Oblicza Torunia – sport i sztuka

Z pewnością wszyscy wiecie, że Toruń jest miastem Kopernika i szczyci się tysiącem budowli z gotyckiej cegły. Ale czy fascynacja przeszłością nie przesłania nam atutów współczesnych? Przecież Toruń żyje! Jest miastem sportu i kultury – wystaw i festiwali!

Miasto sportu
W grudniu 2018 roku toruńska delegacja odebrała w Parlamencie Europejskim w Brukseli flagę Europejskiego Miasta Sportu 2019. Jako piąte w Polsce, miasto dołączyło do grona wyróżnionych tym tytułem przez European Capitals and Cities of Sport Federation (ACES Europe). Międzynarodowa komisja doceniła bogatą infrastrukturę sportową, na którą składają się: Toruński Ośrodek Sportu, Przystań Toruń, Centrum Sportowo-Rekreacyjne, Stadion Miejski (lekkoatletyczny i piłkarski) im. Grzegorza Duneckiego oraz Motoarena Toruń imienia Mariana Rosego. Ostatni obiekt obchodzi w tym roku jubileusz 10-lecia. Nawiązuje do bogatych toruńskich tradycji żużla, sięgających lat 30. XX wieku, a obecnie jest jedną z najnowocześniejszych aren żużlowych na świecie. Wszystko za sprawą wyjątkowego toru wyścigowego, przy którego konstruowaniu udzielały się takie znakomitości czarnego sportu jak Ole Olsen czy Per Jonsson. Niepowtarzalny owal długości 325 m o nachyleniu 4% na prostych i 7% na łukach, umożliwia zawodnikom uzyskiwanie niebywałych wyników. Póki co, rekord toru należy do członka miejscowej drużyny Get Well Toruń, Jacka Holdera. W 2017 roku osiągnął on czas 56,50 sek. Emocje fanów sięgają zenitu – to i kiedy uzyska lepszy czas? Szczególna okazja nadarzy się w tym roku, 27 lipca. Na toruńskiej arenie rozegrana zostanie wtedy jedna z czterech finałowych rund Speedway Euro Championship. Spośród uczestników tych zawodów wyłoniony zostanie mistrz kontynentu w czarnym sporcie. Kibice żużla mogą już szykować się na wielkie widowisko, zaledwie 6 km od toruńskiej starówki!
www.speedway.torun.pl

Żużel na Motoarenie w Toruniu (zdjęcie pochodzi z serwisu sportowego TV)

Miasto sztuki
Prawdziwą ucztę dla zmysłów zapowiadają organizatorzy wydarzenia z innego niż sport bieguna. Od 8 marca do 11 sierpnia 2019 roku, Toruń będzie gościć wybitną przedstawicielkę sztuki współczesnej, ikonę performansu, Marinę Abramović. Jej wystawa DO CZYSTA / THE CLEANER jest etapem europejskiego tournée artystki, zorganizowanego przez Moderna Museet ze Sztokholmu, Muzeum Sztuki Współczesnej Louisiana w Humlebæk i Bundeskunsthalle w Bonn. Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu (CSW) będzie jedynym miejscem w naszej części Europy, uwzględnionym w tym wyjątkowym przedsięwzięciu. Na retrospektywną wystawę złoży się około 120 dzieł artystki – od prac z lat 60. XX wieku po współczesne realizacje. Organizatorzy zrekonstruują także niektóre performatywne akcje Abramović i zaprezentują je na żywo podczas pokazów. Można też będzie osobiście spotkać artystkę, która zagości w Toruniu podczas marcowego wernisażu.
www.csw.torun.pl

Plakat anonsujący wystawę ikony performasu w CSW w Toruniu

Pełen kalendarz toruńskich wydarzeń w 2019 roku: www.torun.pl

Najlepsze SPA – do 150 km od Warszawy

„Najlepsze” to oczywiście kontrowersyjna i subiektywna kategoria. Nie posługuję się więc swoim własnym ‘widzi-mi-się’, ale wynikami konkursu Perfect SPA 2018 Awards.

Uroczysta X. Gala organizowana corocznie przez magazyn Eden odbyła się 13 lutego 2019 roku w Hotelu Belotto, czyli – mówiąc potocznie – w Pałacu Prymasowskim przy Miodowej. Gwiazdy showbusinessu i przedstawiciele firm sponsorujących konkurs, wręczyli tam szereg nagród w wielu kategoriach. Zwycięzców wyłaniała zarówno profesjonalna kapituła, jak i internauci, którzy mogli przez cały rok na facebookowym fanpage’u magazynu oddawać głosy na preferowane przez siebie hotele, obowiązkowo ze SPA w kraju i za granicą (w Hiszpanii i w Czechach). Imprezę dla prawie 250 gości poprowadzili Beata Sadowska i Conrado Moreno, repertuar musicalowy zaprezentował zespół Studio Accantus. Nagrody odebrali właściciele, dyrektorzy lub inne osoby z obsługi hotelowej, oddelegowane na uroczystość do Warszawy.

Spośród nagrodzonych hoteli wybrałem te, które znajdują się w promieniu do 150 km od Warszawy, a które – nie ukrywam chętnie bym odwiedził (oczywiście nie sam, ale z Edytą). Przyznam się od razu, że dość szybko zliberalizowałem kryterium odległości, nie łamiąc jednak zasady sensowengo, niemęczącego dojazdu w weekend. Chciałem bowiem zobaczyć 2 czy 3 obiekty oddalone od Warszawy bardziej niż 150 km. Co zaś się tyczy preferencji dla okolic stolicy, to przyczyny są egoistyczne i proste zarazem – mieszkam w Warszawie. Tak oto powstała moja mapka idealnych SPA, by spędzić weekend, bo legitymują się dyplomami „Najlepszych”. Dla mnie i innych mieszkańców stolicy na weekend – z pewnością najlepszych.

Ezotyryczna spirala w ogrodzie Manor House w Chlewiskach, fot. Paweł Wroński

Wyniki konkursu (hotele SPA z mojej mapki zaznaczyłem na czerwono i podałem linki):

Perfect SPA International
W trwającym 8 miesięcy konkursie uczestniczyło ponad 200 obiektów SPA, na które oddano ponad 42 tys. głosów. Nagrody przyznano w 22 kategoriach. W kategorii Perfect SPA International zgłoszonych było ponad 60 obiektów, z czego zdecydowaną większość stanowiły obiekty hiszpańskie. W Perfect SPA International wyróżniono hiszpański kompleks SHA Wellness Clinic w Alicante oraz czeski Alchymist Grand Hotel w Pradze.

Perfect SPA Awards – Wybór Gości
Polskich zwycięzców wyłoniono na drodze głosowania internetowego w portalu www.spaeden.pl. Wśród laureatów znalazł się Hotel Aurora Family & SPA w Międzyzdrojach, uznany za najlepszy w kategorii Hotele SPA nad morzem. Nad jeziorami triumfował obiekt funkcjonujący zaledwie od 7 miesięcy – Notera Hotel SPA Bory Tucholskie, a w górach Hotel & Medi SPA Biały Kamień w Świeradowie Zdroju.
W centrum nagrodzono 2 obiekty: Pałac i Folwark Łochów (www.palacifolwarklochow.pl) oraz Afrodyta Biznes & SPA w Radziejowicach (www.afrodytaspa.pl). Warszawskie Studio Sante Uzdrowisko Miejskie już drugi raz z rzędu odebrało nagrodę w kategorii Perfect Day SPA.

Perfect SPA Awards – Wybór Ekspertów
Niezależnie od głosowania internetowego, 16 laureatów wybrała 14-osobowa kapituła konkursu złożona ze specjalistów z branży SPA&Wellness. Uroczyście nagrodzono:

Czarny Potok Resort & SPA w Krynicy ZdrojuNajlepszy Resort SPA (z rąk Jarosława Kreta nagrodę odebrał dyrektor hotelu, Artur Kopacz);

Hotel Mercure Kasprowy w ZakopanemNajlepszy Sieciowy Hotel SPA (Marieta Żukowska wręczyła nagrodę właścicielom obiektu: Adamowi i Małgorzacie Bachleda-Curuś);

Manor House SPA * Pałac Odrowążów (www.manorhouse.pl)Najlepszy Holistyczny Hotel SPA (Justyna Kurowska, PR manager kompleksu przyjęła nagrodę od Odetty Moro);

Hotel Malinowy Raj w Solcu ZdrojuNajlepsze Uzdrowiskowe SPA (Katarzyna Przygoda, manager hotelu, otrzymała nagrodę z rąk Lidii Popiel);

Columna Medica z Łaska (www.columnamedica.pl)Najlepsze Medical SPA (Natalia Kukulska wręczyła trofeum swojej imienniczce – Natalii Tomzik, która jest dyrektorem zarządzającym hotelu);

Pałac Żelechów (www.palaczelechow.eu)Najlepszy Historyczny Hotel SPA (Klaudia Mirosz-Oleś, koordynator sprzedaży i marketingu, odebrała nagrodę z rąk Marty Kuligowskiej);

Cottonina Hotel & Mineral SPA Resort ze Świeradowa ZdrojuNajlepszy Hotel SPA dla Rodzin (Justyna Stachowiak, dyrektor SPA odebrała nagrodę z rąk Anity Sokołowskiej);

Heron Live Hotel znad Jeziora Rożnowskiego – Najlepszy Romantyczny Hotel SPA (Izabela Kuna wręczyła nagrodę Piotrowi Ledworuchowi, dyrektorowi generalnemu hotelu);

Hotel Kocierz & SPA w TarganicachNajlepszy Hotel SPA dla Aktywnych (Mariola Bojarska wręczyła statuetkę i dyplom managerce Annie Rusinek);

Fabryka Wełny Hotel & SPA z Pabianic (www.fabrykawelny.pl)Najlepsze Miejskie SPA (Beata Chmielowska-Olech przekazała trofeum Sylwii Raczyńskiej, dyrektorce hotelu);

Hotel Dębowy Biowellness & SPA z Dolnego ŚląskaNajlepszy Wellness Hotel (Marta Błachowska, specjalista ds. PR odebrała dyplom i statuetkę z rąk Renaty Dancewicz);

Nosalowy Dwór Resort & SPA z Zakopanego – Najlepszy Hotel SPA dla Biznesu (Olga Kryczka, manager SPA odebrała nagrodę z rąk Jarosława Kreta);

Talaria Resort & SPA z TrojanowaNajlepszy Butikowy Hotel SPA (Ewelina Królik odebrała nagrodę z rąk Katarzyny Żak);

Hotel Barczyzna Medical SPA z Wielkopolski – Najlepszy Nowy Hotel SPA (Kamil Rudolf, dyrektor hotelu odebrał nagrodę z rąk Jarosława Kreta);

Hotel Aquarion z Zakopanego – Najlepszy Hotel SPA z Aquaparkiem (Nagrodę z rąk Jarosława Kreta przyjął Paweł Migacz, dyrektor hotelu, któremu na gali towarzyszyła ambasadorka obiektu, Monika Zamachowska);

Klinika La Perla SPA Warszawa (posiadają 5 obiektów w stolicy)Najlepsze Day SPA (Kalina Ben Sira, prezes La Perla SPA odebrała nagrodę z rąk Aleksandry Hamkało).

Najlepsi z najlepszych
Głosami internautów i jurorów głosujących w konkursie Perfect SPA Awards 2018, a także gości wyrażających swoje opinie na najpopularniejszych portalach rezerwacyjnych wyłoniono też „najlepszego z najlepszych” – tytuł Best SPA Hotel 2018 otrzymał Odyssey ClubHotel Wellness & SPA usytuowany nieopodal Kielc. To wynik prowadzonego od kilku lat niezależnego rankingu „100 Best SPA Hotels”, w którym wyłanianych jest 100 przodujących w branży obiektów SPA & Wellness.

Z okazji 10. edycji Perfect SPA Awards oraz 15-lecia Magazynu Eden, przyznano też nagrody specjalne dla wyróżniających się w branży SPA & Wellness osób, firm i obiektów. Tytułem Perfect SPA Creator uhonorowano Urszulę Peryt-Patrzałę, prezes firmy Thalgo Polska, która w tym roku również obchodzi jubileusz 25-lecia. Nagrodzono też firmę BTL Polska oraz hotele: podwarszawską Warszawiankę z Jachranki nad Zalewem Zegrzyńskim (www.warszawianka.pl), Afrodyta SPA z Ośna Lubuskiego, Słoneczny Zdrój z Buska-Zdroju (www.slonecznyzdroj.pl) oraz Villa Park z Ciechocinka (www.villapark.pl).

Hotele SPA na weekend w rozsądnej odległości od stolicy, infografika: Paweł Wroński

Aaaa, wyjaśnienia wymaga jeszcze tort, który wjechał na scenę na koniec uroczystości. To był tort urodzinowy, ufundowany gościom przez magazyn „Eden”, który w tym roku obchodzi jubileusz 15-lecia działalności na naszym rynku wydawniczym. Sto lat!

Jubileuszowy tort magazynu Eden, fot. Paweł Wroński

Świdnica, Lubiąż, Książ i coś

Pochylając się nad mapą Dolnego Śląska, możemy spokojnie zamknąć oczy i opuścić palec na chybił-trafił. Za każdym razem trafimy na coś ciekawego, ręczę. Ja tak zrobiłem, a wyniki eksperymentu prezentuję poniżej.

Zaczęło się od malowniczego miasteczka Świdnica. Leży nad Bystrzycą, a sławę przynoszą mu świątynie. XIV-wieczna katedra św. św. Stanisława i Wacława, której południowa wieża o wysokości 103 m, sklasyfikowana jest na drugim miejscu w Polsce. Północnej wieży próżno szukać na tle nieba, bo jej budowę przerwano na wysokości nawy już w średniowieczu. Wnętrza kościoła zachwycają rzeźbiarskim wystrojem z przełomu XVII i XVIII wieku. Jego twórcą był dolnośląski rzeźbiarz, Jan Riedel. Druga miejska świątynia także należy do krajowych „naj”. Pochodzi z XVII wieku i jest największą drewnianą budowlą sakralną w Polsce. W jej wnętrzu są miejsca dla 7500 wiernych. Do świeckich tradycji Świdnicy nawiązuje cotygodniowy targ staroci, który odbywa się w każdą pierwszą niedzielę miesiąca, tam gdzie handlowano od wieków – na świdnickim rynku, jednym z najcenniejszych i najpiękniejszych na Dolnym Śląsku. Kogo zabytki nudzą, może odwiedzić jedno z oryginalnych muzeów działających w miasteczku. Przy rynku pod numerem 37 mieści się oryginalne Muzeum Dawnego Kupiectwa, w którym obejrzymy dawne wagi, odważniki oraz aranżacje sklepów sprzed lat (www.muzeum-kupiectwa.pl). Druga interesująca ekspozycja mieści się w Witoszowie pod numerem 7. To Muzeum Broni i Militariów, w jakie przekształciła się prywatna kolekcja Stanisława Gabrysia. Wśród ponad 1000 eksponatów znajdziemy tam broń strzelecką, maszynową, a nawet przeciwpancerną. I jeszcze będzie można postrzelać z broni krótkiej – na działającej przy muzeum strzelnicy (www.muzeum-broni.com.pl).

Za drugim razem mój palec trafił na Lubiąż – jeden z przystanków Szlaku cysterskiego (www.polskieszlaki.plwww.mogila.cystersi.pl). I to nie jakiś pośledni, ale arcyważny, bo Lubiąż był w połowie XII wieku pierwszym miejscem na piastowskich ziemiach, do którego sprowadzono cysterskich zakonników. Pierwsi przybyli wprawdzie benedyktyni, ale szybko zastąpili ich żyjący wedle tej samej reguły św. Benedykta, cystersi. Okres świetności opactwa przypadł na epokę baroku. Zespół z tych czasów należy dziś do największych i najwspanialszych kompleksów klasztornych w Europie, i – pomimo, że jest zniszczony – ślady dawnej świetności wciąż dają się zauważyć. Ponadto w wystawionej obok w XIV wieku bazylice, spoczywają Piastowie Śląscy, m. in. Bolesław Wysoki, który ufundował w średniowieczu klasztorne założenie. Czasy prosperity dobiegły końca, gdy w 1741 roku, Dolny Śląsk dostał się pod panowanie pruskie. Niechętni katolikom Prusacy zsekularyzowali zakon w 1810 roku, a opustoszałe budynki zamienili dwie dekady później w zakład dla umysłowo chorych. Dziś udostępnione do zwiedzania opactwo jest w remoncie, i być może w ciągu kilku lat odzyska dawną świetność. W jego scenerii spotykają się co roku fani kultury alternatywnej. Najbliższa edycja Slot Art Festiwalu odbędzie się w dniach 9-13 lipca 2019 roku (www.slot.art.pl).

Trzeci strzał – paradoksalnie – nieco mnie rozczarował, bo trafiłem na Książ. Zdziwieni? Przecież to sztandarowy obiekt, duma Dolnego Śląska?! No właśnie dlatego, bo o Zamku Książ piętrzącym się na obrzeżach Wałbrzycha napisano już chyba wszystko. O jego romantycznej właścicielce, księżnej Daisy i o stadninie koni, o imponujących rozmiarach, wystroju i wspaniałych ogrodach. Dodam więc tylko, że w tej niezwykłej scenerii w dniach 3 kwietnia – 3 maja odbędzie się w 2019 roku XXXI edycja najbarwniejszej dolnośląskiej imprezy – Festiwalu Kwiatów i Sztuki (www.ksiaz.walbrzych.pl).

Marzyłem, żeby kolejny strzał z palca przyniósł jakiś cud natury. Jest ich przecież równie wiele na Dolnym Śląsku co wspaniałych zabytków. I udało się, palec wylądował nieopodal Jeleniej Góry, w Krainie Wygasłych Wulkanów, jaką tworzą Góry i Pogórze Kaczawskie. To jedyne miejsce w Polsce zbudowane od początku do końca ze skał wulkanicznych, głównie z bazaltu. Rzucają się tam w oczy stożkowate pagórki nieznacznej wysokości. Na ich stokach zarastają roślinnością gołoborza, a okolice roją się od osobliwości. Wskażę – dla zachęty – jedną: Wielkie Organy Wielisławskie w Sędziszowej nad Kaczawą. W stoku tamtejszego wzgórza wysokiego zaledwie na 375 m odsłaniają się barwne porfiry o unikalnej słupowej strukturze. Niegdyś wydobywano je w miejscowym kamieniołomie, teraz podlegają ochronie w geologicznym rezerwacie. W pobliżu zionie otwór jaskini z długim na 100 m korytarzem, a na szczycie piętrzą się ruiny średniowiecznego zameczku. Naprawdę piękne miejsce, ze wszech miar warte odwiedzin (opisane choćby tutaj: www.crazynauka.pl).


Opisy niezliczonych atrakcji Dolnego Śląska znajdziecie m.in. w portalach takich jak te: www.polskieszlaki.pl lub www.poznajdolnyslask.pl i wielu, wielu innych. Powodzenia!

Wilkoń dostępny przez Internet

Nowoczesna opcja – kontrowersyjna, ale chyba taka właśnie będzie przyszłość. Tym bardziej to ponętne, że laptop plus rzutnik równa się możliwości oglądania dzieła w dowolnie (niemal) dużej skali.

Wykorzystując tablet i artystycznie wyszkolony palec, mistrz ilustracji, rzeźb i plakatu, Józef Wilkoń stworzył 30 aktów. Wystawiono je w Radziejowicach, czyli tam gdzie inne dzieła mistrza zdobią już wcale udatnie rozległą przestrzeń parku.

Tyle, że dzięki współpracy Fundacji „Arka” im. Józefa Wilkonia i wyznaczającego nowe trendy portalu Rynek i Sztuka można radziejowicką wystawę obejrzeć nie wychodząc… z domu. Wystarczy wykorzystać następujący link: www.artekspozycje.rynekisztuka.pl.

Więcej o ekspozycji – zobaczcie i posłuchajcie! Film zaczerpnąłem z youtube’owskiego kanału Limited Edition – Galeria Sztuki Współczesnej (www.youtube.com).

Ja obejrzałem, posłuchałem. Teraz zaś, stoję przed iście szekspirowskim dylematem: Jechać? Nie jechać? Oto jest pytanie!

Na pociechę jeszcze jeden film z tego samego kanału, w którym artysta opowiada o swoim doświadczeniu z elektronicznym tworzeniem grafik – fajnie opowiada, serio!


Konsekwencją wirtualnego zwiedzania wystawy jest też to, że nie muszę się wysilać na własny tekst, bo organizatorzy zadbali, żeby już wszystko powiedzieć 🙂 W tej sytuacji, po prostu cytuję tekst z portalu www.artekspozycje.rynekisztuka.pl:

Akt w malarstwie Józefa Wilkonia to seria obrazów autorstwa Józefa Wilkonia stworzona przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii – zostały namalowane palcem na tablecie i wydane przez Galerię Limited Edition z Warszawy z okazji 89. urodzin Artysty jako grafika kolekcjonerska. Współorganizatorem projektu jest Dom Pracy Twórczej w Radziejowicach, gdzie można zobaczyć czasową ekspozycję tych niezwykłych prac.

W trakcie niniejszej wystawy zostanie zaprezentowanych 30 wyselekcjonowanych obiektów, które do tej pory nie były dostępne w sprzedaży. Prace te wydano w ekskluzywnej, sygnowanej i numerowanej ręcznie edycji limitowanej 5 sztuk. Obiekty zostały wydrukowane w technologii Digigraphie, na płótnie o wielkości 100 x 75 cm. Szlachetność materiału oraz technologia wydruku nadały tym wizerunkom ponadczasowego charakteru oraz trwałości, dzięki czemu zadowolą one najbardziej wybrednych kolekcjonerów.

Akt w malarstwie Józefa Wilkonia jest efektem trzeciej już współpracy artystycznej Mistrza i Galerii Limited Edition. W 2016 roku została wydana seria Elektroniczne Impresje Wilkonia, a w 2018 roku powstała seria unikatowych rzeźb w brązie pt. Brązy Wilkonia. Prace te są dostępne wyłącznie w Galerii Limited Edition.

Wystawę można oglądać w Nowym Domu Sztuki Pałacu w Radziejowicach (ul. Sienkiewicza 4), po wcześniejszym umówieniu telefonicznym oraz wirtualnie na limitededition.pl, w dniach od 13 lutego do 7 kwietnia 2019 roku.

TEKST KURATORSKI

Józef Wilkoń znany głównie jako ilustrator, rzeźbiarz zaskoczył wszystkich nawet siebie. Za temat swoich najnowszych prac przyjął przedstawienie kobiecego aktu.

Sześćdziesiąt lat temu jako pilny student Akademii Krakowskiej Wilkoń studiował rysunek aktu z modela, który był ważną częścią edukacji artystycznej.

Przez ponad pół wieku nie wracał do tematu, zajmując się głównie ilustracją książkową, po drodze rzeźbiąc wizerunki głównie zwierząt. Dzięki talentowi i pracowitości osiągnął na tym polu duży sukces. Przez lata stworzył swój wyrazisty, indywidualny styl artystyczny wypracowany za pomocą oszczędnych środków wyrazu popartych niezwykłą wyobraźnią. Mistrzowski rysunek Artysty, a także niezwykłe wyczucie koloru przysporzyły entuzjastów Jego twórczości w różnorodnych zakątkach świata. Po przejściu wielu etapów i licznych przemianach artystycznych Wilkoń palcem na tablecie tworzy cykl aktów kobiecych. I nie są to luźne rysunki układane do szuflady sobie, a muzom, ale prace z których sformowana będzie wystawa towarzysząca osiemdziesiątym dziewiątym urodzinom malarza.

Biegłość warsztatowa, śmiały rysunek, swoboda i mistrzostwo kreski kreują smukłe ciała kobiece pełne subtelnej zmysłowości. Sposób budowania formy, wypełnianie kształtów kolorem, operowanie światłem powodują iż czujemy ciepło i gładkość skóry malowanych postaci. Niektóre akty ukazane zostały w wielkim skrócie, nieomalże jak znak wyłaniający się z czarnego tła. Inne niepozbawione narracji i atrybutów dnia codziennego, zachwycają poetyką prostoty i harmonii. Są rodzajem autowidoków zapamiętanych przez twórcę. Nie do końca pozostają wytworem wyobraźni Artysty, mogą być z powodzeniem odbiciem sylwetek realnych kobiet mających spory wpływ na emocjonalne życie Józefa Wilkonia, który jak sam mówi, erotykę wiąże z boskim aktem stworzenia dalekim od grzesznych konotacji.

Patrząc na obrazy namalowane przez Wilkonia mamy wrażenie iż mamy do czynienia ze swoistym dialogiem Artysty z wizerunkami aktu na przestrzeni historii sztuki. W wilkoniowych aktach dźwięczy światło Caravaggia, Rembranta, Giorgione. Również w temacie i kolorycie znajdujemy analogię do kobiet malowanych przez Lucasa Cranacha „Trzy gracje”, Giorgione „Śpiąca Wenus”, czy Bouchera „Portret Marie-Luise”. Sposób przedstawienia wizerunków przywodzi również na myśl widza niezwykłe akty genialnego Amadeo Modiglianiego.

Pomimo tych widocznych analogii w sposobie przedstawienia, w postaciach kobiet stworzonych przez Wilkonia, na pierwszy rzut oka widać pewną rękę Artysty podejmującego szybkie decyzje malarskie, mistrza w budowaniu nastroju za pomocą światła i koloru, niezrównanego w rysunku.


Droga przez Goderdzki Pieriewał

Trasa z Batumi do Akhaltsikhe prowadzi wspaniałą, widokową drogą, a jednak jedyny jej opis znalazłem w portalu… dangerousroads.org, który specjalizuje się w prezentacji efektownych ale zazwyczaj ryzykownych przepraw samochodowych na całym świecie. 

Coś w tym jest. Droga, o której mowa przechodzi przez Przeł. Goderdzi (jak się mówi w języku Wielkiego Brata zza Kaukazu – Goderdzki Pieriewał; 2027 m), na kluczowym jeśli chodzi o trudności odcinku jest gruntowa, a ściślej mówiąc kamienista. Rujnują ją spływające z gór strumienie, deszcze i topniejące wiosną śniegi. Zimą jest także narażona na lawiny i oblodzenie. Formalnie więc, jest przejezdna tylko od czerwca do października.

Być może uruchomienie w 2015 roku ośrodka narciarskiego na zachodnich stokach grzbietu, w którym przełęcz tworzy rozległe siodło, wpłynie z czasem na zmianę sytuacji. Póki co, ośrodek oferuje zaledwie 8 km tras i ma nader skromną infrastrukturę turystyczną: 6 domków dla 12 osób każdy i hotel przy stacji Meteo z miejscami dla 35 osób. Aaaa, zapomniałbym – jest sklep z angielska opisany na szyldzie: „Shop” z dodatkiem: „Fast Food”. Ba, jest także restauracja. Ta z kolei pobrzmiewa z alpejska, bo zwie się „Edelweiss”, a gwoli ścisłości – „Restaurant Edelweiss”. Najłatwiej się tam dostać od strony wschodniej, z miasta Akhaltsikhe. Od biedy, bo też nie jest łatwo, choć przynajmniej widać staranie, gdyż poszerzono i wyrównano serpentyny.

Z zimowej perspektywy, głównym atutem ośrodka jest fakt, że właśnie w tym rejonie, w Górach Małego Kaukazu, śnieg zalega w Gruzji najdłużej. Praktycznie rzecz biorąc, od listopada do kwietnia dobre warunki murowane! Okolice przypadną do gustu miłośnikom nart tourowych. Wprawdzie jest tam nieco „beskidzko”, ale z pewnością bez porównania bardziej dziko. Przez cały rok góry wabią niepowtarzalnym pięknem, a mijane osiedla egzotyką w stylu „czas się zatrzymał”.

Wprawdzie, w okresie, gdy nie ma formalnych przeszkód by drogę pokonać, używają jej wszyscy (jeżdżą nią TIR-y i marszrutki, samochody osobowe i niezbyt zaawansowane technologicznie maszyny rolnicze), to jednak nie polecam jej użytkownikom miejskich (czyt. eleganckich, nisko zawieszonych) aut, ale – zdecydowanie – z napędem 4×4. My, przez Przeł. Goderdzi przedostaliśmy się Nissanem XTerra – sprawdził się znakomicie! A jak wyglądała nasza podróż pokazuje dołączone do niniejszego wpisu slajdowisko.

ETAPY PRZEJAZDU

I. Batumi (ბათუმი) – winiarnia Porto Franco albo Adżarski Dom Wina (Adjarian Wine House w przysiółku Khelvachauri, we wsi Acharistskali; www.awh.ge); 16,8 km
Choć Adżaria nie należy do czołowych regionów winiarskich, to interes degustacyjny kręci się tu pełną parą. Wina mają przyzwoite, ba – niczego sobie nawet. Przyjemny przystanek na trasie z płatną degustacją win – 7 lari od osoby (obsługa anglo- i rosyjskojęzyczna).

II. Adjarian Wine House (აჭარისწყალი) – Riketi (რიყეთი); 80,6 km
Długi odcinek, pełen pyłu spod kół innych pojazdów, ale ciekawy. Obyczajowych scen można się naoglądać za wszystkie czasy. Ludzie życzliwi, komunikatywni i gościnni – nawiązują chętnie rozmowę i częstują… czaczą.

III. Riketi – Przeł. Goderdzi (კურორტი; www.goderdzi.ski); 12,3 km
Krótko, ale intensywnie; widoki z każdą chwilą piękniejsze, a temperatura niższa.

IV. Przeł. Goderdzi – Utkisubani (უტყისუბანი); 11,6 km
Widokowo też niczego sobie, choć większość trasy przebiegała lasem, no i zapadł zmrok. Był to jednak etap z niespodzianką we właściwym miejscu i czasie, czyli z małym hotelem. Pilnował go facet, który nie mówił inaczej niż po gruzińsku, ale miał smartfon i wielojęzyczną koleżankę po drugiej stronie. Ta, ustaliwszy raz dwa z nami kto i za ile śpi, pouczyła kolegę, który wykonał wszystkie polecenia co do joty, i – jak można wnosić z życzliwej gestykulacji – życzył nam dobranoc.

Podczas tego krótkiego etapu, przekroczyliśmy granicę prowincji. Sąsiadująca z Turcją Adjara (Adżaria) została za nami, wjechaliśmy do Samtskhe-Javakheti (Samcche-Dżawachetia), regionu rozciągającego się na gruzińsko-armeńskim pograniczu i w znacznej mierze zamieszkałym przez Ormian.

V. Utkisubani – Akhaltsikhe (ახალციხე); 40,6 km
Po szosie, względnie przyzwoitej, z każdą godziną coraz intensywniej zapełniającą się samochodami. U celu można było mówić o korkach. Ale zamek stał na swoim miejscu i znaleźliśmy sympatyczną knajpę nieopodal (więcej o tym: www.pawelwronski.blog).

łącznie: 161,9 km

 


Droga przez Goderdzki Pieriewał (Przeł. Goderdzi; 2027 m): www.dangerousroads.org

Goderdzi (najmłodszy ośrodek narciarski w Gruzji – otwarty w 2015 r.; oferuje 8 km tras poprowadzonych na wysokości 1700–2390 m n.p.m.; ośrodek jest oddalony 252 km od Tbilisi oraz 109 km od Batumi)www.zimawgruzji.pl

 


10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).

Twierdza Rabati i babcie z Krakowa

Nad Akaltsikhe góruje twierdza Rabati. Wznieśli ją przodkowie książąt Jakhely (Dżakeli), władająych Samtskhe do XVI wieku. Dopóty, dopóki ich dziedzin nie zagarnęli Turcy. W XIX stuleciu, po zwycięskich wojnach z Ottomanami, prowincję przejęli Rosjanie.

Zrujnowaną twierdzę odrestaurowano na początku 2 dekady XXI wieku. Z fantazją, która sprawiła, że – w przemówieniu z okazji otwarcia obiektu – prezydent Saakaszvili mógł ją nazwać „klejnotem w gruzińskiej koronie”.

Twierdza Rabati w Akhaltsikhe, fot. Paweł Wroński

Każdemu, kto przekroczy bramy twierdzy, rzuca się w oczy stylowa różnorodność, należących do kompleksu budowli. Są średniowieczne mury, niczym na zamku krzyżowców, są mauratańskie łuki i ażurowe drewniane wykusze, zza których aż się prosi by połyskiwały oczy tajemniczych piękności, godnych sułtańskiego haremu. Nigdy takich elementów w tej twierdzy nie było – podkreślają puryści. To świadomy zamysł – zgoła odmienną opinię usłyszymy z ust zwolenników przedsięwzięcia. W wyniku kreatywnej restauracji, twierdza stała się pomnikiem mozaikowych dziejów Gruzji. Podkreślają to swoim odmiennym przeznaczeniem i architektoniczną różnorodnością obiekty wchodzące w skład kompleksu: zamek książęcy, nad którym dumnie powiewa flaga Gruzji, Meczet Akhmediye z lśniącą miedzianą kopułą i minaretem, prawosławna cerkiew, amfiteatr, tarasowe winnice z fontannami. Poza tym są inne, całkiem już nowoczesne obiekty – przede wszystkim hotel „Rabath”, restuaracje, muzeum regionalne, a nawet pałac ślubów.

Akhaltsikhe (w polskiej transkrypcji językowej Achalciche) – miasto z sięgającą średniowiecza historią, którego nazwa oznacza nową twierdzę. Od 1579 roku centralny ośrodek dzisiejszych ziem Gruzji, przyłączonych w XVI wieku do Imperium Ottomańskiego. Do Gruzji region powrócił po wojnie rosyjsko-tureckiej 1828–1829, tyle tylko, że Gruzja nie była już wówczas samodzielnym królestwem, a jedynie carską gubernią. Ludność turecką jaka zamieszkiwała prowincję Samtskhe (ok. 115 tys. osób), wysiedlono w czasach stalinowskich (1944) do Kotliny Fergańskiej rozciągającej się na pograniczu Uzbekistanu, Kirgistanu i Tadżykistanu. Współczesne Akhaltsikhe zamieszkują głównie Ormianie, potomkowie uciekinierów z Turcji, szukających w rosyjskim imperium schronienia w czasach pogromów (1894-1896 i 1915 roku). Nic więc dziwnego, że częściej nawet niż gruziński, słyszy się tutaj język rosyjski. Miasto liczy teraz 20 tys. mieszkańców.

Bogata historia Akhalatsikhe i otaczającego miasto rozległego regionu w południowo zachodniej ćwiartce Gruzji, posiada także wątki polskie. Poznaliśmy je przypadkiem, w małej restauracji u stóp zamkowego wzgórza, w której zachęceni regionalnym menu zamówiliśmy czebureki – faszerowane mięsem placki, kształtem przypominające ogromne pierogi. Właściciel rozmowny i kontaktowy (zdecydownie musiał dzień rozpocząć – jak to w śródziemnomorskiej kulturze bywa – od chwalenia imienia Dionizosa), przysłuchiwał się jakiś czas naszej rozmowie. W pewnym momencie włączył się do dyskusji, i to po naszemu – a ja miałem babcię z Krakowa!

W lokalu Sergo – a tak na marginesie – czebureki były pyszne! Fot. Paweł Wroński

Jakby tego było mało, później, kiedy już zmierzaliśmy do wyjścia – tęgi jegomość, który zajął miejsce przy jednym z wolnych stolików, gdy my zajadaliśmy się zamówionymi potrawami, skinął do mnie głową i z dumą powiedział – ja też miałem babcię z Krakowa

Żeby zrozumieć skąd te polonijne korzenie trzeba się trochę cofnąć w czasie. Notabene można wybrać sobie kilka docelowych przedziałów czasowych. Najprostsza historia jest romantycznym rozwinięciem „Czterech pancernych” – Grigorij poślubia jakąś krakowską dziewczynę, a ich wnuk popija wino i warzy gościom swojego lokalu czebureki, chinkali i/lub inne przysmaki z pogranicza gruzińsko-armeńsko-tureckiego, w Akhaltsikhe.

Ten banalny scenariusz jest oczywiście prawdopodobny, ale polonijne korzenie z dumą wskazuje dziś niejeden mieszkaniec Samtskhe-Javakheti. Ich historie sięgają z reguły czasów caratu. Nie wszyscy bowiem nasi przodkowie po powstaniach zsyłani byli na prawdziwą Syberię. Płaskowyż Dżawachecki słynął także w rosyjskim imperium z wystarczająco srogich zim. Ba, jego rejon nazywano nawet Syberią Gruzji.  Ponadto, było to niespokojne pogranicze z Turcją, z którą w XIX wieku Rosja zawzięcie wojowała. Przymusowi osadnicy bywali więc bardzo przydatni, zwłaszcza ci obdarzeni wykształceniem.

Oprócz wątków martyrologicznych, rzutujących na dzieje Samtskhe-Javakheti w przeszłości, otwarty na współczesne wyzwania jest rejon przełęczy Goderdzi (2027 m). Rozwija się tam 6 ośrodek narciarski Gruzji, którego walorem jest najdłużej w kraju zalegająca pokrywa śnieżna. O przełęczy Goderdzi napiszę wkrótce więcej w odrębnym wpisie.


Twierdza Rabatiwww.georgiaabout.com

„Gino Wellness Rabath Hotel & Spa”www.gino.ge

Restauracja „Sergos Dugani” (właściciel – Sergo Antonowicz Mamasachlisaszwili)www.turbina.ru
Autor zamieszczonej w portalu rekomendacji pisze tak: „Со стен старой крепости я взирал на несколько церквушек в окрестностях. В первой из них я вопрошал отрока, что вырезал иконы из дерева на предмет: где тут можно хорошо и недорого откушать. Он и навел меня на это заведение. После осмотра всего я наведался к Серго. Хозяин ресторана был весьма положительный и веселый, только немного пьяный. Он включил мне самую громкую грузинскую музыку и сам накрыл поляну. Пока готовились хинкали, он выставил на стол пузырь, за счет заведения и в память о вечной русско-грузинской дружбе. Пузырь Серго выпил сам т.к. я не пью. А хинкали оказались просто потрясающими — я нигде и никогда такие не пробовал.” A w części informacyjnej, kontynuuje: „Tип кухни: грузинская традиционная. Рекомендую: хинкали то понравилось: Цена на человека: € <10. Адрес: Ахалцихе ул. Месхети. Дополнительная информация: от Крепости Рабат спускаемся к мосту через речку, видим аптеку на углу и сворачиваем направо.”

Paweł i Sergo – czyli przyjaźń polsko-gruzińska, fot. Paweł Wroński

Nissan XTerra, na trasie

10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, pożyczonym dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).

Spojrzenie w głąb ludzkiego ciała

„Body Worlds” – wystawa, określana w mediach mianem jednej z najbardziej kontrowersyjnych, skłania do refleksji nad fenomenem konstrukcji, wytrzymałości, a zarazem kruchości ludzkiego ciała.

W ciągu 20 lat, wystawę von Hagensa obejrzały ponad 43 miliony osób. W Polsce pokazywano ją w Katowicach, Łodzi, Wrocławiu i Warszawie. Promowana bardzo intensywnie, zyskała świetne recenzje gwiazd pop-kultury. Pozytywnie odnosił się do niej nawet watykański „L’Osservatore Romano”. Ba, w jej scenerii nakręcono sceny do słynnej sagi przygód Jamesa Bonda („Casino Royale”), wykorzystując je potem marketingowo; z tej reklamy w Polsce korzysta platforma e-Bilet.pl.

Wokół wystawy, a w konsekwencji całego przedsięwzięcia, narosło w świecie mnóstwo kontrowersji i sensacyjnych podejrzeń. Środowiska katolickie podnosiły problemy etyki i moralności, kontestatorzy poddawali w wątpliwość autentyczność zgód ludzi, których ciała wykorzystano do wykonania plastynatów (jak dotąd zgodę wyraziło ponoć ponad 16 tys. osób) oraz komercyjny wymiar przedsięwzięcia – plastynat wart jest średnio około miliona dolarów. Początkowo plastynaty służyły jedynie jako pomoce naukowe, teraz każdy, jeśli tylko go na to stać, może sobie plastynat kupić.

Gdy głównym ośrodkiem plastynacji stało się chińskie miasto Dalian, pojawiły się sugestie, że wykorzystywano zwłoki chińskich dysydentów. Autor metody broni się przed takimi zarzutami, wskazując, że władze Państwa Środka, jako pierwsze zezwoliły mu na działalność. W Europie, gdzie próbował wcześniej ją rozwinąć nie szczędzono von Hagensowi krytyki, obdarowując przydomkiem: „doktor Frankenstein”, albo jeszcze gorzej brzmiącym: „doktor Śmierć”. W mediach zaś, porównywano jego prace do eksperymentów zbrodniarza z obozu w Oświęcimiu, osławionego Josefa Mengele, prowadzącego eksperymenty na ludziach.

Dziś, twórca metody plastynacji ma konkurenta, którym został jego były chiński współpracownik i uczeń – Sui Hongjin.

W 2005 roku pojawił się kolejny polski akcent w biografii niemieckiego lekarza – zakończona niepowodzeniem z powodu zdecydowanych protestów – próba otwarcia oddziału instytutu plastynacji w Polsce, w miejscowości Sieniawa Żarska, nieopodal niemieckiej granicy.

 

„Najliczniej odwiedzana na świecie naukowa wystawa, autorstwa dr. Gunthera von Hagensa. Ekspozycja opowiada o cudzie, złożoności i kruchości ludzkiego ciała. Inspiruje do życia z zachowaniem witalności i pełni sił.”
(z anonsu wystawy w PKiN w Warszawie, 2018/2019).

 

Gunther von Hagens (na prawdę Gunther Liebchen) – kreator metody plastynacji jest związany z Polską, gdyż urodził się w wielkopolskich Skalmierzycach, a więc na terenach włączonych do III Rzeszy w okresie 1939-1945. Po wojnie mieszkał z rodziną na terenie NRD.  W 1968 roku został aresztowany za udział w demonstracji przeciwko radzieckiej interwencji zbrojnej na terenie Czechosłowacji i próbę ucieczki z NRD. W 1970 roku, wraz z grupą innych więźniów politycznych, został wykupiony przez władze RFN. Studiował w Jenie, Lubece i Heidelbergu, doktoryzując się z zakresu anestezjologii i medycyny ratunkowej. Swoją nowatorską metodę preparowania ludzkich zwłok opracował w 1977 roku.

Tworząc plastynat, zatrzymuje się najpierw rozkład ciała, wprowadzając formalinę przez tętnice (formalina zabija bakterie). Następnie usuwa się skórę, tkankę tłuszczową i łączną, odsłaniając anatomiczną strukturę ciała. Na koniec utrwala się plastynat poddając go działaniu gazu.

Rozwarstwione, a ściślej mówiąc pocięte na plastry ludzkie ciało – dla jednych makabryczny, dla innych fascynujący plastynat z wystawy Body Worlds, fot. Paweł Wroński

 

Instytut von Hagensa mieści się w Niemczech, nieopodal granicy z Polską – w Guben. Na stronach placówki czytamy: „unikalne w skali światowej pod względem walorów dydaktycznych PLASTINARIUM”. Krytykę, a często sprzeciw budzi przede wszystkim działający przy nim sklep, nazywany przez media „makabrycznym supermarketem”, w którym można kupić spreparowane metodą plastynacji ludzkie serce, dłoń czy inną część ciała.

 

Odrzuciwszy emocje – uważam, że warto tę wystawę zobaczyć, pokazuje bowiem wnętrze naszego ciała w sposób, jakiego inną metodą osiągnąć by się nie udało. Żadna bowiem elektroniczna ani artystyczna makieta prawdziwego ludzkiego ciała nie zastąpi.

Kulisy metody plastynacji i sposoby wykorzystania plastynatów można oglądać na youtube’owskim kanale OriginalBodyWorlds (www.youtube.com).


Plastinarium w Guben (jęz. polski): www.plastinarium.de

Grafika i rysunki Kurkowskiego

Na ścianach galerii przy Działdowskiej tym razem zawisły grafiki, drzeworyty i linoryty Andrzeja Kurkowskiego. Skromna wystawa, już choćby dlatego, że tylko kilka prac przykuwa uwagę kolorem; dominuje czerń i biel, a wrażeniami widzów rządzi kreska.

Bogactwo motywów, wśród których najbardziej pasjonowały mnie te inspirowane Podhalem, fascynacja góralszczyzną, ikonowi święci i motywy żydowskie.

Portret Sabały narysowany przez Kurkowskiego, fot. Paweł Wrónski

Orygianlnym elementem wystawy był stolik w rogu, a na nim książki o pożółkłych kartkach, wyszperane w antykwariatach. Trafiły do galerii, bo to bohater wystawy  je ilustrował. Wśród nich pozycja przywołująca natychmiast wspomnienie dawnych lat, kiedy to zaczytywałem się w literaturze poświęconej Tatrom i w ogóle kulturze naszych górali – antologia „Gawędy Skalnego Podhala” w wyborze Włodziemierza Wnuka, wydana przez PAX.

Okładka antologii, ilustrowanej przez Andrzeja Kurkowskiego, fot. Paweł Wroński

W slajdowisko z wernisażu wmontowałem opinie o artyście i wystawie , zamieszczone przez gości w Księdze Pamiątkowej.

 

 


Andrzej Kurkowski urodził się 31 lipca 1927 r. w Częstochowie. W latach 1949–1954 studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, uzyskując absolutorium ze scenografii. Trzy kolejne lata kontynuował naukę na warszawskiej ASP, gdzie obronił dyplom w pracowni grafiki książkowej w 1958 r. u prof. Jana Marcina Szancera. Najczęściej posługiwał się tuszem, ołówkiem, olejem, temperą, akwarelą, a także technikami graficznymi: akwafortą, linorytem oraz suchą igłą.
Wystawiał swoje prace zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo, głównie w Warszawie, ale także w Krakowie, Wrocławiu i Radomiu. Uczestniczył w imprezach artystycznych takich jak: Międzynarodowe Biennale Grafiki w Krakowie (1964) czy I Triennale Rysunku w Muzeum Śląskim we Wrocławiu (1965). W 1966 r. otrzymał wyróżnienie w konkursie Związku Polskich Artystów Plastyków za ilustracje do dzieł Bertolda Brechta. Prace te wzięły również udział w wydarzeniu „B. Brecht – Malerei, Graphik, Plastik zu seinem Werk”, odbywającym się w Deutsche Akademie der Künste w Berlinie tego samego roku.
Literatura i teatr to dziedziny, które najbardziej pasjonowały i inspirowały Kurkowskiego, często przenikając się wzajemnie w jego pracach. Od samego początku artysta ujawnił także doskonałe poczucie humoru i talent karykaturzysty. Natchnieniem dla jego sztuki była postać pisarza, rysownika i grafika Brunona Schulza, a także malarza symbolisty Witolda Wojtkiewicza. W ich twórczości fascynowało go wyrażanie osobistych doznań, uczuć i skrywanych pragnień.
W latach 60. i 70. zilustrował około dwudziestu książek wielu gatunków literackich m.in. bajki np. „Opowieść o starej karaweli” Ewy Szelburg-Zarembiny, powieści historyczne jak „Skazany na Wielkość” Marceliny Grabowskiej czy książki przygodowe np. „St. Ives, czyli Przygody francuskiego jeńca w Anglii” Roberta Louisa Stevensona. W jego dorobku nie zabrakło także ilustracji do największych światowych klasyków jak „Dama pikowa” i „Eugeniusz Oniegin” Aleksandra Puszkina. Miał umiejętność wczuwania się w akcję i stany emocjonalne bohaterów oraz perfekcyjnego uchwycenie charakteru danej opowieści.
Andrzej Kurkowski większość życia spędził w Warszawie. Zmarł 2 października 1994 roku. Dzięki jego niezapomnianym ilustracjom możemy przeżywać przygody bohaterów, śmiać się i płakać razem nimi…

Krótka biografia artysty – autor: Agnieszka Stróżyk (cytat za: www.skarbnicasztuki.com)

 


Fundacja Skarbnica Sztuki: www.skarbnicasztuki.com

Lawina zbiórek na WOŚP

Zbiórka pod hasłem „Zapełnijmy ostatnią puszkę Pana Prezydenta dla WOŚP”, zainicjowana przez Gdańszczankę na facebooku, dla uczczenia pamięci zamordowanego prezydenta jej rodzinnego miasta, Pawła Adamowicza, przyniosła w ciagu tygodnia niemal 16 mln zł (15 991 321 zł; przy założeniu pułapu 1000 zł).

W puszce prezydenta Gdańska było 6,5 tys. zł. W zbiórce na facebooku wzięło udział 264.515 darczyńców. Potem, w sieci, posypała się lawina zbiórek, głównie urodzinowych, których inicjatorzy także chcą przekazywać zebrane tą drogą pieniądze na rzecz „orkiestry” Jurka Owsiaka. Żeby zobaczyć ile jest tego typu inicjatyw i jakie dają efekty, wystarczy wykorzystać ten link: www.facebook.com.

„Nie będziemy dłużej obojętni na panoszącą się truciznę nienawiści”


Paweł Adamowicz piastował urząd Prezydenta Gdańska przez 20 lat. Po raz kolejny mieszkańcy Gdańska przedłużyli jego mandat podczas wyborów samorządowych 4 listopada 2018 roku. W II turze, Paweł Adamowicz uzyskał 64,8% głosów przy frekwencji 57,7% (jego konkurent z PiS otrzymał 35,2% głosów).
Strona prezydenta Gdańska z czasów aktywności: www.adamowicz.pl

Jestem przekonany, że Paweł chce, abym wypowiedział następujące słowa: trzeba skończyć z nienawiścią, trzeba skończyć z nienawistnym językiem, trzeba skończyć z pogardą, trzeba skończyć z bezpodstawnym oskarżaniem innych” – powiedział dominikanin, ojciec Ludwik Wiśniewski podczas mszy pogrzebowej prezydenta Gdańska. Zebrani w gdańskiej bazylice zareagowali na jego słowa owacją na stojąco (w bazylice mariackiej w Gdańsku zebranych było ponad 3500 osób; według szacunków policji, dzięki rozstawionym na ulicach miasta telebimom, w osatniej drodze prezeydenta Gdańska, towrzyszyło mu 45 tys. osób).

Przemówienie o. Wiśniewskiego odbiło się szerokim echem w mediach, bo jak ktoś trafnie podsumował: „słowa których nie powiedział w półgodzinnej homilii abp Głódź, padły z ust zwykłego zakonnika”! Całe przemówienie o. Wiśniewskiego oraz relacja z uroczystości pogrzebowych: www.tvn24.pl

Mowę pożegnalną o. Ludwika Wiśniewskiego przytacza także Tygodnik Powszechny: www.tygodnikpowszechny.pl


Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy: www.wosp.org.pl

XXVII Finał WOŚP: 92.143.798 zł (na zakończenie finału)
27 lat WOŚP: zebrano i wydano na wyposażenie szpitali ponad 1.000.000.000 zł (1 mld zł)

#MuremZaOwsiakiemwww.facebook.com

Chińskie akcenty w Łazienkach

Aleja Chińska ze stylowymi pawilonami i oświetlona lampionami zdobi najpiękniejszy park Warszawy od 2014 roku. Jej powstanie nawiązuje do dziejów stosunków polsko-chińskich w wieloraki sposób.

Ogród Chiński w Łazienkach Królewskich, fot. Paweł Wroński

 

Koncepcja współczesnego Ogrodu Chińskiego opracowana została przez prof. Edwarda Bartmana i architekta Pawła Bartmana we współpracy z chińskimi architektami z Muzeum Księcia Gonga w Pekinie. Nowy Ogród Chiński otwarty został w 2014 roku jako część Ogrodu Królewskiego, by przypominać XVIII-wieczną modę na „chinoiserie”. W opinii dr. Andrzeja Michałowskiego, odpowiada on cechom „chinoiserie”  i charakterowi czasów Stanisława Augusta. Pawilon Chiński, symbolizujący pierwiastek męski, i ażurowa Altana Chińska, symbolizująca kobiecość, połączone zostały kamiennym mostkiem, który – jak podkreśla znawca architektury chińskiej, prof. Wang Hongbo – stanowi nawiązanie do drogi mlecznej.

 

Współczesna Aleja Chińska w Łazienkach jest przejawem fali mody na chińszczyznę, jaka od paru dekad przelewa się przez współczesną Europę. Moda, określana francuskim mianem chinoiserie, napłynęła na Stary Kontynent w latach 80. XVIII wieku. Jej echa dotarły do Polski w okresie rozbiorów, zachwycając Stanisława Augusta Poniatowskiego. Król, esteta i mecenas sztuki, sięgnął skwapliwie do egzotycznego kanonu piękna, wprowadzając do ukochanego parku dalekowschodnie elementy. Dawną drogę łączącą Zamek Ujazdowski z Pałacem w Wilanowie nazwał Aleją Chińską, a w 1784 roku, pod wpływem angielskiej szkoły ogrodniczej, na jej skrzyżowaniu z Promenadą Królewską w Parku Łazienkowskim kazał wznieść z kamieni i drewna Most Chiński. Ślady po nim odkryli archeologowie w 2012 roku. Już dawniej jednak wiedziano jak wyglądał, gdyż w kolekcji UW zachowały się przedstawiające go ryciny, a w petersburskim Ermitażu olejne płótno, ukazujące Most i Aleję. Nieopodal mostu, zaaranżowano na zlecenie króla Ogród Chiński, który nie przetrwał do naszych czasów. Zachowany na terenie parku odcinek Alei Chińskiej liczący 1200 m długości jest jedyną pozostałością królewskiego przedsięwzięcia.

Ogród Chiński w Łazienkach Królewskich, fot. Paweł Wroński

Drugi fakt jest niemal zupełnie nieznany, choć dotyczy czasów współczesnych, konkretnie epoki PRL. Związany z polityką, wykracza daleko poza wymiar estetyczny. Trzeba pamiętać, że na kontakty bilateralne po II wojnie światowej rzucały cień ideologiczne względy. PRL i ChRL były krajami bloku komunistycznego, ale ich relacje wymykały się bacznej kontroli ZSRR, oba bowiem kraje zbliżała chęć zachowania suwerenności. Ba, w 1956 roku Chiny zdecydowanie przeciwstawiły się planom radzieckiej interwencji zbrojnej w Polsce. Wizyta premiera Zhou Enlaia w Warszawie w styczniu 1957 roku była manifestacją przyjaźni pomiędzy rządami obu krajów. Z braku informacji, świadomość tych zdarzeń była w społeczeństwie znikoma. W latach 50. XX wieku Chiny popierały polskie inicjatywy rozbrojeniowe składane na forum ONZ. Kiedy zaś w 1955 roku w Chinach i USA pojawiła się wola rozmów, to właśnie strona polska stworzyła dyskretnie dogodne warunki do ich tajnego prowadzenia.

Pałac Myślewicki, to tutaj, w czasach zimnej wojny” toczyły się tzw.”nieme rozmowy” prowadzone przez dyplomatów chińskich z amerykańskimi, fot. Paweł Wroński

Ze względów ideologicznych nie można było tego przeprowadzić inaczej. Trudne rokowania, przerywane w okresach napięć między stronami, ciągnęły się do 1972 roku. Miejscem spotkań – odbyło się ich 136 – dyplomatów chińskich z amerykańskimi był Pałac Myślewicki w Łazienkach. Prowadzone rozmowy przeszły do historii pod nazwą niemych, ponieważ w obawie przed podsłuchem porozumiewano się, zapisując pytania i odpowiedzi na kartkach.

Usytuowanie Nowego Ogrodu Chińskiego – plan ze strony Muzeum Pałacu i Parku w Łazienkach Królewskich

Polityczne i ekonomiczne kulisy rewitalizacji Alei Chińskiej w Łazienkach
W październiku 2010 roku przedstawiciele Fundacji Sinopol poznali historię Alei Chińskiej, a dowiedziawszy się o planach wymiany nawierzchni parkowych alejek, zainicjowali projekt rewitalizacji, którego realizacja stała się możliwa dzięki dobrej chińsko-polskiej współpracy. Ideę wsparli zarówno ówczesny dyrektor Muzeum Łazienki Królewskie, jak i ambasadorowie obu krajów. Ambasador ChRL w Polsce dołożył przy tym starań, żeby zainteresować przedsięwzięciem członków chińskich delegacji wysokiego szczebla, które odwiedzały w tym czasie Polskę. W efekcie, w Chinach sprzyjały rewitalizacji tak wysoko postawione osobistości, jak: przewodniczący Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej Chin – Jia Qinglin, przewodniczący komisji ds. zagranicznych Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych – Li Zhaoxing, I wiceprzewodniczący Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych – Wang Zhaoguo, członek komitetu stałego Biura Politycznego Komitetu Centralnego KPCh – He Guoqiang,  minister spraw zagranicznych – Yang Jiechi oraz minister obrony narodowej – Liang Guanglie. Okazji do nadania dalszego biegu sprawie dostarczyła zbliżająca się wówczas wizyta prezydenta Bronisława Komorowskiego w Chinach. Prezes Sinopolu nakłonił wówczas do współpracy firmy zaangażowane w wymianę handlową między obu krajami: ze strony polskiej – KGHM Polską Miedź, z chińskiej – China Minmetals Corporation. Opracowany przez Sinopol budżet przedsięwzięcia sięgnął 5 mln złotych.

 

Łazienki Królewskie zajmują powierzchnię 76 ha. Ścieżki od głównej bramy w Alejach Ujazdowskich prowadzą do pomnika Fryderyka Chopina. Z tego powodu, odwiedzający Warszawę Chińczycy, nazywają Łazienki „Parkiem Chopina”.

 

Letni koncert chopinowski w Łazienkach, fot. Paweł Wroński

Aleja Chińska i Ogród Chiński w Łazienkach stanowią dziś barwną scenerię sesji fotograficznych dla nowożeńców, barwny cel wieczornych spacerów, a także przedmiot studiów dla słuchaczy takich kierunków jak architektura czy sinologia. To miejsce faktycznej chińsko-polskiej wymiany kulturowej.


Aleja Chińska w Łazienkachwww.lazienki-krolewskie.pl

Andrzej Kurkowski w Skarbnicy Sztuki

Pierwszy raz grafiki Andrzeja Kurkowskiego zobaczyłem w introligatorni. Spodobały mi się motywy z jego prac, zwłaszcza te inspirowane krajobrazem i architekturą Podtatrza.

Jeszcze w styczniu b.r., w Galerii Fundacji Skarbnica Sztuki w Warszawie będzie można obejrzeć ich więcej.

Prace Andrzeja Kurkowskiego w punkcie oprawy obrazów, fot. Paweł Wronski

Wernisaż Wystawy grafiki i rysunku Andrzeja Kurkowskiego odbędzie się 24 stycznia 2019 w Galerii Fundacji przy ul. Działdowskiej w Warszawie, a wystawę – po telefonicznym umówieniu się – będzie można oglądać do 14 lutego 2019. Będą nie tylko te, o których wspomniałem, ale również prace nawiązujące do „Skrzypka na dachu” i „Don Kichota”, wizerunki świętych oraz pejzaże, m.in. Wilna i okolic.  Z magazynów Fundacji, wyboru dzieł artysty dokonała kustosz wystawy, Agnieszka Stróżyk.

Andrzej Kurkowski – urodzony w Częstochowie w 1927 roku malarz i grafik, większość życia spędził w Warszawie, gdzie mieszkał i zmarł w 1994 roku. Był absolwentem krakowskiej ASP, na której studiował w latach 1949-1954 oraz jej warszawskiego odpowiednika, gdzie kontynuował studia w latach 1955-1958. Zajmował się malarstwem sztalugowym, rysunkiem i grafiką książkową. Zilustrował, m.in. „Opowieść o starej karaweli” Ewy Szelburg-Zarembiny, „Skazanego na Wielkość” Marceliny Grabowskiej, : „St. Ivesa, czyli Przygody francuskiego jeńca w Anglii” Roberta Louisa Stevensona, „Eugeniusza Oniegina” i „Damę Pikową” Aleksandra Puszkina oraz dzieła Bertolda Brechta.


Fundacja Skarbnica Sztuki: www.skarbnicasztuki.com oraz www.facebook.com

Wilkoń i Broda okołoświątecznie

Ilustracje Józefa Wilkonia fascynują mnie niepowtarzalnym wyczuciem i wrażliwością. Niezwykłe wydaje mi się także to, że uczucia jakimi emanują ludzie i zwierzęta z jego rysunków, wydobywane są tak prostymi z pozoru, chwytami. Talent niebywały.

Święty Mikołaj Józefa Wilkonia, fot. Paweł Wroński

Tym razem, tematyka wybranych na wystawę „Wilkoniowa kolęda” ilustracji, kręci się – zgodnie z tytułem wydarzenia – wokół tematów związanych ze Świętami Bożego Narodzenia.

Rysunki przenoszą nas do Jerozolimy sprzed dwóch tysiącleci, nie brakuje też europejskich, zimowych klimatów, stajenki, z której bije cudowne światło, wędrujących przez śnieg owiec, czy Świętego Mikołaja, którego z naiwną ciekawością, nierzadko też niecierpliwością oczekują dzieci.

Koncert w Służewskim Domu Kultury, jaki na wernisażu „Wilkoniowej kolędy” dał Joszko Broda, był fascynującą podróżą przez magiczne kręgi fascynacji muzyka, zwłaszcza obejmujące okołoświąteczne obyczaje kultywowane w rodzinnej Istebnej, wioski z polsko-morawskiego pogranicza w Beskidzie Śląskim. W fantastyczny, choć może trudny do wytłumaczenia sposób, światy wilkoniowych ilustracji i brodowej muzyki, doskonale ze sobą współbrzmiały.

 

Joszko Broda
(polski muzyk multiinstrumentalista, producent muzyczny i kompozytor)
Urodził się w 1972 roku, w Istebnej, wsi położonej w Beskidzie Śląskim. Od najmłodszych lat, podpatrując mistrzów muzyki źródłowej: ojca – muzyka Józefa Brodę, a także grającego na instrumentach beskidzkich Jana Sikorę „Gajdosza”, zdobywał niepowtarzalny warsztat gry na instrumentach ludowych (m.in. drumli, okarynie, fujarach – postnej, sałaskiej, pięciootworowej, sześciootworowej, rogach, trąbicie, skrzypcach, gajdach beskidzkich, kozie podhalańskiej, a także na tak niezwykłych, jak liść, słomka i trzcina). Już w wieku czterech lat zaczął u boku ojca koncertować w Polsce i za granicą. Dziś trudno zliczyć zagrane przez Joszka koncerty, odbyte tournée, współtworzone projekty i zespoły, przeprowadzone warsztaty artystyczne dla dzieci i młodzieży, wydane płyty, zdobyte nagrody. Swój sukces artystyczny Joszko zawdzięcza nie tylko talentowi muzycznemu i ogromnemu wysiłkowi włożonemu w doskonalenie swoich zdolności, ale przede wszystkim swojemu pochodzeniu, kulturze, w której się wychował. Muzyka źródłowa, która powstała w kręgu kulturowym Karpat, stanowi naturalne i wciąż bijące źródło inspiracji Joszka Brody.

Cytowany biogram zaczerpnąłem ze strony internetowej artysty

 

Joszko Broda z dziećmi – koncert na wernisażu wystawy ilustracji książkowych Józefa Wilkonia zatytułowanej „Wilkoniowa kolęda” (10 stycznia 2019, w Służewskim Domu Kultury), fot. Paweł Wroński

 

Józef Wilkoń (ur. 12 lutego 1930 w Bogucicach k. Wieliczki) – ilustrator, malarz, rzeźbiarz, twórca plakatów i scenografii teatralnych. Studiował malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (dyplom 1955) oraz historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim (dyplom 1954). Zilustrował ponad 200 książek dla dzieci i dorosłych w kraju i za granicą, m.in. „Pan Tadeusz”, „Don Kichote”, „Księga Dżungli”.  Jest także autorem książek dla dzieci (m.in. „Kici kici miau”,  „Psie życie”,  „Wróbel na kuble”. Otrzymał wiele nagród i wyróżnień m.in. Deutsche Jugendliteraturpreis (1964), Nagrodę Państwową za Twórczość dla Dzieci (1974) oraz Nagrodę Ministra Kultury za całokształt Twórczości (2005). W roku 2010 został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz otrzymał Złote Berło Fundacji Kultury Polskiej. Wystawiał w wielu galeriach i muzeach świata. Od Centrum Pompidou (1989) poprzez Narodową Galerię Zachęta (2006, wystawa ta cieszyła się rekordową frekwencją), po Japonię i Koreę Południową. Jego prace znajdują się w licznych muzeach m. in. Muzeum Ilustracji w Moulin, we Francji, w Museum Ilustracji w Oshima, Azumino, Koruisaua w Japonii a także w Muzeum Literatury i Bibliotece Narodowej w Warszawie. Dzieła Józefa Wilkonia posiadają w swoich kolekcjach, galerie i kolekcjonerzy z pięciu kontynentów. Ostatnio, znaczący zbiór jego prac został nabyty przez Albus Galery z Korei Południowej. W 2014 roku otrzymał nagrodę Pary Prezydenckiej za wybitne osiągnięcia w twórczości dla dzieci i młodzieży. Z okazji jubileuszów 80. i 85. lecia Józef Wilkoń otrzymał Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W roku 2016 został uznany Człowiekiem Roku przez Magazyn Literacki „Książki”.

Biogram artysty jest cytatem ze strony Służewskiego Domu Kultury.

 

„Wilkoniowa kolęda” – wernisaż wystawy; Józef Wilkoń w towarzystwie szefowej Służewskiego Domu Kultury, Ewy Willmann, fot. Paweł Wroński

Jak wspomina na swoich łamach internetowych, Joszko Brodę fascynują egzotyczne instrumenty, takie jak: gitara, perkusja czy skrzypce, ale również te bardziej standardowe: drumla, fujara sałaśnikowa, trąba sałaska, fujarka postna, okaryna, liść, szofar, róg, ośmiostrunowa kobza czy altówka węgierska. Kilku z nich użył podczas koncertu w SDK. Jak zabrzmiały – posłuchajcie sami. Z tatą zaśpiewało troje z jego dziewięciorga dzieci.

Joszko Broda po koncercie (Służewski Dom Kultury, 10 stycznia 2019), fot. Paweł Wroński

W slajdowisku, które zamieściłem poniżej, jako tło dźwiękowa wykorzystałem tylko utwory instrumentalne, ale w ponad godzinnym programie muzycznym, Joszko Broda przedstawił całą istebniańską wersję kolędników, w których to pochodzie on sam, a teraz także jego dzieci, uczestniczą od lat. Z tym, że to już inna, a do tego dość długa, historia 🙂


Fundacja „Arka” im. Józefa Wilkoniawww.fundacjawilkonia.pl

Joszko Broda, jego rodzina i muzykawww.joszkobroda.pl

Służewski Dom Kultury (SDK, Warszawa, Jana Sebastiana Bacha 15): www.sdk.waw.pl

„Wilkoniowa kolęda” w RDC (wywiad z Wilkoniem z 9 stycznia 2019): www.rdc.pl

Dziki w Polsce w obliczu rzezi

Nie było ich na liście gatunków zagrożonych wyginięciem. To ‘karygodne’ niedopatrzenie postanowili naprawić PiS-owscy politycy, wysyłając w styczniu b.r. członków polskich kół łowieckich na rzeź dzików.

Nasila się na szczęście społeczny protest przeciwko pomysłowi jaki narodził się w genialnym umyśle Głównego Lekarza Weterynarii i został skwapliwie zaaprobowany przez Zarząd Główny PZŁ. Pomysłodawca uzasadnia propozycję koniecznością zatrzymania choroby ASF (afrykańskiego pomoru świń), zakaźnej i nieuleczalnej, na jaką narażone są zarówno świnie hodowlane, jak i wolnożyjące dzikie świnie. Gorliwe władze PZŁ zapowiedziały już organizację tzw. wielkoobszarowych polowań na dziki w dniach 12-13, 19-20 i 26-27 stycznia 2019.

Z badań wynika, że zalecone antidotum nie wyleczy choroby. Zdaniem ekspertów WWF: „przestrzeganie zasad bioasekuracji zdziała więcej niż odstrzał dzików”.

 

„Stoimy na stanowisku, iż dla osiągnięcia celu, jakim jest zatrzymanie epidemii ASF w Polsce, należy pilnie porzucić pozorowane i kosztowne działanie, jakim jest masowy odstrzał dzików. Eksperci z Państwowego Instytutu Weterynarii w Puławach wskazują, że wszystkie nowe ogniska zarażenia wirusem trzody chlewnej w Polsce są wynikiem przenoszenia wirusa przez ludzi. Prawdziwą przyczyną rozwoju ASF w Polsce jest bowiem brak bioasekuracji i niewystarczająca kontrola sanitarna w branży trzody chlewnej. Raport NIK z 2017 r. wskazuje, że w Polsce program bioasekuracji w związku z ASF był źle przygotowany i nierzetelnie wdrażany: 74 proc. gospodarstw nie posiadało niezbędnych zabezpieczeń, program wdrażany był opieszale, a protokoły z kontroli weterynaryjnej – często fałszowane w celu stworzenia pozorów zabezpieczenia stad świń przed ASF. W efekcie choroba nie została zatrzymana i rozprzestrzenia się na kolejne województwa. W listopadzie 2017 r. wirus przekroczył linię Wisły.” – piszą polscy naukowcy, których 762 podpisy znalazły się pod otwartym listem w sprawie walki z ASF, skierowanym w dniu 9 stycznia do premiera, Mateusza Morawieckiego.

A następnie ostrzegają – „Obecnie wirus zagraża najbardziej dochodowym chlewniom w województwie wielkopolskim. Jeżeli kierowany przez Pana rząd nie podejmie skutecznych i zdecydowanych działań w celu zapewnienia najwyższych standardów bioasekuracji i nadzoru weterynaryjnego, będzie on bezpośrednio odpowiedzialny za załamanie się branży trzody chlewnej w Polsce. Tego problemu nie rozwiąże masowy odstrzał dzika.”.

 

Dzicza hekatomba nic nie da, tylko z naszych lasów znikną pożyteczne zwierzęta. Po absurdalnej wycince drzew w Puszczy Białowieskiej pod hasłem walki z kornikami, odstrzale żubrów oraz wołającej o pomstę do nieba dewastacji stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim, to kolejna, umotywowana chyba jedynie chęcią niesienia zagłady wszystkiemu co żyje, decyzja spod PiS-owskiego sztandaru. Na szczęście nie wszyscy się z nią zgadzają, również myśliwi. W kraju zostały nawet wystosowane dwie petycje obywatelskie z protestami w tej sprawie. Obie są dostępne w Internecie.


Pierwsza znajduje się na stronie Petycji Obywatelskich Avaaz. Jest skierowana do ministra środowiska Henryka Kowalczyka, i kiedy się z nią zetknąłem było już pod nią ponad 100 tysięcy podpisów (www.secure.avaaz.org). Jej treść jest następująca:
Nie dla masowego odstrzału dzików! 12 stycznia rozpocznie się wielkie polowanie.
   My, wrażliwi na los wszystkich zwierząt i środowiska, stanowczo sprzeciwiamy się eksterminacji dzików w polskich lasach przez Polski Związek Łowiecki w ramach „walki” z ASF (afrykański pomór świń). Planowany na styczeń odstrzał ma objąć ponad 200 tys. osobników, także tych zdrowych (w tym samice i warchlaki). W praktyce może dojść do odstrzelenia całej populacji.
   Myśliwi otrzymają ekwiwalent finansowy w wysokości kilkuset złotych za każde zwierzę. Wobec krytyki ze strony naukowców i braku jakichkolwiek dowodów potwierdzających, że masowe wybijanie tych zwierząt zredukuje w znaczący sposób ASF, żądamy natychmiastowej zmiany decyzji w tej sprawie. Konsekwencją tej skandalicznej akcji będą nieodwracalne skutki nie tylko dla tego gatunku w naszym regionie, ale i dla środowiska naturalnego na tym obszarze. Niech zwycięży rozsądek i nauka, a nie polityka i lobby myśliwskie!”.

W związku z akcją społeczną w obronie dzików, niezwykle aktualna stała się ikona wykonana dla bieszczadzkiego mikrobrowaru Ursa Maior (www.ursamaior.pl) jesienią 2018 roku w Jasielskiej Pracowni Ikon. Pracownię założyła w 2013 roku i prowadzi Marta Jamróg, absolwentka Małopolskiego Uniwersytetu Ludowego we Wzdowie (www.jasielskapracowniaikon.pl).

Obraz Marty Jamróg (Jasielskiej Pracowni Ikon) – fot. pochodzi z facebookowego fanpage’u Pracowni

 


Druga petycja jest skierowana do premiera, a jej autorzy – członkowie koalicji „Niech Żyją!”, poszerzają apel w sprawie wstrzymania odstrzału o żądanie dymisji ministrów: środowiska – Henryka Kowalczyka i rolnictwa – Jana Krzysztofa Ardanowskiego. Protest ma formę listu. Gdy go dziś (tj. 8 stycznia) podpisywałem należałem do grona 27 tysięcy obywateli RP. List (www.petycja.pracownia.org.pl) brzmi następująco:
Szanowny Panie Premierze,
apeluję do Pana o uratowanie polskiej przyrody i natychmiastowe wstrzymanie masowych polowań na dziki. Za haniebny pomysł eksterminacji gatunku żądam także dymisji ministra środowiska Henryka Kowalczyka i ministra rolnictwa Jana Ardanowskiego.
Podejmowane przez obu ministrów decyzje w zakresie walki z ASF przez masowy odstrzał dzików są skrajnie niemerytoryczne, sprzeczne z wiedzą naukową oraz z wynikami przeprowadzonych już odstrzałów.
   To pokazuje, że polowania na dziki motywowane są politycznie i nie mają nic wspólnego z rzeczywistą troską o losy rolnictwa w Polsce. Masakra dzików na polowaniach zbiorowych nie powstrzyma ASF, a wręcz może rozprzestrzenić wirusa dalej na zachód od Wisły. Problemem nie są bowiem dziki, ale człowiek – brak kontroli nad wdrażaniem programu bioasekuracji w Polsce oraz intensywne polowania zwiększające migrację zarażonych dzików i ryzyko roznoszenia wirusa przez myśliwych. W efekcie masowych polowań na dziki w latach 2015-2017 zabito już ponad 1 mln tych zwierząt. Wirus nie tylko nie został zatrzymany, ale przekroczył już linię Wisły.
   Nie zgadzam się na haniebną rzeź dzików!.

Ściągnięte z Facebooka

 


Jest także petycja w języku angielskim, zamieszczona na stronach organizacji Care2 Petitions (www.thepetitionsite.com):
Don’t allow for extinction of boars in Poland
Polish Ministry of Agriculture and Environmetal Protection has sentenced to death 
whole population of boars in Poland. Over 200 thousand are to be killed by the end of February.
The hunters are instructed to kill even pregnant sows and their off springs, including those
living on the areas of National Parks.
This regulation was issued under the pretext of the fight with the ASF virus. It is cruel, scientifically unjustified, totally ineffective and absurd action, but the Minister doesn’t listen to the voice of experts.
The extinction of the whole population would bring about serious and irreversible damages to the natural environment since boars contribute greatly to biodiversity of the ecosystems they live in.
Please add your name and stop this shameful slaughter!


Znalezione w Internecie 🙂

 


Wiadomo już, że masowe protesty odbędą się w dziczej sprawie w Warszawie – pod Sejmem przy pomniku AK we środę 9 stycznia o godz. 18:00. oraz w Krakowie, pod hasłem „Solidarni z dzikami” – w piątek 11 stycznia o godz. 17:00 na Rynku Głównym.
Pierwszy organizuje Partia Zielonych, drugi – Klub Gaja i Polskie Towarzystwo Etyczne. Warszawski protest obejmie także sprzeciw wobec kontrowersyjnej zgody na odstrzał żubrów na terenach Puszcz: Boreckiej i Knyszyńskiej. Media społecznościowe pękają w szwach od głosów protestu myślących i szanujących środowisko Polaków. A akcje w terenie podejmują organizacje proekologiczne i – spontanicznie – zwykli turyści.

 

Także znalezione w Internecie 🙂

 

Były premier, Włodzimierz Cimoszewicz, publikujący często na swoim facebook’owym profilu zdjęcia przyrodnicze, tak komentuje zapędy ministerialnych rzeźników: „Te dziki [był to komentarz pod konkretnym zdjęciem – przypis P.W.] nie mają szans. To prawda, że kilka lat temu dziki z Białorusi przyniosły ASF do Polski, ale od dawna to nie dziki ale ludzie przenoszą tę chorobę do regionów oddalonych od wschodniej granicy. Realne powstrzymanie epidemii jest możliwe tylko przez kilkuletnią likwidację hodowli trzody w dużej części Polski. Hodowcy powinni w tym czasie otrzymać wsparcie, należy ich też zachęcać do przynajmniej przejściowego zajęcia się czymś innym. Nie ma innej skutecznej metody, ale nie ma też odważnych, żeby to otwarcie powiedzieć. Zamiast tego postanowiono wystrzelać dziki. Powód jest prosty. One nie głosują w wyborach. Cena? Epidemia ASF pozostanie, straty w leśnym środowisku spowodowane brakiem dzików wprost trudne do oszacowania, zwłaszcza w lasach naturalnych”.

 

Oby piaseczyńskie „Dziki” Józefa Wilkonia nie pozostały jedynymi, jakie nasze dzieci mogą spotkać w plenerze!

Dziki Józefa Wilkonia w parku w Piasecznie, fot. Paweł Wroński

 


Przygotowany przez Partię Zielonych film o odstrzale dzików jest dostępny w sieci pod adresemwww.facebook.com

Pod hasłem ‘Teraz środowisko’, WWF naświetla problem ASF: www.teraz-srodowisko.pl

Artykuł w białostockim wydaniu Gazety Wyborczej, w którym zacytowany jest apel (w obronie dzików) myśliwego z Jarosławia do kolegów z PZŁ: www.bialystok.wyborcza.pl

List otwarty środowiska naukowego w sprawie redukcji populacji dzików (z 9 stycznia 2019 z podpisami 762 polskich naukowców!): www.naukadlaprzyrody.pl

Jak można pomóc dzikom, nie wychodząc z domu?: www.sonar.wyborcza.pl

Pracownia na rzecz Wszystkich Istot: www.pracownia.org.pl

U źródeł Borjomi, kaukaskiej wody

Borjomi, to obok wina i chinkali, jeden z rozpoznawanych na całym świecie symboli Gruzji. Tryskające w kurorcie wody zaleca się do picia przy problemach gastrycznych, a do kąpieli, by przeciwdziałać reumatyzmowi, czy chorobom skóry.

Zbawienne właściwości zdrowotne wód Borjomi znali już starożytni. Znalezione przez archeologów rzymskie wanny mogą jednak świadczyć o tym, iż raczej się w nich kąpano aniżeli rozkoszowano smakiem wody.

 

Woda mineralna Borjomi tryska spośród wulkanicznych skał ze źródła na wysokości około 2300 m (bije w rejonie pobliskiego ośrodka sportów zimowych – Bakuriani). Stamtąd transportowana jest rurociągiem do uzdrowiska Borjomi, gdzie się ją butelkuje. Produkcją zajmuje się firma IDS Borjomi Georgia (część koncernu IDS Borjomi International, największego producenta naturalnej wody mineralnej w WNP i krajach Bałtyckich).

 

Po zejściu starożytnego Rzymu z dziejowej sceny i tureckich najazdach w XVI wieku, powodujących spustoszenie i wyludnienie południowych terenów dzisiejszej Gruzji, wody jak i miejscowość Borjomi uległo zapomnieniu. Dopiero XIX stulecie przyniosło renesans zainteresowania walorami ukrytego wśród gór odcinka doliny rzeki Mtkvari (Kury), bo okolica zachwyciła Wielkiego Księcia Romanowa. W 1842 roku wzniesiono z jego rozkazu pierwszą na terenie Gruzji carską rezydencję, a towarzyszący księciu dworzanie, przyczynili się do wylansowania mody na wypoczynek w Borjomi. Pod koniec XIX stulecia, składem oraz właściwościami wód i mikroklimatu zainteresowali się naukowcy. Wyniki ich badań skłoniły carskich urzędników do przekształcenia miejscowości w uzdrowisko.

W tym domu, ispirowanym co do stylu architektury wzorami alpejskimi, w czasach świetności carskiego uzdrowiska, rezydował Mirza Riza Khan – ambasador Persji w Gruzji, fot. Paweł Wroński

W okresie międzywojennym w następnym stuleciu, rozpoczęto przemysłową eksploatację źródeł i zaczęto rozprowadzać wodę mineralną z Borjomi jako leczniczą. W czasach socjalistycznych kurort przeżywał oblężenie, ale nie rozwijano infrastruktury, więc po upadku ZSRR szybko opustoszał. Teraz szybko się odradza, kusząc parkiem ze źrółami i walorami tryskającej z nich wody. Wody z Borjomi zawierają związki siarki i nasycone są dwutlenkiem węgla. Gospodarze wykorzystują je do kuracji pitnych i kąpieli, a butelkowaną ze źródeł Borjomi, Likani i Waszlowani-Kwibisi eksportują do ponad 30 krajów.

 

Kurort leży w przełomie Kury, między pasmami gór Meskheti i Trialeti. Przyrodę regionu chroni się w granicach Parku Narodowego Borjomi-Kharagauli. Borjomi dzieli 160 km od Tbilisi, a 130 km od Kutaisi. 

 


Kurort Borjomi: www.georgianjournal.ge
Woda Borjomiwww.borjomi.com
Gastronomiczny przewodnik (Gastroguide) Borjomi: www.gastroguide.borjomi.com
Park Narodowy Borjomi-Kharagauli: www.borjomi-kharagauli-np.ge


Nissan XTerra, na trasie

10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, pożyczonym dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).

Czerwińsk nad Wisłą w Nowy Rok (2019)

To taka nasza ‘nowa świecka tradycja’ – wycieczka w Nowy Rok, gdzieś niedaleko – na bliskie Mazowsze. Na początek 2019 roku odwiedziliśmy z Edytą Czerwiński nad Wisłą.

Jest tam wspaniały, romański w zrębach zespół klasztorny. Jego pierwszych gospodarzy sprowadził biskup płocki Aleksander za panowania Bolesława Krzywoustego w 1124 roku. Upasożony przez mazowieckich Piastów klasztor, jest dziś w rękach salezjanów, którzy w 2023 roku będą obchodzić stulecie obecności w zabytkowym nadwiślańskim kompleksie.

 

Bazylikę wzniesiono jako dwuwieżowy kościół z kamienia w 1 połowie XII wieku. Została konsekrowana w 1161 roku. Mimo wielu przeróbek w okresie gotyku, renesansu i baroku, kościół zachował charakter romański; w latach 1903-1911 przeprowadzono gruntowną restaurację obiektu.

 

Historia kompleksu sięga roku 1155. Papież Hadriana IV zatwierdził budowę klasztoru dla kanoników regularnych (zakonu z benedyktyńskiego pnia). Hojnie obdarowywani przez książąt mazowieckich mnisi stali się wkrótce jednym z najpotężniejszych właścicieli feudalnych w nadwiślańskiej piastowskiej dzielnicy. Klasztor stał się słynny w związku z wydarzeniami w 1410 roku. Zatrzymał się w nim bowiem Jagiełło ciągnąc pod Grunwald, by się pomodlić wraz z wojskiem o powodzenie w wojnie z krzyżakami. Jak wiemy, to jemu Niebiosa sprzyjały. Śladem tych zdarzeń są szlify na romańskim portalu, jakie powstały gdy rycerstwo ostrzyło o nie ostrza mieczy.

 

Kanonicy regularni żyją zgodnie z Regułą św. Augustyna z Hippony, spisaną u schyłku IV stulecia. Praktykują posłuszeństwo, czystość i życie wspólne bez własności; są otwarci na wszelkie formy pracy w Kościele. 

Do Polski kanonicy regularni przybyli na przełomie XI i XII wieku. Powstały wówczas prepozytury m.in. w Trzemesznie, Czerwińsku nad Wisłą, we Wrocławiu – Kościół NMP na Piasku, Żaganiu, Kłodzku, Mstowie, Kaliszu. Trzeba jednak pamiętać, że do 1959 roku nie było jednolitego pod względem struktury zakonu kanoników regularnych; z reguły autorstwa św. Augustyna korzystały różne zgromadzenia.

 

Kolejnym powodem do chwały jest obraz Matki Boskiej Czerwińskiej uznany w w 1647 roku za cudowny. Przyczynił się do tego król Władysław IV, który modłił się tu wówczas o zdrowie. Odzyskawszy je pozostawił votum z napisem: „Bliski śmierci – otrzymał zdrowie”. Od niemal stu lat maryjnym sanktuarium opiekują się salezjanie. Od czasu do czasu, w scenerii jaką tworzą romańskie w zrębach mury klasztornego zespołu kręcone są filmy, choćby sceny do serialowej adaptacji powieści „Lalka”.

 

Obraz Matki Boskiej Czerwińskiej namalował Łukasz z Łowicza w 1612 roku na zlecenie kanoników regularnych laterańskich (zgromadzenia działającego formalnie od 1446 roku) – ówczesnych gospodarzy opactwa. Związki kanoników regularnych z kompleksem trwały do 1819 roku, kiedy to w zaborze rosyjskim dokonano kasaty zakonu. Równocześnie odebrano Czerwińskowi prawa miejskie.

 


Portal gminy Czerwińsk nad Wisłąwww.czerwinsk.pl
Kanonicy regularni laterańscy: www.kanonicy.pl
Reguła św. Augustyna: www.augustianie.pl
Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia: www.czerwinsk.salezjanie.pl
Salezjanie: www.salezjanie.pl