Świnica w chmurach

Dawno dawno temu, w odległej galaktyce…

Zgodnie z tytułem, na pocztówce dostępnej niegdyś w każdym niemal zakopiańskim kiosku widniała Świnica. Świnica spowita szarym skłębionym całunem.

Zerkałem na nią nieraz, spędzając wakacje u podnóży Tatr. Ujęcie zakrawałoby na żart, gdyby nie to, że z powodu klimatu najwyższe tatrzańskie szczyty nader często giną w chmurach. Pocztówka była bardzo prawdziwa.

Odkąd w 1840 roku, znany z dowcipu dramaturg i powieściopisarz angielski Theodore Hook wysłał sam do siebie ręcznie malowaną kartkę ze znaczkiem za jednego pensa, pocztówki zawojowały świat. Stały się najpopularniejszą pamiątką turystycznych pobytów w wypoczynkowych kurortach i w zyskujących popularność egzotycznych zakątkach świata. Nic więc dziwnego, że w szczytowym okresie podboju i poznania, na pocztówki trafiły także obrazki z Tatr. I chociaż karkonoska Śnieżka odebrała Świnicy oraz innym tatrzańskim szczytom palmę pierwszeństwa (najstarszą pocztówkę z gór wysłano ze Śnieżki 23 lipca 1873 roku z punktu pocztowego otwartego przez Niemców na szczycie rok wcześniej), pierwsze tatrzańskie widokówki powędrowały w świat już w połowie lat 90. XIX wieku.

Początkowo reprodukowano litografie wykonane kilkadziesiąt lat wcześniej przez Zygmunta Bogusza Stęczyńskiego. Później ryciny zakochanego w Tatrach i Pieninach Walerego Eliasza Radzikowskiego, a wreszcie wizjonerskie obrazy ilustrujące powieść Stanisława Witkiewicza „Na przełęczy”. I nie były to tylko krajobrazy. Od samego początku treść pocztówek stanowiły także wizerunki górali i ceprów – taterników, narciarzy oraz bywalców Zakopanego, nierzadko sportretowanych w satyrycznej bądź nawet karykaturalnej konwencji. Wtedy łatwo było uwieczniać ludzi, gdyż w Zakopanem nie gościło zbyt wielu obcych. Przeważały motywy dokumentalne. Pokazywano rośliny, zwierzęta i architekturę. W pierwszym dziesięcioleciu XX wieku było w obiegu kilka tysięcy wzorów pocztówek tatrzańskich. A wraz z popularyzacją fotografii ich ilość jeszcze się zwiększyła.

Chociaż z aparatem chadzał po Tatrach również Walery Eliasz Radzikowski, oczy fotografów na Tatry skierował Mieczysław Karłowicz. Kompozytor uprawiał z upodobaniem wspinaczkę i narciarstwo nie rozstając się na wycieczkach z aparatem. A każde z jego zdjęć nie ustępowało składanym przezeń, a inspirowanym przez przyrodę i folklor nutom. Do grona pierwszych fotografów Tatr należeli Walery Rzewuski, Marian Olszyński i  Franciszek Wyspiański. Rolę ich sponsora i wydawcy pocztówek spełniało Towarzystwo Tatrzańskie. Kartki drukowano w Krakowie, Wiedniu, a także we Francji i w Niemczech. Pocztówki różniły się jednak od dzisiejszych, co wynikało nie tylko z techniki rysunku i fotografii oraz technologii drukarskich, ale także z obowiązujących przepisów pocztowych.

W latach międzywojennych do plejady fotografów uwieczniających sceny z Tatr i Zakopanego weszli bracia Zwolińscy – wyśmienici taternicy, autorzy cenionych map i przewodników górskich. Po II wojnie światowej na pocztówkach publikowano przede wszystkim fotografie autorów z artystycznym cenzusem, potwierdzonym przynależnością do ZPAF. I to ich dzieła zapełniły witryny kiosków. Z narastaniem masowego ruchu turystycznego, pocztówki – oprócz pamiątkowych – zaczęły też pełnić funkcje edukacyjne i propagandowe. Patronat nad ich wydawaniem przejęło PTTK, a drukiem zajęły się regionalne zakłady wydawnicze, powoływane jako przedsiębiorstwa dochodowe towarzystwa.

Nie wiem ile oryginalna pocztówka ze Świnicą w chmurach z lat 70. XX wieku może być dziś warta dla filokartystów. Obawiam się, że wartości 44 tys. euro, jaką to cenę zapłacił na aukcji w Londynie za wspomnianą na wstępie pocztówkę Hooka anonimowy kolekcjoner z Rygi, nie osiągnie. Ale czy to ważne?! Przecież w dobie fotografii cyfrowej każdy może zamienić wykonane osobiście zdjęcie na pocztówkę. Aby wysłać fotkę w formie elektronicznej wystarczy notebook i łącze Wi-Fi. Zwolennicy bardziej romantycznej niż e-pocztówka, klasycznej kartki, będą zmuszeni odbyć krótką wizytę w pierwszym z brzegu punkcie fotograficznym dysponującym maszyną do druku odbitek z kart pamięci. Kilka minut później, zaopatrzoną w mniej lub bardziej konwencjonalne pozdrowienia kartkę wystarczy wrzucić do skrzynki by powędrowała do rodziny lub znajomych. Jeśli wola, może być na niej Świnica w chmurach. Oby tylko Poczta Polska dostarczyła ją do adresata… zanim wrócimy z wakacji.


Na zdjęciu otwierającym widok z Łomnicy na Prostredný hrot (Pośrednią Grań, 2441 m n.p.m.). Wprawdzie to w Tatrach słowackich, ale też w chmurach, więc pasuje jak ulał!


Materiał publikowany w 2011 roku na łamach magazynu „Polska wita” (później tytuł zmieniono na „Witaj w podróży” i poszerzono zakres tematyczny o Europę i świat).


Reklamy

Rajecké Teplice i SPA Aphrodite

Rajecké Teplice, położone kilkanaście kilometrów od Żyliny i dobrze z nią skomunikowane, należą do najsłynniejszych słowackich uzdrowisk.

W materiale filmowym wykorzystałem utwór Jana Kantego Pawluskiewicza „Rajecke kupele”.

Miejscowość ceniona jest za klimat z dużą liczbą dni słonecznych, ale bez upałów i świeże powietrze, bez silnych wiatrów. Największym jednak skarbem są źródła wód termalnych o właściwościach leczniczych. Biją spośród warstw skalnych a ich temperatura oscyluje koło 38 st. C. Korzysta z nich efektowne „SPA Aphrodite”.

Należący do kompleksu „Aphrodite Palace” przypomina rzeczywiście antyczny pałac, do którego nawiązuje architekturą i dekoracjami.

Architektura domu zdrojowego, dziś kompleksu Palace Aphrodite i Aphrodite SPA jest doprawdy imponująca, fot. Paweł Wroński

Efektowny kompleks w centrum kurortu powstał jako dom zdrojowy dopiero pod koniec XX wieku. Nadano mu tak imponującą formę, bo chociaż Rajecké Teplice otrzymały uzdrowiskowe prawa miejskie dopiero pod koniec komunistycznej ery, to ich tradycje lecznicze sięgają przynajmniej XV stulecia gdy to na mapach widniała już nad potokiem Rajczanka nobliwa nazwa Villa Tapolcha. Rozkwit znanej ze zdrowych wód miejscowości nastąpił w stuleciu XVII, gdy władzę w tzw. Państwie Lietawskim dzierżył możny węgierski ród Thurzonów.

Pszeniec gajowy, barwna roślina z poszycia okolicznych lasów, porastających stoki pobliskich Gór Strażowskich i Małej Fatry (części Luczańskiej), fot. Paweł Wroński

Atrakcją Rajeckich Teplic jest także otoczone parkiem Łabędzie Jeziorko. Na wysepce jest restauracja w lekkim parkowym pawilonie, a po tafli akwenu można pływać wiosłowymi łodziami (5 euro za wynajęcie łodzi na pół godziny).

Rajecké Teplice termalnymi wodami stoją, fot. Paweł Wroński

SPA Aphrodite (jęz. polski): www.spa.sk
Atrakcje uzdrowiska i okolic w broszurze „Rajecká dolina” (jęz. słowacki –> ściągnij w formacie PDF)


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Vrátna, czyli Karpaty w miniaturze

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Dolina Vrátna w Krywańskiej Małej Fatrze jest krajobrazowym fenomenem. Tym bardziej fascynującym, że w ciągu zaledwie kilku dni można posmakować tego co w całych Karpatach najpiękniejsze.

Dzieje się tak za sprawą geologicznej budowy, szaty roślinnej i ogromnych wysokości jakie trzeba pokonywać w drodze na szczyty, mimo, że góry nie są zbyt wysokie. Królujący wśród wierzchołków Veľký Fatranský Kriváň dźwiga się zaledwie na wysokość 1709 m.

Veľký Fatranský Kriváň (1709 m), fot. Paweł Wroński

Boboty (1086 m) czy Sokolie (1172 m) są łudząco podobne do piętrzących się tuż nad Zakopanem tatrzańskich regli. Ich skalne granie porośnięte lasem mają w sobie także coś z pienińskiego klimatu. Jedynie większej rzeki brakuje, bo potok spływający doliną, mimo, że tworzy malowniczy przełom nad Terchovą – Tiesňavy, z Dunajcem fantazją równać się nie może.

Sokolie (1172 m), północne stoki, fot. Paweł Wroński

Kulminacja tego typu wrażeń następuje w grupie Rozsutców, zbudowanych z wapieni i dolomitów. Veľký Rozsutec ma 1610 m wysokości. Jest tam niemal tak, jak na Kominiarskim Wierchu w Tatrach, czy w rumuńskiej, niemal tysiąc metrów wyższej Piatra Craiului. Spacery spektakularnymi wąwozami jakimi poorane są stoki Rozsutców (Jánošíkove Diery) dostarczają podobnych wrażeń do tych, jakie wynosi się z wycieczek po Słowackim Raju, czy z malowniczych dolin: Prosieckiej i Kwaczańskiej w Górach Choczańskich. Na zmieniających od wiosny do jesieni barwę łąkach, uwijają się pośród tysięcy kwiatów motyle, pszczoły i trzmiele. Wieczorami dają koncerty świerszcze.

W wąwozie Jánošíkove Diery, fot. Paweł Wroński

Na kontrastującym krajobrazowo ze skalistym Rozsutcem, bo przypominającym kopę siana Stohu (1607 m) jest jak na połoninach w Bieszczadach, choć na jego odkrytym halnym wierzchołku nie ma aż tak bujnych traw.

W bukowym lesie na stokach Sokolia (1172 m). Małej Fatrze pietra roslinności zbliżone są do układu znanego nam z Babiej Góry, fot. Paweł Wroński

Główny grzbiet, zwłaszcza w rejonie największego spiętrzenia – rozdzielonych przełęczą Snilovské sedlo (1524 m) masywów: Veľký Fatranský Kriváň (1709 m) i Chleb (1646 m), porasta płatami kosodrzewina, a stoki zaścieła gdzieniegdzie skalny rumosz. Granitowe głazy pokrywa charakterystycznymi „mapami” szaro-żółto-zielonkawy porost zwany wzorcem geograficznym. Jest bardzo tatrzańsko, precyzyjniej rzecz ujmując: zachodnio-tatrzańsko. Wrażenie potęguje fakt, że aby dostać się w partie szczytowe z miejscowości okalających Małą Fatrę, trzeba nieraz pokonać ponad tysiąc metrów różnicy poziomów.

Pod Tanečnicou (1186 m) – widok od południa na Mały Rozsutec (1344 m), fot. Paweł Wroński

Ścieżki wiodące przez las na stromych zazwyczaj stokach mają z kolei beskidzki klimat. Również za sprawą budowy geologicznej, gdyż budujące niższe partie Małej Fatry skały tworzą wielowarstwowy przekładaniec (flisz karpacki). Po obfitych opadach łupki i margle stają się śliskie, a cięższe, zwłaszcza złożone z bloków piaskowca warstwy zsuwają się po nich. Było to przyczyną katastrofalnego osuwiska jakie latem 2014 roku miało miejsce w zamknięciu doliny Vrátnej.

Osnica (1363 m), widok z południowego stoku Rozsutca, fot. Paweł Wroński

Odległości w Małej Fatrze nie są zazwyczaj zbyt wielkie. Skaliste odcinki szlaków uatrakcyjniają przejścia, i przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności, są świetną ilustracją powiedzonka: nie taki diabeł straszny. Największym wyzwaniem – powtórzmy to jeszcze raz – na szlakach okolic Vrátnej jest deniwelacja. Korzystając z krzesełek na Pasekach (Sedačková lanovka Vrátna-Paseky; www.lanovky.sk) i gondoli w zamknięciu doliny (Kabínková lanová dráha Vrátna-Chlebwww.ztt.sk), można jednak tak skrócić podejścia, że wycieczki w najwyższe partie zamieniają się w fantastyczne widokowo spacery, i są – jeśli tylko pogoda dopisze – dostępne dla wszystkich.

Na wierzchołku Chleba (1646 m), fot. Paweł Wroński

Wszelkie informacje o dolinie Vrátnej: www.vratna.sk
Sedačková lanovka Vrátna-Paseky (wyciąg krzesełkowy, działa w sezonie letnim od piątku do niedzieli w godz. 10:00-16:00); www.lanovky.sk
Kabínková lanová dráha Vrátna-Chleb (kolej linowa z 8-osobowymi gondolami kursuje latem w dni powszednie w godz. 9:00-17:00; w weekendy do 18:00); www.ztt.sk

Skały na Rozsutcu, fot. Paweł Wroński

Tam zjesz smacznie w Małej Fatrze

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Na początku, moi młodzi podopieczni, z którymi zwiedzałem Krywańską Małą Fatrę na Słowacji zamawiali tylko pizzę, ewentualnie frytki z ketchupem. Ale, gdy się po górach chodzi, nie ma siły, jeść trzeba.

Zupa cebulowa na słowacką modłę (z menu restauracji przy Domu Kultury w Terchovej), fot. Paweł Wroński
Vyprážaný syr – tutaj z gotowanymi ziemniakami i diabelskim sosem (z chili); najpopularniejszym jednak dodatkiem jest do tej potrawy sos tatarski, fot. Paweł Wroński

 

W konkursie smaków, o palmę pierwszeństwa walczyły wkrótce vyprážaný syrbryndzové pirohy. Ulubiony słowacki przysmak czyli bryndzové halušky oraz przypominające do żywego nasze łazanki – strapačky s kyslou kapustou a údenou slaninou, a także zupy: cebulowa – cibuľová polievka (inaczej: cibuľačka, a nawet czosnkowa – cesnaková polievka (inaczej: cesnačka), nie mówiąc o zwykłym rosole z kurczaka – slepačí vývar (inaczej: slepačia polievka albo kurací vývar), także znajdowały amatorów.

Bryndzové pirohy (z menu Penziónu Stárek w Stefanovej), fot. Paweł Wroński

Przyznać przy tym trzeba, że na prawdę niezłe potrawy tradycyjnej kuchni słowackiej serwują w Krywańskiej Małej Fatrze w wielu miejscach rodzinnych stron Janosika. My odwiedzaliśmy z upodobaniem restaurację przy Domu Kultury w Terchovej (Reštaurácia Kultúrny domwww.kulturnydom.eu) oraz Penzión Stárek w przysiółku Štefanová w dolinie Vrátnej (www.facebook.com).

Na vyprážaný syr! Na bryndzové pirohy! Fot.: Paweł Wroński

Na Rozsutec bladym świtem

Wycieczka w najatrakcyjniejszy masyw Krywańskiej Małej Fatry miała być wyjściem na wschód słońca. Pomijając drobny fakt, że zaspałem (latka lecą), zachmurzenie zniweczyło ten zamysł.

Mimo wszystko, późniejsze wyjście wyszło nam na dobre. Mieliśmy bowiem fantastyczny spektakl chmur na niebie, zdobyliśmy tego dnia wierzchołek jako pierwsi i cieszyliśmy się widokami nie dzieląc szczupłego miejsca z charakterystycznym dla letniego sezonu, tłumem, nie mówiąc już o tym, że w porannym chłodzie 1000 m różnicy poziomów (między Domem HS, a szczytem), pokonaliśmy ze znacznie mniejszym wysiłkiem niż w poprzednich dniach podejścia rzędu 200-400 m.


Wycieczkę poprowadziłem w ramach obozu, zorganizowanego w Małej Fatrze przez „MOW Travel Monika Węgrzyn” w sierpniu 2017. Start 4:30, na Vel’kym Rozsutcu 7:45, Penzion Stárek w Štefanovej 12:30 (uczestnicy w wieku 11-13 lat).

Mała Fatra z widokiem na Rozsutec

Widok na skalne gniazdo Rozsutców oraz podobny do kopy siana Stoh, jest – moim zdaniem – jednym z najbardziej malowniczych w Karpatach.

Oba szczyty prezentują się imponująco z Południowego Gronia (Poludňový grúň, 1460 m), jak nazywane jest wyraźne zagięcie głównej grani Krywańskiej Małej Fatry. Dla tego widoku warto tam wyjść, mimo, że podejście z każdej strony jest dość męczące.

Veľký Rozsutec (1610 m) i Stoh (1607 m) widziane z Poludňovego grúňa (1460 m), fot. Paweł Wroński

Natomiast bez najmniejszego wysiłku, podziwiać można sąsiadujące ze sobą bezpośrednio, a jednocześnie tak odmienne góry, z balkonu „Domu Horskej Služby” w Terchovej (Vrátna-Štefanová; www.domhs.sk lub www.ztt.sk). I to bez znudzenia, bo za sprawą oświetlenia i aury widok wciąż się zmienia.

Dom HS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh w chmirach – widok z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh o wschodzie słońca – widok z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński

Rozsutce – zbudowany z wapieni i dolomitów skalisty masyw w północnej części Krywańskiej Małej Fatry. Wybitne kulminacje: Veľký Rozsutec (1 609,7 m) oraz Malý Rozsutec (1 343,5 m). W opadającym ku zachodowi stoku Rozsutca rzuca się w oczy skalny grzebień – Poludnové skaly. Po zachodniej stronie pyszni się też 160-metrowej wysokości skalna ściana, a w stokach masywu znajdują się niezwykle atrakcyjne przyrodniczo i krajobrazowo wąwozy określane wspólnym mianem – Jánošíkove diery. W północnych stokach masywu jest nawet jaskinia, o pięknej nazwie Kryštálová jaskyňa v Malom Rozsutci (Kryształowa), ale jak to ujmują Słowacy – „je verejnosti neprístupná” . Jej korytarze mają 26 m długości (www.terchova.info).

Poludnové skaly a z tyłu Maly Rozsutec, fot. Paweł Wroński

Masyw Rozsutców sprawia wrażenie przeniesionego z alpejskich Dolomitów. Nie bez przyczyny, bo zbudowany jest z wapieni i dolomitów. Takie podłoże sprzyja wegetacji wysokogórskich odmian roślin, które tworzą w masywie fantastyczny, barwny ogród.

Ostropesty pod Małym Rozsutcem (na siodle Medzirozsutce), fot. Paweł Wroński

Ta krótka filmowa impresja jest także dostępna na moim kanale filmowym na YouTube

Rozsutce z drogi dojazdowej do Domu HS i pobliskiego Hotelu Boboty, fot. Paweł Wroński

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

W Małej Fatrze – ‚Pokemontrek 2017’

Jako podkładu do slajdowiska z sierpniowych wycieczek po Małej Fatrze, użyłem przewodniego motywu z filmowych przygód Pokemonów.

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Dlaczego? Ponieważ ich łapanie pozwoliło niektórym z moich bardzo młodych podopiecznych podejmować tak trudne wyzwania jak podchodzenie pod górę, wiosłowanie na górskiej rzece, czy samodzielne smażenie naleśników 🙂

W pierwszej części letniego obozu w Małej Fatrze zdobyliśmy jej najwyższy szczyt, przeszliśmy kilka pomniejszych górek najeżonych wapiennymi skałami i spłynęliśmy na raftach Orawą – całe 17 kilometrów wiosłowania aż ręce rozbolały (ale tego dnia nogi wypoczywały więc bilans był przynajmniej na zero).

W drugiej części czeka nas jeszcze wschód słońca z Rozsutca oraz wizyta w termalnym kąpielisku w Rajeckich Teplicach. Zobaczymy czy tam też roi się od Pokemonów?


Obóz z oferty „MOW Travel Monika Węgrzyn” (www.monikawegrzyn.pl), odbył się na początku sierpnia 2017 na Słowacji w Małej Fatrze. Miejscem naszego zakwaterowania był Dom Horskej Služby w Terchovej (Vrátna-Štefanová; www.domhs.sk lub www.ztt.sk). Nasi uczestnicy mieli po 12-13 lat.

Pivo řezané, czyli řezák vs Řezák

Piwo jasne z ciemnym w jednym kuflu to rzezane czyli rżnięte, nazywane potocznie rzezakiem. Na sklepowych półkach są natomiast Rzezaki butelkowane. Jaka jest między nimi różnica? O sukcesie pierwszego decyduje kunszt barmana, drugiego – technologia.

Żeby wyszło řezané pivo, barman musi nalać je tak, żeby jasny i ciemny chmielowy napój pozostały niezmieszane.

Piwo rzezane mis być dobrze nalane, fot. Paweł Wroński
Piwo rzezane mis być dobrze nalane, fot. Paweł Wroński

Promieniując na kraje sąsiednie, obyczaj trafił także do Polski i rozpowszechnił się, zwłaszcza na południu. Ślązacy nawet po swojemu nazywają mieszankę – szeker. W innych krajach kręgu piwnej kultury, też zetkniemy się z rzezaniem piwa. Na przykład Brytyjczycy piją black and tan, a Niemcy Geschnittenes Bier (Schnitt) – piwną mieszankę, jak określają powstały napój puryści – Biermischgetränk (halb dunkles, halb helles Bier). Żeby sztuka się udała, najpierw leje się piwo jasne, potem dopiero ciemne. Może to trochę potrwać, nawet kilkanaście minut. A czy dobrze zostało zrobione, poznamy po tym, że nalane piwo długo pozostanie niezmieszane.

Dostępne na rynku Řezáki, to polotmavý ležák – jak mówią Czesi, czyli półciemny lager. Podczas produkcji miesza się piwo jasne i ciemne, w odpowiednich proporcjach, w określonym czasie. Powstaje trunek o ciemno bursztynowej barwie z czerwonawym odcieniem. O ciekawym smaku, łączącym słodycz ciemnego z goryczą jasnego piwa. Barmański kunszt i rytuał napełniania pokala, szklanicy lub kufla, gubią się jednak bezpowrotnie.

Rzezak z Brna, na półkach sklepu firmowego przy browarze Starobrno, fot. Paweł Wroński
Rzezak z Brna, na półce firmowego sklepu przy browarze Starobrno, fot. Paweł Wroński

Tatranský ľadový dóm na Hrebienoku

Przy górnej stacji kolejki ze Starego Smokowca na Hrebienok już po raz czwarty Słowacy otworzą Tatranský ľadový dóm.

Nastąpi to 25 listopada 2016. Natomiast już 2 listopada, do pracy nad lodowymi rzeźbami przystępuje 15 rzeźbiarzy z pomocnikami. Inspirację dla tegorocznych motywów będą czerpać z tradycji gotyckiej rzeźby spiskiej. A jest z czego, bo w tej podtatrzańskiej krainie zachowało się wiele dzieł Mistrza Pawła z Lewoczy (Majster Pavol z Levoče) oraz uczniów z prowadzonego przezeń warsztatu na przełomie XV i XVI stulecia.

Najwybitniejszym dziełem Mistrza Pawła jest ołtarz główny z kościoła św. Jakuba w Lewoczy, z imponującą nastawą liczącą 18 m wysokości. Do najpiękniejszych, należą ołtarzowe rzeźby ze Spiskiej Soboty (Spišská Sobota). Dziś dzielnica Popradu, niegdyś miasto o dłuższej znacznie historii i ważniejszej pozycji, którego okres największej prosperity przypadł właśnie na XV i XVI stulecie, dzięki położeniu przy ruchliwym szlaku handlowym z Węgier do Polski.

Spiska Sobota, fragment jednego z ołtarzy w miejscowej farze, rzeźby są dziełem samego Mistrza Pawła z Lewoczy lub jego uczniów, fot. Paweł Wroński
Spiska Sobota, fragment jednego z ołtarzy w miejscowej farze, rzeźby są dziełem samego Mistrza Pawła z Lewoczy lub jego uczniów; należą do najwspanialszych przykładów sakralnej sztuki gotyckiej na Słowacji. Fot. Paweł Wroński

INFO
Tatranský ľadový dóm: www.regiontatry.sk
Pod kopułą nowoczesnego namiotu, w scenerii lodowych rzeźb, będą się w sezonie zimowym odbywać koncerty i spektakle teatralne. Lodową świątynię można będzie także wynajmować na śluby i inne imprezy. Z wyłączeniem tego typu wydarzeń, można ją zwiedzać codziennie w godzinach 9:00-16:30.

Tatry Mountain Resorts – siła inwestycji

Tatry Mountain Resorts – słowacka grupa kapitałowo inwestycyjna wyznacza dziś standardy organizacji wypoczynku w kluczowych ośrodkach narciarskich naszej części Europy. Podejmuje też nowe wyzwania, podnosząc wciąż atrakcyjność swojej oferty.

tmr-o-planach_2383
Projekty i inwestycje w ośrodkach zarządzanych przez Tatry Mountain Resorts podczas targów Snow Expo w Warszawie (22 października 2016), fot. Paweł Wroński

Dobiega końca budowa nowego hotelu w Jasnej. Będzie nosić nazwę „Pošta” (Poczta), nawiązując do tradycji posterunków pocztowych, na których niegdyś w CK Monarchii zatrzymywały się dyliżansy, dając czas na wytchnienie koniom oraz nocleg i posiłek podróżnym. Z czasem obiekty takie przekształcały się w stylowe pensjonaty i hotele, nierzadko ekskluzywne. Hotel TMR-u stanowi adaptację dawnego budynku pocztowego na wysokiej klasy hotel. Pierwszy w tym ośrodku typu butikowego. Czterogwiazdkowy z 24 pokojami i 14 apartamentami z nowoczesnym wyposażeniem, znakomitą restauracją z tarasem słonecznym, SPA z basenami, saunami Vital barem i gabinetami masażu. Ba, klienci będą mieć indywidualnych asystentów, dbających o bagaże, parkowanie i mycie samochodu, a nawet czyszczenie butów (www.tmrhotels.com).

tmr-o-planach_2382
Juraj Chovaňák, Marketing Director TMR a.s. i Jan Ján Bošnovič, Dyrektor Narodowego Centrum Turystyki Słowackiej w Polsce, fot. Paweł Wroński

Kolejne przedsięwzięcie wiąże się z rozbudową infrastruktury narciarskiej na słowackich stokach Tatr, a konkretnie połączenie istniejących dziś grup wyciągów w rejonie Starego Smokovca i Tatrzańskiej Łomnicy oraz rozbudowę sieci tras u podnóża Sławkowskiego Szczytu. Ponieważ rzecz dotyczy terenów chronionych w granicach TANAP (Tatranský národný park), koncepcja jest póki co w fazie gorącej dyskusji i konsultacji. To delikatna materia – podkreślił Juraj Chovaňák, Marketing Director TMR a.s. Swojego bowiem czasu propozycja poprowadzenia kolejki łączącej Hrebienok ze Skalnatým plesom w kotle pod Łomnicą wzbudziła ostry sprzeciw. Nowy projekt jest mniej inwazyjny z ekologicznego punktu widzenia. Przewiduje połączenie między Hrebieniokiem, a stacją Start. Powinno się to przyczynić do ożywienia ruchu turystycznego zimą w rejonie Starego Smokovca, a także – z korzyścią dla środowiska naturalnego – wpłynąć na zmniejszenie ruchu samochodowego na szosie ze Starego Smokovca do Tatrzańskiej Łomnicy (dyskusję prezentuje portal www.podtatranske-noviny.sk).

Obrazu nowoczesnego działania TMR dopełnia inwestycja w system satelitarny GPS, który ułatwi operatorom ratraków optymalne utrzymanie tras, gdyż będzie informować o grubości i stanie pokrywy śnieżnej. Sprzyjając oszczędności sił i środków, umożliwi perfekcyjne przygotowanie zjazdów. Tego typu systemem szczyci się na przykład słynne tyrolskie Kitzbühel.

Za oknami Rotundy na Chopoku już prawdziwa zima, fot. Paweł Wroński
Za oknami Rotundy na Chopoku już prawdziwa zima, fot. Paweł Wroński

Flagowym obiektem TMR jest Jasná w Niżnych Tatrach z blisko 50 km tras, największa stacja narciarska Słowacji. Ponadto spółka zarządza dziś głównymi ośrodkami na stokach słowackich Tatr, Szpindlerowym Młynem w czeskich Karkonoszach oraz Ośrodkami Narciarskimi w Szczyrku i na Pilsku. W jej gestii jest szereg hoteli oraz kąpieliska termalne na Liptowie – Aquapark Tatralandia i Gino Paradise Bešeňová. Komentując postępy prac w Polsce, Juraj Chovaňák stwierdził, że po przełamaniu lodów współpraca z mieszkańcami i instytucjami w Polsce układa się dobrze. Popierają projekty, dzięki czemu w ciągu najbliższego roku, góra dwóch, TMR będzie mógł zainwestować w rozwój stacji w Szczyrku kilkadziesiąt milionów euro. W najbliższych latach będą też widoczne postępy w Korbielowie.


maly_coat_of_arms_of_slovakia-svgINFO
TMR a.s.: www.tmr.sk

 

"Zima na Słowacji jest jak z bajki" - nie przeczę, fot. Paweł Wroński
„Zima na Słowacji jest jak z bajki” – nie przeczę, fot. Paweł Wroński

Ploská – zwornik Wielkiej Fatry

Ploská (1532 m) jest znaczącym szczytem Wielkiej Fatry. Nie tylko dlatego, że jednym z najwyższych w tym słowackim paśmie górskim, ale dlatego, że zbiegają się na niej jego trzy główne grzbiety, tworząc charakterystyczny „Y”.

Na Płaskiej, jakbyśmy powiedzieli po polsku, kończy się grzbiet południowy, z najwyższym szczytem całego pasma, jakim jest Ostredok (1592 m). Zaczynają zaś dwa inne grzbiety, rozdzielone długą na 25 km doliną Lubochnianki. Wybiegający ku północnemu wschodowi nazywany jest liptowskim. Piętrzą się w nim Čierny kameň (1479 m), Rakytov (1567 m), Smrekovica (1530 m) i Malinné (Malinô Brdo; 1209 m) nad miastem Ružomberok, gdzie kręcą się narciarskie wyciągi. Drugi grzbiet ciągnie się prościutko ku północy. Nosi nazwę turczańskiego, a jego najwybitniejszymi kulminacjami są Borišov (1510 m), Lysec (1381 m) i Kľak (1394 m). Kończy go malownicze, odmienne od reszty pasma gniazdo zbudowanych ze skał dolomitowych szczytów – rozłożysta Tlstá z dwoma wierzchołkami (1373 m i Ľubená 1414 m) oraz szpiczasta Ostrá (1247 m).

Na wierzchołku Płaskiej, którego wygląd potwierdza trafność nazwy, jest tylko punkt pomiarowy i mogiła uczestnika Słowackiego Narodowego Powstania z czasów II wojny światowej. Przemierzając partie szczytowe trudno oprzeć się wrażeniu, że Ploská nie ma końca. Natomiast trawersy – zachodni i północny są fantastyczne. Zróżnicowane i widokowe. Zachodnim, poprowadzonym przy górnej granicy lasu, biegnie szlak z przełęczy Chyžky (także Kýšky; 1340 m) między Płaską a Suchým vrchom (1550 m) na siodło oddzielające Płaską od Borišova, północny zaś z tegoż siodła na następne, między Płaską a Čiernym kameňem. Północny trawers podchodzi bardzo wysoko i biegnie powyżej górnej granicy lasu. Zimą, obydwa narażone są na lawiny.

Zachodni trawers Ploskej, fot. Paweł Wroński
Zachodni trawers Ploskej, fot. Paweł Wroński

maly_coat_of_arms_of_slovakia-svgVelká Fatra: www.velkafatra.sk
Národný park Veľká Fatra: www.slovakia.travel


Materiał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl w dziale <Nasze kino>.

10 wyjątkowych stacji narciarskich

Pomysł, by na dwóch deskach zsuwać się po śniegu dla przyjemności, pojawił się pod koniec XIX w. W kolejnym stuleciu ruszono z urządzaniem tras i zbrojeniem ich w wyciągi. Ośrodków przybywało, zaostrzała się konkurencja. Dziś mamy mnóstwo
fantastycznych miejsc, a wiele z tych, które zapisały się w dziejach narciarstwa, wciąż pozostaje w czołówce. Oto kilka z nich.

Boom nastąpił po II wojnie światowej. Przybywało ośrodków. Zaostrzała się konkurencja. W efekcie, istnieje dziś mnóstwo fantastycznych stacji, a wiele z tych, które zapisały się czymś szczególnym w dziejach narciarstwa, pozostaje w czołówce, wyznacza trendy mody i standardy zagospodarowania. Oto kilka z nich.

Szwajcaria

Jeździmy tam by zasmakować wyrafinowanych win, gorącego fondue i komfortu. Najwyżej położone w Europie tereny narciarskie otaczają imponujące czterotysięczniki. Nad Zermatt piętrzy się Matterhorn o znanej całemu światu sylwetce. Aletsch, najdłuższy z lodowców naszego kontynentu spływa 24-kilometrowym jęzorem. W wysokogórskiej scenerii obracają się futurystyczne restauracje. Wszystkie miejsca są doskonale skomunikowane, a technika i organizacja – równie bezbłędne jak mechanizm szwajcarskiego zegarka.

01. St. Moritz / www.stmoritz.ch
W tym legendarnym kurorcie narodził się przed 152 laty obyczaj wypoczywania zimą w górach. Johannes Badrutt, właściciel dobrze prosperującego hotelu Kulm, zaproponował kilku angielskim dżentelmenom spędzenie w St. Moritz zimy. Na jego koszt. Przyjęli zaproszenie, a spodobało im się tak, że pozostali do Wielkanocy. Potem, zrobili taką reklamę hotelowi, St. Moritz i pokrytym śniegiem Alpom, że zima w górach stała się po prostu modna. Badrutt zelektryfikował swój hotel jako pierwszy w Alpach, a żądni przygody Anglicy, zainspirowali w ośrodku rozwój zimowych sportów. Z tym, że wcale nie nart, ale saneczkarstwa i bobslejów, które zresztą sami wymyślili podpatrując sanie miejscowych rolników. Hotel Badrutt’s Palace uchodzi dziś za synonim luksusu i należy do najdroższych w Szwajcarii. W kurorcie odbywają się elitarne imprezy, takie jak mecze polo czy wyścigi konne na tafli zamarzniętego jeziora. Modowe butiki przyciągają wymagających miłośników shoppingu, a hotelowe SPA przywracają młodość i urodę. Wieść niesie, że z narciarskiego terenu korzysta nie więcej niż 40% gości kurortu. Trasy oplatające stoki Diavolezzy i Corvatscha sięgają 3303 m wysokości i tworzą sieć o łącznej długości 350 km. Nie brakuje snowparków i tras crossowych, a rozległe stoki otwierają nieograniczone możliwości przed fanami freeride’u. Całość dostępna jest też z sąsiednich miejscowości, w tym kilku zdecydowanie egalitarnych.

Włochy

Stacje narciarskie rozsiane są po północnych i środkowych Włoszech – w Alpach i Apeninach. W rankingach popularności królują należące do Alp Dolomity, których skaliste gniazda tworzą niepowtarzalną, wręcz baśniową scenerię wypoczynku. Przez 300 dni w roku świeci w nich słońce, ale śniegu nie brakuje, bo nad górami ścierają się fale powietrza znad centralnych Alp i znad Adriatyku. Zapewne dzięki intensywnej i konsekwentnej promocji, synonimem Dolomitów stały się w Polsce stacje z regionu Trentino – Val di Fiemme i Val di Sole. Stosunkowo rzadko korzystamy z tego, że trasy 12 ośrodków tworzą największy na świecie system narciarski dostępny z jednym karnetem – DolomitiSuperski (1220 km tras; http://www.dolomitisuperski.com). Czujemy się usatysfakcjonowani pobytem w jego części, bo kochamy klimat i smaki Trentino – tradycyjne potrawy, wina oraz wylansowane nie tak dawno bombardino. Odwiedzamy chętnie Madonna di Campiglio, a na zakończenie sezonu, w połowie marca słuchamy w Val di Fiemme muzyki podczas oryginalnego festiwalu Dolomiti Ski Jazz (www.visitfiemme.it).

02. Cortina d’Ampezzo / www.cortina.dolomiti.org
Trudno powiedzieć, która ze stacji Dolomitów ma najpiękniejszą scenerię, ale widoki na turnie wokół Cortiny nikogo nie zawiodą. Patrząc na pionowe ściany turni, nie chcemy wierzyć, że w czasie I wojny światowej biegła przez nie linia frontu włosko austriackiego, i że na czuby skał wciągano działa, skały zaś drążyli minerzy by podkładać wysadzać stanowiska nieprzyjaciela. Jako kurort, Cortina rozwinęła się w międzywojniu, dzięki osobistemu zaangażowaniu Mussoliniego. Po wiekach przynależności do Habsburgów powróciła do Włoch. Austriacy zaszczepili tam ducha zimowych sportów. Duce zapragnął go zitalianizować. Popłynęły strumieniem pieniądze na inwestycje, dzięki którym w 1956 r. Cortina zdystansowała konkurencję i została gospodarzem zimowych igrzysk olimpijskich. Pierwszych w historii, transmitowanych przez telewizję. Świat ujrzał sportowe zmagania, magię narciarstwa i… piękno Dolomitów.

03. Sestriere / www.sestriere-online.com; www.vialattea.it
W ostatnim ćwierćwieczu minionego wieku rozkwitły funkcjonalne kompleksy sportowe z zapleczem hotelowym, gastronomicznym i handlowym, nazywane „ośrodkami z probówki”. Zasłynęła z nich Francja, ale to Włosi, byli prekursorami. Giovanni Alberto Agnelli, dyrektor Fiata z czasów największej prosperity koncernu znał z dzieciństwa rozległe hale Valle del Chisone w Piemoncie. Maszynami ściągniętymi z odległego o 100 km Turynu zmienił na zawsze oblicze górskiego zakątka. Wystawił hotele i założył pierwsze wyciągi. Najwięcej jednak wznoszono… garaży. Boom w branży motoryzacyjnej spowodował, że zamożni goście przyjeżdżali własnymi autami, a mniej zasobni entuzjaści narciarstwa autokarami, bądź ciężarówkami. Sestriere otwarto hucznie w 1937 r. Organizowane tu od lat 50. XX w. zawody Kandahar przekształciły się w 1967 r. w Alpejski Puchar Świata. Dzisiejsze Sestriere to apartamentowce i wspaniały teren narciarski, którego trasy i wyciągi łączą się z infrastrukturą francuskiego Montgenèvre, tworząc słynną Drogę Mleczną (Via Lattea), długości 400 km.

Francja

Wachlarz możliwości wyznaczają tak odmienne ośrodki jak Isola 2000 i Chamonix. Pierwszy nie zachwyca architekturą, gdyż na apartamentowce przerobiono dawne budynki koszarowe. Ale po nartach można nawet w najmroźniejszy dzień wyskoczyć do pobliskiej Nicei. Na spacer po plaży, a pod koniec zimy – kąpiel w morzu. Drugi ośrodek to Mekka miłośników wszelkich górskich dyscyplin sportowych, a dla miłośników narciarstwa wysokogórskiego furta lodowców Mont Blanc. Dla wielu osób ośrodki francuskie z dostępem do ogromnych, nietkniętych ratrakami terenów są kwintesencją narciarstwa alpejskiego, zaś na top liście ośrodków z urządzonymi trasami królują należące do Trzech Dolin Courchevel, Meribel i Val Thorens, znane z ekstremalnych tras Val d’Isere oraz Les Arcs, La Plagne, L’Alpe d’Huez, czy Les Deux Alpes.

04. Avoriáz 1800 / www.avoriaz.com

Ośrodek z lat 60. minionego stulecia. Spełnione marzenie słynnego niegdyś alpejczyka Jeana Vuarneta i jego szwajcarskich przyjaciół. Narciarski raj, w którym można przenosić się z doliny w dolinę, nie zdejmując nart. Avoriáz łączy się wyciągami z 8 innymi francuskimi i 6 szwajcarskimi stacjami, tworząc Bramy Słońca (Les Portes du Soleil; http://www.portesdusoleil.com), z 650 km tras, pośród których łatwo odnaleźć te najlepiej dostosowane do umiejętności i przenosić na trudniejsze po udoskonaleniu techniki. Samo Avoriáz jest ośrodkiem „z probówki”, ale wysmakowanym. Wszystkie budynki są obłożone specjalnie sprowadzanym z Kanady czerwonym cedrem, który nadaje im ciepły, przyjazny wyraz. Miejscowość jest ośrodkiem car-free, dzięki czemu powietrze jest czyste. Jeżdżą tutaj jedynie konne zaprzęgi i pojazdy elektryczne, bo w Avoriáz nie ma ulic. Ciągi piesze są przedłużeniem nartostrad i podobnie jak nartostrady są wyrównywane przez ratraki. Ich szum stanowi każdego ranka charakterystyczny akord. Funkcjonalne rozwiązania i romantyczna atmosfera tworzą tu doskonale wyważoną kompozycję.

Austria

Ojczyzna narciarstwa alpejskiego, gdyż to mieszkaniec Górnej Austrii, Mathias Zdarsky zapożyczoną od Norwegów technikę telemarku przekształcił w zjazd na równolegle prowadzonych deskach. Około 1890 r. skonstruował Lilienfelder Stahlsohlenbindung – wiązanie, umożliwiające poruszanie się na deskach w wysokogórskim terenie. Austria żyje z gór, z narciarstwa i narciarstwem. Nie ma lepszych specjalistów od techniki jazdy niż posiadacze państwowych uprawnień instruktorskich (Diplomaschilehrer). Trudno znaleźć lepiej przygotowane i rozłożone w terenie trasy. Ich kwintesencją są karuzela w Obertauern, huśtawka w Schladming czy nartostrady Lech – kurortu z luksusowymi hotelami i systemem do kontrolowanej inicjacji lawin. Sądząc jednak po statystykach, Polaków najbardziej kuszą tyrolskie lodowce (www.tirolergletscher.com). Jest ich pięć (od 45 min. do 2,5 godz. jazdy samochodem z Innsbrucku). Położone niżej od francuskich czy szwajcarskich, są mniej narażone na kaprysy pogody. Słyną ze wspaniałych widoków i nowoczesnej infrastruktury. Hintertux jest rzeczywiście całoroczny, skromne zagospodarowanie kaunertalskiego nie kłóci się z dzikim otoczeniem, stubajski ma cudowną karuzelę przecinającą lodowcowe jęzory, na pitztalskim wyjeżdża się kolejką na 3440 m, w Sölden lodowce łączy tunel, kręcono sceny do przygód Bonda w „Spectre”, a sezon kończy inspirowane marszem Kartagińczyków przez Alpy pełne rozmachu widowisko „Hannibal”.

05. Kitzbühel / www.kitzski.pl; www.kitzbuehel.com; www.weltderwunder.de
Większość ośrodków narciarskich wyrosła na surowym korzeniu lub terenach wypasowych starych wiosek. Natomiast Kitzbühel, to tyrolskie miasteczko z bogatymi kamienicami i gotyckimi kościołami. Od 1895 r. odbywają się tu zawody narciarskie, które w połowie stycznia przyciągają uwagę całego świata. W ramach Hahnenkamm-Rennen, na trasie Streif uważanej za najtrudniejszą na świecie zmagają się zawodnicy w biegu zjazdowym (na 2017 r. przypada 77 edycja). Triumf w tej konkurencji ceniony jest wyżej niż olimpijskie złoto, czy zdobycie Pucharu Świata. Zawodnicy, którym udało się to kilka razy, przechodzą do historii. Dla Austriaków to narodowe święto. Dla gości, festiwal o niepowtarzalnej atmosferze, pełen sportowych emocji. Na 75. jubileusz, pod auspicjami Red Bulla nakręcono ekscytujący film o zawodach: „Streif One Hell of a Ride”; w oryginale: „Die Streif – ein Höllenritt”. Hotele w Kitz, jak potocznie mówi się o miasteczku, dedykowane są zamożniejszej klienteli, tańszych trzeba szukać w miejscowościach satelickich. Tutaj przyjeżdża się również na ekskluzywny shopping, a w adwencie na malowniczy Jarmark Bożonarodzeniowy. W wielu rankingach Kitzbühel uzyskuje tytuł „Najlepszego ośrodka narciarskiego na świecie”. Nic dziwnego, w latach 2000-2014 w infrastrukturę i przygotowanie 170 km tras zainwestowano 225 mln euro! Zainstalowano też rzadki system GPS, ułatwiający utrzymanie optymalnej warstwy śniegu na trasach przez cały sezon, a to przynosi oszczędności i efektywniejsze wykorzystanie środków.

Słowacja

Jeździmy tam chętnie bo krajobrazy są piękne. Poza tym to blisko, a ceny pobytów i wyżywienia znacznie niższe niż w Alpach i konkurencyjne w porównaniu z kosztami pobytów w Polsce. Stacje narciarskie, za wyjątkiem Jasnej są wprawdzie niewiele większe od naszych, ale zazwyczaj lepiej zorganizowane. W tych większych, kursują od dawna skibusy. W większości obowiązuje jeden karnet, trasy są dobrze przygotowane, a wyciągi tworzą spójne systemy. Krajobrazy są piękne i zróżnicowane, a infrastruktura sukcesywnie modernizowana. Liczne termalne kąpieliska stanowią ponętną formę après-ski. W kuchni używa się znakomitych serów zbliżonych do znanych nam z terenów polskiej góralszczyzny, zwłaszcza z Podtatrza. Z drugiej strony są w niej odległe echa czasów habsburskich, gdyż przez stulecia nazywana Górnymi Węgrami Słowacja, stanowiła część Korony Świętego Stefana. Kultura Słowacji okazuje się więc bliska naszej, a to ułatwia wzajemne zrozumienie.

06. Jasná / www.jasna.sk
Największy ośrodek narciarski Słowacji (41 km tras). Odkąd zarządza nim grupa kapitałowo inwestycyjna ‘Tatry Mountain Resorts’ a.s. (www.tmr.sk), Jasná zyskała iście alpejską organizację. Trasy poszerzono, a wyciągi zmodernizowano. Zróżnicowane pod względem trudności nartostrady oplatają stoki Chopoka (2024 m), a z podszczytowego pawilonu, zwanego Rotundą, wzniesionego w kulminacyjnym punkcie systemu, roztacza się wspaniała panorama. TMR dyktuje dziś standardy rozwoju narciarstwa w naszej części Europy, zarządzając głównymi ośrodkami narciarskimi Słowackich Tatr Wysokich, czeskim Szpindlerowym Młynem, a ostatnio także reorganizując polskie stacje w Szczyrku i na Pilsku. Z dobrodziejstw modernizacji prowadzonej w Szczyrku zapewne skorzystamy już w tym sezonie, w przyszłym przyjdzie czas na Pilsko. W gestii TMR są także hotele i kąpieliska termalne, w tym, dobrze w Polsce znana i lubiana Tatralandia. W Jasnej, przy głównym węźle kolejek, prowadzących na kopułę szczytową Chopoka, rozsiadły się liczne hotele o zróżnicowanym standardzie, pensjonaty i schroniska. Są też niezłe restauracje, a wśród nich serwująca regionalne dania, stylowo urządzona Slovenska koliba (www.kolibajasna.sk).

07. Vratná / www.vratna.sk
Ośrodek leży w Małej Fatrze. Górach, w których krajobrazie splatają się nuty tatrzańskie, beskidzkie i dolomitowe. Są to janosikowe góry, bo we wsi Terchowej, w sołtysiej rodzinie urodził się pierwowzór legendarnego zbójnika. Stalowy pomnik lśni dziś w słońcu nad Terchową, a na rozległym placu u jego stóp odbywają się zimą emocjonujące wyścigi góralskich sanek (ze względów komercyjnych powtarzane w sezonie trzykrotnie) – „Preteky gazdovských koní v Terchovej”. Ciekawostką jest to, że góralską muzykę z Terchowej wpisano na listę UNESCO w 2013 r. Nazywa się ją tutaj nebeská muzika, czyli muzyka z nieba. We wszystkich niemal rodzinach podtrzymywana jest tradycja gry na tradycyjnych instrumentach. Aż 2 z nich wpisano także na listę UNESCO. Zimą, w hotelu Diery, w stylowej restauracji Koliba, organizowane są koncerty niebiańskiej muzyki i serwowane są tradycyjne potrawy. W terenie narciarskim są dwie enklawy. Jedna w głębi doliny Vratnej obsługiwana przez gondolową kolejkę. Są tam długie, strome i trudne trasy. Miłośników jazdy off-pist i skitouringu sprowadzają z góry oznaczone tyczkami przepiękne szlaki bocznymi grzbietami. Po drodze można zdobyć najwyższy szczyt pasma, Veľký Fatranský Kriváň (1709 m). W drugiej enklawie z dolną stacją krzesełek w Starym dworze, są łatwiejsze czerwone i niebieskie trasy. A w położonym przy nich schronisku (Chata na Grúni; www.pl.chatanagruni.sk), serwują przepyszne, podobne do donutów, šišky (rodzaj donutów).

Czechy

Jeśli po naszej stronie Sudetów brakuje śniegu, mamy szansę znaleźć go po czeskiej stronie Karkonoszy i Gór Izerskich, w należących do Karpat Jesionikach, albo w nieco egzotycznych dla nas, ciągnących się ku granicy z Niemcami Rudawach. Z tej specyficznej, uwarunkowanej ukształtowaniem terenu cechy klimatu, korzystali do niedawna mieszkańcy południowo zachodniej i zachodniej Polski. Odkąd wygodne drogi połączyły Warszawę z Wrocławiem, coraz tam więcej turystów z centralnej części kraju. Podobnie jak na Słowacji, czeskie ośrodki przewyższają nasze poziomem organizacji, kusząc konkurencyjnymi cenami noclegów i wyżywienia. Wielkością porównywalne ze słowackimi, są dla tamtych ciekawą alternatywą.

08. Pec pod Sněžkou – Černá Hora / www.skiresort.cz
Odkąd te dwa ośrodki się połączyły, wyrosły na największy teren narciarski w Czechach. Tym bardziej, że posiadacze tamtejszego karnetu mogą też korzystać z wyciągów trzech mniejszych stacji: Velká Úpa, Svoboda nad Úpou i Černý Důl. Zintegrowane stacje oferują łącznie 41 km tras, z czego na dwie kluczowe przypada – odpowiednio – 12,5 i 17,5 km. Dzieli je fragment grzbietu, którym trzeba było dawniej nieść narty albo w nich człapać. Wykorzystując rolby – ratraki z zamontowanymi wieloosobowymi kabinami Czesi skomunikowali tereny narciarskie obu stacji w pomysłowy i zabawny sposób. Ze stoków Černe hory opada najdłuższa w Czechach trasa zjazdowa, a poza przyjemną huśtawką narciarską, w Pecu jest jeszcze niezależna gondolowa kolejka. Zastąpiła po niedawnym remoncie skrzypiące już mocno, 50-letnie krzesła wywożące turystów na szczyt Śnieżki (ze względu na parkowe przepisy o ochronie przyrody, nart i snowboardów nie można nią wywozić). Na szczyt warto się wybrać, bo piękniejszych widoków niż zimowe nie ma. Powietrze jest czyste i widać dobrze nie tylko Karkonosze, ale również inne, odległe nawet sudeckie pasma. W rejonie Pecu, na grzbietach jest mnóstwo starych schronisk przerobionych dziś na hotele i pensjonaty. Boudy, tak się je nazywa, prowadzą regionalne restauracje, serwując tradycyjne potrawy i przepyszny, grzany miód (horká medovina).

Bałkany

Coraz śmielej pojawiają się na naszym rynku oferty narciarskich wyjazdów do krajów bałkańskich. Do Bośni i Hercegowiny, na stoki malowniczego i skalistego Durmitoru w Czarnogórze, a przede wszystkim do Bułgarii. Szczególnie tam zimowa oferta jest zróżnicowana i bogata. Ośrodki w Rile, Pirynie i Rodopach, a nawet na peryferiach Sofii (Witosza), mają długą tradycję, sięgającą czasów komunistycznych. Podobnie zresztą jak czarnomorska riwiera, przeszły w ostatnich latach metamorfozę.

09. Bansko / www.banskoski.com
Miejscowość w Pirynie, ciągnie się wzdłuż doliny potoku spływającego ze wschodnich skłonów piramidalnego Wichrenu  (2914 m), najwyższego szczytu tych gór. Pomiędzy starymi, stylowymi domami z drewna i kamienia, w sąsiedztwie zabytkowych cerkwi, wyrosły w ciągu ostatniego ćwierćwiecza liczne pensjonaty i hotele. I chociaż miejscowi są przekonani, że za tym boomem kryją się pochodzące z czarnego rynku fortuny, to jednak szybko dodają, że „pieniądz nie śmierdzi”. Po południowej stronie Banska, na północnych stokach Todorki (2746 m) znajduje się najciekawszy teren narciarski Bułgarii. Dominują w nim wprawdzie trasy czerwone i czarne, ale przepiękna widokowo i najdłuższa w całej Bułgarii, 16-kilometrowa nartostrada jest niebieska, i niemal każdy nią zjedzie, podziwiając widoki. W Bansku od dawna odbywały się prestiżowe międzynarodowe zawody narciarskie, ale zdekapitalizowana infrastruktura wymagała modernizacji. Pomogli Szwajcarzy, którzy przez dziesięć lat na przełomie XIX i XX w. pomagali władzom Parku Narodowego Pirin zrewaloryzować schroniska i szlaki turystyczne oraz unowocześnić metody ochrony przyrody we wpisanym na listę UNESCO obszarze. Narciarskie Bansko jest więc na wskroś nowoczesne. Z trzema mniejszymi enklawami wyciągów, oferuje dziś 65 km tras. Po nartach zaprasza do tradycyjnych barów, zwanych z turecka mechanami. Aromatyczne potrawy z mięs i serów, z dużą ilością warzyw i ziół, dowodzą najlepiej, że w ciągu 500 lat tureckiego panowania, rodzime tradycje i obce wpływy, mocno się ze sobą posplatały.

Polska

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zarówno sukces Białki, w której współpracujący ze sobą właściciele wyciągów zaczęli świetnie prosperować, jak i dynamika zmian na Słowacji czy w Czechach, nie motywują wystarczająco naszych właścicieli. Pojawienie się na polskim rynku słowackiego potentata, TMR a.s., zmieni zapewne ten stan rzeczy, bo przed reorganizacją i unowocześnieniem rodzimej infrastruktury uciec się nie da. Polskie tereny narciarskie, choć niewielkie, mogą z powodzeniem konkurować przynajmniej z podobnej skali stacjami krajów ościennych. Krajobrazem i lokalną kuchnią od razu, nad resztą trzeba popracować. Dobry wzór już się pojawił. W grudniu otwarcie pierwszego polskiego terenu, zagospodarowanego przez TMR – Beskid Sport Arena w Szczyrku Biłej.

10. Czorsztyn Ski Kluszkowce / www.czorsztyn-ski.com.pl
Wybrałem tę stację, ponieważ cierpi na powszechne, acz akurat niezawinione przez właścicieli słabości rodzimych ośrodków. Natomiast dzięki położeniu, jak i dobrze przemyślanej organizacji, świetnie prezentuje walory. Słabością jest z pewnością niespełna 4,5 km tras (8 tras, najdłuższa ma 1200 m długości), co pociąga za sobą nieunikniony tłok, zwłaszcza w weekendy. Oraz niewielka wysokość, z racji której sezon zimowy nie może być długi. Optymalnie jednak rozmieszczone na zachodnich stokach i w szczytowych partiach Wdżaru (767 m) wyciągi, obsługują ciekawą narciarską huśtawkę. Masyw pochodzenia wulkanicznego należy geograficznie do Gorców, ale odsunięty nieco w bok od głównego  pasma, piętrzy się samotnie nad Przełęczą Snozka. Stoi tam słynna instalacja Hasiora, nazywana organami – czy grają gdy zawieje halny, czy nie, zdania są wciąż podzielone). Z wierzchołka i stoków Wdżaru roztaczają się wspaniałe widoki na Tatry, Pieniny, Gorce i Podtatrze z taflą Jeziora Czorsztyńskiego. Przyjemnie jest więc posiedzieć w gospodzie na szczycie, albo w drugiej, usytuowanej na siodełku, gdzie zbiegają się trasy niebieskie, używane najczęściej przez szkółki narciarskie. Walorem stacji jest jej powiązanie z hotelem Pod Wulkanem w Kluszkowcach (www.podwulkanem.pl).

Dolomity Brenty widziane od strony madonna di Campiglio, w Val di Sole (Trentino), fot. Paweł Wroński
Dolomity Brenty widziane od strony madonna di Campiglio (Trentino, Val di Sole), fot. Paweł Wroński

Materiał publikowany w magazynie „My Company Polska” pt.: „Nieco inne narty” (www.mycompanypolska.pl), w październiku 2016 (—> PDF).