Turracher Höhe, na stoku z kamerdynerem 

Na Turracher Höhe jest słonecznie i długo zalega śnieg, szumią limbowe lasy i skrzy się tafla skutego lodem jeziora. Jak to w Alpach – powiedzą sceptycy. Owszem, ale z pewnością na najwyższym poziomie, a poza tym tylko tam – nigdzie indziej – o komfort gości dbają… kamerdynerzy.

Ośrodek Turracher Höhe rozsiadł się na wysokości 1763 m w Alpach Gurktalskich (Alpach Doliny Gurk), na słonecznym płaskowyżu, od którego wziął nazwę. Najwyższy punkt zagospodarowanego narciarsko terenu to dostępny kolejkami Kornock (2205 m), zaś najniżej położona jest dolna stacja Turrachbahn na wysokości 1400 m. Trasy oplatają północne stoki szczytów: Rinsennock (2334 m) na wschodzie i Kaserhöhe (2318 m) na zachodzie. Leżąc na granicy dwóch krajów związkowych Austrii, ośrodek korzysta z ich naturalnych walorów: z pachnących żywicą lasów Styrii oraz ze słonecznego klimatu i górskich jezior Karyntii.

Fun dla małych i dużych
Na tym stosunkowo niewielkim, ale świetnie zorganizowanym i nowocześnie uzbrojonym terenie narciarskim, zróżnicowane pod względem trudności i charakteru trasy zjazdowe tworzą sieć o łącznej długości 42 km. Dwóch z nich nigdy nie wyrównują ratraki, pozostawiając wielbicielom białego szaleństwa przyjemność kontaktu z dziewiczym śniegiem. Trzy ciągi przeszkód w miejscowym Snowparku dostosowane są do poziomu umiejętności fanów freestyle’u, niezależnie od tego czy są wierni jednej czy dwóm deskom. Adrenalinę wyzwala zmierzenie się z wyzwaniami Funcrossu – toru do jazdy slalomem z przeszkodami. Równolegle poprowadzono 850-metrową Funslope – trasę o łagodniejszym od pozostałych profilu, wprawdzie z niższymi i łatwiejszymi ale fascynującymi boksami, dedykowaną rodzinnym wyczynom. Co ciekawe, można się nimi od razu pochwalić, wysyłając smartfonem film na Facebook, bo każdego zjeżdżającego rejestrują zamontowane na stałe kamery Spoton HD. Dla najmłodszych, którzy dopiero opanowują trudną sztukę stania na nartach, tuż obok zjazdu Wildkopfpiste przygotowano strefę „Nocky’s” WinterZeit, na której dzieciom towarzyszą maskotka ośrodka Nocky i jego przyjaciele.

Nie tylko narty zjazdowe
Wytyczone w pięknym górskim otoczeniu 4 trasy dla narciarzy-biegaczy mają łączny dystans 15 km, a całoroczny tor saneczkowy, otwarty codziennie w godzinach 10-16 alpejski rollercoaster Nocky Flitzer – 1,6 km. W sezonie zimowym, we wtorki i w czwartki od 20 do 21:30 dobrze oświetlony 1-kilometrowy odcinek trasy zjazdowej Sonnalm zamienia się w naturalny tor saneczkowy. Przyjemność sanny można tam łączyć z wieczornymi biesiadami w gospodach Sonnalm-Hütte lub Meizeit-Hütte. Do rozrzuconych po okolicy gospód można też z powodzeniem dostać się romantycznym środkiem transportu – saniami ciągniętymi przez konie. Podczas takiej sanny drogę rozświetla światło pochodni. Dla wielbicieli adrenaliny i większych szybkości organizowane są wyprawy z przewodnikiem skuterami śnieżnymi. Ufundowanie przejażdżki pod hasłem „get the experience” może stać się naprawdę niekonwencjonalnym, zaskakującym prezentem (www.snowmobiling.at).

Pewny śnieg i lód na jeziorze
Z racji dość wysokiego położenia, śnieg w rejonie Turracher Höhe pojawia się już w końcu października i zalega do maja. 90% terenu jest ponadto sztucznie dośnieżane, więc nie ma obawy, że zabraknie białej, skrzącej się w słońcu pierzynki. Gdy zaś śniegi się ustabilizują i zmniejszy radykalnie niebezpieczeństwo lawin, a więc praktycznie od marca, przed miłośnikami skitouringu i jazdy poza trasami otwierają się rozległe, dziewicze stoki Alp Gurktalskich, w których przyrodę chroni się w ramach rezerwatu biosfery.

Zimą, skute lodem Turracher See, największe z miejscowych jezior, zamienia się w gładkie jak stół lodowisko. Na naturalnej tafli można wtedy równie dobrze jeździć na łyżwach, jak oddawać się rozgrywkom Eisstockschießen. Tradycyjna gra o ludowym rodowodzie, która przypomina nieco curling, znakomicie sprzyja integracji w gronie przyjaciół lub rodziny, wyzwalając jednocześnie zdrową porcję sportowych emocji.

Smacznie na każdym poziomie
Po szaleństwach na śniegu i lodzie specjały kuchni karynckiej i styryjskiej smakują jeszcze bardziej. Tym bardziej, że właściciele zarówno gospód, jak luksusowych hoteli za punkt honoru stawiają sobie użycie lokalnych, świeżych i zdrowych produktów. W gospodzie „K-Alm-Hütte” (1763 m) znajduje się nawet pierwszy w Europie humidor do przechowywania boczku. „AlmZeit-Hütte” (1968 m) specjalizuje się podawaniu pieczystego, hitem menu na Sonnalm (1845 m) jest raclette, a w Gasthofie „Almstube” (1850 m) zupa z siana – Almheu, w „Georgs Einkehr” (1450 m) podają grillowaną dziczyznę, a w gospodzie „MeiZeit” (1808 m) niezapomniane żeberka. W luksusowym hotelu „Genießer-Schlosshotel Seewirt”, szef kuchni Philipp Prodinger prowadzi małą, ekskluzywną restaurację dla smakoszy (od środy do soboty), sprowadzając wyroby od prominentnych lokalnych producentów – palię alpejską z hodowli Siegfrieda Grubera, wołowinę od Leonharda Pertla, czy ekologiczne lody od Hansa Petera Hubera (te ostatnie dopiero od marca). Wyjątkowe przysmaki, również wegańskie, serwowane są w hotelu „Hochschober”, a w hotelu „Romantik Seehotel Jägerwirt” gotuje się zgodnie z mottem: „Ekologiczne jest dobre, regionalne jest lepsze, lokalne – najlepsze”.

To co nas wyróżnia
Ze względu na rozległe możliwości i świetną organizację, Turracher Höhe cieszy się tytułem Najlepszej Fun-Mountain (Góry zabawy) w Austrii, a opiniotwórczy portal Skiresort.de przyznał mu w 2016 roku tytuł „Wiodącego ośrodka narciarskiego” w grupie stacji narciarskich oferujących trasy do 60 km. Jednak we wszystkich wymienionych dziedzinach Turracher Höhe ma potężną konkurencję. Nieustanny wyścig sprawia, że utrzymywanie najwyższego poziomu jest koniecznością i dawno już weszło w krew gospodarzom. Skłania ich także do poszukiwania niecodziennych, wyróżniających rodzimą stację atutów. Przebojem Turracher Höhe są stokowi kamerdynerzy (Pistenbutlerzy). Jeszcze kilkanaście lat temu była to usługa związana z jednym tylko hotelem. Dziś dostępna jest dla wszystkich, w – rzecz jasna – zleconym zakresie. Butlerzy przemieszczają się codziennie po ośrodku ułatwiając gościom życie. Na zakatarzone nosy mają zawsze pod ręką chusteczki, na zaczerwienione słońcem twarze – krem z filtrem. Wyposażeni w Snowmobile pojawiają się w umówionych miejscach i rozstawiają barek, by serwować Prosecco i smakołyki. Na zlecenie towarzyszą narciarzom przez cały dzień na stoku. Natomiast ich ekskluzywna oferta związana z wybranymi hotelami obejmuje na przykład poranne wędrówki na rakietach śnieżnych z obfitymi śniadaniami w górach lub całodniowe narciarskie tury z kulinarnymi przystankami. Usługę „Rent a Butler” można zamówić przez Tourismusverein Turracher Höhe (mailowo: info@almbutler.at, bądź telefonicznie: +43 4275 8392-0; informacje o ofercie i warunkach wynajmowania butlerów: www.turracherhoehe.at).


Turracher Höhe (po polsku!) : www.turracherhoehe.at
Austria.info dla dziennikarzy: www.press.austria.info

Reklamy

Wolfgang znad Weissensee

Nie ma to jak żywa promocja! Strategię zapoczątkowaną uczynieniem z Franza Klammera – legendy narciarstwa alpejskiego, ambasadora karynckich atrakcji, land ze słonecznej strony Alp z powodzeniem kontynuuje. Do wypoczynku w Karyntii zachęcali już: Elmar Ebner – butler (kamerdyner) i Ron Kapteyn – strażnik z Parku Narodowego Wysokie Taury. Tym razem wyzwanie podjął Wolfgang Wernitznig – trener personalny.

Wolfgang znad Weissensee, czyli Wolfgang Wernitznig opowiada o walorach wypoczynkowych i aktywnej rekreacji nad Weissensee w Karyntii, fot. Paweł Wroński

Przed rozpoczęciem sezonu zimowego 2018/2019, Wolfgang Wernitznig, od kilkunastu lat trener personalny i aktywny triathlonista, opowiadał o tym co robić nad Weissensee (zwłaszcza zimą), najwyżej położonym w Karyntii jeziorem. Jego tafla pokryta lodem, zamienia się każdego roku w największe naturalne lodowisko w Alpach. Na 4 miesiące!

Pierwsi zaczęli korzystać z tego Holendrzy, którzy zwyczajowo ścigali się na łyżwach na zamarzniętych kanałach w rodzinnym kraju. Gdy klimat się zaczął ocieplać, wyścigi na kanałach przeszły – niestety – do historii. Dopiero gdy doroczny turniej przeniesiono na taflę karynckiego jeziora, Holendrzy mogli znowu się ścigać. Zarazili przy okazji swoją pasją łyżwiarzy z innych krajów.

Wolfgang Wernitznig z Karyntii, fot. Paweł Wroński

W zbliżającym się zimowym sezonie, ich słynne wyścigi na dystansach 100 i 200 km (sic!) oraz wymagający żelaznej kondycji triathlon odbędą się już po raz 31. pod austriackim niebem! Ponad 3 tysiące uczestników, w tym światowa czołówka łyżwiarzy szybkich, będzie się ubiegać o medale, a najlepsi (czyt. najsilniejsi / najwytrwalsi), będą bić rekord na tym niewyobrażalnie długim dystansie, który wynosi obecnie 5 godzin i 11 minut.

 

Weissensee leży na wysokości 945 m. Jego woda jest krystalicznie czysta więc nadaje się do picia, a ponadto jest tak ciepła, że od wiosny do jesieni można się w niej z powodzeniem kąpać. Zimą, zamarznięta tafla zamienia się w lodowisko o powierzchni 6,5 km², a miłośnicy nurkowania (pod lodem), mogą cieszyć się widocznością w promieniu nawet 40 m.

 


Weissensee: www.weissensee.com oraz www.natureislauf.at
Alternative Holländische 11-Städte-Tour (najbliższe zmagania: 22 stycznia – 2 lutego 2019): www.weissensee.com
Wolfgang Wernitznig: www.facebook.com oraz www.weissensee-aktiv.com
Triathlon na Weissensee: www.weissensee-triathlon.at

Austria – „Kraina Cichej Nocy”

Z okazji 200-lecia prapremierowego wykonania „Cichej Nocy”, miejscowości związane z powstaniem pieśni, jej twórcami oraz początkami triumfalnego marszu kolędy przez świat, realizują wspólnie projekt zatytułowany „Kraina Cichej Nocy”.

W umownych granicach owej „Krainy” znalazły się miejscowości z Kraju Salzburskiego i z Górnej Austrii, związane z biografią Józefa Mohra, autora słów kolędy oraz Franciszka Ksawerego Grubera, który skomponował melodię, a także szereg tyrolskich miasteczek i wsi, skąd pieśń oraz zawarte w niej przesłanie miłości i pokoju popłynęły w świat.

Szereg zaplanowanych wydarzeń odbędzie się jedynie w roku jubileuszowym, miejsca natomiast pozostaną już na zawsze otwarte dla zwiedzających. Gospodarze opracowali też szereg tras turystycznych z atrakcjami, które będzie można poznać dokładniej pod opieką przewodników. To znakomita okazja by poznać dzieje pieśni oraz odwiedzić miejsca, w których żyli i pracowali jej twórcy.


 

Pamiątki w Kraju  Salzburskim
Miejscem szczególnym na szlakach „Cichej Nocy” jest podsalzburski Oberndorf. W miasteczku znajduje się Stille Nacht Kapelle – Kaplica „Cichej Nocy”, wzniesiona na miejscu kościoła św. Mikołaja, w którym po raz pierwszy zaśpiewano kolędę w nocy z 24 na 25 grudnia 1818 roku. Okna kaplicy zdobią witraże z wizerunkami Józefa Mohra i Franciszka Grubera. Łatwo ich poznać, bo Mohr trzyma w rękach gęsie pióro i papier, Gruber zaś gitarę i partyturę. Na drzwiach widnieje napis: „Pokój ludziom dobrej woli”. Natomiast w miejscu gdzie była plebania działa dziś muzeum historii słynnej pieśni. W jego bogatych zbiorach znajduje się m.in. list z Berlina do Salzburga z 1854 roku, z pytaniem o autorstwo kolędy.

W sąsiadującej z Oberndorfem miejscowości Arnsdorf, Gruber uczył muzyki i prowadził chór. Znajduje się tam budynek najstarszej wciąż działającej w Austrii szkoły, w którym urządzono Muzeum Cichej Nocy. Kościół pielgrzymkowy p.w. Marii w Mösl mieści we wnętrzu oryginalne organy, na których grał Gruber, a na wieży biją dziś Dzwony Cichej Nocy. Ponadto, szlak turystyczny Oberndorf-Arnsdorf nazwano imionami Grubera i Mohra.

Gdy Berlin zainteresował się kulisami powstania kolędy, Gruber mieszkał już w Hallein, gdzie – podobnie jak wcześniej w Arndorfie koło Oberndorfu – grał na organach i prowadził chór. Poproszony o odpowiedź, z właściwą sobie skromnością opisał okoliczności powstania i pierwsze wykonanie pieśni. Otoczony liczną rodziną zmarł w Hallein w 1863 roku. Jego związki z miastem upamiętniała dawniej jedynie skromna płyta, na której odnotowano, że skomponował melodię „Cichej Nocy”. Teraz pamiątek będzie więcej. W farze zagrają organy Cichej Nocy – inauguracyjny koncert odbędzie się 25 listopada 2018, a w odnowionym budynku, w którym Gruber mieszkał, we wrześniu 2018 otwarte zostanie Muzeum Cichej Nocy. Poczesne miejsce wśród eksponatów zajmie gitara, na której Franciszek Ksawery Gruber grał w ową pamiętną noc przed 200 laty.

Mniej szczęśliwie potoczyły się losy Józefa Mohra, który zmarł w Wagrein 15 lat wcześniej od Grubera. Pochowano go w zbiorowej mogile, ponieważ nie pozostawił żadnych pieniędzy. Nic dziwnego, przez całe życie oddawał każdy grosz potrzebującym, a ze zgromadzonych oszczędności ufundował szkołę dla dzieci z najuboższych rodzin. Dziś Mohr doczekał się uznania. Nad Hintersee wzniesiono Kaplicę Pamiątkową jego imienia, a od grudnia 2017 we wnętrzach Pfegerschlössl będzie można zwiedzać ekspozycję poświęconą imponującej liczbie ponad 300 przekładów kolędy na języki i dialekty z całego świata.

Zgodnie z tradycyjnym przekazem, Mohr napisał wiersz wykorzystany jako słowa kolędy w miejscowości Mariapfarr. Teraz inauguruje tam działalność kolejne Muzeum Cichej Nocy, urządzone w pieczołowicie odrestaurowanej Mohr-Stube – izbie ozdobionej jedynie srebrnym ołtarzykiem, w której ksiądz pracował. Ponadto, fontannie bijącej przed odnowionym kościołem pielgrzymkowym nadana zostanie nazwa „Cichej Nocy”.

Również Salzburg, stolica landu, uczci rocznicę powstania kolędy. Na scenie teatralnej Felsenreitschule będzie wystawiany musical „Opowieść Cichej Nocy”. Muzykę skomponował nie byle kto, ale John Debney, autor ścieżek dźwiękowych do tak znanych produkcji hollywoodzkich jak „Epoka Lodowcowa”, „Sin City”, „Księga Dżungli”, czy „Pasja”. Premiera odbędzie się 24 listopada 2018 roku. W Miejskim Muzeum Salzburga otwarta zostanie wystawa „Cicha Noc. 200. Kreacja, przesłanie i komercja.”. Ponadto, do sieci miejskich tras turystycznych dołączono szlaki gruberowski i mohrowski, przecinające się ze ścieżkami mozartowskimi. Prowadzą m.in. na Steingasse, przy której urodził się Mohr i do katedry, w której wnętrzu wciąż stoi misa, wodą z której go ochrzczono.


 

Pamiątki w Górnej Austrii
Z tego właśnie, stosunkowo słabo nam znanego kraju związkowego Austrii pochodził Franciszek Ksawery Gruber. Urodził się w 1787 roku w Steinpointsölde nieopodal Hochburg-Ach, w rodzinie tkaczy. Zgodnie z tradycją miał uczyć się fachu i przejąć po ojcu warsztat. Mimo sprzeciwu rodziny, porzucił jednak tkackie rzemiosło, zdobył wykształcenie muzyczne i został nauczycielem. W dawnym warsztacie w Hochburgu urządzono Izbę Pamięci, a ulicami miasteczka poprowadzono Ścieżkę Życia Franciszka Ksawerego Grubera. Szlak tworzy pętlę. Zaczyna się i kończy w gotyckiej farze z organami noszącymi imię muzyka i ma 6 przystanków, symbolizujących poszczególne kontynenty. Umieszczono na  nich zwrotki kolędy z opisem tego co się działo na danym kontynencie w czasie gdy powstawała „Cicha Noc”.

Z biografią Grubera wiąże się także Ried im Innkreis. Zachowane fasady kamienic przypominają jego młodość w burzliwej epoce napoleońskiej. Zrządzeniem losu do Ried trafił w 1933 roku żłóbek, który w 1818 znajdował się w kościele w Oberndorfie, i przy którym zaśpiewano po raz pierwszy kolędę „Cicha Noc”. Eksponat wzbogacił zbiory Domu Folkloru Innviertel.

Ostatnim miejscem związanym z kolędą w Górnej Austrii jest malownicze miasteczko Steyer. W tamtejszym Austriackim Muzeum Bożonarodzeniowym, od listopada 2018 roku będzie można oglądać reprodukcję pierwszego drukowanego śpiewnika, w którym w 1833 roku znalazła się „Cicha Noc”.


 

Tyrolczycy i epopeja „Cichej Nocy”
Pieśń narodziła się pod Salzburgiem zanim w Europie przebrzmiały echa napoleońskiej zawieruchy. W owym czasie szczególne powody do niepokoju mieli mieszkańcy pięknego Salzburga. Przez stulecia miasto było przecież stolicą udzielnego kościelnego państwa, które z rozkazu Napoleona zsekularyzowano. Sytuacja zmieniła się i była napięta, bo na bogactwa Salzburga ostrzyły sobie apetyty zarówno popierająca swego czasu Napoleona Bawaria jak i habsburskie imperium. Przesłanie pokoju zawarte w słowach pieśni było w tej sytuacji szczególnie bliskie sercom Salzburczyków.

Jednak bez udziału Tyrolczyków, pieśń nie podbiłaby serc tak wielu ludzi, a przynajmniej nie tak szybko. W sekwencji zdarzeń jakie doprowadziły do rozpropagowania pieśni kluczową rolę odegrał przypadek – konieczność naprawy organów w kościele w Oberndorfie, w związku z czym we wsi pojawił się organmistrz, Karl Mauracher. Usłyszał „Cichą Noc” i tak nią zafascynował, że zaprezentował pieśń sąsiadom z rodzinnego Fügen w położonej dziś na granicy Kraju Salzburskiego i Tyrolu Zillertal. Ci zaś, w większości utalentowani rzemieślnicy i muzykanci, wiedli aktywne życie, prowadząc handel, świadcząc usługi zleceniodawcom z Tyrolu oraz z krajów ościennych, a zarazem dając koncerty na jarmarkach, a nawet w zamkach i pałacach, o ile ich tylko zaproszono.

Muzeum historyczne Widumspfiste w Fügen prezentuje tradycje muzyczne górali z Zillertal. Muzyczne oblicze doliny reprezentuje też rodzian Ur-Reiner, której przedstawiciele zaśpiewali Cichą Noc na miejscowym zamku w 1822 roku. Właściciel dóbr graf Ludwig von Dönhoff gościł wówczas znamienite osobistości – cesarza Franciszka Józefa I i cara Aleksandra. Kunszt góralskich artystów oczarował monarchów tak dalece, że car zaprosił ich do Petersburga, a w ślad za tym przyszły kolejne zaproszenia, między innymi do Anglii, na dwór Jerzego IV. Przy kościele parafialnym w miasteczku, wznosi się na cmentarzu pomnik rodziny Ur-Rainer. Muzeum w Fügen posiada też największą na świecie płytotekę z nagraniami „Cichej nocy”. A człowiek, który jak mało kto przysłużył się popularyzacji kolędy, Karl Mauracher doczekał się w miasteczku pamiątkowej płyty.

Kolejna muzyczna miejscowość Zillertal to Hippach. Pochodziła stamtąd rodzina Strasserów, którym przypisuje się niemniej istotną rolę w popularyzacji kolędy na świecie do Reinerom. W Hippach zachował się ich XVIII-wieczny dom z zagrodą zbudowany i ozdobiony w typowy dla Zillertal sposób.

Znane narciarzom zillertalskie Mayrhofen znane jest także z aranżacji pieśni na chór męski i orkiestrę dętą. W repertuarze miejscowych zespołów nie brakuje oczywiście „Cichej Nocy”.

Na długiej liście miejsc związanych z dziejami „Cichej Nocy” znajduje się jeszcze  Achensee. Okolice tego tyrolskiego jeziora znane są szeroko od końca XIX wieku z wydobycia oleju skalnego o zdrowotnych właściwościach, i wyrobu na jego bazie wysokiej jakości kosmetyków. Zanim jednak miejscowości Achensee stały się znane z zabiegów SPA, Ludwig Reiner wzniósł nad wodą luksusowy hotel Seehof. Było go na stać po uwieńczonych sukcesem występach śpiewaczych na dworach Rosji i Anglii oraz w Ameryce. Hotel przyciągał bogatą klientelę ze świata, a za sprawą właściciela, w Sixenhof utarł się obyczaj przypominania każdego roku historii „Cichej Nocy” w zabytkowej stajence liczącej kilkaset lat. Współcześnie, pieśń rozbrzmiewa w okresie świątecznym również na pokładach statków kursujących po Achensee, podczas nastrojowej imprezy „Boże Narodzenie jak dawnej”.


Projektowi „Kraina Cichej Nocy” patronuje Stowarzyszenie Cichej Nocy: www.stillenacht.at


Materiał przygotowany dla www.austria.info w związku z jubileuszem 200-lecia kolędy „Cicha Noc”.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Austriacki rum, a nie gadanie

Każdy kto był w Austrii widział, a może nawet próbował alkoholu o wyraźnie widocznej na etykiecie nazwie Stroh 80.

Zacznijmy od nazwy, składajacej się z nazwiska rodziny, która wymyśliła recepturę trunku, dość już dawno, bo w I połowie XIX stulecia. Liczba natomiast opisuje zawartość alkoholu, niebagatelną, bo 80-procentową.

Dolewanie rumu, a ponieważ działo się to w Polsce i w dzień powszedni, gospodarze Food Lab Studio (i austriaccy współgospodarze imprezy), użyli zwykłego rumu, a nie Strohu 80. Fot.: Paweł Wroński

Stroh 80 jest produkowany na skalę przemysłową w Karyntii od 1832 roku, więc zdążył okrzepnąć w austriackiej kulturze. Najczęściej podaje się go w albo do herbaty lub kawy, najchętniej – rzecz jasna – zimą. Bywa składnikiem drinków, a austriackie gospodynie i kucharze dodają go z upodobaniem do wypieków – ciast i ciasteczek, zwłaszcza świątecznych.

 

Stroh – Ein Stück österreichische Genusskultur und Lebensart (kawałek austriackiego smaku i sztuki życia).

Podstawę trunku stanowi rum z buraków cukrowych. Jest to więc mocny napój alkoholowy bliższy słowackim i czeskim Tuzemakom (tyle, że jest od nich dwukrotnie mocniejszy), aniżeli rumowi zza oceanu, który pędzi się z trzciny cukrowej, a którego nazwa i receptura są pieczołowicie chronione prawem międzynarodowym (rum z Jamajki czy z Kuby jest także od Stroha słabszy).

 

Stroh 80 ma ciemną, bursztynową barwę z czerwonawym odcieniem, delikatny aromat i słodkawy smak, maskujący skutecznie solidną moc. Tę ostatnią czujemy dopiero potem, przy każdym łyku, gdy fala ciepła przesuwa się powoli z gardła do żołądka, przy czym Stroh 80 nie wstrząsa i nie wywraca twarzy „do góry podszewką”, jak to bywa przy mocnych wódkach. Nigdy też nie zalatuje spirytusem.

 

Wróćmy do czekoladowych kulek (pralinek) z rumem. Receptura za chwilę, a na razie kilka słów o posypkach. Mogą bowiem być dowolne. Świetnie się do tego nadają kandyzowane posiekane owoce, czy – jak na zdjęciu otwierającym – skórka pomarańczowa, wiórki kokosowe, pokruszone drobno migdały, orzechy laskowe, pistacjowe lub włoskie, pestki słonecznika. Jako ozdoba, nie zawadzą na przykład listki melisy lub mięty.

Powstają czekoladowe kulki z rumem i różnymi posypkami – względnie proste do wykonania i smaczne, fot. Paweł Wroński

Składniki (podane ilości wystarczą na 50 pralinek)

  • 125 g masła
  • 125 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
  • 1 łyżka kakao
  • 4 łyżki rumu
  • 200 g mielonych orzechów laskowych
  • 350 g czekolady (raczej gorzkiej, choć oczywiście można użyć o takiej zawartości kakao, jaką najbardziej lubimy sami, czy nasi goście)
  • 200 g posypki czekoladowej (lub innych, wymienionych wcześniej)

Przygotowanie
Czekoladę na kulki rumowe podgrzać w gorącej kąpieli wodnej, aż się roztopi. Następnie dodać mielone orzechy, rum, kawę i kakao. Masę ostudzić, ale tak, żeby nie zaczęła zastygać, bo stwardnieje zbyt wcześnie. Równolegle utrzeć masło z cukrem na gładką masę, którą wymieszamy z masą czekoladową. Teraz wystarczy wziąć sprawy we własne ręce, i formowane kulki obtaczać w posypce czekoladowej, lub innych. Gotowe kulki należy odstawić w chłodne miejsce, aby zastygły i stwardniały.

 

Frohe Weihnachten & Gutten Appetit!
Wesołych Świąt i smacznego!

 


Hause Stroh: www.stroh.at
Centrala producenta mieści się w Klagenfurcie, stolicy Karyntii.

Warsztaty odbyły się w Food Lab Studio w Warszawie: www.foodlabstudio.pl


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


„Latający Holender” i Wysokie Taury

Choć nie jest Austriakiem, ale Holendrem, Ron Kapteyn zna Wysokie Taury od dziecka. Był bowiem rok 1962 gdy jego rodzice spędzili swój pierwszy urlop pd Groβglocknerem.

Ron Kaptein – ranger z Parku Narodowego Wysokie Taury, czyli Holender… Latający Holender w Austrii, fot. Paweł Wroński

Ojciec zafascynowany górami i przyrodą w ogóle, wprowadzał Rona w tajniki życia zwierząt, mountaineeringu, wspinaczki. Miłość do gór, którą mu zaszczepił przetrwala dekady. W efekcie, od 12 już lat Ron pracuje w Parku Narodowym Wysokich Taurów (Nationalpark Hohe Tauern) jako ranger – strażnik. Obserwuje oczywiście przyrodę, ale prowadzi też zajęcia edukacyjne, odkrywa przed turystami piękno i tajemnice gór, tworzących koronę Austrii.

Ron Kapteyn z psem na szlaku: fot. z bannera: Paweł Wroński

Nationalpark Hohe Tauern liczy około 1.856 km2 powierzchni i należy do najrozleglejszych kompleksów przyrody, chronionych w Europie. W łańcuchu Wysokich Taurów, w masywie najwyższego ich szczytu Groβglocknera (3798 m), znajduje się zwornik trzech krajów związkowych Austrii: Karyntii, Kraju Salzburskiego i Tyrolu (ściśle mowiąc Wschodniego Tyrolu – aus. Osttirol).

Przedstawiciele fauny Nationalpark Hohe Tauern i urlopowy slogan reklamowy Karyntii: „Ciesz się życiem” („Lust am Leben”), fot. Paweł Wroński

Programy turystyczne oferowane przez Nationalpark Hohe Tauern (Park Narodowy Wysokich Taurów), otwierają szerokie możliwości poznania gór i podpatrywania fauny bez zakłócania naturalnego rytmu przyrody. Latem i zimą – pod opieką rangersów takich jak Ron – obejrzymy rozgwieżdżone niebo nad górami, ucząc się kształtów i nazw gwiazdozbiorów, wytropimy zwierzęta, poznając obyczaje naszych dzikich pobratymców – wilków, jeleni, zajęcy bielaków i ptaków z królem alpejskich przestworzy, orłosępem (niem. Bartgeier), padlinożercą o skrzydłach ponad dwumetrowej rozpiętości. W Wysokich Taurach doliczono się 24 osobników tego gatunku.

(…) kolos ów wzbił się i minął mnie, owiewając wdzięcznym podmuchem wiatru. Skrzydlata trąba powietrzna sunąc, płynnie skryła się za skalą, pochylając się na jedno skrzydło, jak narciarz składający się w ostrym zakręcie. Zrozumiałem: coś takiego może strącić w przepaść i sarnę, i kozła, i człowieka”. Takie było spotkanie z orłosępem współczesnego rosyjskiego pisarza Nikolaia Sladkova (w Azji łatwiej niż w Europie o takie spotkanie).

Hitem wśród tegorocznych karynckich propozycji na zimę jest Nockberge Trail. Najkrócej mówiąc jest to luksusowy trekking skitourowy – pięciodniowa eskapada, podczas której, owszem używa się nart, ale wędruje bez bagażu, bo organizatorzy przewożą go na kolejny nocleg, w każdej niemal chwili można wycofać się z etapu ratrakowanym terenem, a nie off-pist, zaś trudy podejść da się na ogół zminimalizować dzięki licznym kolejkom górskim. Na trasie poznaje się też oryginalną kuchnię Karyntii, w której splatają się smaki wschodnioalpejskie z adriatyckimi, zaś na koniec każego dnia relaksuje w hotelowych strefach Wellness i SPA, zażywając sauny, kąpieli, masażu – wedle pragnień oczywiście, jedynie ze świadomością, iż od rodzaju i liczby zabiegów, podobnie jak od wybranego standardu zakwaterowania, zależy ostateczna cena pakietu. Jak widać nie jest to oferta skierowana jedynie do wytrawnych narciarzy, a tym bardziej skialpinistów, ale pod każdym względem wyważona, stanowi idealną propozycję dla zwykłych amatorów aktywnego zimowego wypoczynku (www.nockberge-trail.com).

Na osoby o większych aspiracjach i adekwatnych do oczekiwań umiejętnościach skialpinistycznych, czeka w Wysokich Taurach szereg fantastycznych tras skitourowych, prowadzących na najwyższe szczyty z Groβglocknerem na czele. Z myślą o miłośnikach skialpinizmu, po krótkiej przerwie, koniecznej po oficjalnym zakończeniu sezonu zimowego, a więc w najwcześniej w połowie marca, otwierają podwoje schroniska górskie (lista obiektów z adresami i datami otwarcia w witrynie Alpenverein, i to po polsku: www.alpenverein.at; należy w wyszukiwarce określić region).

Ponadto, gdy góry toną w śniegu, we wszystkich zamkniętych schroniskach alpejskich, gospodarze zostawiają otwarty Winterraum (pokój zimowy). Turysta znajdzie w nim niezbędne przedmioty,by zapalić w piecu ogień, czy zasłane prycze. Korzystanie z takich pomieszczeń jest bezpłatne, choć bywa, że jest zainstalowana puszka na dobrowolne datki. Opuszczając lokum należy zostawić nienaganny porządek, a jeśli się da, również rzeczy przydatne następnym gościom, np. zapałki, świece czy konserwę.

*   *   *

Oferta zimowego wypoczynku w Karyntii jest oczywiście znacznie szersza, obejmuje bowiem 24 urządzone tereny narciarskie, wśród których jest lodowiec – Mölltaler Gletscher, liczne centra Wellnes i SPA, tory saneczkowe, a także naturalne lodowiska na zamarzniętych taflach jezior, z których liczby Karyntia słynie. W tym ostatnim przypadku nie trzeba się obawiać, ponieważ grubość lodu jest starannie monitorowana, i codziennie podawane są komunikaty czy na taflę można wchodzić!


Wszystko o Karyntii: www.karyntia.pl
Nationalpark Hohe Tauern: www.hohetauern.at
W tajniki przyrody wprowadza także ciekawa ekspozycja zatytułowana: „Was ist Leben” („Czym jest życie”) w BIOS w Mallnitz – jednej z bram Parku (National Park Center Mallnitz). Zimą niedostępna; czynna jest od kwietnia do października w godz.: 10:00-18:00: www.hohetauern.at/bios


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Kinderhotels – z dziećmi, bez wyrzeczeń

Grupa Kinderhotels Europa liczy blisko 50 obiektów, zlokalizowanych głównie w Austrii, w Karyntii, gdzie przed 30 laty skrystalizowała się oryginalna oferta rodzinnego wypoczynku. Dorośli są z dziećmi, korzystając w pełni z uroków zimy i czasu wolnego.

Radość z wyjazdu na zimowy urlop całą rodziną mącą pospolite troski – czy dzieciom się spodoba, czy warunki będą odpowiednie, jak spakujemy tę górę rzeczy, bez których nie wyobrażamy sobie ich pobytu na śniegu i mrozie, kąpieli, posiłków. Pojawia się też obawa, czy przeciążeni opieką, znajdziemy choć chwilę żeby samemu wypocząć. Jakże często wmawiamy sobie przy takiej okazji, że „dla dobra dzieci, trzeba się poświęcać”.

Kinderhotels obalają ten mit, bo ostatnią rzeczą jakiej dzieci oczekują jest nasze poświęcenie. Korzystając z doświadczeń i propozycji gospodarzy, szybko się przekonamy, że dzieci są naprawdę szczęśliwe tylko wtedy, gdy bawimy się z nimi i uprawiamy sporty w pełni zrelaksowani, bo czas spędzany razem powinien dawać przyjemność, a nie wynikać z poczucia obowiązku. W Kinderhotels wszystko jest tak zaaranżowane, aby dzieci i dorośli mogli cieszyć się niezależnie czasem wolnym, a jednocześnie nic nie przeszkadzało zbliżeniu. Gdy dzieci baraszkują w śniegu pod dobrą opieką, rodzice mogą śmigać po najtrudniejszych nawet trasach, a gdy po nartach pociechy uczą się pływać z żabą Fredem, dorośli w stylowo urządzonych strefach wypoczynku odnajdują równowagę i harmonię w związku, wieczorami zaś, gdy dzieci jedzą z rówieśnikami, dorośli cieszą się romantyczną kolacją przy świecach. Unikalne programy pobytu skierowane do singli, dają szansę samotnej matce lub ojcu na zawarcie nowych znajomości, na otrząśnięcie się z poczucia osamotnienia i wyobcowania.

Przed wyjazdem nie trzeba upychać kolanem dobytku w samochodzie, bo sprzęt i wszelkie akcesoria są dostępne na miejscu. Podobnie jak pomoc lekarska, w razie kontuzji lub choroby. Wyśrubowane standardy bezpieczeństwa i jakość usług mają fundamentalne znaczenie. Luksusowe hotele SPA, pensjonaty i gospodarstwa agroturystyczne spod szyldu Kinderhotels, są zawsze przedsiębiorstwami rodzinnymi. Bo któż lepiej rozumie potrzeby maluchów i oczekiwania rodziców, niż ten kto sam właśnie wychowuje dzieci?!

Porzekadło, że „w czasie deszczu dzieci się nudzą”, obnaża bezradność opiekunów. W Kinderhotels nie ma czasu na nudę, bo przeróżne zajęcia prowadzą podnoszący stale kwalifikacje specjaliści. Są zajęcia sportowe na śniegu, a po nich – teatrzyki, kino i warsztaty rzadkich umiejętności, na przykład magii, tym ciekawsze, że często dla rodziców niedostępne. Nabytymi w sekrecie umiejętnościami uda się ich z pewnością zaskoczyć.

W zabawach i przy nauce jazdy na nartach towarzyszy dzieciom wesoła maskotka – „Smiley”. W jej towarzystwie ze śniegiem i sprzętem oswajają się nawet 2-latki. Rodzice nie muszą się przy tym kłopotać o sprzęt, bo jest na miejscu i to w szerokim wyborze. Żelazną zasadą obiektów typu all inclusive jest brak dodatkowych lub ukrytych kosztów, np. opłat za napoje do posiłków. Wszystko wkalkulowano w cenę pakietów i to z dokładkami. Budżet można precyzyjnie określić przed wyjazdem i być pewnym, że nie ulegnie zmianie.

Podczas zajęć nie ma problemów z porozumiewaniem, bo w Kinderhotels przykłada się ogromną wagę do znajomości języków gości. Nie trzeba się też martwić czy dzieci dogadają się między sobą, bo maluchy radzą sobie intuicyjnie z niewerbalną komunikacją, nawiązując bez trudu kontakty z rówieśnikami. Zadania natomiast, umacniają w nich pewność siebie i pobudzają ciekawość, co procentuje podczas nauki i w różnorodnych sytuacjach społecznych.

Pozwalając najmłodszym na samodzielność, rzeczywiście się wypoczywa, a prowadzone profesjonalnie zajęcia w Kinderhotels wspomagają wszechstronny rozwój dzieci. Efekt? Niczym w anegdocie: „Jak pani to robi, że córeczka jest taka samodzielna? Pozwalam jej!”.


Film został zamieszczony w 2014 roku na YouTube’owskim kanale tmcMedien.


Grupa Kinderhotels Europa: www.kinderhotels.com

Tekst przygotowany dla Österreich Werbung Warschau (austria.info), pod tytułem: Kinderhotels – rodzinny wypoczynek na najwyższym poziomie dla potrzeb kampanii zimowej 2017/2018.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Austria bez morza, a jednak na lato

Niemal 80 procent Polaków deklaruje, że latem najbardziej pragnie wypoczywać nad wodą. Nie przesądzają przy tym, że tylko morską wodę mają na myśli. A zatem – czy jeziora i rzeki mogą konkurować z morzem? Albo czy ekskluzywne spa z basenami wypełnionymi termalną wodą nie jest wystarczająco pociągającą alternatywą plaży?

Tego typu pytania zadają sobie z pewnością Austriacy. O ile bowiem ich kraj utrzymuje się w ścisłej czołówce ulubionych zimowych destynacji Polaków, o tyle latem o Austrię się jedynie ocieramy, podróżując samochodem na północne wybrzeże Adriatyku. Może więc omijamy Austrię, bo nie ma tam morza? Ale przecież jesteśmy znani z tego, że lubimy wciąż poznawać nowe miejsca, że kochamy także góry i jeziora, uwielbiamy muzykę i dobrą kuchnię. Może więc po prostu wydaje nam się, że po zimowych urlopach w Bad Kleinkirchheim, Sölden, Mayrhofen, Kaprun czy Schladming wiemy już wszystko o kraju Mozarta i dlatego jedziemy dalej. A może nie zdajemy sobie w pełni sprawy z tego, że wspaniale jest w Austrii latem!

Austria w miniaturze
Niemal wszystkie, zwłaszcza przyrodnicze atuty Austrii, skupiają się jak w soczewce w Salzkammergut, rozległym pojezierzu z pogranicza Górnej Austrii, Kraju Salzburskiego i Styrii. Tamtejsze jeziora zdecydowanie różnią się jednak od tych z polskiego niżu, bo leżą wśród gór, miejscami łagodnie falujących i niewysokich, gdzie indziej wyższych i skalistych, z wyrastającym na południu potężnym lodowcem Dachstein (2995 m).

W tym właśnie regionie, w Bad Aussee, odbywa się pod koniec maja Święto Narcyzów, które zakwitając na łąkach zwiastują nadejście lata. W Boże Ciało na wody Jeziora Halsztackiego wypływają ozdobione kwiatami łodzie zwane „Fuhren”, bo góry opadają tam tak stromo do jeziora, że na lądzie brak miejsca na procesję. Tak dzieje się od niemal 400 lat. Nad Attersee, największym w regionie akwenem, bywali artyści tej miary co Klimt i Mahler. Współcześnie ściągają tam wielbiciele kryminałów, by podczas festiwalu „Mordercze Attersee” słuchać ekscytujących fragmentów książek czytanych osobiście przez zaproszonych na imprezę autorów.

Dla rodziny i ekstremalistów
Kultywowane pieczołowicie obyczaje, autentyczny folklor oraz cykliczne festiwale sprawiły, że region Hallstatt-Dachstein-Salzkammergut wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Cenne przyrodniczo obszary chroni się w ograniczonym dwoma jeziorami Parku Narodowym Attersee-Traunsee, zaś cała kraina jest rozległą areną sportu i rekreacji. Głębiny Attersee cieszą się uznaniem nurków, a na brzegach jeziora działa 26 świetnie wyposażonych stacji. Po rozległej tafli Traunsee ślizgają się miłośnicy nart wodnych, wind- i kitesurfingu, wspinacze zaś podpływają wiosłowymi łodziami do niemal pionowej skalnej ściany, jaką opada wprost do wody północny filar Traunkirchnerkogela (1575 m). Żądni adrenaliny goście bez alpinistycznego doświadczenia doznają w Salzkammergut mocnych wrażeń na ekscytujących drogach ze stalowymi zabezpieczeniami, znanych nam raczej pod włoską nazwą via ferrata aniżeli niemiecką Klettersteig, bo rozpowszechniły się w XX w. w Dolomitach. Warto jednak pamiętać, że to tutaj narodziła się ich idea – pierwsze zabezpieczenia założył na skałach Dachsteinu prowadzący badania w 1843 r. Friedrich Simony. Zaś zaledwie 26 lat później poprowadzono pionierski, służący jedynie rozrywce Klettersteig na najwyższym dziś w Austrii Großglocknerze (3798 m).

Współcześnie, w styryjskim regionie Schladming-Dachstein jest wiele ubezpieczonych dróg, a najnowszą via ferrata Rosina w wąwozie Silberkarklamm. Dzięki stalowej linie umożliwiającej asekurację non-stop pokonuje się bezpiecznie pionowe ściany, podziwiając wąwóz i otaczające go góry. Przejście Rosiną można łączyć z sąsiednimi trasami Hias i Siega, docierając na wypoczynek do Silberkarhütte, schroniska malowniczo usytuowanego na wysokości 1223 m. Inną emocjonującą atrakcją regionu jest największa alpejska tyrolka Zipline Stoderzinken, na której podczas zjazdu długości 2,5 km, szybując do 120 m nad ziemią, osiąga się prędkość 115 km/h.

Z kolei w należącym do Kraju Salzburskiego rejonie Zell am See-Kaprun fragment tamy kompleksu jezior zaporowych Hochgebirgsstauseen zamieniono na ściankę wspinaczkową. W efekcie, podziwiając arcydzieło hydroinżynierii można też zasmakować emocji.

Adrenalina vs. slow
Rozmieszczone w plenerze atrakcje tego typu są w Austrii dostępne od maja do października. Nie mniejszych emocji niż podczas wspinaczki doznają również amatorzy innych sportów, na przykład odwiedzając Österreichischer Moto-Bike Ring w Styrii. Uruchomiono tam trasę-pętlę, którą pokonuje się na elektrycznych maszynach o mocy dziesięciokrotnie wyższej od standardowych e-bike’ów. Choć pozostają rowerami, przypominają crossowe motocykle i osiągają prędkość 80 km/h. Proekologiczny napęd sprawia jednak, że są bardziej przyjazne środowisku i ciche. Kogo bardziej niż uczestnika zadowala pozycja kibica, powinien odwiedzić atrakcyjnie położony Red Bull Ring w Spielbergu – tor Formuły 1 w Styrii, któremu patronuje producent dodających skrzydeł napojów energetyzujących i sponsor wielu sportowców ekstremalnych. W sezonie letnim odbywają się tam wyścigi nie tylko bolidów, ale również samochodów turystycznych i motocykli.

Emocje i slow life są w Austrii doskonale wyważone, dowodem największy w Europie zlot motocyklistów nad malowniczym Faaker See. Kilkadziesiąt tysięcy miłośników kultowych Harley-Davidsonów ściąga wówczas do Karyntii. Bez pośpiechu, dostojnie, epatując widzów sylwetkami motorów i pomrukami silników, suną drogami wśród jezior i gór. Szaleństwa bowiem muszą mieć swój czas i swoje miejsce, Austriacy wiedzą o tym doskonale i propagują ten styl. Kiedy przed kilku laty, wraz z motocyklowym boomem zwiększyła się na drogach liczba wypadków, policja wzmogła kontrole, w wielu miejscach ograniczono prędkość, a formalnym krokom towarzyszyła poruszająca kampania. Z plakatów rozmieszczonych przy drogach szybkiego ruchu i autostradach spoglądały łakomie sępy, a napis „Hallo Raser, wir warten” (Cześć ścigancie, czekamy) stał się współczesnym memento.

Wyprawy z kluczem
W gęstej sieci turystycznych szlaków w Austrii dominują spacerowe ścieżki, podobnie jest z trasami rowerowymi czy konnymi, bo oferta urlopowa skierowana jest do wszystkich bez różnicy wieku i kondycji. Z tego też powodu na poprowadzeniu szlaków gospodarze nie kończą, ale oferują opiekę przewodników i tematyczne programy, które spacer zamieniają w przygodę. Przykładem takiej propozycji jest wyprawa „Kitzsteinhorn Explorer Tour” w regionie Zell am See-Kaprun, podczas której pod opieką przewodnika poznaje się roślinne i klimatyczne piętra Alp. Trasa prowadzi bowiem od podnóży w szczytowe partie Kitzsteinhornu, do stacji Gipfelwelt 3000 oraz na platformę widokową Top of Salzburg, z której roztacza się panorama Wysokich Taurów.

Zgodnie z nazwą poprowadzonej w styryjskim regionie Schladming-Dachstein trasy „Dzikie wody” są na niej zarówno spokojne jeziora i źródła, w których delikatnie szemrze woda, jak huczące w wąwozach strumienie i opadające z łoskotem wodospady, między innymi Riesachfällen – największy w Styrii z kaskadami wysokości 140 m. A że nie wszyscy poszukujemy adrenaliny, wokół Dachsteinu poprowadzono okrężny szlak długości 121 km, z którego masyw i jego lodowce podziwia się ze wszystkich stron. To doskonała propozycja na dłuższą wędrówkę, bo dzięki rozlokowanym przy trasie schroniskom łatwo podzielić ją na 8 jednodniowych etapów, którym podołają nawet najmłodsi. Tego typu ofert dla przedkładających relaks i pejzaże nad emocje i wysiłek jest w całej Austrii mnóstwo. Choćby na znanym nam doskonale z zimowych wojaży Schmittenhöhe, masywie górującym nad eleganckim kurortem Zell am See, gdzie latem odbywają się spotkania „ziołowych czarownic”.

Kąpiele i smaki
Dbałość o różnorodność doznań jest typowa dla wszystkich austriackich regionów. W każdym wykorzystuje się lokalne atuty, tak jak jeziora w Karyntii. Nie tworzą wprawdzie jednej rozległej krainy jak w Salzkammergut, ale jest ich wiele i słyną ze stabilnej temperatury wody, sięgającej latem nawet 28 st. C, więc można się w nich kąpać przez cały sezon. To symptomatyczne dla landu, w którego klimacie i kulturze widoczne są wyraźnie wpływy śródziemnomorskie.

Postępując zgodnie z zasadą „próbować, smakować, odkrywać”, Herwig Ertl, właściciel usytuowanego na peryferiach Klagenfurtu sklepu-lokalu z regionalnymi delikatesami i prezes organizacji „Slow Food Convivium Alpe Adria”, tworzy okazje do poznawania Karyntii bez pośpiechu i z przyjemnością – poprzez kulinarne specjały, którym trudno się oprzeć. Uczestnicząc zaś w karynckich programach Slow Food Travel, można jeszcze podpatrywać, jak powstają sery na halach, kosztować ziół w dolinach, uczestniczyć w warzeniu piwa, miodobraniu bądź wytwarzaniu Specku.

Nie bez przyczyny Karyntię uhonorowano tytułem „Slow Food Travel Destination”, choć na klimacie miejsc i smakach budują swój wizerunek także inne landy, na przykład Styria. Od podnóży Dachsteinu przez winnice po termalne uzdrowiska i granicę ze Słowenią, wiodą przez nią przekrojowe szlaki. Pozwalają odkrywać tajemnice landu niezależnie od tego, czym się podróżuje, w ramach jednej wyprawy czy w czasie wolnym od zabiegów w którymś z ośrodków spa. Chociaż sąsiednia Styria słynie przede wszystkim z lasów, przez co nazywa się ją nawet „zielonymi płucami Austrii”, nie brak tam również wody. W regionie Schladming-Dachstein jest ponad 300 górskich jezior, woda tryska z tysiąca źródeł i huczą kaskady ponad setki wodospadów. Region jest więc jednym z najbardziej zasobnych w wodę w Austrii, a właśnie tam, jakby Styryjczykom było jej wciąż mało, przy górnej stacji kolejki Riesneralm, na wysokości 1820 m otwarto oryginalny basen „Gipfelbad anno dazumal“. Wyłożono go drzewem i otoczono szklanymi ścianami, które chronią przed podmuchami wiatru nie przesłaniając panoramy Niskich Taurów, a że woda jest podgrzewana, można się kąpać bez względu na temperaturę powietrza.

* * * * *

Przykłady można mnożyć. Niezależnie jednak, na co zwrócimy uwagę, możemy być pewni, że usługi będą na najwyższym poziomie. Nie bez znaczenia jest tu czystość środowiska, o które w Austrii dba się niemal obsesyjnie. Dlatego z kranów leci czysta i smaczna woda, we wsiach i miasteczkach czy na górskich szlakach nie walają się śmieci, a w zróżnicowanych co do profilu gospodarstwach agroturystycznych zrzeszonych w organizacji Urlaub am Bauernhof kontakt z przyrodą jest autentyczny. W takich warunkach potrawy i wino smakują lepiej, oddycha się swobodniej i rzeczywiście wypoczywa. Gospodarstwa agroturystyczne to zresztą temat na osobną opowieść – rozrzucone po całym kraju kuszą propozycjami dla każdego – na rodziny z nawet maleńkimi dziećmi czekają miejsca specjalnie dla nich przystosowane, zestresowani odnajdą ukojenie w drewnianym spa i kąpieli w sianie, miłośnicy winnego trunku wypoczną wśród winorośli… Można też na wyłączność wynająć chatę na hali i spędzić wakacje na alpejskiej hali w kompletnym odosobnieniu, ale za to z jakimi widokami… Po prostu czas na oddech.


Materiał publikowany w internetowym wydaniu Polityki 29 maja 2017 w dziale „Czas na oddech” (www.polityka.pl), powstał przy współpracy z www.austria.info.

Austria na sezon zimowy

Jako klienci, należymy do pięciu najważniejszych dla Austriaków nacji, gdyż każdego roku ćwierć miliona Polaków wybiera na zimowy wypoczynek ich kraj.

Na narty do Austrii jeździmy przede wszystkim indywidualnie, wzbudzając u gospodarzy zmieszane z odrobiną podziwu zdziwienie. Z ich rozeznania wynika, że najchętniej podróżujemy własnym samochodem, a do tego nocą. Zaraz zaś po przyjeździe, ruszamy na stoki. Podróż do austriackich stacji z Polski zajmuje przeciętnie 10 godzin. Czyżbyśmy nie potrzebowali wypoczynku? Nie. Nam szkoda każdej chwili, którą możemy spędzić na śniegu. Tak będzie również w sezonie 2016/2017.

Oblicza krajów związkowych
60% z podróżujących zimą do Austrii Polaków wybiera Tyrol. Wachlarz tamtejszych ośrodków jest ogromnie zróżnicowany, ale ze wszystkich łatwo dotrzeć do stolicy landu, zimowej stolicy Alp, Innsbrucku. Nas jednak najbardziej pociągają zagospodarowane narciarsko lodowce, których jest tam pięć. W efekcie, w rankingu popularności austriackich stacji narciarskich, pierwsze miejsce zajmuje Sölden. Zmieniło na pozycji lidera, królującą tam wcześniej dolinę Stubai.

W słonecznej Karyntii, gospodarze notują rok rocznie wzrost zainteresowania z naszej strony na poziomie 10-12% noclegów. Tam także jest jeden teren narciarski na lodowcu – Mölltaler Gletscher, widać malownicze Dolomity przy granicy z Włochami, a w powietrzu czuć wpływy śródziemnomorskiego klimatu. W odróżnieniu od Tyrolu, w którym stawia się przede wszystkim na nowoczesną infrastrukturę, w Karyntii cyzeluje się sprawdzone rozwiązania. Przykłada ogromną wagę do wypoczynku rodzinnego. Eksploatuje wielki skarb jakim jest woda – jeziora, termalne źródła oraz hotelowe aneksy wellness i SPA.

Kraj Salzburski z lodowcem Kitzsteinhorn odkryliśmy bodaj jako pierwszy narciarski teren w Austrii już w latach 90. XX w. I być może dlatego, żądni wciąż czegoś nowego, jeździmy tam teraz – statystycznie – nieco rzadziej. Nie zatrzymujemy się raczej w stacjach położonych niespełna 100 km od Wiednia, choćby na Semmeringu w Dolnej Austrii. Zapewne dlatego, że licząc niewiele ponad 10 km tras, tamtejsze ośrodki nie odbiegają rozległością od polskich.

Sporadycznie odwiedzamy stacje Vorarlbergu (Przedarulanii, jak niegdyś u nas mówiono). Może dlatego, że land leży najdalej, a może dlatego, że sztandarowym ośrodkiem jest luksusowe Lech i przez jego pryzmat postrzegamy cały kraj. Owszem, tamtejsze trasy są marzeniem niejednego narciarza, ale ceny w hotelach i pensjonatach są znacznie wyższe niż w stacjach sąsiedniego Tyrolu. Austriacy zwracają uwagę, że na Lech nie kończy się oferta Vorarlbergu, i polecają naszej uwadze bardziej egalitarną, malowniczą dolinę – Montafon ze 170 km tras. Organizowane są tam także ekscytujące nocne spacery po górach z pochodniami.

Styria, ze względu na rozległe tereny leśne, nazywana zielonymi płuca Austrii, kojarzy nam się przede wszystkim z lodowcem Dachstein i huśtawką narciarską w Schladming. Huśtawkę doceniamy, być może dlatego, że należy do promującej się aktywnie w Polsce areny Ski amadé. Dachstein natomiast, jeden z 8 austriackich lodowców, zawdzięcza swoją sławę przede wszystkim wytyczonym wysoko trasom dla narciarzy-biegaczy. A chociaż cała Polska kibicuje Justynie Kowalczyk, rzadko kto uprawia u nas ten rodzaj narciarstwa. Wybierając Dachstein będziemy mogli go zakosztować w fantastycznej wysokogórskiej scenerii.

Bezpieczeństwo i komfort priorytetem
Szef promocji Lech stwierdził swojego czasu, że każde zainwestowane euro przynosi 2 euro zysku. Skuteczności tej strategii dowodzą też poczynania Kitzbühel. W latach 2000-2014 w infrastrukturę narciarską zainwestowano tam 225 mln euro. W efekcie, liczący 170 km tras teren, należy dziś do najlepiej zagospodarowanych na świecie. Gospodarze nie spoczywają mimo to na laurach. Unowocześniają infrastrukturę i doskonalą rozwiązania organizacyjne.

Sygnały o nowościach docierają każdego roku ze wszystkich niemal austriackich stacji. Zmianom przyświeca staranie o zwiększenie komfortu i bezpieczeństwa. Tak jak w tyrolskim Sölden gdzie rusza właśnie nowa gondola Giggijochbahn o rekordowej przepustowości 4500 osób na godzinę. To nie jedyny powód do dumy. Dolna i górna stacja zwracają uwagę wyjątkową architekturą. W tym tunelem, łączącym górną stację z odległą o 200 m restauracją na Giggijoch (2284 m). Spektakularne rozwiązanie uniezależnia gości od kaprysów aury. Przykładem dynamicznego działania jest zastąpienie orczykowych wyciągów na lodowcu Schmiedinger w Kaprun 8-osobową kolejką krzesełkową z podgrzewanymi siedzeniami. Tam gdzie pracowały dawniej orczyki będzie się teraz swobodnie zjeżdżać. Przy okazji pobito rekord. Kolejka dociera na wysokość 3000 m – najwyżej w Kraju Salzburskim.

W Austrii cenimy rozległość terenów narciarskich, komfort i przyjemność z jazdy. Jeśli tylko się da, świadomi tego Austriacy łączą w logiczny sposób sąsiednie stacje. Tak jak w przypadku Pillerseetal, tyrolskiej doliny znanej z pięknych krajobrazów, dedykowanych głównie rodzinnemu wypoczynkowi stacji oraz niezbyt wygórowanych cen z rozległym terenem narciarskim Saalbach Hinterglemm Leogang w Kraju Salzburskim. Przykładem spektakularnego połączenia natury organizacyjnej, pozostaje wciąż 5 regionów narciarskich tworzących dziś dostępne z jednym karnetem Ski amadé.

Austriackie obyczaje
Chociaż na Austrię patrzymy najczęściej jak na wielką narciarską (i snowboardową) arenę, nie zapominajmy, że to kraj o bogatej kulturze. Przeplatają się w niej wątki ludowe z obyczajami cesarskiego dworu. Dostrzeżemy to zarówno za stołem, jak w klimacie lokalnych imprez. Z habsburskiej tradycji wywodzi się na przykład słynny Tafelspitze, czyli sztuka mięs, ulubiona potrawa Franciszka Józefa I. Kaiserschmarrn, w wolnym tłumaczeniu przysmak cesarski, czyli puszysty omlet postrzępiony na kawałki, posypany cukrem pudrem z konfiturami bądź musem jabłkowym konkuruje z zawijańcem z ciasta francuskiego, wypełnionym jabłkami z orzechami i rodzynkami polanym sosem waniliowym – Apfelstrudel.

Z tradycji dworskiej wywodzą się wiedeńskie bale, a z ludowej – parady diabolicznych postaci w strasznych maskach, zwanych Krampusami i Perchtami. Pojedynczo lub w grupach towarzyszyły dawniej dobrotliwemu brodatemu świętemu w wigilię dnia św. Mikołaja, tj. 5 grudnia. Z czasem zwyczaj okrzepł i zamienił się w popularne w całej Austrii pochody i spektakle z rockową muzyką w tle. W największych Krampuslaufach biorą dziś udział setki osób. Ponadto, Krampusy i Perchty pojawiają się we wsiach i miasteczkach w adwencie, a nawet później – w karnawale.

Austria w pakietach
Austriacy podkreślają z dumą, że przeciętna wysokość, na której są ich stacje narciarskie jest idealna dla zdrowia. Istnieją medyczne dowody na to, że przebywanie na wysokości 1500-2000 m sprzyja wzrostowi odporności organizmu. W połączeniu z dobrą organizacją ośrodków i ich atrakcyjną ofertą programową, zimowy urlop w Austrii powinien być udany.

Austria jest przodującym krajem jeśli chodzi o bogate oferty pakietowe. Prym wiodą wśród nich propozycje aktywnego wypoczynku połączone z relaksem w SPA i programami wellness. Popularne są pakiety adresowane rodzinom, obejmujące nie tylko jazdę na nartach, ale na przykład spacery na rakietach śnieżnych, z pochodniami, czy jazdę na sankach po wieczornym posiłku w atrakcyjnie usytuowanej gospodzie. Warto pamiętać, że liczne atrakcje wypadają taniej jeśli są elementami pakietów, niż gdy korzystamy z nich fakultatywnie.

Analizując zachowania klientów z Polski i poziom ponoszonych przez nas wydatków, Austriacy jako pierwsi stworzyli dostosowaną do naszych możliwości i oczekiwań ofertę. Dostrzegli też potencjał związany z majowymi weekendami. Odczuwających niedosyt białego szaleństwa zapraszają wówczas na lodowce, gdzie jest wystarczająco dużo śniegu by się jeszcze wyjeździć, opalając w wiosennym słońcu. A tych, którzy niecierpliwie wypatrują lata – do kąpielisk termalnych i nad jeziora, bo zauważyli, że owszem 50-60% Polaków deklaruje chęć kąpieli, ale tylko 30% z nas upiera się, że musi to być kąpiel morska. Nad morze wprawdzie z Austrii daleko, ale jezior z krystalicznie czystą wodą oraz fantastycznych kąpielisk i SPA nie brakuje.


INFO
Więcej informacji pod hasłem „Złap oddech w Austrii” na stronach www.austria.info/pl. Jest tam m.in. zamieszczona aktualna lista szkółek narciarskich, w których instruktorzy posługują się językiem polskim.
Terminy parad Krampusów i Perchtów (Krampusläufe und Perchtenläufe) w całej Austrii można sprawdzić na stronach www.wissenswertes.at.


Tekst wprowadzający do dodatku „Austria zimą” przygotowanego przez Rzeczpospolitą i wydanego z drobnymi zmianami redakcyjnymi w listopadzie 2016 (–> robocze pdf-y stron tekstowych; str. 1, str. 2-3; powiązany materiał w tym archiwum Wiedeń tańczy zimą walca:  https://pawelwronski.wordpress.com/).

Austria – Karyntia z butlerem na stoku

W Nassfeld, jednym z popularnych ośrodków narciarskich Karyntii, znajduje się zegar zliczający godziny nasłonecznienia. Z jego pomiarów wynika, że w tym właśnie landzie jest zawsze o 100 godzin więcej słońca niż w innych częściach Austrii.

To pierwszy, ale nie jedyny powód by właśnie na karynckich stokach spędzić zimowy urlop. Od takiego promiennego wątku, rozpoczęła 19. października 2016 prezentację południowoaustriackiego landu, Elke Maidic z Kärnten Werbung, spółki powołanej do promowania Karyntii.

Rodziny mile widziane
Jej zdaniem do atutów kraju należy zaliczyć trzytysięczniki, w tym zagospodarowany narciarsko lodowiec – Mölltaler Gletscher, górujący nad krainą Groβglockner (3798 m) – najwyższy szczyt Austrii, którego wierzchołek stanowi wyzwanie dla miłośników skialpinizmu, a z drugiej strony – tereny idealne dla początkujących w paśmie Nockberge.

Podkreślenia wymaga fakt, że stacje narciarskie usytuowane są na wysokości około 1720 m, a trasy zjazdowe zaczynają się najczęściej na poziomie 2250 m (za wyjątkiem lodowca, na którym jazdę rozpoczyna się nieco powyżej 3000 m). Aktywny wypoczynek na takich wysokościach jest korzystny dla zdrowia, sprzyja bowiem podnoszeniu odporności naszego organizmu. Ponadto można mieć pewność, że nie zabraknie śniegu. Karyntia ma bogatą ofertę zarówno dla miłośników białego szaleństwa, jak i dla osób, które mogą żyć bez nart lub deski.

Jako jedne z pierwszych w Austrii, karynckie hotele wyspecjalizowały się w ofercie rodzinnej, w tym w specjalistycznej opiece nad dziećmi. A ponieważ Polacy są jedną z pięciu najliczniej odwiedzających land zimą nacji i w ostatnim czasie ilość naszych noclegów wzrasta o 10-12% rocznie, coraz częściej obsługa posługuje się językiem polskim.

Prezentacja Karyntii przed sezonem zimowym 2016/2017, fot. Paweł Wroński
Prezentacja Karyntii przed sezonem zimowym 2016/2017, fot. Paweł Wroński

Oprócz wysokogórskiego krajobrazu i słońca, do naturalnych bogactw Karyntii należy także woda. Land słynie z licznych jezior, tak czystych, że wodę można pić bez gotowania lub z kranu. Ponadto są tam liczne termy i – oczywiście – SPA. Tradycje wykorzystania wody dla relaksu i celów zdrowotnych sięgają czasów antycznych, czego najlepszym dowodem jest kąpielisko w Bad Kleinrichheim, nie bez przyczyny nazwane Therme Römerbad (Łaźnie Rzymskie).

Wielkim atutem jest także kuchnia z wyraźnymi wpływami z południa. Można ją z powodzeniem określić jako alpejsko-adriatycką, bo jest bogatsza i lżejsza niż w centralnych, czy północnych partiach Alp.

Opisując walory karynckiej przyrody, Elke podzieliła się z publicznością ciekawostką natury przyrodniczej i romantycznej zarazem. Otóż w kurorcie Bad Villach, gdy topnieją śniegi, zasilane dodatkową wodą, uaktywniają się źródła termalne obecne w zlewni miejscowego strumienia Maibachl. W efekcie, wodą o temperaturze 30 st. C wypełniają się zagłębienia terenu wokół nich, i można zażywać ciepłej kąpieli. Za darmo, w dzień, a nawet w nocy, w romantycznej atmosferze, którą korzystający ze źródeł podkreślają, zapalając świece. Szkopuł w tym, że z przyrodą trudno uzgodnić terminy i na dobrą sprawę nie wiadomo, kiedy takie zjawisko nastąpi. Wiadomo jedynie, że po tygodniu lub dwóch, podziemne wody obniżą poziom i niecki obeschną. Trzeba więc korzystać, jeśli tylko nadarzy się okazja i trzymać kciuki, aby właśnie na taki okres trafić.

Zapobiegliwi Karyntyjczycy wykorzystują także możliwości nowoczesnej techniki. Gospodarze jednego z hoteli ośrodka Turracher Höhe posunęli się do tego, że podgrzewają wodę w przybrzeżnej części miejscowego jeziora do poziomu 28 st. C. Goście mogą się więc kąpać w akwenie w środku zimy, bez obaw że zmarzną.

butler-elmar_sieciowy_2369
Elmar Ebner – kamerdyner klienta z ośrodka Turracher Höhe w Karyntii (Austria), fot. Paweł Wroński

Pod opieką gościa w surducie

Z Karyntii przybył do Polski wraz z Elke, Elmar Ebner. Wystąpił w służbowym stroju, łączącym akcenty folklorystyczne z dworskimi.

Elmar jest bowiem Butlerem (kamerdynerem). Tak jak jego współpracownicy uprzyjemnia gościom pobyt w Karyntii. Latem podaje owoce i drinki, zimą też, tylko strój zmienia na odpowiedni do pory roku, bo cieplejszy, a na nartach nosi także kask. Najczęściej pojawia się jednak na umówionych miejscach na Snowmobilu wyposażonym w barek, z którego serwuje Prosecco i smakołyki.

Latem Almbutler (kamerdyner na hali) jest przewodnikiem, który ułatwia docieranie do miejsc pięknych i ciekawych. Zimą, jako Pistenbutler (kamerdyner stokowy), towarzyszy narciarzom na trasach.

Butlerzy pełnią swą służbę w ośrodku Turracher Höhe od 16 lat. Ich usługi związane były przez dłuższy czas jedynie z konkretnymi hotelami. Zbliżający się sezon będzie natomiast czwartym, w którym działają w otwartej, komercyjnej formule. Teraz hotele i touroperatorzy, a nawet indywidualni klienci mogą ich wynająć, ważne żeby dokonać rezerwacji do godziny 13.30 dnia poprzedniego.

W swojej zimowej ofercie Butlerzy mają takie programy jak poranna jazda na nartach. Ten program określany mianem porannego tria, pozwala rozpocząć dzień na śniegu zanim jeszcze pojawią się inni narciarze. Trzeba tylko wstać rano żeby o 7.30 wyruszyć na szlak i po 45-minutowym spacerze dotrzeć do górskiego schroniska na śniadanie. A potem w asyście Pistenbutlera, można pośmigać po pustych jeszcze stokach przez półtorej godziny (narty i ekwipunek już czekają w schronisku, bo Butler zadbał o ich transport). Usługę „Rent a Butler” można zamówić przez Tourismusverein Turracher Höhe, mailowo (info@almbutler.at), bądź telefonicznie (+43 4275 8392-0).

Hasło promocyjne Karyntii: Lust am Leben (Ciesz się życiem)
Karyntia – Kärnten; po słoweńsku: Koroška; po włosku: Carinzia


INFO
www.karyntia.pl
Wszystko o Butlerach: www.almbutler.at oraz www.turracherhoehe.com w zakładce <Alm Butler>.


Oficjalny tegoroczny spot reklamowy Karyntii (po polsku; film udostępniony przez www.austria.info).


logo-rzeczpospolitaMateriał po konferencji prasowej jak aodbyła się w dniu 19 października 2016, opublikowany w serwisie branżowym Rzeczpospolitej www.rp.pl/turystyka, pod tytułem.: „W Karyntii – z butlerem na stoku”.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Austria / Karyntia – zamek Hochosterwitz

Hochosterwitz – gotycki zamek na skalistym wzgórzu w Karyntii. Był jedną z inspiracji Disneyowskiego logo.

Na dziedziniec, obchodząc wzgórze, prowadzi przez 14 bram droga długości 620 m. Zamek góruje nad okolicą 175 m. Od 1571 roku pozostaje w rękach rodziny Khevenhüller. Obiekt oczekuje na wpisanie na listę UNESCO.

Bramy mają nazwy (w nawiasach data powstania): Fähnrich (1575), Wächter (1577), Nau (1578), Engels (1577), Löwen (1577), Mann (1578), Khevenhüller (1582), Landschafts (1570), Reiser, Waffen, Mauer (1575), Brücken, Kirchen (1579), Kulmer (1575).

www.burg-hochosterwitz.com


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Austria / Karyntia – Bartlumzug 2015

Jeden z największych pochodów Krampusów w Karyntii. Odbywa się w Sankt Veit an der Glan, wieczorem 5 grudnia, czyli w wigilię św. Mikołaja. Przy rockowej muzyce i efektach pirotechnicznych. W paradzie bierze udział około 500  przebierańców podzielonych na grupy, reprezentują bowiem różne miejscowości i środowiska.

Uwaga – dźwięk w drugim video został wyciszony przez operatora kanału Youtube ponieważ wraz z obrazem nagrana została piosenka – jak się okazało chroniona prawami autorskimi: „Feuer frei!” (Copyright by UMG-MKfilm w imieniu: A Perfect Circle – Three Sixty).


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Austria / Karyntia, Lavanttal – pod patronatem św. Pawła

XI-wieczne benedyktyńskie opactwo św. Pawła (Benediktinerstift St. Paul im Lavanttal), szczyci się późnoromańską bazyliką, jednym z najbogatszych zbiorów sztuki sakralnej w Austrii i liczącym około 180 tys. woluminów księgozbiorem.

St-Paul-Karyntia_002p

Wśród zgromadzonych płócien zwracają uwagę dzieła Rubensa, Van Dycka i Holbeina. W kolekcji sztuki znajdują się też monety i grafiki. Perłą zbiorów bibliotecznych jest jedno z pierwszych dzieł drukarskich Guttenberga. Latem w salach klasztornych odbywają się koncerty i spektakle w ramach dorocznego festiwalu kultury. Przez cały rok czynne są czasowe wystawy. Ze wszech miar godny uwagi jest wystrój biblioteki opactwa z oryginalną dekoracją sklepienia przedstawiającą zodiakalną mapę nieba.

St-Paul-Karyntia_011p

Bazylika zachwyca wyrafinowanymi detalami architektonicznymi – fryzami, kolumnami oraz umieszczona w tympanonie nad wejściem sceną Hołdu Trzech Króli. Ozdobą wnętrza są 44 freski wykonane w XIV wieku przez południowotyrolskich mistrzów Frieddricha i Michaela Pacherów oraz o niemal 100 lat wcześniejsze malowidła pędzla Thomasa von Villach. Klasztorną bazylikę określa się mianem skarbca Karyntii (Schatzhaus Kärnten) bo kryje we wnętrzach jeden z największych w Austrii zbiorów dzieł sztuki średniowiecza.

St-Paul-Karyntia_008p

Benediktinerstift St. Paul: http://www.stift-stpaul.at

W Opactwie św. Pawła mężczyźni, którzy ukończyli 18 lat mogą spędzić jakiś czas uczestnicząc w życiu mnichów. Koszt takiego pobytu jest kalkulowany indywidualnie. Dla wszystkich gości otwarta jest restauracja w zabytkowych wnętrzach klasztornych i bogata w wina piwnica. Przy klasztorze działa gimnazjum, kontynuujące tradycje klasztornej szkoły nieprzerwanie od 1502 roku. Jej uczniem był m. in. szwajcarski lekarz Paracelsus.

Tekst pochodzi z przewodnika Austria (rozdział Karyntia), przygotowanego przed laty dla wydawnictwa Pascal, wznawianego później kilka razy w różnych konfiguracjach.

Austria / Karyntia, Kraj Salzburski – Großglockner Hochalpenstraße

Pośród alpejskich dróg asfaltowych bodaj najpiękniejsza. Łączy Karyntię z Krajem Salzburskim. Biegnie przez Wysokie Taury wśród zaśnieżonych trzytysięczników, z górującym nad innymi Großglocknerem (3897 m). Przewija się ponad najdłuższym lodowcem Wschodnich Alp, 12-kilometrowym Pasterze.

male_droga-pod-Grossgolcknerem_IMG_3781

Pomysł jej poprowadzenia narodził się w latach 20. minionego stulecia. Realizacja trwała dekadę. W 1934 roku przejechał nią jako pierwszy Franz Rehrl, Landeshauptmann z Salzburga. Kierował wyprodukowanym w Górnej Austrii autem Steyer 100, specjalnie przystosowanym do trudnych warunków (osiągało prędkość 100 km/h, miało silnik o mocy 32 KM, paliło 10 litrów benzyny na 100 km). Szacuje się, że przez pół wieku od chwili oficjalnego otwarcia w sierpniu 1935 roku, zaprojektowaną przez Franza Wallacka drogą przejechało ponad 50 milionów osób, a więc kolosalne nakłady na budowę i symboliczne otwarcie dawni się zwróciły, i to z nawiązką. Dystans wynosi 47,8 km. Najniższym punktem jest Fusch (805 m) w Kraju Salzburskim, a najwyższym Hochtor, wykuty w skałach tunel na wysokości 2504 m. Trasa prowadzi do Heiligenblut w Karyntii, przechodząc znakomicie wyprofilowanymi serpentynami przez wszystkie piętra alpejskiej roślinności – od pól uprawnych w dolinach Fusch i Möll, po dolną granicę lodowców. Przejazdowi towarzyszą rozległe panoramy. Rozmieszczone na trasie restauracje, ekspozycje i punkty widokowe skłaniają do spędzenia na niej całego dnia, poznawania przyrody i historii. Od szosy odchodzą oznakowane ścieżki z tablicami z opisami wysokogórskiej przyrody: fauny, flory, geologii, hydrografii i zjawisk glacjalnych oraz przejściom przez Alpy na przestrzeni 4 tysięcy lat – od wędrówek Celtów i przemarszów Rzymian po czasy współczesne. Najciekawszy szlak prowadzi skrajem lodowca Pasterze. Na wysokości 2369 m, w miejscu zwanym Kaiser-Franz-Josefs-Höhe wznosi się ogromny pawilon wystawienniczy i szklano-drewniana konstrukcja symbolizująca kryształ górski, ufundowana przez firmę Swarovski. Stąd w 1856 roku cesarz Franciszek Józef podziwiał Groβglockner w towarzystwie żony, dworzan i imperialnych notabli.

INFO
www.grossglockner.at
Großglockner Hochalpenstraße stanowi część drogi nr 107 łączącej Lienz we Wschodnim Tyrolu z karyncką doliną Möll i salzburskim kurortem Zell am See. Otwarta od końca kwietnia do końca października (konkretny termin ze względu na zmienne warunki śniegowe jest ruchomy). Przejazd: od początku maja do 15 czerwca w godz. 6.00-20.00; do 15 września w godz. 5.00-21.30; później, do zamknięcia trasy w związku z opadami śniegu w godz. 6.00-19.30. Ostatni wjazd na 45 minut przez zamknięciem! Droga jest płatna, ale ewentualny powrót tego samego dnia już nie. Drogą kursują autobusy linii 651 z Zell am See do Heiligenblut (rozkład: www.postbus.at).

Alpy – znane i mniej znane (na zimę)

Kraje alpejskie przodują na liście naszych zimowych celów urlopowych.

Trudno wyrokować co decyduje o wyborze dokonywanym przez każdego z nas. Rzecz nieco upraszczając, można jednak powiedzieć, że kto chce podziwiać najwyższe alpejskie szczyty, wybiera Francję lub Szwajcarię. Kto ceni nade wszystko przyjazny klimat, kieruje się do Włoch, przede wszystkim w Dolomity. Kto nie chce jechać zbyt daleko i płacić zbyt drogo, ale oczekuje perfekcyjnego przygotowania tras, decyduje się na Austrię, zwłaszcza Tyrol – królestwo lodowców. Alternatywą słynnych i obleganych kurortów są w takich miejscach, położone nieopodal mniej znane, a wcale nie mniej ciekawe ośrodki. Oto przykłady.

PDR_wallis_041p

Po drugiej stronie Matterhornu
Górę której kształt zna chyba każde dziecko na świecie możemy oglądać w pełnej krasie ze szwajcarskiego Zermatt. A tam niełatwo o kwatery, bo do Zermatt ciągnie nieustannie sznur gości z całego świata. Szczyt leży na granicy z Włochami. Sąsiadami Zermatt są tam Breuil-Cervinia oraz Valtournenche – kluczowe ośrodki Doliny Aosty, najmniejszego z włoskich regionów, ale otoczonego najwyższymi w Europie szczytami – od Mont Blanc po Monte Rosa. Wprawdzie Matterhorn przypomina stamtąd tatrzańskiego Mnicha, ale trasy Cervinii łączą się z tymi z Zermatt, więc można jeździć po obu stronach góry i oglądać ją również z bardziej znanej perspektywy – z wydatnym, przekrzywionym nosem. Ośrodki oferują łącznie 350 km tras zjazdowych, w tym najdłuższą w Alpach, 25-kilometrowy zjazd do Zermatt, a dla deskarzy Snowparki. Dodatkową atrakcją tego miejsca jest najwyżej położony w Europie teren narciarski. Tuż pod Matterhornem na lodowcu Theodul. Są tam zresztą najwyżej zainstalowane w Alpach orczyki, które wywożą narciarzy na Gobba di Rollin, na zawrotną wysokość 3899 m n.p.m.
www.cervinia.it
www.zermatt.ch

W Tyrolu bez lodowców
Pięć oplecionych wyciągami lodowców w austriackiej części Tyrolu oraz jeden we włoskiej, tworzą największe w Alpach zagłębie narciarskie tego typu. Ze względu na warunki klimatyczne, rzeczywiście całoroczne. Jednak Tyrol ma różne oblicza, a zimą śniegu nigdzie nie brakuje. Niemal przeciwieństwem gwarnych zazwyczaj, imponujących infrastrukturą i możliwościami Après-ski ośrodków z lodowcami, są kameralne stacje narciarskie Wschodniego Tyrolu. Ta enklawa Tyrolu rozciąga się na południowych stokach Wysokich Taurów i północnych obrzeżach Dolomitów. Największa z tutejszych stacji – Sillian oferuje zaledwie 45 km tras. Z najwyższego punktu systemu (2407 m n.p.m.) rozciąga się wspaniała panorama gór. Nigdy nie jest zbyt tłoczno, a zawsze znacznie ciszej aniżeli w głównych ośrodkach Tyrolu, ponieważ mniej tu umbrellabarów i kuszących dyskotekową muzyką restauracji. Ciekawe zjazdy prowadzą z okolicznych stoków wprost do stolicy regionu – maleńkiego, położonego nad Drawą Lienzu. Przyjemne kompleksy narciarskie ze zróżnicowanymi pod względem trudności trasami oferują także Defereggental, Hochpustertal, Virgental, Kalsertal, Villgratental oraz Lesachtal. Łącznie 350 km tras zjazdowych, 400 km torów dla miłośników narciarskich biegów oraz profesjonalnie przygotowane snowparki. Między ośrodkami łatwo się przemieszczać, a karnet na trasy w Osttirolu ważny jest w ośrodkach sąsiedniej Karyntii (najdroższe opcje otwierają także bramy Dolomitów).
www.osttirol.com

Na poboczu Mlecznej Drogi
Od włoskiego Sestriere w Piemoncie po Montgenevre w Górnej Sabaudii (Francja) rozciągają się wyciągi największej w Alpach huśtawki – Via Lattea (ponad 400 km tras zjazdowych). I znowu, nieopodal, w ośrodkach położonej tuż przy włoskiej granicy doliny Maurienne jest znacznie kameralniej i ciszej. Dolina okala od południa, najstarszy i bodaj najsłynniejszy we Francji park narodowy Vanoise. W jednej z kluczowych stacji tego regionu, w Termignon-Val Cenis jest wprawdzie tylko 80 km tras, ale na tygodniowy to aż nadto. Zwłaszcza, że w całej dolinie są 24 stacje, a tylko w tej jednej ofertę Après-ski wzbogacają baseny i park rozrywki, shoppingowe ulice oraz restauracje dwóch miasteczek: Lansebourg i Lanslevillard. Ciekawostką jest fakt, że cały region Maurienne przygotował się już przed kilku laty na przyjmowanie gości z Polski, przystosowując ceny kwater do naszych kieszeni oraz wydając przewodnik i przygotowując tłumaczone na polski strony w Internecie.
www.maurienne-tourisme.com
www.pl.franceguide.com

Austria – na zimę 2013/2014

Jako M.W.

Jak w reklamie – zawsze pewnie, zawsze zdrowo, a co najważniejsze niezbyt daleko i wcale nie tak drogo. Jeśli się odpowiednio wybierze, oczywiście. A jest w czym wybierać, bo austriacki przemysł turystyczny zimą, właśnie na ośrodkach narciarskich stoi.

najtrudniejszy zjazd - Pezid

Jest ich mnóstwo. Małych i dużych. Są nawet, nie obrażając nikogo, ośrodki-lunaparki z kilkoma trasami podobne do naszych, tyle, że najbliższe leżą już niespełna 100 km na zachód od Wiednia. Dojeżdża się do nich autostradą, więc tylko wiedeńczykom pozazdrościć. Mimo to, stacje narciarskie Semmeringu raczej nam nie zaimponują. Co innego takie, które mają po 100 km tras lub więcej, albo takie, które obejmują lodowce. Tych ostatnich jest w ojczyźnie Mozarta osiem, i można na nich jeździć przez cały rok. Ponieważ jednak Austriacy są dobrze zorganizowani, a wręcz ortodoksyjni, kończą sezon zimowy wkrótce po Wielkanocy, choćby nie wiem co. Wyciągi mogą oczywiście nadal pracować, bo zakazu nie ma, ale cała infrastruktura i zaplecze funkcjonują wówczas na zmniejszonych obrotach. Zaczynają się porządki, remonty, konserwacje… Mówiąc krótko – jest po sezonie, i Schluss! Z rodzinnego punktu widzenia najbardziej interesuje nas okres szkolnych ferii. Nieco niefortunnie dla naszych kieszeni nakładają się one na szczyt zimowego sezonu w całych Alpach, co siłą rzeczy równa się najwyższym cenom i największemu obłożeniu wszystkich stacji. Na szczęście, przy wspomnianej rozległości austriackich systemów narciarskich i świetnej organizacji, tłumy rozpraszają się po stokach. Miejscowi nie mają więc pojęcia co to jest „kolejka do wyciągu”. Na trasach natomiast, perfekcyjnie zresztą przygotowanych, nigdy nie ma tłoku. Fundamentalne warunki bezpiecznej i przyjemnej jazdy są więc spełnione w 100 procentach. Co zaś się tyczy cen, to Austriacy jako pierwsi zainteresowali się naszym rynkiem. Analizują sumiennie nasze oczekiwania i dostoswują ofertę do możliwości. Od ładnych kilunastu lat należymy bowiem do najliczniejszych klientów ich stacji narciarskich. Rozejrzyjmy się więc co nam oferują w sezonie 2013/2014.

W okolicach Innsbrucku
Zacznijmy od lodowców, bo nic podobnego u siebie nie mamy. Ich największe zagłębie jest w Tyrolu. Aż pięć terenów narciarskich odległych od otoczonego górami Innsbrucku, oddalonych o pół do dwóch i pół godziny jazdy samochodem albo publiczną komunikacją. Od kilku lat funkcjonuje jeden karnet na wszystkie więc, jeśli ktoś chce, to może je zwiedzić podczas urlopu. Tylko, że wtedy najwygodniej byłoby mieszkać w stolicy Tyrolu, w Innsbrucku. A to nie jest najbardziej ekonomiczne rozwiązanie. Ja stawiam na Stubai. Jest tam najwięcej tras włącznie z karuzelą wokół najwyższego wierzchołka w obrębie systemu. Jedyną w Europie, której trasy zbiegają po lodowcowych jęzorach. Wyciągi natomiast wywożą nas pod Jochdohle – najwyżej położoną w Austrii restaurację. Jeszcze kilka lat temu była to stylowa drewniana gospoda. Dziś lśni w słońcu ganz modern jak mówią Austriacy, rondel ze stali i szkła. Ale najfajniejsza rzecz jest obok. Gigantyczny tron ducha gór, na który wspinają się i mali i duzi, żeby pstryknąć sobie pamiątkową fotkę. W miejscowościach rozrzuconych po stubajskiej dolinie, zaledwie pół godziny jazdy od Innsbrucku można znaleźć apartament, czyli pokój z kuchenką w cenie od 25 euro od osoby. Po nartach można korzystać oczywiście z uroków pięknego habsburskiego miasta. Podziwiać słynny Złoty Wykusz na starówce, obżerać się smakołykami, kupić kryształki w firmowym sklepie Swarovsky’ego, albo wybrać na peryferie miasta do Igls, żeby się przejechać bobslejem. Rewelacja. Prowadzi profesjonalista, a klienci tworzący załogę muszą jedynie zachowywać się tak samo jak on. Jak się przechyla w lewo, to my razem z nim, jak w prawo, to my też. Pomylić się niepodobna bo cała załoga przypomina szprotki w puszce. Na zakrętach siłę odśrodkową poczujemy całym jestestwem – gwarantuję. I nie będziemy chcieli wierzyć, że to wersja lajtowa – tylko 95 km na godzinę. Zawodnicy… przekraczają setkę.

narty-w-Austrii-2013-2014

Z duchem Mozarta
Tyrol ma konkurencję. Choćby w Kraju Salzburskim, na którego terenie rozciąga się większość terenów narciarskich Ski Amadé (należą do niego też ośrodki sąsiedniej Styrii). Pod nazwą nawiązującą do imienia Mozarta, kryje się jeden wspólny karnet, a w konsekwencji dostęp do z górą 760 km tras zjazdowych i snowparków w 25 miejscowościach. Wprawdzie odległości między nimi nie przekraczają godziny jazdy samochodem, jednak tygodniowy urlop jest zbyt krótki żeby choćby pobieżnie wszystkie poznać. Wystarczy natomiast, żeby posmakować różnorodności, wziąć udział w wybranych imprezach i odwiedzić niezwykłe miejsca. Takie jak Schladming, w którym trasy układają się w huśtawkę o łącznej długości 115 km. Albo zalesione, osłonięte od wiatrów niższe partie Hochköniga, gdzie – zgodnie ze znakiem „Welcome Beginners” – szczególnie rozbudowana jest oferta dla stawiających pierwsze kroki na nartach czy desce. Nad zabawami dzieci czuwa sympatyczny kudłaty Schneewurtzel. Jest bielutki jak śnieg i wygląda jak Yeti, ale nie człapie tylko jeździ doskonale na nartach. Jeśli wybierzemy trasy doliny Gastein, to po dniu spędzonym na nartach zanurzymy się w basenach wypełnionych termalną wodą. A co więcej zwiedzimy słynne Bad Gastein, kurort, który osobiście odwiedził niegdyś cesarz Franciszek Józef I. Wprawdzie nie po to by jeździć na nartach tylko żeby otworzyć linię kolejową. Kolej służy do dziś mieszkańcom i gościom. A tryskające w samym centrum Bad Gastein gorące źródła otaczają stłoczone, pamiętające czasy cesarza wspaniałe hotele, luksusowe wille i imponujące kasyno. Bad Gastein dobrze jest zwiedzać. Mieszkać lepiej, przynajmniej ze względu na kieszeń, w sąsiednich miejscowościach. Skibusy i kolej ułatwiają komunikację. Na linię kolejową nanizane są ponadto takie miejscowości jak Bischofshofen, gdzie odbywa się finałowy konkurs Międzynarodowego Turnieju Czterech Skoczni czy Filzmoos, w którym kilkanaście dni później ma miejsce jeden z najbarwniejszych festiwali baloniarskich w Alpach.

Pillerseetal_8362

Albo z Franzem Klammerem
Dygresja o Franciszku Józefie i termach przywodzi na myśl sąsiednią Karyntię. Krainę znaną nie tylko z gór, ale także z jezior i kąpielisk. We flagowym ośrodku wypoczynkowym jakim jest Bad Kleinkirchheim działają dwa rozbudowane kompleksy termalne. A ponieważ z okolic wywodzi się dwukrotny zdobywca Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim i mistrz olimpijski Franz Klammer, gospodarze wymyślili atrakcję z jego udziałem. Słynny alpejczyk będzie osobiście towarzyszyć narciarzom na stokach w godzinach 7.30-9.30. Akcja nosi hasło „Early Morning Skiing”, i jedyne co mnie w niej niepokoi to wczesna godzina. Nieco sprzeczna z moim i moich dzieci podejściem do poranków w czasie wolnym od pracy i szkoły. No ale cóż? Zobaczymy – warto przecież pojeździć z Klammerem. Akcja zaplanowana jest na okres od 4 stycznia do 8 marca 2014 roku. W tym czasie dzieci do lat 12 będą jeździć na nartach za symboliczne 1 euro dziennie. A każdy karnet na więcej niż 2 dni upoważni posiadacza do wejścia bezpłatnie na stoki lub do wspomnianych term – jak kto woli. Natomiast w czasie specjalnej promocji „Narty i termy”, w terminie od 8 do 29 marca 2014, karnety będą się mieścić w cenie noclegu, zaś wstęp do term będzie tańszy o 50%. Muszę przyznać, że to kuszące i warte rozważenia propozycje. Tym bardziej, że Karyntię kojarzę także z oryginalną grą. Na jej nazwie łamię sobie język: Eisstockschießen. To ciekawe, ludowego pochodzenia połączenie kręgli i curlingu. Ba, w Karyntii działa największa w Austrii liga sportowa w tej dyscyplinie, a emocjonujące zawody odbywają sie na taflach zamarzniętych zimą jezior. Z zimowych rozgrywek, także zresztą w konkurencjach hippicznych i łyżwiarskich, słynie Kärntens Naturarena w Naßfeld-Hermagor. Pokryte lodem Weißensee tworzy tam największe naturalne lodowisko w Austrii. Ale w Eisstockschießen może grać każdy, i wszędzie. W najmniejszej nawet wiosce jest specjalnie przygotowane do tego lodowisko. Na wolnym powietrzu lub poda dachem. A jeśli chodzi o grę to ma wariant zespołowy, znakomicie sprzyjający integracji oraz bardziej indywidualny, w którym ciężki pion trzeba tak puścić po lodzie żeby trafić w tabliczkę z jak największą ilością punktów. Nie ma w tej grze ograniczeń co do płci ani wieku, wiec dorośli mogą się doskonale bawić razem z dziećmi.

narty-w-Austrii-2013-2014_2

Na koniec mój typ
Granica Karyntii i Kraju Salzburskiego przechodzi przez Przełęcz Katschberg. Zróżnicowane trasy narciarskie zbiegają z okolicznych stoków po obu stronach owej przełęczy, a na niej samej jest teren przygotowany specjalnie dla najmłodszych. Przy przeszkodach i dmuchanych bramkach uśmiecha się uchylając cylindra gigantyczne niebieskie serduszko. Obok jest restauracja, na której tarasie można wystawić twarz do słońca. Zerkać na postępy pociech, które oddaliśmy pod opiekę miejscowym instruktorom, a samemu spokojnie sączyć piwo. Można też się wymknąć gdy dzieci zajęte są pokonywaniem przeszkód i pojeździć trochę samemu. Wiele austriackich hoteli proponuje nawet całodniową opiekę nad dziećmi, nawet nad niemowlętami. Podpatruję zawsze z mieszanymi uczuciami niemieckich rodziców. Korzystają z tego typu ofert bardzo chętnie, rozstając się praktycznie na cały dzień ze swoim potomstwem. Chyba jestem staroświecka, bo na ferie wyjeżdżam z dziećmi właśnie po to żeby cieszyć się ich towarzystwem. Oczywiście nie mam nic przeciwko rozstaniu na 2 czy 3 godziny, które spędzą pod okiem instruktora. Nauczą się przecież więcej niż ode mnie, bo austriaccy instruktorzy są chyba najlepsi na świecie. A potem pojeździmy sobie wspólnie. I to będą naprawdę fajne ferie.

narty-w-Austrii_IMG_1957

INFO
Karnety narciarskie
Ceny są relatywne do rozległości terenu narciarskiego. W tzw. niskim sezonie – na początku i końcu zimowego okresu urlopowego, karnety są tańsze. Przykładowo, we wspomnianych ośrodkach, ceny 6-dniowych karnetów narciarskich w sezonie 2013/2014:
* Lodowiec Stubai: Stubaier Super Skipass (obowiązuje w calej dolinie Stubai w okresie 7 grudnia 2013 – 21 kwietnia 2014) – 222 euro (dorośli), 111 euro (dzieci 10-14 lat), dzieci poniżej 10 roku życia z 1 pod opieką 1 z rodziców jeżdżą gratis.
* Katschberg: w wysokim sezonie (22 grudnia 2013 – 06 stycznia 2014 oraz 26 stycznia – 15 marca 2014) – 216 euro (dorośli), 108 euro (dzieci); w niskim sezonie, odpowiednio – 209 i 105 euro. Opłaca się zaopatrzyć w Katschi´s Family Card, czyli skipass rodzinny.
* Ski Amadé: w wysokim sezonie (21 grudnia 2013 – 10 stycznia 2014 oraz 25 stycznia -13 marca 2014) – 227 euro (dorośli), 113,50 euro (dzieci) w niskim sezonie, odpowiednio  – 211 i 105,50 euro; rodzinne rabaty, takie jak np.: 3 dziecko i następne urodzone po 1993 roku jeździ z rodzicami i rodzeństwem za darmo, zniżki rodzinne w weekendy i na Wielkanoc.
W Internecie
Serwis informacyjny o wszystkich krajach związkowych (po polsku): www.austria.info.pl
Tyrolskie lodowce (z polską wersją językową): www.tyrol.pl
Stubaier Gletscher (z polską wersją językową): www.stubaier-gletscher.com
Katschberg (portal nie ma polskiej wersji): www.katschi.at
Ski Amadé (z polską wersją językową): www.skiamade.com