Ebru – na wodzie malowanie

Ebru – sztuka malowania na wodzie kształtowała się przez stulecia, a jej głównymi ośrodkami stały się z początkiem XVI wieku metropolie tureckiego imperium: Buchara (dziś w Uzbekistanie) oraz Stambuł. W 2015 roku wpisano ebru na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO.

Kwiaty Anny Amil wykonane pdczas prezentacji ebru na Zamku Królewskim w Warszawie, fot. Paweł Wroński

Sztukę tę mylnie utożsamia się z techniką marmurkowania – również wywodzącą się z Turcji, a dziś powszechnnie używaną w introligatorstwie starodruków. Szuka się także podobieństw z japońskim kunsztem suminagashi – tworzenia deseni przez tusze pływające na wodzie. Ebru, zdecydowanie odróżnia od nich brak przypadkowości. Ebruista wie dokładnie czego pragnie i dąży do uzyskania takiego efektu jaki sobie wymarzył. Natomiast wzory stworzone technikami marmurkowania czy suminagashi, choć nierzadko porywające, są od woli artysty niezależne.

Nazwa tego wywodzącego się z tradycji orientu gatunku malarstwa pochodzi od perskiego określenia ebri (wym. abrï), oznaczającego coś zwiewnego, falistego, jak chmura.

Niepowtarzalność dzieł ebru wykorzystywano w Turcji już od XVI wieku, używając papierów zdobionych przez ebruistów do prowadzenia oficjalnej korespondencji oraz wystawiania dokumentów sułtańskich. Nie można ich było bowiem podrobić – ani skopiować, ani nawet powtórzyć uzyskanego przez konkretnego artystę wzoru. Najstarszy obraz wykonany techniką ebru o potwierdzonej dacie wykonania znajduje się w zbiorach muzealnych Pałacu Topkapi w Stambule. Powstał w 1539 roku.

W XIX wieku sztukę ebru zdominowały wzory kwiatowe i to one wyznaczają dziś kanon piękna obrazów wykonanych tą finezyjną techniką. Praca nad obrazem uważana jest także za formę medytacji, bo żeby ukończyć dzieło konieczne są głęboka koncentracja i spokój umysłu.

Anna Amil – ebruistka z Krakowa, fot. Paweł Wroński

Anna Amil, absolwentka orientalistyki i filologii tureckiej UJ, zajmuje się ebru od 7 lat, a swój warsztat doskonaliła pod okiem mistrzów ze Stambułu. Swoje kompozycje tworzy na papierze, choć dziś zdobi się w ten sposób także jedwab, choćby do celów użytkowych, jak na przykład krawaty.

Próbka możliwości jakie daje jedna z technik ebru, polegająca na rozprowadzaniu farb płynnymi ruchami – „pójdź i wróć”, fot. Paweł Wroński

Niezwykłe znaczenie dla sztuki ebru ma przygotowanie farb z naturalnych składników określonego pochodzenia, a nawet „oswojenie wody” w kuwecie, w której obraz powstaje. Składnikiem kluczowym jest żółć wołowa, która sprawia, że farby osiągają odpowiednią gęstość. Niebagatelne znaczenie ma oczywiście wyobraźnia twórcy, bo to ona podsuwa pomysły i sposoby odzwierciedlenia zrodzonych w myślach motywów na papierze, na który z powierzchni wody delikatnie się je przenosi.

Kwiat wykonany przez Annę Amil podczas kótkiego pokazu. Niby proste, ale kluczem było przygotowanie farb i wody, które umożliwiły sporządzenie tego delikatnego kwiatowego motywu, fot. Paweł Wroński

Anna Amil przedstawiła sztukę ebru podczas pokazu zorganizowanego na Zamku Królewskim w Warszawie pod auspicjami Ambasady Turcji w Polsce. W ramach kierowanego przez nią warsztatu powstało także kilka prac amatorskich.


Poznaj Turcję: www.facebook.com/PoznajTurcje/


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Reklamy

Kobiety nad Bosforem

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Stambuł, dziś największa metropolia Turcji, niegdyś Konstantynopol – stolica Bizancjum, rozsiadła się okrakiem nad Bosforem, łącząc europejski brzeg cieśniny z azjatyckim.

Oprócz kontynentów, nad Bosforem spotykają się dwie kultury – europejska z bliskowschodnią oraz dwie wielkie religie monoteistyczne – chrześcijaństwo z islamem. Te zetknięcia dodają miastu niezwykłego kolorytu, rodząc również problemy, choćby nietolerancję jako uboczny efekt „powrotu do tradycyjnych wartości religijnych„. Na pozór, jednak wciąż jest pięknie, a przynajmniej było – w lipcu 2017, bo turystyka pozostaje kluczową dziedziną tureckiej gospodarki, a gdzie jak gdzie, ale najwyraźniej odczuwa się to w Stambule.

Selfie z widokiem na Złoty Róg z tarasu restauracji Konyali w kompleksie pałacowym Topkapi, fot. Paweł Wroński

Z tarasów kompleksu pałacowego Topkapi widać doskonale zatokę Złoty Róg i stambulski Manhattan jaki wyrósł na przełomie XX i XXI wieku, tworząc nowoczesne biznesowo-shoppingowe centrum miasta na europejskim brzegu cieśniny.

W cieniu pawilonu na terenie zamienionego na muzeum sułtańskiego pałacu – Topkapi Sarayi, fot. Paweł Wroński

Słynna rezydencja ottomańskich sułtanów jest zespołem pawilonów o różnorodnym przeznaczeniu – prywatnym, oficjalnym, modlitewnym. Dziś, uzupełniona o lokale gastronomiczne z przytulonym do murów, otwartym dla publiczności parkiem Gülhane (Gülhane Parkı), jest jednym z ulubionych celów odwiedzin przybyszów ze wszystkich prowincji kraju i zza granicy. Trzeba wszakże pamiętać, że w roku 2016 liczba gości zza granicy spadła – oficjalnie – o 30% w stosunku do lat poprzednich. Z jednej strony wpłynęły na to tragiczne w skutkach zamachy terrorystyczne, z drugiej – nasilające się łamanie praw człowieka przez prezydenta Erdogana, bezpardonowo zwalczającego opozycję.

 

Jak podaje Amnesty International Polska, „Turecki sąd pozbawił wolności dyrektorkę Amnesty International w Turcji Idil Eser oraz 7 innych obrońców praw człowieka zaledwie kilka tygodni po aresztowaniu prezesa Tanera Kiliça. Wobec 2 kolejnych, władze wydały nakaz aresztowania. Uwięziono ich dokładnie wtedy, kiedy są najbardziej potrzebni: gdy niezależne media są uciszane, zabieranie głosu jest ryzykowne, a ludzie żyją w strachu”.

 

Ulica İstiklal w dzielnicy Beyoğlu jest dziś shoppingową, tłumnie odwiedzaną aleją, fot. Paweł Wroński

Niezależnie od tego ile w tym ostentacyjnie wyrażanego sprzeciwu, a ile obawy o bezpieczeństwo, faktem jest, że trudno dziś spotkać turystów z krajów Zachodniej Europy, nie przyjeżdżają też Japończycy. Wciąż jest jednak sporo Rosjan i trochę Polaków, najwięcej jednak widać gości z Chin i Korei, a nade wszystko z krajów Bliskiego Wschodu. Rosnąca liczba tych ostatnich jest efektem intensywnej kampanii promującej walory turystyczne Turcji, prowadzonej w krajach muzułmańskich.

Gülhane Parkı, popularne miejsce rodzinnego wypoczynku i towarzyskich spotkań w plenerze, fot. Paweł Wroński

W efekcie, na ulicach Stambułu obserwować można różnorodne zachowania i stroje kobiet, żyjących w środowiskach hołdujących koranicznej tradycji. Od liberalizmu charakterystycznego dla Turcji, zwłaszcza dla wielkich miast, po towarzyszące mężom stare i młode kobiety, okutane od stóp do głów na czarno, oglądające świat przez wąską szczelinę czarczafu – choć nie jest to strój komfortowy, wydaje się nie przeszkadzać żadnej z nich we wspomaganiu własnych wrażeń, czerpanymi z Internetu.

Im bardziej szczelne zakrycie, tym kraj pochodzenia jest bardziej ortodoksyjny obyczajowo, fot. Paweł Wroński

Najbardziej kolorowo i – ewentualnie – z lekkim jedynie odcieniem tradycji ubierają się młode Turczynki. Z krajów najradykalniejszych religijnie, gości oczywiście nie ma, bo po prostu nie podróżują.

Muzułmanki z tradycyjnych środowisk muszą przy posiłkach unosić niqab – zasłonę na twarz, część czarczafu (hidżab), fot. Paweł Wroński

 

Niqab to zasłona na twarz, część czarczafu (hidżab) o wielkim znaczeniu w świetle prawa koranicznego. Nie jest powiedziane, że „(…) kobieta, która nie nosi niqabu, nie znajdzie się w Raju, albowiem jak wiemy, są dwa ważne poglądy odnośnie hidżabu. Jeden pogląd, który podzielają uczeni to – niqab (zasłanianie twarzy) jest wadżib (obowiązkowy) inni twierdzą że jest – mustahab (zalecany, i jest to najlepsza rzecz, aczkolwiek nie-obowiązkowa). (…) wyjaśnienie dla tych, którzy twierdzą, że >>niqab nie ma podstaw w islamie i nie ma znaczenia<< (…) – ludzie tacy powinni zrozumieć, że niqab znajduje uzasadnienie w Koranie i hadisach – i nawet jeśli ktoś podziela pogląd, że nie jest wadżib – jest on niezaprzeczalnie najlepszą rzeczą i zalecaną, i każdy kto nosi niqab zasługuje na szacunek. Zaś ten, kto zniechęca do noszenia niqabu, lub neguje jego zasadność i twierdzi, że niqab nie ma podstaw w Koranie i sunnie, lub krytykuje i naśmiewa się z kobiet, które go noszą, powinien obawiać się Allaha (…)” (zasłona na twarz, w: oislamie/artykuly).

 

Chrześcijanie i muzułmanie

Chrześcijanie i muzułmanie żyją w zgodzie, od 175 lat w Polonezköy. Polska wieś koło Stambułu została założona za zgodą sułtana w 1842 roku, na ziemiach zakupionych przez księcia Adama Czartoryskiego po azjatyckiej stronie Bosforu.

Firman sułtański, przechowywany w Domu Pamięci Cioci Zosi w Polonezköy, fot. Paweł Wroński

Społeczność osady zwanej początkowo na cześć fundatora Adampolem przechowuje z szacunkiem sułtański firman i utrzymuje niezmiennie dobrosąsiedzkie stosunki z tureckimi członkami lokalnej wspólnoty. Tym bardziej zasługuje to na uwagę, że w ciągu minionych 175 lat działy się na świecie rzeczy straszne, a Turcja i Polska, której tradycje Adampolanie pieczołowicie kultywują, nie zawsze znajdowały się po tej samej stronie.

Świadectwem dobrych lokalnych stosunków są świątynie – rzymsko-katolicki kościół i cmentarz na wzgórzu oraz niewielki meczet, którego budowę w cieniu cmentarnego wzgórza zainicjowali notabene Polacy z miejscowej wspólnoty.

Tureccy obywatele o polskich korzeniach z Polonezköy, pieczołowicie kultywują obyczaje przodków, religię i język. Ba, od czasu wizyty Lecha Wałęsy posiadają zazwyczaj dwa paszporty, bo obok tureckiego także polski. Jak im się udaje od pokoleń – w kraju muzułmańskim, o obcej ich przodkom mowie, wciąż biegle władać mową Mickiewicza? Posłuchajcie co mówi na ten temat Antoni Dohoda, jeden z rodowitych mieszkańców wsi.

Kumpir – kartofel gigant z dodatkami

Kumpir to wielki zapiekany ziemniak. Jego gorący miąższ zamienia się w purée, mieszając z masłem i serem kasar, a potem dopełnia dodatkami dobranymi indywidualnie przez klienta.

Pomysłowy i smaczny fast food, a zarazem jeden z kulinarnych przebojów Stambułu!

Tak właśnie wygląda kumpir – łatwo sobie wyobrazić jak smakuje, fot. Paweł Wroński

Prosta potrawa podbiła Turcję i ulice Stambułu, a nieopodal Meczetu Ortaköy (Ortaköy Camii), powstała nawet cała ’kumpir-zone’, odwiedzana przez autochtonów i przybyszów, właśnie po to, by zajadać się kumpirem, śledząc przepływające przez Bosfor jednostki.

Kumpir-zone w Stambule powstała w rejonie Mostu Bostońskiego, po europejskiej stronie Bosforu, fot. Paweł Wroński

Zasada jest prosta. Gdy ziemniak jest gotowy, klient dobiera dodatki, takie jak mielone mięso, kukurydzę, oliwki, kapary, posiekane, pomidory, fasolę i inne warzywa, sosy oraz przyprawy – lokalne, tureckie i uniwersalne, takie jak ketchup czy majonez. Nawet w restauracji z obsługą kelnerską po wybór dodatków trzeba się zgłosić do stoiska; przy stoliku można natomiast zamówić napoje. Kumpir kosztuje w tej strefie 20-25 lirów.

Do picia zamawia się herbatę, sok wyciskany z owoców, lemoniadę lub piwo (najczęściej Efes, bo jest miejscowy i całkiem niezły, a inne pochodzą z importu). Wszystko fajnie. Jedno mnie tylko zastanawia – skąd biorą takie wielkie kartofle? Modyfikują je genetycznie, czy wyhodowali specjalnie tak gigantyczną odmianę?

Inny dobór dodatków, ale to także kumpir, fot. Paweł Wroński

O tym jak jest przygotowywany kumpir opowiada poniższy film, zamieszczony na Youtube przez użytkownika Culinistanbul w 2013 roku, nakręcony właśnie tam, w dzielnicy Ortaköy (Beşiktaş) w europejskiej części Stambułu, tuż nad Bosforem.

Stambuł jest wielkim sukiem

Targowiska są barwną wizytówką każdego kraju, bo jest na nich zarówno wszystko to, czym szczycą się autochtoni, jak i to, czego sami potrzebują na co dzień.

W cukierni, fot. Paweł Wroński

Wielki Bazar (Kapalı Çarşı)
www.kapalicarsi.com.tr
Charakterystykę zastępują fakty: 3500 sklepów i stoisk, kilometry ulic między nimi oraz 22 bramy – dziś z lotniczymi bramkami i policjantami trzymającymi wartę. A do tego 550 lat historii, bo Grand Bazaar jest najstarszym krytym targowiskiem Stambułu. Budowę zainicjował Mehmed II, a kontynuował Sulejman Wspaniały oraz jego następcy aż po XIX stulecie. Genius locci wykorzystali współcześnie twórcy „Skyfall”, każąc Danielowi Craigowi oddawać się na dachu bazaru szaleńczemu motocyklowemu pościgowi. Można tu dostać wyroby ze skóry, dywany, biżuterię i łakocie, a także zjeść, wypić i stracić fortunę. Trzeba bowiem pamiętać, że tak doradzane targowanie się wchodzi w grę przy dużych kwotach, gdy na przykład kupujemy dywany za grube tysiące lirów. Ba, wtedy zostaniemy poczęstowani kawą lub herbatą i łakociami. Natomiast negocjacji w sprawie ceny za kilogram lokum czy komplet szklaneczek do herbaty, nie będzie. Dlaczego? Bo ceny są stałe, więc po co trwonić czas!

Tam gdzie sprzedają pijawki (Mısır Çarşısı)
www.misircarsisi.org
Nazwa Bazar Egipski pochodzi ponoć stąd, że wybudowano go z podatków od zamorskich towarów, wprawdzie nie tylko egipskich, ale głównie. Alternatywne określenia – targ przyprawowy lub korzenny wzięły się natomiast stąd, że dominują na nim zioła, przyprawy, nasiona, kawy, herbaty i naturalne medykamenty (w tym wspomniane w tytule akapitu pijawki, uważane wciąż w Turcji za remedium na przeróżne przypadłości), jak i fakt, że słowo „mısır” oznacza oprócz Egiptu, kukurydzę. Mniejszy od Wielkiego, Bazar Egipski jest też młodszy, powstał bowiem jako fragment kompleksu pobliskiego Nowego Meczetu w latach 60. XVII wieku. Targowisko rozciąga się na planie litery „L”, przekryte jest ołowianymi kopułami, a prowadzi nań tylko 6 bram (przekracza się je również przez bramki jak na lotnisku, w policyjnej asyście). Sklepików jest niespełna setka, i choć dzieje się to kosztem atmosfery, te z przyprawami ustępują pamiątkarskim. Do części strzeżonej przylega strefa z karmami dla zwierząt, nasionami roślin i przyborami ogrodniczymi oraz z największym curiosum – pijawkami.

20 tysięcy sklepików
Oba bazary usytuowane w dzielnicy Eminönü, należą do kanonu stambulskich atrakcji. Zajrzeć warto, co zaś się tyczy kupowania, to kwestia podejścia do zarządzania własnymi pieniędzmi. Na obydwu bowiem ceny przewyższają te, jakich żądają sklepikarze spoza bazarów. A w strefie między bazarami rozsianych jest ponad 20 tysięcy sklepów – dosłownie – ze wszystkim, jest więc gdzie kupować!

Bazar w Kadıköy (Tarihi Kadıköy Çarşısı)
www.istanbul.com
Pomijając względy historyczne i atrakcyjny sztafaż, to znacznie bardziej spodobał mi się bazar po azjatyckiej stronie Bosforu, w dzielnicy Kadıköy, do którego dotrzeć można w niespełna pół godziny, korzystając z kursującego tunelem metra Marmaray. Bazar zajmuje kilka przecinających się ulic. Nie ma bram ani policyjnej asysty. Jest też na nim zdecydowanie mniej tłoczno i nie tak „turystycznie” jak na słynnych targowiskach po europejskiej stronie Bosforu. Ponadto, towary są świeżutkie, sprzedawcy niezbyt natrętni, a w wielu sklepach i lokalach gastronomicznych można płacić kartą.

Aleja dyplomatów
www.turkeytravelplanner.com
Jeśli atmosfera suków komuś nie odpowiada, pozostają centra handlowe i butiki, choćby w przyziemiach domów wyznaczających zamienioną w deptak İstiklal Caddesi, czyli Aleję Niepodległości. Ta ciekawa ulica biegnie ku północy spod Wieży Galata do placu Taksim, przecinając XIX-wieczną dzielnicę Beyoğlu. Zlokalizowane są przy niej handlowe i dyplomatyczne placówki innych państw oraz świątynie obcych wyznań – kościoły katolickie, ormiańskie czy synagoga. Jest tam także Galatasaray Lisesi, pierwsze założone jeszcze przez władze osmańskie liceum w europejskim stylu. Nie brak oczywiście restauracji i kawiarni, w tym kebabiarni i lodziarni.

Ezan – muezzin wzywa 5 razy

Ezan nie jest modlitwą muezzina. To śpiewne wezwanie wiernych na modlitwę, które płynie z minaretów meczetów i medres 5 razy dziennie.

Zawsze o tych samych porach, a więc w różnych krajach o różnych, ściśle określonych jednak godzinach. Punktem odniesienia jest Mekka. W dobie nawrotu do podstawowych wartości islamu, jest to zaśpiew autentyczny. Nagrania nie wchodzą w grę, bo w Koranie powiedziane jest wyraźnie, że ezan musi być śpiewany „ludzkim głosem”, a nagrany śpiew muezzina budzi poważne wątpliwości czy spełnia wymogi koranicznej definicji.

W efekcie, gdy czekałem aż odezwie się muezzin z restaurowanego właśnie meczetu nieopodal słynnego stambulskiego targu przyprawowego (inaczej zwanego egipskim), dobiegł mnie najpierw odległy zaśpiew, zapewne z Meczetu Sulejmana, który góruje nad całą tą okolicą. Przez uliczny szum przebijały się także głosy kapłanów z innych świątyń. Minarety pną się ku niebu w wielu miejscach wielomilionowej metropolii znad Bosforu.

Wzywając do modlitwy, muezzin przypomina zawsze, że Allach jest Bogiem, a Mahomet ostatnim z jego proroków. Muzułmanie uznają bowiem proroków starotestamentowych, jak również Jezusa, za poprzedników Mahometa, głoszących od stuleci chwałę Jedynego Boga – Allacha.

 

Ezan w Turcji rozbrzmiewa znowu po staroarabsku (do śpiewania po turecku kapłani byli zobowiązani w latach 1932-1950). Język jest dla większości Turków niezrozumiały, a tekst jest poetycki i motywujący zarazem. Ba, w porannym ezanie padają nawet słowa, że modlitwa jest lepsza niż spanie. Określenie ezan oznacza wezwanie. Zwyczajowo, ezan śpiewa się, więc muezzin powinien mieć dobry słuch i głos. Jak głosi tradycja, Mahomet podkreślał, że kapłan musi być utalentowanym śpiewakiem.

 

Nierzadko, minarety meczetów sąsiadują z nowoczesną zabudową, tak jak ten w pobliżu portu w azjatyckiej dzielnicy Kadıköy, fot. Paweł Wroński

 

Minarety Nowego Meczetu i jeden ze „strażników” bram bazaru egipskiego, fot. Paweł Wroński

 

Allahu ekber, Allahu ekber
Eşhedü enlâ ilahe illallah
Eşhedü enne Muhammeden Rasulullah
Hayye ‘âlâ-s salâh
Hayye ‘ale-l felâh
Es-salâtü hayrun minen-nevm
Ostatnie słowa: „Modlitwa jest lepsza niż spanie” śpiewa się tylko w ezanie porannym, zwanym fajr.

W zależności od pory dnia ezan nosi inną nazwę, a głos muezzina jest odpowiednio modulowany, i tak – poczynając od 5-6 rano do zapadnięcia ciemności – ezany określane są jako: fajr, dhuhr, asr, maghrib i isha.

Jak z tego zestawienia wynika, pod Nowym Meczetem, o 13 z minutami nagrałem asr, w którym modulacja głosu nosi nazwę uşşak, co oznacza ryby i symbolizuje wodę. Głos muezzina musi więc pobrzmiewać głęboką miłością i tchnąć mistycyzmem.

 

Allah i Allach (obie formy są w języku polskim poprawne) – słowo pochodzi od arabskiego określenia al-ilah, oznaczającego Jedynego Boga.

Stambuł z perspektywy wody

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

W maju 1453 roku Turcy przekroczyli Bosfor, definitywnie. Gdy sułtan Mehmed II zdobył Konstantynopol, upadło ostatecznie bizantyjskie cesarstwo. Historycy przyjęli tę datę za koniec epoki średniowiecza.

Stambuł, turecka metropolia rozciąga się dziś po obu stronach cieśniny, tworząc potężną aglomerację, oficjalnie 15-, realnie – przynajmniej 20-milionową. Oznacza to, że co 5., a prawdopodobnie nawet co 4. Turek mieszka w mieście nad Bosforem. W efekcie, Stambuł to planeta, a nie zwykłe miasto, bo rozległa aglomeracja składa się z dziesiątek dzielnic, starych i nowych, o różnych funkcjach i charakterze.

Przedzielona Bosforem metropolia ma różne oblicza, fot. Paweł Wroński

Zwiedzając Stambuł dla przyjemności, trafiamy przede wszystkim na „Półwysep Cudów”, czyli na stare miasto – tam, gdzie są największe bazary z tysiącami sklepików i straganów oraz najwspanialsze zabytki z pałacem Topkapi i najpiękniejszymi meczetami.

Port pasażerski Eminönü w Złotym Rogu, u stóp wzgórza z Meczetem Sulejmana, fot. Paweł Wroński

Od północy półwysep oddziela od innych części miasta zatoka Złotego Rogu. I właśnie stamtąd wypływa się najczęściej w rejs po Bosforze, aby podziwiać Stambuł z perspektywy wody.

 

Bosfor (Bogaziçi) łączy Morze Czarne z Morzem Marmara. Cieśnina liczy około 30 km długości. Jej szerokość waha się od 370 m do 3,7 km, a głębokość wody od 30 do 120 m.

 

Nad Bosforem przerzucone są trzy mosty, jest przekopany pod dnem tunel, a systemu komunikacji dopełniają połączenia promowe, fot. Paweł Wroński

Nad cieśniną rozpięte są trzy mosty. Środkowy nosi imię Mehmeda II Zdobywcy. Wzniesiono go w 1988 roku. Nieco dalej na południe, bliżej Złotego Rogu, znajduje się najstarsza przeprawa, Most Bosforski. Funkcjonuje od 1972 roku, a zbudowano go tam gdzie cieśnina jest najwęższa. Najdalej natomiast na północ otwarto w 2016 roku najefektowniejszy, nader nowoczesny Most Yavuz Sultan Selim (Most Sułtana Selima Groźnego). Jest jednak najrzadziej używany, bo przejazd nim obłożono najwyższą opłatą. Z tym mostem wiąże się kilka rekordów. Jego dwa pylony są w tego typu konstrukcjach najwyższe na świecie – przekraczają 322 m wysokości. Łączące je przęsło ma aż 1408 m długości i to jest także wynik, jak dotąd, najbardziej na świecie imponujący. Zarazem to także najdłuższy wiszący most kolejowy, a w Turcji także najszerszy most w ogóle bo ma aż 59 m szerokości. Realizacja tej pomnikowej przeprawy drogowo-kolejowej kosztowała 3,74 mld dolarów. Most zaprojektował francuski inżynier Michel Virlogeux, współpracujący ze szwajcarską firmą T-Engineering, która koncepcję zrealizowała. Odporny na wstrząsy sejsmiczne most otworzył osobiście prezydent Erdogan, który zresztą był inicjatorem budowy i jako premier wmurował 3 lata wcześniej kamień węgielny. Tamta uroczystość przeszła zresztą także do historii, bo odbyła się z wielką pompą w rocznicę zdobycia Konstantynopola przez Mehmeda II.

Metro kursujące tunelem Eurazja pod Bosforem, fot. Paweł Wroński

Komunikację przez Bosfor umożliwia także otwarta w 2013 roku przeprawa szynowa, prowadząca 1,5-kilometrowym tunelem Eurazja, przeprutym pod dnem zatoki. Koszt tej operacji był bodaj jeszcze bardziej spektakularny, bo tunel kosztował aż 4 mld dolarów. Powstało jednak bardzo wygodne połączenie – zarówno z perspektywy stałych mieszkańców metropolii, jak i turystów. To swoiste metro jest bowiem najtańsze i najszybsze. Prowadzi ze strony europejskiej, z dzielnicy Eminönü, mówiąc poetycko – z „półwyspu cudów” na azjatycką, do portowej dzielnicy Kadiköy, a łączna przepustowość kursujących nim składów sięga 1 miliona osób dziennie.

Latarnia na ‚Wyspie Panny’ u wylotu cieśniny Bosfor do Morza Marmara, jest znana między innymi z jednej z odsłon sagi o Bondzie, fot. Paweł Wroński

Nad Bosforem jest mnóstwo portów, więc między brzegami można się z powodzeniem przeprawiać promami. Te popularne zwłaszcza wśród gości przeprawy są w praktyce atrakcyjnymi, niezbyt drogimi rejsami widokowymi, więc stanowią alternatywę dla bardzo kosztownego wynajmu statków. Za bilet na prom płaci się bowiem 15 lirów. Za rejs łodzią lub statkiem od tysiąca w górę – zależnie od wielkości jednostki, wliczonych w cenę dodatkowych usług i – oczywiście – długości trasy.

Bosfor to po turecku Bogaziçi, fot. Paweł Wroński

 

Zgodnie z zapowiedzią prezydenta Erdogana, do 2023 roku powstanie tzw. Kanał Stambulski. Równoległa do Bosforu droga wodna z Morza Śródziemnego na Morze Czarne. Kanałem długości 43 km, szerokości 150 m i głębokości 25 m będą pływały statki towarowe, odciążając Bosfor i zwiększając bezpieczeństwo, ponieważ przez trudną nawigacyjnie cieśninę przepływa rocznie 140 mln ton ropy, 4 mln ton ciekłego gazu i 3 mln ton chemikaliów. W efekcie realizacji pomysłu, najcenniejsza część Stambułu oraz centrum biznesowe znajdą się na sztucznej wyspie.

 

Bosfor i Złoty Róg widziane z Wieży Galata, fot. Paweł Wroński