Błogosławieństwo Gruzji

Woda bije w Gruzji z tysięcy źródeł we wszechobecnych górskich łańcuchach, spływa bystrymi rzekami i tworzy setki jezior, w których toni przegląda się południowokaukaski kraj.

Z wody czerpią Gruzini moc. W przenośni i dosłownie, bo ich kraj zasila energia elektryczna generowana w sieci hydroelektrowni rozlokowanych przy tamach na górskich rzekach. Ich budowę rozpoczęto już w latach 60. XX wieku, gdy Gruzja była jedną z radzieckich republik, ale impulsem do powszechnego wykorzystania siły wody, była polityczna separacja Abchazji oraz rosyjski protektorat nad jej terytorium. Wschodnia granica regionu biegnie bowiem doliną rzeki Enguri. Wznosi się na niej jedna z najwyższych na świecie betonowych zapór. Zamontowano tam turbiny hydroelektrowni, która do połowy pierwszej dekady XXI wieku pokrywała zapotrzebowanie na 40% energii elektrycznej całego kraju. Urządzenia hydroelektrowni mieszczą się niestety na abchaskim brzegu. Gdy żądnemu autonomii regionowi wsparcia udzieliła Rosja, w rękach wielkiego brata zza Kaukazu znalazł się także przełącznik prądu. Budując hydroelektrownie na innych rzekach, zwłaszcza na niemniej potężnej Aragwi, spływającej z Wielkiego Kaukazu wprost do Tbilisi, Gruzini za jednym zamachem uniezależnili się od abchaskiej samowoli i rosyjskiego nacisku. Nie odczuwają już problemów z elektrycznością. Ba, niczym w geście Kozakiewicza, rzęsiście oświetlają najważniejsze miasta: Tbilisi i czarnomorski kurort, Batumi.

Zapora na rzece Enguri ze sporną elektrownią, położoną na abchaskim brzegu, fot. Paweł Wroński

Tbilisi na źródłach stoi
Z wodą wiążą się legendarne początki gruzińskiej stolicy. Ba, jej nazwa – Tbilisi, wywodzi się od określenia gorących źródeł, na jakie podczas polowania natknął się król Wachtang Gorgosali. Goniąc za zranionym jeleniem dotarł do przesłoniętego oparami wody leśnego zakątka. Ciepła woda uleczyła rany zwierzęcia, a król oczarowany pięknem zakątka i cudowną mocą wody, nakazał w tym miejscu budowę miasta, do którego przeniósł stolicę z pobliskiej Mcchety. Było to półtora tysiąca lat temu. Nad źródłami powstała z czasem u bram miasta rozległa łaziebna dzielnica Abanotubani. Zaczerpniętym od perskich i tureckich najeźdźców obyczajem, zatrzymywały się w niej karawany, by zdrożeni kupcy mogli się oddać kąpieli i zmyć kurz ze szlaku. Dopiero po ablucjach wkraczano do miasta. Kopuły zabytkowych łaźni Orbeliani wciąż są charakterystycznym elementem panoramy starego Tbilisi. Woda ma temperaturę 40 st. C i nasycona jest związkami siarki, co nie umknie niczyjej uwadze ze względu na specyficzny zapach. Łaźnie zaś cieszą się ogromnym powodzeniem wśród mieszkańców i gości Tbilisi. Pod każdą z 15 kopuł znajduje się niewielki basen z ciepłą wodą oraz kilka marmurowych łóżek, na których klienci poddają się zabiegom. Kości aż trzeszczą gdy wprawny masażysta, zwany z turecka mekise, ustawia stawy na właściwych miejscach, skóra czerwienieje od nacierania, a mocno uderzane mięśnie rozluźniają się. W połączeniu z kojącym działaniem termalnej wody i delikatnych siarkowych wyziewów, masaż znakomicie relaksuje, ciało nabiera sprężystości, a energia zdaje się podwajać. Typowa sesja trwa około godziny. Wiele osób decyduje się jednak na dłuższy pobyt, zwłaszcza po to, by omawiać interesy. Pamiętać jedynie należy, że łaźnie nie są koedukacyjne. Wejście zaś, znajduje się przy ulicy Grishashvili, noszącej imię poety, który twierdził, że „być w Tbilisi i nie zażyć kąpieli w Orbeliani, to tak jak odwiedzić Paryż i nie zobaczyć Wieży Eiffel’a”.

Świat pije Borjomi
Światową sławę zawdzięczają Gruzini wodzie – butelkowanej mineralnej Borjomi (czyt. Bordżomi). Miejscowość, w której tryskają jej źródła rozsiadła się w malowniczej dolinie rzeki Mtkwari (znanej pod turecką nazwą Kura), wijącej się między pasmami Małego Kaukazu. Źródła były znane przynajmniej od I stulecia przed Chrystusem. Ale odkryte przez archeologów kamienne wanny z czasów rzymskich świadczą, że używano ich raczej do kąpieli, niż do picia. Tak było do XVI wieku, do tureckiej inwazji, po której region się wyludnił i o wodach zapomniano. Miejscowością zainteresowano się ponownie, gdy zachwyciła Wielkiego Księcia Romanowa. W 1842 roku wzniesiono z jego rozkazu pierwszą na terenie Gruzji carską rezydencję, a towarzyszący księciu dworzanie przyczynili się do powstania mody na wypoczynek w Bordżomi. Pod koniec stulecia składem oraz właściwościami wód i mikroklimatu zainteresowali się naukowcy, i wkrótce miejscowość przekształcono w uzdrowisko. W okresie międzywojennym XX wieku rozpoczęto przemysłową eksploatację źródeł, aby wodę rozprowadzać jako leczniczą. W czasach socjalistycznych kurort przeżywał oblężenie, ale nie rozwijano infrastruktury, więc po upadku ZSRR uzdrowisko szybko popadło w ruinę. Dziś powoli się odradza, kusząc pięknym parkiem ze źródłami. Wody nasycone dwutlenkiem węgla zaleca się do picia osobom z niewydolnością układu pokarmowego. W zasilanych gorącą siarkową wodą basenach urządza się kąpiele zdrowotne. Są zbawiennie dla zreumatyzowanych stawów i skóry. Butelkowaną wodę ze źródeł Bordżomi, Likani i Waszlowani-Kwibisi eksportuje się do ponad 30 krajów.

W Tskaltubo kąpał się Stalin
Tskaltubo leży w zachodniej części kraju, 7 km od Kutaisi. Imponuje pałacową architekturą i rozmachem założenia. Bryły wzniesionych tam monumentalnych budowli wieńczą szeregi kamiennych figur i dekorowane płaskorzeźbami frontony. Do kolumnowych portyków poprzedzających wejścia prowadzą szerokie schody. We wnętrzach nie poskąpiono marmurów, a wystroju dopełniają ciężkie, ozdobne żyrandole. Wszystko tonie w bujnej zieleni, tak charakterystycznej dla niewielkich gruzińskich nizin, jakie ciągną się na kształt klina od wybrzeża Morza Czarnego po Kutaisi. W parkowym otoczeniu jest mnóstwo połączonych schodami widokowych tarasów z tralkowymi balustradami. W prowadzących na nie alejkach tryska woda z wielkich kamiennych fontann. Zachowana pieczołowicie socrealistyczna aranżacja zdradza, że kompleks powstał w latach 40. O lokalizacji zadecydowały zasoby przesyconych radonem wód termalnych. Ich temperatura oscyluje koło 35-36 st. C. Kąpiele sprzyjają leczeniu i profilaktyce chorób układu sercowo-naczyniowego, skóry, narządów ruchu, metabolizmu, układu nerwowego i ginekologicznego. Walory zdrowotne, ciepły klimat i odległość od teatrów toczącej się wojny sprawiły, że właśnie tutaj radzieckie Ministerstwo Obrony założyło luksusowy ośrodek wypoczynkowo-rehabilitacyjny, który szybko zyskał popularność wśród krajowych elit. Ba, ponoć sam Stalin, rodowity przecież Gruzin, chętnie w nim wypoczywał. Ten argument wykorzystywany jest zresztą skwapliwie w promocji ośrodka, który po odrestaurowaniu otwarto ponownie w 2011 roku jako „Tskaltubo SPA Resort”. Oprócz basenów i zabiegowych gabinetów ośrodek oferuje hotelowe zaplecze, sale konferencyjne i koncertową. Do dyspozycji gości oddano też klub, herbaciarnię i bilardowe stoły.

Tskaltubo SPA koło Kutaisi – socrealistyczna architektura doby stalinowskiej, fot. Paweł Wroński

Orzeźwienie z wody
Wedle współczesnej wiedzy Gruzja jest kolebką winiarstwa. Świadczą o tym fragmenty glinianych naczyń z początków VI tysiąclecia przed naszą erą odkryte przez archeologów około 30 km na południe od Tbilisi, nieopodal Szulaweri. Są pokryte osadem kamienia winnego, a żadna inna z okolicznych roślin nie zawiera kwasu winowego. W okolicy znaleziono więcej świadectw uprawy winorośli, a przede wszystkim pestki winogron i sadzonki z tego samego okresu. Dowodząc ośmiu tysięcy lat tradycji, w wyścigu o miano kolebki winiarstwa, Gruzja wyprzedziła konkurentów – Iran, gdzie w Hadzi Firuz Tepe istnieją ślady upraw z połowy VI tysiąclecia p.n.e. oraz Armenię z jaskinią Areni-1, którą nazwano nawet „winiarnią sprzed 6 tysięcy lat”. Jednak historią jeszcze dłuższą niż winiarska szczycą się w Gruzji producenci piwa. Ba, starożytni Grecy opisywali mieszkańców dzisiejszej Gruzji jako georgias czyli uprawiających ziemię. W południowej części kraju odnaleziono dowody przechowywania ziarna pszenicy i narzędzia, którymi ją uprawiano już na przełomie VII i VI tysiąclecia przed Chrystusem, czyli niemal 9 tysięcy lat temu, a więc nawet dawniej niż winorośl. Od uprawy pszenicy do produkcji piwa tylko krok, natomiast na smak piwa wpływa w ogromnej mierze woda. Tej zaś, jako się rzekło, w Gruzji nie brakuje. Z górskich źródeł czerpią ją browary produkujące Mtieli – piwo z gór, na którego etykiecie piętrzą się kaukaskie szczyty i widać sylwetkę kozicy, Kazbegi – wizytówkę Wysokiego Kaukazu, czy Natakhtari, które w krótkim czasie podbiło 65% krajowego rynku. Ostatnim akordem jest moda na minibrowary. Wprawdzie dotarła do Gruzji niedawno, ale do grona faworytów w wyścigu o miano najlepszego piwa stanęły już tbiliskie restauracje Mirzaani, oferując chmielowy trunek z własnej warzelni. Tak oto dzieje korzystania z wody dla zdrowia i przyjemności zataczają w Gruzji krąg, zaczynając się i kończąc w Tbilisi.


INFO
Oficjalny portal z informacjami turystycznymi na temat Gruzji: www.exploregeorgia.org
Ciekawe i pożyteczne posty kolportuje facebook’owa społeczność Открой Грузию


Tekst był publikowany w zimowym zeszycie magazynu Eden w 2017 roku (www.spaeden.pl).


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Reklamy

Sułtan zaprasza do walca

Abdülaziz Han (1820-1876), 32. sułtan Ottomańskiego Imperium z dynastii osmańskiej, ciekawy świata, o szerokich zainteresowaniach i gruntownie wykształcony, odbył – jako pierwszy z tureckich władców – podróż po Europie, odwiedzając kluczowe stolice kontynentu.

Podróż stała się dla niego źródłem inspiracji w muzyce, którą z talentem komponował – jako pierwszy w Turcji – również na wzór europejski! Abdülaziz Han stykał się z muzyką klasyczną Starego Kontynentu już wcześniej, bo od 1828 roku, gdy na zaproszenie dworu przybył do Stambułu Giuseppe Dionizetti. Brat słynnego włoskiego kompozytora operowego, uczył członków sułtańskiej rodziny, zarażając miłością do muzyki dworskiej – stylu, jakiemu sam hołdował. Nic więc dziwnego, że fascynacja kulturą krajów zachodnich przebija z partytur muzycznych sułtana Abdülaziza, tak jak w utworze „Valse Davet” (Zaproszenie do walca), który wykonuje Ottoman Ensemble.

 

 

Nagranie z koncertu finałowego cyklu wykładów, pokazów oraz warsztatów, jakie pod auspicjami Ambasady Republiki Turcji w Polsce, odbywały się przez 1,5 roku na Zamku Królewskim w Warszawie pod hasłem: „600 lat relacji polsko-tureckich”.

Ottoman Ensemble w Sali Wielkiej zamku Królewskiego w Warszawie, fot. Paweł Wroński

 

 

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Wróżenie z fusów

Moda na wróżenie z fusów – kawowych i herbacianych – opanowała Europę w XVII wieku. Mieli w tym swój udział Turcy, Holendrzy i mieszkańcy wysp brytyjskich.

Ci pierwsi opracowali już wcześniej opasłe katalogi znaczeń możliwych wzorów jakie tworzą kawowe fusy, ci drudzy zwozili (przyszłe) herbaciane fusy z Chin do Europy w ładowniach swych statków. Natomiast ci ostatni, nudząc się w mgliste i dżdżyste wieczory, chętnie wypełniali sobie w ten sposób czas, gdy w filiżankach zabrakło już wonnego napoju. Szczyt popularności wróżenia z herbacianych fusów przypadł na epokę wiktoriańską.

Ponieważ fusy osadzały się na ściankach naczynek, finezyjną sztukę interpretowania wzorów i wyciągania z tego wniosków na temat przyszłości, nazwano tasseomancją (posługiwano się także określeniem tasseografia, a nawet – z nutą naukowego zacięcia – tasseologia), od arabskiego określenia filiżanki – tasse.

 

Wróżenie z kawy to po turecku kahve falı.

 

Zamieniwszy się w rodzaj towarzyskiej gry tasseomancja przyjęła się w innych krajach, sięgając też wschodniej Europy. Ba, przykładając może mniejszą wagę do rezultatów niż 200 lat temu, wiele osób również dziś chętnie wróży sobie przyszłość z fusów. Powodzenia!

Chociaż mamy udział w otwarciu się Europy na doznania płynące z filiżanki kawy (worki z ziarnami kawy wpadły w ręce Sobieskiego w 1863 roku, gdy jego zwycięskie wojska plądrowały pod Wiedniem namioty Kara Mustafy), dopiero od dwóch dekad, tak wielu spośród nas nie wyobraża sobie dnia bez przynajmniej jednej filiżanki kawy, fot. Paweł Wroński

 

A tak na marginesie, czy wiecie, że turecka filiżanka do kawy jest mniejsza od europejskiej? Że turecka kawa jest szczególnie drobno mielona, przez co jej roztarte na pył ziarenka przenikają przez każde sito, tworząc w filiżance zawiesinę? I, że parzenie kawy po turecku zostało w 2013 roku wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO?

 

Osman Serim, który osobiście przyczynił się do umieszczenia obyczaju parzenia kawy po turecku na liście UNESCO, opowiada o dziejach kawy, o jej drodze z Etiopii przez kraje arabskie do Europy, a potem na inne kontynenty, fot. Paweł Wroński

Osman Serim: www.osmanserim.com
Przyczynek do tematu: https://pawelwronski.blog
O wróżebnej tureckiej technice czytajcie na blogu ‘Cafe Hurriya’: www.cafe-hurriya.blogspot.com


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Şefika i 94. urodziny Republiki Turcji

W międzynarodowym środowisku muzycznym, turecką flecistkę Şefikę Kutluer nazywają „Magicznym Fletem”. Wielokrotnie nagradzana w kraju i za granicą artystka, jest solistką Narodowej Orkiestry Symfonicznej z Izmiru. W podobnej roli występuje również z Kameralną Orkiestrą UE.

Flecistka Şefika Kutluer i pianistka Naile Ahmedova podczas koncertu w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego w Warszawie, fot. Paweł Wroński

Z okazji 94. rocznicy proklamacji Republiki, Ambasada Turcji w Polsce zorganizowała uroczysty koncert w Wielkiej Sali Zamku Królewskiego w Warszawie. Występ Şefiki Kutluer uświetnił wydarzenie (www.sefikakutluer.com; www.facebook.com)*. Akompaniowała jej na fortepianie Naile Ahmedova, pianistka Tureckiej Opery Narodowej w Ankarze. W programie znalazło się 5 utworów:
* Taniec błogosławionych duchów z opery Orfeusz i Eurydyka Krzysztofa Glucka
* Menuet & Badinerie ze suity orkiestrowej nr 2 Jana Sebastiana Bacha
* Węgierska fantazja pastoralna Franciszka Dopplera
* Walc Fryderyka Chopina
* Marsz Turecki z XI Sonaty Fortepianowej Wolfganga Amadeusza Mozarta.



 

* Doceniając talent Şefiki Kutluer, Ian Anderson z Jethro Tull skomponował „Sefika’s Tango”.  Artystka koncertowała z zespołem wielokrotnie, wykonując m.in. ten właśnie, dedykowany jej utwór (www.youtube.com).

 

Koncert poprzedziło przemówienie J.E. Ambasadora Republiki Turcji w Polsce, Tunça Üğdüla. Imprezę zakończył bankiet w Arkadach Kubickiego.

J.E. Ambasador Republiki Turcji w Polsce, Tunç Üğdül z małżonką, fot. Paweł Wroński

Proklamując w 1923 roku Republikę Turcji, Mustafa Kemal Atatürk – Ojciec Wszystkich Turków, wyrażał nadzieję na „pokój w ojczyźnie, pokój na świecie”.

Współczesna Turcja jest spadkobiercą jego idei, ale jednocześnie sukcesorem rozległego osmańskiego imperium – ojczyzną różnorodnych grup etnicznych, narodowściowych i religijnych. Jej kultura tworzy więc barwny kalejdoskop, natomiast (s)pokój w ojczyźnie pozostaje wciąż wyzwaniem. Tym większym, że Republika Turcji narodziła się w epoce kształtowania w Europie i na świecie państw narodowych, a teraz – największą bodaj wartością jest regionalne zróżnicowanie, któremu hołduje UE oraz większość jej krajów członkowskich. Turcja zadeklarowała chęć przyłączenia do Wspólnoty dość dawno, proces akcesyjny uległ jednak spowolnieniu za prezydentury Recepa Tayyipa Erdoğana.

Przemówienie J.E. Ambasadora Turcji w Polsce, Tunça Üğdüla, fot. Paweł Wroński

 

Cumhuriyet Bayramı w dniu 29 października (Święto Republiki, 29 ekim), jest najważniejszym świętem państwowym w Turcji.

 


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Ebru – na wodzie malowanie

Ebru – sztuka malowania na wodzie kształtowała się przez stulecia, a jej głównymi ośrodkami stały się z początkiem XVI wieku metropolie tureckiego imperium: Buchara (dziś w Uzbekistanie) oraz Stambuł. W 2015 roku wpisano ebru na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO.

Kwiaty Anny Amil wykonane pdczas prezentacji ebru na Zamku Królewskim w Warszawie, fot. Paweł Wroński

Sztukę tę mylnie utożsamia się z techniką marmurkowania – również wywodzącą się z Turcji, a dziś powszechnnie używaną w introligatorstwie starodruków. Szuka się także podobieństw z japońskim kunsztem suminagashi – tworzenia deseni przez tusze pływające na wodzie. Ebru, zdecydowanie odróżnia od nich brak przypadkowości. Ebruista wie dokładnie czego pragnie i dąży do uzyskania takiego efektu jaki sobie wymarzył. Natomiast wzory stworzone technikami marmurkowania czy suminagashi, choć nierzadko porywające, są od woli artysty niezależne.

Nazwa tego wywodzącego się z tradycji orientu gatunku malarstwa pochodzi od perskiego określenia ebri (wym. abrï), oznaczającego coś zwiewnego, falistego, jak chmura.

Niepowtarzalność dzieł ebru wykorzystywano w Turcji już od XVI wieku, używając papierów zdobionych przez ebruistów do prowadzenia oficjalnej korespondencji oraz wystawiania dokumentów sułtańskich. Nie można ich było bowiem podrobić – ani skopiować, ani nawet powtórzyć uzyskanego przez konkretnego artystę wzoru. Najstarszy obraz wykonany techniką ebru o potwierdzonej dacie wykonania znajduje się w zbiorach muzealnych Pałacu Topkapi w Stambule. Powstał w 1539 roku.

W XIX wieku sztukę ebru zdominowały wzory kwiatowe i to one wyznaczają dziś kanon piękna obrazów wykonanych tą finezyjną techniką. Praca nad obrazem uważana jest także za formę medytacji, bo żeby ukończyć dzieło konieczne są głęboka koncentracja i spokój umysłu.

Anna Amil – ebruistka z Krakowa, fot. Paweł Wroński

Anna Amil, absolwentka orientalistyki i filologii tureckiej UJ, zajmuje się ebru od 7 lat, a swój warsztat doskonaliła pod okiem mistrzów ze Stambułu. Swoje kompozycje tworzy na papierze, choć dziś zdobi się w ten sposób także jedwab, choćby do celów użytkowych, jak na przykład krawaty.

Próbka możliwości jakie daje jedna z technik ebru, polegająca na rozprowadzaniu farb płynnymi ruchami – „pójdź i wróć”, fot. Paweł Wroński

Niezwykłe znaczenie dla sztuki ebru ma przygotowanie farb z naturalnych składników określonego pochodzenia, a nawet „oswojenie wody” w kuwecie, w której obraz powstaje. Składnikiem kluczowym jest żółć wołowa, która sprawia, że farby osiągają odpowiednią gęstość. Niebagatelne znaczenie ma oczywiście wyobraźnia twórcy, bo to ona podsuwa pomysły i sposoby odzwierciedlenia zrodzonych w myślach motywów na papierze, na który z powierzchni wody delikatnie się je przenosi.

Kwiat wykonany przez Annę Amil podczas kótkiego pokazu. Niby proste, ale kluczem było przygotowanie farb i wody, które umożliwiły sporządzenie tego delikatnego kwiatowego motywu, fot. Paweł Wroński

Anna Amil przedstawiła sztukę ebru podczas pokazu zorganizowanego na Zamku Królewskim w Warszawie pod auspicjami Ambasady Turcji w Polsce. W ramach kierowanego przez nią warsztatu powstało także kilka prac amatorskich.


Poznaj Turcję: www.facebook.com/PoznajTurcje/


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Zainspirowane przez „Gaumarjos”

Bakłażan na gruzińską modłę. Przecinamy go na kilka plastrów, ale nie do końca, żeby dał się rozłożyć we wdzięczny wachlarz.

Następnie przekładamy plasterkami Mozarelli i pomidorów, posypujemy serem Feta, przyprawiamy wedle gustu mniej lub bardziej ostro, i zapiekamy w temperaturze 220 st. C. Nam zajęło to 25 minut, choć czas zależy pewnie od wielu czynników – najlepiej wypraktykować.

Ponadto, składniki można wzbogacać, tak jak my – o posiekane orzechy włoskie, zioła, czy wszechobecne w gruzińskiej kuchni ziarenka granatu.

Koleżanka przywiozła biały trunek z winiarni Ijevan (czyt.: Idżewan) z Armenii – kraju, który współzawodniczy z Gruzją o miano światowej kolebki winiarstwa. Wino Premium z ręcznie zbieranych winogron szczepów: karmrahyut, haghtanak, tigrani i saperavi (Ijevan Selected; www.ijevangroup.am), skomponowało się znakomicie z bakłażanem.


Dla Davida Gamtsemlidze (www.gaumarjos.pl) wielkie dzięki za inspirację! Eli chwała za wino! A dla Edyty – gratulacje, bo bakłażan był pyszny 🙂

Gaumarjos!


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Kobiety nad Bosforem

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Stambuł, dziś największa metropolia Turcji, niegdyś Konstantynopol – stolica Bizancjum, rozsiadła się okrakiem nad Bosforem, łącząc europejski brzeg cieśniny z azjatyckim.

Oprócz kontynentów, nad Bosforem spotykają się dwie kultury – europejska z bliskowschodnią oraz dwie wielkie religie monoteistyczne – chrześcijaństwo z islamem. Te zetknięcia dodają miastu niezwykłego kolorytu, rodząc również problemy, choćby nietolerancję jako uboczny efekt „powrotu do tradycyjnych wartości religijnych„. Na pozór, jednak wciąż jest pięknie, a przynajmniej było – w lipcu 2017, bo turystyka pozostaje kluczową dziedziną tureckiej gospodarki, a gdzie jak gdzie, ale najwyraźniej odczuwa się to w Stambule.

Selfie z widokiem na Złoty Róg z tarasu restauracji Konyali w kompleksie pałacowym Topkapi, fot. Paweł Wroński

Z tarasów kompleksu pałacowego Topkapi widać doskonale zatokę Złoty Róg i stambulski Manhattan jaki wyrósł na przełomie XX i XXI wieku, tworząc nowoczesne biznesowo-shoppingowe centrum miasta na europejskim brzegu cieśniny.

W cieniu pawilonu na terenie zamienionego na muzeum sułtańskiego pałacu – Topkapi Sarayi, fot. Paweł Wroński

Słynna rezydencja ottomańskich sułtanów jest zespołem pawilonów o różnorodnym przeznaczeniu – prywatnym, oficjalnym, modlitewnym. Dziś, uzupełniona o lokale gastronomiczne z przytulonym do murów, otwartym dla publiczności parkiem Gülhane (Gülhane Parkı), jest jednym z ulubionych celów odwiedzin przybyszów ze wszystkich prowincji kraju i zza granicy. Trzeba wszakże pamiętać, że w roku 2016 liczba gości zza granicy spadła – oficjalnie – o 30% w stosunku do lat poprzednich. Z jednej strony wpłynęły na to tragiczne w skutkach zamachy terrorystyczne, z drugiej – nasilające się łamanie praw człowieka przez prezydenta Erdogana, bezpardonowo zwalczającego opozycję.

 

Jak podaje Amnesty International Polska, „Turecki sąd pozbawił wolności dyrektorkę Amnesty International w Turcji Idil Eser oraz 7 innych obrońców praw człowieka zaledwie kilka tygodni po aresztowaniu prezesa Tanera Kiliça. Wobec 2 kolejnych, władze wydały nakaz aresztowania. Uwięziono ich dokładnie wtedy, kiedy są najbardziej potrzebni: gdy niezależne media są uciszane, zabieranie głosu jest ryzykowne, a ludzie żyją w strachu”.

 

Ulica İstiklal w dzielnicy Beyoğlu jest dziś shoppingową, tłumnie odwiedzaną aleją, fot. Paweł Wroński

Niezależnie od tego ile w tym ostentacyjnie wyrażanego sprzeciwu, a ile obawy o bezpieczeństwo, faktem jest, że trudno dziś spotkać turystów z krajów Zachodniej Europy, nie przyjeżdżają też Japończycy. Wciąż jest jednak sporo Rosjan i trochę Polaków, najwięcej jednak widać gości z Chin i Korei, a nade wszystko z krajów Bliskiego Wschodu. Rosnąca liczba tych ostatnich jest efektem intensywnej kampanii promującej walory turystyczne Turcji, prowadzonej w krajach muzułmańskich.

Gülhane Parkı, popularne miejsce rodzinnego wypoczynku i towarzyskich spotkań w plenerze, fot. Paweł Wroński

W efekcie, na ulicach Stambułu obserwować można różnorodne zachowania i stroje kobiet, żyjących w środowiskach hołdujących koranicznej tradycji. Od liberalizmu charakterystycznego dla Turcji, zwłaszcza dla wielkich miast, po towarzyszące mężom stare i młode kobiety, okutane od stóp do głów na czarno, oglądające świat przez wąską szczelinę czarczafu – choć nie jest to strój komfortowy, wydaje się nie przeszkadzać żadnej z nich we wspomaganiu własnych wrażeń, czerpanymi z Internetu.

Im bardziej szczelne zakrycie, tym kraj pochodzenia jest bardziej ortodoksyjny obyczajowo, fot. Paweł Wroński

Najbardziej kolorowo i – ewentualnie – z lekkim jedynie odcieniem tradycji ubierają się młode Turczynki. Z krajów najradykalniejszych religijnie, gości oczywiście nie ma, bo po prostu nie podróżują.

Muzułmanki z tradycyjnych środowisk muszą przy posiłkach unosić niqab – zasłonę na twarz, część czarczafu (hidżab), fot. Paweł Wroński

 

Niqab to zasłona na twarz, część czarczafu (hidżab) o wielkim znaczeniu w świetle prawa koranicznego. Nie jest powiedziane, że „(…) kobieta, która nie nosi niqabu, nie znajdzie się w Raju, albowiem jak wiemy, są dwa ważne poglądy odnośnie hidżabu. Jeden pogląd, który podzielają uczeni to – niqab (zasłanianie twarzy) jest wadżib (obowiązkowy) inni twierdzą że jest – mustahab (zalecany, i jest to najlepsza rzecz, aczkolwiek nie-obowiązkowa). (…) wyjaśnienie dla tych, którzy twierdzą, że >>niqab nie ma podstaw w islamie i nie ma znaczenia<< (…) – ludzie tacy powinni zrozumieć, że niqab znajduje uzasadnienie w Koranie i hadisach – i nawet jeśli ktoś podziela pogląd, że nie jest wadżib – jest on niezaprzeczalnie najlepszą rzeczą i zalecaną, i każdy kto nosi niqab zasługuje na szacunek. Zaś ten, kto zniechęca do noszenia niqabu, lub neguje jego zasadność i twierdzi, że niqab nie ma podstaw w Koranie i sunnie, lub krytykuje i naśmiewa się z kobiet, które go noszą, powinien obawiać się Allaha (…)” (zasłona na twarz, w: oislamie/artykuly).