Wietnam – muzyka z kamienia

Litofon to instrument zbudowany z kamiennych płyt różnych rozmiarów. Jego wietnamska nazwa brzmi đàn đá i oznacza po prostu instrument z kamienia.

Najczęściej spotkamy instrumenty zbudowane z 3, co najwyżej z 5 kamieni, ale bywają też takie, w których jest ich 200! Wiek najstarszego, znalezionego na terenie Wietnamu litofonu, szacuje się na 3 tys. lat.

Źródło filmu: www.facebook.com (posted by MusicOff – La grande comunità online per musicisti on 29 czerwca 2015).  Brawa dla wirtuozki i akompaniującej jej perkusistki!

Materiał opublikowany na stronach http://magazynswiat.pl

Reklamy

Birma, Kambodża, Wietnam – mity i fakty

Birma, Kambodża, Wietnam. Kraje Półwyspu Indochińskiego fascynujące bajkowym krajobrazem, egzotycznymi obyczajami, przedziwnym smakiem potraw. Ich legendy, baśnie i mity odwołują się do nieznanych nam wydarzeń i wierzeń oraz odmiennego światopoglądu. I chociaż nie zawsze je pojmujemy, zaostrzają apetyt niczym tajemnicze przyprawy potraw.

do-sieci_Indochiny_5030

Birma. Budda, mnisi i Szafranowa rewolucja
O Birmie bywało głośno z powodu biedy, wcielanych do armii małych dzieci, drastycznych poczynań wojskowej junty, produkcji i przemytu opium na wielką skalę. Ale także z powodu licznych plemion o barwnej kulturze i wspaniałych świątyń. Szczególną sławą cieszy się sanktuarium Shwe Tha Lyaung – odpoczywającego Buddy w Bago. Jego lśniąca od złota postać ma niemal 55 m długości, a obsypane kosztownych kamieni stopy skrzą się tak, że wprawiają przybysza w osłupienie. Posąg liczy ponad tysiąc lat, ale wygląda wciąż jak nowy.

Ponoć syn okrutnego króla Mgadeikipy trafił w czasie polowania do wioski Suwannabhumi, gdzie ujrzał dziewczynę tak cudownej urody, że bez pamięci się zakochał. Ona odwzajemniła uczucie i wkrótce się pobrali. Gdy pojawili się na królewskim dworze, władca wpadł w szał i kazał obydwoje zabić. Nie tylko dlatego, ze dziewczyna była niskiego stanu, ale również dlatego, że była buddystką, a on wyznawał inną wiarę. Gdy przerażona dziewczyna zaczęła się modlić przed posągiem miejscowego bóstwa, ten pękł i rozsypał się z hukiem. Wtedy Mgadeikipa pojął, że prawdziwa wiara to buddyzm. Kazał potłuc wizerunki starych bogów, a na ich miejscu wznieść imponującą figurę Buddy.

Tam gdzie są świątynie i posągi, tam są także mnisi. Nierzadko dzieci, podobnie jak te, które trafiają do armii. W ciszy klasztorów czeka je bowiem lepsze i spokojniejsze życie niż w rodzinnych wioskach. W 47-milionowym birmańskim społeczeństwie kler buddyjski stanowi dziś półmilionową grupę. Cieszy się ogromnym autorytetem i choć nie ma scentralizowanej hierarchii stanowi liczącą się i wpływową siłę polityczną. We wrześniu  2007 roku poczucie odpowiedzialności za losy kraju, wyprowadziło dziesiątki tysięcy mnichów na ulice największych miast, Rangunu i Mandalaju. Ponieważ jałmużna od wojskowych związanych z reżimem miała im zapewnić pomyślne odrodzenie w kolejnych wcieleniach, mnisi odmówili przyjmowania datków, symbolicznie odwracając swoje żebracze miseczki do góry dnem. Do ich połączonego z modlitwą protestu przeciwko łamaniu praw człowieka i przetrzymywaniu w areszcie wybitnej działaczki Aung San Suu Kyi, dołączyli mieszkańcy miast i działacze opozycyjni. Rewolucja nazwana od koloru mnisich szat szafranową została krwawo stłumiona, a wielu jej uczestników aresztowano. Niemniej jednak ruch wolnościowo-demokratyczny, któremu przewodzi Aung San Suu Kyi, uzyskuje z roku na rok większe poparcie, wprowadzając Birmę na drogę politycznych i społecznych przemian.

Kambodża. Królestwo wielogłowych wężów
Jedną z największych turystycznych atrakcji tego kraju jest także obiekt sakralny. Monumentalny zespół pałaców i świątyń w Angkorze. Pośród licznych motywów zdobniczych na ścianach budowli pojawiają się często wężowe sploty nagów, opiekuńczych duchów królestwa. Na ich wężowych ciałach spoczywa Budda, a wachlarz z ich głów otacza go osłaniając przed żywiołami.

Angkor oznacza święte miasto i był niegdyś stolicą imperium Khmerów, jednej z największych potęg w dziejach Indochin. Opiewające jej powstanie legendy pełne są mistycznych zdarzeń i miłości. Wiążą też przeszłość Kambodży z Indiami. Jedna z nich opowiada o wygnanym z dworu w Delhi księciu Preah Tonga. Banita błąkający się bez celu i nadziei, napotkał na plaży oceanu piękną córkę króla węży. Miłość od pierwszego wejrzenia połączyła młodą parę, a ojciec dziewczyny okazał im przychylność. Ba, podarował młodej parze szmat ziemi. Inna legenda wiąże narodziny Kambodży z wprowadzeniem Buddyzmu. Jej bowiem bohater także pochodził z Indii i także poślubił córkę nagów. Ale nie bez przeszkód. Powitała go bowiem nieprzyjaźnie, chcąc zatopić łódź, którą przypłynął. Przechytrzył ją jednak i pokonał nie czyniąc krzywdy. Oczarowany zaś urodą i zakłopotany zgodną ze zwyczajami jej ludu nagością, obdarował też jedwabnymi szatami i klejnotami. Odwagą i podarunkami podbił serce dziewczyny. Pobrali się i stworzyli kwitnące królestwo.

Dwa tysiące lat później do władzy doszli Czerwoni Khmerzy, ekstremistyczne, owładnięte komunistyczną ideologią ugrupowanie. Radykalnie zrywając z przeszłością zamykali szkoły, szpitale i fabryki, likwidowali banki, delegalizowali religię i własność prywatną, przesiedlając mieszkańców miast do kolektywnych gospodarstw rolnych, w których produkowano żywność. Ich bezlitosne rządy w latach 70. XX w. doprowadziły do wymordowania niemal jednej czwartej kambodżańskiego społeczeństwa. Wsparte przez Wietnam powstanie doprowadziło do ich upadku i odsunięcia od władzy. Niemniej jednak, oddziały Czerwonych Khmerów prowadziły krwawą i wyniszczającą kraj wojnę partyzancką niemal do końca XX stulecia. Rozpadły się z powodu masowej dezercji żołnierzy, a ich odpowiedzialnych za akty ludobójstwa dowódców postawiono wreszcie przed sądem.

Wietnam. Pod opieką kuchennych bóstw
Oprócz krajobrazów i świątyń, ikoną Wietnamu są łodzie wypełnione po burty dojrzałymi owocami. To scena z targowiska na wodzie jakie łatwo napotkać w delcie największej rzeki kraju, Mekongu. Owoce zaś są nie tylko towarem, ale również symbolem pomyślności i dobrobytu.

Dobrobytu, o który dba triada opiekuńczych bóstw domowych, nazywanych też kuchennymi. Legenda tłumacząca ich pojawienie się głosi, że szczęśliwe niegdyś małżeństwo rozpadło się z powodu bankructwa i długów w jakie popadł mąż. Ona wyszła ponownie za mąż, on stoczył się z rozpaczy i został żebrakiem. Włócząc się po ulicach, zawitał niegdyś do domu swojej byłej żony, a ta litując się nad jego niedolą poczęstowała go obfitym obiadem. Tymczasem wrócił jej drugi mąż, i obawiając się nieporozumienia kobieta kazała swojemu gościowi ukryć się w stercie słomy. Zabrała się też za przygotowanie posiłku dla męża. Ten zaś, nie chcąc tracić czasu, zabrał się za palenie słomy. Doszło do tragedii, bo ukryty tam mężczyzna wolał spłonąć niż narazić na kłopoty kobietę. Ta ujrzała jak ginie z uśmiechem na ustach i wzruszona jego niewygasłym uczuciem rzuciła się w płomienie. Mąż zorientował się co się stało, i poruszony do głębi uczuciami, które mimowolnie wyzwolił, także rzucił się w ogień.

Cała trójka stanęła po śmierci przed obliczem Nefrytowego Cesarza, który także nie pozostał obojętny wobec uczuć jakie pokierowały ich poczynaniami. Uczynił ich bogami i zesłał z powrotem na ziemię, powierzając opiekę nad wietnamskimi rodzinami. Męskie bóstwa podzieliły się odpowiedzialnością za kuchnię i resztę domostwa, kobiecemu przypadła w udziale dbałość o rodzinne dochody. Tyle mówi legenda, faktem natomiast jest, że w tradycyjnych wietnamskich domach, kobiety zarządzają zazwyczaj majątkiem, a przy większych wydatkach mają głos decydujący.

Wietnam – kraj taki jak nasz…

W położonym we wschodniej części Półwyspu Indochińskiego Wietnamie, pięć tysięcy lat historii, poetycka kultura, socjalistyczny ustrój i wolny rynek tworzą niezwykłą mozaikę.

Z charakterystyczną dla ludzi z Dalekiego Wschodu kurtuazją, Nguyen Hoang, ambasador Socjalistycznej Republiki Wietnamu w Polsce i na Litwie, wskazuje podobieństwa między naszymi krajami. W rozległości terytorium, w dziejach wypełnionych wojnami o niepodległość, w wysiłku obu narodów, który pomaga przezwyciężać kryzysy i rozwijać gospodarkę. Z fundamentalną dla jego kultury delikatnością, ambasador nie wspomina wszakże, że historia Wietnamu jest dłuższa od naszej o niemal 3 tysiąclecia. Że w kraju znad Mekongu i Rzeki Czerwonej mieszka przynajmniej dwukrotnie więcej ludzi niż nad Wisłą i Odrą. Ani o tym, że dzieli nas odległość 10 tysięcy kilometrów. W epoce globalnych powiązań nie ma to zresztą znaczenia. Istotniejsze jest to, że od otwarcia granic u progu lat 90. XX wieku, Wietnam chętnie gości biznesmenów i turystów z całego świata. Bo chociaż pozostaje socjalistycznym, uwolnił gospodarkę spod partyjnej kurateli.

Po pierwsze ryż
Dlaczego? Ponieważ jest on wietnamską specjalnością. Produkują go tam najwięcej na świecie. Przy czym skromnie przyznają, że ustępuje jakością tajlandzkiemu, i zadowalając się pozycją wicelidera w międzynarodowym handlu, pracują nad poprawą. Na naszym rynku pojawia się coraz więcej produktów spożywczych z Wietnamu. Oprócz ryżu, owoców morza – ryb, krewetek, wyrobów garmażeryjnych. Poza tym importujemy tekstylia i wyroby ze skóry. Od nas natomiast, Wietnamczycy sprowadzają przede wszystkim urządzenia i narzędzia potrzebne w górnictwie oraz w stoczniach. Dobrą opinią cieszą się u nich nasze leki i w ogóle artykuły medyczne. Ba, Polfa ma w Wietnamie jedną ze swoich filialnych fabryk. Z produktów spożywczych Wietnamczycy importują z Polski mleko i jego przetwory. Mimo to polska obecność na tamtejszym rynku ma znaczenie drugorzędne. Koniunkturę na dalekowschodnim rynku zaliczanym coraz częściej do grona azjatyckich tygrysów, wyczuli jako pierwsi Amerykanie i są obecnie drugim po Chinach partnerem gospodarczym Wietnamu. Z krajów europejskich z inwestycjami wyprzedziły nas Francja, Niemcy i Wielka Brytania. Na postawę Francuzów i Amerykanów wpływa zasadniczo historia. Francuzi skolonizowali Wietnam w 1843 roku i dzierżyli w nim władzę do 1940. Amerykanie zaś, noszą w sobie po dziś dzień poczucie winy za zbrojną interwencją, która przekształciła się w wyniszczającą, trwającą 18 lat wojnę zakończoną dopiero w 1975 roku.

Egzotyczna mniejszość
Na obrazie Wietnamu i Wietnamczyków w Polsce kładzie się cieniem amerykańskie kino. Głównie rozrachunkowe, a jednocześnie widowiskowe epopeje z takimi przebojami jak „Czas Apokalipsy” czy „Pluton”. I nie zmienia tego fakt, że w Polsce, głównie w stołecznej aglomeracji żyje i pracuje wietnamska społeczność licząca blisko 50 tys. osób. To oznacza, że Wietnamczycy są jedną z najliczniejszych mniejszości narodowych w naszym kraju. Nie tworzą już hermetycznej grupy, ale otwierają się, organizując wydarzenia kulturalne związane z ich rodzinnym krajem, obyczajami i tradycją – festiwale filmowe, wystawy, spotkania. Mimo to, nadal kojarzymy ich przede wszystkim z drobnym handlem. Straganami z niedrogimi tekstyliami i sklepikami w przejściach podziemnych. Oraz z małą gastronomią. I chociaż niejednokrotnie z dziećmi egzotycznych emigrantów przyjaźnią się nasze dzieci, bo chodzą razem do szkoły, o ich kulturze wiemy zgoła niewiele. Bez szerszego oddźwięku pozostaje twórczość poety i tłumacza o polsko-wietnamskich korzeniach Lam Quang My. Pisze wiersze w obu językach, przekłada literaturę polską na język wietnamski i odwrotnie. Nie tak dawno, we współpracy z Pawłem Kubiakiem, przygotował tłumaczenie Antologii Poezji Wietnamskiej od XI do XIX wieku, wydane  w 2010 roku nakładem Wydawnictwa IBIS.

Ha Long…
Bez wątpienia na zmianę tego stanu rzeczy wpłynie turystyka. Wizyty w kraju, którego wydłużony kształt budzi skojarzenia z niesionymi na bambusowym drągu koszami z ryżem. Owe koszyki to rozległe delty rzek. Czerwonej na północy i Mekongu na południu. Pomiędzy nimi, niczym pręt, rozciąga się łańcuch Gór Annamskich dzielonych częściowo z Laosem. Ciągną się łukiem długości blisko 1100 kilometrów kulminując w granicach Wietnamu szczytem Fan Si Pan (2598 m n.p.m.). W ich ukształtowaniu charakterystyczne jest także to, że opadają  na wschód bardzo stromymi stokami. Ku bogato urzeźbionemu wybrzeżu Morza Południowochińskiego. Linia brzegowa kreśli zawiły ornament, pełna malowniczych zatok, lagun i słonecznych plaż. Liczy 3451 km długości, stanowiąc w kontekście rozwoju turystyki prawdziwą żyłę złota. Opadając łagodniej na zachodnią stronę, górskie stoki przechodzą w Płaskowyż Zachodni, przecięty potężną doliną Mekongu.

Na pytanie o atrakcje swojego kraju, ambasador odpowiada z nieukrywaną satysfakcją – Tego nie da się opowiedzieć, to trzeba zobaczyć. Napomyka o blisko trzech tysiącach miejsc godnych odwiedzenia. Cudach natury takich jak delta Mekongu, najeżona skalnymi wykorzystywana przez filmowców z całego świata zatoka Ha Long, starożytne miasta Hue, Da Nang, Hoi An oraz znany nam z filmów Sajgon, nazwany dla uczczenia lidera komunistycznych przemian Hồ Chí Minh. Ambasador zwraca uwagę na bajeczne piękno plaż Marmurowych Gór oraz na egzotykę ukrytych w dżungli wsi i miasteczek z zabytkami wysokiej klasy. Egzotyki nie trzeba zresztą szukać w ostępach deszczowych lasów. Znajdziemy ją bowiem na ulicach Starego Miasta (Hoàn Kiếm) w  Hanoi. W samym sercu stołecznej metropolii, w warsztatach rzemieślników pieczołowicie kultywujących tradycyjną sztukę formowania brązu, wyrabiających finezyjnie dekorowane barwne przedmioty ozdobne i naczynia z laki, praktykujących grawerunek, czy haft.

…i sajgonki
Symbolem smaków Wietnamu, są dla nas Europejczyków sajgonki, oryginalnie zwane nem. W mniejszym stopniu nadzwyczaj popularna na miejscu zupa pho, przyrządzana z wołowiny albo kury, z ryżowym makaronem i dymką. W istocie jednak kuchnia Wietnamu jest bardzo zróżnicowana, bo każdy region ma swoją specjalność. Ponadto receptury przesiąknięte są wpływami obcymi. W największym stopniu chińskimi i francuskimi. Wpływy Kraju Środka są najsilniejsze na północy, więc króluje tam sos sojowy. Na południu wypiera go zdecydowanie sos o intensywnym zapachu sfermentowanych ryb. Oba dodaje się do potraw w tych wszystkich sytuacjach, w których my użylibyśmy soli. Ze względu na złożony świat wierzeń, w którym buddyzm przenika inne kulty, popularna jest dieta, z której białko roślinne ruguje zwierzęce. Stąd popularność tofu i sojowych makaronów. A na koniec jeszcze jedno podobieństwo. Na każdym targowisku sprzedają pospolite warzywo o zielonych liściach przypominających nam najbardziej szpinak. Smaży się je z aromatycznymi dodatkami czosnku, chilli, trawy cytrynowej, kolendry, bazylii i imbiru. I podaje, w zależności od regionu, z dodatkiem sosu sojowego lub rybnego.

Szczęśliwej podróży i smacznego!

INFO
www.abcwietnam.pl
www.miedzykulturowa.org.pl

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Świat. Podróże. Kultura.” (2013).

Wietnam – umysł błękitnego poranka

Vovinam Viet Vo Dao należy do ogromnej rodziny dalekowschodnich sztuk walki. Zgodnie z pierwszym członem nazwy jest dumą narodu. Narodu wietnamskiego.

Techniki i filozofia Viet Vo Dao kształtowały się przez tysiąclecia. Historia Wietnamu sięga bowiem 2879 roku p.n.e. Wypełniały ją wojny o zachowanie kulturowej odrębności, języka obyczajów i niepodległości. Przez pierwsze tysiąclecie naszej ery Wietnamem władali Chińczycy. W XIII wieku kraj opierał się najazdom mongolskim. Na lata 1843-1940 przypadł okres francuskiego kolonializmu. Ostatni zaś dramatyczny akt rozegrał się na naszych oczach w II połowie XX wieku. Były to czasy politycznych podziałów wewnętrznych, pełnej okrucieństwa wojny domowej i krwawej amerykańskiej interwencji.

Tradycje i obyczaje poszczególnych prowincji, indywidualne podejście wielkich mistrzów oraz techniki wypracowane w rodzinach praktykujących sztuki walki od pokoleń, dały w efekcie szeroki wachlarz różnorodnych stylów i technik. W latach 1938-1945 mistrz Nguyen Loc ujednolicił je. Skodyfikował zasady i stworzył współczesną wietnamską szkołę walki Vovinam Viet Vo Dao. Wyjaśnienia wymaga drugi człon nazwy, może poza słowem Viet, które kojarzy się przecież bez trudu z nazwą kraju. Vo Dao oznacza drogę. Drogę życia wypełnioną walką. Są w tej sztuce techniki zapaśnicze skuteczne w parterze, walka gołymi rękoma i nogami w różnym dystansie oraz posługiwanie się bronią – mieczem, kijem, pałką, nożem.

Oczywiście, jak wszystkie sztuki walki, Viet Vo Dao nie służy już celom wojennym. Pozostaje jednak znakomitym, wszechstronnym treningiem ciała, umysłu i woli. Praktyczny wymiar znajduje ujście w walkach sportowych oraz w samoobronie Tu Ve. Tym skuteczniejszej, że wypraktykowanej przez ludzi drobnej postury, którzy brak broni i potężnej muskulatury, musieli rekompensować zręcznością, szybkością i determinacją. Do historii nawiązują ćwiczone po dziś dzień techniki nożyc Don Cha, czyli szczęki smoka. Pozwalały one drobnemu, ale lekkiemu bo pozbawionemu uzbrojenia człowiekowi, wskoczyć jeźdźcowi na głowę i poprzez odpowiednią rotację ciała zrzucić go na ziemię.

Viet Vo Dao przenika dziś pokojowy duch, wyrażony przesłaniem „Być silnym aby być pożytecznym”. Wierni temu credo pozostają praktycy tej sztuki, zarówno mistrzowie, jak początkujący. Wszyscy noszą strój ćwiczebny Vo Phuc w kolorze niebieskim. To przesycony poezją ukłon wobec tradycji, symboliczne podkreślenie dobroci i intencji czystych jak bezchmurne niebo. Aby doskonalić się w sztuce walki, potrzeba systematyczności, ogromnej wytrwałości, a nade wszystko zachowania otwartego umysłu. Przewiązywanie stroju przez początkujących jasnoniebieskim jak niebo w pogodny poranek pasem Dai, jest więc czymś w rodzaju obietnicy dochowania owej otwartości i deklaracją chęci poznania.
A, że w sztukach walki wszystko zaczyna się i kończy kurtuazyjnie, praktycy Viet Vo Dao oddają ukłon Le – stalowej ręki na łagodnym sercu. Wyrażają nim poszanowanie wobec takich wartości jak brak agresji, bezinteresowność, niezłomność oraz szacunek i życzliwość dla każdego człowieka.

INFO
www.vovinamworldfederation.eu
Vovinam Viet Vo Dao jest obecnie jedną z najpopularniejszych szkół sztuk walki oraz systemem edukacyjnym w Wietnamie. Praktykowane jest też w blisko 40 krajach świata. W Europie najsilniejsze ośrodki znajdują się we Francji, Hiszpanii, Szwajcarii i Włoszech. W Polsce Vovinam Viet Vo Dao można ćwiczyć w kilkunastu klubach w Warszawie, Wołominie, Legionowie, Ełku, Gdańsku, Węgorzewie, Bydgoszczy. Rozwojowi Viet Vo Dao na świecie patronuje organizacja Vovinam-Viet Vo Dao World Federation, działają narodowe sekcje tej organizacji. Ważnym elementem jest rywalizacja sportowa na arenie krajowej i międzynarodowej, w której Polscy zawodnicy odnoszą wiele sukcesów, startując również w turniejach MMA (mixed martial arts). W Polsce Związek Sportowy Viet Vo Dao działa od 2006 roku (www.vovinam.q4.pl).

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Świat. Podróże. Kultura.„, powstał na podstawie art. Krzysztofa Biadunia i Ryszarda Jóźwiaka (2013 r.).