Choinka z Niemiec, od św. Bonifacego

Choinka, którą powszechnie stroimy na święta przywędrowała do nas z zachodu, konkretnie z Niemiec. I to, dopiero, w XIX wieku.

Św. Bonifacy na starej rycinie, fot. z portalu: stacja7.pl

Ideę upamiętniania drzewkiem przyjścia Chrystusa (na świat), przypisuje się św. Bonifacemu. To postać historyczna, wyniesiona przez Kościół na ołtarze za gorliwość w szerzeniu wiary wśród germańskich plemion i męczeńską śmierć jaką zakończyła się jego apostolska misja w VIII wieku. Bonifacy kazał ścinać stare drzewa poświęcone pogańskim bóstwom, aby pokazać ich wyznawcom, że dawni bogowie nie mają sił, by obronić leśne gontyny przed ‚prawdziwym’ Bogiem. Dziś, serce się kraje na myśl, że pod siekierami gorliwców padały potężne dębowe pnie, bo te właśnie drzewa, zarówno Germanie, jak i my – Słowianie, najczęściej poświęcaliśmy w dawnych czasach bogom.

Podczas jednej z takich akcji, gdy usunięto z wyrębu dębowe pnie, wystrzeliła ku niebu mała jodełka (Tannenbaum). Dzięki swej elastyczności nie złamała się pod ciężarem wiekowego sąsiada. Wskazał ją Bonifacy i powiedział, że to właśnie drzewko powinno przypominać przyjście Chrystusa na świat. Jezus bowiem, niczym ta drobna jodełka, nigdy nie ugiął się przed wielkim złem i nie dał złamać, znosząc nieludzkie tortury, a wreszcie – ukrzyżowany – zmartwychwstał.

W XVI-wiecznych kazaniach z terenów współczesnego pogranicza Francji i Niemiec pojawiły się wzmianki świadczące o tym, że idea Bonifacego urzeczywistniła się. Do Polski, zwyczaj przystrajania drzewka (jodełki bądź świerka), dotarł w okresie zaborów. Najpierw zadomowił się na terenach Prus i Austrii, potem poszerzył na zabór rosyjski. Podobną drogą dotarły do nas adwentowe wieńce i kalendarze, a wreszcie szklane bombki, których narodziny także miały miejsce w XIX-wiecznych Niemczech.

Adwentowe wieńce wywodzą się z tradycji protestanckiej, w związku z czym są dziś popularne przede wszystkim w krajach niemieckojęzycznych. Mają krótką historię sięgającą XIX wieku. Fot.: Paweł Wroński

Z czasem choinki wyrugowały słomiane pająki, zielone gałązki, czy jemiołę. Dopiero teraz w związku z zataczającym coraz szersze kręgi pro-ekologicznym myśleniem, żywe drzewka zastępują pomysłowe instalacje, wykonane najczęściej z materiałów nadających się do recyklingu.

Alternatywna choinka z drzwi w jednej z jordankowych sal, fot. Paweł Wroński

Takich właśnie dobrych pomysłów, życzyć wszystkim wypada.

Inaczej bowiem, można podzielić los św. Bonifacego i jego 52 towarzyszy, których Germanie pozabijali, wyraźnie ceniąc wyżej stare drzewa niż chrześcijańską doktrynę.

Tylko, że w naszych czasach, masowa wycinka drzew, doprowadzi do katastrofy ekologicznej, której nie będzie już miał kto nazwać męczeństwem.

Choinki niech rosną w spokoju, fot. Paweł Wroński

Kreatywne, alternatywne choinkina przykład, tutaj: www.styl.fm

Reklamy

Ukraina – motanka

Ot, ludowa laleczka – amulet. Na szczęście!

motanica-do-sieci_IMG_4943-wycinek

Jej nazwa wskazuje na technikę jaką laleczkę wykonano – motając nici i włóczki, na przykład na patyku. Oczywiście przyodziewek motanki to już inna sprawa. Zależy od pomysłowości i kunsztu tego kto ją przygotowuje. Rzecz ciekawa, że skrzyżowane paski krajki albo innego materiału, fragmenty haftu czy nawet linie wyrysowane węglem układane są często na twarzy laleczki w formie krzyża. Brak oczu i ust związany jest z odwiecznym przesądem. Uważano bowiem, że laleczka z twarzą uzyska własną tożsamość i skupi się na swoich życzeniach. Ba, może nawet wchłonąć duszę właściciela. Ukraińska laleczka-amulet jest bliską krewną innych obecnych w kulturze Słowian – żadanic, ziarnuszek, otulanic, dziesięciorączek. A oczekiwania wobec niej zbiegają się nawet ze stawianymi marzannom. Tyle, że motanki nie dzielą ich losu. Nikt ich nie topi, ani nie pali.