Vrátna, czyli Karpaty w miniaturze

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Dolina Vrátna w Krywańskiej Małej Fatrze jest krajobrazowym fenomenem. Tym bardziej fascynującym, że w ciągu zaledwie kilku dni można posmakować tego co w całych Karpatach najpiękniejsze.

Dzieje się tak za sprawą geologicznej budowy, szaty roślinnej i ogromnych wysokości jakie trzeba pokonywać w drodze na szczyty, mimo, że góry nie są zbyt wysokie. Królujący wśród wierzchołków Veľký Fatranský Kriváň dźwiga się zaledwie na wysokość 1709 m.

Veľký Fatranský Kriváň (1709 m), fot. Paweł Wroński

Boboty (1086 m) czy Sokolie (1172 m) są łudząco podobne do piętrzących się tuż nad Zakopanem tatrzańskich regli. Ich skalne granie porośnięte lasem mają w sobie także coś z pienińskiego klimatu. Jedynie większej rzeki brakuje, bo potok spływający doliną, mimo, że tworzy malowniczy przełom nad Terchovą – Tiesňavy, z Dunajcem fantazją równać się nie może.

Sokolie (1172 m), północne stoki, fot. Paweł Wroński

Kulminacja tego typu wrażeń następuje w grupie Rozsutców, zbudowanych z wapieni i dolomitów. Veľký Rozsutec ma 1610 m wysokości. Jest tam niemal tak, jak na Kominiarskim Wierchu w Tatrach, czy w rumuńskiej, niemal tysiąc metrów wyższej Piatra Craiului. Spacery spektakularnymi wąwozami jakimi poorane są stoki Rozsutców (Jánošíkove Diery) dostarczają podobnych wrażeń do tych, jakie wynosi się z wycieczek po Słowackim Raju, czy z malowniczych dolin: Prosieckiej i Kwaczańskiej w Górach Choczańskich. Na zmieniających od wiosny do jesieni barwę łąkach, uwijają się pośród tysięcy kwiatów motyle, pszczoły i trzmiele. Wieczorami dają koncerty świerszcze.

W wąwozie Jánošíkove Diery, fot. Paweł Wroński

Na kontrastującym krajobrazowo ze skalistym Rozsutcem, bo przypominającym kopę siana Stohu (1607 m) jest jak na połoninach w Bieszczadach, choć na jego odkrytym halnym wierzchołku nie ma aż tak bujnych traw.

W bukowym lesie na stokach Sokolia (1172 m). Małej Fatrze pietra roslinności zbliżone są do układu znanego nam z Babiej Góry, fot. Paweł Wroński

Główny grzbiet, zwłaszcza w rejonie największego spiętrzenia – rozdzielonych przełęczą Snilovské sedlo (1524 m) masywów: Veľký Fatranský Kriváň (1709 m) i Chleb (1646 m), porasta płatami kosodrzewina, a stoki zaścieła gdzieniegdzie skalny rumosz. Granitowe głazy pokrywa charakterystycznymi „mapami” szaro-żółto-zielonkawy porost zwany wzorcem geograficznym. Jest bardzo tatrzańsko, precyzyjniej rzecz ujmując: zachodnio-tatrzańsko. Wrażenie potęguje fakt, że aby dostać się w partie szczytowe z miejscowości okalających Małą Fatrę, trzeba nieraz pokonać ponad tysiąc metrów różnicy poziomów.

Pod Tanečnicou (1186 m) – widok od południa na Mały Rozsutec (1344 m), fot. Paweł Wroński

Ścieżki wiodące przez las na stromych zazwyczaj stokach mają z kolei beskidzki klimat. Również za sprawą budowy geologicznej, gdyż budujące niższe partie Małej Fatry skały tworzą wielowarstwowy przekładaniec (flisz karpacki). Po obfitych opadach łupki i margle stają się śliskie, a cięższe, zwłaszcza złożone z bloków piaskowca warstwy zsuwają się po nich. Było to przyczyną katastrofalnego osuwiska jakie latem 2014 roku miało miejsce w zamknięciu doliny Vrátnej.

Osnica (1363 m), widok z południowego stoku Rozsutca, fot. Paweł Wroński

Odległości w Małej Fatrze nie są zazwyczaj zbyt wielkie. Skaliste odcinki szlaków uatrakcyjniają przejścia, i przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności, są świetną ilustracją powiedzonka: nie taki diabeł straszny. Największym wyzwaniem – powtórzmy to jeszcze raz – na szlakach okolic Vrátnej jest deniwelacja. Korzystając z krzesełek na Pasekach (Sedačková lanovka Vrátna-Paseky; www.lanovky.sk) i gondoli w zamknięciu doliny (Kabínková lanová dráha Vrátna-Chlebwww.ztt.sk), można jednak tak skrócić podejścia, że wycieczki w najwyższe partie zamieniają się w fantastyczne widokowo spacery, i są – jeśli tylko pogoda dopisze – dostępne dla wszystkich.

Na wierzchołku Chleba (1646 m), fot. Paweł Wroński

Wszelkie informacje o dolinie Vrátnej: www.vratna.sk
Sedačková lanovka Vrátna-Paseky (wyciąg krzesełkowy, działa w sezonie letnim od piątku do niedzieli w godz. 10:00-16:00); www.lanovky.sk
Kabínková lanová dráha Vrátna-Chleb (kolej linowa z 8-osobowymi gondolami kursuje latem w dni powszednie w godz. 9:00-17:00; w weekendy do 18:00); www.ztt.sk

Skały na Rozsutcu, fot. Paweł Wroński
Reklamy

Tam zjesz smacznie w Małej Fatrze

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Na początku, moi młodzi podopieczni, z którymi zwiedzałem Krywańską Małą Fatrę na Słowacji zamawiali tylko pizzę, ewentualnie frytki z ketchupem. Ale, gdy się po górach chodzi, nie ma siły, jeść trzeba.

Zupa cebulowa na słowacką modłę (z menu restauracji przy Domu Kultury w Terchovej), fot. Paweł Wroński
Vyprážaný syr – tutaj z gotowanymi ziemniakami i diabelskim sosem (z chili); najpopularniejszym jednak dodatkiem jest do tej potrawy sos tatarski, fot. Paweł Wroński

 

W konkursie smaków, o palmę pierwszeństwa walczyły wkrótce vyprážaný syrbryndzové pirohy. Ulubiony słowacki przysmak czyli bryndzové halušky oraz przypominające do żywego nasze łazanki – strapačky s kyslou kapustou a údenou slaninou, a także zupy: cebulowa – cibuľová polievka (inaczej: cibuľačka, a nawet czosnkowa – cesnaková polievka (inaczej: cesnačka), nie mówiąc o zwykłym rosole z kurczaka – slepačí vývar (inaczej: slepačia polievka albo kurací vývar), także znajdowały amatorów.

Bryndzové pirohy (z menu Penziónu Stárek w Stefanovej), fot. Paweł Wroński

Przyznać przy tym trzeba, że na prawdę niezłe potrawy tradycyjnej kuchni słowackiej serwują w Krywańskiej Małej Fatrze w wielu miejscach rodzinnych stron Janosika. My odwiedzaliśmy z upodobaniem restaurację przy Domu Kultury w Terchovej (Reštaurácia Kultúrny domwww.kulturnydom.eu) oraz Penzión Stárek w przysiółku Štefanová w dolinie Vrátnej (www.facebook.com).

Na vyprážaný syr! Na bryndzové pirohy! Fot.: Paweł Wroński

W Małej Fatrze – ‚Pokemontrek 2017’

Jako podkładu do slajdowiska z sierpniowych wycieczek po Małej Fatrze, użyłem przewodniego motywu z filmowych przygód Pokemonów.

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Dlaczego? Ponieważ ich łapanie pozwoliło niektórym z moich bardzo młodych podopiecznych podejmować tak trudne wyzwania jak podchodzenie pod górę, wiosłowanie na górskiej rzece, czy samodzielne smażenie naleśników 🙂

W pierwszej części letniego obozu w Małej Fatrze zdobyliśmy jej najwyższy szczyt, przeszliśmy kilka pomniejszych górek najeżonych wapiennymi skałami i spłynęliśmy na raftach Orawą – całe 17 kilometrów wiosłowania aż ręce rozbolały (ale tego dnia nogi wypoczywały więc bilans był przynajmniej na zero).

W drugiej części czeka nas jeszcze wschód słońca z Rozsutca oraz wizyta w termalnym kąpielisku w Rajeckich Teplicach. Zobaczymy czy tam też roi się od Pokemonów?


Obóz z oferty „MOW Travel Monika Węgrzyn” (www.monikawegrzyn.pl), odbył się na początku sierpnia 2017 na Słowacji w Małej Fatrze. Miejscem naszego zakwaterowania był Dom Horskej Služby w Terchovej (Vrátna-Štefanová; www.domhs.sk lub www.ztt.sk). Nasi uczestnicy mieli po 12-13 lat.

10 wyjątkowych stacji narciarskich

Pomysł, by na dwóch deskach zsuwać się po śniegu dla przyjemności, pojawił się pod koniec XIX w. W kolejnym stuleciu ruszono z urządzaniem tras i zbrojeniem ich w wyciągi. Ośrodków przybywało, zaostrzała się konkurencja. Dziś mamy mnóstwo
fantastycznych miejsc, a wiele z tych, które zapisały się w dziejach narciarstwa, wciąż pozostaje w czołówce. Oto kilka z nich.

Boom nastąpił po II wojnie światowej. Przybywało ośrodków. Zaostrzała się konkurencja. W efekcie, istnieje dziś mnóstwo fantastycznych stacji, a wiele z tych, które zapisały się czymś szczególnym w dziejach narciarstwa, pozostaje w czołówce, wyznacza trendy mody i standardy zagospodarowania. Oto kilka z nich.

Szwajcaria

Jeździmy tam by zasmakować wyrafinowanych win, gorącego fondue i komfortu. Najwyżej położone w Europie tereny narciarskie otaczają imponujące czterotysięczniki. Nad Zermatt piętrzy się Matterhorn o znanej całemu światu sylwetce. Aletsch, najdłuższy z lodowców naszego kontynentu spływa 24-kilometrowym jęzorem. W wysokogórskiej scenerii obracają się futurystyczne restauracje. Wszystkie miejsca są doskonale skomunikowane, a technika i organizacja – równie bezbłędne jak mechanizm szwajcarskiego zegarka.

01. St. Moritz / www.stmoritz.ch
W tym legendarnym kurorcie narodził się przed 152 laty obyczaj wypoczywania zimą w górach. Johannes Badrutt, właściciel dobrze prosperującego hotelu Kulm, zaproponował kilku angielskim dżentelmenom spędzenie w St. Moritz zimy. Na jego koszt. Przyjęli zaproszenie, a spodobało im się tak, że pozostali do Wielkanocy. Potem, zrobili taką reklamę hotelowi, St. Moritz i pokrytym śniegiem Alpom, że zima w górach stała się po prostu modna. Badrutt zelektryfikował swój hotel jako pierwszy w Alpach, a żądni przygody Anglicy, zainspirowali w ośrodku rozwój zimowych sportów. Z tym, że wcale nie nart, ale saneczkarstwa i bobslejów, które zresztą sami wymyślili podpatrując sanie miejscowych rolników. Hotel Badrutt’s Palace uchodzi dziś za synonim luksusu i należy do najdroższych w Szwajcarii. W kurorcie odbywają się elitarne imprezy, takie jak mecze polo czy wyścigi konne na tafli zamarzniętego jeziora. Modowe butiki przyciągają wymagających miłośników shoppingu, a hotelowe SPA przywracają młodość i urodę. Wieść niesie, że z narciarskiego terenu korzysta nie więcej niż 40% gości kurortu. Trasy oplatające stoki Diavolezzy i Corvatscha sięgają 3303 m wysokości i tworzą sieć o łącznej długości 350 km. Nie brakuje snowparków i tras crossowych, a rozległe stoki otwierają nieograniczone możliwości przed fanami freeride’u. Całość dostępna jest też z sąsiednich miejscowości, w tym kilku zdecydowanie egalitarnych.

Włochy

Stacje narciarskie rozsiane są po północnych i środkowych Włoszech – w Alpach i Apeninach. W rankingach popularności królują należące do Alp Dolomity, których skaliste gniazda tworzą niepowtarzalną, wręcz baśniową scenerię wypoczynku. Przez 300 dni w roku świeci w nich słońce, ale śniegu nie brakuje, bo nad górami ścierają się fale powietrza znad centralnych Alp i znad Adriatyku. Zapewne dzięki intensywnej i konsekwentnej promocji, synonimem Dolomitów stały się w Polsce stacje z regionu Trentino – Val di Fiemme i Val di Sole. Stosunkowo rzadko korzystamy z tego, że trasy 12 ośrodków tworzą największy na świecie system narciarski dostępny z jednym karnetem – DolomitiSuperski (1220 km tras; http://www.dolomitisuperski.com). Czujemy się usatysfakcjonowani pobytem w jego części, bo kochamy klimat i smaki Trentino – tradycyjne potrawy, wina oraz wylansowane nie tak dawno bombardino. Odwiedzamy chętnie Madonna di Campiglio, a na zakończenie sezonu, w połowie marca słuchamy w Val di Fiemme muzyki podczas oryginalnego festiwalu Dolomiti Ski Jazz (www.visitfiemme.it).

02. Cortina d’Ampezzo / www.cortina.dolomiti.org
Trudno powiedzieć, która ze stacji Dolomitów ma najpiękniejszą scenerię, ale widoki na turnie wokół Cortiny nikogo nie zawiodą. Patrząc na pionowe ściany turni, nie chcemy wierzyć, że w czasie I wojny światowej biegła przez nie linia frontu włosko austriackiego, i że na czuby skał wciągano działa, skały zaś drążyli minerzy by podkładać wysadzać stanowiska nieprzyjaciela. Jako kurort, Cortina rozwinęła się w międzywojniu, dzięki osobistemu zaangażowaniu Mussoliniego. Po wiekach przynależności do Habsburgów powróciła do Włoch. Austriacy zaszczepili tam ducha zimowych sportów. Duce zapragnął go zitalianizować. Popłynęły strumieniem pieniądze na inwestycje, dzięki którym w 1956 r. Cortina zdystansowała konkurencję i została gospodarzem zimowych igrzysk olimpijskich. Pierwszych w historii, transmitowanych przez telewizję. Świat ujrzał sportowe zmagania, magię narciarstwa i… piękno Dolomitów.

03. Sestriere / www.sestriere-online.com; www.vialattea.it
W ostatnim ćwierćwieczu minionego wieku rozkwitły funkcjonalne kompleksy sportowe z zapleczem hotelowym, gastronomicznym i handlowym, nazywane „ośrodkami z probówki”. Zasłynęła z nich Francja, ale to Włosi, byli prekursorami. Giovanni Alberto Agnelli, dyrektor Fiata z czasów największej prosperity koncernu znał z dzieciństwa rozległe hale Valle del Chisone w Piemoncie. Maszynami ściągniętymi z odległego o 100 km Turynu zmienił na zawsze oblicze górskiego zakątka. Wystawił hotele i założył pierwsze wyciągi. Najwięcej jednak wznoszono… garaży. Boom w branży motoryzacyjnej spowodował, że zamożni goście przyjeżdżali własnymi autami, a mniej zasobni entuzjaści narciarstwa autokarami, bądź ciężarówkami. Sestriere otwarto hucznie w 1937 r. Organizowane tu od lat 50. XX w. zawody Kandahar przekształciły się w 1967 r. w Alpejski Puchar Świata. Dzisiejsze Sestriere to apartamentowce i wspaniały teren narciarski, którego trasy i wyciągi łączą się z infrastrukturą francuskiego Montgenèvre, tworząc słynną Drogę Mleczną (Via Lattea), długości 400 km.

Francja

Wachlarz możliwości wyznaczają tak odmienne ośrodki jak Isola 2000 i Chamonix. Pierwszy nie zachwyca architekturą, gdyż na apartamentowce przerobiono dawne budynki koszarowe. Ale po nartach można nawet w najmroźniejszy dzień wyskoczyć do pobliskiej Nicei. Na spacer po plaży, a pod koniec zimy – kąpiel w morzu. Drugi ośrodek to Mekka miłośników wszelkich górskich dyscyplin sportowych, a dla miłośników narciarstwa wysokogórskiego furta lodowców Mont Blanc. Dla wielu osób ośrodki francuskie z dostępem do ogromnych, nietkniętych ratrakami terenów są kwintesencją narciarstwa alpejskiego, zaś na top liście ośrodków z urządzonymi trasami królują należące do Trzech Dolin Courchevel, Meribel i Val Thorens, znane z ekstremalnych tras Val d’Isere oraz Les Arcs, La Plagne, L’Alpe d’Huez, czy Les Deux Alpes.

04. Avoriáz 1800 / www.avoriaz.com

Ośrodek z lat 60. minionego stulecia. Spełnione marzenie słynnego niegdyś alpejczyka Jeana Vuarneta i jego szwajcarskich przyjaciół. Narciarski raj, w którym można przenosić się z doliny w dolinę, nie zdejmując nart. Avoriáz łączy się wyciągami z 8 innymi francuskimi i 6 szwajcarskimi stacjami, tworząc Bramy Słońca (Les Portes du Soleil; http://www.portesdusoleil.com), z 650 km tras, pośród których łatwo odnaleźć te najlepiej dostosowane do umiejętności i przenosić na trudniejsze po udoskonaleniu techniki. Samo Avoriáz jest ośrodkiem „z probówki”, ale wysmakowanym. Wszystkie budynki są obłożone specjalnie sprowadzanym z Kanady czerwonym cedrem, który nadaje im ciepły, przyjazny wyraz. Miejscowość jest ośrodkiem car-free, dzięki czemu powietrze jest czyste. Jeżdżą tutaj jedynie konne zaprzęgi i pojazdy elektryczne, bo w Avoriáz nie ma ulic. Ciągi piesze są przedłużeniem nartostrad i podobnie jak nartostrady są wyrównywane przez ratraki. Ich szum stanowi każdego ranka charakterystyczny akord. Funkcjonalne rozwiązania i romantyczna atmosfera tworzą tu doskonale wyważoną kompozycję.

Austria

Ojczyzna narciarstwa alpejskiego, gdyż to mieszkaniec Górnej Austrii, Mathias Zdarsky zapożyczoną od Norwegów technikę telemarku przekształcił w zjazd na równolegle prowadzonych deskach. Około 1890 r. skonstruował Lilienfelder Stahlsohlenbindung – wiązanie, umożliwiające poruszanie się na deskach w wysokogórskim terenie. Austria żyje z gór, z narciarstwa i narciarstwem. Nie ma lepszych specjalistów od techniki jazdy niż posiadacze państwowych uprawnień instruktorskich (Diplomaschilehrer). Trudno znaleźć lepiej przygotowane i rozłożone w terenie trasy. Ich kwintesencją są karuzela w Obertauern, huśtawka w Schladming czy nartostrady Lech – kurortu z luksusowymi hotelami i systemem do kontrolowanej inicjacji lawin. Sądząc jednak po statystykach, Polaków najbardziej kuszą tyrolskie lodowce (www.tirolergletscher.com). Jest ich pięć (od 45 min. do 2,5 godz. jazdy samochodem z Innsbrucku). Położone niżej od francuskich czy szwajcarskich, są mniej narażone na kaprysy pogody. Słyną ze wspaniałych widoków i nowoczesnej infrastruktury. Hintertux jest rzeczywiście całoroczny, skromne zagospodarowanie kaunertalskiego nie kłóci się z dzikim otoczeniem, stubajski ma cudowną karuzelę przecinającą lodowcowe jęzory, na pitztalskim wyjeżdża się kolejką na 3440 m, w Sölden lodowce łączy tunel, kręcono sceny do przygód Bonda w „Spectre”, a sezon kończy inspirowane marszem Kartagińczyków przez Alpy pełne rozmachu widowisko „Hannibal”.

05. Kitzbühel / www.kitzski.pl; www.kitzbuehel.com; www.weltderwunder.de
Większość ośrodków narciarskich wyrosła na surowym korzeniu lub terenach wypasowych starych wiosek. Natomiast Kitzbühel, to tyrolskie miasteczko z bogatymi kamienicami i gotyckimi kościołami. Od 1895 r. odbywają się tu zawody narciarskie, które w połowie stycznia przyciągają uwagę całego świata. W ramach Hahnenkamm-Rennen, na trasie Streif uważanej za najtrudniejszą na świecie zmagają się zawodnicy w biegu zjazdowym (na 2017 r. przypada 77 edycja). Triumf w tej konkurencji ceniony jest wyżej niż olimpijskie złoto, czy zdobycie Pucharu Świata. Zawodnicy, którym udało się to kilka razy, przechodzą do historii. Dla Austriaków to narodowe święto. Dla gości, festiwal o niepowtarzalnej atmosferze, pełen sportowych emocji. Na 75. jubileusz, pod auspicjami Red Bulla nakręcono ekscytujący film o zawodach: „Streif One Hell of a Ride”; w oryginale: „Die Streif – ein Höllenritt”. Hotele w Kitz, jak potocznie mówi się o miasteczku, dedykowane są zamożniejszej klienteli, tańszych trzeba szukać w miejscowościach satelickich. Tutaj przyjeżdża się również na ekskluzywny shopping, a w adwencie na malowniczy Jarmark Bożonarodzeniowy. W wielu rankingach Kitzbühel uzyskuje tytuł „Najlepszego ośrodka narciarskiego na świecie”. Nic dziwnego, w latach 2000-2014 w infrastrukturę i przygotowanie 170 km tras zainwestowano 225 mln euro! Zainstalowano też rzadki system GPS, ułatwiający utrzymanie optymalnej warstwy śniegu na trasach przez cały sezon, a to przynosi oszczędności i efektywniejsze wykorzystanie środków.

Słowacja

Jeździmy tam chętnie bo krajobrazy są piękne. Poza tym to blisko, a ceny pobytów i wyżywienia znacznie niższe niż w Alpach i konkurencyjne w porównaniu z kosztami pobytów w Polsce. Stacje narciarskie, za wyjątkiem Jasnej są wprawdzie niewiele większe od naszych, ale zazwyczaj lepiej zorganizowane. W tych większych, kursują od dawna skibusy. W większości obowiązuje jeden karnet, trasy są dobrze przygotowane, a wyciągi tworzą spójne systemy. Krajobrazy są piękne i zróżnicowane, a infrastruktura sukcesywnie modernizowana. Liczne termalne kąpieliska stanowią ponętną formę après-ski. W kuchni używa się znakomitych serów zbliżonych do znanych nam z terenów polskiej góralszczyzny, zwłaszcza z Podtatrza. Z drugiej strony są w niej odległe echa czasów habsburskich, gdyż przez stulecia nazywana Górnymi Węgrami Słowacja, stanowiła część Korony Świętego Stefana. Kultura Słowacji okazuje się więc bliska naszej, a to ułatwia wzajemne zrozumienie.

06. Jasná / www.jasna.sk
Największy ośrodek narciarski Słowacji (41 km tras). Odkąd zarządza nim grupa kapitałowo inwestycyjna ‘Tatry Mountain Resorts’ a.s. (www.tmr.sk), Jasná zyskała iście alpejską organizację. Trasy poszerzono, a wyciągi zmodernizowano. Zróżnicowane pod względem trudności nartostrady oplatają stoki Chopoka (2024 m), a z podszczytowego pawilonu, zwanego Rotundą, wzniesionego w kulminacyjnym punkcie systemu, roztacza się wspaniała panorama. TMR dyktuje dziś standardy rozwoju narciarstwa w naszej części Europy, zarządzając głównymi ośrodkami narciarskimi Słowackich Tatr Wysokich, czeskim Szpindlerowym Młynem, a ostatnio także reorganizując polskie stacje w Szczyrku i na Pilsku. Z dobrodziejstw modernizacji prowadzonej w Szczyrku zapewne skorzystamy już w tym sezonie, w przyszłym przyjdzie czas na Pilsko. W gestii TMR są także hotele i kąpieliska termalne, w tym, dobrze w Polsce znana i lubiana Tatralandia. W Jasnej, przy głównym węźle kolejek, prowadzących na kopułę szczytową Chopoka, rozsiadły się liczne hotele o zróżnicowanym standardzie, pensjonaty i schroniska. Są też niezłe restauracje, a wśród nich serwująca regionalne dania, stylowo urządzona Slovenska koliba (www.kolibajasna.sk).

07. Vratná / www.vratna.sk
Ośrodek leży w Małej Fatrze. Górach, w których krajobrazie splatają się nuty tatrzańskie, beskidzkie i dolomitowe. Są to janosikowe góry, bo we wsi Terchowej, w sołtysiej rodzinie urodził się pierwowzór legendarnego zbójnika. Stalowy pomnik lśni dziś w słońcu nad Terchową, a na rozległym placu u jego stóp odbywają się zimą emocjonujące wyścigi góralskich sanek (ze względów komercyjnych powtarzane w sezonie trzykrotnie) – „Preteky gazdovských koní v Terchovej”. Ciekawostką jest to, że góralską muzykę z Terchowej wpisano na listę UNESCO w 2013 r. Nazywa się ją tutaj nebeská muzika, czyli muzyka z nieba. We wszystkich niemal rodzinach podtrzymywana jest tradycja gry na tradycyjnych instrumentach. Aż 2 z nich wpisano także na listę UNESCO. Zimą, w hotelu Diery, w stylowej restauracji Koliba, organizowane są koncerty niebiańskiej muzyki i serwowane są tradycyjne potrawy. W terenie narciarskim są dwie enklawy. Jedna w głębi doliny Vratnej obsługiwana przez gondolową kolejkę. Są tam długie, strome i trudne trasy. Miłośników jazdy off-pist i skitouringu sprowadzają z góry oznaczone tyczkami przepiękne szlaki bocznymi grzbietami. Po drodze można zdobyć najwyższy szczyt pasma, Veľký Fatranský Kriváň (1709 m). W drugiej enklawie z dolną stacją krzesełek w Starym dworze, są łatwiejsze czerwone i niebieskie trasy. A w położonym przy nich schronisku (Chata na Grúni; www.pl.chatanagruni.sk), serwują przepyszne, podobne do donutów, šišky (rodzaj donutów).

Czechy

Jeśli po naszej stronie Sudetów brakuje śniegu, mamy szansę znaleźć go po czeskiej stronie Karkonoszy i Gór Izerskich, w należących do Karpat Jesionikach, albo w nieco egzotycznych dla nas, ciągnących się ku granicy z Niemcami Rudawach. Z tej specyficznej, uwarunkowanej ukształtowaniem terenu cechy klimatu, korzystali do niedawna mieszkańcy południowo zachodniej i zachodniej Polski. Odkąd wygodne drogi połączyły Warszawę z Wrocławiem, coraz tam więcej turystów z centralnej części kraju. Podobnie jak na Słowacji, czeskie ośrodki przewyższają nasze poziomem organizacji, kusząc konkurencyjnymi cenami noclegów i wyżywienia. Wielkością porównywalne ze słowackimi, są dla tamtych ciekawą alternatywą.

08. Pec pod Sněžkou – Černá Hora / www.skiresort.cz
Odkąd te dwa ośrodki się połączyły, wyrosły na największy teren narciarski w Czechach. Tym bardziej, że posiadacze tamtejszego karnetu mogą też korzystać z wyciągów trzech mniejszych stacji: Velká Úpa, Svoboda nad Úpou i Černý Důl. Zintegrowane stacje oferują łącznie 41 km tras, z czego na dwie kluczowe przypada – odpowiednio – 12,5 i 17,5 km. Dzieli je fragment grzbietu, którym trzeba było dawniej nieść narty albo w nich człapać. Wykorzystując rolby – ratraki z zamontowanymi wieloosobowymi kabinami Czesi skomunikowali tereny narciarskie obu stacji w pomysłowy i zabawny sposób. Ze stoków Černe hory opada najdłuższa w Czechach trasa zjazdowa, a poza przyjemną huśtawką narciarską, w Pecu jest jeszcze niezależna gondolowa kolejka. Zastąpiła po niedawnym remoncie skrzypiące już mocno, 50-letnie krzesła wywożące turystów na szczyt Śnieżki (ze względu na parkowe przepisy o ochronie przyrody, nart i snowboardów nie można nią wywozić). Na szczyt warto się wybrać, bo piękniejszych widoków niż zimowe nie ma. Powietrze jest czyste i widać dobrze nie tylko Karkonosze, ale również inne, odległe nawet sudeckie pasma. W rejonie Pecu, na grzbietach jest mnóstwo starych schronisk przerobionych dziś na hotele i pensjonaty. Boudy, tak się je nazywa, prowadzą regionalne restauracje, serwując tradycyjne potrawy i przepyszny, grzany miód (horká medovina).

Bałkany

Coraz śmielej pojawiają się na naszym rynku oferty narciarskich wyjazdów do krajów bałkańskich. Do Bośni i Hercegowiny, na stoki malowniczego i skalistego Durmitoru w Czarnogórze, a przede wszystkim do Bułgarii. Szczególnie tam zimowa oferta jest zróżnicowana i bogata. Ośrodki w Rile, Pirynie i Rodopach, a nawet na peryferiach Sofii (Witosza), mają długą tradycję, sięgającą czasów komunistycznych. Podobnie zresztą jak czarnomorska riwiera, przeszły w ostatnich latach metamorfozę.

09. Bansko / www.banskoski.com
Miejscowość w Pirynie, ciągnie się wzdłuż doliny potoku spływającego ze wschodnich skłonów piramidalnego Wichrenu  (2914 m), najwyższego szczytu tych gór. Pomiędzy starymi, stylowymi domami z drewna i kamienia, w sąsiedztwie zabytkowych cerkwi, wyrosły w ciągu ostatniego ćwierćwiecza liczne pensjonaty i hotele. I chociaż miejscowi są przekonani, że za tym boomem kryją się pochodzące z czarnego rynku fortuny, to jednak szybko dodają, że „pieniądz nie śmierdzi”. Po południowej stronie Banska, na północnych stokach Todorki (2746 m) znajduje się najciekawszy teren narciarski Bułgarii. Dominują w nim wprawdzie trasy czerwone i czarne, ale przepiękna widokowo i najdłuższa w całej Bułgarii, 16-kilometrowa nartostrada jest niebieska, i niemal każdy nią zjedzie, podziwiając widoki. W Bansku od dawna odbywały się prestiżowe międzynarodowe zawody narciarskie, ale zdekapitalizowana infrastruktura wymagała modernizacji. Pomogli Szwajcarzy, którzy przez dziesięć lat na przełomie XIX i XX w. pomagali władzom Parku Narodowego Pirin zrewaloryzować schroniska i szlaki turystyczne oraz unowocześnić metody ochrony przyrody we wpisanym na listę UNESCO obszarze. Narciarskie Bansko jest więc na wskroś nowoczesne. Z trzema mniejszymi enklawami wyciągów, oferuje dziś 65 km tras. Po nartach zaprasza do tradycyjnych barów, zwanych z turecka mechanami. Aromatyczne potrawy z mięs i serów, z dużą ilością warzyw i ziół, dowodzą najlepiej, że w ciągu 500 lat tureckiego panowania, rodzime tradycje i obce wpływy, mocno się ze sobą posplatały.

Polska

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zarówno sukces Białki, w której współpracujący ze sobą właściciele wyciągów zaczęli świetnie prosperować, jak i dynamika zmian na Słowacji czy w Czechach, nie motywują wystarczająco naszych właścicieli. Pojawienie się na polskim rynku słowackiego potentata, TMR a.s., zmieni zapewne ten stan rzeczy, bo przed reorganizacją i unowocześnieniem rodzimej infrastruktury uciec się nie da. Polskie tereny narciarskie, choć niewielkie, mogą z powodzeniem konkurować przynajmniej z podobnej skali stacjami krajów ościennych. Krajobrazem i lokalną kuchnią od razu, nad resztą trzeba popracować. Dobry wzór już się pojawił. W grudniu otwarcie pierwszego polskiego terenu, zagospodarowanego przez TMR – Beskid Sport Arena w Szczyrku Biłej.

10. Czorsztyn Ski Kluszkowce / www.czorsztyn-ski.com.pl
Wybrałem tę stację, ponieważ cierpi na powszechne, acz akurat niezawinione przez właścicieli słabości rodzimych ośrodków. Natomiast dzięki położeniu, jak i dobrze przemyślanej organizacji, świetnie prezentuje walory. Słabością jest z pewnością niespełna 4,5 km tras (8 tras, najdłuższa ma 1200 m długości), co pociąga za sobą nieunikniony tłok, zwłaszcza w weekendy. Oraz niewielka wysokość, z racji której sezon zimowy nie może być długi. Optymalnie jednak rozmieszczone na zachodnich stokach i w szczytowych partiach Wdżaru (767 m) wyciągi, obsługują ciekawą narciarską huśtawkę. Masyw pochodzenia wulkanicznego należy geograficznie do Gorców, ale odsunięty nieco w bok od głównego  pasma, piętrzy się samotnie nad Przełęczą Snozka. Stoi tam słynna instalacja Hasiora, nazywana organami – czy grają gdy zawieje halny, czy nie, zdania są wciąż podzielone). Z wierzchołka i stoków Wdżaru roztaczają się wspaniałe widoki na Tatry, Pieniny, Gorce i Podtatrze z taflą Jeziora Czorsztyńskiego. Przyjemnie jest więc posiedzieć w gospodzie na szczycie, albo w drugiej, usytuowanej na siodełku, gdzie zbiegają się trasy niebieskie, używane najczęściej przez szkółki narciarskie. Walorem stacji jest jej powiązanie z hotelem Pod Wulkanem w Kluszkowcach (www.podwulkanem.pl).

Dolomity Brenty widziane od strony madonna di Campiglio, w Val di Sole (Trentino), fot. Paweł Wroński
Dolomity Brenty widziane od strony madonna di Campiglio (Trentino, Val di Sole), fot. Paweł Wroński

Materiał publikowany w magazynie „My Company Polska” pt.: „Nieco inne narty” (www.mycompanypolska.pl), w październiku 2016 (—> PDF).

Słowacja – pieśń o Janosiku z Terchovej

Muzykanci z Terchovej (zespół „Ťažká muzika”) śpiewają o Janosiku. A capella. Jedynym użytym instrumentem jest slovenska fujara.

Zarówno ten specyficzny rodzaj muzyki, jakim jest wywodząca się z Terchovej czysta stylowo, tzw. niebiańska muzyka (słow. nebeská muzika; www.terchovskamuzika.sk), jak i niepowtarzalny instrument pasterski (www.slovenskafujara.sk), zostały wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO. Slovenska fujara w 2005 roku a terchovská muzika w 2013 (do tych pozycji w 2015 doszły jeszcze gajdy, po polsku – dudy).

Zespół tworzą rodowici Terchowianie (www.facebook.com). Zapytani jak wiele osób zajmuje się muzyką w ich rodzinnej wsi, usytuowanej u stóp Krywańskiej Małej Fatry, odpowiadają z uśmiechem – Za dużo! Podczas letniego międzynarodowego festiwalu folklorystycznego „Jánošíkove dni” (edycja 2016 odbędzie się w dniach 4-7 sierpnia; www.janosikovedni.sk oraz www.facebook.com/JanosikoveDni), ostatni koncert daje zwyczajowo tzw. Wielka Orkiestra Symfoniczna z Terchovej – pospolite ruszenie śpiewających i grających Terchowian. Na scenę wychodzi około 150 osób (wieś ma 4 tys. mieszkańców; www.terchova.sk), a 10-tysięczna widownia śpiewa razem z nimi.

Członkowie zespołu "Ciężka muzyka" podczas wizyty w Warszawie w kwietniu 2016, fot. Paweł Wroński
Członkowie zespołu „Ciężka muzyka” podczas wizyty w Warszawie w kwietniu 2016, fot. Paweł Wroński

W sezonie zimowym zespół występuje we środy i w piątki w Kolibie, stylowej karczmie Hotelu Diery (www.hotel-diery.sk). Długie zimowe wieczory pod hasłem „Tak sa jedlo v Terchovej kedysika” (tak się dawniej jadało w Terchowej), wypełnione są smakowaniem miejscowych potraw oraz tradycyjną muzyką. Poczęstunek przygotowany jest dla 40 osób, więc miejsca lepiej zawczasu rezerwować. Koszt (w sezonie 2015/2016) – 17,90 euro od osoby dorosłej; dla hotelowych gości zniżka 10%, a dzieci mogą wybierać dania z karty. Zabawa trwa teoretycznie od 18 do 22, ale jeśli goście się dobrze bawią – dopóty, dopóki zamawiają Borovičkę (popularny na Słowacji destylat z jałowca). Borovička s horcom, czyli z goryczką (do domowej roboty alkoholi używa się tradycyjnie goryczki żółtej o zdrowotnych właściwościach, Gentiana lutea), podawana jest jako aperitif. Menu jest zawsze 5-częściowe. Składają się nań:

  • Pastiersky tanier – talerz pasterskich przysmaków: wędliny, serów, smalcu ze skwarkami i cebulki
  • Bryndzové halušky – kluseczki lane z bryndzą owczą z okrasą ze słoninki, a do popicia żentyca (słow. žinčica)
  • Ochutnávka sviatočných chvíľ prostých ľudí terchovských – czyli świąteczne potrawy prostego ludu (pieczony boczek z ziemniakami i kapustą, śmietana)
  • Tak jedli páni v Terchovej – dla porównania, jako danie główne, potrawy z pańskiego stołu (dziczyzna)
  • Terchovský dezert – domowej roboty wypieki: pieczone na parze bułki z marmoladą, jagodowy kołacz

Poniższy film z 2013 roku, zamieszczony na Youtube przez gospodarzy Hotelu Diery, oddaje doskonale atmosferę tego typu wieczorów.

Więcej o terchowskiej muzyce w niniejszym archiwum: https://pawelwronski.wordpress.com/
Wszystko o Regionie Małej Fatry: www.regionmalafatra.sk

Artykuły i notatki na temat Małej Fatry w niniejszym archiwum:
Janosikowe góry; https://pawelwronski.wordpress.com/
Terchová pod choinkę; https://pawelwronski.wordpress.com/
Weekend w Małej Fatrze; https://pawelwronski.wordpress.com/


Film opublikowany w sekcji Nasze kino portalu http://magazynswiat.pl/ w kwietniu 2016.

Słowacja – Terchová pod choinkę

Położona u wylotu Vrátnej doliny Terchová jest bramą w góry Małej Fatry. Jednego z najciekawszych regionów turystycznych Słowacji.

Od 2010 roku gospodarze notują tam stały wzrost zainteresowania, co przekłada się na coraz liczniejsze przyjazdy latem i zimą oraz na publiczne i prywatne inwestycje w turystyczną infrastrukturę. Wśród gości zza granicy to my, Polacy najmocniej obok Czechów podbijamy statystyki.

Nic więc dziwnego, że gdy pod koniec lipca 2014 r., w górnych partiach doliny runęły ze stoków masy błota i kamieni, kataklizm odbił się szerokim echem również w naszych mediach. Zaledwie półgodzinny ulewny deszcz obudził wówczas apokaliptyczne żywioły. W spustoszonych partiach doliny, koryto potoku uległo przesunięciu, mosty pozrywało, przestały istnieć szosa i linie wysokiego napięcia. Budynki dolnej stacji gondolowej kolejki zasypało po dach głazami. Nie mówiąc o doszczętnie zdruzgotanych samochodach i przerażonych ludziach, którzy tam utknęli i trzeba ich było ewakuować. Nikt na szczęście nie ucierpiał na zdrowiu. Niemniej jednak koszty odbudowy zniszczonej infrastruktury sięgnęły do pierwszych dni grudnia kwoty 11 mln euro. Dla porównania warto wspomnieć, że największa podjęta tu w ostatnich latach inwestycja, jaką była budowa nowoczesnej gondolowej kolejki z Vrátnej na Snilovské sedlo, kosztowała 8 mln euro.

Ostateczne koszty rewitalizacji całego zdewastowanego obszaru trudno nawet w tej chwili oszacować. Państwo ponosi je jednak bez ociągania, bo Vrátna jest jednym z najważniejszych punktów na turystycznej mapie Słowacji. Prawdziwą żyłą złota. I to przez cały rok. Kusi przybyszów niemal wysokogórskim krajobrazem. Bo choć sięga zaledwie 1709 m wysokości, Krywańska Mała Fatra wyrasta ponad okoliczne dziedziny na tysiąc metrów. Wśród atutów ma także oryginalną kulturę, w tym legendę Janosika. Zbójnik znany nam jest tak doskonale z ludowych podań i pieśni podhalańskich, że gotowi jesteśmy bić się o niego ze Słowakami. Nie warto. Był postacią historyczną. I niestety nie urodził się po naszej stronie Tatr, tylko tutaj, w Terchovej. W 1688 roku, a nazywał się Juraj Jánošík, a nie… Marek Perepeczko. Pod jego lśniącym w słońcu pomnikiem odbywają się zimą emocjonujące wyścigi góralskich furmanek – preteky gazdovských koní. Towarzyszy im zawsze festyn pełną gębą. Nie brakuje muzyki w tle, jadła, napitków i wyrobów rzemieślniczych oraz tradycyjnych produktów spożywczych na straganach. Trzy razy w sezonie, w styczniu, lutym i na początku marca.

Piękna legenda opowiada o powstaniu Terchovej. Założyli ją ponoć mieszkańcy zagubionej we Wszechświecie gwiazdy, która rozbiła się wśród gór. A dowodem na to, że pochodzili z nieba jest to, że potrafili grać tak pięknie jak nikt inny na Ziemi. Ich potomkowie grają tak do dziś. Ba, całe wielopokoleniowe rodziny. Słowacy o miejscowej muzyce mówią nawet „nebeská muzika“, co znaczy po prostu niebiańska. Zaś o jej oryginalności i niepowtarzalności świadczy najlepiej fakt, że przed rokiem wpisana została na listę światowego dziedzictwa ludzkości UNESCO. Przy czym w międzynarodowym głosowaniu, zdystansowała propozycje z innych zakątków świata. Została zaakceptowana jednogłośnie.

Wróćmy jednak z niebios na ziemię. Najpierw we Vrátnej odbudowano szosę i uregulowano potok na długim zdewastowanym odcinku doliny. Na mikołajki były już gotowe mostki, przywrócono wszędzie prąd i oczyszczono dolną stację gondoli. Jej uruchomienie na sezon zimowy będzie prezentem pod choinkę dla miejscowych i dla gości, których zamieszkała przez 4 tys. osób Terchová może przyjąć na raz 2,5 tys. W 45 różnorodnych obiektach. Od luksusowego hotelu „Rozsutec”, w którym korzystając z uroków SPA można podziwiać góry przez panoramiczne okna. Poprzez inne wygodnie i pomysłowo wyposażone hotele oraz kameralne pensjonaty. Po pełne uroku domki na wynajem, a wreszcie schroniska o bardziej może spartańskim wyposażeniu ale za to z klimatem. Usytuowane jak Chata na Grúni, rzeczywiście w górach i do tego tuż przy narciarskich wyciągach. Wszystkie w na prawdę przytomnych cenach. Reszta to pieśń przyszłości, bo np. Chata Vrátna (ściana w ścianę ze stacją kolejki), póki co zostanie zamknięta na cztery spusty. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Było to już i tak leciwe schronisko, a woda, błoto i kamienie dokonały dzieła zniszczenia. Na wiosnę ruszy budowa nowego obiektu. Tego żeby był następną udaną inwestycją należy gospodarzom Terchovej i Vrátnej życzyć na Święta z całego serca. Bo nie załamali rąk, tylko sprawnie usuwają skutki kataklizmu, podnosząc jednocześnie jakość usług, które oferują.

INFO
Informacje turystyczne i rezerwacje: www.terchova.info (można tam zobaczyć jak wyglądała dolina po powodzi)
Vrátna Free Time Zone: www.vratna.sk (teren narciarski: www.zima.vratna.sk)

Słowacja – weekend w Małej Fatrze

Odkąd ujrzałem ją pierwszy raz, Mała Fatra fascynuje mnie bajecznym pejzażem i niemal wysokogórskimi warunkami. Królujący w niej Wielki Krywań ma zaledwie 1709 m wysokości. Ale to niewielkie również pod względem obszaru pasmo, wyrasta tysiąc metrów ponad otaczające doliny. Stoki są strome, a rozległe partie skaliste. Po odkrytych graniach hula wiatr, tworząc zimą malownicze lecz groźne nawisy.

_Mala-Fatra-do-sieci

Sobota
Głębokim przełomem Wag dzieli Małą Fatrę na wschodnią Krywańską i zachodnią Luczańską. Część wschodnia jest bardziej spektakularna, bo piętrzą się w niej najwyższe szczyty, pomiędzy którymi wije się głęboka dolina Vrátna. Idealny rejon by spróbować skitouringu, najbardziej może wymagającego, ale też przynoszącego najbogatsze wrażenia rodzaju narciarstwa. Pod jednym wszakże warunkiem, że zapowiada się dobra pogoda, i że Horská služba nie donosi o zagrożeniu lawinami.

Ponieważ jeden dzień to niewiele, wstaję zawsze bez ociągania, żeby znaleźć się przy dolnej stacji wyciągów na Paseky (Starý dvor, 620 m), gdy tylko ruszają krzesełka. Korzystając z nich, już po paru minutach mogę podziwiać czub Wielkiego Rozsutca (1610 m) spod schroniska Chata na Grúni (970 m). Ba, mogę sobie zaoszczędzić jeszcze 256 m podejścia, używając działającego przy chacie orczyka. Dalej nie ma rady – zakładam foki i maszeruję na nartach. Podejście zaczyna się u dołu polany, która wąskim pasem wcina się w las na bardzo stromym grzbiecie. Tych, którzy pójdą w moje ślady ostrzegam więc lojalnie – nie będzie łatwo. Ułatwiam sobie życie, podchodząc niespiesznie zakosami. A po przekroczeniu górnej granicy lasu uwagę skupiam na postrzępionej grani pobliskiego Rozsutca. Ten widok dodaje mi skrzydeł.

Po pokonaniu niespełna 240 m różnicy poziomów wychodzę na główny grzbiet Krywańskiej Mały Fatry, na niezbyt wybitny Poludňový Grúň (1460 m). Zatrzymuję się tam zawsze na dłuższą chwilę, by podziwiać skalisty Rozsutec (1610 m), który wygląda jakby go Słowacy pożyczyli z Dolomitów i kontrastujący z nim bo pozbawiony skał kopiasty Stoh (1608 m). Niesamowity widok. Jestem pewien, że każdemu wynagrodzi trudy podejścia.

Wąską granią, wijącą się w kierunku południowo zachodnim wędruję przez Steny na Hromové (1636 m). Po drodze jest wprawdzie kilka wierzchołków, ale ponieważ przewyższenia między nimi są niewielkie, można nie zdejmować fok. Trasę wytyczają niebieskie tablice w kształcie rombów z numerem „1” oraz drewniane tyczki. Bardzo pomocne w razie mgły. Ponadto trzymając się ich nie schodzę zanadto z linii grani, co może być niebezpieczne jeśli są na niej duże nawisy. Sygnałem niebezpieczeństwa, którego nie wolno pod żadnym pozorem zignorować są głuche tąpnięcia. Jeśli nie daj Boże słychać taki pomruk, to znak, że zeszliśmy na zawietrzną i zbliżamy się do krawędzi nawisu. By nie runąć z nim w dół, trzeba natychmiast wrócić na nawietrzną i iść trawersem, skłonem stoku. Ze względu na ukształtowanie terenu, nawisów należy się spodziewać raczej od strony zachodniej czyli nad doliną Vratnej. Wschodni stok jest zazwyczaj bezpieczniejszy.

Między Hromovém, a Chlebem (1647 m) jest nieco głębsze siodło, więc żeby foki nie przeszkadzały przy zjeździe (hamują poślizg) zdejmuję je. A podczas zjazdów staram się nie zawadzać o kalafiory, w jakie wiatr i mróz zamieniają kępy traw. Bywają tak twarde, że potrafią uruchomić bezpieczniki wiązań. Przypinanie nart, zwłaszcza na zmrożonym stoku i w wietrzny dzień, nie jest operacją ani łatwą ani przyjemną.

Przy ładnej pogodzie cała trasa jest niezwykle widokowa. Na wschodzie rysują się łańcuchy Tatr i Niżnych Tatr, a na północy Beskidy, w których każdy rozpozna z łatwością kopułę Pilska i rozłożysty masyw Babiej Góry.

Z wierzchołka Chleba mogę zjechać trzymając się oznaczeń w kierunku zachodnim, bezpośrednio na Snilovské sedlo (1520 m). Zazwyczaj jednak kieruję się za drewnianymi tyczkami bez niebieskich oznaczeń bardziej na południowy zachód – do Chaty pod Chlebom (1423 m). Lubię tam odpoczywać patrząc na Wielki Fatranski Krywań i wznoszące się na południu za głęboką doliną Wagu pasmo Wielkiej Fatry. W schronisku panują dość spartańskie warunki, ale to tylko dodaje romantyzmu postojowi, zaś serwowana na gorąco domača klobasa (zaprawiona papryką), po wysiłku smakuje bosko.

W pół godziny, łagodnie wznoszącą się drogą letniego szlaku, wychodzę potem bez większego wysiłku na Snilovské sedlo. Na przełęczy trzeba podjąć decyzję. Przy niewielkiej wprawie w posługiwaniu się nartami tourowymi radzę pomachać górom na pożegnanie i zjechać do Vrátnej gondolką. Jeśli ktoś na trasach radzi sobie nieźle, ale brak mu wprawy w jeździe off-pist, może wykorzystać jedną z tutejszych nartostrad. Są tylko dwie, ale trzeba pamiętać, że obie czarne, w systemie Vrátnej najtrudniejsze. Wąskie i strome. Oznaczona numerem „1” ma 2 km długości i 750 m różnicy poziomów. „2”, w dolnych partiach sklasyfikowana jako czerwona jest dłuższa (3,1 km), co przy podobnej różnicy poziomów (776 m), sprawia, że jest łagodniejsza. Zaawansowani narciarze mogą z powodzeniem zdobyć najwyższy szczyt pasma, Veľký Kriváň (1709 m) oddalając się nieco ku południowi od szlaku wyznaczonego niebieskimi rombami z numerami „4” i „6”, i dopiero tam zdecydować czy to już koniec wycieczki. Jeśli tak, to trzeba wracać na przełęcz, zjeżdżając szerokim, łagodnym stokiem. Tego zaś, komu czasu, zapału, umiejętności i kondycji nie brakuje, trzymając się tablic z numerem „4” zjedzie w dolinę. Przez Pekelnik (1609 m), Bublen (1510 m; tam „6” odchodzi na zachód), Kraviarske (1360 m), a wreszcie przez las, aż do szosy, nieco poniżej dolnej stacji gondolki. Kursują stamtąd autobusy przez Starý dvor do Terchovej, ale jeśli trzeba byłoby długo czekać, to trzymając się pobocza w jakieś 20 minut zsuniemy się do Starego dvoru.

Niedziela
Lubię ją spędzać klasycznie, jeżdżąc na nartach na Pasekach lub pod Chlebom. Choć gdy zrezygnowałem kiedyś z nart i wybrałem się tropami janosikowej legendy, wcale tego nie żałowałem. Słynny zbójnik jest postacią historyczną. A urodził się właśnie tutaj, w Terchovej, w 1688 roku. Nazywał się Juraj Jánošík i był synem sołtysa. Co go skłoniło do zbójowania? Pewności nie ma. Może kawalerska fantazja, może uciekał przed wcieleniem do cesarskiej armii albo obawiał się kary za dezercję z jej szeregów. Tak czy siak, jego obrosłe legendami wcielenie, upamiętnia lśniący w słońcu, stalowy pomnik nad Terchovą.

Plac u stóp monumentu jest miejscem najważniejszych miejscowych wydarzeń. Najbardziej bodaj spektakularnym wśród nich są wyścigi góralskich furmanek – preteky gazdovských koní. Emocjonujące i dynamiczne widowisko. Konie rżą, baty świszczą w powietrzu dla dodania zwierzętom animuszu, a spod płóz pryska śnieg. Nie brakuje góralskiej muzyki w tle, jadła, napitków i wyrobów rzemieślniczych oraz tradycyjnych produktów spożywczych na straganach. Festyn pełną gębą i do tego organizowany zwykle trzy razy w sezonie, w styczniu, lutym i na początku marca.

Cóż jednak robić, jeśli w Małą Fatrę wybierzecie się w tygodniu bez wyścigów? Przed południem najlepiej pójść na spacer do Jánošíkových Dier. Dolnej części skalnego wąwozu, którym spływa rwący potok spod siodła pod Małym i Wielkim Rozsutcem. Zimą tylko ten fragment jest czynny, bo wyżej są kładki i drabinki. Latem umożliwiają swobodne przejście, ale zimą gdy pokryje je lód robią się zbyt niebezpieczne. Emocji i estetycznych doznań w dolnych partiach też nie brakuje, gdyż kaskady jakimi potok opada z kamiennych progów i girlandy sopli na skałach tworzą niezwykłą scenerię. Pytanie czy Janosik ukrywał tu skarby, pozostawię jako retoryczne, bez odpowiedzi. Prawdopodobne jest natomiast, że ukrywał tu siebie i swoich kompanów, bo w trudnym terenie łatwo się było ukryć, ewentualnie skutecznie bronić przed żołnierzami. Wejście do wąwozu znajduje się w przysiółku Biely Potok. W miejscu zwanym Ostrvné trzeba zawrócić.

Nawet jeśli na podziwianie zimowej szaty wąwozu poświęcimy sporo czasu, popołudnie i tak zostanie wolne. Można byłoby tropami janosikowej legendy udać się do Liptowskiego Mikulaszu, miasteczka, w którym zbójnik zakończył życie w 1713 roku. Królewski sąd skazał go tam na śmierć. Okrutny wyrok wykonano na pagórku za miastem, wieszając zbójnika na haku za poślednie ziobro. Ale to dość daleko.

Lepiej więc wybrać się do Żyliny zaglądając po drodze do zamku w Strečnie. Wznosi się na zachodnim brzegu Wagu na opadającej pionowo ku rzece skale. Lubię patrzeć na jego mury i przypominać sobie sceny z filmu „Ostatni Smok”, w którym Sean Connery użyczył swojego głosu złocistej bestii (tytuł oryginału Dragon Heart). Pod zamkiem działa ostatnia już zapewne na Słowacji przeprawa. Również w zimie – od świtu do zmierzchu. Na prom zabierani są i ludzie i samochody, a flisacy opowiadają historię przeprawy i zamku. Co do Janosika, to jestem pewien, że zamek omijał, bo choć tradycja chce by był bohaterem bez skazy, to prawda jest taka, że jeśli kogoś łupił to biednych. Łatwiej było ich przecież grabić niż bogatych, zwłaszcza siedzących za zamkowymi murami. To oczywiście dygresja, której dzieciom nie powtarzajcie. Niech wierzą póki mogą w bajki, one sugestywniej przemawiają do wyobraźni.

Janosik nie miał wprawdzie wiele wspólnego z malowniczym miastem jakim jest Żylina, ale rynek otaczają pięknie odrestaurowane kamieniczki. A na ścianie jednej z nich, zawieszone są dzwonki kowalskiej roboty. Wygrywają wdzięczną melodię. Gdy jej słucham, mam wrażenie że przenoszę się w czasy, gdy w okolicznych górach rzeczywiście grasowali zbójnicy, a po rynku przechadzali się opaśli kupcy. Mieszczki zaś, odziane w obfite suknie plotkowały o Janosiku. Jestem tego pewien.

INFO
Ośrodek narciarski w Krywańskiej Małej Fatrze należy do największych na Słowacji. Vrátna Free Time Zone oferuje 14 km tras zjazdowych, biegacze mają 22 km torów w dolinie, a na grzbietach wytyczono 19 km szlaków dla miłośników skitouringu. Na stronach ośrodka znajdziemy aktualne ceny karnetów, informacje o pogodzie i warunkach śniegowych (www.zima.vratna.sk). Komunikaty o zagrożeniu lawinami podaje systematycznie Horská služba – odpowiednik naszego TOPR / GOPR (www.hzs.sk w zakładce „Predpoveď počasia pre hory”). Krywańska Mała Fatra ma status parku narodowego (www.npmalafatra.sk).

Jeśli chodzi o tourowy sprzęt to znajdziemy go z pewnością w jednej z kilku wypożyczalni działających przy dolnej stacji krzesełek we Vrátnej-Pasekach (cenniki i telefony, można się upewnić, a nawet zarezerwować sprzęt, np.: www.raw-vratna.sk; www.vratna.net). Warto rozważyć wycieczkę z przewodnikiem. Usługi podczas tourowych eskapad oferują m.in.: FatraSki-Radovan Chovancik, czy Dano Pokorný ze Sport Academy Vrátna. Przewodników polecą także gospodarze największych hoteli: „Boboty” (www.hotelboboty.sk), „Diery” (www.hotel-diery.sk) oraz pracownicy Informacji Turystycznej w Terchovej (Turistická informačná kancelária – ZTT Terchová; www.ztt.sk). Z przewodnikiem nauczymy się rozpoznawać rodzaje śniegu i zimowe niebezpieczeństwa gór. Koszt 1-dniowej wycieczki dla 2 osób kształtuje się na poziomie 50 euro (2013/2014), a wypożyczenie skitourowego sprzętu – 15 euro dziennie (2013/2014).

Kluczową miejscowością Vrátnej jest Terchová z bogatą bazą noclegową i dobrą komunikacją. Wprawdzie to właśnie tam w górnych partiach doliny, po ulewnych deszczach w lecie 2014, zniszczona została doszczętnie szosa, a kamienno-błotna lawina zasypała dolną stację gondolowej kolejki, ale natychmiast podjęto naprawy i gospodarze klną się honorem, że zimą wszystko będzie działać sprawnie.

Do najważniejszych imprez w regionie należą wspomniane preteky gazdovských koní. Dokładne terminy podawane są każdego roku na stronach Terchovej (www.terchova.info).

Miłośnikom termalnych kąpielisk zwracam uwagę, że do wyboru mają 3 możliwości: Kúpele Rajecké Teplice w odległości 44 km od Terchovej (www.spa.sk), Aquarelax Dolny Kubín – 30 (www.aquakubin.eu), a Thermalpark Bešeňová – 56 (www.baseny.besenova.aquapark.sk).

Zwolennikom bardziej spartańskich, ale stricte górskich klimatów polecam noclegi w jednym ze wspomnianych schronisk: Chata na Grúni (www.chatanagruni.sk), Chata pod Chlebom (www.chatachleb.sk). Pierwsze jest skromnym więc niedrogim, ale przepięknie położonym pensjonatem. Drugie stało się w ostatnich latach główną bazą organizowanych każdego roku w Małej Fatrze imprez narciarskich dla miłośników rzadziej uprawianych form narciarstwa – skitouringu i telemarku.

Tekst (w skróconej wersji) był publikowany na łamach magazynu „Witaj w Podróży” zimą 2014/2015, pt.: Mała Fatra – wielka przygoda.