Lake Nakuru – ostoja flamingów

Jedno z najważniejszych sanktuariów przyrody w Kenii – Jezioro Nakuru, leży na dnie Wielkiego Rowu Afrykańskiego. Stan wody w akwenie się zmienia, ale zawsze żerują w niej flamingi. Z obecności setek tysięcy tych ptaków, Nakuru słynie przede wszystkim.

W otoczeniu jeziora żyją też białe i pospolite (czarne) nosorożce, żyrafy Rothschilda, zebry, bawoły, lamparty i lwy. A na skalistych wzgórzach tworzących krawędź Rowu, przypominające nieco naszego świstaka góralki oraz barwne jaszczurki. Szczególnie góralki upodobały sobie to miejsce. Nie dość bowiem, że jest nasłonecznione, a wśród brunatnych, pokrytych porostami głazów łatwo znajdują schronienie, to jeszcze, podziwiający stąd panoramę turyści, chętnie dzielą się z nimi piknikowymi zapasami.

Park Narodowy Jeziora Nakuru zajmuje obszar 118 km2. Łatwo się tam dostać z oddalonego o około 2 godzin jazdy samochodem Nairobi. Jest więc popularnym celem kenijskich safari.


kenya-wildlife-service-logo_zolteINFO
Park Narodowy Jeziora Nakuru w portalu Kenya Wildlife Service: www.kws.go.ke

Biało różowa wstęga widoczna na wodach Jeziora Nakuru, to setki tysięcy żerujących przy jego brzegach flamingów, fot. Paweł Wroński
Biało różowa wstęga widoczna na wodach Jeziora Nakuru, to setki tysięcy żerujących przy jego brzegach flamingów, fot. Paweł Wroński
Reklamy

1500 hipopotamów z Lake Naivasha

Drugie obok Lake Nakuru, położone na dnie Wielkiego Afrykańskiego Rowu jezioro kenijskie, i podobnie jak tamto, cenne sanktuarium przyrody. O ile jednak na Nakuru królują zwiewne flamingi, o tyle Naivashę upodobały sobie hipopotamy.

Zapewne dogadzają im błotniste brzegi jeziora i obfitość ryb, o które zabiegają oprócz tych wielkich zwierząt, jedynie okoliczni rybacy. Wielkie cielska, pojedynczo i w rodzinnych grupach, tworzą na tafli jeziora żywe, zdawałoby się nieruchome wyspy. Towarzyszą im zazwyczaj czaple olbrzymie (Ardea Goliath) lub kormorany (Phalacrocorax Carbo), polujące na ryby i mniejsze ptaki, żerujące na skórze głównych lokatorów jeziora.

Populację hipopotamów żyjących w wodach Lake Naivasha szacuje się dziś na 1500 sztuk, zaś liczbę gatunków tutejszego ptactwa na 400.

Wystarczy wynająć rybacką łódź, by oglądać ich świat z bliska. Najlepiej wyruszyć jak najwcześniej, zanim upał zniechęci zwierzęta do jakiejkolwiek aktywności. Wioślarze muszą jednak zachować ostrożność, bo gdy czuwające nad bezpieczeństwem rodziny samce uznają, że łódź podpływa zbyt blisko, zaatakują. A wtedy okazuje się, że nie są ociężałe. Wręcz przeciwnie, potrafią się poruszać błyskawicznie, a łódź w żaden sposób nie oprze się ich sile. Podobnie na brzegu – człowiek, który stanie między hipopotamem a wodą – wyzywa los, bo zwierzę może go po prostu stratować. Dlatego na granicach parkowych jest rozciągnięte elektryczne ogrodzenie. Stanowi barierę dla ludzi, którzy chcieliby się dostać na brzeg, i zniechęca zwierzęta przed opuszczaniem parku.

Jezioro leży na wysokości 1884 m. To najwyżej położony zbiornik w Wielkim Rowie Afrykańskim (Great Rift Valley), i jedyny ze świeżą wodą, gdyż zasilają go rzeki Malewa i Gilgil. Gniazdujące tu ptactwo otacza opieką, istniejące od 1929 roku Lake Naivasha Riparian Association, wyróżnione za swą działalność nagrodą RAMSAR w 1999.

Okolice jeziora słyną z uprawy warzyw i roślin, przede wszystkim sadzonek róż. Kenia jest obecnie ich najważniejszym producentem na świecie. Naturalnym fenomenem są wody termalne, występujące w postwulkanicznych skałach w otoczeniu akwenu. Ich eksploatacja przyczyniła się w ostatnich latach do rozwoju hoteli i SPA. Tym bardziej, że Lake Naivasha leży zaledwie 95 km na północny zachód od Nairobi, i chętnie osiedlają się nad nim Europejczycy.

Wiejące często wiatry powodują wysokie fale na jeziorze, i dlatego Masajowie nazywali je Nai’posha – szorstką wodą. Brytyjczycy przekręcili niezrozumiałą dla siebie nazwę na Naivasha.


kenya-wildlife-service-logo_zolteLake Naivasha Riparian Association (LNRA): www.wli.wwt.org.uk oraz www.web.ncf.ca
O uprawach róż w Kenii: www.fao.org

Chrońmy ginącą przyrodę

Tym pięknym bannerem African Wildlife Foundation promuje zabiegi ma rzecz badań i ochrony 27 gatunków zwierząt zagrożonych w Afryce wyginięciem lub ginących.

Sylwetki nosorożca i słonia, zwracają uwagę na 2 spośród nich, o których uratowanie toczy się prawdziwa wojna z nielegalnie polującymi miłośnikami trofeów, a co gorsza z kłusownikami. Kość słoniowa i sproszkowany róg nosorożca osiągają bowiem zawrotne ceny, szczególnie na rynkach krajów Dalekiego Wschodu. Są tam traktowane jako lokata kapitału (kość słoniowa i wykonane z niej dzieła sztuki, zwłaszcza misterne rzeźby) oraz remedium na liczne przypadłości z impotencją na czele (róg nosorożca). W efekcie setki tych zwierząt, symboli Czarnego Lądu, padają każdego roku ofiarą kłusowników. Od 45 lat w Indiach prowadzona jest przez National Tiger Conservation Authority akcja zapoczątkowana przez Indirę Gandhi na rzecz ochrony tygrysów bengalskich – Project Tiger. Padają ofiarą kłusowników, bo ich skóra jest warta na czarnym rynku tysiące dolarów. Oto jeden z promujących akcję bannerów.

End Tiger Trade
End Tiger Trade

Jeszcze inny przykład działań na rzecz gatunków wymagających szczególnej ochrony stanowią przedsięwzięcia Borneo Orangutan Survival Foundation (BOS). Wśród wysp Indonezji sanktuarium orangutanów znajduje się na Borneo. Niestety, te człekokształtne małpy żyją wśród drzew tropikalnych lasów. Te zaś są niszczone, karczowane, by zamieniać rozległe obszary wyspy w plantacje palmowe – dla pozyskiwania oleju palmowego. A na palmy orangutany jakoś nie chcą się przeprowadzić!

Borneo Orangutan Survival Foundation
Borneo Orangutan Survival Foundation

Polska odnotowała ogromne sukcesy w dziedzinie reintrodukcji gatunków, zwłaszcza tak efektownych zwierząt jak żubry, czy koniki polskie w typie tarpana. Od lat toczy się batalia o ochronę wilków, czy naszego drapieżnego kota – rysia. Oto jeden ze znalezionych przez nas bannerów na rzecz ochrony wilków (akcji patronuje WWF Polska).

Chrońmy wilki
Chrońmy wilki

Lista gatunków zagrożonych jet jednak znacznie szersza, a na jej czele znalazły się stworzenia dużo mniej efektowne, a w konsekwencji niemal nieznane – np. gatunki małży, czy owadów (istnieją podobne listy zagrożonych gatunków roślin!). Jak podaje WWF – co czwarty gatunek ssaków, co ósmy ptaków i aż co trzeci gatunek płazów może wkrótce zniknąć z powierzchni Ziemi !

INFO
African Wildlife Foundation: www.awf.org
National Tiger Conservation Authority (Project Tiger): http://projecttiger.nic.in/
Borneo Orangutan Survival Foundation: http://orangutan.or.id/
World Wide Fund for Nature (WWF Poland): www.wwf.pl

BOS Foundation
BOS Foundation

Material przygotowany dla portalu http://magazynswiat.pl

Kość słoniowa najlepiej prezentuje się… u słoni!

Apel African Wildlife Foundation przeciwko zabijaniu słoni dla ich kłów! Krótki film z dramatycznym przesłaniem, publikowany przez AWF, m.in. na: www.facebook.com i www.youtube.com

* * * * *

Śledź informacje African Wildlife Foundation

Materiał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl/

Kenia – żyrafiarnia w Nairobi

Oko w oko z żyrafą, bez zadzierania głowy. Żeby pogłaskać zwierzę po pysku równie miłym jak zaprzyjaźnionego psa. Nakarmić smakołykami, za którymi długoszyje ssaki przepadają, a nawet – jeśli ktoś odważny – pocałować. To jest możliwe. W stolicy Kenii, w Nairobi.

Organizacja African Fund for Endangered Wildlife Kenya (AFEW (K) LTD) założyła tę placówkę w 1979 roku z inicjatywy Jocka i Betty Leslie-Melvile’ów. Zgodnie z ich ideą, to nie jest wyspecjalizowane wąsko zoo, ale centrum edukacyjne, w którym człowiek może lepiej poznać i zrozumieć Żyrafy Rotschilda (giraffa camelopardalis rothschildi), gatunek specyficzny jedynie dla Czarnego Lądu.

Kluczem do tego poznania jest umieszczona między wybiegami wieża z galerią na wysokości głów dorosłych żyraf. Na takiej właśnie, żebyśmy my ludzie nie musieli zadzierać głów, a żyrafy schylać się. Krótko mówiąc – pomysłowy kompromis. Żyraf nie trzeba jakoś szczególnie zachęcać do kontaktów z ludźmi. Zaglądają ciekawie do galerii, i nie unikają dotyku.

Głównym jednak zadaniem centrum jest obserwacja i poznawanie gatunku. Opieka nad dorosłymi osobnikami i pomoc w przejściu do naturalnego środowiska urodzonym w niewoli. Procedurze podlegają młode po osiągnięciu dojrzałości, czyli w wieku 2 lat. Odkąd centrum istnieje, poddano jej skutecznie ponad 50 osobników, które żyją dziś na wolności w obszarach chronionych na terenie całego kraju. Na co dzień w centrum odbywają się oryginalne lekcje przyrody dla dzieci z kenijskich szkół. Placówka otwarta jest także codziennie dla zwiedzających.

Giraffe Centre
Duma Road, Nairobi
e-mail: info@giraffecenter.org
www.giraffecenter.org

Tekst publikowany w portalu magazynswiat.pl

Maroko – zachodnia rubież islamu

Królestwo Maroka należy do krajów Maghrebu (co znaczy zachodnich, zgodnie z określeniem przybyłych ze wschodu Arabów). Geograficznie zajmuje północno-zachodni cypel Afryki, rozpościerając się u północnych podnóży gór Atlas, na brzegach Morza Śródziemnego i Atlantyku. Do Maroka należy także fragment Sahary, rozciągający się na terenach spornych, uznawanych za okupowane przez Maroko przez dążąca do uznania przez świat za niepodległą Saharyjską Arabską Republikę Demokratyczną. Kulturowo, Maroko stanowi zachodnią rubież islamu. Ożywione kontakty handlowe oraz związki z Europą datujące się od czasów rzymskich sprawiają, że ortodoksyjne ruchy islamistyczne nie znajdują w Maroku silnego oparcia. Pamiątki przeszłości koncentrują się w barwnych miastach, zwłaszcza w Fezie, Marrakeszu, Casablance, Meknes czy Rabacie. Na prowincji wciąż żywa jest kultura nomadów – Beduinów i Berberów.

Powierzchnia: 446,55 tys. km2

Ludność: 33,23 mln.

Stolica: Rabat (1,82 mln. mieszkańców)

Główna religia: islam (wyznawany przez 99,6% populacji)

Waluta: dirham marokański (1 MAD – 0,38 PLN w 2015; kalkulator walut), dzieli się na 100 centimes

Języki urzędowe: arabski, berberski (tamazight, jakim posługują się Berberowie z gór Atlas)

Czas: obowiązuje czas Greenwich

Na liście UNESCO: medyna (tradycyjna dzielnica arabskiego miasta) w Fezie, medyna w Marrakeszu, medyna w Tetuanie, medyna w Essaouira, ksar (ufortyfikowana osada) w Ait-Bin-Haddu, zabytkowe miasto Meknes, stanowisko archeologiczne w Volubilis, miasto Mazagan

Maroko na ekranach kin: w plenerach i miastach Maroka kręcono sceny do „Gladiatora”, „Aleksandra”, przygód „Indiana Jonesa”.

Atrakcje turystyczne: trekkingi po pustyni i w sięgających 4 tys. m górach Atlas, śródziemnomorskie plaże, hammam – łaźnie parowe, wyroby artystyczne i rękodzieło z gwarnych suków (bazarów). Najdogodniej odwiedzać Maroko od marca do maja, gdy panują temperatury zbliżone do tych na europejskim wybrzeżu Morza Śródziemnego.

Kuchnia arabska z wpływami europejskimi. Zdaniem specjalistów, w marokańskiej kuchni ogniskują się archaiczne obyczaje Beduinów i Berberów, a więc ludów prowadzących koczowniczy tryb życia, zajmujących się pasterstwem. Rodzime przepisy wzbogaciły przyprawy przywożone z dalekich krain przez arabskich kupców. Wpływy francuskie przeniknęły do obyczajowości i kuchni w okresie kolonialnym. –> kuchnia Maroka to odrębny, szeroki temat.

Gdzie indziej nie znajdziecie: olejek arganowy pozyskiwany z endemicznego gatunku drzew arganowych (rosną jedynie w południowo zachodniej części kraju); używany od wieków jako kosmetyk, medykament i dodatek do potraw, nazywany jest eliksirem młodości (a także marokańskim złotem); moda na jego stosowanie opanowała dopiero niedawno świat (www.olejekarganowy.org).

W Internecie: www.abcmaroko.pl
Maroko w CIA Factbook: www.cia.gov

Powiązane (dostępne w archiwum):
Maroko – zdrowie i uroda spod drzewa życia
Włochy, Veneto, Sottomarina – marokański interes na plaży

Materiał przygotowany do internetowej edycji magazynu „Świat. Podróże. Kultura.”

Egipt – standardowo turystyczny

Rozległy pustynny kraj, w którym życie koncentruje się w wąskim pasie doliny Nilu, w delcie rzeki i na morskich wybrzeżach. Powierzchnia kraju wynosi nieco ponad 1 mln km². Kraj zamieszkuje blisko 80 milionów ludzi. Stolicą jest Kair, który przekształcił się w 17-milionową aglomerację.

Egipt turystyczny to przede wszystkim pamiątki starożytności odkrywane przez archeologów od XIX wieku. Kairskie muzeum posiada największą na świecie kolekcję egipskich starożytności. Pod gołym niebem zachowały się kompleksy piramid, świątynia w Abu Simbel, budowle Aleksandrii, Luksoru, Karnaku i Asuanu. Mozaikę zabytków z czasów faraonów uzupełniają obiekty wzniesione przez Greków, Rzymian i Arabów. Na liście atrakcji przyrodniczych czołowe miejsce zajmują przybrzeżne rafy koralowe, biblijne szczyty Synaju: Góra Świętej Katarzyny (najwyższa w Egipcie, 2629 m) i Góra Mojżesza (2285 m) oraz złociste plaże Dahab.

Kair
Gwarne, ludne i bez wątpienia egzotyczne miasto, które równie mocno zachwyca co męczy. Do najczęściej odwiedzanych należy w nim Muzeum Egipskie, placówka której historia sięga 1835 roku. Imponująca kolekcja liczy około 120 tysięcy archeologicznych znalezisk. W mieście znajdują się pamiątki wszystkich cywilizacji, które przez tysiąclecia tworzyły Egipt. Najsilniejsze piętno odcisnęli władający miastem od 642 roku Arabowie. Wznieśli szereg budowli, w tym ponad 500 meczetów. Do dziś jest to jedno z centrów współczesnego świata muzułmańskiego, którego symbolem jest medresa przy meczecie Al-Azhar. Uczelnia oferuje studia na różnorodnych kierunkach; mogą w niej studiować kobiety. Najlepszy widok na miasto roztacza się z liczącej 187 metrów wysokości wieży telewizyjnej – z platformy widokowej lub usytuowanej kondygnację niżej obrotowej restauracji.

Giza
Na obrzeżach kairskiej aglomeracji, na pustyni pod starożytnym miastem Giza, wznoszą się pochodzące sprzed 5500 lat piramidy. Cheopsa, opiewana jako jeden z cudów świata już przez starożytnych, Chefrena i mniejsza od nich, ale słynąca z ciekawego, dobrze zachowanego wystroju Mykerinosa. Z piramidą Chefrena związany jest monumentalny Sfinks o ciele lwa z głową faraona. W sąsiedztwie znajduje się szereg mniejszych budowli – świątyń i grobowców królowych oraz dostojników państwowych.

Luksor i Karnak
Tworzą zwarty, rozdzielony jedynie kanałem kompleks, traktowany jako jedno miasto. Położone na prawym brzegu Nilu w południowym Egipcie, szczyci się największym na świecie zespołem budowli starożytnych. Ozdobą Luksoru jest Świątynia Narodzin Amona (boga słońca, zwanego inaczej Ra). W Karnaku jest kompleks świątyń. Centralne miejsce zajmuje wśród nich poświęcona Amonowi. Aleje procesyjne łączą ją z mniejszymi, dedykowanymi bogu wojny Chonsu i żonie Amona, bogini Mut. Zespoły Luksoru i Karnaku łączy aleja procesyjna długości ok. 3 km. Zdobi ja szereg sfinksów z baranimi głowami. Baran był zwierzęciem boga słońca.

Dolina Królów
Położona w pobliżu Luksoru nekropolia władców z kilku dynastii, władających Egiptem przez blisko 500 lat. Dotychczas odkryto 63 wykute w skałach grobowce. Najsłynniejszym, z powodu zachowanego wyposażenia, stał się grobowiec Tutanchamona. Bezcenne skarby z bogato przybraną mumią faraona znajdują się dziś w Muzeum Egipskim w Kairze.

Świątynie Ramzesa II w Abu Simbel
Podczas spiętrzenia Nilu Wielką Tamą Asuańską, przesunięto je tak, że znalazły się 65 metrów wyżej, ponad lustrem wody sztucznego Jeziora Nasera. Zachował się dzięki temu efektowny chwyt starożytnych budowniczych. Przez specjalny otwór w Wielkiej Świątyni, dwa razy do roku zagląda do wnętrza wschodzące słońce. Oświetla posągi Amona, Ramzesa II i Re-Horachte, nie dotykając wizerunku boga ciemności Ptaha. Operacja zakończyła się powodzeniem, choć zjawisko możemy podziwiać o dzień później niż się to działo w oryginalnym miejscu. Pracami kierował Polak, desygnowany przez UNESCO profesor Kazimierz Michałowski.

Aleksandria
Założona w 332 roku przez Aleksandra Macedońskiego, stała się promieniującym na cały basen Morza Śródziemnego centrum rozwoju nauki i handlu. Pod rządami Arabów, którzy zajęli Egipt w VII wieku miasto rozwinęło się. Do legendy przeszła tutejsza biblioteka, która spłonęła podczas inwazji Cezara w połowie I wieku. Tradycję legendarnej biblioteki oraz księgozbiorów gromadzonych w następnych stuleciach, przejęła otwarta w 2002 roku Bibliotheca Alexandrina. Wielokulturowe miasto, pełne kościołów i meczetów, uchodzi po dziś dzień za bramę Egiptu i pełni rolę kulturalnej stolicy kraju.

Nadmorskie centra
Wzdłuż wybrzeża Morza Czerwonego ciągnie się słynna rafa koralowa, kusząc bogactwem barw i kształtów. W sąsiedztwie znajdują się także liczne wraki. Niewielka wioska Hurghada przekształciła się w związku z tym w jedną z najbardziej popularnych na świecie baz nurkowych. Konkuruje z nią Sharm el-Sheik, położone na półwyspie Synaj – również popularna baza nurkowa, ale także modne miejsce startu pustynnych eskapad oraz wycieczek na Górę Świętej Katarzyny i utożsamianą z biblijnym Horebem, Górę Mojżesza. Wachlarza nadmorskich kurortów dopełnia Dahab, znane – zgodnie z nazwą – ze złocistych piaszczystych plaż.

INFO
Informacje turystyczne o Egipcie (również w jęz. polskim): www.egypt.travel

Tekst był częścią materiału publikowanego na łamach magazynu „Farmacja i Ja” w 2010 roku, pt. „Apteki pod piramidami”.

RPA – 10 stadionów za 2 miliardy USD

Złoto i diamenty – błogosławieństwo i przekleństwo Południowej Afryki. Przyczyna kolonizacji, wojen, apartheidu i zakończonej sukcesem politycznej krucjaty Nelsona Mandeli… Owiani legendami wojownicy Zulu, tajemniczy, związani z dziką przyrodą Buszmeni, wielka piątka jak określa się charakterystyczne a zarazem największe zwierzęta Czarnego Lądu, bajkowe górskie krajobrazy, tropikalne lasy i plaże nad oceanem. A wreszcie wina, świętujące triumf na światowych rynkach. Stały się miejscową specjalnością dzięki sadzonkom przywiezionym niegdyś przez europejskich protestantów, którzy tu, na krańcach Afryki, znaleźli schronienie po prześladowaniach kulminujących w krwawą noc św. Bartłomieja.

Oto szkic do obrazu RPA, kraju-gospodarza piłkarskiego Mundialu 2010. Z okazji wielkiego sportowego wydarzenia, wachlarz miejscowych atrakcji wzbogacił się o wielkie stadiony. Kilka istniejących zmodernizowano, jednak najwspanialsze, zaprojektowano specjalnie, komponując architekturę z krajobrazem, atmosferą miejsc lokalizacji i symboliką sportowego święta. Projekty najbardziej imponujące stworzyli architekci z cieszącego się dziś światową  sławą biura projektowego gmp (German, Marg i Partnerzy) z Hamburga. Stadiony z RPA wzbogacają dorobek grupy, która wzniosła stadiony w Niemczech na mistrzostwa piłkarskie w 2006 roku, porty lotnicze w Stuttgarcie i Hamburgu, chińskie Miasto Kroplę (Ligang New City), a także zaprojektowała naszą arenę narodową, która zajmie w Warszawie miejsce Stadionu X-lecia.

Green Point w Kapsztadzie
Być może najbardziej spektakularny obiekt, wkomponowany w krajobraz o kontrastujących formach i barwach – oceanu i Gór Stołowych. Ogromną budowlę, której trybuny pomieszczą niemal 70 tysięcy widzów cechuje niezwykła lekkość. Dzieje się tak za sprawą zamaszystej falującej linii dachu oraz specjalnej membrany, która obleka stadion odbijając naturalne słoneczne światło – fenomen przyrodniczy, z którego Kapsztad słynie. Elementem konstrukcji jest też ruchomy dach, który może chronić stadion zarówno przed gwałtownym deszczem jak ostrym słońcem. Ciekawostką jest fakt, że kierujący budową i pracami projektowymi Robert Hormes, dla zmotywowania 3 tysięcy pracowników do pracy zespołowej, wprowadził kamizelki z numerem „10”, takim jaki przysługuje kapitanowi drużyny piłkarskiej… Teraz patrzy z dumą jak na innych budowach w Kapsztadzie robotnicy zakładają kamizelki z dziesiątką na plecach. Stadion będzie pełnić rolę sceny koncertowej i areny różnorodnych, nie tylko piłkarskich imprez. Górując nad miastem (ma 64m wysokości), stał się już jego nową wizytówką.

Stadion Mosesa Mabhidy w Durbanie
Kolejna konstrukcja z rozmachem, wzniesiona w mieście słynącym z wielokilometrowych oceanicznych plaż i nadbrzeżnych promenad. Jego charakterystycznym elementem jest rozpięta nad nim arkada, po której kursuje specjalna kolejka, i z której roztacza się wspaniała panorama miasta i jego malowniczego otoczenia. Łuk ma 350 m rozpiętości, a jego najwyższy punkt znajduje się 106 m ponad płytą boiska. Konstrukcję stabilizują stalowe liny o średnicy 95 mm.  Symbolicznie – łuk niczym tęcza, ma opromienić i jednoczyć podzielony pod wieloma względami kraj. Stadion stał się głównym elementem rozległych terenów sportowo-rekreacyjnych w Durbanie – Kings Park Sporting, bogatego w centra handlowe i gastronomiczno-rozrywkowe. Podczas prac projektowych stadion nazywano imieniem króla Senzangakhona, wodza Zulusów ojca słynnego później Shaki. Jego imię oznacza w dialekcie plemienia „tego co działa z dobrych pobudek”. Ostatecznie jednak stadion nosi imię zasłużonego w walce z apartheidem byłego sekretarza generalnego partii komunistycznej RPA.

Soccer City w Johannesburgu
Arena kluczowych spotkań czerwcowych igrzysk – inauguracyjnego i finałowego mieści na trybunach (po przebudowie istniejącego obiektu), niemal 100 tysięcy widzów. Wzniesiona na skraju Soweto, dystryktu miasta owianego złą sławą dzielnicy nędzy, nawiązuje kształtem do rozpowszechnionego w Afryce  naczynia calabash, czyli tykwy. Nieco spłaszczonej tykwy, która po zmroku lśni bajecznym światłem. W dzień, na ścianach stadionu widać jedynie skromne murale o czarno białych konturach z kolorowymi dodatkami. Kontrast między skromną dekoracją widoczną na co dzień, a odświętną iluminacją ma podkreślać uroczystą atmosferę meczów i innych imprez, którym arena może służyć. We wnętrzu dominuje kolor pomarańczowy. Takie są krzesełka przecięte jedynie liniami z czarnych siedzisk. Powstałe promienie wskazują kierunki do pozostałych obiektów Mundialu 2010 oraz i finałowej areny mistrzostw z 2006 roku w Berlinie. Soccer City jest największym stadionem piłkarskim na świecie i chociaż imponuje estetycznymi rozwiązaniami, budzi obawy, że nigdy więcej nie będzie w pełni wykorzystany.

Stadion nad Zatoką Nelsona Mandeli w Port Elizabeth
Przykuwa uwagę unikalną strukturą dachu oraz malowniczym położeniem nieopodal brzegów Jeziora North End. Z oddali wygląda niczym egzotyczny kwiat o delikatnych białych płatkach. Sprawia lekkie wrażenie chociaż jest imponującym obiektem z trybunami dla ponad 40 tysięcy ludzi. Oprócz trybun mieści bogaty kompleks usługowo-handlowy z  salami konferencyjnymi, apartamentami dla VIP-ów, salami gimnastycznymi, sklepami, barami, restauracjami. Ciekawostką jest natomiast fakt ze sfery ekologii. Pod dachem przygotowano gniazda dla sokołów. Drapieżne ptaki mają odstraszać gołębie, których chmary są plagą wszystkich obiektów tego typu w RPA. Podobnie stworzono dogodne warunki do życia dla… nietoperzy, aby zwalczały dokuczliwe dla kibiców owady. Tylko w Port Elizabeth (zapewne ze względu na fakt, że tereny nad jeziorem są obszarem chronionym), postawiono na naturalne, a nie chemiczne metody walki z niepożądanymi przedstawicielami fauny.

Loftus Versfeld w Tshwane (Pretorii)
Jeden z najstarszych stadionów w RPA. Otwarto go w 1906 roku. Z okazji mistrzostw poddano go kolejnej w historii przebudowie, w wyniku, której łączy potrzeby rozgrywek w rugby i w piłkę nożną. Tym samym projektanci obiektu postawili na integrację społeczności południowo afrykańskiej, w której podział na zwolenników obu dyscyplin ma silne konotacje rasowe. Biali pasjonują się głównie rugby i krykietem, czarni są fanami piłki nożnej. Nawet narodowej drużynie piłkarskiej zwanej Bafana Bafana (Chłopcy) gra dziś tylko jeden biały piłkarz – Matthew Booth. Jednak każdemu jego dojściu do piłki towarzyszy głośne buczenie. Podobno w ten sposób kibice z RPA wyrażają sympatię… Stadion nosi imię lokalnego działacza sportowego, Roberta Owena Loftusa Versfelda. Oprócz rozgrywek sportowych obiekt jest wykorzystywany jako arena koncertowa. Publiczność oklaskiwała tu między innymi odbywających afrykańskie tournee Robbiego Williamsa w 2006 roku czy Celine Dion w 2008.

Royal Bafokeng Sports Palace w Rustenburgu
Położony u stop malowniczych gór (Magaliesburg Mountains), na skraju rozległej sawanny ma chyba najbardziej kontynentalna afrykańską scenerię. Jego nazwa honoruje lud Bafokeng, dominującą grupę autochtonów zamieszkujących północno zachodnią część RPA (terytorium około 1400 km2). Osobisty patronat króla (kgosi) zapewnia obiektowi i organizowanym na nim imprezom stosowny prestiż. Populację kultywującą obyczaje i język szacuje się na 300 tysięcy. Sport jest obok nauki i przemysłu wydobywczego jedną z dziedzin, które cieszą się szczególnym zainteresowaniem króla oraz instytucji powołanych do zarządzania nimi. Nazwa Fokeng (przedrostek Ba jest odpowiednikiem angielskiego The), oznacza ludzi rosy albo ludzi trawy. Motto królestwa Bafokeng „a e wele mo metsing” oznacza w wolnym tłumaczeniu – niech panuje pokój, a jego totemem jest krokodyl, przedstawiany z zamkniętą paszczą, co wedle miejscowych wierzeń jest oznaką zadowolenia.

Free State w Mangaung (Bloemfontein)
Znany wcześniej pod nazwą Vodacom Park Stadium jest elementem rozległych terenów sportowych obejmujących pola do krykieta, hokeja na trawie oraz dyscyplin lekkoatletycznych. Z okazji mistrzostw nadano mu bardziej uniwersalną nazwę. Ponoć rozległe przestrzenie i otwarte krajobrazy okolicy są odzwierciedleniem otwartości i przyjaznego nastawienia do świata autochtonicznej ludności. Podobnie jak arena w Pretorii stadion służył najpierw rozgrywkom rugby. Od lat 90. XX wieku jest bardziej uniwersalny. Po przebudowie ukończonej przed dwoma laty łączy potrzeby widowisk rugby i piłkarskich, a na jego trybunach może zasiąść 48 tysięcy widzów.

Peter Mokaba w Polokwane
Niczym rozległe morze traw, miasto otacza sawanna. Na dalszym planie pojawiają się góry. Nazwą upamiętniono miejscowego działacza murzyńskiego, walczącego przeciw apartheidowi, a później członka parlamentu RPA i ministra w rządzie Nelsona Mandeli. Obiekt wzniesiono w prowincji Limpopo, obok starszego stadionu o takiej samej nazwie. Strukturę architektoniczną owego obiektu inspirują spotykane dość często w okolicach baobaby. Uwagę zwraca potężny dach związany ze ścianami w narożnikach podkreślonych stalowymi przypominającymi pnie tych potężnych drzew elementami.

* * * * *

Infrastrukturę mundialu 2010 dopełniają jeszcze w RPA 2 obiekty: pochodzący jeszcze z 1928 roku stadion Ellis Park w Johannesburgu oraz także wzniesiony od podstaw Mbombela w Nelspruit. RPA wydała na budowę stadionów ponad 2 mld dolarów, co stanowiło niemal połowę budżetu mistrzostw.

* * * * *

Mundial trwał zaledwie kilka tygodni, ale związane z nim obiekty pozostaną, wpisując się na stałe w obraz RPA. A są wśród nich nie tylko spektakularne stadiony. Wystarczy wspomnieć, że nie bez trudności, ale z okazji piłkarskich igrzysk uruchomiono w RPA najnowocześniejszą i najszybszą na Czarnym Lądzie kolej, łączącą Johannesburg (Soweto) i Pretorię z międzynarodowym lotniskiem. Gautrain jak nazwano pociąg od nazwy prowincji Gauteng, pokonuje trasę 88 km z prędkością 160 km/h. Wprawdzie na widowniach będzie znacznie więcej przybyszów niż miejscowych, i to białych niż czarnoskórych kibiców. RPA boryka się bowiem z mnóstwem problemów społecznych, takich jak nędza, bezrobocie, waśnie plemienne, korupcja, przestępczość, AIDS oraz nieustanne napięcie między czarną a białą społecznością, ale Mundial pociągnął za sobą mnóstwo inwestycji. Czy spowodowane nim ożywienie gospodarcze okaże się trwałe i przyczyni do unowocześnienia kraju, wyrokować trudno. Niemal tak jak podczas meczu. Z początkowym gwizdkiem otwiera się szansa na okraszone bramkami widowisko. Czy zostanie wykorzystana, czy też stadiony pozostaną jedynie kosztownymi pomnikami wydarzeń 2010 roku, czas pokaże.

INFO
Lokalizacja mundialowych stadionów w RPA: www.sa-venues.com

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Top Class” w 2010 roku.

Afryka, Azja – rogi przekleństwem nosorożców

Popularny na Zachodzie celebryta, brytyjski miliarder Sir Richard Branson zamieścił w Internecie apel o wsparcie akcji na rzecz ochrony nosorożców, prowadzonej przez African Wildlife Foundation.

Populacja nosorożców zmniejszyła się przez 40 minionych lat o 95%, a w związku z nasilonym kłusownictwem, gatunek jest zagrożony wyginięciem.

Komu przeszkadza nosorożec?
Zwierzę o przedziwnej anatomii i reliktowym wyglądzie. Zapewne nikomu. Tyle, że, niestety, natura wyposażyła nosorożca w róg. A w zasadzie w dwa, które jak głosi fama, mają cudowne właściwości lecznicze. Wierzą w to niezachwianie przede wszystkim mieszkańcy krajów Dalekiego Wschodu. A odkąd pod koniec minionej dekady rozeszła się tam informacja, że sproszkowany róg jest skutecznym remedium na raka, krzywa popytu poszybowała w górę. Cena zaś przerosła płaconą za złoto, przekraczając – zgodnie z opublikowanymi w portalu www.businessinsider.com informacjami – poziom tysiąca dolarów za kilogram rogu. Magazyn The Atlantic podawał już jednak w 2013 roku, że za kilogram rogu nosorożca płacą na azjatyckim czarnym rynku znacznie, znacznie więcej, bo 300 tys. dolarów! Przeciętnie, róg dorosłego osobnika waży od 1 do 3 kg, a więc zdobycie go oznacza fortunę. Nic dziwnego, że nasiliło się kłusownictwo. Zwłaszcza w Azji i w Południowej Afryce, gdzie w 2013 roku zgładzono 1004 sztuki, a w 2014 o 21% więcej czyli 1215 nosorożców. Ba, azjatyckie gangi zlecają w ostatnich latach kradzieże łbów tych zwierząt nawet z galerii i muzeów.

Korzenie zabobonu
Nie wiadomo skąd się wzięło przeświadczenie o zdrowotnych właściwościach rogów nosorożca. Są zbudowane głównie z keratyny, podobnie do zwierzęcych kopyt oraz naszych włosów i paznokci. Jednak mit ma odległe w czasie korzenie. Już starożytni Grecy byli przekonani, że rogiem można oczyścić wodę, a Persowie, że wykryć truciznę w pokarmie. W tradycyjnej chińskiej medycynie sproszkowany róg był jednym z podstawowych składników leków na gorączkę, omamy, bóle głowy, zatrucia i impotencję. W naszej kulturze doszło do tego przekonanie, że wspomaga egzorcyzmy, przeciwdziałając opętaniu przez diabła. Współczesnym zaś dowodem na jego przeciwrakowe działanie, miał być przypadek wysokiego urzędnika z Wietnamu, który pozbył się nowotworu, rzekomo po kuracji sproszkowanym rogiem. W świetle współczesnej wiedzy – równie dobrze mógł ogryzać własne paznokcie. Byłoby zdrowiej… dla nosorożców.

Przesłanie Bransona
Jedną z powszechnie stosowanych form zapobiegania rzezi wśród nosorożców jest obcinanie im rogów. Pod narkozą, bo przecież nie dałyby inaczej do siebie podejść. Odcinanie rogu na odpowiedniej wysokości nie jest bolesne, podobnie jak skracanie sobie przez nas włosów czy przycinanie paznokci. Tkanka nie jest tam bowiem ani ukrwiona, ani unerwiona. Okazało się jednak, że to mało skuteczna metoda, bo kłusownicy potrafią zabijać osobniki bez rogów tylko po to, żeby ich ślady nie przeszkadzały im w tropieniu zwierząt, które je jeszcze zachowały. Postulowane przez rząd Południowej Afryki zalegalizowanie handlu rogami (pociągające za sobą możliwość wprowadzenia kontroli), budzi ostry sprzeciw. W tej sytuacji, African Wildlife Foundation i Branson w roli herolda, lansują teorię, że tylko spadek popytu może powstrzymać dalsze zabijanie zwierząt. Natomiast liczba klientów zainteresowanych zakupem spadnie, gdy dotrze do nich, że zdrowotne właściwości rogów są niczym więcej jak mitem. Zachęta do upowszechniania tej prawdy jest przesłaniem klipu Sir Richarda Bransona.

INFO
African Wildlife Foundation: www.awf.org
Apel Sir Richarda Bransona: www.facebook.com

Kenia, Mount Kenya – lodowiec Lewisa

Największy spośród lodowców Mount Kenya jest systematycznie obserwowany od 1934 roku.

Jeszcze pod koniec XIX wieku badający masyw dr John W. Gregory pisał, że najwyższe partie zachodnich ścian Mt Kenya są niemal całkowicie pokryte śniegiem i lodem. Według pomiarów dokonanych w 1980 roku, lodowce na Mt Kenya zajmowały już łącznie powierzchnię zaledwie 0,7 km2. Dziś wyróżnia się ich jeszcze 11 (Northey, Krapf, Gregory, Lewis, Diamond, Darwin, Forel, Heim, Tyndal, Cesar i Josef). W XX stuleciu największy z nich, Lewis Glacier skrócił się o niemal 800 m. Jego jęzor liczy dziś niespełna 750 m długości. Współcześnie, największy ubytek masy lodowcowej czapy (rzędu 23%), nastąpił w latach 2004-2010, a więc w bardzo krótkim okresie czasu. Niemal zupełnie zanikł wówczas Gregory Glacier, sąsiadujący z lodowcem Lewisa przez grań.

mini_Lewis-Glacier_199p

Jednym z ośrodków prowadzących badania w tym rejonie jest Instytut Meteorologii i Geofizyki Uniwersytetu w Innsbrucku (www.imgi.uibk.ac.at). Związki Austriaków z najwyższym szczytem Kenii przypieczętowała budowa podszczytowego schroniska, nazywanego Austrian Hut (4840 m). Powstało na początku lat 70. i było wyrazem wdzięczności wspinaczy z Tyrolu, za pomoc w akcji ratunkowej w rejonie szczytu, gdzie uległ wypadkowi jeden z ich kolegów. Pomoc Austriaków dla środowiska wspinaczkowego w Kenii była kontynuowana w formie szkoleń, w tym także prowadzonych w Alpach. Powstał ponadto szereg wspólnych projektów rozwoju infrastruktury turystycznej na Mount Kenya, w tym budowy kolejek linowych (szczęśliwie jak dotąd ich nie zrealizowano). Gospodarzem Austrian Hut jest Mount Kenya National Park (www.kws.org). Kilka wyżej usytuowany schronisk i biwaków, w tym Howell Hut na wierzchołku Neliona, prowadzi Mountain Club of Kenya (www.mck.or.ke).

Mount Kenya w języku suahili to Kirinyaga. Ma bowiem na nim siedzibę bóstwo o imieniu Ngai albo Mwene Nyaga, czczone przez największy spośród ludów zamieszkujących podnóża góry – Kikujów.

W masywie wyróżniają się ma trzy wybitne wierzchołki oraz szereg mniejszych kulminacji. Najwyższe w masywie są imponujące turnie Batian (5199 m) i Nelion (5188 m). Trzeci pod względem wysokości wierzchołek jest stosunkowo łatwym do zdobycia kamiennym kopcem i nosi nazwę Lenana Point (4985 m). To właśnie poniżej siodła oddzielającego Lenana Point od grani Neliona (Thomson Point, 4955 m), spływa lodowiec Lewisa. Od 1949 roku masyw Mount Kenya jest parkiem narodowym, a od 1978 Międzynarodowym Rezerwatem Biosfery. W 1997 roku wpisano go na listę światowego dziedzictwa ludzkości UNESCO.

mini_Lewis-Glacier_211p

Mount Kenya jest nieczynnym wulkanem, którego ostatnie erupcje miały miejsce około 2,8-3,2 mln lat temu. W rzeźbie masywu widoczne są wyraźnie ślady aktywności lodowców – wypełnione wodą cyrki, potężne wały moren i U-kształtne doliny. Tropikalne lasy porastające stoki masywu oraz potoki i zanikające lodowce sprawiają, że góra jest jednym z kluczowych rezerwuarów wody pitnej w Kenii (www.mck.or.ke).

Kenia – shopping na Czarnym Lądzie

Targowisko, to targowisko – jest na nim wszystko czego ludziom potrzeba. W efekcie – na całym świecie różnią się one od siebie jedynie kolorytem. Reszta to detale.

Jedynie turystom tworzy się miraże, sprzedając pamiątki, najchętniej po cenie wykraczającej poza granice rozsądku 🙂

Tanzania, Kilimandżaro – lodowiec Furtwängler coraz mniejszy

Inspiracja „Śniegów Kilimandżaro” Hemingwaya, lśniący w słońcu i wiecznie zmrożony płaszcz dachu Afryki. Niestety, podobnie jak inne lodowce na świecie, Furtwängler kurczy się w zawrotnym tempie.

male_Kili-i-porterzy

Kilimandżaro jest uśpionym wulkanem, a raczej grupą wulkanów, w której najważniejszy nosi nazwę Kibo (na obrzeżu jego krateru o średnicy około 400 m znajduje się najwyższy punkt masywu – Uhuru Peak, 5895 m). Mniejsze, mocno zerodowane stożki wulkaniczne tworzą ramiona z wybitnymi kulminacjami: Mawenzi (5150 m) i Shira (3940 m). Całość wygląda z oddali jak rozłożysty kopiec o średnicy ponad 80 km u podstawy. Położony około 350 km na południe od równika jest szczególnie podatny na zmiany klimatyczne.

Opisując powody zmian, niczym mantra powtarzany jest termin „globalne ocieplenie”. Okazuje się jednak, że w przypadku lodowców Kilimandżaro, które ulegają recesji od około 1850 roku, najsilniej wpływają na to zjawisko pożary okolicznych lasów oraz obniżanie się poziomu wód w jeziorach kontynentu, notowane od blisko 140 lat. Do atmosfery przenika coraz mniej wilgoci, a rzadsze i mniej obfite opady deszczu oraz śniegu w najwyższych partiach, nie wystarczają by się lodowiec regenerował.

Przez 100 lat, od 1912 roku, kiedy to zdobywszy najwyższy szczyt Afryki, Walter Furtwängler zobaczył z bliska noszącą teraz jego imię lodowcową czapę, zmniejszyła się ona – szacunkowo – o 80-85%. Pesymiści, choć podają różne prawdopodobne daty zaniku lodowca, są zgodni co do jednego. Jeżeli tempo regresji się nie zmniejszy, to w II połowie XXI wieku nie będzie po nim śladu na Kilimandżaro. Tempo w jakim postępuje zjawisko ilustruje doskonale fakt, że w roku 2007 Furtwängler podzielił się na dwie części, gdyż tak znacząco poszerzyła się zauważona zaledwie rok wcześniej szczelina w jego centrum.

Ciekawostką jest fakt, że w odróżnieniu od lodowców Alp czy Himalajów, które w dziejach miały już niejednokrotnie okresy zaniku i wzrostu, główny lodowiec Kilimandżaro jest stosunkowo młody. Powstał w połowie XVII wieku wraz z towarzyszącymi mu mniejszymi lodowcami takimi jak Arrow, Fortangular czy Heim oraz rozległymi niegdyś polami śnieżnymi. Wszystkie te formacje ulegają teraz szybkiemu zanikowi (www.kilimanjaro.cc; www.climbing.com).

Podobne niebezpieczeństwo zagraża lodowcom na świecie w ogóle. Raporty na temat ich zmian są efektem badań prowadzonych systematycznie przez około 70 ośrodków naukowych we wszystkich niemal górotworach Ziemi. Patronuje im ONZ w ramach UNEP (United Nations Environment Programme; www.unep.org/geo/geo_ice).

Bodaj najgłośniej biją na alarm hinduscy uczeni, którzy powołując się na analizy zdjęć kosmicznych twierdzą, że 75% lodowców w Himalajach zmniejszyło znacząco masę, kurcząc się w ciągu zaledwie dwóch minionych dekad o średnio 3,75 km rocznie. W efekcie, dramatycznie spada poziom wód w rzekach, które w Himalajach biorą źródła, a ludność Indii i Bangladeszu cierpi na coraz dotkliwszy niedobór wody pitnej.

A tu z innej beczki, czyli co nieco o wspinaczce po lodzie na Dachu Afryki (pod auspicjami Red Bulla).

Chronione skarby natury

Na świecie istnieje ponad 7 tysięcy parków narodowych. Ochronę najcenniejszych fragmentów naszego ekosystemu łączy się w nich z umiejętnym eksponowaniem przyrody i krajobrazu, badaniami naukowymi i edukacją. Parki narodowe zajmują łącznie ponad 1 mln km2. Wydaje się, że dużo, a jednak to zaledwie 0,2% powierzchni naszej planety.

Safari_023p

Serengeti – królestwo wielkiej piątki
Rozległa równina porośnięta sawanną jest bodaj najczęściej odwiedzanym parkiem narodowym Afryki. To jeden z najbardziej archaicznych ekosystemów, a zarazem jeden z największych obszarów chronionych na świecie. Zajmuje powierzchnię 14.763 km2 (obszar nieco większy od terytorium Czarnogóry, nieznacznie mniejszy od Słowenii). Charakterystyczne są dla niego samotne skaliste wzgórza i pojedyncze drzewa, czasem kępy drzewiastych akacji. W ich cieniu kryją się żyjące tutaj zwierzęta. Serengeti leży na terenie Tanzanii, rozciągając na wschód od Jeziora Wiktorii. I właśnie bogactwo fauny charakterystycznej dla Czarnego Lądu jest magnesem przyciagającym uzbrojonych niegdyś w sztucery, a dziś w aparaty fotograficzne gości ze świata. Podczas emocjonujących safari, można w Serengeti podglądać największych i najbardziej drapieżnych przedstawicieli afrykańskiej fauny. Każdego roku sawannę przemierzają w poszukiwaniu wody wielomilionowe stada antylop, zebr i gazeli. Ponadto są tutaj żyrafy, słonie, nosorożce i bawoły. A spośród drapieżników: lwy, lamparty i gepardy oraz poszukujące padliny hieny, likaony, szakale. W miejscach wilgotnych, nad rzadko spotykanymi tu jeziorkami czy strugami – krokodyle i hipopotamy. W kępach zarośli – pytony. Odkrywca tego obszaru, amerykański myśliwy Stewart Edward White nie ukrywał zachwytu, przyrównując na łamach dziennika podróży odbytej w 1913 roku, Serengeti do Raju na Ziemi. Od wieków, przez te tereny pędzą bydło Masajowie. Najbarwniejszy lud Wschodniej Afryki jest równie jak dzika przyroda atrakcją. To ich dziedziny, a Serengeti oznacza w ich mowie wielką i suchą ziemię. www.serengeti.orgwww.tanzaniaparks.com

Yellowstone – ikona amerykańskiego krajobrazu
Najstarszy park narodowy w USA i na świecie, powołany do życia w 1872 roku, za prezydentury Ulyssesa Granta. Obszary objęte dziś ochroną biali zdobywcy Nowego Świata zaczęli poznawać dopiero na początku XIX wieku. Od kilkunastu tysięcy lat żyli tam przedstawiciele rdzennej ludności – plemiona indiańskie Nezów, Percé’ów, Wron i Szoszonów. Badania naukowe zapoczątkowane przez ekspedycję Lewisa i Clarka, a kontynuowane przez geologa Ferdinanda Haydena wykazały, że jest to nie tylko teren unikalny krajobrazowo, ale także niepowtarzalny ze względu na budowę geologiczną. Rozległy płaskowyż wulkaniczny jest niczym pokrywa gigantycznej magmowej komory. Współczesne już badania z użyciem zaawansowaneych technik pozwoliły sprecyzować jej rozmiary. Rozciąga się na długość 72 i szerokość 30, sięgając aż 660 km w głąb naszej planety. Krajobraz tego rejonu, przeciętego doliną rzeki Yellowstone, wijącej się wśród fantazyjnie ukształtowanych skał, natura rzeźbi od około 2 milionów lat. Kluczowe znacznie miały następujące kilkakrotnie w tak długim okresie wybuchy podziemnych wulkanów. Obecność magmy w głębinach Ziemi objawia się na powierzchni zjawiskami termicznymi – obecnością gorących źródeł, błotnych wulkanów, fumaroli i gejzerów. Rozrzuconych wśród skał i lasów, zdominowanych przez specyficzny gatunek sosny wydmowej, której szyszki otwierają się wywypując nasiona jedynie pod wpływem wysokich temperatur. Osobliwością faunistyczną są stada bizonów, które tylko tutaj przetrwały odstrzał prowadzony na Dzikim Zachodzie dla ich futer. Na początku XX wieku żyło dziko zaledwie 50 sztuk. Osobniki te pozwoliły odtworzyć gatunek, i dziś, w Yellowstone spotkamu około 3500 dzikich bizonów. Dla Indian wszystko co obserwowali było przejawem życia Ziemi. Dla nas to także fascynujące zjawiska przyrodnicze, inspirujące sztukę, zwłaszcza literaturę i film. W parkowej scenerii kręcono legendarne westerny. A w słynnej animacji dla dzieci Disneya, w do złudzenia podobnym krajobrazie, baraszkowały krnąbrne misie Yogi i Bubu. www.nps.gov

Jeziora Plitvickie – perła chorwackiej przyrody
Jedna z największych atrakcji przyrodniczych kraju. A chociaż Chorwację kojarzymy przede wszystkim z pasem malowniczego choć kamienistego wybrzeża i licznymi niezbyt odlgłymi od brzegów wyspami, park znajduje się w interiorze, w północnej części kraju. Obejmuje szesnaście dużych oraz kilka mniejszy akwenów wraz z otoczeniem. Plitwickie Jeziora słyną z nieskazitelnej czystości wód. Zapewne zresztą dlatego są ubogie w ryby. Czasem przemknie co najwyżej troć wędrowan, pstrąg potokowy albo goleń, a więc ryby z gatunków wędrownych. Łatwo natomiast napotkać płazy, w tym oryginalną slamandrę plamistą. Jeziora Plitwickie otulają lasy, których ozdobą jest aż 50 gatunków storczyków, z charakterystycznym obuwikiem na czele. O malowniczości tego miejsca decyduje jednak przede wszystkim ukształtowanie terenu. Są bowiem dwie grupy jezior – Górne i Dolne. Największe z nich, Kozjak ma 49,5 m głębokości. Różnica poziomów między położonym najwyżej Jeziorem Proscanskim, a ujściem wód do rzeki Korany sięga niemal 160 m. Woda przepływając między jeziorami tworzy wodospady. Najpotężniejszy ma aż 78 m wysokości i nazywany jest Wielkim (chorw. Veliki slap). Rzeka zaś przedziera się efektownym skalistym kanionem. Niemal codziennie, rzesze turystów przemierzają kręty szlak, zachwycając się szmaragdową barwą wody w jeziorach. Zaglądają w gardziel kanionu, podziwiając jego skalne ściany. Ścieżka, sama w sobie emocjonująca, wiedzie miejscami po krętych drewanianych kładkach umieszczonych tuż nad taflą wody. Można penetrować niektóre z grot i jaskiń, jakich wiele na całym obszarze. Program wycieczki wzbogacają ponadto takie atrakcje jak rejs stateczkiem po rzece oraz zjazd lub wjazd kolejką do najwyżej położonego zakątka Parku. www.np-plitvicka-jezera.hr

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Świat. Podróże. Kultura.” w lutym 2014.

Egipt czeka

Oczekiwanie to nic nowego dla Egipcjan, którym rytm życia wyznaczały od tysiącleci wylewy Nilu. W czasach współczesnych pojawiły się nowe oczekiwania. A skrajnym ich wyrazem stała się rewolucja. Jej ostatni akt doprowadził w 2013 roku do obalenia prezydenta Mohammeda Mursiego.

Niezależnie od społecznych i politycznych konsekwencji nowej sytuacji, ceną rewolucji jest niepokój wywołany na świecie dramatycznymi wydarzeniami w kraju faraonów. Zaprzątały uwagę mediów, i spowodowały, że rządy wielu krajów zaapelowały do obywateli, by powstrzymywali się od podróży nad Nil dopóty, dopóki nie jest tam bezpiecznie. A ponieważ turystyka jest dziś jedną z najważniejszych gałęzi egipskiej gospodarki, Egipcjanie – jak nikt inny – oczekują normalizacji sytuacji.

Spokoju, niezbędnego dla powrotu fali turystów, którzy wcześniej zdawali się zalewać ich kraj. Wystarczy spojrzeć na naszą obecność w Egipcie. Liczba przyjeżdżających tam Polaków rosła w minionej dekadzie bardzo szybko, kulminując w 2010 roku. Wówczas urlop w kraju faraonów spędziło 580 tysięcy naszych rodaków. Nie jesteśmy panikarzami, ale i nam udzielił się niepokój. W 2012 roku do Egiptu wyjechało 470 tysięcy Polaków, a rok później, podczas drugiego aktu rewolucji już tylko 273 tysiące. Komentując te dane, Ahmed Sobhi, dyrektor Biura Turystyki Egiptu w Polsce oddycha z ulgą. – Sytuacja szybko się normalizuje – mówi, i dodaje – Jest duża szansa, że teraz, gdy nastąpiła stabilizacja, ruch turystyczny się odbuduje, a nawet przekroczy wcześniejsze wyniki.

Egipcjanom marzy się milion turystów z Polski. Ahmedowi Sobhi’emu nie wydaje się to wcale mrzonką. Majowe wybory prezydenckie i jesienne parlamentarne wprowadzą Egipt na drogę przemian i przywrócą spokój. Jest tego równie pewien, jak tego, że Polacy kochają wypoczywać w jego kraju, i że nie mają lepszej alternatywy w miesiącach zimowych. – Na tym opieramy nasze prognozy – puentuje dyrektor. I dodaje, że Egipt chce zainteresować swoją ofertą nowe środowiska w Polsce. Jak bowiem dotąd, decydując się na wypoczynek w Egipcie, Polacy kierowali uwagę przede wszystkim na plaże nad Morzem Czerwonym i koralowe rafy – nader malowniczy cel niezbyt trudnych nurkowych wypraw. Oprócz rodzin z małymi dziećmi wypoczywających chętnie na plażach, Egipt kieruje najnowszą ofertę w jeszcze większym stopniu niż dotychczas do ludzi aktywnych. Kochających wodę, nurkowanie, surfing, windsurfing, ale także do miłośników paralotniarstwa i kitesurfingu. Ba, pozyskano nawet naszą gwiazdę, mistrzynię świata w kitesurfingu, Karolinę Winkowską, czyniąc z niej ambasadora sportów wodnych w Egipcie. Ponadto, na Sharm-el Sheikh i Hurghadzie egipskie możliwości się nie kończą. Jest wiele miejsc nieznanych szerszej publiczności w Polsce. Takich jak luksusowy ośrodek El Gouna czy bardziej egalitarne Marsa Alam. W najnowszych działaniach promocyjnych, Egipt poświęca znowu wiele pradawnej kulturze. – Chcemy pokazać, że Aleksandria i Al-Alamajn nad Morzem Śródziemnym, czy rejsy po Nilu, dostarczą wielu wrażeń miłośnikom starożytnych zabytków i historii – podkreśla dyrektor. Uchyla też rąbka tajemnicy, informując o niespodziance. Letnim koncercie jednej z polskich gwiazd muzyki pop. W Hurghadzie. W lipcu albo w sierpniu. Nie chce jednak wyjawić nazwiska, zasłaniając się tym, że ustalenia nie dobiegły jeszcze końca. I faktem, że to ma być niespodzianka.

Dlaczego puszczam ten tekst? Bo rozbawiły mnie jego losy… Bardziej laurkowa wersja poniżej, zaś ostateczna, która zyskała aprobatę strony egipskiej, wyglądała tak pięknie, że aż ją pokażę w formacie pdf 🙂 Egipt po interwencjach

Egipt czeka (ver. 2.0)

Na 25 milionów turystów ze świata. W tym na milion Polaków. Oferuje słońce na piaszczystych plażach Morza Czerwonego, dogodne warunki uprawiania sportów i różnorodne możliwości podziwiania najwspanialszych zabytków naszej cywilizacji.

Turystyka jest dziś jedną z najważniejszych gałęzi egipskiej gospodarki. W kulminacyjnym okresie przedrewolucyjnym, w 2010 roku, przychody z turystyki sięgnęły kwoty 12,5 mld dolarów. Zawierucha spowodowała nieunikniony odpływ turystów, a to grozi Egiptowi ekonomiczną katastrofą, bo z turystyki pochodzi ponad 11 proc. PKB i ponad 14 proc. rezerw walutowych. Kraj nad Nilem liczy blisko 90 mln. mieszkańców. Niemal 47 proc. pracujących znajduje współcześnie zatrudnienie w usługach. Przy czym z obsługi ruchu turystycznego żyje bezpośrednio blisko 3 mln obywateli. Egipcjanie, oczekują więc jak nikt inny normalizacji. Zdają sobie bowiem sprawę, że spokój jest niezbędnym warunkiem powrotu turystycznej fali, która niczym życiodajne wylewy Nilu, zapewnia rozwój ich ojczyźnie.

Wystarczy spojrzeć na naszą obecność w Egipcie. Liczba przyjeżdżających tam Polaków rosła w minionej dekadzie bardzo szybko, kulminując w 2010 roku. Wówczas urlop w kraju faraonów spędziło 580 tysięcy naszych rodaków. Wśród 14,7 mln zagranicznych gości stanowiliśmy znaczącą grupę. Nie jesteśmy panikarzami, ale i nam udzielił się niepokój. W 2012 roku do Egiptu wyjechało 470 tysięcy turystów z Polski, a rok później, gdy podczas ostatniego aktu rewolucji, liczne biura zawiesiły loty do Egiptu – 273 tysiące. Komentując te dane, Ahmed Sobhi, dyrektor Biura Turystyki Egiptu w Polsce oddycha z ulgą. – Sytuacja szybko się normalizuje. Jest duża szansa, że teraz, gdy nastąpiła stabilizacja, ruch turystyczny się odbuduje, a nawet przekroczy wcześniejsze wyniki. Marzenie o milionie turystów z Polski nie wydaje mu się wcale mrzonką. Majowe wybory prezydenckie i jesienne parlamentarne wprowadzą Egipt na drogę przemian i przywrócą spokój. Ahmed Sobhi jest tego równie pewien, jak tego, że uwielbiamy wypoczywać w jego kraju, i że nie mamy lepszej alternatywy w miesiącach zimowych. – Na tym opieramy prognozy. Na faktach – puentuje dyrektor.

„Tęsknimy za wami” – takim hasłem najnowszej kampanii promocyjnej, rząd egipski zwraca się do turystów z całego świata. A egipski minister turystyki Hiszam Zazu przekonuje w wywiadzie udzielonym Reutersowi, że jego kraj jest teraz bezpieczny i po dawnemu otwarty dla gości z całego świata. – Chcemy zainteresować naszą ofertą nowe środowiska w Polsce – dodaje dyrektor Sobhi. Decydując się bowiem na wypoczynek w Egipcie, Polacy kierowali wcześniej uwagę przede wszystkim na wybrzeże Morza Czerwonego. Na piaszczyste plaże i koralowe rafy. Rodziny z małymi dziećmi wypoczywają chętnie w słońcu nad wodą. Barwne rafy stanowią nader efektowny cel nurkowych wypraw. Najnowsza oferta skierowana jest więc w jeszcze większym niż dotychczas stopniu do ludzi aktywnych. Rzecz jasna kochających słońce i wodę, nurkowanie, surfing, windsurfing, ale także do miłośników paralotniarstwa oraz modnych ostatnio kombinacji sportów wodnych z powietrznymi. Ba, pozyskano nawet naszą gwiazdę – mistrzynię świata w kitesurfingu, Karolinę Winkowską, czyniąc z niej ambasadora sportów wodnych w Egipcie.

Ponadto, na Sharm-el Sheikh i Hurghadzie egipskie wybrzeże się nie kończy. Jest tam jeszcze wiele miejsc nieznanych szerzej polskiej publiczności. Takich jak luksusowy ośrodek El Gouna czy bardziej egalitarne Marsa Alam. W najnowszych działaniach promocyjnych kładzie się także duży nacisk na bezcenne pamiątki pradawnej kultury. – Chcemy pokazać, że Aleksandria i Al-Alamajn nad Morzem Śródziemnym, czy rejsy po Nilu, dostarczą wielu wrażeń wielbicielom starożytnych zabytków i historii – podkreśla dyrektor. Uchyla też rąbka tajemnicy, informując o przygotowaniach do wyjątkowego wydarzenia. Koncertu jednej z polskich gwiazd muzyki pop. W Hurghadzie. W lipcu albo w sierpniu. Nie chce jednak wyjawić nazwiska, zasłaniając się faktem, że ustalenia nie dobiegły jeszcze końca. I tym, że to przecież niespodzianka.