Kolonia Wawelberga, bloki sprzed 120 lat

Pierwsze w Warszawie robotnicze osiedle z tanimi mieszkaniami powstało w latach 1898-1900. Dziś jest obiektem zabytkowym i tworzy klimatyczną enklawę na Woli. W maju 2018 roku, osiedle Towarzystwa Tanich Mieszkań imienia Hipolita i Ludwiki Wawelbergów, popularnie zwane Kolonią Wawelberga obchodziło 120. urodziny.

W trzech solidnie wybudowanych z cegły blokach mieściło się początkowo ponad 300 mieszkań,  1- i 2-pokojowych. Była bieżąca woda, choć zlewy wspólne, kanalizacja i oświetlenie gazowe, zamienione niedługo potem na elektryczne oraz pierwsze w Warszawie zsypy na śmieci i… kostnica (żeby zmarłych nie trzymać w domu). Budynkom mieszkalnym towarzyszyło rozbudowane zaplecze socjalne o jakim nawet nie mogą marzyć mieszkańcy niejednego współczesnego blokowiska. Działały bowiem: szkoła, ochronka i sala zabaw (dziś powiedzielibyśmy żłobek i przedszkole) oraz punkt lekarski, a także: czytelnia, łaźnie i pralnie. U podstaw tak bogatego programu legła idea, której hołdował fundator. Wierzył mianowicie, że mieszkanie ‚pod jednym dachem’ będzie sprzyjać likwidacji uprzedzeń rasowych i wyznaniowych. Koncepcję Wawelberga wcielił w życie architekt Edward Goldberg, projektując domy oddzielone zielonymi strefami oraz funkcjonalne, wysokie na 3 m mieszkania z drewnianymi podłogami w pokojach i dużymi oknami (przeznaczone były na wynajem, ale czynsze były niskie, a warunki wyjątkowe).

Wolska kolonia zainspirowała podobne przedsięwzięcia podejmowane później na Kole (Towarzystwo Osiedli Robotniczych), czy Żoliborzu (Żoliborska Spółdzielnia Mieszkaniowa), a nawet programy deklarowane, choć nigdy w pełni nie zrealizowane przez władze PRL-owskie, nagłaśniane mocno podczas kampanii na rzecz budowy warszawskich stutysięczników – Ursynowa, Białołęki czy Gocławia.

 

Hipolit Wawelberg (1843-1901) był synem bogatego żydowskiego finansisty, który wysoką pozycję społeczną i majątek osiągnął własną pracą. Po studiach w Berlinie i praktykach bankowych w Londynie, Paryżu i Berlinie ojciec powierzył mu petersburski oddział Domu Bankowego Wawelbergów. Pod jego zarządem, placówka wyrosła na jedną z największych instytucji finansowych w carskiej Rosji. W efekcie Hipolit Wawelberg stał się jednym z najbogatszych obywateli Królestwa Kongresowego. Ba, kupił rezydencję w Carskim Siole, stając się niejako sąsiadem samego cara, i żył dostatnio, jednak gros ogromnej fortuny przeznaczał na cele społeczne.

 

Osiedle nie było jedynym społecznie ważnym przedsięwzięciem Wawelberga w Warszawie. W 1875 roku z jego inicjatywy i za jego pieniądze zorganizowano Muzeum Rolnictwa i Przemysłu, a w 1893 Muzeum Rzemiosła i Sztuki Stosowanej, przy którym kształcono rzemieślników. Uruchomił także wydawnictwo, publikujące podręczniki i poradniki zawodowe oraz tanie, a więc powszechnie dostępne wydania dzieł literackich, m.in. Mickiewicza, Orzeszkowej, Prusa, Sienkiewicza. Przekonany o sprawczej sile wykształcenia, Hipolit Wawelberg założył w Warszawie, wraz ze szwagrem i bliskim współpracownikiem, Stanisławem Rotwandem, Szkołę Mechaniczno-Techniczną, w której wykładali wybitni profesorowie tamtych czasów. Otwarto ją w 1895 roku. Ze świetnie wyposażonymi pracowniami i laboratoriami, była jedną z pierwszych uczelni technicznych w Europie. Zyskała szybko renomę, a absolwenci z dumą nosili miano wawelberczyków. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości przekazano ją administracji publicznej, w 1951 włączono do zespołu Politechniki Warszawskiej.


Kolonia Wawelberga 1898 – Stowarzyszenie Mieszkańców i Przyjaciół (organizacja działa od lat 90. XX w., promuje osiedle i popularyzuje jego dzieje): www.koloniawawelberga.pl

W należącym do Kolonii Wawelberga, frontowym bloku przy Górczewskiej 15, mieści się słynna pączkami Pracownia Cukiernicza Zagoździńskiego: www.pracowniacukiernicza.pl

Reklamy

Marszałek od ulicy Marszałkowskiej

Nazwa ulicy Marszałkowskiej pojawiła się w 1770 roku, na cześć zmarłego cztery lata wcześniej Franciszka Bielińskiego herbu Junosza, marszałka wielkiego koronnego, sprawnego administratora i organizatora, odpowiedzialnego za bezpieczeństwo króla i dworu od 1732 roku do śmierci w 1766.

Jako szef powołanej w 1740 roku Komisji Brukowej (formalnie odpowiedzialnej za stan sanitarny Warszawy), dokonał pierwszego w dziejach naszego miasta administracyjnego przełomu. Poszerzył granice Warszawy, włączając sąsiadujące z właściwym, w istocie niewielkim obszarowo miastem, własności szlacheckie, zwane jurydykami.

Wokół królewskiego miasta Warszawy (właściwie 2 ośrodków posiadających akty lokacji: Starego Miasta i Nowego Miasta) powstawały od 1559 roku quasi-miejskie własności szlacheckie. Otaczały place targowe, szumnie nazywane rynkami. Określano je mianem jurydyk. Miasto królewskie otaczało 20 takich stref. Była wśród nich, złożona z dwóch obszarów, należąca do marszałka jurydyka Bielino; jej powstanie datuje się na 1757 rok (dawny bieliński rynek to teraz plac J.H. Dąbrowskiego, a pałac marszałka projektu Józefa Fontany wznosił się przy skrzyżowaniu Marszałkowskiej z Królewską; zburzono go w 1895 roku). Jurydyki zniesiono w 1891 roku, uchwalając, związaną z Konstytucją 3 maja, ustawę Prawo o miastach.

 

W ten sposób, marszałek rzeczywiście mógł zapanować nad organizacją życia w rozległym obszarze, obejmującym zarówno Zamek Królewski, pałace i inne własności ciążącej ku siedzibie władcy arystokracji, jak i dawną Warszawę, tłoczące się od wieków za murami Stare Miasto i Nowe Miasto. Trakt zaś łączący jurydyki, a prowadzący równolegle do Królewskiego, wyznaczonego pałacami notabli, szybko przekształcił się w ulicę. Tym ważniejszą, że z inicjatywy marszałka Bielińskiego wybrukowano ją (podobnie jak 221 innych), skanalizowano, później zaś, do zlokalizowanej przy niej stacji kolei Warszawsko-Wiedeńskiej docierał pierwszy konny tramwaj uruchomiony w Warszawie w 1866 roku. Sto lat wcześniej, a więc w czasach marszałka Bielińskiego i Komisji Brukowej, czyli w epoce saskiej odnajdziemy początki publicznych sieci i infrastruktury współczesnej stolicy.

Marszałek wielki koronny Franciszek Bieliński (1683-1766), portret nieznanego malarza ze zbiorów Muzeum Warszawy, fot. Paweł Wroński

Po dziś dzień wielokrotnie przemierzamy Marszałkowską – od Placu Unii Lubelskiej po Plac Bankowy, ponieważ przez minione 250 lat z okładem, stała się kluczowym traktem komunikacyjnym, biegnącym przez Warszawę niemal południkowo. Są tutaj rozlokowane przeróżne instytucje, rozciąga się popularna strefa shoppingowa, zainicjowana jeszcze w czasach PRL-u ciągiem Domów Centrum (dziś Galeria Centrum). Jest z niej łatwy dostęp do Pałacu Kultury i Nauki, w którym mieszczą się liczne firmy komercyjne oraz większość wydziałów i agend warszawskich władz samorządowych. Marszałkowska prowadzi pod siedzibę prezydenta m.st. Warszawy, jak się potocznie mówi: warszawski ratusz, który paradoksalnie, notabene, wraz z urzędem wojewódzkim, mieści się w gmachu odbudowanego banku (jak na ironię, dawny ratusz poszerzonej przez Bielińskiego Warszawy, odbudowany pieczołowicie przy Placu Teatralnym, mieści teraz… bank). Są także inne symboliczne dla dziejów współczesnej Warszawy budynki, choćby przebudowywana właśnie rotunda, socrealistyczny zespół Placu Konstytucji (MDM), czy symbolizujący jedność Polski rozbiorowej kościół przy Placu Zbawiciela projektu Józefa Piusa Dziekońskiego, w którego architekturze odnajdziemy echa różnych stylów i znanych Polakom najsłynniejszych w kraju zabytkowych budowli z Krakowa, Poznania i Warszawy.


Spojrzenie z 6 kondygnacji kamienicy, należącej do zespołu Muzeum Warszawy na wschodnią pierzeję Rynku Starego Miasta, fot. Paweł Wroński

 

Muzeum Warszawy eksponuje 7352 spośród około 300 tysięcy posiadanych artefaktów, obrazujących dzieje Warszawy; całość podzielono na 21 gabinetów, rozmieszczając je w 2017 roku we wnętrzach kamienic tworzących zachodnią pierzeję Rynku Starego Miasta (pod numerami 28-42; muzeum w poniedziałki – nieczynne, we czwartki – wstęp wolny): www.muzeumwarszawy.pl

Polski król ze Szwecji na słynnej kolumnie

Powiadają, że Zygmunt III Waza przeniósł stolicę do Warszawy. Mimo, że było to w 1596 roku, wciąż jeszcze najważniejsze było miejsce, w którym stoi tron. Ten zaś stał na Wawelu dopóty, dopóki go władca spod znaku Snopka (szw. Wassa), przenieść nie kazał.

Na Zamek Królewski, z tej okazji wzniesiony, na szwedzką modłę surowy, który jedynie z miejskimi stykał się murami. Ówczesna Warszawa była wciąż niewielka, choć składała się z dwóch ośrodków od siebie niezależnych: Starego Miasta (lokowanego przez mazowieckich Piastów gdzieś na przełomie XII/XIII wieku) oraz Nowego Miasta (założonego przez książąt mazowieckich w 1408 roku).

Króla, który dokonał wspomnianych przenosin uczczono, bodaj najszerzej znanym w świecie warszawskim pomnikiem – kolumną na Placu Zamkowym, przed wiodącą do miasta nieistniejącą już Bramą Krakowską. Król dzierży krzyż i miecz, co symbolizowało jego dwie role – świeckiego i duchowego ojca narodu. Był to pierwszy świecki monument jaki wystawiono w Warszawie. Inicjatorem był Władysław IV, który w ten sposób uczcił pamięć ojca. Kolumnę zaprojektowali: urodzony w Szwajcarii architekt Constantino Tencalla oraz doradca królewski Augustyn Locci. Rzeźba była dziełem sprowadzonego z Bolonii włoskiego artysty Clemente Molli’ego, a gdy była gotowa odlew z brązu wykonał gdański ludwisarz Daniel Tym. Pomnik odsłonięto późną jesienią 1644 roku.

 

Legenda głosi, że uniesiona szabla w królewskich rękach chroni Warszawę od nieszczęść; jej opuszczenie zwiastuje upadek miasta. Pierwszy raz kolumna uległa uszkodzeniu podczas potopu szwedzkiego. Drugi raz w czasie powstania warszawskiego, gdy w nocy z 1 na 2 września 1944 roku trafił w nią pocisk z niemieckiego czołgu – runęła, ale postać króla ucierpiała we względnie niewielkim stopniu. W 2015 roku, po wygranej PiS, furorę robił w Internecie mem z królem Zygmuntem. Schodził pospiesznie z kolumny, dając dobrą radę Polakom: „Tu się nie ma co zastanawiać… Tu trzeba spier…lać!”.

 

Miniatura Kolumny Zygmunta w zbiorach Muzeum Warszawy. Takie oto upominki wręczano VIP-om 22 lipca 1949 roku, podczas uroczystego odsłonięcia odbudowanej po wojennych zniszczeniach kolumny (w tym samym dniu oddano do użytku Trasę W-Z). Fot. Paweł Wroński

Trzon oryginalnej kolumny wykonano z chęcińskiego marmuru wydobywanego w kamieniołomach na Czerwonej Górze (geologicznie to barwne zlepieńce, do których przylgnęła potem nazwa Zygmuntówka). Gdy pomnik po II wojnie światowej odbudowywano, do wykonania trzonu użyto twardszego materiału – granitu z okolic Strzegomia.

 

Pomnik ma 22 m wysokości, postać króla w rycerskiej zbroi – 2,75 m. W związku z budową trasy W-Z, odbudowany pomnik lekko obrócono i przesunięto o 6 m w stosunku do pierwotnego stanowiska.

 


Fragment ekspozycji malarstwa w Muzeum Warszawy, fot. Paweł Wroński

 

Muzeum Warszawy eksponuje 7352 spośród około 300 tysięcy posiadanych artefaktów, obrazujących dzieje Warszawy; całość podzielono na 21 gabinetów, rozmieszczając je w 2017 roku we wnętrzach siedmiu kamienic tworzących zachodnią pierzeję Rynku Starego Miasta (pod numerami 28-42; muzeum w poniedziałki – nieczynne, we czwartki – wstęp wolny): www.muzeumwarszawy.pl

Muzyczna porcja Afryki w Harendzie

Jubileuszowa, X. edycja Dnia Afryki miała nader kameralny charakter. Impreza odbyła się 10 czerwca 2018 na dziedzińcu Klubu Harenda w Warszawie.

Świetną muzyką porwał gości do tańca Senegambia Collectif w składzie: Buba Kuyateh (kora, wokal), Kuba Pogorzelski (tykwa, djembe), Grzegorz Rytka (saksofon), Mamadou Diouf (wokal, djembe).

 

Senegambia Collectif to pomysł dwóch muzyków urodzonych w Senegalu: Pako Sarra i Mamadou Dioufa, którzy swojego czasu zaprosili przyjaciół i rodaków do wspólnego grania. Skład formacji zmienia się więc, zależnie od okoliczności.

 

Na scenie Klubu Harenda w Warszawie Senegambia Collectif. X. Dzień Afryki (2018), fot. Paweł Wroński

Organizatorami wydarzenia były w tym roku jedynie fundacje: Afryka Inaczej i Habitat for Humanity Poland oraz Klub Harenda, na którego dziedzińcu wszystko się odbyło.

Inspiracją do organizacji imprezy po raz pierwszy w 2008 roku, było uczczenie kolejnej rocznicy powołania Organizacji Jedności Afryki (obecna Unia Afrykańska) w Addis Abebie w 1963 roku. Święto obchodzone jest wszędzie tam, gdzie żyją przedstawiciele afrykańskiej diaspory. Przez dziewięć lat Dzień Afryki wspomagała finansowo Warszawa – jak napisali organizatorzy: „wierna swojej polityce wielokulturowości”. W pełnym gorących wydarzeń politycznych 2018 roku, Dzień Afryki wsparły jedynie mniejsze instytucje. Mimo braku rozmachu poprzednich edycji, goście – niezależnie od wieku – bawili się świetnie.

Na dziedzińcu Klubu Harenda, 10 czerwca 2018 w Warszawie, fot. Paweł Wroński

Klub Harenda: www.facebook.com/KlubHarenda
Fundacja Afryka Inaczej: www.fundacja.afryka.org
Fundacja Habitat for Humanity Poland: www.habitat.pl

Dzień Afryki finansuje UE w ramach projektu Build Solid Ground, elementu Solid Ground – międzynarodowej kampanii Habitat for Humanity, której celem jest poprawa dostępu do ziemi, jako krok do uzyskania godnego miejsca do życia.

 


Stanisław Barylski, mistrz Saskiej Kępy

Gdy w czyjejś charakterystyce  pada określenie „płodny twórca”, czuć nutkę ironii, ba – niechęci nawet. O Stanisławie Barylskim (1904-1974), który w latach 30. XX wieku zaprojektował najwięcej domów na Saskiej Kępie, można tak powiedzieć bez owego pejoratywnego cienia. Jego dorobek sięga tam bowiem 30 realizacji!

Są w tej puli: jego własny dom przy Dąbrowieckiej 8, reprezentatywna dla dojrzałego warszawskiego modernizmu elegancka willa wzniesiona dla Alfreda Klimaszewskiego przy Berezyńskiej 10, dom przy Berezyńskiej 16 – podawany jako przykład interpretacji międzynarodowego kierunku określanego mianem „malowniczego funkcjonalizmu”, dom Avenariusów (Lecha Niemojewskiego) przy Katowickiej 7A z oryginalną, kwadratową wieżą klatki schodowej przeszklonej ukośnymi pasami okien, czy dom Zbigniewa Przybytkowskiego przy Gruzińskiej 3 (obecnie zajmuje go Ambasada Malezji), zręcznie wkomponowany w narożną działkę przy zbiegu z ulicą Czeską.

Jego modernistyczne realizacje – powściągliwe w formie budynki mieszkalne, często z charakterystycznymi, zaokrąglonymi narożnikami, kształtują po dziś dzień pejzaż Saskiej Kępy, prestiżowej dzielnicy warszawskiej powstałej w dwudziestoleciu międzywojennym minionego stulecia. I choć są tutaj dzieła Lacherta, Syrkusów, Korngolda czy Szanajcy oraz wielu innych wysoko cenionych wtedy architektów, budynki Barylskiego bronią swojej pozycji nie tylko imponującą liczbą.

Rozmieszczenie domów na Saskiej Kępie, projektowanych przez Stanisława Barylskiego (plansza towarzyszyła wystawie zorganizowanej z okazji dorocznego Święta Saskiej Kępy w maju 2018 roku), fot. Paweł Wroński

Postać Stanisława Barylskiego zainteresowała mnie dlatego, że przez długie lata mieszkałem w jednym z zaprojektowanych przez niego domów. Konkretnie w L-kształtnej kamienicy na rogu Walecznych i Wału Miedzeszyńskiego. I co jak co, ale właśnie spokojny rytm kondygnacji i tak dla niego charakterystyczny, zaokrąglony narożnik podkreślony opaskami balkonów, podobają mi się bardzo. (Biogram i kilka wybitnych realizacji St. Barylskiego: www.pamiecmiasta.pl).

Plansza z wystawy „Architekci Saskiej Kępy”, fot. Paweł Wroński

W stolicy, przy Brackiej 18

Zapewne nigdy byśmy tam nie zajrzeli, gdyby nie poszukiwanie przy Brackiej Galerii 18A. Skojarzenie z numerem domu było trafne, tyle, że nie o tę, ale o sąsiednią kamienicę chodziło.

Zgodnie jednak ze starym porzekadłem „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Uprzejmy mieszkaniec spod numeru 18. otworzył nam chronioną domofonem bramę, a co więcej, z nieukrywaną dumą pokazał odtworzoną właśnie z pietyzmem frontową klatkę schodową. Naprawdę piękną!

Reprezentacyjna klatka schodowa Kamienicy Kiersnowskich przy Brackiej 18 w Warszawie, fot. Paweł Wroński

Kamienica przy Brackiej 18. została wzniesiona według projektu Edwarda Lilpopa w 1885 roku. Nazywa się ją Kamienicą Kiersnowskich albo Kamienicą Zofii Kiersnowskiej, choć rzadko kto cokolwiek wie o tej mieszczańskiej rodzinie. W 1900 roku architekt Teofil Wiśniewski zmienił wygląd kamienicy, nadbudowując jedną kondygnację. Wtedy też zwieńczono ozdobnym hełmem frontową fasadę (www.warszawa.wikia.com).

Eklektyczna kamienica nawiązuje formą do epoki baroku, zaś w jej bogatej dekoracji czuć także – świeży w owym czasie – powiew secesji. Od 1910 do 1915 roku oraz w okresie międzywojennym w budynku działały prywatne gimnazja. Stosunkowo mało zniszczoną w czasie powstania warszawskiego kamienicę, pieczołowicie się teraz restauruje. Choć nie odtworzono zniszczonego podczas wojny dekoracyjnego hełmu, budowla ma reprezentacyjny charakter, a oferty sprzedaży mieszkań pod tym adresem, kierowane są do koneserów architektury i historii oraz ludzi ceniących sobie lokalizację w ścisłym centrum stolicy, a jeszcze bardziej prestiżowy adres.

Kamienica pod numerem 18 cieszy się znakomitym sąsiedztwem. Numer 20. nosi bowiem efektowny narożny dom wzniesiony kilka dekad wcześniej według projektu cenionego w XIX wieku architekta warszawskiego, Henryka Marconiego (w jej podwórzu kryje się Pałac Brzozowskich – teraz remontowany z Galerią 18A, na miejscu popularnej warszawskiej imprezowni, klubu Huśtawka). Vis a vis wznosi się legendarny przedwojenny Dom Towarowy Braci Jabłkowskich, obok przebudowywany właśnie dawny CDT (później Smyk).

Repliki Wilkonia w Piasecznie

Czy metalowe odlewy, wiernie oddające najdrobniejszy szczegół, mogą zastąpić oryginały wyczarowane w kłodach drewna przez Józefa Wilkonia?

Na to retoryczne pytanie Piaseczno odpowiedziało ‘tak’. W wymuskanym parku miejskim i na płytach placu przed starym ratuszem stanęły wilkoniowe zwierzęta: tur, niedźwiedź, dziki i lwica z lwiątkiem. Budzą ciekawość, zachwyt nawet. Mają jednak własną poetykę, wyraz i wdzięk – zdecydowanie metalowe!

 

We wrześniu 2015 roku, Józef Wilkoń – artysta malarz, genialny ilustrator, autor scenografii i rzeźbiarz, został uhonorowany tytułem Honorowego Obywatela Gminy Piaseczno. Pamiątkowy medal oraz dyplom wręczył artyście Burmistrz Miasta i Gminy Zdzisław Lis. 3 lata później podwarszawskie miasteczko uhonorowało go wystawieniem metalowych replik jego drewnianych rzeźb inspirowanych naturą – tak powstaje ścieżka (bo zwierząt ma być więcej), im. Józefa Wilkonia, wzmacniając tożsamość miasta i kreując jego artystyczne oblicze. Artysta jest związany z gminą Piaseczno na co dzień ponieważ swój dom i pracownię ma w Zalesiu Dolnym. Tam także „mieszkają na stałe” jego drewniane zwierzęta. W 2015 roku Józef Wilkoń obchodził swoje 85. urodziny.

 


Sylwetka artysty: www.culture.pl
Fundacja Arka im. Józefa Wilkonia: www.fundacjawilkonia.pl
Wywiad z artystą na łamach „Werandy” (2015): www.werandacountry.pl
Józef Wilkoń Honorowym Obywatelem Gminy Piaseczno (2015): www.przegladpiaseczynski.pl

Las według Wilkonia

„Kornik drukarz” to tytuł wystawy w warszawskiej Galerii 18A, której główny wątek tworzyły inspirowane naturą dzieła Józefa Wilkonia. Przede wszystkim rzeźby w drewnie, ale także trochę metalowych nietoperzy oraz ilustracje książkowe.

Tytuł ekspozycji nawiązuje do absurdalnej argumentacji, jaką posługują się aktualne władze RP do uzasadnienia karygodnej wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Józef Wilkoń kocha drewno, i w nim tworzy, ale to nie znaczy, że nie kocha żywych drzew. Wielokrotnie dawał temu wyraz podczas wywiadów i wystąpień publicznych, nazywając grabieżcze wyręby zbrodnią, bo „(…) las jest naszym największym skarbem”. Martwych drzew mamy dosyć, zaś kornik drukarz przyspiesza ich rozkład. Nie jest więc wrogiem lasu, tylko elementem skomplikowanego i niezwykle bogatego ekosystemu, w którym natura dąży do harmonii bez, a nierzadko wbrew, niefortunnej działalności człowieka.

Dziełom mistrza towarzyszyły fotografie zafascynowanego klimatami leśnymi Jacka Kusza i instalacja Jozefa Piláta.

„Kornik drukarz”, czyli las według Józefa Wilkonia, fot. Paweł Wroński

Pałac Brzozowskich to neobarokowa budowla z 1882 roku, nawiązująca architekturą do XVII-wiecznych pałaców francuskich (projekt: architekt Bronisław Żochowski-Brodzic). Wystawiono go w dość niecodziennym miejscu, bo w podwórzu istniejącej już od 40 lat kamienicy. Podczas II wojny światowej pałac uległ zniszczeniu. Powstańcy warszawscy toczyli o niego ciężkie walki z Niemcami. Został zdobyty ale spłonął, a wraz z nim ukryty na strychu przed grabieżą obraz Jana Matejki „Zamojski pod Byczyną”. W odebranym właścicielom i odbudowanym po 1945 roku obiekcie znalazły siedzibę takie instytucje jak: Naczelna Rada Adwokacka, Zarząd Główny i Okręgowy Zrzeszenia Prawników Polskich, czy redakcja pisma „Prawo i Życie”. Potem, do czasu rozpoczęcia remontu, działała tutaj popularna stołeczna imprezownia – klub „Huśtawka”. Dysponowała salą na II piętrze o nie byle jakiej powierzchni – 300 m2; teraz pomieszczenia te zajmuje Galeria 18A.

Twórczość wybitnego artysty promuje Fundacja „Arka” im. Józefa Wilkoniawww.fundacjawilkonia.pl

Galeria 18A mieści się w lokalu 101 przy Brackiej 20B, w Śródmieściu Warszawy. Miejsce jest tym ciekawsze, że to miejski pałac Brzozowskich, poddawany właśnie gruntownemu remontowi (www.facebook.com/Galeria18A/). Jak piszą gospodarze, galeria: „jest miejscem multidyscyplinarnym, w którym przenikają się wszystkie obszary współczesnej aktywności”. To względnie nowy punkt na kulturalnej mapie stolicy. Galeria zainaugurowała działalność 24 lutego 2018 roku interdyscyplinarną wystawą zatytułowaną „Próba generalna”, przedstawiającą kompozycje malarskie Marty Banaszak, wielkoformatowe mozaiki ceramiczna Marka Działka oraz współczesny teatr instrumentalny Miłosza Pękali połączony ze sztuką video Zuzanny Kołodziej (www.galeria18a.pl).

Promotor wystawy „Kornik drukarz” – Chain Fundacja Chem Poland Na Rzecz Kulturywww.facebook.com/chainfundacja/

O pałacu Brzozowskich, m.in.:
warszawyhistoriaukryta.blogspot.com (post z 2014 r.)
www.warszawa.wyborcza.pl (materiał w 2012 r.)

Między fabułą a dokumentem

Jordankowy projekt „Strachy na Lachy” dobiega końca. Jeszcze tylko finisaż wystawy w Muzeum Warszawskiej Pragi, a potem? Potem możliwości wprost nieograniczone – od zaniechania (by zająć się czymś innym), po kontynuację, bo w końcowej fazie okazało się, że szlakiem obaw i zagrożeń historycznych i współczesnych, da się powędrować we wszystkie niemal zakątki świata – realnego i wyimaginowanego.

Dla dzieci uczestniczących w zajęciach plastycznych i teatralnych prowadzonych w Jordanku przez Małgosię Bockenheim projekt „Strachy na Lachy” był fascynującą przygodą. Podróżą przez świat wyobraźni, emocji i twórczych impulsów.

Zebrane tutaj filmiki i slajdowiska (łącznie 10 pozycji), pokazują to co się działo na zajęciach, towarzyszące tworzeniu kukieł emocje, skupienie i chaos, z którego – ostatecznie – powstała w maju muzealna instalacja, która będzie obecna w Muzeum Warszawskiej Pragi (Targowa 50/52, II piętro – warszawski penthouse; we czwartki wstęp wolny), do 23 czerwca 2018. Finisaż wystawy – 14 czerwca, w godz. 18:00-20:00.

Film z wernisażu wystawy, puentujący projekt jest dostępny w tym archiwum (www.pawelwronski.blog) oraz na filmowym kanale OPP1 Jordanek na Youtube (www.youtube.com).


www.opp1.waw.pl
www.muzeumpragi.pl

Food Truck Square Dobra Dobra

Na Powiślu, przy Dobrej 32, czyli na skrzyżowaniu z Zajęczą zadomowiły się Food Trucki. W dniu otwarcia, 23 maja 2018, stanęły cztery – z kuchnią włoską, tajską, słowacką i amerykańską oraz piąty – z napojami.

Po krakowskim Judah Square przyszła kolej na stolicę. Kolejny krok po tak udanych inicjatywach jak Nocny Market na Głównym lub zamienione po odrestaurowaniu w szykowne galerie halach: Na Koszykach, czy Gwardii, pojawiające się coraz liczniej Food Trucki są najciekawszym zjawiskiem w sferze współczesnej warszawskiej gastronomii. Tym bardziej pozytywnym, że smacznym, i zróżnicowanym, bo znajdą w nich potrawy dla siebie zarówno wegetarianie, jak klasyczne mięsolubne obżartuchy.

Może z racji wieku 🙂 przy Dobrej przeszkadzał mi jedynie intensywny uliczny ruch, którego w tym miejscu trudno uniknąć (pora dnia, około godziny 18., to niestety szczyt komunikacyjny i przez Most Świętokrzyski przelewają się fale pojazdów). Ale gdy opuszczaliśmy Food Truck Square, nieco przed 20., ruch samochodowy już zelżał, światełka między truckami się zapalały, a gości przybywało i robiło się coraz bardziej klimatycznie.

 

Food Trucki zainicjowały sezon 2018 wiosną pod Stadionem Narodowym, towarzyszyły w maju Nocy Muzeów, tworząc strefę żarcia na kółkach na Placu Defilad przed PKiN-em. Widać wyraźnie, że stały się już nieodłącznym elementem otwartych imprez kulturalnych i sportowych. Nic dziwnego – było nie było – jeść trzeba. A im smaczniej, tym lepiej!

 


Food Truck Square – dania oryginalnych kuchni w cenach oscylujących koło 20-25 zł, do tego napoje z adekwatnych części świata – vide Vinea w słowackim Food Trucku: www.facebook.com

Combo na Urzeczu

Zielone Świątki na Urzeczu, impreza zainicjowana w 2015 roku przez Fundację „Szerokie Wody” są jak kamyk rzucony w wodę wiślanego starorzecza. Niczym koncentryczne kręgi na powierzchni, każdego roku pojawiają się w programie imprezy nowe odsłony.

Tym razem, za sprawą Wawerskiego Centrum Kultury, przy nieznanej zapewne szerszej publiczności ulicy Droga Golfowa, pojawiła się koncertowa estrada. Wisienką na torcie był wieczorny występ kapeli Janka Młynarskiego. Niby repertuar jak zwykle ten sam, ale – też jak zwykle – słuchacze dali się porwać do tańca.
Wspomnieć wypada jeszcze o kilku Foodtruckach, które umożliwiły wszystkim przetrwanie… w czas chłodu, o zmierzchu.


 

Piosenkę „Czarnoksiężnik” – tango kompozycji Zygfryda Czerniaka, wykonywali tuż po wojnie tak popularni podówczas wykonawcy jak:  Zenon Jaruga, Zbigniew Rawicz, czy Mieczysław Fogg. Co do słów, to ich autorstwo przypisywane jest poetyckiemu duetowi Edward Miedziański i Tadeusz Kuroczko, ale także Czesławowi Liberowskiemu.

 


Kilka słów o miejscu, imprezie, jej organizatorach i wybranych bohaterach

Urzecze to kulturowy fenomen – odradzający się mikroregion etnograficzny, tutaj, u nas na Mazowszu, na południowych peryferiach stolicy. Nawiązanie przez grupę pasjonatów do tradycji, życia i obyczajów XVII-wiecznych osadników zwanych Olędrami, którzy osiedlili się nad Wisłą i korzystali z możliwości jakie dawała jako ekosystem i trakt komunikacyjny, było przysłowiowym strzałem w dziesiątkę (więcej: www.facebook.comwww.wislawarszawska.pl; www.mapakultury.pl; www.konstancinjeziorna.blox.pl).

Wawerskie Centrum Kultury to instytucja w budowie. Zgodnie z deklaracją na stronach tej oryginalnej, stołecznej jednostki kultury: „WCK jest otwartą przestrzenią realizacji i ekspresji potrzeb mieszkańców dzielnicy Wawer. Chcemy, żeby było centrum życia lokalnego i miejscem rozwoju zainteresowań kulturalnych mieszkańców. Miejscem rozwoju kapitału społecznego i kulturowego, które będziemy razem współtworzyć.”. Jak wiadomo, „cyrk w budowie” daje możliwości tak ogromne, jak nieposkromiona jest wyobraźnia „budowniczych”. Majowy, niedzielny wieczór przy Drodze Golfowej 1 był tego najlepszym dowodem (www.wck-wawer.pl).

Warszawskie Combo Taneczne na Urzeczu, 20 maja 2018, fot. Paweł Wroński

Warszawskie Combo Taneczne – kapela Janka Młynarskiego, specjalizująca się w aranżacji tradycyjnych piosenek warszawskich:  www.culture.pl oraz fanpage na www.facebook.com

Zielone Świątki na Urzeczu (www.facebook.com/zieloneswiatki) oraz, np. www.powiat-piaseczynski.info – doroczny piknik organizowany przez nadwiślańskie gminy i warszawskie dzielnice od Góry Kalwarii po Wilanów i Wawer, na wodach Wisły i na brzegach odbyły się w 2018 roku już po raz czwarty.

„Tysiąc głosów jednym głosem”

„Tysiąc głosów jednym głosem” – piosenka o międzynarodowej historii, znakomicie pasuje do miejsca wykonania – pod ścianami Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.

Powstała bowiem w 1977 roku w ZSRR. Muzykę skomponował Владимир Яковлевич Шаинский, a słowa napisał Михаил Львович Матусовский. W oryginale nosi tytuł „Вместе весело шагать” („Razem wesoło maszerować”). Wykorzystano ją w filmie ‚И снова Анискин’.

Dekadę później Alberto Testa stworzył włoski tekst i tytuł „Вместе весело шагать” zamienił na „Mille voci una voce”. Polskiego tłumaczenia, na potrzeby Chóru Dziecięcego Mille Voci dokonała italianistka Xenia Zawanowska. I tak – polski chór doczekał się pełnej radości muzycznej wizytówki.

Chór Dziecięcy Mille Vovi (w niepełnym składzie, gdyż wszystkich chórzystów jest blisko setka), rozwija się przy OPP1 „Jordanek” od 8 lat, kieruje nim Karolina Olczedajewska, współpracuja z nią Xenia Zawanowska i Zofia Krystman, wspiera Rafal Witek – mąż Karoliny, fot. Paweł Wroński

Pałac Kultury i Nauki (PKiN), dar Związku Radzieckiego dla Polaków pnie się ku niebu nad Warszawą od 1955 roku. W noc milenijną zabił po raz pierwszy zawieszony na wieży zegar. Tarcze oswajają gigantyczną budowlę, upodabniając ją do ratusza, którym jest w istocie, gdyż w jego wnętrzach znalazły siedzibę liczne agendy Urzędu m.st. Warszawy oraz związane z samorządową strukturą instytucje, jak choćby biuro Unii Metropolii Polskich. Na 30. kondygnacji jest taras widokowy. Roztacza się stamtąd wspaniała, dookolna panorama Warszawy o promieniu 15 km (wstęp/wjazd windą jest płatny).

 

Pałac Kultury i Nauki w liczbach
Wysokość: 237 m (włącznie z wspornikiem antenowym)
Liczba pięter: 42
Liczba pomieszczeń: 3288
Powierzchnia całkowita: 123 084 m2
Kubatura: 817 000 m3
Konstrukcja budynku: rama stalowa, wewnętrzny trzon stalowy, fundament skrzynkowy żelbetowy
Liczba miejsc parkingowych wokół Pałacu Kultury: 1300
Średnica tarcz zegara na 42 piętrze: 6 metrów
Liczba okien: ok. 2700
Liczba wind: 33
PKiN – wg stanu na 2014 r. – to najwyższy budynek na terenie Polski.
Sala Kongresowa, największa w stolicy sala konferencyjno-widowiskowa, może pomieścić ok. 3000 osób.
Od 2007 roku PKiN jest na liście obiektów zabytkowych i podlega ochronie konserwatorskiej.
dane za: www.archirama.muratorplus.pl

 


Chór Dziecięcy Mille Vociwww.pracownia-piosenki.blogspot.com oraz www.fundacja-szeptem.org.pl
OPP1 Jordanek: www.opp1.waw.pl
PKiNwww.pkin.pl

PKiN – odkąd zamontowano na wieży tarcze zegarowe, przypomina ratusz, którym jest w istocie, bo znajdują się tam liczne wydziały Urzędu m.st. Warszawy, nie mówiąc o tym, że należy do najbardziej rozpoznawalnych w świecie symboli naszego miasta; fot. Paweł Wroński

Piosenkę „Tysiąc głosów jednym głosem” oraz kilka innych Chór Dziecięcy Mille Voci wykonał na festiwalu dziecięcego czasu wolnego, czyli podczas warszawskiej Giełdy Placówek Edukacji Pozaszkolnej – jak brzmi oficjalna, niezbyt nośna nazwa imprezy, w dniu 12 maja 2018 roku.


„Вместе весело шагать”
Вместе весело шагать по просторам,
По просторам, по просторам
И, конечно, припевать луче хором,
Лучше хором, лучше хором.

Спой-ка с нами, перепёлка, перепёлочка,
Раз иголка, два иголка — будет ёлочка.
Раз дощечка, два дощечка — будет лесенка,
Раз словечко, два словечко — будет песенка.

Вместе весело шагать по просторам,
По просторам, по просторам
И, конечно, припевать лучше хором,
Лучше хором, лучше хором.

В небесах зари полоска заполощется,
Раз берёзка, два берёзка — будет рощица,
Раз дощечка, два дощечка — будет лесенка,
Раз словечко, два словечко — будет песенка.

Вместе весело шагать по просторам,
По просторам, по просторам
И, конечно, припевать лучше хором,
Лучше хором, лучше хором.

Нам счастливую тропинку выбрать надобно,
Раз дождинка, два дождинка — будет радуга,
Раз дощечка, два дощечка — будет лесенка,
Раз словечко, два словечко — будет песенка.

Вместе весело шагать по просторам,
По просторам, по просторам
И, конечно, припевать лучше хором,
Лучше хором, лучше хором.


Mille voci una voce

Com’è bello avere un mondo di amici
Solo amici tutti in pace
Dentro il coro della vita cantare
Mille voci una voce…

Con un ramo con due rami fai un albero
Con un fiore con due fiori un giardino avrai
Ci vuol niente a far le cose più incredibili
Specialmente se hai qualcuno che ti
aiuterà…

Com’è bello avere un mondo di amici
Solo amici tutti in pace
Dentro il coro della vita cantare
Mille voci una voce…

V nebesach sari poloska sapoloscetza
Ras bereska, dva bereska – budet rosciza!
Ras doscecka, dva doscecka – budet lesenka
Ras slovecko, dva slovecko – budet
pesenka!

Vmeste vesselo sciagat po prostoram
Po prostoram, po prostoram,
I, konecno, raspevat lucsce horom
Lucsce horom, lucsce horom.

Con un passo con due passi fai chilometri
Con un giorno con due giorni fai l’eternità
Mischia polvere di stelle con rugiada blu
E così vedrai che arcobaleno farai tu…

Orchestra

Solo amici…
Tutti in pace…

Orchestra

Mille voci…
Una voce…

Com’è bello avere un mondo di amici
Solo amici tutti in pace
Dentro il coro della vita cantare
Mille voci una voce…
Mille voci…
Una voce…

Solo amici tutti in pace
Mille voci una voce
Per cantar…
Mille voci!