Gruziński alfabet w słusznym wieku

Napisy po gruzińsku przypominają sekwencje arabskie, a wyglądają niczym wyrafinowane dekoracyjne ornamenty.

Gruzini piszą jednak tak jak my – od lewej do prawej, a więc inaczej niż narody arabskie. Alfabet mają też zgoła odmienny. Własny, niepowtarzalny. Ba, jeden z najstarszych na świecie, bo powstał w IV stuleciu i wciąż jest w użyciu, choć kilkakrotnie się zmieniał.

Dziś składa się z 33 znaków i obejmuje zapisy trudnych do powtórzenia, nie występujących w żadnym innym języku głosek.

Alfabet gruziński z głoskami odpowiadającymi 33 literom, fot. Paweł Wroński

Przez stulecia zmieniał się krój liter. Używany współcześnie mchedruli, czyli krój jeźdźców (gruz. mchedari oznacza jeźdźca), zwany też rycerskim, wywodzi się z XI wieku.

Gruzini dumni ze swej kultury, są także praktyczni. Mają świadomość hermetyczności rodzimej mowy. Toteż na tablicach drogowych, stosują podwójny zapis – po gruzińsku oraz latynicą w angielskiej transkrypcji fonetycznej. W duchu poszanowania języka polskiego, Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych Poza Granicami Rzeczypospolitej Polskiej dokonała ich transliteracji.

Kawał dobrej i jak to się mówi „nikomu niepotrzebnej roboty”. W efekcie bowiem mkhedruli zapisujemy mchedruli, a na przykład nazwę Mtskheta (gruz.: მცხეთა) – Mccheta. Tyle tylko, że tej ostatniej nigdzie nie znajdziemy, zaś statystyczny Gruzin zapytany przez nas o Mcchetę, zwłaszcza jak ją mu pokazujemy palcem na mapie, znacząco skrobie się po głowie.

Kachetyńskie miasteczko – z angielska Sighnaghi (gruz.:სიღნაღი), zapisujemy Signagi (notabene żadna wersja, ani transkrypcja, ani transliteracja nie oddają wiernie gruzińskiej wymowy tego słowa, w którym dwukrotnie pobrzmiewa gardłowe ‘ghr’), a wioski, która dała nazwę białemu szczepowi winorośli i wyrabianemu zeń winu: Tsinandali (gruz.: წინანდალი) – Cinandali. Zapewne dla naszej wygody, Komisja, złożona z wybitnych językoznawców i geografów, przyjęła za obowiązującą nazwę Kura dla głównej i najpotężniejszej rzeki Gruzji, jakby ignorując fakt, że to nazwa turecka (nic dziwnego bierze swoje źródła w Turcji), ale używana także przez Rosjan i narzucona Gruzinom podobnie jak nazwa Tyflis/Tiflis dla Tbilisi (gruz.: თბილისი). Rzeka ma przy tym imię w języku Kartlów, trudniejszą – prawda: Mtkwari (gruz.: მტკვარი; ang.: Mtkvari).

W Internecie, gdzie łatwiej o materiały anglojęzyczne, podobnie jak na większości dostępnych map, praktyczniejsze jest posługiwanie się transkrypcją angielską. W miastach, zwłaszcza wśród przedstawicieli młodszych generacji, znajomość angielskiego jest powszechna. Natomiast na prowincji, w kontaktach z ludźmi starszymi, przydaje się rosyjski. Również na południowym pograniczu, zwłaszcza w Meskhetii, zamieszkałej w większości przez ludność o ormiańskich korzeniach, język rosyjski jest w powszechnym użyciu. Posługując się nim, zaznaczmy jednak na wstępie, że jesteśmy z Polski. Poziom sympatii wzrośnie niebotycznie.


 

Reklamy

Gruzja – Sakartwelos Samchedro Gza

Gruzińska Droga Wojenna stanowi główną i tak na prawdę jedyną przeprawę przez Wielki Kaukaz. Ciągną nią TIR-y, turyści pokonują jeepami, a miejscowi… czym się da.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Droga biegnie w górę rzeki Aragwi, z której Tbilisi czerpie wodę do picia i energię elektryczną. Przebiega przez Mtskhetę – starożytną stolicę królestwa Kartli-Iberii, położoną u ujścia Aragwi do Mtkwari (Kury), pod XVII-wieczną twierdzą Ananuri, przez najważniejszy z gruzińskich ośrodków narciarskich – Gudauri, koło pomnika przyjaźni gruzińsko-rosyjskiej wzniesionego na krawędzi urwiska w 1983 roku, Dżwris Ugheltechili (Przełęcz Krzyżową), Stepantsmindę (miasteczko zwane potocznie Kazbegi) i granicę z Rosją w kanionie Dariali o tysiącmetrowych ścianach. Najwyższy punkt przez jaki przechodzi trakt jest niewiele niższy od naszych Rysów; przełęcz Dżwris ma 2379 m.

Największa atrakcja znajduje się nad Stepantsmindą, u stóp Kazbeku (Mkinvartsveri, 5033 m) – efektownego, pokrytego czapą wiecznych śniegów pięciotysięcznika. Na halnym kopcu Gergeti (2180 m) wznosi się średniowieczny monastyr z XIV-wieczną cerkwią Tsminda Sameba (Trójcy Świętej) i dzwonnicą dostawioną sto lat później. Ten bodaj najczęściej wykorzystywany motyw z Gruzji, trafia na okładki setek albumów i przewodników. W niewielkim, współczesnym budynku klasztornym mieszka 10 mnichów. Aż wierzyć się nie chce, że zimą są całkowicie odcięci od świata. Przecież Kazbegi leży zaledwie 6 km stąd i tylko 430 m niżej. Mimo to, ze zgromadzonymi  zapasami mnisi muszą czekać aż zejdą śniegi. Latem, 28 sierpnia, wokół cerkwi na Gergeti gromadzą się tłumy.  Odbywa się Gergetoba – tradycyjne poświęcenie trzód z barwną procesją, w której zwierzęta i pasterze okrążają trzykrotnie świątynię. Korzenie tego obyczaju sięgają czasów przedchrześcijańskich (Gruzja jako jedna z pierwszych przyjęła nową wiarę w 317 roku).

Droga liczy 208 km i biegnie z Tbilisi do Rosji, do Władykaukazu – stolicy Północnej Osetii. Przejazdu przez granicę strzeże wojsko. Oprócz kontroli dokumentów pobierana jest opłata 50 lari (ok. 100 zł); to jedyny płatny przejazd na gruzińskich drogach.

Szlak, którym biegnie Droga Wojenna znany jest od starożytności. Poszerzyli go Rosjanie pod koniec XIX wieku, kolejnej modernizacji dokonano za sowieckich czasów. Blokada szlaku przez Rosjan w 2006 roku spowodowała kryzysową sytuację w gruzińskiej gospodarce. Stanął tranzyt towarów przez Kaukaz. Sytuacja zachwiała również interesami Armenii i Azerbejdżanu. Właśnie tędy, pod pretekstem obrony osetyńskiej mniejszości wkroczyły do Gruzji rosyjskie wojska. Droga znalazła się wówczas na wschodniej flance obszaru objętego działaniami wojennymi, których eskalacja nastąpiła w sierpniu 2008 roku.