Tarce, na wschód od Jarocina

Ekskluzywny hotel z restauracją w pałacu w Tarcach otworzyli współcześni właściciele, rodzina Trzcielińskich z Poznania. Zainwestowali fortunę w rekonstrukcję zabytkowego gmachu i rewitalizację otaczającego go francuskiego założenia parkowego włącznie z zagrodą z danielami. Pałac, w którym przez długie lata mieściła się szkoła rolnicza, odzyskał dawną świetność.

Tylko patrzeć jak współcześni bywalcy pałacu zaczną łowić zwierzynę w okolicznych lasach. Tak było przecież w pierwszych dekadach XX wieku, gdy do właściciela, hrabiego Zbigniewa Ostroroga-Gorzeńskiego przyjeżdżali na polowania prominentni goście z całej Polski. Trzeba tylko pamiętać, że równocześnie hrabia położył wielkie zasługi dla  Wielkopolski i przyczynił się walnie do odzyskania przez Polskę niepodległości. Wyposażył i wyszkolił kompanie jarocińskich ochotników, którymi dowodził podczas powstania, a ponadto – zarówno przed, jak i po powstaniu wielkopolskim – wspierał hojnie polskie organizacje kulturalno-oświatowe na ziemi jarocińskiej. Zmarł bezpotomnie w 1926 roku.

 

Pałac w Tarcach pochodzi z 1871 roku. Na zlecenie właścicieli, rodziny Ostrorogów-Gorzeńskich herbu Nałęcz, neorenesansowy francuski kostium nadał mu ceniony w tamtym czasie poznański architekt, Stanisław Hebanowski (najbardziej znanym jego projektem jest gmach Teatru Polskiego w Poznaniu). Wzorem wielu innych rodzin, gospodarze chętnie gościli u siebie luminarzy kultury i polityki. Bywali u nich m.in.: Wojciech Kossak, Magdalena Samozwaniec, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska oraz kilkakrotnie marszałek Edward Rydz-Śmigły, w 1937 roku w towarzystwie generalicji i wyższych oficerów.

 

Wojciechowi Kossakowi pałac zawdzięcza miano „perły ukrytej wśród lasów”, a jego córce – popularnej później pisarce Magdalenie Samozwaniec opis wizyty w Tarcach w 1926 roku, gdy wraz z ojcem i siostrą (notabene Marią Pawlikowską-Jasnorzewską), zjechali „do najpiękniejszego majątku w Poznańskiem, gdzie był olbrzymi zwierzyniec pełen saren i rogaczy, oraz park, a w nim trzy poetyczne stawy, na których rosły lilie wodne i pływały łabędzie (…) oswojona sarenka, wypiła mleko z dzbanuszka, skubnęła bułkę, uszczknęła kawałek kiełbasy. Posiliwszy się, krokiem baletnicy wybiegła z pokoju przez niedomknięte drzwi. Niełatwo było opuścić dwór, gdzie była taka dobra kuchnia i gdzie zwierzęta przychodziły na śniadanie.”. Do świetnych tradycji podjarocińskiej rezydencji nawiązuje przywrócona w obiekcie funkcja concierge’a – historycznie osoby odpowiedzialnej za utrzymanie palących się świec w trakcie uroczystości. Hotel-restauracja w pałacu w Tarcach adresuje swoją ofertę do wymagających klientów.

Park otaczający rezydencję ma 10 ha powierzchni. Jest w nim romantyczna altana na wyspie i figura Matki Boskiej z Lourdes wystawiona w drugiej dekadzie XX wieku na kamiennym pagórku, spod którego bije źródełko. Jest także odtworzona po 2007 roku zagroda z danielami, a pośród 750 starych drzew aż 20 posiada status pomnika przyrody.


Pałac w Tarcach (Tarce 20, 63-200 Jarocin), fanpagewww.facebook.com; stronę hotelową (www.palac-tarce.pl) blokują programy antywirusowe (na stronie jest także wirtualny spacer po pałacu: www.palac-tarce.pl/vt/index.php)
Pałac z krótkim opisem zamieszczono także w galerii fotograficznej wielkopolskich rezydencji: www.galeriawielkopolska.info

Reklamy

Kórnik tonie w zieleni

Kórnicki zamek i ogrody są tak urządzone by sprawiać wrażenie, że właściciele jeszcze przed chwilą tu bawili i wkrótce powrócą do przerwanych zajęć. Sala muzealna na piętrze, a także biblioteka i pokoje gościnne używane są współcześnie jako pracownie naukowe.

Zamkowy kostium pochodzi z wieku XIX, bowiem tutejszy późnośredniowieczny zamek rycerski Górków dwukrotnie poddano przebudowie. W XVII wieku przekształciła go w barokową rezydencję Teofila z Działyńskich Szołdrska-Potulicka. Mody się zmieniają, więc dwa stulecia później, na zlecenie hrabiego Tytusa Działyńskiego, kolejnych wielkich zmian dokonał wzięty wówczas berliński architekt Karol Fryderyk Schinkel. Według jego projektu powstała neogotycka rezydencja, nawiązująca krenelażem i basztami oraz orientalnymi akcentami do wojennej profesji członków rodu oraz do tak chętnie w tamtych czasach przywoływanej ‘mocarstwowej’ przeszłości Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Mimo hołdowania romantycznym trendom, Tytus Działyński był w duchu pozytywistą. Sam posiadł gruntowne wykształcenie techniczne, więc wiele uwagi poświęcał rozwojowi polskiego przemysłu i rzemiosła, upatrując w gospodarce klucza do podtrzymania wśród rodaków polskości. Szkolił własnym sumptem rzemieślników, urządzał wystawy polskich wyrobów oraz pokazy ogrodnicze. Był jednym z założycieli i prezesem Towarzystwa Przemysłowego, a do kórnickiego parku sprowadzał i aklimatyzował różne, nierzadko egzotyczne gatunki drzew oraz krzewów, pragnąc by w przyszłości służyły słuchaczom uczelni rolniczej jaką pragnął założyć. Nie udało mu się wprawdzie tej idei urzeczywistnić, ale jego dzieło stało się zaczątkiem utworzonej w 1933 roku placówki naukowej, przekształconej później w Instytut Dendrologii Polskiej Akademii Nauk w Kórniku.

 

Arboretum w Kórniku szczyci się teraz najstarszą i jedną z najbogatszych w kraju kolekcją roślin drzewiastych, liczącą około 3000 okazów. Początkami sięga roku 1826. Hrabia Tytus Działyński rozpoczął wówczas przebudowę ogrodu otaczającego zamek. Jego pracę kontynuował syn, Jan oraz ostatni właściciel majątku, Władysław Zamoyski. Tak powstał rozległy ogród krajobrazowy, w typie parku angielskiego (o swobodnym, naturalnym układzie drzew, krzewów i roślin kwiatowych). Działyński zapoczątkował tworzenie kolekcji różnych gatunków oraz odmian drzew i krzewów. Ostatni z właścicieli Kórnika, hrabia Władysław Zamoyski ofiarował majątek z zamkiem i ogrodami narodowi polskiemu, tworząc w 1925 roku Fundację Zakłady Kórnickie (restytuowaną w roku 2001; www.fzk.pl).

 

Każda pora roku w kórnickich ogrodach wiąże się z odmiennymi wrażeniami. Co można zobaczyć w Arboretum sygnalizuje poświęcona mu strona kórnickiego portalu (www.kornik.travel), z której pochodzi poniższy opis.

Wiosna
Barwne widowisko rozpoczyna się w marcu kwitnieniem łanów śnieżyc, później niebieskich cebulic oraz zawilców. Już w połowie kwietnia zaczynają kwitnąć magnolie, krzewy i drzewa o wyjątkowo dużych kwiatach. W tym okresie również wiele innych roślin pochodzących z różnych zakątków globu rozpoczyna kwitnienie, wiosną można więc podziwiać kwitnące derenie, wiśnie, jabłonie ozdobne, ośnieże, obiele, dawidie, kielichowce, fotergille i wiele innych.

W połowie maja rozpoczyna się kwitnienie lilaków. To czas kiedy można zwiedzać na ogół niedostępną tzw. „Nową” część Arboretum, bo właśnie tam znajdziemy najwięcej kwitnących krzewów – jest to jedna z największych kolekcji lilaków w Polsce. Lilaki, potocznie nazywane bzami, zna prawie każdy, jednak kolekcja licząca ponad 170 odmian zachwyca nawet stałych bywalców zarówno widokiem, jak i zapachem.

Kolejna odsłona maja to kwitnące różaneczniki i azalie, których uprawa nastręcza wielu problemów, stąd widok ponad czterdziestoletnich krzewów w naszym arboretum przyciąga wielu zwiedzających. W weekendy drugiej połowy maja można podziwiać te piękne krzewy zarówno w części przyzamkowej, jak i na terenie „Nowego” Arboretum.

Lato
Arboretum jest spokojne, pełne nastrojowych zakątków w cieniu wspaniałych, starych drzew. Kwitną jaśminowce, lipy i hortensje, których kolekcja jest w ostatnich latach poszerzana. Latem można dostrzec różnorodność zgromadzonych w kolekcji roślin, porównać ich liście, pokrój czy zawiązujące się już owoce. To również czas letnich koncertów Festiwalu Muzyka z Kórnika.

Jesień
Rozpoczyna się barwny spektakl przebarwiania. W zależności od przebiegu pogody od pierwszej dekady października możemy podziwiać cudowne jesienne barwy liści drzew gatunków pochodzących z całego świata zgromadzonych w jednym obiekcie. To również czas obradzania, na każdym kroku możemy spotkać najróżniejsze owoce, nasiona, szyszki.

Zima
Magiczna i cicha, a naszą uwagę zwracają wówczas gatunki zimozielone. Można wtedy przyjrzeć się bliżej jodłom, sosnom, świerkom, cisom i jałowcom, zobaczyć kwitnące oczary, których kwiaty okryte śniegiem stanowią iście czarowny widok.

Przez tereny arboretum prowadzą 2 ścieżki edukacyjne: „Drzewa Świata” i „Cisowe komnaty”.


Zamek w Kórniku, Arboretum i inne elementy zabytkowego kompleksu opisuje portal: www.kornik.travel
Historię zamku i jego wlaścicieli prezentuje portal: www.zamkipolskie.com
Zasoby Biblioteki PAN w Kórniku: www.bkpan.poznan.pl

Gołuchowska ostoja sztuki i żubrów

Pałac w Gołuchowie przypomina zamki znad Loary, bo chociaż początkami sięga XVI wieku, to jego ostatnią wielką przebudową kierował w drugiej połowie XIX stulecia francuski architekt, Maurycy August Ouradou.

Zamek w Gołuchowie, fot. Paweł Wroński
Zamek w Gołuchowie, fot. Paweł Wroński
Zamek w Gołuchowie, fot. Paweł Wroński

Współpracowali z nim również wywodzący się z Francji – rzeźbiarz Karol Biberon i malarz Ludwik Breugnot. Artystów sprowadziła Izabella Czartoryska po ślubie z hrabią Janem Działyńskim, gdy stała się panią gołuchowskich dóbr. Była malarką amatorką, a ponadto, z upodobaniem kolekcjonowała dzieła sztuki. Na kilka lat przed śmiercią, w 1893 roku Izabella utworzyła Ordynację Książąt Czartoryskich w Gołuchowie, w której statucie zagwarantowała powszechną dostępność swoich zbiorów oraz ich niepodzielność. Prywatne muzeum funkcjonowało nieprzerwanie do września 1939 roku. Potem kolekcja zagrabiona przez Niemców po wybuchu II wojny światowej, rozproszyła się, a to co z niej ocalało udało się odzyskać z ZSRR dopiero w 1956 roku.

 

W roku 1853 majątek gołuchowski kupił Tytus Działyński, właściciel dóbr kórnickich, dla swego jedynego syna, Jana. Ten zaś 4 lata później poślubił Izabellę, córkę księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, przywódcy emigracyjnego stronnictwa ‘Hotel Lambert’, działającego w Paryżu.

 

Dąb Jan nosi imię na cześć hrabiego Jana Działyńskiego, protektora sztuki i przyrody, fot. Paweł Wroński
Stacja edukacyjna z przekrojami pni i pokrojami koron drzew spotykanych w gołuchowskim parku-arboretum, fot. Paweł Wroński
Budka lęgowa dla sowy pójdźki, fot. Paweł Wroński

Dziś zamkowa ekspozycja jest oddziałem Muzeum Narodowego w Poznaniu, a kolekcję Izabelli Elżbiety z Czartoryskich Działyńskiej wzbogacono o liczne cenne dzieła sztuki z innych zbiorów.  Gołuchowską rezydencję otacza ponadto rozległy park, w którym chroni się rośliny i zwierzęta. Także zgodnie z intencją Izabelli, która do urządzenia zieleni wokół pałacu zatrudniła utalentowanego ogrodnika swoich czasów, Adama Kubaszewskiego. Powstał jeden z największych ogrodów w stylu angielskim, a przy tym pierwszych jakie zakładano w drugiej połowie XIX stulecia. Dziś, wystawione przy alejkach tablice informacyjne i pomysłowe stacje zamieniły tę oazę przyrody w interesującą plenerową strefę edukacyjną. Jej przebojem jest król naszych puszcz – żubr. W Pokazowej zagrodzie zwierząt żyje kilka żubrzych rodzin, są także: daniele, koniki polskie oraz dziki.

 

W gołuchowskim parku-arboretum rośnie około 80 tysięcy drzew, z czego 262 okazy mają wymiary pomnikowe. 600 gatunków i odmian drzew oraz krzewów to duma placówki, tym bardziej, że niektóre okazy należą do najstarszych i najpiękniejszych w Polsce (www.okl.lasy.gov.pl).

 

Żubry w gołuchowskiej Pokazowej zagrodzie zwierząt, fot. Paweł Wroński

 

Ze 107 żubrów (dane z 2014 roku), żyjących w Gołuchowie, w Pokazowej zagrodzie zwierząt urodziło się ponad 90 osobników (www.okl.lasy.gov.pl).

 


Muzeum Zamek w Gołuchowiewww.mnp.art.pl
Park-arboretum oraz Pokazowa zagroda zwierzątwww.okl.lasy.gov.pl

Fasada zamku w Gołuchowie z kartuszem herbowym Działyńskich, fot. Paweł Wroński

Lipcowy Jarocin, letnia stolica Rocka

Gwiazdą tegorocznej edycji festiwalu był Johnny Rotten (w rzeczywistości John Lydon), legendarny założyciel i lider pierwszego na świecie uprawiającego punk-rock zespołu ‘Sex Pistols’, a obecnie post-punkowej formacji ‘PiL’.

Muzyk, ekscentryk o rozbuchanym ego, filozof, pajac – krótko mówiąc – artysta, Johnny Rotten (pseudonim legendarnego lidera grupy ‚Sex Pistols’, Johna Lydona), fot. Paweł Wroński

Niestety, podczas oczekiwanego niecierpliwie przez wielu wywiadu, czar prysł. Pajacowaniu nie było bowiem końca, a obrażanie zgromadzonej na sali publiczności przeplatało się z graniczącym z mantrą narzekaniem na szykany jakich bohater wieczoru doznawał przez całe życie ze strony brytyjskiego przemysłu płytowego. Niemniej jednak, John jako muzyk, który wylansował nowy niegdyś styl rocka, zasługi dla rozwoju muzyki ma, więc jego złote myśli zdobiły festiwalowy Jarocin.

Kolejną ozdobą są liczne graffiti, najczęściej o muzycznej tematyce choć nie tylko. Podczas festiwalu odsłonięto na przykład mural poświęcony Piotrowi Łazarkiewiczowi.

Umieszczony na ścianie kina „Echo” (www.jarocin21.pl), jeszcze dobrze nie wysechł, a już stał się obiektem adoracji fanów polskiego kina i muzyki. Na 15 lipca 2018 roku przypadła bowiem 10. rocznica śmierci tego utalentowanego reżysera teatralnego i filmowego, który zapisał się w pamięci współczesnych jako przyjaciel młodych artystów.

Mural ku czczi Piotra Łazarkiewicza namalowany na ścianie kina „Echo” latem 2018 roku, fot. Paweł Wroński

Odsłonięcie tablicy poprzedziła emisja filmu jego reżyserii z 1986 roku, dokumentującego Festiwal Muzyków Rockowych, jaki odbył się w Jarocinie rok wcześniej, a widziany oczami uczestników, przedstawicieli ówczesnych władz i mieszkańców. W tle rozbrzmiewała znakomita polska muzyka rockowa lat 80. XX wieku.

Powstaje kolejne graffiti – w parku, przy ruinach gotyckiego kościoła, fot. Paweł Wroński

Historia jarocińskich murali sięga 2007 roku, kiedy to młodzież z osiedla 1000-lecia stworzyła pierwsze tego typu malowidło, zaakceptowane przez władze i mieszkańców. Kolejny krok związany był już wprost z dorocznym rockowym festiwalem. W 2010 roku, zaangażowany w organizację imprezy wiceburmistrz Robert Kaźmierczak zainicjował tworzenie murali związanych z muzyczną specjalnością Jarocina. Dziś murale są dumą miasta, a po trasach wyznaczonych ich lokalizacjami oprowadza się wycieczki, którym patronuje miejskie muzeum (www.muzeumjarocin.pl).

Reszta jest milczeniem… chciałoby się powtórzyć za poetą, ale w kontekście rockowego festiwalu to by się nie trzymało kupy, niech więc zabrzmi muzyka, bo to ona w największym stopniu rozsławia miasto od kilku dekad, czyniąc z Jarocina – letnią stolicę polskiego rocka! Poniżej utwór „Obrazy” w wykonaniu grupy Distant Nights z Wrocławia. Zagrali na scenie ‘Rynek’ 13 lipca 2018, w ramach cyklu: ‘Jarocińskie rytmy młodych’.


Jarocin, Festiwal 2018www.jarocinfestiwal.pl oraz fanpage imprezy: www.facebook.com
Opinie o festiwalu ‘Jarocin 2018’ w materiale filmowym przygotowanym przez dziennikarzy Gazety Jarocińskiej: www.youtu.be (Gazeta Jarocińska: www.youtube.com).

Legendarne drzewa i kozioróg dębosz

Lech’, ‘Czech’ i ‘Rus’ wciąż frapują ogromem, jednak ich stan trudno teraz określić słowem innym niż… opłakany. Nie, nie z powodu zaniedbania, ale z natury rzeczy, bowiem życie 700-letnich kolosów zdaje się dobiegać kresu.

Na pierwszym planie Rus, najpotężniejszy z trzech zabytkowych, dębowych braci, fot. Paweł Wroński

Najmocniej trzyma się jeszcze Rus, o imponującym pniu (9 m w obwodzie), Czech jest sucharem (ponad 7 m obwodu pnia), a najszczuplejszy – Lech (zaledwie 6 m w pierśnicy), żegna się z kolejnymi konarami. Upadek owianych klechdami dębów przyspiesza niewielki chrząszcz, także z chronionego gatunku: kozioróg dębosz (Cerambyx cerdo).

Otwory w pniu drzewa i sypiące się z nich próchno są świadectwem aktywności kozioroga dębosza, fot. Paweł Wroński

Ci którzy z tej okazji nazywają kozioroga (kózkę) niszczycielem, mylą się, nie rozumiejąc rytmu natury, bo aktywność kozioroga jedynie przyspiesza rozkład starych drzew i zamianę obumierającej tkanki w próchnicę, a więc wykorzystanie tego cennego, naturalnego użyźniacza gleby, z wielkim pożytkiem dla kolejnych generacji dębów i innych gatunków drzew, których w rogalińskiej dąbrowie nie brakuje.

 

 

Zdjęcie z: http://www.budujesz.info

Kozioróg dębosz albo kózka dębosz (Cerambyx cerdo), jest największym w Polsce chrząszczem z rodziny kózkowatych. Objęty ochroną, w „Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt” figuruje jako gatunek wysokiego ryzyka. Widuje się go u nas rzadko, a choć nie unika buków, grabów i innych drzew, spotyka się go tylko na kilku gatunkach dębów. W ich korze i tkance (aż do zewnętrznej warstwy bieli) odbywa się cykl rozwojowy chrząszcza, który trwa 3-5 lat.

 

Takie jest koło życia, które na naszych oczach przetacza się właśnie nad Wartą, przez owiany podaniami i legendami zakątek naszego kraju.

 

Klechda o Lechu, Czechu i Rusie – jedna z najstarszych w naszej tradycji, świadczy o więzach łączących w prawiekach plemiona słowiańskie. Nazwy najstarszych dębów z Rogalina upamiętniają ich legendarnych książąt.

 


Muzeum Pałac w Rogalinie: www.rogalin.mnp.art.pl

Pałac w Rogalinie; dawna siedziba Raczyńskich mieści teraz oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu, fot. Paweł Wroński

Kilkanaście kilometrów na południe od Poznania, w okolicy Rogalina (gm. Mosina), znajduje się jedno z największych, naturalnych skupisk wiekowych dębów. W 1997 roku teren ten objęto granicami Rogalińskiego Parku Krajobrazowego. 860 z blisko 1400 tutejszych dębów szypułkowych (Quercus robur) uznano za pomniki przyrody. Najsłynniejsze z nich: ‚Lech’, ‚Czech’ i ‚Rus’ rosną w parku otaczającym XVIII-wieczny pałac w Rogalinie. Nieopodal znajduje się niemniej wiekowy i potężny dąb ‚Edward’, nazwany tak dla uczczenia pamięci Prezydenta RP na uchodźstwie, Edwarda Raczyńskiego  (www.pomniki-przyrody.odskok.plwww.regionwielkopolska.pl).

Dobrze jest odpocząć pod dębem, fot. Paweł Wroński

Mickiewicz z muzeum i według Haydamaków

Był rok 1831, gdy w niezbyt odległym od Jarocina pałacu w Śmiełowie, u Gorzeńskich, gościł Adam Mickiewicz, pod przybranym nazwiskiem, podając się za nauczyciela.

Po Gorzeńskich majątek przeszedł w ręce kolejnej wielkopolskiej rodziny ziemiańskiej, Chełkowskich. Maria z Donimirskich Chełkowska (1878-1960), ostatnia właścicielka Śmiełowa (rodzina władała majątkiem do 1939 roku), była w Wielkopolsce gorącą propagatorką kultu Mickiewicza. Zainicjowała w Śmiełowie ideę ‘dworu otwartego’, przyjmującego wybitne osobistości (m.in.: Henryka Sienkiewicza, Jana Ignacego Paderewskiego, Marię Gorecką – córkę Mickiewicza, gen. Józefa Hallera, Władysława Tatarkiewicza, Wojciecha Kossaka, Ludomira Różyckiego). Wraz z mężem Józefem gromadziła pamiątki po wieszczu.

Ucieleśniona idea
W latach 1970-1975 pałac wyremontowano i korzystając z ich dorobku, otwarto muzeum dedykowane poecie. W zbiorach znajdują się liczne przedmioty związane z Mickiewiczem i innymi goszczącymi tu wybitnymi postaciami końca XIX i pierwszej połowy XX wieku oraz cenne wyposażenie wnętrz z epoki, w tym oryginalne meble. Natomiast w pokoju, w którym Adam Mickiewicz mieszkał w 1831 roku, wmurowano pamiątkową tablicę.

Mickiewicz przebywał w Śmiełowie od połowy sierpnia do połowy września 1831 roku. Ponieważ chciał się przedostać do Królestwa posługiwał się fikcyjnym paszportem i podawał za Adama Mühla, kuzyna Gorzeńskich i nauczyciela ich synów: Antoniego i Władysława. Zastała go tu wiadomość o kapitulacji Warszawy 7 września 1831 roku, a ze względu na słabnący opór Polaków próby przeprawy przez granicę zakończyły się niepowodzeniem.

Muzeum Adama Mickiewicza w Śmiełowie: www.smielow.com.pl oraz fanpage placówki: www.facebook.com


Wieszcz w rockowym wydaniu
O Jarocinie słyszał nasz wieszcz bądź nie, rocka zaś nie przewidywał w najśmielszych nawet marzeniach. Inaczej zgoła rzecz się ma z rockmenami z Ukrainy z zespołu „Haydamaky” o naszym wielkim wieszczu słyszeli, zaś jego wersy tak ich zafascynowały, że we współpracy z pisarzem, Andrzejem Stasiukiem nagrali w 2017 roku płytę „Mickiewicz – Stasiuk – Haydamaky”. Kompozycje z tej właśnie płyty zaprezentowali artyści w lipcu 2018 roku festiwalowej publiczności. Dla mnie zaś, zwiedzanie Śmiełowa i koncert na parkowej scenie złożyły się w jeden, spójny dzień mickiewiczowski.

Pałac w Śmiełowie – Mickiewicz na Judahu Skale, bodaj najczęściej reprodukowany portret wieszcza pędzla Walentego Wańkowicza z lat 1827–1828, fot. Paweł Wroński

Na krążku jest 10 utworów z przejmującą balladą Alpuhara z Konrada Wallenroda, a niejako w opozycji, melancholijnym wierszem Mogiły haremu z cyklu Sonetów Krymskich. W warstwie muzycznej, wątki ze wschodnich kresów dawnej Rzeczypospolitej przeplatają się z motywami zaczerpniętymi z kultury Islamu. Z jednej strony ujęcie takie odzwierciedla podróże jakie odbywał Mickiewicz, z drugiej to przestroga dla współczesnych, niczym wersy Reduty Ordona, którą wykonawcy zadedykowali obrońcom Donbasu. Wokalista zespołu przypomniał bowiem słuchaczom, że 2 tys. km od Jarocina na wschód wciąż toczy się wojna. Zupełnie jakby ze sceny padły słowa: baczcie dokąd was prowadzą wyzbyci odpowiedzialności i wyobraźni samozwańczy wodzowie, byście nie ocknęli się na redutach. Warto o tym zawczasu pomyśleć, bo poeci głoszą wieczną sławę… poległych bohaterów.

Mickiewicz na łożu śmierci, obraz ze zbiorów Muzeum Adama Mickiewicza w Śmiełowie, fot. Paweł Wroński

ALPUHARA
(ballada z „Konrada Wallenroda”, wersy: 1330-1400)

Już w gruzach leżą Maurów posady,
Naród ich dźwiga żelaza,
Bronią się jeszcze twierdze Grenady,
Ale w Grenadzie zaraza.

Broni się jeszcze z wież Alpuhary
Almanzor z garstką rycerzy,
Hiszpan pod miastem zatknął sztandary,
Jutro do szturmu uderzy.

O wschodzie słońca ryknęły spiże,
Rwą się okopy, mur wali,
Już z minaretów błysnęły krzyże,
Hiszpanie zamku dostali.

Jeden Almanzor, widząc swe roty
Zbite w upornej obronie,
Przerznął się między szable i groty,
Uciekł i zmylił pogonie.

Hiszpan na świeżej zamku ruinie,
Pomiędzy gruzy i trupy,
Zastawia ucztę, kąpie się w winie,
Rozdziela brańce i łupy.

Wtem straż oddźwierna wodzom donosi,
Że rycerz z obcej krainy
O posłuchanie co rychlej prosi,
Ważne przynosząc nowiny.

Był to Almanzor, król muzułmanów,
Rzucił bezpieczne ukrycie,
Sam się oddaje w ręce Hiszpanów
I tylko błaga o życie.

„Hiszpanie – woła – na waszym progu
Przychodzę czołem uderzyć,
Przychodzę służyć waszemu Bogu,
Waszym prorokom uwierzyć.

„Niechaj rozgłosi sława przed światem,
Że Arab, że król zwalczony,
Swoich zwyciężców chce zostać bratem,
Wasalem obcej korony”.

Hiszpanie męstwo cenić umieją;
Gdy Almanzora poznali,
Wódz go uścisnął, inni koleją
Jak towarzysza witali.

Almanzor wszystkich wzajemnie witał,
Wodza najczulej uścisnął,
Objął za szyję, za ręce chwytał,
Na ustach jego zawisnął.

A wtem osłabnął, padł na kolana,
Ale rękami drżącemi
Wiążąc swój zawój do nóg Hiszpana,
Ciągnął się za nim po ziemi.

Spójrzał dokoła, wszystkich zadziwił,
Zbladłe, zsiniałe miał lice,
Śmiechem okropnym usta wykrzywił,
Krwią mu nabiegły źrenice.

„Patrzcie, o giaury! jam siny, blady,
Zgadnijcie, czyim ja posłem? –
Jam was oszukał, wracam z Grenady,
Ja wam zarazę przyniosłem.

„Pocałowaniem wszczepiłem w duszę
Jad, co was będzie pożerać,
Pójdźcie i patrzcie na me katusze:
Wy tak musicie umierać!”

Rzuca się, krzyczy, ściąga ramiona,
Chciałby uściśnieniem wiecznym
Wszystkich Hiszpanów przykuć do łona;
Śmieje się – śmiechem serdecznym.

Śmiał się – już skonał – jeszcze powieki,
Jeszcze się usta nie zwarły,
I śmiech piekielny został na wieki
Do zimnych liców przymarły.

Hiszpanie trwożni z miasta uciekli,
Dżuma za nimi w ślad biegła;
Z gór Alpuhary nim się wywlekli,
Reszta ich wojska poległa.


MOGIŁY HAREMU
Mirza do Pielgrzyma

Tu z winnicy miłości niedojrzałe grona
Wzięto na stół Allacha; tu perełki Wschodu,
Z morza uciech i szczęścia, porwała za młodu
Truna, koncha wieczności, do mrocznego łona.

Skryła je niepamięci i czasu zasłona;
Nad nimi turban zimny błyszczy śród ogrodu,
Jak buńczuk wojska cieniów, i ledwie u spodu
Zostały dłonią giaura wyryte imiona.

O wy, róże edeńskie! u czystości stoku
Odkwitnęły dni wasze pod wstydu liściami,
Na wieki zatajone niewiernemu oku.

Teraz grób wasz spójrzenie cudzoziemca plami,
Pozwalam mu, – darujesz, o wielki Proroku!
On jeden z cudzoziemców poglądał ze łzami.


REDUTA ORDONA
Opowiadanie adiutanta

Nam strzelać nie kazano. – Wstąpiłem na działo
I spójrzałem na pole; dwieście armat grzmiało.
Artyleryi ruskiej ciągną się szeregi,
Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi;
I widziałem ich wodza: przybiegł, mieczem skinął
I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął;
Wylewa się spod skrzydła ściśniona piechota
Długą czarną kolumną, jako lawa błota,
Nasypana iskrami bagnetów. Jak sępy
Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy.

Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,
Jak głaz bodzący morze, reduta Ordona.
Sześć tylko miała armat; wciąż dymią i świecą;
I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą,
Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy,
Ile z tych dział leciało bomb, kul i kartaczy.
Patrz, tam granat w sam środek kolumny się nurza,
Jak w fale bryła lawy, pułk dymem zachmurza;
Pęka śród dymu granat, szyk pod niebo leci
I ogromna łysina śród kolumny świeci.

Tam kula, lecąc, z dala grozi, szumi, wyje.
Ryczy jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje; –
Już dopadła; jak boa śród kolumn się zwija,
Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija.
Najstraszniejszej nie widać, lecz słychać po dźwięku,
Po waleniu się trupów, po ranionych jęku:
Gdy kolumnę od końca do końca przewierci,
Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci.

Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia?
Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?
Nie, on siedzi o pięćset mil na swej stolicy,
Król wielki, samowładnik świata połowicy;
Zmarszczył brwi, – i tysiące kibitek wnet leci;
Podpisał, – tysiąc matek opłakuje dzieci;
Skinął, – padają knuty od Niemna do Chiwy.
Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy,
Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże,
Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże, –
Warszawa jedna twojej mocy się urąga,
Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,
Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojej głowy,
Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!

Car dziwi się – ze strachu. drzą Petersburczany,
Car gniewa się – ze strachu mrą jego dworzany;
Ale sypią się wojska, których Bóg i wiara
Jest Car. – Car gniewny: umrzem, rozweselim Cara.
Posłany wódz kaukaski z siłami pół-świata,
Wierny, czynny i sprawny – jak knut w ręku kata.

Ura! ura! Patrz, blisko reduty, już w rowy
Walą się, na faszynę kładąc swe tułowy;
Już czernią się na białych palisadach wałów.
Jeszcze reduta w środku, jasna od wystrzałów,
Czerwieni się nad czernią: jak w środek mrowiaka
Wrzucony motyl błyska, – mrowie go naciska, –
Zgasł – tak zgasła reduta. Czyż ostatnie działo
Strącone z łoża w piasku paszczę zagrzebało?
Czy zapał krwią ostatni bombardyjer zalał?
Zgasnął ogień. – Już Moskal rogatki wywalał.

Gdzież ręczna broń? – Ach, dzisiaj pracowała więcej
Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcej;
Zgadłem, dlaczego milczy, – bo nieraz widziałem
Garstkę naszych walczącą z Moskali nawałem.
Gdy godzinę wołano dwa słowa: pal, nabij;
Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi;
A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność;
Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność,
Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci,
Żołnierz jako młyn palny nabija – grzmi – kręci
Broń od oka do nogi, od nogi na oko:
Aż ręka w ładownicy długo i głęboko
Szukała, nie znalazła – i żołnierz pobladnął,
Nie znalazłszy ładunku, już bronią nie władnął;
I uczuł, że go pali strzelba rozogniona;
Upuścił ją i upadł; – nim dobiją, skona.
Takem myślił, – a w szaniec nieprzyjaciół kupa
Już łazła, jak robactwo na świeżego trupa.

Pociemniało mi w oczach – a gdym łzy ocierał,
Słyszałem, że coś do mnie mówił mój Jenerał.
On przez lunetę wspartą na moim ramieniu
Długo na szturm i szaniec poglądał w milczeniu.
Na koniec rzekł; „Stracona”. – Spod lunety jego
Wymknęło się łez kilka, – rzekł do mnie: „Kolego,
Wzrok młody od szkieł lepszy; patrzaj, tam na wale,
Znasz Ordona, czy widzisz, gdzie jest?” – „Jenerale,
Czy go znam? – Tam stał zawsze, to działo kierował.
Nie widzę – znajdę – dojrzę! – śród dymu się schował:
Lecz śród najgęstszych kłębów dymu ileż razy
Widziałem rękę jego, dającą rozkazy. –
Widzę go znowu, – widzę rękę – błyskawicę,
Wywija, grozi wrogom, trzyma palną świécę,
Biorą go – zginął – o nie, – skoczył w dół, – do lochów”!
„Dobrze – rzecze Jenerał – nie odda im prochów”.

Tu blask – dym – chwila cicho – i huk jak stu gromów.
Zaćmiło się powietrze od ziemi wylomów,
Harmaty podskoczyły i jak wystrzelone
Toczyły się na kołach – lonty zapalone
Nie trafiły do swoich panew. I dym wionął
Prosto ku nam; i w gęstej chmurze nas ochłonął.
I nie było nic widać prócz granatów blasku,
I powoli dym rzedniał, opadał deszcz piasku.
Spojrzałem na redutę; – wały, palisady,
Działa i naszych garstka, i wrogów gromady;
Wszystko jako sen znikło. – Tylko czarna bryła
Ziemi niekształtnej leży – rozjemcza mogiła.
Tam i ci, co bronili, -i ci, co się wdarli,
Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli.
Choćby cesarz Moskalom kazał wstać, już dusza
Moskiewska. tam raz pierwszy, cesarza nie słusza.
Tam zagrzebane tylu set ciała, imiona:
Dusze gdzie? nie wiem; lecz wiem, gdzie dusza Ordona.
On będzie Patron szańców! – Bo dzieło zniszczenia
W dobrej sprawie jest święte, Jak dzieło tworzenia;
Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Obleją, jak Moskale redutę Ordona –
Karząc plemię zwyciężców zbrodniami zatrute,
Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę.


Гайдамаки (Haydamaky), zespół uprawiający etno-rock z Ukrainy, występujący od pewnego czasu z polskimi wykonawcami. Projekt oparty o oryginalną poezję Mickiewicza zespół zrealizował z Andrzejem Stasiukiem. Obecnie grają w składzie:

  • Олександр Ярмола (Oleksander Iarmola) – śpiew, słowa utworów
  • Андрій Слепцов (Andrij Slepcow) – gitara
  • Дмитро Кірічок (Dmytro Kirichok) – gitara basowa
  • Дмитро Кушнір (Dmytro Kushnir) – instrumenty perkusyjne
  • Роман Дубонос (Roman Dubonos) – trąbka
  • Максим Бойко (Maksym Boyko) – puzon

Oficjalny portal grupy: www.haydamaky.com


Zacznijmy od… Zenka

Pomysł żeby kwaterować w kowbojskiej osadzie był dziełem przypadku, bo latem, w trakcie rockowego festiwalu, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Jarocina niełatwo o sensowny nocleg.

Niech żywi nie tracą nadziei – nieoceniony Booking.com przyszedł z pomocą, i… podsunął „Westernland” w Józefowie (w gminie Chocz), zaledwie pół godziny jazdy od Jarocina (drogą przez Gizałki, choć można także na kilka innych sposobów się tam dostać).

„Westernland” w Józefowie, w stanicy Pony Expressu, fot. Paweł Wroński

Miejsce  okazało się rewelacyjne. Ma bowiem klimat, który tworzą urządzone z dbałością o detale domki w stylistyce westernowego miasteczka Laredo Town oraz wioska indiańska, z barwnymi tipi i efektownie rzeźbionymi totemami. Ba, w domkach działa ogrzewanie podłogowe w łazienkach, są czajniki elektryczne, a na werandach bujane fotele. Wokół szumią sosny, brzozy i zboże, jest cicho, spokojnie, rzeczywiście wypoczynkowo.

„Westernland” w Józefowie – podpatrując Zenka, fot. Paweł Wroński

Atmosfery dopełnia kilka przyjaźnie nastawionych do otoczenia psów, koty, koń ozdobiony „po indiańsku”, porykujące radośnie o poranku osły oraz Zenek – sympatyczny szop pracz. Codziennie rano wypatruje niecierpliwie parówek, a jeszcze lepiej kaszanki. Gdy już wystarczająco mocno utytła smakołyk w piachu – jak na szopa przystało – w cebrzyku z wodą go pierze!


Westernland
63-313 Chocz
Józefów 52A
www.facebook.com
www.westernland.pl