Dziki w Polsce w obliczu rzezi

Nie było ich na liście gatunków zagrożonych wyginięciem. To karygodne niedopatrzenie postanowili naprawić PiS-owscy politycy, wysyłając w styczniu b.r. członków polskich kół łowieckich na rzeź dzików.

Nasila się na szczęście społeczny protest przeciwko pomysłowi jaki narodził się w genialnym umyśle Głównego Lekarza Weterynarii i został skwapliwie zaaprobowany przez Zarząd Główny PZŁ. Pomysłodawca uzasadnia propozycję koniecznością zatrzymania choroby ASF (afrykańskiego pomoru świń), zakaźnej i nieuleczalnej, na jaką narażone są zarówno świnie hodowlane, jak i wolnożyjące dzikie świnie. Gorliwe władze PZŁ zapowiedziały już organizację tzw. wielkoobszarowych polowań na dziki w dniach 12-13, 19-20 i 26-27 stycznia 2019.

Z badań wynika, że zalecone antidotum nie wyleczy choroby. Zdaniem ekspertów WWF: „przestrzeganie zasad bioasekuracji zdziała więcej niż odstrzał dzików”.

 

„Stoimy na stanowisku, iż dla osiągnięcia celu, jakim jest zatrzymanie epidemii ASF w Polsce, należy pilnie porzucić pozorowane i kosztowne działanie, jakim jest masowy odstrzał dzików. Eksperci z Państwowego Instytutu Weterynarii w Puławach wskazują, że wszystkie nowe ogniska zarażenia wirusem trzody chlewnej w Polsce są wynikiem przenoszenia wirusa przez ludzi. Prawdziwą przyczyną rozwoju ASF w Polsce jest bowiem brak bioasekuracji i niewystarczająca kontrola sanitarna w branży trzody chlewnej. Raport NIK z 2017 r. wskazuje, że w Polsce program bioasekuracji w związku z ASF był źle przygotowany i nierzetelnie wdrażany: 74 proc. gospodarstw nie posiadało niezbędnych zabezpieczeń, program wdrażany był opieszale, a protokoły z kontroli weterynaryjnej – często fałszowane w celu stworzenia pozorów zabezpieczenia stad świń przed ASF. W efekcie choroba nie została zatrzymana i rozprzestrzenia się na kolejne województwa. W listopadzie 2017 r. wirus przekroczył linię Wisły.” – piszą polscy naukowcy, których 762 podpisy znalazły się pod otwartym listem w sprawie walki z ASF, skierowanym w dniu 9 stycznia do premiera, Mateusza Morawieckiego.

A następnie ostrzegają – „Obecnie wirus zagraża najbardziej dochodowym chlewniom w województwie wielkopolskim. Jeżeli kierowany przez Pana rząd nie podejmie skutecznych i zdecydowanych działań w celu zapewnienia najwyższych standardów bioasekuracji i nadzoru weterynaryjnego, będzie on bezpośrednio odpowiedzialny za załamanie się branży trzody chlewnej w Polsce. Tego problemu nie rozwiąże masowy odstrzał dzika.”.

 

Dzicza hekatomba nic nie da, tylko z naszych lasów znikną pożyteczne zwierzęta. Po absurdalnej wycince drzew w Puszczy Białowieskiej pod hasłem walki z kornikami, odstrzale żubrów oraz wołającej o pomstę do nieba dewastacji stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim, to kolejna, umotywowana chyba jedynie chęcią niesienia zagłady wszystkiemu co żyje, decyzja spod PiS-owskiego sztandaru. Na szczęście nie wszyscy się z nią zgadzają, również myśliwi. W kraju zostały nawet wystosowane dwie petycje obywatelskie z protestami w tej sprawie. Obie są dostępne w Internecie.


Pierwsza znajduje się na stronie Petycji Obywatelskich Avaaz. Jest skierowana do ministra środowiska Henryka Kowalczyka, i kiedy się z nią zetknąłem było już pod nią ponad 100 tysięcy podpisów (www.secure.avaaz.org). Jej treść jest następująca:
Nie dla masowego odstrzału dzików! 12 stycznia rozpocznie się wielkie polowanie.
   My, wrażliwi na los wszystkich zwierząt i środowiska, stanowczo sprzeciwiamy się eksterminacji dzików w polskich lasach przez Polski Związek Łowiecki w ramach „walki” z ASF (afrykański pomór świń). Planowany na styczeń odstrzał ma objąć ponad 200 tys. osobników, także tych zdrowych (w tym samice i warchlaki). W praktyce może dojść do odstrzelenia całej populacji.
   Myśliwi otrzymają ekwiwalent finansowy w wysokości kilkuset złotych za każde zwierzę. Wobec krytyki ze strony naukowców i braku jakichkolwiek dowodów potwierdzających, że masowe wybijanie tych zwierząt zredukuje w znaczący sposób ASF, żądamy natychmiastowej zmiany decyzji w tej sprawie. Konsekwencją tej skandalicznej akcji będą nieodwracalne skutki nie tylko dla tego gatunku w naszym regionie, ale i dla środowiska naturalnego na tym obszarze. Niech zwycięży rozsądek i nauka, a nie polityka i lobby myśliwskie!”.

W związku z akcją społeczną w obronie dzików, niezwykle aktualna stała się ikona wykonana dla bieszczadzkiego mikrobrowaru Ursa Maior (www.ursamaior.pl) jesienią 2018 roku w Jasielskiej Pracowni Ikon. Pracownię założyła w 2013 roku i prowadzi Marta Jamróg, absolwentka Małopolskiego Uniwersytetu Ludowego we Wzdowie (www.jasielskapracowniaikon.pl).

Obraz Marty Jamróg (Jasielskiej Pracowni Ikon) – fot. pochodzi z facebookowego fanpage’u Pracowni

 


Druga petycja jest skierowana do premiera, a jej autorzy – członkowie koalicji „Niech Żyją!”, poszerzają apel w sprawie wstrzymania odstrzału o żądanie dymisji ministrów: środowiska – Henryka Kowalczyka i rolnictwa – Jana Krzysztofa Ardanowskiego. Protest ma formę listu. Gdy go dziś (tj. 8 stycznia) podpisywałem należałem do grona 27 tysięcy obywateli RP. List (www.petycja.pracownia.org.pl) brzmi następująco:
Szanowny Panie Premierze,
apeluję do Pana o uratowanie polskiej przyrody i natychmiastowe wstrzymanie masowych polowań na dziki. Za haniebny pomysł eksterminacji gatunku żądam także dymisji ministra środowiska Henryka Kowalczyka i ministra rolnictwa Jana Ardanowskiego.
Podejmowane przez obu ministrów decyzje w zakresie walki z ASF przez masowy odstrzał dzików są skrajnie niemerytoryczne, sprzeczne z wiedzą naukową oraz z wynikami przeprowadzonych już odstrzałów.
   To pokazuje, że polowania na dziki motywowane są politycznie i nie mają nic wspólnego z rzeczywistą troską o losy rolnictwa w Polsce. Masakra dzików na polowaniach zbiorowych nie powstrzyma ASF, a wręcz może rozprzestrzenić wirusa dalej na zachód od Wisły. Problemem nie są bowiem dziki, ale człowiek – brak kontroli nad wdrażaniem programu bioasekuracji w Polsce oraz intensywne polowania zwiększające migrację zarażonych dzików i ryzyko roznoszenia wirusa przez myśliwych. W efekcie masowych polowań na dziki w latach 2015-2017 zabito już ponad 1 mln tych zwierząt. Wirus nie tylko nie został zatrzymany, ale przekroczył już linię Wisły.
   Nie zgadzam się na haniebną rzeź dzików!.

Ściągnięte z Facebooka

 


Jest także petycja w języku angielskim, zamieszczona na stronach organizacji Care2 Petitions (www.thepetitionsite.com):
Don’t allow for extinction of boars in Poland
Polish Ministry of Agriculture and Environmetal Protection has sentenced to death 
whole population of boars in Poland. Over 200 thousand are to be killed by the end of February.
The hunters are instructed to kill even pregnant sows and their off springs, including those
living on the areas of National Parks.
This regulation was issued under the pretext of the fight with the ASF virus. It is cruel, scientifically unjustified, totally ineffective and absurd action, but the Minister doesn’t listen to the voice of experts.
The extinction of the whole population would bring about serious and irreversible damages to the natural environment since boars contribute greatly to biodiversity of the ecosystems they live in.
Please add your name and stop this shameful slaughter!


Znalezione w Internecie 🙂

 


Wiadomo już, że masowe protesty odbędą się w dziczej sprawie w Warszawie – pod Sejmem przy pomniku AK we środę 9 stycznia o godz. 18:00. oraz w Krakowie, pod hasłem „Solidarni z dzikami” – w piątek 11 stycznia o godz. 17:00 na Rynku Głównym.
Pierwszy organizuje Partia Zielonych, drugi – Klub Gaja i Polskie Towarzystwo Etyczne. Warszawski protest obejmie także sprzeciw wobec kontrowersyjnej zgody na odstrzał żubrów na terenach Puszcz: Boreckiej i Knyszyńskiej. Media społecznościowe pękają w szwach od głosów protestu myślących i szanujących środowisko Polaków. A akcje w terenie podejmują organizacje proekologiczne i – spontanicznie – zwykli turyści.

 

Także znalezione w Internecie 🙂

 

Były premier, Włodzimierz Cimoszewicz, publikujący często na swoim facebook’owym profilu zdjęcia przyrodnicze, tak komentuje zapędy ministerialnych rzeźników: „Te dziki [był to komentarz pod konkretnym zdjęciem – przypis P.W.] nie mają szans. To prawda, że kilka lat temu dziki z Białorusi przyniosły ASF do Polski, ale od dawna to nie dziki ale ludzie przenoszą tę chorobę do regionów oddalonych od wschodniej granicy. Realne powstrzymanie epidemii jest możliwe tylko przez kilkuletnią likwidację hodowli trzody w dużej części Polski. Hodowcy powinni w tym czasie otrzymać wsparcie, należy ich też zachęcać do przynajmniej przejściowego zajęcia się czymś innym. Nie ma innej skutecznej metody, ale nie ma też odważnych, żeby to otwarcie powiedzieć. Zamiast tego postanowiono wystrzelać dziki. Powód jest prosty. One nie głosują w wyborach. Cena? Epidemia ASF pozostanie, straty w leśnym środowisku spowodowane brakiem dzików wprost trudne do oszacowania, zwłaszcza w lasach naturalnych”.

 

Oby piaseczyńskie „Dziki” Józefa Wilkonia nie pozostały jedynymi, jakie nasze dzieci mogą spotkać w plenerze!

Dziki Józefa Wilkonia w parku w Piasecznie, fot. Paweł Wroński

 


Przygotowany przez Partię Zielonych film o odstrzale dzików jest dostępny w sieci pod adresemwww.facebook.com

Pod hasłem ‘Teraz środowisko’, WWF naświetla problem ASF: www.teraz-srodowisko.pl

Artykuł w białostockim wydaniu Gazety Wyborczej, w którym zacytowany jest apel (w obronie dzików) myśliwego z Jarosławia do kolegów z PZŁ: www.bialystok.wyborcza.pl

List otwarty środowiska naukowego w sprawie redukcji populacji dzików (z 9 stycznia 2019 z podpisami 762 polskich naukowców!): www.naukadlaprzyrody.pl

Jak można pomóc dzikom, nie wychodząc z domu?: www.sonar.wyborcza.pl

U źródeł Borjomi, kaukaskiej wody

Borjomi, to obok wina i chinkali, jeden z rozpoznawanych na całym świecie symboli Gruzji. Tryskające w kurorcie wody zaleca się do picia przy problemach gastrycznych, a do kąpieli, by przeciwdziałać reumatyzmowi, czy chorobom skóry.

Zbawienne właściwości zdrowotne wód Borjomi znali już starożytni. Znalezione przez archeologów rzymskie wanny mogą jednak świadczyć o tym, iż raczej się w nich kąpano aniżeli rozkoszowano smakiem wody.

 

Woda mineralna Borjomi tryska spośród wulkanicznych skał ze źródła na wysokości około 2300 m (bije w rejonie pobliskiego ośrodka sportów zimowych – Bakuriani). Stamtąd transportowana jest rurociągiem do uzdrowiska Borjomi, gdzie się ją butelkuje. Produkcją zajmuje się firma IDS Borjomi Georgia (część koncernu IDS Borjomi International, największego producenta naturalnej wody mineralnej w WNP i krajach Bałtyckich).

 

Po zejściu starożytnego Rzymu z dziejowej sceny i tureckich najazdach w XVI wieku, powodujących spustoszenie i wyludnienie południowych terenów dzisiejszej Gruzji, wody jak i miejscowość Borjomi uległo zapomnieniu. Dopiero XIX stulecie przyniosło renesans zainteresowania walorami ukrytego wśród gór odcinka doliny rzeki Mtkvari (Kury), bo okolica zachwyciła Wielkiego Księcia Romanowa. W 1842 roku wzniesiono z jego rozkazu pierwszą na terenie Gruzji carską rezydencję, a towarzyszący księciu dworzanie, przyczynili się do wylansowania mody na wypoczynek w Borjomi. Pod koniec XIX stulecia, składem oraz właściwościami wód i mikroklimatu zainteresowali się naukowcy. Wyniki ich badań skłoniły carskich urzędników do przekształcenia miejscowości w uzdrowisko.

W tym domu, ispirowanym co do stylu architektury wzorami alpejskimi, w czasach świetności carskiego uzdrowiska, rezydował Mirza Riza Khan – ambasador Persji w Gruzji, fot. Paweł Wroński

W okresie międzywojennym w następnym stuleciu, rozpoczęto przemysłową eksploatację źródeł i zaczęto rozprowadzać wodę mineralną z Borjomi jako leczniczą. W czasach socjalistycznych kurort przeżywał oblężenie, ale nie rozwijano infrastruktury, więc po upadku ZSRR szybko opustoszał. Teraz szybko się odradza, kusząc parkiem ze źrółami i walorami tryskającej z nich wody. Wody z Borjomi zawierają związki siarki i nasycone są dwutlenkiem węgla. Gospodarze wykorzystują je do kuracji pitnych i kąpieli, a butelkowaną ze źródeł Borjomi, Likani i Waszlowani-Kwibisi eksportują do ponad 30 krajów.

 

Kurort leży w przełomie Kury, między pasmami gór Meskheti i Trialeti. Przyrodę regionu chroni się w granicach Parku Narodowego Borjomi-Kharagauli. Borjomi dzieli 160 km od Tbilisi, a 130 km od Kutaisi. 

 


Kurort Borjomi: www.georgianjournal.ge
Woda Borjomiwww.borjomi.com
Gastronomiczny przewodnik (Gastroguide) Borjomi: www.gastroguide.borjomi.com
Park Narodowy Borjomi-Kharagauli: www.borjomi-kharagauli-np.ge


Nissan XTerra, na trasie

10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, pożyczonym dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).

Czerwińsk nad Wisłą w Nowy Rok (2019)

To taka nasza ‘nowa świecka tradycja’ – wycieczka w Nowy Rok, gdzieś niedaleko – na bliskie Mazowsze. Na początek 2019 roku odwiedziliśmy z Edytą Czerwiński nad Wisłą.

Jest tam wspaniały, romański w zrębach zespół klasztorny. Jego pierwszych gospodarzy sprowadził biskup płocki Aleksander za panowania Bolesława Krzywoustego w 1124 roku. Upasożony przez mazowieckich Piastów klasztor, jest dziś w rękach salezjanów, którzy w 2023 roku będą obchodzić stulecie obecności w zabytkowym nadwiślańskim kompleksie.

 

Bazylikę wzniesiono jako dwuwieżowy kościół z kamienia w 1 połowie XII wieku. Została konsekrowana w 1161 roku. Mimo wielu przeróbek w okresie gotyku, renesansu i baroku, kościół zachował charakter romański; w latach 1903-1911 przeprowadzono gruntowną restaurację obiektu.

 

Historia kompleksu sięga roku 1155. Papież Hadriana IV zatwierdził budowę klasztoru dla kanoników regularnych (zakonu z benedyktyńskiego pnia). Hojnie obdarowywani przez książąt mazowieckich mnisi stali się wkrótce jednym z najpotężniejszych właścicieli feudalnych w nadwiślańskiej piastowskiej dzielnicy. Klasztor stał się słynny w związku z wydarzeniami w 1410 roku. Zatrzymał się w nim bowiem Jagiełło ciągnąc pod Grunwald, by się pomodlić wraz z wojskiem o powodzenie w wojnie z krzyżakami. Jak wiemy, to jemu Niebiosa sprzyjały. Śladem tych zdarzeń są szlify na romańskim portalu, jakie powstały gdy rycerstwo ostrzyło o nie ostrza mieczy.

 

Kanonicy regularni żyją zgodnie z Regułą św. Augustyna z Hippony, spisaną u schyłku IV stulecia. Praktykują posłuszeństwo, czystość i życie wspólne bez własności; są otwarci na wszelkie formy pracy w Kościele. 

Do Polski kanonicy regularni przybyli na przełomie XI i XII wieku. Powstały wówczas prepozytury m.in. w Trzemesznie, Czerwińsku nad Wisłą, we Wrocławiu – Kościół NMP na Piasku, Żaganiu, Kłodzku, Mstowie, Kaliszu. Trzeba jednak pamiętać, że do 1959 roku nie było jednolitego pod względem struktury zakonu kanoników regularnych; z reguły autorstwa św. Augustyna korzystały różne zgromadzenia.

 

Kolejnym powodem do chwały jest obraz Matki Boskiej Czerwińskiej uznany w w 1647 roku za cudowny. Przyczynił się do tego król Władysław IV, który modłił się tu wówczas o zdrowie. Odzyskawszy je pozostawił votum z napisem: „Bliski śmierci – otrzymał zdrowie”. Od niemal stu lat maryjnym sanktuarium opiekują się salezjanie. Od czasu do czasu, w scenerii jaką tworzą romańskie w zrębach mury klasztornego zespołu kręcone są filmy, choćby sceny do serialowej adaptacji powieści „Lalka”.

 

Obraz Matki Boskiej Czerwińskiej namalował Łukasz z Łowicza w 1612 roku na zlecenie kanoników regularnych laterańskich (zgromadzenia działającego formalnie od 1446 roku) – ówczesnych gospodarzy opactwa. Związki kanoników regularnych z kompleksem trwały do 1819 roku, kiedy to w zaborze rosyjskim dokonano kasaty zakonu. Równocześnie odebrano Czerwińskowi prawa miejskie.

 


Portal gminy Czerwińsk nad Wisłąwww.czerwinsk.pl
Kanonicy regularni laterańscy: www.kanonicy.pl
Reguła św. Augustyna: www.augustianie.pl
Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia: www.czerwinsk.salezjanie.pl
Salezjanie: www.salezjanie.pl

Świątynia i Centrum Opatrzności Bożej

Konstytucję majową uchwalił Sejm Wielki 3 maja 1791 roku. A dla uczczenia tego wydarzenia postanowiono wznieść świątynię dziękczynną. Realizacja deklaracji posłów uchwalonej 5 maja, nastąpiła dopiero 11 listopada 2016 roku. Na Nowym Wilanowie uroczyście zainaugurowano wówczas działalność Świątyni Opatrzności Bożej. Dwa lata później, w 100-lecie odzyskania niepodległości, wierni modlili się tam za pomyślność III Rzeczypospolitej.

Od deklaracji do jej realizacji inęło 225 lat! Dziejowe zawieruchy i postęp sprawiły, że w tak długim okresie, „testament” ojców historycznej polskiej konstytucji, nabierał wciąż nowych symbolicznych, w tym patriotycznych i niepodległościowych znaczeń, budząc także nierzadko ostre kontrowersje. Ostatecznie stanęła imponująca rozmachem i symboliką świątynia.

Wnętrze Świątyni Opatrzności Bożej na Nowym Wilanowie w Warszawie, fot. Paweł Wroński

Zamierzenie próbowano zrealizować jeszcze u progu epoki rozbiorowej. Dziękczynne votum za Konstytucję miało wtedy nosić nazwę „Świątyni Najwyższej Opatrzności”. A że stali za nim członkowie lóż masońskich pragnęli by było to otwarte dla wszystkich wyznań Rzeczypospolitej miejsce kultu. Pod auspicajmi króla powstało nawet wiele projektów, z których Stanisław August Poniatowski wybrał koncepcję centralnej budowli autorstwa Jakuba Kubickiego. Ba, z udziałem króla i wybitnych osobistości owych czasów wmurowano nawet w 1792 roku kamień wegielny, tam, gdzie dziś rozciągą się sąsiadujący z Łazienkami, Ogród Botaniczny UW. Kielnia i młotek używane podczas tej uroczystości znajdują się dziś w zbiorach Muzeum Czartoryskich w Krakowie. II Rozbiór Polski odsunął w czasie, a III całkowicie zniweczył ambitne plany.

Po odzyskaniu niepodległości, w 1921 roku wolą Sejmu Ustawodawczego powrócono do XVIII-wiecznej idei. Wyznaczono miejsce na Polu Mokotowskim i ogłoszono konkurs, z którego zwycięsko wyszedł projekt cenionego w międzywojniu architekta, Bohdana Pniewskiego. Przygotowanego w 1930 roku w duchu modernistycznym projektu świątyni nie udało się zrealizować bo wybuchła II wojna światowa.

Po raz trzeci do kwestii budowy Świątyni Opatrzności powracali w czasach komunistycznych prymasi August Hlond w 1946, Stefan Wyszyński w 1966 roku i Józef Glemp – po raz pierwszy w 1982 roku, proponując nawet przekształcenie w nią kościoła św. Aleksandra na Placu Trzech Krzyży.

Dopiero starania podjęte w 1989 roku uwieńczone zostały realizacją projektu, przygotowanego przez spółkę architektoniczną Wojciecha i Lecha Szymborskich. Ich koncepcja nawiązuje do idei przyświecających pomysłodawcom (za wyjątkiem ekumenicznego przesłania) oraz do powszechnej w katolickich budowalach skralnych symboliki Nieba i Ziemi. Rzut poziomy sprowadza się do prostych figur geometrycznych: koła – symbolu Nieba i Boga, kwadratu (lub prostokąta) – symbolu Ziemi, oraz krzyża – alegorii Chrystusa, którego duch łączy sacrum z profanum. Na kole i kwadracie opiera się także prototyp świątyni chrześcijańskiej opisany w Apokalipsie św. Jana. Koło i kwadrat na płaszczyźnie, a w przestrzeni sześcian i kula oraz ich wzajemne relacje konstytuują chrześcijańską świątynię. Sześcian nakryty półkulą to alegoria Niebios nad Ziemią.

 

Jak pisał na łamach „Gazety Wyborczej” Michał Wojtczuk w 2016 roku: „2 maja 1999 r. na terenie przeznaczonym pod budowę świątyni ustawiono i poświęcono krzyż. Trzy lata później wmurowano kamień węgielny. A właściwie trzy kamienie: z pierwszej budowy Świątyni Świętej Opatrzności Bożej z 1792 r., z warszawskiej katedry św. Jana Chrzciciela i z klasztoru w Częstochowie. Szukano jeszcze głazu, który został położony pod budowę świątyni w latach 30. Podobno klęczał na nim Tadeusz Kościuszko, kiedy modlił się przed bitwą pod Racławicami. Nie udało się go odnaleźć.”.

 

 

Świątynia Świętej Bożej Opatrzności została zaprojektowana na rzucie kwadratu, w który wpisano krzyż grecki (równoramienny) i rotundę (koło) nawy głównej. Nawę główną wytyczają filary ustawione po okręgu i zbiegające się w kopule. Układ pionowych filarów, rytm okien w tamburze rotundy i płaszczu kopuły jest konsekwentnym elementem wyrazu symbolizującym promienie Bożej Opatrzności. Światło wpadające przez zwornik kopuły i nawę główną do sepultorium (miejsce pochówku zasłużonych Polaków) to symbol Ducha Świętego. W bryle Świątyni na zamknięciu ramion krzyża zostały zaprojektowane cztery bramy – portale. Symbolizują one cztery drogi którymi Opatrzność prowadziła Polaków do wolności [Modlitwy, Cierpienia, Oręża i Kultury – przyp. P.W.].”.

 

Świątynia ma imponujące rozmiary – 75 m wysokości, a jej nawa o kolistej podstawie średnicę 68 m. Konstytuuje ją plan krzyża greckiego (równoramiennego) długości 84 m x 84 m. Posadzka nawy głównej liczy 1742 m² powierzchni, prezbiterium – 437 m². Pokrywają ją płyty z amerykańskiego marmuru Calacatta Lincoln. Pod posadzką natomiast ciągnie się sieć 11 km rur ogrzewania podpodłogowego. Posadzki w kaplicach bocznych wykonano z granitu strzegomskiego. W nawie głównej jest 1500 miejsc siedzących, a całe wnętrze może pomieścić 4 tys. wiernych. Wieść niesie, że koszty przedsięwzięcia przekroczyły 200 mln zł, przekraczając szokujące kwoty, jakie pochłonęło słynące z kiczowatych rozwiązań architektonicznych i dekoracji sanktuarium maryjne w Licheniu. 60 mln zł pochodziło z budżetu państwa (co zresztą wywowływało interpelacje poselskie, w związku z podejrzeniem, że z budżetu dofinansowuje się rzedsięwzięcie religijne, a to sprzeczne byłoby z konstytucją państwa świeckiego), resztę udało się zebrać od prywatnych darczyńców (od ponad 80 tys. osób prywatnych i firm). Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, najwięcej ofiarowała firma KGHM, która podarowała 30 ton miedzi na pokrycie kopuły i bram świątyni.

Zważywszy na kształt bryły oglądanej z zewnątrz, krytycy porównują gmach do „wyciskarki do cytryn”. Trzeba jednak przyznać, że żelbetowa konstrukcja wewnątrz sprawia lekkie i subtelne wrażenie. Nawa ma też znakomitą akustykę. Świątynia jest elementem Centrum Opatrzności Bożej, na które składa się także Muzeum Jana Pawła II i kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz usytuowany w podziemiach Panteon Wielkich Polaków – miejsce pochówku wybitnych osobistości (m.in.: ksiądz-poeta Jan Twardowski, Krzysztof Skubiszewski, pierwszy minister spraw zagranicznych III Rzeczypospolitej, Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent RP na uchodźstwie).

Szopka bożonarodzeniowa z 2018 roku w bocznej kaplicy Świątyni Opatrzności Bożej, fot. Paweł Wroński

Świątynia Opatrzności Bożej (strony parafii na tzw. Nowym Wilanowie)www.parafiaopatrznoscibozej.pl
Idea i symbolika w architekturze Świątyni Opatrzności Bożej: www.parafiaopatrznoscibozej.pl/aktualnosci/
Centrum Opatrzności Bożej (witryna kompleksu muzealno-religijnego): www.centrumopatrznosci.pl

Słynne Barolo, 20 lat później

Zwiedzałem słynne piemonckie miasteczko Barolo gdzieś u progu nowego tysiąclecia. Przywieziona z tamtejszej winoteki butelka czekała na okazję. W okresie świątecznym 2018 roku, postanowiliśmy spróbować owego wina, by wznieść nim toast za przyszłe lata z okazji skończenia osiemnastu przez mojego najmłodszego syna.

W rodzinnym gronie z 20-letnim Barolo w kieliszkach, fot. Paweł Wroński

Eksperyment potwierdził znaną prawidłowość, że wina lepiej smakować i cieszyć się nimi, aniżeli po prostu wypić. Doznań jest wtedy więcej: oczekwianie aż wino się otworzy po przelaniu do dekantera, rozkoszowanie się coraz bogatszym bukietem, i – oczywiście – zwykła radość, że się przez te 20 lat, które minęły od zabutelkowania, nie popsuło! A więc Mikiemu sto lat, a dla twórców Barolo – gratulacje!

Enoteca w Barolo mieści się w murach zamku z XI wieku (obiekt znajduje się na liście UNESCO), położonego zaledwie 5 km od słynnego piemonckiego miasteczka Alba. Enoteka działa tam od 1967 roku, gromadząc wyroby winiarskie z regionu.

Do Barolo ściągają ludzie z całego świata, by nabyć butelki słynnego wina i czekać na jakąś szczególną okazję – np. rocznicę urodzin, czy szlachetne gody. Bo wina wyrabiane w okolicach Alba w regionie wyznaczonym łagodnymi wałami wzgórz z winnicami – Langa, z winorośli nebbiolo (nebbia to po włosku mgła) mogą leżeć i czekać na otwarcie nawet 60 lat.

Oczywiście oczekiwanie wiąże się z ryzykiem, że po otwarciu wino okaże się… korkowe (choroba korkowa – TCA, sprawia, że nie poczujemy ani aromatu ani smaku wina), i nie będzie się nadawało do picia. Statystycznie – na szczęście – wypadki takie stanowią zaledwie 2-10% win zamkniętych naturalnym korkiem. My, po 20 latach od zabutelkowania, zmieściliśmy się w tych 90-98% szczęśliwych.

Barolo, po 20 latach od zabutelkowania zachwyca brązową barwą i bogatym bukietem, fot. Paweł Wroński

 


Enoteka na zamku w Barolo (Il Castello di Grinzane Cavour e L’Enoteca Regionale Piemontese Cavour): www.castellogrinzane.com
Skąd się biorą wina korkowe: www.ms-sommelier.pl

Zamiast tradycyjnych lukrów, czy polew

Czas Świąt, okolice Nowego Roku, a później karnawał kojarzą się z przygotowywaniem smakołyków. Oto pomysł na domowej roboty pastę – dodatek do ciast albo galaretek.

Podstawą przepisu są daktyle i banany. Miesza się je potem z avocado i odrobiną mleka – wedle uznania: sojowego, kokosowego albo – jeśli nie hołdujemy modnym receptom na zdrowie – zwykłego. Można też dodać trochę masła orzechowego, rodzynki i inne dodatki – wedle życzenia. Możliwości kompozycyjne są w zasadzie nieograniczone. Tak natomiast, jak na załączonym filmie wygląda to w wydaniu Edyty. Smacznego!

Warszawskie szopki bożonarodzeniowe

Po małym szopkowym rajdzie w pierwszy dzień Świąt, byliśmy nieco rozczarowani.

Niespodzianki nie było. U kapucynów, postacie z historii polskiego katolicyzmu kręcą się jak co roku. W katedrze są odwołania patriotyczne. Vis a vis kościoła garnizonowego uwagę dzieci przykuwają żywe baranki. Na Placu Szembeka, pomiędzy mszami, kościół był…  zamknięty.

Kreatywna szopka w kościele św. Anny przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, fot. Paweł Wroński

We wszystkich niemal odwiedzonych przez nas z Edytą świątyniach dominowały plastikowe Chrystusiki.

Trafiliśmy jednak na szopkę, której twórcy błysnęli kreatywnością – w kościele akademickim, czyli u św. Anny. I ta nam się najbardziej podobała. Niewykluczone, że także z powodu ciepłego skojarzenia z Jordankiem, w którym na zajęciach plastycznych z dziećmi szary papier do pakowania służy nader często za podstawowe tworzywo najprzeróżniejszych dekoracji. Grota u św. Anny była zrobiona właśnie z takiego papieru – skromnie, tanio, pomysłowo, efektownie!

 

Tradycja budowania bożonarodzeniowych szopek narodziła się w średniowieczu. Za inicjatora pierwszej uchodzi św. Franciszek z Asyżu, który w grudniu 1223 roku stworzył w Greccio (we włoskiej prowincji Rieti, w Umbrii) instalację, przedstawiającą wnętrze betlejemskiej stajenki. Jego towarzysze wcielili się w biblijne postacie, towarzyszyły im żywe zwierzęta.

W dzisiejszym Greccio w okresie świątecznym prezentowana jest wystawa szopek bożonarodzeniowych, pochodzących z różnych zakątków Italii. Na miejscu, gdzie w 1223 roku św. Franciszek zainscenizował pierwszą na świecie żywą szopkę bożonarodzeniową, znajduje się klasztor-sanktuarium, przypominający o tym historycznym ‘Betlejem’ (www.franciszkanie.pl).

 

Szopki szybko zyskały popularność i były naśladowane zarówno w wersji żywej z aktorami, jak i w formie instalacji. Jako ludowe przedstawienia świąteczne zyskały w Polsce miano jasełek i trafiły do wiejskich parafii dawnej Polski. We wnętrzach kościołów katolickich zagościły także na stałe, a odnogą tej tradycji jest konkurs małopolskich szopek organizowany w Krakowie, do którego co roku stają liczni twórcy ludowi.

Z czasem, obok akcentów stricte religijnych, w szopkach zaczęły się pojawiać nawiązania  do aktualnej sytuacji i – ku pokrzepieniu serc – do historii. Do tej właśnie tradycji nawiązuje szopka u kapucynów przy Miodowej w Warszawie. Kapucyni wywodzą się jako zakon z pnia franciszkańskiego, a ich świątynia i klasztor przy Miodowej były pierwszymi obiektami sakralnymi odbudowanymi po II wojnie światowej w stolicy, w 1946 roku. Wtedy też narodził się pomysł stworzenia szopki zrealizowany przez braci 3 lata później.

 

W 2019 roku ruchoma szopka u kapucynów będzie obchodzić 70-lecie.

 

Szopka przy kościele klasztornym kapucynów (Miodowa 13 w Warszawie), jest uruchamiana każdego roku w dniu 25 grudnia – w dzień Uroczystości Narodzenia Pańskiego , czyli mówiąc bardziej świeckim językiem – w pierwszy dzień Świąt.


Ruchoma szopka u kapucynów przy ul. Miodowej w stolicywww.kapucyni.warszawa.pl
Sanktuarium w Greccio w Umbrii: www.umbriafrancescosways.eu

Radonie, czyli dwór szczęśliwy

W II Rzeczypospolitej istniało około 16 tysięcy szlacheckich dworów. Do naszych czasów dotrwało zaledwie kilkaset, w większości – niestety – nadal zrujnowanych.

Dwór w Radoniach pochodzi z 1842 roku. Wzniósł go Piotr Folkierski, który założył ceniony później w majątku ceniony szeroko browar, fot. Paweł Wroński

Takim dramatycznym zestawieniem rozpoczyna się opis historii dworu w Radoniach nieopodal Grodziska Mazowieckiego. Dworu, który – co tu dużo mówić – miał sczęście, bo w 2005 roku tę historyczną ruinę nabyli ludzie, którzy przywrócili zabytek do życia.

W spisanej przez współczesnych właścicieli hitorii dworu czytamy m.in. ustęp poświęcony Piotrowi Folkierskiemu, do którego należał majątek i dwór w Radoniu w połowie XIX wieku: „Czas administracji Piotra Folkierskiego to czas rozkwitu Radoń. Wieś składa się wówczas z 18 domów i liczy 183 mieszkańców, a powierzchnia ziem w majątku wynosi 526 mórg – z czego ponad 70% to grunty orne. Powstaje osada fabryczna i młynarska z wiatrakiem oraz browar produkujący licencjonowane piwo bawarskie. W latach 1880-tych produkcja wynosi 17 000 wiader piwa, a obroty około 20 000 rubli.”.

Przedświąteczny kiermasz w dworze w Radoniach, fot. Paweł Wroński

Odgrzebują historię obiektu, gospodarze dzielą się nią w sieci, podobnie zresztą jak wnętrzami, w których na codzień działa stworzone przez nich Muzeum Historii Lokalnej. Okazjonalnie zaś organizują różnorodne imprezy. My, trafiliśmy tam, szukając ciekawych drobiazgów, bo w dworskich wnętrzach, gospodarze zorganizowali, zresztą już po raz czwarty, kiermasz przedświąteczny. Były wyroby artystyczne i domowej roboty smakołyki. Uczestnikami byli głównie artyści i wytwórczy produktów spożywczych z okolicy, ale do dworu zjechali nawet z odległego przecież Beskidu Niskiego, właściciele gospodarstwa agroturystycznego „Farfurnia” z Zawadki Rymanowskiej, by wystawić na sprzedaż swoje ceramiczne wyroby.

W Radoniach, 16 grudnia 2018, fot. Paweł Wroński

Nam spodobała się ceramika z pracowni „Mamula”, piernik lukrowany i nalewka na śliwkach. Przede wszystkim jednak zachwycił nas sam dwór, pięknie wybielony, otoczony parkiem ze stawami. Akurat sypnął pierwszy tej zimy poważniejszy śnieg. Tym bardziej więc dwór w Radoniach tchnął ciepłem i życiem.

Dziś trudno uwierzyć, że w 1998 roku w książce o dworach powiatu grodziskiego „Domy i Ludzie”, Marek Cabanowski tak opisywał radoński zabytek: Za każdą moją kolejną wizytą stopień dewastacji tej rezydencji był coraz większy. Dzisiaj okoliczni mieszkańcy wyłupują cegły ze ścian nośnych i rozbierają drewniane gonty na opał. Myślę, że obecne zniszczenia są nieodwracalne i pałacu nie da się już odbudować.” Wbrew jego pesymizmowi – udało się. „Nić tradycji snuje się dalej na kołowrotku teraźniejszości”.


Dwór w Radoniach (m.in. historia obiektu od czasu budowy czyli 1842 roku do czasu remontu obiektu w 2010): www.radoniedwor.pl

Choinka z Niemiec, od św. Bonifacego

Choinka, którą powszechnie stroimy na święta przywędrowała do nas z zachodu, konkretnie z Niemiec. I to, dopiero, w XIX wieku.

Św. Bonifacy na starej rycinie, fot. z portalu: stacja7.pl

Ideę upamiętniania drzewkiem przyjścia Chrystusa (na świat), przypisuje się św. Bonifacemu. To postać historyczna, wyniesiona przez Kościół na ołtarze za gorliwość w szerzeniu wiary wśród germańskich plemion i męczeńską śmierć jaką zakończyła się jego apostolska misja w VIII wieku. Bonifacy kazał ścinać stare drzewa poświęcone pogańskim bóstwom, aby pokazać ich wyznawcom, że dawni bogowie nie mają sił, by obronić leśne gontyny przed ‚prawdziwym’ Bogiem. Dziś, serce się kraje na myśl, że pod siekierami gorliwców padały potężne dębowe pnie, bo te właśnie drzewa, zarówno Germanie, jak i my – Słowianie, najczęściej poświęcaliśmy w dawnych czasach bogom.

Podczas jednej z takich akcji, gdy usunięto z wyrębu dębowe pnie, wystrzeliła ku niebu mała jodełka (Tannenbaum). Dzięki swej elastyczności nie złamała się pod ciężarem wiekowego sąsiada. Wskazał ją Bonifacy i powiedział, że to właśnie drzewko powinno przypominać przyjście Chrystusa na świat. Jezus bowiem, niczym ta drobna jodełka, nigdy nie ugiął się przed wielkim złem i nie dał złamać, znosząc nieludzkie tortury, a wreszcie – ukrzyżowany – zmartwychwstał.

W XVI-wiecznych kazaniach z terenów współczesnego pogranicza Francji i Niemiec pojawiły się wzmianki świadczące o tym, że idea Bonifacego urzeczywistniła się. Do Polski, zwyczaj przystrajania drzewka (jodełki bądź świerka), dotarł w okresie zaborów. Najpierw zadomowił się na terenach Prus i Austrii, potem poszerzył na zabór rosyjski. Podobną drogą dotarły do nas adwentowe wieńce i kalendarze, a wreszcie szklane bombki, których narodziny także miały miejsce w XIX-wiecznych Niemczech.

Adwentowe wieńce wywodzą się z tradycji protestanckiej, w związku z czym są dziś popularne przede wszystkim w krajach niemieckojęzycznych. Mają krótką historię sięgającą XIX wieku. Fot.: Paweł Wroński

Z czasem choinki wyrugowały słomiane pająki, zielone gałązki, czy jemiołę. Dopiero teraz w związku z zataczającym coraz szersze kręgi pro-ekologicznym myśleniem, żywe drzewka zastępują pomysłowe instalacje, wykonane najczęściej z materiałów nadających się do recyklingu.

Alternatywna choinka z drzwi w jednej z jordankowych sal, fot. Paweł Wroński

Takich właśnie dobrych pomysłów, życzyć wszystkim wypada.

Inaczej bowiem, można podzielić los św. Bonifacego i jego 52 towarzyszy, których Germanie pozabijali, wyraźnie ceniąc wyżej stare drzewa niż chrześcijańską doktrynę.

Tylko, że w naszych czasach, masowa wycinka drzew, doprowadzi do katastrofy ekologicznej, której nie będzie już miał kto nazwać męczeństwem.

Choinki niech rosną w spokoju, fot. Paweł Wroński

Kreatywne, alternatywne choinkina przykład, tutaj: www.styl.fm

Słowackie jarmarki bożonarodzeniowe

Jarmarki świąteczne rozpowszechniły się wzorem krajów niemieckojęzycznych w całej niemal Europie. Dodają więc także uroku miastom i miasteczkom Słowacji, bo na ich malowniczych starówkach wyrastają emanujące ciepłem stragany ze smakołykami i upominkami rzemieślniczej oraz artystycznej roboty.

Vianočné trhy, jak je nazywają nasi południowi sąsiedzi, sięgają genezą XIV-XV wieku, a więc czasów gdy Słowacja jako Górne Węgry tkwiła już głęboko w sferze kulturowych wpływów niemieckojęzycznej Europy. Najhuczniejsze ze współczesnych odbywają się w Bańskiej Bystrzycy, Bratysławie, Koszycach, Nitrze, Preszowie, Trnawie i Żylinie. Do ciekawszych zalicza się także jarmark w Pesztianach (Piešťany) – uroczym zdroju z termalnym kąpieliskiem. Na Słowacji rzecz jasna, jarmarków jest znacznie więcej. Od kilku lat, w dniu 12 grudnia, o godzinie 18:00, wszystkie miejscowości w kraju, w których są organizowane, przyłączają się do ogólnokrajowej akcji „Słowacja śpiewa kolędy”.

Z noworocznym akcentem w Bańskiej Bystrzycy
Miasto o górniczych tradycjach w sercu Słowacji zaprasza na świąteczne zakupy i degustacje regionalnych specjałów od 29 listopada 2018 do 2 stycznia 2019 roku, z tym, że stragany z ozdobami choinkowymi pojawią się dopiero 6 grudnia, kończąc działalność w przedświąteczną sobotę. Dzień 6 grudnia będzie bodaj najbogatszy, jeśli chodzi o różnorodne wydarzenia. Zapłoną wówczas lampki na miejskiej choince i pojawi się św. Mikołaj na saniach pobrzękujących dzwoneczkami. Od tego też dnia inscenizowane będą świąteczne bajki i uruchomiona zostanie żywa szopka – živý Betlehem, jak mówią Słowacy. W trakcie jarmarku, burmistrz Bańskiej Bystrzycy będzie serwować rozgrzewający poncz, przeznaczając uzyskane dochody na cele charytatywne. Barwnym uzupełnieniem programu będzie parada z lampionami, zaś kontynuacja jarmarku po Świętach Bożego Narodzenia stanie się zapowiedzią karnawału. W Sylwestra bowiem, główne miejskie place – SNP (Słowackiego Powstania Narodowego) oraz Štefana Moyzesa zamienią się w balowe sale. Powitanie Nowego Roku i zakończenie jarmarku uświetnią barwne pokazy sztucznych ogni.

Nieco konkurencyjnie w największych miastach
Z metropolią zachodniej Słowacji, a zarazem stolicą kraju – Bratysławą, w naturalny sposób konkurują Koszyce. Metropolia wschodniej Słowacji szczyci się bowiem bogatą, sięgającą średniowiecza historią, współcześnie natomiast – najdłuższą w kraju ulicą zamkniętą dla ruchu samochodowego. Hlavná ulica tworzy dzięki temu atrakcyjny miejski deptak. W Bratysławie na gości będzie czekać w tym roku 100 straganów rozrzuconych po zaułkach starego miasta. Najdłużej czynne będą stoiska na Głównym Rynku (Hlavné námestie) – od 23 listopada do 22 grudnia. Niczym sygnał do rozpoczęcia świątecznego jarmarku, na wystawionej tam, najwyższej w kraju, 30-metrowej choince zapłoną kolorowe lampki. Hlavná ulica w Koszycach zamieni się także w iście bajkową krainę, dzięki ciepłemu oświetleniu i bogatym dekoracjom. Atmosferę podgrzeją dodatkowo Burmistrzowski poncz (Primátorský punč) i Anielski kapuśniak(Anjelská kapustnica), serwowane na rozstawionych wzdłuż koszyckiego deptaku straganach. Największy jarmark we wschodniej Słowacji rozpocznie się 5 grudnia 2018 roku, z zakończy 6 stycznia 2019. Zwyczajowo – sprzedawcy będą mieć przerwę od 23 do 26 grudnia, aby i oni mogli cieszyć się świętami w rodzinnym gronie.

Ekologicznie w Trnawie
Trnawa leży zaledwie 45 km na wschód od Bratysławy, u stóp Małych Karpat. Szczyci się tym, że jako pierwsza na terytorium Słowacji, otrzymała prawa miejskie – w 1238 roku, za panowania Beli IV. Ba, w1635 roku powstał nawet w Trnawie uniwersytet, który jednak podupadł, a po odnowieniu przywileju, w 1777 roku przeniesiono go do Budy. Dziś, zamieszkałe przez niespełna 70 tys. mieszkańców miasto wyznacza przeciwległy w stosunku do Bratysławy, kraniec największego regionu winiarskiego, a zarazem żyznego, rolniczego zaplecza stolicy Słowacji. Z tych zapewne powodów, w Trnawie stawia się mocno na ekologię. Konsekwentnie – wszystkie potrawy oraz napoje podczas jarmarku będą serwowane w biodegradowalnych naczyniach. Stragany w Trnawie rozgoszczą się w trzech skupiskach: na Placu Świętej Trójcy (Trojičné námestie), wzdłuż Głównej ulicy (Hlavná ulica) oraz na Placu św. Mikołaja (Námestie sv. Mikuláša). Jarmark rozpocznie się 30 listopada, a zakończy – 22 grudnia 2018 roku.


Tekst publikowany na łamach magazynu „Świat Podróże Kultura” (www.magazynswiat.pl), w zeszycie „Zima 2018/19”, pod tytułem: „Słowacja w adwencie”

Narodowe Centrum Turystyki Słowackiej w Polsce (Boże Narodzenie i Sylwester): www.slovakia.travel

Przedświątecznie, multikulti w PROM-ie

Skrawek Polski, okolice Białegostoku, to niezwykły etniczno-religijny tygiel, w którym splatają się różnorodne wpływy, znajdując wciąż żywy wyraz w kulturze regionu.

Karolina Cicha w PROM-ie, fot. Paweł Wroński

Fascynacja spuścizną dawnej Polski, która w tym zakątku kraju jest wciąż żywa doprowadziło do nagrania płyty zatytułowanej „Jeden – Wiele”. Jak czytamy we wprowadzeniu na okładce krążka: „Wspólną cechą pieśni tu zebranych jest chwalba. Chwalba cicha, chwalba gwałtowna, chwalba skierowana na zewnątrz i do wewnątrz, mierzenie się człowieka z Sacrum, wyjście poza rzeczywistość świata przyrodzonego i próba ułożenia swojej relacji ze światem nadprzyrodzonym”.

Jako ilustracja i zachęta do słuchania płyty – nagranie z koncertu promującego krążek, jaki odbył się 9 grudnia 2018 roku w PROM-ie na Saskiej Kępie w Warszawie. A ponieważ to czas przedświąteczny – pieśń chrześcijańska „Kiedy ranne wstają zorze”, śpiewana także podczas szabasu przez Żydów na zapożyczoną od katolików melodię, pod tytułem „Lecha dodi” (co znaczy po hebrajsku (לכה דודי): „Przybywaj oblubienico”). Słowa XVIII-wiecznego poety Franciszka Karpińskiego, muzyka nieznanego z nazwiska kompozytora (na płycie przypisana błędnie Stanisławowi Moniuszce; w portalu staremelodie.pl jako autora muzyki podano Karola Kurpińskiego); pierwsze wykonanie pieśni miało miejsce w białostockiej farze w 1792 roku; na płycie oraz na koncercie grają i śpiewają: Karolina Cicha, Elżbieta Rojek, Karolina Matuszkiewicz i Mateusz Szemraj.

Słowa pieśni (za twórcami płyty „Jeden – Wiele”):

Kiedy ranne wstają zorze
Tobie ziemia, Tobie morze
Tobie śpiewa żywioł wszelki
Bądź pochwalon, Boże wielki.

A człowiek, który bez miary,
Obsypany Twémi dary,
Coś go stworzył i ocalił,
A czemużby Cię nie chwalił?

Ledwie oczy przetrzeć zdołam,
Wnet do mego Pana wołam,
Do mego Boga na Niebie,
I szukam Go wkoło siebie.

Wielu snem śmierci upadli,
Co się wczoraj spać pokładli,
My się jeszcze obudzili,
Byśmy Cię, Boże, chwalili.

W portalu www.staremelodie.pl cytowana jest jeszcze jedna zwrotka:

Boże, w Trójcy niepojęty,
Ojcze, Synu, Duchu święty, 
Tobie chwałę oddajemy, 
Byś nas poświęcił prosiémy.


www.karolinacicha.eu

Karolina Cicha w PROM-ie, z płytą „Jeden – Wiele”,  fot. Paweł Wroński

GRE i jubileusz „Skarbnicy Sztuki”

Pierwszą rocznicę działalności Fundacji „Skarbnica Sztuki” uświetnił wernisaż wystawy malarstwa Zbigniewa Gręziaka. Wystawa jego prac była 9. zorganizowaną w tak krótkim czasie przez Fundację Ewy i Pawła Boguta w Galerii przy Działdowskiej 8A w Warszawie.

Autor zaprezentowanych obrazów jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Opracował autorską technikę oleju drapanego. Ma na koncie stworzenie Eliptosfery – obrazu otaczającego widza ze wszystkich stron. Ten aspekt jego twórczości przypomniała obecna na wernisażu, pani Danuta Węgrowska, która w latach 90. pełniła funkcję Naczelnika Wydziału Kultury w dzielnicy Warszawa-Wola.

Artysta nie pozostaje obojętny wobec otaczającej go rzeczywistości. Ba, komentując ją, nader często odnosi się do różnych zjawisk krytycznie. Widać to wyraźnie w dziełach takich jak: „Martwa natura z granatami”, „Propaganda”, „Zamiast skóry niedźwiedzia”. Zazwyczaj jednak, pozwala widzom szerokie pole do interpretacji, określając swoje obrazy mianem „Bez tytułu”.

Na wystawie w Galerii „Skarbnicy Sztuki”, Zbigniew Gręziak pokazał prace z lat 2015-2018, po raz pierwszy publicznie. „Tą wysatwą dodaję do mojej pracy nowe tematy – jestem na służbie. Na służbie, próbując skomentować rzeczywistość. Dlaczego? Bo rzeczywistość kąsa i nie pozwala koncentrować się na abstrakcji” – czytamy w wydanym przez Fundację katalogu słowa, którymi malarz podsumowuje swój aktualny dorobek.


Fundacja „Skarbnica Sztuki” w Interneciewww.skarbnicasztuki.com oraz fanpage: www.facebook.com

 

Resume prezentacji Frygii (Turcja)

Poniższe slajdowisko jest ulepszoną wersją 7-minutowej fotograficznej wyczieczki po Frygii, a jednocześnie skrótem mojego opowiadania o regionie.

Prelekcja odbyła się w Sali Adama Mickiewicza w PKiN, 24 listopada 2018 w ostatnim dniu tegorocznych targów turystycznych TT Warsaw.

Poklatkowe animacje dzieci z Jordanka

Nie trzeba wcale filmowego studio, żeby się dobrze bawić. Poklatkowe animacje stworzyły dzieci, uczestniczące w warsztatach teatralnych w OPP1 Jordanek.

Sfotografowałem kolejne sceny iPhonem SE i złożyłem online’owym gifmakerem. Efekt? Jak niżej! Jeśli bardziej pomysłowo zaaranżujemy nasze jordankowe „studio filmowe”, zabawa „w animowane kino” będzie jeszcze lepsza.

Najdojrzalsza, jak dotąd, animacja powstała tuż przed Świętami. Wykonanie postaci, scenariusz i reżyseria : Maja, tym razem z asystentkami: Patrycją i Leną. Temat: jordankowo… świąteczny 🙂


OPP1 „Jordanek”: www.opp1.waw.pl

Warszawa i 10. rocznica hejnału

W dniu 22 listopada 2018, podczas uroczystego posiedzenia nowej Rady Warszawy, zaprzysiężono Rafała Trzaskowskiego na Prezydenta m.st. Warszawy. Został wybrany niemal pół milionem głosów mieszakńców stolicy!

Z tej okazji hejnał miasta. Melodię tę słyszymy każdego dnia o godz. 11:15 z wieży Zamku Królewskiego w Warszawie.

11:15 to symboliczny moment, bo w efekcie ostrzału niemieckiej artylerii, 17 września 1939 roku, o tej właśnie godzinie zegar na zamkowej wieży się zatrzymał. Tego dnia na miasto spadło około pięciu tysięcy pocisków! A był to tragiczny i trudny czas zarówno w dziejach kraju, jak i jego stolicy, ponieważ tego dnia, napadła na Polskę Armia Czerwona. Rosyjskiego ataku nie można nazwać inaczej niż napaścią, bo nastąpił bez wypowiedzenia wojny.

Kwadrans wcześniej, przed zatrzymaniem wskazówek zegara, o godzinie 11:00 Zamek Królewski stanął w płomieniach. Pełną dramatyzmu akcję ratunkową uwiecznili wówczas polscy filmowcy na osobiste zlecenie prezydenta stolicy, Stefana Starzyńskiego. Zniszczenia były ogromne, ale sojusznicy nie udzielili Polsce wsparcia, mimo, że w radiowym przemówieniu Starzyński apelował: Te ruiny i zgliszcza Warszawy uprawniają mnie dzisiaj, abym w imieniu tej ludności zwrócił się do rządów wielkiej Brytanii i Francji z zapytaniem – kiedy udzielą takiej pomocy Polsce, która pozwoli na odsunięcie czy przeciwdziałanie tym barbarzyńskim metodom, jakie są do nas stosowane”.

W 1944 roku, pod koniec trwającego 2 miesiące powstania warszawskiego, hitlerowcy wysadzili w powietrze zrujnowany w początkowej fazie wojny Zamek Królewski – symbol niepodległości Polski.

*

U schyłku XX wieku o warszawski hejnał zabiegał przez niemal dekadę Henryk Łagodzki, nieżyjący już żołnierz Armii Krajowej i powstaniec warszawski ze zgrupowania Chrobry II.  Jego starania uwieńczone zostały sukcesem. W 2008 roku postanowiono bowiem, że hejnał stołeczny będzie codziennie odgrywany na pamiątkę tamtych wydarzeń. Melodię granego przez trębacza hejnału, w 1995 roku, kompozytor – profesor Zbigniew Bagiński z warszawskiej Akademii Muzycznej – oparł na motywach „Warszawianki” i „Marszu Mokotowa”.

 

Hejnał odgrywany jest na trzy strony świata, z pominięciem wschodniej. Nie jest to jednak żaden symboliczny gest. Dzieje się tak z prozaicznego powodu. Mianowicie, wieża zegarowa Zamku Królewskiego ma tylko trzy okna. Symboliczny jest natomiast trójdzielny układ kompozycji, który – zgodnie z intencją kompozytora, nawiązuje do historycznych wartości patriotycznych, wyrażanych słowami: „Bóg – Honor – Ojczyzna”.

 

Korzystając z okazji, nowemu Prezydentowi m.st. Warszawy, Rafałowi Trzaskowskiemu życzę, żeby jego prezydentura rozpoczynająca się w szczególnym roku, bo jubileuszowym – 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, 100-lecie nadania prawa wyborczego (czynnego i biernego), kobietom (w czym wyprzedziliśmy o bez małą dwie dekady Francję – kolebkę feminizmu) oraz 10-lecia odgrywania hejnału w stolicy, zapisała się w dziejach miasta i kraju chwalebnie!

 

 


O wprowadzeniu hejnału w 2008 roku w oficjalnym portalu stolicywww.um.warszawa.pl

Sto lat temu Polki uzyskały prawa wyborcze. „Ruch ten nowy witamy ze szczerą radością” / artykuł pod takim tytułem, w portalu: www.wiadomosci.gazeta.pl