Rajecké Teplice i SPA Aphrodite

Rajecké Teplice, położone kilkanaście kilometrów od Żyliny i dobrze z nią skomunikowane, należą do najsłynniejszych słowackich uzdrowisk.

W materiale filmowym wykorzystałem utwór Jana Kantego Pawluskiewicza „Rajecke kupele”.

Miejscowość ceniona jest za klimat z dużą liczbą dni słonecznych, ale bez upałów i świeże powietrze, bez silnych wiatrów. Największym jednak skarbem są źródła wód termalnych o właściwościach leczniczych. Biją spośród warstw skalnych a ich temperatura oscyluje koło 38 st. C. Korzysta z nich efektowne „SPA Aphrodite”.

Należący do kompleksu „Aphrodite Palace” przypomina rzeczywiście antyczny pałac, do którego nawiązuje architekturą i dekoracjami.

Architektura domu zdrojowego, dziś kompleksu Palace Aphrodite i Aphrodite SPA jest doprawdy imponująca, fot. Paweł Wroński

Efektowny kompleks w centrum kurortu powstał jako dom zdrojowy dopiero pod koniec XX wieku. Nadano mu tak imponującą formę, bo chociaż Rajecké Teplice otrzymały uzdrowiskowe prawa miejskie dopiero pod koniec komunistycznej ery, to ich tradycje lecznicze sięgają przynajmniej XV stulecia gdy to na mapach widniała już nad potokiem Rajczanka nobliwa nazwa Villa Tapolcha. Rozkwit znanej ze zdrowych wód miejscowości nastąpił w stuleciu XVII, gdy władzę w tzw. Państwie Lietawskim dzierżył możny węgierski ród Thurzonów.

Pszeniec gajowy, barwna roślina z poszycia okolicznych lasów, porastających stoki pobliskich Gór Strażowskich i Małej Fatry (części Luczańskiej), fot. Paweł Wroński

Atrakcją Rajeckich Teplic jest także otoczone parkiem Łabędzie Jeziorko. Na wysepce jest restauracja w lekkim parkowym pawilonie, a po tafli akwenu można pływać wiosłowymi łodziami (5 euro za wynajęcie łodzi na pół godziny).

Rajecké Teplice termalnymi wodami stoją, fot. Paweł Wroński

SPA Aphrodite (jęz. polski): www.spa.sk
Atrakcje uzdrowiska i okolic w broszurze „Rajecká dolina” (jęz. słowacki –> ściągnij w formacie PDF)


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Reklamy

Vrátna, czyli Karpaty w miniaturze

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Dolina Vrátna w Krywańskiej Małej Fatrze jest krajobrazowym fenomenem. Tym bardziej fascynującym, że w ciągu zaledwie kilku dni można posmakować tego co w całych Karpatach najpiękniejsze.

Dzieje się tak za sprawą geologicznej budowy, szaty roślinnej i ogromnych wysokości jakie trzeba pokonywać w drodze na szczyty, mimo, że góry nie są zbyt wysokie. Królujący wśród wierzchołków Veľký Fatranský Kriváň dźwiga się zaledwie na wysokość 1709 m.

Veľký Fatranský Kriváň (1709 m), fot. Paweł Wroński

Boboty (1086 m) czy Sokolie (1172 m) są łudząco podobne do piętrzących się tuż nad Zakopanem tatrzańskich regli. Ich skalne granie porośnięte lasem mają w sobie także coś z pienińskiego klimatu. Jedynie większej rzeki brakuje, bo potok spływający doliną, mimo, że tworzy malowniczy przełom nad Terchovą – Tiesňavy, z Dunajcem fantazją równać się nie może.

Sokolie (1172 m), północne stoki, fot. Paweł Wroński

Kulminacja tego typu wrażeń następuje w grupie Rozsutców, zbudowanych z wapieni i dolomitów. Veľký Rozsutec ma 1610 m wysokości. Jest tam niemal tak, jak na Kominiarskim Wierchu w Tatrach, czy w rumuńskiej, niemal tysiąc metrów wyższej Piatra Craiului. Spacery spektakularnymi wąwozami jakimi poorane są stoki Rozsutców (Jánošíkove Diery) dostarczają podobnych wrażeń do tych, jakie wynosi się z wycieczek po Słowackim Raju, czy z malowniczych dolin: Prosieckiej i Kwaczańskiej w Górach Choczańskich. Na zmieniających od wiosny do jesieni barwę łąkach, uwijają się pośród tysięcy kwiatów motyle, pszczoły i trzmiele. Wieczorami dają koncerty świerszcze.

W wąwozie Jánošíkove Diery, fot. Paweł Wroński

Na kontrastującym krajobrazowo ze skalistym Rozsutcem, bo przypominającym kopę siana Stohu (1607 m) jest jak na połoninach w Bieszczadach, choć na jego odkrytym halnym wierzchołku nie ma aż tak bujnych traw.

W bukowym lesie na stokach Sokolia (1172 m). Małej Fatrze pietra roslinności zbliżone są do układu znanego nam z Babiej Góry, fot. Paweł Wroński

Główny grzbiet, zwłaszcza w rejonie największego spiętrzenia – rozdzielonych przełęczą Snilovské sedlo (1524 m) masywów: Veľký Fatranský Kriváň (1709 m) i Chleb (1646 m), porasta płatami kosodrzewina, a stoki zaścieła gdzieniegdzie skalny rumosz. Granitowe głazy pokrywa charakterystycznymi „mapami” szaro-żółto-zielonkawy porost zwany wzorcem geograficznym. Jest bardzo tatrzańsko, precyzyjniej rzecz ujmując: zachodnio-tatrzańsko. Wrażenie potęguje fakt, że aby dostać się w partie szczytowe z miejscowości okalających Małą Fatrę, trzeba nieraz pokonać ponad tysiąc metrów różnicy poziomów.

Pod Tanečnicou (1186 m) – widok od południa na Mały Rozsutec (1344 m), fot. Paweł Wroński

Ścieżki wiodące przez las na stromych zazwyczaj stokach mają z kolei beskidzki klimat. Również za sprawą budowy geologicznej, gdyż budujące niższe partie Małej Fatry skały tworzą wielowarstwowy przekładaniec (flisz karpacki). Po obfitych opadach łupki i margle stają się śliskie, a cięższe, zwłaszcza złożone z bloków piaskowca warstwy zsuwają się po nich. Było to przyczyną katastrofalnego osuwiska jakie latem 2014 roku miało miejsce w zamknięciu doliny Vrátnej.

Osnica (1363 m), widok z południowego stoku Rozsutca, fot. Paweł Wroński

Odległości w Małej Fatrze nie są zazwyczaj zbyt wielkie. Skaliste odcinki szlaków uatrakcyjniają przejścia, i przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności, są świetną ilustracją powiedzonka: nie taki diabeł straszny. Największym wyzwaniem – powtórzmy to jeszcze raz – na szlakach okolic Vrátnej jest deniwelacja. Korzystając z krzesełek na Pasekach (Sedačková lanovka Vrátna-Paseky; www.lanovky.sk) i gondoli w zamknięciu doliny (Kabínková lanová dráha Vrátna-Chlebwww.ztt.sk), można jednak tak skrócić podejścia, że wycieczki w najwyższe partie zamieniają się w fantastyczne widokowo spacery, i są – jeśli tylko pogoda dopisze – dostępne dla wszystkich.

Na wierzchołku Chleba (1646 m), fot. Paweł Wroński

Wszelkie informacje o dolinie Vrátnej: www.vratna.sk
Sedačková lanovka Vrátna-Paseky (wyciąg krzesełkowy, działa w sezonie letnim od piątku do niedzieli w godz. 10:00-16:00); www.lanovky.sk
Kabínková lanová dráha Vrátna-Chleb (kolej linowa z 8-osobowymi gondolami kursuje latem w dni powszednie w godz. 9:00-17:00; w weekendy do 18:00); www.ztt.sk

Skały na Rozsutcu, fot. Paweł Wroński

Tam zjesz smacznie w Małej Fatrze

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Na początku, moi młodzi podopieczni, z którymi zwiedzałem Krywańską Małą Fatrę na Słowacji zamawiali tylko pizzę, ewentualnie frytki z ketchupem. Ale, gdy się po górach chodzi, nie ma siły, jeść trzeba.

Zupa cebulowa na słowacką modłę (z menu restauracji przy Domu Kultury w Terchovej), fot. Paweł Wroński
Vyprážaný syr – tutaj z gotowanymi ziemniakami i diabelskim sosem (z chili); najpopularniejszym jednak dodatkiem jest do tej potrawy sos tatarski, fot. Paweł Wroński

 

W konkursie smaków, o palmę pierwszeństwa walczyły wkrótce vyprážaný syrbryndzové pirohy. Ulubiony słowacki przysmak czyli bryndzové halušky oraz przypominające do żywego nasze łazanki – strapačky s kyslou kapustou a údenou slaninou, a także zupy: cebulowa – cibuľová polievka (inaczej: cibuľačka, a nawet czosnkowa – cesnaková polievka (inaczej: cesnačka), nie mówiąc o zwykłym rosole z kurczaka – slepačí vývar (inaczej: slepačia polievka albo kurací vývar), także znajdowały amatorów.

Bryndzové pirohy (z menu Penziónu Stárek w Stefanovej), fot. Paweł Wroński

Przyznać przy tym trzeba, że na prawdę niezłe potrawy tradycyjnej kuchni słowackiej serwują w Krywańskiej Małej Fatrze w wielu miejscach rodzinnych stron Janosika. My odwiedzaliśmy z upodobaniem restaurację przy Domu Kultury w Terchovej (Reštaurácia Kultúrny domwww.kulturnydom.eu) oraz Penzión Stárek w przysiółku Štefanová w dolinie Vrátnej (www.facebook.com).

Na vyprážaný syr! Na bryndzové pirohy! Fot.: Paweł Wroński

Na Rozsutec bladym świtem

Wycieczka w najatrakcyjniejszy masyw Krywańskiej Małej Fatry miała być wyjściem na wschód słońca. Pomijając drobny fakt, że zaspałem (latka lecą), zachmurzenie zniweczyło ten zamysł.

Mimo wszystko, późniejsze wyjście wyszło nam na dobre. Mieliśmy bowiem fantastyczny spektakl chmur na niebie, zdobyliśmy tego dnia wierzchołek jako pierwsi i cieszyliśmy się widokami nie dzieląc szczupłego miejsca z charakterystycznym dla letniego sezonu, tłumem, nie mówiąc już o tym, że w porannym chłodzie 1000 m różnicy poziomów (między Domem HS, a szczytem), pokonaliśmy ze znacznie mniejszym wysiłkiem niż w poprzednich dniach podejścia rzędu 200-400 m.


Wycieczkę poprowadziłem w ramach obozu, zorganizowanego w Małej Fatrze przez „MOW Travel Monika Węgrzyn” w sierpniu 2017. Start 4:30, na Vel’kym Rozsutcu 7:45, Penzion Stárek w Štefanovej 12:30 (uczestnicy w wieku 11-13 lat).

Mała Fatra z widokiem na Rozsutec

Widok na skalne gniazdo Rozsutców oraz podobny do kopy siana Stoh, jest – moim zdaniem – jednym z najbardziej malowniczych w Karpatach.

Oba szczyty prezentują się imponująco z Południowego Gronia (Poludňový grúň, 1460 m), jak nazywane jest wyraźne zagięcie głównej grani Krywańskiej Małej Fatry. Dla tego widoku warto tam wyjść, mimo, że podejście z każdej strony jest dość męczące.

Veľký Rozsutec (1610 m) i Stoh (1607 m) widziane z Poludňovego grúňa (1460 m), fot. Paweł Wroński

Natomiast bez najmniejszego wysiłku, podziwiać można sąsiadujące ze sobą bezpośrednio, a jednocześnie tak odmienne góry, z balkonu „Domu Horskej Služby” w Terchovej (Vrátna-Štefanová; www.domhs.sk lub www.ztt.sk). I to bez znudzenia, bo za sprawą oświetlenia i aury widok wciąż się zmienia.

Dom HS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh w chmirach – widok z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh o wschodzie słońca – widok z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński

Rozsutce – zbudowany z wapieni i dolomitów skalisty masyw w północnej części Krywańskiej Małej Fatry. Wybitne kulminacje: Veľký Rozsutec (1 609,7 m) oraz Malý Rozsutec (1 343,5 m). W opadającym ku zachodowi stoku Rozsutca rzuca się w oczy skalny grzebień – Poludnové skaly. Po zachodniej stronie pyszni się też 160-metrowej wysokości skalna ściana, a w stokach masywu znajdują się niezwykle atrakcyjne przyrodniczo i krajobrazowo wąwozy określane wspólnym mianem – Jánošíkove diery. W północnych stokach masywu jest nawet jaskinia, o pięknej nazwie Kryštálová jaskyňa v Malom Rozsutci (Kryształowa), ale jak to ujmują Słowacy – „je verejnosti neprístupná” . Jej korytarze mają 26 m długości (www.terchova.info).

Poludnové skaly a z tyłu Maly Rozsutec, fot. Paweł Wroński

Masyw Rozsutców sprawia wrażenie przeniesionego z alpejskich Dolomitów. Nie bez przyczyny, bo zbudowany jest z wapieni i dolomitów. Takie podłoże sprzyja wegetacji wysokogórskich odmian roślin, które tworzą w masywie fantastyczny, barwny ogród.

Ostropesty pod Małym Rozsutcem (na siodle Medzirozsutce), fot. Paweł Wroński

Ta krótka filmowa impresja jest także dostępna na moim kanale filmowym na YouTube

Rozsutce z drogi dojazdowej do Domu HS i pobliskiego Hotelu Boboty, fot. Paweł Wroński

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

W Małej Fatrze – ‚Pokemontrek 2017’

Jako podkładu do slajdowiska z sierpniowych wycieczek po Małej Fatrze, użyłem przewodniego motywu z filmowych przygód Pokemonów.

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Dlaczego? Ponieważ ich łapanie pozwoliło niektórym z moich bardzo młodych podopiecznych podejmować tak trudne wyzwania jak podchodzenie pod górę, wiosłowanie na górskiej rzece, czy samodzielne smażenie naleśników 🙂

W pierwszej części letniego obozu w Małej Fatrze zdobyliśmy jej najwyższy szczyt, przeszliśmy kilka pomniejszych górek najeżonych wapiennymi skałami i spłynęliśmy na raftach Orawą – całe 17 kilometrów wiosłowania aż ręce rozbolały (ale tego dnia nogi wypoczywały więc bilans był przynajmniej na zero).

W drugiej części czeka nas jeszcze wschód słońca z Rozsutca oraz wizyta w termalnym kąpielisku w Rajeckich Teplicach. Zobaczymy czy tam też roi się od Pokemonów?


Obóz z oferty „MOW Travel Monika Węgrzyn” (www.monikawegrzyn.pl), odbył się na początku sierpnia 2017 na Słowacji w Małej Fatrze. Miejscem naszego zakwaterowania był Dom Horskej Služby w Terchovej (Vrátna-Štefanová; www.domhs.sk lub www.ztt.sk). Nasi uczestnicy mieli po 12-13 lat.

Liptovská Mara, morze na Wagu

Gdy w pierwszej połowie lat 70. XX wieku spiętrzono wody Wagu na Liptowie, skarby ludowej kultury z wysiedlanych wiosek przeniesiono do skansenu w Prybylinie. Tylko dzwonnica średniowiecznego kościoła, stojąc samotnie na brzegu przypomina czasy, w których Wag był nieposkromionym żywiołem.

Wieża kościoła Najświętszej Marii Panny, fot. Paweł Wroński
Wieża kościoła Najświętszej Marii Panny, fot. Paweł Wroński

Kościół najświętszej Marii Panny, po którym pozostał zarys murów i dzwonnica (veža kostola Panny Márie), należał do najstarszych świątyń na Liptowie. Wzniesiono go bowiem na przełomie XII i XIII stulecia.

Dziś, dzwonnica prezentuje się w barokowej, XVII-wiecznej szacie. Pozostała powyżej lustra wody, gdyż kościół wznosił się na skłonie wzgórza zwanego Úložisko (742 m), należącego do pasma Gór Choczańskich.

Akwen utworzono żeby zmniejszyć zagrożenie powodziami w dziedzinach, przez które przepływa rzeka.

Przy zaporze utworzono też hydroelektrownię (cztery turbiny o łącznej mocy 200 MW), zresztą jedną z kilku, które tworzą teraz Kaskadę Wagu – ważne źródło energii elektrycznej dla całej Środkowej Słowacji.

Na pustych brzegach zbiornika wystawiono pod koniec lat 70. XX wieku hotel Bobrovnik. Stoi tam nadal, na malowniczym cyplu. Roztacza się stamtąd wspaniała panorama jeziora i okolicznych gór. Ale budynek jest już tylko symbolem zmian, jakie zaszły na Liptowie w okresie socjalistycznym, bo okres jego chwały przeminął wraz z ustrojem.

Znakiem nowej epoki jest wyrosła również w Bobrovniku, w malowniczej zatoce, Marina Liptov. Elegancka, z designersko urządzoną restauracją oraz grupą ekskluzywnych domków do wykupienia lub na wynajem. Znaków naszych czasów jest w okolicy więcej, a wśród nich dwa słynne kąpieliska termalne: Tatralandia i Thermal Park Bešeňová.

Liptowskie Morze cenią wędkarze. Na turystów czekają szlaki Gór Choczańskich, a na rowerzystów sieć dróg oznaczonych kolorowymi literkami „C” – od słowackiego określenia cykltorasy. Niedaleko stąd w Zachodnie Tatry, Niżne Tatry, w Wielką i Małą Fatrę. Zimą zaś zaledwie rzut przysłowiowym kamieniem do największej stacji narciarskiej w naszej części Europy – do Jasnej, z 50 km tras zjazdowych na stokach Chopoka (2024 m).

Liptovská Mara jest największym zbiornikiem zaporowym Słowacji. Przy maksymalnym poziomie wody jej lustro liczy 27 km² powierzchni. Głębokość sięga 45 m, a potężna zapora ma w koronie 1350 m długości.


maly_coat_of_arms_of_slovakia-svg Liptów: www.visitliptov.sk / Liptovská Mara: www.slovakia.travel
Marina Liptov – rekreačné a športové stredisko: www.marinaliptov.sk
Aquapark Tatralandia: www.tatralandia.sk / www.tatralandia.com.pl
Gino Paradise Bešeňová: www.ginoparadise.sk / www.besenova.com.pl
Muzeum Wsi Liptowskiej w Przybylinie (Múzeum Liptovskej dediny): www.pribylina.sk


Materiał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl jesienią 2016.

Janosik vs Janošik – siuhaj a Juraj

Juraj Jánošík był postacią z realnego świata, zaś dzielny Janosik bohaterem pieśni i ludowych bajęd. W Terchovej Słowacy wystawili pomnik janosikowej wypadkowej.

U wylotu Vratnej, najpotężniejszej z dolin Krywańskiej Małej Fatry. Na krańcach wsi Terchovej, w której Juraj przyszedł na świat w 1688 roku. U Jánošov, w typowej dla owych czasów wielodzietnej rodzinie – miał trzech młodszych braci i starszą siostrę. W 1707 roku dołączył do wojsk Franciszka II Rakoczego, przywódcy ostatniej na Węgrzech antyhabsburskiej rewolty. Oddziały, w których służył poniosły w 1708 roku klęskę pod Trenczynem. Bitka pri Trenčíne, jak mówiono na Górnych Węgrzech, była największą jaka kiedykolwiek rozegrała się na dzisiejszych terenach zachodniej Słowacji. Juraj trafił po niej do zamku w Bytczy (Bytčiansky zámok). Trudno powiedzieć czy jako więzień, czy jako żołnierz wcielony do cesarskiej armii. W każdym razie poznał tam uwięzionego na zamku zbójeckiego harnasia, Tomáša Uhorčíka. W 1710 roku pomógł mu w ucieczce, a potem przejął po nim przywództwo. Swój żywot krótki zakończył Jánošik w 1713 roku w Liptowskim Mikulaszu, gdzie go z wyroku sądu go powieszono. Jak nakazywał obyczaj, za zbójeckie rzemiosło, na haku (za poślednie ziobro).

Pewnym rozczarowaniem, zwłaszcza dla tych, którzy tak nie do końca przestali wierzyć w św. Mikołaja i inne nadprzyrodzone zjawiska, jest to, że Jánošik nie był świetlaną postacią. Nie grabił bogatych by ratować biednych, tylko grabił kogo popadło, a gdy raz udało mu się obrabować właścicielkę ziemską (grófku von Schardonovú), gdzieś na gościńcu między Východnou a Važcom, to ruszyła za nim w pogoń cała liptowska policja. Bowiem żupa (na jakie było podzielone królestwo węgierskie), musiała za jego łupieżczy czyn wypłacić możnej pani sowitą rekompensatę. Schwytano go wkrótce, torturowano i osądzono. A że przypisywano mu także – słusznie, bądź nie – i inne sprawki, włącznie z morderstwami, sąd skazał go na śmierć.

janosikowe_1722Służba w armii cesarskiej jakiej być może w krótkim okresie zasmakował także Jánošik była wieloletnia. Toteż poborowi uciekali przed nią, zwłaszcza górale, którym rodzinne ziemie pełne zalesionych dolin i nie do końca poznanych ostępów dawały większe szanse na schronienie. Wieści o tych, którym się uciec udało, stawały się pożywką pieśni i legend, których bohaterowie ulepieni byli z wątków zapożyczonych od różnych postaci. A że w wojsku służyli Polacy, Rusini, Wołosi, Tyrolczycy, siedmiogrodzcy Węgrzy oraz przedstawiciele wielu innych ludów – poddanych habsburskiej monarchii, o czynach janosikowych śpiewano w przeróżnych językach. Równie zresztą chętnie na nutę czardasza, jak trojaka czy krzesanego. W efekcie, te same wątki pojawiają się w legendach huculskich z Gorganów i Czarnohory gdzie sławę zyskał zbójnik o imieniu Dobosz czy śląskich, gdzie najsłynniejszym beskidzkim harnasiem był Ondraszek.

Podhalańscy górale przyjęli Janosika za swego. Słowacy też pozostali mu wierni. Ba, na Vŕškoch w Terchovej, wystawili mu lśniący pomnik ze stali. Figura ma 7,5 m wysokości. Na placu u stóp pagórka, na którym w trzechsetlecie urodzin bohatera ją wystawiono (Socha Juraja Jánošíka), organizowane są latem Jánošíkove dni – wypełniony tańcem, muzyką i tradycyjnymi przysmakami, międzynarodowy festiwal folkloru ziem górskich (odbywa się zawsze w pierwszej połowie sierpnia). Zimą zaś ścigają się tam gazdowie na sankach ciągniętych przez jednego konia. Ekscytujące Preteky gazdovských koní powtarza się zresztą trzykrotnie w zimowym sezonie, gdyż stanowią nie lada atrakcję dla gości, oddających się białemu szaleństwu w Małej Fatrze.


Preteky gazdovských koní 2012 – film zamieszczony na Youtube przez użytkownika Terchovská internetová televízia


INFO
Terchová: www.terchova.sk
Jánošíkove dni: www.janosikovedni.sk
Jánošík – pravda alebo legenda? www.dobrodruh.sk
Preteky gazdovských koní w Terchovej: www.terchova.sk/podujatia/gazdovske-kone


mow-travel_logoMateriał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl/. Zdjęcia zostały wykonane podczas wycieczki zorganizowanej przez biuro turystyczne „MOW Travel Monika Węgrzyn” (www.monikawegrzyn.pl) pod koniec września 2016.

Najpiękniejsze doliny Gór Choczańskich

Oddzielone od Tatr Zachodnich Przełęczą Huty, od Niżnych Tatr doliną Wagu, od Wielkiej Fatry Przełęczą Brestová, zaś doliną Oravy od Małej Fatry, Góry Choczańskie pozostają w cieniu tamtych słynnych pasm. Może poza Wielkim Choczem (Veľký Choč; 1611 m), który przewyższając znacząco siostrzane szczyty, przypomina z oddali samotnego wieloryba.

Góry Choczańskie, Dolina Prosiecka, fot. Paweł Wroński
Góry Choczańskie, Dolina Prosiecka, fot. Paweł Wroński

Zbudowane z wapiennych gniazd, zalesione, ale najeżone efektownymi białymi skalnymi turniami i poprzecinane głębokimi wąwozami Góry Choczańskie (Chočské vrchy), mają nie mniej uroku od pasm sąsiednich. Tym bardziej, że ich drugim, obok krajobrazu, skarbem jest woda.

Liptovska mara - widok z Mariny "Liptov" we wsi Bobrovniki, fot. Paweł Wroński
Liptovska mara – widok z Mariny „Liptov” we wsi Bobrovniki, fot. Paweł Wroński

U południowych podnóży rozlewa się sztucznie spiętrzone jezioro – Liptovska mara. Aż w trzech miejscach tryskają źródła termalnych wód, wykorzystywanych w dobrze znanych w Polsce kąpieliskach – w Aquaparku Tatralandia, usytuowanym na peryferiach Liptowskiego Mikulaszu (www.tatralandia.sk), w nieco bardziej kameralnej Bešeňovej (www.thermalparkbesenova.sk) oraz w najmniej znanych, bo specjalizujących się przede wszystkim w usługach sanatoryjnych Lúčkach (Kúpele Lúčky; www.kupele-lucky.sk).

Tatralandia, fot. Paweł Wroński
Tatralandia, fot. Paweł Wroński

Dwie najciekawsze doliny Gór Choczańskich – Prosiecka i Kwaczańska pozwalają obejść Prosečné (1374 m), na które dawniej warto było wychodzić dla widoków, ale dziś wierzchołek zarasta lasem. Taką pętlę pokonałem z dzieciakami z V klasy. W ciągu jednego dnia, z obiadem we wsi Veľké Borové, rozsiadłej na północnym skłonie masywu, w dolinie Borovianki. Z łąk nad wsią rozpościerają się oryginalne widoki na Zachodnie Tatry i Wielkiego Chocza, oraz na łagodnie pofalowane beskidzkie grzbiety. Jest tam trochę jak na Dzikim Zachodzie, bo na łąkach pasą się stada bydła, a z lasów (poza rezerwatami obejmującymi wspomniane doliny), ściągane jest na potęgę drewno.

Pyszna zupa czosnkowa w restauracji pensjonatu Borovec, fot. Paweł Wroński
Pyszna zupa czosnkowa w restauracji pensjonatu Borovec, fot. Paweł Wroński

W Dolinie Prosieckiej znakowana na niebiesko ścieżka biegnie wzdłuż koryta potoku, zaczynając się mocnym akcentem jakim jest wąskie gardło wąwozu zwane Vráta. Wchodzi się w nie zaledwie kilka minut po wyruszeniu ze wsi Prosiek. Przejście ułatwiają przymocowane do skał drewniane pomosty i stalowa lina. Kolejną atrakcją jest 15-metrowy wodospad w bocznej dolince zwanej Červené piesky, a na koniec jeszcze jeden ciasny odcinek wąwozu z drabinkami i stalówkami na zagradzających go skalnych progach. Łącznie pokonuje się przewyższenie rzędu 300 m. Szlak zaczyna się bowiem na 640 m, a miejsce, w którym żegnamy Dolinę Prosiecką – Svorad, ma 940 m wysokości.

Dolina Prosiecka, Vráta, fot. Paweł Wroński
Dolina Prosiecka, Vráta, fot. Paweł Wroński

Z wąwozu Doliny Prosieckiej wychodzimy na rozległe łąki. Kontrast jest zaskakujący, a widoki ciekawe, zwłaszcza na Tatry Zachodnie prezentujące się w oryginalnym skrócie.

Svorad, (940 m), widok na Tatry Zachodnie, fot. Paweł Wroński
Svorad, (940 m), widok na Tatry Zachodnie, fot. Paweł Wroński

Górny bieg Borovianki i Kwaczańska dolina dostarczają kolejnej porcji skalnych emocji. Z tym, że szlak w dolinie Kwaczańskiej biegnie bardzo wysoko ponad jej dnem, trawersując wschodnie zbocza. I tylko z dzikich oraz z urządzonych ostatnio punktów widokowych, można zerkać w jej czeluść. Miejscem szczególnym są Oblazy, w których zabytkowe zrujnowane młyny uratowała i wciąż utrzymuje grupa pasjonatów (www.kvacany.sk).

Młyn na Obłazach w Dolinie Kwaczańskiej, fot. Paweł Wroński
Młyn na Oblazach w Dolinie Kwaczańskiej, fot. Paweł Wroński

Doliną Kwaczańską schodzimy za znakami czerwonymi do wsi Kvačany, gdzie szlak kończy się na wysokości 628 m (www.kvacany.sk).

Dolina Kwaczańska, świeżo urządozny punkt widokowy, fot. Paweł Wroński
Dolina Kwaczańska, świeżo urządozny punkt widokowy, fot. Paweł Wroński

Trawersując północne stoki Prosečnégo, można w ciągu godziny dojść żółtym szlakiem do punktu wyjścia w Prosieku, zamykając pętlę. Taka wycieczka, wraz ze zwiedzaniem zakamarków obu dolin zajmuje cały dzień. Jak sobie na niej radzili uczniowie V klasy – zobaczcie sami.


mow-travel_logoMateriał powstał podczas wycieczki zorganizowanej przez biuro turystyczne „MOW Travel Monika Węgrzyn” (www.monikawegrzyn.pl), we wrześniu 2016.

Słowacja – Terchová pod choinkę

Położona u wylotu Vrátnej doliny Terchová jest bramą w góry Małej Fatry. Jednego z najciekawszych regionów turystycznych Słowacji.

Od 2010 roku gospodarze notują tam stały wzrost zainteresowania, co przekłada się na coraz liczniejsze przyjazdy latem i zimą oraz na publiczne i prywatne inwestycje w turystyczną infrastrukturę. Wśród gości zza granicy to my, Polacy najmocniej obok Czechów podbijamy statystyki.

Nic więc dziwnego, że gdy pod koniec lipca 2014 r., w górnych partiach doliny runęły ze stoków masy błota i kamieni, kataklizm odbił się szerokim echem również w naszych mediach. Zaledwie półgodzinny ulewny deszcz obudził wówczas apokaliptyczne żywioły. W spustoszonych partiach doliny, koryto potoku uległo przesunięciu, mosty pozrywało, przestały istnieć szosa i linie wysokiego napięcia. Budynki dolnej stacji gondolowej kolejki zasypało po dach głazami. Nie mówiąc o doszczętnie zdruzgotanych samochodach i przerażonych ludziach, którzy tam utknęli i trzeba ich było ewakuować. Nikt na szczęście nie ucierpiał na zdrowiu. Niemniej jednak koszty odbudowy zniszczonej infrastruktury sięgnęły do pierwszych dni grudnia kwoty 11 mln euro. Dla porównania warto wspomnieć, że największa podjęta tu w ostatnich latach inwestycja, jaką była budowa nowoczesnej gondolowej kolejki z Vrátnej na Snilovské sedlo, kosztowała 8 mln euro.

Ostateczne koszty rewitalizacji całego zdewastowanego obszaru trudno nawet w tej chwili oszacować. Państwo ponosi je jednak bez ociągania, bo Vrátna jest jednym z najważniejszych punktów na turystycznej mapie Słowacji. Prawdziwą żyłą złota. I to przez cały rok. Kusi przybyszów niemal wysokogórskim krajobrazem. Bo choć sięga zaledwie 1709 m wysokości, Krywańska Mała Fatra wyrasta ponad okoliczne dziedziny na tysiąc metrów. Wśród atutów ma także oryginalną kulturę, w tym legendę Janosika. Zbójnik znany nam jest tak doskonale z ludowych podań i pieśni podhalańskich, że gotowi jesteśmy bić się o niego ze Słowakami. Nie warto. Był postacią historyczną. I niestety nie urodził się po naszej stronie Tatr, tylko tutaj, w Terchovej. W 1688 roku, a nazywał się Juraj Jánošík, a nie… Marek Perepeczko. Pod jego lśniącym w słońcu pomnikiem odbywają się zimą emocjonujące wyścigi góralskich furmanek – preteky gazdovských koní. Towarzyszy im zawsze festyn pełną gębą. Nie brakuje muzyki w tle, jadła, napitków i wyrobów rzemieślniczych oraz tradycyjnych produktów spożywczych na straganach. Trzy razy w sezonie, w styczniu, lutym i na początku marca.

Piękna legenda opowiada o powstaniu Terchovej. Założyli ją ponoć mieszkańcy zagubionej we Wszechświecie gwiazdy, która rozbiła się wśród gór. A dowodem na to, że pochodzili z nieba jest to, że potrafili grać tak pięknie jak nikt inny na Ziemi. Ich potomkowie grają tak do dziś. Ba, całe wielopokoleniowe rodziny. Słowacy o miejscowej muzyce mówią nawet „nebeská muzika“, co znaczy po prostu niebiańska. Zaś o jej oryginalności i niepowtarzalności świadczy najlepiej fakt, że przed rokiem wpisana została na listę światowego dziedzictwa ludzkości UNESCO. Przy czym w międzynarodowym głosowaniu, zdystansowała propozycje z innych zakątków świata. Została zaakceptowana jednogłośnie.

Wróćmy jednak z niebios na ziemię. Najpierw we Vrátnej odbudowano szosę i uregulowano potok na długim zdewastowanym odcinku doliny. Na mikołajki były już gotowe mostki, przywrócono wszędzie prąd i oczyszczono dolną stację gondoli. Jej uruchomienie na sezon zimowy będzie prezentem pod choinkę dla miejscowych i dla gości, których zamieszkała przez 4 tys. osób Terchová może przyjąć na raz 2,5 tys. W 45 różnorodnych obiektach. Od luksusowego hotelu „Rozsutec”, w którym korzystając z uroków SPA można podziwiać góry przez panoramiczne okna. Poprzez inne wygodnie i pomysłowo wyposażone hotele oraz kameralne pensjonaty. Po pełne uroku domki na wynajem, a wreszcie schroniska o bardziej może spartańskim wyposażeniu ale za to z klimatem. Usytuowane jak Chata na Grúni, rzeczywiście w górach i do tego tuż przy narciarskich wyciągach. Wszystkie w na prawdę przytomnych cenach. Reszta to pieśń przyszłości, bo np. Chata Vrátna (ściana w ścianę ze stacją kolejki), póki co zostanie zamknięta na cztery spusty. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Było to już i tak leciwe schronisko, a woda, błoto i kamienie dokonały dzieła zniszczenia. Na wiosnę ruszy budowa nowego obiektu. Tego żeby był następną udaną inwestycją należy gospodarzom Terchovej i Vrátnej życzyć na Święta z całego serca. Bo nie załamali rąk, tylko sprawnie usuwają skutki kataklizmu, podnosząc jednocześnie jakość usług, które oferują.

INFO
Informacje turystyczne i rezerwacje: www.terchova.info (można tam zobaczyć jak wyglądała dolina po powodzi)
Vrátna Free Time Zone: www.vratna.sk (teren narciarski: www.zima.vratna.sk)

Słowacja – terchovská muzika

W wigilię rocznicy wpisania terchowskiej muzyki na listę UNESCO.

Jánošíková koliba, Terchová-Biely Potok, 4 grudnia 2014.

Muzyka z Terchowej jest oczywiście góralska i nie każdy ją polubi 🙂 Rzecz jednak w tym, że znalazła się na liście UNESCO, bo zachowała stylową czystość i archaiczną oryginalność. W muzyce karpackich górali przeplatają się zazwyczaj wątki polskie, ruskie, węgierskie, rumuńskie. A tu, w dolinie wciśniętej między graniczne pasma Beskidów a Krywańską Małą Fatrę, nie. Dlaczego? Mówiąc bez ogródek – dlatego, że to było przez stulecia zadupie. Bogactwo przyrody i spektakularny krajobraz Małej Fatry doceniamy dopiero dziś, odkrywając jednocześnie smaki i smaczki miejscowej kultury. Fascynujące jest także to, że muzykowanie pieczołowicie kultywuje niejedna miejscowa rodzina. Dowodem występ tej czwórki młodych ludzi. Z drobnym odstępstwem od tradycji. Takim mianowicie, że muzykę pradziadków grają coraz częściej dziewczęta. Taki trend, bo dawniej była to zdecydowanie sprawa męska. Jest więc terchowska muzyka rzeczywiście żywym elementem góralskiego folkloru. Drugim na liście UNESCO z kraju naszych południowych sąsiadów. Jako pierwsza została tam wpisana w 2005 roku slovenska fujara. Inaczej – veľká trojdierková hranová píšťala, długi na 150-180 cm instrument pasterski.

Legenda głosi, że terchowskie dziedziny są pozostałością zbłąkanej gwiazdy. Spadła tutaj wśród gór, a jej mieszkańcy dali początek istniejącej do dziś osadzie. A że pochodzili z nieba, to i grać potrafili po niebiańsku. Dlatego po dziś dzień o terchowskiej muzyce mówią na Słowacji „nebeská muzika“.

Jánošíková koliba, Terchová-Biely Potok (www.janosikovakoliba.sk)

Dokument, reż. Martin Slivka (1984) – Terchovská muzika.

Słowacja – weekend w Małej Fatrze

Odkąd ujrzałem ją pierwszy raz, Mała Fatra fascynuje mnie bajecznym pejzażem i niemal wysokogórskimi warunkami. Królujący w niej Wielki Krywań ma zaledwie 1709 m wysokości. Ale to niewielkie również pod względem obszaru pasmo, wyrasta tysiąc metrów ponad otaczające doliny. Stoki są strome, a rozległe partie skaliste. Po odkrytych graniach hula wiatr, tworząc zimą malownicze lecz groźne nawisy.

_Mala-Fatra-do-sieci

Sobota
Głębokim przełomem Wag dzieli Małą Fatrę na wschodnią Krywańską i zachodnią Luczańską. Część wschodnia jest bardziej spektakularna, bo piętrzą się w niej najwyższe szczyty, pomiędzy którymi wije się głęboka dolina Vrátna. Idealny rejon by spróbować skitouringu, najbardziej może wymagającego, ale też przynoszącego najbogatsze wrażenia rodzaju narciarstwa. Pod jednym wszakże warunkiem, że zapowiada się dobra pogoda, i że Horská služba nie donosi o zagrożeniu lawinami.

Ponieważ jeden dzień to niewiele, wstaję zawsze bez ociągania, żeby znaleźć się przy dolnej stacji wyciągów na Paseky (Starý dvor, 620 m), gdy tylko ruszają krzesełka. Korzystając z nich, już po paru minutach mogę podziwiać czub Wielkiego Rozsutca (1610 m) spod schroniska Chata na Grúni (970 m). Ba, mogę sobie zaoszczędzić jeszcze 256 m podejścia, używając działającego przy chacie orczyka. Dalej nie ma rady – zakładam foki i maszeruję na nartach. Podejście zaczyna się u dołu polany, która wąskim pasem wcina się w las na bardzo stromym grzbiecie. Tych, którzy pójdą w moje ślady ostrzegam więc lojalnie – nie będzie łatwo. Ułatwiam sobie życie, podchodząc niespiesznie zakosami. A po przekroczeniu górnej granicy lasu uwagę skupiam na postrzępionej grani pobliskiego Rozsutca. Ten widok dodaje mi skrzydeł.

Po pokonaniu niespełna 240 m różnicy poziomów wychodzę na główny grzbiet Krywańskiej Mały Fatry, na niezbyt wybitny Poludňový Grúň (1460 m). Zatrzymuję się tam zawsze na dłuższą chwilę, by podziwiać skalisty Rozsutec (1610 m), który wygląda jakby go Słowacy pożyczyli z Dolomitów i kontrastujący z nim bo pozbawiony skał kopiasty Stoh (1608 m). Niesamowity widok. Jestem pewien, że każdemu wynagrodzi trudy podejścia.

Wąską granią, wijącą się w kierunku południowo zachodnim wędruję przez Steny na Hromové (1636 m). Po drodze jest wprawdzie kilka wierzchołków, ale ponieważ przewyższenia między nimi są niewielkie, można nie zdejmować fok. Trasę wytyczają niebieskie tablice w kształcie rombów z numerem „1” oraz drewniane tyczki. Bardzo pomocne w razie mgły. Ponadto trzymając się ich nie schodzę zanadto z linii grani, co może być niebezpieczne jeśli są na niej duże nawisy. Sygnałem niebezpieczeństwa, którego nie wolno pod żadnym pozorem zignorować są głuche tąpnięcia. Jeśli nie daj Boże słychać taki pomruk, to znak, że zeszliśmy na zawietrzną i zbliżamy się do krawędzi nawisu. By nie runąć z nim w dół, trzeba natychmiast wrócić na nawietrzną i iść trawersem, skłonem stoku. Ze względu na ukształtowanie terenu, nawisów należy się spodziewać raczej od strony zachodniej czyli nad doliną Vratnej. Wschodni stok jest zazwyczaj bezpieczniejszy.

Między Hromovém, a Chlebem (1647 m) jest nieco głębsze siodło, więc żeby foki nie przeszkadzały przy zjeździe (hamują poślizg) zdejmuję je. A podczas zjazdów staram się nie zawadzać o kalafiory, w jakie wiatr i mróz zamieniają kępy traw. Bywają tak twarde, że potrafią uruchomić bezpieczniki wiązań. Przypinanie nart, zwłaszcza na zmrożonym stoku i w wietrzny dzień, nie jest operacją ani łatwą ani przyjemną.

Przy ładnej pogodzie cała trasa jest niezwykle widokowa. Na wschodzie rysują się łańcuchy Tatr i Niżnych Tatr, a na północy Beskidy, w których każdy rozpozna z łatwością kopułę Pilska i rozłożysty masyw Babiej Góry.

Z wierzchołka Chleba mogę zjechać trzymając się oznaczeń w kierunku zachodnim, bezpośrednio na Snilovské sedlo (1520 m). Zazwyczaj jednak kieruję się za drewnianymi tyczkami bez niebieskich oznaczeń bardziej na południowy zachód – do Chaty pod Chlebom (1423 m). Lubię tam odpoczywać patrząc na Wielki Fatranski Krywań i wznoszące się na południu za głęboką doliną Wagu pasmo Wielkiej Fatry. W schronisku panują dość spartańskie warunki, ale to tylko dodaje romantyzmu postojowi, zaś serwowana na gorąco domača klobasa (zaprawiona papryką), po wysiłku smakuje bosko.

W pół godziny, łagodnie wznoszącą się drogą letniego szlaku, wychodzę potem bez większego wysiłku na Snilovské sedlo. Na przełęczy trzeba podjąć decyzję. Przy niewielkiej wprawie w posługiwaniu się nartami tourowymi radzę pomachać górom na pożegnanie i zjechać do Vrátnej gondolką. Jeśli ktoś na trasach radzi sobie nieźle, ale brak mu wprawy w jeździe off-pist, może wykorzystać jedną z tutejszych nartostrad. Są tylko dwie, ale trzeba pamiętać, że obie czarne, w systemie Vrátnej najtrudniejsze. Wąskie i strome. Oznaczona numerem „1” ma 2 km długości i 750 m różnicy poziomów. „2”, w dolnych partiach sklasyfikowana jako czerwona jest dłuższa (3,1 km), co przy podobnej różnicy poziomów (776 m), sprawia, że jest łagodniejsza. Zaawansowani narciarze mogą z powodzeniem zdobyć najwyższy szczyt pasma, Veľký Kriváň (1709 m) oddalając się nieco ku południowi od szlaku wyznaczonego niebieskimi rombami z numerami „4” i „6”, i dopiero tam zdecydować czy to już koniec wycieczki. Jeśli tak, to trzeba wracać na przełęcz, zjeżdżając szerokim, łagodnym stokiem. Tego zaś, komu czasu, zapału, umiejętności i kondycji nie brakuje, trzymając się tablic z numerem „4” zjedzie w dolinę. Przez Pekelnik (1609 m), Bublen (1510 m; tam „6” odchodzi na zachód), Kraviarske (1360 m), a wreszcie przez las, aż do szosy, nieco poniżej dolnej stacji gondolki. Kursują stamtąd autobusy przez Starý dvor do Terchovej, ale jeśli trzeba byłoby długo czekać, to trzymając się pobocza w jakieś 20 minut zsuniemy się do Starego dvoru.

Niedziela
Lubię ją spędzać klasycznie, jeżdżąc na nartach na Pasekach lub pod Chlebom. Choć gdy zrezygnowałem kiedyś z nart i wybrałem się tropami janosikowej legendy, wcale tego nie żałowałem. Słynny zbójnik jest postacią historyczną. A urodził się właśnie tutaj, w Terchovej, w 1688 roku. Nazywał się Juraj Jánošík i był synem sołtysa. Co go skłoniło do zbójowania? Pewności nie ma. Może kawalerska fantazja, może uciekał przed wcieleniem do cesarskiej armii albo obawiał się kary za dezercję z jej szeregów. Tak czy siak, jego obrosłe legendami wcielenie, upamiętnia lśniący w słońcu, stalowy pomnik nad Terchovą.

Plac u stóp monumentu jest miejscem najważniejszych miejscowych wydarzeń. Najbardziej bodaj spektakularnym wśród nich są wyścigi góralskich furmanek – preteky gazdovských koní. Emocjonujące i dynamiczne widowisko. Konie rżą, baty świszczą w powietrzu dla dodania zwierzętom animuszu, a spod płóz pryska śnieg. Nie brakuje góralskiej muzyki w tle, jadła, napitków i wyrobów rzemieślniczych oraz tradycyjnych produktów spożywczych na straganach. Festyn pełną gębą i do tego organizowany zwykle trzy razy w sezonie, w styczniu, lutym i na początku marca.

Cóż jednak robić, jeśli w Małą Fatrę wybierzecie się w tygodniu bez wyścigów? Przed południem najlepiej pójść na spacer do Jánošíkových Dier. Dolnej części skalnego wąwozu, którym spływa rwący potok spod siodła pod Małym i Wielkim Rozsutcem. Zimą tylko ten fragment jest czynny, bo wyżej są kładki i drabinki. Latem umożliwiają swobodne przejście, ale zimą gdy pokryje je lód robią się zbyt niebezpieczne. Emocji i estetycznych doznań w dolnych partiach też nie brakuje, gdyż kaskady jakimi potok opada z kamiennych progów i girlandy sopli na skałach tworzą niezwykłą scenerię. Pytanie czy Janosik ukrywał tu skarby, pozostawię jako retoryczne, bez odpowiedzi. Prawdopodobne jest natomiast, że ukrywał tu siebie i swoich kompanów, bo w trudnym terenie łatwo się było ukryć, ewentualnie skutecznie bronić przed żołnierzami. Wejście do wąwozu znajduje się w przysiółku Biely Potok. W miejscu zwanym Ostrvné trzeba zawrócić.

Nawet jeśli na podziwianie zimowej szaty wąwozu poświęcimy sporo czasu, popołudnie i tak zostanie wolne. Można byłoby tropami janosikowej legendy udać się do Liptowskiego Mikulaszu, miasteczka, w którym zbójnik zakończył życie w 1713 roku. Królewski sąd skazał go tam na śmierć. Okrutny wyrok wykonano na pagórku za miastem, wieszając zbójnika na haku za poślednie ziobro. Ale to dość daleko.

Lepiej więc wybrać się do Żyliny zaglądając po drodze do zamku w Strečnie. Wznosi się na zachodnim brzegu Wagu na opadającej pionowo ku rzece skale. Lubię patrzeć na jego mury i przypominać sobie sceny z filmu „Ostatni Smok”, w którym Sean Connery użyczył swojego głosu złocistej bestii (tytuł oryginału Dragon Heart). Pod zamkiem działa ostatnia już zapewne na Słowacji przeprawa. Również w zimie – od świtu do zmierzchu. Na prom zabierani są i ludzie i samochody, a flisacy opowiadają historię przeprawy i zamku. Co do Janosika, to jestem pewien, że zamek omijał, bo choć tradycja chce by był bohaterem bez skazy, to prawda jest taka, że jeśli kogoś łupił to biednych. Łatwiej było ich przecież grabić niż bogatych, zwłaszcza siedzących za zamkowymi murami. To oczywiście dygresja, której dzieciom nie powtarzajcie. Niech wierzą póki mogą w bajki, one sugestywniej przemawiają do wyobraźni.

Janosik nie miał wprawdzie wiele wspólnego z malowniczym miastem jakim jest Żylina, ale rynek otaczają pięknie odrestaurowane kamieniczki. A na ścianie jednej z nich, zawieszone są dzwonki kowalskiej roboty. Wygrywają wdzięczną melodię. Gdy jej słucham, mam wrażenie że przenoszę się w czasy, gdy w okolicznych górach rzeczywiście grasowali zbójnicy, a po rynku przechadzali się opaśli kupcy. Mieszczki zaś, odziane w obfite suknie plotkowały o Janosiku. Jestem tego pewien.

INFO
Ośrodek narciarski w Krywańskiej Małej Fatrze należy do największych na Słowacji. Vrátna Free Time Zone oferuje 14 km tras zjazdowych, biegacze mają 22 km torów w dolinie, a na grzbietach wytyczono 19 km szlaków dla miłośników skitouringu. Na stronach ośrodka znajdziemy aktualne ceny karnetów, informacje o pogodzie i warunkach śniegowych (www.zima.vratna.sk). Komunikaty o zagrożeniu lawinami podaje systematycznie Horská služba – odpowiednik naszego TOPR / GOPR (www.hzs.sk w zakładce „Predpoveď počasia pre hory”). Krywańska Mała Fatra ma status parku narodowego (www.npmalafatra.sk).

Jeśli chodzi o tourowy sprzęt to znajdziemy go z pewnością w jednej z kilku wypożyczalni działających przy dolnej stacji krzesełek we Vrátnej-Pasekach (cenniki i telefony, można się upewnić, a nawet zarezerwować sprzęt, np.: www.raw-vratna.sk; www.vratna.net). Warto rozważyć wycieczkę z przewodnikiem. Usługi podczas tourowych eskapad oferują m.in.: FatraSki-Radovan Chovancik, czy Dano Pokorný ze Sport Academy Vrátna. Przewodników polecą także gospodarze największych hoteli: „Boboty” (www.hotelboboty.sk), „Diery” (www.hotel-diery.sk) oraz pracownicy Informacji Turystycznej w Terchovej (Turistická informačná kancelária – ZTT Terchová; www.ztt.sk). Z przewodnikiem nauczymy się rozpoznawać rodzaje śniegu i zimowe niebezpieczeństwa gór. Koszt 1-dniowej wycieczki dla 2 osób kształtuje się na poziomie 50 euro (2013/2014), a wypożyczenie skitourowego sprzętu – 15 euro dziennie (2013/2014).

Kluczową miejscowością Vrátnej jest Terchová z bogatą bazą noclegową i dobrą komunikacją. Wprawdzie to właśnie tam w górnych partiach doliny, po ulewnych deszczach w lecie 2014, zniszczona została doszczętnie szosa, a kamienno-błotna lawina zasypała dolną stację gondolowej kolejki, ale natychmiast podjęto naprawy i gospodarze klną się honorem, że zimą wszystko będzie działać sprawnie.

Do najważniejszych imprez w regionie należą wspomniane preteky gazdovských koní. Dokładne terminy podawane są każdego roku na stronach Terchovej (www.terchova.info).

Miłośnikom termalnych kąpielisk zwracam uwagę, że do wyboru mają 3 możliwości: Kúpele Rajecké Teplice w odległości 44 km od Terchovej (www.spa.sk), Aquarelax Dolny Kubín – 30 (www.aquakubin.eu), a Thermalpark Bešeňová – 56 (www.baseny.besenova.aquapark.sk).

Zwolennikom bardziej spartańskich, ale stricte górskich klimatów polecam noclegi w jednym ze wspomnianych schronisk: Chata na Grúni (www.chatanagruni.sk), Chata pod Chlebom (www.chatachleb.sk). Pierwsze jest skromnym więc niedrogim, ale przepięknie położonym pensjonatem. Drugie stało się w ostatnich latach główną bazą organizowanych każdego roku w Małej Fatrze imprez narciarskich dla miłośników rzadziej uprawianych form narciarstwa – skitouringu i telemarku.

Tekst (w skróconej wersji) był publikowany na łamach magazynu „Witaj w Podróży” zimą 2014/2015, pt.: Mała Fatra – wielka przygoda.