Styria przypomina o sobie

Styria – najbardziej zalesiony z austriackich krajów związkowych, zwany z tej racji zielonym sercem Austrii, przywdziewa na zimę białą szatę.

Kulminacja zimowych wrażeń następuje na terenach narciarskich Schladming-Dachstein. Ośrodek należy do porozumienia Ski Amadé, a ponadto – sam w sobie – oferuje trasy rozciągniętej na czterech wybitnych kopcach huśtawki oraz na stokach ozdobionego lodowcowymi spływami, skalistego Dachsteinu.

Promocja Styrii w „Winosferze”, przy Chłodnej 31, fot. Paweł Wroński

Z czym jeszcze warto kojarzyć Styrię? Z malowniczą starówką stolicy Landu – Grazu, uzupełnioną tak niepowtarzalnymi współczesnymi realizacjami architektonicznymi jak sztuczna wyspa na rzece Mur (mieści restaurację-kawiarnię; Murinsel), torem wyścigów samochodowych – Red Bull Ringiem w Spielbergu, stadniną słynnych lipicanów w Piber, kościołem restaurowanym według projektu Hundertwassera w Bärnbach, wodami termalnymi, smakowitą kuchnią, winami z oryginalnym Schilcherem na czele oraz romantyczną legendą arcyksięcia Jana Habsburga.

Kulinarnym przebojem Styrii jest olej z pestek dyni – niezwykły dodatek do różnych potraw, sałatek, a nawet… deserów. Potrawy pasterskiej proweniencki mieszają się w Styrii z owocami lasu, fot. Paweł Wroński

Styria (Steiermark) po polsku: www.steiermark.com

Reklamy

Dawne szczepy gruzińskiej winorośli

Z ośmioma tysiącami lat tradycji, Gruzja zdystansowała konkurentów w wyścigu o miano kolebki światowego winiarstwa. Iran, gdzie w Hadzi Firuz Tepe istnieją ślady upraw z połowy VI tysiąclecia p.n.e. oraz Armenię z jaskinią Areni-1, potocznie określaną mianem „winiarni sprzed sześciu tysięcy lat”.

Odkrycia o epokowym znaczeniu dokonali pod koniec minionego stulecia archeologowie około 30 km na południe od Tbilisi. Znaleziono fragmenty glinianych naczyń z początków VI tysiąclecia przed Chrystusem z osadem kamienia winnego. Stanowisko Gadachrili Gora nie jest odosobnione. W sąsiednich neolitycznych osadach, ewidentnych dowodów uprawy winorośli w tak odległych czasach było więcej. A wśród nich pestki winogron o wydłużonym kształcie, charakterystycznym jedynie dla uprawnej winorośli (Vitis vinifera subsp. vinifera).

Winorośl - jeden z symboli Gruzji, fot. Paweł Wroński
Winorośl – jeden z symboli Gruzji, fot. Paweł Wroński

Wokół winiarskich tradycji Gruzja buduje dziś nie tylko ekonomiczną pozycję na światowym rynku, ale również swoją markę turystyczną. W październiku 2015 roku otwarto Nowe Gruzińskie Centrum Wina w Dżigaura (w ang. transkrypcji fonetycznej Jighaura), nieopodal Mcchety. Sponsorem tego przedsięwzięcie był Bidzina Iwaniszwili, lider politycznego frontu Gruzińskie Marzenie. Są tam winiarskie muzeum i laboratorium, repozytorium wina, piwnica, w której odbywają się degustacje oraz konferencyjne sale i gabinety. Natomiast rzędy winorośli tworzą wokół niepowtarzalny ogród botaniczny. Otacza się w nim opieką stare szczepy, bada je i odtwarza. 425 historycznych odmian już reaktywowano. Ale to nie koniec pracy placówki, gdyż w ciągu ośmiu tysiącleci, Gruzini używali ponad 500 szczepów. Współcześnie, na potrzeby komercyjnej produkcji wykorzystują zaledwie 40 spośród nich.

 

Podczas oficjalnego otwarcia Nowego Centrum Wina w Dżigaura w 2015 roku, premier gruzińskiego rządu, Irakli Garibaszwili podkreślił: „Chcemy pokazać całemu światu, że Gruzja jest ojczyzną winogron i wina.”.

 

Dziś ponad 70% produkowanego w Gruzji wina pochodzi z regionu Kachetii, z ciągnącej się u stóp Wysokiego Kaukazu rozległej doliny Alazani. Jednak historyczne dowody wskazują, że w przeszłości prym wiódł południowy region, Meschetia. Pod koniec XVI wieku Turcy spustoszyli tamtejsze tereny i przez 300 następnych lat nikt nie uprawiał winorośli w Meschetii. Winnice pojawiły się ponownie w czasach sowieckich. Większość nasadzeń zajmujących blisko 250 ha stanowiły wówczas szczepy francuskie, z których wyrabiano głównie wina musujące. Po rozpadzie ZSRR, kombinat upadł, a winnice opuszczono. W połowie pierwszej dekady XXI wieku, misji odtworzenia lokalnych szczepów podjął się Giorgi Natenadze. Jego rodzina prowadzi winiarnię w miejscowości Akhaltsikhe (ang. transkrypcja fonetyczna). On założył Vardzia Terraces, sadząc winorośl na tarasach uprawowych w pobliżu wykutego w skałach miasta Wardzia.

Regiony Gruzji, na czerwono oznaczona została Meschetia (to dawna nazwa). Infografika pochodzi ze domowej strony winiarni Giorgiego Natenadze: www.natenadze.company
Regiony Gruzji, na czerwono oznaczona została Meschetia (to dawna nazwa). Infografika pochodzi ze domowej strony winiarni Giorgiego Natenadze: www.natenadze.company (kliknij w link lub mapę – przejdziesz do strony).

Jak dotąd udało mu się zidentyfikować 24 z 40 miejscowych odmian. Aż 18 szczepów posadził w swojej winnicy, m.in.: tskhenisdzudzu tetri, meskhuri mtsvane, meskhuri kharistvala, tavdakiduli, akhaltsikhis tetri. Adaptuje zdziczałe krzewy, z których najstarsze mają dziś nawet 400 lat. Mimo to wciąż rodzą winogrona, z których Giorgi Natenadze robi niewielkie ilości szlachetnego trunku (góra 1200 butelek – łącznie z różnych odmian, rocznie). Nagradzany za winiarskie dokonania na festiwalach gruzińskich, spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem w Berlinie na targach RAW Wine 2016. Furorę zrobiły różne roczniki jego MeskhuriMeskhuri Tetri.

Lokalizacja winnic Giorgiego jest nieprzypadkowa. Wino ze szczepów sadzonych na doskonale zachowanych tarasach na zboczach wzgórz flankujących dolinę rzeki Mtkware, było przez setki lat konsumowane głównie w skalnym mieście. Zachowały się nawet tunele, którymi je z rodzinnej wsi Giorgiego – Czaczkari, dostarczano do składów w Wardzi. Ba, w mieście zachowały się składy, w których zlewano wino do wpuszczonych w skały ceramicznych stągwi – słynnych gruzińskich kwewri.

 

Nazwa Czaczkari (w ang. transkrypcji fonetycznej Chachkari) oznacza Bramę winogronowych skórek.

 

Zakładanie plantacji winorośli na tarasach należących do Vardzia Terraces pokazują filmy zamieszczone przez właściciela na Youtube (w styczniu 2017 i – dla porównania, z 2016 roku).


 

Jak informuje www.georgianday.com, w 2016 roku Gruzja wyeksportowała 50 mln butelek wina, osiągając zyski w wysokości 114 mln dolarów. Wśród importerów, na wysokiej pozycji znalazła się Polska:

  1. Rosja – 27,222,076 butelek

  2. Ukraina – 5,811,050 butelek

  3. Chiny – 5,299,149 butelek

  4. Kazachstan – 3,393,435 butelek

  5. Polska – 2,329,820 butelek

 


INFO
Gruzińskie wina i festiwal Telavino na stronach rządowych: www.georgianwine.gov.ge
Gruzińskie Wiadomości Winiarskie: www.news.hvino.com (tam także o festiwalach winiarskich w Tbilisi [odbywają się na wzgórzu z diabelskim młynem – Mtatsminda Park]); fanpage magazynu: www.facebook.com

Chorwacja / Istria – miasto malarzy

Grožnjan to miasteczko-butik zamieszkałe przez niespełna 200 osób. Podobnie jak niezbyt odległy Motovun, usadowione na wzgórzu i otoczone murami.

Ponad dachy stłoczonych ciasno domów wyrasta wieża średniowiecznej świątyni. W każdej niemal kamieniczce działa jakaś galeria sztuki. Grožnjan zyskał przez to przewodnikowe miano „miasta malarzy”. Nie brakuje także sklepików z pamiątkami i lokalnymi produktami, do których należą przede wszystkim: oliwa, wina, trufle oraz konfekcja z lawendy. Z murów widać oddalony zaledwie o 15 km Adriatyk.

Latem, ciasne, zacienione zaułki są scenerią koncertów muzyki klasycznej i jazzowego festiwalu. W drugiej połowie lutego, gdy wierzchołki istryjskich wzgórz pokrywa jeszcze śnieg, do miasteczka przybywają fani trekkingu i biegów przełajowych – amatorzy oraz wytrawni trail runnerzy. Na doroczny Brtonigla Adventure Trekk, by zmierzyć się z konkurentami i własnymi słabościami na trasach przełajowych długości 10 km, 25 km i 50 km (www.trickeri.org oraz www.istra.hr).

Włoska nazwa miasteczka brzmi Grisignana. W mikroskopijnej społeczności odbijają się jak w zwierciadle wielokulturowość. Charakterystyczna dla włosko-słoweńsko-chorwackiego pogranicza. Do końca II wojny światowej cały półwysep zamieszkany był w większości przez Włochów. Po 1945 roku niedawna większość stała się w chorwackiej Istrii mniejszością. Ale w Grožnjanie, jak wynika ze spisu z 2011 roku, sytuacja jest nietypowa. Najwięcej bowiem mieszkańców deklaruje narodowość włoską, Chorwaci są na drugim miejscu, zaś garstkę Słoweńców, wyprzedziła jeszcze grupa autochtonów.

Narodowościową mozaikę – jak w piosence – widać, słychać i czuć. Na całym półwyspie. Na tablicach drogowych są napisy po chorwacku i po włosku. Oba języki mają urzędowy status. Ale w niektórych miejscowościach, między innymi właśnie tu, w Grožnjanie, usłyszymy także specyficzny, istryjski dialekt.


INFO
Grožnjan: www.groznjan-grisignana.hr


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Smart ForFour z automatyczną skrzynią biegów. Tym niewielkim, ale zwrotnym samochodem z oferty Mercedes-Benz Polska, zwiedzaliśmy Baranję, Sławonię, Zagrzeb, Istrię i wyspę Krk w drugiej połowie kwietnia 2016.

Włochy / Toskania – 300 lat Chianti Classico

W 1716 roku Granduca Cosimo III de’ Medici – Wielki Książę Kosma III z rodu Medyceuszy, wyznaczył obszar, z którego pochodzą najlepsze toskańskie wina.

Nazywane Chianti Classico obchodzą w 2016 roku jubileusz trzechsetlecia. Konsorcjum zajmujących się ich wytwarzaniem producentów i winogradników szczyci się certyfikatem DOCG (Denominazione di Origine Controllata e Garantita). Znakiem rozpoznawczym zrzeszenia i win jest sylwetka Czarnego Koguta – Gallo Nero.

Chianti Classico, fot. Paweł Wroński
Chianti Classico, fot. Paweł Wroński

Chianti Classico
Geograficznie, Chianti to pasmo łagodnych wzgórz, rozciągające się między Florencją a Sieną. A przecinająca je 100-kilometrowa arteria nazywana jest powszechnie Via Chiantigiana. Technicznie to droga regionalna (Strada Regionale), oznaczona numerem 222, czyli SR222. Dotrzemy z niej do każdego zakątka wyznaczonego w regionie Chianti uprawami winorośli i oliwnymi sadami.

Ale tylko część tamtejszych win ma prawo do zaszczytnego przymiotnika Classico. Po pierwsze, żeby nim się legitymować, trunki muszą pochodzić z wyznaczonych przez Medyceusza obszarów. Po drugie, oprócz rygorystycznie przestrzeganej strefy produkcji, muszą powstawać przynajmniej w 80% ze sztandarowego dla regionu szczepu sangiovese. Pozostałe 20% mogą stanowić inne gatunki o czerwonych jagodach, przede wszystkim autochtoniczne canaiolo i colorino. Ewentualnie, rozpowszechnione na świecie cabernet sauvignon i merlot, których uprawy są także w Chianti dozwolone, nawet zalecane.

Chianti Classico, fot. Paweł Wroński
Chianti Classico, fot. Paweł Wroński

Chianti Classico ma rubinową barwę, czasem bardzo intensywną, przyjemny owocowy smak i bogaty bukiet. Odnajdziemy w nim zawsze zapach wonnych fiołków i irysów. W zależności jednak od skalnego podłoża, na którym rośnie winorośl, będą mu towarzyszyć inne aromaty. Jeśli winnica rozciąga się na terenach o podłożu z piaskowca, to w bukiecie bogato reprezentowane są kwiatowe nuty. Jeśli na terenach o podłożu wapiennym – owoców leśnych, a jeśli z wulkanicznego tufu – nuty tytoniowe.

I są tylko dwa ich rodzaje: Chianti Classico giovane (wino młode) oraz Chianti Classico la Riserva (starsze wino). Młode wina są wonne i owocowe, a ich barwa charakteryzuje się wyraźnym połyskiem. Starsze (stanowią około 20% regionalnej produkcji, sięgającej w ostatnich latach 290 tys. hl), dojrzewają minimum 24 miesiące, z czego większość czasu w drewnianych kadziach i – obowiązkowo – 3 miesiące w butelkach. Wina la Riserva mają głęboko czerwoną barwę, w zapachu przebijają wyraziste nuty przypraw korzennych i owoców leśnych. Są to wina eleganckie, aksamitne.

Chianti Classico, fot. Paweł Wroński
Chianti Classico, fot. Paweł Wroński

Winiarz to ma ciężkie życie
Consorzio del Chianti Classico zrzesza obecnie ponad 600 członków, w tych około 350 zajmuje się produkcją), powstało w 1924 roku. Przez 70 lat członkowie toczyło batalię o uznanie odmienności ich produktu od pozostałych toskańskich win i prawne gwarancje dla ich specyficznego wyrobu. Przymiotnikiem Classico, wina Chianti legitymują się od 1932 roku. A od 1984 producenci mają prawo posługiwać się znakiem DOCG (Kontrolowanej i Gwarantowanej Nazwy Pochodzenia). Przysłowiową „kropkę nad i” przyniósł rok 1996, od którego na mocy rozporządzenia ministerialnego wina Chianti i Chianti Classico są dwiema odrębnymi nazwami, oznaczającymi wina różniące się procesem i strefami produkcji. Od 2005 roku Czarny Kogut jest jednym i jedynym emblematem dla wszystkich win marki Chianti Classico. A od 2007, znajdziemy go na banderoli z czerwoną opaską, wyróżniającą wina DOCG. Umieszczony na niej także numer identyfikacyjny, pozwala prześledzić w Internecie historię każdej butelki.

Gallo-Nero_LOGOINFO
www.chiantivini.pl
www.chianticlassico.com
Adres: Via Sangallo, 41 – Loc. Sambuca, 50028 Tavarnelle Val di Pesa (Fi)


Materiał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl w lutym 2016.

Węgry – śniadanie u Kreinbachera

Kreinbacher Birtok (www.kreinbacher.hu) to designerski kompleks obejmujący winiarnię i hotel usytuowany na południowym stoku Somló-hegy. Zaprojektowany przez wziętego węgierskiego architekta Dezső Eklera (jego dziełem są również oryginalne budynki winiarni Disznókő w Mezőzombor w Tokaju czy Hilltop w Neszmély nad Dunajem; www.ekler-architect.hu), oferuje eleganckie pokoje i przestronną nowoczesną restaurację. Nawet śniadanie podawane jest tam z artystycznym zacięciem, posiłki smaczne, a wina ciekawe; niemal połowę produkcji stanowią wina musujące typu szampana, nazywane na Węgrzech pezsgő, których można skosztować podczas degustacji.

Somló. Wina od Kreinbachera, fot. Paweł Wroński
Somló. Wina od Kreinbachera, fot. Paweł Wroński

Więcej o Somló i winiarni Kreinbachera w niniejszym archiwum, w artykule „Wina na wulkanie” oraz w szkicu „Węgry wulkaniczne„.


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Somló. Mercedesem przez Węgry, fot. Paweł Wroński
Somló. Mercedesem przez Węgry, fot. Paweł Wroński

Gruzja – za stołem

Żeby zasiąść za stołem Gruzini nie potrzebują zachęty. A jak już zasiadają, to nie może na nim zabraknąć ani jedzenia, ani wina. W przewodnikach piszą, że biesiadowanie jest specyficzną cechą kultury tego kaukaskiego narodu. W rzadko których – dlaczego.

Geografowie nie są zgodni co do tego czy Gruzja jest krajem europejskim czy azjatyckim. Nikt jednak nie kwestionuje jej przynależności do kręgu kultury śródziemnomorskiej. Jest przecież sukcesorem mitycznej Kolchidy. Krainy, do której Jazon wyprawił się po złote runo. Położonej nad Morzem Czarnym, gdzieś tam, gdzie dziś ciągną się plaże Batumi. Mimo to, że sięga morza, krajobraz Gruzji kształtują potężne górskie grzbiety, sięgające w Wysokim Kaukazie pięciu tysięcy metrów wysokości. Od zarania dziejów na halach wypasa się owce i bydło. A ziemie w dolinach są tak żyzne, że zbóż, warzyw i owoców nie brakuje. Na terenie Gruzji i sąsiedniej Armenii znaleziono najstarsze na świecie ślady uprawy winorośli. Sprzed 8 tysięcy lat! Ba, słowo „wino” wywodzi się z języka gruzińskiego. Gruzini zaś są przekonani, że to Amirani, nieśmiertelny syn kaukaskiej bogini łowów Dali, pokazał ludziom jak je robić.

Żal utopiony w winie
Skłonność do biesiadowania Gruzini mają więc zakodowaną genetycznie. Jednak do długiego i uroczystego celebrowania uczt przyczynili się wrogowie. Tyle, że nie Rzymianie, Persowie, Azerowie, czy Turcy, którzy najeżdżali ich przez tysiąclecia. Tylko Wielki Brat zza kaukaskiego muru, w wieku XVIII. Najpierw car objął gruzińskie królestwo ojcowskim patronatem, a potem taką nad nim roztoczył opiekę, że nim się Gruzini zorientowali przekształcił dumne królestwo w jedną ze swoich guberni. Pociechę znaleziono za suto zastawionym stołem. Żal utopiono w winie. W towarzystwie rodziny i przyjaciół wspominano lepsze czasy. Śpiewano narodowe pieśni i wznoszono słynne, płomienne toasty. Przesiąknięty patriotyzmem obyczaj wszedł wtedy Gruzinom w krew. Do dziś zresztą, Wielki Brat nie pozwala o nim zapomnieć. Znanym od starożytności transkaukaskim traktem zwanym Gruzińską Drogą Wojenną wędrowali przez stulecia kupcy. Do celów militarnych wykorzystali ją tak naprawdę dopiero Rosjanie. Ostatni raz w minionej dekadzie. W 2006 roku zablokowali trakt, hamując transport nie tylko gruzińskich towarów. W 2008, pod pretekstem ochrony praw mniejszości w południowej Osetii, wkroczyli nim zbrojnie. Wojna przeszła do historii pod nazwą pięciodniowej, i chociaż nie pociągnęła za sobą wielu ofiar, w jej wyniku rosyjskie wojska kontrolują enklawy gruzińskiego państwa. Osetię i Abchazję, przejawiające separatystyczne tendencje i promoskiewskie sympatie od dawna.

Kropla dla wrogów
W świat gruzińskiej obyczajowości, potraw i win wprowadził mnie przyjaciel. Dawid, rodowity Gruzin, który przynajmniej od ćwierć wieku mieszka w Polsce, a z racji talentów i zamiłowania jest autentycznym ambasadorem przyjaźni miedzy naszymi narodami. Jest też urodzonym tamadą. A bez tamady nie ma biesiady, czyli supry. Notabene takim samym słowem jak ucztę określa się stół. Tamada jest za nim dyrygentem, dyrektorem, królem. Wznosi bowiem toasty. A nie są to żadne tam „chluśniem bo uśniem”, ale długie, iście poetyckie oracje. O miłości, przyjaźni, urokach tego świata, pięknie kobiet, zaletach gospodarzy i uprzejmości gości. Gdy tamada zaczyna mówić zalega cisza, nikt nie je ani nie pije. Żeby się sprawdzić, tamada musi być powszechnie szanowany. Umieć ubrać w kwieciste słowa wszelkie myśli, być jednocześnie uwodzicielskim i charyzmatycznym. Dawid taki właśnie jest. I nawet jako gość polskich uczt, gdy wznosi toasty, robi to prawdziwie po gruzińsku. Nie traci przy tym okazji, by nie przybliżyć zgromadzonym kultury swojego narodu. Uwielbiam jego chwyty. – W Gruzji wychylamy za przyjaźń kielichy do dna – mówi często. – Ale ostatnią kroplę zostawiamy zawsze dla wrogów. Czeka potem chwilę, a wszyscy, którzy są świadkami tej sceny po raz pierwszy, zawieszają oczy na nim i jego kieliszku. Gdy kropla trunku spadnie ze szkła na paznokieć kciuka – Dawid konkluduje – żeby stali się ot, takim małym problemem!

Klucz do serca
Przerwy na toasty podczas gruzińskiej uczty mają zbawienny wpływ na kondycję biesiadników i… trawienie. Tylko dzięki nim można przetrwać wielogodzinną ucztę, ten niekończący się festiwal potraw i potok wina. Mówiąc szczerze, popłynąłem niemal jak tamada. Zwłaszcza z potokiem szlachetnego trunku. Przede wszystkim Gruzini piją z takich okazji raczej wina białe. Wprawdzie znają około 500 różnych szczepów, współcześnie wykorzystują co najwyżej 10% z nich. Uprawiają zarówno białe jak czerwone odmiany, choć ilość trunku wyrabiana z tych drugich zwiększa się. Dlaczego? Sprawa prosta – czerwone wina są teraz modne na całym świecie, więc lepiej się sprzedają. Ale białe są delikatniejsze i wolniej idą do głowy. Ponadto, napełnione puchary (znowu licencia poetica), czekają na sakramentalne gaumardżos! Dopiero gdy tamada je wypowie można wychylić zawartość. Gaumardżos znaczy zwyciężaj. Owszem, jest odpowiednikiem naszego „na zdrowie”, ale można się nim posługiwać równie dobrze na powitanie, pożegnanie czy w ogóle – życząc napotkanym ludziom pomyślności. Jest niczym klucz do gruzińskiego serca. Nauczyłem się tego od Dawida i sprawdziłem w praktyce. Sprawdza się doskonale, choć czasem prowadzi też do biesiadowania w zgoła nieoczekiwanych sytuacjach. Pierwszy raz zakosztowałem mocy „gaumardżos” na malowniczym targowisku w Telavi. W głównym mieście Kachetii, najważniejszego w Gruzji winiarskiego regionu. Zwróciłem się w ten sposób do sprzedających warzywa ludzi, którzy na masce starego samochodu rozłożyli posiłek. Natychmiast pojawiła się również porcja dla mnie. Co więcej, musiałem wychylić zdrowie gospodarzy. Tyle, że nie winem, ale czaczą, którą się właśnie raczyli. Popularnym nie mniej niż wina destylatem z winogron, krótko mówiąc gruzińską grappą.

Analogie i osobliwości
Gruzini uwielbiają wskazywać podobieństwa między kulturą swoją a europejską. Zależy im na zbliżeniu do UE, co skwapliwie manifestują, wywieszając obok swoich sztandarów granatowe flagi z wieńcem złotych gwiazd. Ale ponieważ to właśnie za stołem zawiera się u nich przyjaźnie i utrwala wszelkie więzy, chętnie sięgają do analogii w sferze potraw. Popularny placek z serem, chaczapuri, nazywają kaukaską pizzą. Podkreślam – kaukaską, a nie gruzińską. Bo choć są różne, od pulchnych jak nasze omlety-grzybki, po rzeczywiście cieniutkie jak włoska pizza, a do tego z różnymi rodzajami sera, plackami tego typu zajadają się wszystkie narody po obu stronach potężnego górskiego łańcucha. O czurczcheli mówią, że to taki ich snickers. Zastygły na nanizanych na sznureczek migdałach lub orzechach, zaprawiony mąką gęsty syrop z winogron. Podobny robią wprawdzie w Grecji, na Cyprze, w Turcji, ale tu, w Gruzji jest przysmakiem narodowym. Z popularnymi u nas pierogami z mięsem, włoskimi ravioli czy nawet tyrolskimi Schlutzkrapfen blisko są spokrewnione gruzińskie czinkali. Sztandarowa potrawa. Połyskujące tłuszczem, wypchane mięsem zanurzonym w rosole. Specjalnie nadaje im się kształt sakiewek, bo trzeba je brać pojedynczo i przytrzymując rękami odgryźć kawałek. Potem przez dziurkę wyssać soki z farszu, a sztuka polega na tym, by nie trysnęły na stół, ubranie, czy co gorsza towarzyszy biesiady. Do kanonu potraw bez których życie nie ma sensu należą szaszłyki – mcwadi. Podstawą jest jagnięcina, ale zazwyczaj używa się też innych rodzajów mięsa. A że do mięs potrzeba sosu, na stole obecny jest zawsze thremali. Czerwony albo zielony, zależnie od przypraw i ziół, uzupełniających zmiksowane owoce. Rosnąc tylko na Kaukazie i są zbliżone do mirabelek. Rozmiarem, bo poza tym są zielone, twarde i tak niewyobrażalnie kwaśne, że choć stoją na stole, sięgają po nie jedynie koneserzy lub osoby całkowicie nieobeznane z gruzińską kuchnią. Zioła i przyprawy równoważą smak owoców. Nigdy nie brakuje też krojonych w plastry i smażonych bakłażanów – badridżani, posmarowanych pastą z orzechów i posypanych ziarenkami granatu. Zadziwiająca kompozycja. Słodkawo gorzka i zdrowa, bo granaty zawierają panaceum na tysiące dolegliwości, a ten kto się nimi zajada przedłuża sobie życie.

Niczym góralska muzyka
Generalnie gruzińska supra składa się z wielu dań na podobieństwo tureckich czy greckich mezedes. Tyle, że tam potrawy pojawiają się na stole po kolei, tu zaś zaściełają go niczym wzorzysty, gęsto tkany obrus. Poza tym, gospodarze uzupełniają natychmiast i niemal w nieskończoność, opróżnione półmiski i salaterki. Nie zapominając o pieczywie. Spośród wielu jego rodzajów żaden nie może się równać z szoti. Chlebem z pieca tone o walcowatym kształcie. Ma taki każda szanująca się restauracja, piekarze na targowiskach. Ba, używają go w wielu domach, za wyjątkiem może bloków w Tbilisi. Piekarz nurkuje do niego, żeby na ściankach poprzyklejać paski ciasta. Na dnie pali się ogień. Gdy szoti jest gotowy, odpada wygięty jak księżyc w nowiu. Na blachę, którą przykrywa się żar, żeby chleba nie spalić. Należę do fanów gruzińskiej kuchni i gdy tam jestem mam wrażenie, że mogę się zajadać tym co podają w nieskończoność. Tym bardziej zdziwiłem się, gdy zawitałem tam jako pilot, i po kilku dniach usłyszałem pytanie, czy moglibyśmy zjeść choć raz coś innego. Bo stół w gruzińskiej restauracji niemal nie różni się od domowego. A za szczyt kulinarnego kunsztu uchodzą potrawy takie „jak w domu”. Z owoców, warzyw, grzybów, mleka i mięsa – produktów, którymi Bóg tak hojnie obdarzył Gruzinów. Moim zdaniem, przed monotonią chroni fakt, że w każdym domu matki i babki, stosują znane tylko sobie chwyty. Nigdy więc nie spotkamy identycznych czinkali czy badridżani, nawet w restauracjach. Może jednak z gruzińską kuchnią jest tak, jak z góralską muzyką? Nie każdy ją lubi. Ale to jednak zjawisko! Gaumardżos!

Znaleziska archeologów w Imiri w dolinie Marneuli w południowo-wschodniej Gruzji, potwierdzają fakt, że gruzińskie winiarstwo może się poszczycić przynajmniej 8 tysiącami lat tradycji. Krótki film kanału Fox News.

Tekst publikowany w magazynie „Witaj w podróży” w numerze czerwiec-lipiec 2015 (Gruzja – pdf roboczy).

Słowacja – Smädný mnich, Tokaj i Tuzemák

Czyli jakie trunki oferuje nam Słowacja. Piwo, wino? A może coś mocniejszego?

Słowackie piwa należą do środkowoeuropejskiej czołówki. Wina, choć świeże, nie wybiły się jeszcze ponad lokalną ligę. Warto natomiast pamiętać o kilku twardszych napitkach oraz o tym, że wszystkie trunki naszych południowych sąsiadów znakomicie komponują się z miejscowymi potrawami.

Zlaty-Bazant_0447

Napój z chmielu
Nie ma na Słowacji hostinca (gospody) bez vyčapu (wyszynku piwa). Picie piwa jest mocno zakorzenionym obyczajem. I chociaż w ostatnich latach liczne browary przejęły międzynarodowe koncerny, warzone w nich trunki trzymają wysoki poziom i dawny styl. Są wśród nich zarówno piwa jasne (svetlé) jak i ciemne (tmavé). Liczące się słowackie marki to przede wszystkim: Steiger, Zlatý bažant, Šariš, Kelt, Corgoň, Smädný mnich, Martiner, Martinský zdroj, Urpín i Topvar. Steiger powstaje w Bańskiej Szczawnicy (Pivovar Vyhne, dziś Steiger; www.steiger.sk). Istnieje od 1473 r. i jest jednym z najstarszych w Europie, a zarazem najstarszym słowackim browarem. Zainteresowani klasyczną metodą warzenia piwa właśnie tutaj powinni skierować kroki. Długą tradycją szczycą się także browary: Urpín z Bańskiej Bystrzycy – istnieje od 1501 r. oraz z Bytczy – założony w 1604 r. (produkuje piwo Popper). Najwięcej browarów powstało w XIX w., m.in. w Koszycach, Martinie, Nitrze i Popradzie.

Piwo nie tylko smakuje ale i poprawia humor. Zlatý bažant reklamował się przez długi czas sloganem: To najlepšie, čo doma máme, browar Šariš: Czym w modzie Paryż, tym w piwie Szarisz! albo utrzymanymi w podobnym tonie: New York – Paris – Veľký Šariš oraz skierowaną przede wszytskim na wewnętrzny rynek kampanią: Šariš je srdcom Východniar. Pochodzący z tego samego regionu Smädný mnich (spragniony mnich; www.pivovarytopvar.sk) hołduje rubasznej konwencji i w usta pucułowatego braciszka z zakonnego z etykiety wkłada słowa: Najcięższym grzechem jest nie pić dobrego piwa!

Popularność piwa Corgoň z Nitry, datuje się dopiero od dekady, wiążące ze znakomitym chwytem marketingowym. Producent został sponsorem słowackiej reprezentacji hokejowej, a hokej jest dla Słowaków sportem pierwszorzędnej wagi. Nie mogło być więc lepszej reklamy dla marki niż fakt, że w 2003  roku, narodowa reprezentacja pokonała w mistrzostwach świata Czechów.

Oprócz piwa z ekstraktu chmielowego, na Słowacji produkuje się także kvasinkové pivo – piwo pszeniczne, odpowiednik niemieckiego Weitzenbier.

Godnym uwagi miejscem gdzie można skosztować niemal wszystkich słowackich piw jest „Slovak Pub” w Bratysławie (Obchodna 62; www.slovakpub.sk). Na miejscu warzone jest własne nieklarowane „Dobre pifko”. Wizyta w lokalu jest nie tylko smaczną ale i interesującą lekcją. Stoliki rozstawiono bowiem w 14 salach obrazujących historię Słowacji.

Renesans wina
mvc_12Podobnie jak w Polsce, kultura picia wina zyskuje na Słowacji coraz szersze kręgi zwolenników, a że klimat na wystawionych ku słońcu południowych stokach gór sprzyja uprawie winorośli, winnice przeżywają renesans. Kolejny zresztą w historii naszych południowych sąsiadów. Tradycje winiarskie sięgają tutaj czasów rzymskich. W epoce nowożytnej rozkwit winiarstwa przypadł na rządy Beli IV. Słowackie wina przesiąknięte są tradycją węgierską, co nie powinno dziwić, gdyż do 1918 roku kraj był prowincją Węgier – tzw. Górne Węgry. Najsilniej związki te widać na Zemplinie. Wschodniosłowacki region sąsiaduje z węgierskim Tokajem (kiedyś był to jeden komitat, obszar administracyjny zarządzany przez królewskiego namiestnika – żupana). Słowackie tokaje powstają z tych samych gatunków winorośli i produkowane są taką samą metodą co węgierskie. Używanie nazwy stało się jednak przedmiotem konfliktu z sąsiadami.

Oprócz Zemplina długą tradycję winiarską mają wina z okolic Nitry. Znaleziska archeologiczne potwierdziły fakt uprawy winorośli na zboczach góry Zobor już niemal 2400 lat temu. Wyśmienite wina produkowali w tym miejscu od IX wieku benedyktyni z klasztoru św. Hipolita. Tradycję ujęto w łacińskiej maksymie: vinum zoborense est decus gloria mensae (chwała ci wino zoborskie, towarzyszące nam od tysiąca lat).

mvc_07

Największy i najważniejszy współcześnie region winiarski Słowacji rozciąga się u podnóża Małych Karpat – winnice ciągną się z Bratysławy na wschód, po Trnavę i Smolenice. Nazwa jednej z dzielnic słowackiej stolicy Vinohrady jest świadectwem tradycji. U stóp Małych Karpat uprawia się odmiany podobne jak w sąsiedniej Austrii i na Morawach. Wśród białych win prym wiedzie veltlinské zelené (Grünerweltliner), a wśród czerwonych frankovka modra (Blaufränkisch).

Przez trzy wspomniane regiony winiarskie biegną specjalnie przygotowane trasy turystyczne, których atrakcją są piwnice oraz festiwale winiarskie, organizowane w sierpniu z myślą o turystach, a jesienią – bardziej naturalnie, choć nie mniej komercyjnie – w związku z winobraniem. Na samym tylko Małokarpackim Szlaku Wina oprócz piwnic można odwiedzić manufakturę majoliki w Modrej oraz zamek Červený Kameň, który słynie z największych w Europie piwnic, służących niegdyś do przechowywania wina. Na wszystkich szlakach winiarze organizują wiosną i jesienią dni otwartych piwnic, które stanowią znakomitą okazję do skosztowania ich produktów. Wszędzie też obchodzą uroczyście dzień św. Urbana – patrona ich fachu (w kościele rzymskokatolickim święto przypada 19 maja, przeniesiono je z 25 maja po reformie kalendarza dokonanej w 1970 roku).

do-sieci-more_IMG_6412

Borovičká i Tuzemák
Wielbiciele twardych alkoholi mogą być nieco zawiedzeni. Atutem innych prócz piwa i wina słowackich alkoholi są ciekawe smaki, a nie moc. Popularna jest miejscowa jałowcówka, inaczej mówiąc dżin, czyli Borovičká. 14 odmian – w zależności od użytych ziół ma Demänovka. A wśród owocowych destylatów, prym wiedzie śliwowica (slivovica). Pod Tatrami do produkcji twardych alkoholi wykorzystuje się horec, czyli wyciąg z korzenia goryczki żółtej oraz jagody – jak mówią u nas w Małopolsce – borówki, a w gwarze naszych górali – jafery. Słowacka nazwa jest bliska tej gwarowej z Podhala – Hafirovica. Konkurencję dla czeskiej Becherovki stanowi ziołowy likier ze Svidnika – Fernet (oparty o recepturę mediolańskiej firmy Fratelli Braca). Godne uwagi i bliskie naszej kulturze są miody pitne, godne polecenia szczególnie zimą – grzane i z korzeniami. Słowacy produkują też własny rum. Długo nazywany był rumem tuzemským (czyli z tej ziemi), ale odkąd nazwa rum stała się zastrzeżonym międzynarodowym znakiem towarowym, przechrzczono go na Tuzemský Um – potocznie – po prostu Tuzemák.

INFO
www.pivo.sk
Małokarpacki Szlak Wina: www.mvc.sk
Nitrzański Królewski Szlak Wina: www.nkvc.sk
Tokajski Szlak Wina: www.vino-tokaj.sk

Austria / Dolna Austria, Krems – musztarda i katalog Köchla

Z położonego malowniczo nad Dunajem Krems, wywodzi się receptura popularnej musztardy.

Krems_1

Musztarda kremska jest łagodna, wręcz słodka. A to za sprawą jej istotnych składników: delikatnego octu i spirytusu winnego, które należą obok wina do kluczowych produktów spożywczych regionu Kremstal. Krems, a w zasadzie Krems und Stein jest jego stolicą. Niegdyś były to dwa niezależne miasteczka, ale położenie przy ruchliwym handlowym trakcie w dolinie Dunaju, produkcja wina i bicie monety nazywanej fenigami z Krems (Kremser Pfennig), sprzyjały szybkiemu rozwojowi. Również terytorialnemu, choć rzeka i niewysokie kamieniste wzgórza o stromych stokach, które zdają się spychać miasteczko do rzeki, ograniczały rozbudowę. Niemniej jednak, dość szybko miasteczka tak się rozrosły, że ich przedmieścia zetknęły się ze sobą. Z czasem, dla dla żartu, zaczęto je nazywać Und. Co po niemiecku znaczy po prostu „i”. O odrębnej historii świadczą dziś jedynie owe nazwy i średniowieczne układy ulic zbiegających się ku dwóm rynkom. Ponad dachami kamienic strzelają też w niebo zaskakująco liczne wieże kościołów. Nieco powyżej Krems przerzucono przez Dunaj potężny most. Z niego, schodzące nad samą wodę miasteczko, prezentuje się bodaj najpiękniej. Informacja o pochodzeniu musztardy kremskiej była dla mnie odkryciem, może dlatego, że tej tak popularnej przecież odmiany sosu do potraw nie kojarzyłem nigdy z Austrią. Mniej może zaskakującym, chociaż godnym odnotowania jest fakt, że urodził się tu człowiek, który przeszedł do historii dzięki niezwykłej drobiazgowości i pracowitości. Ludwig Ritter von Köchel. Jako pierwszy podjął się skatalogowania i usystematyzowania dzieł Mozarta, niezwykle jak wiadomo płodnego kompozytora. Katalog Köchla, po niemiecku Köchelverzeichnis (stąd skrót KV przed numerami utworów), liczy po uzupełnieniach i poprawkach potomnych 626 pozycji.

INFO
www.krems.info

Tekst publikowany w portalu www.smakizycia.pl pt. Krems z musztardą.

Włochy / Toskania – wino świętej cierpliwości

Vin Santo, legendarne, wywodzące się z Toskanii wino o niebiańskiej zazwyczaj słodyczy, od winiarzy wymaga świętej cierpliwości.

vin-santo-plus_0429

Włoskim obyczajem, Vin Santo pije się zagryzając migdałowymi ciasteczkami cantucci. A że są twarde, przed każdym kęsem zanurza się je w winie. W Toskanii tego typu trunek wyrabiano już w średniowieczu ze słodkich szczepów trebbiano toscano i malvasia. Dziś powstaje w wielu włoskich regionach.

vin-santo_0321

Winogrona suszy się, aż na podobieństwo rodzynek, pomarszczą się i zbrązowieją. Trwa to zazwyczaj do grudnia. Niegdyś jagody rozkładano na słomianych matach, dziś kiście rozwiesza się na przewiewnych poddaszach, gdzie w naturalny sposób temperaturę podnosi słońce. Podczas tłoczenia otrzymuje się gęsty, słodki i dość mocno nasycony alkoholem trunek. Ale to dopiero początek procesu tworzenia Vin Santo, które zlewa się do 100-litrowych dębowych beczek nazywanych caratelli i pozostawia na strychach, żeby działały na nie zmieniające się temperatury, wilgoć i słońce. Winiarzowi pracy pozostaje wprawdzie niewiele, ale musi uzbroić się w cierpliwość i czekać aż wino dojrzeje. Bagatela, od 3 do 10 lat. Do tego czekać z niepokojem, bo w zależności od warunków, które są zrządzeniem nieba, otrzyma albo słodkie, albo – co także się zdarza – niemal wytrawne wino. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, do butelek trafi gęsty trunek o bursztynowo-brunatnej barwie. I bukiecie przesyconym nutami orzechów, moreli, miodu i kwiatów. Jeśli zaś wino wykonano z sangiovese (przynajmniej w 50%), co czynią niektórzy winiarze z Chianti, a także śliwek, karmelu i wiśni barwa będzie pomarańczowo czerwona, a na etykiecie pojawi się sformułowanie Occhio di Pernice, co znaczy dosłownie oko kuropatwy.

vin-santo-plus_0450

O świętości Vin Santo
Nazwa utarła się gdzieś w XIV wieku, a jej genezę przestawiają różne anegdoty. Jedna z nich głosi, że gdy uraczono przybyłych na synod biskupów rzeczonym winem, któryś z Greków porównał je do znanego sobie Xantos. Kto nie dosłyszy, ten zmyśli – Włosi zrozumieli „Santo”, i tak już zostało.

INFO
www.stradedeivini.it

Tekst publikowany w portalu www.smakizycia.pl

Węgry / Tokaj Hegyalia – piwnice Oremusa

Wydrążone w wulkanicznym tufie, ze ścianami oblepionymi kożuchem pleśni Cladosporium cellare.

Tokaj_piwnice-Oremusa

Słynne węgierskie wina dojrzewają w nich od ponad 700 lat. W 1993 roku stały się własnością znanego w świecie konsorcjum winiarskiego Vega Sicilia, założonego przez rodzinę Álvarez w połowie XIX wieku. Dziś znowu przechowywane są w nich beczki z produkowanymi tradycyjnymi metodami tokajami, choć firma nazwana Tokaj Oremus nie ustaje w poszukiwaniu nowych możliwości.

INFO
www.tokajoremus.com
www.vega-sicilia.com

Włochy / Piemont, Barolo – w krainie nebbiolo

Do Barolo przyjeżdżają klienci z całego świata, żeby kupić słynne wino z rocznika, w którym urodziły się ich dzieci. Butelki uświetnią w przyszłości jakieś ważne wydarzenie w ich życiu.

BAROLO-H

W tym postępowaniu jest i romantyzm i ekonomia. Młode Barolo ma bowiem przytomną cenę. Wraz ze starzeniem się wina, cena rośnie. A można je przechowywać nawet 60 lat. Oczywiście istnieje ryzyko, że po tak długim okresie, nie spełni pokładanych w nim nadziei albo będzie po prostu zepsute. Trzeba więc je przechowywać pieczołowicie i mieć nadzieję. Jeśli zaś fundatorowi dopisze szczęście, otwierając butelki sprawi nie lada przyjemność gościom. Znajomy Włoch zabronił nam wypić pewnego wieczora wino, które rozlał do bombiastych kieliszków. Niech postoi, powiedział rozkazująco na dobranoc i usnął. Nocowaliśmy wówczas w winnicy, a butelka pochodziła z piwnicy gospodarzy. Rano nim jeszcze otworzyłem oczy, poczułem zachwycającą woń. Słodki, aksamitny i intensywny bukiet z naszych kieliszków napełnił pomieszczenie nutami fiołków i róż, malin i truskawek. Znajomy dopytywał się natarczywie czy czuję także delikatną woń asfaltu. Korzenie i grzyby – owszem. Ze smołą skojarzeń nie znajdowałem. Był jednak tak dumny z udanego eksperymentu, że nawet na smołę się zgodziłem. Nasze Barolo nie było bardzo stare, ale przeleżało już swoje – 10 lat. Starsze są ponoć jeszcze lepsze. Poczekam, zobaczę, gdy dorośnie moje najmłodsze dziecko i dojrzeje jego rówieśniczka – butelka, zakupiona na zamku Falletti, górującym nad miasteczkiem, które dało winu nazwę. Mieści się tam winoteka (Enoteca Regionale del Barolo), siedziba konsorcjum producentów Barolo i muzeum, w którym gromadzone są archiwalne egzemplarze wina. Kolekcja tym ciekawsza, że Barolo wytwarza się z winorośli uprawianej obecnie już tylko w tym zakątku Piemontu. Ze szczepu o wdzięcznej nazwie nebbiolo. Nebbia znaczy po włosku mgła. Częste zjawisko w tym regionie.

W-WINNICY

INFO
Barolo leży 60 km od Turynu, 155 km od Mediolanu, w rejonie miasteczek Alba (10 km) i Asti (35 km). W enotece można degustować wybrane wina. Oficjalna strona enoteki: www.enotecadelbarolo.it; konsorcjum z adresami producentów: www.barolodibarolo.com.

Tekst publikowany w portalu www.smakizycia.pl pt. „Barolo z nebbiolo”.

Włochy / Południowy Tyrol – winnice Adygi

Dolina Adygi (niem. Etsch) jest jednym z najciekawszych zagłębi winiarskich Włoch.

Dolina Adygi_010

Winnice otaczające posiadłość barona Longo (www.baronlongo.com) w Egna (Neumarkt) są tak widowiskowo skomponowane, że trafiają na okładki licznych folderów i do albumów. Choć pod względem winiarskiego kunsztu z pewnością wyżej stoją sąsiedzi, jak choćby Franz Haas z sąsiedniej miejscowości Montagna (Montan; www.franz-haas.com).

Niemcy / Nadrenia-Palatynat – Rieslingi z Hambach

Strausswirtschaft to gospoda czynna zazwyczaj sezonowo, której właściciele serwują tradycyjne potrawy i wina własnej produkcji.

Pfalz_01

W takiej właśnie gospodzie prowadzonej w Hambach przez rodzinę Abel, wisi na ścianie, pasujące jak ulał do regionu, malowidło w duchu lat 30. XX wieku. Nieproporcjonalnie wielkie w stosunku do towarzyszących im ludzi konie ciągną wóz z beczkami wina. Grają napięte do granic możliwości muskuły, nadając tej prozaicznej scenie patosu. Obraz skopiował ze starej pocztówki profesor szkoły plastycznej z pobliskiego Neustadt. Oryginał nie przetrwał wojny. Był ozdobą jednego z pomieszczeń berlińskiej kwatery Hitlera. Paradoksalnie, gdyż Führer nie pił i nie tolerował alkoholu. Mimo to lata 30. odcisnęły pozytywne piętno w tej części Nadrenii. Powstały nowoczesne drogi i oddano konserwacji ruiny zamku Trifels, należącego do rodziny Hohenlohe, w którego skarbcu przechowywano przez stulecia cesarskie insygnia władzy. Z drugiej strony, za nazistowskich czasów „zniknęli” Żydzi. Ponieważ w ich rękach skupiał się wcześniej handel winem, producenci musieli sami zająć się zbytem. Familie Abel przetrwała jakoś trudne czasy i po dziś dzień, na scenę winiarską wkraczają ich nowe pokolenia. Zwyczajowo pierworodni otrzymują imię Hans. Teraz jest ich trzech pod jednym dachem. Najmłodszy, wraz z braćmi szkoli się pod okiem dziadka i ojca w winiarskim fachu. Ablowie mają największe w Hambach winnice, na których króluje kluczowy dla regionu Riesling. Są przekonani, że to najlepsze wino, zwłaszcza na koniec ciężkiego dnia pracy. Piją go wtedy z upodobaniem, ale pod postacią Schorle, czyli rozcieńczony gazowaną wodą w proporcji 3 do 1. Schorle znakomicie orzeźwia. Przez tydzień, który u nich spędziłem, każdego dnia wcześniej wracał do domu średni Hans. Wyciągał od razu półlitrowe szklanice, lał Rieslinga z wodą i rozsiadał się do rozmowy. Gdy zjawiał się Hans senior, rugał syna za to co ten podał i… napełniał kolejne szklanice. Rzecz w tym, że średni Hans najbardziej lubił półwytrawne Rieslingi (halbtrocken), jego ojciec zaś wytrawne (trocken), i tylko takie uważał za wystarczająco szlachetne, by częstować gościa. Smakowały mi wprawdzie oba, ale cieszyłem się, że najmłodszy Hans pije jeszcze mleko, bo trzem szklanicom bym nie podołał. Oparcie znajdowałem też w popularnej w regionie potrawie jaką jest Winzershnitzel. Połeć grillowanego na ogniu z suchych gałązek winorośli mięsa. Ma niepowtarzalny aromat i rozpływa się w ustach. Tajemnica smaku tkwi w sposobie przygotowania mięsa, które maceruje się  przez kilka dni w miejscowym winie.

INFO
www.deutsche-weinstrasse.de

Uprawy winorośli ciągną się na zachodnim brzegu Renu u stóp niewysokich wzgórz Palatynackiego Lasu (Pfälzer Wald). Otoczone nimi niczym paciorki malownicze miejscowości tworzą przystanki długiej niemal na 100 km, ciągnącej się po granicę z Francją, Niemieckiej Drogi Winnej (Deutsche Weinstrasse). W niewielkim, ale znaczącym Hambach winorośl uprawia 30 rodzin.

Hiszpania / La Mancha – wina z Don Kichotem

Rozległą, niemal pozbawioną drzew pagórkowatą La Manchę wypalają promienie słońca.

Każdy powiew wiatru odczuwa się tutaj niczym zbawienie. Jednak wiatru jest dość aby poruszać niespiesznie skrzydła wiatraków. Na nie właśnie szarżował Don Kichot, broniąc czci Dulcynei. Aż dziw, że w tej zgoła pustynnej krainie uprawiana jest winorośl. Co więcej, chociaż La Mancha sławą swych trunków z regionami Rioja czy Ribera del Duero równać się nie może, to jednak jest największą winiarską apelacją Hiszpanii. W tutejszych bodegach powstają trunki oparte o tradycyjne, wręcz staroświeckie receptury. Eksperci twierdzą, iż nie są to wina wielkie. Jednak legenda Don Kichota dodaje im smaku, zaś postać błędnego rycerza pojawia się obowiązkowo na etykietach.

W Bodegas Centro Españolas, w maleńkim Tomelloso koło Ciudad Real, korpulentny menedżer dwoił się i troił. Po pierwsze, żeby wydać się nieco wyższym. Po drugie, by zachwycić degustujące trunki panie. Nasze wina powstają z miłości – pochylał się ku nim z romantycznym uśmiechem. A wreszcie… wręczył im kwiaty. Jak to w La Manchy, w jego piwnicach powstają głównie wina białe z odmian Airén i Macabeo. Różowe i czerwone bazują na popularnym w całej Hiszpanii szczepie Tempranillo. Wszystkie noszą nazwę Allozo. Dumą jest natomiast stuletnia brandy o uwodzicielskim bukiecie i upojnym słodkawym smaku. Chłód wypełnionych beczkami piwnic kontrastuje z upałami La Manchy. Piwnice zaś, z tymi które spotyka się po południowo wschodniej stronie Ciudad Real, w enklawie z uprawami winogron czerwonych.

Ten wyodrębniony region winiarski nosi nazwę Valdepeñas. Tam jest mniej romantycznie, i bardziej przemysłowo. Na dziedzińcu bodaj największej europejskiej winiarni Félix Solis stoi ponad 300 stalowych tanków do fermentacji winogron. W każdym zmieści się… 100 tysięcy litrów wina! W słońcu ich chromowane ściany lśnią oślepiającym blaskiem. Wrażeniu, że to nie kosmodrom, trudno się oprzeć. W wytwórni pracuje na stałe jedynie 15 osób, najwięcej w laboratorium i marketingu. Całą produkcję nadzoruje bowiem komputer, do którego obsługi wystarczają 3 osoby na dobę. Chociaż obie winiarnie dzieli niespełna 50 km, obie są ciekawe, i robią wrażenie świeżymi winami, jednak panująca w nich atmosfera odległa jest o lata świetlne.

INFO
La Mancha rozciąga się w centralnej Hiszpanii, w Kastylii, na południowy wschód od Toledo. Dojazd do opisanych winiarni przez Ciudad Real.
Bodegas Centro Españolas; www.allozo.com
Félix Solis: www.felixsolis.com

Słowacja / Małokarpacka Droga Winna – gdyby woda była zdrowa…

Małokarpacka Droga Winna zaczyna się na peryferiach Bratysławy i biegnie przez największy region winiarski Słowacji u południowych podnóży Małych Karpat.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Słonecznie tu i malowniczo. Teren lekko faluje, obniżając się jednak zdecydowanie ku południowi, gdzie kończą się góry, a zaczynają rozległe węgierskie równiny. Oprócz winnic i patrona winiarzy św. Urbana, który troskliwie sprawuje nad regionem pieczę, za wizytówki mvc (słowacka nazw szlaku brzmi Malokarpatská vínna cesta), można z powodzeniem uznać wytwórnię majoliki w Modrej albo zamek Červený Kameň. Produkcję majoliki podjęto bowiem z prozaicznych, acz związanych właśnie z produkcją wina powodów. Skoro był trunek i pito go z upodobaniem, potrzebne były dzbany. Koniunktura pojawiła się u progu XX wieku i trwa do dziś. Z tym, że oprócz dzbanów na wino powstają teraz i inne majolikowe cacka, zarówno użytkowe, jak i ozdobne. Ręcznie malowane (może poza brytfannami do pieczenia drobiu przeznaczonymi do codziennego użytku), zdobione delikatnymi kwiatami o pastelowych barwach. Zamek też jest ściśle związany z winiarską epopeją – szczyci się największymi w Europie piwnicami, przeznaczonymi do przechowywania szlachetnego trunku. Był bowiem w okresie świetności (od XVI wieku do 1945 roku) własnością najpierw niemieckiego rodu Fuggerów, a potem skoligaconych z nimi węgierskich Palfich. Fortuny obu rodzin rozrosły się na handlu winem.

Zaglądając do oznaczonych tabliczką z logo mvc gospodarstw winiarskich można zawsze liczyć na serdeczne przyjęcie. Za wzorzec gościnności godny wystawienia obok wzorca metra w paryskim Sèvre, będzie zawsze uchodzić dla mnie Alojz Kukumberg. Prowadzi wraz z rodziną agroturystyczne gospodarstwo w miejscowości Vištuk. Trafiłem do niego zwiedzając mvc w towarzystwie przyjaciela, zdeklarowanego wielbiciela szlachetnych trunków. Niestety tego dnia cierpiał z powodu dolegliwości żołądkowych i nie bez żalu, ale konsekwentnie odsuwał lampki wina, popijając jedynie co jakiś czas trochę wody. Nie byliśmy jedynymi gośćmi u Kukumbergów, ale uwadze gospodarza, który uwijał się pośród nas dolewając do szklanek i sypiąc anegdotami, nie uszła skwaszona mina mojego kolegi. Podszedł do niego, objął ramieniem i spytał o co chodzi. Kiedy dowiedział się w czym rzecz zdecydowanym ruchem wylał wodę ze szklanki. Napełnił winem po brzegi, i podał mówiąc ni to po swojemu, ni to po naszemu – gdyby bola voda zdravá, to by žaba taaaaaka bola!

INFO
* Wiosną i jesienią na mvc odbywają się Dni Otwartych Piwnic – doroczne imprezy, podczas których można degustować trunki za symboliczną opłatą. Informacje i adresy winnych przystanków: www.mvc.sk
* Slovenská ľudová majolika w Modrej (na miejscu sklep firmowy, oferta kusząca, ceny nader przyjazne): www.majolikamodra.sk
* Zamek Červený Kameň (muzeum, restauracja, latem miejsce pokazów lotów ptaków drapieżnych): www.hradcervenykamen.sk

Tekst publikowany w portalu www.smakizycia.pl