Styria przypomina o sobie

Styria – najbardziej zalesiony z austriackich krajów związkowych, zwany z tej racji zielonym sercem Austrii, przywdziewa na zimę białą szatę.

Kulminacja zimowych wrażeń następuje na terenach narciarskich Schladming-Dachstein. Ośrodek należy do porozumienia Ski Amadé, a ponadto – sam w sobie – oferuje trasy rozciągniętej na czterech wybitnych kopcach huśtawki oraz na stokach ozdobionego lodowcowymi spływami, skalistego Dachsteinu.

Promocja Styrii w „Winosferze”, przy Chłodnej 31, fot. Paweł Wroński

Z czym jeszcze warto kojarzyć Styrię? Z malowniczą starówką stolicy Landu – Grazu, uzupełnioną tak niepowtarzalnymi współczesnymi realizacjami architektonicznymi jak sztuczna wyspa na rzece Mur (mieści restaurację-kawiarnię; Murinsel), torem wyścigów samochodowych – Red Bull Ringiem w Spielbergu, stadniną słynnych lipicanów w Piber, kościołem restaurowanym według projektu Hundertwassera w Bärnbach, wodami termalnymi, smakowitą kuchnią, winami z oryginalnym Schilcherem na czele oraz romantyczną legendą arcyksięcia Jana Habsburga.

Kulinarnym przebojem Styrii jest olej z pestek dyni – niezwykły dodatek do różnych potraw, sałatek, a nawet… deserów. Potrawy pasterskiej proweniencki mieszają się w Styrii z owocami lasu, fot. Paweł Wroński

Styria (Steiermark) po polsku: www.steiermark.com

Reklamy

Austria bez morza, a jednak na lato

Niemal 80 procent Polaków deklaruje, że latem najbardziej pragnie wypoczywać nad wodą. Nie przesądzają przy tym, że tylko morską wodę mają na myśli. A zatem – czy jeziora i rzeki mogą konkurować z morzem? Albo czy ekskluzywne spa z basenami wypełnionymi termalną wodą nie jest wystarczająco pociągającą alternatywą plaży?

Tego typu pytania zadają sobie z pewnością Austriacy. O ile bowiem ich kraj utrzymuje się w ścisłej czołówce ulubionych zimowych destynacji Polaków, o tyle latem o Austrię się jedynie ocieramy, podróżując samochodem na północne wybrzeże Adriatyku. Może więc omijamy Austrię, bo nie ma tam morza? Ale przecież jesteśmy znani z tego, że lubimy wciąż poznawać nowe miejsca, że kochamy także góry i jeziora, uwielbiamy muzykę i dobrą kuchnię. Może więc po prostu wydaje nam się, że po zimowych urlopach w Bad Kleinkirchheim, Sölden, Mayrhofen, Kaprun czy Schladming wiemy już wszystko o kraju Mozarta i dlatego jedziemy dalej. A może nie zdajemy sobie w pełni sprawy z tego, że wspaniale jest w Austrii latem!

Austria w miniaturze
Niemal wszystkie, zwłaszcza przyrodnicze atuty Austrii, skupiają się jak w soczewce w Salzkammergut, rozległym pojezierzu z pogranicza Górnej Austrii, Kraju Salzburskiego i Styrii. Tamtejsze jeziora zdecydowanie różnią się jednak od tych z polskiego niżu, bo leżą wśród gór, miejscami łagodnie falujących i niewysokich, gdzie indziej wyższych i skalistych, z wyrastającym na południu potężnym lodowcem Dachstein (2995 m).

W tym właśnie regionie, w Bad Aussee, odbywa się pod koniec maja Święto Narcyzów, które zakwitając na łąkach zwiastują nadejście lata. W Boże Ciało na wody Jeziora Halsztackiego wypływają ozdobione kwiatami łodzie zwane „Fuhren”, bo góry opadają tam tak stromo do jeziora, że na lądzie brak miejsca na procesję. Tak dzieje się od niemal 400 lat. Nad Attersee, największym w regionie akwenem, bywali artyści tej miary co Klimt i Mahler. Współcześnie ściągają tam wielbiciele kryminałów, by podczas festiwalu „Mordercze Attersee” słuchać ekscytujących fragmentów książek czytanych osobiście przez zaproszonych na imprezę autorów.

Dla rodziny i ekstremalistów
Kultywowane pieczołowicie obyczaje, autentyczny folklor oraz cykliczne festiwale sprawiły, że region Hallstatt-Dachstein-Salzkammergut wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Cenne przyrodniczo obszary chroni się w ograniczonym dwoma jeziorami Parku Narodowym Attersee-Traunsee, zaś cała kraina jest rozległą areną sportu i rekreacji. Głębiny Attersee cieszą się uznaniem nurków, a na brzegach jeziora działa 26 świetnie wyposażonych stacji. Po rozległej tafli Traunsee ślizgają się miłośnicy nart wodnych, wind- i kitesurfingu, wspinacze zaś podpływają wiosłowymi łodziami do niemal pionowej skalnej ściany, jaką opada wprost do wody północny filar Traunkirchnerkogela (1575 m). Żądni adrenaliny goście bez alpinistycznego doświadczenia doznają w Salzkammergut mocnych wrażeń na ekscytujących drogach ze stalowymi zabezpieczeniami, znanych nam raczej pod włoską nazwą via ferrata aniżeli niemiecką Klettersteig, bo rozpowszechniły się w XX w. w Dolomitach. Warto jednak pamiętać, że to tutaj narodziła się ich idea – pierwsze zabezpieczenia założył na skałach Dachsteinu prowadzący badania w 1843 r. Friedrich Simony. Zaś zaledwie 26 lat później poprowadzono pionierski, służący jedynie rozrywce Klettersteig na najwyższym dziś w Austrii Großglocknerze (3798 m).

Współcześnie, w styryjskim regionie Schladming-Dachstein jest wiele ubezpieczonych dróg, a najnowszą via ferrata Rosina w wąwozie Silberkarklamm. Dzięki stalowej linie umożliwiającej asekurację non-stop pokonuje się bezpiecznie pionowe ściany, podziwiając wąwóz i otaczające go góry. Przejście Rosiną można łączyć z sąsiednimi trasami Hias i Siega, docierając na wypoczynek do Silberkarhütte, schroniska malowniczo usytuowanego na wysokości 1223 m. Inną emocjonującą atrakcją regionu jest największa alpejska tyrolka Zipline Stoderzinken, na której podczas zjazdu długości 2,5 km, szybując do 120 m nad ziemią, osiąga się prędkość 115 km/h.

Z kolei w należącym do Kraju Salzburskiego rejonie Zell am See-Kaprun fragment tamy kompleksu jezior zaporowych Hochgebirgsstauseen zamieniono na ściankę wspinaczkową. W efekcie, podziwiając arcydzieło hydroinżynierii można też zasmakować emocji.

Adrenalina vs. slow
Rozmieszczone w plenerze atrakcje tego typu są w Austrii dostępne od maja do października. Nie mniejszych emocji niż podczas wspinaczki doznają również amatorzy innych sportów, na przykład odwiedzając Österreichischer Moto-Bike Ring w Styrii. Uruchomiono tam trasę-pętlę, którą pokonuje się na elektrycznych maszynach o mocy dziesięciokrotnie wyższej od standardowych e-bike’ów. Choć pozostają rowerami, przypominają crossowe motocykle i osiągają prędkość 80 km/h. Proekologiczny napęd sprawia jednak, że są bardziej przyjazne środowisku i ciche. Kogo bardziej niż uczestnika zadowala pozycja kibica, powinien odwiedzić atrakcyjnie położony Red Bull Ring w Spielbergu – tor Formuły 1 w Styrii, któremu patronuje producent dodających skrzydeł napojów energetyzujących i sponsor wielu sportowców ekstremalnych. W sezonie letnim odbywają się tam wyścigi nie tylko bolidów, ale również samochodów turystycznych i motocykli.

Emocje i slow life są w Austrii doskonale wyważone, dowodem największy w Europie zlot motocyklistów nad malowniczym Faaker See. Kilkadziesiąt tysięcy miłośników kultowych Harley-Davidsonów ściąga wówczas do Karyntii. Bez pośpiechu, dostojnie, epatując widzów sylwetkami motorów i pomrukami silników, suną drogami wśród jezior i gór. Szaleństwa bowiem muszą mieć swój czas i swoje miejsce, Austriacy wiedzą o tym doskonale i propagują ten styl. Kiedy przed kilku laty, wraz z motocyklowym boomem zwiększyła się na drogach liczba wypadków, policja wzmogła kontrole, w wielu miejscach ograniczono prędkość, a formalnym krokom towarzyszyła poruszająca kampania. Z plakatów rozmieszczonych przy drogach szybkiego ruchu i autostradach spoglądały łakomie sępy, a napis „Hallo Raser, wir warten” (Cześć ścigancie, czekamy) stał się współczesnym memento.

Wyprawy z kluczem
W gęstej sieci turystycznych szlaków w Austrii dominują spacerowe ścieżki, podobnie jest z trasami rowerowymi czy konnymi, bo oferta urlopowa skierowana jest do wszystkich bez różnicy wieku i kondycji. Z tego też powodu na poprowadzeniu szlaków gospodarze nie kończą, ale oferują opiekę przewodników i tematyczne programy, które spacer zamieniają w przygodę. Przykładem takiej propozycji jest wyprawa „Kitzsteinhorn Explorer Tour” w regionie Zell am See-Kaprun, podczas której pod opieką przewodnika poznaje się roślinne i klimatyczne piętra Alp. Trasa prowadzi bowiem od podnóży w szczytowe partie Kitzsteinhornu, do stacji Gipfelwelt 3000 oraz na platformę widokową Top of Salzburg, z której roztacza się panorama Wysokich Taurów.

Zgodnie z nazwą poprowadzonej w styryjskim regionie Schladming-Dachstein trasy „Dzikie wody” są na niej zarówno spokojne jeziora i źródła, w których delikatnie szemrze woda, jak huczące w wąwozach strumienie i opadające z łoskotem wodospady, między innymi Riesachfällen – największy w Styrii z kaskadami wysokości 140 m. A że nie wszyscy poszukujemy adrenaliny, wokół Dachsteinu poprowadzono okrężny szlak długości 121 km, z którego masyw i jego lodowce podziwia się ze wszystkich stron. To doskonała propozycja na dłuższą wędrówkę, bo dzięki rozlokowanym przy trasie schroniskom łatwo podzielić ją na 8 jednodniowych etapów, którym podołają nawet najmłodsi. Tego typu ofert dla przedkładających relaks i pejzaże nad emocje i wysiłek jest w całej Austrii mnóstwo. Choćby na znanym nam doskonale z zimowych wojaży Schmittenhöhe, masywie górującym nad eleganckim kurortem Zell am See, gdzie latem odbywają się spotkania „ziołowych czarownic”.

Kąpiele i smaki
Dbałość o różnorodność doznań jest typowa dla wszystkich austriackich regionów. W każdym wykorzystuje się lokalne atuty, tak jak jeziora w Karyntii. Nie tworzą wprawdzie jednej rozległej krainy jak w Salzkammergut, ale jest ich wiele i słyną ze stabilnej temperatury wody, sięgającej latem nawet 28 st. C, więc można się w nich kąpać przez cały sezon. To symptomatyczne dla landu, w którego klimacie i kulturze widoczne są wyraźnie wpływy śródziemnomorskie.

Postępując zgodnie z zasadą „próbować, smakować, odkrywać”, Herwig Ertl, właściciel usytuowanego na peryferiach Klagenfurtu sklepu-lokalu z regionalnymi delikatesami i prezes organizacji „Slow Food Convivium Alpe Adria”, tworzy okazje do poznawania Karyntii bez pośpiechu i z przyjemnością – poprzez kulinarne specjały, którym trudno się oprzeć. Uczestnicząc zaś w karynckich programach Slow Food Travel, można jeszcze podpatrywać, jak powstają sery na halach, kosztować ziół w dolinach, uczestniczyć w warzeniu piwa, miodobraniu bądź wytwarzaniu Specku.

Nie bez przyczyny Karyntię uhonorowano tytułem „Slow Food Travel Destination”, choć na klimacie miejsc i smakach budują swój wizerunek także inne landy, na przykład Styria. Od podnóży Dachsteinu przez winnice po termalne uzdrowiska i granicę ze Słowenią, wiodą przez nią przekrojowe szlaki. Pozwalają odkrywać tajemnice landu niezależnie od tego, czym się podróżuje, w ramach jednej wyprawy czy w czasie wolnym od zabiegów w którymś z ośrodków spa. Chociaż sąsiednia Styria słynie przede wszystkim z lasów, przez co nazywa się ją nawet „zielonymi płucami Austrii”, nie brak tam również wody. W regionie Schladming-Dachstein jest ponad 300 górskich jezior, woda tryska z tysiąca źródeł i huczą kaskady ponad setki wodospadów. Region jest więc jednym z najbardziej zasobnych w wodę w Austrii, a właśnie tam, jakby Styryjczykom było jej wciąż mało, przy górnej stacji kolejki Riesneralm, na wysokości 1820 m otwarto oryginalny basen „Gipfelbad anno dazumal“. Wyłożono go drzewem i otoczono szklanymi ścianami, które chronią przed podmuchami wiatru nie przesłaniając panoramy Niskich Taurów, a że woda jest podgrzewana, można się kąpać bez względu na temperaturę powietrza.

* * * * *

Przykłady można mnożyć. Niezależnie jednak, na co zwrócimy uwagę, możemy być pewni, że usługi będą na najwyższym poziomie. Nie bez znaczenia jest tu czystość środowiska, o które w Austrii dba się niemal obsesyjnie. Dlatego z kranów leci czysta i smaczna woda, we wsiach i miasteczkach czy na górskich szlakach nie walają się śmieci, a w zróżnicowanych co do profilu gospodarstwach agroturystycznych zrzeszonych w organizacji Urlaub am Bauernhof kontakt z przyrodą jest autentyczny. W takich warunkach potrawy i wino smakują lepiej, oddycha się swobodniej i rzeczywiście wypoczywa. Gospodarstwa agroturystyczne to zresztą temat na osobną opowieść – rozrzucone po całym kraju kuszą propozycjami dla każdego – na rodziny z nawet maleńkimi dziećmi czekają miejsca specjalnie dla nich przystosowane, zestresowani odnajdą ukojenie w drewnianym spa i kąpieli w sianie, miłośnicy winnego trunku wypoczną wśród winorośli… Można też na wyłączność wynająć chatę na hali i spędzić wakacje na alpejskiej hali w kompletnym odosobnieniu, ale za to z jakimi widokami… Po prostu czas na oddech.


Materiał publikowany w internetowym wydaniu Polityki 29 maja 2017 w dziale „Czas na oddech” (www.polityka.pl), powstał przy współpracy z www.austria.info.

Austria / Styria – tor wyścigowy Red Bulla

Przed kilku laty Red Bull zajął się istniejącym od lat 70. XX w. torem wyścigów samochodowych w Spielbergu koło Knittelfeld. W maju 2011 otworzył go po gruntownej modernizacji. Red Bull Ring jest znowu sceną emocjonujących zawodów, wśród których poczesne miejsce zajmują DTM.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Deutsche Tourenwagen-Meisterschaft, czyli mistrzostwa niemieckich samochodów turystycznych – tak naprawdę derby Audi, BMW i Mercedesa. DTM odbywają się od 1984 roku na różnych torach. Zawodom towarzyszy zawsze barwne show z samochodami w rolach głównych, jarmark gadżetów dla fanów poszczególnych marek, zmagania bolidów różnych klas i inne wyścigi, takie jak Sirocco Cup – napędzanych gazem ziemnym (Erdgas) Volkswagenów Sirocco , Porsche Cup czy NASCAR (www.dtm.com).

Obecność gospodarza toru podkreślana jest na każdym kroku, ale nie nachalnie, a samochody ozdobione czerwonymi bykami dobrze wypadają w poszczególnych konkurencjach. Red Bull leje się przy tym strumieniami, zwłaszcza że w kioskach gastronomicznych i w sklepie firmowym można dostać napoje o różnych smakach ze specjalnych edycji – srebrnej, niebieskiej i czerwonej, nalane do puszek odpowiedniej barwy (www.projekt-spielberg.at).

Red Bull jest pionierem w klasie napojów energetyzujących. Stworzył pierwszy tego typu produkt otwierając nowy segment światowego rynku. W ciągu 25 lat istnienia doczekał się wprawdzie rzeszy naśladowców i konkurentów, sponsorując jednak wydarzenia sportowe ze strefy X – wyścigi samochodowe i motocyklowe, akrobacje lotnicze, bicia rekordów szybkości na rowerze czy ewolucje freestyle’rów, wciąż ich wyprzedza. Koncern jest dziś obecny w 162 krajach świata. Od 1987 roku sprzedał ponad 30 mld puszek swojego przebojowego napoju. Firma zatrudnia na świecie blisko 8 tys. osób, jej obroty sięgają 5 mld USD rocznie, a właściciel, wywodzący się notabene ze Styrii, Dietrich Mateschitz jest najbogatszym obywatelem Austrii. Siedziba Red Bulla znajduje się w Fuschl am See, nieopodal Salzburga (www.redbull.pl).

Czechy / Brno – haust spalin

Wyścigi są wielkim show producentów. Członkowie poszczególnych teamów mają pełne ręce roboty, a widzowie… piknik z zastrzykiem adrenaliny.

Niezależnie od klasy, samochody przemykają błyskawicznie przed oczami zgromadzonych, I chociaż temu momentowi towarzyszy ryk silników, a nierzadko również pisk opon, a czasem nawet zwiastujący stłuczkę głuchy huk, po chwili zapada cisza. Na czas kolejnego okrążenia. Jeśli więc ktoś chce rzeczywiście obserwować wyścig, lepiej zrobi decydując się na transmisję telewizyjną. Na ekranie wszystko widać niemal metr po metrze i na zbliżeniach. Jednak ten kto chce zanurzyć się w motoryzacji wszystkimi zmysłami, lepszej okazji od wyścigu nie znajdzie. Oprócz bowiem zmagań na torze, można wtedy zajrzeć za kulisy. Do padoku, gdzie niemal bez wytchnienia pracują mechanicy, a gdzie ekipy telewizyjne i fotoreporterzy szukają kierowców zaraz po zejściu z toru. – „z tarczą” lub „na tarczy”, a więc gdy mają jeszcze wypisane na twarzy emocje.

W rejonie padoku rozstawiają też swoje stanowiska producenci akcesoriów samochodowych, firmy oponiarskie, dystrybutorzy paliw czy olejów. Są kawiarenki, symulatory jazdy i kioski z gadżetami reklamowymi poszczególnych teamów. Jest więc zarazem jarmarcznie, i profesjonalnie. Przerwy między wyścigami wypełniają różne pokazy. A ponieważ wyścigi to z gruntu męski sport, poszczególne teamy zatrudniają długonogie hostessy. Panny w barwach samochodowych stajni krążą wśród widzów rozdając ulotki i gadżety reklamowe. Przede wszystkim jednak uśmiechają się uwodzicielsko i pozują do zdjęć, eksponując swe wdzięki i… marki samochodów. Oczy fanów, i tak już szeroko otwarte aby niczego nie uronić z takiego czy innego modelu, w ich obecności zdają się wyskakiwać z orbit.

Hostessy trzymają też przeciwsłoneczne parasole nad bohaterami samochodowych zmagań. Każdego bowiem wyścigowego dnia, kierowcy poszczególnych teamów podpisują zdjęcia i plakaty oraz fotografują się z fanami (a jeszcze chętniej z fankami).

Mówiąc szczerze, wyścigi zajmują najmniej czasu… podczas wyścigów. Zwłaszcza, że na siłą rzeczy długich torach, nie ma jednego miejsca, z którego można byłoby obserwować całe widowisko. Chyba, że na telebimach, ale to nie ma uroku. Najważniejsze więc jest zajęcie dobrego miejsca. Takiego, z którego widać jakiś trudny moment trasy albo jeszcze lepiej kilka zakrętów pod rząd. Oczekiwanie na kolejny przejazd, widzowie skracają sobie popijaniem piwa i pogryzaniem kiełbasek. Wygodnie rozłożeni na trawie, lub na specjalnie przyniesionych leżakach, pod parasolami, z flagami ze znakami faworyzowanych marek w rękach, trąbkami i gwizdkami pod ręką. Najczęściej z przyjaciółmi lub w rodzinnym gronie. Jeśli tylko pogoda dopisze, piknik z pewnością zapisze się wśród udanych. Komu zaś się miejsce znudzi wędruje dalej – na trybunę przy innym zakręcie, na start czy do padoku, gdzie zawsze coś się dzieje.

Trafi tam zresztą każdy, kto wykupił jazdę z profesjonalnym kierowcą. Chociaż po przejażdżce niejeden klient wysiada zielony, a nogi mu się plączą, to jednak znalezienie się na torze i posmakowanie wyścigowego tempa, jest marzeniem wielu osób. Co w tym atrakcyjnego?! Po pierwsze jazda odbywa się samochodem wyścigowym, po drugie po torze – wprawdzie bezpiecznie, bo po pustym, ale jednak na serio. Z pełną prędkością, z wchodzeniem w wiraże i przyspieszaniem na prostych. Ponadto wnętrze wyścigowego samochodu (zabawy takie jazd bolidami Formuły 1 ani nawet Formuły 2, nie obejmują), jest wypatroszone z wnętrzności, które znamy. Kierowca niczym bohater powieści SF ma fotel zawieszony na specjalnym stelażu i mnie przynajmniej – wydaje się bliższy Spidermanowi aniżeli Taxidriverowi. Niemniej podczas jazdy komercyjnej zamienia się w taksówkarza, Gdy tylko klient zajmie miejsce i zostanie przypięty pasami… fru! Pasażer siedzi na podobnym, wyjmowanym fotelu, na miejscu, które zajmuje zazwyczaj trener, towarzyszący kierowcy podczas treningów czy jazd próbnych. Otoczenie toru rozmywa się lekko, a siły wyzwolone przy przyspieszaniu wciskają żołądek w fotel…

 • • • • • 

Najsłynniejsze europejskie tory Formuły 1
Odkąd Robert Kubica (www.kubica.pl) znalazł się w światowej czołówce kierowców Formuły 1, a w Formule 2 jeździ dziewczyna z Polski, Natalia Kowalska (www.kowalskanatalia.pl), zainteresowanie wyścigami samochodowymi niepomiernie wzrosło. Na stronach poszczególnych torów zamieszczone są doroczne kalendaria imprez oraz informacje o zasadach odbywania jazd komercyjnych. Sezon wyścigów samochodowych i motocyklowych w Europie, obejmuje zazwyczaj miesiące marzec-wrzesień. W styczniu, oczy całego świata skierowane są na Madonna di Campiglio, kurort u stóp Dolomitów, w którym podczas imprezy o znamiennej nazwie Wrooom (www.campigliowrooom.com), Ferrari i Ducati prezentują najnowsze modele, a kulminacyjnym wydarzeniem są wyścigi po skutym lodem jeziorze.

Czechy / Brno • Masarykův okruh
Tor wyścigowy im. Masaryka (5403 m długości) wybudowano w latach 1985-1987, zastępując pierwotny klasyczny tor miejski, na którym ścigano się od lat 30-tych XX wieku. Nowoczesny obiekt zaliczany jest do najbezpieczniejszych na świecie. Dzięki leśnemu otoczeniu należy również do najpiękniejszych. Brno zajmuje liczącą się pozycję wśród organizatorów motocyklowych i samochodowych eliminacji mistrzostw świata. Najważniejszą imprezą jest doroczne Grand Prix Czech (sierpień), w kategorii rozgrywek motocyklowych (www.brno-circuit.com).

Węgry / Budapeszt • Hungaroring
4381 m długości. Był pierwszym torem Formuły 1, zbudowanym za żelazną kurtyną w latach 80. XX wieku. Znamienne jest to, że István Papp zaprojektował tor w taki sposób, by prawie z każdego miejsca zapewnić widzom możliwość obserwowania co dzieje się na całym niemal obiekcie. Z każdego miejsca widać 80% toru! W lutym 2009 r. wybudowano dodatkową trybunę, którą nazwano na cześć popularnego wśród Węgrów naszego rodaka – Kubica Grandstand (www.hungaroring.hu).

Niemcy / Nadrenia-Palatynat • Nürburgring
Nazywany Zielonym Piekłem (5148 m długości), słynie z 70 niebezpiecznych zakrętów. Podczas najważniejszych zawodów używana jest pierwotna wersja Nordschleife – nieco dłuższa i jeszcze trudniejsza, powstała w latach 20. XX wieku. Trasa wokół średniowiecznego zamku i miejscowości Nürburg w górach Eifel, uważana jest za jedną z najbardziej wymagających na świecie. Torowi patronuje BMW (www.nuerburgring.de).

Włochy • Monza
Autodromo Nazionale di Monza (5793 m długości) zlokalizowany jest na północ od Mediolanu. Powstał w latach 20. XX wieku. Jego charakterystyczną cechą są długie proste, umożliwiające osiąganie dużych prędkości (do około 350 km/h podczas wyścigów Formuły 1). Słynny zakręt nazywany Curva Parabolica ma 180 stopni. Cały zaś tor Włosi ochrzcili mianem magicznego – „La Pista Magica” (www.monzanet.it).

Włochy / San Marino • IMOLA
Tereny wokół Autodromo Enzo e Dino Ferrari, zwanego potocznie Smolą, usytuowanego u podnóża Apeninów zajmują legendarni producenci samochodów: Ferrari, Lamborghini i Maserami. Tor o długości 4930 m obejmuje odcinki istniejących dróg publicznych, a zbudowano go w latach 50. XX wieku, przede wszystkim z myślą o testowania wytwarzanych pojazdów (www.autodromoimola.com).

Monako • Circuit de Monaco
Tor uliczny (3340 m długości), uzywany do rozgrywek Formuły 1 od lat 50. XX wieku. Jedyny, na który nie potrzeba biletów. Zawody ogląda się na żywo, „z ulicy” (www.formula1monaco.com).

Austria / Spielberg bei Knittelfeld • Red Bull Ring
Znajduje się w Styrii. Swojego czasu, znany zresztą jako Österreichring, uchodził za jeden z piękniejszych na świecie, a jednocześnie bardzo niebezpiecznych. Trudny profil, nierówna nawierzchnia, ostre zakręty i spore deniwelacje były powodem poważnych wypadków. Po gruntownej modernizacji oddano go powtórnie do użytku w 1996 r. Do 2003 r. nosił nazwę A1-Ring, ale zaczął popadać w ruinę, gdy ustanowiono zakaz reklamowania wyrobów tytoniowych. Od 2005 r. jest własnością Red Bulla. Ponownie odnowiony (oficjalne otwarcie miało miejsce w 2011 r.), liczy dziś 4318 m długości (www.projekt-spielberg.at).

Belgia / Spa • Circuit de Spa-Francorchamps
Usytuowano go koło legendarnego kurortu Spa w Ardenach. Liczy 7004 m długości, a wyścigi na nim uchodzą za bardzo trudne ze względu na niestabilne warunki atmosferyczne. Pogoda jest przyczyną wielu wypadków; największy karambol miał miejsce w 1998 r. – rozbiło się wówczas 13 samochodów (www.spa-francorchamps.be).

Hiszpania / Barcelona • Circuito de Catalunya
Jest usytuowany na peryferiach miasta. Liczy 4655 m długości. Zbudowano go w 1991 r., w ramach przygotowań do igrzysk olimpijskich; od tej pory rozgrywki Formuły 1 odbywają się na nim (www.circuitcat.com). W Hiszpanii, gdzie wyścigi samochodowe cieszą się ogromną popularnością są bowiem jeszcze inne tory: Guadarrama, Sitges-Terramar, Circuitio Lasarte, Pedralbes Circuit, Circuito del Jarama, Montjuïc i Circuito Permanente de Jerez.

Wielka Brytania • Silverstone
Tor rozciąga się na granicy hrabstw Northamptonshire and Buckinghamshire. Cieszy się blisko 70-letnią historią. Powstał w 1943 r. na płycie lotniska RAF-u. Liczy 5891 m długości. Podczas kwalifikacji do wyścigu w 1977 r., David Purley rozbił swój bolid o ścianę przy prędkości 173 km/h. Przeżył ustanawiając swoisty rekord. Wytrzymał przeciążenie o wartości 179,8 G (www.silverstone.co.uk).

Turcja / Stambuł • Instabul Racing Circuit
Tor długości 5338 m jest jednym z najmłodszych; powstał dopiero w 2005 r. Co ciekawe należy do grupy torów, po których jeździ się przeciwnie do ruchu wskazówek zegara (www.istanbulparkcircuit.com).

Tekst (bez pełnej listy torów) był publikowany na łamach magazynu „Świat. Podróże. Kultura” (2010)