Estonia – mniejszość narodowa

EST_0389

Mniejszość narodowa w Estonii, w Narvie. Dervisex!

Reklamy

Estonia / Tallin – Mistrz i Małgorzata

Czyli gotowanie w KÖÖK. Pod okiem charyzmatycznego Mistrza – magiczne.

Aby nadążyć za tokiem rozumowania Mistrza, trzeba szybko przeskakiwać… ze zdjęcia na zdjęcie. Tak, jak zamieniona w słuch Małgorzata 🙂

A tu, chociaż już bez Małgorzaty, manewr ze zdjęciami należy powtórzyć.

Wystąpili:
Mistrz – Tim Bramich (Resident Chef of Köök)
Małgorzata – ItaliAnna (autorka bloga: ItaliAnna w drodze)

INFO
KÖÖK (popularna akademia kulinarna): www.kook.fi

Estonia, Rakvere – cap na zamku

Duńczycy wznieśli zamek Rakvere w XIII wieku, a po 100 latach z okładem sprzedali Krzyżakom. Ci dzierżyli go przez 200 lat, potem przeszedł w ręce rosyjskie. My mamy udział w doprowadzeniu go do ruiny, gdyż w XVII stuleciu nasze wojska toczyły w okolicy zażarte boje ze Szwedami.

EST_0332

Teraz to imponująca kupa gruzów na nagim wzniesieniu. W poddanych restauracji częściach budowli urządzono muzeum. A że pokazywać nie ma za bardzo czego, ekspozycję wzbogacają iście lunaparkowe dekoracje – szkielety w lochach, klekocące w zbrojach, z kolorowymi żarówkami pod przyłbicami, czy dyby na dziedzińcu, w których można sobie pstryknąć pamiątkową fotkę.

Zamek usytuowany jest w północno-wschodniej Estonii. Z murów niemal widać Rosję. Nic więc dziwnego, że białemu capowi-maskotce nadano wdzięczne imię Wasyli, bo że jest carem w koronie z rogów nikt nie ma wątpliwości. Tak więc, przybywających do Rakvere, wita dziś nie jakiś tam cap, ale Car Wasilij 🙂

EST_0335

INFO
www.visitestonia.com/en/rakvere-castle

Estonia, Kuremäe – Piuchticki monastyr

Piuchticki Monastyr Zaśnięcia Matki Bożej znajduje się nieopodal Narvy, a więc w zamieszkałym głównie przez Rosjan skrawku Estonii. Założony w 1891 roku jest jedynym ortodoksyjnym sanktuarium na terenie niewielkiego nadbałtyckiego kraju.

Jego nazwa brzmi po estońsku: Kuremäe Jumalaema Uinumise nunnaklooster, Rosjanie określają go jako Пюхтицкий Успенский ставропигиальный женский монастырь (www.puhtitsa.ee).

Estonia – ryby w brodzie

Mały naród Estów ma mały kraj i małą stolicę. Ba, nawet małą odległość z lotniska do centrum Tallina. Wystarczy kwadrans… żeby od terminala dotrzeć spacerkiem na starówkę.

ryby_0061

Estończycy noszą w sobie skandynawski spokój i rosyjską skłonność do godzenia się z losem. Owszem, w chwilach uniesienia, zachwytu czy przy wznoszeniu toastów w gronie przyjaciół, wypowiadają charakterystyczny zwrot: „dervisex”. Z wykrzyknikiem! Wyrażają nim wszelkie, najczęściej pozytywne emocje.

Bardziej od lakoniczności, zaimponowała mi jednak autoironia jaką darzą samych siebie. Symptomatyczny dla ich charakteru jest film jakim na dzień dobry raczą zwiedzających zamienione na muzeum historyczne zamkowych podziemiach (Kiek in de Kök). Film opowiada dzieje nadbałtyckiego narodu i jego stolicy. Narratorem jest przeciętny Est, który stoi sobie spokojnie na skraju zagonu nieopodal miejskich murów. Wspiera się na widłach. Na głowie ma kapelusz jaki zwykli nosić rybacy. Spod ronda wystaje pyzata buzia i broda, w której falujących splotach baraszkują ryby.

Jegomość spogląda na świat szeroko otwartymi oczami, i nie miesza się do wydarzeń. Tymczasem tuż przed jego nosem, przez estońską ziemię, wzniecając bitewny gwar, przewalają się zbrojne zastępy. Finowie, Duńczycy, Niemcy, Szwedzi, Polacy, Rosjanie i znowu Niemcy… Zdobywają Tallin, zajmują port i ciągną zyski. Póki się tylko da. Bo po pewnym czasie opuszczają miasto. Po dobroci lub ustępując przed siłą potężniejszych sąsiadów. Miasto za każdym razem się rozrasta. Narrator natomiast, swą niemal niezmienną pozycją manifestuje spolegliwość i dystans do wyroków losu. Dervisex!

INFO
www.tourism.tallinn.ee

Estonia – apteki nad Bałtykiem

Niepodległa od 1991 roku, stowarzyszona z Unią Europejską od roku 2004, Estonia jest kieszonkowym krajem-regionem. W Tallinie, stolicy, a zarazem dużym porcie bałtyckim, mieszka 400 tys. ludzi – niemal 1/3 Estończyków.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Konsekwencją skupienia w Tallinie i w obejmującej go prowincji-powiecie Harju (Harju maakond) znaczącej części ludności kraju jest koncentracja na tym obszarze wszelkiej infrastruktury, również instytucji związanych z ochroną zdrowia. Podobnie jest w większych miastach pozostałych 14 prowincji-powiatów, zwłaszcza tych, które mają ok. 100 tys. mieszkańców, np. Tartu w interiorze na południu kraju i Narwie usytuowanej na wschodzie przy rosyjskiej granicy, przystanku na drodze z Tallina do Helsinek i Sankt Petersburga. Szczególnie Narwa jest ważna, gdyż pełni centralne funkcje w obszarze zdominowanym przez ludność rosyjską – blisko 26% estońskiej populacji (według spisu z 2000 roku). Chociaż język estoński jest językiem urzędowym, to mieszkańcy północno-wschodnich terytoriów często w ogóle go nie znają i posługują się językiem rosyjskim.

Apteki to miejska rzecz
Apteki publiczne (509 według danych z 2009 roku) są obecnie w rękach prywatnych.70% skoncentrowanych jest w głównych miastach, a na prowincji ich liczba stale maleje. W 2009 roku działało tam 138 placówek (w 2005 roku było ich jeszcze 158). Przyczynę tego stanu rzeczy apteczni przedsiębiorcy ujmują lakonicznie: „Prowadzenie apteki na prowincji się nie opłaca!”. Za dochodową uchodzi bowiem apteka, która z samej sprzedaży farmaceutyków osiąga roczny zysk na poziomie 3 mln estońskich koron (ok.192 tys. euro). Żeby go osiągnąć, placówka potrzebuje przynajmniej 1600 stałychklientów. Wprawdzie statystyczna estońskaapteka służy 2600 obywatelom, a prawo stanowi, że każda powinna obsługiwać minimum 3000 klientów, wiejskie gminy rzadko mają tak wielu mieszkańców. W praktyce więc dystans, jaki muszą pokonać do apteki pacjenci z odległych od miast osiedli, sięga czasami nawet 30 km. Apteki prowincjonalne są znacznie słabiej zaopatrzone od miejskich, leki są też rzadziej dostarczane niż w miastach. Podobnie przedstawia się kwestiadostępu do lekarzy, o których zdecydowanie łatwiej w mieście niż na prowincji. Najlepiej prosperują apteki tworzące sieci związane z największymi krajowymi dystrybutoramileków. 80% estońskich aptek należy do jakiejś sieci. Na terenie kraju działa ok. 50 licencjonowanych hurtowników leków, z tym że sześć czołowych firm z Magnum MedicalAS na czele kontroluje 92% rynku. Na dwie największe spośród nich przypada aż 58%obrotów. Dynamikę rozwoju aptecznych sieci dobrze obrazuje przykład sieci EuroApteek. Pierwszą estońską placówkę międzynarodowa grupa UAB Euroapotheca działająca od 23 lat także w Polsce, na Litwiei Łotwie, założyła w 2004 roku. Obecnieprowadzi 27 aptek w siedmiu miastach Estonii.

Leki są coraz droższe
Prawo estońskie przewiduje ograniczenia marż na towary farmaceutyczne. Hurtownicy mają prawo do narzutu rzędu 7-10% ceny producenta, farmaceuci – dalsze 21-25%. Ostateczna decyzja o cenie wyjściowej (producenta) zapada po ustaleniu stopnia refundacji przysługującej z tytułu ubezpieczenia. Trzeba pamiętać, że refundacji podlegają jedynie leki z listy rządowej. Ceny są negocjowane przez państwo z producentami. Stosowane są też ceny preferencyjne. Za wzorcowe przyjmuje się poziomy cenowe na Litwie, Łotwie i Węgrzech – w krajach o podobnym do Estonii poziomie rozwoju gospodarczego. Z Łotwą i Litwą uzgadniane są ponadto liczne kwestie związane z systemem ochrony zdrowia, dlatego rozwiązania w tych trzech krajach nadbałtyckich są podobne.

Od 2006 roku leki obłożone są wysokim podatkiem VAT – 9%, poprzednio stawka wynosiła 5% (na dobra konsumpcyjne obowiązuje 18-procentowy podatek VAT). Podobnie jak Estończycy wysoki podatek za leki płacą Grecy – 9%, Słowacy i Włosi – po 10%. Dla porównania – VAT na leki w Wielkiej Brytanii albo Szwecji wynosi 0%, Francuzi mają 2-procentowy podatek, Węgrzy i Litwini – 5%, a my i Finowie – po 8% (do 2010 r. płaciliśmy  7%). Najwyższy VAT płacą Niemcy – 19% i Austriacy – 20%. Podwyżka VAT w Estonii niefortunnie zbiegła się z gwałtownym zahamowaniem wzrostu gospodarczego, objawiającym się spadkiem PKB (do 10-11%) i znaczącym zmniejszeniem wydatków na najważniejsze systemy publiczne z budżetu państwa (do 34% w 2007 roku). Ustawowo uregulowane jest także średnie wynagrodzenie farmaceutów niebędących właścicielami aptek. Ich realne płace są uzależnione od ceny nabycia leków przez aptekę lub sieć apteczną.

Konsekwencją podwyżek cen farmaceutyków są stale wzrastające wydatki na leki, wyraźnie odczuwalne w budżetach estońskich gospodarstw domowych. Wydatki te rosną zresztą znacznie szybciej niż wydatki na inne komponenty systemu ochrony zdrowia, takie jak opieka szpitalna lub ambulatoryjna. W 1997 roku na leki na receptę Estończycy wydali 391 mln koron (25,2 mln euro). W 2008 roku wydatki na ten sam cel były aż sześciokrotnie wyższe i sięgnęły 2,3 mld koron (147 mln euro)!

Państwo odpowiada za zdrowie
Co ciekawe, największy wzrost wydatków przypadł na farmaceutyki zwiększające odporność organizmu. Czy fakt ten należy przypisać świadomości zdrowotnej i zrozumieniu przez Estończyków dobrodziejstw płynących z profilaktyki, czy tylko pobudkom ekonomicznym,  – przede wszystkim staraniom o to, aby uniknąć (stale rosnących) kosztów usług medycznych i leków? Trudno powiedzieć, warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że przy różnych stawkach zwrotu przysługującego z tytułu ubezpieczenia na leki (50, 75 i 100%) poziom zwrotu kosztów sporej grupy farmaceutyków zależy od tego, kto przepisuje lek. Jeśli receptę wystawia lekarz pierwszego kontaktu, pacjentowi przysługuje zwrot z tytułu standardowego ubezpieczenia do 50% wydanej kwoty. Jeśli taką samą receptę wypisze specjalista – do 75%. Jednak o wizytę u specjalisty nie jest łatwo. Po pierwsze – wymagane jest skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu, po drugie – specjalistycznych gabinetów jest mało i siłą rzeczy skoncentrowane są w miastach. Można oczywiście udać się do specjalisty bez skierowania. Jednak wówczas koszty konsultacji pacjent musi pokryć w całości z własnej kieszeni. Zapobieganie chorobom wydaje się w tej sytuacji najbardziej racjonalne.

Za dofinansowanie gwarantowanych przez państwo usług medycznych, w tym refundację leków na recepty, odpowiada Estoński Fundusz Ubezpieczeń Zdrowotnych. Instytucja bazuje na powszechnych składkach, zaś podstawową zasadą, według której działa, jest solidarność społeczna. Niezależnie więc od wysokości wnoszonych składek każdemu obywatelowi przysługuje taki sam pakiet usług zdrowotnych. Z programu wyłączone są określone prawem grupy: otrzymujące wynagrodzenia lub renty za granicą, pozostające na urlopach wychowawczych, zarejestrowane jako bezrobotne, pozbawione wolności. Koszty ich leczenia pokrywane są z innych środków, np. w przypadku więźniów jest to Ministerstwo Sprawiedliwości. Wydatki Funduszu na leki na receptę w 2008 roku kształtowały się na poziomie 60 euro na mieszkańca. Niezależnie od rosnących wydatków na leki z budżetów gospodarstw domowych kwoty asygnowane z budżetu państwa stale rosną, państwo bowiem zapewnia obecnie leki chorym na choroby zakaźne, w tym gruźlicę i AIDS. Zakup preparatów koniecznych do przeprowadzenia obowiązkowych szczepień również jest finansowany centralnie.

Aptekarskie tradycje sięgają średniowiecza
Estońskie apteki standardem dorównują dziś aptekom z Europy Zachodniej, wyborem leków – również. Mimo estońskich reklam i ogłoszeń bez trudu rozpoznamy niejedno opakowanie, zwłaszcza leków popularnych, gdyż takie same są na naszym rynku. Estonia jest na tyle małym krajem, że poważnym dystrybutorom leków opłaca się działanie na wszystkich rynkach tej części Europy. Koncerny międzynarodowe wyparły monopolistów rosyjskich i przejęły miejscowe koncerny. W ogóle lata socjalizmu dość szybko zostały wymazane z codziennego życia Estończyków. Nastąpiło też poważne przewartościowanie w sposobach myślenia i działania obywateli maleńkiego nadbałtyckiego państwa. Głównym źródłem PKB w Estonii nie jest już ani przemysł, ani rolnictwo, ale usługi, zwłaszcza turystyczne (cały sektor usług generuje obecnie ok. 66% PKB). Przodują miasta, przede wszystkim Tallin, w którym najchętniej odwiedzane jest przez turystów niewielkie, acz malownicze Stare Miasto.

Na tallińskim rynku, w ratuszowym skrzydle, zlokalizowana jest najsłynniejsza estońska apteka Rae. Działa nieprzerwanie od 1422 roku. Prowadząca ją farmaceutka Ulle Noodapera jest też zapewne najbardziej rozpoznawalną medialnie przedstawicielką swojego fachu. Jej apteka odwiedzana jest bowiem częściej niż muzea, ponieważ słynie ze sprzedaży antyafrodyzjaków. Flagowemu towarowi, jakim są cukierki z migdałowym proszkiem, przypisywana jest cudowna moc leczenia nieszczęśliwie zakochanych. Wiązki ziół i zabytkowe sprzęty tworzą niecodzienny klimat lokalu Ulle. Jednak to zwykła apteka, tyle że z piękną tradycją i doskonale usytuowana ­ – w centrum butikowej starówki Tallina.

INFO
Teleadresowy spis estońskich aptek: www.raviminfo.ee

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Farmacja i Ja” w marcu 2011 roku.

Estonia, Tallin – nadbałtycki fusion

Tallin zajmuje czołowe miejsce na liście destynacji turystycznych w 2011 r. gdyż pełni rolę Europejskiej Stolicy Kultury. Z tej okazji przygotowano 7000 ciekawych wydarzeń, głównie muzycznych, teatralnych i sportowych. Nie zabraknie też imprez z dziedziny literatury, sztuk pięknych i designu. Każdy znajdzie tam coś dla siebie.

Stolica Estonii ma dwa oblicza. Pierwsze poznają przybywający do miasta od strony portu. Jest nim średniowieczne stare miasto uznawane za najpiękniejsze w krajach bałtyckich. Drugie, czyli blokowiska z wielkiej płyty, ukazuje się turystom wjeżdżającym do stolicy samochodem.

Butik nad Bałtykiem
Niewielka starówka przylega do morza. Górują nad nią portowe żurawie i zamek, świadek estońskich losów od bez mała tysiąca lat. Pną się w niebo wieże ratusza i ewangelickich kościołów, nadymają kopuły monumentalnego soboru wzniesionego przez cara Piotra I. W zaułkach kryją się liczne knajpki i sklepiki, często z pamiątkami i rękodziełem. Niemal na każdej ulicy stoją malownicze wózki, z których młode dziewczyny w długich czerwonych sukniach wzorowanych na dawnych strojach zamożnych mieszczek sprzedają prasę, prażone migdały i upominki. W sezonie jesienno-zimowym na drewnianych straganach wypełniających starówkę królują wełniane swetry, czapki, szaliki i rękawiczki. W epoce polarów i goreteksów, towary takie wyglądają nieco anachronicznie, ale ze względu na swą użyteczność stanowią cenną pamiątkę, przez co cieszą się zainteresowaniem turystów. Atmosfera starówki jest więc butikowa, może nawet nieco teatralna. Chętnie wypoczywają tu zarówno miejscowi, jak i turyści, dzięki którym ta część miasta tętni życiem do późnej nocy.

Ryby w brodzie
Estończycy noszą w sobie skandynawski spokój i nie silą się na ekstrawagancję. Co nie znaczy, że nie wyrażają emocji. Te pozytywne towarzyszące zazwyczaj zachwytowi czy wznoszeniu toastów w gronie przyjaciół określają zwrotem: „dervisex”! Jeszcze bardziej od lakoniczności zaimponowała mi autoironia, z jaką spoglądają na siebie, swoją ojczyznę i miasto. W zamienionych na muzeum podziemiach zamku jest wyświetlany krótki film opowiadający historię Estończyków i ich nadbałtyckiej stolicy. Narratorem jest animowany człowieczek. Stoi na skraju zagonu nieopodal miejskich murów. Wspiera się na widłach, a na głowie ma kapelusz rybacki. W falującej brodzie baraszkują ryby. Szeroko otwartymi oczami spogląda na świat, ale w wydarzeniach uczestniczy raczej biernie. Tymczasem przez estońską ziemię przewalają się zbrojne zastępy Finów, Duńczyków, Niemców, Szwedów, Polaków, Rosjan… Zdobywają Tallin, zajmują miasto i port, ciągnąc zeń zyski. Po pewnym czasie opuszczają kraj – po dobroci lub ustępując przed siłą kolejnego sąsiada. Za każdym jednak razem miasto się rozrasta. Natomiast narrator swą niemal niezmienną pozycją manifestuje uległość i dystans do tego, co się dzieje.

Piotrowa spuścizna i kasyna
Co trzeci obywatel kraju żyje dziś w liczącym 400 tys. mieszkańców Tallinie. W naturalny sposób w mieście koncentrują się i polityka, i biznes, i codzienne życie Estończyków. W pałacu wzniesionym przez cara Piotra I dla carycy Katarzyny dziś rezyduje prezydent. Przed wejściem stoi dwóch wartowników, a nad budynkiem powiewa flaga, ale żadnych barierek, ostentacyjnie rozmieszczonych kamer i strzeżonych bramek nie ma. Na parkingu obok oficjalnych limuzyn staje samochód elektryka lub szkolny autobus. Po rozległym parku spacerują matki z dziećmi. Pod siedzibą głowy państwa panuje spokój. Podobnie jak w estońskiej polityce. Tylko pozazdrościć! W biznesie podobnie, choć akurat z tego Estończycy zadowoleni raczej nie są, bo stan taki oznacza zastój. Symptomatyczne są losy kasyn. Z 80 działających tu niegdyś przybytków pozostało zaledwie 15, a hazardowy interes goni w piętkę. Podobnie w porcie, a raczej dziesięciu portach, na jakie podzielono dawnego socjalistycznego molocha. Korzystała z niego głównie Rosja. Obecnie stosunki z mocarstwem nie są jednak najlepsze. Rosjanie omijają więc Tallin. Na pocieszenie dla Estoń-czyków – przez ich stolicę i krajowe drogi nie ciągną konwoje TIR-ów. Ruch na drogach jest niewielki i nie muszą naprawiać nawierzchni.

Pochwała fusion
Najwięcej dzieje się na peryferiach starego Tallina. Nieopodal prezydenckiej siedziby wznosi się nowoczesny gmach KUMU. Eesti Kunstimuuseum prezentuje głównie współczesną sztukę narodową. Ale prawdziwym hitem jest sam gmach, który w 2008 r. uzyskał tytuł Europejskiego Muzeum Roku zarówno za architekturę, jak i aranżację ekspozycji. Na centrum kulturalno-handlowo-usługowe zamieniono też usytuowany na peryferiach starówki dawny kompleks fabryczny. Tallin realizuje modny trend reprezentowany przez przez warszawską Fabrykę Trzciny i łódzką Manufakturę. Parafrazując zdanie dotyczące estońskiej kuchni, można powiedzieć, że kulturę tego kraju charakteryzuje wszystko, co najlepsze w obyczajach narodów, z którymi Estończycy stykali się przez wieki. Spokój Szwedów, zdrowy rozsądek Duńczyków, celowość Niemców i ufność Rosjan.

Na stole
Skojarzenie kultury z kuchnią jest nieprzypadkowe. Właśnie za stołem estońską mozaikowość widać najlepiej. Ryby z morza, jezior i rzek oraz płody lasów są podstawowymi składnikami potraw. Na ziołach zaś bazuje znany likier Vana Tallinn. „Estońskie gotowanie opiera się na klasycznych, stosowanych od wieków metodach – twierdzi Rene Uusmees, szef kuchni z topowej tallińskiej restauracji MEKK (Moodne Eesti Köögi Kunst – nowoczesna estońska sztuka kulinarna). Nie sposób jednak bazować tylko na lokalnych surowcach”. Dobre potrawy wymagają, podobnie jak codzienne życie, otwarcia umysłu na produkty z innych części świata. Stąd niezależnie od wszechobecnej w Estonii mody na ekologiczne produkty i pieczenie własnego chleba, w Tallinie – na stole i w kulturze w ogóle – króluje fusion.

INFO
www.tallinn2011.ee
www.tourism.tallinn.ee
www.turismiweb.ee
Ciekawe lokale gastronomiczne:
* KÖÖK (wysoce profesjonalna akademia kulinarna): www.kook.fi
* Nano House (kameralny lokal o wdzięcznym wystroju, prowadzony przez znaną modelkę i didżeja; tylko z rezerwacją): www.nanohouse.ee

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Świat. Podróże. Kultura.” w 2011 roku.