Wolfgang znad Weissensee

Nie ma to jak żywa promocja! Strategię zapoczątkowaną uczynieniem z Franza Klammera – legendy narciarstwa alpejskiego, ambasadora karynckich atrakcji, land ze słonecznej strony Alp z powodzeniem kontynuuje. Do wypoczynku w Karyntii zachęcali już: Elmar Ebner – butler (kamerdyner) i Ron Kapteyn – strażnik z Parku Narodowego Wysokie Taury. Tym razem wyzwanie podjął Wolfgang Wernitznig – trener personalny.

Wolfgang znad Weissensee, czyli Wolfgang Wernitznig opowiada o walorach wypoczynkowych i aktywnej rekreacji nad Weissensee w Karyntii, fot. Paweł Wroński

Przed rozpoczęciem sezonu zimowego 2018/2019, Wolfgang Wernitznig, od kilkunastu lat trener personalny i aktywny triathlonista, opowiadał o tym co robić nad Weissensee (zwłaszcza zimą), najwyżej położonym w Karyntii jeziorem. Jego tafla pokryta lodem, zamienia się każdego roku w największe naturalne lodowisko w Alpach. Na 4 miesiące!

Pierwsi zaczęli korzystać z tego Holendrzy, którzy zwyczajowo ścigali się na łyżwach na zamarzniętych kanałach w rodzinnym kraju. Gdy klimat się zaczął ocieplać, wyścigi na kanałach przeszły – niestety – do historii. Dopiero gdy doroczny turniej przeniesiono na taflę karynckiego jeziora, Holendrzy mogli znowu się ścigać. Zarazili przy okazji swoją pasją łyżwiarzy z innych krajów.

Wolfgang Wernitznig z Karyntii, fot. Paweł Wroński

W zbliżającym się zimowym sezonie, ich słynne wyścigi na dystansach 100 i 200 km (sic!) oraz wymagający żelaznej kondycji triathlon odbędą się już po raz 31. pod austriackim niebem! Ponad 3 tysiące uczestników, w tym światowa czołówka łyżwiarzy szybkich, będzie się ubiegać o medale, a najlepsi (czyt. najsilniejsi / najwytrwalsi), będą bić rekord na tym niewyobrażalnie długim dystansie, który wynosi obecnie 5 godzin i 11 minut.

 

Weissensee leży na wysokości 945 m. Jego woda jest krystalicznie czysta więc nadaje się do picia, a ponadto jest tak ciepła, że od wiosny do jesieni można się w niej z powodzeniem kąpać. Zimą, zamarznięta tafla zamienia się w lodowisko o powierzchni 6,5 km², a miłośnicy nurkowania (pod lodem), mogą cieszyć się widocznością w promieniu nawet 40 m.

 


Weissensee: www.weissensee.com oraz www.natureislauf.at
Alternative Holländische 11-Städte-Tour (najbliższe zmagania: 22 stycznia – 2 lutego 2019): www.weissensee.com
Wolfgang Wernitznig: www.facebook.com oraz www.weissensee-aktiv.com
Triathlon na Weissensee: www.weissensee-triathlon.at

Reklamy

Austria – „Kraina Cichej Nocy”

Z okazji 200-lecia prapremierowego wykonania „Cichej Nocy”, miejscowości związane z powstaniem pieśni, jej twórcami oraz początkami triumfalnego marszu kolędy przez świat, realizują wspólnie projekt zatytułowany „Kraina Cichej Nocy”.

W umownych granicach owej „Krainy” znalazły się miejscowości z Kraju Salzburskiego i z Górnej Austrii, związane z biografią Józefa Mohra, autora słów kolędy oraz Franciszka Ksawerego Grubera, który skomponował melodię, a także szereg tyrolskich miasteczek i wsi, skąd pieśń oraz zawarte w niej przesłanie miłości i pokoju popłynęły w świat.

Szereg zaplanowanych wydarzeń odbędzie się jedynie w roku jubileuszowym, miejsca natomiast pozostaną już na zawsze otwarte dla zwiedzających. Gospodarze opracowali też szereg tras turystycznych z atrakcjami, które będzie można poznać dokładniej pod opieką przewodników. To znakomita okazja by poznać dzieje pieśni oraz odwiedzić miejsca, w których żyli i pracowali jej twórcy.


 

Pamiątki w Kraju  Salzburskim
Miejscem szczególnym na szlakach „Cichej Nocy” jest podsalzburski Oberndorf. W miasteczku znajduje się Stille Nacht Kapelle – Kaplica „Cichej Nocy”, wzniesiona na miejscu kościoła św. Mikołaja, w którym po raz pierwszy zaśpiewano kolędę w nocy z 24 na 25 grudnia 1818 roku. Okna kaplicy zdobią witraże z wizerunkami Józefa Mohra i Franciszka Grubera. Łatwo ich poznać, bo Mohr trzyma w rękach gęsie pióro i papier, Gruber zaś gitarę i partyturę. Na drzwiach widnieje napis: „Pokój ludziom dobrej woli”. Natomiast w miejscu gdzie była plebania działa dziś muzeum historii słynnej pieśni. W jego bogatych zbiorach znajduje się m.in. list z Berlina do Salzburga z 1854 roku, z pytaniem o autorstwo kolędy.

W sąsiadującej z Oberndorfem miejscowości Arnsdorf, Gruber uczył muzyki i prowadził chór. Znajduje się tam budynek najstarszej wciąż działającej w Austrii szkoły, w którym urządzono Muzeum Cichej Nocy. Kościół pielgrzymkowy p.w. Marii w Mösl mieści we wnętrzu oryginalne organy, na których grał Gruber, a na wieży biją dziś Dzwony Cichej Nocy. Ponadto, szlak turystyczny Oberndorf-Arnsdorf nazwano imionami Grubera i Mohra.

Gdy Berlin zainteresował się kulisami powstania kolędy, Gruber mieszkał już w Hallein, gdzie – podobnie jak wcześniej w Arndorfie koło Oberndorfu – grał na organach i prowadził chór. Poproszony o odpowiedź, z właściwą sobie skromnością opisał okoliczności powstania i pierwsze wykonanie pieśni. Otoczony liczną rodziną zmarł w Hallein w 1863 roku. Jego związki z miastem upamiętniała dawniej jedynie skromna płyta, na której odnotowano, że skomponował melodię „Cichej Nocy”. Teraz pamiątek będzie więcej. W farze zagrają organy Cichej Nocy – inauguracyjny koncert odbędzie się 25 listopada 2018, a w odnowionym budynku, w którym Gruber mieszkał, we wrześniu 2018 otwarte zostanie Muzeum Cichej Nocy. Poczesne miejsce wśród eksponatów zajmie gitara, na której Franciszek Ksawery Gruber grał w ową pamiętną noc przed 200 laty.

Mniej szczęśliwie potoczyły się losy Józefa Mohra, który zmarł w Wagrein 15 lat wcześniej od Grubera. Pochowano go w zbiorowej mogile, ponieważ nie pozostawił żadnych pieniędzy. Nic dziwnego, przez całe życie oddawał każdy grosz potrzebującym, a ze zgromadzonych oszczędności ufundował szkołę dla dzieci z najuboższych rodzin. Dziś Mohr doczekał się uznania. Nad Hintersee wzniesiono Kaplicę Pamiątkową jego imienia, a od grudnia 2017 we wnętrzach Pfegerschlössl będzie można zwiedzać ekspozycję poświęconą imponującej liczbie ponad 300 przekładów kolędy na języki i dialekty z całego świata.

Zgodnie z tradycyjnym przekazem, Mohr napisał wiersz wykorzystany jako słowa kolędy w miejscowości Mariapfarr. Teraz inauguruje tam działalność kolejne Muzeum Cichej Nocy, urządzone w pieczołowicie odrestaurowanej Mohr-Stube – izbie ozdobionej jedynie srebrnym ołtarzykiem, w której ksiądz pracował. Ponadto, fontannie bijącej przed odnowionym kościołem pielgrzymkowym nadana zostanie nazwa „Cichej Nocy”.

Również Salzburg, stolica landu, uczci rocznicę powstania kolędy. Na scenie teatralnej Felsenreitschule będzie wystawiany musical „Opowieść Cichej Nocy”. Muzykę skomponował nie byle kto, ale John Debney, autor ścieżek dźwiękowych do tak znanych produkcji hollywoodzkich jak „Epoka Lodowcowa”, „Sin City”, „Księga Dżungli”, czy „Pasja”. Premiera odbędzie się 24 listopada 2018 roku. W Miejskim Muzeum Salzburga otwarta zostanie wystawa „Cicha Noc. 200. Kreacja, przesłanie i komercja.”. Ponadto, do sieci miejskich tras turystycznych dołączono szlaki gruberowski i mohrowski, przecinające się ze ścieżkami mozartowskimi. Prowadzą m.in. na Steingasse, przy której urodził się Mohr i do katedry, w której wnętrzu wciąż stoi misa, wodą z której go ochrzczono.


 

Pamiątki w Górnej Austrii
Z tego właśnie, stosunkowo słabo nam znanego kraju związkowego Austrii pochodził Franciszek Ksawery Gruber. Urodził się w 1787 roku w Steinpointsölde nieopodal Hochburg-Ach, w rodzinie tkaczy. Zgodnie z tradycją miał uczyć się fachu i przejąć po ojcu warsztat. Mimo sprzeciwu rodziny, porzucił jednak tkackie rzemiosło, zdobył wykształcenie muzyczne i został nauczycielem. W dawnym warsztacie w Hochburgu urządzono Izbę Pamięci, a ulicami miasteczka poprowadzono Ścieżkę Życia Franciszka Ksawerego Grubera. Szlak tworzy pętlę. Zaczyna się i kończy w gotyckiej farze z organami noszącymi imię muzyka i ma 6 przystanków, symbolizujących poszczególne kontynenty. Umieszczono na  nich zwrotki kolędy z opisem tego co się działo na danym kontynencie w czasie gdy powstawała „Cicha Noc”.

Z biografią Grubera wiąże się także Ried im Innkreis. Zachowane fasady kamienic przypominają jego młodość w burzliwej epoce napoleońskiej. Zrządzeniem losu do Ried trafił w 1933 roku żłóbek, który w 1818 znajdował się w kościele w Oberndorfie, i przy którym zaśpiewano po raz pierwszy kolędę „Cicha Noc”. Eksponat wzbogacił zbiory Domu Folkloru Innviertel.

Ostatnim miejscem związanym z kolędą w Górnej Austrii jest malownicze miasteczko Steyer. W tamtejszym Austriackim Muzeum Bożonarodzeniowym, od listopada 2018 roku będzie można oglądać reprodukcję pierwszego drukowanego śpiewnika, w którym w 1833 roku znalazła się „Cicha Noc”.


 

Tyrolczycy i epopeja „Cichej Nocy”
Pieśń narodziła się pod Salzburgiem zanim w Europie przebrzmiały echa napoleońskiej zawieruchy. W owym czasie szczególne powody do niepokoju mieli mieszkańcy pięknego Salzburga. Przez stulecia miasto było przecież stolicą udzielnego kościelnego państwa, które z rozkazu Napoleona zsekularyzowano. Sytuacja zmieniła się i była napięta, bo na bogactwa Salzburga ostrzyły sobie apetyty zarówno popierająca swego czasu Napoleona Bawaria jak i habsburskie imperium. Przesłanie pokoju zawarte w słowach pieśni było w tej sytuacji szczególnie bliskie sercom Salzburczyków.

Jednak bez udziału Tyrolczyków, pieśń nie podbiłaby serc tak wielu ludzi, a przynajmniej nie tak szybko. W sekwencji zdarzeń jakie doprowadziły do rozpropagowania pieśni kluczową rolę odegrał przypadek – konieczność naprawy organów w kościele w Oberndorfie, w związku z czym we wsi pojawił się organmistrz, Karl Mauracher. Usłyszał „Cichą Noc” i tak nią zafascynował, że zaprezentował pieśń sąsiadom z rodzinnego Fügen w położonej dziś na granicy Kraju Salzburskiego i Tyrolu Zillertal. Ci zaś, w większości utalentowani rzemieślnicy i muzykanci, wiedli aktywne życie, prowadząc handel, świadcząc usługi zleceniodawcom z Tyrolu oraz z krajów ościennych, a zarazem dając koncerty na jarmarkach, a nawet w zamkach i pałacach, o ile ich tylko zaproszono.

Muzeum historyczne Widumspfiste w Fügen prezentuje tradycje muzyczne górali z Zillertal. Muzyczne oblicze doliny reprezentuje też rodzian Ur-Reiner, której przedstawiciele zaśpiewali Cichą Noc na miejscowym zamku w 1822 roku. Właściciel dóbr graf Ludwig von Dönhoff gościł wówczas znamienite osobistości – cesarza Franciszka Józefa I i cara Aleksandra. Kunszt góralskich artystów oczarował monarchów tak dalece, że car zaprosił ich do Petersburga, a w ślad za tym przyszły kolejne zaproszenia, między innymi do Anglii, na dwór Jerzego IV. Przy kościele parafialnym w miasteczku, wznosi się na cmentarzu pomnik rodziny Ur-Rainer. Muzeum w Fügen posiada też największą na świecie płytotekę z nagraniami „Cichej nocy”. A człowiek, który jak mało kto przysłużył się popularyzacji kolędy, Karl Mauracher doczekał się w miasteczku pamiątkowej płyty.

Kolejna muzyczna miejscowość Zillertal to Hippach. Pochodziła stamtąd rodzina Strasserów, którym przypisuje się niemniej istotną rolę w popularyzacji kolędy na świecie do Reinerom. W Hippach zachował się ich XVIII-wieczny dom z zagrodą zbudowany i ozdobiony w typowy dla Zillertal sposób.

Znane narciarzom zillertalskie Mayrhofen znane jest także z aranżacji pieśni na chór męski i orkiestrę dętą. W repertuarze miejscowych zespołów nie brakuje oczywiście „Cichej Nocy”.

Na długiej liście miejsc związanych z dziejami „Cichej Nocy” znajduje się jeszcze  Achensee. Okolice tego tyrolskiego jeziora znane są szeroko od końca XIX wieku z wydobycia oleju skalnego o zdrowotnych właściwościach, i wyrobu na jego bazie wysokiej jakości kosmetyków. Zanim jednak miejscowości Achensee stały się znane z zabiegów SPA, Ludwig Reiner wzniósł nad wodą luksusowy hotel Seehof. Było go na stać po uwieńczonych sukcesem występach śpiewaczych na dworach Rosji i Anglii oraz w Ameryce. Hotel przyciągał bogatą klientelę ze świata, a za sprawą właściciela, w Sixenhof utarł się obyczaj przypominania każdego roku historii „Cichej Nocy” w zabytkowej stajence liczącej kilkaset lat. Współcześnie, pieśń rozbrzmiewa w okresie świątecznym również na pokładach statków kursujących po Achensee, podczas nastrojowej imprezy „Boże Narodzenie jak dawnej”.


Projektowi „Kraina Cichej Nocy” patronuje Stowarzyszenie Cichej Nocy: www.stillenacht.at


Materiał przygotowany dla www.austria.info w związku z jubileuszem 200-lecia kolędy „Cicha Noc”.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Austriacki rum, a nie gadanie

Każdy kto był w Austrii widział, a może nawet próbował alkoholu o wyraźnie widocznej na etykiecie nazwie Stroh 80.

Zacznijmy od nazwy, składajacej się z nazwiska rodziny, która wymyśliła recepturę trunku, dość już dawno, bo w I połowie XIX stulecia. Liczba natomiast opisuje zawartość alkoholu, niebagatelną, bo 80-procentową.

Dolewanie rumu, a ponieważ działo się to w Polsce i w dzień powszedni, gospodarze Food Lab Studio (i austriaccy współgospodarze imprezy), użyli zwykłego rumu, a nie Strohu 80. Fot.: Paweł Wroński

Stroh 80 jest produkowany na skalę przemysłową w Karyntii od 1832 roku, więc zdążył okrzepnąć w austriackiej kulturze. Najczęściej podaje się go w albo do herbaty lub kawy, najchętniej – rzecz jasna – zimą. Bywa składnikiem drinków, a austriackie gospodynie i kucharze dodają go z upodobaniem do wypieków – ciast i ciasteczek, zwłaszcza świątecznych.

 

Stroh – Ein Stück österreichische Genusskultur und Lebensart (kawałek austriackiego smaku i sztuki życia).

Podstawę trunku stanowi rum z buraków cukrowych. Jest to więc mocny napój alkoholowy bliższy słowackim i czeskim Tuzemakom (tyle, że jest od nich dwukrotnie mocniejszy), aniżeli rumowi zza oceanu, który pędzi się z trzciny cukrowej, a którego nazwa i receptura są pieczołowicie chronione prawem międzynarodowym (rum z Jamajki czy z Kuby jest także od Stroha słabszy).

 

Stroh 80 ma ciemną, bursztynową barwę z czerwonawym odcieniem, delikatny aromat i słodkawy smak, maskujący skutecznie solidną moc. Tę ostatnią czujemy dopiero potem, przy każdym łyku, gdy fala ciepła przesuwa się powoli z gardła do żołądka, przy czym Stroh 80 nie wstrząsa i nie wywraca twarzy „do góry podszewką”, jak to bywa przy mocnych wódkach. Nigdy też nie zalatuje spirytusem.

 

Wróćmy do czekoladowych kulek (pralinek) z rumem. Receptura za chwilę, a na razie kilka słów o posypkach. Mogą bowiem być dowolne. Świetnie się do tego nadają kandyzowane posiekane owoce, czy – jak na zdjęciu otwierającym – skórka pomarańczowa, wiórki kokosowe, pokruszone drobno migdały, orzechy laskowe, pistacjowe lub włoskie, pestki słonecznika. Jako ozdoba, nie zawadzą na przykład listki melisy lub mięty.

Powstają czekoladowe kulki z rumem i różnymi posypkami – względnie proste do wykonania i smaczne, fot. Paweł Wroński

Składniki (podane ilości wystarczą na 50 pralinek)

  • 125 g masła
  • 125 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
  • 1 łyżka kakao
  • 4 łyżki rumu
  • 200 g mielonych orzechów laskowych
  • 350 g czekolady (raczej gorzkiej, choć oczywiście można użyć o takiej zawartości kakao, jaką najbardziej lubimy sami, czy nasi goście)
  • 200 g posypki czekoladowej (lub innych, wymienionych wcześniej)

Przygotowanie
Czekoladę na kulki rumowe podgrzać w gorącej kąpieli wodnej, aż się roztopi. Następnie dodać mielone orzechy, rum, kawę i kakao. Masę ostudzić, ale tak, żeby nie zaczęła zastygać, bo stwardnieje zbyt wcześnie. Równolegle utrzeć masło z cukrem na gładką masę, którą wymieszamy z masą czekoladową. Teraz wystarczy wziąć sprawy we własne ręce, i formowane kulki obtaczać w posypce czekoladowej, lub innych. Gotowe kulki należy odstawić w chłodne miejsce, aby zastygły i stwardniały.

 

Frohe Weihnachten & Gutten Appetit!
Wesołych Świąt i smacznego!

 


Hause Stroh: www.stroh.at
Centrala producenta mieści się w Klagenfurcie, stolicy Karyntii.

Warsztaty odbyły się w Food Lab Studio w Warszawie: www.foodlabstudio.pl


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


„Latający Holender” i Wysokie Taury

Choć nie jest Austriakiem, ale Holendrem, Ron Kapteyn zna Wysokie Taury od dziecka. Był bowiem rok 1962 gdy jego rodzice spędzili swój pierwszy urlop pd Groβglocknerem.

Ron Kaptein – ranger z Parku Narodowego Wysokie Taury, czyli Holender… Latający Holender w Austrii, fot. Paweł Wroński

Ojciec zafascynowany górami i przyrodą w ogóle, wprowadzał Rona w tajniki życia zwierząt, mountaineeringu, wspinaczki. Miłość do gór, którą mu zaszczepił przetrwala dekady. W efekcie, od 12 już lat Ron pracuje w Parku Narodowym Wysokich Taurów (Nationalpark Hohe Tauern) jako ranger – strażnik. Obserwuje oczywiście przyrodę, ale prowadzi też zajęcia edukacyjne, odkrywa przed turystami piękno i tajemnice gór, tworzących koronę Austrii.

Ron Kapteyn z psem na szlaku: fot. z bannera: Paweł Wroński

Nationalpark Hohe Tauern liczy około 1.856 km2 powierzchni i należy do najrozleglejszych kompleksów przyrody, chronionych w Europie. W łańcuchu Wysokich Taurów, w masywie najwyższego ich szczytu Groβglocknera (3798 m), znajduje się zwornik trzech krajów związkowych Austrii: Karyntii, Kraju Salzburskiego i Tyrolu (ściśle mowiąc Wschodniego Tyrolu – aus. Osttirol).

Przedstawiciele fauny Nationalpark Hohe Tauern i urlopowy slogan reklamowy Karyntii: „Ciesz się życiem” („Lust am Leben”), fot. Paweł Wroński

Programy turystyczne oferowane przez Nationalpark Hohe Tauern (Park Narodowy Wysokich Taurów), otwierają szerokie możliwości poznania gór i podpatrywania fauny bez zakłócania naturalnego rytmu przyrody. Latem i zimą – pod opieką rangersów takich jak Ron – obejrzymy rozgwieżdżone niebo nad górami, ucząc się kształtów i nazw gwiazdozbiorów, wytropimy zwierzęta, poznając obyczaje naszych dzikich pobratymców – wilków, jeleni, zajęcy bielaków i ptaków z królem alpejskich przestworzy, orłosępem (niem. Bartgeier), padlinożercą o skrzydłach ponad dwumetrowej rozpiętości. W Wysokich Taurach doliczono się 24 osobników tego gatunku.

(…) kolos ów wzbił się i minął mnie, owiewając wdzięcznym podmuchem wiatru. Skrzydlata trąba powietrzna sunąc, płynnie skryła się za skalą, pochylając się na jedno skrzydło, jak narciarz składający się w ostrym zakręcie. Zrozumiałem: coś takiego może strącić w przepaść i sarnę, i kozła, i człowieka”. Takie było spotkanie z orłosępem współczesnego rosyjskiego pisarza Nikolaia Sladkova (w Azji łatwiej niż w Europie o takie spotkanie).

Hitem wśród tegorocznych karynckich propozycji na zimę jest Nockberge Trail. Najkrócej mówiąc jest to luksusowy trekking skitourowy – pięciodniowa eskapada, podczas której, owszem używa się nart, ale wędruje bez bagażu, bo organizatorzy przewożą go na kolejny nocleg, w każdej niemal chwili można wycofać się z etapu ratrakowanym terenem, a nie off-pist, zaś trudy podejść da się na ogół zminimalizować dzięki licznym kolejkom górskim. Na trasie poznaje się też oryginalną kuchnię Karyntii, w której splatają się smaki wschodnioalpejskie z adriatyckimi, zaś na koniec każego dnia relaksuje w hotelowych strefach Wellness i SPA, zażywając sauny, kąpieli, masażu – wedle pragnień oczywiście, jedynie ze świadomością, iż od rodzaju i liczby zabiegów, podobnie jak od wybranego standardu zakwaterowania, zależy ostateczna cena pakietu. Jak widać nie jest to oferta skierowana jedynie do wytrawnych narciarzy, a tym bardziej skialpinistów, ale pod każdym względem wyważona, stanowi idealną propozycję dla zwykłych amatorów aktywnego zimowego wypoczynku (www.nockberge-trail.com).

Na osoby o większych aspiracjach i adekwatnych do oczekiwań umiejętnościach skialpinistycznych, czeka w Wysokich Taurach szereg fantastycznych tras skitourowych, prowadzących na najwyższe szczyty z Groβglocknerem na czele. Z myślą o miłośnikach skialpinizmu, po krótkiej przerwie, koniecznej po oficjalnym zakończeniu sezonu zimowego, a więc w najwcześniej w połowie marca, otwierają podwoje schroniska górskie (lista obiektów z adresami i datami otwarcia w witrynie Alpenverein, i to po polsku: www.alpenverein.at; należy w wyszukiwarce określić region).

Ponadto, gdy góry toną w śniegu, we wszystkich zamkniętych schroniskach alpejskich, gospodarze zostawiają otwarty Winterraum (pokój zimowy). Turysta znajdzie w nim niezbędne przedmioty,by zapalić w piecu ogień, czy zasłane prycze. Korzystanie z takich pomieszczeń jest bezpłatne, choć bywa, że jest zainstalowana puszka na dobrowolne datki. Opuszczając lokum należy zostawić nienaganny porządek, a jeśli się da, również rzeczy przydatne następnym gościom, np. zapałki, świece czy konserwę.

*   *   *

Oferta zimowego wypoczynku w Karyntii jest oczywiście znacznie szersza, obejmuje bowiem 24 urządzone tereny narciarskie, wśród których jest lodowiec – Mölltaler Gletscher, liczne centra Wellnes i SPA, tory saneczkowe, a także naturalne lodowiska na zamarzniętych taflach jezior, z których liczby Karyntia słynie. W tym ostatnim przypadku nie trzeba się obawiać, ponieważ grubość lodu jest starannie monitorowana, i codziennie podawane są komunikaty czy na taflę można wchodzić!


Wszystko o Karyntii: www.karyntia.pl
Nationalpark Hohe Tauern: www.hohetauern.at
W tajniki przyrody wprowadza także ciekawa ekspozycja zatytułowana: „Was ist Leben” („Czym jest życie”) w BIOS w Mallnitz – jednej z bram Parku (National Park Center Mallnitz). Zimą niedostępna; czynna jest od kwietnia do października w godz.: 10:00-18:00: www.hohetauern.at/bios


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Kinderhotels – z dziećmi, bez wyrzeczeń

Grupa Kinderhotels Europa liczy blisko 50 obiektów, zlokalizowanych głównie w Austrii, w Karyntii, gdzie przed 30 laty skrystalizowała się oryginalna oferta rodzinnego wypoczynku. Dorośli są z dziećmi, korzystając w pełni z uroków zimy i czasu wolnego.

Radość z wyjazdu na zimowy urlop całą rodziną mącą pospolite troski – czy dzieciom się spodoba, czy warunki będą odpowiednie, jak spakujemy tę górę rzeczy, bez których nie wyobrażamy sobie ich pobytu na śniegu i mrozie, kąpieli, posiłków. Pojawia się też obawa, czy przeciążeni opieką, znajdziemy choć chwilę żeby samemu wypocząć. Jakże często wmawiamy sobie przy takiej okazji, że „dla dobra dzieci, trzeba się poświęcać”.

Kinderhotels obalają ten mit, bo ostatnią rzeczą jakiej dzieci oczekują jest nasze poświęcenie. Korzystając z doświadczeń i propozycji gospodarzy, szybko się przekonamy, że dzieci są naprawdę szczęśliwe tylko wtedy, gdy bawimy się z nimi i uprawiamy sporty w pełni zrelaksowani, bo czas spędzany razem powinien dawać przyjemność, a nie wynikać z poczucia obowiązku. W Kinderhotels wszystko jest tak zaaranżowane, aby dzieci i dorośli mogli cieszyć się niezależnie czasem wolnym, a jednocześnie nic nie przeszkadzało zbliżeniu. Gdy dzieci baraszkują w śniegu pod dobrą opieką, rodzice mogą śmigać po najtrudniejszych nawet trasach, a gdy po nartach pociechy uczą się pływać z żabą Fredem, dorośli w stylowo urządzonych strefach wypoczynku odnajdują równowagę i harmonię w związku, wieczorami zaś, gdy dzieci jedzą z rówieśnikami, dorośli cieszą się romantyczną kolacją przy świecach. Unikalne programy pobytu skierowane do singli, dają szansę samotnej matce lub ojcu na zawarcie nowych znajomości, na otrząśnięcie się z poczucia osamotnienia i wyobcowania.

Przed wyjazdem nie trzeba upychać kolanem dobytku w samochodzie, bo sprzęt i wszelkie akcesoria są dostępne na miejscu. Podobnie jak pomoc lekarska, w razie kontuzji lub choroby. Wyśrubowane standardy bezpieczeństwa i jakość usług mają fundamentalne znaczenie. Luksusowe hotele SPA, pensjonaty i gospodarstwa agroturystyczne spod szyldu Kinderhotels, są zawsze przedsiębiorstwami rodzinnymi. Bo któż lepiej rozumie potrzeby maluchów i oczekiwania rodziców, niż ten kto sam właśnie wychowuje dzieci?!

Porzekadło, że „w czasie deszczu dzieci się nudzą”, obnaża bezradność opiekunów. W Kinderhotels nie ma czasu na nudę, bo przeróżne zajęcia prowadzą podnoszący stale kwalifikacje specjaliści. Są zajęcia sportowe na śniegu, a po nich – teatrzyki, kino i warsztaty rzadkich umiejętności, na przykład magii, tym ciekawsze, że często dla rodziców niedostępne. Nabytymi w sekrecie umiejętnościami uda się ich z pewnością zaskoczyć.

W zabawach i przy nauce jazdy na nartach towarzyszy dzieciom wesoła maskotka – „Smiley”. W jej towarzystwie ze śniegiem i sprzętem oswajają się nawet 2-latki. Rodzice nie muszą się przy tym kłopotać o sprzęt, bo jest na miejscu i to w szerokim wyborze. Żelazną zasadą obiektów typu all inclusive jest brak dodatkowych lub ukrytych kosztów, np. opłat za napoje do posiłków. Wszystko wkalkulowano w cenę pakietów i to z dokładkami. Budżet można precyzyjnie określić przed wyjazdem i być pewnym, że nie ulegnie zmianie.

Podczas zajęć nie ma problemów z porozumiewaniem, bo w Kinderhotels przykłada się ogromną wagę do znajomości języków gości. Nie trzeba się też martwić czy dzieci dogadają się między sobą, bo maluchy radzą sobie intuicyjnie z niewerbalną komunikacją, nawiązując bez trudu kontakty z rówieśnikami. Zadania natomiast, umacniają w nich pewność siebie i pobudzają ciekawość, co procentuje podczas nauki i w różnorodnych sytuacjach społecznych.

Pozwalając najmłodszym na samodzielność, rzeczywiście się wypoczywa, a prowadzone profesjonalnie zajęcia w Kinderhotels wspomagają wszechstronny rozwój dzieci. Efekt? Niczym w anegdocie: „Jak pani to robi, że córeczka jest taka samodzielna? Pozwalam jej!”.


Film został zamieszczony w 2014 roku na YouTube’owskim kanale tmcMedien.


Grupa Kinderhotels Europa: www.kinderhotels.com

Tekst przygotowany dla Österreich Werbung Warschau (austria.info), pod tytułem: Kinderhotels – rodzinny wypoczynek na najwyższym poziomie dla potrzeb kampanii zimowej 2017/2018.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Austria bez morza, a jednak na lato

Niemal 80 procent Polaków deklaruje, że latem najbardziej pragnie wypoczywać nad wodą. Nie przesądzają przy tym, że tylko morską wodę mają na myśli. A zatem – czy jeziora i rzeki mogą konkurować z morzem? Albo czy ekskluzywne spa z basenami wypełnionymi termalną wodą nie jest wystarczająco pociągającą alternatywą plaży?

Tego typu pytania zadają sobie z pewnością Austriacy. O ile bowiem ich kraj utrzymuje się w ścisłej czołówce ulubionych zimowych destynacji Polaków, o tyle latem o Austrię się jedynie ocieramy, podróżując samochodem na północne wybrzeże Adriatyku. Może więc omijamy Austrię, bo nie ma tam morza? Ale przecież jesteśmy znani z tego, że lubimy wciąż poznawać nowe miejsca, że kochamy także góry i jeziora, uwielbiamy muzykę i dobrą kuchnię. Może więc po prostu wydaje nam się, że po zimowych urlopach w Bad Kleinkirchheim, Sölden, Mayrhofen, Kaprun czy Schladming wiemy już wszystko o kraju Mozarta i dlatego jedziemy dalej. A może nie zdajemy sobie w pełni sprawy z tego, że wspaniale jest w Austrii latem!

Austria w miniaturze
Niemal wszystkie, zwłaszcza przyrodnicze atuty Austrii, skupiają się jak w soczewce w Salzkammergut, rozległym pojezierzu z pogranicza Górnej Austrii, Kraju Salzburskiego i Styrii. Tamtejsze jeziora zdecydowanie różnią się jednak od tych z polskiego niżu, bo leżą wśród gór, miejscami łagodnie falujących i niewysokich, gdzie indziej wyższych i skalistych, z wyrastającym na południu potężnym lodowcem Dachstein (2995 m).

W tym właśnie regionie, w Bad Aussee, odbywa się pod koniec maja Święto Narcyzów, które zakwitając na łąkach zwiastują nadejście lata. W Boże Ciało na wody Jeziora Halsztackiego wypływają ozdobione kwiatami łodzie zwane „Fuhren”, bo góry opadają tam tak stromo do jeziora, że na lądzie brak miejsca na procesję. Tak dzieje się od niemal 400 lat. Nad Attersee, największym w regionie akwenem, bywali artyści tej miary co Klimt i Mahler. Współcześnie ściągają tam wielbiciele kryminałów, by podczas festiwalu „Mordercze Attersee” słuchać ekscytujących fragmentów książek czytanych osobiście przez zaproszonych na imprezę autorów.

Dla rodziny i ekstremalistów
Kultywowane pieczołowicie obyczaje, autentyczny folklor oraz cykliczne festiwale sprawiły, że region Hallstatt-Dachstein-Salzkammergut wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Cenne przyrodniczo obszary chroni się w ograniczonym dwoma jeziorami Parku Narodowym Attersee-Traunsee, zaś cała kraina jest rozległą areną sportu i rekreacji. Głębiny Attersee cieszą się uznaniem nurków, a na brzegach jeziora działa 26 świetnie wyposażonych stacji. Po rozległej tafli Traunsee ślizgają się miłośnicy nart wodnych, wind- i kitesurfingu, wspinacze zaś podpływają wiosłowymi łodziami do niemal pionowej skalnej ściany, jaką opada wprost do wody północny filar Traunkirchnerkogela (1575 m). Żądni adrenaliny goście bez alpinistycznego doświadczenia doznają w Salzkammergut mocnych wrażeń na ekscytujących drogach ze stalowymi zabezpieczeniami, znanych nam raczej pod włoską nazwą via ferrata aniżeli niemiecką Klettersteig, bo rozpowszechniły się w XX w. w Dolomitach. Warto jednak pamiętać, że to tutaj narodziła się ich idea – pierwsze zabezpieczenia założył na skałach Dachsteinu prowadzący badania w 1843 r. Friedrich Simony. Zaś zaledwie 26 lat później poprowadzono pionierski, służący jedynie rozrywce Klettersteig na najwyższym dziś w Austrii Großglocknerze (3798 m).

Współcześnie, w styryjskim regionie Schladming-Dachstein jest wiele ubezpieczonych dróg, a najnowszą via ferrata Rosina w wąwozie Silberkarklamm. Dzięki stalowej linie umożliwiającej asekurację non-stop pokonuje się bezpiecznie pionowe ściany, podziwiając wąwóz i otaczające go góry. Przejście Rosiną można łączyć z sąsiednimi trasami Hias i Siega, docierając na wypoczynek do Silberkarhütte, schroniska malowniczo usytuowanego na wysokości 1223 m. Inną emocjonującą atrakcją regionu jest największa alpejska tyrolka Zipline Stoderzinken, na której podczas zjazdu długości 2,5 km, szybując do 120 m nad ziemią, osiąga się prędkość 115 km/h.

Z kolei w należącym do Kraju Salzburskiego rejonie Zell am See-Kaprun fragment tamy kompleksu jezior zaporowych Hochgebirgsstauseen zamieniono na ściankę wspinaczkową. W efekcie, podziwiając arcydzieło hydroinżynierii można też zasmakować emocji.

Adrenalina vs. slow
Rozmieszczone w plenerze atrakcje tego typu są w Austrii dostępne od maja do października. Nie mniejszych emocji niż podczas wspinaczki doznają również amatorzy innych sportów, na przykład odwiedzając Österreichischer Moto-Bike Ring w Styrii. Uruchomiono tam trasę-pętlę, którą pokonuje się na elektrycznych maszynach o mocy dziesięciokrotnie wyższej od standardowych e-bike’ów. Choć pozostają rowerami, przypominają crossowe motocykle i osiągają prędkość 80 km/h. Proekologiczny napęd sprawia jednak, że są bardziej przyjazne środowisku i ciche. Kogo bardziej niż uczestnika zadowala pozycja kibica, powinien odwiedzić atrakcyjnie położony Red Bull Ring w Spielbergu – tor Formuły 1 w Styrii, któremu patronuje producent dodających skrzydeł napojów energetyzujących i sponsor wielu sportowców ekstremalnych. W sezonie letnim odbywają się tam wyścigi nie tylko bolidów, ale również samochodów turystycznych i motocykli.

Emocje i slow life są w Austrii doskonale wyważone, dowodem największy w Europie zlot motocyklistów nad malowniczym Faaker See. Kilkadziesiąt tysięcy miłośników kultowych Harley-Davidsonów ściąga wówczas do Karyntii. Bez pośpiechu, dostojnie, epatując widzów sylwetkami motorów i pomrukami silników, suną drogami wśród jezior i gór. Szaleństwa bowiem muszą mieć swój czas i swoje miejsce, Austriacy wiedzą o tym doskonale i propagują ten styl. Kiedy przed kilku laty, wraz z motocyklowym boomem zwiększyła się na drogach liczba wypadków, policja wzmogła kontrole, w wielu miejscach ograniczono prędkość, a formalnym krokom towarzyszyła poruszająca kampania. Z plakatów rozmieszczonych przy drogach szybkiego ruchu i autostradach spoglądały łakomie sępy, a napis „Hallo Raser, wir warten” (Cześć ścigancie, czekamy) stał się współczesnym memento.

Wyprawy z kluczem
W gęstej sieci turystycznych szlaków w Austrii dominują spacerowe ścieżki, podobnie jest z trasami rowerowymi czy konnymi, bo oferta urlopowa skierowana jest do wszystkich bez różnicy wieku i kondycji. Z tego też powodu na poprowadzeniu szlaków gospodarze nie kończą, ale oferują opiekę przewodników i tematyczne programy, które spacer zamieniają w przygodę. Przykładem takiej propozycji jest wyprawa „Kitzsteinhorn Explorer Tour” w regionie Zell am See-Kaprun, podczas której pod opieką przewodnika poznaje się roślinne i klimatyczne piętra Alp. Trasa prowadzi bowiem od podnóży w szczytowe partie Kitzsteinhornu, do stacji Gipfelwelt 3000 oraz na platformę widokową Top of Salzburg, z której roztacza się panorama Wysokich Taurów.

Zgodnie z nazwą poprowadzonej w styryjskim regionie Schladming-Dachstein trasy „Dzikie wody” są na niej zarówno spokojne jeziora i źródła, w których delikatnie szemrze woda, jak huczące w wąwozach strumienie i opadające z łoskotem wodospady, między innymi Riesachfällen – największy w Styrii z kaskadami wysokości 140 m. A że nie wszyscy poszukujemy adrenaliny, wokół Dachsteinu poprowadzono okrężny szlak długości 121 km, z którego masyw i jego lodowce podziwia się ze wszystkich stron. To doskonała propozycja na dłuższą wędrówkę, bo dzięki rozlokowanym przy trasie schroniskom łatwo podzielić ją na 8 jednodniowych etapów, którym podołają nawet najmłodsi. Tego typu ofert dla przedkładających relaks i pejzaże nad emocje i wysiłek jest w całej Austrii mnóstwo. Choćby na znanym nam doskonale z zimowych wojaży Schmittenhöhe, masywie górującym nad eleganckim kurortem Zell am See, gdzie latem odbywają się spotkania „ziołowych czarownic”.

Kąpiele i smaki
Dbałość o różnorodność doznań jest typowa dla wszystkich austriackich regionów. W każdym wykorzystuje się lokalne atuty, tak jak jeziora w Karyntii. Nie tworzą wprawdzie jednej rozległej krainy jak w Salzkammergut, ale jest ich wiele i słyną ze stabilnej temperatury wody, sięgającej latem nawet 28 st. C, więc można się w nich kąpać przez cały sezon. To symptomatyczne dla landu, w którego klimacie i kulturze widoczne są wyraźnie wpływy śródziemnomorskie.

Postępując zgodnie z zasadą „próbować, smakować, odkrywać”, Herwig Ertl, właściciel usytuowanego na peryferiach Klagenfurtu sklepu-lokalu z regionalnymi delikatesami i prezes organizacji „Slow Food Convivium Alpe Adria”, tworzy okazje do poznawania Karyntii bez pośpiechu i z przyjemnością – poprzez kulinarne specjały, którym trudno się oprzeć. Uczestnicząc zaś w karynckich programach Slow Food Travel, można jeszcze podpatrywać, jak powstają sery na halach, kosztować ziół w dolinach, uczestniczyć w warzeniu piwa, miodobraniu bądź wytwarzaniu Specku.

Nie bez przyczyny Karyntię uhonorowano tytułem „Slow Food Travel Destination”, choć na klimacie miejsc i smakach budują swój wizerunek także inne landy, na przykład Styria. Od podnóży Dachsteinu przez winnice po termalne uzdrowiska i granicę ze Słowenią, wiodą przez nią przekrojowe szlaki. Pozwalają odkrywać tajemnice landu niezależnie od tego, czym się podróżuje, w ramach jednej wyprawy czy w czasie wolnym od zabiegów w którymś z ośrodków spa. Chociaż sąsiednia Styria słynie przede wszystkim z lasów, przez co nazywa się ją nawet „zielonymi płucami Austrii”, nie brak tam również wody. W regionie Schladming-Dachstein jest ponad 300 górskich jezior, woda tryska z tysiąca źródeł i huczą kaskady ponad setki wodospadów. Region jest więc jednym z najbardziej zasobnych w wodę w Austrii, a właśnie tam, jakby Styryjczykom było jej wciąż mało, przy górnej stacji kolejki Riesneralm, na wysokości 1820 m otwarto oryginalny basen „Gipfelbad anno dazumal“. Wyłożono go drzewem i otoczono szklanymi ścianami, które chronią przed podmuchami wiatru nie przesłaniając panoramy Niskich Taurów, a że woda jest podgrzewana, można się kąpać bez względu na temperaturę powietrza.

* * * * *

Przykłady można mnożyć. Niezależnie jednak, na co zwrócimy uwagę, możemy być pewni, że usługi będą na najwyższym poziomie. Nie bez znaczenia jest tu czystość środowiska, o które w Austrii dba się niemal obsesyjnie. Dlatego z kranów leci czysta i smaczna woda, we wsiach i miasteczkach czy na górskich szlakach nie walają się śmieci, a w zróżnicowanych co do profilu gospodarstwach agroturystycznych zrzeszonych w organizacji Urlaub am Bauernhof kontakt z przyrodą jest autentyczny. W takich warunkach potrawy i wino smakują lepiej, oddycha się swobodniej i rzeczywiście wypoczywa. Gospodarstwa agroturystyczne to zresztą temat na osobną opowieść – rozrzucone po całym kraju kuszą propozycjami dla każdego – na rodziny z nawet maleńkimi dziećmi czekają miejsca specjalnie dla nich przystosowane, zestresowani odnajdą ukojenie w drewnianym spa i kąpieli w sianie, miłośnicy winnego trunku wypoczną wśród winorośli… Można też na wyłączność wynająć chatę na hali i spędzić wakacje na alpejskiej hali w kompletnym odosobnieniu, ale za to z jakimi widokami… Po prostu czas na oddech.


Materiał publikowany w internetowym wydaniu Polityki 29 maja 2017 w dziale „Czas na oddech” (www.polityka.pl), powstał przy współpracy z www.austria.info.

Austria na sezon zimowy

Jako klienci, należymy do pięciu najważniejszych dla Austriaków nacji, gdyż każdego roku ćwierć miliona Polaków wybiera na zimowy wypoczynek ich kraj.

Na narty do Austrii jeździmy przede wszystkim indywidualnie, wzbudzając u gospodarzy zmieszane z odrobiną podziwu zdziwienie. Z ich rozeznania wynika, że najchętniej podróżujemy własnym samochodem, a do tego nocą. Zaraz zaś po przyjeździe, ruszamy na stoki. Podróż do austriackich stacji z Polski zajmuje przeciętnie 10 godzin. Czyżbyśmy nie potrzebowali wypoczynku? Nie. Nam szkoda każdej chwili, którą możemy spędzić na śniegu. Tak będzie również w sezonie 2016/2017.

Oblicza krajów związkowych
60% z podróżujących zimą do Austrii Polaków wybiera Tyrol. Wachlarz tamtejszych ośrodków jest ogromnie zróżnicowany, ale ze wszystkich łatwo dotrzeć do stolicy landu, zimowej stolicy Alp, Innsbrucku. Nas jednak najbardziej pociągają zagospodarowane narciarsko lodowce, których jest tam pięć. W efekcie, w rankingu popularności austriackich stacji narciarskich, pierwsze miejsce zajmuje Sölden. Zmieniło na pozycji lidera, królującą tam wcześniej dolinę Stubai.

W słonecznej Karyntii, gospodarze notują rok rocznie wzrost zainteresowania z naszej strony na poziomie 10-12% noclegów. Tam także jest jeden teren narciarski na lodowcu – Mölltaler Gletscher, widać malownicze Dolomity przy granicy z Włochami, a w powietrzu czuć wpływy śródziemnomorskiego klimatu. W odróżnieniu od Tyrolu, w którym stawia się przede wszystkim na nowoczesną infrastrukturę, w Karyntii cyzeluje się sprawdzone rozwiązania. Przykłada ogromną wagę do wypoczynku rodzinnego. Eksploatuje wielki skarb jakim jest woda – jeziora, termalne źródła oraz hotelowe aneksy wellness i SPA.

Kraj Salzburski z lodowcem Kitzsteinhorn odkryliśmy bodaj jako pierwszy narciarski teren w Austrii już w latach 90. XX w. I być może dlatego, żądni wciąż czegoś nowego, jeździmy tam teraz – statystycznie – nieco rzadziej. Nie zatrzymujemy się raczej w stacjach położonych niespełna 100 km od Wiednia, choćby na Semmeringu w Dolnej Austrii. Zapewne dlatego, że licząc niewiele ponad 10 km tras, tamtejsze ośrodki nie odbiegają rozległością od polskich.

Sporadycznie odwiedzamy stacje Vorarlbergu (Przedarulanii, jak niegdyś u nas mówiono). Może dlatego, że land leży najdalej, a może dlatego, że sztandarowym ośrodkiem jest luksusowe Lech i przez jego pryzmat postrzegamy cały kraj. Owszem, tamtejsze trasy są marzeniem niejednego narciarza, ale ceny w hotelach i pensjonatach są znacznie wyższe niż w stacjach sąsiedniego Tyrolu. Austriacy zwracają uwagę, że na Lech nie kończy się oferta Vorarlbergu, i polecają naszej uwadze bardziej egalitarną, malowniczą dolinę – Montafon ze 170 km tras. Organizowane są tam także ekscytujące nocne spacery po górach z pochodniami.

Styria, ze względu na rozległe tereny leśne, nazywana zielonymi płuca Austrii, kojarzy nam się przede wszystkim z lodowcem Dachstein i huśtawką narciarską w Schladming. Huśtawkę doceniamy, być może dlatego, że należy do promującej się aktywnie w Polsce areny Ski amadé. Dachstein natomiast, jeden z 8 austriackich lodowców, zawdzięcza swoją sławę przede wszystkim wytyczonym wysoko trasom dla narciarzy-biegaczy. A chociaż cała Polska kibicuje Justynie Kowalczyk, rzadko kto uprawia u nas ten rodzaj narciarstwa. Wybierając Dachstein będziemy mogli go zakosztować w fantastycznej wysokogórskiej scenerii.

Bezpieczeństwo i komfort priorytetem
Szef promocji Lech stwierdził swojego czasu, że każde zainwestowane euro przynosi 2 euro zysku. Skuteczności tej strategii dowodzą też poczynania Kitzbühel. W latach 2000-2014 w infrastrukturę narciarską zainwestowano tam 225 mln euro. W efekcie, liczący 170 km tras teren, należy dziś do najlepiej zagospodarowanych na świecie. Gospodarze nie spoczywają mimo to na laurach. Unowocześniają infrastrukturę i doskonalą rozwiązania organizacyjne.

Sygnały o nowościach docierają każdego roku ze wszystkich niemal austriackich stacji. Zmianom przyświeca staranie o zwiększenie komfortu i bezpieczeństwa. Tak jak w tyrolskim Sölden gdzie rusza właśnie nowa gondola Giggijochbahn o rekordowej przepustowości 4500 osób na godzinę. To nie jedyny powód do dumy. Dolna i górna stacja zwracają uwagę wyjątkową architekturą. W tym tunelem, łączącym górną stację z odległą o 200 m restauracją na Giggijoch (2284 m). Spektakularne rozwiązanie uniezależnia gości od kaprysów aury. Przykładem dynamicznego działania jest zastąpienie orczykowych wyciągów na lodowcu Schmiedinger w Kaprun 8-osobową kolejką krzesełkową z podgrzewanymi siedzeniami. Tam gdzie pracowały dawniej orczyki będzie się teraz swobodnie zjeżdżać. Przy okazji pobito rekord. Kolejka dociera na wysokość 3000 m – najwyżej w Kraju Salzburskim.

W Austrii cenimy rozległość terenów narciarskich, komfort i przyjemność z jazdy. Jeśli tylko się da, świadomi tego Austriacy łączą w logiczny sposób sąsiednie stacje. Tak jak w przypadku Pillerseetal, tyrolskiej doliny znanej z pięknych krajobrazów, dedykowanych głównie rodzinnemu wypoczynkowi stacji oraz niezbyt wygórowanych cen z rozległym terenem narciarskim Saalbach Hinterglemm Leogang w Kraju Salzburskim. Przykładem spektakularnego połączenia natury organizacyjnej, pozostaje wciąż 5 regionów narciarskich tworzących dziś dostępne z jednym karnetem Ski amadé.

Austriackie obyczaje
Chociaż na Austrię patrzymy najczęściej jak na wielką narciarską (i snowboardową) arenę, nie zapominajmy, że to kraj o bogatej kulturze. Przeplatają się w niej wątki ludowe z obyczajami cesarskiego dworu. Dostrzeżemy to zarówno za stołem, jak w klimacie lokalnych imprez. Z habsburskiej tradycji wywodzi się na przykład słynny Tafelspitze, czyli sztuka mięs, ulubiona potrawa Franciszka Józefa I. Kaiserschmarrn, w wolnym tłumaczeniu przysmak cesarski, czyli puszysty omlet postrzępiony na kawałki, posypany cukrem pudrem z konfiturami bądź musem jabłkowym konkuruje z zawijańcem z ciasta francuskiego, wypełnionym jabłkami z orzechami i rodzynkami polanym sosem waniliowym – Apfelstrudel.

Z tradycji dworskiej wywodzą się wiedeńskie bale, a z ludowej – parady diabolicznych postaci w strasznych maskach, zwanych Krampusami i Perchtami. Pojedynczo lub w grupach towarzyszyły dawniej dobrotliwemu brodatemu świętemu w wigilię dnia św. Mikołaja, tj. 5 grudnia. Z czasem zwyczaj okrzepł i zamienił się w popularne w całej Austrii pochody i spektakle z rockową muzyką w tle. W największych Krampuslaufach biorą dziś udział setki osób. Ponadto, Krampusy i Perchty pojawiają się we wsiach i miasteczkach w adwencie, a nawet później – w karnawale.

Austria w pakietach
Austriacy podkreślają z dumą, że przeciętna wysokość, na której są ich stacje narciarskie jest idealna dla zdrowia. Istnieją medyczne dowody na to, że przebywanie na wysokości 1500-2000 m sprzyja wzrostowi odporności organizmu. W połączeniu z dobrą organizacją ośrodków i ich atrakcyjną ofertą programową, zimowy urlop w Austrii powinien być udany.

Austria jest przodującym krajem jeśli chodzi o bogate oferty pakietowe. Prym wiodą wśród nich propozycje aktywnego wypoczynku połączone z relaksem w SPA i programami wellness. Popularne są pakiety adresowane rodzinom, obejmujące nie tylko jazdę na nartach, ale na przykład spacery na rakietach śnieżnych, z pochodniami, czy jazdę na sankach po wieczornym posiłku w atrakcyjnie usytuowanej gospodzie. Warto pamiętać, że liczne atrakcje wypadają taniej jeśli są elementami pakietów, niż gdy korzystamy z nich fakultatywnie.

Analizując zachowania klientów z Polski i poziom ponoszonych przez nas wydatków, Austriacy jako pierwsi stworzyli dostosowaną do naszych możliwości i oczekiwań ofertę. Dostrzegli też potencjał związany z majowymi weekendami. Odczuwających niedosyt białego szaleństwa zapraszają wówczas na lodowce, gdzie jest wystarczająco dużo śniegu by się jeszcze wyjeździć, opalając w wiosennym słońcu. A tych, którzy niecierpliwie wypatrują lata – do kąpielisk termalnych i nad jeziora, bo zauważyli, że owszem 50-60% Polaków deklaruje chęć kąpieli, ale tylko 30% z nas upiera się, że musi to być kąpiel morska. Nad morze wprawdzie z Austrii daleko, ale jezior z krystalicznie czystą wodą oraz fantastycznych kąpielisk i SPA nie brakuje.


INFO
Więcej informacji pod hasłem „Złap oddech w Austrii” na stronach www.austria.info/pl. Jest tam m.in. zamieszczona aktualna lista szkółek narciarskich, w których instruktorzy posługują się językiem polskim.
Terminy parad Krampusów i Perchtów (Krampusläufe und Perchtenläufe) w całej Austrii można sprawdzić na stronach www.wissenswertes.at.


Tekst wprowadzający do dodatku „Austria zimą” przygotowanego przez Rzeczpospolitą i wydanego z drobnymi zmianami redakcyjnymi w listopadzie 2016 (–> robocze pdf-y stron tekstowych; str. 1, str. 2-3; powiązany materiał w tym archiwum Wiedeń tańczy zimą walca:  https://pawelwronski.wordpress.com/).