Na Rozsutec bladym świtem

Wycieczka w najatrakcyjniejszy masyw Krywańskiej Małej Fatry miała być wyjściem na wschód słońca. Pomijając drobny fakt, że zaspałem (latka lecą), zachmurzenie zniweczyło ten zamysł.

Mimo wszystko, późniejsze wyjście wyszło nam na dobre. Mieliśmy bowiem fantastyczny spektakl chmur na niebie, zdobyliśmy tego dnia wierzchołek jako pierwsi i cieszyliśmy się widokami nie dzieląc szczupłego miejsca z charakterystycznym dla letniego sezonu, tłumem, nie mówiąc już o tym, że w porannym chłodzie 1000 m różnicy poziomów (między Domem HS, a szczytem), pokonaliśmy ze znacznie mniejszym wysiłkiem niż w poprzednich dniach podejścia rzędu 200-400 m.


Wycieczkę poprowadziłem w ramach obozu, zorganizowanego w Małej Fatrze przez „MOW Travel Monika Węgrzyn” w sierpniu 2017. Start 4:30, na Vel’kym Rozsutcu 7:45, Penzion Stárek w Štefanovej 12:30 (uczestnicy w wieku 11-13 lat).

Reklamy

Jak to z tetrapodem było

Ślady tetrapoda – praprzodka stworzeń lądowych, odkryte w pierwszej dekadzie naszego stulecia w kamieniołomie na Zachełmiu w Górach Świętokrzyskich, spowodowały rewolucję w poglądach paleontologów na historię życia gatunków lądowych na Ziemi.

Dzieje istot lądowych wydłużyły się o blisko 20 milionów lat, trzeba było opracować nowy scenariusz wydarzeń u zarania ich życia na Ziemi, zaś nieznanym wcześniej nikomu Zagnańskiem zaczęli się interesować paleontologowie z całego świata.

Zagłębienia na warstwie dolomitowych skał w kamieniołomie na Zachełmiu w Zagnańsku to właśnie ślady fascynującego stworzenia, nazwanego przez uczonych z grecka tetrapodem, czyli na czterech łapach, fot. Paweł Wroński

Jak wyglądał rzeczony tetrapod nie do końca wiadomo. Pozostaje więc szerokie pole dla wyobraźni, nie tylko uczonych. Z postawionego przed uczennicami V klasy szkoły podstawowej zadania, by tetrapoda przedstawić, dziewczęta wywiązały się… śpiewająco.

W portalu www.evolution.berkeley.edu, w artykule poświęconym tetrapodowi autorzy wyjaśniają zależności między współczesnymi zwierzętami lądowymi, a mieszkańcami prehistorycznych wód. Na zamieszczonym drzewie genealogicznym człowieka widać wyraźnie, że tetrapod stanowi ogniwo pośrednie między stworzeniami zamieszkującymi praocean, a lądowymi.

Wykonując zadania, bawiły się uczennice V klasy szkoły podstawowej. „Festiwal” był punktem programu zielonej szkoły. No bo jak inaczej aniżeli poprzez zabawę, przekazać 11-latkom trochę wiedzy z paleontologii?!

Na marginesie! Kwaterowaliśmy w przyjemnym pensjonacie Agroturystyka „Przy Szlaku” w Trzciance (www.agroprzyszlaku.pl). Polecamy!

Tetrapod (tetrapod Ichthyostega)
Najstarsze czworonożne zwierzę na świecie, które wyszło na ląd, przystosowane jeszcze do oddychania w wodzie. Prawdopodobnie nie było podobne do żadnej znanej dzisiaj istoty. Charakteryzowało się bowiem cechami pośrednimi między rybą, a płazem. Miało cztery kończyny kroczne zakończone 7 lub 8 palcami, a ciało pokryte rybią łuską.

Niewiarygodne, bo sprzed 395 milionów lat, a jednak prawdziwe ! Fot. Paweł Wroński

Odkrycie stało się głośne po opublikowaniu artykułu na temat śladów w Zachełmiu na łamach magazynu „Nature” w styczniu 2010 roku (www.tetrapod.net.pl).

Janosik vs Janošik – siuhaj a Juraj

Juraj Jánošík był postacią z realnego świata, zaś dzielny Janosik bohaterem pieśni i ludowych bajęd. W Terchovej Słowacy wystawili pomnik janosikowej wypadkowej.

U wylotu Vratnej, najpotężniejszej z dolin Krywańskiej Małej Fatry. Na krańcach wsi Terchovej, w której Juraj przyszedł na świat w 1688 roku. U Jánošov, w typowej dla owych czasów wielodzietnej rodzinie – miał trzech młodszych braci i starszą siostrę. W 1707 roku dołączył do wojsk Franciszka II Rakoczego, przywódcy ostatniej na Węgrzech antyhabsburskiej rewolty. Oddziały, w których służył poniosły w 1708 roku klęskę pod Trenczynem. Bitka pri Trenčíne, jak mówiono na Górnych Węgrzech, była największą jaka kiedykolwiek rozegrała się na dzisiejszych terenach zachodniej Słowacji. Juraj trafił po niej do zamku w Bytczy (Bytčiansky zámok). Trudno powiedzieć czy jako więzień, czy jako żołnierz wcielony do cesarskiej armii. W każdym razie poznał tam uwięzionego na zamku zbójeckiego harnasia, Tomáša Uhorčíka. W 1710 roku pomógł mu w ucieczce, a potem przejął po nim przywództwo. Swój żywot krótki zakończył Jánošik w 1713 roku w Liptowskim Mikulaszu, gdzie go z wyroku sądu go powieszono. Jak nakazywał obyczaj, za zbójeckie rzemiosło, na haku (za poślednie ziobro).

Pewnym rozczarowaniem, zwłaszcza dla tych, którzy tak nie do końca przestali wierzyć w św. Mikołaja i inne nadprzyrodzone zjawiska, jest to, że Jánošik nie był świetlaną postacią. Nie grabił bogatych by ratować biednych, tylko grabił kogo popadło, a gdy raz udało mu się obrabować właścicielkę ziemską (grófku von Schardonovú), gdzieś na gościńcu między Východnou a Važcom, to ruszyła za nim w pogoń cała liptowska policja. Bowiem żupa (na jakie było podzielone królestwo węgierskie), musiała za jego łupieżczy czyn wypłacić możnej pani sowitą rekompensatę. Schwytano go wkrótce, torturowano i osądzono. A że przypisywano mu także – słusznie, bądź nie – i inne sprawki, włącznie z morderstwami, sąd skazał go na śmierć.

janosikowe_1722Służba w armii cesarskiej jakiej być może w krótkim okresie zasmakował także Jánošik była wieloletnia. Toteż poborowi uciekali przed nią, zwłaszcza górale, którym rodzinne ziemie pełne zalesionych dolin i nie do końca poznanych ostępów dawały większe szanse na schronienie. Wieści o tych, którym się uciec udało, stawały się pożywką pieśni i legend, których bohaterowie ulepieni byli z wątków zapożyczonych od różnych postaci. A że w wojsku służyli Polacy, Rusini, Wołosi, Tyrolczycy, siedmiogrodzcy Węgrzy oraz przedstawiciele wielu innych ludów – poddanych habsburskiej monarchii, o czynach janosikowych śpiewano w przeróżnych językach. Równie zresztą chętnie na nutę czardasza, jak trojaka czy krzesanego. W efekcie, te same wątki pojawiają się w legendach huculskich z Gorganów i Czarnohory gdzie sławę zyskał zbójnik o imieniu Dobosz czy śląskich, gdzie najsłynniejszym beskidzkim harnasiem był Ondraszek.

Podhalańscy górale przyjęli Janosika za swego. Słowacy też pozostali mu wierni. Ba, na Vŕškoch w Terchovej, wystawili mu lśniący pomnik ze stali. Figura ma 7,5 m wysokości. Na placu u stóp pagórka, na którym w trzechsetlecie urodzin bohatera ją wystawiono (Socha Juraja Jánošíka), organizowane są latem Jánošíkove dni – wypełniony tańcem, muzyką i tradycyjnymi przysmakami, międzynarodowy festiwal folkloru ziem górskich (odbywa się zawsze w pierwszej połowie sierpnia). Zimą zaś ścigają się tam gazdowie na sankach ciągniętych przez jednego konia. Ekscytujące Preteky gazdovských koní powtarza się zresztą trzykrotnie w zimowym sezonie, gdyż stanowią nie lada atrakcję dla gości, oddających się białemu szaleństwu w Małej Fatrze.


Preteky gazdovských koní 2012 – film zamieszczony na Youtube przez użytkownika Terchovská internetová televízia


INFO
Terchová: www.terchova.sk
Jánošíkove dni: www.janosikovedni.sk
Jánošík – pravda alebo legenda? www.dobrodruh.sk
Preteky gazdovských koní w Terchovej: www.terchova.sk/podujatia/gazdovske-kone


mow-travel_logoMateriał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl/. Zdjęcia zostały wykonane podczas wycieczki zorganizowanej przez biuro turystyczne „MOW Travel Monika Węgrzyn” (www.monikawegrzyn.pl) pod koniec września 2016.

Najpiękniejsze doliny Gór Choczańskich

Oddzielone od Tatr Zachodnich Przełęczą Huty, od Niżnych Tatr doliną Wagu, od Wielkiej Fatry Przełęczą Brestová, zaś doliną Oravy od Małej Fatry, Góry Choczańskie pozostają w cieniu tamtych słynnych pasm. Może poza Wielkim Choczem (Veľký Choč; 1611 m), który przewyższając znacząco siostrzane szczyty, przypomina z oddali samotnego wieloryba.

Góry Choczańskie, Dolina Prosiecka, fot. Paweł Wroński
Góry Choczańskie, Dolina Prosiecka, fot. Paweł Wroński

Zbudowane z wapiennych gniazd, zalesione, ale najeżone efektownymi białymi skalnymi turniami i poprzecinane głębokimi wąwozami Góry Choczańskie (Chočské vrchy), mają nie mniej uroku od pasm sąsiednich. Tym bardziej, że ich drugim, obok krajobrazu, skarbem jest woda.

Liptovska mara - widok z Mariny "Liptov" we wsi Bobrovniki, fot. Paweł Wroński
Liptovska mara – widok z Mariny „Liptov” we wsi Bobrovniki, fot. Paweł Wroński

U południowych podnóży rozlewa się sztucznie spiętrzone jezioro – Liptovska mara. Aż w trzech miejscach tryskają źródła termalnych wód, wykorzystywanych w dobrze znanych w Polsce kąpieliskach – w Aquaparku Tatralandia, usytuowanym na peryferiach Liptowskiego Mikulaszu (www.tatralandia.sk), w nieco bardziej kameralnej Bešeňovej (www.thermalparkbesenova.sk) oraz w najmniej znanych, bo specjalizujących się przede wszystkim w usługach sanatoryjnych Lúčkach (Kúpele Lúčky; www.kupele-lucky.sk).

Tatralandia, fot. Paweł Wroński
Tatralandia, fot. Paweł Wroński

Dwie najciekawsze doliny Gór Choczańskich – Prosiecka i Kwaczańska pozwalają obejść Prosečné (1374 m), na które dawniej warto było wychodzić dla widoków, ale dziś wierzchołek zarasta lasem. Taką pętlę pokonałem z dzieciakami z V klasy. W ciągu jednego dnia, z obiadem we wsi Veľké Borové, rozsiadłej na północnym skłonie masywu, w dolinie Borovianki. Z łąk nad wsią rozpościerają się oryginalne widoki na Zachodnie Tatry i Wielkiego Chocza, oraz na łagodnie pofalowane beskidzkie grzbiety. Jest tam trochę jak na Dzikim Zachodzie, bo na łąkach pasą się stada bydła, a z lasów (poza rezerwatami obejmującymi wspomniane doliny), ściągane jest na potęgę drewno.

Pyszna zupa czosnkowa w restauracji pensjonatu Borovec, fot. Paweł Wroński
Pyszna zupa czosnkowa w restauracji pensjonatu Borovec, fot. Paweł Wroński

W Dolinie Prosieckiej znakowana na niebiesko ścieżka biegnie wzdłuż koryta potoku, zaczynając się mocnym akcentem jakim jest wąskie gardło wąwozu zwane Vráta. Wchodzi się w nie zaledwie kilka minut po wyruszeniu ze wsi Prosiek. Przejście ułatwiają przymocowane do skał drewniane pomosty i stalowa lina. Kolejną atrakcją jest 15-metrowy wodospad w bocznej dolince zwanej Červené piesky, a na koniec jeszcze jeden ciasny odcinek wąwozu z drabinkami i stalówkami na zagradzających go skalnych progach. Łącznie pokonuje się przewyższenie rzędu 300 m. Szlak zaczyna się bowiem na 640 m, a miejsce, w którym żegnamy Dolinę Prosiecką – Svorad, ma 940 m wysokości.

Dolina Prosiecka, Vráta, fot. Paweł Wroński
Dolina Prosiecka, Vráta, fot. Paweł Wroński

Z wąwozu Doliny Prosieckiej wychodzimy na rozległe łąki. Kontrast jest zaskakujący, a widoki ciekawe, zwłaszcza na Tatry Zachodnie prezentujące się w oryginalnym skrócie.

Svorad, (940 m), widok na Tatry Zachodnie, fot. Paweł Wroński
Svorad, (940 m), widok na Tatry Zachodnie, fot. Paweł Wroński

Górny bieg Borovianki i Kwaczańska dolina dostarczają kolejnej porcji skalnych emocji. Z tym, że szlak w dolinie Kwaczańskiej biegnie bardzo wysoko ponad jej dnem, trawersując wschodnie zbocza. I tylko z dzikich oraz z urządzonych ostatnio punktów widokowych, można zerkać w jej czeluść. Miejscem szczególnym są Oblazy, w których zabytkowe zrujnowane młyny uratowała i wciąż utrzymuje grupa pasjonatów (www.kvacany.sk).

Młyn na Obłazach w Dolinie Kwaczańskiej, fot. Paweł Wroński
Młyn na Oblazach w Dolinie Kwaczańskiej, fot. Paweł Wroński

Doliną Kwaczańską schodzimy za znakami czerwonymi do wsi Kvačany, gdzie szlak kończy się na wysokości 628 m (www.kvacany.sk).

Dolina Kwaczańska, świeżo urządozny punkt widokowy, fot. Paweł Wroński
Dolina Kwaczańska, świeżo urządozny punkt widokowy, fot. Paweł Wroński

Trawersując północne stoki Prosečnégo, można w ciągu godziny dojść żółtym szlakiem do punktu wyjścia w Prosieku, zamykając pętlę. Taka wycieczka, wraz ze zwiedzaniem zakamarków obu dolin zajmuje cały dzień. Jak sobie na niej radzili uczniowie V klasy – zobaczcie sami.


mow-travel_logoMateriał powstał podczas wycieczki zorganizowanej przez biuro turystyczne „MOW Travel Monika Węgrzyn” (www.monikawegrzyn.pl), we wrześniu 2016.

Kolebka państwa polskiego – fakty i artefakty

Z punktu widzenia geografii fizycznej – Pojezierze Gnieźnieńskie. Historycznie – pogranicze Wielkopolski i Kujaw.

Kolebka państwa polskiego, ponieważ to tam leżą – Gniezno, Lednica, Strzelno, Kruszwica, i tam, archeologowie znajdują najwięcej budowli oraz artefaktów z okresu narodzin państwa polskiego. Wydarzenia, których świadectwem są te znaleziska, potwierdzają zapiski kronikarzy polskich i obcych. O tym co działo się przed tysiącem lat i wcześniej opowiadają także liczne podania i legendy. Do tej barwnej krainy, u progu lata przybywa mnóstwo dzieci na zielone szkoły, by poznawać przeszłość dobrze się bawiąc. Zadanie ułatwia Piastowski Szlak, łączący kluczowe miejsca. Zarówno te odkryte i opisane przez naukowców, jak i te znane jedynie z opowieści.

Na Ostrowie Lednickim, wysiadających z promu witają konne postacie Bolesława Chrobrego, Ottona III i biskupa Radzima Gaudentego, brata św. Wojciecha. Fot. Paweł Wroński
Na Ostrowie Lednickim, wysiadających z promu witają konne postacie Bolesława Chrobrego, Ottona III i biskupa Radzima Gaudentego, brata św. Wojciecha (www.lednicamuzeum.pl). Fot. Paweł Wroński
Ostrów Lednicki - palatium Mieszka I oraz misy chrzcielne (baptysterium), - szczątki budowli znalezione podczas badań archeologicznych wyeksponowane dziś w Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy, fot. Paweł Wroński
Ostrów Lednicki – palatium Mieszka I oraz misy chrzcielne (baptysterium), w których prawdopodobnie dokonano Chrztu Polski w 966 roku. Szczątki budowli otoczonych wyraźnie zachowanym drewniano-ziemnym wałem znalezione podczas badań archeologicznych są dziś wyeksponowane – tworzą Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy (www.lednicamuzeum.pl). Fot. Paweł Wroński
W Biskupinie najważniejsza jest zrekonstruowana osada z okresu kultury łużyckiej, a więc sprzed około 2700 lat. Fot. Paweł Wroński
Biskupin daje odpowiedź na pytanie – a co było tutaj wcześniej, zanim Popiela myszy zjadły, zanim na dziejowej arenie pojawili się Piastowie, zanim Mieszko I przyjął chrzest? Najsłynniejszą sekcję biskupińskiego rezerwatu archeologicznego tworzy zrekonstruowana osada z okresu kultury łużyckiej, a więc sprzed około 2700 lat, której szczątki odkrył w okresie międzywojennym XX wieku nad Jeziorem Weneckim nauczyciel z pobliskiej szkoły (www.biskupin.pl). Fot. Paweł Wroński
Biskupin ze zrekonstruowanym grodem z okresu kultury łużyckiej wciąż się rozrasta. Jeden z sektorów skansenu historyczno-archeologicznego zajmuje średniowieczna osada sprzed około tysiąca lat, a więc z czasów pierwszych Piastów; pokazują w niej swój kunszt rzemeiślnicy różnych profesji - w zagrodzie barda można poznać ówczesne instrumenty fot. Paweł Wroński
Biskupin wciąż się rozrasta. Jeden z sektorów skansenu historyczno-archeologicznego zajmuje dziś także zrekonstruowana średniowieczna osada sprzed około tysiąca lat, a więc z czasów pierwszych Piastów; prezentują w niej swój kunszt rzemieślnicy – w zagrodzie barda można poznać ówczesne instrumenty (www.biskupin.pl). Fot. Paweł Wroński
Drzwi-Gnieźnieńskie_9058
Unikalny zabytek XII-wiecznej sztuki odlewniczej z żywotem św. Wojciecha przedstawionym w 18 kwaterach. Spiżowy stop, z którego je wykonano składa się z miedzi, cyny oraz niewielkich ilości ołowiu (www.archidiecezja.pl). Fot. Paweł Wroński
Wejście na Mysią Wieżę w Kruszwicy. Budowla ma niewiele wspólnego z legendarnym Popielem i myszami, które go zjadły, bo powstała za panowania Kazimierza Wielkiego, a więc pryznajmniej 300 lat po wydarzeniach w niej opisanych. Fot. Paweł Wroński
Wejście na Mysią Wieżę w Kruszwicy. Budowla ma niewiele wspólnego z legendarnym Popielem i myszami, które go zjadły, bo powstała za panowania Kazimierza Wielkiego, a więc przynajmniej 300 lat po wydarzeniach w niej opisanych (www.pttk-kruszwica.pl. Fot. Paweł Wroński
Z Mysiej Wieży widać wieżę kruszwickiej kolegiaty, wzniesionej w XII wieku. Fot. Paweł Wroński
Z Mysiej Wieży widać wieżę kruszwickiej kolegiaty ś.ś. Apostołów Piotra i Pawła, wzniesionej w XII wieku (www.kolegiatakruszwica.pl). Fot. Paweł Wroński
Fragment wielkopolsko-kujawskiego pogranicza można przemierzyć wąskotorową kolejką, kursującą na trasie ze Żnina do Biskupina przez Wenecję. Fot. Paweł Wroński
Fragment wielkopolsko-kujawskiego pogranicza można przemierzyć wąskotorową kolejką, kursującą na trasie ze Żnina do Biskupina przez Wenecję (Żnińska Kolej Powiatowa; http://muzeumznin.pl/). Fot. Paweł Wroński
Wąskotorówka jest ozdobą Pałuk - historycznej krainy rozciągającej się wokół Żnina, Wenecji, Biskupina. W Wenecji jest skansen kolejowy oraz wystawa machin oblężniczych pod ruinami gotyckiego zamku należącego niegdyś do okrutnika nazywanego Diabłem Weneckim. Fot. Paweł Wroński
Wąskotorówka jest ozdobą Pałuk – historycznej krainy rozciągającej się wokół Żnina, Wenecji, Biskupina. W Wenecji jest skansen kolejowy oraz wystawa machin oblężniczych pod ruinami gotyckiego zamku należącego niegdyś do okrutnika nazywanego Diabłem Weneckim (Żnińska Kolej Powiatowa; http://muzeumznin.pl/). Fot. Paweł Wroński
A gdy jest gorąco, nie masz większej przyjemności nad kąpiel w Jeziorze. Na zdjęciu Jezioro Weneckie i plaża należąca do ośrodka Pzystań Wenecka (Wenecja 12; http://www.przystanwenecka.pl/)
A gdy jest gorąco, nie masz większej przyjemności nad kąpiel w Jeziorze. Na zdjęciu Jezioro Weneckie i plaża należąca do ośrodka Przystań Wenecka (Wenecja 12; www.przystanwenecka.pl)

Po obejrzeniu Drzwi Gnieźnieńskich siły są tak wyczerpane, że mogą je podreperować jedynie lody. Fot. Paweł Wroński
Po obejrzeniu Drzwi Gnieźnieńskich siły są tak wyczerpane, że mogą je podreperować jedynie lody. Fot. Paweł Wroński

INFO

 

 

 


Materiał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl w czerwcu 2016.
Zdjęcia pochodzą z wycieczek organizowanych przez warszawskie biuro MOW Travel Monika Węgrzyn (www.monikawegrzyn.pl).