Z wizytą u Pszczyńskich Rycerzy

Imprezy należą do stałego programu Warowni Pszczyńskich Rycerzy. A że to przede wszystkim restauracja, zjeść się da nie tylko w weekendy!

Jechaliśmy w sierpniu z Warszawy w Małą Fatrę – najkrótszą polecaną obecnie przez Route Plannery drogą, rozglądając się gdzie by tu coś przekąsić. I na peryferiach Pszczyny natrafiliśmy na takie oto curiosum. – Łoj, co za kicz – pomyślałem w pierwszej chwili. Rzeczywiście, ale po wizycie przyznać muszę, że pomysłowy!

 

Kiedy siedzisz przy biesiadzie, nie myśl o zwadzie!

 


Warownia Pszczyńskich Rycerzy przy Bielskiej 50: www.warownia.com.pl
Fanpage: www.facebook.com/warownia/


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Reklamy

Rajecké Teplice i SPA Aphrodite

Rajecké Teplice, położone kilkanaście kilometrów od Żyliny i dobrze z nią skomunikowane, należą do najsłynniejszych słowackich uzdrowisk.

W materiale filmowym wykorzystałem utwór Jana Kantego Pawluskiewicza „Rajecke kupele”.

Miejscowość ceniona jest za klimat z dużą liczbą dni słonecznych, ale bez upałów i świeże powietrze, bez silnych wiatrów. Największym jednak skarbem są źródła wód termalnych o właściwościach leczniczych. Biją spośród warstw skalnych a ich temperatura oscyluje koło 38 st. C. Korzysta z nich efektowne „SPA Aphrodite”.

Należący do kompleksu „Aphrodite Palace” przypomina rzeczywiście antyczny pałac, do którego nawiązuje architekturą i dekoracjami.

Architektura domu zdrojowego, dziś kompleksu Palace Aphrodite i Aphrodite SPA jest doprawdy imponująca, fot. Paweł Wroński

Efektowny kompleks w centrum kurortu powstał jako dom zdrojowy dopiero pod koniec XX wieku. Nadano mu tak imponującą formę, bo chociaż Rajecké Teplice otrzymały uzdrowiskowe prawa miejskie dopiero pod koniec komunistycznej ery, to ich tradycje lecznicze sięgają przynajmniej XV stulecia gdy to na mapach widniała już nad potokiem Rajczanka nobliwa nazwa Villa Tapolcha. Rozkwit znanej ze zdrowych wód miejscowości nastąpił w stuleciu XVII, gdy władzę w tzw. Państwie Lietawskim dzierżył możny węgierski ród Thurzonów.

Pszeniec gajowy, barwna roślina z poszycia okolicznych lasów, porastających stoki pobliskich Gór Strażowskich i Małej Fatry (części Luczańskiej), fot. Paweł Wroński

Atrakcją Rajeckich Teplic jest także otoczone parkiem Łabędzie Jeziorko. Na wysepce jest restauracja w lekkim parkowym pawilonie, a po tafli akwenu można pływać wiosłowymi łodziami (5 euro za wynajęcie łodzi na pół godziny).

Rajecké Teplice termalnymi wodami stoją, fot. Paweł Wroński

SPA Aphrodite (jęz. polski): www.spa.sk
Atrakcje uzdrowiska i okolic w broszurze „Rajecká dolina” (jęz. słowacki –> ściągnij w formacie PDF)


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Tam zjesz smacznie w Małej Fatrze

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Na początku, moi młodzi podopieczni, z którymi zwiedzałem Krywańską Małą Fatrę na Słowacji zamawiali tylko pizzę, ewentualnie frytki z ketchupem. Ale, gdy się po górach chodzi, nie ma siły, jeść trzeba.

Zupa cebulowa na słowacką modłę (z menu restauracji przy Domu Kultury w Terchovej), fot. Paweł Wroński
Vyprážaný syr – tutaj z gotowanymi ziemniakami i diabelskim sosem (z chili); najpopularniejszym jednak dodatkiem jest do tej potrawy sos tatarski, fot. Paweł Wroński

 

W konkursie smaków, o palmę pierwszeństwa walczyły wkrótce vyprážaný syrbryndzové pirohy. Ulubiony słowacki przysmak czyli bryndzové halušky oraz przypominające do żywego nasze łazanki – strapačky s kyslou kapustou a údenou slaninou, a także zupy: cebulowa – cibuľová polievka (inaczej: cibuľačka, a nawet czosnkowa – cesnaková polievka (inaczej: cesnačka), nie mówiąc o zwykłym rosole z kurczaka – slepačí vývar (inaczej: slepačia polievka albo kurací vývar), także znajdowały amatorów.

Bryndzové pirohy (z menu Penziónu Stárek w Stefanovej), fot. Paweł Wroński

Przyznać przy tym trzeba, że na prawdę niezłe potrawy tradycyjnej kuchni słowackiej serwują w Krywańskiej Małej Fatrze w wielu miejscach rodzinnych stron Janosika. My odwiedzaliśmy z upodobaniem restaurację przy Domu Kultury w Terchovej (Reštaurácia Kultúrny domwww.kulturnydom.eu) oraz Penzión Stárek w przysiółku Štefanová w dolinie Vrátnej (www.facebook.com).

Na vyprážaný syr! Na bryndzové pirohy! Fot.: Paweł Wroński

W Małej Fatrze – ‚Pokemontrek 2017’

Jako podkładu do slajdowiska z sierpniowych wycieczek po Małej Fatrze, użyłem przewodniego motywu z filmowych przygód Pokemonów.

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Dlaczego? Ponieważ ich łapanie pozwoliło niektórym z moich bardzo młodych podopiecznych podejmować tak trudne wyzwania jak podchodzenie pod górę, wiosłowanie na górskiej rzece, czy samodzielne smażenie naleśników 🙂

W pierwszej części letniego obozu w Małej Fatrze zdobyliśmy jej najwyższy szczyt, przeszliśmy kilka pomniejszych górek najeżonych wapiennymi skałami i spłynęliśmy na raftach Orawą – całe 17 kilometrów wiosłowania aż ręce rozbolały (ale tego dnia nogi wypoczywały więc bilans był przynajmniej na zero).

W drugiej części czeka nas jeszcze wschód słońca z Rozsutca oraz wizyta w termalnym kąpielisku w Rajeckich Teplicach. Zobaczymy czy tam też roi się od Pokemonów?


Obóz z oferty „MOW Travel Monika Węgrzyn” (www.monikawegrzyn.pl), odbył się na początku sierpnia 2017 na Słowacji w Małej Fatrze. Miejscem naszego zakwaterowania był Dom Horskej Služby w Terchovej (Vrátna-Štefanová; www.domhs.sk lub www.ztt.sk). Nasi uczestnicy mieli po 12-13 lat.

Mumia z klasztoru na Świętym Krzyżu

Benedyktyński klasztor na Łyścu był za Piastów i Jagiellonów najważniejszym miejscem pielgrzymkowym w Polsce. Dziś należy do standardowych celów zielonych szkół.

Wschodnia fasada klasztornego kościoła na Świętym Krzyżu, fot. Paweł Wroński

Szmat historii we wspaniałym otoczeniu świętokrzyskiej przyrody, a więc – jako cel turystyczny – marzenie, choć w gwarze, jaki w naturalny sposób czynią tłumy dzieci w szczycie zielonoszkolnego sezonu, kontemplować tego miejsca nie sposób.

Zmumifikowane zwłoki księcia Jeremiego Wiśniowieckiego w kościelnej krypcie, fot. Paweł Wroński

Jedną z klasztornych atrakcji jest bez wątpienia mumia księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. Zwłoki pochowanego tu, rozsławionego piórem Sienkiewicza, a skrytykowanego w znanej pieśni Kaczmarskiego, ruskiego wojewody zachowały się doskonale w zmumifikowanej postaci.

Gołoborze na północnym stoku Łyśca, fot. Paweł Wroński

Szlaki Łysogór wiodą wśród lasów do atrakcji geologicznej jaką są gołoborza.

Na czerwonym szlaku z Trzcianki (osada należy do Nowej Słupi), fot. Paweł Wroński

A także do atrakcji historycznych, takich jak muzeum archeologiczne w Nowej Słupi, gdzie realia życia naszych przodków poznaje się uczestnicząc w pokazach i zabawach inspirowanych odkryciami archeologicznymi.

W muzeum archeologicznym w Nowej Słupi, fot. Paweł Wroński

A wszystko to na terenach Świętokrzyskiego Parku Narodowego, w sercu Rzeczypospolitej (www.swietokrzyskipn.org.pl).

Bobry dla wtajemniczonych

Wyznakowany czerwono główny szlak turystyczny w Górach Świętokrzyskich z należącej do Nowej Słupi Trzcianki biegnie do Łagowa przez Kobylą Górę.

Kobyla Góra, sama w sobie nie jest zbyt ciekawa, ale u jej północnych podnóży, przez Trzciankę właśnie, toczy wody niewielki potok. Jego dolinkę bobry zagospodarowały we właściwy sobie sposób, zamieniając w rozlewisko.

Pościnane zębami tych intrygujących budowniczych pnie, zalegają przede wszystkim obrzeża rozlewiska. Zwierzęta ściągają je później, tworząc tamy by zmienić bieg potoku. Po środku zalanego wodą terenu wznoszą bezpieczne schronienia – żeremia.

Bobry są znakomitymi drwalami, bo chociaż najchętniej ścinają osiki i wierzby, to jednak swoimi ostrymi zębami potrafią także ściąć tak twarde drzewa jak dęby czy graby. Układają je przy tym w pożądanym miejscu, z zadziwiającą precyzją.

Żeby trafić w opisany rejon, wystarczy odejść od czerwonego szlaku jakieś 500 m na zachód. Wzdłuż południowego obrzeża rozlewisk biegnie wyraźna ścieżka, z której wygodnie podziwia się cały teren. Żeby zaś dostać się na należące do Trzcianki łąki, wystarczy przejść potok kładką przerzuconą przezeń poniżej bobrowych tam.

Bobry do Świętokrzyskiego Parku Narodowego sprowadzono w 1989 roku. Zaadaptowały się doskonale w dorzeczu Pokrzywianki, na Czarnej Wodzie (www.swietokrzyskipn.org.pl). Opisywany rejon leży wprawdzie poza granicami parku, ale potok pod Kobylą Górą (391 m), o którym mowa – jeden ze źródłowych cieków Słupianki, należy także do dorzecza Pokrzywianki.

Populację bobrów w województwie świętokrzyskim szacuje się dziś na około 5 tysięcy osobników. Przeciwnicy ich ochrony utrzymują, że zwierzęta wycinają sady, a podcinane przez nie drzewa potrafią upaść na linie energetyczne. Zwolennicy z konserwatorem przyrody na czele podkreślają, że nad ewentualnymi stratami górują korzyści. Działalność bobrów ma bowiem wyjątkowe znaczenie dla cyrkulacji i retencji wody, a ich obecność wpływa mocno na różnicowanie się środowiska biologicznego.

Jak to z tetrapodem było

Ślady tetrapoda – praprzodka stworzeń lądowych, odkryte w pierwszej dekadzie naszego stulecia w kamieniołomie na Zachełmiu w Górach Świętokrzyskich, spowodowały rewolucję w poglądach paleontologów na historię życia gatunków lądowych na Ziemi.

Dzieje istot lądowych wydłużyły się o blisko 20 milionów lat, trzeba było opracować nowy scenariusz wydarzeń u zarania ich życia na Ziemi, zaś nieznanym wcześniej nikomu Zagnańskiem zaczęli się interesować paleontologowie z całego świata.

Zagłębienia na warstwie dolomitowych skał w kamieniołomie na Zachełmiu w Zagnańsku to właśnie ślady fascynującego stworzenia, nazwanego przez uczonych z grecka tetrapodem, czyli na czterech łapach, fot. Paweł Wroński

Jak wyglądał rzeczony tetrapod nie do końca wiadomo. Pozostaje więc szerokie pole dla wyobraźni, nie tylko uczonych. Z postawionego przed uczennicami V klasy szkoły podstawowej zadania, by tetrapoda przedstawić, dziewczęta wywiązały się… śpiewająco.

W portalu www.evolution.berkeley.edu, w artykule poświęconym tetrapodowi autorzy wyjaśniają zależności między współczesnymi zwierzętami lądowymi, a mieszkańcami prehistorycznych wód. Na zamieszczonym drzewie genealogicznym człowieka widać wyraźnie, że tetrapod stanowi ogniwo pośrednie między stworzeniami zamieszkującymi praocean, a lądowymi.

Wykonując zadania, bawiły się uczennice V klasy szkoły podstawowej. „Festiwal” był punktem programu zielonej szkoły. No bo jak inaczej aniżeli poprzez zabawę, przekazać 11-latkom trochę wiedzy z paleontologii?!

Na marginesie! Kwaterowaliśmy w przyjemnym pensjonacie Agroturystyka „Przy Szlaku” w Trzciance (www.agroprzyszlaku.pl). Polecamy!

Tetrapod (tetrapod Ichthyostega)
Najstarsze czworonożne zwierzę na świecie, które wyszło na ląd, przystosowane jeszcze do oddychania w wodzie. Prawdopodobnie nie było podobne do żadnej znanej dzisiaj istoty. Charakteryzowało się bowiem cechami pośrednimi między rybą, a płazem. Miało cztery kończyny kroczne zakończone 7 lub 8 palcami, a ciało pokryte rybią łuską.

Niewiarygodne, bo sprzed 395 milionów lat, a jednak prawdziwe ! Fot. Paweł Wroński

Odkrycie stało się głośne po opublikowaniu artykułu na temat śladów w Zachełmiu na łamach magazynu „Nature” w styczniu 2010 roku (www.tetrapod.net.pl).

Pierniki po mistrzowsku lukrowane

Piernik jest jednym z kluczowych toruńskich symboli, a jego wykonywanie żelaznym punktem w programach wycieczek, zwłaszcza szkolnych.

Żywe Muzeum Piernika w Toruniu, zdobienie pierników, fot. Paweł Wroński

W Żywym Muzeum Piernika istnieje jeszcze jedna, rzadziej chyba wykorzystywana możliwość – ozdobienia pierników lukrem. Wedle wskazówek profesjonalistki, ale samodzielnie. Dzieciaki z II klasy szkoły podstawowej świetnie się przy tym bawiły. Za 5 zł od głowy.

Poniżej – mistrzowskie zdobienie pierników.

A tutaj – nieco bardziej spontaniczne, ale z niewątpliwym zaangażowaniem.

Pierniki był niegdyś niezwykle kosztownym wypiekiem. Używano bowiem do nich drogocennych, przywożonych z odległych krain przypraw, nadawano zachwycające kształty i kunsztownie dekorowano, a nawet pozłacano. Bywały więc iście królewskim podarunkiem, a zajmujący się ich wyrobem rzemieślnicy zazdrośnie strzegli receptur, nie mówiąc już o… cechowych przywilejach. Toruńskie pierniki szczycą się 700-letnią tradycją. Obyczaj wręczania ich jako okolicznościowych prezentów jest także kultywowany. Rekordowy piernik sprezentowano w 1778 roku carycy Katarzynie. Był gruby na 30 cm i miał 2 m długości. W czasach współczesnych, w nawiązaniu do dzieła Mikołaja Kopernika, delegacja toruńskich piernikarzy zawiozła Janowi Pawłowi II, piernik udekorowany układem heliocentrycznym.

Pieprz i miód – podstawa piernikowych recept, fot. Paweł Wroński

Nazwa piernik wywodzi się od staropolskiego słowa pierny czyli pieprzny, ostry (wszystko o piernikach i ich dziejach: www.torun.plwww.turystyka.torun.pl oraz na stronach zakładów cukierniczych Kopernik S.A., pod których auspicjami działa Muzeum Toruńskiego Piernika; www.kopernik.com.pl).

Magnesy z motywami toruńskimi w piernikowej konwencji są nader popularną pamiątką z miasta, fot. Paweł Wroński

Żywe Muzeum Piernika (Toruń, ul. Rabiańska 9): www.muzeumpiernika.pl

Janosik vs Janošik – siuhaj a Juraj

Juraj Jánošík był postacią z realnego świata, zaś dzielny Janosik bohaterem pieśni i ludowych bajęd. W Terchovej Słowacy wystawili pomnik janosikowej wypadkowej.

U wylotu Vratnej, najpotężniejszej z dolin Krywańskiej Małej Fatry. Na krańcach wsi Terchovej, w której Juraj przyszedł na świat w 1688 roku. U Jánošov, w typowej dla owych czasów wielodzietnej rodzinie – miał trzech młodszych braci i starszą siostrę. W 1707 roku dołączył do wojsk Franciszka II Rakoczego, przywódcy ostatniej na Węgrzech antyhabsburskiej rewolty. Oddziały, w których służył poniosły w 1708 roku klęskę pod Trenczynem. Bitka pri Trenčíne, jak mówiono na Górnych Węgrzech, była największą jaka kiedykolwiek rozegrała się na dzisiejszych terenach zachodniej Słowacji. Juraj trafił po niej do zamku w Bytczy (Bytčiansky zámok). Trudno powiedzieć czy jako więzień, czy jako żołnierz wcielony do cesarskiej armii. W każdym razie poznał tam uwięzionego na zamku zbójeckiego harnasia, Tomáša Uhorčíka. W 1710 roku pomógł mu w ucieczce, a potem przejął po nim przywództwo. Swój żywot krótki zakończył Jánošik w 1713 roku w Liptowskim Mikulaszu, gdzie go z wyroku sądu go powieszono. Jak nakazywał obyczaj, za zbójeckie rzemiosło, na haku (za poślednie ziobro).

Pewnym rozczarowaniem, zwłaszcza dla tych, którzy tak nie do końca przestali wierzyć w św. Mikołaja i inne nadprzyrodzone zjawiska, jest to, że Jánošik nie był świetlaną postacią. Nie grabił bogatych by ratować biednych, tylko grabił kogo popadło, a gdy raz udało mu się obrabować właścicielkę ziemską (grófku von Schardonovú), gdzieś na gościńcu między Východnou a Važcom, to ruszyła za nim w pogoń cała liptowska policja. Bowiem żupa (na jakie było podzielone królestwo węgierskie), musiała za jego łupieżczy czyn wypłacić możnej pani sowitą rekompensatę. Schwytano go wkrótce, torturowano i osądzono. A że przypisywano mu także – słusznie, bądź nie – i inne sprawki, włącznie z morderstwami, sąd skazał go na śmierć.

janosikowe_1722Służba w armii cesarskiej jakiej być może w krótkim okresie zasmakował także Jánošik była wieloletnia. Toteż poborowi uciekali przed nią, zwłaszcza górale, którym rodzinne ziemie pełne zalesionych dolin i nie do końca poznanych ostępów dawały większe szanse na schronienie. Wieści o tych, którym się uciec udało, stawały się pożywką pieśni i legend, których bohaterowie ulepieni byli z wątków zapożyczonych od różnych postaci. A że w wojsku służyli Polacy, Rusini, Wołosi, Tyrolczycy, siedmiogrodzcy Węgrzy oraz przedstawiciele wielu innych ludów – poddanych habsburskiej monarchii, o czynach janosikowych śpiewano w przeróżnych językach. Równie zresztą chętnie na nutę czardasza, jak trojaka czy krzesanego. W efekcie, te same wątki pojawiają się w legendach huculskich z Gorganów i Czarnohory gdzie sławę zyskał zbójnik o imieniu Dobosz czy śląskich, gdzie najsłynniejszym beskidzkim harnasiem był Ondraszek.

Podhalańscy górale przyjęli Janosika za swego. Słowacy też pozostali mu wierni. Ba, na Vŕškoch w Terchovej, wystawili mu lśniący pomnik ze stali. Figura ma 7,5 m wysokości. Na placu u stóp pagórka, na którym w trzechsetlecie urodzin bohatera ją wystawiono (Socha Juraja Jánošíka), organizowane są latem Jánošíkove dni – wypełniony tańcem, muzyką i tradycyjnymi przysmakami, międzynarodowy festiwal folkloru ziem górskich (odbywa się zawsze w pierwszej połowie sierpnia). Zimą zaś ścigają się tam gazdowie na sankach ciągniętych przez jednego konia. Ekscytujące Preteky gazdovských koní powtarza się zresztą trzykrotnie w zimowym sezonie, gdyż stanowią nie lada atrakcję dla gości, oddających się białemu szaleństwu w Małej Fatrze.


Preteky gazdovských koní 2012 – film zamieszczony na Youtube przez użytkownika Terchovská internetová televízia


INFO
Terchová: www.terchova.sk
Jánošíkove dni: www.janosikovedni.sk
Jánošík – pravda alebo legenda? www.dobrodruh.sk
Preteky gazdovských koní w Terchovej: www.terchova.sk/podujatia/gazdovske-kone


mow-travel_logoMateriał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl/. Zdjęcia zostały wykonane podczas wycieczki zorganizowanej przez biuro turystyczne „MOW Travel Monika Węgrzyn” (www.monikawegrzyn.pl) pod koniec września 2016.

Tatralandia – kicz arcytermalny

Czy baseny potrzebują krzykliwej oprawy? Pytanie uważam za retoryczne, bo to rzecz gustu. Woda wypełniająca baseny Tatralandii tryska na głębokości 2500 m. Ma tam temperaturę 60,7 st.C i skład mineralny, sprzyjający relaksowi.

W zespole jest 13 basenów – na zewnątrz i pod dachem, niektóre ze słoną wodą, o temperaturze od 34 do 40 st. C oraz odlotowe zjeżdżalnie. Dookoła piętrzą się góry. Jest fantastycznie! Naprawdę!

Byłem tam niedawno z grupą pięcioklasistów. Zachwyconych… wodą, kąpielą, możliwościami zabawy, zwłaszcza na zjeżdżalniach. Na piratów i kościotrupy w konwencji Halloween, raczej nie zwracali uwagi. A więc po co ten kicz w oprawie?!

INFO
AquaPark Tatralandia (portal z polskim interfejsem): www.tatralandia.sk


mow-travel_logoZdjęcia i film zostały wykonane iPhonem 5s podczas wycieczki zorganizowanej przez biuro turystyczne MOW Travel Monika Węgrzyn pod koniec września 2016 (www.monikawegrzyn.pl).

Niezupełnie Tatry, czyli Niżne Tatry

Choć nie są częścią najwyższych gór karpackich i różnią się od nich krajobrazem oraz przynajmniej po części budową geologiczną, noszą w nazwie słynne słówko „Tatry”.

W gondoli na Chopok, fot. Paweł Wroński
W gondoli na Chopok, fot. Paweł Wroński

Podobieństwa między pasmami Niżnych Tatr i Tatr właściwych są jednak widoczne bardziej niż różnice, zwłaszcza tam, gdzie najwyższe szczyty tworzą grupę o iście alpejskim charakterze. Ďumbier (2043 m), Chopok (2024 m) i Dereše (2004 m) mają północne stoki podcięte ścianami kotłów, wyrzeźbionych przed tysiącami lat przez lodowcowe jęzory. Skaliste żebra i grzędy dodają im grozy. Łany kosodrzewiny porastają dno kotłów wypełzając na łagodniejsze partie stoków. Grzbiet zaściełają granitowe bloki. Porost zwany wzorcem geograficznym (Rhizocarpon geographicum), tworzy na głazach „kartograficzne” motywy, na których kolorystykę składają się barwy szara, żółta, zielona i grafitowa.

Większość z nas, rejon Chopoka utożsamia z całym pasmem, bo na jego stokach są rozmieszczone trasy największej stacji narciarskiej na Słowacji – Jasnej, i po prostu tam bywamy najczęściej. A to tylko największe spiętrzenie Niżnych Tatr, i do tego zaledwie fragment ich zachodniej części. Część wschodnia, w której najwyższa jest Kráľova hoľa (1946 m), ma znacznie łagodniejszą rzeźbę i bardziej monotonny krajobraz. Granicę między obu częściami wyznacza Sedlo Čertovica (1232 m).

Kolejka-winda, fragment systemu jaki stworzył w Jasnej, obecny zarządca stacji - grupa kapitałowo-inwestycyjna TMR a.s., fot. Paweł Wroński
Kolejka-winda, fragment systemu jaki stworzył w Jasnej, obecny zarządca stacji – grupa kapitałowo-inwestycyjna TMR a.s., fot. Paweł Wroński

Niżne Tatry ciągną się równoleżnikowo przez około 80 km – od Vernárskeho Sedla (1050 m) na wschodzie, przełęczy oddzielającej je od Slovenského Raja, czyli Słowackiego Raju, po Korytnicę na zachodzie. Dolina tej rzeki oddziela pasmo od Wielkiej Fatry i Gór Kremnickich. Na północy dolina Wagu oddziela Niżne Tatry od Tatr właściwych i Gór Choczańskich. Z kolei od południa, od Słowackich Rudaw, oddziela je rzeka Hron.

Wnętrze Demianowskiej Jaskini Lodowej, fot. Paweł Wroński
Wnętrze Demianowskiej Jaskini Lodowej, widać szczątkowo jeszcze zachowne partie lodu zaściłające jeszcze nei tak dawno całe niemal dno jaskini (przewodnik po jaskini w formacie PDF jest dostępny na stronach: http://www.ssj.sk), fot. Paweł Wroński

Grzbiety boczne są stosunkowo krótkie. Opadające ku północy przypominają nieco reglowe partie Tatr, głównie za sprawą wapiennych skał, z których są zbudowane. Dolina Demianowska, największa w Niżnych Tatrach została wyrzeźbiona właśnie w wapieniach, w północnych partiach najwyższej części pasma. Jej ozdobą są jaskinie – Lodowa (Demänovská ľadová jaskyňa), Pokoju (Demänovská jaskyňa mieru; nie jest udostępniona do zwiedzania) i Wolności (Demänovská jaskyňa slobody). Tworzą rozległy system nie do końca jeszcze poznanych korytarzy i gigantycznych podziemnych sal. Fenomenem była wśród nich Jaskinia Lodowa, ale z powodu ocieplenia jej oryginalna szata zanika, bo podniosła się średnia roczna temperatura. W ciągu zaledwie 3 ostatnich lat o [!] 0,4 st.C (Správa slovenských jaskýň – Zarząd Jaskiń Słowackich; www.ssj.sk).

Smok Demian na tarasie Rotundy przy górnej stacji kolejki gondolowej na Chopoku, fot. Paweł Wroński
Smok Demian na tarasie Rotundy przy górnej stacji kolejki gondolowej na Chopoku, fot. Paweł Wroński

mow-travel_logoZdjęcia z wycieczki z uczniami V klasy szkoły podstawowej, zorganizowanej przez biuro turystyczne MOW Travel Monika Węgrzyn (www.monikawegrzyn.pl) we wrześniu 2016.

Najpiękniejsze doliny Gór Choczańskich

Oddzielone od Tatr Zachodnich Przełęczą Huty, od Niżnych Tatr doliną Wagu, od Wielkiej Fatry Przełęczą Brestová, zaś doliną Oravy od Małej Fatry, Góry Choczańskie pozostają w cieniu tamtych słynnych pasm. Może poza Wielkim Choczem (Veľký Choč; 1611 m), który przewyższając znacząco siostrzane szczyty, przypomina z oddali samotnego wieloryba.

Góry Choczańskie, Dolina Prosiecka, fot. Paweł Wroński
Góry Choczańskie, Dolina Prosiecka, fot. Paweł Wroński

Zbudowane z wapiennych gniazd, zalesione, ale najeżone efektownymi białymi skalnymi turniami i poprzecinane głębokimi wąwozami Góry Choczańskie (Chočské vrchy), mają nie mniej uroku od pasm sąsiednich. Tym bardziej, że ich drugim, obok krajobrazu, skarbem jest woda.

Liptovska mara - widok z Mariny "Liptov" we wsi Bobrovniki, fot. Paweł Wroński
Liptovska mara – widok z Mariny „Liptov” we wsi Bobrovniki, fot. Paweł Wroński

U południowych podnóży rozlewa się sztucznie spiętrzone jezioro – Liptovska mara. Aż w trzech miejscach tryskają źródła termalnych wód, wykorzystywanych w dobrze znanych w Polsce kąpieliskach – w Aquaparku Tatralandia, usytuowanym na peryferiach Liptowskiego Mikulaszu (www.tatralandia.sk), w nieco bardziej kameralnej Bešeňovej (www.thermalparkbesenova.sk) oraz w najmniej znanych, bo specjalizujących się przede wszystkim w usługach sanatoryjnych Lúčkach (Kúpele Lúčky; www.kupele-lucky.sk).

Tatralandia, fot. Paweł Wroński
Tatralandia, fot. Paweł Wroński

Dwie najciekawsze doliny Gór Choczańskich – Prosiecka i Kwaczańska pozwalają obejść Prosečné (1374 m), na które dawniej warto było wychodzić dla widoków, ale dziś wierzchołek zarasta lasem. Taką pętlę pokonałem z dzieciakami z V klasy. W ciągu jednego dnia, z obiadem we wsi Veľké Borové, rozsiadłej na północnym skłonie masywu, w dolinie Borovianki. Z łąk nad wsią rozpościerają się oryginalne widoki na Zachodnie Tatry i Wielkiego Chocza, oraz na łagodnie pofalowane beskidzkie grzbiety. Jest tam trochę jak na Dzikim Zachodzie, bo na łąkach pasą się stada bydła, a z lasów (poza rezerwatami obejmującymi wspomniane doliny), ściągane jest na potęgę drewno.

Pyszna zupa czosnkowa w restauracji pensjonatu Borovec, fot. Paweł Wroński
Pyszna zupa czosnkowa w restauracji pensjonatu Borovec, fot. Paweł Wroński

W Dolinie Prosieckiej znakowana na niebiesko ścieżka biegnie wzdłuż koryta potoku, zaczynając się mocnym akcentem jakim jest wąskie gardło wąwozu zwane Vráta. Wchodzi się w nie zaledwie kilka minut po wyruszeniu ze wsi Prosiek. Przejście ułatwiają przymocowane do skał drewniane pomosty i stalowa lina. Kolejną atrakcją jest 15-metrowy wodospad w bocznej dolince zwanej Červené piesky, a na koniec jeszcze jeden ciasny odcinek wąwozu z drabinkami i stalówkami na zagradzających go skalnych progach. Łącznie pokonuje się przewyższenie rzędu 300 m. Szlak zaczyna się bowiem na 640 m, a miejsce, w którym żegnamy Dolinę Prosiecką – Svorad, ma 940 m wysokości.

Dolina Prosiecka, Vráta, fot. Paweł Wroński
Dolina Prosiecka, Vráta, fot. Paweł Wroński

Z wąwozu Doliny Prosieckiej wychodzimy na rozległe łąki. Kontrast jest zaskakujący, a widoki ciekawe, zwłaszcza na Tatry Zachodnie prezentujące się w oryginalnym skrócie.

Svorad, (940 m), widok na Tatry Zachodnie, fot. Paweł Wroński
Svorad, (940 m), widok na Tatry Zachodnie, fot. Paweł Wroński

Górny bieg Borovianki i Kwaczańska dolina dostarczają kolejnej porcji skalnych emocji. Z tym, że szlak w dolinie Kwaczańskiej biegnie bardzo wysoko ponad jej dnem, trawersując wschodnie zbocza. I tylko z dzikich oraz z urządzonych ostatnio punktów widokowych, można zerkać w jej czeluść. Miejscem szczególnym są Oblazy, w których zabytkowe zrujnowane młyny uratowała i wciąż utrzymuje grupa pasjonatów (www.kvacany.sk).

Młyn na Obłazach w Dolinie Kwaczańskiej, fot. Paweł Wroński
Młyn na Oblazach w Dolinie Kwaczańskiej, fot. Paweł Wroński

Doliną Kwaczańską schodzimy za znakami czerwonymi do wsi Kvačany, gdzie szlak kończy się na wysokości 628 m (www.kvacany.sk).

Dolina Kwaczańska, świeżo urządozny punkt widokowy, fot. Paweł Wroński
Dolina Kwaczańska, świeżo urządozny punkt widokowy, fot. Paweł Wroński

Trawersując północne stoki Prosečnégo, można w ciągu godziny dojść żółtym szlakiem do punktu wyjścia w Prosieku, zamykając pętlę. Taka wycieczka, wraz ze zwiedzaniem zakamarków obu dolin zajmuje cały dzień. Jak sobie na niej radzili uczniowie V klasy – zobaczcie sami.


mow-travel_logoMateriał powstał podczas wycieczki zorganizowanej przez biuro turystyczne „MOW Travel Monika Węgrzyn” (www.monikawegrzyn.pl), we wrześniu 2016.