Luksus z legendą wznoszą toast

Pytanie jak z teleturnieju: w którym ze średniowiecznych miasteczek można się oddawać białemu szaleństwu w luksusowych warunkach? Jedyna, słuszna odpowiedź: w Kitzbühel!

Rzeczywiście, w centrum, przy głównych ulicach piętrzą się imponujące kamienice i strzelają w niebo wieże gotyckich kościołów. Pierwsze wzmianki o Kitzbühel pochodzą z XII wieku, a powstanie i dynamiczny rozwój miasteczka wiążą się z poszukiwaniem w okolicznych górach szlachetnych kruszców. Wydobycie koncentrowało się w masywach Sinwell i Schattberg, od XIV wieku działało w pobliskim Gries bractwo górnicze, przy książęcym wsparciu wybudowano w początkach XV wieku szpital, w połowie tego samego stulecia uruchomiono zakład płukania złota, a pod koniec hutę. Był to okres prosperity, której efekty podziwiamy do dziś, zaglądając do butików światowej sławy marek, usytuowanych w przyziemiach starych kamienic, odwiedzając w jednej z nich miejscowe kasyno, bądź korzystając z apartamentu w jednym z licznych tu 4- i 5-gwiazdkowych hoteli zajmujących dziś zabytkowe domy starówki. W XVII wieku Kitzbühel zasłynęło z misteriów pasyjnych, a w 1707 roku rozpoczął dawać przedstawienia pierwszy w Tyrolu teatr.

Pod koniec XIX wieku narodziła się narciarska legenda Kitzbühel. Zainspirowany norweskimi pismami podróżniczymi Franz Reisch zjechał w 1893 roku na nartach z Kitzbüheler Hornu. Pierwszy w historii prawdziwie wysokogórski wyczyn narciarski przyniósł mu miano jednego z ojców narciarstwa alpejskiego i wywołał boom na sporty zimowe, bo w jego ślady poszli szybko liczni amatorzy przygody. Było ich tak wielu, że już od 1895 roku organizowano dla nich zawody narciarskie, a w 1902 założono Kitzbüheler Ski Club (KSC). Po dziś dzień ten związek, zrzeszający uprawiających białe szaleństwo, należy do najsłynniejszych klubów narciarskich na świecie.

Zawody zapoczątkowane przez Reischa stały się regularną imprezą w 1931 roku, a bieg zjazdowy rozgrywany podczas styczniowych zmagań Hahnenkamm Rennen ugruntował pozycję Kitzbühel na szczycie światowego rankingu organizatorów prestiżowych zawodów narciarskich. Trasa „Streif”, na której się odbywa uchodzi za najtrudniejszą na świecie. W związku z tym zwycięstwo w owianym legendą wyścigu jest cenione na równi z olimpijskim złotem czy zdobyciem Pucharu Świata. Nic więc dziwnego, że każdego roku w trzeciej dekadzie stycznia świat zwraca oczy na Kitzbühel i kończącą się w miasteczku smugę „Streifa” – trasę zjazdową, wymagającą nawet od najlepszych, by dali z siebie wszystko.

Nakręcony w 2014 roku podczas 74. edycji zawodów pod auspicjami Red Bulla ekscytujący film dokumentalny: „Streif. One Hell of a Ride”, doskonale pokazuje emocje, tragedie, morderczy trening oraz kulisy słynnych zawodów. Fascynująca jest zawsze atmosfera tych zmagań, ze wszech miar godni uznania kibice, którzy – rzecz jasna – marzą o zwycięstwie Austriaka, ale potrafią docenić i nagradzać rzęsistymi brawami kunszt każdego, kto ma odwagę zmierzyć się ze „Streifem”. I robią to szczerze, niezależnie od tego, że jak przyznają gospodarze kurortu – sukcesy przedstawicieli innych nacji, przekładają się wśród rodaków zwycięzcy na wzrost zainteresowania wypoczynkiem w Kitzbühel.

O wyzwaniu przed jakim stają zawodnicy niech świadczy fakt, że już podczas pierwszych zawodów ukuto odnoszący się do uczestników wyścigu slogan: „Denn sie wissen nicht, was sie tun” co można tłumaczyć – „Bo nie wiedzą co czynią” albo „Bo nie wiedzą co ich czeka”. Ciekawostką jest fakt, że w latach 1932-1961 do zmagań na „Streifie” stawały także panie. Ze względu na poziom ryzyka zaniechano jednak tej praktyki.

W 1977 roku Franz Strobl z Austrii ustanowił rekordowy czas przejazdu na pełnym dystansie (długość trasy jest zdeterminowana warunkami jakie panują w dniu zawodów; decyzję o ewentualnym skróceniu dystansu podejmują każdorazowo sędziowie). Zjazd zajął mu 1 min. 51,58 sek. Jak dotąd nie udało się nikomu dokonać tego szybciej. Rekordzistą innego typu jest szwajcarski alpejczyk Didier Cuche, który aż 5-krotnie triumfował w biegu zjazdowym na „Streifie”. Nazywany w związku z tym „mistrzem Streifu” wyprzedza w rankingu Austriaków: Karla Schranza i Franza Klammera, którzy odnotowali po 4 zwycięstwa.

Start ma miejsce na wysokości 1665 m, a zawodnicy pokonują dystans 3312 m i 860 m deniwelacji. Maksymalne nachylenie trasy w miejscu zwanym Pułapką na myszy (Mausefalle) sięga 85%, średnia dla całej trasy wynosi 27%. Wspominając zawody na Streifie, nasz były świetny zawodnik, a dziś równie sławny muzyk, Andrzej Bachleda wyznał, że owszem, w slalomach podczas Hahnenkamm Rennen uczestniczył, ale do biegu zjazdowego nie stanął. „Na treningach jeździłem zbyt wolno by się załapać w pierwszej dwudziestce, ale wystarczająco szybko by się zabić” – powiedział szczerze! Kto bowiem popełni minimalny nawet błąd, czy nie przekroczy na finiszu prędkości 140 km/h (średnia na całej trasie to około 103 km/h), żegna się z marzeniami o podium. Choć i tak może mówić o szczęściu, jeśli tylko nie wypadł z trasy, bo wypadki na Streifie są śmiertelnie niebezpieczne.

Narciarskiej sławy Kitzbühel przyczynił „Wunderteam” z lat 50. XX wieku. Toni Sailer, Ernst Hinterseer, Hias Leitner, Anderl Molterer, Fritz Huber i Christian Pravda to zawodnicy, którzy spektakularnymi zjazdami podbijali serca fanów narciarstwa na całym świecie. To im Kitzbühel zawdzięcza wizerunek legendarnego ośrodka sportowego, a także ideę Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim, jaka narodziła się w 1966 roku na Seidlalm.

Postawienie na rozwój narciarstwa, rozwój infrastruktury i konsekwentna promocja, pozwoliły przekształcić Kitzbühel w jeden z top-ośrodków narciarstwa alpejskiego. Dziś miasteczko należy do stowarzyszenia „Best of the Alps” (www.bestofthealps.com), zrzeszającego 12 najsłynniejszych ośrodków narciarskich w Europie, a prestiżowe magazyny przyznają mu niejednokrotnie tytuły najlepszego kurortu narciarskiego na świecie. 5 razy pod rząd Kitzbühel otrzymało wyróżnienie „Austria’s Best Ski Resort”, a Skiresort.de – największy niemieckojęzyczny portal testujący ośrodki sportów zimowych, uznał w 2018 roku Kitzbühel za najlepszy ośrodek narciarski na świecie. Bagatela, już po raz szósty z kolei! Nie byłoby tych sukcesów bez inwestycji. W latach 2000-18 w infrastrukturę zainwestowano ponad 280 mln euro! W efekcie liczący dziś 215 km tras zjazdowych teren narciarski należy do najlepiej i najefektowniej zagospodarowanych, nie tylko w Alpach.

W Kitzbühel, na trasach prowadzących w dolinę, śnieg zalega od grudnia do kwietnia, a sezon rozpoczyna się zwyczajowo w połowie października. Tak wczesne rozpoczęcie jest możliwe dzięki korzystnemu północno-zachodniemu położeniu tras, które zbiegają z wysokości 2000 m na 800 m. Lokalizacja sprzyja opadom, więc na najwyżej położonych trasach można jeździć nawet do 1 maja. A gdyby natura sprawiła przykrą niespodziankę (co niestety coraz częściej czyni), gospodarze sięgają po argument natury technicznej – jeden z najwcześniej założonych, nowoczesny system dośnieżania, który poprzez specjalną połączoną z GPS aplikacją, pozwala równomiernie rozprowadzać sztuczny śnieg wszędzie tam gdzie brakuje naturalnej białej śnieżynki, albo gdzie jest go za mało dla bezpiecznej i komfortowej jazdy.

Wśród 68 wytyczonych wokół miasteczka tras o różnym stopniu trudności każdy, niezależnie od stopnia zaawansowania, znajdzie coś dla siebie. Trasy obsługują 54 supernowoczesne wyciągi, które w ciągu godziny przewożą nawet 93.300 osób. Tytuł „World’s Best Ski Resort Company 2017” dla Bergbahn AG Kitzbühel („KitzSki”) jest więc jak najbardziej zasłużony. Notabene, największy operator kolei linowych w Austrii szczyci się nim już po raz czwarty.

Różnorodność możliwości jest, obok perfekcyjnego przygotowania i wspaniałej scenerii w jakiej wytyczono trasy, wielkim atutem terenów narciarskich Kitzbühel. 101 km spośród ratrakowanych zjazdów liczą łącznie trasy łatwe (niebieskie), średniotrudne (czerwone) – 61 km, a trudne (czarne) – 17 km. Początkujący mogą próbować sił na „Mini Streifie” – przeznaczonym do doskonalenia zręczności parcourze u kresu słynnej trasy zjazdowej z Hahnenkamm, a na „Ganslernhang” – jednym z ostatnich odcinków pucharowej trasy slalomu każdy może podążać w ślady mistrzów tej precyzyjnej narciarskiej techniki.

Z myślą o fanach freeride’u oznakowano 13 nieratrakowanych nartostrad o łącznej długości 36 km, zaś dla freestylerów przygotowano Snowpark Kitzbühel z ekscytującymi kickerami, boksami, railami, jibbami i przeszkodami specjalnymi. Gdy tylko śniegi się ustabilizują, a więc zazwyczaj już w marcu, miłośnicy skitouringu mogą się wypuszczać jeszcze dalej – w malownicze otoczenie Bichlalm, w masyw „Zweitausendera”, czy kuszące skalnym grzebieniem pasmo Wilder Kaiser, sięgające doliny Brixen (Brixental), z najwyższym szczytem o piramidalnym kształcie Ellmauer Halt (2344 m).

Mimo zdecydowanego ukierunkowania strategii rozwoju na narciarstwo, oferta Kitzbühel na trasach zjazdowych i zawodach dla profesjonalistów się nie kończy. Dla miłośników nart biegowych przygotowano 62 km tras przeznaczonych zarówno do kroku łyżwowego jak techniki klasycznej. Trasy wokół miasteczka są przeznaczone dla amatorów, więc łatwo je pokonać i nie ma na nich stromych wzniesień. Wysokogórską trasę biegową przygotowano na przełęczy Thurn, na wysokości 1200 m. Doskonaląc technikę warto się z nią jednak zmierzyć, bo jej otoczenie dostarcza wspaniałych widoków.

Romantycznego wizerunku kurortu dopełniają inne propozycje dla gości, na przykład kuligi nad jeziorem – konkretnie brzegami malowniczego Schwarzsee, wyprawy zimowe na terenowych wersjach segwayów, downhill na fatbike’ach, kilkukilometrowe zjazdy na saneczkach, czy rodzinne spacery z przewodnikiem na rakietach śnieżnych. Gospodarze polecają także gorąco tradycyjną grę Eisstockschiessen, do której specjalnie przygotowane lodowe tafle oferują wioski, sąsiadujące z kurortem, a w samym miasteczku – lodowisko Gieringer Weiher. Ponadto, w Sportparku Kitzbühel można oprócz jazdy na łyżwach spróbować swoich sił w curlingu. Moda na ten sport nazywany potocznie ‘szachami na śniegu’ zatacza współcześnie coraz szersze kręgi. Amatorom samodzielnego poznawania regionu pomocą służy internetowa witryna www.erlebnis.kitzbuehel.com, na której gospodarze zamieszczają ciekawe propozycje i niezbędne informacje praktyczne.

Kultowym wydarzeniem jest zawsze nastrojowy Kitzbüheler Advent – tradycyjny jarmark świąteczny, który zawsze od ostatnich dni listopada do końca Bożego Narodzenia sprawia, że miasteczko pachnie grzanym winem, pieczonymi na ogniu kasztanami i regionalnymi przysmakami, a na rozstawionych w krętych uliczkach straganach można nabyć przepiękne wyroby artystyczne i rękodzieło – krótko mówiąc tak pożądane oryginalne prezenty świąteczne i pamiątki. 1 stycznia na Rasmusleiten odpalane są noworoczne fajerwerki. Z imprez do oglądania raczej niż do uczestniczenia, zważywszy na szczupłą u nas pulę aktywnie uprawiających ten sport – gospodarze polecają Snow Polo Worldcup – zmagania mistrzów będą się odbywać od 17 do 20 stycznia 2019 roku (www.kitzbuehelpolo.com). Tydzień później, w dniach 25-27 stycznia rozegra się 79. edycja opisanego wcześniej Hahnenkamm Rennen (www.hahnenkamm.com).

W top-kurorcie wszystko jest doskonałe, w tym – oczywiście – kuchnia. Słynie z wyczynów swoich kucharzy działająca przy kasynie restauracja „Cuisino“. Nie ustępują jej inne restauracje, rozproszone w uliczkach liczącej ponad 700 lat starówki. Kulinarny repertuar jest przy tym podobnie zróżnicowany jak oferta narciarska – od regionalnych potraw domowej roboty po haute cuisine z całego świata. W Kitzbühel i sąsiednich miejscowościach 13 restauracji szczyci się łącznie 16 czapkami kucharskimi przyznanymi przez renomowany przewodnik Gault-Millau.

Doskonałe zaplecze jakim dysponuje Kitzbühel sprawia, że to także doskonała destynacja konferencyjna, zarówno dla małych szukających okazji do integracji zespołów, jak dla organizatorów wielkich, międzynarodowych kongresów. Do dyspozycji są bowiem sale o powierzchni od 21m2 do 543m2 w Centrum K3 Kitzkongress. Nic więc dziwnego, że wielkie koncerny organizują tu swoje imprezy. W 2018 roku na przykład, odbyły się tutaj 59. Mistrzostwa Świata w narciarstwie pracowników linii lotniczych, a jubileuszowej 75. edycji Hahnennkamm Rennenn w 2015 roku towarzyszyła impreza zorganizowana z okazji 100-lecia włoskiego koncernu samochodowego Maserati. Wypada przy tym wspomnieć, że Kitzbühel jest łatwo dostępne ze względu na bliskość portów lotniczych w Innsbrucku, Salzburgu i Monachium oraz doskonałe połączenia drogowe i kolejowe.

*

Polecając pod rozwagę zimowy wypoczynek właśnie tam w Tyrolu, w Kitzbühel pamiętać chyba warto, że kurort bywa często nazywany miastem kozic – po niemiecku: Gamsstadt, bo jego symbolem jest sylwetka kozicy, albo – po prostu i krótko – Kitz!


INFO: www.kitzbuehel.com

Reklamy

Luksus, średniowiecze i gorące kasztany

Kitzbühel wita ciepło grudniowych gości. Wonią gorących kasztanów i grzanego wina. Świąteczną dekoracją i straganami bożonarodzeniowego jarmarku.

Wśród alpejskich ośrodków Kitz, jak się potocznie określa słynne narciarskie miasteczko, wyróżnia się atmosferą luksusu i wielowiekową historią.

Początki Kitzbühel wiążą się z wydobyciem w Alpach szlachetnych kruszców i minerałów. Pierwszy raz górniczą osadę wspomniano w kronice z 1165 roku. W połowie XIII wieku była już ważnym ośrodkiem handlowym i administracyjnym księstwa Bawarii. W 1252 otrzymała znaczące przywileje handlowe, a w 1338 prawa miejskie.

O rozwoju górnictwa (zwłaszcza w rejonach Sinwell i Schattberg), świadczyła fundacja z początków XV wieku. Książę Stefan Bawarski wzniósł wtedy szpital i oddał we władanie bractwu górniczemu z Gries (jedna z dzielnic współczesnego Kitz).

Na przełomie 1553 i 1554 roku ujęto w 35 artykułach wolności kitzbühelskich mieszczan, którzy ćwierć wieku później wybrali pierwszych rajców. Miasto cieszyło się odtąd daleko posuniętą autonomią i jurysdykcją sądową. Miało prawo karania złoczyńców. Za gwałty, kradzieże i zabójstwa.

Przełomowe znaczenie miał rok 1594. Bawarczycy sprzedali miasto Habsburgom, a ci włączyli je w granice Tyrolu. Ukształtował się wówczas widoczny po dziś dzień układ z dwoma głównymi ulicami – Hinterstadt i Vorderstadt oraz rynkiem (Rathausplatz) po środku. Większość imponujących kamienic pochodzi z tego właśnie okresu.

Miasto otaczały też mury obronne, z których pozostały okazałe bramy. Nad dachami kamienic górują wieże gotyckich kościołów, a popularne w katolickim Tyrolu i sąsiedniej Bawarii przedstawienia pasyjne, dały impuls rozwojowi sztuki scenicznej. W 1707 roku otwarto w Kitzbühel pierwszy w Tyrolu teatr.

Miasteczko otacza rozległy teren narciarski - łącznie ponad 170 km tras o róznym stopniu trudności; wszystkie we wspaniałej scenerii, fot. Paweł Wroński
Miasteczko otacza rozległy teren narciarski – łącznie 179 km przygotowanych tras o różnym stopniu trudności oraz 36 km nieratrakowanych ale oznaczonych zjazdów; wszystkie we wspaniałej scenerii, fot. Paweł Wroński

Pod koniec XIX wieku zaczęły się rozwijać sporty zimowe, nadając miejscowości jej współczesny ton. Z pasjonującego się narciarstwem Franza Reischa, odbyły się w 1890 roku pierwsze narciarskie wyścigi. Wyrosła z nich z czasem sztandarowa dla Kitzbühel, Tyrolu i całej Austrii impreza sportowa – Hahnenkamm Rennen. Zawody są rozgrywane regularnie od roku 1931 . W połowie stycznia, świat wstrzymuje oddech, gdyż kulminacyjną konkurencją jest najtrudniejszy na świecie bieg zjazdowy. Rozgrywany na śmiertelnie niebezpiecznej trasie Streif.

Kitzbüheler Weihnachtsmarkt 2015, fot. Paweł Wroński
Kitzbüheler Weihnachtsmarkt 2015, fot. Paweł Wroński

INFO
Kitzbüheler Weihnachtsmarkt 2016: 24 listopada – 25 grudnia: www.kitzbuehel.com; plakat tegorocznego jarmarku: –> PDF
77 Hahnenkamm Rennen: 15-22 stycznia 2017 (www.hahnenkamm.com). O zawodach, przebiegających w atmosferze sportowego święta, czytaj w portalu, w artykule „Kurort ze Streifem”: www.pawelwronski.wordpress.com.

10 wyjątkowych stacji narciarskich

Pomysł, by na dwóch deskach zsuwać się po śniegu dla przyjemności, pojawił się pod koniec XIX w. W kolejnym stuleciu ruszono z urządzaniem tras i zbrojeniem ich w wyciągi. Ośrodków przybywało, zaostrzała się konkurencja. Dziś mamy mnóstwo
fantastycznych miejsc, a wiele z tych, które zapisały się w dziejach narciarstwa, wciąż pozostaje w czołówce. Oto kilka z nich.

Boom nastąpił po II wojnie światowej. Przybywało ośrodków. Zaostrzała się konkurencja. W efekcie, istnieje dziś mnóstwo fantastycznych stacji, a wiele z tych, które zapisały się czymś szczególnym w dziejach narciarstwa, pozostaje w czołówce, wyznacza trendy mody i standardy zagospodarowania. Oto kilka z nich.

Szwajcaria

Jeździmy tam by zasmakować wyrafinowanych win, gorącego fondue i komfortu. Najwyżej położone w Europie tereny narciarskie otaczają imponujące czterotysięczniki. Nad Zermatt piętrzy się Matterhorn o znanej całemu światu sylwetce. Aletsch, najdłuższy z lodowców naszego kontynentu spływa 24-kilometrowym jęzorem. W wysokogórskiej scenerii obracają się futurystyczne restauracje. Wszystkie miejsca są doskonale skomunikowane, a technika i organizacja – równie bezbłędne jak mechanizm szwajcarskiego zegarka.

01. St. Moritz / www.stmoritz.ch
W tym legendarnym kurorcie narodził się przed 152 laty obyczaj wypoczywania zimą w górach. Johannes Badrutt, właściciel dobrze prosperującego hotelu Kulm, zaproponował kilku angielskim dżentelmenom spędzenie w St. Moritz zimy. Na jego koszt. Przyjęli zaproszenie, a spodobało im się tak, że pozostali do Wielkanocy. Potem, zrobili taką reklamę hotelowi, St. Moritz i pokrytym śniegiem Alpom, że zima w górach stała się po prostu modna. Badrutt zelektryfikował swój hotel jako pierwszy w Alpach, a żądni przygody Anglicy, zainspirowali w ośrodku rozwój zimowych sportów. Z tym, że wcale nie nart, ale saneczkarstwa i bobslejów, które zresztą sami wymyślili podpatrując sanie miejscowych rolników. Hotel Badrutt’s Palace uchodzi dziś za synonim luksusu i należy do najdroższych w Szwajcarii. W kurorcie odbywają się elitarne imprezy, takie jak mecze polo czy wyścigi konne na tafli zamarzniętego jeziora. Modowe butiki przyciągają wymagających miłośników shoppingu, a hotelowe SPA przywracają młodość i urodę. Wieść niesie, że z narciarskiego terenu korzysta nie więcej niż 40% gości kurortu. Trasy oplatające stoki Diavolezzy i Corvatscha sięgają 3303 m wysokości i tworzą sieć o łącznej długości 350 km. Nie brakuje snowparków i tras crossowych, a rozległe stoki otwierają nieograniczone możliwości przed fanami freeride’u. Całość dostępna jest też z sąsiednich miejscowości, w tym kilku zdecydowanie egalitarnych.

Włochy

Stacje narciarskie rozsiane są po północnych i środkowych Włoszech – w Alpach i Apeninach. W rankingach popularności królują należące do Alp Dolomity, których skaliste gniazda tworzą niepowtarzalną, wręcz baśniową scenerię wypoczynku. Przez 300 dni w roku świeci w nich słońce, ale śniegu nie brakuje, bo nad górami ścierają się fale powietrza znad centralnych Alp i znad Adriatyku. Zapewne dzięki intensywnej i konsekwentnej promocji, synonimem Dolomitów stały się w Polsce stacje z regionu Trentino – Val di Fiemme i Val di Sole. Stosunkowo rzadko korzystamy z tego, że trasy 12 ośrodków tworzą największy na świecie system narciarski dostępny z jednym karnetem – DolomitiSuperski (1220 km tras; http://www.dolomitisuperski.com). Czujemy się usatysfakcjonowani pobytem w jego części, bo kochamy klimat i smaki Trentino – tradycyjne potrawy, wina oraz wylansowane nie tak dawno bombardino. Odwiedzamy chętnie Madonna di Campiglio, a na zakończenie sezonu, w połowie marca słuchamy w Val di Fiemme muzyki podczas oryginalnego festiwalu Dolomiti Ski Jazz (www.visitfiemme.it).

02. Cortina d’Ampezzo / www.cortina.dolomiti.org
Trudno powiedzieć, która ze stacji Dolomitów ma najpiękniejszą scenerię, ale widoki na turnie wokół Cortiny nikogo nie zawiodą. Patrząc na pionowe ściany turni, nie chcemy wierzyć, że w czasie I wojny światowej biegła przez nie linia frontu włosko austriackiego, i że na czuby skał wciągano działa, skały zaś drążyli minerzy by podkładać wysadzać stanowiska nieprzyjaciela. Jako kurort, Cortina rozwinęła się w międzywojniu, dzięki osobistemu zaangażowaniu Mussoliniego. Po wiekach przynależności do Habsburgów powróciła do Włoch. Austriacy zaszczepili tam ducha zimowych sportów. Duce zapragnął go zitalianizować. Popłynęły strumieniem pieniądze na inwestycje, dzięki którym w 1956 r. Cortina zdystansowała konkurencję i została gospodarzem zimowych igrzysk olimpijskich. Pierwszych w historii, transmitowanych przez telewizję. Świat ujrzał sportowe zmagania, magię narciarstwa i… piękno Dolomitów.

03. Sestriere / www.sestriere-online.com; www.vialattea.it
W ostatnim ćwierćwieczu minionego wieku rozkwitły funkcjonalne kompleksy sportowe z zapleczem hotelowym, gastronomicznym i handlowym, nazywane „ośrodkami z probówki”. Zasłynęła z nich Francja, ale to Włosi, byli prekursorami. Giovanni Alberto Agnelli, dyrektor Fiata z czasów największej prosperity koncernu znał z dzieciństwa rozległe hale Valle del Chisone w Piemoncie. Maszynami ściągniętymi z odległego o 100 km Turynu zmienił na zawsze oblicze górskiego zakątka. Wystawił hotele i założył pierwsze wyciągi. Najwięcej jednak wznoszono… garaży. Boom w branży motoryzacyjnej spowodował, że zamożni goście przyjeżdżali własnymi autami, a mniej zasobni entuzjaści narciarstwa autokarami, bądź ciężarówkami. Sestriere otwarto hucznie w 1937 r. Organizowane tu od lat 50. XX w. zawody Kandahar przekształciły się w 1967 r. w Alpejski Puchar Świata. Dzisiejsze Sestriere to apartamentowce i wspaniały teren narciarski, którego trasy i wyciągi łączą się z infrastrukturą francuskiego Montgenèvre, tworząc słynną Drogę Mleczną (Via Lattea), długości 400 km.

Francja

Wachlarz możliwości wyznaczają tak odmienne ośrodki jak Isola 2000 i Chamonix. Pierwszy nie zachwyca architekturą, gdyż na apartamentowce przerobiono dawne budynki koszarowe. Ale po nartach można nawet w najmroźniejszy dzień wyskoczyć do pobliskiej Nicei. Na spacer po plaży, a pod koniec zimy – kąpiel w morzu. Drugi ośrodek to Mekka miłośników wszelkich górskich dyscyplin sportowych, a dla miłośników narciarstwa wysokogórskiego furta lodowców Mont Blanc. Dla wielu osób ośrodki francuskie z dostępem do ogromnych, nietkniętych ratrakami terenów są kwintesencją narciarstwa alpejskiego, zaś na top liście ośrodków z urządzonymi trasami królują należące do Trzech Dolin Courchevel, Meribel i Val Thorens, znane z ekstremalnych tras Val d’Isere oraz Les Arcs, La Plagne, L’Alpe d’Huez, czy Les Deux Alpes.

04. Avoriáz 1800 / www.avoriaz.com

Ośrodek z lat 60. minionego stulecia. Spełnione marzenie słynnego niegdyś alpejczyka Jeana Vuarneta i jego szwajcarskich przyjaciół. Narciarski raj, w którym można przenosić się z doliny w dolinę, nie zdejmując nart. Avoriáz łączy się wyciągami z 8 innymi francuskimi i 6 szwajcarskimi stacjami, tworząc Bramy Słońca (Les Portes du Soleil; http://www.portesdusoleil.com), z 650 km tras, pośród których łatwo odnaleźć te najlepiej dostosowane do umiejętności i przenosić na trudniejsze po udoskonaleniu techniki. Samo Avoriáz jest ośrodkiem „z probówki”, ale wysmakowanym. Wszystkie budynki są obłożone specjalnie sprowadzanym z Kanady czerwonym cedrem, który nadaje im ciepły, przyjazny wyraz. Miejscowość jest ośrodkiem car-free, dzięki czemu powietrze jest czyste. Jeżdżą tutaj jedynie konne zaprzęgi i pojazdy elektryczne, bo w Avoriáz nie ma ulic. Ciągi piesze są przedłużeniem nartostrad i podobnie jak nartostrady są wyrównywane przez ratraki. Ich szum stanowi każdego ranka charakterystyczny akord. Funkcjonalne rozwiązania i romantyczna atmosfera tworzą tu doskonale wyważoną kompozycję.

Austria

Ojczyzna narciarstwa alpejskiego, gdyż to mieszkaniec Górnej Austrii, Mathias Zdarsky zapożyczoną od Norwegów technikę telemarku przekształcił w zjazd na równolegle prowadzonych deskach. Około 1890 r. skonstruował Lilienfelder Stahlsohlenbindung – wiązanie, umożliwiające poruszanie się na deskach w wysokogórskim terenie. Austria żyje z gór, z narciarstwa i narciarstwem. Nie ma lepszych specjalistów od techniki jazdy niż posiadacze państwowych uprawnień instruktorskich (Diplomaschilehrer). Trudno znaleźć lepiej przygotowane i rozłożone w terenie trasy. Ich kwintesencją są karuzela w Obertauern, huśtawka w Schladming czy nartostrady Lech – kurortu z luksusowymi hotelami i systemem do kontrolowanej inicjacji lawin. Sądząc jednak po statystykach, Polaków najbardziej kuszą tyrolskie lodowce (www.tirolergletscher.com). Jest ich pięć (od 45 min. do 2,5 godz. jazdy samochodem z Innsbrucku). Położone niżej od francuskich czy szwajcarskich, są mniej narażone na kaprysy pogody. Słyną ze wspaniałych widoków i nowoczesnej infrastruktury. Hintertux jest rzeczywiście całoroczny, skromne zagospodarowanie kaunertalskiego nie kłóci się z dzikim otoczeniem, stubajski ma cudowną karuzelę przecinającą lodowcowe jęzory, na pitztalskim wyjeżdża się kolejką na 3440 m, w Sölden lodowce łączy tunel, kręcono sceny do przygód Bonda w „Spectre”, a sezon kończy inspirowane marszem Kartagińczyków przez Alpy pełne rozmachu widowisko „Hannibal”.

05. Kitzbühel / www.kitzski.pl; www.kitzbuehel.com; www.weltderwunder.de
Większość ośrodków narciarskich wyrosła na surowym korzeniu lub terenach wypasowych starych wiosek. Natomiast Kitzbühel, to tyrolskie miasteczko z bogatymi kamienicami i gotyckimi kościołami. Od 1895 r. odbywają się tu zawody narciarskie, które w połowie stycznia przyciągają uwagę całego świata. W ramach Hahnenkamm-Rennen, na trasie Streif uważanej za najtrudniejszą na świecie zmagają się zawodnicy w biegu zjazdowym (na 2017 r. przypada 77 edycja). Triumf w tej konkurencji ceniony jest wyżej niż olimpijskie złoto, czy zdobycie Pucharu Świata. Zawodnicy, którym udało się to kilka razy, przechodzą do historii. Dla Austriaków to narodowe święto. Dla gości, festiwal o niepowtarzalnej atmosferze, pełen sportowych emocji. Na 75. jubileusz, pod auspicjami Red Bulla nakręcono ekscytujący film o zawodach: „Streif One Hell of a Ride”; w oryginale: „Die Streif – ein Höllenritt”. Hotele w Kitz, jak potocznie mówi się o miasteczku, dedykowane są zamożniejszej klienteli, tańszych trzeba szukać w miejscowościach satelickich. Tutaj przyjeżdża się również na ekskluzywny shopping, a w adwencie na malowniczy Jarmark Bożonarodzeniowy. W wielu rankingach Kitzbühel uzyskuje tytuł „Najlepszego ośrodka narciarskiego na świecie”. Nic dziwnego, w latach 2000-2014 w infrastrukturę i przygotowanie 170 km tras zainwestowano 225 mln euro! Zainstalowano też rzadki system GPS, ułatwiający utrzymanie optymalnej warstwy śniegu na trasach przez cały sezon, a to przynosi oszczędności i efektywniejsze wykorzystanie środków.

Słowacja

Jeździmy tam chętnie bo krajobrazy są piękne. Poza tym to blisko, a ceny pobytów i wyżywienia znacznie niższe niż w Alpach i konkurencyjne w porównaniu z kosztami pobytów w Polsce. Stacje narciarskie, za wyjątkiem Jasnej są wprawdzie niewiele większe od naszych, ale zazwyczaj lepiej zorganizowane. W tych większych, kursują od dawna skibusy. W większości obowiązuje jeden karnet, trasy są dobrze przygotowane, a wyciągi tworzą spójne systemy. Krajobrazy są piękne i zróżnicowane, a infrastruktura sukcesywnie modernizowana. Liczne termalne kąpieliska stanowią ponętną formę après-ski. W kuchni używa się znakomitych serów zbliżonych do znanych nam z terenów polskiej góralszczyzny, zwłaszcza z Podtatrza. Z drugiej strony są w niej odległe echa czasów habsburskich, gdyż przez stulecia nazywana Górnymi Węgrami Słowacja, stanowiła część Korony Świętego Stefana. Kultura Słowacji okazuje się więc bliska naszej, a to ułatwia wzajemne zrozumienie.

06. Jasná / www.jasna.sk
Największy ośrodek narciarski Słowacji (41 km tras). Odkąd zarządza nim grupa kapitałowo inwestycyjna ‘Tatry Mountain Resorts’ a.s. (www.tmr.sk), Jasná zyskała iście alpejską organizację. Trasy poszerzono, a wyciągi zmodernizowano. Zróżnicowane pod względem trudności nartostrady oplatają stoki Chopoka (2024 m), a z podszczytowego pawilonu, zwanego Rotundą, wzniesionego w kulminacyjnym punkcie systemu, roztacza się wspaniała panorama. TMR dyktuje dziś standardy rozwoju narciarstwa w naszej części Europy, zarządzając głównymi ośrodkami narciarskimi Słowackich Tatr Wysokich, czeskim Szpindlerowym Młynem, a ostatnio także reorganizując polskie stacje w Szczyrku i na Pilsku. Z dobrodziejstw modernizacji prowadzonej w Szczyrku zapewne skorzystamy już w tym sezonie, w przyszłym przyjdzie czas na Pilsko. W gestii TMR są także hotele i kąpieliska termalne, w tym, dobrze w Polsce znana i lubiana Tatralandia. W Jasnej, przy głównym węźle kolejek, prowadzących na kopułę szczytową Chopoka, rozsiadły się liczne hotele o zróżnicowanym standardzie, pensjonaty i schroniska. Są też niezłe restauracje, a wśród nich serwująca regionalne dania, stylowo urządzona Slovenska koliba (www.kolibajasna.sk).

07. Vratná / www.vratna.sk
Ośrodek leży w Małej Fatrze. Górach, w których krajobrazie splatają się nuty tatrzańskie, beskidzkie i dolomitowe. Są to janosikowe góry, bo we wsi Terchowej, w sołtysiej rodzinie urodził się pierwowzór legendarnego zbójnika. Stalowy pomnik lśni dziś w słońcu nad Terchową, a na rozległym placu u jego stóp odbywają się zimą emocjonujące wyścigi góralskich sanek (ze względów komercyjnych powtarzane w sezonie trzykrotnie) – „Preteky gazdovských koní v Terchovej”. Ciekawostką jest to, że góralską muzykę z Terchowej wpisano na listę UNESCO w 2013 r. Nazywa się ją tutaj nebeská muzika, czyli muzyka z nieba. We wszystkich niemal rodzinach podtrzymywana jest tradycja gry na tradycyjnych instrumentach. Aż 2 z nich wpisano także na listę UNESCO. Zimą, w hotelu Diery, w stylowej restauracji Koliba, organizowane są koncerty niebiańskiej muzyki i serwowane są tradycyjne potrawy. W terenie narciarskim są dwie enklawy. Jedna w głębi doliny Vratnej obsługiwana przez gondolową kolejkę. Są tam długie, strome i trudne trasy. Miłośników jazdy off-pist i skitouringu sprowadzają z góry oznaczone tyczkami przepiękne szlaki bocznymi grzbietami. Po drodze można zdobyć najwyższy szczyt pasma, Veľký Fatranský Kriváň (1709 m). W drugiej enklawie z dolną stacją krzesełek w Starym dworze, są łatwiejsze czerwone i niebieskie trasy. A w położonym przy nich schronisku (Chata na Grúni; www.pl.chatanagruni.sk), serwują przepyszne, podobne do donutów, šišky (rodzaj donutów).

Czechy

Jeśli po naszej stronie Sudetów brakuje śniegu, mamy szansę znaleźć go po czeskiej stronie Karkonoszy i Gór Izerskich, w należących do Karpat Jesionikach, albo w nieco egzotycznych dla nas, ciągnących się ku granicy z Niemcami Rudawach. Z tej specyficznej, uwarunkowanej ukształtowaniem terenu cechy klimatu, korzystali do niedawna mieszkańcy południowo zachodniej i zachodniej Polski. Odkąd wygodne drogi połączyły Warszawę z Wrocławiem, coraz tam więcej turystów z centralnej części kraju. Podobnie jak na Słowacji, czeskie ośrodki przewyższają nasze poziomem organizacji, kusząc konkurencyjnymi cenami noclegów i wyżywienia. Wielkością porównywalne ze słowackimi, są dla tamtych ciekawą alternatywą.

08. Pec pod Sněžkou – Černá Hora / www.skiresort.cz
Odkąd te dwa ośrodki się połączyły, wyrosły na największy teren narciarski w Czechach. Tym bardziej, że posiadacze tamtejszego karnetu mogą też korzystać z wyciągów trzech mniejszych stacji: Velká Úpa, Svoboda nad Úpou i Černý Důl. Zintegrowane stacje oferują łącznie 41 km tras, z czego na dwie kluczowe przypada – odpowiednio – 12,5 i 17,5 km. Dzieli je fragment grzbietu, którym trzeba było dawniej nieść narty albo w nich człapać. Wykorzystując rolby – ratraki z zamontowanymi wieloosobowymi kabinami Czesi skomunikowali tereny narciarskie obu stacji w pomysłowy i zabawny sposób. Ze stoków Černe hory opada najdłuższa w Czechach trasa zjazdowa, a poza przyjemną huśtawką narciarską, w Pecu jest jeszcze niezależna gondolowa kolejka. Zastąpiła po niedawnym remoncie skrzypiące już mocno, 50-letnie krzesła wywożące turystów na szczyt Śnieżki (ze względu na parkowe przepisy o ochronie przyrody, nart i snowboardów nie można nią wywozić). Na szczyt warto się wybrać, bo piękniejszych widoków niż zimowe nie ma. Powietrze jest czyste i widać dobrze nie tylko Karkonosze, ale również inne, odległe nawet sudeckie pasma. W rejonie Pecu, na grzbietach jest mnóstwo starych schronisk przerobionych dziś na hotele i pensjonaty. Boudy, tak się je nazywa, prowadzą regionalne restauracje, serwując tradycyjne potrawy i przepyszny, grzany miód (horká medovina).

Bałkany

Coraz śmielej pojawiają się na naszym rynku oferty narciarskich wyjazdów do krajów bałkańskich. Do Bośni i Hercegowiny, na stoki malowniczego i skalistego Durmitoru w Czarnogórze, a przede wszystkim do Bułgarii. Szczególnie tam zimowa oferta jest zróżnicowana i bogata. Ośrodki w Rile, Pirynie i Rodopach, a nawet na peryferiach Sofii (Witosza), mają długą tradycję, sięgającą czasów komunistycznych. Podobnie zresztą jak czarnomorska riwiera, przeszły w ostatnich latach metamorfozę.

09. Bansko / www.banskoski.com
Miejscowość w Pirynie, ciągnie się wzdłuż doliny potoku spływającego ze wschodnich skłonów piramidalnego Wichrenu  (2914 m), najwyższego szczytu tych gór. Pomiędzy starymi, stylowymi domami z drewna i kamienia, w sąsiedztwie zabytkowych cerkwi, wyrosły w ciągu ostatniego ćwierćwiecza liczne pensjonaty i hotele. I chociaż miejscowi są przekonani, że za tym boomem kryją się pochodzące z czarnego rynku fortuny, to jednak szybko dodają, że „pieniądz nie śmierdzi”. Po południowej stronie Banska, na północnych stokach Todorki (2746 m) znajduje się najciekawszy teren narciarski Bułgarii. Dominują w nim wprawdzie trasy czerwone i czarne, ale przepiękna widokowo i najdłuższa w całej Bułgarii, 16-kilometrowa nartostrada jest niebieska, i niemal każdy nią zjedzie, podziwiając widoki. W Bansku od dawna odbywały się prestiżowe międzynarodowe zawody narciarskie, ale zdekapitalizowana infrastruktura wymagała modernizacji. Pomogli Szwajcarzy, którzy przez dziesięć lat na przełomie XIX i XX w. pomagali władzom Parku Narodowego Pirin zrewaloryzować schroniska i szlaki turystyczne oraz unowocześnić metody ochrony przyrody we wpisanym na listę UNESCO obszarze. Narciarskie Bansko jest więc na wskroś nowoczesne. Z trzema mniejszymi enklawami wyciągów, oferuje dziś 65 km tras. Po nartach zaprasza do tradycyjnych barów, zwanych z turecka mechanami. Aromatyczne potrawy z mięs i serów, z dużą ilością warzyw i ziół, dowodzą najlepiej, że w ciągu 500 lat tureckiego panowania, rodzime tradycje i obce wpływy, mocno się ze sobą posplatały.

Polska

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zarówno sukces Białki, w której współpracujący ze sobą właściciele wyciągów zaczęli świetnie prosperować, jak i dynamika zmian na Słowacji czy w Czechach, nie motywują wystarczająco naszych właścicieli. Pojawienie się na polskim rynku słowackiego potentata, TMR a.s., zmieni zapewne ten stan rzeczy, bo przed reorganizacją i unowocześnieniem rodzimej infrastruktury uciec się nie da. Polskie tereny narciarskie, choć niewielkie, mogą z powodzeniem konkurować przynajmniej z podobnej skali stacjami krajów ościennych. Krajobrazem i lokalną kuchnią od razu, nad resztą trzeba popracować. Dobry wzór już się pojawił. W grudniu otwarcie pierwszego polskiego terenu, zagospodarowanego przez TMR – Beskid Sport Arena w Szczyrku Biłej.

10. Czorsztyn Ski Kluszkowce / www.czorsztyn-ski.com.pl
Wybrałem tę stację, ponieważ cierpi na powszechne, acz akurat niezawinione przez właścicieli słabości rodzimych ośrodków. Natomiast dzięki położeniu, jak i dobrze przemyślanej organizacji, świetnie prezentuje walory. Słabością jest z pewnością niespełna 4,5 km tras (8 tras, najdłuższa ma 1200 m długości), co pociąga za sobą nieunikniony tłok, zwłaszcza w weekendy. Oraz niewielka wysokość, z racji której sezon zimowy nie może być długi. Optymalnie jednak rozmieszczone na zachodnich stokach i w szczytowych partiach Wdżaru (767 m) wyciągi, obsługują ciekawą narciarską huśtawkę. Masyw pochodzenia wulkanicznego należy geograficznie do Gorców, ale odsunięty nieco w bok od głównego  pasma, piętrzy się samotnie nad Przełęczą Snozka. Stoi tam słynna instalacja Hasiora, nazywana organami – czy grają gdy zawieje halny, czy nie, zdania są wciąż podzielone). Z wierzchołka i stoków Wdżaru roztaczają się wspaniałe widoki na Tatry, Pieniny, Gorce i Podtatrze z taflą Jeziora Czorsztyńskiego. Przyjemnie jest więc posiedzieć w gospodzie na szczycie, albo w drugiej, usytuowanej na siodełku, gdzie zbiegają się trasy niebieskie, używane najczęściej przez szkółki narciarskie. Walorem stacji jest jej powiązanie z hotelem Pod Wulkanem w Kluszkowcach (www.podwulkanem.pl).

Dolomity Brenty widziane od strony madonna di Campiglio, w Val di Sole (Trentino), fot. Paweł Wroński
Dolomity Brenty widziane od strony madonna di Campiglio (Trentino, Val di Sole), fot. Paweł Wroński

Materiał publikowany w magazynie „My Company Polska” pt.: „Nieco inne narty” (www.mycompanypolska.pl), w październiku 2016 (—> PDF).

Austria / Tyrol – Kitzbühel, top-kurort z przeszłością

Jesteśmy przyzwyczajeni, że narciarskie kurorty rozwinęły się z dawnych wiosek, albo wręcz powstały na surowym korzeniu. Z Kitzbühel jest inaczej, bo zachowało klimat i układ wywodzącego się ze średniowiecza miasteczka.

Rzeczywiście, przy głównych ulicach piętrzą się imponujące kamienice i strzelają w niebo wieże gotyckich kościołów. Pierwsze wzmianki o Kitzbühel pochodzą z XII wieku, a jego początki wiążą się z poszukiwaniem w górach kruszców i metali. Wydobycie koncentrowało się w masywach Sinwell i Schattberg. Od XIV wieku działało w Gries bractwo górnicze, a przy książęcym wsparciu wybudowano w początkach XV wieku szpital. Był to początek okresu prosperity, którego efekty podziwiamy do dziś spacerując uliczkami miejscowej starówki. Na rozwój wpłynęło także założenie huty pod koniec XV stulecia i zakładu płukania złota w w 1520 roku.

W XVII wieku Kitzbühel zasłynęło z misteriów pasyjnych. A w 1707 roku zaczął działać pierwszy w Tyrolu teatr.

Pod koniec XIX wieku Franz Reisch zaraził sąsiadów nową pasją – narciarstwem. W 1892 roku, zainspirowany książkami norweskiego polarnika Fridtjofa Nansena zapoczątkował nową epokę w dziejach miasteczka, inicjując wyprawy na nartach w okoliczne góry. Od 1895 roku organizowano w Kitzbühel regularnie zawody. W 1902 środowisko narciarskie było już tak silne, że założono stowarzyszenie miłośników zimowych sportów, przekształcone w 1931 roku w Kitzbüheler Ski Club (K.S.C.), patronujący od tamtego momentu najsłynniejszym dziś na świecie zawodom narciarskim – Hahnenkamm Rennen. W styczniu 2015 roku odbyła się jubileuszowa 75. edycja emocjonujących wyścigów, rozgrywanych na nadzwyczaj trudnej trasie Streif.

Postawienie na rozwój narciarstwa, rozwój infrastruktury i konsekwentna promocja, pozwoliły przekształcić Kitzbühel w jeden z top-ośrodków narciarstwa alpejskiego. Dziś miasteczko należy do stowarzyszenia Best of the Alps (www.bestofthealps.com), zrzeszającego 12 najsłynniejszych ośrodków narciarskich w Europie, a prestiżowe magazyny narciarskie przyznają mu niejednokrotnie tytuły najlepszego kurortu narciarskiego na świecie. Nie byłoby tych sukcesów bez inwestycji – w latach 2000-2014 w infrastrukturę narciarską zainwestowano w Kitzbühel 225 mln euro! W efekcie liczący 170 km tras zjazdowych teren narciarski należy do najlepiej i najefektowniej zagospodarowanych, nie tylko w Alpach.

Miejscowe hotele oferują usługi na najwyższym poziomie, a w przyziemiach kamienic zainstalowały się modowe butiki. W jednej z najstarszych kamienic działa kasyno, a na placach i ulicach promują się słynne marki. Podczas 75. edycji Hahnenkamm Rennen w styczniu 2015 roku, 100-lecie celebrowała firma Maseratti, a w grudniu na jarmarku bożonarodzeniowym Mercedes-Benz prezentował swój najnowszy luksusowy model coupe GLE 350D 4Matic.

INFO
www.kitzbuehel.com

Filmowy załącznik z 2009 roku, ściągnięty z www.youtube.com


Kitzbühel, fot. Paweł Wroński
Kitzbühel, fot. Paweł Wroński

ps.

Kitzbühel odwiedziliśmy podczas realizacji projektu medialno-promocyjnego realizowanego przez Klub Leniwca przy wsparciu Mondial Assistance dla Mercedes-Benz Polska. Ba, sprawdziliśmy czy kluczyk od naszej maszyny otwarzy bliźniaczą wystawioną na jarmarku bożonarodzeniowym. Nie udało się – użytkownicy mercedesów mogą spać spokojnie!

 


Materiał publikowany na łamach http://magazynswiat.pl na przełomie grudnia 2015 i stycznia 2016.

Austria – 007 nadaje z Tyrolu

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Holz, Schnaps und Swarovsky, czyli drewno, owocowe samogony i sztuczne kryształy – oto ikony Tyrolu, powiedział mi kiedyś taksówkarz z Innsbrucku. Dziś musiałby dodać kolejne „und”, by wspomnieć o Bondzie.

Przy kolejnej, i udanej jak zwykle, próbie ratowania świata przed żądnym władzy szaleńcem,  James Bond przerzuca się z Meksyku do Maroka, z Londynu w świat alpejskich lodowców. Osadzenie emocjonujących fragmentów filmu w wysokogórskiej scenerii Tyrolu przypomina, że właśnie w tym kraju narodził się agent 007. Dosłownie i w przenośni, gdyż postać legendarnego ekranowego szpiega jest wytworem wyobraźni Iana Fleminga. Angielskiego pisarza, który w latach 20. minionego wieku mieszkał w Kitzbühel. Ba, chodził tam nawet do szkoły, zakochał się w narciarstwie i we wspinaczce. Nie omieszkał więc i swojego bohatera wyposażyć w owe umiejętności. Choć akurat w „Spectre” – ku rozczarowaniu wielu – Bond na nartach nie jeździ. Mimo to film jest wielkim powrotem Jamesa Bonda do korzeni, do źródeł flemingowskich inspiracji, a tym samym skwapliwie wykorzystywanym w promocji austriackiej zimy atutem. Żonglując nazwami Gaislachkogl, Sölden, Kaunertal, Obertilliach, media sprawiają, że cały świat przygląda się dziś Tyrolowi z nasiloną uwagą.

Na lodowcu Rettenbach, fot. Paweł Wroński
Na lodowcu Rettenbach, fot. Paweł Wroński

W realu i na ekranie
Przede wszystkim lodowcom. Nie leżą wprawdzie tak wysoko jak szwajcarskie, czy francuskie, ale za to są od tamtych mniej narażone na kaprysy aury zmuszającej gospodarzy do wstrzymywania ruchu kolejek, na przykład z powodu porywistego wiatru. Odległe od 40 minut do 2 godzin jazdy samochodem lub autobusem z Innsbrucku tworzą rozległe narciarskie zagłębie. Jest ich bowiem pięć, a w każdej z prowadzących do nich dolin istnieje jeszcze wiele innych, mniejszych stacji. W praktyce – oferta mierzona kilometrami tras – jest nieprzebrana. Twórcy „Spectre” zwrócili oczy na dolinę Ötz i jej kluczową stację – Sölden. To jedyny alpejski ośrodek, w którym wyciągi szumią na dwóch sąsiadujących ze sobą rozległych lodowcowych jęzorach. Żeby było łatwiej się między nimi poruszać, gospodarze przepruli góry dwoma tunelami. Jeden łączy dolne stacje kolejek i przeznaczony jest dla samochodów, drugi poprowadzony znacznie wyżej – dla narciarzy. Dzięki niemu z rejonu lodowca Rettenbach łatwo się przedostać na Tiefenbach (wybierając kierunek przeciwny trzeba skorzystać z wyciągów). Uzupełnieniem lodowcowej strefy są stoki Gaislachkogla. I tam właśnie dzieje się w nowym Bondzie najwięcej. W gondolowej kolejce i w nowoczesnym budynku na szczycie. W filmie – luksusowej prywatnej klinice, w rzeczywistości – w otwartej dla publiczności w minionym sezonie wyrafinowanej kostce ze stali i szkła, mieszczącej restaurację „Ice Q”. Za jej panoramicznymi oknami, z wysokości 3040 m n.p.m. roztaczają się wspaniałe widoki na wiecznie białe tyrolskie trzytysięczniki.

W „Spectre” Bond nie jeździ na nartach.
Ponoć Craigowi zabraniał tego kontrakt.

Efekty specjalne nie pozwalają skupić się jednak na krajobrazie, bo Bond przerzuca się z miejsca na miejsce. Na taflę sztucznego jeziora Gepatsch, które mijamy jadąc do najbardziej oddalonego od Innsbrucku, a zarazem bodaj najmniej ucywilizowanego, kaunertalskiego lodowca. W wymarzony rejon dla tych, którzy chcą oderwać się od tłumu i muzyki typu Alpenpop, płynącej zwyczajowo z umbrellabarów, a której najsłynniejszym hitem był przez niemal dekadę „Anton aus Tirol”. Bo przy trasach na lodowcu Kaunertal umbrellabarów po prostu nie ma. Za sprawą kolejnych zwrotów akcji, agent Jej Królewskiej Mości zasiada za sterami awionetki by ścigać grupę czarnych charakterów. Utrącając skrzydła o świerkowe pnie, redukuje samolot do kadłuba i, niczym bobslejem, dopada wroga. Ale już z dala od lodowców, bo we Wschodnim Tyrolu, w okolicach malowniczej wioski Obertilliach. Geografia nie jest oczywiście na ekranie najważniejsza. Po prostu dzieje się. Fabuła prosta, nakreślona kreską grubą jak stalowa lina gondolowej kolejki, ale dłużyzn nie ma.

Kitzbühel, fot. Paweł Wroński
Kitzbühel, fot. Paweł Wroński

Kraina adrenaliny
Iście bondowskie tempo rozrywek nie jest czymś niezwykłym w Tyrolu. Setki tysięcy oczu kierują się na początku sezonu na Ischgl. W stacji, która słynie z dyskotek i szampańskiej zabawy. Od 1995 roku, kiedy to pod gołym niebem dał koncert Elton John, przez Ischgl przewinęła się plejada światowych gwiazd. Na śnieżnej arenie Idalpe śpiewali między innymi Rihanna, Katy Perry, Pink. Na występ Robbie Williams w 2014 roku sprzedano 1,6 mln biletów (tę niewiarygodną liczbę odnotowano w Księdze Rekordów Guinnessa). Bieżący sezon otworzył – stary ale jary – amerykański zespół The Beach Boys. Gwiazdy koncertują również przed Wielkanocą i na zakończenie sezonu. Choć w tym ostatnim przypadku Ischgl rywalizuje o widzów z Sölden, w którym na lodowcu Rettenbach odbywa się Hannibal.

Fantastyczne widowisko taneczno muzyczne, zainspirował legendarny przemarsz Kartagińczyków przez Alpy. Ponoć przed kilkunastu laty, podczas premierowego przedstawienia, sprowadzono na lodowiec żywe słonie. Zaniechano jednak szybko tego kontrowersyjnego pomysłu. I jedyny słoń jakiego można teraz spotkać to płaskorzeźba w lodzie przy jednej z najczęściej przemierzanych tras zjazdowych. A zamiast zwierząt, wirują na śniegu ratraki. Niesie się po górach rockowa muzyka, reflektory rzucają w rozgwieżdżone niebo barwne snopy świateł. Najbliższa edycja Hannibala zaplanowana jest na 16 kwietnia 2016 roku.

Styczeń należy do Kitzbühel. Luksusowego kurortu wokół miasteczka o średniowiecznym rodowodzie, w którym już po raz 76. odbędzie się Hahnenkamm Rennen. Na uważanej za najtrudniejszą na świecie trasie Streif. Kluczowe znaczenie mają zawody w biegu zjazdowym, w którym nawet najlepsi muszą dać z siebie wszystko. Bo to jest piekielny zjazd. Jak w tytule fascynującego dokumentu nakręconego pod auspicjami Red Bulla na jubileuszową 75 edycję, „Streif. One Hell of a Ride”. Start ma miejsce na wysokości 1665 m, a zawodnicy pokonują dystans 3312 m i 860 m deniwelacji. Maksymalne nachylenie trasy w miejscu zwanym Pułapką na myszy (Mausefalle) sięga 85%, średnia dla całej trasy wynosi 27%. Wspominając zawody na Streifie, Andrzej Bachleda wyznał, że owszem, w slalomach uczestniczył, ale do biegu zjazdowego nie stanął. – Na treningach jeździłem zbyt wolno by się załapać w pierwszej dwudziestce, ale wystarczająco szybko by się zabić – powiedział! Kto bowiem popełni minimalny nawet błąd, czy nie przekroczy na finiszu prędkości 140 km/h (średnia na całej trasie to około 103 km/h), żegna się z marzeniami o podium. Choć i tak może mówić o szczęściu, jeśli tylko nie wypadł z trasy, bo wypadki na Streifie są śmiertelnie niebezpieczne.

W Tyrolu zażyć emocji może każdy, nie tylko jako widz. Najlepiej w jednym z suburbiów Innsbrucku. W Igls, na torze bobslejowym, w załodze prowadzonej przez profesjonalistę. Wprawdzie amatorzy nie przekraczają nigdy prędkości 100 km/h, ale na wirażach i tak zapiera dech w piersiach, i przeciążenia długo się pamięta.

Kitz_IMG_6837
Kitzbühel, Streif – Hahnenkamm Rennen 2015, fot. Paweł Wroński

Relaks i wyciszenie
W samym Innsbrucku, uważanym w Austrii, i zapewne nie tylko, za zimową stolicę Alp, zamiast do parku, chodzi się na stok. Najbliższe trasy narciarskie i kuszące snowboardzistów żleby są w górach domowych jak zwykło się nazywać zęby grani Nordkette. Stanowią tło dla przepięknej miejskiej starówki, a wysokością porównywalne są z najwyższymi tatrzańskimi szczytami. Natomiast nad Igls, na południe od miasta, wznosi się potężna kopa. Patscherkofel, z charakterystyczną wieżą przekaźnika TV. Wygląda jak Pilsko, tyle, że jest niemal o tysiąc metrów od niego wyższy. W kręgach wokół miasta jest wiele innych malowniczych terenów. W Axamer Lizum skalne turnie otaczają murem niewielką narciarską arenę, tworząc klimat łudząco podobny do Dolomitów. Kühtai – najwyżej położona wioska w Tyrolu (2020 m) wyrosła wokół drewnianego dworu myśliwskiego Habsburgów. A w znanym ze znakomitych tras dla biegaczy Seefeld, nad skutym lodem jeziorkiem stoi owiany legendami kościół.

Po szaleństwach na śniegu powodzeniem cieszą się hotelowe SPA, sauny i gabinety masażu. Dumą Tyrolu jest największy kompleks tego typu. Aqua Dome w Längenfeld, w dolinie Ötz, wybudowany zaledwie 12 km na północ od Sölden. Przybyłych wita opleciony bluszczem mamut. Potem są baseny z ciepłą wodą, ciągniętą ze źródeł bijących na głębokości niemal 2 km. Pod dachem i na świeżym powietrzu, a poza tym sauny oraz gigantyczne strefy wellness & beauty, fitness, relaksu. Wszystko w nowoczesnej architektonicznej aranżacji. Dostępne z Sölden Aquabusem, analogicznie jak wyciągi Skibusem.

Aqua Dome, fot. Paweł Wroński
Aqua Dome, fot. Paweł Wroński

Groźnie ale na wesoło
W wigilię św. Mikołaja, a więc wieczorem 5 grudnia, po wsiach i miasteczkach przechadza się dobroduszny święty. Zagaduje dzieci, rozdaje słodycze. Towarzyszą mu jednak przyobleczone w baranie futra rogate stwory z twarzami ukrytymi za diabolicznymi maskami. Krampusy. Pobrzękują łańcuchami albo przyczepionymi do pasa krowimi dzwonkami. Wywijając rózgami straszą napotkane dzieci, grożąc, że niegrzeczne wpakują do wora. Im ich więcej w mikołajowym orszaku, tym głośniej prześcigają się w złośliwościach, udowadniając, że są istnym uosobieniem zła. Mówiąc jednak szczerze, mało kto się ich dzisiaj boi. Przeciwnie, z niecierpliwością oczekuje się ich przybycia. Bo „Adventzeit ist Krampuszeit” – Adwent to czas Krampusów. Zapowiedź Bożego Narodzenia. Ciepłych światełek na ulicach, lśniących ozdób na choinkach i smakołyków na stołach.

Nie wiadomo skąd się wziął ten obyczaj i kiedy ukształtował. Na ile przetrwały w nim magiczne obrzędy z czasów pogańskich, związane z przepędzaniem demonów, które w zimowym czasie dawały się najmocniej we znaki. A na ile, poruszyła ludową wyobraźnię chrześcijańska ikonografia. W XVI wieku Krampusy znalazły miejsce w aprobowanych przez Kościół adwentowych misteriach, stając się w XVII nieodłącznymi towarzyszami św. Mikołaja. Pod rządami Habsburgów, szczycących się ojcowskim traktowaniem ludu, wtopiły się w folklor sąsiednich krain, zwłaszcza Słowenii, Chorwacji, Węgier i północnych Włoch. Obyczaj jest też kultywowany w Bawarii, bliskiej kulturowo Tyrolowi.

Apogeum popularności Krampusów zbiegło się w XIX wieku z modą na wysyłanie pocztówek. Z napisem „Gruß vom Krampus” (z krampusowym pozdrowieniem) przedstawiały skarykaturyzowane diabelskie postacie. W adwencie poczta była nimi zasypywana. Dziś, w skomercjalizowanym wydaniu, postacie Krampusów zlały się ze spokrewnionymi z nimi Perchtami. Pochody przyjmują formę konkursów strojów i masek, historycznych rekonstrukcji albo teatralnych przedstawień odgrywanych z pirotechnicznymi efektami przy ostrej rockowej muzyce. Tak dzieje się nie tylko po wsiach, ale również w miastach. Sceną, należącego do największych w Austrii, dorocznego Perchtenlaufu w Innsbrucku (wyznaczono go na 7 grudnia b.r.), jest główna ulica miasta, Maria-Theresien-Straße. Ta parada oraz mniejsze imprezy w całym adwencie należą do programu bożonarodzeniowych jarmarków, które w Tyrolu zaczęły się w połowie listopada, a zakończą 6 stycznia 2016 roku.

Krampusmasken - autor: Johann, der Maskenschnitzer, fot. Paweł Wroński
Krampusmasken – autor: Johann, der Maskenschnitzer, fot. Paweł Wroński

Tyrol ma wiele twarzy
Dawne obyczaje, śnieg i wyciągi to może najbardziej znane, ale nie jedyne oblicza Tyrolu. Przecież tam ma swoją siedzibę renomowany producent sztucznych kryształów – firma Swarovski. Zaledwie 12 km od Innsbrucku, w Wattens. Ich wyroby kojarzymy wprawdzie z jubilerskimi wystawami, ale tak na prawdę gros produkcji stanowią kryształy niezbędne w przemyśle precyzyjnym i w medycynie. Przy zakładach znajduje się oryginalna galeria, Swarovski Kristallwelten, czyli Kryształowe Światy Swarovskiego. Do galerii z ekspozycją poświęconą światłu igrającemu w kryształach, wchodzi się pod oryginalnym wodospadem. Woda tryska z omszałej głowy giganta w jaką ukształtowano kryjący pawilon pagórek. Twarz ducha gór i jego świetliste oczy budzić mogą mieszane uczucia, bo z jednej strony to niebywały kicz, z drugiej jednak, pomysłowy i imponujący rozmachem. Ozdobą galerii są rekordowe sztuczne kryształy – najmniejszy i największy na świecie, zaś kulminacyjnym punktem – feeria świateł w komorze imitującej wnętrze kryształu. Wszystkie instalacje wykonują na zamówienie artyści światowej sławy, nawet tej miary co Salvadore Dali.

W Rattenbergu, w dolinie Innu mieszczą się artystyczne warsztaty szklarskie. Miasteczko butik miniemy niechybnie jadąc autostradą, tak jest małe. Warto więc zjechać na drogę niższej rangi, zostawić samochód na parkingu przed bramą i zwiedzić szklany świat, obejrzeć pokazy wytopu szkła i cudeńka wykonywane przez utalentowanych szklarzy. Jeszcze dalej, przy samej granicy Tyrolu z Bawarią, rozsiadł się Kufstein. Znajduje się w nim manufaktura szkła Riedel Glass, prowadzona przez wywodzących się z Czech szklarzy. Powstają w niej najsłynniejsze na świecie kieliszki, których cena dorównuje renomie jaką się cieszą. Szczególnym zainteresowaniem koneserów cieszy się szkło o kształtach specjalnie dobranych do rodzaju wina, podkreślających bukiet szlachetnego trunku – seria Riedel Sommeliers. W samym zaś Innsbrucku działa od ponad 400 lat ludwisarnia, w której nie tylko wciąż się wytwarza, ale również rekonstruuje dzwony. Miałem kiedyś przyjemność zwiedzać miasto w towarzystwie Elżbiety Grassmayr. Gdy zabiły dzwony – moja przewodniczka powiedziała ze wzruszeniem – Wszystkie wykonała nasza rodzina. A spektakl muzyczny był niebywały. Bo po stokach otaczających miasto gór dźwięk niósł się gasnąc powoli, długo jeszcze po tym jak dzwony na wieżach bić przestały.


INFO
Tyrol w Internecie (po polsku): www.tyrol.pl
James Bond w Tyrolu: www.cinetirol.com
Swarovski: www.swarovski.com
Riedel Glass: www.riedel.com
Ludwisarnia Grassmayrów: www.grassmayr.at


Kuchnia Tyrolu odzwierciedla obyczaje i realia życia drwali, myśliwych, pasterzy. Dania są więc sute, i oszczędne. Typowymi przykładami są: Kasnock’n – kluski z serem, Knödel – w którym nadaje się kształt kuli pozostałościom czerstwego pieczywa, okrawkom mięsa, słoniny; za sztandarowy można uznać Speckknödel, ale jest mnóstwo wariacji tego dodatku do przypominających nasz rosół zup i drugich dań. Oryginalny jest serowy knedel, który tworzy w zupie gęstą zawiesinę. Wśród tradycyjnych napojów prym wiodą Schnapsy – destylaty owocowe i ziołowe, np. z morelek, pędów limby, goryczek.

Shoppingowe strefy znajdziemy bez trudu w centrum Innsbrucku, przy głównej ulicy Kitzbühel, w Lienzu – stolicy Wschodniego Tyrolu. W ośrodkach narciarskich prym wiodą sklepy sportowe. W Kitzbühel i Seefeld z luksusową ofertą światowych marek. Ogromny wybór kryształowych ozdób i biżuterii oferuje sklep firmowy Swarovskiego w Wattens.

Zakwaterowanie. Na stronach poszczególnych ośrodków są wszelkie informacje wraz z adresami hoteli i pensjonatów (z możliwością rezerwacji miejsc).

Ceny karnetów narciarskich odzwierciedlają rozległość każdego zagospodarowanego terenu, pozostając od lat na podobnym poziomie jak w innych krajach alpejskich.


Materiał był publikowany w 21 numerze „EGO Inspiracji” grudzień 2015/styczeń 2016 (PDF —> tutaj). Artykuł dostępny jest także na stronach: http://egoinspiracje.pl/.

Austria / Tyrol, Kitzbühel – kurort ze Streifem

Miasteczko o średniowiecznym rodowodzie z ekskluzywną ofertą wypoczynkową, teren ze 170 kilometrami tras zjazdowych i epokowe wydarzenie – 75. edycja legendarnych zawodów w narciarstwie alpejskim, prestiżowego Hahnenkamm Rennen. Krótko mówiąc Kitzbühel i Streif od 20 do 25 stycznia 2015.

Każdego roku w trzeciej dekadzie stycznia świat zwraca oczy na Kitzbühel. Ściślej mówiąc na Streif. Słynną, wymagającą nawet od najlepszych by dali z siebie wszystko, trasę zjazdową oraz organizowane na niej od 1931 roku zawody w narciarstwie alpejskim. Największe emocje budzi rozgrywany na Streifie bieg zjazdowy. Zupełnie jak w tytule fascynującego dokumentu nakręconego z okazji zeszłorocznych zawodów – „Streif. One Hell of a Ride”.

Na 2015 rok przypadła jubileuszowa, 75. edycja Hahnenkamm Rennen. A że to impreza stricte plenerowa, niebiosa podyktowały warunki. Żeby się bieg w ogóle mógł odbyć trzeba było skrócić dystans do 1,6 km. Bywały już podobne sytuacje, ale nigdy jeszcze trasa nie była krótsza niemal o połowę. Normalnie bowiem, startując na wysokości 1665 m, czyli niemal z wierzchołka Hahnenkamm, zawodnicy pokonują dystans 3312 m i 860 m deniwelacji. Maksymalne nachylenie trasy w miejscu zwanym Pułapką na myszy (Mausefalle) sięga 85%, średnia dla całej trasy wynosi – 27%.

Tym razem, z powodu gęstej mgły zawodników wypuszczano z obniżonego punktu startowego. Finiszowali jednak tradycyjnie, na zasypanym śniegiem 9-dołkowym polu golfowym koło eleganckiego hotelu „Rasmushof”, na wysokości 805 m (Rasmusleiten). Ponadto, chociaż z Pułapką na myszy mierzyć się nie musieli, emocjonalne, techniczne i kondycyjne wyzwania pozostały niewiele mniejsze. Jak zwykle więc, kto popełnił minimalny nawet błąd, czy nie przekroczył na finiszu prędkości 130 km/h (przy pełnym dystansie – 140 km/h, średnia na całej trasie około 103 km/h), żegnał się z marzeniami o miejscu na podium. Mimo wszystko i tak mógł mówić o szczęściu, jeśli tylko nie wypadł z trasy, bo wypadki na Streifie są śmiertelnie groźne.

Najkrótszy w narciarskiej historii Kitzbühel bieg zjazdowy wygrał Kjetil Jansrud z czasem 58,16 sek. Norwegowi wyraźnie sprzyjały niebiosa, gdyż zaliczany również do faworytów Włoch, Dominik Paris (notabene zwycięzca giganta dzień wcześniej i triumfator biegu zjazdowego w 2013 roku), okazał się wolniejszy… o 2 setne sekundy (sic!). Ba, czasy między 58 a 59 sekund osiągnęło 18 zawodników, a Travis Ganong z USA, ostatni ze sklasyfikowanych (44 miejsce) jechał także poniżej jednej minuty (59,94 sek.).

Mimo, że Austriak nie stanął na podium po najbardziej oczekiwanym w sezonie wyścigu, gospodarze i tak zacierali ręce. Jubileuszowe zawody relacjonowało blisko 50 stacji telewizyjnych w 16 językach. Na wszystkie konkurencje sprzedano 120 tys. biletów. Kluczowy bieg oglądało przynajmniej 45 tys. widzów na miejscu i miliony przed ekranami telewizorów. I chociaż gospodarzom serca krajały się z rozpaczy, że najlepszy z Austriaków (Georg Streitberger z czasem 58,55 sek.) był dopiero czwarty, to jednak przyznają, że sukcesy przedstawicieli innych nacji, przekładają się wśród rodaków zwycięzcy na wzrost zainteresowania wypoczynkiem w Kitzbühel. Marketing górą!

Ciekawostki
* Rekordowy czas przejazdu na pełnym dystansie należy do Franza Strobla (Austria), zwycięzcy biegu z 1997 roku i wynosi: 1 min. 51,58 sek.
* Rekordzistą innego typu jest szwajcarski alpejczyk Didier Cuche, który aż 5-krotnie triumfował w biegu zjazdowym na Streifie. Nazywany w związku z tym „mistrzem Streifu” wyprzedza w rankingu Austriaków: Karla Schranza i Franza Klammera, którzy odnotowali po 4 zwycięstwa.
* Szczególnie dramatyczne wypadki prowadzą do modyfikacji najbardziej ryzykownych fragmentów Streifa. Po tym jak jeden z zawodników przeleciał nad imponująco stromą Pułapką na myszy i rozbił na przeciwstoku, skrócono najazd ze startu na Mausefalle, ograniczając uzyskiwaną prędkość do 100 km/h. Doprowadziło to do skrócenia potencjalnych lotów do około 80 m, i ustabilizowania prędkości po lądowaniu na poziomie 120 km/h. Również ze względu na bezpieczeństwo zniwelowano Zielsprung – potężny garb wyrastający niemal przed linią mety, na którym wyrzucani w powietrze zawodnicy „latali” na odległość powyżej 70 m. W 2009 roku doznał tam poważnych obrażeń Daniel Albrecht ze Szwajcarii (narciarz nie odzyskał jak dotąd zdrowia w pełni).
* Podczas pierwszych zawodów ukuto odnoszący się do zawodników slogan: „Denn sie wissen nicht, was sie tun„, co można tłumaczyć – „Bo nie wiedzą co czynią” albo „Bo nie wiedzą co ich czeka„.
* 
Nie jest prawdą, że Hahnenkamm Rennen to jedynie męskie wyścigi, gdyż w latach 1932-1961 ze Streifem mierzyły się również panie.
* 
Mniej więcej na wysokości półmetku Streifa (z tego miejsca zawodnicy jadą już po nieco łatwiejszym terenie, ale za to szybciej), w schronisku na Seidlalm, narodziła się w 1966 idea Alpejskiego Pucharu Świata. Jej „ojcem” był Serge Lang, dziennikarz sportowy i zapalony narciarz (1920-1999).

Nazwa Streif wywodzi się być może od stosowanego w okresie od XIII do XVI wieku określenia nagłej, niespodziewanej napaści, zbrojnego wypadu – Streife. Streifzug to dawniej wyprawa wojenna lub łupieżcza, a współcześnie, die Streife – obława lub patrol. Konsekwentnie, atakujących z furią, pełnych agresji i okrucieństwa wojowników nazywano niegdyś Streif. Od wieków średnich, w południowych obszarach zasięgu języka niemieckiego mówiono także w ten sposób o wąskim pasie ziemi (gruntu). Natomiast we współczesnym języku niemieckim der Streifen oznacza smugę (am Himmel) na niebie albo pręgę, a der Streifschuss – postrzał.

* * * * *

Kitzbühel należy do najlepiej znanych, ekskluzywnych ośrodków narciarskich w Alpach. Rozgrywane od 1931 roku na trasie Streif zawody w narciarstwie alpejskim przeszły do legendy. Nie byłoby jednak sukcesów ekonomicznych gdyby nie nakłady. W latach 2000-2014 w infrastrukturę narciarską zainwestowano w Kitzbühel 225 mln euro!

Kitz_IMG_6599

INFO
* Kitzbühel: www.kitzski.pl
* 1 z 12 ośrodków „Best of The Alps”: www.bestofthealps.com
* Hahnenkamm Rennen: www.hahnenkamm.com
* „Streif One Hell of a Ride”; w oryginale „Die Streif – ein Höllenritt” (Trailer): www.redbullmediahouse.com
* Hannes Reichelt – zwycięzca biegu zjazdowego z 2014 roku (czas: 02:03,38): www.redbullmediahouse.com
* Tragiczny wypadek Daniela Albrechta (Szwajcaria) na Streifie w 2009 roku: www.edition.cnn.com

Austria / Tyrol, Pillerseetal – barszcz dźwignią biznesu

Kiedy nasz rodak kupił podupadły hotel w Fieberbrunn w Pillerseetal, w jednym z mniej znanych rejonów narciarskich Tyrolu, austriaccy sąsiedzi patrzyli na niego z życzliwą ciekawością, ale nie postawiliby na niego złamanego eurocenta.

Wszystko zaczęło się od tego, że Stani, jak go teraz nazywają Austriacy, właściciel jednego z naszych nadmorskich hoteli zapragnął rozszerzyć swoją ofertę na sezon zimowy. Wybrał Fieberbrunn, centralną miejscowość Pillerseetal, głównie dlatego, że na wystawiony tam na sprzedaż obiekt było go stać. Formalności ograniczyły się zresztą do minimum, a potem – czemu nie może się po dziś dzień nadziwić – urzędnicy jedynie przypominali o wymaganych austriackim prawem terminach i procedurach, z niezmienną troską pytając czy sobie poradzi, i czy na pewno nie potrzebuje pomocy. Drugie zaskoczenie przeżył nasz rodak wtedy, gdy sąsiedzi, a zarazem konkurenci, bo przecież w Austrii, w Alpach każdy dom już dawno przekształcono w hotel albo pensjonat z restauracją, zaczęli go sobie stawiać za wzór. Dokonał bowiem w ich mniemaniu cudu. Wydźwignął hotel, a jego pokoje od pierwszego sezonu po rozruchu nie świeciły pustkami. Nie było to może aż takie trudne, bo jego goście znad morza chętnie korzystali z zimowego zaproszenia do Tyrolu. Kto się zresztą nie zmieścił pod jego dachem, był z otwartymi ramionami przyjmowany w sąsiednich hotelach. O podobnym standardzie, za podobną cenę. Bo w miejscowościach Pillerseetal, w odróżnieniu od położonego u stóp tych samych gór (tylko że po drugiej stronie), snobistycznego Kitzbühel, dominują trzy- a nie pięciogwiazdkowe przybytki. Nie ma też salonów Armaniego czy Prady. Są zwykłe sklepy sportowe, odzieżowe, spożywcze. Po ulicach nie spacerują damy w przesadnie eleganckich futrach, raczej otoczone gromadką dzieci zabiegane mamy. Bowiem tereny narciarskie (są tutaj trzy), niemniej malownicze niż w Kitzbühel, świetnie nadają się na rodzinny urlop. Nie jest przy tym wcale nieciekawie, bo widoki wspaniałe, w restauracjach przygrywają do kotleta kapele uprawiające tak zwaną Haus Musik, czyli folk (ale bez jodłowania, a przynajmniej z umiarem), dla żądnych mocniejszych wrażeń jest kultowa dyskoteka „Nr 1” w Waidring, w której hula się do rana, a dla wielbicieli bardziej rustykalnych nastrojów „Almausschank”, szałas zamieniony w bar, w którym urządza się imprezy po zamknięciu wyciągów. Co zaś się tyczy Kitzbühel, to można je odwiedzać ile razy dusza zapragnie bo dojazd zajmuje zaledwie pół godziny (nawet kursowym autobusem niewiele dłużej niż własnym autem). Co zaś w tej historii najciekawsze, nasz rodak zajął nader wysoką pozycję również w miejscowej gastronomii. A to, co mu nawet przez myśl nie przeszło, za sprawą barszczu. Bo na barszcz, żurek i pierogi przychodzą dziś do niego wszyscy, włącznie z burmistrzem, ilekroć tylko zapragną jakoś egzotycznie ugościć rodzinę lub partnerów w interesach. I może właśnie za sprawą barszczu, doszło już do tego, że gospodarze położonej przy niemieckiej granicy Pillerseetal, zainteresowali się polskim rynkiem, jako wielce obiecującym. Jak tak dalej pójdzie, to gotowi zmienić herbowe strumienie tryskającej ze studni gorącej wody… na wazę barszczu.

INFO
Pillerseetal – Der Schatz in den Kitzbüheler Alpen (Skarb Kitzbihelskich Alp), z cennikami skipassów, adresami kwater i formularzami rezerwacyjnymi oraz wszelkimi innymi niezbędnymi gościom informacjami: www.pillerseetal.at
Hotel bohatera opowieści – Stanisława Chomy to 3-gwiazdkowy Gasthaus „Auwirt” w Fieberbrunn: www.gasthausauwirt.pl

Tekst publikowany na stronach www.smakizycia.pl