Szwecja / Öland, Eketorp – żywa twierdza Wikingów

Odkrytą przez archeologów twierdzę zrekonstruowano w 1978 roku. Na Olandii powstało wówczas pierwsze w Skandynawii muzeum poświęcone codziennemu życiu Wikingów.

Archeologowie prowadzący w latach 60. i 70. XX w. badania, znaleźli na terenie twierdzy około 26 tysięcy bezcennych artefaktów, świadczących o rozwoju obronnego osiedla od epoki żelaza po średniowiecze, to znaczy od V wieku przed Chrystusem do początków XVI stulecia naszej ery. Dziś, w zrekonstruowanej osadzie odbywają się historyczne festiwale i muzealne lekcje. Eketorp można zwiedzać w okresie letnim – samemu lub z przewodnikiem.

Obwiedziony kamiennym murem Eketorp Borg wznosi się w południowej części długiej i wąskiej wyspy połączonej z lądem mostem przerzuconym nad Cieśniną Kalmarską – Ölandsbron (www.olandsbron.se). Geologowie i geografowie przypuszczają, że Olandia to pas wybrzeża, który oderwał się niegdyś od Półwyspu Skandynawskiego. Inaczej rzecz wygląda w świetle legendy, która głosi że wyspa powstała ze skrzydła gigantycznego motyla, który zakończył swój niefortunny lot, wpadając w morskie odmęty. Dlatego jest tak długa, wąska, i mimo ubogiej szaty roślinnej czaruje krajobrazem. Charakterystycznym elementem przyrodniczym są na niej torfowiska. Natomiast wietrzny morski klimat sprawia, że od wieków budowano na niej wiatraki. Kiedyś działało ich blisko 2 tysiące, wciąż obraca skrzydłami około 400. Ze względu na oryginalną przyrodę i dziejowe pomniki, południową część Olandii wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

INFO
O wyspie Olandii i wikińskim skansenie w wiekowej twierdzy (Fornborg på Öland): www.eketorp.sewww.olandsturist.se oraz www.visitoland.com

*   *   *   *   *

O Kalmarze i zamku królów szwedzkich łudząco podobnym do warszawskiego Zamku Królewskiego czytaj w tym archiwum: Weekend w Południowej Szwecji oraz Na straży szwedzkiego Bałtyku.

Reklamy

Szwecja / Skania, wyspa Ven – z wizytą u Tycho Brahe

Astronom i matematyk, którego obserwacje pomogły podważyć tezę o niezmienności niebios, miał dom i pracownię na położonej w cieśninie Öresund wyspie Ven (czyt. Vijen).

Wycieczka na Ven zajmuje cały dzień. Potrzeba na nią około… 100 zł. Tyle bowiem wynoszą w przeliczeniu na złotówki koszty dotarcia stateczkiem z Landskrony i z powrotem (to zresztą jedyne połączenie wyspy z lądem również dla niespełna 400 stałych mieszkańców), wypożyczenie żółtego roweru i bilet wstępu do zrekonstruowanego obserwatorium uczonego. Sam objazd wyspy zajmuje około 2-3 godzin, ale nie warto się spieszyć. Krajobraz jest przyjemny. Widoki na brzegi duński (odległy o 8 km) i szwedzki (5 km) – fantastyczne.

Tycho Brahe (Tyge Ottesen Brahe, 1546-1601), pochodził ze szlacheckiej rodziny duńskiej. Stworzył kompromisowy, geo-heliocentryczny model Układu Słonecznego, łączący tradycję nieruchomej Ziemi z teorią ruchu ciał niebieskich Kopernika.

INFO
Tycho Brahe-museet på Ven (Muzeum Tycho Brahe na Ven; w jęz. angielskim): www.u2142220.fsdata.se

Szwecja / Skania (Skåne), Österlen – Święty Olaf

Im dalej na wschód tym Skania  (Skåne) bardziej sielska. Tu są jej najpiękniejsze plaże i kameralne nadmorskie porty. Zapach ryb kusi by odwiedzać miejscowe tawerny zwane krog (czyt. krug) i skosztować potrwa z łososia lub śledzi. Niegdyś jednak kresy prowincji miały opinię najdzikszych w całej duńskiej monarchii. Österlenu nie odwiedzali nawet królowie.

do-sieci_St-Olof

Teraz nie jest już oczywiście dziko, ale dziwnie bywa często. Czyż bowiem nie zakrawa na paradoks, że w kraju uchodzącym za najbardziej ateistyczny w Europie, spotyka się kościoły w każdej bez mała wiosce?! I nie są to jakieś tam prowincjonalne kościółki. Ale dzieła architektury, których mury pamiętają czasy romańskie, wnętrza zaś wypełniają prawdziwe skarby – freski na ścianach, gotyckie rzeźby i obrazy w nawach oraz w ołtarzach. Najwięcej czasu spędziłem w kościele św. Olafa (Sankt Olofs kyrka). Patron kościoła dał nazwę niewielkiej wiosce. A ja byłem pod takim wrażeniem, że zaglądałem później do niemal wszystkich napotkanych po drodze świątyń, i nigdy, o ile tylko były otwarte, nie wyszedłem z nich zawiedziony.

do-sieci_St-Olof_interiorr

Te zachwycające pamiątki dawnych czasów są jednak przedmiotem gorącego sporu. Ale cóż oznacza gorący spór po szwedzku? Ano, dyskusję co zrobić z kościołami. Trwającą od lat, bo przecież prawie nikt do nich nie chodzi, a utrzymanie kosztuje. I to sporo. Pieniądze podatników płyną szerokim strumieniem nie tylko na utrzymanie budynków, ale również na pensje księży i pastorów, którzy w Szwecji traktowani są tak jak urzędnicy piastujący publiczne funkcje. Tym bardziej jest to odczuwane, że w miejscowości takiej jak Sankt Olof mieszka zaledwie 640 osób. Z drugiej strony są to zabytki przeszłości, często nie byle jakiej wartości, i nikt nie chce by pozostały bez opieki. Ponieważ nie wymyślono jak dotąd rozwiązania problemu, kościoły wykorzystuje się z jak największym pożytkiem dla miejscowej społeczności. Najczęściej pełnią więc funkcje ochronek dla dzieci. O czym świadczą stoliczki z zabawkami i przyborami do zajęć plastycznych – w każdym w którym taki kącik widziałem – używane.

INFO
http://trip-suggest.com

Szwecja – weekend w Południowej Szwecji

Ponoć wojska Karola Gustawa, które zalały Polskę niczym potop, przeszły przez Bałtyk. Po tak grubym i trwałym lodzie, że wznoszono na nim karczmy przy szlaku przemarszu.

Dziś połączenia ze Szwecją zapewniają promy. Ze Świnoujścia lub z Gdyni. Do Trelleborga, Ystad, Karlskrony. Przez cały rok. Korzystając z nocnych rejsów, spędzimy weekend na bałtyckim wybrzeżu Południowej Szwecji. W krainie malowniczych portów, miast z uliczkami wyznaczonymi rzędami kolorowych domków, surowych zamków i twierdz z armatami skierowanymi ku morzu. Potraw z łososi, na które można się tutaj wyprawiać z wędką. A także łagodnych owocowych cydrów i mocnego Absolutu. Tylko plaże mogą sprawić zawód. Chociaż piękne i dzikie, są zazwyczaj kamieniste, a morze jeszcze zimniejsze niż u nas.

Sweden_w-sina-dal

Morze nasze morze
Szwecja jest rozległym krajem o niewielkim zaludnieniu, który od wieków ciąży ku morzu. Z tego powodu miasta i miasteczka z nieodzownymi portami rozlokowały się na wybrzeżu, koncentrując przede wszystkim w rejonie cieśnin odcinających Półwysep Skandynawski od kontynentalnej Europy. O tę część wybrzeża Szwedzi toczyli przez wieki zacięte boje z Duńczykami. W efekcie przechodzenia z rąk do rąk regionu zwanego Skanią, powiewają nad nią do dziś flagi z żółtym krzyżem. Umieszczonym jednak nie w niebieskim jak na szwedzkiej fladze, ale w czerwonym polu – na duńską modłę. Im dalej na wschód od cieśnin, tym mniej miast, a porty rozrzucone są rzadziej. Wschodnie tereny Południowej Szwecji nazywano nawet w przeszłości Österlen, postrzegając przez długi czas jako dzikie i mniej wartościowe. Ot, taki skandynawski Dziki Wschód. Niemniej jednak to właśnie tam, w Karlskronie wyrósł najważniejszy z portów, gdy w XVI wieku Szwecja stała się morską potęgą. Cumowały w nim królewskie okręty wojenne, a dzięki silnej flocie miało się spełnić marzenie władców o panowaniu nad całym Bałtykiem. W XVII wieku, to właśnie marzenie oraz fakt, że w Polsce władali pretendujący wciąż do szwedzkiego tronu Wazowie, pchnęło ich kuzyna, Karola Gustawa do wojny znanej nam pod mianem potopu.

Związki Szwecji z Bałtykiem prezentuje muzeum marynistyczne w Karlskronie. Osnową ekspozycji są dzieje floty i nadbałtyckich wojen. Zaś perłą kolekcji – potężne rzeźby dziobowe z dumnych niegdyś okrętów.

Zamek Królewski nad Bałtykiem
Związki z morzem i wypełnione wojnami dzieje znaczą urządzenia obronne, forty strzegące wejść do portów i zamki. Najstarsze twierdze pamiętają czasy Wikingów, najliczniejsze toczone przez kilkaset lat wojny z Danią. Ostatnią chronologicznie linię obronną tworzą bunkry na przybrzeżnych wydmach, obsadzone przez wojsko w czasach zimnej wojny. Pośród licznych budowli o militarnym charakterze jedna jest kuriozalna. Glimmingenhus. Wznosi się w odległości 10 km od portowego miasteczka Simrishamn, pośród pól. Zamek o grubych na dwa metry murach z kamienia, otoczony fosą. Z tak wąskim wejściem i małymi otworami okien, że obronny charakter nie pozostawia wątpliwości. Ba, w środku, między stopniami są otwory, przez które można było razić przedzierającego się przez niższe kondygnacje wroga. Styl jaki kazał nadać budowli w 1499 roku duński admirał Jens Holgersen Ulfstand kłóci się jednak z faktem, że Glimmingehus stanowił wygodną rezydencję. Co więcej, wielu badaczy przeszłości jest przekonanych, że zastosowane rozwiązania były jedynie wyrazem marzeń właściciela o rycerskim żywocie. Zamku bowiem nikt nigdy nie zaatakował. A marzenie Ulfstanda chyba się spełniło, bo po dziś dzień pisze się o nim jako „ostatnim z duńskich rycerzy”. Zaskoczenie przynosi także wizyta w Kalmarze, rezydencji szwedzkich królów położonej na wschód od Karlskrony. Jest łudząco podobna do warszawskiego Zamku Królewskiego. Tyle, że kalmarski otoczony jest bastionami, w które uderzają morskie fale. Budowlę wzniesiono wprawdzie nieco wcześniej niż warszawską, ale nosi wszelkie cechy stylu określanego mianem baroku Wazów. Jest prosta, surowa i pozbawiona dekoracji. Rzuca się w oczy jedynie zegarowa wieża i okna przepruwające elewacje na podobieństwo ustawionych w szyku żołnierzy. Jeszcze większe zdziwienie, niż zewnętrzne podobieństwo budzą wnętrza. Warszawskie kapią od złota. Kalmarskie tchną wręcz koszarową surowością. Wazowie na polskim tronie musieli przyjąć katolicyzm, szwedzcy byli protestantami. Rzeczpospolita Szlachecka opływała w bogactwa. Szwecja należała wówczas do najbiedniejszych w Europie krajów. W wielkiej sali jadalnej ozdobionej jedynie reliefami ze scenami polowań zainscenizowano wielkanocny posiłek z 1568 roku. Zgoła odmiennie niż wyobrażamy sobie królewskie uczty. Na stole skromna zastawa i proste dania. Jedynie łabędź i paw na srebrnych tacach, podkreślają uroczysty klimat. Oprócz krzesła z oparciem dla króla, wokół stołu rozstawione są drewniane ławy, kojarząc się raczej z karczmą, niż ze splendorem królewskiego dworu.

Kurt Wallander tam był
Jest wiele podobieństw w krajobrazie szwedzkiego i polskiego wybrzeża. Jednak miasteczka są inne. Nie tylko dlatego, że purytańsko czyste, ale ze względu na odmienną zabudowę. Wzdłuż ulic ciągną się niewielkie z reguły domy. Często tak małe, że z trudem wyobrażamy sobie by we wnętrzu można było się wyprostować. Na ulicach Karlskrony przykuwają uwagę intensywną i pogodną barwą ścian. W Ystad mają elewacje w kratkę z powodu szachulcowej konstrukcji. Przestrzenie między belkami drewnianego szkieletu wypełnia glina. Belki są ciemno pomalowane, a płaszczyzny ścian między nimi otynkowane na biało lub na inne pastelowe kolory. Odmiennie też niż u nas, wszystkie okna, nawet te na parterze od strony ulicy, pozostają odsłonięte. Mocno ugruntowane w obyczajowości przyzwyczajenie wywodzi się z dawnych czasów. Wnętrza, do których każdy może zajrzeć (choć nikt tego nie robi), były moralną deklaracją. Świadczyły o tym, że rodziny tych co wyruszyli w morze czekają i nie mają nic do ukrycia. Długo w noc, w oknach świecą się lampki. Tak, jak przed wiekami, gdy widoczne z oddali światła przybrzeżnej osady, witały powracających z morza obietnicą domowego ciepła i odpoczynku. Tradycja jest podtrzymywana, ale życie toczy się wokół spraw współczesnych. Szczególnie mocno odczujemy to w Ystad i okolicy miasteczka. Za sprawą inspektora Kurta Wallandera. Bohater serialu, w którego wcielił się Kenneth Branagh, podbił serca telewidzów nie tylko w krajach skandynawskich. W konsekwencji, Ystad zwiedza się teraz zaglądając do miejsc, w których inspektor rozwiązywał kryminalne zagadki. Kierując kroki na malowniczą Mariagatan, uliczkę, przy której mieszka fikcyjny bohater, a która rzeczywiście istnieje. Zatrzymując się w Fridolfs konditori – kafejce, do której Wallander wpada zawsze na kanapkę i kawę. Czy spacerując po Mossbystrand, długich, dzikich plażach w pobliżu Ystad, na które inspektor zabierał Lindę gdy była jeszcze dzieckiem. Ścieżki filmowego bohatera naszych czasów przecinają się ze ścieżkami brata Eskila. Mnicha, kontemplującego kwiaty, na skwerze nieopodal opactwa, założonego w Ystad w XIII wieku.

Tajemny krąg
Ba, szlaki inspektora przecinają się nawet ze ścieżkami Wikingów. W pozostawionym przecież przez średniowiecznych protoplastów dzisiejszych Skandynawów, tajemniczym kręgu Ales Stenar koło Kåseberga (15 km od Ystad), Wallander zastanawiał się gdzie zniknęła Anna z inspirującej serial powieści „Zanim nadejdzie mróz”. Historia i filmowa fikcja spotykają się na szwedzkim wybrzeżu wielokrotnie. Zwłaszcza w świecie Wikingów, który odżywa od niedawna za sprawą skierowanej do najmłodszych animacji „Jak wytresować smoka” studia DreamWorks czy emocjonującego serialu dla dorosłych „Wikingowie”. Ten ostatni przygotowuje kanał History i odnosi niemały sukces, gromadząc przed ekranami ponad 5-milionową widownię. Południowa Szwecja kryje kilka ważnych miejsc związanych z historią Wikingów. Ales Stenar jest pośród nich największą zagadką. Nie wiadomo bowiem co wyraża 59 kamieni ustawionych na podciętym klifem wysokim brzegu. Tworzą wprawdzie zarys łodzi długiej na 67 m i szerokiej na 19 m ale nie udało się dotąd ustalić czy to pomnik, miejsce kultu, czy pogrzebowych obrzędów. Jasne jest natomiast przeznaczenie kurhanu z epoki brązu – Kungagraven w Kivik. Odkryto go w 1748 roku. Ma średnicę 75 m i kryje podłużną komorę grobową zbudowaną z 8 kamiennych płyt pokrytych rytami. Przedstawiają sceny ofiarne, muzykantów grających na lurach, symbolizujące słońce koła z wpisanym krzyżem, zwierzęta, łodzie, uzbrojenie. Zwłok ani żadnych przedmiotów wprawdzie nie znaleziono, ale badacze są pewni swoich teorii, jak i tego, że kurhan obrabowano. Są wreszcie trzy warowne osady. Foteviken w Höllviken koło c, twierdza w Trelleborgu wzniesiona na planie niewiarygodnie idealnego koła oraz nieco mniej regularna ale za to świetnie zachowana Eketorp, osada na wyspie Olandii (niemal na wysokości Karlskrony). We wszystkich trzech można popuścić wodze fantazji, bo dbają o nie stowarzyszenia miłośników wikińskiego świata. Ich członkowie rekonstruują budynki, zajmują się rzemiosłem, inscenizują prozaiczne domowe zajęcia, wielkie sceny historyczne i pojedynki wojowników. Wcielając się w historyczne postacie animują zajęcia edukacyjne i oprowadzają zwiedzających. Nie są więc to pospolite skanseny czy klasyczne muzea, ale miejsca, w których – przy odrobinie wyobraźni oczywiście – przekroczymy bramy czasu.

U źródeł Absolutu
Podobnie jak i w innych skandynawskich krajach, specyficzny jest stosunek Szwedów do alkoholu. Zaporowe ceny w sklepach (nie mówiąc już o znikomej ilości sklepów czy stoisk monopolowych) i w restauracjach, surowe zakazy w miejscach publicznych oraz ujęte prawem ograniczenia mają zapobiegać społecznej chorobie jaką jest uzależnienie i jej opłakanym skutkom. A tu – jak na ironię – właśnie w południowej Szwecji znajdują się dwa miejsca, które nomen omen, są wielkim źródłem pokusy. Pierwsza to Kivik, miejscowość znana z wyrobu lekkich owocowych cydrów, głównie jabłkowych i gruszkowych. Ich wytwarzanie ma tu półtora wieku tradycji i rozwinęło się doskonale, bo okolice słyną z owocowych sadów. Zawierają od 2 do 6% alkoholu i tylko tutaj można bez trudu skosztować tych najmocniejszych. W sklepach są przede wszystkim te najsłabsze. Drugie miejsce to Åhus, miasteczko, w którym znajduje się wytwórnia Absolutu. Dlaczego założono ją właśnie tutaj? Ano z siły tradycji i z racji wyjątkowo dogodnych warunków do uruchomienia produkcji. W okolicach uprawia się bowiem pszenicę i to akurat takiej odmiany, która lepiej nadaje się do fermentacji niż do przerobienia na mąkę (odmiany lepsze do wypieków uprawia się dalej na północ). Są też głębokie i obfite źródła nieskazitelnie czystej wody. Wódka podbiła więc świat, choć ze wspomnianych wcześniej względów, by nie kusiła Szwedów, całą produkcję kieruje się najpierw do Niemiec i dopiero stamtąd Absolut rozprowadzany jest po świecie. Nie przeszkadza to jednak w tym, że przybywających do Åhus wita ceramiczny piec w kształcie butelki Absolutu. Jego granatowa glazura kontrastuje z czerwonymi cegłami, z których wzniesione są budynki gorzelni. Ba, kształt butelki zaprojektowanej przez Gunnara Bromana zna cały świat. Do tego faktu odwoływali się architekci, bracia Max i Mats Svenssonowie, którzy już w 1999 roku wymarzyli sobie wzniesienie 12-kondygnacyjnego hotelowo konferencyjnego budynku właśnie w kształcie takiej butelki. Chcieli go wznieść nieopodal plażowego molo i nazwać Åhus Strand. Pomysł wywołał jednak tak ostry sprzeciw, że jak dotąd, pozostaje na desce kreślarskiej.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

INFO
Trasa (345 km + 99 Karlskrona-Kalmar): Kalmar – Karlskrona – Åhus – Kivik – Simrishamn (Glimmingehus Slott) – Ystad (Ales Stenar) – Trelleborg
Gdzie jeść?
W krogach – tawernach portowych, a ponadto w:
– Buhres Fisk w Kivik (nagradzana restauracja specjalizująca się w potrawach z owoców morza): www.buhresfisk.se
– Vendel Restaurang w Kåseberga (u podnóża klifów, na których jest Ales Stenar): www.vendelrestauranger.se
– Store Thor w Ystad (powinien tu wstąpić każdy kto śledzi z zapartym tchem przygody komisarza Wallandera – tutaj bowiem Linda i Jamal spotykają się z Kurtem w odcinku „Mördare Utan Ansikte” czyli „Morderca bez twarzy”; taki był także tytuł pierwszej książki z cyklu poświęconego komisarzowi. Napisał ją w 1991 roku Henning Mankell; polskie tłumaczenie ukazało się w roku 2004 nakładem WBA.): www.storethor.se
Gdzie spać?
Spokój i luksus tworzą wyważoną kompozycję w otoczonej pięknymi ogrodami pałacowej rezydencji Kronovalls Vinslott w Fågeltofta (Tomelilla): www.kronovall.se (ang. www.guide.visitskane.com)
Skania – informacje turystyczne: www.visitsweden.com oraz www.skane.org
Inne przydatne adresy:
*Historia Szwecji: www.sweden.se
* Muzeum Marynistyczne w Karlskronie (po polsku): www.marinmuseum.se
* Zamek w Kalmarze: www.kalmarslott.se
* Foteviken: www.fotevikensmuseum.se
* Wytwórnia i muzeum cydru w Kivik: www.kiviksmusteri.se
* Oficjalna strona marki Absolut: www.absolut.com

Przeprawy promowe – wybrane rejsy nocne
www.stenaline.pl
www.polferries.pl
www.unityline.pl
www.ttline.pl
Rezerwacje u różnych armatorów: www.directferries.pl

Tekst był publikowany na łamach magazynu „EGO Inspiracje” (2014)

Szwecja / Skania – na straży szwedzkiego Bałtyku

Rezydencja królewska w Kalmarze przypomina warszawski Zamek Królewski. To zrozumiałe zważywszy, że obecny wygląd zawdzięcza dynastii Wazów. Tyle tylko, że o mury twierdzy obijają się fale, a po spokojniejszej wodzie pływają łabędzie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Nad wieżami krążą mewy. Atmosfera jest intrygująca, ale surowe wnętrza przypominają koszary. Największe jednak zaskoczenie przeżyłem w sali, w której odtworzono stół z wielkanocnej biesiady 1568 roku. Ucztę królewską wyobrażałem sobie… wystawniej. Gdyby nie wypchane ptaki – łabędź i paw, nie byłoby nic uroczystego. Ser, jajka, ryby, warzywa, jabłka, bochenki białego chleba i dzbany z wodą. Były ryby i homar, ale w nadmorskim kraju to chyba nic niezwykłego. Ponadto tylko królowi podstawiono krzesło z oparciem. Reszta królewskiej rodziny musiała zajmować miejsca na prostych ławach.

Za Wazów, Szwecja uporała się z odwiecznym wrogiem – Danią. Niespełna sto lat po kalmarskiej uczcie, w 1658 roku zawarto pokój w Roskilde i Duńczycy wynieśli się z Półwyspu Skandynawskiego ustępując z nadbałtyckich prowincji: Skanii i Blekinge. Zamek w Kalmarze, który przez stulecia strzegł interesów korony na południowych rubieżach, utracił w tym momencie znaczenie. Szwecja była u szczytu militarnej potęgi. Przejęła wprawdzie duńskie fortyfikacje z cytadelą w odległej Landskronie, ale dla utrzymania zdobyczy, potrzebowała nowego, silnego portu nad Bałtykiem. W tych okolicznościach, niespełna 100 km na południe od Kalmaru, powstała Karlskrona.

Choć niewielka, należy do najważniejszych miast nadbałtyckich. Nad niezamarzającą, głęboką, ukrytą wśród skalistych wysepek zatoką ulokował ją na polecenie Karola XI, wybitny architekt i budowniczy fortyfikacji Erik Dahlberg. Na miejscu rybackiej osady, na wyspie Trossö wzniósł port wojenny i stocznię, zaś na zewnętrznych wysepkach archipelagu fortyfikacje. W naturalny sposób rolę falochronów pełnią skaliste brzegi 33 wysp. Między portem a centrum miasta wytyczył szerokie ulice i 3-hektarowy główny plac (Stortorget). Stoi dziś na nim pomnik Karola XI, którego imię upamiętniono w nazwie miasta. Karlskrona stała się symbolem szwedzkiego panowania nad Bałtykiem. Handel rybami i pietruszką – owszem, ważnymi składnikami miejscowej kuchni – miał znaczenie drugorzędne. Odbywał się na placu Fisktorget, o którego przeszłości świadczy dziś jedynie rzeźba kobiety sprzedającej ryby. Natomiast główny rynek był sceną wojskowych parad. Reprezentacji służyło też Nabrzeże Królewskie (Kungsbron), gdzie admiralicja oraz przedstawiciele mieszczan zbierali się, aby uroczyście witać przypływające do portu osobistości. Z tych czasów pochodzi przeglądająca się w morskiej wodzie admiralska rezydencja i najściślej związany z historią miasta Kościół Admiralicji (Amiralitetskyrkan). Drewniany zbór na planie równoramiennego krzyża ma cynobrowe ściany, podobnie jak wiele domów na wybrzeżu. Otacza go park. Nieopodal jest szkoła marynarska i port wojenny.

Po przybrzeżnych wodach nieustannie krążą kutry. Żeby je dojrzeć trzeba wytężać wzrok, ponieważ szare kadłuby zlewają się z morską tonią. Inaczej niż żółty prom, regularnie kursujący na Aspö. Wysunięta w morze wyspa jest naturalnym strażnikiem karlskrońskiego portu, a jej skaliste brzegi kryją cytadelę Drottningskär. Koszary, mury z granitowych bloków i wysunięte w morze bastiony są tak znakomicie skomponowane z przybrzeżnymi skałami, że twierdzę trudno dostrzec z morza. 100 ciężkich dział i moździerzy, które tu niegdyś stały miało taką siłę ognia, że nikt nie odważył się zaatakować Karlskrony.

Morską przeszłość miasta prezentują zbiory muzeum marynistycznego (Marinmuseum). Są modele starych wojennych statków oraz zaaranżowane jak scenografia do filmów wnętrza: warsztat szkutniczy i pokład artyleryjski z XVIII-wiecznego okrętu Dristigheten. Zadbano nawet o odpowiednie efekty dźwiękowe. Jest podwodny tunel, z którego widać wrak zatopionego okrętu, a przy nabrzeżu przycumowano nowsze okręty wojenne takie jak łódź podwodną z 1904 roku, trałowiec z II wojny światowej czy kuter torpedowy klasy Västervik. Najbardziej jednak podobały mi się rzeźby dziobowe – galiony z okrętów floty Gustawa III.

Karlskrona ma też cywilne oblicze. Nader pogodne, zwłaszcza w XVIII-wiecznej dzielnicy Björkholmen, gdzie mieszkali rzemieślnicy pracujący w stoczni, swego czasu jednej z większych w Europie i bardzo nowoczesnych. Wzdłuż cichych uliczek ciągną się bajecznie kolorowe drewniane domki. Nikt nie zasłania w nich okien. Echo purytańskiej obyczajowości, nakazującej prowadzić się moralnie, niczego nie ukrywając przed sąsiadami miesza się ze zwykłą praktyką związanego z morzem narodu. Widoczne z oddali światełka stanowiły dla wracających z morza obietnicę wypoczynku w cieple domowego ogniska.

W tej części Szwecji skaliste są nie tylko wyspy Karlskrony, ale całe wybrzeże. Nazywa się je szkierowym. Aż dziw bierze że w nieprzyjaznym skalistym podłożu zapuściły korzenie dęby i brzozy, przez co gęsta zieleń otula w wielu miejscach morski brzeg. Tam natomiast, gdzie drzew nie ma, nad samo morze schodzą łąki. Pasie się bydło i owce. W tak zróżnicowanych warunkach znakomicie czują się ptaki – morskie, leśne i łąkowe, przez co w okolicach Karlskrony i Kalmaru nieustannie słyszy się śpiew, trele, gwizdy i pokrzykiwania… Gdyby Julian Tuwim był Szwedem „Ptasie Radio” nadawałoby z Karlskrony.

INFO
www.karlskrona.se
www.szwecja.pl
Rejsy z Gdyni do Karlskrony obsługuje Stena Line: www.stenaline.pl

Waluta
korona szwedzka: 1 SEK

Noclegi
– na kempingach – od 160 SEK od osoby (włącznie z miejscem na samochód i namiot)
– w należącym do sieci SAS hotelu „Park Inn” – 1550 SEK za pokój 2-osobowy
– całoroczne schroniska młodzieżowe i hostele (Vandrarhem) – 200 SEK od osoby w pokoju 2-osobowym (adresy w układzie regionalnym: www.stfturist.se)
Obiad w restauracji – 150-200 SEK; w dni powszednie w godz. 12.00-15.00 danie dnia (dagens ratt) z sałatką i herbatą lub kawą – 75 SEK. Godne polecenia są potrawy z ryb, zwłaszcza serwowane w portowych tawernach (hamnskrog).

UWAGI
* Ograniczenia prędkości (są święte) – na autostradzie 90, w mieście 30 km/h.
* Angielski jest w powszechnym użyciu.

Tekst był publikowany na łamach tygodnika „Świat i ludzie” (2007)