Okno na świat Rzeczypospolitej

Lata, w których żyjemy obfitują w znaczące dla Gdańska i całego kraju rocznice. 2017 rok upłynął pod znakiem obchodów 550-lecia pierwszego wolnego flisu na żeglownym szlaku jaki od X stulecia stanowiła rzeka Wisła. W 2025 będziemy uroczyście celebrować 500-lecie hołdu pruskiego. Oba te wydarzenia wiążą się wprost z dziejami Gdańska i znaczeniem nadbałtyckiej metropolii dla historii i kondycji Rzeczypospolitej.

Posiadanie miasta tak bogatego i prężnego jak Gdańsk, z portem morskim i hanzeatyckimi kontaktami, co ułatwiało wymianę towarową ze światem, było przez stulecia celem ostatnich polskich królów. Trwałe powiązanie Gdańska z Koroną dokonało się za panowania ostatnich Jagiellonów. Cały żeglowny szlak wiślany, którym spławiano towary na bałtyckie wybrzeże znalazł się wówczas w granicach Rzeczypospolitej, i potrzeba było już tylko gdańskiego portu, by zapewnić dalszy rozwój handlu i krajowej gospodarki. Miasto stało się wprawdzie zależne od Korony po pokoju toruńskim 1466 roku, ale to sekularyzacja państwa zakonnego i hołd lenny złożony w 1525 roku, zakończyły toczone przez ponad 200 lat krwawe i kosztowne wojny z krzyżakami. Nadwiślański kraj mógł wreszcie szeroko otworzyć „okno na świat”, jakim dosłownie i w przenośni jest Gdańsk.

Duma Rzeczypospolitej
Nawet przy znikomej świadomości historycznej, odczuwamy ten fakt, ilekroć zawitamy na Wyspę Spichrzów, by podziwiać dawne portowe urządzenia i współczesne instalacje. Ożywione wyobraźnią żurawie znowu przeładowują towary i słychać wielojęzyczny, portowy gwar. Wizualizacja jest tym łatwiejsza, że do Gdańska ściągają turyści z całego świata, i – rzeczywiście, m.in. właśnie na Wyspie Spichrzów, słyszy się rozmowy w różnych językach. Niestety, zabory, a po przerwie trwającej zaledwie dwie dekady, zawierucha II wojny światowej i okres komunizmu, zamknęły owe „okno”, wydawałoby się nieodwracalnie. A jednak, za sprawą XX-wiecznych wydarzeń, Gdańsk jest dziś perłą w koronie polskich metropolii. Ba, jest wygodnym miejscem do życia, gospodarzem wielu imprez międzynarodowej rangi, przyjazną dla inwestorów strefą gospodarczą – krótko mówiąc – dumą współczesnej Rzeczypospolitej. Pamięć o kluczowych wydarzeniach XX wieku i ich konsekwencjach prezentują dwie nowie, na wskroś nowoczesne instytucje: Muzeum II Wojny Światowej oraz Europejskie Centrum Solidarności.

Muzeum II Wojny Światowej
Nic chyba lepiej nie oddaje znaczenia i misji tej instytucji niż słowa zamieszczone w portalu muzeum: „(…) opowieść o tragicznym doświadczeniu II wojny światowej, o jej genezie i skutkach, o ofiarach i sprawcach, o bohaterach i zwykłych ludziach. Ma przypominać lekcję historii, której nie wolno nam zapomnieć.”. Ekspozycję zlokalizowano 14 m pod ziemią, na powierzchni 5 tys. m2, co czyni ją jedną z największych wystaw prezentowanych przez muzea historyczne na świecie. Całość zaaranżowano tak, by kolejne sale tworzyły 18 sekcji tematycznych w 3 blokach narracyjnych: „Droga do wojny”, „Groza wojny” oraz „Długi cień wojny”. Ekspozycja przedstawia wojnę i jej doświadczenie oczami Polaków i z polskiej perspektywy, wpisując je jednak w szeroki kontekst – europejski i światowy. Kolekcja 2 tysięcy eksponatów jest oczywiście imponująca sama w sobie, ale istotniejsze jest to, że zrozumienie ich znaczenia ułatwia 240 multimedialnych stanowisk, na których można przeglądać archiwalne fotografie, filmy oraz interaktywne mapy prezentujące militarne potyczki czy zmiany granic państwowych jakie się dokonywały w czasie wojny i po jej zakończeniu, wsłuchiwać w relacje świadków. Bardzo przekonująco zobrazowano życie codzienne w czasie II wojny światowej, a z myślą o najmłodszych przygotowano wystawę „Podróż w czasie”.


* Muzeum II Wojny Światowej (Pl. Władysława Bartoszewskiego 1)www.muzeum1939.pl


Europejskie Centrum Solidarności
Otwarte uroczyście w 2014 roku ECS jest nowoczesną instytucją kultury, utrwalającą pamięć o bezprecedensowym sukcesie obywatelskim – zwycięstwie Solidarności, i kulminacyjnych wydarzeniach w dziejach ruchu, które przeszły do światowej historii pod nazwą Sierpień 80. Jej misją jest jednak nie tylko zachowanie ale również propagowanie wspomnień i dorobku Solidarności ale rozpowszechnianie uniwersalnych wartości, takich jak: solidarność obywatelska, wspólne dobro, współpraca, czy integracja. Owszem, ECS jest również muzeum – upamiętnia rewolucję Solidarności i upadek komunizmu w Europie, posiada bogate archiwum, bibliotekę i mediatekę. Ponadto, inicjuje i realizuje projekty edukacyjne i obywatelskie, konferencje i wykłady, kolekcjonuje opowieści, tworzy filmy, wydaje książki i gromadzi archiwalia. W zbiorach posiada już tysiące pamiątek – od ulotek, po stoczniową suwnicę, ale nie ustaje w tych działaniach, zapraszając do współpracy wszystkich, którzy w posiadają pamiątki solidarnościowe i chcieliby je udostępnić publiczności oraz naukowcom. Osią ekspozycji jest wystawa stała, dedykowana historii Solidarności i ruchów opozycyjnych, które doprowadziły do przemian demokratycznych w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Przede wszystkim jednak, placówka pełni rolę ośrodka edukacyjnego i badawczo naukowego, przedstawiając się gościom jako „przestrzeń publiczna, miejsce spotkań wszystkich, którzy czują się odpowiedzialni za rozwój demokracji, międzyludzkiej solidarności i obywatelskości”.


* Europejskie Centrum Solidarności (pl. Solidarności 1): www.ecs.gda.pl


Artykuł publikowany na łamach magazynu „Świat Podróże Kultura” w numerze grudniowym 2017 roku, na str. 64-66 (ściągnij —> PDF).


 

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

 


Reklamy

Niemcy – czołgi w Munster

Czy oglądaliście kiedyś „Białego tygrysa”? Wstrzymujący bicie serca film z 2012 roku „Белый тигр”, którego fabuła osnuta jest wokół pełnego determinacji pojedynku dowódcy radzieckiego czołgu z nierzeczywistym, monstrualnym czołgiem niemieckim. W wojennej scenerii, w tajemniczej atmosferze, zapożyczonej jakby z „Moby Dicka”, pada przejmujące pytanie o szanse człowieka w starciu z nieludzką technologią.

Mimo że prezentuje najnowsze dzieje rozwoju takiej właśnie śmiercionośnej techniki, Niemieckie Muzeum Broni Pancernej w Munster w Dolnej Saksonii, potrafi wciągnąć na długie godziny. Ba, nawet osoby deklarujące pacyfistyczny światopogląd ulegną fascynacji niecodzienną atmosferą i autentyzmem tego miejsca. Zgromadzone eksponaty utrzymują na chodzie technicy z miejscowej szkoły oficerskiej (Panzertruppenschule), istniejącej tutaj od 1956 roku. Ponadto Munster otoczone jest poligonami (Truppenübungsplatz Munster), więc na okolicznych drogach, łatwo natknąć się na kolumny zmierzających na zgrupowanie współczesnych czołgów czy samobieżnych dział. Krajobraz potęguje wrażenie, gdyż Munster leży na wrzosowiskach falującej po horyzont, rozległej Pustaci Lineburskiej. W tym rejonie szkolono wojsko od czasów pruskich, czyli od końca XIX wieku.

100 eksponatów
Zaczątkiem muzealnej kolekcji były maszyny przeznaczone do szkolenia kadetów – przyszłych oficerów pancernych oddziałów Bundeswehry sformowanej w 1955 roku, a więc nowej, powojennej armii niemieckiej. Do chwili obecnej zgromadzono około 100 eksponatów – wyremontowanych maszyn – oryginalnych, bądź precyzyjnych replik wyposażenia armii niemieckich poczynając od 1917 roku.

Sturmpanzerwagen i leopardy
W zbiorach znajduje się jedyna na świecie wierna kopia czołgu A7V, jakim w 1918 roku, a więc u schyłku I wojny światowej, Niemcy pragnęli przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Sturmpanzerwagen, jak nazywano maszynę potocznie, ważył około 30 ton, poruszał się z prędkością do 15 km/h, a jego załogę stanowiło 18 osób. Z przodu osłaniała go stalowa tarcza grubości 30 cm, z tyłu cieńsza, bo zaledwie 10-centymetrowa.

Oglądając kolejne sektory kolekcji, poznajemy coraz to nowsze i doskonalsze rozwiązania, służące zwiększeniu skuteczności działań – szybkości i celności prowadzonego ognia, przy jednoczesnym zwiększaniu odporności na pociski przeciwnika, zwrotności i wszechstronności.

Pantery i tygrysy
Znajdziemy tutaj Panzerkampfwagen IV (potocznie Panzer IV) – najpopularniejszego bodaj czołg używanego w armii niemieckiej podczas II wojny światowej (wyprodukowano 8,5 tysiąca maszyn tego rodzaju) oraz jego sukcesora zwanego Panther (Pantera). Szczególne emocje wzbudza model Panzer IV Ausf G, który dominował w wyposażeniu Deutsches Afrikakorps, toczącego boje pod rozkazami generała Rommla na pustyniach Afryki.

W muzealnej kolekcji nie brakuje oczywiście osławionych tygrysów, z którymi zetknęli się żołnierze wszystkich walczących z hitlerowskimi Niemcami armii. Na polu walki tygrysy wzbudzały rzeczywistą grozę i respekt. Niezależnie bowiem od śmiercionośnego przeznaczenia, były w owym czasie tworem techniki najdoskonalszym. W muzeum wyeksponowany jest też Panzerkampfwagen Tiger Ausf. B, zwany krótko Tiger B, potocznie zaś Königstiger. Ta ostatnia nazwa pochodzi od niemieckojęzycznego określenia bengalskiego tygrysa. Nieświadomi niuansów językowych Amerykanie tłumaczyli ją jako Royal Tiger, a nawet King Tiger. Nie bez powodu, bo było się czego obawiać. Ważący niemal 70 ton tygrys rozwijał na drodze prędkość do 42 km/h (w terenie 15-20 km/h), i był uzbrojony w skuteczne, obrotowe działo – armatę 8.8 cm KwK 36 miotającą 10-kilogramowe pociski z prędkością 773 m/s, skonstruowane w zakładach Kruppa. Maszyna, wyposażona w silnik na ropę Maybach HL230 mogła po zatankowaniu pokonać dystans 170 km. Historia tej broni rozpoczęła się pod koniec lat 30. XX wieku (rozwiązania techniczne powierzono zakładom Henschel, a dwa lata później także Porsche). Wprawdzie pokazowy model był gotowy na 20 kwietnia 1942 roku, czyli na 53. urodziny Adolfa Hitlera, ale na polu walki tygrysów użyto w większej liczbie dopiero do odpierania lądujących w 1944 roku w Normandii wojsk alianckich oraz do wzmocnienia jednostek na froncie wschodnim, gdzie przewagę zdobywała już wtedy Armia Czerwona. Legendarny czołg był bowiem tak drogi, że wyprodukowano zaledwie… 1350 sztuk.

Ciekawym eksponatem jest Sturmtiger – miotacz min zbudowany na podwoziu czołgu Panzerkampfwagen VI Tiger, działo samobieżne uzbrojone w specjalny moździerz rakietowy 38 cm; pojazd był używany m.in. do tłumienia Powstania Warszawskiego.


Niemieckie Muzeum Broni Pancernej w Munster (Deutsches Panzermuseum Munster): www.daspanzermuseum.de


Artykuł publikowany na łamach magazynu „Świat Podróże Kultura”, w numerze Jesień-zima 2017, pt.: „Czołgi w Munster – Niemieckie Muzeum Broni Pancernej” (http://magazynswiat.pl;  ściągnij w formacie PDF –> str. 82-83).


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Worpswede – ucieczka artystów

Historia Worpswede zaczęła się pod koniec XIX wieku, gdy grupa artystów zbuntowanych przeciw rutynie i nudzie panującej w akademiach sztuk pięknych, założyła kolonię nad rzeką Hamme. Chcieli czerpać natchnienie z kontaktu z przyrodą, żyjąc z dala od miejskiego blichtru i zgiełku.

Dom artysty zwany Worpsweder Käseglocke, czyli "dzwon do sera", fot. Paweł Wroński
Dom Edwina Koenemanna z 1926 roku, zwany Worpsweder Käseglocke, czyli „dzwon do sera”. Ukryty wśród drzew przy Lindenallee 13, fot. Paweł Wroński

Po dziś dzień Worpswede przyciąga przedstawicieli wolnych zawodów, którzy zakładając pracownie, zapuszczają na prowincji korzenie. Około 130 współczesnych artystów i rzemieślników ma tutaj swoje domy i wystawia prace, również na sprzedaż. Worpswede jest także modnym miejscem weekendowego wypoczynku dla zdeklarowanych mieszczuchów z Hamburga czy Bremy.

Barkenhoff wygląda dziś tak samo jak w okresie gdy mieszkał w nim Heinrich Vogeler (1872-1942), jeden z najwybitniejszych artystów działających w Worpswede, fot. Paweł Wroński
Barkenhoff wygląda dziś tak samo jak w okresie gdy mieszkał w nim Heinrich Vogeler (1872-1942), jeden z najwybitniejszych artystów działających w Worpswede (autor wyeksponowanego w Groβe Kunstschau Worpswede obrazu ze zdjęcia otwierającego materiał), fot. Paweł Wroński

Cóż można robić w Worpswede? Ano buszować po butikach-galeriach, napawać oczy ekspozycjami kilku miejscowych muzeów. Trafiać podczas spacerów na niezwykłe budynki zaprojektowane przez poszukujących nowych rozwiązań architektów. Oglądać prace artystów związanych z miejscowością dawniej i dziś, wystawione pod gołym niebem lub we wnętrzach miejscowych willi.

Galerie Cohrs Zirus w Worpswede, fot. Paweł Wroński
Galerie Cohrs Zirus w Worpswede, fot. Paweł Wroński

Artyści, którzy rozsławili miejscowość zachwycali się czystym niebem nad górującym nad miejscowością wzgórzem Weyerberg. Dziś porastają je łany kukurydzy, zasadzone bynajmniej nie z myślą o kinowych chrupaczach popcornu, ale jako materiał do produkcji biopaliw.

Kukurydza na Weyerbergu, fot. Paweł Wroński
Kukurydza na Weyerbergu, fot. Paweł Wroński

Po okolicy Jeździć rowerem lub konno po okolicy nazywanej Diabelskimi Mokradłami (Teufelsmoor), pływać tradycyjną łodzią z płóciennym żaglem czyli Torfkahnem, po toczącej zabarwione torfem wody rzece Hamme.

Na łodzi typu Torfkahn z charakterystycznym dla regionu brązowym żaglem, fot. Paweł Wroński
Na łodzi typu Torfkahn z charakterystycznym dla regionu brązowym żaglem, fot. Paweł Wroński

INFO
Künstlerdorf Worpswede: www.worpswede.de
Freunde Worpswedes: www.freunde-worpswedes.de
Internetowa gazeta lokalna: Worpsweder Internet-Zeitung

Worpswede, dom i atelier przy głównej ulicy, fot. Paweł Wroński
Worpswede, dom i atelier przy głównej ulicy, fot. Paweł Wroński

Muzea w Worpswede:
www.worpswede-museen.de

Worpswede, grupa rzeźb przy głównej ulicy, fot. Paweł Wroński
Worpswede, grupa rzeźb przy głównej ulicy, fot. Paweł Wroński

Galerie Cohrs Zirus w Worpswede:
www.galerie-cohrs-zirus-worpswede.de

Cichy, przytulny Hotel Buchenhof, widok z okna, fot. Paweł Wroński
Cichy, przytulny Hotel Buchenhof, widok z okna, fot. Paweł Wroński

Godny polecenia Hotel Buchenhof przy Ostendorfer Str. 16: www.hotel-buchenhof.de

Rzeka Hamme pod Worpswede, fot. Paweł Wroński
Rzeka Hamme pod Worpswede, fot. Paweł Wroński

Rejsy po Hamme tradycyjnymi łodziami Torfkahn
Adolphsdorfer Torfschiffer e.V., Worpswede
www.torfshiffe.de


Materiał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl w cyklu Lato w Dolnej Saksonii.

Matjeskarte z Hamme Hütte

Matjeszeit – sezon na matiasa, trwa krótko. Niespełna dwa miesiące, gdyż młody śledź przed pierwszym tarłem dojrzewa szybko i… przestaje być matiasem.

Niemieckie słowo Matjes, wywodzi się od holenderskiego Maatjes, a właściwie Maatjesharing oznaczającego śledzia dziewicę. Do nas, nazwa dotarła kilkadziesiąt lat temu przyjmując formę matias. Zamieszanie wprowadza sprzedaż filetów à la matias, które nie mają wiele wspólnego z matiasami.

Zwyczaj rozkoszowania się mięsem niedojrzałych płciowo śledzi, wywodzi się z Niderlandów, w których był popularny już na przełomie XIII i XIV wieku. Przez wieki, Holendrzy doskonalili sztukę ich preparowania, a że receptur i uzyskanej pozycji strzegą skrupulatnie, traktując niczym narodowe relikwie, w sferze produkcji prawdziwych matiasów stali się monopolistami.

Na wybrzeżach Morza Wattowego (Wattenmeer), które ciągnie się od Holandii przez Niemcy aż po Danię, matiasy pojawiają się u progu lata w sklepach, na portowych targowiskach i oczywiście na restauracyjnych stołach. Do końca XX wieku pochodziły z wód Morza Północnego, ale teraz połowy są w nich zabronione, więc rybackie kutry (notabene najwięcej jest wśród nich norweskich), szukają matiasów u wybrzeży Szkocji. Młode śledzie są znacznie droższe od innych, ale zdecydowanie – i to na korzyść – różnią się smakiem, barwą, aromatem, fakturą skóry. Są delikatne, a mięso ma lekko różowe zabarwienie. Co można z nich zrobić, stosując odpowiednie dodatki, pokazuje menu (Matjeskarte) z „Hamme Hütte” w Worpswede.

Gospoda "Hamme Hütte Neu Helgoland". fot. Paweł Wroński
Gospoda „Hamme Hütte Neu Helgoland”. fot. Paweł Wroński

Matjes „traditionell”. Matjesdoppelfilet mit grünen Bohnen und Speckstippe dazu Bratkartoffeln, czyli tradycyjny z zieloną fasolką i smażonymi ziemniakami (12,50 EUR).

Matjes „Friesisch”. Matjesdoppelfilet an Rote-Beete-Joghurtsauce mit roten Zwiebeln, dazu ofenfrisches Baguette und Butter, czyli Matias po fryzyjsku z sosem jogurtowym z czerwonych buraczków, z czerwoną cebulą, podawany z bagietką prosto z pieca i masełkiem (12,90 EUR).

Matjes „mal anders”. Matjesdoppelfilet auf Fenchel-Paprika-Gemüse und Kräuternkartoffeln, dazu Knoblauchdip, czyli matias „zróżnicowany”, ozdobiony koprem włoskim, papryką i warzywami z ziemniakami przyprószonymi ziołami i czosnkowym dipem (13,90 EUR)

Matjeshäppchen „tricolore”. Matjeshäppchen in drei verschiedenen Marinaden Curry-Rotweinessig & Dill-Sahne dazu Vollkornbrot und Butter, czyli matiasowa przekąska w trzech różnych marynatach z curry, czerwonym octem winnym, śmietanowym oraz z razowym chlebem i masłem (13,90 EUR)

Matjes „Hausfrauenart”. Matjesdoppelfilet an Apfel-Zwiebelsauce mit Gewürzgurken, dazu Bratkartoffeln, czyli przyrządzony na sposób pani domu (albo „kury domowej”) w jabłkowo-cebulowym sosie, z ogóreczkami i smażonymi ziemniakami (14,50 EUR).

Matjes "Hausfrauenart", fot. Paweł Wroński
Matjes „Hausfrauenart”, fot. Paweł Wroński

 

Żeby Matias był „prawdziwy”…

  • muszą go złowić koncesjonowani rybacy zanim osiągnie dojrzałość płciową, tj. od połowy maja do końca czerwca
  • trzeba usunąć wnętrzności i skrzela tak, aby bez odcinania głowy spuścić całą krew, ale – uwaga – trzustka i przewód pokarmowy muszą pozostać nienaruszone (technika nazywa się kaken)
  • musi dojrzewać w 9% solance z oczyszczonej soli kamiennej
  • w temperaturze -20 st.C trzeba z niego wyplenić ewentualne pasożyty
  • po rozmrożeniu trzeba go wymoczyć w wodzie żeby poziom soli spadł do maksimum 3%
  • podczas filetowania trzeba usunąć kręgosłup i ości
  • po zakończeniu procesu produkcji, filety powinny zawierać minimum 16% tłuszczu
  • nim filety trafią do klienta, trzeba je przechowywać w temperaturze do 7 st.C

 

Ze śledziami i matiasami jest mniej więcej tak, jak z prostokątami i kwadratami. Każdy matias jest śledziem, ale nie każdy śledź jest Matiasem. 

 


INFO
Restauracja „Hamme Hütte Neu Helgoland”
Hammeweg 19, Worpswede
www.hammehuette.de / menu w zakładce Speisekarte


Materiał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl w cyklu Lato w Dolnej Saksonii.

Pruski mur na okrągło

W wiekach średnich osią germańsko słowiańskiego pogranicza była rzeka Łaba (Elbe). Na terenie dzisiejszej Dolnej Saksonii powstało wówczas w rejonie określanym po dziś dzień mianem Wendlandu (Ziemi Wenedów), ponad tysiąc oryginalnych wiosek zakładanych na centralnym planie – Rundlinger Dörfer.

Zamieszkiwała je ludność słowiańska. Właścicielami ziemskimi byli jednak germańscy wielmoże. Wioski, z których do naszych czasów przetrwało 96, mają zachowany oryginalny średniowieczny plan niwy mieszkalnej i usytuowanych poza nią niw gospodarczych. Domy są zwrócone szerokimi szczytami w stronę centralnego placu (Dorfplatz), wokół którego tworzą charakterystyczny pierścień. Mają w większości tradycyjny szkielet drewniany, a wypełnienie ceglane. Taką konstrukcję nazywamy pruskim murem. Najstarsze z zachowanych zabudowań pochodzą z XVII stulecia. Najmłodsze z XIX.

Ponadto są jeszcze 2 wioski imitujące dawny układ, ale o współczesnym rodowodzie. Pierwsza powstała w latach 40. XX wieku. Była znakomitym kamuflażem dla fabryki amunicji (wytwarzano w niej rakiety V1, którymi naziści zaatakowali Londyn, rozpoczynając Bitwę o Anglię). Pozostaje dziś w gestii policji i jej ewentualne zwiedzanie wymaga zgody. Druga pochodzi z lat 90. XX wieku i jest romantycznym hotelem SPA (Rundlingsdorf Sagasfeld w Göhrde-Metzingen), ze stylizowanymi na szachulcowe domy pawilonami, rozstawionymi tak, aby układem przestrzennym nawiązywać do miejscowej tradycji.

 

KWIATY-I-CHATY_4551
Pruski mur – powszechna w Wendlandzie konstrukcja. Domy z ceglanym bądź szachulcowym (glina ze słomą) wypełnieniem ciągną się szerokim pasem południkowo przez całe Niemcy – od ujścia Łaby do Morza Północnego aż po podnóża Alp w Bawarii. Fot. Paweł Wroński

W normalnych wioskach, zabudowania gospodarcze kryją się za dużymi domami mieszkalnymi na działkach do żywego przypominających kształtem porcje tortu. Najmniejsze wioski powstały z podziału niwy mieszkalnej na 3-4 części, większe i takie przeważają na 5-10, zaś największe nawet 20.

Co ciekawe, przez stulecia gospodarowano w Wendlandzie wspólnie, choć grunty rolne, łąki, pastwiska, mokradła i lasy były podzielone między mieszkańców z ogromną pieczołowitością tak, by wszyscy mieli poczucie posiadania takiego samego majątku.

KWIATY-I-CHATY_4574
Muzeum w Lübeln, jednej z największych zachowanych w Wendlandzie okrągłych wiosek, fot. Paweł Wroński

W okresie, w którym powstawały okrągłe wioski, czyli przez około 50-100 lat poczynając od 1150 roku, ich mieszkańcy oddawali jeszcze hołd pogańskim bóstwom. Ekspansja kościoła katolickiego natrafiła więc w Wendlandzie na spore trudności. Katolickie świątynie, owszem powstawały, ale poza obszarami wsi. Po dziś dzień kościoły wzniesione jeszcze w średniowieczu obsługują po kilka sąsiadujących ze sobą najbliżej wiosek, nie mówiąc o tym, że – tak jak w całej Dolnej Saksonii (Niedersachsen) – są to od XVI wieku świątynie luterańskie.

Miejscowa ludność posługiwała się początkowo językiem wendyjskim, określanym mianem Wendish (Dravänopolabisch) oraz dolnogermańskim (Plattdeutsch), który w XVIII wieku w naturalny sposób wyparł słowiańską mowę. Ostatni bowiem mieszkaniec posługujący się językiem wendyjskim zmarł w 1756 roku. Dopiero jednak w XIX-XX wieku, wraz z rozwojem nowożytnego systemu szkolnictwa, w Wendlandzie pojawił się i rozpowszechnił język górnogermański (Hochdeutsch), którym teraz wszyscy się tutaj posługują. Jednak w nazwach wsi o wielowiekowym rodowodzie widać wciąż słowiańskie korzenie. Najsilniej w nazwach takich jak Jabel – od jabłoń, jabłko, czy Klein Liepe i Groβ Liepe, wymawianych lipe, niczym nazwa lipy, popularnej w nadłabskich lasach, a może nawet Lüchow, w której pobrzmiewa słowiańskie licho.

KWIATY-I-CHATY_4659
W każdej wiosce był sołtys, nazywany Herr Schulze (ewentualnie Herr Schulz). Był rzecznikiem mieszkańców, a w dawniejszych czasach miał raczej germańskie niż słowiańskie korzenie. Z czasem stało się to miano popularnym przydomkiem a nawet nazwiskiem. Są wioski, w których wszyscy mieszkańcy je noszą choć wcale nie są ze sobą spokrewnieni. Fot. Paweł Wroński

Zwiedzając okrągłe wioski nie wolno zapominać o tym, że nie są skansenami, nawet jeśli część mieszkańców udostępnia do zwiedzania zabytkowe wnętrza, prowadzi warsztaty, galerie, pensjonaty czy kawiarnie.

Kartofellhotel w Lübeln - popularne miejsce, w którym odbywają się wesela i imprezy firmowe, fot. Paweł Wroński
Kartofellhotel w Lübeln – popularne miejsce, w którym odbywają się wesela i imprezy firmowe, fot. Paweł Wroński

W okresie od Wniebowstąpienia do Zielonych Światek, a więc w terminie ruchomym, zależnym od tego kiedy są Święta Wielkanocne, odbywa się tutaj fantastyczny festiwal kultury alternatywnej Kulturelle Landpartie, z programem wypełnionym happeningami, koncertami i oryginalnymi warsztatami z udziałem ponad setki artystów – (www.kulturelle-landpartie.de).

 

Na wielu domach zobaczycie żółty krzyż św. Andrzeja. Geneza tego symbolu wiązała się ze społecznym protestem przeciwko budowie elektrowni atomowej. Dziś żółty krzyż jest znakiem innowacyjnych działań i przedsięwzięć, łączących kultywujących tradycje mieszkańców Wendlandu.

 

 


INFO
Wioskami i promocją kultury Wendlandu zajmuje się Rundlingsverein, stowarzyszenie z siedzibą w Jameln (Rundling 4). Wszelkich informacji można zasięgnąć u osiadłego tam przed laty Brytyjczyka – Adriana Greenwooda, pełniącego obowiązki sekretarza stowarzyszenia; e-mail: adrian.greenwood@t-online.de

Rundlingsdorf Sagasfeld w Göhrde-Metzingen: www.sagasfeld.de


Materiał zamieszczony w portalu http://magazynswiat.pl w cyklu Lato w Dolnej Saksonii.

Jörg Hansen i owoce morza

Gdybym miał wybierać jedynie oglądając pocztówki, zapewne ominąłbym hotel Seelust w Cuxhaven szerokim łukiem. Po skosztowaniu potraw przygotowanych przez szefa kuchni Jörga Hansena, nie mam wątpliwości, że to dobry wybór.

Przystawka, w ramach upominku niczym życzenie "Smacznego!" od szefa kuchni i hotelowej załogi, fot. Paweł Wroński
Przystawka, w ramach upominku niczym życzenie „Guten Appetit!”  („Smacznego!”), od szefa kuchni i hotelowej załogi, fot. Paweł Wroński
Salat von frischen Nordseekrabben auf kleinen Schwarzbrottalern mit Blattsalaten czyli sałatka ze świeżych krewetek na talarkach z ciemnego chleba z liśćmi świeżej sałaty - 13,50 EUR, fot. Paweł Wroński
Salat von frischen Nordseekrabben auf kleinen Schwarzbrottalern mit Blattsalaten czyli sałatka ze świeżych krewetek na talarkach z ciemnego chleba z liśćmi świeżej sałaty – 13,50 EUR, fot. Paweł Wroński
Helgoländer Hummersüppchen mit frischen Nordseekraben und Lachsklößchen, czyli zupa z Helgolandu z homara ze świeżych krewetek z klopsikami z łososia - 8,50 EUR, fot. Paweł Wroński
Helgoländer Hummersüppchen mit frischen Nordseekraben und Lachsklößchen, czyli zupa z Helgolandu z homara ze świeżych krewetek z klopsikami z łososia – 8,50 EUR, fot. Paweł Wroński
Gebratenes Filet vom Nordseelimandes in der Kräuter-Eihülle mit Hummerkrabbe Schnittlauchsauce, Champignon-Lauchgemüse und Petersilienkartoffeln, czyli filety ze złocicy europejskiej (ryba z rodziny flądrowatych) z Morza Północnego w zalewie ziołowej z jajkami w sosie z homara i krabów ze szczypiorkiem oraz z pieczarkami i porem (jako dodatek ziemniaki gotowane z pietruszką) - 21,20 EUR, fot. Paweł Wroński
Gebratenes Filet vom Nordseelimandes in der Kräuter-Eihülle mit Hummerkrabbe Schnittlauchsauce, Champignon-Lauchgemüse und Petersilienkartoffeln, czyli filety ze złocicy europejskiej (ryba z rodziny flądrowatych) z Morza Północnego w zalewie ziołowej z jajkami w sosie z homara i krabów ze szczypiorkiem oraz z pieczarkami i porem (jako dodatek ziemniaki gotowane z pietruszką) – 21,20 EUR, fot. Paweł Wroński
A wreszcie deser... bez owoców morza :) fot. Paweł Wroński
A wreszcie deser… bez owoców morza – das süße Finale (słodki finał ) – 7 EUR, fot. Paweł Wroński

INFO
Hotel**** Seelust
Cuxhavener Str. 65-67, Cuxhaven-Duhnen
www.hotel-seelust-duhnen.de

Hotel Seelust w Cuxhaven, fot. Paweł Wroński
Hotel Seelust w Cuxhaven, fot. Paweł Wroński

Jörg Hansen i restauracja hotelu Seelust oferują klasyczne dania tradycyjnej kuchni z wybrzeża Morza Północnego. Można rezerwować miejsca przez Michelin Restaurants: http://restaurant.michelin.de / Menu na lato 2016 –> ściągnij w formacie pdf

Stół z perspektywy przystawki, fot. Paweł Wroński
Stół z perspektywy przystawki, fot. Paweł Wroński

Materiał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl w cyklu Lato w Dolnej Saksonii.

Nietuzinkowa Paula Modersohn-Becker

Paula Modersohn-Becker (1876-1907). Nazywana prekursorką kubizmu, modernistką, ekspresjonistką, najwybitniejszą niemiecką malarką, wbrew temu, że całym swoim krótkim życiem protestowała przeciwko szufladkowaniu, włącznie z nazywaniem jej emancypantką.

Nosy jak kolby, usta jak rany” – recenzował jej niepowtarzalny, indywidualny styl mąż, również malarz, Otto Modersohn.

Jeden z obrazów pędzla Pauli Modersohn-Becker eksponowany w Große Kunstschau w Worpswede, fot. Paweł Wroński
Jeden z obrazów pędzla Pauli Modersohn-Becker eksponowany w Große Kunstschau w Worpswede, fot. Paweł Wroński

Artystka zmarła młodo. W wieku 31 lat, kilka dni po urodzeniu dziecka. Pozostawiła po sobie setki obrazów, malowanych w tylko dla niej specyficzny sposób. Dziś w zaułku Böttcherstraße, na starówce w Bremie mieści się poświęcone jej muzeum. Obrazy jej pędzla posiadają w swoich zbiorach Louisiana Museum of Modern Art oraz prywatni kolekcjonerzy. Przede wszystkim zaś eksponuje je z dumą Groβe Kunstschau Worpswede. Obok dzieł innych artystów – założycieli artystycznej kolonii sprzed 130 lat.

Dołączyła do nich u schyłku XIX wieku, i zapewne przebija dziś sławą. Ale to dzięki nim, w położonym na uboczu Worpswede, zrealizowała swoje marzenia. Poznała i rozkochała w sobie poetę Rainera Marię Rilkego. Zaprzyjaźniła się z rzeźbiarką, Klarą Westhoff. Stamtąd wyjeżdżała do Paryża w poszukiwaniu inspiracji. I tam wyszła za mąż, za życzliwie przyglądającego się jej artystycznemu rozwojowi, choć nie nadążającego za jej tokiem odczuwania, Ottona Modersohna.

Rzeźba przed wejściem do Groβe Kunstschau Worpswede, fot. Paweł Wroński
Rzeźba przed wejściem do Groβe Kunstschau Worpswede, fot. Paweł Wroński

Jej nazwisko świat poznał stosunkowo niedawno, głównie za sprawą wielkiej wystawy urządzonej w Humlebaek w Danii, w 2015 roku.

„…jak od wieków umierały
kobiety, staromodnie, w dusznym domu,
śmiercią położnic, które już nie mogą
zasklepić się na powrót, bo ów mrok,
który swój udział miał w porodzie, znowu
wraca, napiera się i wchodzi w nie”

fragment wiersza Rilkego, poświęcony Pauli Modersohn-Becker


Paula Modersohn-Becker Museum w Bremie, fot. Paweł Wroński
Paula Modersohn-Becker Museum w Bremie, fot. Paweł Wroński

Paula Modersohn-Becker Museum w Bremie
Böttcherstraße 6–10; czynne od wtorku do niedzieli w godz. 11:00–18:00
www.museen-boettcherstrasse.de

Groβe Kunstschau Worpswede
Lindenallee 5
www.worpswede-museen.de

Ciekawy artykuł o wspomnianej duńskiej wystawie i biografii artystki pióra Anny Arno, zamieściła Gazeta Wyborcza w 2015 roku: http://wyborcza.pl/

W 2013 roku, na łamach The New Yorker, John Colapinto opowiada o odkryciu malarstwa Pauli Modersohn-Becker i poświęconej jej książce: www.newyorker.com

 

 


Materiał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl w cyklu Lato w Dolnej Saksonii.