Lassota – tam i z powrotem

Tam i z powrotem, czyli z Barbakanu przez Europę na Działdowską i znowu na Barbakan. Tak, w największym skrócie można opisać 50-letni fragment artystycznej drogi Jerzego Lassoty, warszawskiego malarza, współzałożyciela grupy „Niezależni ’69”.

Jerzy Lassota porządkuje swój dorobek, zgodnie z katalogiem, fot. Paweł Wroński

Pierwsze swoje prace wystawiał na murach Barbakanu w Warszawie w latach 1963-1967. Gdy zaczął, miał 17 lat, a jego młodość przypadła na epokę, w której taka działalność była nielegalna. Formalnie, bo w praktyce artyści korzystali z tego miejsca, a sprzedaż ich dzieł rozwijała się. W naturalny sposób, wraz ze wzrostem liczby turystów, odwiedzających stolicę. Po dziś dzień zresztą, obecność malarzy i rzeźbiarzy pracujących na oczach przechodniów, cieszy gości z zagranicy oraz spacerujących po starówce warszawiaków. Nie ma w tym nic niezwykłego. Podobnie dzieje się na świecie, wszędzie tam, gdzie ruch napędzają turystyczne atrakcje.

W sierpniu 2018 roku, czyli 50 lat później, reprodukcje wybranych prac Lassoty zawisły na staromiejskich murach. Tak oto, malarz, którego obrazy widziałem po raz pierwszy niespełna rok wcześniej w Galerii Fundacji „Skarbnica Sztuki” Ewy i Pawła Boguta, powrócił na Barbakan.

Retrospektywna wystawa nie jest też jedynym wydarzeniem w dojrzałym życiu artysty, bowiem Jerzy Lassota nadal tworzy. Ba, można powiedzieć, że nabrał znów wiatru w żagle. Odkąd bowiem ma do czynienia ze „Skarbnicą Sztuki” (Fundacja ma w swych zbiorach pokaźną część dorobku artysty), zadomowił się w galerii, rozstawił sztalugi, i maluje. Czy obrazy się spodobają, czy będą nawiązaniem do dawnych poszukiwań, czy czymś nowym? Zobaczymy. Podczas kolejnych wystaw, choćby poświęconej twórczości „Niezależnych ’69”, jaka niebawem zostanie zorganizowana w wolskiej filii Muzeum Warszawy. Dlaczego właśnie tam? Ano także retrospektywnie, gdyż w 1976 roku tworzący grupę artyści w Galerii KMPiK-Wola zaprezentowali swoje prace. Po raz pierwszy – oficjalnie. Niedługo potem, bo w 1981 roku, wystawiono je także w Muzeum Woli.

Jerzy Lassota podczas pracy nad nowym obrazem (w Galerii Fundacji „Skarbnica Sztuki”; wrzesień 2018 roku), fot. Paweł Wroński

Jerzy Lassota de Kaliński (biografia): http://www.skarbnicasztuki.com/jerzy-lassota/
O wystawie artysty w Galerii Fundacji „Skarbnica Sztuki”: www.pawelwronski.blog
Muzeum Woliwww.muzeumwoli.muzeumwarszawy.pl

Reklamy

Lachur, mistrz znany i nieznany

Kołatały mi jeszcze w pamięci wspomnienia z chęcińskiego kirkutu, gdy w należącej do przyjaciół galerii wpadły mi w oko inspirowane żydowską kulturą obrazy Zdzisława Lachura.

Ciekawa postać, nie tylko jako artysty, był bowiem pomysłodawcą i założycielem, a przez długie lata także szefem, studia filmów rysunkowych, w którym narodzili się Bolek i Lolek, Reksio oraz cała plejada innych animowanych bohaterów kreskówek, znanych zarówno mnie, jak moim dzieciom. Kiedy się o tym dowiedziałem, poczułem pęczniejące niczym balon zaciekawienie dziełami i postacią artysty.

Natomiast, baśniowa konwencja judaiców, mimo że dotykają najciemniejszej strony dziejów – holocaustu, umowność brykającego konia – malował je chętnie bo kojarzyły mu się z beztroską i wspomnieniem młodości (ponoć oglądając jeden z obrazów z motywem konia pędzla Lachura, Pablo Picasso krzyknął: „odkrył nową formę konia!”), czy nakreślone, jakby od niechcenia, kilkoma tylko kreskami szkice węglem, choć tak różne stylistycznie, ułożyły się w mojej głowie w spójną całość. Pod solidnym, wyrazistym szyldem: Zdzisław Lachur (1920-2007).

Artysta nie tylko organizował pracę studia filmowów rysunkowych, szybko przeniesionego z Katowic do Bielska-Białej, ale także reżyserował pierwsze kreskówki i tworzył rysunki, m.in. pierwszą stworzoną po II wojnie światowej na Śląsku: „Senat z wozu, koniom lżej”. Propagandowe, dziś już zabytkowe dziełko filmowe z 1946 roku (zrekonstruowane w 2007 przez Marcina Giżyckiego, uzupełnione krótką rozmową z twórcą), zamieszczono na stronach Muzeum Sztuki Nowoczesnej (www.artmuseum.pl).

 

Studio animacji filmowej założone z inicjatywy Zdzisława Lachura nosiło początkowe nazwę Eksperymentalne Studio Filmów Rysunkowych w Katowicach. Później przemianowano ją na Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej.

 

Epopeja studia filmów rysunkowych, którą Lachur zapoczątkował nie była jedynym w jego życiu faktem o kolosalnym znaczeniu dla wychowania kilku powojennych generacji dzieci. Od 1961 roku (przeprowadził się wówczas z rodzinnego Sosnowca na stałe do Warszawy), pracował z trudną młodzieżą na Czerniakowie, korzystając ze sztuki jako medium profilaktycznego i terapeutycznego.

Jego prace znajdują się dziś w kolekcjach prestiżowych muzeów i w zbiorach prywatnych na całym świecie. Wielokrotnie go też nagradzano, doceniając talent i wagę podejmowanych tematów. Paradoksalnie jednak, choć jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli współczesnego polskiego malarstwa (a może sztuki w ogóle), jest znany głównie za granicą, bo w kraju chyba jedynie specjalistom i koneserom sztuki.

Doprawdy – pomyślałem – ten facet zasługuje na książkę, mimo, że w naszych czasach wartość słowa zdewaluowano zalewając rynek kolorowymi publikacjami o gotowaniu i nadętymi „auto”-biografiami. I tu spotkała mnie niespodzianka, potwierdzająca niestety wspomniany paradoks, bo Lachurowi książkę już poświęcono. Napisał ją i opatrzył bogatym materiałem ilustracyjnym, przyjaciel i kolekcjoner jego dzieł, Dieter Kauffmann. Publikacja ukazała się w Niemczech w 2009 roku, pt.: „Zdzisław Lachur. Sein Leben, sein Werk, seine Träume. Entwürfe, Zeichnungen und Bilder aus den Jahren 1943–2003”.


Zdzisław Lachur – o biografii i sztuce na stronach Fundacji Skarbnica Sztukiwww.skarbnicasztuki.com

Wspomnienie o Lachurze w sosnowieckim portalu (art. z 2012 r.): www.41-200.pl


Obrazy z prywatnej kolekcji nieżyjącego już Zdzisława Lachura oraz wciąż pełnego pasji i nowych pomysłów Jerzego Lassoty de Kalińskiego, wystawili właściciele galerii Fundacji Skarbnica Sztuki z okazji wizyty uczestników dorocznego spotkania GAAB Collectors Summit 2018. Galeria założona przez Fundację Skarbnica Sztuki Ewy i Pawła Boguta była pierwsza odwiedzoną przez uczestników wspomnianego spotkania w dniu 8 czerwca 2018. Z pewnością prace obu malarzy będa jeszcze wystawiane w Galerii przy ul. Działdowskiej 8a w Warszawie.

Sztalugi w „Skarbnicy Sztuki” rozstawił i pracuje na nich, Jerzy Lassota de Kaliński, którego liczne obrazy, rysunki i instalacje posiadają także w swojej kolekcji założyciele Fundacji Skarbnica Sztuki – Ewa i Paweł Boguta. Na ścianach ‚judaica’ pędzla Zdzisława Lachura. Fot. Paweł Wroński

Kolonia Wawelberga, bloki sprzed 120 lat

Pierwsze w Warszawie robotnicze osiedle z tanimi mieszkaniami powstało w latach 1898-1900. Dziś jest obiektem zabytkowym i tworzy klimatyczną enklawę na Woli. W maju 2018 roku, osiedle Towarzystwa Tanich Mieszkań imienia Hipolita i Ludwiki Wawelbergów, popularnie zwane Kolonią Wawelberga obchodziło 120. urodziny.

W trzech solidnie wybudowanych z cegły blokach mieściło się początkowo ponad 300 mieszkań,  1- i 2-pokojowych. Była bieżąca woda, choć zlewy wspólne, kanalizacja i oświetlenie gazowe, zamienione niedługo potem na elektryczne oraz pierwsze w Warszawie zsypy na śmieci i… kostnica (żeby zmarłych nie trzymać w domu). Budynkom mieszkalnym towarzyszyło rozbudowane zaplecze socjalne (o tak spójnym programie nie mogą nawet marzyć mieszkańcy niejednego współczesnego blokowiska). Działały tutaj bowiem: szkoła, ochronka i sala zabaw (dziś powiedzielibyśmy żłobek i przedszkole) oraz punkt lekarski, a także: czytelnia, łaźnie i pralnie. U podstaw tak bogatego programu legła idea, której hołdował fundator. Wierzył mianowicie, że mieszkanie ‚pod jednym dachem’ będzie sprzyjać likwidacji uprzedzeń rasowych i wyznaniowych. Koncepcję Wawelberga wcielił w życie architekt Edward Goldberg, projektując domy oddzielone zielonymi strefami oraz funkcjonalne, wysokie na 3 m mieszkania z drewnianymi podłogami w pokojach i dużymi oknami (przeznaczone były na wynajem, ale czynsze były niskie).

Wolska kolonia zainspirowała podobne przedsięwzięcia podejmowane później na Kole (Towarzystwo Osiedli Robotniczych), czy Żoliborzu (Żoliborska Spółdzielnia Mieszkaniowa), a nawet programy deklarowane, choć nigdy w pełni nie zrealizowane przez władze PRL-owskie, nagłaśniane mocno podczas kampanii na rzecz budowy warszawskich stutysięczników – Ursynowa, Białołęki czy Gocławia.

 

Hipolit Wawelberg (1843-1901) był synem bogatego żydowskiego finansisty, który wysoką pozycję społeczną i majątek osiągnął własną pracą. Po studiach w Berlinie i praktykach bankowych w Londynie, Paryżu i Berlinie ojciec powierzył mu petersburski oddział Domu Bankowego Wawelbergów. Pod jego zarządem, placówka wyrosła na jedną z największych instytucji finansowych w carskiej Rosji. W efekcie Hipolit Wawelberg stał się jednym z najbogatszych obywateli Królestwa Kongresowego. Ba, kupił rezydencję w Carskim Siole, stając się niejako sąsiadem samego cara, i żył dostatnio, jednak gros ogromnej fortuny przeznaczał na cele społeczne.

 

 

Osiedle nie było jedynym społecznie ważnym przedsięwzięciem Wawelberga w Warszawie. W 1875 roku z jego inicjatywy i za jego pieniądze zorganizowano Muzeum Rolnictwa i Przemysłu, a w 1893 Muzeum Rzemiosła i Sztuki Stosowanej, przy którym kształcono rzemieślników. Uruchomił także wydawnictwo, publikujące podręczniki i poradniki zawodowe oraz tanie, a więc powszechnie dostępne wydania dzieł literackich, m.in. Mickiewicza, Orzeszkowej, Prusa, Sienkiewicza. Przekonany o sprawczej sile wykształcenia, Hipolit Wawelberg założył w Warszawie, wraz ze szwagrem i bliskim współpracownikiem, Stanisławem Rotwandem, Szkołę Mechaniczno-Techniczną, w której wykładali wybitni profesorowie tamtych czasów. Otwarto ją w 1895 roku. Ze świetnie wyposażonymi pracowniami i laboratoriami, była jedną z pierwszych uczelni technicznych w Europie. Zyskała szybko renomę, a absolwenci z dumą nosili miano wawelberczyków. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości przekazano ją administracji publicznej, w 1951 włączono do zespołu Politechniki Warszawskiej.


Kolonia Wawelberga 1898 – Stowarzyszenie Mieszkańców i Przyjaciół (organizacja działa od lat 90. XX w., promuje osiedle i popularyzuje jego dzieje): www.koloniawawelberga.pl

W należącym do Kolonii Wawelberga, frontowym bloku przy Górczewskiej 15, działa słynna pączkami Pracownia Cukiernicza „Zagoździński”: www.pracowniacukiernicza.pl

Kolonia Wawelberga. Ponoć pączki z Pracowni Cukierniczej „Zagoździński” są najlepsze w Warszawie… Firma działa od 1925 roku, we frontowym budynku Kolonii Wawelberga mieści się od 1973. Sklepik czynny jest codziennie oprócz niedziel i świąt od godz. 9:00 do… ostatniego pączka. Fot. Paweł Wroński