Вишивка, czyli haftowanie na Ukrainie

Haftowane motywy są nader łatwo rozpoznawalnymi znakami regionów Ukrainy, każdy ma bowiem charakterystyczny dla siebie wzór i kolorystykę. Technika jest wszędzie podobna, a określa się ją mianem haftu krzyżykowego.

Współcześnie spotykamy dwie tendencje. Po pierwsze wiele haftów wykonanych jest maszynowo. Wyroby z takim haftem także cieszą oczy, nawet tym bardziej, że cena jest niższa niż tych wykonanych ręcznie. Oba rodzaje stanowią pełną uroku pamiątkę dla przybyszów. Dla Ukraińców ważniejszy jest jednak silny wydźwięk patriotyczny haftu.

Historia tej sztuki dekoracyjnej jest na Ukrainie bardzo długa. Najstarsze przykłady haftów odnalezione przez archeologów datowane są na I wiek po Chrystusie. Haftowane obrusy, chusty i stroje odgrywały przez stulecia istotną rolę ceremonialną, zarówno na książęcych dworach jak wśród prostego ludu, choćby podczas uroczystości ślubnych. Fala dumy z haftowanych motywów ludowych przelała się przez kraj za caratu, pod koniec XIX wieku, gdy od Lwowa przez Kijów po Krym rodziło się i nasilało wśród obywateli, poczucie ukraińskiej tożsamości. Haft – вишивка i haftowana koszula – вишиванка, stały się wtedy symbolami narodowej kultury, równie istotnymi jak godło – osławiony tryzub jaki tworzą splecione inicjały Władimira i Olgi, pary książęcej, która wprowadziła na Rusi chrześcijaństwo jako religię panującą, czy niebiesko żółta flaga.  W czasach radzieckiej urawniłowki tradycjom hafciarskim groziło zapomnienie, ale  w ukraińskich środowiskach emigracyjnych je kultywowano i dokumentowano motywy, by nie zaginęły. Ba, zakładano nawet kółka hafciarskie, zamieniając typowo kobiece zajęcie w popularne hobby.

Po agresji Rosji Putina i aneksji Krymu, poczucie godności narodowej niebotycznie wzrosło, a symbole niezależności stały się remedium dla udręczonej duszy. Nic więc dziwnego, że na klimatycznych lwowskich bazarach i w salonach z odzieżą вишиванки zajmują poczesne miejsce – obok motanek, ceramiki, niebiesko żółtych patriotycznych akcesoriów i tradycyjnych przetworów spożywczych.

Вишиванки są na wszystkich targowiskach, ale najlepiej szukać ich na cieszącym się ugruntowaną sławą bazarze sztuki ludowej i rękodzieła – na starówce, na wysokości Opery, między Bulwarem Wolności (od zachodu), a ulicami: Lesi Ukrainki (od północy), Niski Zamek (od południa) oraz Teatralną (od wschodu) – мистецький ринок „Вернісаж” przy Placu Вічева.


Lwowskie targowiska (Львівські ринки) w liczbie 15:  www.lviv.vgorode.ua

Reklamy

Крива Липа, smaczny zaułek Lwowa

Bodaj najpopularniejszym lwowskim zagłębiem kulinarnym jest zaułek Krzywej Lipy („Крива Липа”), ciągnący się wśród kamienic między ulicami Strzelców Siczowych () i Piotra Doroszenki ().

Nazwę dała mu lipa, rzeczywiście krzywa i stara, którą pieczołowicie zachowano. W przyziemiach kamienic zagnieździło się mnóstwo restauracji, barów oraz hotel – także z Krzywą Lipą w nazwie. Pionierskim nowoczesnym przedsięwzięciem było tutaj Kulinarne studio „Kryva Lypa”, restauracja-bar serwująca bardzo dobrze przyrządzone i elegancko podane potrawy kuchni europejskiej, herbaty, kawy, wina i drinki.

Na internetowych stronach zespół „Kryvej Lypy” (Кулінарна студія „Крива Липа”) tak się anonsuje: „Każdy z nas jest praktykiem i profesjonalistą, zakochanym w przygotowywaniu potraw i kuchni. Naturalne i świeże produkty które sami starannie każdego dnia dobieramy nadają najbardziej unikatowy smak potraw które serwujemy.  Tworząc ten projekt w 2009 roku, staraliśmy się podążać własną drogą co zaowocowało zdobyciem zaufania klientów, a także reputacji jednej z najlepszych restauracji we Lwowie.”.

W poniedziałki gastronomiczna oferta poszerza się o odrobinę kultury. Wyświetlane są filmy w języku oryginału, ale z napisami – ukraińskimi bądź rosyjskimi.


Кулінарна студія „Крива Липа” (проїзд Крива Липа 8): www.kryva-lypa.com
Menu lokalu po angielsku i ukraińsku (ściągnij —> PDF);
1 UAH – 0,14 PLN (czerwiec 2018; kalkulator walut: www.pl.coinmill.com)

We Lwowie przy Doroszenki 19

Lwowską starówkę otaczają pierścieniem dzielnice wyrosłe w czasach CK monarchii, z tej racji nazywane Lwowem austriackim.

Atmosfera panuje tam iście wiedeńska, czy budapeszteńska, a jeśli ktoś woli… krakowska. W tej właśnie okolicy, w przepięknej eklektycznej kamienicy z końca XIX wieku, przy ulicy Doroszenki 19, niemal u jej wylotu na Bulwar Wolności, mieści się Hostel „Leosfera”. Świetnie położony i dobrze skomunikowany, oferuje tanie noclegi w kilku zbiorowych salach ze wspólnymi łazienkami. Jest dostęp do wi-fi, a recepcja działa non-stop. Miejsce jest nader klimatyczne i rzeczywiście wszędzie stamtąd blisko. 200 m do Pałacu Potockich, 300 m na Iwanofrankowski Uniwersytet Lwowski, a 400 m do katedry rzymskokatolickiej i słynnej Kaplicy Boimów, jednego z najcenniejszych zabytków starego Lwowa.


Hostel „Leosfera”:  www.leospherehostel.webnode.com.ua

Olesko i Podhorce

Rodowe gniazdo Jana III Sobieskiego w Olesku i pałac w Podhorcach, który dzierżyły najznamienitsze kresowe rody Rzeczypospolitej Szlacheckiej. W pierwszym z nich jest dzisiaj muzeum, drugi – popada w ruinę… imponującą i piękną ruinę.

Zamek w Olesku – miejsce urodzin Jana III Sobieskiego, fot. Paweł Wroński
Olesko – klasztor kapucynów, fot. Paweł Wroński
Olesko historyczne na współczesnym obrazie ze zbiorów muzealnych, fot. Paweł Wroński

Wzmiankowany już w XIV wieku zamek w Olesku, stał się własnością Sobieskich w 1637 roku i pozostawał w ich rękach do 1725, kiedy to odsprzedali dobra oleskie Rzewuskim. To oni w 1739 roku ufundowali klasztor dla kapucynów – zakonu żebraczego, wywodzącego się z pnia franciszkańskiego (jako odrębna wspólnota, kapucyni działają od 1528 roku – ich oddzielenie się od franciszkanów było reakcją na odchodzenie macierzystego zakonu od surowej reguły założyciela, św. Franciszka z Asyżu). Dość szybko zgromadzenie zyskało możnych protektorów w Rzeczypospolitej Szlacheckiej. Na ziemie polskie sprowadził ich Jan III Sobieski po wiedeńskiej wiktorii, bo jak głosi legenda, przed bitwą, o. Marek z Aviano przepowiedział królowi zwycięstwo (www.piusx.org.pl).

Pałac w Podhorcach, zamieniony przez Koniecpolskich w obronne bastionowe założenie rezydencjonalne (Palazzo in fortezza), fot. Paweł Wroński
Podhorce, kościół św. Józefa, fot. Paweł Wroński

Zamek w Podhorcach wzniósł w latach 1637-1640 starosta perejasławski i wojewoda sandomierski Aleksander Koniecpolski. Świątynia powstała ponad sto lat później, w latach 1752-1766, a jej fundatorem był hetman wielki koronny Wacław Seweryn Rzewuski.

Rękodzieło – wyszywanki i ceramika na targowisku koło pałacu w Podhorcach, fot. Paweł Wroński

Oba zabytkowe kompleksy znajdują się w odległości 70-80 km od centrum Lwowa. Dojazd do Oleska odbywa się przy tym po najlepszej obecnie drodze Ukrainy, arterii szybkiego ruchu łączącej zachodnią metropolię kraju ze stolicą, Kijowem. Bez porównania gorszy, ale na szczęście krótki (ok. 7 km) jest odcinek między Oleskiem a Podhorcami. Pokonać go jednak warto, aby odbyć spacer taki, jak na załączonym slajdowisku z majowej wycieczki.

 

O budowie dróg na Ukrainie krąży następująca anegdota: „do przetargu stają 3 firmy – turecka, rosyjska i ukraińska. Turecka szacuje koszty na 1 mln, rosyjska na 2 mln, a ukraińska na 3 mln USD. Ktoś z komisji zadaje pytanie przedstawicielowi krajowego oferenta – skąd wy bierzecie takie kalkulacje? To proste – słyszy w odpowiedzi – jeden milion dolarów dla Wysokiej komisji, drugi za projekt i starania dla naszej firmy, a za trzeci Turcy wybudują drogę…”. Istotnie, wspomnianą drogę zbudowali Turcy!

 

Jeszcze przed kilku laty, w miejscu, gdzie wąska droga łącząca Olesko z Podhorcami trawersuje niewielki pagórek w pobliżu wsi Chwatów (Хватів), podróżni doznawali szoku. Nad ich głowami pojawiały się bowiem gigantyczne kopyta i podbrzusza galopujących, spiżowych koni. Był to pomnik I Armii Konnej marszałka Budionnego (ukr. Першої Кінної армії, potocznie: «Олеські коні»), wystawiony i uroczyście odsłonięty w 1975 roku. Autorami kompozycji rzeźbiarskiej byli profesor Lwowskiego Instytutu Sztuki i Rzemiosła Валентин Борисенко oraz architekt Анатолій Консулов. Konie miały szarżować na zachód – symbolicznie – ku Polsce, w rzeczywistości skierowano je ku północy z niewielkim wręcz odchyleniem na wschód… Niezależnie od ideologicznej wymowy, na każdym widzu instalacja wywierała ogromne wrażenie. Była zakotwiczona w pagórku, a jeźdźcy zdawali się „frunąć” nad ziemią. Łatwo sobie wyobrazić jak skomplikowanym logistycznie przedsięwzięciem było ustawienie tego monumentu. Niestety, w 2015 roku cenne metale, z których odlano 27-metrowe dzieło, rozkradli „anonimowi sprawcy”. Pozostał szkielet, który skwapliwie zdemontowano. Cała historia zbiegła się z przyjęciem przez ukraiński parlament ustawy o dekomunizacji przestrzeni publicznej – usunięciu sowieckiej symboliki, pomników, zmianie nazw ulic i miejscowości. Pomnik Konnej Armii Budionnego, który stał się zabytkiem zarówno historii, jak techniki, można więc oglądać dziś jedynie na archiwalnych fotografiach. Poniższa też jest zabytkowa, gdyż pochodzi z albumu „Львівшчина”, wydanego w czasach sowieckich, w Kijowie, w 1984 roku.

Pomnik armii Budionnego z albumu „Львівшчина”, wydanego w Kijowie w 1984 roku, fot. Paweł Wroński

 

Siemion Budionny – marszałek Związku Radzieckiego. W lutym 1919 roku utworzył konny oddział Armii Czerwonej, przemianowany kilka miesięcy później na 1. Armię Konną (ros. Первая Конная армия, albo krótko: Конармия). Dowodził nią w latach 1919–1923, walcząc z wojskami gen. Piotra Wrangla nad Donem i kontrrewolucyjnymi oddziałami kozackimi. W wojnie polsko-bolszewickiej Konarmia nacierała na Lwów. 17 sierpnia 1920 roku stoczyła krwawą bitwę z Orlętami Lwowskimi pod Zadwórzem. Zważywszy na różnice sił (kilka tysięcy kawalerzystów przeciwko 300 piechurom), przyjęło się ją nazywać „polskimi Termopilami”. W tym zaś czasie, we Lwowie śpiewano na melodię „Krakowiaczek jeden”:
„Budionny, Budionny, bosy jenerale
Jeszcze będziesz wisiał na Czartowskiej Skale!”
Niedługo potem Konarmię rozgromili polscy ułani pod Komarowem, w największej bitwie kawaleryjskiej XX stulecia.

 


O Olesku i jego historii na stronach znakomitej restauracji „Grydnycia”, urządzonej w zamkowych piwnicach: www.grydnycia.lviv.ua

Zamki Lwowszczyzny (a jest ich sporo, choć w większości zrujnowane), w tym tzw. Złotą Podkowę Lwowa, jaką tworzą zamki w Olesku, Podhorcach i Złoczowie, zwiedzać najlepiej z lwowskim biurem Kumpel-Tur, polecam gorąco: www.kumpel-tour.com

Pstrąg przyrządzony w „Grydnyci”. Specjalnością są owocowe i ziołowe nalewki, przyrządzane według receptur właścicielki – z zawodu farmaceutki (220 UAH za buteleczkę 0,33), fot. Paweł Wroński

Herbatka z rokitnika

We wschodnim skrzydle gmachu zajmowanego przez piękny secesyjny Готель Жорж we Lwowie, znajduje się elegancka kawiarnia „Gloria”. W menu sporo pomysłowych pozycji, w tym napojów, takich jak обліпиховий чай – herbatka z rokitnika.

 

Rokitnik to po ukraińsku обліпиха. A, że u naszych sąsiadów panuje podobnie jak u nas moda na przetwory z owoców tej rośliny, dzbanek naparu z rokitnika znalazł się w karcie tego ekskluzywnego, przyhotelowego lokalu. Smak i aromat wzbogacają: mięta, limonka, kora cynamonu oraz miód podany do słodzenia (o występowaniu i właściwościach rośliny, czytaj na: www.encyklopedia.lasypolskie.pl).

 

Poprzednikiem hotelu Жорж był hotel Під трьома гаками wzniesiony w 1793 roku. W 1816 roku właścicielem został kupiec Ґеорґ (Жорж) Гофман, na którego cześć zmieniono nazwę. Dzisiejszy wygląd jest efektem przebudowy z lat 1898-1901. Projekt był dziełem  wziętej wiedeńskiej spółki architektonicznej: Ferdinand Fellner i Hermann Gottlieb Helmer. Swojego czasu hotel był wizytówką Lwowa. Dziś nie należy już ani do najbardziej luksusowych, ani najdroższych lwowskich hoteli, ale – chociaż nosi zaledwie trzy gwiazdki – jego gmach wciąż zachwyca i zalicza się do ciekawszych miejskich zabytków. Splendoru dodaje obiektowi fakt, że gościło w nim wiele osobistości świata polityki, biznesu i kultury. Byli pośród nich: Honoriusz Balzak, Franciszek Liszt, Maurycy Ravel, Jean-Paul Sartre, Jan Kiepura, Józef Piłsudski, Ignacy Jan Paderewski, a w czasach komunistycznych: Leonid Breżniew i Nikita Chruszczow oraz – spoza żelaznej kurtyny – aktor Ewan McGregor.


Hotel mieści się przy Placu Mickiewicza pod numerem 1: www.georgehotel.com.ua

Sobór św. Jura we Lwowie

Wielowyznaniowość, charakterystyczna cecha lwowskiej rzeczywistości, fundament dziejów miasta i jego mozaikowej kultury, jest wciąż wyraźnie widoczna w krajobrazie.

Strzelające ku niebu na Starym Mieście wieże gotyckiej rzymskokatolickiej katedry i jednej z najstarszych w mieście świątyń – katedry ormiańskiej, sąsiadują ze sobą. Nieopodal wznoszą się kopuły metropolitalnej prawosławnej cerkwi. Na wzgórzu, w oddaleniu, piętrzy się najważniejsza świątynia grekokatolików – Sobór św. Jura. Kościołów, cerkwi i klasztornych zabudowań jest tutaj mnóstwo, ale unicki Święty Jur jest bodaj najlepiej z nich wyeksponowany – zbudowano go na wzgórzu. Natomiast rzymskokatolicki kościół św. Elżbiety z początków XX wieku według projektu Teodora Talowskiego, niedaleko głównego lwowskiego dworca kolejowego, ma najwyższe we Lwowie wieże.

We wnętrzu Soboru św. Jura, fot. Paweł Wroński

Przez stulecia Lwów witał gości gwarem rozmów i modłów w różnych językach. Miasto rozwijało się i bogaciło, a jego kwartały wyznaczał przede wszystkim status ekonomiczny mieszkańców. Narodowości i religie koegzystowały, przeplatając się niczym wątki i osnowa wyrafinowanego kobierca. Gdy w 1866 roku we Lwowie zaczął obradować Sejm Galicyjski, powołany dekretem Franciszka Józefa I,  miasto wyrosło na trzecią po Wiedniu i Budapeszcie stolicę cesarstwa. Jednak na przełom XIX i XX wieku przypadł poważny wstrząs społeczny jakim było budzenie się u ludów CK monarchii świadomości narodowej. Prowadziło to do skrajnych postaw szowinistycznych, kusząc jednocześnie polityków możliwością podsycania religijnych i narodowościowych animozji dla osiągnięcia partykularnych celów. Wtedy narodziła się idea Samostijnej (niepodległej) Ukrainy, której twarzą stał się Stefan Bandera. Rozpad CK monarchii i układanie politycznej mapy Europy na nowo, wzmocniły jeszcze bardziej niepodległościowe dążenia Ukraińców.

Katedra św. Jura na pocztówce z 1913 roku, fot. z portalu: www.zabytki.in.ua

Kulminacyjnym okresem burzliwych dziejów XX wieku była II wojna światowa, po której Europę, a w konsekwencji świat cały, podzieliły mur i zimna wojna. Ukraina stała się radziecką republiką, w której świątynie – niezależnie od wyznania – przeznaczono w większości na cele świeckie. W rzymskokatolickim kościele św. Anny, usytuowanym w rozwidleniu głównych ulic wylotowych, biegnących z centrum ku zachodowi, był na przykład sklep meblowy, w przyklasztornym kościele benedyktynek stołówka pobliskiego zakładu pracy, a w kościele i klasztorze dominikanów kuriozalne Muzeum Religii i Ateizmu. Po delegalizacji Cerkwi Greckokatolickiej przez władzę radziecką, św. Jura przekazano powolnym komunistycznej partii wyznawcom prawosławia. Żeby jednak nie dominowała w krajobrazie, wystawiono u stóp dźwigającego ją wzgórza potężny cyrk, ozdobiono go kolorowymi neonami i plątaniną kabli, żeby z głośników puszczać muzykę. Już wcześniej, bo po 1941 roku, synagogi – choć nie wszystkie – zrujnowali naziści. Poza tym, Lemberg, jak nazywali Lwów, uważali za miasto niemieckie, więc go nie zniszczyli.

Widok na Stare Miasto we Lwowie, fot. Paweł Wroński

W latach 1901-1944 metropolitą lwowskim był Andrzej Szeptycki, przedstawiciel rodu, z którego wywodzili się liczni lwowscy hierarchowie wschodniego kościoła, i to on rezydował w pałacu sąsiadującym z Soborem, a był postacią kontrowersyjną. Z jednej strony kolaborował z nazistami, z drugiej – ratował Żydów przed zagładą. Moralną dychotomię miała usprawiedliwiać przemożna chęć utworzenia wolnej Ukrainy… choćby nawet pod protektoratem diabła. Szeptycki pisał jednak listy do Watykanu krytykujące ludobójcze poczynania Niemców, a wiernych wzywał do niezabijania bliźnich, by – jak mówił – „nie służyć zakrwawionymi rękami świętej sprawie”. Związany z UJ historyk, Andrzej A. Zięba nazwał go na łamach „Uważam Rze” ‘patronem nieporozumienia polsko-ukraińskiego’.

Dziś, partia rządząca w Polsce zdaje się robić wszystko by popsuć polsko-ukraińskie stosunki. Natomiast we Lwowie, zwłaszcza na odrestaurowywanej z mozołem starówce, powraca do życia dawny klimat barwnego, wielonarodowego miasta. Spod tynków remontowanych kamienic wyłaniają się znowu hebrajskie napisy w jidisz, kreślone latynicą po polsku, gotykiem po niemiecku oraz cyrylicą po ukraińsku, informacje i reklamowe slogany. Święty Jur należy do architektonicznych cudów miasta i żywym miejscem kultu, zaś związana z nim postać Andrzeja Szeptyckiego – impulsem gorących dyskusji historyków.

 

Sobór św. Jura zbudowano w II połowie XVIII stulecia, na miejscu średniowiecznej prawosławnej cerkwi, zniszczonej przez kozaków Chmielnickiego. Autorem tego efektownego, rokokowego projektu był  Bernard Meretyn. W sąsiadującym ze świątynią pałacu, grekokatoliccy arcybiskupi rezydowali do 1944 roku, kiedy to sowieci zlikwidowali Cerkiew unicką, świątynię przekazali w użytkowanie prawosławnym, a arcybiskupa Josypa Slipyja (Йосиф Сліпий, 1892-1984) uwięzili. Spędził w łagrach 18 lat. W latach 1944-1990 grekokatolicy działali na Ukrainie jedynie w podziemiu. Dopiero po pieriestrojce, w 1990 roku zwrócono im katedrę, republika uzyskała niepodległość, a w 1991 uroczyście powrócił do Lwowa, rezydujący w Watykanie metropolita Myrosław Lubacziwśkyj. W 1998 roku Świętego Jura ze Starym Miastem, Wysokim Zamkiem i Podzamczem, wpisano na listę UNESCO.

 

Jak pisze historyk sztuki Mariusz Karpowicz: „kościół ten, na planie krzyża greckiego, ma cztery potężne sześciany ramion ukoronowane w środku piątym olbrzymim sześcianem czworobocznego tamburu i kopuły. Surowość potężnych bloków łagodzi autor koronką attyk, zaokrągleniami naroży, malowniczymi wazonowymi sterczynami i przede wszystkim fantazyjnym falowaniem powyginanej w pionie fasady. Na osi, na szczycie dopełnia ją niespokojna sylwetka św. Jerzego na koniu tratującego smoka. Jedna to z najoryginalniejszych fasad i brył osiemnastowiecznej Europy – wielka, bezwieżowa katedra, której królującym akcentem wertykalnym jest, do wieży podobna, kopuła.

Sobór św. Jura we Lwowie, fot. Paweł Wroński

Arcydziełem jest rzeźba św. Jerzego walczącego ze smokiem. Wieńczy fasadę. Fantazyjnie modelowane formy rozwianego płaszcza, końskiego ogona i grzywy dodają rzeźbie niezwykłej dynamiki, przez co kontrastuje ona ze znacznie bardziej statycznymi posągami świętych: Leona Wielkiego i Atanazego.

Wnętrze świątyni łączy barokowo-rokokową architekturę o wzorach zaczerpniętych z Zachodniej Europy z surowością kościoła wschodniego. Rokokowe detale dodają lekkości dekoracji. Obniżony ikonostas o przejrzystych formach składa się tylko z części dolnej z carskimi wrotami. Zamiast części górnej, w prezbiterium rozwieszono obrazy Łukasza Dolińskiego. W ołtarzu głównym znajduje się obraz pędzla Franciszka Smuglewicza – Chrystus Nauczający.

We wnętrzu Soboru św. Jura – widok na prezbiterium, fot. Paweł Wroński

W bocznym ołtarzu zawieszono cudowny, otoczony wielkim kultem obraz Matki Boskiej Trembowelskiej, nawiązujący swoim ikonograficznym stylem do rzymskiego obrazu Matki Boskiej Śnieżnej. Do św. Jura przywieziono go w XVII wieku z klasztoru bazylianów w Trembowli. W ten sposób liczba słynących łaskami wizerunków Matki Boskiej we Lwowie, sięgnęła 18. Najważniejsze z nich – jako zabytki, a zarazem obiekty kultu – znajdują się w katedrach lwowskich obrządków chrześcijańskich. W katedrze łacińskiej – Matka Boska Łaskawa zwana Domagaliczowską, a w katedrze ormiańskiej XV-wieczny wizerunek Matki Boskiej Jazłowieckiej. Co ciekawe, kult Matki Boskiej jednoczył we Lwowie wyznawców różnych odłamów chrześcijaństwa, czego dowodem były wspólne nabożeństwa. Najgłośniejszą taką mszę odprawiono w 2004 roku, w 50. rocznicę ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu (przez Piusa IX bullą „Ineffabilis Deus”, 8 grudnia 1854).

Próby przywrócenia jedności chrześcijan i odejścia od wywołanej średniowieczną schizmą wielotorowości trwają od dawna. Unię brzeską ogłoszoną w 1596 roku można zaliczyć do tego nurtu, z tym, że w Rzeczpospolitej Szlacheckiej wyższą racją stanu było przywiązanie do korony terenów wschodnich, gdzie królował kościół prawosławny.  Istotą unii był fakt uznania przez prawosławnych wiernych prymatu papieża i przyjęcie katolickich dogmatów. W kwestiach obrządku i zwyczajów mieli oni szeroko pojętą autonomię. Cerkiew unicka (greckokatolicka) nie zyskała jednak zbyt szerokiego poparcia. Przeciwko niemu wystąpiły bractwa cerkiewne, dostojnicy duchowni i świeccy.

 

W 2001 w pałacu metropolitów grekokatolickich w kompleksie katedry św. Jura, zatrzymał się papież Jan Paweł II, jako gość urzędującego metropolity Lubomyra Huzara. Ponoć z tej okazji kompleks archikatedralny przeszedł gruntowny remont. Szacuje się, że koszty przedsięwzięcia przekroczyły 36 milionów hrywien (za: Andrzej Kępiński: „Ukraina – po obu stronach Dniestru”, Poznań 2013, s. 136).

 


Na marginesie opowieści o lwowskiej świątyni, taki oto wywód przewodniczącego Rady Języka Polskiego w odpowiedzi na pismo Wydziału Spraw Obywatelskich Starostwa Powiatu Warszawskiego w sprawie zmiany imienia Jerzy na Jur (czyli o ekwiwalentności tych imion):

[…] zacznę od uwagi, że z podaniem p. Jerzego K. łączą się dwa problemy: pierwszy – czy posługiwanie się na co dzień imieniem w formie innej niż zapisana w aktach stanu cywilnego (lub zgoła innym imieniem) uzasadnia wniosek o zmianę zapisu imienia; drugi – czy forma Jur jest zdrobniałą formą imienia Jerzy. Jeśli chodzi o problem pierwszy, podtrzymuję wielokrotnie wyrażaną w podobnych sprawach opinię negatywną. Forma imienia zapisana w aktach stanu cywilnego jest bowiem jego formą oficjalną, która poza stosunkami urzędowymi nie musi być i zwykle nie jest używana. Wielu pisarzy, malarzy, rzeźbiarzy, a także polityków znamy pod imionami innymi niż ich imiona zapisane w aktach stanu cywilnego. Tak jest w Polsce, tak też jest w innych krajach. Problem drugi jest bardziej skomplikowany. W stanowisku Wydziału Spraw Osobowych uzewnętrznia się potoczna świadomość językowa współczesnych Polaków. Rzeczywiście niektóre z pytanych przeze mnie osób zadeklarowały, że formę Jur odczuwają jako „pieszczotliwe zgrubienie” imienia Jerzy. W rzeczywistości obie te formy współwystępowały w Polsce już w XIV wieku jako odpowiedniki greckiego imienia  Georgios, zapisywanego po łacinie jako Georgius, które w różnych językach przybrało różne postaci (por. angielskie George, francuskie Georges, hiszpańskie Jorge, niemieckie Georg,  Jorg,  Jürgen, rosyjskie Gieorgij, Jurij, włoskie Giorgio itd. Panującą dziś formę Jerzy zawdzięczamy Czechom (por. czeskie Jiři); wyparła ona formę Jur, po której pozostało jej regularne zdrobnienie  Jurek, łączone dziś z Jerzym. Relacja między Jerzym a Jurem jest mniej więcej taka, jak między formami Andrzej i Jędrzej. Jeśli zaś formy Andrzej i Jędrzej traktowane są jako osobne, samodzielne imiona, podobnie należałoby potraktować formy Jerzy i Jur.  Jur  bowiem historycznie nie jest zdrobnieniem imienia Jerzy. Nie od rzeczy będzie tu przypomnienie, że jednym z najznakomitszych zabytków architektonicznych Lwowa jest greckokatolicka katedra pod wezwaniem św. Jura.” (za: www.rjp.pan.pl).

Malowidła przed św. Jurem, dorobek imprezy plenerowej, fot. Paweł Wroński

Najpiękniejsze wnętrze we Lwowie

Subiektywnie rzecz jasna. Balkony nad bramami podtrzymują tytani, secesyjne witraże nad drzwiami. A z hallu na piętro prowadzą reprezentacyjne, przepięknie rzeźbione i profilowane dębowe schody.

Tak jest we wnętrzu lwowskiego Domu Uczonych (Будинок вчених), w którym niegdyś mieściło się… kasyno. Nazywano je Szlacheckim (Шляхетське казино) lub Narodowym, potocznie zaś Końskim, bo gośćmi bywali tu przede wszystkim zasobni ziemianie.

Od czasów radzieckich mieści pomieszczenia miejscowego odpowiednika naszej Akademii Nauk, z tym, że w budynku nie prowadzi się prac badawczych, ale organizuje uroczystości, konferencje i bale. Z niepowtarzalnego klimatu wnętrz korzystają także filmowcy. Przed pieriestrojką kręcono tu na przykład radziecką wersję „Trzech Muszkieterów”.

 

Jeszcze nie tak dawno trzeba było wiedzieć gdzie to cudo się znajduje, znaleźć ciecia (co nie było zbyt trudne, bo ten zdawał się czekać… na znalezienie), i za drobną opłatą wchodziło się do środka. Dziś o zabytkowym obiekcie opowiadają autorzy krajoznawczych artykułów i coraz liczniejsze przewodniki.

 

Budynek wzniesiono w latach 1897-1898, według projektu architektów z wiedeńskiego biura Fellner&Helmer, w stylu neobarokowym.

 


Czynne codziennie w godzinach 9:00-18:00; zwiedza się bez problemu uiściwszy opłatę za bilet w wysokości 30 UHR (cena z maja 2018, gdy hrywnę można było kupić za 0,13-0,17 PLN).
Adres: Czynu Listopadowego 6

W telegraficznym skrócie o obiekcie: www.lwow.info
Wyczerpująco i ciekawie o historii kasyna: www.kuriergalicyjski.com


„Sen o Lwowie – Bilet do Lwowa”

Czasami myślę, od tej pory
Minęło chyba ze sto lat
Bo człowiek na tęsknotę chory
Inne spojrzenie ma na świat
Nie widzi tego, co jest dokoła
I wrócić chce do dawnych dni
Bo coś w nim płacze, coś w nim woła
Snem żyje i na jawie śni

Czy jest na świecie taka stacja kolejowa
Gdzie ja bym mogła kupić bilet do Lwowa
Czy jest na świecie taki pociąg beztroski
Który by zawiózł mnie na dworzec lwowski

A ja wysiadam, a przed dworcem tramwaj czeka
Konduktor ręką mi przyjaźnie daje znak
Pani zmęczona, pani pewnie skądś z daleka
A we mnie serce tak trzepoce się jak ptak
I już nie widzę nic i jestem jak w półśnie
A tramwaj dzwoni, lwowski tramwaj dziwny jest

Już nie pamiętam, czy był czerwony
Raczej zielony, chyba tak
Tu Politechnika z tej strony
I nagle tchu mi w piersi brak
Zjeżdżamy z góry po Kopernika
Potem Sykstuska – poczta tam
Szyny są tuż koło chodnika
Jak często kiedyś tędy szłam

Czy jest na świecie taka stacja kolejowa
Gdzie ja bym mogła kupić bilet do Lwowa
Czy jest na świecie taki pociąg beztroski
Który by zawiózł mnie na dworzec lwowski

Ja na stojąco mogę jechać, mogę w tłoku
Niech tylko wiem, że z okna ujrzę napis Lwów
Ja mogę tydzień, miesiąc, nawet i pół roku
Byle dojechać, byle móc go ujrzeć znów
Ten lwowski dworzec mój
Ten lwowski tramwaj, ach
Żeby to było raz na jawie, a nie w snach

Lwów z dachów, czyli z Ihorem

Wycieczka po lwowskich dachach z Ihorem Lylo to uczta, już chociażby dlatego, że mało kto potrafi tak ciekawie i pogodnie opowiadać o metropolii Zachodniej Ukrainy. Atutem są także miejskie panoramy, roztaczające się z miejsc na co dzień niedostępnych.

Zaprzysiężenie przed „zdobywaniem” dachów, fot. Paweł Wroński

Zaczyna się też od zabawnego zaprzysiężenia – „na ziemi”. Uczestnicy klną się honorem, że nie wykorzystają okazji by popełnić samobójstwo oraz, że… nie będą pluć z dachów na przechodniów 🙂 Kulminacyjnym zaś momentem jest wypuszczenie w niebo czerwonych baloników, unoszących hen, w dal, deklarację przyjaźni wobec miasta i jego mieszkańców; nasze poszybowały z wiatrem z dachu eleganckiego hotelu „Rius” (ul. Akademika Hnatiuka 12А; www.rius-hotel.lviv.ua).

Już drugi raz uczestniczyłem w takiej wycieczce, tym ciekawszej, że dachy się wciąż zmieniają. Tym razem zaczęliśmy w centrum, na Bulwarze Wolności, a skończyliśmy w „Premier Hotel Dnister”, skąd pięknie widać miasto w otoczeniu zieleni (ul. J. Matejki 6;  www.dnister-hotel.phnr.com).

Fasada hotelu „Dniestr”, z którego roztacza się jedna z najszerszych panoram Lwowa, fot. Paweł Wroński

Hotel „Dniestr” sąsiaduje z grekokatolicką katedrą św. Jura – jedną z najpiękniejszych świątyń Lwowa. Wycieczkę można więc kontynuować… A, że miasto skupione jest wśród okalających je pagórków, atrakcja goni atrakcję, sytuacja się powtarza, i tak – bez końca!

WIdok na Stare Miasto we Lwowie – od wschodu, z najwyższej kondygnacji hotelu „Dniestr”, fot. Paweł Wroński

Stare Miasto we Lwowie – z dachowej perspektywy, 2 maja 2018, fot. Paweł Wroński

Ihor Lylo układa programy wycieczek i prowadzi trasami swego pomysłu w ramach oferty kompanii „Kumpel-Tour”; biuro kompanii mieści się na skraju Starego Miasta, przy ul. Valovej, 16 (wejście od  Serbskiej; www.kumpel-tour.com).

Zupy w jadalnych kubkach

Przyzwyczajeni jesteśmy raczej do patentów z USA i Zachodniej Europy. A tu pomysł rodem z Ukrainy, zrealizowany u nas.

Opatentowana przez przedsiębiorczych Kijowian maszyna do wypiekania jadalnych kubków, które są pojemnikami na zupę, konkretnie na vege-wariacje na temat zup kremów.

Sieć Soup Culture ma coraz więcej punktów. Pierwszy powstał w Krakowie, dwa (jak dotąd) w Warszawie, kolejny pojawi się już za tydzień na dziedzińcu Manufaktury w Łodzi. Sieć reklamuje się hasłem: „WYPIJ ZUPĘ I ZJEDZ KUBEK”, i nie jest to jedynie marketingowy chwyt. Na początek kubeczki z pszennej mąki – z kurkumą oraz z mąki ziarnistej z karobem. Wkrótce w wersji bezglutenowej, zaś zupki nieco mniej, bo na razie jest 300 g, co dla wielu klientów jest porcją gigantem, zwłaszcza, że pojemnik też jest pożywny. I trwały – pomysłodawcy gwarantują, że wytrzymuje 30 minut. I tak jest (a nawet dłużej). Smacznego!


Soup Culture: www.soupculture.pl oraz fanpage sieci na www.facebook.com

Blokowiska Kijowa… z lotu ptaka

Blokowiska z wielkiej płyty, tak typowe dla miast byłego bloku socjalistycznego, uległy w ostatnim ćwierćwieczu metamorfozie, przekształcając się z sypialni w rzeczywiste miasta. Owszem, są wciąż w nieludzkiej skali, ale jednak żyją i daje się w nich żyć.

Nasze największe blokowiska, takie jak Ursynów czy Tarchomin w Warszawie, stały się miastami w miastach. A tak wyglądają blokowiska Kijowa, przecięte wstęgą Dniepru.

Kijów liczy ponad 2,8 mln mieszkańców. Jest kluczowym ośrodkiem akademickim, kulturalnym i gospodarczym Ukrainy. Miasto zajmuje powierzchnię 836 km2 (dla porównania Warszawa – 517 km2, 1,75 mln mieszkańców). Stare miasto z szeregiem wspaniałych obiektów zabytkowych przegląda się w wodach Dniepru.


INFO
www.kiev.info
www.visitkievukraine.com
Główny kijowski port lotniczy znajduje się na terenie Boryspola, miejscowości oddalonej 29 km na wschód od centrum ukraińskiej stolicy; Kiev-Boryspil: www.kbp.kiev.ua
Drugim portem lotniczym są Zhuliany (pol. Żuliany), położone w dzielnicy o takiej właśnie nazwie, dawne lotnisko wojskowe powstałe w okresie międzywojennym w XX wieku; 8 km od centrum (lądują tam m.in., startujące na naszych lotniskach samoloty Wizz Air): www.iev.aero

Winiarskie ABC Mołdawii

Mołdawski krajobraz łagodnie faluje, a jego ozdobą są winnice. Uprawa winorośli należy bowiem do najważniejszych w tym niewielkim kraju, w którym podstawą gospodarki jest rolnictwo – uprawa owoców, warzyw, zbóż, tytoniu i słoneczników.



Film prezentuje winnice i siedzibę najstarszej mołdawskiej wytwórni, założonej w 1827 roku Purcari Château.


Winiarskie dzieje Mołdawii tkwią korzeniami w czasach preromańskich, jak się szacuje – przed około 5 tysiącami lat. Obfitowały w trudne momenty. W okresie tureckiego panowania religia zdobywcy nie sprzyjała rozwojowi sztuki winiarskiej. Z drugiej jednak strony, Turcy wyżej cenili haracze niż religijną poprawność tych co je płacili. W drugiej połowie XIX wieku, Mołdawii nie ominęła plaga filoksery – żółtej mszycy przywiezionej z kontynentu amerykańskiego, która przetrzebiła europejskie uprawy winorośli.

Niezależnie od ekologicznej katastrofy, XIX stulecie było epoką pionierów. Powstały wówczas funkcjonujące po dziś dzień winiarnie, takie jak Purcari Château (najstarsza w Mołdawii, założona w 1827 roku; www.purcari.md) czy Castel Mimi (działa od 1893, z jej początkami wiąże się sprowadzenie do Mołdawii francuskiego szczepu aligoté; www.castelmimi.md). Paradoksalnie, epidemia filoksery spowodowała poszerzenie wachlarza uprawianych szczepów. Trzeba było bowiem sprowadzać sadzonki nowe, również nie używanych wcześniej w tym rejonie odmian.

Wina z Mołdawii - od najlepszych producentów, fot. Paweł Wronski
Wina z Mołdawii – od najlepszych producentów, fot. Paweł Wroński

Natomiast znaczące poszerzenie areału upraw, miało miejsce w czasach socjalistycznych. Wtedy także zwiększono zdecydowanie produkcję. Niestety, kosztem jakości win. Po 1991 roku, w niepodległej Mołdawii, winiarstwo zmienia powoli oblicze, dzięki czemu podłe trunki zaczynają robić miejsce interesującym. „Powoli”, bo duże zapotrzebowanie na wino z rynku rosyjskiego, wciąż skłania do przedkładania ilości nad jakość.

W Mołdawii działa około 140 winiarni o różnym potencjale. 24 z nich (wg danych z 2016 roku), eksportuje wina do Polski. Przy produkcji szlachetnego trunku oraz w przemyśle i usługach związanych z winiarstwem pracuje około 200 tysięcy osób. Branża generuje około 3-4% mołdawskiego PKB.

Z perspektywy uprawianych odmian, Mołdawia jawi się krajem z pogranicza Europy i Azji. Spotkamy tu bowiem pochodzące z Gruzji rkatsiteli obok wywodzącego się z Francji, a rozpowszechnionego na całym świecie sauvignon blanc. Przykładem podobnego zestawienia wśród szczepów czerwonych mogą być saperavi i cabernet sauvignon. Do mołdawskich warunków przystosowały się znakomicie sprowadzone z Ameryki odmiany z gatunku vitis labrusca, czyli „lisiej winorośli” – isabella i lidia. Służą do produkcji soków oraz niezbyt wysoko cenionych win półsłodkich i słodkich o domowym charakterze, podkreślonym smakiem truskawek i poziomek.

moldova-w-warszawie_2960
Członek mołdawskiej ekipy na TT Warsaw 2016, fot. Paweł Wroński

Wśród popularnych odmian są także szczepy, wywodzące się z tej części Europy, kojarzone raczej z sąsiednią Rumunią, często także z Węgrami.

Fetească albă – jeden z najdłużej uprawianych i najpopularniejszych zarówno w Rumunii, jak i w Mołdawii białych szczepów. Jest też dobrze znany na Węgrzech, gdzie kryje się pod nazwą leányka. Powstają z niego mineralne, świeże wina wytrawne lub półwytrawne, z wyczuwalnymi w bukiecie nutami kwiatowymi.

Fetească regala – również biała odmiana, ale jej historia sięga zaledwie lat 30. XX wieku. Powstała bowiem ze skrzyżowania fetească albă i grasă. Drugi z „rodzicielskich” szczepów jest wizytówką rumuńskiego regionu Cotnari (grasă de Cotnari). Fetească regala, podobnie jak fetească albă uprawiana jest też powszechnie na Węgrzech, gdzie nazywa się ją királyleányka. Powstają z niej wytrawne trunki o aromatycznym bukiecie.

Plavaj – biała, prawdopodobnie rdzenna mołdawska odmiana winorośli, której apogeum wykorzystania przypadło na przełom XIX i XX wieku. Dziś uprawy są coraz rzadsze. W krajach środkowej Europy odmiana też jest znana i występuje pod różnymi nazwami. Melve na Węgrzech, plavez gelber w Austrii, rumeni plavec w Słowenii, plavec žuti w Chorwacji, a w Rumunii – plavana albo plavaie.

Viorica – odmiana, która rośnie tylko w Mołdawii, doskonale przystosowana do klimatu miejscowego klimatu. Viorica doskonale przetrzymała katastrofalną suszę 2012 roku, zwracając na siebie uwagę producentów. Głównym krajowym producentem, który w ostatnich latach podjął na większą skale produkcję win z tego szczepu jest Cricova.

Rara neagră – jest sztandarową czerwoną winoroślą regionu Purcari. W winiarni Purcari Château powstaje z nie cenione wino Negru de Purcari, które już pod koniec XIX wieku zawędrowało na brytyjski dwór królewski. Jest wysoce prawdopodobne, że rara neagră jest najbardziej mołdawską winoroślą, bo stąd się wywodzi. Rozpowszechniła się jednak w Rumunii tak, że znana jest lepiej pod tamtejszą nazwą băbească neagră. Wina wyrabiane z rara neagră mają rubinowy kolor, a w ich bukiecie goszczą rzadko w winie spotykane nuty dojrzałych winogron.

Fetească neagră – czerwony szczep uprawiano w tej części Europy jeszcze przed atakiem filoksery. A że jest odporny na mrozy i łatwo obsypuje szlachetną pleśnią, oprócz win wytrawnych czy półwytrawnych robi się z niego wina słodkie, zbierając grona nawet po przymrozkach. W ich bukiecie czuć nuty owoców leśnych, głównie jeżyn. Co ciekawe, dawniej winogron tej odmiany używano przede wszystkim do kupaży z cabernet i merlot. Teraz, robi się z niej najchętniej czyste, jedno-odmianowe wina. Na ich dobrą ocenę wpływa fakt, że sprawdzają się podczas dłuższego leżakowania.

Hitem turystycznym są, ciągnące się nawet ponad 200 km podziemne piwnice na wino. Złożone w nich depozyty czynią z Mołdawii największy skład win w Europie, a może nawet na świecie. Fot. Paweł Wroński
Hitem turystycznym ze świata mołdawskich win są ciągnące się kilometrami podziemne piwnice na wino. Złożone w nich depozyty miłośników szlachetnego trunku, czynią z Mołdawii największy skład win w Europie, a może nawet na świecie. Fot. Paweł Wroński

W Mołdawii wyróżnia się 4 historyczne regiony winiarskie.

Północ zajmuje Bălti. Najmniejszy i najzimniejszy w kraju. Z tutejszych winogron wyrabia się mołdawską brandy – divin.

W centralnej części leży Codru. Królestwo białych szczepów. Ich uprawy zajmują około 70% areału. Mają tu siedzibę tak znane winiarnie jak Cricova (www.cricova.md), czy należąca niegdyś do Romanowów S.A. Romaneşti (robią dobre, cenione wina czerwone; www.romanesti.moldagro.md).

Nad Dniestrem, na południowym wschodzie rozciąga się Nistreana. Terroir sprzyja uprawie czerwonych odmian winogron. To tutaj, na zachodnim brzegu Dniestru zlokalizowana jest siedziba najsłynniejszego w Mołdawii producenta – Purcari Château (www.purcari.md).

Południową część kraju zajmuje region Cahul. Sławą cieszy się w nim współcześnie przede wszystkim część wschodnia, Ştefan Vodă – subregion, w którym Purcari Château ma także swoje uprawy. Szereg butikowych producentów ze Ştefan Vody cieszy się dobrą opinią. Należą do tej grupy Equinox z Olăneşti (www.winemoldova.com/equinox), Et Cetera z Crocmaz (www.etcetera.md), czy Pelican Negru, mołdawsko-francuskie joint venture, działające także w Olăneşti (www.pelicannegruwines.com). Zachodnia część regionu Cahul to historyczny region Valul lui Traian.


Małych producentów zrzesza Asociația micilor producători de vinuri din Moldova: www.winemoldova.com (katalog wybranych członków stowarzyszenia w jęz. angielskim: www.winemoldova.com/pdf).


INFO
Więcej o szczepach i winach mołdawskich: www.wineofmoldova.com
Katalog spożywczych produktów z Mołdawii, obejmujący uprawiane szczepy i produkowane wina: www.madein.md

Czerwcowe imprezy polecane przez KL

W kalendarzu wydarzeń Klubu Leniwca (KL) polecamy przede wszystkim imprezy cykliczne. Uzyskany prestiż i potwierdzana w kolejnych edycjach dobra organizacja gwarantują, że spędzimy interesująco czas i będziemy się dobrze bawić.


Lwowskie Grand Prix (Leopolis Grand Prix)
3-5 czerwca 2016
Ukraina / Lwów
www.leopolis-grand-prix.com

Tradycje wyścigów samochodowych we Lwowie sięgają przełomu lat 20. i 30. XX w., kiedy w mieście wybudowano tor Grand Prix, prekursora Formuły 1. Impreza odżyła w nowej formule w XXI w., jako miting zabytkowych samochodów. Tegoroczny odbędzie się w Parku Kultury. Uczestniczą w nim przede wszystkim youngtimery, czyli pojazdy wyprodukowane w latach 60., 70. i 80. XX w. Pojazdy będą wystawione publicznie, a jury oceni ich stan podczas piątkowego „Contest of Elegance”. Dla widzów przewidziano konkursy wiedzy z dziedziny motoryzacji oraz loterię. Kulminacyjnym punktem programu jest sobotni rajd uliczny (wokół Starego Miasta; trasa na stronach festiwalu). Samochody i motocykle startują w kilku klasach. Organizatorzy przewidują więc 5 do 7 wyścigów, w godz. 9-15.


Festiwal Bachowski (Bachfest Leipzig)
10-19 czerwca 2016
Niemcy / Saksonia, Lipsk
www.bachfestleipzig.de

Jeden z najważniejszych festiwali muzyki klasycznej w Niemczech. Zwyczajowo, część koncertów odbywa się w kościele św. Tomasza, z którym był związany genialny kompozytor. Obok interpretatorów dzieł instrumentalnych występują także chóry, w tym chłopięcy chór św. Tomasza, w którym Jan Sebastian Bach był przez długie lata kantorem (przewodził i intonował śpiewy liturgiczne; samodzielnie wykonywał psalmy). Tematem przewodnim tegorocznej edycji będą Sekrety harmonii – Geheimnisse der Harmonie.

Poniższy film, zamieszczony na Youtube przez Bach-Archiv Leipzig, jest zapisem koncertu jaki odbył się w 2014 roku. Zagrała LeipJAZZig-Orkester pod kierunkiem pianisty Stephana Königa; gościem specjalnym był Martin Petzold (tenor).


Festiwal Pięciopłatkowej Róży (Slavnosti Pětilisté Růže)
połowa czerwca; aktualna edycja: 17-19 czerwca 2016
Czechy / Południowe Czechy, Český Krumlov
www.slavnostipetilisteruze.eu
www.ckrumlov.cz
www.czechtourism.com

Nazwa festiwalu, który nadaje Czeskiemu Krumlowowi renesansowy kostium, wywodzi się od herbu rodu Rožmberków (niem. Rosenberg), którzy władali przez kilka stuleci miastem nad Wełtawą. Festiwal zapoczątkowano w 1909 r. na 600-lecie miasta. Regularnie odbywa się od 1968. W programie korowód w historycznych strojach, z postaciami związanymi z miastem, kawalkady konnego rycerstwa, turnieje, jarmark historyczny oraz pokazy tańców renesansowych, uliczne spektakle teatralne, a wieczorami fajerwerki. W niedzielę – zabawy i konkursy dla najmłodszych.

Czeski Krumlow, fot. Paweł Wroński
Czeski Krumlow, fot. Paweł Wroński

Powyższe informacje uzyskało ponad 10 tys. indywidualnych klientów Elvii pocztą elektroniczną (www.elvia.pl). Notatki o imprezach będą zamieszczone w kalendarzu wydarzeń na stronach Klubu Leniwca (KL; www.klubleniwca.pl).

Elvia_na-czerwiec-2016


Materiał zebrany przy wsparciu Mondial Assistance / Elvia (www.elvia.pl) oraz Mercedes-Benz Polska (www.mercedes-benz.pl) przez Klub Leniwca. Podczas wyjazdów studyjnych korzystaliśmy z najnowszych modeli samochodów z oferty Mercedes-Benz Polska: GLE 350D 4Matic (grudzień 2015), CLA 45 AMG (luty 2016), Smart ForFour (kwiecień 2016).