Słynne Barolo, 20 lat później

Zwiedzałem słynne piemonckie miasteczko Barolo gdzieś u progu nowego tysiąclecia. Przywieziona z tamtejszej winoteki butelka czekała na okazję. W okresie świątecznym 2018 roku, postanowiliśmy spróbować owego wina, by wznieść nim toast za przyszłe lata z okazji skończenia osiemnastu przez mojego najmłodszego syna.

W rodzinnym gronie z 20-letnim Barolo w kieliszkach, fot. Paweł Wroński

Eksperyment potwierdził znaną prawidłowość, że wina lepiej smakować i cieszyć się nimi, aniżeli po prostu wypić. Doznań jest wtedy więcej: oczekwianie aż wino się otworzy po przelaniu do dekantera, rozkoszowanie się coraz bogatszym bukietem, i – oczywiście – zwykła radość, że się przez te 20 lat, które minęły od zabutelkowania, nie popsuło! A więc Mikiemu sto lat, a dla twórców Barolo – gratulacje!

Enoteca w Barolo mieści się w murach zamku z XI wieku (obiekt znajduje się na liście UNESCO), położonego zaledwie 5 km od słynnego piemonckiego miasteczka Alba. Enoteka działa tam od 1967 roku, gromadząc wyroby winiarskie z regionu.

Do Barolo ściągają ludzie z całego świata, by nabyć butelki słynnego wina i czekać na jakąś szczególną okazję – np. rocznicę urodzin, czy szlachetne gody. Bo wina wyrabiane w okolicach Alba w regionie wyznaczonym łagodnymi wałami wzgórz z winnicami – Langa, z winorośli nebbiolo (nebbia to po włosku mgła) mogą leżeć i czekać na otwarcie nawet 60 lat.

Oczywiście oczekiwanie wiąże się z ryzykiem, że po otwarciu wino okaże się… korkowe (choroba korkowa – TCA, sprawia, że nie poczujemy ani aromatu ani smaku wina), i nie będzie się nadawało do picia. Statystycznie – na szczęście – wypadki takie stanowią zaledwie 2-10% win zamkniętych naturalnym korkiem. My, po 20 latach od zabutelkowania, zmieściliśmy się w tych 90-98% szczęśliwych.

Barolo, po 20 latach od zabutelkowania zachwyca brązową barwą i bogatym bukietem, fot. Paweł Wroński

 


Enoteka na zamku w Barolo (Il Castello di Grinzane Cavour e L’Enoteca Regionale Piemontese Cavour): www.castellogrinzane.com
Skąd się biorą wina korkowe: www.ms-sommelier.pl

Reklamy

Włochy / Piemont, Barolo – w krainie nebbiolo

Do Barolo przyjeżdżają klienci z całego świata, żeby kupić słynne wino z rocznika, w którym urodziły się ich dzieci. Butelki uświetnią w przyszłości jakieś ważne wydarzenie w ich życiu.

BAROLO-H

W tym postępowaniu jest i romantyzm i ekonomia. Młode Barolo ma bowiem przytomną cenę. Wraz ze starzeniem się wina, cena rośnie. A można je przechowywać nawet 60 lat. Oczywiście istnieje ryzyko, że po tak długim okresie, nie spełni pokładanych w nim nadziei albo będzie po prostu zepsute. Trzeba więc je przechowywać pieczołowicie i mieć nadzieję. Jeśli zaś fundatorowi dopisze szczęście, otwierając butelki sprawi nie lada przyjemność gościom. Znajomy Włoch zabronił nam wypić pewnego wieczora wino, które rozlał do bombiastych kieliszków. Niech postoi, powiedział rozkazująco na dobranoc i usnął. Nocowaliśmy wówczas w winnicy, a butelka pochodziła z piwnicy gospodarzy. Rano nim jeszcze otworzyłem oczy, poczułem zachwycającą woń. Słodki, aksamitny i intensywny bukiet z naszych kieliszków napełnił pomieszczenie nutami fiołków i róż, malin i truskawek. Znajomy dopytywał się natarczywie czy czuję także delikatną woń asfaltu. Korzenie i grzyby – owszem. Ze smołą skojarzeń nie znajdowałem. Był jednak tak dumny z udanego eksperymentu, że nawet na smołę się zgodziłem. Nasze Barolo nie było bardzo stare, ale przeleżało już swoje – 10 lat. Starsze są ponoć jeszcze lepsze. Poczekam, zobaczę, gdy dorośnie moje najmłodsze dziecko i dojrzeje jego rówieśniczka – butelka, zakupiona na zamku Falletti, górującym nad miasteczkiem, które dało winu nazwę. Mieści się tam winoteka (Enoteca Regionale del Barolo), siedziba konsorcjum producentów Barolo i muzeum, w którym gromadzone są archiwalne egzemplarze wina. Kolekcja tym ciekawsza, że Barolo wytwarza się z winorośli uprawianej obecnie już tylko w tym zakątku Piemontu. Ze szczepu o wdzięcznej nazwie nebbiolo. Nebbia znaczy po włosku mgła. Częste zjawisko w tym regionie.

W-WINNICY

INFO
Barolo leży 60 km od Turynu, 155 km od Mediolanu, w rejonie miasteczek Alba (10 km) i Asti (35 km). W enotece można degustować wybrane wina. Oficjalna strona enoteki: www.enotecadelbarolo.it; konsorcjum z adresami producentów: www.barolodibarolo.com.

Tekst publikowany w portalu www.smakizycia.pl pt. „Barolo z nebbiolo”.

Włochy / Piemont, Turyn – legendarna czekoladziarnia

Al Bicerin przy Piazza della Consolata to kilka stolików w ciasnym pomieszczeniu i sklepik z czekoladowymi łakociami w sąsiedztwie.

PDR_turyn_061pPDR_turyn_053p

Caffè Al Bicerin (www.bicerin.it) działa od 1763 roku. Ma ugruntowaną sławę. Zwłaszcza dzięki sztandarowej pozycji w menu, a więc do skosztowania na miejscu. Jest nią bicerin, czekoladowy napój o osiemnastowiecznym rodowodzie. Miksturę espresso i gorącej czekolady przykrytą śmietankowym kremem, wykoncypował w owym czasie właściciel lokalu i nazwał bavareisa. Czekoladowy drink podawany jest tradycyjnie w kieliszkach (stąd zresztą nazwa, bo kieliszek po włosku to bicchiere). Można więc przez szkło podziwiać barwę, a zwężona czasza, pozwala tak jak w przypadku wina, cieszyć się bukietem powstającym gdy czekolada miesza się z kawą i kremem. Tajemnica wyrobu domowej czekolady jest od pokoleń pilnie strzeżona. W 2001 roku, Bollettino Ufficiale della Regione Piemonte, nadał drinkowi oficjalne miano „bevanda tradizionale piemontese”, czyli tradycyjnego napoju piemonckiego.

Włochy / Piemont, Castigliole d’Asti – dziewczyna z kuchni

Zamek w Castigliole jest siedzibą Włoskiej Szkoły Kulinarnej dla Obcokrajowców, jak można przetłumaczyć anglojęzyczną nazwę, kryjącą się za skrótem ICIF.

Paola-z-ICIF

Prowadzone w ICIF kursy przeznaczone są dla profesjonalistów: kucharzy, enologów, menedżerów i restauratorów, którzy chcą podnieść kwalifikacje i zgłębiać włoską kulturę kulinarną lub niuanse enologii. Zajęcia mają oczywiście charakter praktyczny, choć wszelkie ćwiczenia poprzedza teoria.

Kiedy zajrzałem do wielkiej wykładowej auli, dwóch mistrzów kucharskich z Piemontu prezentowało słuchaczom z Dalekiego Wschodu cykorię, ściślej mówiąc pokazywali jak ją preparować żeby nie uronić nic ze smaku ani walorów zdrowotnych w jakie wyposażyła ją natura. Czynności mistrzów śledziły kamery, więc słuchacze widzieli wszystko na telebimie.

Kursy i warsztaty prowadzone w Castigliole mają zazwyczaj charakter stacjonarny i trwają przynajmniej miesiąc. Zaczynają się zazwyczaj od lekcji poświęconych oliwie, jako że bez niej w kuchni włoskiej rzadko co powstaje. Szczególną uwagę poświęca się też winom, których paleta jest we Włoszech niezwykle szeroka. Praktycznie przecież nie ma regionu bez winnic, a w większości powstaje przynajmniej kilka win cieszących się światową sławą. W zamkowych podziemiach są więc dwie piwnice – jedna z beczkami wina, a druga oliwy.

Jakież było moje zdziwienie, gdy w kuchni zastałem tylko jedną młodą dziewczynę. Z dużą wprawą rozprawiała się z papryką. Mimo to pomyślałem z politowaniem. Pięknie, kucharze kucharzami, ale jeść też muszą. Zatrudnili dziewczynę, i gotuje Kopciuszek, kiedy oni się tam po aulach edukują. Nie mogłem wyciągnąć bardziej nietrafnych wniosków. Dziewczyna, Paola Bogetto jest jednym z instruktorów ICIF. Ponadto, jak mi powiedziała, w szkole panuje zwyczaj przyrządzania posiłków dla wszystkich. Na przemian. Raz przez któregoś ze słuchaczy, a raz kogoś spośród kadry, którą tworzą specjaliści o międzynarodowej renomie. Jeśli chodzi o kucharzy z Piemontu są członkami stowarzyszenia Giovani Ristoratori d’Europa i każdego z nich Michelin obdarzył swoimi gwiazdkami.

INFO
Castigliole leży pomiędzy piemonckimi miasteczkami Asti i Alba, 78 km na południowy wschód od Turynu, w piemonckim zagłębiu winiarskim; www.icif.com
Giovani Ristoratori d’Europa (motto organizacji: „Talento e Passione”): www.jre.it

Tekst publikowany w portalu www.smakizycia.pl

Włochy / Piemont – na nartach po Mlecznej Drodze

Co łączy Hannibala z Fiatem i narciarzami? Pytanie jak znalazł do telewizyjnego quizu. Jeśli kiedyś padnie, pamiętajcie, że prawidłowa odpowiedź brzmi: Sestrière.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Sam znalazłem odpowiedź i wymyśliłem pytanie. Na Mlecznej Drodze. Nie, nie potłukłem się dotkliwie na stoku, ani nie mylę Bożego Narodzenia z Prima Aprilisem. Via Lattea istnieje naprawdę, na pograniczu Włoch i Francji. Rozciąga się od Sauze d’Oulx w Valle di Susa we Włoszech aż po francuskie Montgenevre. Jest słynną, bodaj największą w Europie huśtawką narciarską. Co to znaczy? Teoretycznie, że dzięki dobrze zorganizowanemu systemowi wyciągów, można pokonać z górą 400 kilometrów tutejszych nartostrad i wrócić do punktu startu bez odpinania desek. Praktycznie, że przejechanie ich nawet podczas przeciętnego urlopu, jest równie mało realne, jak szusowanie wśród gwiazd.

Od słoni do buldożerów
PDR_sestiere_031pW sercu regionu, po środku Mlecznej Drogi leży Sestrière. Kiedy patrzyłem na otaczające miejscowość ośnieżone szczyty Alp myślałem i z podziwem, i z przerażeniem o geniuszu i okrucieństwie Hannibala. Słyszałem ryk przerażonych słoni i chrzęst oręża tysięcy maszerujących na Rzym żołnierzy. Spośród wielu miejsc, przez które mógł przejść Hannibal, Sestrière wydaje się historykom najbardziej prawdopodobne. I tej wersji trzymają się gospodarze ośrodka bowiem przez długie stulecia nic tu się nie działo. W średniowieczu biegł przez przełęcz wyznaczony kamieniami trakt. Takie kamienie stawiano co 10 ówczesnych mil. Szósty kamień – Petra Sextriera na przełęczy wspomniano w bulli papieskiej z 1123 roku. Licząc od Turynu była to 60 mila drogi łączącej dwie doliny – Valle del Chisone z Valle di Susa. Potem, znowu nic się nie działo. Trakt wrócił na łamy historii dopiero po siedmiuset latach. W dostojną górską ciszę wdarły się po raz kolejny odgłosy maszerujących wojsk. Na początku XIX wieku armia Bonapartego szła tędy na wschód. Cesarza poprzedziły brygady budowlane, które ułożyły nowoczesny gościniec między francuską Sabaudią a włoskim Piemontem. Kiedy umilkło echo kroków francuskich żołnierzy, nic nie zakłócało ciszy oprócz porykiwania pasących się na okolicznych halach krów.

PDR_sestiere_034p

Dopiero w okresie międzywojennym XX wieku okolicą zainteresował się Giovanni Alberto Agnelli, senator Włoskiej Republiki i legendarny dyrektor Fiata z czasów największej prosperity koncernu. Doskonale znał okolicę gdyż urodził się w jednej z miejscowości Valle del Chisone w okolicach Pinerolo. Buldożery i ciężkie maszyny jakie sprowadził z odległego o 100 kilometrów Turynu, na zawsze zmieniły oblicze górskiego zakątka. W ciągu kilku lat pojawiły się hotele, a stoki Alpette, Sises, Banchetta i Fraiteve pokryła sieć wyciągów. Nawiązując do łacińskiego określenia szóstego kamienia, Agnelli nazwał swe dzieło Sestrière i otworzył hucznie w 1937 roku. Przedsięwzięcie było manifestem potencjału włoskiego przemysłu i nowoczesności. Zaś skoncentrowana na niewielkiej przestrzeni infrastruktura uchodzi po dziś dzień za prototyp funkcjonalnych, rozpowszechnionych zwłaszcza we Francji, stacji narciarskich „z probówek”. Narodziny ośrodka pamiętają dwa charakterystyczne, dwunastopiętrowe, niegdyś ekskluzywne hotele o cylindrycznym kształcie. Są dzisiaj jego symbolem, bo chociaż nadal pełnią funkcje hotelowe, wyposażeniem ustępują już nowszym obiektom. Ośrodek rozrastał się szybko, dzięki zainteresowaniu gwiazd show biznesu, polityków i rekinów finansjery. Wkrótce otwarto kino i założono pole golfowe (notabene najwyżej położone w Europie). Najwięcej jednak wznoszono… garaży. Boom w branży motoryzacyjnej i światowe sukcesy Fiata spowodowały bowiem, że gros gości przyjeżdżało własnymi pojazdami. Grupy entuzjastów narciarstwa o mniej zasobnej kieszeni, wynajmowały autokary, a nawet ciężarówki, by spędzić „na górze” przynajmniej jeden dzień.

PDR_sestiere_022p

Najsłynniejsze trasy
Usytuowany na wysokości 2035 metrów ośrodek oplata obecnie na tyle gęsta sieć wyciągów, że wcale nie trzeba huśtać się do sąsiednich miejscowości. Kluczowe znaczenie dla systemu ma trasa nosząca imię twórcy ośrodka. Zwyczajowo zmagają się na niej alpejczycy w slalomie gigancie. Organizowane tu od lat 50. XX wieku zawody Kandahar przekształciły się w 1967 roku w Alpejski Puchar Świata. Zaś od 1994 roku rozgrywany jest na trasie imienia Agnelliego prestiżowy slalom gigant przy sztucznym oświetleniu. Włosi podkreślają z dumą, że dwukrotnie triumfował w nim Alberto Tomba – legenda narciarstwa. Trasa opada szeroką wstęgą spod wierzchołka Monte Sises (2658 m) kończąc się nieopodal Kandahar Center – ciągu wypożyczalni, kas i siedziby szkoły narciarskiej. Na stoku wyznacza ją szereg gigantycznych latarni. Stok jest oświetlony i – z wyjątkiem zawodów – dostępny dwa razy w tygodniu dla amatorów mocnych, nocnych wrażeń.

PDR_sestiere_004p

W dzień korzystałem z faktu, że trasy wokół Sestrière biegną blisko siebie i często się przecinają. By jeździć bez znudzenia łączyłem różne odcinki, tworząc wciąż nowe warianty. Zmęczony, wstępowałem do którejś z rozrzuconych na stokach restauracji. W większości to modernistyczne budynki sprzed półwiecza. Należy do nich La Tana della Volpe, usytuowana między górnymi stacjami krzeseł na Monte Banchetta (2535 m). Budynek jest znakiem rozpoznawczym tego miejsca. Przyklejony do odkrytego stoku, interesująco prezentuje się z oddali. Stanowi też obowiązkowy przystanek na drodze ku najwyższemu punktowi Mlecznej Drogi jakim jest Monte Motta (2823 m). Wyciągi kończą się  tam na grani, około 200 metrów poniżej wierzchołka. Podobnie jak inni narciarze na dół zjeżdżałem trasą „32”. Czarną, i nie tyle trudną, ile długą. W górnych partiach nie ratrakowana biegnie odsłoniętym, narażonym na podmuchy wiatru terenem. Narty niosą więc na przemian, bez najmniejszego oporu przez wywiane, twarde i oblodzone odcinki lub z trudem, przez tarasujące zjazd pryzmy śniegu, gromadzącego się w załamaniach terenu. W dolnej części trasa wchodzi w las. Robi się zacisznie, ale nadal jest dość stromo. Śnieg nie sprawia jednak takich niespodzianek jak wyżej. Końcowy zaś, łagodny odcinek w dolinie potoku Chisonetto, ma już zupełnie relaksacyjny charakter.

Ze stoku na wino
W Sestrière wszystko jest tak zaaranżowane, że sportowe emocje przeplatają się z iście hedonistycznymi pokusami. Któż bowiem nie zechce zajrzeć po męczącym zjeździe trasą „32”, do widocznej na wysokim brzegu potoku gospody Lou Brachettes. Ja też tam zajrzałem i nie żałowałem. Serwują tam bowiem znakomitą zupę jarzynową minestrone i specjalność regionu, gęste, ostre sosy bagna caôda. Nieopodal startują krzesła wyciągu Chisonetto Banchetta, którym w każdej chwili można wrócić na górę.

PDR_sestiere_036p

Można też zjechać niżej – do Borgaty, hotelowej enklawy, z której rusza kabinowa kolejka na Col Basset (2424 m). A tam trasy Sestrière łączą się z pozostałymi nartostradami Drogi Mlecznej. W Borgacie, tuż przy stacji kolejki znajduje się nowoczesna restauracja Il Carpet. To również znakomite miejsce na dłuższą przerwę. Restaurację zachwalał właściciel hotelu Savoy Edelweiss, w którym się zatrzymałem, a że u niego kuchnia jest wyśmienita, nie miałem powodu, by nie zaufać. I rzeczywiście, w Il Carpet są znakomite włoskie pasty, a grzane wino, zwane tu z francuska vin brulé, jak ustaliłem doświadczalnie w ciągu następnych dni, najlepsze w okolicy! Notabene w piwnicy mieści się bogata w trunki winiarnia.

PDR_sestiere_029pNajwiększą jednak sympatią zapałałem do Baru Chisonetto. Pierwszy raz zatrzymałem się w nim gdy zjeżdżałem czerwoną, w dolnej części czarną „8” z Monte Banchetta, a w sypiącym, gęstym śniegu trudno było dojrzeć czubki własnych nart. Wnętrze obszernej kamiennej szopy przykrywają rozległe połacie drewnianego dachu, wsparte na potężnych krokwiach. W kominku wesoło strzelają płomienie, przyciągając spragnionych ciepła narciarzy. Rozkoszując się smakiem crostaty – ciasta z marmoladą, popijałem vin brulé i czułem jak powracała energia. Trasę „8” strome progi dzielą na wyraźne odcinki. Za każdym razem odnosiłem wrażenie, że zjeżdżam przez kolejne piętra góry i bardzo mi się to podobało. Gdy miałem dość, przerzucałem się na czarną trasę używaną do rozgrywania biegów zjazdowych. Kandahar Banchetta – Giovanni Nasi, tak brzmi pełna nazwa. Na szczęście na co dzień nie jest specjalnie utwardzona, bo i tak stawia spore wymagania amatorom. Ma ogromny zakręt w lesie, liczne strome fragmenty oraz efektowny, karkołomny finisz w Borgacie, vis á vis wspomnianej restauracji Il Carpet.

Wśród elektrycznych gwiazd
PDR_sestiere_050pJako wzięte zagłębie narciarskie, Sestrière oferuje szereg pozanarciarskich atrakcji. Jest wypożyczalnia skuterów śnieżnych, można skakać na paraglajdzie albo odbyć widokowy lot helikopterem nad Alpami, skorzystać z kortów lub urządzeń fitness w Pałacu Sportów przy Via Azzurri d’Italia.

Do stacji można też przyjechać z rękami w kieszeniach. Byle tylko mieć zasób gotówki, to człowiek ubierze się od stóp do głów i wyposaży nie tylko na narty. Ekskluzywne sklepy z ciuchami, biżuterią i artykułami sportowymi kuszą efektownymi wystawami przy Via Louset, Piazzale Fraiteve oraz Piazzale Kandahar. Wieczorami, w całym ośrodku lokale rozbrzmiewają muzyką. I chociaż miejscowość nie jest romantyczną alpejską wioską, ale kombinatem narciarskim, to przy wieczornym oświetleniu nabiera uroku. Ba, panuje tu iście świąteczna atmosfera podkreślona lampkami na choinkach i gwiazdami rozwieszonymi na ulicach.

Chociaż dominują pudełkowate apartamentowce, spośród których jak wyspa wyłania się przypominający kamieniczkę hotel Savoy Edelweiss (notabene relatywnie niedrogi, trzygwiazdkowy ze świetną kuchnią), to najbardziej znany nawet poza granicami Włoch jest sklepik spożywczy Mon Jardin przy Via Pinerolo. Sławę zawdzięcza zawsze świeżym owocom i warzywom oraz szerokiej ofercie smakołyków z Piemontu (prodotti tipici locali Piemontesi): serów, wędlin i win.

PDR_sestiere_012p

Kiedy opuściłem handlowe centrum, by zażyć wieczornej jazdy na trasie imienia Agnelliego, doznałem szoku. Wiedziałem, że jest oświetlona, ale nie zdawałem sobie sprawy, że to aż tak spektakularna iluminacja. 200 lamp o mocy 1000 kW każda tworzy niewiarygodnie jasny pas na stoku. Jak się okazuje na Mlecznej Drodze nie ma rzeczy niemożliwych – jakby nie było na pożegnanie z Sestrière szusowałem wśród gwiazd.

INFO
Witryna kurortu: www.sestriere.it
Portal Drogi Mlecznej: www.vialattea.it oraz www.montagnedoc.it

W pierwotnej wersji (zmieniłem tryb i czas na przeszły), artykuł był publikowany na łamach „Kaleidoscope” w 2004 r.

Alpy – znane i mniej znane (na zimę)

Kraje alpejskie przodują na liście naszych zimowych celów urlopowych.

Trudno wyrokować co decyduje o wyborze dokonywanym przez każdego z nas. Rzecz nieco upraszczając, można jednak powiedzieć, że kto chce podziwiać najwyższe alpejskie szczyty, wybiera Francję lub Szwajcarię. Kto ceni nade wszystko przyjazny klimat, kieruje się do Włoch, przede wszystkim w Dolomity. Kto nie chce jechać zbyt daleko i płacić zbyt drogo, ale oczekuje perfekcyjnego przygotowania tras, decyduje się na Austrię, zwłaszcza Tyrol – królestwo lodowców. Alternatywą słynnych i obleganych kurortów są w takich miejscach, położone nieopodal mniej znane, a wcale nie mniej ciekawe ośrodki. Oto przykłady.

PDR_wallis_041p

Po drugiej stronie Matterhornu
Górę której kształt zna chyba każde dziecko na świecie możemy oglądać w pełnej krasie ze szwajcarskiego Zermatt. A tam niełatwo o kwatery, bo do Zermatt ciągnie nieustannie sznur gości z całego świata. Szczyt leży na granicy z Włochami. Sąsiadami Zermatt są tam Breuil-Cervinia oraz Valtournenche – kluczowe ośrodki Doliny Aosty, najmniejszego z włoskich regionów, ale otoczonego najwyższymi w Europie szczytami – od Mont Blanc po Monte Rosa. Wprawdzie Matterhorn przypomina stamtąd tatrzańskiego Mnicha, ale trasy Cervinii łączą się z tymi z Zermatt, więc można jeździć po obu stronach góry i oglądać ją również z bardziej znanej perspektywy – z wydatnym, przekrzywionym nosem. Ośrodki oferują łącznie 350 km tras zjazdowych, w tym najdłuższą w Alpach, 25-kilometrowy zjazd do Zermatt, a dla deskarzy Snowparki. Dodatkową atrakcją tego miejsca jest najwyżej położony w Europie teren narciarski. Tuż pod Matterhornem na lodowcu Theodul. Są tam zresztą najwyżej zainstalowane w Alpach orczyki, które wywożą narciarzy na Gobba di Rollin, na zawrotną wysokość 3899 m n.p.m.
www.cervinia.it
www.zermatt.ch

W Tyrolu bez lodowców
Pięć oplecionych wyciągami lodowców w austriackiej części Tyrolu oraz jeden we włoskiej, tworzą największe w Alpach zagłębie narciarskie tego typu. Ze względu na warunki klimatyczne, rzeczywiście całoroczne. Jednak Tyrol ma różne oblicza, a zimą śniegu nigdzie nie brakuje. Niemal przeciwieństwem gwarnych zazwyczaj, imponujących infrastrukturą i możliwościami Après-ski ośrodków z lodowcami, są kameralne stacje narciarskie Wschodniego Tyrolu. Ta enklawa Tyrolu rozciąga się na południowych stokach Wysokich Taurów i północnych obrzeżach Dolomitów. Największa z tutejszych stacji – Sillian oferuje zaledwie 45 km tras. Z najwyższego punktu systemu (2407 m n.p.m.) rozciąga się wspaniała panorama gór. Nigdy nie jest zbyt tłoczno, a zawsze znacznie ciszej aniżeli w głównych ośrodkach Tyrolu, ponieważ mniej tu umbrellabarów i kuszących dyskotekową muzyką restauracji. Ciekawe zjazdy prowadzą z okolicznych stoków wprost do stolicy regionu – maleńkiego, położonego nad Drawą Lienzu. Przyjemne kompleksy narciarskie ze zróżnicowanymi pod względem trudności trasami oferują także Defereggental, Hochpustertal, Virgental, Kalsertal, Villgratental oraz Lesachtal. Łącznie 350 km tras zjazdowych, 400 km torów dla miłośników narciarskich biegów oraz profesjonalnie przygotowane snowparki. Między ośrodkami łatwo się przemieszczać, a karnet na trasy w Osttirolu ważny jest w ośrodkach sąsiedniej Karyntii (najdroższe opcje otwierają także bramy Dolomitów).
www.osttirol.com

Na poboczu Mlecznej Drogi
Od włoskiego Sestriere w Piemoncie po Montgenevre w Górnej Sabaudii (Francja) rozciągają się wyciągi największej w Alpach huśtawki – Via Lattea (ponad 400 km tras zjazdowych). I znowu, nieopodal, w ośrodkach położonej tuż przy włoskiej granicy doliny Maurienne jest znacznie kameralniej i ciszej. Dolina okala od południa, najstarszy i bodaj najsłynniejszy we Francji park narodowy Vanoise. W jednej z kluczowych stacji tego regionu, w Termignon-Val Cenis jest wprawdzie tylko 80 km tras, ale na tygodniowy to aż nadto. Zwłaszcza, że w całej dolinie są 24 stacje, a tylko w tej jednej ofertę Après-ski wzbogacają baseny i park rozrywki, shoppingowe ulice oraz restauracje dwóch miasteczek: Lansebourg i Lanslevillard. Ciekawostką jest fakt, że cały region Maurienne przygotował się już przed kilku laty na przyjmowanie gości z Polski, przystosowując ceny kwater do naszych kieszeni oraz wydając przewodnik i przygotowując tłumaczone na polski strony w Internecie.
www.maurienne-tourisme.com
www.pl.franceguide.com

Włochy / Piemont – divertimenti di Bava

Bava są winiarzami z Piemontu. Miałem przyjemność poznać seniora rodu – Piero oraz Roberto i Giulio, dwóch z trójki jego synów. Mieszkają w maleńkim Cocconato, ok.60 km na południowy wschód od Turynu.

Wbrew pierwszemu skojarzeniu z orzechem kokosowym, nazwa miejscowości założonej jeszcze przez Rzymian wywodzi się z dialektu piemonckiego. Oznacza „z trudem narodzony” i odnosi się, nieco przenośnie, do stromego pagórka, na którym stoi dziś kościół oblepiony ciasno stłoczonymi domami. W pochodzącym z XVIII wieku domu rodziny o wdzięcznej nazwie Casa Brina (brina to kropla rosy) co roku odbywają się organizowane pod auspicjami Bava koncerty jazzowe.

Z grona znakomitych piemonckich winiarzy, rodzinę wyróżnia szczególna dbałość o kulturę i tradycję. W piwnicach zwróciłem uwagę, że beczki, w których dojrzewają wina pochodzą z wytwórni Gamba. – Czy to jakaś szczególnie dobra firma? – spytałem. – Dobre, ale nie w tym rzecz – odpowiedział Giulio – Gamba wykonują dla nas dębowe beczki już od trzech pokoleń.

Smak zmienia się podobnie jak moda na ubrania, powodując, że winiarze dostosowują swoją produkcję do gustów konsumentów. Bava należą do nielicznych plantatorów, którzy nie zaniechali hodowli gatunku Ruché. Ta niezwykle popularna niegdyś w Piemoncie odmiana prawie już zanikła, bo powstające z niej wino nie odpowiada wymogom współczesnego rynku. Pachnie i smakuje uprawną ziemią, miejscowymi roślinami i grzybami (między innymi truflami, których tu w Piemoncie zbiera się około 70% światowej produkcji!). Ruché można więc skosztować tylko na miejscu. Ponieważ rodzinne zasoby się wyczerpały, a wino kolejnego rocznika dopiero butelkowano, jakżeż się ucieszyłem, gdy w jednej z enotek Monferrato udało mi się znaleźć butelkę tego niecodziennego trunku.

Wśród win produkowanych przez rodzinę, dominują trunki z powszechnej w regionie winorośli barbera. To właśnie do czerwonych win Barbera d’Asti (sztandarowe Stradivario), 16 enologów z Giulio na czele i specjaliści ze słynnej manufaktury szkła Riedel (mieści się w Kufsteinie w Austrii), dobrali odpowiedni co do kroju kieliszek, w którym wino najkorzystniej prezentuje bukiet, barwę i smak.

Curiosum w Cantina di Bava stanowi kolekcja win mszalnych, jest to bodaj największy tego typu prywatny zbiór na świecie. Sami też produkują wina mszalne. Alleluja – aromatyczne, słodkie… a jak się komponuje ze słodyczami. Bo właśnie słodycze, a właściwie czekolada, to druga wielka specjalność Bava. Nie, nie produkują czekolady. Roberto jest szefem profesjonalnego stowarzyszenia, które promuje czekoladowe wyroby, kulturę ich produkcji i spożywania, organizuje degustacje i szkolenia nie tylko dla specjalistów. Jak twierdzi, po takiej degustacji każdy może wybrać czekoladę swojego życia. Bo o ile kobiet i win można w życiu mieć wiele, to czekoladę kocha się tylko jedną!

INFO
www.bava.com