decyzję o częściowej ich refundacji. Z komercyjnych ubezpieczeń korzysta zaledwie 20% populacji. Marokańśkie władze dążą do objęcia systemem ubezpieczeń wszystkich pracujących i roztoczenie opieki nad bezrobotnymi. Póki co z tytułu ubezpieczenia zdrowotnego pacjentom przysługuje zwrot rzędu 50-70% ceny ale tylko na zamienniki leków oryginalnych. Refundacja nie obejmuje preparatów OTC.

60% Tylu marokańskich aptekarzy legitymuje się dyplomem europejskiej uczelni.

Jak poinformowały w 2011 roku: FNSPM (La Fédération nationale des syndicats des pharmaciens du Maroc) – Narodowa Federacja Farmaceutyczna oraz AMIP (La Association marocaine de l’industrie pharmaceutique) – Stowarzyszenie Przemysłu Farmaceutycznego, ok 30% aptek przeżywa obecnie trudności finansowe. Proponowane obniżenie marż w aptekach może doprowadzić do ich bankructwa. Warto przy tym pamiętać, że ceny leków są na terenie całego kraju takie same. Aptekarze z prowincji cieszą się w związku z tym znaczącymi ulgami podatkowymi, co zwiększa ich szanse na zysk i ma zachęcać do podtrzymania działalności. Z wnioskiem o obniżenie marż wystąpiła Boston Consulting Group, we wnioskach z badań rynku farmaceutycznego. Wnioski z badań trafiły na parlamentarne forum, wywołując zażartą dyskusję polityków i zdecydowany sprzeciw aptekarskich zrzeszeń. Ich zdaniem scenariusz zamykanych aptek uderzy w pacjentów. Tym dotkliwiej, że placówki te pełnią w Maroku istotną rolę podstawowego ogniwa w łańcuchu opieki zdrowotnej. Koran bowiem nakazuje dbałość o zdrowie (bez wnikania w szczegóły jak), a Maroko jest krajem muzułmańskim (bez fanatyzmu i ortodoksji, ale religijnym). Pacjenci oczekują więc od farmaceutów rzetelnej diagnozy i porady. Często w ogóle nie zgłaszają się do lekarza. Przecież na leki, oprócz psychotropowych i zawierających substancje narkotyczne, nie potrzeba tutaj recept. W praktyce więc, to aptekarz, a nie lekarz proponuje kurację. Konsekwentnie też, wskazuje odpowiednie leki i instruuje jak je stosować. Ponadto, służy pierwszą pomocą w nagłych wypadkach, a na co dzień jest źródłem informacji na temat szeroko pojmowanych kwestii zdrowotnych – od antykoncepcji po zasady prawidłowego żywienia. W związku z potrzebami diagnostycznymi normą stało się wykonywanie w aptekach pomiarów ciśnienia lub poziomu cukru we krwi, czy przeprowadzanie testów ciążowych. Apteki usytuowane w najchętniej odwiedzanych przez przybyszów z zagranicy miastach podjęły sprzedaż środków kosmetycznych oraz różnych naturalnych specyfików, oferują też związane z nimi tradycyjne zabiegi, masaże lub ćwiczenia, na przykład ajurwedyjskiej proweniencji.

Berbeyjski rewers
W programie każdej niemal zorganizowanej wycieczki do Maroka jest wizyta w aptece berberyjskiej, ukrytej zazwyczaj w jednym z licznych zaułków suku – rozedrganego, gwarnego targowiska. Wystrój trąci magią i ezoteryką. Na pólkach przyciągają uwagę szeregi słoików z maściami, flakoniki z olejkami, wiązki ziół, suszące się skóry jaszczurek, żółwie i kameleony w zbiornikach. Z lekami sąsiadują sterty barwnych przypraw. Można sięgnąć do nich ręką albo jeszcze lepiej, pochyliwszy się, odurzyć aromatem. W powietrzu unoszą się i przenikają zapachy.  Mięty, szafranu, czarnuszki, kminku, kardamonu i dziesiątek innych znanych lub nieznanych nam substancji. Fama niesie, że berberyjscy sprzedawcy mają panacea na wszystkie nieszczęścia tego świata – od bólu zębów po złamane serca. Wyrabia się je na miejscu, z reguły w przesłoniętym kotarą pomieszczeniu-laboratorium. Atmosfera berberyjskich aptek jednych zniewala, innych skłania do sceptycyzmu. Pojawiające się często podejrzenia o oszustwo są mocno przesadzone. Przecież Allah jest wielki i Allah patrzy, a oszukiwać zabrania. Co innego, wykorzystać niewiedzę, bądź naiwność niewiernych… Żądni wiecznej młodości turyści wezmą za dobrą monetę jakiekolwiek zabarwione na pomarańczowo oleje.

Podstawą uczciwej medycyny berberyjskiej jest głęboka znajomość ziół i naturalnych ekstraktów pochodzenia zwierzęcego. Ich preparaty z pewnością nie są szkodliwe. Co do skuteczności, celnie ujął tę kwestię jeden z internautów, uczestniczących w dyskusji o cudownych walorach słynnego oleju arganowego: „trudno powiedzieć, przecież marokańskie kobiety mają pozakrywane ciała”. Wspomniany olej jest specyfikiem najbardziej poszukiwanym, marokańską specjalnością i to złotonośną. Jest bowiem podstawowym składnikiem maści, olejów i balsamów, a sam w sobie także skutecznym medykamentem i kosmetykiem. Ba, używa się go także do potraw. Autochtoni nazywają go ardjan, a przenośnie mówi się o nim marokańskie złoto lub migdał Berberów. Ma lekko wpadające w czerwień pomarańczowe zabarwienie, a jego eteryczne komponenty roztaczają delikatną orzechową woń. Pierwsze wieści o tym specyfiku przywiózł do Europy na początku XVI wieku Joannes Leo Africanus (był Maurem, a jego rodowe imię brzmiało al-Hasan ibn Muhammad al-Wazzan al-Fasi). Drzewa arganowe trafiły do ogrodów pałacowych starego kontynentu, ale że nie owocowały, moda na nie przeminęłą. Światowy rozgłos olej arganowy uzyskał dopiero w latach 90. XX wieku, po badaniach przeprowadzonych przez Zoubidę Charrouf profesor chemii z Uniwersytetu w Rabacie. Okazało się, że lecznicze właściwości powoduje ogromna zawartość witaminy E i nienasyconych kwasów tłuszczowych, obniżających poziom cholesterolu. Po ogłoszeniu tych rewelacji, w Maroku zaczęły powstawać spółdzielnie nastawione na produkcję oleju arganowego. Zatrudniono przy tym setki kobiet, które i tak zwyczajowo tym się zajmowały, tyle, że proces zmechanizowano, a w spółdzielniach zajęto się także ich podstawowym wykształceniem – uczą się czytać i pisać (według statystyk 35% Berberek to analfabetki). Jak dotąd nie udało się zmechanizować jednego tylko etapu produkcji oleju arganowego – miażdżenia pestek. Nie udało się bowiem skonstruować urządzenia, które mogłoby konkurować ze sprawnością rąk Berberek. Spółdzielnie sadzą każdego roku nowe drzewka, co sprzyja podtrzymaniu gatunku.

Olej używany w kuchni jest gorzkawy i ma orzechowy posmak. Spreparowany specjalnie do celów kosmetycznych jest zazwyczaj bezbarwny i pozbawiony zapachu. Gęsty. Zawiera około 100 substancji czynnych, w tym pięć grup związków antykancerogennych: karoteny, polifenole o działaniu antyoksydacyjnym i przeciwrodnikowym, sterole (ujędrniają i wygładzają naskórek), alkohole triterpenowe i tirukallol (łagodzi objawy alergii), beta-amyrinę o właściwościach przeciwzapalnych oraz butyrospermol, którego można używać do pielęgnacji skóry przed i po opalaniu. Olej arganowy wpływa wzmacniająco na system immunologiczny, obniża zawartość tłuszczu we krwi, poprawia krążenie, reguluje ciśnienie, zwalnia procesy starzenia się komórek, regenerując już zniszczone i chore, dezynfekuje, pomaga w odbudowie tkanki łącznej, sprzyja przemianie materii. Ba, zmniejsza ryzyko choroby nowotworowej, zawału serca, miażdżycy, Alzheimera, Parkinsona, różnych chorób skór i reumatyzmu. Łagodzi bóle stawów i mięśni, a u niemowląt odparzenia. Jest bardzo poszukiwany przez dojrzałe kobiety, bo zapobiega cellulitowi i rozstępom spowodowanym ciążą. Spowalnia powstawanie zmarszczek i wygładza istniejące. Dojrzewającym dziewczętom pomaga uwolnić się od trądziku. Niezależnie od wieku wzmacnia włosy i paznokcie. Używa się go przy masażach ciała i do codziennej pielęgnacji. Doskonale się wchłania nie brudząc ubrań i nie pozostawiając uczucia tłustej skóry. Można go mieszać z ulubionymi kremami wzbogacając ich właściwości. Wykorzystywany jest przy produkcji mydeł, szamponów, kremów po goleniu.

20% Tyle (co najwyżej) oleju arganowego zawierają preparaty dostępne w naszych aptekach. Na suku można dostać olejek bez domieszek. Przede wszystkim jednak ciemny i pachnący orzechami – spożywczy. O kosmetyczny, bezbarwny i pozbawiony zapachu jest trudniej.

Eksportowany w niewielkich ilościach za granicę, stosowany jest jako składnik drogich kosmetyków i preparatów leczniczych, również w Polsce. Ale nawet w produktach z najwyższej półki jego zawartość nie przekracza 20%. Kupowany w sklepach internetowych, sprowadzających go z Maroka firm jest pozbawiony domieszek. Bezpośrednio od Berberów bywa jeszcze wyrabiany tradycyjnymi metodami – bez użycia maszyn. A wraz z czystością preparatu rośnie pewność, że jego działanie będzie niemal cudowne, a już z pewnością wszechstronne. Berberyjski specyfik i jego odkrycie dla współczesnej nauki zbliża dwie, odrębne wydawałoby się ścieżki marokańskiej farmacji.

Drzewo życia
Tym iście bajkowym mianem określane jest w Maroku drzewo arganowe (Argania spinosa), z której nasion wyrabia się olej o niewiarygodnych właściwościach leczniczych i odżywczych. Dostarcza bardzo twardego drewna, stąd określenie „drzewo żelazne”. Drewno arganii – niezwykle twarde i odporne stanowi znakomity materiał meblarski. Ma też dobre właściwości energetyczne i wraz z łupinami orzechów wykorzystywane jest w Maroku jako opał. Wytłoczyny z orzechów jako wartościowa pasza dla zwierząt. A pozostała po tłoczeniu oleju z nasion pasta zwana amolem, posłodzona zastępuje Berberom masło orzechowe.
Arganie próbowano sadzić poza Marokiem, choćby w Hiszpanii, ale drzewa arganowe owocują tylko w południowo-zachodniej części afrykańskiego kraju, w regionie Souss, rozciągającym się między Agadirem, Marrakeszem i Essaouirem oraz w pobliżu Oujda. Łącznie, obszar nimi porośnięty liczy niespełna 800 tys. ha. W 1998 roku region objęto patronatem UNESCO jako rezerwat biosfery. Arganię wpisano także na listę gatunków zagrożonych, ponieważ liczbę drzewek szacuje się dziś na 21 mln. Przed półwieczem było ich ponoć dwukrotnie więcej.
Ciekawa jest wegetacja tej endemicznej rośliny w regionie nader ubogim w wodę i sole mineralne. Do pozyskiwania wody przystosowane są korzenie, którymi drzewo sięga w głąb ziemi. Nawet 30 m, do poziomu wód gruntowych. Jego pień osiąga co najwyżej 10 m wysokości, a korona średnicę 14 m. Drzewo żyje przeciętnie 150-200 lat, a na pierwsze owoce trzeba czekać lat 50. Wiek najstarszych znanych okazów szacuje się na 400 lat. Pień arganii jest poskręcany i sękaty. Sylwetką przypomina drzewo oliwne, ale jego gałęzie są najeżone cierniami, a owoce są żółte i bardziej szpiczaste niż oliwki. Owoce kryją większe od laskowych pestki zwane orzechami. W nich znajdują się nasiona. Charakterystyczne jest to, że skorupa orzecha arganowego jest wielokrotnie twardsza od jakiegokolwiek innego orzecha i bardzo trudno ją rozbić. By dostać się do nasion, Berberowie  wykorzystują fakt, że dla kóz owoce są wielkim przysmakiem. Zbierano więc orzechy przetrawione, z kozich odchodów i dopiero z nich wydobywano ziarna. Owoce zbiera się od lipca do września. Żeby uzyskać litr oleju potrzeba około 30 kg nasion.

Berberowie
To rdzenna ludność Północnej Afryki, która wciąż zamieszkuje obszary od Egiptu po wybrzeża Oceanu Atlantyckiego w pasie między brzegami Morza Śródziemnego a południowymi obrzeżami Sahary. Ich plemiona dotarły niegdyś na Wyspy Kanaryjskie. Współcześnie ich populację szacuje się na 48 mln. Najwięcej Berberów żyje w Maroku (25 mln, gdzie stanowią ok. 70% ludności) i Algierii (ponad 19 mln). Podziwu godną żywotność zawdzięczają chyba drzewu życia i korzystaniu z jego dobrodziejstw. Ich kultura oparła się arabskiej ekspansji i kolonialnym wpływom Europejczyków. Zachowali kulturę, język, starożytną wiedzę i kunszty nie tylko medyczne.

MAROKO DLA TURYSTÓW
Ten afrykański kraj jest tak silnie zorientowany turystycznie, że nie czujemy się w nim obco. Mimo postępującej europeizacji, pozostaje jednak wciąż na tyle egzotyczny, że trudno nie ulec fascynacji jego kulturą. Pod względem krajobrazu i klimatu Maroko oferuje przybyszom ciekawą mozaikę. Nad Atlantykiem i Morzem Śródziemnym rozrzucone są kąpieliska i porty, plaże ciągną się kilometrami. W interiorze piętrzą się góry sięgające 4 tys. metrów. Jakby tego było mało, rozległe połacie południowej części kraju zajmuje pustynia – Sahara. Powierzchnia Maroka jest znacznie większa od Polski, wynosi 447 tys. km2. A populacja nieznacznie tylko mniejsza – 35 mln. ludzi.

Podróżujący z Europy, dostają się najczęściej do Maroka przez Gibraltar. Jednak z rejsami promowymi konkurują coraz wygodniejsze i tańsze połączenia lotnicze. Największą popularnością wśród turystów cieszy się wybrzeże i rozrzucone wzdłuż niego miasta – stolica kraju Rabat, Casablanca, Tanger, Agadir i Essaouria. W głębi kraju usytuowane są dawne stolice, kuszące egzotyczną atmosferą – Fez, Marrakesz i Meknes. Poszukujący przygody na Saharze odwiedzają  miasto Tiznit, znane też szeroko z wyrobu tradycyjnej berberyjskiej biżuterii. Szczególną atmosferę ma Kulimin, w którym odbywają się największe bodaj targi wielbłądów. Wyruszając w góry Atlasu warto pamiętać o ośrodkach Azra i Ifran, a poszukując oryginalnej alternatywy dla europejskich kurortów zimowych o Michlifene, największej z marokańskich stacji narciarskich.

Sercem i duszą Maroka jest z pewnością Marrakesz. Nad gęsto stłoczoną zabudową górują słynne zabytkowe obiekty: meczet Koutubia, pałac Bahia, grobowce dynastii Saadytów. Na placu Djema El-Fna odbywa się przez cały dzień handel, a wieczorem pojawiają się zaklinacze węży, akrobaci i wróżbici. Ciasne uliczki Marrakeszu tworzą prawdziwy labirynt. Jakbyśmy się jednak nimi nie poruszali doprowadzą nas na suk, bodaj największy i najsłynniejszy w Maroku. To na nim poszukujemy zazwyczaj przypraw i kosmetyków, zwłaszcza cudownego arganowego olejku. W sąsiadujących z targowiskiem uliczkach kryją się rzemieślnicze warsztaty, w których można nabyć tradycyjne wyroby, zwłaszcza tkaniny.

Suk znajdziemy w każdym mieście, w jego najstarszej części zwanej medyną. Medyna z Marrakeszu została wpisana na listę UNESCO. Oryginalną, bo zaprojektowaną w 1970 roku przez Coco Polizziego znajdziemy w nowoczesnym, portowym mieście, jakim jest współczesny Agadir. W 1960 roku miasto nawiedziło katastrofalne trzęsienie ziemi. Planując odbudowę medyny, włoski artysta nawiązał do dawnej architektury i zdobnictwa. Prace budowlane rozpoczęto w 1992 roku, wznosząc na obszarze 4,5 ha budynki z kamieni, ziemi i drewna sprowadzanych z okolic Agadiru. Plany obejmują także utworzenie sztucznego zbiornika wodnego i ogrodu botanicznego. Póki co miasto przyciąga turystów nadmorskimi plażami i famą, która głosi, że przez 300 dni w roku świeci tutaj słońce. Malowniczą scenerię ma stary port rybacki. Z usytuowanej na wzniesieniach dzielnicy Kasbah można objąć wzrokiem całe miasto. A jego główne obiekty wznoszą się przy prowadzącym równolegle do plaż bulwarze Muhammada V, za panowania którego, w 1956 roku Maroko wyzwoliło się spod kolonialnej zależności od Francji i Hiszpanii.

Na północ od Agadiru, w odległości około 170 km, leży „biała perła atlantyckiego wybrzeża” – miasto Essaouria. Poetyckie określenie zawdzięcza białym domom nawiązującym architekturą do wzorów portugalskich. Tu także są piękne plaże i panuje sprzyjający wypoczynkowi klimat. Pełne swoistego uroku miejsca to stary port i targ rybny, nad którymi góruje wzniesiona przez Hiszpanów twierdza Sqala. Jej mury najeżone są wciąż lufami armat odlanych z brązu. Na tutejszym suku największy podziw budzą dzieła snycerskie – przedmioty wykonane z hebanu i cedru.

Kluczem do poznania Maroka można uczynić berberyjską kulturę. Znakomitą okazją do jej poznania jest Festiwal Róż, jaki w początkach maja odbywa się w górach Atlasu, w dolinie Dades, w miejscowości Al Qal’a Mguna. Te swoiste  dożynki wieńczą zbiory płatków róż, wykorzystywanych do produkcji perfum i wody różanej używanej do celów spożywczych. Imprezę wypełniają tańce i muzyka. Pod koniec czerwca, w Agadirze odbywa się festiwal Timitar, Inne berberyjskie festiwale godne uwagi to lutowe Święto Migdałów w Tafraout, czerwcowe Święto Czereśni w Seffou oraz dwa festiwale jesienne Święto Miłości w Imilchil (wrzesień) i Święto Daktyli w Erfoud (odbywa się w październiku). Oprócz rękodzieła, oryginalną pamiątką berberyjską jest czarne mydło. Można je kupić na każdym suku. Jest rzeczywiście czarne, a to za sprawą czarnuszki (Nigella damascena), rośliny pospolitej w basenie Morza Śródziemnego. Wykorzystywanej jako przyprawa i substancja lecznicza, składników perfum, szamponów i kremów do pielęgnacji ciała oraz chroniących przed słonecznymi oparzeniami.

Trzeba pamiętać, że Maroko jest krajem muzułmańskim, a 9 miesiąc islamskiego kalendarza to Ramadan, obchodzone na cześć objawienia jakiego doznał Mahomet. Allah wyjawił mu prawdy spisane później w Koranie. W tym okresie od świtu do zmierzchu wszyscy wierni przestrzegają wówczas postu. Poza tym wypada powstrzymywać się od palenia i jedzenia, a nawet okazywania głębszych uczuć. Większość kafejek i restauracji jest w dzień zamknięta. Życie wraca na ulice po zmierzchu. Ramadan jest świętem ruchomym. W 2012 roku przypada na okres 20 lipca-18 sierpnia. W 2013 roku, w dniach 9 lipca-7 sierpnia. Miesięczny post kończy się radosnym świętem Id al-Fitr – to czas odwiedzin, składania sobie życzeń i obrzucania się podarkami oraz wspomagania biednych.

INFO
Informacje o kraju na oficjalnych stronach marokańskiego ministerstwa turystyki: www.maroc.ma
oraz na stronach po polsku: www.abcmaroko.pl

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Farmacja i Ja” w 2012 roku.

Egipt – jeszcze o nim wszystkiego nie wiecie

Nadzwyczaj bogaty wachlarz atrakcji sprawia, że Egipt plasuje się od lat w czołówce egzotycznych kierunków urlopowych, wybieranych przez Polaków.

Ten fakt cieszy Ahmeda Sobhi Ismaila, piastującego od jesieni 2012 roku stanowisko dyrektora Biura do spraw Turystyki przy Ambasadzie Egiptu w Polsce. Wyjaśnienie zjawiska wydaje mu się jednak oczywiste. – Brakuje wam ciepłego morza – mówi. – A w Egipcie mamy dostęp do dwóch. Śródziemnego i Czerwonego. Polacy zajmują obecnie szóstą pozycję wśród nacji odwiedzających jego kraj. Dyrektor pragnie podwyższenia tej lokaty i znaczącego zwiększenia liczby gości z Polski. Jest pewien, że się uda, gdyż jak twierdzi, jeszcze wszystkiego nie wiemy o kraju nad Nilem.

Za miedzą Hurghady
Niesłabnącym powodzeniem wśród Polaków cieszą się kurorty nad Morzem Czerwonym, Hurghada i Sharm El Sheik, znane z rozległych plaż i łatwego dostępu do barwnej rafy koralowej. Jednej z najpiękniejszych na świecie. Panują tam wymarzone warunki do nurkowania oraz uprawiania innych sportów wodnych, choćby windsurfingu. W bogatej i zróżnicowanej ofercie hotelowej, każdy znajdzie coś na miarę swych marzeń i możliwości. Zdając sobie jednak sprawę, że najpiękniejsze nawet miejsca, odwiedzane wielokrotnie mogą znużyć, dyrektor wskazuje istniejące w pobliżu niezwykłe enklawy. Takie jak El Gouna, prywatne miasteczko, z którego do Hurghady dociera się samochodem zaledwie w kwadrans. Są tam nie tylko hotele, ale również jedno z najlepszych pól golfowych w kraju piramid, stadion lekkoatletyczny i boiska piłkarskie. Luksusowy standard w dobrej cenie – podkreśla dobitnie Ahmed Sobhi Ismail, polecając podobne miejsca uwadze naszych touroperatorów i indywidualnych turystów.

Z perspektywy życiodajnej rzeki
Nad Nilem narodziła się jedna z najwspanialszych i najstarszych kultur na Ziemi. W badaniu jej tajemnic Polacy uczestniczą z powodzeniem od ponad stu lat. Inspirowane odkryciami uczonych epopeje; „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza oraz „Faraon” Bolesława Prusa podsycają od pokoleń pragnienie by zobaczyć na własne oczy Sfinksa i piramidy, zgromadzone w Luksorze skarby faraonów, najdalej na południe wysunięte miasto Egiptu Abu Simbel ze słynną świątynią Ramzesa II, czy tamę w Assuanie, jedno z największych przedsięwzięć technicznych ludzkości. Od zarania dziejów Egipt rozwija się dzięki wylewom Nilu. Wody potężnej  rzeki wydzierają pustyni wąski pas ziemi. Nic więc dziwnego, że właśnie w nim powstały wszystkie cuda Egiptu. Tętniące życiem metropolie i fascynujące budowle. Alternatywą klasycznych podróży do tych niezwykłych miejsc są rejsy statkami po Nilu, bowiem zwiedzanie łączy się w tej formie z wypoczynkiem na pokładzie statku. Przed oczami przesuwają się pustynne krajobrazy, a zawijanie do gwarnych portów przy kolejnych celach podróży ma własną, niepowtarzalną poetykę. Z perspektywy rzeki po raz kolejny odkryjecie kraj faraonów.

Mozaika piasków, kamieni i kultur
W wyobrażeniach mieszkańców naszej strefy klimatycznej, pustynia to piaszczyste diuny formowane nieustannie przez wiatr. Piękne ale puste i groźne. Pustynie Egiptu odbiegają dalece od tego stereotypowego wzorca. Owszem są wśród ciągnące się po horyzont morza piasków. Bywają także pustynie kamienne. Są białe, i są czarne. Wszystkie cieszą oczy surowym pięknem. Potrafią także zaskoczyć, zwłaszcza nadspodziewanie bujną przyrodą oaz. Nie są też tak bezludne jakby się wydawało, gdyż zamieszkują je plemiona nomadów. Nauczyli się jak na nich żyć. Opanowując siły natury korzystają współcześnie ze zdobyczy techniki. Niemniej jednak kultywują dawne tradycje i celebrują święta, dumni z obyczajów przodków. Wycieczki do zajmowanych przez nich zakątków niosą ze sobą posmak przygody oraz obietnicę odkryć i wrażeń, jakich nie doznamy we własnym, mocno zestandaryzowanym świecie. Bogactwo egipskiej kultury odzwierciedlają liczne festiwale i święta. Kraj zamieszkują przeważnie muzułmanie, więc najwięcej okazji do świętowania nastręcza Ramadan. Dziewiąty miesiąc kalendarza, w którym według tradycji Archanioł Gabriel przekazał Mahometowi pierwsze wersy Koranu. Najpiękniejsze są wówczas wieczory. Bogato udekorowane ulice skrzą się tysiącami świateł, a ludzie w pogodnych nastrojach spożywają wspólnie posiłek po poście, ściśle przestrzeganym od świtu do zmierzchu, obowiązującym każdego wyznawcę Allacha powyżej 10 roku życia. Okres Ramadanu kończy Święto Przerwania Postu, podczas którego wyznawcy Islamu odwiedzają się, składają sobie życzenia pomyślności i podarki.

Nie tylko zupa z juty
Wizytówką każdej kultury jest stół. Zastawiony tradycyjnymi potrawami o niepowtarzalnym aromacie i smaku. Kuchnia Egiptu jest zakorzeniona w tradycji śródziemnomorskiej. Przez tysiące lat przenikała jednak wpływami innych kultur. Narodów podbijanych przez armie faraonów, jak i zdobywców. Szczególne piętno odcisnęli na niej Arabowie, dzięki którym nad egipskim stołem unosi się aromat przypraw i ziół: kminku, kurkumy, kolendry, pietruszki i mięty. Desery zaś są ciężkie i słodkie. Ba, znana dość szeroko baklawa – strucel z orzechami i miodem, obecny tez w kuchni greckiej i tureckiej należy do mniej słodkich. Rzecz nieco upraszczając można powiedzieć, że Nubijczycy, żyjący na południu kraju, lubią potrawy pikantne, zaś mieszkańcy północy preferują łagodniejsze smaki. Specyficznym składnikiem potraw w całym kraju są bób i fasola, najczęściej miksowane po ugotowaniu z cebulą, pomidorami i przyprawami, podawane z jajkiem. Uliczni sprzedawcy oferują je w postaci pasty do kanapek albo smażonych klopsików (ta’amija lub falafel). Niezbędnym dodatkiem jest chleb, przypominający polskie podpłomyki. Poczesne miejsce zajmują zupy, i zapewne dlatego panuje przekonanie, że kulinarną wizytówką Egiptu jest gęsta zupa z juty (molochija), warzywa o zielonych liściach, wyglądem i smakiem zbliżonego do szpinaku. To jednak tylko jedna z rozlicznych możliwości, bo w zależności od upodobań można wybierać między zupami mięsnymi, warzywnymi i rybnymi. Ryby i owoce morza są nader znaczącym składnikiem potraw. Jak przystało na kraj z dostępem do dwóch morskich akwenów.

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Świat. Podróże. Kultura.” wiosną 2013.