Chińskie akcenty w Łazienkach

Aleja Chińska ze stylowymi pawilonami i oświetlona lampionami zdobi najpiękniejszy park Warszawy od 2014 roku. Jej powstanie nawiązuje do dziejów stosunków polsko-chińskich w wieloraki sposób.

Ogród Chiński w Łazienkach Królewskich, fot. Paweł Wroński

 

Koncepcja współczesnego Ogrodu Chińskiego opracowana została przez prof. Edwarda Bartmana i architekta Pawła Bartmana we współpracy z chińskimi architektami z Muzeum Księcia Gonga w Pekinie. Nowy Ogród Chiński otwarty został w 2014 roku jako część Ogrodu Królewskiego, by przypominać XVIII-wieczną modę na „chinoiserie”. W opinii dr. Andrzeja Michałowskiego, odpowiada on cechom „chinoiserie”  i charakterowi czasów Stanisława Augusta. Pawilon Chiński, symbolizujący pierwiastek męski, i ażurowa Altana Chińska, symbolizująca kobiecość, połączone zostały kamiennym mostkiem, który – jak podkreśla znawca architektury chińskiej, prof. Wang Hongbo – stanowi nawiązanie do drogi mlecznej.

 

Współczesna Aleja Chińska w Łazienkach jest przejawem fali mody na chińszczyznę, jaka od paru dekad przelewa się przez współczesną Europę. Moda, określana francuskim mianem chinoiserie, napłynęła na Stary Kontynent w latach 80. XVIII wieku. Jej echa dotarły do Polski w okresie rozbiorów, zachwycając Stanisława Augusta Poniatowskiego. Król, esteta i mecenas sztuki, sięgnął skwapliwie do egzotycznego kanonu piękna, wprowadzając do ukochanego parku dalekowschodnie elementy. Dawną drogę łączącą Zamek Ujazdowski z Pałacem w Wilanowie nazwał Aleją Chińską, a w 1784 roku, pod wpływem angielskiej szkoły ogrodniczej, na jej skrzyżowaniu z Promenadą Królewską w Parku Łazienkowskim kazał wznieść z kamieni i drewna Most Chiński. Ślady po nim odkryli archeologowie w 2012 roku. Już dawniej jednak wiedziano jak wyglądał, gdyż w kolekcji UW zachowały się przedstawiające go ryciny, a w petersburskim Ermitażu olejne płótno, ukazujące Most i Aleję. Nieopodal mostu, zaaranżowano na zlecenie króla Ogród Chiński, który nie przetrwał do naszych czasów. Zachowany na terenie parku odcinek Alei Chińskiej liczący 1200 m długości jest jedyną pozostałością królewskiego przedsięwzięcia.

Ogród Chiński w Łazienkach Królewskich, fot. Paweł Wroński

Drugi fakt jest niemal zupełnie nieznany, choć dotyczy czasów współczesnych, konkretnie epoki PRL. Związany z polityką, wykracza daleko poza wymiar estetyczny. Trzeba pamiętać, że na kontakty bilateralne po II wojnie światowej rzucały cień ideologiczne względy. PRL i ChRL były krajami bloku komunistycznego, ale ich relacje wymykały się bacznej kontroli ZSRR, oba bowiem kraje zbliżała chęć zachowania suwerenności. Ba, w 1956 roku Chiny zdecydowanie przeciwstawiły się planom radzieckiej interwencji zbrojnej w Polsce. Wizyta premiera Zhou Enlaia w Warszawie w styczniu 1957 roku była manifestacją przyjaźni pomiędzy rządami obu krajów. Z braku informacji, świadomość tych zdarzeń była w społeczeństwie znikoma. W latach 50. XX wieku Chiny popierały polskie inicjatywy rozbrojeniowe składane na forum ONZ. Kiedy zaś w 1955 roku w Chinach i USA pojawiła się wola rozmów, to właśnie strona polska stworzyła dyskretnie dogodne warunki do ich tajnego prowadzenia.

Pałac Myślewicki, to tutaj, w czasach zimnej wojny” toczyły się tzw.”nieme rozmowy” prowadzone przez dyplomatów chińskich z amerykańskimi, fot. Paweł Wroński

Ze względów ideologicznych nie można było tego przeprowadzić inaczej. Trudne rokowania, przerywane w okresach napięć między stronami, ciągnęły się do 1972 roku. Miejscem spotkań – odbyło się ich 136 – dyplomatów chińskich z amerykańskimi był Pałac Myślewicki w Łazienkach. Prowadzone rozmowy przeszły do historii pod nazwą niemych, ponieważ w obawie przed podsłuchem porozumiewano się, zapisując pytania i odpowiedzi na kartkach.

Usytuowanie Nowego Ogrodu Chińskiego – plan ze strony Muzeum Pałacu i Parku w Łazienkach Królewskich

Polityczne i ekonomiczne kulisy rewitalizacji Alei Chińskiej w Łazienkach
W październiku 2010 roku przedstawiciele Fundacji Sinopol poznali historię Alei Chińskiej, a dowiedziawszy się o planach wymiany nawierzchni parkowych alejek, zainicjowali projekt rewitalizacji, którego realizacja stała się możliwa dzięki dobrej chińsko-polskiej współpracy. Ideę wsparli zarówno ówczesny dyrektor Muzeum Łazienki Królewskie, jak i ambasadorowie obu krajów. Ambasador ChRL w Polsce dołożył przy tym starań, żeby zainteresować przedsięwzięciem członków chińskich delegacji wysokiego szczebla, które odwiedzały w tym czasie Polskę. W efekcie, w Chinach sprzyjały rewitalizacji tak wysoko postawione osobistości, jak: przewodniczący Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej Chin – Jia Qinglin, przewodniczący komisji ds. zagranicznych Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych – Li Zhaoxing, I wiceprzewodniczący Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych – Wang Zhaoguo, członek komitetu stałego Biura Politycznego Komitetu Centralnego KPCh – He Guoqiang,  minister spraw zagranicznych – Yang Jiechi oraz minister obrony narodowej – Liang Guanglie. Okazji do nadania dalszego biegu sprawie dostarczyła zbliżająca się wówczas wizyta prezydenta Bronisława Komorowskiego w Chinach. Prezes Sinopolu nakłonił wówczas do współpracy firmy zaangażowane w wymianę handlową między obu krajami: ze strony polskiej – KGHM Polską Miedź, z chińskiej – China Minmetals Corporation. Opracowany przez Sinopol budżet przedsięwzięcia sięgnął 5 mln złotych.

 

Łazienki Królewskie zajmują powierzchnię 76 ha. Ścieżki od głównej bramy w Alejach Ujazdowskich prowadzą do pomnika Fryderyka Chopina. Z tego powodu, odwiedzający Warszawę Chińczycy, nazywają Łazienki „Parkiem Chopina”.

 

Letni koncert chopinowski w Łazienkach, fot. Paweł Wroński

Aleja Chińska i Ogród Chiński w Łazienkach stanowią dziś barwną scenerię sesji fotograficznych dla nowożeńców, barwny cel wieczornych spacerów, a także przedmiot studiów dla słuchaczy takich kierunków jak architektura czy sinologia. To miejsce faktycznej chińsko-polskiej wymiany kulturowej.


Aleja Chińska w Łazienkachwww.lazienki-krolewskie.pl

Reklamy

Koszerne, czyli właściwe

„Przykazania zostały dane jedynie po to, aby uszlachetniać ludzi. Bo jaką różnicę sprawia Bogu, czy szyję zwierzęcia przecina się od przodu, czy od tyłu? Celem praw, które Bóg wydał, jest doskonalenie istot ludzkich.”

Powyższe wyjaśnienie, przypisywane żyjącemu w III wieku rabinowi Hoszaji z Palestyny, przytoczone jest w midraszu, czyli komentarzu do Księgi Rodzaju. Na tym można by kwestię koszerności zamknąć, przyjmując zarówno za punkt wyjścia, jak i ostateczne rozstrzygnięcie – Boży Zamysł.

Na ten zresztą aspekt, jako kluczowy dla Żydów respektujących zawarte w Biblii reguły, zwróciła uwagę rabinka Małgorzata Kordowicz, tłumacząc kaszrut, czyli zasady i ideę koszerności – właściwego, zgodnego z prawem judaistycznym postępowania.

Zasady te przeniesione na grunt diety – doboru i przygotowywania pożywienia, wywołują jednak mnóstwo pytań, zarówno wzniosłych jak prozaicznych – od definicji tego co koszerne, a co nie, przez proces i zasadność certyfikowania produktów spożywczych oraz dobór i przygotowanie potraw, po sam akt konsumpcji. Głównym źródłem zasad pozostaje niezmiennie Księga Kapłańska, w  której wymienione są gatunki zwierząt dozwolonych i niedozwolonych.

Problem koszerności ma ścisły związek z cierpieniem zwierząt, które są w nieludzkich warunkach hodowane i zabijane. Proceder ten kwitnie w masowej skali w związku z rosnącym wciąż zapotrzebowaniem na żywność na coraz gęściej zaludnionej planecie.

Na dołączonym do zdjęcia nagraniu, o idei i praktyce koszerności opowiadają:  Małgorzata Kordowicz – rabinka, Malka Kafka – restauratorka, właścicielka lokali spod znaku „Tel Aviv Urban Food” (www.telavivurbanfood.pl) i Magdalena Szpilman – tłumaczka żywo zaangażowana w życie żydowskiej społeczności w Polsce. Rozmowę prowadzi: Paulina Kakareko z warszawskiego JCC (Jewish Community Center – Centrum Społeczności Żydowskiej; www.jccwarszawa.pl).

 

כשרות

 

Słowniczek pojęć związanych z tematem koszerności

KASZRUT – zasady judaistycznej diety; powstały w oparciu o zapisy Pięcioksięgu Mojżesza (Tory), niektóre powtarzają się kilkakrotnie; są komentowane w midraszach i Talmudzie

KOSZERNE – dosłownie: właściwe, odpowiednie; pojęcie nie dotyczy tylko kuchni, ale wszystkich aspektów życia – albo wiedzie się je zgodnie z Prawem Bożym, albo nie

 

W związku z powtórzonym trzykrotnie w Torze stwierdzeniem: „nie będziesz gotował koźlęcia w mleku matki jego”, produkty mleczne i mięsne muszą być trzymane i gotowane oddzielnie, a nawet w różnych garnkach i spożywane na innych naczyniach, innymi sztućcami (głos w dyskusji na ten temat na: www.shalomwawa.org). Nie wolno przy tym spożywać mlecznych i mięsnych produktów równocześnie – przyjęło się, że przerwa musi trwać 3 godziny, są jednak środowiska (i kraje, np. Holandia), w których Żydzi stosują 6-godzinną przerwę.

 

PARWE – czyli produkty neutralne (parwe ew. perwe znaczy w jidysz obojętny, nijaki), których nie utożsamia się są ani z produktami mięsnymi, ani z mlecznymi; są nimi niemal bez wyjątku warzywa i owoce oraz – z pewnymi ograniczeniami, ryby (gatunki bez łusek i płetw nie wchodzą w grę) i jajka (o ile nie zawierają odrobiny krwi – widocznego znaku, że komórki przyszłego organizmu zaczęły się już rozwijać)

 

Problemy budzą przetworzone winogrona, w związku z tym wino wymaga certyfikatu koszerności.
Czysta wódka jest zawsze koszerna, więc umieszczony na niej znak certyfikatu, jest niczym innym jak marketingowym chwytem.
Większy problem sprawiają likiery, bo chociaż są owocowe, to jednak zawierają (mogą zawierać), różne dodatki budzące wątpliwości, czy też zdecydowanie niekoszerne, takie jak np. koszenila – ciemnoczerwony barwnik, uzyskiwany z wysuszonych, zmielonych owadów (czerwców kaktusowych – Dactylopius coccus).

 

GLAD KOSZER (glatt kosher) – dosłownie: ściśle koszerne; słowo glad znaczy w jidysz gładki, wyznacznikiem są zwierzęce płuca, które muszą być pozbawione zrostów i wszelkich innych śladów chorób lub uszkodzeń (ba, teksty liturgiczne są koszerne jedynie wówczas, gdy nie ma w nich tzw. kleksów); sprawdza się także inne organy wewnętrzne – są ściśle określone zasady kontroli i klasyfikacji; trzeba jednak pamiętać, że pojęcie to dotyczy przede wszystkim mięsa, jednak w praktyce stało się synonimem ‘wyższego’ standardu koszerności

PASCHA (Pesach) – dosłownie: przejście, ale w tradycji żydowskiej to najważniejsze święto, celebrowane uroczyście na pamiątkę wyjścia narodu wybranego z Egiptu (nazywane bywa także Świętem Wiosny [Chag ha-Awiw], Świętem Przaśników lub Macy [Chag ha-macot], albo Świętem Wolności [Chag ha-Cherut]); w kontekście koszerności – produkty spożywane w czasie jego trwania (8 dni), muszą być kaszer le-Pesach, co oznacza, że nie mogą zawierać chamecu. Ba, prawowiernym Żydom w tym czasie nie wolno nawet posiadać pożywienia kwalifikowanego jako chamec, naczyń i sztućców używanych na co dzień; jedną z najważniejszych czynności poprzedzających Paschę jest pozbycie się chamecu

CHAMEC – w jidysz znaczy zakwas, ale mianem chamecu określane są produkty zrobione z żyta, pszenicy, orkiszu, owsa lub jęczmienia oraz zawierające choćby śladowe ilości tamtych składników; rabini wyliczyli, że po 18 minutach od kontaktu tych zbóż z wodą, rozpoczyna się proces fermentacji; w żydowskim domu religijnej rodziny nie może więc znajdować się nawet jeden mały okruch, ani nawet odrobina jakiejkolwiek substancji, w której składzie jest chamec, więc wyszukiwanie, niszczenie lub pozbywanie się w inny sposób chamecu są poddane skomplikowanym rytuałom (więcej: www.fzp.net.pl)

CERTYFIKATY KOSZERNOŚCI – w związku ze skomplikowanymi współczesnymi procesami pozyskiwania i przetwarzania żywności oraz skalą tego procesu, przyznają je wyspecjalizowane, uznane przez środowisko żydowskie agencje i niektórzy rabini.

Ponieważ głównymi zainteresowanymi są Żydzi ortodoksyjni, w praktyce to w ich rękach spoczywa cały proceder (więcej na ten temat: www.warszawa.jewish.org.pl). Produkty na rynku polskim mają zazwyczaj znak amerykańskiej Orthodox Union (www.ou.org)

 

Na stronach www.koszernapolska.pl znajdują się dostępne w Polsce produkty koszerne. Gdy się pojawiła w sieci, strona obejmowała 1700 pozycji; teraz jest aktualizowana co kwartał.

 

MASZGIJACH (maszgijach kaszrut) – pomocnik rabina w sprawach orzekania o koszerności potraw (zatrudniają ich także agencje wydające certyfikaty koszerności do kontroli procesów przetwarzania produktów spożywczych lub przygotowania potraw w lokalach gastronomicznych); o maszgijachu działającym w specjalnie wydzielonej kuchni w warszawskim hotelu Marriott było głośno w 2011 roku (www.jewish.org.pl); w lutym 2012 roku pojawiła się wiadomość o kilkunastu polskich Żydach, którzy ukończywszy specjalny kurs uzyskali kwalifikacje maszgijachów (był to pierwszy tak duży kurs zorganizowany w Polsce po II wojnie światowej; odbył się w Łodzi pod patronatem organizacji Shavei Israel [www.shavei.org], 17 z 40 uczestników zdało końcowy egzamin; www.wprost.pl)

SCHITA – koszerny i humanitarny ubój zwierząt i drobiu; żeby go dokonać trzeba posiadać odpowiednie, uwiarygodnione licencją  kwalifikacje; schitą zajmuje się szochet

 

Żeby zwierzę było koszerne musi według prawa żydowskiego „przeżuwać” i mieć rozszczepione kopyta. Produkty z krów lub owiec są więc odpowiednie, ale np. wieprzowina jest zakazana. Wśród ptaków dozwolony jest głównie drób: kurczak, indyk, kaczka, gęś, zakazane są natomiast ptaki drapieżne. Koszerna ryba musi mieć płetwy i łuski. Wymóg spełniają dorsze, karpie, flądry, łososie czy tuńczyki, ale węgorze, sumy, skorupiaki, ośmiornice albo ostrygi – nie.

 

KOSZER vs. HALAL – w zasadzie to pojęcia zbliżone, z tym że ich wzajemna relacja przypomina stosunek kwadratu do prostokąta: każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt kwadratem; mówiąc wprost – każdy kto poszukuje produktów halal, może spokojnie spożywać żywność koszerną, odwrotnie – niekoniecznie (więcej o obu zjawiskach w materiale „Religia od kuchni”: www.national-geographic.pl)

EJRUW (sznur szabasowy) – dosłownie zmieszanie, uświęcony tradycją sposób na ominięcie zakazów religijnych (np. wiążących się z okresem szabasu, do czego używano sznura lub drutu, otaczając nim wybraną strefę); są to czynności symboliczne, które pozwalają ortodoksyjnym Żydom na wykonywanie niektórych prac, zakazanych w szabat i święta, takich jak np. gotowanie czy przenoszenie przedmiotów poza dozwolony prawem teren; aby bliżej wyjaśnić to pojęcie cytuję za materiałami ŻIH – www.jhi.pl:
Ejruw tawszilin (hebr. zmieszanie pokarmów) umożliwia przygotowanie potraw na szabat podczas trwania święta, które przypada w piątek. Co prawda, w święta (za wyjątkiem Jom Kipur) dopuszcza się gotowanie, ale tylko tych potraw, które służą bezpośredniemu spożyciu, a nie są przygotowywane „na zapas”. Dlatego jeśli szabat wypada w okresie świąt, w przeddzień święta zazwyczaj piecze się jajko. Ta czynność, w sposób symboliczny, rozpoczyna przygotowywanie potraw szabasowych, które następnie kontynuuje się podczas trwania święta.
Ejruw tchumim (hebr. zmieszanie granic) pozwala powiększyć o ponad 2 tys. łokci obszar, na którym wolno poruszać się w czasie szabatu i w święta. W tym celu w wybranym miejscu, w przeddzień dnia świątecznego, umieszcza się na talerzu niewielką ilość żywności. Ta czynność symbolicznie poszerza przestrzeń domową i umożliwia członkom rodziny swobodne poruszanie się na obszarze powiększonym o dalsze 2 tys. łokci.
Ejruw chacerot (hebr. zmieszanie podwórek) pozwala nie tylko w obrębie domu, ale także poza nim przenosić przedmioty. W tym celu kilka domów stojących przy tym samym placu otacza się sznurem lub drutem (owo ogrodzenie także nazywano ejruw), łącząc je symbolicznie w jedną prywatną własność; albo też każda rodzina przynosi do wybranego domu talerz z żywnością, przez co pobliski, publiczny teren symbolicznie staje się prywatnym podwórkiem jednej, wspólnej „rodziny”.


Spotkanie w ramach projektu „Żydowskie ABC”, zorganizowało JCC Warszawa w Klubokawiarni przy Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN (www.polin.pl).

Dynia w naszej kulturze

W kwestii dyni możemy śmiało sparafrazować słowa Jagiełły spod Grunwaldu: „obyczajów ci u nas dostatek, ale i ten przyjmiemy jako zapowiedź dobrej zabawy”.

Jesienią, w wielu krajach europejskich, zwłaszcza tych z kręgu kultury niemieckiej, dynie pojawiają się dosłownie wszędzie. Zdobią ogrodowe furtki, sklepowe witryny, hotelowe halle i sale restauracyjne. Kupić można je nawet na przydrożnych, wystawianych okazjonalnie straganach. Kürbiszeit kojarzy się również z daniami z dyni. Szczególnie popularna jest zupa dyniowa. Zazwyczaj przygotowywana jako krem, intensywnie żółta i przyprawiona dla nadania bardziej wyrazistego smaku.

W Styrii, landzie słynącym w Austrii z kuchni ludowej proweniencji oraz energicznej ekspansji miejscowych winiarzy, wyspecjalizowano się w produkcji oleju z pestek dyni. Tamtejszy Kürbiskernöl jest intensywnie brązowy, niemal czarny. Stosowany jako przyprawa nie tylko do zup czy wytrawnych dań drugich, ale również do ozdoby i wzbogacenia smaku deserów, na przykład lodowych, stał się jednym ze sztandarowych styryjskich produktów spożywczych.

Kulinarne tradycje nie budzą większych emocji, bo od początku lat 90. adaptujemy je niemal hurtowo, i to z całego niemal świata. Natomiast Halloween tak. Ekscytują się nim głównie najmłodsi, bo czyż nie jest przyjemne bieganie od domu do domu. Robienie psikusów i dostawanie w zamian smakołyków? Jednak Halloween prowokuje także napuszone, ocierające się o granice absurdu dyskusje, bo dotyczące kwestii wiary, moralności i czystości narodowych tradycji. Obyczaj przyszedł bowiem zza oceanu i wzorem amerykańskiego Trick or Treat, przyjął się jesienią równie szybko, jak zimą walentynki. Nie tylko zresztą u nas.

W Wielkiej Brytanii, antropologowie przyznają, że jest jednym z przejawów globalizacji masowej kultury, bo do jego popularyzacji przyczyniły się przede wszystkim amerykańskie programy rozrywkowe i filmy, zwłaszcza słynny „ET”, z 1982 r. Rozpowszechniło się przy tym przekonanie, że Halloween jest reminiscencją praktyk religijnych o pogańskim rodowodzie. Być może, gdyż Beda Czcigodny, mnich benedyktyński żyjący w Anglii w VIII w. wielki uczony i erudyta, wspominał październik jako miesiąc krwi – czas zarzynania bydła, zabaw kończących lato i przygotowań do nadchodzącej zimy. W swej jednak istocie, Halloween ma tak na prawdę konotacje religijne, związane z ludowymi zabawami w wigilię dnia Wszystkich Świętych, ustanowionego przez Kościół – tu zdania są podzielone – albo w VII, albo IX stuleciu.

Przypisywanie natomiast tej tradycji rodowodu celtyckiego, albo wywodzenie jej z obyczajowości amerykańskich Indian ma stosunkowo krótką historię, nie dawniejszą niż wiek XIX, gdyż wtedy podobne zabawy przywozili na Wyspy Brytyjskie, powracający z emigracji Irlandczycy. Teraz zainteresowanie Halloween podsycane jest w całej Europie zarówno ze względów komercyjnych, jak i estetycznych. Bo chociaż za kościotrupy lub śmierć można się przebrać samodzielnie przygotowując stroje, to jednak łatwiej te rekwizyty kupić w pierwszym z brzegu sklepie z zabawkami, zaś światełko umieszczone w powycinanej dyni ciepło migoce i ładnie wygląda. Przy okazji, warto też zwrócić uwagę, że dynia jako klosz do lampionu jest wykorzystywana raczej od niedawna. Oraz, że wyparła z tej roli, trudniejsze do powycinania warzywa z dużymi korzeniami, buraki czy rzepę. Zapewne dlatego, że jest ekonomiczniejsza. Miąższ można bowiem wykorzystać w zupie, a wysuszone pestki ze smakiem się schrupie.

Mówiąc szczerze, to właśnie gryzienie wysuszonych pestek – jeśli chodzi o dyniową kulturę – ma bodaj najdłuższą w Polsce tradycję. I akurat bardzo dobrze, bo nasiona tego właśnie warzywa są pożądanym składnikiem odżywczym. Bogate w witaminy, kwasy tłuszczowe i mikroelementy wspomagają profilaktykę i leczenie chorób układu krążenia, chronią nerki przed kamicą oraz sprzyjają podwyższaniu odporności organizmu. Na jesień – jak znalazł!

Tyrannosaurus rex – 25 lat inspirującego odkrycia

12 sierpnia 2015 to szczególny jubileusz. Mija właśnie 25 lat od dnia, w którym poszukiwaczka skamieniałości Susan Hendrickson dokonała szczególnego odkrycia. W pobliżu Faith w Południowej Dakocie natrafiła na ogromne kości. Jak się wkrótce okazało fragment szkieletu najgroźniejszego z dinozaurów. Od tamtej pory naukowcy natrafili jeszcze ponad 20 razy na podobny fenomen, ale nigdy na tak wielkiego osobnika. I nigdy na tak dobrze zachowany – uszczerbek w jego strukturze oszacowano zaledwie na 10%.

Jak żaden inny ze znajdowanych na świecie dinozaurów, Tyrannosaurus rex z Faith miał ogromny wpływ na masową kulturę. Inspirował filmowców, uruchomił wyobraźnię twórców komiksów i producentów zabawek. Jak grzyby po deszczu, na całym niemal globie zaczęły powstawać parki jurajskie, w których scenariusze przygód i scenografie inspirowane były nieistniejącym już światem dinozaurów. Znalezisko przyspieszyło też badania poświęcone stworzeniom, panującym na Ziemi 65 mln lat temu, przyczyniając się do lepszego poznania przeszłości naszej planety.

Sue, źródło: zasoby Wikipedii

Szkielet „Sue” (imię nadano T. rexowi na cześć odkrywczyni) można dziś oglądać w Muzeum Historii Naturalnej (The Field Museum of Natural History) w Chicago. Okaz ma 12,8 m długości oraz 4 m wysokości. Jak dotąd nie udało się jednak ustalić płci Sue.


Jako przykład inspiracji artystycznych – krótka, dostępna na Youtube animacja Tara Arts Entertainment, prezentująca kroczącego T. rexa. Niezależnie od tego jak bliska rzeczywistości, robi wrażenie.

Uznany za jednego z największych drapieżników wszech czasów, dojrzały Tyrannosaurus rex mierzył około 13 m długości i 4 m wysokości (od ziemi do stawów biodrowych). Ważył około 6 ton, co określono na podstawie różnorodnych znalezisk, włącznie z zachowanymi miękkimi tkankami.


Materiał opublikowany w dniu 12 sierpnia 2015 w portalu http://magazynswiat.pl.

Mount McKinley – mijają 102 lata od zdobycia szczytu

7 czerwca 1913 roku, angielski wspinacz i misjonarz prowadzący działalność na Alasce, Hudson Stuck, stanął na najwyższym szczycie Ameryki Północnej.

Mount McKinley (przez okolicznych Indian nazywany Dinali), ma 6194 m wysokości. Nosi imię na cześć prezydenta, za którego kadencji Stany Zjednoczone wkroczyły w wiek XX. Kryją go wieczne śniegi, a ze stoków spływają lodowce, z których najdłuższy Muldrow Glacier liczy około 50 km. Ciekawostką jest fakt, że lodowiec pokonano nieco wcześniej, bo w 1910 roku (www.lamountaineers.org).

Pierwsza kobieta stanęła na szczycie 34 lata później, w 1947 roku. Tym wyczynem zapisała się w historii światowego alpinizmu Barbara Washburn. Z pasji była odkrywcą i badaczem kontynentu, z zawodu kartografem.

Poniższy film zrealizowany z okazji jubileuszu 100-lecia zdobycia szczytu na zlecenie władz Parku Narodowego Denali w 2013 roku, opowiada o pierwszym w historii wejściu dokonanym przez Hudsona Stucka.

Współcześnie, każdego roku podejmuje wyprawę na szczyt około tysiąca ludzi. Statystycznie, połowę tych eskapad wieńczy sukces.

Muldrow Glacier – droga na McKinley przez lodowiec (zapis współczesny opublikowany na Youtube w 2014 roku).

Amerykański Dzień Pączka

Każdego roku, na początku czerwca, Ameryka obchodzi uroczyście National Doughnut Day – smaczne święto z przypominającym oponkę pączkiem w roli głównej.

Dziś obcokrajowcom kojarzy się to głównie z obżarstwem i beztroską zabawą. Jednak celebrowanie 5 czerwca Narodowego Dnia Donuta ma zgoła nie rozrywkową genezę.

Obchody zapoczątkowała chicagowska Armia Zbawienia w 1938 roku, aby uczcić pracujące w jej szeregach kobiety (tzw. Lassies), które przygotowywały ten przysmak żołnierzom podczas I wojny światowej (www.salvationarmyusa.org).

Materiał publikowany na stronach http://magazynswiat.pl 6 czerwca 2015.

Chronione skarby natury

Na świecie istnieje ponad 7 tysięcy parków narodowych. Ochronę najcenniejszych fragmentów naszego ekosystemu łączy się w nich z umiejętnym eksponowaniem przyrody i krajobrazu, badaniami naukowymi i edukacją. Parki narodowe zajmują łącznie ponad 1 mln km2. Wydaje się, że dużo, a jednak to zaledwie 0,2% powierzchni naszej planety.

Safari_023p

Serengeti – królestwo wielkiej piątki
Rozległa równina porośnięta sawanną jest bodaj najczęściej odwiedzanym parkiem narodowym Afryki. To jeden z najbardziej archaicznych ekosystemów, a zarazem jeden z największych obszarów chronionych na świecie. Zajmuje powierzchnię 14.763 km2 (obszar nieco większy od terytorium Czarnogóry, nieznacznie mniejszy od Słowenii). Charakterystyczne są dla niego samotne skaliste wzgórza i pojedyncze drzewa, czasem kępy drzewiastych akacji. W ich cieniu kryją się żyjące tutaj zwierzęta. Serengeti leży na terenie Tanzanii, rozciągając na wschód od Jeziora Wiktorii. I właśnie bogactwo fauny charakterystycznej dla Czarnego Lądu jest magnesem przyciagającym uzbrojonych niegdyś w sztucery, a dziś w aparaty fotograficzne gości ze świata. Podczas emocjonujących safari, można w Serengeti podglądać największych i najbardziej drapieżnych przedstawicieli afrykańskiej fauny. Każdego roku sawannę przemierzają w poszukiwaniu wody wielomilionowe stada antylop, zebr i gazeli. Ponadto są tutaj żyrafy, słonie, nosorożce i bawoły. A spośród drapieżników: lwy, lamparty i gepardy oraz poszukujące padliny hieny, likaony, szakale. W miejscach wilgotnych, nad rzadko spotykanymi tu jeziorkami czy strugami – krokodyle i hipopotamy. W kępach zarośli – pytony. Odkrywca tego obszaru, amerykański myśliwy Stewart Edward White nie ukrywał zachwytu, przyrównując na łamach dziennika podróży odbytej w 1913 roku, Serengeti do Raju na Ziemi. Od wieków, przez te tereny pędzą bydło Masajowie. Najbarwniejszy lud Wschodniej Afryki jest równie jak dzika przyroda atrakcją. To ich dziedziny, a Serengeti oznacza w ich mowie wielką i suchą ziemię. www.serengeti.orgwww.tanzaniaparks.com

Yellowstone – ikona amerykańskiego krajobrazu
Najstarszy park narodowy w USA i na świecie, powołany do życia w 1872 roku, za prezydentury Ulyssesa Granta. Obszary objęte dziś ochroną biali zdobywcy Nowego Świata zaczęli poznawać dopiero na początku XIX wieku. Od kilkunastu tysięcy lat żyli tam przedstawiciele rdzennej ludności – plemiona indiańskie Nezów, Percé’ów, Wron i Szoszonów. Badania naukowe zapoczątkowane przez ekspedycję Lewisa i Clarka, a kontynuowane przez geologa Ferdinanda Haydena wykazały, że jest to nie tylko teren unikalny krajobrazowo, ale także niepowtarzalny ze względu na budowę geologiczną. Rozległy płaskowyż wulkaniczny jest niczym pokrywa gigantycznej magmowej komory. Współczesne już badania z użyciem zaawansowaneych technik pozwoliły sprecyzować jej rozmiary. Rozciąga się na długość 72 i szerokość 30, sięgając aż 660 km w głąb naszej planety. Krajobraz tego rejonu, przeciętego doliną rzeki Yellowstone, wijącej się wśród fantazyjnie ukształtowanych skał, natura rzeźbi od około 2 milionów lat. Kluczowe znacznie miały następujące kilkakrotnie w tak długim okresie wybuchy podziemnych wulkanów. Obecność magmy w głębinach Ziemi objawia się na powierzchni zjawiskami termicznymi – obecnością gorących źródeł, błotnych wulkanów, fumaroli i gejzerów. Rozrzuconych wśród skał i lasów, zdominowanych przez specyficzny gatunek sosny wydmowej, której szyszki otwierają się wywypując nasiona jedynie pod wpływem wysokich temperatur. Osobliwością faunistyczną są stada bizonów, które tylko tutaj przetrwały odstrzał prowadzony na Dzikim Zachodzie dla ich futer. Na początku XX wieku żyło dziko zaledwie 50 sztuk. Osobniki te pozwoliły odtworzyć gatunek, i dziś, w Yellowstone spotkamu około 3500 dzikich bizonów. Dla Indian wszystko co obserwowali było przejawem życia Ziemi. Dla nas to także fascynujące zjawiska przyrodnicze, inspirujące sztukę, zwłaszcza literaturę i film. W parkowej scenerii kręcono legendarne westerny. A w słynnej animacji dla dzieci Disneya, w do złudzenia podobnym krajobrazie, baraszkowały krnąbrne misie Yogi i Bubu. www.nps.gov

Jeziora Plitvickie – perła chorwackiej przyrody
Jedna z największych atrakcji przyrodniczych kraju. A chociaż Chorwację kojarzymy przede wszystkim z pasem malowniczego choć kamienistego wybrzeża i licznymi niezbyt odlgłymi od brzegów wyspami, park znajduje się w interiorze, w północnej części kraju. Obejmuje szesnaście dużych oraz kilka mniejszy akwenów wraz z otoczeniem. Plitwickie Jeziora słyną z nieskazitelnej czystości wód. Zapewne zresztą dlatego są ubogie w ryby. Czasem przemknie co najwyżej troć wędrowan, pstrąg potokowy albo goleń, a więc ryby z gatunków wędrownych. Łatwo natomiast napotkać płazy, w tym oryginalną slamandrę plamistą. Jeziora Plitwickie otulają lasy, których ozdobą jest aż 50 gatunków storczyków, z charakterystycznym obuwikiem na czele. O malowniczości tego miejsca decyduje jednak przede wszystkim ukształtowanie terenu. Są bowiem dwie grupy jezior – Górne i Dolne. Największe z nich, Kozjak ma 49,5 m głębokości. Różnica poziomów między położonym najwyżej Jeziorem Proscanskim, a ujściem wód do rzeki Korany sięga niemal 160 m. Woda przepływając między jeziorami tworzy wodospady. Najpotężniejszy ma aż 78 m wysokości i nazywany jest Wielkim (chorw. Veliki slap). Rzeka zaś przedziera się efektownym skalistym kanionem. Niemal codziennie, rzesze turystów przemierzają kręty szlak, zachwycając się szmaragdową barwą wody w jeziorach. Zaglądają w gardziel kanionu, podziwiając jego skalne ściany. Ścieżka, sama w sobie emocjonująca, wiedzie miejscami po krętych drewanianych kładkach umieszczonych tuż nad taflą wody. Można penetrować niektóre z grot i jaskiń, jakich wiele na całym obszarze. Program wycieczki wzbogacają ponadto takie atrakcje jak rejs stateczkiem po rzece oraz zjazd lub wjazd kolejką do najwyżej położonego zakątka Parku. www.np-plitvicka-jezera.hr

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Świat. Podróże. Kultura.” w lutym 2014.