Twierdza Rabati i babcie z Krakowa

Nad Akaltsikhe góruje twierdza Rabati. Wznieśli ją przodkowie książąt Jakhely (Dżakeli), władająych Samtskhe do XVI wieku. Dopóty, dopóki ich dziedzin nie zagarnęli Turcy. W XIX stuleciu, po zwycięskich wojnach z Ottomanami, prowincję przejęli Rosjanie.

Zrujnowaną twierdzę odrestaurowano na początku 2 dekady XXI wieku. Z fantazją, która sprawiła, że – w przemówieniu z okazji otwarcia obiektu – prezydent Saakaszvili mógł ją nazwać „klejnotem w gruzińskiej koronie”.

Twierdza Rabati w Akhaltsikhe, fot. Paweł Wroński

Każdemu, kto przekroczy bramy twierdzy, rzuca się w oczy stylowa różnorodność, należących do kompleksu budowli. Są średniowieczne mury, niczym na zamku krzyżowców, są mauratańskie łuki i ażurowe drewniane wykusze, zza których aż się prosi by połyskiwały oczy tajemniczych piękności, godnych sułtańskiego haremu. Nigdy takich elementów w tej twierdzy nie było – podkreślają puryści. To świadomy zamysł – zgoła odmienną opinię usłyszymy z ust zwolenników przedsięwzięcia. W wyniku kreatywnej restauracji, twierdza stała się pomnikiem mozaikowych dziejów Gruzji. Podkreślają to swoim odmiennym przeznaczeniem i architektoniczną różnorodnością obiekty wchodzące w skład kompleksu: zamek książęcy, nad którym dumnie powiewa flaga Gruzji, Meczet Akhmediye z lśniącą miedzianą kopułą i minaretem, prawosławna cerkiew, amfiteatr, tarasowe winnice z fontannami. Poza tym są inne, całkiem już nowoczesne obiekty – przede wszystkim hotel „Rabath”, restuaracje, muzeum regionalne, a nawet pałac ślubów.

Akhaltsikhe (w polskiej transkrypcji językowej Achalciche) – miasto z sięgającą średniowiecza historią, którego nazwa oznacza nową twierdzę. Od 1579 roku centralny ośrodek dzisiejszych ziem Gruzji, przyłączonych w XVI wieku do Imperium Ottomańskiego. Do Gruzji region powrócił po wojnie rosyjsko-tureckiej 1828–1829, tyle tylko, że Gruzja nie była już wówczas samodzielnym królestwem, a jedynie carską gubernią. Ludność turecką jaka zamieszkiwała prowincję Samtskhe (ok. 115 tys. osób), wysiedlono w czasach stalinowskich (1944) do Kotliny Fergańskiej rozciągającej się na pograniczu Uzbekistanu, Kirgistanu i Tadżykistanu. Współczesne Akhaltsikhe zamieszkują głównie Ormianie, potomkowie uciekinierów z Turcji, szukających w rosyjskim imperium schronienia w czasach pogromów (1894-1896 i 1915 roku). Nic więc dziwnego, że częściej nawet niż gruziński, słyszy się tutaj język rosyjski. Miasto liczy teraz 20 tys. mieszkańców.

Bogata historia Akhalatsikhe i otaczającego miasto rozległego regionu w południowo zachodniej ćwiartce Gruzji, posiada także wątki polskie. Poznaliśmy je przypadkiem, w małej restauracji u stóp zamkowego wzgórza, w której zachęceni regionalnym menu zamówiliśmy czebureki – faszerowane mięsem placki, kształtem przypominające ogromne pierogi. Właściciel rozmowny i kontaktowy (zdecydownie musiał dzień rozpocząć – jak to w śródziemnomorskiej kulturze bywa – od chwalenia imienia Dionizosa), przysłuchiwał się jakiś czas naszej rozmowie. W pewnym momencie włączył się do dyskusji, i to po naszemu – a ja miałem babcię z Krakowa!

W lokalu Sergo – a tak na marginesie – czebureki były pyszne! Fot. Paweł Wroński

Jakby tego było mało, później, kiedy już zmierzaliśmy do wyjścia – tęgi jegomość, który zajął miejsce przy jednym z wolnych stolików, gdy my zajadaliśmy się zamówionymi potrawami, skinął do mnie głową i z dumą powiedział – ja też miałem babcię z Krakowa

Żeby zrozumieć skąd te polonijne korzenie trzeba się trochę cofnąć w czasie. Notabene można wybrać sobie kilka docelowych przedziałów czasowych. Najprostsza historia jest romantycznym rozwinięciem „Czterech pancernych” – Grigorij poślubia jakąś krakowską dziewczynę, a ich wnuk popija wino i warzy gościom swojego lokalu czebureki, chinkali i/lub inne przysmaki z pogranicza gruzińsko-armeńsko-tureckiego, w Akhaltsikhe.

Ten banalny scenariusz jest oczywiście prawdopodobny, ale polonijne korzenie z dumą wskazuje dziś niejeden mieszkaniec Samtskhe-Javakheti. Ich historie sięgają z reguły czasów caratu. Nie wszyscy bowiem nasi przodkowie po powstaniach zsyłani byli na prawdziwą Syberię. Płaskowyż Dżawachecki słynął także w rosyjskim imperium z wystarczająco srogich zim. Ba, jego rejon nazywano nawet Syberią Gruzji.  Ponadto, było to niespokojne pogranicze z Turcją, z którą w XIX wieku Rosja zawzięcie wojowała. Przymusowi osadnicy bywali więc bardzo przydatni, zwłaszcza ci obdarzeni wykształceniem.

Oprócz wątków martyrologicznych, rzutujących na dzieje Samtskhe-Javakheti w przeszłości, otwarty na współczesne wyzwania jest rejon przełęczy Goderdzi (2027 m). Rozwija się tam 6 ośrodek narciarski Gruzji, którego walorem jest najdłużej w kraju zalegająca pokrywa śnieżna. O przełęczy Goderdzi napiszę wkrótce więcej w odrębnym wpisie.


Twierdza Rabatiwww.georgiaabout.com

„Gino Wellness Rabath Hotel & Spa”www.gino.ge

Restauracja „Sergos Dugani” (właściciel – Sergo Antonowicz Mamasachlisaszwili)www.turbina.ru
Autor zamieszczonej w portalu rekomendacji pisze tak: „Со стен старой крепости я взирал на несколько церквушек в окрестностях. В первой из них я вопрошал отрока, что вырезал иконы из дерева на предмет: где тут можно хорошо и недорого откушать. Он и навел меня на это заведение. После осмотра всего я наведался к Серго. Хозяин ресторана был весьма положительный и веселый, только немного пьяный. Он включил мне самую громкую грузинскую музыку и сам накрыл поляну. Пока готовились хинкали, он выставил на стол пузырь, за счет заведения и в память о вечной русско-грузинской дружбе. Пузырь Серго выпил сам т.к. я не пью. А хинкали оказались просто потрясающими — я нигде и никогда такие не пробовал.” A w części informacyjnej, kontynuuje: „Tип кухни: грузинская традиционная. Рекомендую: хинкали то понравилось: Цена на человека: € <10. Адрес: Ахалцихе ул. Месхети. Дополнительная информация: от Крепости Рабат спускаемся к мосту через речку, видим аптеку на углу и сворачиваем направо.”

Paweł i Sergo – czyli przyjaźń polsko-gruzińska, fot. Paweł Wroński

Nissan XTerra, na trasie

10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, pożyczonym dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).

Reklamy

Podróż do wnętrza Gruzji

Skały opowiadają o powstaniu i zasobach Ziemi. W kamieniołomie na północno wschodnim brzegu Jeziora Paravani, niezwykle barwnie! 

Miedź, rudy żelaza i aluminium, piryty, baryt – to tylko niektóre ze skarbów ukrytych w skałach Małego Kaukazu, fot. Paweł Wroński

Kolory skał w kamieniołomie są efektowną oznaką bogactwa minerałów występujących na  rozległym, ukształtowanym w wyniku działalności wulkanicznej Płaskowyżu Dżawacheckim (gruz.: ჯავახეთის პლატო), w Meschetii, prowincji zwanej oficjalnie: Samtskhe-Javakheti* (gruz.: სამცხე-ჯავახეთი), potocznie zaś, z racji solidnych zim – gruzińską Syberią.

U wrót kamieniołomu, czyli w bramie do geologicznych fundamentów Gruzji, fot. Paweł Wroński

Nieopodal rozlewa się największe jezioro Gruzji – Tba Paravani. Otoczenie tworzą łagodnie zarysowane szczyty Małego Kaukazu, a wśród nich, po zachodniej stronie akwenu piętrzy się jeden z wielu tutejszych, wygasłych przed wiekami wulkanów, Mta Didi Abuli (gruz.: დიდი აბული; 3300 m), najwyższy szczyt Małego Kaukazu w granicach Gruzji (najwyższy w ogóle – Giamysz wznosi się w paśmie Murowdag w Azerbejdżanie; liczy 3724 m wysokości).

Jezioro Paravani i dawno wygasłe wulkany w jego otoczeniu, fot. Paweł Wroński

Jeziora: Paravani (Tba Paravani, gruz.: ფარავნის ტბა) oraz usytuowane bardziej na południe i mniejsze Jezioro Saghamo (Tba Saghamo, inaczej: Ozero Tuman-Gël, gruz.: საღამოს ტბა), oddzielają pasma Gór Samsarskich i Dżawacheckich.

Nad Jeziorem Paravani (2073 m); w tle Mta Didi Abuli (3300 m), fot. Paweł Wroński

Tba Saghamo rozlewa się na wysokości 1997 m, ma 4,8 km2 powierzchni i jest płytkie – głębokość dochodzi zaledwie do 2,3 m. Tba Paravani leży na wysokości 2073 m. Powierzchnia akwenu liczy 37,5 km2, ale jego głębokość jest również niewielka – do 3,3 m.


10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, pożyczonym dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).


* nazwy podane w angielskiej transkrypcji fonetycznej mają też obowiązującą polską transliterację (w praktyce mało użyteczną), korzystając z tej konwencji nazwę prowincji zapisujemy ‘po polsku’: Samcche-Dżawachetia

Stoki Gór Dżawacheckich – na wschód od Jeziora Paravani, fot. Paweł Wroński