Naleśniki nie muszą…

Jak mówi Edyta – naleśniki nie muszą być daniem banalnym! Święte słowa! Mogą natomiast być smaczne, zdrowe i całkiem tanie, mimo, że wyrafinowane. A ile przy ich robieniu zabawy?! Niemniej niż przy zwykłych 🙂

Naleśniki z konfiturą owocową wewnątrz i owocami karmelizowanymi miodem z wierzchu, fot. Paweł Wroński

To przede wszystkim kwestia składników i wyważenia proporcji. Na naszym kuchennym blacie pojawiło się ich nawet sporo. Mimo to, przygotowania trwały nieco ponad pół godziny, nie licząc krótkiego smażenia w zasadzie bez tłuszczu.

Co do niezbędnego czasu, głowy nie postawię dla wspomnianych 30 minut, bo Edyta robi wszystko bardzo szybko, więc i jej naleśniki pojawiły się na stole w zaskakująco krótkim czasie.

Smacznego!


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Reklamy

Jak demony spędzają weekend

Czy wiecie jak demony spędzają weekend? My nie wiedzieliśmy, ale – zgodnie z porzekadłem koniec języka za przewodnika, zapytaliśmy, zaś wyniki naszych obserwacji pieczołowicie zarejestrowaliśmy.

Obserwacji, bo demony nie mówią, czasem pohukują, pojękują, dźwiękonaśladowcze jakieś wydają odgłosy. Ale nie mówią – nic, a nic! Na szczęście mamy eksperta. Nieoceniona profesor fantazji i fantasmagorii, Małgorzata Bockenheim z Jordanka, pomagała wyjaśniać wszelkie niejasności.

 

Nie muszę chyba dodawać, że spacery po podmokłej brzezinie i buszowanie po piwnicach na pogorzelisku stanowią względnie konwencjonalną receptę na demoniczny weekend. Ale zapewniam, że nie jedyną. Tylko, że to już inna historia, więc opowiem ją kiedy indziej. A teraz wspomnę jeszcze, że mamy tytuł projektu: „Strachy na Lachy”.

Demony w plenerze, fot. Paweł Wroński

Powstały na spacerze filmik jest dostepny na youtube’owskim kanale OPP1 Jordanek, gdzie otwiera zgodną z tytułem projektu playlistę „Strachy na Lachy”.


 

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Skąd się wzięły demony

Wyobraźcie sobie budzącą grozę narośl na pniu starego drzewa, kolonię opieniek lub rozrosłą monstrualnie hubę na powalonym, próchniejącym dębowym kolosie, czy wyłupiaste oczy żab, pojawiające się ni stąd ni zowąd nad lustrem wody…

I pomyślcie, jakie to wywierało wrażenie, zwłaszcza gdy działo się we mgle albo o zmierzchu w oczeretach ciemnego boru, z którego dobiegały jakieś pochrząkiwania, pomruki czy przejmujące wycie, albo pośród bagien, na których tak łatwo było zgubić trakt i utonąć w odmętach.

Demony wyłaniały się ze starych pni, z mroków lasu, mgły i szumu wody, fot. Paweł Wroński

Źródłem słowiańskiej demonologii były przede wszystkim wrażenia, jakie potężna przyroda wywierała na ludziach prostych, potęgując lęk który ogarniał ich dusze ilekroć tylko opuszczali swój maleńki, z trudem oswojony kawałek świata.

Moglibyśmy machnąć dziś ręką na demony przodków i skwitować pogardliwie: zabobony. Zastanówmy się jednak czy słusznie, bo pełniły one niezwykłą rolę w ich życiu. Opowieści o stworach groźnych, podstępnych, życzliwych, bądź skłonnych do przychylności w zamian za datek czy poczęstunek, tłumaczyły zjawiska, których istoty ówcześni ludzie pojąć nie potrafili. Niosły także przestrogę przed niewłaściwym postępowaniem i pouczenie. Na przykład strach przed Białymi Ludźmi, którzy kryli się w błocie na drogach, czy przed Topielicami wabiącymi ludzi w śmiertelnie niebezpieczne bagna, kazał im dobrze wybierać czas podróży i baczyć pilnie na drogę aby jej nie zgubić.

Ale pośród demonów były nie tylko te leśne, czy wodne stwory. Ot, sen z oczu rolnikom spędzali choćby Płanetnicy, nadciągający na ciemnych chmurach niczym na wozach, przynosząc burze i gradobicia niszczące zbiory. Wiara, że istnieją pojawiła się dawno, w czasach pogańskich. Chrześcijaństwo zaś. przyniosło skuteczne panaceum – dźwięk sygnaturek, którego Płanetnicy nie znosili. Wiara ta była tak mocno zakorzeniona w ludzkich umysłach, że na górzystej Orawie jeszcze na przełomie XIX i XX wieku wystawiano wśród pól maleńkie drewniane dzwonnice, by bijąc w umieszczone w nich dzwonki, odegnać Płanetników i zażegnać zawczasu niebezpieczeństwo. Podobnie lęk przed Mamuną, nazywaną też Boginką lub Dziwożoną, podmieniającą dzieci nakazywał pilnie strzec niemowląt i nie pozostawiać ich pod żadnym pozorem bez opieki.

Opowieści zawierające charakterystyki demonów i zaklęcia, którymi można było je odganiać tworzyły magiczną zasłonę wokół domostw. Otulali się nią, niczym płaszczem podróżni, a rodzice skrzętnie stosowali się do zawartych w klechdach porad i płynące z nich nauki przekazywali potomstwu, nierzadko w postaci dopiero dziś wychodzących z użycia, bo oderwanych od realiów współczesności porzekadeł.

Paweł Zych i Witold Vargas są autorami wielotomowego „Bestiarusza słowiańskiego”, poświęconego demonologii naszych przodków. Czerpiąc stamtąd inspirację, uczestnicy zajęć Gosi tworzą nacechowane własną refleksją postacie. Fot.: Paweł Wroński

Fascynacja Małgorzaty Bockenheim tym z pozoru mrocznym i zapomnianym światem stała się kanwą plastycznych zajęć prowadzonych w OPP1 Jordanek. Wydawać by się mogło, że postacie dawnych słowiańskich demonów wzbudzą lęk i odrazę u uczestniczących w zajęciach dzieci. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Przeciwnie – opowieści pobudzają wyobraźnię i przypominają dzieciom o świecie przyrody, który coraz mocniej przesłania nam technika. Ułatwiają twórcze wnikanie w krąg własnych emocji, pomagają także wygaszać, a przynajmniej oswajać, nawet te najmroczniejsze.

Małgorzata Bockenheim, fot. Paweł Wroński

W tym roku szkolnym zabierzemy was do świata słowiańskich demonów. Ustami uczestników zajęć opowiemy wam różne historie. Razem z wykonanymi na zajęciach kukłami odwiedzimy zielone zakątki wokół Jordanka, by zobaczyć jak ożywione wyobraźnią twórców demony się tam czują. Relacje z tych wydarzeń zobaczycie w galeriach zdjęć i na filmach, które opublikujemy na stronach Ogniska Pracy Pozaszkolnej Nr 1 Jordanek (www.opp1.waw.pl) oraz na OPP1 Jordanek -YouTube’owskim kanale placówki (www.youtube.com). Na koniec zaś, w maju 2018 roku, zaprosimy was na wystawę do Muzeum Warszawskiej Pragi, na której spotkacie owe demony w specjalnie dla nich stworzonym zakątku (www.muzeumpragi.pl).


Portale i artykuły poświęcone słowiańskiej demonologii
www.slowianowierstwo.wordpress.com
www.slowianskibestiariusz.pl
www.strefatajemnic.onet.pl


Materiał przygotowany na potrzeby projektu „Strachy na Lachy” (www.opp1.waw.pl).

W twarzy Powitruli łączą się piękno i groza, jaką demon siał wśród pasterzy, fot. Paweł Wroński

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Return to the Paprika Galaxy

Tę impresję kulinarną stworzyłem zafascynowany iście kosmiczną kolorystyką skórek zdartych z upieczonej papryki.

Smak możecie sobie wyobrazić – nie mniej kosmiczny!


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Ryba inspiracji dalekowschodniej

Gdybyśmy mieli limonkę i dodali kolendry odcień dalekowschodni byłby znacznie silniejszy. Ale i tak – z cytryną i miętą do sałatki z jabłek – potrawa była pyszna, a przyjemność przy jej przyrządzaniu ogromna.

Oczywiście wino od Thummerera (Bokréta Cuvée 2011; opinie: www.vivino.com) z Egeru zawyżyło koszty, choć i tak nie za mocno, bo nabyliśmy je w Lidlu za niespełna 20 zł.

Smacznego!


W podkładzie muzycznym: „Requiem for a Fish” The Freak Fandango Orchestra.

Obok – okładka albumu „Tales of a Dead Fish”


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Historia ziemniaka i receptura purée’a

Purée może stanowić samodzielne danie, które każdy przygotuje bez większego trudu. Można je także potraktować jako półprodukt, na przykład farsz do papryki, czy smażyć w panierce niczym kotleciki.

Dlatego właśnie wybraliśmy to danie na jordankowe zajęcia, które połączą zabawę w gotowanie z poznawaniem świata – w tym wypadku – przez pryzmat dziejów ziemniaka. Najpierw powstały dwa materiały pomocnicze: „Historia ziemniaka prawdziwa” i „Receptura purée’a”, podczas przygotowywania którego sami zrobiliśmy purée, dokumentując poszczególne czynności i etapy. Finał pracy na tym drugim materiałem był nadzwyczaj przyjemny, bo purée w trzech kolorach z serami i ziołami wyszło nader smacznie.

Jest też kolejną propozycją po bakłażanie na modłę gruzińską (Zainspirowane przez Gaumarjos) z cyklu „Potrawy do 10 zł na 2 osoby”. Bo taki był łączny koszt naszego dania pomimo użycia tak luksusowych dodatków jak oryginalny parmezan, czy feta.

A poniżej, przedstawiam – oczywiście w ogromnym uproszczeniu – „Historię ziemniaka (na skróty)”.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Wina znad Renu i Mozeli

Uczestniczyłem niedawno w oryginalnej, bo adresowanej do amatorów degustacji Rieslingów i Burgunderów znad Renu oraz Mozeli, którą zorganizował nad Wisłą w Warszawie Niemiecki Instytut Wina (NIW).

Anna Gmurczyk reprezentująca NIW oraz Monika Wojtysiak – importerka szlachetnych trunków z Nimiec, a zarazem właścicielka warszawskiej restauracji „Jung & Lecker” przedstawiły 9 win. Jak to zazwyczaj w Niemczech bywa – przeważnie jednoodmianowych, przede wszystkim Rieslingów i Burgunderów.

Postawienie na Rieslingi nie było zaskoczeniem, bo dla niemieckojęzycznej Europy riesling to szczep wręcz podstawowy jeśli chodzi o produkcję win białych, a poza tym, to właśnie na nim opiera się dziś wizerunek winiarzy niemieckich, a w dużej mierze także austriackich, których winnice rozciągają się nad Renem, Mozelą i Dunajem.

Również rodzina tak dziś modnego czerwonego szczepu pinot noir, którego niemiecka nazwa brzmi spätburgunder, jest dla wspomnianej strefy geograficznej typowa. Podobnie bowiem popularne są tam białe mutacje tego prastarego szczepu – weissburgunder i grauburgunder.

Nie mniej znaną nad Renem i Mozelą odmianą winorośli jest portugieser. To z niego najczęściej przygotowuje się dobrze znany i nam Glühwein, czyli grzaniec. Na marginesie warto zaznaczyć, że wbrew kuszącemu skojarzeniu z nazwą, szczep ten nie wywodzi się z Portugalii.

Wśród zaprezentowanych win ewenementem był kupaż rieslinga z gewürztraminerem z Palatynatu, powstały w winiarni rodziny Braun. Na butelkach tego producenta widnieje jedynie lakoniczny napis Braun. Wspomniane wino ma też skromną białą etykietę i ponętną cenę, ponieważ jest przeznaczone do codziennej konsumpcji. Mimo to, jest całkiem wyrafinowanym kupażem, szczególnie udanym w roczniku 2016. Motto winiarni brzmi: Wein ist unsere Leidenschaft (Wino to nasza pasja).

Warto przy tym pamiętać, że użyte w nazwie opisanego trunku Riesling & Gewürztraminer Feinherb ostatnie słówko, oznacza wina wytrawne o naturalnym, delikatnie słodkim posmaku. Obecność tego terminu jest zawsze sygnałem, że mamy do czynienia z bardzo przyjemnym dodatkiem do potraw.

Warto także wiedzieć, że dodane do nazwy pojęcie Hochgewächs oznacza, iż winorośl pochodzi z krzewów długouprawianych, zaś twórca trunku chce nim podkreślić wartość i walory swojego produktu. Podobnie litera S jest skrótem od słowa Selektion, sygnalizującego, że do wyrobu tego właśnie wina użyto jedynie gron wybieranych pieczołowicie z kiści. Jak się łatwo domyśleć, winobranie odbywa się w takich przypadkach ręcznie, a co za tym idzie wyższa cena trunku nie powinna budzić zdziwienia.


Niemiecki Instytut Wina: www.winaniemieckie.pl
Degustacja odbyła się w Sun Eska Barze na Bulwarach Wiślanych (pawilon nr 3).


Wina degustowane w Sun Eska Barze (rocznik, nazwa; winiarnia):

Rieslingi i Burgundery znad Renu i Mozeli w Warszawie, nad Wisłą, fot. Paweł Wroński

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00