Ekskluzywnie bez gwiazdek

Schwarzer Adler, butikowy hotel przy Kaiserjägerstrasse 2 w Innsbrucku, należy z pewnością do najbardziej ekskluzywnych w całej Austrii, a jednak nie ma żadnej gwiazdki.

Tak się dzieje dlatego, że obiekt nie poddaje się kategoryzacji. To oczywiście ewenement na skalę nie tylko Tyrolu, ale całej Republiki, choć usprawiedliwiony. Gospodarzami hotelu o 500-letniej tradycji jest obecnie 15 pokolenie rodziny Ultsch, która go prowadzi od początku (tak długą tradycją może się w stolicy Tyrolu poszczycić chyba tylko rodzina słynnych ludwisarzy, Grassmayrów). Z gościny Ultschów korzystały nieraz koronowane głowy, co symbolizują akcenty wyposażenia z habsburskimi orłami z kryształkami od Swarovski’ego, na czele.


„Schwarzer Adler” należy do grupy Adlers Hotel wraz z nowoczesnym „Harry’s Home”, usytuowanym tuż przy głównym dworcu kolejowym w Innsbrucku.
www.schwarzeradler-innsbruck.com
www.deradler.com


„Schwarzer Adler” był już wspomniany na tym blogu, w artykule zatytułowanym: „Cesarski Innsbruck”: https://pawelwronski.blog/

Reklamy

Cicha Noc… i myszy

Popularność pieśni „Cicha Noc” narasta podobnie do kręgów na wodzie, rozchodzących się coraz szerzej wokół miejsca, w które spada rzucony od niechcenia kamyk.

Pieśń rozbrzmiewa dziś na wszystkich kontynentach. Jest najbardziej znaną kolędą na świecie, bo słowa przetłumaczono jak dotąd na ponad 300 języków i dialektów, melodię zaś aranżowano po wielokroć, dostosowując do różnych konwencji – od jazzu, po gospel czy pop.

 

Po raz pierwszy „Cichą Noc” zaśpiewano podczas pasterki 24 grudnia 1818 roku w kościele św. Mikołaja w Oberndorfie koło Salzburga.

 

Wiersz zatytułowany „Weinachtslied” (Pieśń Bożonarodzeniowa), napisał w 1816 roku, piastujący w parafii w Oberndorfie funkcję wikarego, ksiądz Józef Mohr. Ponoć pod wpływem wzruszenia jakiego doznał odwiedzając ciężko chorą, ubogą kobietę. Tuliła z uśmiechem niemowlę oczekując ostatniego namaszczenia. W wigilię 1818 roku, Mohr poprosił Franciszka Ksawerego Grubera o melodię do tamtego wiersza. Gruberowi, który uczył muzyki w szkole w sąsiednim Arndorfie, prowadził chór i obsługiwał organy w obu parafiach, zajęło to zaledwie kilka godzin. Ani poeta, ani muzyk, nie przypuszczali jaką sławę zyska wkrótce ich skromny utwór.

Ba, istotną rolę w tej historii odegrały… myszy! Uszkodziły bowiem kościelne organy w Oberndorfie. Gruber wziął gitarę i grał melodię śpiewając głębokim basem, Mohr mu wtórował barytonem, a parafialny chór powtarzał ostatnie wersy zwrotek. Trudno przy tym nie ulec wrażeniu, że Stwórca posłużył się szarymi gryzoniami świadomie. Organy zawsze brzmią przecież podniośle, nawet w małym wiejskim kościele. Gitara zaś należy do domowego, kameralnego instrumentarium. W niemieckojęzycznych krajach alpejskich używa się jej zresztą powszechnie w Haus Musik, tradycyjnym rodzaju muzyki, towarzyszącej rodzinnym uroczystościom, rozbrzmiewającej często także w knajpach. Uszkadzając organy, myszy „zdjęły” z pieśni odium monumentalności, a to ułatwiło jej rozpropagowanie. Ponadto, szukając pomocy wezwano organmistrza z tyrolskiego Fügen, Karla Maurachera. Naprawić instrumentu wprawdzie nie zdążył, ale zachwycony kolędą, zaprezentował ją swym ziomkom.

Ten drobny z pozoru fakt uruchomił cały łańcuch zdarzeń, bowiem rodzinna wieś Maurachera leży w Zillertal, tyrolskiej dolinie o długowiecznych muzycznych i rzemieślniczych tradycjach. Jej mieszkańcy wędrowali po Tyrolu i krajach ościennych, sprzedając swój kunszt i wyroby, nierzadko także koncertując na jarmarkach. W takich ponoć okolicznościach „Cicha Noc” wpadła w ucho samemu Franciszkowi Józefowi I, goszczącemu wówczas na zamku w Fügen. Historia odnotowała rodzinę Ur-Reinerów z Fügen, którzy zaśpiewali pieśń w 1822 roku, mając za słuchaczy Franciszka Józefa I i cara Aleksandra. Rosyjskiego władcę tak tyrolskie śpiewanie ujęło, że niczym przed zwycięzcami „Mam talent”, otworzył przed Reinerami wrota kariery – zaprosił ich do Petersburga. Potem przyszły kolejne zaproszenia, choćby do Anglii, na dwór Jerzego IV. Niespełna dekadę później, Strasserowie z Hippach, także miejscowości z Zillertal, zaśpiewali „Cichą Noc” w siedzibie cechu sukienników w Lipsku, a wkrótce potem wystąpili przed pruską parą królewską.

Koncerty dla możnych tego świata wywindowały utwór na szczyty popularności. W 1833 roku po raz pierwszy wydrukowano ją w śpiewniku. W 1839, pieśń usłyszał Nowy Jork, zaś w 1840 wykonał ją berliński chór katedralny, którym dyrygował Feliks Mendelssohn. Niedługo potem Berlińska Kapela Królewska włączyła ją do stałego repertuaru, i śpiewała każdego roku w Boże Narodzenie. Kolejne kroki należały do misjonarzy protestanckich i katolickich, którzy ponieśli kolędę w odległe zakątki Afryki, Ameryki Południowej i Azji.

Kościół, w którym odbyło się prawykonanie „Cichej Nocy” już nie istnieje, bo niszczyła go systematycznie wylewami, rzeka Salzach. Zrujnowaną świątynię rozebrano, i dopiero w 1937 roku wzniesiono w tamtym miejscu rotundę nazywaną potocznie Stille Nacht Kapelle (Kaplicą Cichej Nocy).

Każdego roku, 24 grudnia o goodzinie 17.00 rozpoczyna się tam ceremonia upamiętniająca pierwsze wykonanie pieśni. W kulminacyjnym punkcie programu artyści intonują ją tak jak przed 200 laty – na 2 głosy i gitarę z towarzyszeniem chóru. Utarł się też obyczaj, że tysiące ludzi przed kaplicą dołącza swe głosy, śpiewając pieśń we własnych językach. W takiej atmosferze, zawarte w słowach kolędy przesłanie miłości i pokoju, nabiera szczególnej mocy.

 

W 2018 roku Austria będzie uroczyście celebrować 200 rocznicę prawykonania kolędy „Cicha Noc”. Z okazji jubileuszu planowany jest cały szereg przedsięwzięć, które składają się na projekt zatytułowany „Kraina Cichej Nocy”. Niektóre wydarzenia oraz powstająca sieć Muzeów „Cichej Nocy”, wejdą na stałe do oferty turystycznej trzech landów związanych najmocniej z powstaniem kolędy, jej twórcami oraz popularyzacją pieśni: Kraju Salzburskiego, Górnej Austrii i Tyrolu.

 


Materiał przygotowany dla www.austria.info w związku z jubileuszem 200-lecia kolędy „Cicha Noc”.


Więcej o kolędzie, jej popularyzacji oraz roku jubileuszowym: www.austria.info
„Kraina Cichej Nocy”: www.stillenacht.at
O „Krainie Cichej Nocy” w niniejszym blogu: http://pawelwronski.blog


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Austria – „Kraina Cichej Nocy”

Z okazji 200-lecia prapremierowego wykonania „Cichej Nocy”, miejscowości związane z powstaniem pieśni, jej twórcami oraz początkami triumfalnego marszu kolędy przez świat, realizują wspólnie projekt zatytułowany „Kraina Cichej Nocy”.

W umownych granicach owej „Krainy” znalazły się miejscowości z Kraju Salzburskiego i z Górnej Austrii, związane z biografią Józefa Mohra, autora słów kolędy oraz Franciszka Ksawerego Grubera, który skomponował melodię, a także szereg tyrolskich miasteczek i wsi, skąd pieśń oraz zawarte w niej przesłanie miłości i pokoju popłynęły w świat.

Szereg zaplanowanych wydarzeń odbędzie się jedynie w roku jubileuszowym, miejsca natomiast pozostaną już na zawsze otwarte dla zwiedzających. Gospodarze opracowali też szereg tras turystycznych z atrakcjami, które będzie można poznać dokładniej pod opieką przewodników. To znakomita okazja by poznać dzieje pieśni oraz odwiedzić miejsca, w których żyli i pracowali jej twórcy.


 

Pamiątki w Kraju  Salzburskim
Miejscem szczególnym na szlakach „Cichej Nocy” jest podsalzburski Oberndorf. W miasteczku znajduje się Stille Nacht Kapelle – Kaplica „Cichej Nocy”, wzniesiona na miejscu kościoła św. Mikołaja, w którym po raz pierwszy zaśpiewano kolędę w nocy z 24 na 25 grudnia 1818 roku. Okna kaplicy zdobią witraże z wizerunkami Józefa Mohra i Franciszka Grubera. Łatwo ich poznać, bo Mohr trzyma w rękach gęsie pióro i papier, Gruber zaś gitarę i partyturę. Na drzwiach widnieje napis: „Pokój ludziom dobrej woli”. Natomiast w miejscu gdzie była plebania działa dziś muzeum historii słynnej pieśni. W jego bogatych zbiorach znajduje się m.in. list z Berlina do Salzburga z 1854 roku, z pytaniem o autorstwo kolędy.

W sąsiadującej z Oberndorfem miejscowości Arnsdorf, Gruber uczył muzyki i prowadził chór. Znajduje się tam budynek najstarszej wciąż działającej w Austrii szkoły, w którym urządzono Muzeum Cichej Nocy. Kościół pielgrzymkowy p.w. Marii w Mösl mieści we wnętrzu oryginalne organy, na których grał Gruber, a na wieży biją dziś Dzwony Cichej Nocy. Ponadto, szlak turystyczny Oberndorf-Arnsdorf nazwano imionami Grubera i Mohra.

Gdy Berlin zainteresował się kulisami powstania kolędy, Gruber mieszkał już w Hallein, gdzie – podobnie jak wcześniej w Arndorfie koło Oberndorfu – grał na organach i prowadził chór. Poproszony o odpowiedź, z właściwą sobie skromnością opisał okoliczności powstania i pierwsze wykonanie pieśni. Otoczony liczną rodziną zmarł w Hallein w 1863 roku. Jego związki z miastem upamiętniała dawniej jedynie skromna płyta, na której odnotowano, że skomponował melodię „Cichej Nocy”. Teraz pamiątek będzie więcej. W farze zagrają organy Cichej Nocy – inauguracyjny koncert odbędzie się 25 listopada 2018, a w odnowionym budynku, w którym Gruber mieszkał, we wrześniu 2018 otwarte zostanie Muzeum Cichej Nocy. Poczesne miejsce wśród eksponatów zajmie gitara, na której Franciszek Ksawery Gruber grał w ową pamiętną noc przed 200 laty.

Mniej szczęśliwie potoczyły się losy Józefa Mohra, który zmarł w Wagrein 15 lat wcześniej od Grubera. Pochowano go w zbiorowej mogile, ponieważ nie pozostawił żadnych pieniędzy. Nic dziwnego, przez całe życie oddawał każdy grosz potrzebującym, a ze zgromadzonych oszczędności ufundował szkołę dla dzieci z najuboższych rodzin. Dziś Mohr doczekał się uznania. Nad Hintersee wzniesiono Kaplicę Pamiątkową jego imienia, a od grudnia 2017 we wnętrzach Pfegerschlössl będzie można zwiedzać ekspozycję poświęconą imponującej liczbie ponad 300 przekładów kolędy na języki i dialekty z całego świata.

Zgodnie z tradycyjnym przekazem, Mohr napisał wiersz wykorzystany jako słowa kolędy w miejscowości Mariapfarr. Teraz inauguruje tam działalność kolejne Muzeum Cichej Nocy, urządzone w pieczołowicie odrestaurowanej Mohr-Stube – izbie ozdobionej jedynie srebrnym ołtarzykiem, w której ksiądz pracował. Ponadto, fontannie bijącej przed odnowionym kościołem pielgrzymkowym nadana zostanie nazwa „Cichej Nocy”.

Również Salzburg, stolica landu, uczci rocznicę powstania kolędy. Na scenie teatralnej Felsenreitschule będzie wystawiany musical „Opowieść Cichej Nocy”. Muzykę skomponował nie byle kto, ale John Debney, autor ścieżek dźwiękowych do tak znanych produkcji hollywoodzkich jak „Epoka Lodowcowa”, „Sin City”, „Księga Dżungli”, czy „Pasja”. Premiera odbędzie się 24 listopada 2018 roku. W Miejskim Muzeum Salzburga otwarta zostanie wystawa „Cicha Noc. 200. Kreacja, przesłanie i komercja.”. Ponadto, do sieci miejskich tras turystycznych dołączono szlaki gruberowski i mohrowski, przecinające się ze ścieżkami mozartowskimi. Prowadzą m.in. na Steingasse, przy której urodził się Mohr i do katedry, w której wnętrzu wciąż stoi misa, wodą z której go ochrzczono.


 

Pamiątki w Górnej Austrii
Z tego właśnie, stosunkowo słabo nam znanego kraju związkowego Austrii pochodził Franciszek Ksawery Gruber. Urodził się w 1787 roku w Steinpointsölde nieopodal Hochburg-Ach, w rodzinie tkaczy. Zgodnie z tradycją miał uczyć się fachu i przejąć po ojcu warsztat. Mimo sprzeciwu rodziny, porzucił jednak tkackie rzemiosło, zdobył wykształcenie muzyczne i został nauczycielem. W dawnym warsztacie w Hochburgu urządzono Izbę Pamięci, a ulicami miasteczka poprowadzono Ścieżkę Życia Franciszka Ksawerego Grubera. Szlak tworzy pętlę. Zaczyna się i kończy w gotyckiej farze z organami noszącymi imię muzyka i ma 6 przystanków, symbolizujących poszczególne kontynenty. Umieszczono na  nich zwrotki kolędy z opisem tego co się działo na danym kontynencie w czasie gdy powstawała „Cicha Noc”.

Z biografią Grubera wiąże się także Ried im Innkreis. Zachowane fasady kamienic przypominają jego młodość w burzliwej epoce napoleońskiej. Zrządzeniem losu do Ried trafił w 1933 roku żłóbek, który w 1818 znajdował się w kościele w Oberndorfie, i przy którym zaśpiewano po raz pierwszy kolędę „Cicha Noc”. Eksponat wzbogacił zbiory Domu Folkloru Innviertel.

Ostatnim miejscem związanym z kolędą w Górnej Austrii jest malownicze miasteczko Steyer. W tamtejszym Austriackim Muzeum Bożonarodzeniowym, od listopada 2018 roku będzie można oglądać reprodukcję pierwszego drukowanego śpiewnika, w którym w 1833 roku znalazła się „Cicha Noc”.


 

Tyrolczycy i epopeja „Cichej Nocy”
Pieśń narodziła się pod Salzburgiem zanim w Europie przebrzmiały echa napoleońskiej zawieruchy. W owym czasie szczególne powody do niepokoju mieli mieszkańcy pięknego Salzburga. Przez stulecia miasto było przecież stolicą udzielnego kościelnego państwa, które z rozkazu Napoleona zsekularyzowano. Sytuacja zmieniła się i była napięta, bo na bogactwa Salzburga ostrzyły sobie apetyty zarówno popierająca swego czasu Napoleona Bawaria jak i habsburskie imperium. Przesłanie pokoju zawarte w słowach pieśni było w tej sytuacji szczególnie bliskie sercom Salzburczyków.

Jednak bez udziału Tyrolczyków, pieśń nie podbiłaby serc tak wielu ludzi, a przynajmniej nie tak szybko. W sekwencji zdarzeń jakie doprowadziły do rozpropagowania pieśni kluczową rolę odegrał przypadek – konieczność naprawy organów w kościele w Oberndorfie, w związku z czym we wsi pojawił się organmistrz, Karl Mauracher. Usłyszał „Cichą Noc” i tak nią zafascynował, że zaprezentował pieśń sąsiadom z rodzinnego Fügen w położonej dziś na granicy Kraju Salzburskiego i Tyrolu Zillertal. Ci zaś, w większości utalentowani rzemieślnicy i muzykanci, wiedli aktywne życie, prowadząc handel, świadcząc usługi zleceniodawcom z Tyrolu oraz z krajów ościennych, a zarazem dając koncerty na jarmarkach, a nawet w zamkach i pałacach, o ile ich tylko zaproszono.

Muzeum historyczne Widumspfiste w Fügen prezentuje tradycje muzyczne górali z Zillertal. Muzyczne oblicze doliny reprezentuje też rodzian Ur-Reiner, której przedstawiciele zaśpiewali Cichą Noc na miejscowym zamku w 1822 roku. Właściciel dóbr graf Ludwig von Dönhoff gościł wówczas znamienite osobistości – cesarza Franciszka Józefa I i cara Aleksandra. Kunszt góralskich artystów oczarował monarchów tak dalece, że car zaprosił ich do Petersburga, a w ślad za tym przyszły kolejne zaproszenia, między innymi do Anglii, na dwór Jerzego IV. Przy kościele parafialnym w miasteczku, wznosi się na cmentarzu pomnik rodziny Ur-Rainer. Muzeum w Fügen posiada też największą na świecie płytotekę z nagraniami „Cichej nocy”. A człowiek, który jak mało kto przysłużył się popularyzacji kolędy, Karl Mauracher doczekał się w miasteczku pamiątkowej płyty.

Kolejna muzyczna miejscowość Zillertal to Hippach. Pochodziła stamtąd rodzina Strasserów, którym przypisuje się niemniej istotną rolę w popularyzacji kolędy na świecie do Reinerom. W Hippach zachował się ich XVIII-wieczny dom z zagrodą zbudowany i ozdobiony w typowy dla Zillertal sposób.

Znane narciarzom zillertalskie Mayrhofen znane jest także z aranżacji pieśni na chór męski i orkiestrę dętą. W repertuarze miejscowych zespołów nie brakuje oczywiście „Cichej Nocy”.

Na długiej liście miejsc związanych z dziejami „Cichej Nocy” znajduje się jeszcze  Achensee. Okolice tego tyrolskiego jeziora znane są szeroko od końca XIX wieku z wydobycia oleju skalnego o zdrowotnych właściwościach, i wyrobu na jego bazie wysokiej jakości kosmetyków. Zanim jednak miejscowości Achensee stały się znane z zabiegów SPA, Ludwig Reiner wzniósł nad wodą luksusowy hotel Seehof. Było go na stać po uwieńczonych sukcesem występach śpiewaczych na dworach Rosji i Anglii oraz w Ameryce. Hotel przyciągał bogatą klientelę ze świata, a za sprawą właściciela, w Sixenhof utarł się obyczaj przypominania każdego roku historii „Cichej Nocy” w zabytkowej stajence liczącej kilkaset lat. Współcześnie, pieśń rozbrzmiewa w okresie świątecznym również na pokładach statków kursujących po Achensee, podczas nastrojowej imprezy „Boże Narodzenie jak dawnej”.


Projektowi „Kraina Cichej Nocy” patronuje Stowarzyszenie Cichej Nocy: www.stillenacht.at


Materiał przygotowany dla www.austria.info w związku z jubileuszem 200-lecia kolędy „Cicha Noc”.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Pierwszy (region) w Zillertal

Narciarze i deskarze, powszechnie wieadomo, że najbardziej kochacie kolor biały.

Zwróćcie jednak uwagę jak pięknie rysują się na jego tle zielone i czerwone wieże kościołów w wioskach Zillertal. Zwyczajowo, te pierwsze strzelają w niebo na prawym brzegu potoku, i są znakiem przynależności do diecezji salzburskiej. Te z czerwonych wieżami na brzegu lewym, są tyrolskie. Oryginalny podział utrzymuje się od blisko 1200 lat! Decydując się na urlop w Zillertal wybieracie pogranicze dwóch wielkich austriackich landów oraz łączące je królestwo śniegu. W stacjach doliny czekają pieczołowicie przygotowane nartostrady oraz niemal nieograniczone tereny off-pist. Tylko na osławionym Hintertuxie szczeliny w lodowcowych jęzorach bywają tak groźne, że naprawdę nie wolno opuszczać wyznaczonych do jazdy stref.

Zillertal należy do najpotężniejszych dolin Tyrolu, a każdy z jej ośrodków zapewnia tyle doznań, że i tak nie wystarczy jednego urlopu byście go poznali. Tak jest z położonym na początku doliny Fügen-Kaltenbach. Erste Ferienregion im Zillertal obejmuje tereny aż 12 malowniczych wiosek od Strass po Aschau. W zeszłym roku, regionalnym karnetem objęto trasy Hochzillertal-Hochfügen, a w grudniu bieżącego rusza gondola z Fügen do Spieljoch. Dzięki fuzjom, łączna długość zróżnicowanych tras przekracza już 100 km, najwyżej położone punkty systemu znajdują się na wysokości 2500 m, a z urządzonymi terenami narciarskimi sąsiadują rozległe, nieratrakowane stoki.

 

Może o tym nie wiecie, ale w bajkach są najprawdziwsze rzeczy na świecie!

 

Powstał w ten sposób nowoczesny, oryginalny ośrodek, w którym dobrze czują się zarówno rodziny z małymi dziećmi, jak żądni adrenaliny, młodzi i silni freeriderzy. Jeden z najrozleglejszych w Tyrolu, łączący w spójną całość centrum wypoczynkowo-usługowe i kąpielisko Erlebnistherme w Kaltenbach z klimatycznymi wioskami wokół. Rzeczywiście, „pierwszy w Zillertal”!


Rozległe tereny narciarskie – tak wygląda teren „pierwszego ośrodka w Zillertal”.


Termy w Kaltenbach w Zillertal, obchodzą w 2017 roku 10-lecie!


O szczegółach zimowej oferty Erste Ferienregion im Zillertal dowiecie się ze stron www.austria.info oraz www.best-of-zillertal.at

Możecie też obejrzeć mnóstwo krótkich filmów na youtube’owskim kanale ośrodka (www.youtube.com) – zobaczycie jak tam jest fajnie!


Tekst przygotowany do spotu reklamującego sezon zimowy 2017/2018 w Austrii.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Bond wraca… do Sölden

Kiedy James Bond zawitał do Austrii, do tyrolskiego Sölden, świat zamarł w oczekiwaniu na jego zjazd na nartach z któregoś z osławionych miejscowych lodowców.

Niestety, producenci „Spectre” tak się obawiali choćby najdrobniejszej kontuzji u Daniela Craiga, że zabronili mu narciarstwa kontraktem, nie bacząc nawet na to, że gdzie jak gdzie, ale w Austrii, w Tyrolu, nartostrady są przygotowane tak perfekcyjnie, że zjeżdża się bezpiecznie. Nic to, nienagannie ubrany James odwiedził klinikę Hofflera – w rzeczywistości futurystyczną restaurację „Ice Q” na trzytysięczniku Gaislachkogl, a potem z właściwą mu fantazją zamienił awionetkę w bobslej, i było niemniej emocjonująco. Dziwicie się? Przecież Austria, Tyrol, a zwłaszcza Ötztal i Sölden, to królestwo śniegu, więc sporty zimowe rządzą!

Może o tym nie wiecie, ale w bajkach są najprawdziwsze rzeczy na świecie!

Na najbliższy sezon gospodarze przygotowali okryty póki co tajemnicą come back Bonda do Sölden. Wiadomo tylko, że emocjonującą interaktywną instalację filmową pod nazwą „007 Elements”, przygotowuje ceniony architekt tyrolski Johann Obermoser. Jak to będzie wyglądać, dowiecie się zaraz na początku zimowego sezonu. Na razie zdradzimy tylko tyle, że ekscytującego obiektu szukać trzeba obok „Ice-Q”, którą także projektował Obermoser, i, że aby się tam dostać, trzeba będzie przejść wyjątkowym tunelem.

Jakby tego było mało, obok lodowca Rettenbach otworzy podwoje inna, zmodernizowana restauracja – konsekwentnie – także z atrakcją w iście bondowskim stylu: z barem lodowym z ruchomym dachem!

Hitem sezonu będzie ponadto – po raz pierwszy w historii! – wspólny karnet Pow(d)er Card na tereny narciarskie Sölden oraz przepiękne trasy Obergurgl-Hochgurgl, terenu położonego w zamknięciu Ötztal. To niesłychane przedsięwzięcie, ale opowiemy o nim innym razem.


O szczegółach zimowej oferty Ötztal dowiecie się ze stron www.austria.info


Tekst przygotowany do spotu reklamującego sezon zimowy w Austrii.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Z Ötztal do Val Passiria widokowo

Panoramiczna droga łącząca obie doliny biegnie przez Timmelsjoch, przełęcz położoną wyżej niż Rysy – na wysokości 2509 m. Nawet zimą można dojechać na tę wysokość z Sölden, ale przejazd na włoską stronę jest czynny jedynie przez kilka miesięcy, bo za przełęczą, na południe jest nazbyt karkołomny, zwłaszcza zimą niebezpieczny.

Mimo to, jeżdżąc na nartach w Sölden albo w Obergurgl-Hochgurgl, warto się wybrać na przełęcz. Widoki na szczyty Alpy Ötztalskich na zachodzie i Stubajskich na wschodzie są naprawdę ekscytujące. Ponadto, na samej przełęczy działa również zimą, urządzone w designerskim budynku muzeum, poświęcone wiodącemu tędy od wieków traktowi, i czynna jest restauracja.

Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński
Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński

 

Ciekawostką jest fakt, że Thymelsjoch została wspomniana po raz pierwszy w korespondencji bawarskiego wielmoży, hrabiego Eschenlohe w 1241 roku. Ponad 50 lat wcześniej niż pierwsze znane nam wzmianki o znacznie przecież niższej, i wydawałoby się łatwiej dostępnej, Brenner Pass.

 

O tym, że wędrowali tędy ludzie od bardzo dawna świadczy archeologiczny artefakt – fibula datowana na 300 rok przed Chrystusem. Apogeum wykorzystania traktu dla potrzeb handlowych przypadł na okres od XIII do XV wieku, kiedy to przez Timmelsjoch wiódł szlak Ötztaler Kraxenträger (Droga nosicieli koszy). Przenosili nią podczas jednej tury około 100 kg towarów (sic!). A ich wędrówki przez góry traktowane są dziś jako jeden z korzeni współczesnej turystyki i alpinizmu.

Budowę współczesnej drogi przez Timmelsjoch (Passo del Rombo) planowano już pod koniec XIX wieku, ale podjęto ją dopiero w latach 50. następnego stulecia. Wprawdzie prace uruchomiono w latach 30. na polecenie Mussoliniego, ale przerwano je w 1939 roku. Zaraz po spotkaniu duce z Hitlerem na Brenner Pass.

Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński
Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński

Kamień węgielny położono więc dopiero w 1955 roku, a dzięki użyciu buldożerów, prace posuwały się szybko i uroczystego otwarcia dokonano już w lipcu 1959 roku. Regularny ruch rozpoczął się jednak bez mała dekadę później – w 1968 roku.

Ze względu na śmiały profil i wysokość na jaką droga się wdziera, przejazd jest dostępny tylko dla pojazdów mniejszych niż 8 ton, a ograniczenie rozmiarów jest szczegółowo opisane w regulaminie na stronach www. Ponadto, droga jest czynna tylko w okresie od początku czerwca do końca października, w godzinach 7-20, a przejazd jest płatny.

Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński
Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch – Timmelsjoch Hochalpenstrasse, fot. Paweł Wroński

logo-timmelsjoch-berg-routeINFO
Portal poświęcony drodze przez Timmelsjoch: www.timmelsjoch.com

Luksus, średniowiecze i gorące kasztany

Kitzbühel wita ciepło grudniowych gości. Wonią gorących kasztanów i grzanego wina. Świąteczną dekoracją i straganami bożonarodzeniowego jarmarku.

Wśród alpejskich ośrodków Kitz, jak się potocznie określa słynne narciarskie miasteczko, wyróżnia się atmosferą luksusu i wielowiekową historią.

Początki Kitzbühel wiążą się z wydobyciem w Alpach szlachetnych kruszców i minerałów. Pierwszy raz górniczą osadę wspomniano w kronice z 1165 roku. W połowie XIII wieku była już ważnym ośrodkiem handlowym i administracyjnym księstwa Bawarii. W 1252 otrzymała znaczące przywileje handlowe, a w 1338 prawa miejskie.

O rozwoju górnictwa (zwłaszcza w rejonach Sinwell i Schattberg), świadczyła fundacja z początków XV wieku. Książę Stefan Bawarski wzniósł wtedy szpital i oddał we władanie bractwu górniczemu z Gries (jedna z dzielnic współczesnego Kitz).

Na przełomie 1553 i 1554 roku ujęto w 35 artykułach wolności kitzbühelskich mieszczan, którzy ćwierć wieku później wybrali pierwszych rajców. Miasto cieszyło się odtąd daleko posuniętą autonomią i jurysdykcją sądową. Miało prawo karania złoczyńców. Za gwałty, kradzieże i zabójstwa.

Przełomowe znaczenie miał rok 1594. Bawarczycy sprzedali miasto Habsburgom, a ci włączyli je w granice Tyrolu. Ukształtował się wówczas widoczny po dziś dzień układ z dwoma głównymi ulicami – Hinterstadt i Vorderstadt oraz rynkiem (Rathausplatz) po środku. Większość imponujących kamienic pochodzi z tego właśnie okresu.

Miasto otaczały też mury obronne, z których pozostały okazałe bramy. Nad dachami kamienic górują wieże gotyckich kościołów, a popularne w katolickim Tyrolu i sąsiedniej Bawarii przedstawienia pasyjne, dały impuls rozwojowi sztuki scenicznej. W 1707 roku otwarto w Kitzbühel pierwszy w Tyrolu teatr.

Miasteczko otacza rozległy teren narciarski - łącznie ponad 170 km tras o róznym stopniu trudności; wszystkie we wspaniałej scenerii, fot. Paweł Wroński
Miasteczko otacza rozległy teren narciarski – łącznie 179 km przygotowanych tras o różnym stopniu trudności oraz 36 km nieratrakowanych ale oznaczonych zjazdów; wszystkie we wspaniałej scenerii, fot. Paweł Wroński

Pod koniec XIX wieku zaczęły się rozwijać sporty zimowe, nadając miejscowości jej współczesny ton. Z pasjonującego się narciarstwem Franza Reischa, odbyły się w 1890 roku pierwsze narciarskie wyścigi. Wyrosła z nich z czasem sztandarowa dla Kitzbühel, Tyrolu i całej Austrii impreza sportowa – Hahnenkamm Rennen. Zawody są rozgrywane regularnie od roku 1931 . W połowie stycznia, świat wstrzymuje oddech, gdyż kulminacyjną konkurencją jest najtrudniejszy na świecie bieg zjazdowy. Rozgrywany na śmiertelnie niebezpiecznej trasie Streif.

Kitzbüheler Weihnachtsmarkt 2015, fot. Paweł Wroński
Kitzbüheler Weihnachtsmarkt 2015, fot. Paweł Wroński

INFO
Kitzbüheler Weihnachtsmarkt 2016: 24 listopada – 25 grudnia: www.kitzbuehel.com; plakat tegorocznego jarmarku: –> PDF
77 Hahnenkamm Rennen: 15-22 stycznia 2017 (www.hahnenkamm.com). O zawodach, przebiegających w atmosferze sportowego święta, czytaj w portalu, w artykule „Kurort ze Streifem”: www.pawelwronski.wordpress.com.

Austria na sezon zimowy

Jako klienci, należymy do pięciu najważniejszych dla Austriaków nacji, gdyż każdego roku ćwierć miliona Polaków wybiera na zimowy wypoczynek ich kraj.

Na narty do Austrii jeździmy przede wszystkim indywidualnie, wzbudzając u gospodarzy zmieszane z odrobiną podziwu zdziwienie. Z ich rozeznania wynika, że najchętniej podróżujemy własnym samochodem, a do tego nocą. Zaraz zaś po przyjeździe, ruszamy na stoki. Podróż do austriackich stacji z Polski zajmuje przeciętnie 10 godzin. Czyżbyśmy nie potrzebowali wypoczynku? Nie. Nam szkoda każdej chwili, którą możemy spędzić na śniegu. Tak będzie również w sezonie 2016/2017.

Oblicza krajów związkowych
60% z podróżujących zimą do Austrii Polaków wybiera Tyrol. Wachlarz tamtejszych ośrodków jest ogromnie zróżnicowany, ale ze wszystkich łatwo dotrzeć do stolicy landu, zimowej stolicy Alp, Innsbrucku. Nas jednak najbardziej pociągają zagospodarowane narciarsko lodowce, których jest tam pięć. W efekcie, w rankingu popularności austriackich stacji narciarskich, pierwsze miejsce zajmuje Sölden. Zmieniło na pozycji lidera, królującą tam wcześniej dolinę Stubai.

W słonecznej Karyntii, gospodarze notują rok rocznie wzrost zainteresowania z naszej strony na poziomie 10-12% noclegów. Tam także jest jeden teren narciarski na lodowcu – Mölltaler Gletscher, widać malownicze Dolomity przy granicy z Włochami, a w powietrzu czuć wpływy śródziemnomorskiego klimatu. W odróżnieniu od Tyrolu, w którym stawia się przede wszystkim na nowoczesną infrastrukturę, w Karyntii cyzeluje się sprawdzone rozwiązania. Przykłada ogromną wagę do wypoczynku rodzinnego. Eksploatuje wielki skarb jakim jest woda – jeziora, termalne źródła oraz hotelowe aneksy wellness i SPA.

Kraj Salzburski z lodowcem Kitzsteinhorn odkryliśmy bodaj jako pierwszy narciarski teren w Austrii już w latach 90. XX w. I być może dlatego, żądni wciąż czegoś nowego, jeździmy tam teraz – statystycznie – nieco rzadziej. Nie zatrzymujemy się raczej w stacjach położonych niespełna 100 km od Wiednia, choćby na Semmeringu w Dolnej Austrii. Zapewne dlatego, że licząc niewiele ponad 10 km tras, tamtejsze ośrodki nie odbiegają rozległością od polskich.

Sporadycznie odwiedzamy stacje Vorarlbergu (Przedarulanii, jak niegdyś u nas mówiono). Może dlatego, że land leży najdalej, a może dlatego, że sztandarowym ośrodkiem jest luksusowe Lech i przez jego pryzmat postrzegamy cały kraj. Owszem, tamtejsze trasy są marzeniem niejednego narciarza, ale ceny w hotelach i pensjonatach są znacznie wyższe niż w stacjach sąsiedniego Tyrolu. Austriacy zwracają uwagę, że na Lech nie kończy się oferta Vorarlbergu, i polecają naszej uwadze bardziej egalitarną, malowniczą dolinę – Montafon ze 170 km tras. Organizowane są tam także ekscytujące nocne spacery po górach z pochodniami.

Styria, ze względu na rozległe tereny leśne, nazywana zielonymi płuca Austrii, kojarzy nam się przede wszystkim z lodowcem Dachstein i huśtawką narciarską w Schladming. Huśtawkę doceniamy, być może dlatego, że należy do promującej się aktywnie w Polsce areny Ski amadé. Dachstein natomiast, jeden z 8 austriackich lodowców, zawdzięcza swoją sławę przede wszystkim wytyczonym wysoko trasom dla narciarzy-biegaczy. A chociaż cała Polska kibicuje Justynie Kowalczyk, rzadko kto uprawia u nas ten rodzaj narciarstwa. Wybierając Dachstein będziemy mogli go zakosztować w fantastycznej wysokogórskiej scenerii.

Bezpieczeństwo i komfort priorytetem
Szef promocji Lech stwierdził swojego czasu, że każde zainwestowane euro przynosi 2 euro zysku. Skuteczności tej strategii dowodzą też poczynania Kitzbühel. W latach 2000-2014 w infrastrukturę narciarską zainwestowano tam 225 mln euro. W efekcie, liczący 170 km tras teren, należy dziś do najlepiej zagospodarowanych na świecie. Gospodarze nie spoczywają mimo to na laurach. Unowocześniają infrastrukturę i doskonalą rozwiązania organizacyjne.

Sygnały o nowościach docierają każdego roku ze wszystkich niemal austriackich stacji. Zmianom przyświeca staranie o zwiększenie komfortu i bezpieczeństwa. Tak jak w tyrolskim Sölden gdzie rusza właśnie nowa gondola Giggijochbahn o rekordowej przepustowości 4500 osób na godzinę. To nie jedyny powód do dumy. Dolna i górna stacja zwracają uwagę wyjątkową architekturą. W tym tunelem, łączącym górną stację z odległą o 200 m restauracją na Giggijoch (2284 m). Spektakularne rozwiązanie uniezależnia gości od kaprysów aury. Przykładem dynamicznego działania jest zastąpienie orczykowych wyciągów na lodowcu Schmiedinger w Kaprun 8-osobową kolejką krzesełkową z podgrzewanymi siedzeniami. Tam gdzie pracowały dawniej orczyki będzie się teraz swobodnie zjeżdżać. Przy okazji pobito rekord. Kolejka dociera na wysokość 3000 m – najwyżej w Kraju Salzburskim.

W Austrii cenimy rozległość terenów narciarskich, komfort i przyjemność z jazdy. Jeśli tylko się da, świadomi tego Austriacy łączą w logiczny sposób sąsiednie stacje. Tak jak w przypadku Pillerseetal, tyrolskiej doliny znanej z pięknych krajobrazów, dedykowanych głównie rodzinnemu wypoczynkowi stacji oraz niezbyt wygórowanych cen z rozległym terenem narciarskim Saalbach Hinterglemm Leogang w Kraju Salzburskim. Przykładem spektakularnego połączenia natury organizacyjnej, pozostaje wciąż 5 regionów narciarskich tworzących dziś dostępne z jednym karnetem Ski amadé.

Austriackie obyczaje
Chociaż na Austrię patrzymy najczęściej jak na wielką narciarską (i snowboardową) arenę, nie zapominajmy, że to kraj o bogatej kulturze. Przeplatają się w niej wątki ludowe z obyczajami cesarskiego dworu. Dostrzeżemy to zarówno za stołem, jak w klimacie lokalnych imprez. Z habsburskiej tradycji wywodzi się na przykład słynny Tafelspitze, czyli sztuka mięs, ulubiona potrawa Franciszka Józefa I. Kaiserschmarrn, w wolnym tłumaczeniu przysmak cesarski, czyli puszysty omlet postrzępiony na kawałki, posypany cukrem pudrem z konfiturami bądź musem jabłkowym konkuruje z zawijańcem z ciasta francuskiego, wypełnionym jabłkami z orzechami i rodzynkami polanym sosem waniliowym – Apfelstrudel.

Z tradycji dworskiej wywodzą się wiedeńskie bale, a z ludowej – parady diabolicznych postaci w strasznych maskach, zwanych Krampusami i Perchtami. Pojedynczo lub w grupach towarzyszyły dawniej dobrotliwemu brodatemu świętemu w wigilię dnia św. Mikołaja, tj. 5 grudnia. Z czasem zwyczaj okrzepł i zamienił się w popularne w całej Austrii pochody i spektakle z rockową muzyką w tle. W największych Krampuslaufach biorą dziś udział setki osób. Ponadto, Krampusy i Perchty pojawiają się we wsiach i miasteczkach w adwencie, a nawet później – w karnawale.

Austria w pakietach
Austriacy podkreślają z dumą, że przeciętna wysokość, na której są ich stacje narciarskie jest idealna dla zdrowia. Istnieją medyczne dowody na to, że przebywanie na wysokości 1500-2000 m sprzyja wzrostowi odporności organizmu. W połączeniu z dobrą organizacją ośrodków i ich atrakcyjną ofertą programową, zimowy urlop w Austrii powinien być udany.

Austria jest przodującym krajem jeśli chodzi o bogate oferty pakietowe. Prym wiodą wśród nich propozycje aktywnego wypoczynku połączone z relaksem w SPA i programami wellness. Popularne są pakiety adresowane rodzinom, obejmujące nie tylko jazdę na nartach, ale na przykład spacery na rakietach śnieżnych, z pochodniami, czy jazdę na sankach po wieczornym posiłku w atrakcyjnie usytuowanej gospodzie. Warto pamiętać, że liczne atrakcje wypadają taniej jeśli są elementami pakietów, niż gdy korzystamy z nich fakultatywnie.

Analizując zachowania klientów z Polski i poziom ponoszonych przez nas wydatków, Austriacy jako pierwsi stworzyli dostosowaną do naszych możliwości i oczekiwań ofertę. Dostrzegli też potencjał związany z majowymi weekendami. Odczuwających niedosyt białego szaleństwa zapraszają wówczas na lodowce, gdzie jest wystarczająco dużo śniegu by się jeszcze wyjeździć, opalając w wiosennym słońcu. A tych, którzy niecierpliwie wypatrują lata – do kąpielisk termalnych i nad jeziora, bo zauważyli, że owszem 50-60% Polaków deklaruje chęć kąpieli, ale tylko 30% z nas upiera się, że musi to być kąpiel morska. Nad morze wprawdzie z Austrii daleko, ale jezior z krystalicznie czystą wodą oraz fantastycznych kąpielisk i SPA nie brakuje.


INFO
Więcej informacji pod hasłem „Złap oddech w Austrii” na stronach www.austria.info/pl. Jest tam m.in. zamieszczona aktualna lista szkółek narciarskich, w których instruktorzy posługują się językiem polskim.
Terminy parad Krampusów i Perchtów (Krampusläufe und Perchtenläufe) w całej Austrii można sprawdzić na stronach www.wissenswertes.at.


Tekst wprowadzający do dodatku „Austria zimą” przygotowanego przez Rzeczpospolitą i wydanego z drobnymi zmianami redakcyjnymi w listopadzie 2016 (–> robocze pdf-y stron tekstowych; str. 1, str. 2-3; powiązany materiał w tym archiwum Wiedeń tańczy zimą walca:  https://pawelwronski.wordpress.com/).

Austria / Tyrol – szkło z charakterem

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

W Kufsteinie nad Innem, u północno wschodnich wrót Tyrolu, mieści się manufaktura szkła – Riedel Glass, w której powstają najsłynniejsze i najdroższe kieliszki na świecie.

Riedel Glas, Kufstein, fot. Paweł Wroński
Riedel Glass, Kufstein, fot. Paweł Wroński

Poczesne miejsce zajmuje wśród nich wysoce ceniona przez amatorów i profesjonalistów kolekcja Sommeliers. Tworzą ją kieliszki o tak dobranych kształtach, aby uwypuklając bukiet, smak, zbalansowanie i finisz trunku, wzmacniać odczucia związane z piciem konkretnego wina. Tę ciekawą ideę podchwycił cały świat. Nigdy nie zapomnę skromnej z pozoru półeczki u piemonckich winiarzy z rodziny Bava. Stało na niej bodaj 12 kieliszków o szlachetnych, acz różnorodnych kształtach. Gospodarze pokraśnieli z dumy połechtanej moim zainteresowaniem i wyjaśnili, że wszystkie były specjalnie zaprojektowane, aby miejscowi sommelierzy i eksperci od Riedla mogli wybrać idealny kieliszek do trunków wyrabianych z typowego dla regionu szczepu barbera, w tym chluby Bavów – wina Stradivarius.

Szkło a charakter wina

Riedel Glas 2013, Kufstein, fot. Paweł Wroński
Riedel Glass 2013, Kufstein, fot. Paweł Wroński

Kolekcję Sommeliers wylansował u progu lat 70. XX w. Claus Josef Riedel, który – jeśli wierzyć anegdocie – sam pijał tylko jedno jedyne wino. Grüner Veltlinera, charakterystyczny dla Austrii delikatny, biały trunek. A mimo to, on a nie kto inny, stał się pionierem, otwierając nową epokę w dziejach wzornictwa szkła do wina. Zaś realizacja jego wizji przyniosła marce niekwestionowaną renomę i pozycję światowego lidera. Zamiast ciężkich, używanych wówczas kryształowych, Claus Josef zaczął projektować wysmukłe kieliszki z cienkiego szkła. Rozpropagował także ideę dopasowania kształtu kieliszka do charakteru trunku jaki się doń wlewa. Podstawę jego koncepcji stanowiły z jednej strony naukowe badania, bo sam był inżynierem i profesorem chemii. Z drugiej – praktyka producenta oraz znajomości w kręgach wielbicieli i znawców szlachetnego trunku. W efekcie powstały arcydzieła, które prestiżowa nowojorska galeria MOMA prezentuje w zbiorach sztuki użytkowej.

Moje wątpliwości, czy aby to wszystko nie jest jedynie marketingowym chwytem, rozwiała degustacja w przyfabrycznym salonie. To samo wino rozlane było do kieliszków o różnych kształtach. I w każdym prezentowało się inaczej. Rumieńców zabawie dodawało uczucie niepewności – czy mój osąd będzie zbliżony do werdyktu fachowców?! Obstawiłem inaczej. Ale nie potraktowałem tego jak porażki. Przecież bukiet i smak wina podlegają zawsze indywidualnej ocenie, a wrażenia z degustacji są w najwyższym stopniu subiektywne. Ba, zależą w równej mierze od nastroju, genius locci i towarzystwa, co od producenta i rocznika.

Riedel Glass, Kufstein, karafkę Amadeo modeluje mistrz szklarski – Pavol Miko, fot. Paweł Wroński

Artyści kruchej sztuki

Riedel Glass w Kufsteinie jest niewielką manufakturą. Powstaje w niej zaledwie 1% firmowej produkcji. Również karafki i dekantery. Wprawdzie to z kieliszków, Riedel jest znany najszerzej, ale wszystkie naczynia są tutaj wykonywane ręcznie (w innych zakładach maszynowo). W efekcie, stanowiąc zaledwie 1% produkcji, szkło z Kufsteinu przynosi firmie niewspółmiernie wiele, bo aż 10% zysku. A reprezentujący 11 generację Riedlów, Maximilian Josef może z przekonaniem powtarzać słowa dziadka, że perfekcyjne „narzędzia nigdy nie wychodzą z mody”.

Szklarzy podziwiałem przy pracy z galerii obiegającej zakładową halę. Po środku żarzą się piece, a wokół rozmieszczone są stanowiska pracy. Co chwila z gardzieli pieca wyjmuje któryś z nich porcję rozgrzanej do czerwoności szklanej masy. Osadzoną na czubku długiej piszczeli, ułatwiającej nadawanie owej masie kształtu. Zdziwiłem się w jak niewielkim stopniu szklarze wykorzystują płuca. Owszem, czasem, obracając piszczel, dmuchną jakby od niechcenia, koncentrując się przede wszystkim na schładzaniu i rozciąganiu masy dopóty, dopóki nie zamieni się w delikatne i kruche, wdzięczne niczym baletnica naczynie.

Riedel Glas, Kufstein, fot. Paweł Wroński
Riedel Glass, Kufstein, mistrz szklarski Mario Mitunik modeluje kieliszek z przeznaczonej dla specjalistów kolekcji „Sommeliers Black Tie”, fot. Paweł Wroński

Filary sukcesu

Z zaciekawieniem podpatrywałem jak powstają kieliszki. Najpierw na końcu piszczeli pojawia się czasza. Potem dokleja się do niej nóżkę, a na koniec podstawkę, modelując cierpliwie każdy element. Plastyczna masa stygnie w tym czasie, i z rozżarzonej do czerwoności zamienia w szkło. To jednak tylko pozornie proste, o czym świadczy najlepiej fakt, że zaledwie 30% przedmiotów, i to podzielonych na klasy, przechodzi restrykcyjną kontrolę jakości. Naczynia, w których gołym okiem nie można dostrzec żadnych różnic ani skaz, i które po lekkim uderzeniu wydają długi dźwięk niczym dobrze nastrojony instrument, zaliczane są do klasy I. Wystawione na półkach, kuszą później spojrzenia doskonałą linią i nieskazitelną strukturą. Zapał studzą jedynie ceną, sięgającą kilkudziesięciu euro za sztukę. Szkło II i III klasy, podobnie jak maszynowe, bywa nawet dziesięciokrotnie tańsze.

U Riedla dokłada się starań by skład powietrza i temperatura w hali były optymalne. I dla szkła, i dla ludzi. Mimo to, w ciągu dnia (jest tylko jedna zmiana), każdy szklarz wypija około 16 litrów wody!

Riedel Glas, Kufstein, fot. Paweł Wroński
Riedel Glass, Kufstein, fot. Paweł Wroński

Skład szklanej masy opisuje długi chemiczny wzór: SiO2-CaO-Na2O-K2O-BaO. Ale oprócz znajomości chemii i arkanów technologii, o sukcesie Riedla zadecydowały sekretne niuanse, choćby sposób mieszania składników, przekazywane z pokolenia na pokolenie od 260 lat. Gdy po II wojnie światowej w komunistycznych Czechach znacjonalizowano zakłady w Jabloncu nad Nisou, Riedlowie wyemigrowali do Austrii. Uwożąc ze sobą najcenniejsze rodzinne skarby – wiedzę i doświadczenie. Nie bez znaczenia jest też kunszt szklarzy. Są prawdziwymi artystami. Ciekawostką jest przy tym fakt, że wywodzą się najczęściej z Czech. – Czy zatrudniacie ich w akcie solidarności? – pytam. Ależ skąd – pada zdecydowana odpowiedź – są po prostu niezwykle utalentowani!

Riedel Glas, Kufstein, fot. Paweł Wroński
Riedel Glass, Kufstein, fot. Paweł Wroński

INFO
Riedel Glass Austria, Kufstein, Weissachstraße 28-34: www.riedel.com


Materiał zebrany przez Klub Leniwca (KL) dla Mercedes-Benz Polska w ramach kampanii „Europa na weekend”. Artykuł opublikowany w marcowym numerze „EGO Inspiracji” (nr 22 z kwietnia 2016), live style’owym dodatku Harvard Business Review Polska (EGO Inspiracje – PDF), publikowany na stronach magazynu: http://egoinspiracje.pl/.

Austria – Kufstein, wrota Tyrolu

Gdy za oknami pędzącego autostradą samochodu pojawia się potężna twierdza w Kufsteinie, to znak, że wjeżdżamy do Tyrolu.

Tyrol, Kufstein, fot. Paweł Wroński
Tyrol. Kufstein. Brama Tyrolu z potężną twierdzą nad Innem, fot. Paweł Wroński

Habsburgowie władali Kufsteinem od 1363 roku, kiedy to Małgorzata Maultasch przekazała im swoje dominium obdarzone podówczas łacińskim określeniem górskiej krainy – Terra montium. Jednak w praktyce, przez długie lata zarządzali nim książęta bawarscy. Podobnie zresztą jak pobliskim Rattenbergiem, czy rozwijającym się dzięki poszukiwaniom szlachetnych kruszców miasteczkiem Kitzbühel. Sytuacja zmieniła się za panowania Maksymiliana I Habsburga (1459-1519), który tak upodobał sobie Tyol, że pragnął nawet przenieść stolicę imperium do Innsbrucku. Położony w miejscu o kolosalnym znaczeniu strategicznym Kufstein, był dla niego łakomym kąskiem. Wykorzystał więc toczącą się w latach 1504-1505 wojnę o sukcesję w Bawarii (Bayrische Fehde). Odnosząc największy zapewne w swym życiu triumf wojenny, zajął twierdzę, i z rąk już nie wypuścił. Ba, rozbudował fortecę, a na murach kazał wystawić działo o znamiennej nazwie Weckhauf (Pobudka). Wkrótce potem powstała najbardziej imponująca wieża nazwana na cześć Maksymiliana Cesarską – Kaiserturm. Jej biało tynkowane ściany (oświetlone po zmroku reflektorami) sprawiają pogodne wrażenie. Jednak właśnie ta część twierdzy ma najbardziej mroczną przeszłość. Od XVIII wieku mieściły się w niej cele, w których przetrzymywano przede wszystkim więźniów politycznych. Z tej perspektywy poznali Kufstein również Polacy. Na kartach historii Polski rozbiorowej, nazwa Kufstein wymieniana jest jednym tchem z carskim Schlisselburgiem.

Twierdza w Kufsteinie, fot. Paweł Wroński
Twierdza w Kufsteinie rozbudowana w XVI w. za panowania Maksymiliana I Habsburga, fot. Paweł Wroński

U podnóża zamkowego wzgórza wiją się ciasne uliczki wyznaczone fasadami imponujących kamienic, prowadzą na rynek. Fasadą ratusza zdobią herby okolicznych miejscowości. Ciężkie drewniane okiennice pomalowane w biało czerwone pasy reprezentują barwy zarówno Tyrolu, jak i całej Austrii.

Kufstein-Stadt_4776
Gotycki ratusz – ozdoba rynku w Kufsteinie, fot. Paweł Wroński

W jednej z miejscowych piosenek miasto nazwane jest perłą Tyrolu – der Perle Tirols. Zaś świadectwem, że piosenka nie kłamie, jest romantyczna uliczka Römerhofgasse z kamienicami o pięknie zdobionych fasadach i historycznymi lokalami gastronomicznymi, z których największą sławą cieszy się „Auracher Löchl” – zajazd i winiarnia, działająca nieprzerwanie od 1409 roku.

Kufstein-Stadt_4824
Auracher Löchl, Kufstein, fot. Paweł Wroński

Na zachodnich peryferiach miasta wznoszą się zabudowania słynnej manufaktury szkła Riedel Glas. Założona przez szklarzy z Czech, działa od lat 50. XX wieku, przynosząc sławę pracującym w niej hutnikom i miasteczku. Powstaje w niej ręcznie wykonywane szkło użytkowe, przede wszystkim kieliszki do wina i karafki, cenione przez miłośników szlachetnego trunku i profesjonalistów na całym świecie.

Riedel Glas, Kufstein, fot. Paweł Wroński
Modelowanie kieliszka. Riedel Glas Austria, Kufstein, fot. Paweł Wroński

Kufstein leży w głębokiej dolinie Innu, na wysokości zaledwie 499 m. Wokół wyrastają wzgórza, kulminując skalną granią masywu Kaisergerbirge. Wśród położonych na zachód od miasteczka gór, rzuca się w oczy opadający w dolinę skalnymi urwiskami Pendling (1563 m). Hausberg von Kufstein – góra domowa Kufsteinu należy do Brandenberger Alpen. Mieszkańcy obserwują Pendling codziennie, wróżąc pogodę zgodnie ze starym porzekadłem: „Hat der Pendling einen Hut, wird das Wetter gut, hat der Pendling einen Sabel, wird das Wetter miserabel” (w wolnym tłumaczeniu: „Jeśli Pendling kryje się w kapturze, dobrze to pogodzie wróży, jeśli szabelką wymachuje, na nic dobrego nie wskazuje”).

Kufstein-Stadt_4787
Pendling (1563 m) – góra domowa Kufsteinu, fot. Paweł Wroński

INFO
Kufstein dzieli od Innsbrucku 75 km, od Monachium 82 km, od Salzburga 104 km.
Ferienland Kufstein: www.kufstein.com
Oficjalne strony miasta: www.kufstein.at


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Carpaccio z Erl

Czy można coś jeszcze wnieść do potrawy tak popularnej jak carpaccio? Receptura Familie Anker, prowadzącej w Erl restaurację „Beim Dresch” dowodzi, że tak.

Ich carpaccio z cienkimi, rozpływającymi się w ustach plastrami mięsa wzbogacają grzybki, ukryte wśród ziół. Potrawa nie traci jednak nic a nic ze swojej elegancji, ani delikatności. Kreatywność gospodarzy stylowego Gasthausu, inspiracje regionalnymi tradycjami i domowy sposób przyrządzania dań, doceniają od lat inspektorzy Gault Millau. Przyznali restauracji „Beim Dresch” czapkę kucharską i punkty w liczbie 13 (www.dresch.at).

Carpaccio z "Beim Dresch" w Erl, fot. Paweł Wroński
Carpaccio z „Beim Dresch” w Erl, fot. Paweł Wroński

INFO
Erl to mała miejscowość nieopodal Kufsteinu, w której są dwa obiekty koncertowe o futurystycznej architekturze – na lato Passionspielhaus z widownią pod gołym niebem oraz wzniesiony w latach 2010-2012 zimowy Festspielhaus. Najsłynniejszym wydarzeniem artystycznym w Erl jest 25-dniowy lipcowy festiwal operowy. Pełny program kulturalny z podziałem na imprezy zimowe i letnie: www.tiroler-festspiele.at.


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Austria / Tyrol – dzwony i… armaty

Ludwisarnia rodziny Grassmayrów działa w Innsbrucku od 1599 roku. Jest jedną z najstarszych firm w Europie prowadzonych nieprzerwanie przez tę samą rodzinę.

Czy można skwitować dorobek kilku stuleci jednym zdaniem? Można – tak jak Elżbieta Grassmayr, która słysząc niesione echem dźwięki z wież kościołów Innsbrucku powiedziała: „Te wszystkie dzwony wykonała moja rodzina„.

maly-Innsbruck_0807
Elżbieta Grassmayr prezentuje czysty dźwięk dzwonu, fot. Paweł Wroński

Pracę ludwisarzy determinują okresy pokoju i wojen. W tych pierwszych robią to do czego zostali stworzeni – odlewają dzwony, wieszczące światu Dobrą Nowinę. W drugich bywają zmuszani do przetopienia tamtych pokojowych dzieł na armaty. Nic więc dziwnego, że przedstawiciel 12 generacji pod datą 1 września 1939 roku zapisał w swoim kajecie proste, a jednak dramatyczne słowa: „Wojna. Kiedy znowu będziemy mogli robić dzwony?„.

Ludwisarnia Grassmayrów, Innsbruck, fot. Paweł Wroński
Ludwisarnia Grassmayrów, Innsbruck, fot. Paweł Wroński

Dziś zakład prowadzi 14 generacja ludwisarzy z Innsbrucku. Wytwarzają nowe dzwony, rekonstruują stare, prowadzą muzeum, w którym prezentują rodzinny dorobek, dzieje i różnorodność dzwonów. Pieczołowicie też przechowują, przekazując z pokolenia na pokolenie, sekret składu stopów i strojenia dzwonów, tak by brzmiały czysto i dźwięcznie.

Glockengießerei Grassmayr: www.grassmayr.at


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.