Tam zjesz smacznie w Małej Fatrze

Na początku, moi młodzi podopieczni, z którymi zwiedzałem Krywańską Małą Fatrę na Słowacji zamawiali tylko pizzę, ewentualnie frytki z ketchupem. Ale, gdy się po górach chodzi, nie ma siły, jeść trzeba.

Zupa cebulowa na słowacką modłę (z menu restauracji przy Domu Kultury w Terchovej), fot. Paweł Wroński
Vyprážaný syr – tutaj z gotowanymi ziemniakami i diabelskim sosem (z chili); najpopularniejszym jednak dodatkiem jest do tej potrawy sos tatarski, fot. Paweł Wroński

 

W konkursie smaków, o palmę pierwszeństwa walczyły wkrótce vyprážaný syrbryndzové pirohy. Ulubiony słowacki przysmak czyli bryndzové halušky oraz przypominające do żywego nasze łazanki – strapačky s kyslou kapustou a údenou slaninou, a także zupy: cebulowa – cibuľová polievka (inaczej: cibuľačka, a nawet czosnkowa – cesnaková polievka (inaczej: cesnačka), nie mówiąc o zwykłym rosole z kurczaka – slepačí vývar (inaczej: slepačia polievka albo kurací vývar), także znajdowały amatorów.

Bryndzové pirohy (z menu Penziónu Stárek w Stefanovej), fot. Paweł Wroński

Przyznać przy tym trzeba, że na prawdę niezłe potrawy tradycyjnej kuchni słowackiej serwują w Krywańskiej Małej Fatrze w wielu miejscach rodzinnych stron Janosika. My odwiedzaliśmy z upodobaniem restaurację przy Domu Kultury w Terchovej (Reštaurácia Kultúrny domwww.kulturnydom.eu) oraz Penzión Stárek w przysiółku Štefanová w dolinie Vrátnej (www.facebook.com).

Na vyprážaný syr! Na bryndzové pirohy! Fot.: Paweł Wroński
Reklamy

W Małej Fatrze – ‚Pokemontrek 2017’

Jako podkładu do slajdowiska z sierpniowych wycieczek po Małej Fatrze, użyłem przewodniego motywu z filmowych przygód Pokemonów.

Dlaczego? Ponieważ ich łapanie pozwoliło niektórym z moich bardzo młodych podopiecznych podejmować tak trudne wyzwania jak podchodzenie pod górę, wiosłowanie na górskiej rzece, czy samodzielne smażenie naleśników 🙂

W pierwszej części letniego obozu w Małej Fatrze zdobyliśmy jej najwyższy szczyt, przeszliśmy kilka pomniejszych górek najeżonych wapiennymi skałami i spłynęliśmy na raftach Orawą – całe 17 kilometrów wiosłowania aż ręce rozbolały (ale tego dnia nogi wypoczywały więc bilans był przynajmniej na zero).

W drugiej części czeka nas jeszcze wschód słońca z Rozsutca oraz wizyta w termalnym kąpielisku w Rajeckich Teplicach. Zobaczymy czy tam też roi się od Pokemonów?


Obóz z oferty „MOW Travel Monika Węgrzyn” (www.monikawegrzyn.pl), odbył się na początku sierpnia 2017 na Słowacji w Małej Fatrze. Miejscem naszego zakwaterowania był Dom Horskej Služby w Terchovej (Vrátna-Štefanová; www.domhs.sk lub www.ztt.sk). Nasi uczestnicy mieli po 12-13 lat.

Mumia z klasztoru na Świętym Krzyżu

Benedyktyński klasztor na Łyścu był za Piastów i Jagiellonów najważniejszym miejscem pielgrzymkowym w Polsce. Dziś należy do standardowych celów zielonych szkół.

Wschodnia fasada klasztornego kościoła na Świętym Krzyżu, fot. Paweł Wroński

Szmat historii we wspaniałym otoczeniu świętokrzyskiej przyrody, a więc – jako cel turystyczny – marzenie, choć w gwarze, jaki w naturalny sposób czynią tłumy dzieci w szczycie zielonoszkolnego sezonu, kontemplować tego miejsca nie sposób.

Zmumifikowane zwłoki księcia Jeremiego Wiśniowieckiego w kościelnej krypcie, fot. Paweł Wroński

Jedną z klasztornych atrakcji jest bez wątpienia mumia księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. Zwłoki pochowanego tu, rozsławionego piórem Sienkiewicza, a skrytykowanego w znanej pieśni Kaczmarskiego, ruskiego wojewody zachowały się doskonale w zmumifikowanej postaci.

Gołoborze na północnym stoku Łyśca, fot. Paweł Wroński

Szlaki Łysogór wiodą wśród lasów do atrakcji geologicznej jaką są gołoborza.

Na czerwonym szlaku z Trzcianki (osada należy do Nowej Słupi), fot. Paweł Wroński

A także do atrakcji historycznych, takich jak muzeum archeologiczne w Nowej Słupi, gdzie realia życia naszych przodków poznaje się uczestnicząc w pokazach i zabawach inspirowanych odkryciami archeologicznymi.

W muzeum archeologicznym w Nowej Słupi, fot. Paweł Wroński

A wszystko to na terenach Świętokrzyskiego Parku Narodowego, w sercu Rzeczypospolitej (www.swietokrzyskipn.org.pl).

Bobry dla wtajemniczonych

Wyznakowany czerwono główny szlak turystyczny w Górach Świętokrzyskich z należącej do Nowej Słupi Trzcianki biegnie do Łagowa przez Kobylą Górę.

Kobyla Góra, sama w sobie nie jest zbyt ciekawa, ale u jej północnych podnóży, przez Trzciankę właśnie, toczy wody niewielki potok. Jego dolinkę bobry zagospodarowały we właściwy sobie sposób, zamieniając w rozlewisko.

Pościnane zębami tych intrygujących budowniczych pnie, zalegają przede wszystkim obrzeża rozlewiska. Zwierzęta ściągają je później, tworząc tamy by zmienić bieg potoku. Po środku zalanego wodą terenu wznoszą bezpieczne schronienia – żeremia.

Bobry są znakomitymi drwalami, bo chociaż najchętniej ścinają osiki i wierzby, to jednak swoimi ostrymi zębami potrafią także ściąć tak twarde drzewa jak dęby czy graby. Układają je przy tym w pożądanym miejscu, z zadziwiającą precyzją.

Żeby trafić w opisany rejon, wystarczy odejść od czerwonego szlaku jakieś 500 m na zachód. Wzdłuż południowego obrzeża rozlewisk biegnie wyraźna ścieżka, z której wygodnie podziwia się cały teren. Żeby zaś dostać się na należące do Trzcianki łąki, wystarczy przejść potok kładką przerzuconą przezeń poniżej bobrowych tam.

Bobry do Świętokrzyskiego Parku Narodowego sprowadzono w 1989 roku. Zaadaptowały się doskonale w dorzeczu Pokrzywianki, na Czarnej Wodzie (www.swietokrzyskipn.org.pl). Opisywany rejon leży wprawdzie poza granicami parku, ale potok pod Kobylą Górą (391 m), o którym mowa – jeden ze źródłowych cieków Słupianki, należy także do dorzecza Pokrzywianki.

Populację bobrów w województwie świętokrzyskim szacuje się dziś na około 5 tysięcy osobników. Przeciwnicy ich ochrony utrzymują, że zwierzęta wycinają sady, a podcinane przez nie drzewa potrafią upaść na linie energetyczne. Zwolennicy z konserwatorem przyrody na czele podkreślają, że nad ewentualnymi stratami górują korzyści. Działalność bobrów ma bowiem wyjątkowe znaczenie dla cyrkulacji i retencji wody, a ich obecność wpływa mocno na różnicowanie się środowiska biologicznego.

Jak to z tetrapodem było

Ślady tetrapoda – praprzodka stworzeń lądowych, odkryte w pierwszej dekadzie naszego stulecia w kamieniołomie na Zachełmiu w Górach Świętokrzyskich, spowodowały rewolucję w poglądach paleontologów na historię życia gatunków lądowych na Ziemi.

Dzieje istot lądowych wydłużyły się o blisko 20 milionów lat, trzeba było opracować nowy scenariusz wydarzeń u zarania ich życia na Ziemi, zaś nieznanym wcześniej nikomu Zagnańskiem zaczęli się interesować paleontologowie z całego świata.

Zagłębienia na warstwie dolomitowych skał w kamieniołomie na Zachełmiu w Zagnańsku to właśnie ślady fascynującego stworzenia, nazwanego przez uczonych z grecka tetrapodem, czyli na czterech łapach, fot. Paweł Wroński

Jak wyglądał rzeczony tetrapod nie do końca wiadomo. Pozostaje więc szerokie pole dla wyobraźni, nie tylko uczonych. Z postawionego przed uczennicami V klasy szkoły podstawowej zadania, by tetrapoda przedstawić, dziewczęta wywiązały się… śpiewająco.

W portalu www.evolution.berkeley.edu, w artykule poświęconym tetrapodowi autorzy wyjaśniają zależności między współczesnymi zwierzętami lądowymi, a mieszkańcami prehistorycznych wód. Na zamieszczonym drzewie genealogicznym człowieka widać wyraźnie, że tetrapod stanowi ogniwo pośrednie między stworzeniami zamieszkującymi praocean, a lądowymi.

Wykonując zadania, bawiły się uczennice V klasy szkoły podstawowej. „Festiwal” był punktem programu zielonej szkoły. No bo jak inaczej aniżeli poprzez zabawę, przekazać 11-latkom trochę wiedzy z paleontologii?!

Na marginesie! Kwaterowaliśmy w przyjemnym pensjonacie Agroturystyka „Przy Szlaku” w Trzciance (www.agroprzyszlaku.pl). Polecamy!

Tetrapod (tetrapod Ichthyostega)
Najstarsze czworonożne zwierzę na świecie, które wyszło na ląd, przystosowane jeszcze do oddychania w wodzie. Prawdopodobnie nie było podobne do żadnej znanej dzisiaj istoty. Charakteryzowało się bowiem cechami pośrednimi między rybą, a płazem. Miało cztery kończyny kroczne zakończone 7 lub 8 palcami, a ciało pokryte rybią łuską.

Niewiarygodne, bo sprzed 395 milionów lat, a jednak prawdziwe ! Fot. Paweł Wroński

Odkrycie stało się głośne po opublikowaniu artykułu na temat śladów w Zachełmiu na łamach magazynu „Nature” w styczniu 2010 roku (www.tetrapod.net.pl).

Pierniki po mistrzowsku lukrowane

Piernik jest jednym z kluczowych toruńskich symboli, a jego wykonywanie żelaznym punktem w programach wycieczek, zwłaszcza szkolnych.

Żywe Muzeum Piernika w Toruniu, zdobienie pierników, fot. Paweł Wroński

W Żywym Muzeum Piernika istnieje jeszcze jedna, rzadziej chyba wykorzystywana możliwość – ozdobienia pierników lukrem. Wedle wskazówek profesjonalistki, ale samodzielnie. Dzieciaki z II klasy szkoły podstawowej świetnie się przy tym bawiły. Za 5 zł od głowy.

Poniżej – mistrzowskie zdobienie pierników.

A tutaj – nieco bardziej spontaniczne, ale z niewątpliwym zaangażowaniem.

Pierniki był niegdyś niezwykle kosztownym wypiekiem. Używano bowiem do nich drogocennych, przywożonych z odległych krain przypraw, nadawano zachwycające kształty i kunsztownie dekorowano, a nawet pozłacano. Bywały więc iście królewskim podarunkiem, a zajmujący się ich wyrobem rzemieślnicy zazdrośnie strzegli receptur, nie mówiąc już o… cechowych przywilejach. Toruńskie pierniki szczycą się 700-letnią tradycją. Obyczaj wręczania ich jako okolicznościowych prezentów jest także kultywowany. Rekordowy piernik sprezentowano w 1778 roku carycy Katarzynie. Był gruby na 30 cm i miał 2 m długości. W czasach współczesnych, w nawiązaniu do dzieła Mikołaja Kopernika, delegacja toruńskich piernikarzy zawiozła Janowi Pawłowi II, piernik udekorowany układem heliocentrycznym.

Pieprz i miód – podstawa piernikowych recept, fot. Paweł Wroński

Nazwa piernik wywodzi się od staropolskiego słowa pierny czyli pieprzny, ostry (wszystko o piernikach i ich dziejach: www.torun.plwww.turystyka.torun.pl oraz na stronach zakładów cukierniczych Kopernik S.A., pod których auspicjami działa Muzeum Toruńskiego Piernika; www.kopernik.com.pl).

Magnesy z motywami toruńskimi w piernikowej konwencji są nader popularną pamiątką z miasta, fot. Paweł Wroński

Żywe Muzeum Piernika (Toruń, ul. Rabiańska 9): www.muzeumpiernika.pl

Janosik vs Janošik – siuhaj a Juraj

Juraj Jánošík był postacią z realnego świata, zaś dzielny Janosik bohaterem pieśni i ludowych bajęd. W Terchovej Słowacy wystawili pomnik janosikowej wypadkowej.

U wylotu Vratnej, najpotężniejszej z dolin Krywańskiej Małej Fatry. Na krańcach wsi Terchovej, w której Juraj przyszedł na świat w 1688 roku. U Jánošov, w typowej dla owych czasów wielodzietnej rodzinie – miał trzech młodszych braci i starszą siostrę. W 1707 roku dołączył do wojsk Franciszka II Rakoczego, przywódcy ostatniej na Węgrzech antyhabsburskiej rewolty. Oddziały, w których służył poniosły w 1708 roku klęskę pod Trenczynem. Bitka pri Trenčíne, jak mówiono na Górnych Węgrzech, była największą jaka kiedykolwiek rozegrała się na dzisiejszych terenach zachodniej Słowacji. Juraj trafił po niej do zamku w Bytczy (Bytčiansky zámok). Trudno powiedzieć czy jako więzień, czy jako żołnierz wcielony do cesarskiej armii. W każdym razie poznał tam uwięzionego na zamku zbójeckiego harnasia, Tomáša Uhorčíka. W 1710 roku pomógł mu w ucieczce, a potem przejął po nim przywództwo. Swój żywot krótki zakończył Jánošik w 1713 roku w Liptowskim Mikulaszu, gdzie go z wyroku sądu go powieszono. Jak nakazywał obyczaj, za zbójeckie rzemiosło, na haku (za poślednie ziobro).

Pewnym rozczarowaniem, zwłaszcza dla tych, którzy tak nie do końca przestali wierzyć w św. Mikołaja i inne nadprzyrodzone zjawiska, jest to, że Jánošik nie był świetlaną postacią. Nie grabił bogatych by ratować biednych, tylko grabił kogo popadło, a gdy raz udało mu się obrabować właścicielkę ziemską (grófku von Schardonovú), gdzieś na gościńcu między Východnou a Važcom, to ruszyła za nim w pogoń cała liptowska policja. Bowiem żupa (na jakie było podzielone królestwo węgierskie), musiała za jego łupieżczy czyn wypłacić możnej pani sowitą rekompensatę. Schwytano go wkrótce, torturowano i osądzono. A że przypisywano mu także – słusznie, bądź nie – i inne sprawki, włącznie z morderstwami, sąd skazał go na śmierć.

janosikowe_1722Służba w armii cesarskiej jakiej być może w krótkim okresie zasmakował także Jánošik była wieloletnia. Toteż poborowi uciekali przed nią, zwłaszcza górale, którym rodzinne ziemie pełne zalesionych dolin i nie do końca poznanych ostępów dawały większe szanse na schronienie. Wieści o tych, którym się uciec udało, stawały się pożywką pieśni i legend, których bohaterowie ulepieni byli z wątków zapożyczonych od różnych postaci. A że w wojsku służyli Polacy, Rusini, Wołosi, Tyrolczycy, siedmiogrodzcy Węgrzy oraz przedstawiciele wielu innych ludów – poddanych habsburskiej monarchii, o czynach janosikowych śpiewano w przeróżnych językach. Równie zresztą chętnie na nutę czardasza, jak trojaka czy krzesanego. W efekcie, te same wątki pojawiają się w legendach huculskich z Gorganów i Czarnohory gdzie sławę zyskał zbójnik o imieniu Dobosz czy śląskich, gdzie najsłynniejszym beskidzkim harnasiem był Ondraszek.

Podhalańscy górale przyjęli Janosika za swego. Słowacy też pozostali mu wierni. Ba, na Vŕškoch w Terchovej, wystawili mu lśniący pomnik ze stali. Figura ma 7,5 m wysokości. Na placu u stóp pagórka, na którym w trzechsetlecie urodzin bohatera ją wystawiono (Socha Juraja Jánošíka), organizowane są latem Jánošíkove dni – wypełniony tańcem, muzyką i tradycyjnymi przysmakami, międzynarodowy festiwal folkloru ziem górskich (odbywa się zawsze w pierwszej połowie sierpnia). Zimą zaś ścigają się tam gazdowie na sankach ciągniętych przez jednego konia. Ekscytujące Preteky gazdovských koní powtarza się zresztą trzykrotnie w zimowym sezonie, gdyż stanowią nie lada atrakcję dla gości, oddających się białemu szaleństwu w Małej Fatrze.


Preteky gazdovských koní 2012 – film zamieszczony na Youtube przez użytkownika Terchovská internetová televízia


INFO
Terchová: www.terchova.sk
Jánošíkove dni: www.janosikovedni.sk
Jánošík – pravda alebo legenda? www.dobrodruh.sk
Preteky gazdovských koní w Terchovej: www.terchova.sk/podujatia/gazdovske-kone


mow-travel_logoMateriał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl/. Zdjęcia zostały wykonane podczas wycieczki zorganizowanej przez biuro turystyczne „MOW Travel Monika Węgrzyn” (www.monikawegrzyn.pl) pod koniec września 2016.