Yerebatan Sarayi – cuda Stambułu (4)

Yerebatan Sarayi, czyli Zatopiony Pałac to nazwa wielkiej antycznej cysterny, zbudowanej w pobliżu bazyliki Hagia Sophia (meczetu Ayasofya) za panowania cesarza Justyniana.

Ponad 300 marmurowych kolumn 9-metrowej wysokości wspiera ceglane sklepienie gigantycznej podziemnej hali. Na podstawach dwóch z nich znajdują się wizerunki głowy meduzy, a jedną zdobi abstrakcyjny ornament. Jak głosi legenda, tę trzecią dedykowano niewolnikom zmarłym podczas wznoszenia budowli Konstantynopola. W rzeczywistości wykorzystano kolumnę pozostałą z łuku triumfalnego, wystawionego na cześć jednego z cesarzy w IV stuleciu. Cysternę zbudowano dwa wieku później, za panowania Justyniana.

Bazy dwóch kolumn zdobią wizerunki głowy meduzy, ułożone w innych płaszczyznach; tam najchętniej fotografują się turyści, fot. Paweł Wroński

Meduza budzi największy podziw. Nie tylko dlatego, że oddano misternie jej wężowe włosy i oczy, których spojrzenie zamieniało śmiałka w kamień. Wspaniałe płaskorzeźby są arcydziełem sztuki rzeźbiarskiej z VI wieku. Nie wiadomo wprawdzie dlaczego ozdobiono w ten sposób tylko dwie kolumny. Zagadka intryguje tym bardziej, że każda z głów jest przedstawiona w innej płaszczyźnie. Tajemniczą atmosferę tego miejsca, wykorzystano kręcąc w 1963 roku sceny do bondowskiej sagi. W filmie „From Russia with Love”, zamieniono cysternę w budzące grozę podziemia rosyjskiej ambasady.

Meduza z odwróconą głową. Takie przedstawienia tłumaczą liczne legendy, choć powód był zapewne prozaiczny – wyrównanie poziomu baz wszystkich kolumn zależne od ukształtowania gruntu na dnie cysterny, fot. Paweł Wroński

Turcy woleli wodę z akweduktów, więc o cysternie zapomniano do czasu aż odnalazł ją francuski badacz Petrus Gyllius (albo Pierre Gilles), poszukujący w połowie XVI wieku śladów bizantyjskiej przeszłości. Jego uwagę zwrócili mieszkańcy Stambułu, którzy z otworów w ziemi wyciągali wodę jak ze studni albo łowili ryby.

Płacząca kolumna, fot. Paweł Wroński

Cysterna jest największą z trzech jakie zachowały się w Stambule. Po dziś dzień w zbierającej się na dnie zbiornika wodzie żyją ryby. Czuć wilgoć, a słupy kolumn są mokre od skraplającej się pary wodnej. Panuje chłód, w największy nawet, dokuczliwie odczuwany na ulicach upał. Z zewnątrz cysternę wskazuje niewielki wejściowy pawilon, przy którym – tak jak przy wszystkich tłumnie odwiedzanych obiektach – trzyma straż policyjny patrol. Meduzę zaś uwieczniono w nazwie pobliskiej restauracji, zdobiąc fasadę mieszczącego ją budynku kamienną plakietą z wizerunkiem mitycznego potwora.

Ryby zawsze znajdowały dogodne warunki do życia w cysternie, fot. Paweł Wroński

W naszych przewodnikach Zatopiony Pałac kryje się najczęściej pod nazwą Cysterna Bazyliki: www.yerebatan.com

Reklamy

Kumpir – kartofel gigant z dodatkami

Kumpir to wielki zapiekany ziemniak. Jego gorący miąższ zamienia się w purée, mieszając z masłem i serem kasar, a potem dopełnia dodatkami dobranymi indywidualnie przez klienta.

Pomysłowy i smaczny fast food, a zarazem jeden z kulinarnych przebojów Stambułu!

Tak właśnie wygląda kumpir – łatwo sobie wyobrazić jak smakuje, fot. Paweł Wroński

Prosta potrawa podbiła Turcję i ulice Stambułu, a nieopodal Meczetu Ortaköy (Ortaköy Camii), powstała nawet cała ’kumpir-zone’, odwiedzana przez autochtonów i przybyszów, właśnie po to, by zajadać się kumpirem, śledząc przepływające przez Bosfor jednostki.

Kumpir-zone w Stambule powstała w rejonie Mostu Bostońskiego, po europejskiej stronie Bosforu, fot. Paweł Wroński

Zasada jest prosta. Gdy ziemniak jest gotowy, klient dobiera dodatki, takie jak mielone mięso, kukurydzę, oliwki, kapary, posiekane, pomidory, fasolę i inne warzywa, sosy oraz przyprawy – lokalne, tureckie i uniwersalne, takie jak ketchup czy majonez. Nawet w restauracji z obsługą kelnerską po wybór dodatków trzeba się zgłosić do stoiska; przy stoliku można natomiast zamówić napoje. Kumpir kosztuje w tej strefie 20-25 lirów.

Do picia zamawia się herbatę, sok wyciskany z owoców, lemoniadę lub piwo (najczęściej Efes, bo jest miejscowy i całkiem niezły, a inne pochodzą z importu). Wszystko fajnie. Jedno mnie tylko zastanawia – skąd biorą takie wielkie kartofle? Modyfikują je genetycznie, czy wyhodowali specjalnie tak gigantyczną odmianę?

Inny dobór dodatków, ale to także kumpir, fot. Paweł Wroński

O tym jak jest przygotowywany kumpir opowiada poniższy film, zamieszczony na Youtube przez użytkownika Culinistanbul w 2013 roku, nakręcony właśnie tam, w dzielnicy Ortaköy (Beşiktaş) w europejskiej części Stambułu, tuż nad Bosforem.

U Daniela i Barbary w Polonezköy

Wspomnienie pierwszych chwil w Polonezköy ze wszech miar godne zapamiętania!

Było pod wieczór, pogoda prześliczna, wokół zielono, ale w brzuchu burczało. Niczym pod wpływem zaklęcia „Stoliczku nakryj się!”, pojawiły się potrawy. Bliskie naszemu narodowemu, zgodnemu z tradycją i patriotycznemu przyzwyczajeniu – sute, do cna tureckie i smaczne!

Fasola po turecku podawana jest na wiele sposobów, bo używane są różne jej rodzaje, z przeróżnymi przyprawami; dressing –  w tym przypadku z sałaty – jest zarówno ozdobą, jak smakowym odświeżającym dodatkiem, fot. Paweł Wroński

Na początek fasola, i to trzech rodzajów, delikatnie i aromatycznie przyprawiona ziołami, z sałatą, pietruszką oraz plasterkami cytryny – dla ozdoby i do smaku. Fasola (fasulye) ma w kuchni tureckiej ugruntowaną pozycję. Do niezwykle popularnych należą takie potrawy jak taze fasulye, czyli zielona fasolka z przyprawami, etli kuru fasulye, czyli fasola w sosie z papryką i pomidorami, kurufasulye – fasola z surową cebulką, czy popularne także w Grecji i krajach o silnych wpływach tureckich, zwłaszcza na Bałkanach, pilaki. Fasolowe dania z powodzeniem wystarczą by się nasycić, często jednak stanowią jedynie przystawkę, obfitą przystawkę ma się rozumieć.

Jako danie główne grillowane mięsa z również grillowanymi warzywami – ostrą papryką i pomidorem oraz z frytkami, fot. Paweł Wroński

Mięsne danie główne nie należy do rzadkości. Był jeszcze Ramazan, a więc Wielki Post przez nas nazywany ramadanem. Wtedy wyznawcy islamu unikają przez cały dzień jedzenia i picia, aż do wieczora. W wielkopostnym menu nie ma mięsa, ale Polonezköy to wieś zamieszkała – zgodnie zresztą z nazwą – przez potomków polskich osadników, chrześcijan z dziada pradziada. Tureckim gościom w tym czasie, gospodarze mięsa nie zaproponują, choć i z tym teraz różnie bywa, jako że od czasów Atatürka. laicyzacja tureckiego społeczeństwa postępuje bardzo szybko. Ciemne kawałki mielonego, grillowanego bądź smażonego mięsa – inegöl köfte, przygotowano mieszając jagnięcinę (kuzu) z wołowiną (sr). Wieprzowina jest zwyczajowo wykluczona z receptur, choć czasem używa się tu także dziczyzny, bo do zabudowań Polonezköy podchodzą dziki. Ba, jest w ich w pełnej drzew okolicy sporo, więc mieszkańcy polskiego pochodzenia polują. Potrawy z dziczego mięsa cieszą się sporym zainteresowaniem wśród ich tureckich przyjaciół, choć nie wszyscy ich kosztują. Jasne mięso to oczywiście drób – pieczona pierś z kurczaka, czyli kzarm tavuk, także bardzo w Turcji popularne danie. Drobiu używa się tutaj w kebabach, szaszłykach, podaje z patelni, bądź grilla. Kosmopolitycznym dodatkiem są frytki, zaś warzywa na gorąco – papryka (biber) i pomidor (domates) – tradycyjnym, i do tego pospolitym.

Sütlaç należy do najpopularniejszych tureckich deserów, fot. Paweł Wroński

Na deser sütlaç, czyli pudding ryżowy, z przypaloną warstewką niczym Crème brûlée. Dobrze, że dbać o linię nie muszę, bo to prawdziwie kaloryczna bomba, a słodki tak, że chociaż uwielbiam słodkości, nie dałem mu rady.

Sery, kawałki wędliny, porcja chałwy, omlet i oliwki, do tego warzywa, pieczywo i herbata, krótko mówiąc – śniadanie po turecku, fot. Paweł Wroński

A po nocy przychodzi dzień… chciałoby się zaśpiewać, niczym Budka Suflera w dobrych czasach. Na śniadanie talerz przysmaków – głównie serów: słony biały (beyaz peynir) i żółty (kasar). Były także w zestawie: plasterki wędliny i porcja chałwy. Do tego oliwki, omlet, dobre świeże pieczywo z miodem lub konfiturą – wedle życzenia, i oczywiście… herbata (çay)!

Herbata (çay), na orientalną modłę – gorąca, mocna, słodka, przepyszna, dozowana niewielkimi porcjami fot. Paweł Wroński

Taką oto obiadokolacją i śniadaniem, uraczyli nas w restauracji „Club Adampol Otel” Daniel i Barbara Ohotski, którzy prowadzą w Polonezköy pod Stambułem kilka wysokiej klasy turystycznych obiektów: www.polonezkoy.com

Szyld jednego z hoteli należących w Polonezköy koło Stambułu do Daniela i Barbary Ohotski, fot. Paweł Wroński

Polska wieś pod Stambułem – 175 lat

Książę Adam Czartoryski, przewodzący na emigracji patriotycznej grupie Hotelu Lambert, wykupił w XIX wieku skrawek ziemi po azjatyckiej stronie Bosforu.

Polonezköy – zielone płuca Stambułu; krajobraz przypomina nieco nasze Beskidy, fot. Paweł Wroński

Znaleźli tam swoje miejsce do życia polscy emigranci, którzy pod kierunkiem Michała Czajkowskiego (Sadyka Paszy), założyli w 1842 roku polską wieś, nazywając ją na cześć fundatora Adampolem.

Fryderyk Nowicki i barwy Adampola, fot. Paweł Wroński

Osada przetrwała 175 lat, i nosi dziś oficjalną nazwę Polonezköy. Ba, nadal – zgodnie z turecką nazwą – jest Polską Wsią, bo potomkowie emigrantów kultywują tradycje – religię i język, którym posługują się biegle członkowie około 30 rodzin. To oni stanowią miejscową elitę, są aktywni gospodarczo i tworzą cenione przez tureckich sąsiadów miejsca pracy w prowadzonych przez siebie hotelach i restauracjach. Rozwojowi turystycznej infrastruktury sprzyja bowiem fakt, że Polonezköy jest jedyną tak rozległą enklawą zieleni w stambulskiej metropolii, a w konsekwencji popularnym wśród jej mieszkańców miejscem weekendowego wypoczynku.

Na każdym kroku spotyka się w Adampolu polskie akcenty, poczynając od flag i napisów na ulicach, po wystrój hotelowych wnętrz (na zdjęciu manekiny w polskich strojach w Gülayım Otel w kompleksie Clubu Adampol, należącym do rodziny Ohotski). Fot.: Paweł Wroński

Daniel i Barbara
Dziś w Polonezköy gospodarzą potomkowie owych XIX-wiecznych osadników, z reguły przedstawiciele 5., a w najdłużej zasiedziałych rodzinach – 7. generacji. Należy do nich Daniel Ohotski, który z urodzoną w Polsce żoną Barbarą, prowadzi tutaj aż cztery turystyczne obiekty – hotel, pensjonaty i restauracje, w tym stylowy, wzniesiony przez kurpiowskich cieśli lokal o wzruszającej nazwie Karçma Kriha (pisane też czasem na angielską modłę Karchma). Ba, ich związki z Polską mają poza sentymentalnym także biznesowy charakter, gdyż prowadzą hodowlę bydła… na Mazurach.

Daniel i Barbara Ohotski; on jest przedstawicielem 5. generacji adampolan – rodziny Ochockich, ona urodziła się w Polsce, fot. Paweł Wroński

Antoni i Dom Pamięci Cioci Zosi
Chodzącą historią Adampola jest obecnie Antoni Dohoda. Jego rodowe nazwisko – Dochoda, uległo w czasach Atatürka – ze względów praktycznych – kosmetycznej modyfikacji. Elementem rewolucji kulturalnej, której przewodził „Ojciec Turków” było bowiem przejście z alfabetu arabskiego na łaciński. Polskie rodziny dostosowywały wówczas oryginalną pisownię do tureckiej wymowy. Antoni przepracował życie na menedżerskim stanowisku w korporacji Siemensa. Teraz, na emeryturze prowadzi restaurację „Leonardo”, duży elegancki lokal, w którym często wyprawiane są na zlecenie gości weselne uroczystości. Aż wierzyć się nie chce, że za murem jest tak ogromna posesja. Na zachowanych bowiem archiwalnych zdjęciach widać stojącą w tym samym miejscu, krytą strzechą chałupę.

XIX-wieczny dom Dochodów stoi tam gdzie dziś jest elegancka restauracja „Leonardo”, fot. Paweł Wroński

Archiwalia zgromadzono głównie w Domu Pamięci Cioci Zosi. Jej pamięć jest wciąż żywa w polskiej społeczności, bo niejednego mieszkańców pamięta ją jeszcze z dzieciństwa gdy uczyła go polskiego języka. Ekspozycja w zamienionym na poświęcone jej muzeum domu rodziny Ryży, z której się wywodziła, prezentuje 175 lat dziejów polskiej osady po azjatyckiej stronie Bosforu.

Antoni Dohoda w Domu Pamięci Cioci Zosi, fot. Paweł Wroński

Wójt w Turcji, sołtys na Mazurach
Pamiątki przeszłości pozbierał też zapobiegliwie Fryderyk Nowicki. O ile jego sąsiedzi realizują się przede wszystkim w biznesie, on jest ‚urodzonym’ lokalnym politykiem. Już po raz czwarty pełni teraz funkcję wójta. Ba, na Maurach w Sucholaskach koło Gizycka, gdzie ma kilka domków na wynajem pełnił funkcję sołtysa, i jest dumny, że do dziś nazywają go tam tureckim sołtysem. Tutaj zaś, bije na alarm, pokazując na zmiany w składzie miejscowej rady. Z kadencji na kadencję coraz więcej w niej Turków. Dla niego to dowód, że polska społeczność się dezintegruje, a inicjatywę przejmują powoli tureccy sąsiedzi. – Cóż z tego? – argumentują inni potomkowie polskich osadników – przecież po reformie administracji przeprowadzonej pod rządami Erdogana Polonezköy i tak utraciła status gminy, stając się czymś podobnym do sołectwa w Polsce, a więc rada, jaka by nie była, nie ma wielkiego znaczenia. No cóż – stare polskie przysłowie mówi, że „gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania”. Widać Turcy o polskich korzeniach, też nie są wolni od tego naszego narodowego przekleństwa.

Drzewo genealogiczne rodziny Nowickich, fot. Paweł Wroński

Chwała Sadykowi Paszy

Michał Czajkowski vel Mehmed Sadyk Pasza, generał oddziałów kozackich w służbie sułtana, fot. Paweł Wroński

Konflikty w łonie polskiej społeczności w Adampolu / Polonezköy, choć towarzyszą osadnikom od czasów założycielskich, nie przeszkodziły, by osada przetrwała 175 lat, a niewykluczone, że nie tracąc kondycji, doczeka 200. jubileuszu. Zasługę przypisać należy z pewnością Sadykowi Paszy, czyli Michałowi Czajkowskiemu, twórcy fundamentów Adampola. Był oficerem, uczestniczył w powstaniu listopadowym, włączając się po klęsce w działania niepodległościowe środowisk emigracyjnych. Los związał go wtedy z Adamem Czartoryskim. Z jego polecenia trafił nad Bosfor z misją tworzenia na wschodzie agentury paryskiego Hotelu Lambert. W 1841 roku Czajkowski znalazł się w Turcji, a już rok później kierował zakładaniem osady w Adampolu, rekrutując jednocześnie kozaków do armii sułtańskiej. Dowodził nimi w randze generała podczas wojny krymskiej. W 1850 roku przyjął islam; stąd imię i tytuł – Mehmed Sadyk Pasza; opuścił Turcję w 1872.

Antoni Dohoda we wnętrzu adampolskiego kościoła, fot. Paweł Wroński


Jako podkład muzyczny wykorzystałem utwór „Sultani Yegah”, wykonawca: Seyyah, ściągnięty z portalu www.freemusicarchive.org


O Adampolu po polsku: www.polonezkoy.com/pl/
Wzmianka na stronach MSZ: www.stambul.msz.gov.pl
Polonezköy – Gülayım Otel: www.polonezkoy.com
Polonezköy – Leonardo Restaurant-Cafe: www.leonardo.com.tr
Polonezköy – Mari’s House Cafe: www.marishouse.com

Przyjemnemu, acz skromnemu lokalowi, Fryderyk Nowicki nadał imię matki, fot. Paweł Wroński

Hagia Sophia – cuda Stambułu (3)

Najsłynniejsza świątynia Stambułu – Hagia Sophia, czy jak mówią Turcy Ayasofya, ma symboliczne znaczenie zarówno dla wyznawców islamu, jak chrześcijan – dwóch blisko spokrewnionych i nieustannie skonfliktowanych religii.

Wnętrze Hagia Sophia / Ayasofya, fot. Paweł Wroński

Poza pochodzeniem z pnia abrahamowego, łączy je również to, że politycy i kapłani wykorzystują doktryny, by żerować na ciemnocie mas. Wypaczają zawarte w Biblii i Koranie przesłanie, a podsycając nienawiść i nietolerancję, wzbudzają fale fanatyzmu. Mury świątyni Mądrości Bożej są niemym świadkiem ich poczynań od 1500 lat.

Napis głosi, iż „Konstantynopol musi być koniecznie zdobyty. Błogosławiony wódz, który tego dokonał; błogosławiona jego armia”, fot. Paweł Wroński

532-537
Justynian wznosi bazylikę, w której koronują się bizantyjscy cesarze

1453
Mehmed Zdobywca przekształca kościół w meczet – krzyż każe zastąpić półksiężycem i wznosi pierwszy minaret, zabrania jednak dewastowania zdobytej świątyni

1935
Mustafa Kemal Atatürk sekularyzuje państwo, a w świątyni tworzy muzeum (Ayasofya Müzesi), zakazując ustawowo praktyk religijnych w jej wnętrzu

2016
za przyzwoleniem Recepa Tayyipa Erdoğana z minaretu świątyni płynie znowu śpiew muezzina

Hagia Sophia / Ayasofya – widok z parku między świątynią Mądrości Bożej a Błękitnym Meczetem, fot. Paweł Wroński

Przewyższenie kunsztem architektury Kościoła Mądrości Bożej było wyzwaniem dla największych budowniczych Imperium Osmańskiego. W XVI wieku nawiązał do niej Mimar Sinan wznosząc na życzenie sułtana Meczet Sulejmana, a w XVII stuleciu Sedefkâr Mehmet Ağa, budując nieopodal tak zwany Błękitny Meczet. Pośrednio, do Hagia Sophia nawiązuje także wystawiona w I dekadzie XXI wieku, z inspiracji prezydenta Erdoğana, świątynia z 6 minaretami po azjatyckiej stronie Bosforu, jako że wzorowano ją na wspomnianych dwóch meczetach – najwspanialszych w europejskiej części Stambułu.


Informacje dla zwiedzających: www.muze.gov.tr

Stambuł jest wielkim sukiem

Targowiska są barwną wizytówką każdego kraju, bo jest na nich zarówno wszystko to, czym szczycą się autochtoni, jak i to, czego sami potrzebują na co dzień.

W cukierni, fot. Paweł Wroński

Wielki Bazar (Kapalı Çarşı)
www.kapalicarsi.com.tr
Charakterystykę zastępują fakty: 3500 sklepów i stoisk, kilometry ulic między nimi oraz 22 bramy – dziś z lotniczymi bramkami i policjantami trzymającymi wartę. A do tego 550 lat historii, bo Grand Bazaar jest najstarszym krytym targowiskiem Stambułu. Budowę zainicjował Mehmed II, a kontynuował Sulejman Wspaniały oraz jego następcy aż po XIX stulecie. Genius locci wykorzystali współcześnie twórcy „Skyfall”, każąc Danielowi Craigowi oddawać się na dachu bazaru szaleńczemu motocyklowemu pościgowi. Można tu dostać wyroby ze skóry, dywany, biżuterię i łakocie, a także zjeść, wypić i stracić fortunę. Trzeba bowiem pamiętać, że tak doradzane targowanie się wchodzi w grę przy dużych kwotach, gdy na przykład kupujemy dywany za grube tysiące lirów. Ba, wtedy zostaniemy poczęstowani kawą lub herbatą i łakociami. Natomiast negocjacji w sprawie ceny za kilogram lokum czy komplet szklaneczek do herbaty, nie będzie. Dlaczego? Bo ceny są stałe, więc po co trwonić czas!

Tam gdzie sprzedają pijawki (Mısır Çarşısı)
www.misircarsisi.org
Nazwa Bazar Egipski pochodzi ponoć stąd, że wybudowano go z podatków od zamorskich towarów, wprawdzie nie tylko egipskich, ale głównie. Alternatywne określenia – targ przyprawowy lub korzenny wzięły się natomiast stąd, że dominują na nim zioła, przyprawy, nasiona, kawy, herbaty i naturalne medykamenty (w tym wspomniane w tytule akapitu pijawki, uważane wciąż w Turcji za remedium na przeróżne przypadłości), jak i fakt, że słowo „mısır” oznacza oprócz Egiptu, kukurydzę. Mniejszy od Wielkiego, Bazar Egipski jest też młodszy, powstał bowiem jako fragment kompleksu pobliskiego Nowego Meczetu w latach 60. XVII wieku. Targowisko rozciąga się na planie litery „L”, przekryte jest ołowianymi kopułami, a prowadzi nań tylko 6 bram (przekracza się je również przez bramki jak na lotnisku, w policyjnej asyście). Sklepików jest niespełna setka, i choć dzieje się to kosztem atmosfery, te z przyprawami ustępują pamiątkarskim. Do części strzeżonej przylega strefa z karmami dla zwierząt, nasionami roślin i przyborami ogrodniczymi oraz z największym curiosum – pijawkami.

20 tysięcy sklepików
Oba bazary usytuowane w dzielnicy Eminönü, należą do kanonu stambulskich atrakcji. Zajrzeć warto, co zaś się tyczy kupowania, to kwestia podejścia do zarządzania własnymi pieniędzmi. Na obydwu bowiem ceny przewyższają te, jakich żądają sklepikarze spoza bazarów. A w strefie między bazarami rozsianych jest ponad 20 tysięcy sklepów – dosłownie – ze wszystkim, jest więc gdzie kupować!

Bazar w Kadıköy (Tarihi Kadıköy Çarşısı)
www.istanbul.com
Pomijając względy historyczne i atrakcyjny sztafaż, to znacznie bardziej spodobał mi się bazar po azjatyckiej stronie Bosforu, w dzielnicy Kadıköy, do którego dotrzeć można w niespełna pół godziny, korzystając z kursującego tunelem metra Marmaray. Bazar zajmuje kilka przecinających się ulic. Nie ma bram ani policyjnej asysty. Jest też na nim zdecydowanie mniej tłoczno i nie tak „turystycznie” jak na słynnych targowiskach po europejskiej stronie Bosforu. Ponadto, towary są świeżutkie, sprzedawcy niezbyt natrętni, a w wielu sklepach i lokalach gastronomicznych można płacić kartą.

Aleja dyplomatów
www.turkeytravelplanner.com
Jeśli atmosfera suków komuś nie odpowiada, pozostają centra handlowe i butiki, choćby w przyziemiach domów wyznaczających zamienioną w deptak İstiklal Caddesi, czyli Aleję Niepodległości. Ta ciekawa ulica biegnie ku północy spod Wieży Galata do placu Taksim, przecinając XIX-wieczną dzielnicę Beyoğlu. Zlokalizowane są przy niej handlowe i dyplomatyczne placówki innych państw oraz świątynie obcych wyznań – kościoły katolickie, ormiańskie czy synagoga. Jest tam także Galatasaray Lisesi, pierwsze założone jeszcze przez władze osmańskie liceum w europejskim stylu. Nie brak oczywiście restauracji i kawiarni, w tym kebabiarni i lodziarni.

Kahve & çay w Ali Paşa Han

Kervansaray, czyli po polsku karawanseraj, czasami zwany także han, to dom zajezdny. Określenie pochodzi z języka perskiego od słów: kārvān (karawana) oraz sara (pałac).

Sklep z antykami w dawnym karawanseraju Ali Paşa Han w Stambule, fot. Paweł Wroński

Wznoszone przy szlakach kupieckich karawanseraje były do siebie bardzo podobne. W długim holu za bramą nocowali ludzie i zwierzęta. Wokół dziedzińca były jadłodajnie, warsztaty i latryny. W większych zajazdach małe meczety, a nawet łaźnie – hamamy. Między sobą, karawanseraje różniły się wiodącymi funkcjami – centrum usługowego bądź służącego wypoczynkowi w podróży zajazdu. Zajmowały powierzchnię od 500 do niemal 5000 m2, a wielkość kompleksu, w tym złożoność i liczba kondygnacji, zależały przede wszystkim od lokalizacji, czyli ruchu na trakcie, przy którym go wznoszono.

Kawa, herbata – bez szyldów, menu, cennika…, fot. Paweł Wroński

Ali Pasa Han jest doskonałym przykładem wielkomiejskiego domu zajezdnego z epoki ottomańskiej, łączącym w sobie funkcje centrum usługowego i zajazdu dla podróżnych. Architektura i rekonstrukcja zabytkowych karawanserajów, mają w Turcji bogatą literaturę (vide materiały Stambulskiego Uniwersytetu Technicznego –> ściągnij PDF).

Zrujnowany, dawny stambulski karawanseraj kryje dziś artystyczne pracownie, sklepiki i rzemieślnicze warsztaty. Na dziedzińcu zamienionym na parking tłoczą się auta. Ba, w arkadowej galerii pierwszego piętra można się napić kawy (kahve) i herbaty (çay), choć na pierwszy rzut oka nic nie wskazuje na takie możliwości.


Przedstawiony karawanseraj Ali Paşa Han znajduje się w dzielnicy Fatih (adres: Beyazıt Mh., Çadırcılar Cd. No:103), nieopodal Meczetu Sulejmana i murów Wielkiego Bazaru.

W Stambule nazwę Kervansaray noszą także:
– grupa luksusowych hoteli: www.kervansarayhotel.com
– promowany w anglojęzycznych portalach klub nocny (Restoran & Gece Kulübü), którego specjalnością jest show z tańcem brzucha: www.kervansarayistanbul.com


Ali Paşa Han, brama wjazdowa i hall dawnego karawanseraju, fot. Paweł Wroński