Nad wielkim Jeziorem Paravani

Jezioro Paravani jest największym akwenem gruzińskiego interioru. Otoczone łagodnymi, acz sięgającymi 3 tys. m wysokości pasmami Gór Samsarskich i Dżawacheckich rozlewa się na rozległym płaskowyżu, na wysokości 2073 m.

Obniżenie między wspomnianymi pasmami wypełnia jeszcze kilka innych akwenów, m.in. Jezioro Saghama. Na morenie miedzy nim a Paravani rozsiadła się wieś Gandzani. Podobnie jak w niemal całej prowincji Samtskhe-Javakheti (Meskheti; w polskiej transliteracji: Samcche-Dżawachetia), mieszkają w niej Ormianie. Na południowym skraju wsi znajduje się przyjemna restauracja (a wkrótce także Guest House), prowadzony przez przedsiębiorczego Ormianina z rodziną – „Family Corner”.

Z gospodarzami pensjonatu „Family Corner”, fot. Paweł Wroński

Niezwykle ważnym obiektem gruzińskiej kultury i pamiątką dziejów regionu i kraju jest XI-wieczna cerkiew w Poka, wzniesiona na miejscu świątyni, w której zgodnie z tradycją miała się zatrzymać św. Nina Oświecicielka Gruzji zaraz po przybyciu na ziemię Kartlów, jak mówią o sobie – zgodnie z odwiecznym obyczajem – Gruzini. Niewielki klasztor zamieszkuje obecnie 7 sióstr (post na ten temat w niniejszym archiwum zatytułowałem „Poka – przystanek św. Niny”: www.pawelwronski.blog).

XI-wieczna cerkiew przy monastyrze w Poka nad Jeziorem Paravani, fot. Paweł Wroński

Wróćmy jednak do Ormian, którzy tu żyją, a przybyli z Turcji. Ich rodzinne dziedziny padały wielokrotnie łupem ekspansywnych sąsiadów:  Persów, Seldżuków, egipskich Mameluków, Mongołów, Arabów, a wreszcie Turków  Osmańskich. Sytuację komplikował zawsze fakt, że Ormianie jako pierwsi przyjęli chrześcijaństwo (już w 317 roku), i wiernie trwają przy tej wierze do dziś. Zdobywcy zaś, byli innowiercami. Brzemienny w skutki okazał się rok 1639, w którym doszło do rozbioru Armenii. Zachodnią część zajęli Turcy, wschodnią zaś Persowie. W 1828 roku Rosjanie odebrali Persom ich łup. W konsekwencji losy wschodnich Ormian i Gruzinów splotły się ze sobą, a więzi umacniały najpierw pod rządami carskimi, później – komunistyczni. Kres temu kilkusetletniemu okresowi niedoli położył dopiero rozpad Związku Radzieckiego, czyli sławetna pieriestrojka.

Jezioro Saghamo na Płaskowyżu Dżawacheckim, fot. Paweł Wroński

Na ziemiach tureckich, gdzie w okresach kryzysów dochodzą do głosu ortodoksyjni islamiści, sytuacja Ormian pogorszyła się za panowania ostatnich Osmanów. Po obaleniu sułtanatu prześladowania drastycznie się nasiliły, prowadząc w latach 1915-1916, a więc pod rządami tzw. młodoturków, do pierwszego w dziejach XX wieku ludobójstwa. W wyniku bezwzględnej akcji eksterminacyjnej zginęło wówczas na ziemiach tureckich ok. 1,5 mln Ormian (z 2,1 mln. tam żyjących w 1912 roku). Czuły na prawa człowieka świat zachodni przełknął kwestię owego holocaustu gładko, bo – ze względów geopolitycznych i militarnych – wyżej aniżeli interesy jakiejkolwiek mniejszości, cenił sobie sojusz z Turcją. Winston Churchill podsumował rzecz lakonicznie: „Ropa Mosulu była ważniejsza od krwi Ormian”. Zarówno w XIX wieku jak i w pierwszej ćwierci XX, ormiańscy imigranci zaznali gościny na gruzińskiej ziemi, i po dziś dzień zamieszkują Meskhetię.

 

Stolicą Samtskhe-Javakheti (Meskheti) jest Akhalkalaki, miasto oddalone od zwornika współczesnych granic z Turcją i Armenią około 60 km w linii prostej. Niemal 95% jego populacji stanowią Ormianie. Miasto liczy 8,3 tys. mieszkańców. Prowincję zamieszkuje dziś (wg danych z 2014 roku), niespełna 70 tys. osób.

 

W okresie osmańskiego panowania na dzisiejszym pograniczu Gruzji z Turcją i Armenią pojawili się tureccy osadnicy. Kres ich bytności na terenach Adżarii i Javakheti położył Józef Stalin, deportując w 1944 roku mniejszość określaną mianem Turków Meskheckich do… Uzbekistanu.

Ślady przeszłości zachowały się jednak w obyczajowości mieszkańców prowincji, np. w kuchni, gdzie wpływy tureckie i ormiańskie są wyraźnie widoczne.

Kojarzona z Adżarią wersja chaczapuri jest także typowym daniem kuchni armeńskiej; do tego – oczywiście – kawa po turecku, fot. Paweł Wroński

Artykuły – dla kontrastu – o standardowych atrakcjach Gruzjiwww.mygeotrip.com
Losy Ormian w Turcji – eksterminacjawww.opoka.org.pl


10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, pożyczonym dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).
Nad Jeziorem Paravani, fot. Paweł Wroński

Reklamy

Poka – przystanek św. Niny

Jak głosi tradycja, św. Nina – oświecicielka nazywana też równą apostołom, patronka Gruzji, nakłoniła do przyjęcia chrztu Miriana III, władcę Kartlii – najpotężniejszego z proto-gruzińskich królestw.

Nastąpiło to w 337 roku. Wydarzenie opisano w kronice zatytułowanej Moktseva Kartlisa (w polskiej transliteracji: Mokcewaj Kartlisajgruz.: მოქცევაჲ ქართლისაჲ, czyli Nawrócenie Kartlii), najstarszym zachowanym zabytku gruzińskiego piśmiennictwa.

Poka. Na ikonie wykonanej techniką emalii widoczna jest w środkowej kwaterze postać św. Niny, fot. Paweł Wroński

Wiele legend wraca do tamtych czasów. W niektórych Nina pochodziła z Kapadocji i była niewolnicą na królewskim dworze w Mtskhecie, w innych wywodziła się z arystokratycznego rodu i była spokrewniona z patriarchą Jerozolimy.

Niezależnie jednak od hagiograficznej wersji biografii, gorliwie wyznawała chrześcijaństwo i miała moc uzdrawiania. Na znak wiary związała puklem własnych włosów dwie gałązki winorośli, czyniąc z nich krzyż, który stał się jej atrybutem po kanonizacji.

Krzyż św. Niny przechowywany jest z największym pietyzmem w srebrnym relikwiarzu, ozdobionym scenami z jej żywota, w katedrze Sioni w Tbilisi. Motyw krzyża św. Niny jest bardzo popularny i spotyka się go w całym kraju. Jest przy tym łatwy do rozpoznania, bo gałązki winorośli są wiotkie, więc gdy obsychały, ramiona krzyża opadły. Gruzinom to nie przeszkadzało. Przeciwnie, uznali znak za cudowne nawiązanie do słów Chrystusa: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia.”.

 

Święta Nina urodziła się ok. 268 roku, zmarła w 335. Gruzini wymawiają jej imię: Nino (წმინდა ნინო). Autokefaliczny kościół gruziński obdarza Ninę przydomkami Oświecicielki Gruzji, bądź Równej Apostołom. Do panteonu świętych zaliczają ją kościoły: rzymskokatolicki, prawosławny i ormiański.

 

Również w każdej z wersji legendy powtarza się, że pierwszym miejscem do jakiego dotarła św. Nina na ziemiach Kartlów, był niewielki klasztor w Poka, na południowo wschodnim brzegu Jeziora Paravani, na Płaskowyżu Dżawacheckim. Akwen rozlewa się wśród wygasłych przed tysiącleciami wulkanów. Rysują się w pejzażu łagodnymi wałami grzbietów, tworząc najwyższe na terenie Gruzji pasma Małego Kaukazu – Góry Samsarskie i Dżawacheckie. Sięgają 3 tys. m wysokości. Jezioro leży na wysokości 2073 m.

Jezioro Paravani, w tle Didi Abuli (3300 m), fot. Paweł Wroński

Jak w każdej legendzie i w tej zawarte są wątki podbudowujące wiarygodność narracji. Wprawdzie winorośli się już tutaj nie uprawia, ale przed wiekami było inaczej. Nie Kachetia, ale pogranicze dzisiejszej Armenii i Gruzji słynęło z wyrobu wina. Ba, co więcej, ten właśnie rejon jest kolebką światowego winiarstwa o czym świadczą znaleziska archeologiczne w Shulaveri (w polskiej transliteracji: Szulaweri, od 1925 roku miejscowość znana jest jako Shaumiani; stanowisko Gadachrili Gora i inne), zaledwie 30 km na południe od Tbilisi – najstarsze z odkrytych na świecie artefakty i sadzonki datowane na 6 tysiąclecie przed Chrystusem. Przybycie z Armenii i głęboka wiara Niny (ponoć współcześni nadali jej miano Christiana co znaczy chrześcijanką; stąd wywodzą się zresztą znane i u nas imiona Krystiana oraz Krystian), są również wiarygodne, bo południowi sąsiedzi Kartlów przyjęli nową wiarę jako pierwsi w cesarstwie rzymskim, i to dwie dekady wcześniej, w 317 roku.

Przyklasztorna cerkiew w Poka wzniesiona w XI wieku, ponoć na miejscu starszej budowli, fot. Paweł Wroński

Klasztor wciąż funkcjonuje nad jeziorem. Wprawdzie należąca do niego cerkiew powstała w XI stuleciu, ale zgodnie z tradycją, stoi na miejscu dawniejszej, związanej ściśle z kultem św. Niny. Opiekują się nią mieszkające w klasztorze siostry. Jest ich tylko siedem, ale czas między modlitwami, wypełniają skrzętnie pracą. Wytwarzają spożywcze przetwory: konfitury, czekoladę, nalewki i artystyczne przedmioty: pięknie zdobioną ceramikę i emalie, drobne dewocjonalia i biżuterię. Należą do nich stada bydła i owiec, więc produkują sery. Robią też słodkie wypieki z czystych biologicznie miejscowych produktów. Jak we wszystkich klasztorach prawosławnych, własnoręcznie wytwarzają z wosku świece. Część w oryginalnych fasonach i w różnych rozmiarach. Ponadto, ponieważ okolice zamieszkują potomkowie ormiańskich osadników, siostry wspomagają krajowy system szkolny, prowadząc dla dzieci dodatkowe lekcje gruzińskiego, angielskiego, literatury i geografii.


Monastyr św. Niny w Poka: www.phokanunnery.ge

 

Miejscowość Poka dzieli 28 km od miasta Ninotsminda i 128 km od Tbilisi. Każdego roku, w dniu 1 czerwca, uroczyście celebruje się tam przybycie św. Niny na ziemię gruzińską. 14/27 stycznia w kościele prawosławnym obchodzi się dzień imienia świętej, zaś miejsce jej spoczynku – Bodbe w Kachetii, jest jednym z najpopularniejszych w Gruzji celów pielgrzymek (zgodnie z tradycją – Miriam III ufundował nad grobem świętej, funkcjonujący do dziś monastyr św. Grzegorza, któremu po dewastacji w epoce komunistycznej przywrócono świetność na początku XXI wieku).

 

Proces chrystianizacji Gruzji i rola św. Nino opisane są w portalu: www.concordtravel.ge

Dodatkiem do wpisu niech będzie Kontakion św. Nino, w wykonaniu gruzińskiego chóru; dyryguje Nana Peradze (kontakion to hymn liturgiczny, jedna z najstarszych form tego typu pieśni, znana i powszechnie używana już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa).


10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, pożyczonym dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).
U wrót kamieniołomu w rejonie Jez. Paravani, fot. Paweł Wroński

Podróż do wnętrza Gruzji

Skały opowiadają o powstaniu i zasobach Ziemi. W kamieniołomie na północno wschodnim brzegu Jeziora Paravani, niezwykle barwnie! 

Miedź, rudy żelaza i aluminium, piryty, baryt – to tylko niektóre ze skarbów ukrytych w skałach Małego Kaukazu, fot. Paweł Wroński

Kolory skał w kamieniołomie są efektowną oznaką bogactwa minerałów występujących na  rozległym, ukształtowanym w wyniku działalności wulkanicznej Płaskowyżu Dżawacheckim (gruz.: ჯავახეთის პლატო), w Meschetii, prowincji zwanej oficjalnie: Samtskhe-Javakheti* (gruz.: სამცხე-ჯავახეთი), potocznie zaś, z racji solidnych zim – gruzińską Syberią.

U wrót kamieniołomu, czyli w bramie do geologicznych fundamentów Gruzji, fot. Paweł Wroński

Nieopodal rozlewa się największe jezioro Gruzji – Tba Paravani. Otoczenie tworzą łagodnie zarysowane szczyty Małego Kaukazu, a wśród nich, po zachodniej stronie akwenu piętrzy się jeden z wielu tutejszych, wygasłych przed wiekami wulkanów, Mta Didi Abuli (gruz.: დიდი აბული; 3300 m), najwyższy szczyt Małego Kaukazu w granicach Gruzji (najwyższy w ogóle – Giamysz wznosi się w paśmie Murowdag w Azerbejdżanie; liczy 3724 m wysokości).

Jezioro Paravani i dawno wygasłe wulkany w jego otoczeniu, fot. Paweł Wroński

Jeziora: Paravani (Tba Paravani, gruz.: ფარავნის ტბა) oraz usytuowane bardziej na południe i mniejsze Jezioro Saghamo (Tba Saghamo, inaczej: Ozero Tuman-Gël, gruz.: საღამოს ტბა), oddzielają pasma Gór Samsarskich i Dżawacheckich.

Nad Jeziorem Paravani (2073 m); w tle Mta Didi Abuli (3300 m), fot. Paweł Wroński

Tba Saghamo rozlewa się na wysokości 1997 m, ma 4,8 km2 powierzchni i jest płytkie – głębokość dochodzi zaledwie do 2,3 m. Tba Paravani leży na wysokości 2073 m. Powierzchnia akwenu liczy 37,5 km2, ale jego głębokość jest również niewielka – do 3,3 m.


10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, pożyczonym dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).


* nazwy podane w angielskiej transkrypcji fonetycznej mają też obowiązującą polską transliterację (w praktyce mało użyteczną), korzystając z tej konwencji nazwę prowincji zapisujemy ‘po polsku’: Samcche-Dżawachetia

Stoki Gór Dżawacheckich – na wschód od Jeziora Paravani, fot. Paweł Wroński

 

5 x Gruzja, czyli narty na Kaukazie

Gudauri, Bakuriani, Goderdżi, Hatsvali i Tetnuldi – oto pięć gruzińskich ośrodków narciarskich. Trzy z nich zorganizowane są w Wysokim, a dwa w Małym Kaukazie. We wszystkich nie ma się co martwić o śnieg, ponieważ nawet Mały Kaukaz to wielkie góry, sięgające 3 tysięcy metrów wysokości.

Nad podziw szybko posuwają się w nich zimowe inwestycje. Jeszcze nie tak dawno w najszerzej znanym Gudauri było zaledwie 15 km urządzonych tras. Dziś jest 57 km, a licząc z nieratrakowanymi, a łatwo dostępnymi z zainstalowanych w ośrodku wyciągów – ponad 70 km. Inna rzecz, że największy gruziński ośrodek to póki co jedynie kompleks hoteli i wyciągów. Z drugiej jednak strony wokół rozciągają się nieograniczone niemal tereny wymarzone wprost do jazdy off-pist oraz skitouringu i paraglaidingu – również zimowego. Nieograniczone – rzecz jasna – pod względem rozległości terenu, bo zagrożenie lawinowe może zniweczyć śmiałe plany. Nie wolno o tym zapominać. Jednak narciarze z różnych krajów takie właśnie sportowe, może nawet ekstremalne oblicze ośrodka cenią najwyżej.

W Gudauri jeździ się najwyżej
Trasy w Gudauri poprowadzono na wysokości 2000-3250 m, a najdłuższa z nich jest 7-kilometrowa. Gruzini muszą lubić tę liczbę, ponieważ w Bakuriani i Goderdżi najdłuższe trasy mają także długość 7 km. Najdłuższą trasą szczyci się otwarte w 2015 roku Tetnuldi – 9,5 km. Ten ośrodek stanowi chyba najpoważniejszą w tej chwili konkurencję dla Gudauri. Urządzono go w Swanetii, na stokach potężnego szczytu o takiej nazwie i wysokości 4858 m, piętrzącego się w okolicach Mestii. O tym miasteczku, które jako centrum turystyczne rozwija się dynamicznie zaledwie od dekady, przybysze z zagranicy mówią – ze słabnącym przekąsem, za to coraz głośniej – gruzińskie Chamonix [!]. Mestia położona jest bowiem u stóp uchodzącej za najpiękniejszą na Kaukazie Uszby. Szybko się rozrasta i unowocześnia, ponieważ musi je odwiedzić każdy kto zmierza do słynnego Uszguli (położonej na Kaukazie najwyżej zamieszkałej wioski, w której istnieją i są wciąż używane średniowieczne wieże mieszkalne). Innej drogi po prostu nie ma.

W Tetnuldi niewiele niżej
Tetnuldi oferuje 25 km ratrakowanych tras, poprowadzonych na niemniej atrakcyjnej niż w Gudauri wysokości, to znaczy 2265-3165 m. Walory Mestii jako centrum sportów zimowych podnosi także sąsiedztwo drugiego ośrodka – Hatsvali. Jest tam co prawda tylko 6 km tras urządzonych na wysokości 1865-2347 m, ale w związku z niższym położeniem mają odmienny charakter. Oba kompleksy dzieli dystans 15 km. Z Hatsvali do Mestii jest zaledwie 8 km, a z Tetnuldi – 15 km. Z najwyższego punktu, na który można dotrzeć wyciągami w Hatsvali roztacza się wspaniała panorama z dwuwierzchołkową Uszbą, piramidalnym Tetnuldi i innymi kaukaskimi gigantami, którą podziwia się ze wyniesionej tam restauracji.

Dla osób, które poza białym szaleństwem chciałyby posmakować gruzińskiej kultury, Mestia z dwoma mniejszymi ośrodkami może być nawet atrakcyjniejsza niż Gudauri. Wspomnieć wystarczy interesujące muzeum prezentujące kulturę Swanetii, regionu dość szczególnego, bo przez wieki niemal całkowicie odizolowanego od świata. Kolekcja lokalnych ikon, czy zbiór misternie zdobionych przedmiotów codziennego użytkowych są naprawdę imponujące. Lokale gastronomiczne mają europejski sznyt, choć serwują przede wszystkim tradycyjne dania i gruzińskie wina. W osiedlach rozrzuconych po okolicy sterczą wieże mieszkalne takie same jak w Uszguli, tyle że mniej romantycznie bo otaczają je nowe budynki.

Bliżej Kuatisi – bliżej Tbilisi
Znaczącą rolę przy wyborze miejsca odgrywają w Gruzji prozaiczne względy. Jeżeli lecimy samolotem Wizz Air, wylądujemy w Kutaisi, a stamtąd bliżej do Mestii i jej stacji narciarskich (od 210 km do Hatsvali do 225 km do Tetnuldi), niż przez Tbilisi do Gudauri (łącznie 300 km, w tym Gruzińską drogą wojenną z Tbilisi do celu – 120 km). Jeśli skorzystamy z połączeń LOT-u, którego samoloty lądują w Tbilisi, logiczniejszym wydaje się wybór Gudauri. Przejazdy, ze względu na stan dróg, nie są łatwe. Przejażdżka w tę i z powrotem z Gudauri do Tbilisi, to 240 km (120 w jedną stronę). Praktycznie więc, zajmie cały, krótki przecież zimowy dzień. Na miejscu, oferta après-ski – jak na razie – jest dość skromna. A decyzji co do miejsca, w którym spędzimy zimowy urlop w Gruzji nie będzie łatwo zmienić.

Zdrowy środek
Bakuriani można nazwać z powodzeniem „ośrodkiem środka” – złotego środka. Zarówno bowiem z Tbilisi jak z Kutaisi nie jest doń zbyt daleko. Odpowiednio – 184 i 160 km. Kolejki i wyciągi obsługują tam 16 km tras poprowadzonych na wysokości 1626-2269 m, a więc takiej – jak zwykli podkreślać Austriacy – że jest najkorzystniejsza dla zdrowia. Atutem ośrodka, i to w sferze zdrowotnej jest także sąsiedztwo Bordżomi, kurortu ze źródłami cenionych na świecie wód mineralnych, pijalnią i innymi – historycznymi oraz nowoczesnymi urządzeniami zdrojowymi.

Z nart nad morze
Goderdżi znalazło się na końcu listy, nie dlatego, że jest najgorsze. Jest najmłodsze, ośrodek otwarto w grudniu 2015 roku. Oferuje 13 km ratrakowanych tras na wysokości 1700-2390 m, a więc bardzo podobnie do Bakuriani. Otaczają go rozległe, raczej łagodne stoki Małego Kaukazu ciągnącego się na tureckim pograniczu, jakby stworzone do uprawiania freeride’u bądź górskich wędrówek na nartach tourowych. Goderdżi stanowi przy tym egzotyczną konkurencję dla francuskiej Isoli 2000. Stamtąd do Nicei, nad Adriatyk, jest zaledwie 100 km. Dokładnie tyle co z Goderdżi do Batumi nad Morzem Czarnym! Niedaleko znajdują się: słynne skalne miasto Vardzia i prastara twierdza Khertsivi w dolinie rzeki Mtkvari oraz tzw. zamki cyklopów – tajemnicze budowle megalityczne z poukładanych bez żadnej zaprawy bazaltowych bloków, które znajdziemy koło Akhalkalaki. Goderdżi warto wziąć pod uwagę przede wszystkim korzystając z lotów liniami Wizz Air. Leży bowiem 260 km od Kutaisi, a 490 km od Tbilisi.

Sezon długi i dłuższy
Ostatnią istotną zmienną jest długość sezonu zimowego. W Gudauri trwa on od pierwszej dekady grudnia niemal do końca kwietnia. W pozostałych czterech jest krótszy – zaczyna się dopiero pod koniec grudnia, a kończy w ostatnich dniach marca. Na ustabilizowanie śniegów pod kątem wypraw skialpinistycznych trzeba czekać jak w Alpach – do wiosny!


gruzja-narciarska_logoOpisy i porównanie gruzińskich ośrodków narciarskich z adresami zakwaterowania i pożytecznymi linkami: www.snow.ge

Portale ośrodków narciarskich w Gruzji
Gudauri: www.gudauri.info
Tetnuldi: www.tetnuldi.com oraz, pod kątem wypraw skitourowych: www.svanetibackcountry.com
Hatsvali: www.georgia.travel
Bakuriani: www.bakuriani.ge
Goderdżi: www.goderdzi.com


Dostępny na Youtube film przygotowany przez BBC zatytułowany „Skiers return to Georgia” z 2013 roku w sferze infrastruktury jest już dziś niczym więcej jak dokumentem z przeszłości. Pokazuje jednak piękno Kaukazu w rejonie Gudauri i jazdę off-pist po przelocie helikopterem (Heli-skiing).

Najwięcej filmów dotyczy Gudauri, ale coraz więcej zamieszczają też Youtuberzy z Tetnuldi i Goderdżi, zwłaszcza snowboarderzy.