Rachatłukum – spokój gardła

Lokum o smaku granatów, różanym, pistacjowym, migdałowym i wielu innych jest słodką wizytówką Turcji. Konfekcjonowane i na wagę, lokum można dostać wszędzie – w kawiarniach, sklepach i na tłumnie odwiedzanych bazarach Stambułu, gdzie kusi smacznym wyglądem stert posypanych cukrem pudrem lub wiórkami kokosowymi kostek oraz piramid z roladek wypełnionych owocami i bakaliami.

Lokum ze straganu na Wielkim Bazarze w Stambule, fot. Paweł Wroński

Legendarnym miejscem związanym z epopeją lokum jest sklepik Ali Muhiddin Hacı Bekir w Stambule. Lokal, w którym można wybierać smak spośród około 30 różnych lokum zajmuje przyziemie kamienicy przy İstiklal Caddesi 83/A (www.theguideistanbul.com), alei ciągnącej się z rejonu odwiedzanej chętnie Wieży Galata ku północy. Sąsiedztwo ambasad i butików światowych marek dodaje mu splendoru. Patrząc jednak na rzecz z tureckiej perspektywy, role zdają się odwracać, bo firma Hacı Bekir wiąże się ze światową epopeją lokum od przełomu XVIII i XIX wieku. Cukiernikom z rodziny Muhiddin przypisuje się bowiem stworzenie receptury, dzięki której lokum ma niepowtarzalny smak.

Mieszanie lokum na oczach klientów jest rozpowszechnionym w Turcji obyczajem, fot. Paweł Wroński

Ten, kto z upodobaniem obala mity, wzruszy ramionami i powie (nie bez słuszności), że mieszanina cukru z sokiem owocowym, zagęszczona skrobią, do której dodaje się bakalie ma znacznie dłuższą tradycję, a zasługa wspomnianego cukiernika ogranicza się jedynie do stosowania cukru i skrobi na szeroką skalę. To prawda, wcześniej, w Turcji używano miodu i melasy do słodzenia, a kukurydzianej mąki do zagęszczania substancji spożywczych. Na przełom XVIII i XIX wieku przypadło rozpowszechnienie się cukru wyrabianego w przemysłowych rafineriach.W Turcji nazywano go kelle şekeri, i z niego to firma Hacı Bekir zaczęła produkować „twarde cukierki”, nazywane akide. Miały różne kolory i smaki, bo oprócz tłuczonego i rozpuszczonego w wodzie cukru do ich wyrabiania używano różnorodnych składników, takich jak: płatki róż, cynamon, czy owoce cytrusowe.

Po śmierci ojca Mehmeda Muhiddina, schedę przejął jego syn Ali. Firma Hacı Bekir jako pierwsza używała cukru do wyrobu lokum. A gdy w 1811 roku rosyjski chemik Gottlieb Kirchhoff wyizolował skrobię, w cukierni ze Stambułu zaczęto nią zagęszczać lokum. Tak więc, choć opisywane jest jako rodzaj galaretki, lokum bliższe jest czurczcheli (z turecka pestil cevizli sucuk), w której winogronowy syrop zagęszcza się na gorąco mąką i czeka aż masa zastygnie na kształt wypełnionego zazwyczaj orzeszkami lub migdałami batona.

Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego tak opisuje lokum: „wschodni wyrób cukierniczy, w postaci słodkiej masy z cukru, soków owocowych, orzechów, migdałów i krochmalu, krajanej w kostki. (…) rachatłukumy, chałwy, owoce osmażane i różne a różne tatły smakowite. <osmańsko-tur. rahat-łokum, z ar. rāhat halkūm = spokój gardła>”. Polską nazwę rachatłukum spotkamy w książce „Pan Wołodyjowski” Henryka Sienkiewicza, gdyż tą właśnie wschodnią słodkością, Mały rycerz z upodobaniem dogadzał wybrance swego serca.

Niezależnie od różnic, czy podobieństw do przysmaków w Turcji i krajach ościennych znanych z dawien dawna, wyroby firmy Hacı Bekir (sławę przyniosły jej także pasty z gotowanych migdałów bez skórki, mieszanych z cukrem i sorbetem – demirhindi), znalazły uznanie sułtana Mahmuda II. Władca-reformator mianował Muhiddina naczelnym pałacowym cukiernikiem i odznaczył medalem honorowym Nişan-ı Ali Osmani. Odtąd Hacı Bekir Effendi nie tylko łagodził sułtańskie gardło smakowitymi tatłami swego wyrobu, ale też reprezentował – podobnie jak później jego syn – Turcję na wystawach światowych. Próby naśladowania tureckich słodkości doprowadziły z kolei do rozwinięcia się rynku żelków i galaretek w XX-wiecznej Europie i w Ameryce. Firma rodzinna w jaką przekształcił się mały sklepik z manufakturą cukierków Hacı Bekir Effendiego, pozostała słodką wizytówką Turcji i Stambułu również w czasach Atatürka. Istnieje do dziś, a szczycąc się osiemnastowiecznymi korzeniami jest jedną z turystycznych atrakcji metropolii znad Bosforu.


 

Mehmed Muhiddin, czyli Hacı Bekir Effendi – portret cukiernika pędzla maltańskiego artysty Amadeo Preziosiego; oryginał (43 cm x 58 cm) znajduje się w zbiorach Luwru, zaś w pałacu Topkapi wystawiona jest kopia – eksponat nr 214 (arch. Ali Muhiddin Hacı Bekir Confectioners:  www.hacibekir.com).


Reklamy

Stambuł Devrima Erbila

Devrim Erbil należy do najwybitniejszych współczesnych malarzy tureckich. W wieku 81 lat wciąż pracuje na Wydziale Malarstwa Uniwersytetu Sztuk Pięknych Mimar Sinan w Stambule (odpowiednik naszej ASP).

Jego obrazy imponują drobiazgowością, detalem i tonacją. Z gęstwiny kreseczek i linii wyłaniają się iście kartograficzne ujęcia Stambułu – gigantycznej metropolii, rozsiadłej okrakiem na granicy Europy i Azji. Minarety meczetów, górujące nad stłoczonymi domami, stada mew nad Bosforem… To wszystko tam jest. Z dziełami inspirowanymi turecką metropolią, sąsiadują prace stricte abstrakcyjne, nawiązujące bodaj najsilniej do tradycji ornamentyki tak przecież ważnej dla kultury rodzinnego kraju artysty.

Prof. dr Devrim Erbil urodził się w Uşaku w 1937 roku. Studiował na wydziale malarstwa Państwowej Akademii Sztuk Pięknych w Stambule.  W 1959 roku Założył grupę Soyutçu 7’ler (Siedmiu Abstrakcjonistów), a w 1963 grupę Mavi (Błękit). W 1965 roku otrzymał stypendium artystyczne od rządu hiszpańskiego, dzięki czemu kontynuował artystyczne studia najpierw w Madrycie, a później w Barcelonie. Potem przyszedł czas na uczelnie Paryża i Londynu. W 1968 roku ogłoszono go w Turcji „młodym artystą roku”, a rok później został prezesem Tureckiego Stowarzyszenia Artystów Współczesnych. W 1970 roku otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego stambulskiej Akademii, a od 1979 roku pełnił funkcję dyrektora Stambulskiego Muzeum Malarstwa i Rzeźby. W 1981 otrzymał  tytuł profesora zwyczajnego i zaczął kierować Wydziałem Malarstwa ASP w Stambule. Za swoje dokonania artystyczne i pedagogiczne otrzymał w 1991 roku tytuł „Devlet Sanatçısı” (Artysty Narodowego). Jego prace wystawiano w Turcji i za granicą, prowadził wykłady i publikował prace z dziedziny sztuki.

Devrim Erbil – portret artysty, w tle Stambuł jego pędzla, fot. Paweł Wroński

Dzieła artysty włączono do kolekcji państwowych muzeów Malarstwa i Rzeźby w Ankarze, Stambule i Izmirze. Znajdują się także w wielu galeriach państwowych i prywatnych w Turcji i na świecie – m.in. w: Ben and Abby Greg Foundation (Minnesota, USA), Banja Luka Ummeticka Galeriya (Bośnia i Hercegowina), Alexandria Museum of Fine Arts (Egipt), Museum of Contemporary Arts (Bukareszt, Rumunia), National Museum of History (Taipei, Tajwan); Palacio National de Ajuda (Lizbona, Portugalia), Georgian National Museum (Tbilisi, Gruzja); Tirana National Museum (Albania).

na podstawie: www.turkishculture.org

Wystawa malarstwa Devrima Erbila zatytułowana „Ze Stambułu z miłością” miała miejsce w Galerii (-1) w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego (1-18 marca 2018). Na wernisażu otwartym uroczyście przez Ambasadora Republiki Tureckiej w Polsce, artyście towarzyszyli: córka i syn. www.devrimerbil.com

Jesienny Stambuł pędzla Devrima Erbila, fot. Paweł Wroński

Wróżenie z fusów

Moda na wróżenie z fusów – kawowych i herbacianych – opanowała Europę w XVII wieku. Mieli w tym swój udział Turcy, Holendrzy i mieszkańcy wysp brytyjskich.

Ci pierwsi opracowali już wcześniej opasłe katalogi znaczeń możliwych wzorów jakie tworzą kawowe fusy, ci drudzy zwozili (przyszłe) herbaciane fusy z Chin do Europy w ładowniach swych statków. Natomiast ci ostatni, nudząc się w mgliste i dżdżyste wieczory, chętnie wypełniali sobie w ten sposób czas, gdy w filiżankach zabrakło już wonnego napoju. Szczyt popularności wróżenia z herbacianych fusów przypadł na epokę wiktoriańską.

Ponieważ fusy osadzały się na ściankach naczynek, finezyjną sztukę interpretowania wzorów i wyciągania z tego wniosków na temat przyszłości, nazwano tasseomancją (posługiwano się także określeniem tasseografia, a nawet – z nutą naukowego zacięcia – tasseologia), od arabskiego określenia filiżanki – tasse.

 

Wróżenie z kawy to po turecku kahve falı.

 

Zamieniwszy się w rodzaj towarzyskiej gry tasseomancja przyjęła się w innych krajach, sięgając też wschodniej Europy. Ba, przykładając może mniejszą wagę do rezultatów niż 200 lat temu, wiele osób również dziś chętnie wróży sobie przyszłość z fusów. Powodzenia!

Chociaż mamy udział w otwarciu się Europy na doznania płynące z filiżanki kawy (worki z ziarnami kawy wpadły w ręce Sobieskiego w 1863 roku, gdy jego zwycięskie wojska plądrowały pod Wiedniem namioty Kara Mustafy), dopiero od dwóch dekad, tak wielu spośród nas nie wyobraża sobie dnia bez przynajmniej jednej filiżanki kawy, fot. Paweł Wroński

 

A tak na marginesie, czy wiecie, że turecka filiżanka do kawy jest mniejsza od europejskiej? Że turecka kawa jest szczególnie drobno mielona, przez co jej roztarte na pył ziarenka przenikają przez każde sito, tworząc w filiżance zawiesinę? I, że parzenie kawy po turecku zostało w 2013 roku wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO?

 

Osman Serim, który osobiście przyczynił się do umieszczenia obyczaju parzenia kawy po turecku na liście UNESCO, opowiada o dziejach kawy, o jej drodze z Etiopii przez kraje arabskie do Europy, a potem na inne kontynenty, fot. Paweł Wroński

Osman Serim: www.osmanserim.com
Przyczynek do tematu: https://pawelwronski.blog
O wróżebnej tureckiej technice czytajcie na blogu ‘Cafe Hurriya’: www.cafe-hurriya.blogspot.com


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Ebru – na wodzie malowanie

Ebru – sztuka malowania na wodzie kształtowała się przez stulecia, a jej głównymi ośrodkami stały się z początkiem XVI wieku metropolie tureckiego imperium: Buchara (dziś w Uzbekistanie) oraz Stambuł. W 2014 roku wpisano ebru (Türk Ebrusu) na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO.

Kwiaty Anny Amil wykonane pdczas prezentacji ebru na Zamku Królewskim w Warszawie, fot. Paweł Wroński

Sztukę tę mylnie utożsamia się z techniką marmurkowania – również wywodzącą się z Turcji, a dziś powszechnnie używaną w introligatorstwie starodruków. Szuka się także podobieństw z japońskim kunsztem suminagashi – tworzenia deseni przez tusze pływające na wodzie. Ebru, zdecydowanie odróżnia od nich brak przypadkowości. Ebruista wie dokładnie czego pragnie i dąży do uzyskania takiego efektu jaki sobie wymarzył. Natomiast wzory stworzone technikami marmurkowania czy suminagashi, choć nierzadko porywające, są od woli artysty niezależne.

Nazwa tego wywodzącego się z tradycji orientu gatunku malarstwa pochodzi od perskiego określenia ebri (wym. abrï), oznaczającego coś zwiewnego, falistego, jak chmura.

Niepowtarzalność dzieł ebru wykorzystywano w Turcji już od XVI wieku, używając papierów zdobionych przez ebruistów do prowadzenia oficjalnej korespondencji oraz wystawiania dokumentów sułtańskich. Nie można ich było bowiem podrobić – ani skopiować, ani nawet powtórzyć uzyskanego przez konkretnego artystę wzoru. Najstarszy obraz wykonany techniką ebru o potwierdzonej dacie wykonania znajduje się w zbiorach muzealnych Pałacu Topkapi w Stambule. Powstał w 1539 roku.

W XIX wieku sztukę ebru zdominowały wzory kwiatowe i to one wyznaczają dziś kanon piękna obrazów wykonanych tą finezyjną techniką. Praca nad obrazem uważana jest także za formę medytacji, bo żeby ukończyć dzieło konieczne są głęboka koncentracja i spokój umysłu.

Anna Amil – ebruistka z Krakowa, fot. Paweł Wroński

Anna Amil, absolwentka orientalistyki i filologii tureckiej UJ, zajmuje się ebru od 7 lat, a swój warsztat doskonaliła pod okiem mistrzów ze Stambułu. Swoje kompozycje tworzy na papierze, choć dziś zdobi się w ten sposób także jedwab, choćby do celów użytkowych, jak na przykład krawaty.

Próbka możliwości jakie daje jedna z technik ebru, polegająca na rozprowadzaniu farb płynnymi ruchami – „pójdź i wróć”, fot. Paweł Wroński

Niezwykłe znaczenie dla sztuki ebru ma przygotowanie farb z naturalnych składników określonego pochodzenia, a nawet „oswojenie wody” w kuwecie, w której obraz powstaje. Składnikiem kluczowym jest żółć wołowa, która sprawia, że farby osiągają odpowiednią gęstość. Niebagatelne znaczenie ma oczywiście wyobraźnia twórcy, bo to ona podsuwa pomysły i sposoby odzwierciedlenia zrodzonych w myślach motywów na papierze, na który z powierzchni wody delikatnie się je przenosi.

Kwiat wykonany przez Annę Amil podczas kótkiego pokazu. Niby proste, ale kluczem było przygotowanie farb i wody, które umożliwiły sporządzenie tego delikatnego kwiatowego motywu, fot. Paweł Wroński

Anna Amil przedstawiła sztukę ebru podczas pokazu zorganizowanego na Zamku Królewskim w Warszawie pod auspicjami Ambasady Turcji w Polsce. W ramach kierowanego przez nią warsztatu powstało także kilka prac amatorskich.


Poznaj Turcję: www.facebook.com/PoznajTurcje/


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Polska wieś pod Stambułem – 175 lat

Książę Adam Czartoryski, przewodzący na emigracji patriotycznej grupie Hotelu Lambert, wykupił w XIX wieku skrawek ziemi po azjatyckiej stronie Bosforu.

Polonezköy – zielone płuca Stambułu; krajobraz przypomina nieco nasze Beskidy, fot. Paweł Wroński

Znaleźli tam swoje miejsce do życia polscy emigranci, którzy pod kierunkiem Michała Czajkowskiego (Sadyka Paszy), założyli w 1842 roku polską wieś, nazywając ją na cześć fundatora Adampolem.

Fryderyk Nowicki i barwy Adampola, fot. Paweł Wroński

Osada przetrwała 175 lat, i nosi dziś oficjalną nazwę Polonezköy. Ba, nadal – zgodnie z turecką nazwą – jest Polską Wsią, bo potomkowie emigrantów kultywują tradycje – religię i język, którym posługują się biegle członkowie około 30 rodzin. To oni stanowią miejscową elitę, są aktywni gospodarczo i tworzą cenione przez tureckich sąsiadów miejsca pracy w prowadzonych przez siebie hotelach i restauracjach. Rozwojowi turystycznej infrastruktury sprzyja bowiem fakt, że Polonezköy jest jedyną tak rozległą enklawą zieleni w stambulskiej metropolii, a w konsekwencji popularnym wśród jej mieszkańców miejscem weekendowego wypoczynku.

Na każdym kroku spotyka się w Adampolu polskie akcenty, poczynając od flag i napisów na ulicach, po wystrój hotelowych wnętrz (na zdjęciu manekiny w polskich strojach w Gülayım Otel w kompleksie Clubu Adampol, należącym do rodziny Ohotski). Fot.: Paweł Wroński

Daniel i Barbara
Dziś w Polonezköy gospodarzą potomkowie owych XIX-wiecznych osadników, z reguły przedstawiciele 5., a w najdłużej zasiedziałych rodzinach – 7. generacji. Należy do nich Daniel Ohotski, który z urodzoną w Polsce żoną Barbarą, prowadzi tutaj aż cztery turystyczne obiekty – hotel, pensjonaty i restauracje, w tym stylowy, wzniesiony przez kurpiowskich cieśli lokal o wzruszającej nazwie Karçma Kriha (pisane też czasem na angielską modłę Karchma). Ba, ich związki z Polską mają poza sentymentalnym także biznesowy charakter, gdyż prowadzą hodowlę bydła… na Mazurach.

Daniel i Barbara Ohotski; on jest przedstawicielem 5. generacji adampolan – rodziny Ochockich, ona urodziła się w Polsce, fot. Paweł Wroński

Antoni i Dom Pamięci Cioci Zosi
Chodzącą historią Adampola jest obecnie Antoni Dohoda. Jego rodowe nazwisko – Dochoda, uległo w czasach Atatürka – ze względów praktycznych – kosmetycznej modyfikacji. Elementem rewolucji kulturalnej, której przewodził „Ojciec Turków” było bowiem przejście z alfabetu arabskiego na łaciński. Polskie rodziny dostosowywały wówczas oryginalną pisownię do tureckiej wymowy. Antoni przepracował życie na menedżerskim stanowisku w korporacji Siemensa. Teraz, na emeryturze prowadzi restaurację „Leonardo”, duży elegancki lokal, w którym często wyprawiane są na zlecenie gości weselne uroczystości. Aż wierzyć się nie chce, że za murem jest tak ogromna posesja. Na zachowanych bowiem archiwalnych zdjęciach widać stojącą w tym samym miejscu, krytą strzechą chałupę.

XIX-wieczny dom Dochodów stoi tam gdzie dziś jest elegancka restauracja „Leonardo”, fot. Paweł Wroński

Archiwalia zgromadzono głównie w Domu Pamięci Cioci Zosi. Jej pamięć jest wciąż żywa w polskiej społeczności, bo niejednego mieszkańców pamięta ją jeszcze z dzieciństwa gdy uczyła go polskiego języka. Ekspozycja w zamienionym na poświęcone jej muzeum domu rodziny Ryży, z której się wywodziła, prezentuje 175 lat dziejów polskiej osady po azjatyckiej stronie Bosforu.

Antoni Dohoda w Domu Pamięci Cioci Zosi, fot. Paweł Wroński

Wójt w Turcji, sołtys na Mazurach
Pamiątki przeszłości pozbierał też zapobiegliwie Fryderyk Nowicki. O ile jego sąsiedzi realizują się przede wszystkim w biznesie, on jest ‚urodzonym’ lokalnym politykiem. Już po raz czwarty pełni teraz funkcję wójta. Ba, na Maurach w Sucholaskach koło Gizycka, gdzie ma kilka domków na wynajem pełnił funkcję sołtysa, i jest dumny, że do dziś nazywają go tam tureckim sołtysem. Tutaj zaś, bije na alarm, pokazując na zmiany w składzie miejscowej rady. Z kadencji na kadencję coraz więcej w niej Turków. Dla niego to dowód, że polska społeczność się dezintegruje, a inicjatywę przejmują powoli tureccy sąsiedzi. – Cóż z tego? – argumentują inni potomkowie polskich osadników – przecież po reformie administracji przeprowadzonej pod rządami Erdogana Polonezköy i tak utraciła status gminy, stając się czymś podobnym do sołectwa w Polsce, a więc rada, jaka by nie była, nie ma wielkiego znaczenia. No cóż – stare polskie przysłowie mówi, że „gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania”. Widać Turcy o polskich korzeniach, też nie są wolni od tego naszego narodowego przekleństwa.

Drzewo genealogiczne rodziny Nowickich, fot. Paweł Wroński

Chwała Sadykowi Paszy

Michał Czajkowski vel Mehmed Sadyk Pasza, generał oddziałów kozackich w służbie sułtana, fot. Paweł Wroński

Konflikty w łonie polskiej społeczności w Adampolu / Polonezköy, choć towarzyszą osadnikom od czasów założycielskich, nie przeszkodziły, by osada przetrwała 175 lat, a niewykluczone, że nie tracąc kondycji, doczeka 200. jubileuszu. Zasługę przypisać należy z pewnością Sadykowi Paszy, czyli Michałowi Czajkowskiemu, twórcy fundamentów Adampola. Był oficerem, uczestniczył w powstaniu listopadowym, włączając się po klęsce w działania niepodległościowe środowisk emigracyjnych. Los związał go wtedy z Adamem Czartoryskim. Z jego polecenia trafił nad Bosfor z misją tworzenia na wschodzie agentury paryskiego Hotelu Lambert. W 1841 roku Czajkowski znalazł się w Turcji, a już rok później kierował zakładaniem osady w Adampolu, rekrutując jednocześnie kozaków do armii sułtańskiej. Dowodził nimi w randze generała podczas wojny krymskiej. W 1850 roku przyjął islam; stąd imię i tytuł – Mehmed Sadyk Pasza; opuścił Turcję w 1872.

Antoni Dohoda we wnętrzu adampolskiego kościoła, fot. Paweł Wroński


Jako podkład muzyczny wykorzystałem utwór „Sultani Yegah”, wykonawca: Seyyah, ściągnięty z portalu www.freemusicarchive.org


O Adampolu po polsku: www.polonezkoy.com/pl/
Wzmianka na stronach MSZ: www.stambul.msz.gov.pl
Polonezköy – Gülayım Otel: www.polonezkoy.com
Polonezköy – Leonardo Restaurant-Cafe: www.leonardo.com.tr
Polonezköy – Mari’s House Cafe: www.marishouse.com

Przyjemnemu, acz skromnemu lokalowi, Fryderyk Nowicki nadał imię matki, fot. Paweł Wroński

Ezan – muezzin wzywa 5 razy

Ezan nie jest modlitwą muezzina. To śpiewne wezwanie wiernych na modlitwę, które płynie z minaretów meczetów i medres 5 razy dziennie.

Zawsze o tych samych porach, a więc w różnych krajach o różnych, ściśle określonych jednak godzinach. Punktem odniesienia jest Mekka. W dobie nawrotu do podstawowych wartości islamu, jest to zaśpiew autentyczny. Nagrania nie wchodzą w grę, bo w Koranie powiedziane jest wyraźnie, że ezan musi być śpiewany „ludzkim głosem”, a nagrany śpiew muezzina budzi poważne wątpliwości czy spełnia wymogi koranicznej definicji.

W efekcie, gdy czekałem aż odezwie się muezzin z restaurowanego właśnie meczetu nieopodal słynnego stambulskiego targu przyprawowego (inaczej zwanego egipskim), dobiegł mnie najpierw odległy zaśpiew, zapewne z Meczetu Sulejmana, który góruje nad całą tą okolicą. Przez uliczny szum przebijały się także głosy kapłanów z innych świątyń. Minarety pną się ku niebu w wielu miejscach wielomilionowej metropolii znad Bosforu.

Wzywając do modlitwy, muezzin przypomina zawsze, że Allach jest Bogiem, a Mahomet ostatnim z jego proroków. Muzułmanie uznają bowiem proroków starotestamentowych, jak również Jezusa, za poprzedników Mahometa, głoszących od stuleci chwałę Jedynego Boga – Allacha.

 

Ezan w Turcji rozbrzmiewa znowu po staroarabsku (do śpiewania po turecku kapłani byli zobowiązani w latach 1932-1950). Język jest dla większości Turków niezrozumiały, a tekst jest poetycki i motywujący zarazem. Ba, w porannym ezanie padają nawet słowa, że modlitwa jest lepsza niż spanie. Określenie ezan oznacza wezwanie. Zwyczajowo, ezan śpiewa się, więc muezzin powinien mieć dobry słuch i głos. Jak głosi tradycja, Mahomet podkreślał, że wzywający na modły musi być utalentowanym śpiewakiem.

 

Nierzadko, minarety meczetów sąsiadują z nowoczesną zabudową, tak jak ten w pobliżu portu w azjatyckiej dzielnicy Kadıköy, fot. Paweł Wroński

 

Minarety Nowego Meczetu i jeden ze „strażników” bram bazaru egipskiego, fot. Paweł Wroński

 

Allahu ekber, Allahu ekber
Eşhedü enlâ ilahe illallah
Eşhedü enne Muhammeden Rasulullah
Hayye ‘âlâ-s salâh
Hayye ‘ale-l felâh
Es-salâtü hayrun minen-nevm
Ostatnie słowa: „Modlitwa jest lepsza niż spanie” śpiewa się tylko w ezanie porannym, zwanym fajr.

W zależności od pory dnia ezan nosi inną nazwę, a głos muezzina jest odpowiednio modulowany, i tak – poczynając od 5-6 rano do zapadnięcia ciemności – ezany określane są jako: fajr, dhuhr, asr, maghrib i isha.

Jak z tego zestawienia wynika, pod Nowym Meczetem, o 13 z minutami nagrałem asr, w którym modulacja głosu nosi nazwę uşşak, co oznacza ryby i symbolizuje wodę. Głos muezzina musi więc pobrzmiewać głęboką miłością i tchnąć mistycyzmem.

 

Allah i Allach (obie formy są w języku polskim poprawne) – słowo pochodzi od arabskiego określenia al-ilah, oznaczającego Jedynego Boga.

Stambuł z perspektywy wody

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

W maju 1453 roku Turcy przekroczyli Bosfor, definitywnie. Gdy sułtan Mehmed II zdobył Konstantynopol, upadło ostatecznie bizantyjskie cesarstwo. Historycy przyjęli tę datę za koniec epoki średniowiecza.

Stambuł, turecka metropolia rozciąga się dziś po obu stronach cieśniny, tworząc potężną aglomerację, oficjalnie 15-, realnie – przynajmniej 20-milionową. Oznacza to, że co 5., a prawdopodobnie nawet co 4. Turek mieszka w mieście nad Bosforem. W efekcie, Stambuł to planeta, a nie zwykłe miasto, bo rozległa aglomeracja składa się z dziesiątek dzielnic, starych i nowych, o różnych funkcjach i charakterze.

Przedzielona Bosforem metropolia ma różne oblicza, fot. Paweł Wroński

Zwiedzając Stambuł dla przyjemności, trafiamy przede wszystkim na „Półwysep Cudów”, czyli na stare miasto – tam, gdzie są największe bazary z tysiącami sklepików i straganów oraz najwspanialsze zabytki z pałacem Topkapi i najpiękniejszymi meczetami.

Port pasażerski Eminönü w Złotym Rogu, u stóp wzgórza z Meczetem Sulejmana, fot. Paweł Wroński

Od północy półwysep oddziela od innych części miasta zatoka Złotego Rogu. I właśnie stamtąd wypływa się najczęściej w rejs po Bosforze, aby podziwiać Stambuł z perspektywy wody.

 

Bosfor (Bogaziçi) łączy Morze Czarne z Morzem Marmara. Cieśnina liczy około 30 km długości. Jej szerokość waha się od 370 m do 3,7 km, a głębokość wody od 30 do 120 m.

 

Nad Bosforem przerzucone są trzy mosty, jest przekopany pod dnem tunel, a systemu komunikacji dopełniają połączenia promowe, fot. Paweł Wroński

Nad cieśniną rozpięte są trzy mosty. Środkowy nosi imię Mehmeda II Zdobywcy. Wzniesiono go w 1988 roku. Nieco dalej na południe, bliżej Złotego Rogu, znajduje się najstarsza przeprawa, Most Bosforski. Funkcjonuje od 1972 roku, a zbudowano go tam gdzie cieśnina jest najwęższa. Najdalej natomiast na północ otwarto w 2016 roku najefektowniejszy, nader nowoczesny Most Yavuz Sultan Selim (Most Sułtana Selima Groźnego). Jest jednak najrzadziej używany, bo przejazd nim obłożono najwyższą opłatą. Z tym mostem wiąże się kilka rekordów. Jego dwa pylony są w tego typu konstrukcjach najwyższe na świecie – przekraczają 322 m wysokości. Łączące je przęsło ma aż 1408 m długości i to jest także wynik, jak dotąd, najbardziej na świecie imponujący. Zarazem to także najdłuższy wiszący most kolejowy, a w Turcji także najszerszy most w ogóle bo ma aż 59 m szerokości. Realizacja tej pomnikowej przeprawy drogowo-kolejowej kosztowała 3,74 mld dolarów. Most zaprojektował francuski inżynier Michel Virlogeux, współpracujący ze szwajcarską firmą T-Engineering, która koncepcję zrealizowała. Odporny na wstrząsy sejsmiczne most otworzył osobiście prezydent Erdogan, który zresztą był inicjatorem budowy i jako premier wmurował 3 lata wcześniej kamień węgielny. Tamta uroczystość przeszła zresztą także do historii, bo odbyła się z wielką pompą w rocznicę zdobycia Konstantynopola przez Mehmeda II.

Metro kursujące tunelem Eurazja pod Bosforem, fot. Paweł Wroński

Komunikację przez Bosfor umożliwia także otwarta w 2013 roku przeprawa szynowa, prowadząca 1,5-kilometrowym tunelem Eurazja, przeprutym pod dnem zatoki. Koszt tej operacji był bodaj jeszcze bardziej spektakularny, bo tunel kosztował aż 4 mld dolarów. Powstało jednak bardzo wygodne połączenie – zarówno z perspektywy stałych mieszkańców metropolii, jak i turystów. To swoiste metro jest bowiem najtańsze i najszybsze. Prowadzi ze strony europejskiej, z dzielnicy Eminönü, mówiąc poetycko – z „półwyspu cudów” na azjatycką, do portowej dzielnicy Kadiköy, a łączna przepustowość kursujących nim składów sięga 1 miliona osób dziennie.

Latarnia na ‚Wyspie Panny’ u wylotu cieśniny Bosfor do Morza Marmara, jest znana między innymi z jednej z odsłon sagi o Bondzie, fot. Paweł Wroński

Nad Bosforem jest mnóstwo portów, więc między brzegami można się z powodzeniem przeprawiać promami. Te popularne zwłaszcza wśród gości przeprawy są w praktyce atrakcyjnymi, niezbyt drogimi rejsami widokowymi, więc stanowią alternatywę dla bardzo kosztownego wynajmu statków. Za bilet na prom płaci się bowiem 15 lirów. Za rejs łodzią lub statkiem od tysiąca w górę – zależnie od wielkości jednostki, wliczonych w cenę dodatkowych usług i – oczywiście – długości trasy.

Bosfor to po turecku Bogaziçi, fot. Paweł Wroński

 

Zgodnie z zapowiedzią prezydenta Erdogana, do 2023 roku powstanie tzw. Kanał Stambulski. Równoległa do Bosforu droga wodna z Morza Śródziemnego na Morze Czarne. Kanałem długości 43 km, szerokości 150 m i głębokości 25 m będą pływały statki towarowe, odciążając Bosfor i zwiększając bezpieczeństwo, ponieważ przez trudną nawigacyjnie cieśninę przepływa rocznie 140 mln ton ropy, 4 mln ton ciekłego gazu i 3 mln ton chemikaliów. W efekcie realizacji pomysłu, najcenniejsza część Stambułu oraz centrum biznesowe znajdą się na sztucznej wyspie.

 

Bosfor i Złoty Róg widziane z Wieży Galata, fot. Paweł Wroński

Meczet Sulejmana – cuda Stambułu (2)

Sulejman Wspaniały zasłużył na swój przydomek działalnością polityczną i wojskową, kodyfikacją prawa i mecenatem sztuki. Był 10. sułtanem dynastii osmańskiej. Za jego panowania Imperium Osmańskie osiągnęło apogeum potęgi (1520-1566).

Jednym z pomników jego epoki jest Meczet Sulejmana, czyli Süleymaniye Camii. Wzniesiony przez słynnego nadwornego sułtańskiego architekta Mimara Sinana w latach 1550-1557, uchodzi za arcydzieło architektury doby osmańskiej. Pod względem formy nawiązuje do świątyni Hagia Sofia. Jest główną budowlą rozległego kompleksu, obejmującego między innymi szkoły teologiczną i medyczną, łaźnię, karawanseraj, a nawet kuchnię dla ubogich. Obok wznosi się sułtańskie mauzoleum, a z chętnie odwiedzanego, porośniętego drzewami tarasu, roztacza się wspaniały widok na zatokę Złotego Rogu i przeciętą nią europejską część tureckiej metropolii.

Historyków zajmuje postać Hürrem, nazywanej Roksolaną dla podkreślenia pochodzenia z Rusi. Była ponoć „młoda, nieładna, ale pełna wdzięku, nieduża (…) miła, skromna i bardzo dobrze znała naturę sułtana”. Sulejman miał ją poślubić w 1534 roku, przełamując tradycję, bo jeśli to rzeczywiście był ślub, to po raz pierwszy w historii Imperium Osmańskiego, wyzwolona niewolnica uzyskała najwyższą pozycję w Wielkim Haremie i utrzymała ją aż do śmierci. Poseł angielski sir George Young twierdził nawet, że „wesele odbyło się w oficjalnej siedzibie sułtana – pałacu Topkapý i przyćmiło wszystkie weselne zabawy, jakie urządzano”. Wielu historyków uważa jednak, że były to uroczystości związane z jej wyzwoleniem, bo ślub według prawa koranicznego sprowadzał się do przeniesienia kobiety do domu męża, a Hürrem od dawna przebywała już w domu Sulejmana. O łączącej parę miłości świadczy jednak bogata korespondencja i romantyczne wiersze jakie sułtan dedykował Hürrem. Obydwoje pochowani zostali w kompleksie zabudowań związanych z Meczetem Sulejmana.


Meczet Sulejmana Wspaniałego (Süleymaniye Camii): www.suleymaniyecamii.org
Sulejman I Wspaniały: www.historia.org.pl/2013/06/18/
Hürrem, wielka miłość Sulejmana: www.historia.org.pl/2015/04/04/

Kroczy Erdogan między sułtany

Recep Tayyip Erdogan boryka się z coraz większym sprzeciwem wobec polityki, jaką prowadzi w dyktatorskim duchu. Zwłaszcza w Stambule. Jak to bowiem bywa w imperiach, Turcja dzieli się na metropolię i peryferia, a w rozsiadłej nad Bosforem, mieszka – oficjalnie – co piąty, a w praktyce co 4 obywatel rozległego kraju.

 

Prezydent Syrii Bashar al-Assad tak scharakteryzował tureckiego prezydenta pod koniec 2016 roku: „Erdogan thinks he’s Caliph, new sultan of the Ottoman” (Erdogan myśli, że jest kalifem, nowym sułtanem Ottomanów).

 

Rysunek satyryczny z Facebook’a. Autor postu, Zed Zakk skomentował: „too much power in one’s hands”.

Czym Erdogan zasłużył sobie na taką opinię? Ano tym, że wycofuje Turcję z drogi zapoczątkowanej przez Atatürka, wiodącej do nowoczesnego, demokratycznego i laickiego państwa. Niweczy negocjacje z UE, otwarcie flirtując przy tym z Meczetem (przez duże „M”), szermując argumentami powrotu do dawnych wartości religijnych, a nawiązując kontakty dyplomatyczne, korzysta z pretekstu, by w odwiedzanych krajach otwierać meczety. Wraz z Władimirem Putinem uczynił taki gest w Moskwie, z Łukaszenką w Mińsku. W podobnym celu wybrał się zresztą do USA, gdzie w 2016 roku koło Waszyngtonu powstało muzułmańskie centrum religijne z największym na kontynencie amerykańskim meczetem. Najbardziej spektakularnym, a zarazem kontrowersyjnym przedsięwzięciem tego typu, pozostaje wielki meczet wystawiony w Stambule, po azjatyckiej stronie Bosforu, na wzgórzu Camlica. Architektura i 6 minaretów wyższych od flankujących Meczet Proroka w Medynie, wskazują dobitnie, że Erdogan chciał dorównać Sulejmanowi Wspaniałemu czy sułtanowi Ahmedowi, za którego panowania postawiono Błękitny Meczet.

Pomnikowy charakter erdoganowych przedsięwzięć ilustrują ogromne koszty oraz towarzysząca uroczystym otwarciom pompa. Nowy prezydencki pałac kosztował 660 mln USD. Powstała też rezydencja na obrzeżach Ankary, tzw. „Biały Pałac”, która od 2015 roku jest oficjalną siedzibą prezydenta. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że do wydawania prawdziwie dużych pieniędzy z państwowej kasy, turecki prezydent posuwa się głównie wtedy, gdy publiczny charakter i społeczną użyteczność przedsięwzięcia łatwo udowodnić. Tak było z trzecim mostem nad Bosforem (3,74 mld USD) czy przekopanym pod Bosforem tunelem metra Eurazja, którego przepustowość sięga 1 mln pasażerów dziennie (ponad 4 mld USD). Natomiast pod pomnikowy meczet, rząd, którym wtedy kierował (był to finał trzeciej kadencji Erdogana jako szefa rządu), wyznaczył jedynie grunt, nie wydając lira, bo kapitał pochodził ze składek firm, które pragnęły się władzy przypodobać. Nie zmienia to faktu że budowa pochłonęła ponad 43 mln EUR. A jeszcze czeka Turków budowa Kanału Stambulskiego, alternatywnej wobec Bosforu drogi wodnej, prowadzącej z Morza Marmara na Morze Czarne. To jeden z największych tureckich projektów XXI wieku, który pochłonie – jak się szacuje – ponad 10 mld USD. Argumentując konieczność realizacji tej inwestycji podkreślano względy bezpieczeństwa, jako że przez Bosfor płyną dziś statki towarowe wożące w ładowniach różnorodne niebezpieczne substancje. Prace rozpoczęto pod takimi hasłami jeszcze w 2011 roku, a finał operacji zaplanowano na 2023 – 100 rocznicę proklamowania republiki.

Prawdziwie złej prasy przysparza jednak Erdoganowi łamanie praw człowieka, do którego dopuścił się po słynnym już, acz nieudanym puczu. Jak podawał za Amnesty International portal oko.press 27 sierpnia 2016 roku: „(…) w państwowych aresztach i więzieniach przetrzymuje się co najmniej 22 tys. osób. Więźniowie są bici, gwałceni, odmawia im się jedzenia, wody i dostępu do pomocy medycznej. (…) Po próbie puczu władze Turcji zamknęły co najmniej 131 redakcji, zablokowały co najmniej 20 informacyjnych stron internetowych. Wydano co najmniej 89 nakazów aresztowania dla dziennikarzy, a 40 już aresztowano. Wielu dziennikarzom unieważniono licencje dziennikarskie.Przejawem łamania wolności słowa są też masowe czystki. Zwolniono z pracy lub zawieszono co najmniej 82 tys. osób. Głównie policjantów, prokuratorów, sędziów, nauczycieli akademickich. Zwolnieni z pracy w praktyce nie mają możliwości odwołania się od tych decyzji”. W rok po wydarzeniach 2016 roku fakty są takie: ponad 140 tysięcy ludzi, w tym sędziowie, prokuratorzy i policjanci, a także nauczyciele i akademicy stracili pracę; wystarczy cień podejrzenia o nieprawomyślność. Rozwiązano 1,5 tys. organizacji, a mienie skonfiskowanych przez państwo firm szacuje się na 15 mld USD. Ponad 50 tys. ludzi, w tym ponad 120 dziennikarzy, zostało aresztowanych

Tak oto Erdogan rzeźbi swój pomnikowy wizerunek. Jest pewne, że potomni go zapamiętają, a że nie najlepiej, zwiastunem są protesty, w których uczestniczyło w pierwszych dniach lipca 2017 roku ponad 1,5 mln osób, przyklaskując słowom lidera opozycji Kiliçdaroğlu: „skoro media zostały zakneblowane, uprawnienia parlamentu odebrane, a sądy upolitycznione to jest tylko jedno miejsce dla żądania sprawiedliwości, i jest nim ulica”.

Glina z kwarcem, czyli Firça

Jakie cuda potrafi utalentowany garncarz wyczarować z gliny ze sproszkowanym kwarcem pokazuje Siddik Dal, przedstawiciel tureckiej rodziny praktykującej tę sztukę od niemal 200 lat.

Firça to turecka firma ceramiczna kultywująca liczącą tysiące lat sztukę mistrzów z Kapadocji. W oparciu o nią powstawały w epoce Turków Seldżuckich przedmioty ozdobne i użytkowe oraz dekoracje pałaców i świątyń, do których używano tysięcy glazurowanych kafli, układanych w zachwycające precyzją wzory. Z tego nurtu wywodziły się następnie warsztaty działające od XVI do XVIII wieku w Izniku (dawnej Nicei).

Praca nad ceramicznym przedmiotem nie kończy się na nadaniu mu kształtu. Nadchodzi bowiem długotrwały, wymagający ogromnej precyzji etap wypalania, malowania i pokrywania wytoczonych z gliny przedmiotów glazurą. Mistrzowie z Firça są dumni, że ich wyroby wyróżniają się doskonałością kształtów, kolorystyką i trwałością.

Siddik Dal prezentuje charakterystyczne rodzinne wyroby, fot. Paweł Wroński

Firça prowadzi w kraju jedynie kilka sklepów i warsztatów, w tym dwa pokazowe – koło Avanos w Kapadocji oraz w Stambule, nieopodal pałacu Topkapi, w alei Alemdar 2/A, w dzielnicy Sultanahmet.

Firça w Stambule – galeria ceramiki w firmowym sklepie z warsztatem pokazowym, fot. Paweł Wroński

Firça Ceramic: www.fircaceramic.com

‚Stambuł 2017’ na fanpage’u ‚Poznaj Turcję’

Fanpage Poznaj Turcję na facebooku: www.facebook.com

stan: 5 lipca 2017

Błękitny Meczet – cuda Stambułu (1)

Na początku XVII wieku sułtan Ahmed I zlecił najlepszemu architektowi budowę meczetu, który przyćmi swoją wspaniałością sąsiednią świątynię – zamienioną już dawno na meczet bazylikę chrześcijańską Hagia Sofia.

Po 7 latach wyrosła budowla, która przyćmiła wszystkie inne meczety Stambułu, tym bardziej, że Sedefkâr Mehmet Ağa wzniósł przy niej aż 6 minaretów. Takie cuda były przedtem tylko w Mekce. Co ciekawe było to ponoć efektem drobnego nieporozumienia. „Złoto” i „sześć” brzmią bowiem po turecku podobnie. Sułtan chciał świadectwa bogactwa, architekt budowli niezwykłej. Jest jedno i drugie.

Dla gości z kraju i zza granicy, nawet jeśli nie są muzułmanami, wizyta w meczecie jest obowiązkowym punktem programu pobytu w tureckiej metropolii. Do wiernych natomiast, kierowany jest z minaretów ezan – śpiewne wezwanie na modlitwę, którym muezzin podsyca ich religijną gorliwość, każdego dnia pięciokrotnie.

Błękitny Meczet w Stambule, fot. Paweł Wroński

 

Potoczna nazwa budowli Błękitny Meczet pochodzi od koloru ceramicznych kafli z Izniku (w starożytności i pierwszym tysiącleciu chrześcijaństwa znanego jako Nicea), których tysiące zostały użyte do dekoracji wnętrza świątyni.

 


Sultan Ahmet Camii (Meczet Sułtana Ahmeda I): www.sultanahmetcami.org