„Tysiąc głosów jednym głosem”

„Tysiąc głosów jednym głosem” – piosenka o międzynarodowej historii, znakomicie pasuje do miejsca wykonania – pod ścianami Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.

Powstała bowiem w 1977 roku w ZSRR. Muzykę skomponował Владимир Яковлевич Шаинский, a słowa napisał Михаил Львович Матусовский. W oryginale nosi tytuł „Вместе весело шагать” („Razem wesoło maszerować”). Wykorzystano ją w filmie ‚И снова Анискин’.

Dekadę później Alberto Testa stworzył włoski tekst i tytuł „Вместе весело шагать” zamienił na „Mille voci una voce”. Polskiego tłumaczenia, na potrzeby Chóru Dziecięcego Mille Voci dokonała italianistka Xenia Zawanowska. I tak – polski chór doczekał się pełnej radości muzycznej wizytówki.

Chór Dziecięcy Mille Vovi (w niepełnym składzie, gdyż wszystkich chórzystów jest blisko setka), rozwija się przy OPP1 „Jordanek” od 8 lat, kieruje nim Karolina Olczedajewska, współpracuja z nią Xenia Zawanowska i Zofia Krystman, wspiera Rafal Witek – mąż Karoliny, fot. Paweł Wroński

Pałac Kultury i Nauki (PKiN), dar Związku Radzieckiego dla Polaków pnie się ku niebu nad Warszawą od 1955 roku. W noc milenijną zabił po raz pierwszy zawieszony na wieży zegar. Tarcze oswajają gigantyczną budowlę, upodabniając ją do ratusza, którym jest w istocie, gdyż w jego wnętrzach znalazły siedzibę liczne agendy Urzędu m.st. Warszawy oraz związane z samorządową strukturą instytucje, jak choćby biuro Unii Metropolii Polskich. Na 30. kondygnacji jest taras widokowy. Roztacza się stamtąd wspaniała, dookolna panorama Warszawy o promieniu 15 km (wstęp/wjazd windą jest płatny).

 

Pałac Kultury i Nauki w liczbach
Wysokość: 237 m (włącznie z wspornikiem antenowym)
Liczba pięter: 42
Liczba pomieszczeń: 3288
Powierzchnia całkowita: 123 084 m2
Kubatura: 817 000 m3
Konstrukcja budynku: rama stalowa, wewnętrzny trzon stalowy, fundament skrzynkowy żelbetowy
Liczba miejsc parkingowych wokół Pałacu Kultury: 1300
Średnica tarcz zegara na 42 piętrze: 6 metrów
Liczba okien: ok. 2700
Liczba wind: 33
PKiN – wg stanu na 2014 r. – to najwyższy budynek na terenie Polski.
Sala Kongresowa, największa w stolicy sala konferencyjno-widowiskowa, może pomieścić ok. 3000 osób.
Od 2007 roku PKiN jest na liście obiektów zabytkowych i podlega ochronie konserwatorskiej.
dane za: www.archirama.muratorplus.pl

 


Chór Dziecięcy Mille Vociwww.pracownia-piosenki.blogspot.com oraz www.fundacja-szeptem.org.pl
OPP1 Jordanek: www.opp1.waw.pl
PKiNwww.pkin.pl

PKiN – odkąd zamontowano na wieży tarcze zegarowe, przypomina ratusz, którym jest w istocie, bo znajdują się tam liczne wydziały Urzędu m.st. Warszawy, nie mówiąc o tym, że należy do najbardziej rozpoznawalnych w świecie symboli naszego miasta; fot. Paweł Wroński

Piosenkę „Tysiąc głosów jednym głosem” oraz kilka innych Chór Dziecięcy Mille Voci wykonał na festiwalu dziecięcego czasu wolnego, czyli podczas warszawskiej Giełdy Placówek Edukacji Pozaszkolnej – jak brzmi oficjalna, niezbyt nośna nazwa imprezy, w dniu 12 maja 2018 roku.


„Вместе весело шагать”
Вместе весело шагать по просторам,
По просторам, по просторам
И, конечно, припевать луче хором,
Лучше хором, лучше хором.

Спой-ка с нами, перепёлка, перепёлочка,
Раз иголка, два иголка — будет ёлочка.
Раз дощечка, два дощечка — будет лесенка,
Раз словечко, два словечко — будет песенка.

Вместе весело шагать по просторам,
По просторам, по просторам
И, конечно, припевать лучше хором,
Лучше хором, лучше хором.

В небесах зари полоска заполощется,
Раз берёзка, два берёзка — будет рощица,
Раз дощечка, два дощечка — будет лесенка,
Раз словечко, два словечко — будет песенка.

Вместе весело шагать по просторам,
По просторам, по просторам
И, конечно, припевать лучше хором,
Лучше хором, лучше хором.

Нам счастливую тропинку выбрать надобно,
Раз дождинка, два дождинка — будет радуга,
Раз дощечка, два дощечка — будет лесенка,
Раз словечко, два словечко — будет песенка.

Вместе весело шагать по просторам,
По просторам, по просторам
И, конечно, припевать лучше хором,
Лучше хором, лучше хором.


Mille voci una voce

Com’è bello avere un mondo di amici
Solo amici tutti in pace
Dentro il coro della vita cantare
Mille voci una voce…

Con un ramo con due rami fai un albero
Con un fiore con due fiori un giardino avrai
Ci vuol niente a far le cose più incredibili
Specialmente se hai qualcuno che ti
aiuterà…

Com’è bello avere un mondo di amici
Solo amici tutti in pace
Dentro il coro della vita cantare
Mille voci una voce…

V nebesach sari poloska sapoloscetza
Ras bereska, dva bereska – budet rosciza!
Ras doscecka, dva doscecka – budet lesenka
Ras slovecko, dva slovecko – budet
pesenka!

Vmeste vesselo sciagat po prostoram
Po prostoram, po prostoram,
I, konecno, raspevat lucsce horom
Lucsce horom, lucsce horom.

Con un passo con due passi fai chilometri
Con un giorno con due giorni fai l’eternità
Mischia polvere di stelle con rugiada blu
E così vedrai che arcobaleno farai tu…

Orchestra

Solo amici…
Tutti in pace…

Orchestra

Mille voci…
Una voce…

Com’è bello avere un mondo di amici
Solo amici tutti in pace
Dentro il coro della vita cantare
Mille voci una voce…
Mille voci…
Una voce…

Solo amici tutti in pace
Mille voci una voce
Per cantar…
Mille voci!

Reklamy

Park imienia płk. Jana Szypowskiego

Park na Gocławku, ze skrytym wśród drzew pałacykiem mają ciekawą historię. Przez ten niewielki obszar, chętnie dziś odwiedzany przez rodziny z dziećmi i właścicieli psów, przetaczały się wielokrotnie działania wojenne. Istniejące obiekty popadały w ruinę, ale je odnawiano bądź wznoszono nowe, dzięki czemu wciąż stanowią dzielnicową atrakcję.

We wschodniej części znajduje się Dworek Grochowski. Dziś mieści się w nim szkoła muzyczna. Obiekt wznosi się być może na miejscu pałacyku, zbudowanego około 1780 roku przez Prymasa Polski, biskupa Michała Poniatowskiego. Początki założenia parkowego sięgają więc epoki stanisławowskiej. Wokół dziejów tego obiektu narosło sporo nieporozumień za sprawą Stanisława Wyspiańskiego, który w dramacie „Warszawianka” umieścił w pałagcyku sceny z powstania listopadowego. W jego artystycznej wizji, pałacyk mieścił sztab generała Józefa Chłopickiego, dowodzącego wojskami polskimi podczas lutowej bitwy o Olszynkę Grochowską. Ideę tę utrwaliła w społecznej świadomości nazwa ulicy, z której wchodzi się na teren szkolny – Kwatery Głównej.

Dworek Grochowski na Gocławku, fot. Paweł Wroński

Nie ma jednak dowodów na istnienie pałacyku ani żadnych wzmianek o roli jaką jakoby odgrywał pod koniec lutego 1831 roku. Nie wiadomo nawet czy jeszcze wtedy istniał, czy był już opuszczony, czy dopiero w wyniku artyleryjskiego ostrzału popadł w ruinę. Dworek Grochowski pojawia się na kartach historii dopiero w całkowicie nowej szacie w roku 1835, jako własność fabrykanta Karola Augusta Osterloffa. Luteranin pochodzenia szwedzkiego,  przedsiębiorca nabył w połowie lat 30. XIX wieku majątek Grochów i wykorzystując – być może – pozostałości prymasowskiego założenia wzniósł rezydencję otoczoną ogrodem.

Osterloffowie inwestowali w przemysł browarniczy i gorzelniczy w okolicach Częstochowy oraz na Mazowszu. Na peryferiach dzisiejszej prawobrzeżnej Warszawy, jak wówczas mówiono – w Miedzyszynie, założyli wytwórnię win szampańskich („Oprócz browaru Osterloff założył też w Grochowie fabrykę wódek i likworów, ale najbardziej znane i prestiżowe było jego wino szampańskie. Fabryka ta początkowo zatrudniała 8-10 robotników, a następnie ponad 20.”; za: www.dzielnica.pragapld.waw.pl), a nieopodal rezydencji browar parowy Royal („Browar na Grochowie działał do lat 20. XX w i przechodził przez kilka rąk. Gdy nazwa została zmieniona na Browar Parowy Royal w Grochowie, do asortymentu dołączono ówczesną nowinkę – piwo jasne o zwiększonej zawartości alkoholu, gorzkawym smaku i jasnym kolorze.”; za: www.dzielnica.pragapld.waw.pl). Mówiąc cynicznie, Osterloffowie rozpijali społeczeństwo, choć jak można wnosić z ówczesnych doniesień prasowych – produkcją na wysokim poziomie (temat jest rozwinięty w ciekawym wpisie z 2014 roku na: www.blog.czajkus.com). Niestety, u progu 1870 roku Osterloffowie ogłosili upadłość.

‚Sosnowy las’ w Parku im. płk. Jana Szypowskiego, fot. Paweł Wroński

Potem przyszła I wojna światowa i czas zniszczeń. Optymistyczne było to, że w 1915 roku Rosjanie opuścili Warszawę. Pesymistyczne, że ich miejsce zajęli Prusacy, choć akurat efektem tej zamiany przysłowiowej siekierki na kijek było przyłączenie Grochowa do Warszawy. Dekretem generał-gubernatora Hansa Hartwiga von Beselera. Wprawdzie nie zrobił tego dla dobra miasta, tylko dla potrzeb wojennej strategii, jednak gdy wojna się skończyła w dworku zainstalowano jedną z pierwszych polskich szkół, a następnie sierociniec. 13 lipca 1916 roku inż. Aleksander Około-Kułak, członek Komitetu Obywatelskiego, odczytał proklamację o przyłączeniu Grochowa do Warszawy. I na ten fakt mogli się powoływać mieszkańcy Grochowa, gdy w 1924 roku gruchnęła wieść, że władze miejskie postanowiły pałacyk rozebrać z powodu opłakanego stanu. Mieszczące się w nim instytucje nie zagrzewały bowiem miejsca na dłużej, a eksploatowany bez remontów, a w końcu opuszczony obiekt szybko popadł w ruinę. Decyzję o wyburzeniu ostatecznie cofnięto, a zaniedbany obiekt kupił znany polityk i przedsiębiorca, Piotr Wierzbicki. Wyremontował pałacyk i rozwinął założenie parkowe, sadząc rośliny i wytyczając alejki. Ba, zapewne w tamtym czasie urządzono staw, zasypany w latach 50. podczas remontu dworu uszkodzonego w czasie II wojny światowej.

Stare drzewa w Parku na Gocławku, fot. Paweł Wroński

Potem park i pałacyk były niejednokrotnie sceną różnorodnych wydarzeń i inicjatyw. Na zbudowanej specjalnej scenie odbywały się do lat 60. XX wieku zabawy taneczne i występy estradowe. Scenę niestety zniszczył pożar (szczątkowe jej fragmenty można oglądać w rejonie placu zabaw). W latach 70. wzniesiono też pergolę, ale do jej budowy użyto m.in. macew z likwidowanego podówczas cmentarza żydowskiego na Bródnie. W 2014 roku, gdy cmentarz odrestaurowano, szczątki kamiennych tablic powróciły na kirkut.

Świadkiem przeszłości są też kamienne bloki koło miejsca, w którym wznosiła się pergola. To fragmenty rozebranego cokołu, Pomnika Lotnika, który wystawiono w latach międzywojennych na Placu Unii Lubelskiej.

Fragment cokołu przedwojennego Pomnika Lotnika z Pl. Unii Lubelskiej, fot. Paweł Wroński

Osobną kartę w dziejach Grochowa i Gocławka zapisuje zajmujące północno wschodni narożnik parku Ognisko Pracy Pozaszkolnej nr 1 Jordanek. Placówka powstała przed 70 laty i działa dynamicznie, prowadząc zajęcia artystyczne, muzyczne i ruchowe dla dzieci oraz włączając się i inicjując różnorodne wydarzenia adresowane głównie do lokalnej społeczności (www.opp1.waw.pl).

Dzieci z Jordanka podczas zabawy w plenerze, fot. Paweł Wroński

Co zaś się tyczy parku, to w latach 1990-2005 nosił on imię Piotra Wierzbickiego. Jednak w 2005 roku, na wniosek Rady Dzielnicy Praga Południe, zmieniono patrona. Od tamtej pory jest nim płk. Jan Szypowski „Leśnik”, szef uzbrojenia AK, twórca podziemnego przemysłu zbrojeniowego w czasach II wojny światowej (www.armiakrajowa.org.pl).

Nawiązując do działalności Piotra Wierzbickiego na polu ekonomicznym, Konfederacja Pracodawców Lewiatan, przyznaje co roku nagrody jego imienia osobom nadającym styl polskiej przedsiębiorczości, które nie tylko tworzą dobrą, sprawnie zarządzaną firmę, ale uczestniczą w działaniach na rzecz rozwoju przedsiębiorczości i odpowiedzialnego biznesu oraz wspierają inicjatywy gospodarcze i społeczne (www.konfederacjalewiatan.pl).

O Osterloffach rzadko kto pamięta (www.dzielnica.pragapld.waw.pl).

Park im. płk. Jana Szypowskiego „Leśnika”, fot. Paweł Wroński

 

Park rozciąga się na Gocławku, między ulicami: Osowską, Kwatery Głównej, Grochowską i Trembowelską.

 


Rzymskie korzenie Kaduka

Ludzie starszej daty, bądź bardziej obyci w piśmie, znają zapewne określenie „prawem kaduka”. Odpowiedź na pytanie skąd się takie powiedzenie wzięło, to sięgająca czasów rzymskich historia.

W rzymskim prawie istniało pojęcie ius caducum, bądź jure caduco, które oznaczało spadek pozostawiony bez dziedzica, albo bez testamentu. Prawo do dysponowania majątkiem przechodziło na tego kto sprawował władzę. Taki obyczaj utarł się również w średniowieczu – najpierw w państwie Karolingów, potem w krajach niemieckich. Był także praktykowany w Polsce, gdzie – jeśli nie było żadnych krewnych (do 8 pokolenia) – dobra przypadały królowi. Określano je mianem kaduk, czerpiąc nazwę od łacińskiego słowa caducus (bezpański). Tyle, że król nie mógł nimi zasilić państwowego skarbu, ale musiał je przekazać „rycerstwu”. Beneficjentem była więc szlachta, bowiem dobrami pozostałymi po szlachcicu, król musiał obdarować kogoś z tegoż stanu, zaś kaduk po chłopie przypadał jego panu. Nic więc dziwnego, że do naszej mowy weszło powiedzenie „Prawem kaduka”, stając się wkrótce synonimem niesprawiedliwości. Kadukowy, kaduczny majątek budził zawiść, wprost proporcjonalnie do wartości.

Określenie kaduk, stało się także synonimem zła wcielonego, a więc biesa, diabła. Być może na tę konotację miała wpływa epilepsja, której przyczyn nie znano, więc – skwapliwie – w atakach choroby dopatrywano się diabelskiej sprawki. Ba, wyobrażając sobie, że na polecenie złych mocy, wywołuje je istota nie z tego świata, zwana paraluszem, odganiano ją, poszukując pomocy u wszelkiej maści znachorów i  zaklinaczy. A że doktorzy padaczkę po łacinie nazywali morbus cadusus, do kaduka było nie daleko.

Frazy typu: „Do kaduka”, „Kaduk go przyniósł!”, „Ki kaduk?”, zadomowiły się w języku polskim i były używane wymiennie z powiedzonkami: „Do diabła”, „Diabli nadali”, „Ki diabeł?”.

Czy to już koniec pracy nad kukłą? Raczej nie, bo Kaduka z takim wyrazem twarzy nie może mieć przecież zniewieściałej postury, fot. Paweł Wroński

Kaduk opisany i narysowany w książce „Bestiariusz Słowiański” autorstwa Pawła Zycha i Wiktora Vargasa, jawi się złym, i złośliwym, tym bardziej groźnym, że silnym i otoczonym gronem totumfackich, stworem. Tłumacząc na język współczesny – Kaduk był gangsterem, szefem półświatka, łasym na dobra materialne gburem, okazującym chętnie władzę i obnoszącym się ze swoim bogactwem. Taki Kaduk, stał się inspiracją kukły wykonywanej przez Amelię na zajęciach prowadzonych w Jordanku przez Małgorzatę Bockenheim w ramach projektu „Strachy na Lachy”. Jakich nabierze konotacji – czas pokaże, bo jak wynika z dwuletnich już doświadczeń z jordankowych zajęć, prastare słowiańskie demony nabierają szybko współczesnych znaczeń i żyją własnym życiem.


www.opp1.waw.pl
www.slowianskibestiariusz.pl

Świąteczne kreacje

Byłem świadkiem powstawania tych iście zegarmistrzowskich arcydziełek – modeli zaśnieżonych wiosek zimowych.

Skojarzyły mi się z odległą Syberią, chyba za sprawą stylistyki podkreślonej tłem, na którym fotografowałem gotowe modele. Zastanowił też powielany w tych kreacjach archetyp: kościół, rzeczka, mostek, niewielkie domki – i choinki dookoła, a że Święta Bożego Narodzenia za pasem, to i ozdób choinkowych (z maleńkich koralików sic!), nie brakowało. Krótko mówiąc – sielsko, anielsko – jak przystało na bajkową, bynajmniej nie komputerową rzeczywistość.

Filmik „Wioski świąteczne” – relacja z zajęć rękodzieła, na których te modele powstawały będzie dostępny na YouTube (kanał OPP1 Jordanek).


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Powitrula, Bachan i inne stwory

Projekt „Strachy na Lachy” rozwija się dynamicznie. Dziś o już niemal gotowych postaciach, jakie na zajęciach plastycznych z Małgorzatą Bockenheim wykonują dzieci w Jordanku.

Tak jak Małgosia – ty też możesz pogadać z Powitrulą, fot. i animacja GIF: Paweł Wroński

Inspiracją dla wszystkich postaci są wprawdzie demony dawnych Słowian, opisane w „Bestiariuszu Słowiańskim”, ale wyobraźnia dzieci jest nieograniczona, więc powstają niepowtarzalne dzieła plastyczne, wobec których nie da się przejść obojętnie.

Marta (pierwsza z prawej) stworzyła Powitrulę, ale w wykańczaniu kukły uczestniczyły chętnie inne dziewczynki z grupy, fot. Paweł Wroński

Zacznijmy od wykreowanego przez Martę zwiewnego demona. Nasi słowiańscy przodkowie kojarzyli Powitrulę z wiatrem. Spotykali ją najczęściej pasterze na górskich halach, pachniała owczą wełną, trawą i kwiatami. Miała włosy w nieładzie i postrzępioną podmuchami wiatru szatę. Marta, najmłodsza jak dotąd autorka postaci z bestiariusza (jest uczennicą III klasy szkoły podstawowej), zaraziła pasją koleżanki uczestniczące w zajęciach. Najpierw pomogły udrapować – oczywiście wietrznie – włosy i suknię Powitruli, potem zajęły się wertowaniem książek w poszukiwaniu inspiracji dla własnych kreacji.

Marta (autorka kukły) zabiera wystrojoną przy pomocy koleżanek Powitrulę, fot. Paweł Wroński

Drugim bohaterem jest Bachan. Pogańskie bóstwo zapewniające dobrobyt, bynajmniej nie altruistycznie. Zielonoskóry demon o skrzących się oczach, odwzajemniał się przynosząc szczęście tylko tym, którzy o niego dbali. W przeciwnym razie zachowywał się podle – bywał złośliwy, nawet mściwy. Posłuchajcie jak o swojej kreacji opowiada Ignacy (uczeń VI klasy szkoły muzycznej, specjalista od instrumentów perkusyjnych).


Marta zajmie się zapewne wkrótce kolejną postacią, a Ignacy – być może – zagra demonom do tańca. Poza tym wiele jeszcze kukieł – choćby Kaduk, czy Biali ludzie, czeka na dokończenie i opowieści  młodych twórców.

Nie znam imienia, ale to też ciekawa postać inspirowana tajemnicami natury, fot. Paweł Wroński

OPP1 Jordanek: www.opp1.waw.pl
Fanpage Jordanka: www.facebook.com/opp1jordanek
Kanał filmowy placówki: www.youtube.com


Materiał podsumowuje kolejny etap jordankowego projektu „Strachy na Lachy”, który zakończy się w maju 2018 roku wystawą w Muzeum Pragi.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Mózg lubi ruch – jesienią 2017

Aktywność ruchowa i praca mózgu doskonale się uzupełniają. Najlepszym dowodem teoria względności, która wykluła się w głowie Einsteina podczas… jazdy rowerem.

W październiku 2017 odbyła się już IV edycja imprezy „Mózg lubi ruch”.

Ten piknik adresowany jest do rodzin z dziećmi, przede wszystkim w wieku 3-12 lat, gdyż w tym właśnie okresie kształtuje się ludzki umysł. My zaś, rodzice, dziadkowie, przyzwyczajeni do kojarzenia nauki ze ślęczeniem nad książkami, często nie doceniamy roli jaką aktywność fizyczna odgrywa w tym procesie. Jakżeż często tracimy przy tym czas, zdrowie i pieniądze w poradniach i klinikach, zamiast wziąwszy sprawy we własne ręce skupić się na profilaktyce.

Jak to robić, pokazują specjaliści z praskich poradni psychologiczno-pedagogicznych, placówek oświatowych oraz klubów prowadzących zajęcia dla dzieci, dzieląc się swoim doświadczeniem i pomysłami. Prezentują techniki do wykorzystania w domu i na spacerach bez inwestowania w kosztowny sprzęt i zabiegi, bo do ich stosowania wystarczą z reguły najprostsze przedmioty, jakie każdy ma w domu albo wyposażenie ogólnodostępnych obiektów rekreacyjno-sportowych.

Z porad psychodietetyka najchętniej korzystali jednak dorośli (i to w sprawach „dla dorosłych”), fot. Paweł Wroński

Podczas pikniku można także wziąć udział w pokazach sportowych, mocując się w zapasach sumo, czy tańcząc przy rytmicznej muzyce capoeiry. Specjaliści z różnych dziedzin udzielają bezpłatnie porad i konsultacji.

Udział w pikniku ma sens, bo bawiąc się z dziećmi wspomagamy ich prawidłowy rozwój, zacieśniając jednocześnie emocjonalne więzi w rodzinie. Jeśli przyjmiemy tę strategię, urzeczywistni się motto imprezy: Profilaktyka to nasza taktyka!

Szef UKS Niedźwiadek miał szczególnie wiele powodów do dumy, ponieważ w tym czasie gdy odbywał się piknik jego podopieczne (juniorki), zdobywały tytuły mistrzowskie podczas międzynarodowych zawodów zapaśniczych, fot. Paweł Wroński

„Mózg lubi ruch” (następna edycja – najprawdopodobniej dopiero wiosną 2018): www.mozglubiruch.eu

Podsumowanie tegorocznej edycji pikniku będzie zamieszczone na youtube’owskim kanale OPP1 Jordanek.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Jesień, i… po ziemniakach

Bynajmniej nie chodzi o tradycyjne jesienne wykopki, ale o podsumowanie zabawy jaką przygotowaliśmy w Jordanku, nazywając „Jordankowym Ziemniaczyskiem 2017”.

Sobota (28 października 2017), upłynęła w Jordanku pod znakiem ZIEMNIAKA. Był film o tym skąd się wzięły na naszych stołach ziemniaki, i o tym kto wymyślił frytki (możecie obejrzeć go w tym wpisie: www.pawelwronski.blog). Były zadania – na wyczucie i inteligencję, gra terenowa, obieranie ziemniaków i mieszanie purée z różnymi składnikami dla nadania im smaku i koloru.

Na toczących się równolegle zajęciach teatralnych powstały, inspirowane tematyką dnia, ziemniaczane widowiska, których bohaterom odpadały marchewkowe nosy. Seler – trzeba przyznać, trzymał się mocno – bez felerów!

Wszystkim uczestnikom sobotnich zajęć podziękowaliśmy okazjonalną kartką wręczoną osobiscie przez Panią Dyrektor (występującą podczas imprezy pod pseudonimem: Główna Sowa Jordankowa). Pogratulowaliśmy inwencji i błyskotliwości przy rozwiązywaniu rebusów, prowadzących do ziemniaków ukrytych w kilku miejscach na jordankowym terenie. Tak było trzeba, bo podpowiadały co robić dalej. A krótki test ziemniaczanej wiedzy wykazał, że wysiłek organizatorów nie poszedł na marne. 🙂

Krótko mówiąc, działo się! Poniższe slajdowsiko z filmowymi sekwencjami, podsumowuje zabawę. Jest zamieszczone na youtube’owskim kanale OPP1 Jordanek. Zwłaszcza jeśli nie uczestniczyliście w imprezie – popatrzcie jak było. I nie martwcie się – wkrótce znowu coś fajnego wymyślimy!


OPP1 „Jordanek”: www.opp1.waw.pl


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Skąd się wzięły demony [2]

Skąd się wzięły demony? W gruncie rzeczy, z… wyobraźni. A te z boru, nawet na czasie są.

 

Na przykład…

Było dwóch braci, kochali drzewa.
Jeden je ścinał, drugi… zasiewał.
Dzisiaj złączeni losu przebiegiem,
Obaj jednako zrośli się z drzewem.


 

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Naleśniki nie muszą…

Jak mówi Edyta – naleśniki nie muszą być daniem banalnym! Święte słowa! Mogą natomiast być smaczne, zdrowe i całkiem tanie, mimo, że wyrafinowane. A ile przy ich robieniu zabawy?! Niemniej niż przy zwykłych 🙂

Naleśniki z konfiturą owocową wewnątrz i owocami karmelizowanymi miodem z wierzchu, fot. Paweł Wroński

To przede wszystkim kwestia składników i wyważenia proporcji. Na naszym kuchennym blacie pojawiło się ich nawet sporo. Mimo to, przygotowania trwały nieco ponad pół godziny, nie licząc krótkiego smażenia w zasadzie bez tłuszczu.

Co do niezbędnego czasu, głowy nie postawię dla wspomnianych 30 minut, bo Edyta robi wszystko bardzo szybko, więc i jej naleśniki pojawiły się na stole w zaskakująco krótkim czasie.

Smacznego!


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Mózg lubi ruch – zaproszenie

Aktywność ruchowa i praca mózgu doskonale się uzupełniają. Najlepszym dowodem teoria względności, która wykluła się w głowie Einsteina podczas… jazdy rowerem.

„Mózg lubi ruch” to piknik dla rodzin z dziećmi, przede wszystkim w wieku 3-12 lat, gdyż w tym właśnie okresie kształtuje się ludzki umysł. My zaś, rodzice, dziadkowie, przyzwyczajeni do kojarzenia nauki ze ślęczeniem nad książkami, często nie doceniamy roli jaką aktywność fizyczna odgrywa w tym procesie. Jakżeż często tracimy przy tym czas, zdrowie i pieniądze w poradniach i klinikach, zamiast wziąwszy sprawy we własne ręce skupić się na profilaktyce. Jak to robić, pokażą specjaliści z praskich poradni psychologiczno-pedagogicznych, placówek oświatowych oraz klubów prowadzących zajęcia dla dzieci, dzieląc się swoim doświadczeniem i pomysłami. Pokażą techniki do wykorzystania w domu i na spacerach bez inwestowania w kosztowny sprzęt i zabiegi, bo do ich stosowania wystarczą z reguły najprostsze przedmioty, jakie każdy ma w domu albo wyposażenie ogólnodostępnych obiektów rekreacyjno-sportowych. Podczas pikniku będzie można wziąć udział w pokazach sportowych, mocując się w zapasach sumo, czy tańcząc przy rytmicznej muzyce capoeiry. Specjaliści z różnych dziedzin udzielą bezpłatnie porad i konsultacji.

Tak było wiosną, fot. Paweł Wroński

Udział w pikniku ma sens, bo bawiąc się z dziećmi wspomagamy ich prawidłowy rozwój, zacieśniając jednocześnie emocjonalne więzi w rodzinie. Jeśli przyjmiemy tę strategię, urzeczywistni się motto imprezy: Profilaktyka to nasza taktyka!


21 października 2017 w godz. 10:00-13:00
Hala OSIR, ul. Siennicka 40
Impreza non-profit * udział jest bezpłatny!


Na YouTube, na kanale „OPP1 Jordanek” trochę wspomnień z wiosennej edycji pikniku.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Kukły nabierają wyrazu

Jak postacie z ludowych słowiańskich wierzeń nabierają charakteru? Niczym koncepcja heliocyntrycznego układu naszych planet – niespiesznie i spontanicznie – od twarzy naszkicowanej na tekturze. Zabawa się uda, o ile tylko postać przestanie być płaska.

Wszystko zaczyna się od projektu twarzy – reszta nasuwa się w naturalny sposób – wystarczy się wciągnąć i zżyć z postacią. Czy Gosia ma rację? Zobaczymy.


Warsztaty plastyczne pod kierunkiem Małgorzaty Bockenheim: www.opp1.waw.pl
Projekt OPP1 „Jordanek” i Muzeum Pragi w Warszawie, zatytułowany „Strachy na Lachy”: www.pawelwronski.blog


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Jak demony spędzają weekend

Czy wiecie jak demony spędzają weekend? My nie wiedzieliśmy, ale – zgodnie z porzekadłem koniec języka za przewodnika, zapytaliśmy, zaś wyniki naszych obserwacji pieczołowicie zarejestrowaliśmy.

Obserwacji, bo demony nie mówią, czasem pohukują, pojękują, dźwiękonaśladowcze jakieś wydają odgłosy. Ale nie mówią – nic, a nic! Na szczęście mamy eksperta. Nieoceniona profesor fantazji i fantasmagorii, Małgorzata Bockenheim z Jordanka, pomagała wyjaśniać wszelkie niejasności.

Nie muszę chyba dodawać, że spacery po podmokłej brzezinie i buszowanie po piwnicach na pogorzelisku stanowią względnie konwencjonalną receptę na demoniczny weekend. Ale zapewniam, że nie jedyną. Tylko, że to już inna historia, więc opowiem ją kiedy indziej. A teraz wspomnę jeszcze, że mamy tytuł projektu: „Strachy na Lachy”.

Demony w plenerze, fot. Paweł Wroński

Powstały na spacerze filmik jest dostepny na youtube’owskim kanale OPP1 Jordanek, gdzie otwiera zgodną z tytułem projektu playlistę „Strachy na Lachy”.


 

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00