Szwajcaria Paderewskiego

Nad jeziorem Genewskim, w Riond-Bosson w Morges stała do 1965 roku willa Paderewskich. Ba, pałac w istocie. Już nie istnieje, ale w Château de Morges mieści się biograficzne muzeum poświęcone wybitnemu polskiemu artyście i mężowi stanu.

Szwajcarska willa byłaby może symbolem jedynie życia rodzinnego Ignacego Jana Paderewskiego (1860 – 1941), gdyby nie fakt, że kompozytor na długo przed jej zakupem stał się osobą publiczną, a tym samym nieustannie i bacznie obserwowaną. Świadczą o tym liczne wzmianki i reportaże zamieszczane w ówczesnej prasie, których tematem było przede wszystkim kto, kiedy i jak gościł u Paderewskich. Było to tym ciekawsze dla współczesnych, że pianista był człowiekiem niezwykle ustosunkowany, zaprzyjaźniony z prominentnymi przedstawicielami elit sztuki i polityki. Jako mąż stanu znalazł się przecież już w 1919 roku w Sali Lustrzanej w Wersalu, gdzie uczestniczył w podpisywaniu traktatu pokojowego, urządzającego na nowo Europę i świat po I wojnie światowej.


„Ponad czterdzieści lat Paderewski mieszkał (z przerwami) w szwajcarskiej willi Riond-Bosson – stąd działał na rzecz rodaków poszkodowanych w czasie I wojny światowej, tu wspierał młodych polskich artystów. Tu w latach trzydziestych założył opozycyjny wobec sanacji Front Morges. W Szwajcarii darzony był wielką estymą i cieszył się popularnością.”

(cytat za: www.mnw.art.pl)
fot. z arch. Muz. Nar. w Warszawie

 


Ignacy i Helena Paderewscy zakupili dla siebie willę nad Jeziorem Genewskim w 1899 roku, w tym samym, w którym się pobrali, skuszeni sąsiedztwem przyjaciół, wspaniałymi widokami i łagodnym klimatem, dającym nadzieję na odzyskanie sił i zdrowia przez Alfreda, syna Paderewskiego z pierwszego małżeństwa. Nie bez znaczenia była też zapewne historia obiektu, który należał wcześniej do księżnej Otranto (Ernestine de Castellane), wdowy po Josephie Fouché, ministrze policji za Napoleona. O tym, że posiadłość jest na sprzedaż, Paderewscy dowiedzieli się od księżnej de Brancovan (jej zadedykował Paderewski „Fantazję polską”, skomponowaną w 1893 roku). Rezydencja zaprzyjaźnionej z kompozytorem francuskiej arystokratki rumuńskiego pochodzenia, a jednocześnie znanej i cenionej w owym czasie poetki i pisarki, znajdowała się w Amphion nieopodal Evian, po drugiej stronie jeziora.

Tak wyglądała willa w Riond-Bosson około 1896 roku (zdjęcie pochodzi z zasobów portalu Polona)

 

Willę w Riond-Bosson, z racji pompatycznej, a zarazem kiczowatej formy, złośliwi opisywali… jako połączenie wiejskiej chaty z pałacem dożów.

 

Oprócz willi, w ręce Paderewskich trafił związany z nią rozległy majątek ziemski, który żona kompozytora, Helena zagospodarowała na swój sposób, pomnażając przy okazji i tak niemałe fundusze małżonka. Założyła tam fermę drobiu ozdobnego, która stała się nawet pocztówkowym motywem w latach międzywojennych. Okazy z jej hodowli nagradzano wielokrotnie na międzynarodowych wystawach. Z pocztówkowych podpisów wyłania się prawdziwy obraz owej fermy: „Imponująca ferma drobiowa pani Paderewskiej liczy do 2500 rasowych kurcząt, lecz także wiele rzadkich gatunków ptaków (złote bażanty, papugi, pawie…), które zdobywają wyróżnienia na wystawach drobiu.”. Była tam również winnica, a po sąsiedzku pasło się stadko owiec – oryginalny podarunek od… króla Anglii.

 

Podupadłą już willę Paderewskich w Riond-Bosson wyburzono w 1965 roku w związku z budową drogi nad Jeziorem Genewskim – wysadziło ją w powietrze wojsko.

 


Od 1977 roku działało w Morges Stowarzyszenie Paderewskiego, którego kontynuatorką jest od 2014 Fundacja im. Paderewskiego. Z jej inicjatywy na terenie dawnej posiadłości Paderewskich wystawiono tablice z informacjami o wydarzeniach z lat 1899-1940 (Paderewski przebywał w Szwajcarii od 1897), które kompozytor spędzał (z przerwami) w Riond-Bosson w rodzinnym gronie (syn zmarł w 1901 roku – w wieku lat 20, żona w 1934 roku). www.paderewski.eu

Muzeum Paderewskiego nad Jeziorem Genewskim mieści się w Château de Morges: www.paderewski-morges.ch

Biografia i dorobek Paderewskiego jako muzyka w portalu: www.culture.pl

Materiały (w tym filmy zamieszczone na kanale Youtube), związane z wystawą czasową otwartą z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości w dniach 17 lutego – 20 maja 2018 w Muzeum Narodowym w Warszawie, poświęconą zbiorom sztuki kompozytora (Paderewski przekazał je Muzeum Narodowemu testamentem z 1930 roku): www.mnw.art.pl oraz program wydarzeń towarzyszących wystawie: www.mnw.art.pl

Reklamy

Favarger – dwa wieki z czekoladą

Versoix to podgenewskie miasteczko, w którym od 1826 roku działa manufaktura czekolady Favarger.

W 2003 roku większość udziałów w firmie nabył chorwacki przedsiębiorca Luka Rajic, zobowiązując się do zachowania dorobku siedmiu generacji rodziny, która założyła wytwórnię niemal 200 lat temu. Dzięki nim Favarger jest dziś marką cenioną na świecie za doskonałą jakość wyrobów oraz  dbałość o zasoby, z których korzysta. Nabywając bowiem pieczołowicie selekcjonowane ziarna kakao certyfikowane przez fundację UTZ, manufaktura wspiera ruch na rzecz setek tysięcy farmerów i robotników rolnych z 41 krajów na świecie (www.utz.org).

Czekolada i kakao firmy Favarger, fot. Paweł Wroński

Zapewne także za sprawą większościowego udziałowca, który po transakcji osiadł w Genewie, wyroby firmy Favarger są teraz dostępne poza granicami Szwajcarii, również w Polsce. Dystrybucją i sprzedażą przez Internet zajmuje się firma SSC (na jej stronach znajduje się aktualny katalog wyrobów; www.ssc-distribution.strikingly.com).

 

Versoix rozciąga się na północ od Genewy. Na zachodzie granica gminy pokrywa się z granicą z Francją, na północy z kantonem Vaud. Na wschodzie Versoix opiera się o Jezioro Genewskie, a na południu graniczy z podgenewskimi gminami Collex-Bossy i Genthod. Populacja gminy – niespełna 13 tys. osób (www.versoix.ch). Związki z Polską – 2 października 1946 roku w Versoix zmarł Ignacy Mościcki (www.dzieje.pl).

 


www.favarger.com


Szwajcaria – tam można wypocząć

Ze wszystkich krain geograficznych najbardziej lubię góry, więc Szwajcaria ma u mnie awansem plus. Często jednak, czekając na pociąg wcale nie podziwiam okolicy, tylko przypatruję się prozaicznemu urządzeniu, dworcowemu zegarowi.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Fascynuje mnie jego sekundowa wskazówka. Zakończona czerwonym kółeczkiem. Nie cyka, nie skacze od punktu do punktu, tylko sunie. Płynnie, bezgłośnie, nieustannie. Wszędzie tak samo. Na dworcu tak wielkim jak Zürich Hauptbahnhof. I na maleńkiej stacji w otoczonym górami Château-d’Oex. Nie zachęcam nikogo do patrzenia na wskazówki. A nuż wprawią go w przygnębienie. Przyjechał sobie człowiek na urlop, a tu bach – memento na powitanie. U mnie zegar nie wywołuje przykrych skojarzeń. Przeciwnie. Gdy pociąg wjeżdża dokładnie w tym momencie, w którym wskazówka przekracza oznaczoną w rozkładzie godzinę, utwierdzam się w przekonaniu, że nie zmarnuję tutaj ani chwili. Że rzeczywiście wszystko działa jak szwajcarski zegarek.

Jabłko i niezawisłość
Perfekcja jest narodową cechą, której apoteozę odnajdujemy już w opowieści o Wilhelmie Tellu. Rzecz wydarzyła się w 1307 roku, w jednym z trzech kantonów należących do pierwotnej, zawiązanej zaledwie kilkanaście lat wcześniej federacji. Te ziemie próbowali od lat podporządkować sobie Habsburgowie. Wyznaczony do pilnowania cesarskich interesów urzędnik szykanował jednak poddanych, każąc im kłaniać się swojej czapce, umieszczonej na słupie w miasteczku Bürglen (kanton Uri). Znany z celnego oka i dumy kusznik odmówił. Aresztowano go więc razem z synem. Grożąc obydwu śmiercią, na głowie chłopca umieszczono jabłko, a ojciec miał w nie trafić z kuszy. Jeśli mu się uda – odzyskają wolność. Jeśli nie – też zginie. Tell trafił w jabłko. Zauważono jednak, że ma drugi bełt. Po co? Z prostoduszną szczerością kusznik wyznał, że gdyby zabił chłopca, drugi bełt posłałby cesarskiemu urzędnikowi. Uznano to za zniewagę i skazano na wtrącenie do lochów w twierdzy Küssnacht. Gdy go tam przewożono łodzią, Wilhelm Tell zbiegł, a oburzenie wywołane postępowaniem urzędnika, poderwało Szwajcarów do walki. Jednocząc się z kolejnymi kantonami, w 1499 roku położyli ostatecznie kres cesarskiej supremacji.

Precyzyjny mechanizm
Czarno na białym, stosunek do precyzji ukazuje historia zegarmistrzowskiego fachu. Już w połowie XVI wieku wielkim uznaniem cieszyli się w Europie genewscy twórcy zegarów. Na początku XVII stulecia założyli w mieście pierwszą na świecie zegarmistrzowską gildię. Sto lat później fachem tym trudniło się jednak tak wielu ludzi, że musieli przenosić się z miasta na prowincję. Tam z kolei, produkcję zegarowych mechanizmów podejmowali także rzemieślnicy poszukujący zimą pracy. W efekcie, znaczące warsztaty powstały w miejscowościach malowniczej Vallée de Joux w górach Jura. Wkrótce utarła się nawet dla niej nowa nazwa – Dolina Zegarów. Z Genewą i Doliną Zegarów wiążą się dzieje tak słynnych producentów, jak: Patek-Philippe, Jaeger-LeCoultre, czy znanych z innowacyjnych rozwiązań marek Omega, Tissot i Swatch. Dziś, wyrób zegarów i zegarków jest jedną z najważniejszych dziedzin krajowej gospodarki. Połowa światowej produkcji zegarków ręcznych pochodzi ze Szwajcarii, a 95% produkcji idzie na eksport. Jego wartość przekracza obecnie 19 mld franków szwajcarskich rocznie. Dość nieoczekiwanie, odnajdujemy w tej historii wątek polski. Wśród emigrantów, którzy po powstaniu listopadowym dotarli nad Jezioro Genewskie był przedsiębiorca Antoni Patek i zegarmistrz Franciszek Czapek. Założyli spółkę „Patek, Czapek & Cie”, ale po kilku latach ich drogi się rozeszły. Czapek założył własny warsztat, a Patek wszedł w spółkę z francuskim zegarmistrzem Adrien’em Philippe. Tak, w połowie XIX wieku narodziła się firma Patek-Philippe, słynny producent luksusowych i kosztownych czasomierzy, należący od 1932 roku do rodziny Stern.

Konsekwentna neutralność
Cóż jednak po najdoskonalszych nawet produktach, gdy wojenne zawieruchy zakłócają rozwój. Pod tym względem Szwajcarom dopisywało i szczęście, i rozsądek. W dziejach ich federacji nie było tak wielu wojen jak w innych krajach europejskich. Ostatnia zaś miała miejsce w 1848 roku. Była wojną domową, wywołaną wewnętrznymi sporami o przyszły kształt państwa. Gdy się zakończyła, powstał związek 26 suwerennych kantonów z 4 językami narodowymi – demokratyczna Szwajcaria, państwo deklarujące neutralną drogę rozwoju. Dzięki takiej pozycji oraz prestiżowi banków, Szwajcarom udało się uniknąć okropności I i II wojny światowej. Podczas ostatniej wojny utrzymanie neutralności było trudniejsze, szwajcarska armia nie dała się jednak sprowokować hitlerowskim Niemcom. Zasługę przypisuje się postawie głównodowodzącego armii szwajcarskiej, generała Henri Guisan’a. W maleńkim Ouchy, sąsiadującym z Lozanną, a położonym malownicza na brzegu Jeziora Genewskiego uhonorowano generała. W mundurze, na koniu, z ręką uniesioną w geście pozdrowienia. Monument stoi na podjeździe pod prestiżowym, bodaj najdroższym w Szwajcarii hotelem Beau-Rivage Palace. W otwartym dla publiczności parku, obok chętnie odwiedzanego Muzeum Olimpijskiego. Każdy więc może spojrzeć w twarz żołnierzowi, jedynemu bodaj na świecie, który doczekał się pomnika za to, że nie walczył.

Pozytywne efekty pesymizmu
Nieustanne windowanie jakości na poziom ośnieżonych alpejskich kolosów i długotrwały pokój. To fundament, na którym rozkwita biznes. W efekcie, czego się Szwajcarzy nie dotkną – od bankowości i zegarmistrzostwa po wytwarzanie serów i uprawę winorośli – zamienia się w żyłę złota. Nie byłoby jednak szwajcarskich sukcesów w biznesie, gdyby nie Jan Kalwin. Stworzony przez niego ruch religijny, pozbawiony jest instytucjonalnych form i kapłańskiej hierarchii. Wolny od podatków i patologii kalwinizm sprzyja oszczędności i odpowiedzialnym postawom. Wybitny XIX-wieczny socjolog i religioznawca, Maks Weber, zwracał jeszcze uwagę na to, że Kalwin natchnął współwyznawców dość pesymistyczną koncepcją predestynacji. Według niej Bóg jeszcze przed stworzeniem Świata przesądził kto zazna zbawienia, a kto zostanie potępiony. Dowodem łaski mogą być więc jedynie powodzenie w życiu i pracy oraz dobre uczynki. W tej sytuacji, chęć udowodnienia przynależności do wybranych motywowała do wytężonej pracy. Praca zaś, prowadzi do sukcesów – już bez interwencji sił wyższych.

Obsesja rekordów
Perfekcja, pokój i protestantyzm, to trzy filary, na których Szwajcarzy spokojnie i konsekwentnie budują od wieków swój mały kraj. Zachowują przy tym z pietyzmem i umiejętnie eksponują zachwycające krajobrazy oraz pamiątki przeszłości. Dla wygody własnej i przybyszów rozwijają przy tym nowoczesną infrastrukturę. Wcale nie rezygnując ze starszych urządzeń, jeśli tylko działają one prawidłowo. Za przykład niech posłuży kolejka, którą pokonuje się odcinek trasy wiodącej z Montreux na widokowy szczyt Rochers-de-Naye. Jej konstrukcję poruszaną przez blisko sto lat systemem grawitacyjnym zelektryfikowano dopiero pod koniec lat 60. XX wieku. Wcale nie dlatego, że nie była nowoczesna, tylko dlatego, że ostatni jej konserwator odchodził właśnie na emeryturę, a nie miał następców. Udoskonalając i upiększając kraj, Szwajcarzy biją zazwyczaj własne rekordy. Mają choćby najwyżej w Europie położoną stację kolejową, i działa u nich najwyżej usytuowany na świecie bankomat. W górach wiruje wokół własnej osi kilka już panoramicznych restauracji. Ponieważ usytuowaną nad Saas Fee „threeS!xty” ustanowili światowy rekord jeśli chodzi o wysokość, a obracająca się pod Schilthornem „Piz Gloria” kojarzona jest powszechnie z przygodami Jamesa Bonda, lansując trzecią, położyli akcent na ekologiczne zasilanie. I „Kuklos” nad Leysin także odnotował rekord. Powstał pierwszy na świecie obiekt gastronomiczny zasilany jedynie energią słoneczną. Z pewnością w szwajcarskim wizerunku można znaleźć jakieś słabości. Ich brak byłby nieludzki. Ale patrząc na Szwajcarię przez pryzmat potrzeb turysty, widać wyraźnie, że atuty przeważają. Jest pięknie i podróżuje się komfortowo. W tym kraju można naprawdę wypocząć!

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Witaj w Podróży″ w czerwcu 2014 r. Klikając tutaj [!], można ściągnąć zrobiony z tego materiału e-book w formacie pdf.

Szwajcaria / Lac Leman – Château de Chillon

Zamek przytulony jest do kamienistego brzegu Jeziora Genewskiego. Mury opadają wprost do wody. Nad wieżą powiewa flaga Szwajcarii, a w tle rysuje się masyw Dents du Midi.

W lochach zamku więziony był Lord Byron. Krótko. Wystarczająco jednak długo, by zdążył wyryć na jednej z kolumn swoje imię. Jakżeż sława wpływa na podejście do zasad – o podpisie informują dziś z emfazą przewodniki. Szwajcarzy jednak chlubią się zamkiem nie ze względu na pobyt romantycznego poety. Château de Chillon jest dla nich symbolem determinacji w dążeniu do obrony praw i wolności. O zamek toczyli zacięte boje Berneńczycy i Sabaudczycy. W końcu ci pierwsi wzięli górę. Chillon jest dziś jedną z perełek nanizanych na brzegową linię Jeziora Genewskiego i ikoną Szwajcarii.

INFO
www.chillon.ch

Szwajcaria / Lavaux – winnice, jak okiem sięgnąć

Lauvax rozciąga się na brzegach Jeziora Genewskiego między Lozanną a Montreux-Vevey. W tutejszych winnicach króluje biały szczep chasselas. Wytwarzane z niego wina znakomicie komponują się zarówno z rybami, jak z alpejskimi serami.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wśród winiarzy w Lavaux są przedstawiciele różnych zawodów. Winnice prowadzą równie dobrze wzięci, a więc bogaci prawnicy czy maklerzy, jak prości rolnicy. Właśnie do takiej rolniczej rodziny, do Frédérica i Fabienne Blondel trafiłem na obiad. Była jesień, czas winobrania, a więc moment najintensywniejszej pracy winiarzy. Wtedy mobilizują wszystkie siły. Na tydzień, czasem 10 dni, zatrudniają pracowników do zbierania winogron. Najchętniej garną się do tego bezrobotni z sąsiedniej Francji i studenci z pobliskiej Lozanny. Mają zapewniony wikt i opierunek, a jeszcze dostaną po 100 franków dniówki. Czy to dużo? Do skrzynki wchodzi15 kilogramów winogron. Dobry pracownik nie uszkodzi kiści i nie pokaleczy się sekatorem, a zbiera w ciągu dnia około 1000 kg. Ile to skrzynek – policzcie sami.

W Lavaux jest zaledwie 830 ha winnic. Rodzina Blondel ma niecałe 4. Jak na tutejszą średnią – całkiem sporo. Wystarczająco też dużo, żeby z produkcji wina utrzymały się trzy pokolenia Blondelów. Obiad stanowił krótką chwilę wytchnienia dla Frédérica, Fabienne i ich pracowników. W kuchni natomiast, krzątały się zgodnie obie teściowe. Przygotowały pieczoną wędlinę, kiełbasy i podsmażone ziemniaki, obowiązkowo mieszane z rozgrzanym serem. Pożywny, choć w gruncie rzeczy niewyszukany posiłek. Do obiadu Frédéric rozlał Gamay (czerwone wina też tutaj robią, ale w znacznie mniejszych ilościach niż białe). Oczywiście własnej roboty. Santé! Na zdrowie!

Gospodynie nie zapomniały o deserze, cieście z syropem Raisinée (inaczej Vin cuit). Ten lokalny przysmak powstaje z gotowanych przynajmniej 24 godziny owoców – jabłek lub gruszek, rzadziej winogron. Jest gęsty i słodko-kwaśny. Dawniej był popularnym substytutem cukru, obecnie dodaje smaku tartom, polewa się nim lody.

INFO
Wszystko o atrakcjach i winach z regionu: www.lavaux.ch
W 2007 roku Lavaux wpisano na listę UNESCO.