Choinka z Niemiec, od św. Bonifacego

Choinka, którą powszechnie stroimy na święta przywędrowała do nas z zachodu, konkretnie z Niemiec. I to, dopiero, w XIX wieku.

Św. Bonifacy na starej rycinie, fot. z portalu: stacja7.pl

Ideę upamiętniania drzewkiem przyjścia Chrystusa (na świat), przypisuje się św. Bonifacemu. To postać historyczna, wyniesiona przez Kościół na ołtarze za gorliwość w szerzeniu wiary wśród germańskich plemion i męczeńską śmierć jaką zakończyła się jego apostolska misja w VIII wieku. Bonifacy kazał ścinać stare drzewa poświęcone pogańskim bóstwom, aby pokazać ich wyznawcom, że dawni bogowie nie mają sił, by obronić leśne gontyny przed ‚prawdziwym’ Bogiem. Dziś, serce się kraje na myśl, że pod siekierami gorliwców padały potężne dębowe pnie, bo te właśnie drzewa, zarówno Germanie, jak i my – Słowianie, najczęściej poświęcaliśmy w dawnych czasach bogom.

Podczas jednej z takich akcji, gdy usunięto z wyrębu dębowe pnie, wystrzeliła ku niebu mała jodełka (Tannenbaum). Dzięki swej elastyczności nie złamała się pod ciężarem wiekowego sąsiada. Wskazał ją Bonifacy i powiedział, że to właśnie drzewko powinno przypominać przyjście Chrystusa na świat. Jezus bowiem, niczym ta drobna jodełka, nigdy nie ugiął się przed wielkim złem i nie dał złamać, znosząc nieludzkie tortury, a wreszcie – ukrzyżowany – zmartwychwstał.

W XVI-wiecznych kazaniach z terenów współczesnego pogranicza Francji i Niemiec pojawiły się wzmianki świadczące o tym, że idea Bonifacego urzeczywistniła się. Do Polski, zwyczaj przystrajania drzewka (jodełki bądź świerka), dotarł w okresie zaborów. Najpierw zadomowił się na terenach Prus i Austrii, potem poszerzył na zabór rosyjski. Podobną drogą dotarły do nas adwentowe wieńce i kalendarze, a wreszcie szklane bombki, których narodziny także miały miejsce w XIX-wiecznych Niemczech.

Adwentowe wieńce wywodzą się z tradycji protestanckiej. Mają krótką historię sięgającą XIX wieku, fot, Paweł Wroński

Z czasem choinki wyrugowały słomiane pająki, zielone gałązki, czy jemiołę. Dopiero teraz w związku z zataczającym coraz szersze kręgi pro-ekologicznym myśleniem, żywe drzewka zastępują pomysłowe instalacje, wykonane najczęściej z materiałów nadających się do recyklingu.

Choinki nie żyją w spokoju, fot. Paweł Wroński

Takich właśnie dobrych pomysłów, życzyć wszystkim wypada. Inaczej bowiem, można podzielić los św. Bonifacego i jego 52 towarzyszy, których Germanie pozabijali, wyraźnie ceniąc wyżej stare drzewa niż chrześcijańską doktrynę.

Tylko, że w naszych czasach, masowa wycinka drzew, doprowadzi do katastrofy ekologicznej, której nie będzie już miał kto nazwać męczeństwem.


Kreatywna alternatywa choinki (na przykład): www.styl.fm

Reklamy

Luksus z legendą wznoszą toast

Pytanie jak z teleturnieju: w którym ze średniowiecznych miasteczek można się oddawać białemu szaleństwu w luksusowych warunkach? Jedyna, słuszna odpowiedź: w Kitzbühel!

Rzeczywiście, w centrum, przy głównych ulicach piętrzą się imponujące kamienice i strzelają w niebo wieże gotyckich kościołów. Pierwsze wzmianki o Kitzbühel pochodzą z XII wieku, a powstanie i dynamiczny rozwój miasteczka wiążą się z poszukiwaniem w okolicznych górach szlachetnych kruszców. Wydobycie koncentrowało się w masywach Sinwell i Schattberg, od XIV wieku działało w pobliskim Gries bractwo górnicze, przy książęcym wsparciu wybudowano w początkach XV wieku szpital, w połowie tego samego stulecia uruchomiono zakład płukania złota, a pod koniec hutę. Był to okres prosperity, której efekty podziwiamy do dziś, zaglądając do butików światowej sławy marek, usytuowanych w przyziemiach starych kamienic, odwiedzając w jednej z nich miejscowe kasyno, bądź korzystając z apartamentu w jednym z licznych tu 4- i 5-gwiazdkowych hoteli zajmujących dziś zabytkowe domy starówki. W XVII wieku Kitzbühel zasłynęło z misteriów pasyjnych, a w 1707 roku rozpoczął dawać przedstawienia pierwszy w Tyrolu teatr.

Pod koniec XIX wieku narodziła się narciarska legenda Kitzbühel. Zainspirowany norweskimi pismami podróżniczymi Franz Reisch zjechał w 1893 roku na nartach z Kitzbüheler Hornu. Pierwszy w historii prawdziwie wysokogórski wyczyn narciarski przyniósł mu miano jednego z ojców narciarstwa alpejskiego i wywołał boom na sporty zimowe, bo w jego ślady poszli szybko liczni amatorzy przygody. Było ich tak wielu, że już od 1895 roku organizowano dla nich zawody narciarskie, a w 1902 założono Kitzbüheler Ski Club (KSC). Po dziś dzień ten związek, zrzeszający uprawiających białe szaleństwo, należy do najsłynniejszych klubów narciarskich na świecie.

Zawody zapoczątkowane przez Reischa stały się regularną imprezą w 1931 roku, a bieg zjazdowy rozgrywany podczas styczniowych zmagań Hahnenkamm Rennen ugruntował pozycję Kitzbühel na szczycie światowego rankingu organizatorów prestiżowych zawodów narciarskich. Trasa „Streif”, na której się odbywa uchodzi za najtrudniejszą na świecie. W związku z tym zwycięstwo w owianym legendą wyścigu jest cenione na równi z olimpijskim złotem czy zdobyciem Pucharu Świata. Nic więc dziwnego, że każdego roku w trzeciej dekadzie stycznia świat zwraca oczy na Kitzbühel i kończącą się w miasteczku smugę „Streifa” – trasę zjazdową, wymagającą nawet od najlepszych, by dali z siebie wszystko.

Nakręcony w 2014 roku podczas 74. edycji zawodów pod auspicjami Red Bulla ekscytujący film dokumentalny: „Streif. One Hell of a Ride”, doskonale pokazuje emocje, tragedie, morderczy trening oraz kulisy słynnych zawodów. Fascynująca jest zawsze atmosfera tych zmagań, ze wszech miar godni uznania kibice, którzy – rzecz jasna – marzą o zwycięstwie Austriaka, ale potrafią docenić i nagradzać rzęsistymi brawami kunszt każdego, kto ma odwagę zmierzyć się ze „Streifem”. I robią to szczerze, niezależnie od tego, że jak przyznają gospodarze kurortu – sukcesy przedstawicieli innych nacji, przekładają się wśród rodaków zwycięzcy na wzrost zainteresowania wypoczynkiem w Kitzbühel.

O wyzwaniu przed jakim stają zawodnicy niech świadczy fakt, że już podczas pierwszych zawodów ukuto odnoszący się do uczestników wyścigu slogan: „Denn sie wissen nicht, was sie tun” co można tłumaczyć – „Bo nie wiedzą co czynią” albo „Bo nie wiedzą co ich czeka”. Ciekawostką jest fakt, że w latach 1932-1961 do zmagań na „Streifie” stawały także panie. Ze względu na poziom ryzyka zaniechano jednak tej praktyki.

W 1977 roku Franz Strobl z Austrii ustanowił rekordowy czas przejazdu na pełnym dystansie (długość trasy jest zdeterminowana warunkami jakie panują w dniu zawodów; decyzję o ewentualnym skróceniu dystansu podejmują każdorazowo sędziowie). Zjazd zajął mu 1 min. 51,58 sek. Jak dotąd nie udało się nikomu dokonać tego szybciej. Rekordzistą innego typu jest szwajcarski alpejczyk Didier Cuche, który aż 5-krotnie triumfował w biegu zjazdowym na „Streifie”. Nazywany w związku z tym „mistrzem Streifu” wyprzedza w rankingu Austriaków: Karla Schranza i Franza Klammera, którzy odnotowali po 4 zwycięstwa.

Start ma miejsce na wysokości 1665 m, a zawodnicy pokonują dystans 3312 m i 860 m deniwelacji. Maksymalne nachylenie trasy w miejscu zwanym Pułapką na myszy (Mausefalle) sięga 85%, średnia dla całej trasy wynosi 27%. Wspominając zawody na Streifie, nasz były świetny zawodnik, a dziś równie sławny muzyk, Andrzej Bachleda wyznał, że owszem, w slalomach podczas Hahnenkamm Rennen uczestniczył, ale do biegu zjazdowego nie stanął. „Na treningach jeździłem zbyt wolno by się załapać w pierwszej dwudziestce, ale wystarczająco szybko by się zabić” – powiedział szczerze! Kto bowiem popełni minimalny nawet błąd, czy nie przekroczy na finiszu prędkości 140 km/h (średnia na całej trasie to około 103 km/h), żegna się z marzeniami o podium. Choć i tak może mówić o szczęściu, jeśli tylko nie wypadł z trasy, bo wypadki na Streifie są śmiertelnie niebezpieczne.

Narciarskiej sławy Kitzbühel przyczynił „Wunderteam” z lat 50. XX wieku. Toni Sailer, Ernst Hinterseer, Hias Leitner, Anderl Molterer, Fritz Huber i Christian Pravda to zawodnicy, którzy spektakularnymi zjazdami podbijali serca fanów narciarstwa na całym świecie. To im Kitzbühel zawdzięcza wizerunek legendarnego ośrodka sportowego, a także ideę Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim, jaka narodziła się w 1966 roku na Seidlalm.

Postawienie na rozwój narciarstwa, rozwój infrastruktury i konsekwentna promocja, pozwoliły przekształcić Kitzbühel w jeden z top-ośrodków narciarstwa alpejskiego. Dziś miasteczko należy do stowarzyszenia „Best of the Alps” (www.bestofthealps.com), zrzeszającego 12 najsłynniejszych ośrodków narciarskich w Europie, a prestiżowe magazyny przyznają mu niejednokrotnie tytuły najlepszego kurortu narciarskiego na świecie. 5 razy pod rząd Kitzbühel otrzymało wyróżnienie „Austria’s Best Ski Resort”, a Skiresort.de – największy niemieckojęzyczny portal testujący ośrodki sportów zimowych, uznał w 2018 roku Kitzbühel za najlepszy ośrodek narciarski na świecie. Bagatela, już po raz szósty z kolei! Nie byłoby tych sukcesów bez inwestycji. W latach 2000-18 w infrastrukturę zainwestowano ponad 280 mln euro! W efekcie liczący dziś 215 km tras zjazdowych teren narciarski należy do najlepiej i najefektowniej zagospodarowanych, nie tylko w Alpach.

W Kitzbühel, na trasach prowadzących w dolinę, śnieg zalega od grudnia do kwietnia, a sezon rozpoczyna się zwyczajowo w połowie października. Tak wczesne rozpoczęcie jest możliwe dzięki korzystnemu północno-zachodniemu położeniu tras, które zbiegają z wysokości 2000 m na 800 m. Lokalizacja sprzyja opadom, więc na najwyżej położonych trasach można jeździć nawet do 1 maja. A gdyby natura sprawiła przykrą niespodziankę (co niestety coraz częściej czyni), gospodarze sięgają po argument natury technicznej – jeden z najwcześniej założonych, nowoczesny system dośnieżania, który poprzez specjalną połączoną z GPS aplikacją, pozwala równomiernie rozprowadzać sztuczny śnieg wszędzie tam gdzie brakuje naturalnej białej śnieżynki, albo gdzie jest go za mało dla bezpiecznej i komfortowej jazdy.

Wśród 68 wytyczonych wokół miasteczka tras o różnym stopniu trudności każdy, niezależnie od stopnia zaawansowania, znajdzie coś dla siebie. Trasy obsługują 54 supernowoczesne wyciągi, które w ciągu godziny przewożą nawet 93.300 osób. Tytuł „World’s Best Ski Resort Company 2017” dla Bergbahn AG Kitzbühel („KitzSki”) jest więc jak najbardziej zasłużony. Notabene, największy operator kolei linowych w Austrii szczyci się nim już po raz czwarty.

Różnorodność możliwości jest, obok perfekcyjnego przygotowania i wspaniałej scenerii w jakiej wytyczono trasy, wielkim atutem terenów narciarskich Kitzbühel. 101 km spośród ratrakowanych zjazdów liczą łącznie trasy łatwe (niebieskie), średniotrudne (czerwone) – 61 km, a trudne (czarne) – 17 km. Początkujący mogą próbować sił na „Mini Streifie” – przeznaczonym do doskonalenia zręczności parcourze u kresu słynnej trasy zjazdowej z Hahnenkamm, a na „Ganslernhang” – jednym z ostatnich odcinków pucharowej trasy slalomu każdy może podążać w ślady mistrzów tej precyzyjnej narciarskiej techniki.

Z myślą o fanach freeride’u oznakowano 13 nieratrakowanych nartostrad o łącznej długości 36 km, zaś dla freestylerów przygotowano Snowpark Kitzbühel z ekscytującymi kickerami, boksami, railami, jibbami i przeszkodami specjalnymi. Gdy tylko śniegi się ustabilizują, a więc zazwyczaj już w marcu, miłośnicy skitouringu mogą się wypuszczać jeszcze dalej – w malownicze otoczenie Bichlalm, w masyw „Zweitausendera”, czy kuszące skalnym grzebieniem pasmo Wilder Kaiser, sięgające doliny Brixen (Brixental), z najwyższym szczytem o piramidalnym kształcie Ellmauer Halt (2344 m).

Mimo zdecydowanego ukierunkowania strategii rozwoju na narciarstwo, oferta Kitzbühel na trasach zjazdowych i zawodach dla profesjonalistów się nie kończy. Dla miłośników nart biegowych przygotowano 62 km tras przeznaczonych zarówno do kroku łyżwowego jak techniki klasycznej. Trasy wokół miasteczka są przeznaczone dla amatorów, więc łatwo je pokonać i nie ma na nich stromych wzniesień. Wysokogórską trasę biegową przygotowano na przełęczy Thurn, na wysokości 1200 m. Doskonaląc technikę warto się z nią jednak zmierzyć, bo jej otoczenie dostarcza wspaniałych widoków.

Romantycznego wizerunku kurortu dopełniają inne propozycje dla gości, na przykład kuligi nad jeziorem – konkretnie brzegami malowniczego Schwarzsee, wyprawy zimowe na terenowych wersjach segwayów, downhill na fatbike’ach, kilkukilometrowe zjazdy na saneczkach, czy rodzinne spacery z przewodnikiem na rakietach śnieżnych. Gospodarze polecają także gorąco tradycyjną grę Eisstockschiessen, do której specjalnie przygotowane lodowe tafle oferują wioski, sąsiadujące z kurortem, a w samym miasteczku – lodowisko Gieringer Weiher. Ponadto, w Sportparku Kitzbühel można oprócz jazdy na łyżwach spróbować swoich sił w curlingu. Moda na ten sport nazywany potocznie ‘szachami na śniegu’ zatacza współcześnie coraz szersze kręgi. Amatorom samodzielnego poznawania regionu pomocą służy internetowa witryna www.erlebnis.kitzbuehel.com, na której gospodarze zamieszczają ciekawe propozycje i niezbędne informacje praktyczne.

Kultowym wydarzeniem jest zawsze nastrojowy Kitzbüheler Advent – tradycyjny jarmark świąteczny, który zawsze od ostatnich dni listopada do końca Bożego Narodzenia sprawia, że miasteczko pachnie grzanym winem, pieczonymi na ogniu kasztanami i regionalnymi przysmakami, a na rozstawionych w krętych uliczkach straganach można nabyć przepiękne wyroby artystyczne i rękodzieło – krótko mówiąc tak pożądane oryginalne prezenty świąteczne i pamiątki. 1 stycznia na Rasmusleiten odpalane są noworoczne fajerwerki. Z imprez do oglądania raczej niż do uczestniczenia, zważywszy na szczupłą u nas pulę aktywnie uprawiających ten sport – gospodarze polecają Snow Polo Worldcup – zmagania mistrzów będą się odbywać od 17 do 20 stycznia 2019 roku (www.kitzbuehelpolo.com). Tydzień później, w dniach 25-27 stycznia rozegra się 79. edycja opisanego wcześniej Hahnenkamm Rennen (www.hahnenkamm.com).

W top-kurorcie wszystko jest doskonałe, w tym – oczywiście – kuchnia. Słynie z wyczynów swoich kucharzy działająca przy kasynie restauracja „Cuisino“. Nie ustępują jej inne restauracje, rozproszone w uliczkach liczącej ponad 700 lat starówki. Kulinarny repertuar jest przy tym podobnie zróżnicowany jak oferta narciarska – od regionalnych potraw domowej roboty po haute cuisine z całego świata. W Kitzbühel i sąsiednich miejscowościach 13 restauracji szczyci się łącznie 16 czapkami kucharskimi przyznanymi przez renomowany przewodnik Gault-Millau.

Doskonałe zaplecze jakim dysponuje Kitzbühel sprawia, że to także doskonała destynacja konferencyjna, zarówno dla małych szukających okazji do integracji zespołów, jak dla organizatorów wielkich, międzynarodowych kongresów. Do dyspozycji są bowiem sale o powierzchni od 21m2 do 543m2 w Centrum K3 Kitzkongress. Nic więc dziwnego, że wielkie koncerny organizują tu swoje imprezy. W 2018 roku na przykład, odbyły się tutaj 59. Mistrzostwa Świata w narciarstwie pracowników linii lotniczych, a jubileuszowej 75. edycji Hahnennkamm Rennenn w 2015 roku towarzyszyła impreza zorganizowana z okazji 100-lecia włoskiego koncernu samochodowego Maserati. Wypada przy tym wspomnieć, że Kitzbühel jest łatwo dostępne ze względu na bliskość portów lotniczych w Innsbrucku, Salzburgu i Monachium oraz doskonałe połączenia drogowe i kolejowe.

*

Polecając pod rozwagę zimowy wypoczynek właśnie tam w Tyrolu, w Kitzbühel pamiętać chyba warto, że kurort bywa często nazywany miastem kozic – po niemiecku: Gamsstadt, bo jego symbolem jest sylwetka kozicy, albo – po prostu i krótko – Kitz!


INFO: www.kitzbuehel.com

Styria przypomina o sobie

Styria – najbardziej zalesiony z austriackich krajów związkowych, zwany z tej racji zielonym sercem Austrii, przywdziewa na zimę białą szatę.

Kulminacja zimowych wrażeń następuje na terenach narciarskich Schladming-Dachstein. Ośrodek należy do porozumienia Ski Amadé, a ponadto – sam w sobie – oferuje trasy rozciągniętej na czterech wybitnych kopcach huśtawki oraz na stokach ozdobionego lodowcowymi spływami, skalistego Dachsteinu.

Promocja Styrii w „Winosferze”, przy Chłodnej 31, fot. Paweł Wroński

Z czym jeszcze warto kojarzyć Styrię? Z malowniczą starówką stolicy Landu – Grazu, uzupełnioną tak niepowtarzalnymi współczesnymi realizacjami architektonicznymi jak sztuczna wyspa na rzece Mur (mieści restaurację-kawiarnię; Murinsel), torem wyścigów samochodowych – Red Bull Ringiem w Spielbergu, stadniną słynnych lipicanów w Piber, kościołem restaurowanym według projektu Hundertwassera w Bärnbach, wodami termalnymi, smakowitą kuchnią, winami z oryginalnym Schilcherem na czele oraz romantyczną legendą arcyksięcia Jana Habsburga.

Kulinarnym przebojem Styrii jest olej z pestek dyni – niezwykły dodatek do różnych potraw, sałatek, a nawet… deserów. Potrawy pasterskiej proweniencki mieszają się w Styrii z owocami lasu, fot. Paweł Wroński

Styria (Steiermark) po polsku: www.steiermark.com

Turracher Höhe, na stoku z kamerdynerem 

Na Turracher Höhe jest słonecznie i długo zalega śnieg, szumią limbowe lasy i skrzy się tafla skutego lodem jeziora. Jak to w Alpach – powiedzą sceptycy. Owszem, ale z pewnością na najwyższym poziomie, a poza tym tylko tam – nigdzie indziej – o komfort gości dbają… kamerdynerzy.

Ośrodek Turracher Höhe rozsiadł się na wysokości 1763 m w Alpach Gurktalskich (Alpach Doliny Gurk), na słonecznym płaskowyżu, od którego wziął nazwę. Najwyższy punkt zagospodarowanego narciarsko terenu to dostępny kolejkami Kornock (2205 m), zaś najniżej położona jest dolna stacja Turrachbahn na wysokości 1400 m. Trasy oplatają północne stoki szczytów: Rinsennock (2334 m) na wschodzie i Kaserhöhe (2318 m) na zachodzie. Leżąc na granicy dwóch krajów związkowych Austrii, ośrodek korzysta z ich naturalnych walorów: z pachnących żywicą lasów Styrii oraz ze słonecznego klimatu i górskich jezior Karyntii.

Fun dla małych i dużych
Na tym stosunkowo niewielkim, ale świetnie zorganizowanym i nowocześnie uzbrojonym terenie narciarskim, zróżnicowane pod względem trudności i charakteru trasy zjazdowe tworzą sieć o łącznej długości 42 km. Dwóch z nich nigdy nie wyrównują ratraki, pozostawiając wielbicielom białego szaleństwa przyjemność kontaktu z dziewiczym śniegiem. Trzy ciągi przeszkód w miejscowym Snowparku dostosowane są do poziomu umiejętności fanów freestyle’u, niezależnie od tego czy są wierni jednej czy dwóm deskom. Adrenalinę wyzwala zmierzenie się z wyzwaniami Funcrossu – toru do jazdy slalomem z przeszkodami. Równolegle poprowadzono 850-metrową Funslope – trasę o łagodniejszym od pozostałych profilu, wprawdzie z niższymi i łatwiejszymi ale fascynującymi boksami, dedykowaną rodzinnym wyczynom. Co ciekawe, można się nimi od razu pochwalić, wysyłając smartfonem film na Facebook, bo każdego zjeżdżającego rejestrują zamontowane na stałe kamery Spoton HD. Dla najmłodszych, którzy dopiero opanowują trudną sztukę stania na nartach, tuż obok zjazdu Wildkopfpiste przygotowano strefę „Nocky’s” WinterZeit, na której dzieciom towarzyszą maskotka ośrodka Nocky i jego przyjaciele.

Nie tylko narty zjazdowe
Wytyczone w pięknym górskim otoczeniu 4 trasy dla narciarzy-biegaczy mają łączny dystans 15 km, a całoroczny tor saneczkowy, otwarty codziennie w godzinach 10-16 alpejski rollercoaster Nocky Flitzer – 1,6 km. W sezonie zimowym, we wtorki i w czwartki od 20 do 21:30 dobrze oświetlony 1-kilometrowy odcinek trasy zjazdowej Sonnalm zamienia się w naturalny tor saneczkowy. Przyjemność sanny można tam łączyć z wieczornymi biesiadami w gospodach Sonnalm-Hütte lub Meizeit-Hütte. Do rozrzuconych po okolicy gospód można też z powodzeniem dostać się romantycznym środkiem transportu – saniami ciągniętymi przez konie. Podczas takiej sanny drogę rozświetla światło pochodni. Dla wielbicieli adrenaliny i większych szybkości organizowane są wyprawy z przewodnikiem skuterami śnieżnymi. Ufundowanie przejażdżki pod hasłem „get the experience” może stać się naprawdę niekonwencjonalnym, zaskakującym prezentem (www.snowmobiling.at).

Pewny śnieg i lód na jeziorze
Z racji dość wysokiego położenia, śnieg w rejonie Turracher Höhe pojawia się już w końcu października i zalega do maja. 90% terenu jest ponadto sztucznie dośnieżane, więc nie ma obawy, że zabraknie białej, skrzącej się w słońcu pierzynki. Gdy zaś śniegi się ustabilizują i zmniejszy radykalnie niebezpieczeństwo lawin, a więc praktycznie od marca, przed miłośnikami skitouringu i jazdy poza trasami otwierają się rozległe, dziewicze stoki Alp Gurktalskich, w których przyrodę chroni się w ramach rezerwatu biosfery.

Zimą, skute lodem Turracher See, największe z miejscowych jezior, zamienia się w gładkie jak stół lodowisko. Na naturalnej tafli można wtedy równie dobrze jeździć na łyżwach, jak oddawać się rozgrywkom Eisstockschießen. Tradycyjna gra o ludowym rodowodzie, która przypomina nieco curling, znakomicie sprzyja integracji w gronie przyjaciół lub rodziny, wyzwalając jednocześnie zdrową porcję sportowych emocji.

Smacznie na każdym poziomie
Po szaleństwach na śniegu i lodzie specjały kuchni karynckiej i styryjskiej smakują jeszcze bardziej. Tym bardziej, że właściciele zarówno gospód, jak luksusowych hoteli za punkt honoru stawiają sobie użycie lokalnych, świeżych i zdrowych produktów. W gospodzie „K-Alm-Hütte” (1763 m) znajduje się nawet pierwszy w Europie humidor do przechowywania boczku. „AlmZeit-Hütte” (1968 m) specjalizuje się podawaniu pieczystego, hitem menu na Sonnalm (1845 m) jest raclette, a w Gasthofie „Almstube” (1850 m) zupa z siana – Almheu, w „Georgs Einkehr” (1450 m) podają grillowaną dziczyznę, a w gospodzie „MeiZeit” (1808 m) niezapomniane żeberka. W luksusowym hotelu „Genießer-Schlosshotel Seewirt”, szef kuchni Philipp Prodinger prowadzi małą, ekskluzywną restaurację dla smakoszy (od środy do soboty), sprowadzając wyroby od prominentnych lokalnych producentów – palię alpejską z hodowli Siegfrieda Grubera, wołowinę od Leonharda Pertla, czy ekologiczne lody od Hansa Petera Hubera (te ostatnie dopiero od marca). Wyjątkowe przysmaki, również wegańskie, serwowane są w hotelu „Hochschober”, a w hotelu „Romantik Seehotel Jägerwirt” gotuje się zgodnie z mottem: „Ekologiczne jest dobre, regionalne jest lepsze, lokalne – najlepsze”.

To co nas wyróżnia
Ze względu na rozległe możliwości i świetną organizację, Turracher Höhe cieszy się tytułem Najlepszej Fun-Mountain (Góry zabawy) w Austrii, a opiniotwórczy portal Skiresort.de przyznał mu w 2016 roku tytuł „Wiodącego ośrodka narciarskiego” w grupie stacji narciarskich oferujących trasy do 60 km. Jednak we wszystkich wymienionych dziedzinach Turracher Höhe ma potężną konkurencję. Nieustanny wyścig sprawia, że utrzymywanie najwyższego poziomu jest koniecznością i dawno już weszło w krew gospodarzom. Skłania ich także do poszukiwania niecodziennych, wyróżniających rodzimą stację atutów. Przebojem Turracher Höhe są stokowi kamerdynerzy (Pistenbutlerzy). Jeszcze kilkanaście lat temu była to usługa związana z jednym tylko hotelem. Dziś dostępna jest dla wszystkich, w – rzecz jasna – zleconym zakresie. Butlerzy przemieszczają się codziennie po ośrodku ułatwiając gościom życie. Na zakatarzone nosy mają zawsze pod ręką chusteczki, na zaczerwienione słońcem twarze – krem z filtrem. Wyposażeni w Snowmobile pojawiają się w umówionych miejscach i rozstawiają barek, by serwować Prosecco i smakołyki. Na zlecenie towarzyszą narciarzom przez cały dzień na stoku. Natomiast ich ekskluzywna oferta związana z wybranymi hotelami obejmuje na przykład poranne wędrówki na rakietach śnieżnych z obfitymi śniadaniami w górach lub całodniowe narciarskie tury z kulinarnymi przystankami. Usługę „Rent a Butler” można zamówić przez Tourismusverein Turracher Höhe (mailowo: info@almbutler.at, bądź telefonicznie: +43 4275 8392-0; informacje o ofercie i warunkach wynajmowania butlerów: www.turracherhoehe.at).


Turracher Höhe (po polsku!) : www.turracherhoehe.at
Austria.info dla dziennikarzy: www.press.austria.info

Stubaital – symfonia zimowych doznań

Niewyczerpane możliwości aktywnego wypoczynku, malownicze miejscowości, nieskażona przyroda oraz największy w Austrii zagospodarowany narciarsko teren na lodowcu – oto kluczowe atrakcje Stubaital – jednej z pięciu słynnych dolin Tyrolu.

Oferta doliny dedykowana jest rodzinom, ale z uwzględnieniem przeróżnych konfiguracji wieku i zaawansowania w sportach zimowych. Te wysiłki doceniają twórcy opiniotwórczego atlasu ADAC SkiGuide, który już kilka razy wyróżnił Stubaital tytułem „najbardziej przyjaznego dla rodzin terenu narciarskiego” w Austrii.

Snowpark Stubai Zoo, fot. Paweł Wroński

Lodowiec doliny Stubai
Kluczowe znaczenie ma ośrodek Stubaier Gletscher z 35 km tras. Lodowcowe jęzory łączy tam karuzela na stokach Schaufelspitze (3333 m), w dół prowadzi nietknięty ratrakami zjazd Wilde Grub’n długości 10 km. Jest też ogromny Snowpark Stubai Zoo, w którym popisują się freestylerzy, otwierając zmagania Pucharu Świata (najbliższa edycja: 20-24 listopada 2018). Z myślą o najmłodszych i mniej zaawansowanych poprowadzono trasę z zakrętami i skoczniami – BIG Family Fun Slope. Dzieci uwielbiają śnieżny zamek – BIG Family Schneeburg, który od lutego do kwietnia wznosi się przy stacji Gamsgarten. W 200-metrowej jaskini lodowej (Eisgrotte), goście – bez względu na wiek – poznają wnętrze lodowca, a z platformy Top of Tyrol, z wysokości 3210 m podziwiają panoramę z setką trzytysięczników. Dostęp z doliny ułatwia odporna na silne wiatry kolejka 3S Eisgratbahn, która niemal 1,5 km różnicy poziomów pokonuje w 12 min (www.stubaier-gletscher.com).

Miki w 2011 roku na Stubaiu, fot. Paweł Wroński

Stacje narciarskie w dolinie
W dolinie, przy wyciągach 3 jeszcze ośrodków, można z powodzeniem stawiać pierwsze kroki na nartach lub desce: Schlick 2000 (koło Fulpmes), Elfer (koło Neustift) i Serles (w rejonie Mieders). Trasy wszystkich ośrodków Stubaital są dostępne z karnetem Super-Skipass. Przy stacji Froneben w ośrodku Schlick 2000 środowe wieczory najbliższej zimy upłyną pod hasłem „Night of Colours”. Będą bogate iluminacje i karkołomne zjazdy w wykonaniu instruktorów narciarskich.

Rodziny z najmłodszymi dziećmi skusi jak zawsze plac zabaw urządzony na podobieństwo koryta wyschniętego potoku – Klaus Äuele Natur Aktiv Park (Dzika Rzeka w Klaus Äuele: www.stubai.at).

Saneczkarskie Eldorado
W poza narciarskiej ofercie Doliny Stubai poważną rolę odgrywają także lodowiska przy dolnych stacjach kolejek. Organizowane są na nich imprezy rozrywkowe dla dzieci – BIG Family Kinderfeste. Poza tym, Stubaital z 12 trasami o łącznej długości 43 km to saneczkarskie Eldorado Tyrolu (najdłuższy zjazd z Elfer do Neustift liczy 6 km, aż 4 są oświetlone do późnego wieczora; www.rodelfuehrer.de). Przyjemność sanny łączy się zwyczajowo z wieczornymi posiłkami w nastrojowych gospodach, do których można dotrzeć pieszo, konnymi saniami lub taksówką. A w dziedzinie gastronomii Stubaital również bije rekordy. Są tam bowiem: najwyżej położona w Austrii restauracja  – „Jochdole” (3150 m), a na Eisgrat (2900 m) – „Schaufelspitz”, najwyżej usytuowana gospoda rekomendowana w Austrii przez przewodnik kulinarny Gault Millau.

Jochdole, dziś nowoczesna restauracja ze stali i szkła, a jeszcze kilkanaście lat temu stało w tym miejscu stare wysokogórskie schronisko. Tak czy siak, to wciąż najwyżej położona gospoda w Austrii, fot. Paweł Wroński

Jak widać, w Stubaital nie sposób się nudzić, tym bardziej, że dolina jest świetne skomunikowana z pobliskim Innsbruckiem, więc wielkomiejskie atrakcje też są łatwo dostępne. Ponadto, dla nas – jako że jesteśmy jedną z najliczniej odwiedzających Stubaital nacji – wszelkie dostępne w Internecie informacje podawane są po polsku (www.stubai.at).


Tekst publikowany w 2018 roku na łamach jesiennego wydania magazynu „Świat Podróże Kultura” (www.magazynswiat.pl)

Wolfgang znad Weissensee

Nie ma to jak żywa promocja! Strategię zapoczątkowaną uczynieniem z Franza Klammera – legendy narciarstwa alpejskiego, ambasadora karynckich atrakcji, land ze słonecznej strony Alp z powodzeniem kontynuuje. Do wypoczynku w Karyntii zachęcali już: Elmar Ebner – butler (kamerdyner) i Ron Kapteyn – strażnik z Parku Narodowego Wysokie Taury. Tym razem wyzwanie podjął Wolfgang Wernitznig – trener personalny.

Wolfgang znad Weissensee, czyli Wolfgang Wernitznig opowiada o walorach wypoczynkowych i aktywnej rekreacji nad Weissensee w Karyntii, fot. Paweł Wroński

Przed rozpoczęciem sezonu zimowego 2018/2019, Wolfgang Wernitznig, od kilkunastu lat trener personalny i aktywny triathlonista, opowiadał o tym co robić nad Weissensee (zwłaszcza zimą), najwyżej położonym w Karyntii jeziorem. Jego tafla pokryta lodem, zamienia się każdego roku w największe naturalne lodowisko w Alpach. Na 4 miesiące!

Pierwsi zaczęli korzystać z tego Holendrzy, którzy zwyczajowo ścigali się na łyżwach na zamarzniętych kanałach w rodzinnym kraju. Gdy klimat się zaczął ocieplać, wyścigi na kanałach przeszły – niestety – do historii. Dopiero gdy doroczny turniej przeniesiono na taflę karynckiego jeziora, Holendrzy mogli znowu się ścigać. Zarazili przy okazji swoją pasją łyżwiarzy z innych krajów.

Wolfgang Wernitznig z Karyntii, fot. Paweł Wroński

W zbliżającym się zimowym sezonie, ich słynne wyścigi na dystansach 100 i 200 km (sic!) oraz wymagający żelaznej kondycji triathlon odbędą się już po raz 31. pod austriackim niebem! Ponad 3 tysiące uczestników, w tym światowa czołówka łyżwiarzy szybkich, będzie się ubiegać o medale, a najlepsi (czyt. najsilniejsi / najwytrwalsi), będą bić rekord na tym niewyobrażalnie długim dystansie, który wynosi obecnie 5 godzin i 11 minut.

 

Weissensee leży na wysokości 945 m. Jego woda jest krystalicznie czysta więc nadaje się do picia, a ponadto jest tak ciepła, że od wiosny do jesieni można się w niej z powodzeniem kąpać. Zimą, zamarznięta tafla zamienia się w lodowisko o powierzchni 6,5 km², a miłośnicy nurkowania (pod lodem), mogą cieszyć się widocznością w promieniu nawet 40 m.

 


Weissensee: www.weissensee.com oraz www.natureislauf.at
Alternative Holländische 11-Städte-Tour (najbliższe zmagania: 22 stycznia – 2 lutego 2019): www.weissensee.com
Wolfgang Wernitznig: www.facebook.com oraz www.weissensee-aktiv.com
Triathlon na Weissensee: www.weissensee-triathlon.at

Trendsetterzy rodzinnego wypoczynku

Chwytliwe hasło: „Hotel przyjazny rodzinie” przyciąga jak magnes. Używanie go może się jednak okazać ryzykowne, zwłaszcza, gdy niespełnione obietnice rozczarują klientów.

Doświadczył tego niejeden hotel w Karyntii w latach 80. minionego stulecia. Landowe władze zachęcały wtedy właścicieli obiektów wypoczynkowych do specjalizacji. Uderzenie w tony rodzinne wydawało się łatwe i obiecujące. Jednak tamte, pierwsze próby, często kończyły się fiaskiem, i lokalne biura promocji turystyki zasypywane były skargami zawiedzionych klientów. Inaczej potoczyły się losy Gerharda Stroitza i Siegfrieda Neuschitzera. Skierowanie przez nich oferty wypoczynku do rodzin z dziećmi okazało się strzałem w dziesiątkę, a konsekwentnie doskonalona oferta przerodziła się w ideę, którą dziś realizuje z powodzeniem renomowana grupa hotelarska Kinderhotels Europa. Ba, zrzeszenie jest współcześnie liderem w sferze rodzinnego wypoczynku na kontynencie, wyznacza trendy w tej dziedzinie i winduje w górę poprzeczkę minimalnej jakości usług.

Pionierskie przedsięwzięcia
Gerhard Stroitz jest pionierem grupy. Jego pomysł jak prowadzić hotel dla rodzin z dziećmi nie narodził się w zaciszu gabinetu. Jego synowie, Wolfgang i Christian właśnie dorastali, więc „wakacje na farmie” zaczęły ich po prostu nudzić; chcieli urządzać ogniska, budować chaty w lesie, przeżywać przygody. Tworząc dla nich warunki bezpiecznej zabawy, Stroitz zamienił w 1986 roku swój niewielki pensjonat typu Bad & Breakfast nad Faaker See w duży hotel ze zróżnicowaną ofertą dziecięcych aktywności. Mniej więcej w tym samym czasie, podejmując wyzwanie jakim było przystosowanie SPA dla potrzeb rodzin z dziećmi, Siggi Neuschitzer uratował przed bankructwem prowadzony przez własną rodzinę interes w Trebesing nad Drawą. Zaczął od tego, że skupował od sąsiadów niepotrzebne im już dziecięce łóżeczka, podgrzewacze do butelek i wysokie krzesełka, żeby dzieci nawet te najmłodsze mogły siedzieć przy stolikach z rodzicami. Po pierwszym zakończonym sukcesem sezonie zyskał nawet przydomek Pieluchowego Gospodarza (Windelwirt). Neuschitzerowie wykorzystali przy tym pomysły Karin, niani własnych dzieci, podbijając jej ciepłym, a zarazem praktycznym podejściem, serca klientów.

Ewolucja doktryny
Drogi pionierów szybko się zeszły, i już podczas prestiżowych targów turystycznych ITB w 1988 roku, Karyntia mogła się pochwalić nowatorską ofertą. Dziesięć lat później, grupa zrodzona pod auspicjami Österreich Werbung, zaczęła nabierać międzynarodowego charakteru. Gdy jednak liczba członkowskich obiektów zaczęła szybko rosnąć i zbliżać się do magicznej setki, szefowie grupy powiedzieli: dość! Postawili na dyscyplinę i rzetelność w spełnianiu obietnic, ustalili precyzyjnie kryteria jakie muszą spełniać należące do grupy obiekty, a kontrolę przyjętych standardów powierzyli znanemu na europejskim rynku koncernowi certyfikującemu jakość produktów i usług – TÜV Rheinland Group (oddziały w naszym kraju, TÜV Rheinland Polska: www.tuv.com). W efekcie liczba członków grupy Kinderhotels Europa zmniejszyła się, a jakość usług znacząco wzrosła i utrzymywana jest wciąż na najwyższym poziomie. Do zrzeszenia należy teraz 50 obiektów, większość zlokalizowana jest w Karyntii, gdzie idea się narodziła, ale są także w innych krajach związkowych Republiki Austrii, a ponadto w Niemczech (w Bawarii), w Chorwacji, we Włoszech i w Portugalii. Zrzeszenie współpracuje także z ponad 80 firmami z całej Europy, produkującymi sprzęt, żywność, kosmetyki i inne produkty niezbędne do pielęgnacji i opieki nad dziećmi w różnym wieku, poczynając od niemowląt.

Akademia
Oferta zrzeszonych hoteli też się dynamicznie poszerza, i doskonalą się jej założenia. O ile w początkowym okresie Kinderhotels nastawione były głównie na opiekę nad dziećmi i odciążenie rodziców w okresie urlopowym, o tyle teraz dbają o równowagę, dzięki czemu rodzice, którzy są przecież z dziećmi mogą się zarówno cieszyć czasem dla siebie, jak i  spędzanym wspólnie. Profesjonalną obsługę pielęgnacyjną i wychowawczą wspiera prowadzona przez zrzeszenie Akademia. Pracownicy od których wymaga się na starcie odpowiedniego przygotowania zawodowego (pedagogicznego, psychologicznego, medycznego), doskonalą na organizowanych przez nią szkoleniach i kursach swoje kwalifikacje, zapoznając się na bieżąco z nowymi trendami i koncepcjami wychowawczymi, technicznymi nowinkami, a także językami klientów. W efekcie, w Kinderhotels rodzice mogą dziś już liczyć na profesjonalną opiekę nad pociechami i wyposażenie odpowiednie dla dzieci od 7 dnia życia!

Hotele z uśmiechami
Do zrzeszenia Kinderhotels Europa należą różnorodne hotele i pensjonaty, zarówno kameralne obiekty jak i luksusowe wielofunkcyjne kompleksy wypoczynkowe. Niezależnie od standardu świadczonych przez nie usług, zrzeszenie posługuje się własnymi kategoriami, przyznając Smiley’e – uśmiechnięte buźki – trzy, cztery albo pięć. Potrójny symbol oznacza minimum jakie musi spełnić każdy obiekt członkowski zrzeszenia. Ponieważ kluczową wagę przywiązuje się do bezpieczeństwa, są tam odpowiednio przygotowane strefy zabaw dla dzieci – pokój pod dachem i plac na zewnątrz. Zarówno w pokojach, jak w salach jadalnych znajduje się kompletne wyposażenie, są zabezpieczenia (np. kontaktów), dostosowane do potrzeb dzieci w różnym wieku. W restauracyjnym menu są zawsze dziecięce porcje. Działa non stop pralnia, zapewniony jest dostęp do usług medycznych dla dzieci i bezpłatna opieka wychowawcza – od 3 roku życia, do 20 godzin tygodniowo. Standardem jest przy tym, że 1 opiekun przypada na 20 dzieci. Wybierając się na spacer, rower czy narty, można na miejscu wypożyczać potrzebny sprzęt, w tym bezwzględnie – wózki i nosidełka. W obiektach z 4 Smiley’ami jest ponadto basen, nierzadko również kryty, w każdym pokoju jest zamontowany alarm dla dzieci, a w jadalniach są specjalne stoliki dla dzieci z opiekunem, z których można korzystać raz dziennie przez pięć dni w tygodniu. Opieka profesjonalnego personelu nad dziećmi zapewniona jest do 40 godzin tygodniowo, co najmniej przez 2 opiekunów pełniących dyżur od świtu do wieczora. Obiekty tej kategorii zapewniają też specjalnie przygotowany program wydarzeń dla dzieci i dorosłych. Najwyższy standard, czyli 5 Smiley’ów oznacza, że mamy do czynienia z hotelem minimum 4-gwiazdkowym, z foyer i barem dziennym, ze SPA, solarium i sauną, basenem i krytymi brodzikami dla najmłodszych. Zewnętrzny teren jest ogrodzony, a zabawki i gry są dostępne na życzenie, przy korzystaniu np. z terenów narciarskich zapewniony jest transport. A ponieważ wiadomo, że w czasie deszczu „dzieci się nudzą” wewnętrzne strefy zabaw są bogato wyposażone w miękkie urządzenia. Działają kino i teatr. W jadalniach czekają kosze owoców i lody. Dzieciom oferuje się przygotowane dla nich menu, mogą korzystać z toalet z odpowiednimi urządzeniami. Opieka dostosowana jest do wieku dzieci, stąd podział na grupy – przedszkolne, a teraz już także żłobkowe, w pokojach zamontowane są elektroniczne nianie. Bezpłatna opieka świadczona jest do 60 godzin tygodniowo, przez 1 opiekuna na każdą dziesiątkę dzieci (Babycare jest dostępna także podczas obiadu i kolacji). Specjalne wydarzenia rozrywkowe organizowane są przynajmniej 3 razy w tygodniu. Pewne jest także to, że 5-Smailey’owe hotele przyjmują jedynie rodziny z dziećmi.


Kinderhotels Europawww.kinderhotels.com (zrzeszenie kolportuje bezpłatnie aktualne katalogi, formularz zamówienia na stronie w zakładce ‘Service/Order catalogue’); siedziba stowarzyszenia mieści się w Austrii, w Karyntii, w miejscowości Villach-Drobollach
Flagowy obiekt: „Europas 1. Baby- und Kinderhotel” w Trebesing (prowadzony w Karyntii przez kolejną generację Neuschitzerów); www.babyhotel.eu
Kinderhotels na stronach Österreich Werbung: www.austria.info


Materiał publikowany na łamach magazynu Eden, pt. „Kinderhotels Europa – trendsetterzy rodzinnego wypoczynku” w numerze czerwcowym (2018).

Z lodowca do term

Czy jest coś przyjemniejszego niż ciepła kąpiel po dniu spędzonym na nartach lub desce? Raczej nie, o czym wiedzą gospodarze licznych hoteli w rodzimych i europejskich kurortach, w których luksusowe aneksy Wellness & SPA stały się już standardem.

Instalacja na powitanie przed tyrolskim Aqua Dome, fot. Paweł Wroński

Przyjemność wynikającą z podziału dnia na część sportową i relaksacyjną można jednak stopniować, na podobieństwo trudności tras zjazdowych. Z analizy jakości i cen usług, naturalnych warunków oraz usytuowania, otrzymujemy wynik: Austria! Dlaczego? W ofercie najbliższego naszych granic śnieżnego imperium są bowiem miejsca, w których naprawdę można zjechać „z lodowca do term”. W Austrii infrastrukturę dla amatorów białego szaleństwa zainstalowano na ośmiu lodowcach. Aż pięć takich ośrodków posiada Tyrol, po jednym – Styria, Karyntia i Kraj Salzburski. Uznając zaś za kluczowe tytułowe kryterium, o miano rozwiązania idealnego konkurują ze sobą Kaprun z lodowcem Kitzsteinhorn w Kraju Salzburskim oraz dolina Ötz w Tyrolu z lodowcami w Sölden i termami w Längenfeld.

Na tarasie Gipfelrestaurant na Kitsteinhornie w pochmurny dzień, fot. Paweł Wroński

Z Kitzsteinhornu do Tauern SPA
Efektowną gondolą i wagonikiem szynowej kolejki wyjeżdża się z Kaprun w szczytowe partie Kitzsteinhornu (3203 m), do zbudowanej nieco poniżej skalistego wierzchołka. Zbudowana na wysokości 3029 m „Gipfel Restaurant” jest najwyżej położonym obiektem gastronomicznym w Kraju Salzburskim. Docierając do niej wkraczamy w świat Wysokich Taurów. Stajemy wprawdzie oko w oko z naturą, ale w przyjaznej otoczce cywilizacji, co docenimy zwłaszcza w chłodny dzień, gdy pędzone gwiżdżącym wiatrem chmury przesłaniają widoki. My zaś, w komfortowych warunkach, na wygodnych kanapach, rozkoszując się smakołykami, podziwiamy spektakl przyrody. Jeszcze przyjemniej tu w słoneczny dzień, gdy nic nie przesłania rozległej panoramy najwyższych gór Austrii z królującym wśród nich Groẞglocknerem (3798 m). Śniegi się skrzą, a lśniącymi wstęgami spływają w doliny lodowcowe jęzory. „Gipfel Restaurant” jest jednym z najefektowniejszych punktów narciarskiego systemu rozciągającego się na wysokości 911 m – 3.023 m. Przy pięknej pogodzie możemy przejść z niej przez tunel przepruty w skałach i tam od razu przypiąć narty lub deskę, by puścić się w dół i korzystać do woli z tras o łącznej długości ponad 40 km. Oprócz ratrakowanych zjazdów (oznaczonych – odpowiednio do stopnia trudności – lizakami w kolorach niebieskim, czerwonym lub czarnym), poprowadzono także szereg zjazdów przez naturalne nietknięty przez maszyny śnieg (są w terenie wyznaczone tyczkami z pomarańczowymi rombami, a warunki na nich są uwzględniane w codziennych komunikatach pogodowych). Na lodowcu są także trasy z muldami, świetnie przygotowane Snowparki i widokowe tory do biegania na nartach. Ten sam karnet umożliwia jazdę na Maiskogelu oraz na Schmittenhöhe koło oddalonego od Kaprun o 7 km Zell am See. Krótko mówiąc – jest gdzie poszaleć! Na peryferiach kurortu, w jaki zamieniło się pod koniec minionego stulecia Kaprun, wznosi się rozległy termalny kompleks kąpielowy, eleganckie Tauern SPA z bogatym zapleczem Wellness. Baseny, zarówno kryte, jak i pod gołym niebem zajmują 20 tys. m2 powierzchni. To najbardziej nowoczesne i największe centrum tego typu w Kraju Salzburskim, pięknie skomponowane z górskim otoczeniem. Z urządzeń kąpielowych można korzystać przez cały rok. Sezon zimowy trwa od końca września do pierwszych dni kwietnia. Z infrastruktury narciarskiej na lodowcu można również korzystać latem, choć warto pamiętać o słowach legendy austriackiego narciarstwa, Franza Klammera, że od zimy i nart trzeba także czasem odpocząć!

Kitzsteinhorn i Maiskogel, czyli tereny narciarskie w Kaprun – fot. z archiwum ośrodka

INFO
Gletscherschigebiet Kaprun-Kitzsteinhorn: www.kitzsteinhorn.at
Tauern SPA w Kaprun: www.tauernspakaprun.com


Konkurencja w świecie Bonda
Tyrolski superkurort Sölden, z uzbrojonymi w wyciągi lodowcami Rettenbach i Tiefenbach cieszy się od lat sławą jednego z najciekawszych terenów narciarskich w Europie. A jakby sławy ośrodkowi było mało, przed dwoma laty zawitał doń James Bond. Na lodowcu kręcono bowiem sekwencje do filmu „Spectre”, emocjonującej części niekończącej się sagi o przygodach agenta 007. Wbrew oczekiwaniom Bond nie jeździł jednak na nartach, bo zabraniał mu tego kontrakt. Co więcej, w związku z pracami ekipy filmowej zamknięto nawet, i to w środku sezonu na dwa tygodnie, trasy na jednym z lodowców. Ba, w Sölden trzeba było też wymienić latarnie bo stare nie spodobały się scenarzystom. Mimo to gospodarze i tak wyszli na swoje, bo ekipa filmowa pozostawiła w Tyrolu 9 mln. euro, a sława jaką cieszą się namaszczone bytnością Bonda miejsca będzie pomnażać zyski jeszcze przez długie, długie lata. Mimo to gospodarze nie spoczęli na laurach, ale już w tym sezonie otworzyli na lodowcu stricte bondowski obiekt – „007 Elements”, po sąsiedzku zresztą z futurystyczną restauracją „Ice Q”, która w filmie kryła tajemniczą klinikę Hofflera. Przez tajemniczy tunel wnika się tam w świat filmowych przygód. Z pewnością atrakcja będzie skłaniać do zdjęcia nart, choć na chwilę. Nie zmienia to jednak faktu, że po przeżyciach – czy to w realu, na 144 km tras zjazdowych (z których najdłuższa liczy 15 km), czy to w wirtualnym świecie, relaks się przyda. W kąpielisku termalnym w Längenfeld. Aqua Dome to wizytówka Tyrolu o bajecznej scenografii, z wiecznie zielonym mamutem brodzącym w sadzawce przed głównym wejściem. Choć kąpielisko dzieli od Sölden kilka kilometrów, łatwo się do niego dostać, dzięki uruchomionym specjalnie aquabusom. Tak jak skibusami dojeżdżamy do wybranych stacji wyciągów, tak aquabusami, po nartach, dojedziemy do term. W obu przypadkach – ze skipassem – bezpłatnie. Tereny narciarskie na lodowcach Sölden rozciągają się na wysokości 1.350 m – 3.340 m, a sezon zimowy trwa od do końca kwietnia. Dwa główne lodowce połączone są przy tym tunelami: dolne stacje wyciągów – samochodowym, a górne – narciarskim. Co więcej, od bieżącego sezonu dostępna jest Pow(der)Card – skipass honorowany w Sölden oraz w stacjach Obergurgl-Hochgurgl, gdzie trasy biegną także bardzo wysoko, mimo że zagospodarowanych lodowców nie ma.

Na lodowcu Rettenbach w Sölden, fot. Paweł Wroński

INFO
Ötztal Sölden: www.soelden.com
Aqua Dome w Längenfeld: www.aqua-dome.at


Materiał publikowany na łamach pierwszego (zimowego) zeszytu magazynu „Eden” z 2018 roku (www.spaeden.pl).


Wiener Eistraum przed ratuszem

Rathausplatz – plac przed wiedeńskim ratuszem, zbudowanym w 1883 roku, był przez niemal sto lat świadkiem gorących wydarzeń politycznych i kulturalnych. Od 2002 roku, od stycznia do marca spotykają się na nim Wiedeńczycy, by beztrosko ślizgać się po lodowej tafli.

Na powierzchni 8 tys. m2 znajdują się 2 lodowiska, do których można swobodnie dojeżdżać zamrożonymi alejkami parkowymi. Wokół są rozstawione punkty gastronomiczne, których właściciele serwują proste potrawy i popularne napoje – od Coca Coli po szlachetne trunki. Na miejscu jest wypożyczalnia łyżew i setki szafek, w których można bezpiecznie schować rzeczy.

Ślizgawka zwana Wiener Eistraum (wiedeńskie lodowe marzenie), jest zawsze czynna przez 44-45 dni w roku. Gdy ją otwarto, z łyżwiarskiej oferty skorzystało około 250 tys. osób, w ostatnich latach ta liczba wzrosła, i oscyluje na poziomie 700 tys.

Trochę historii
Pierwszym publicznym wydarzeniem na placu była demonstracja 17 września 1911 roku. Około 100 tys. osób odpowiedziało wówczas na wezwanie socjaldemokratów, by zaprotestować przeciwko narastającej inflacji. Demonstracja przebiegła bez żadnego incydentu, ale do starć z policją jednak doszło, i to wtedy, gdy uczestnicy opuszczali już Rathausplatz. Trzy osoby poniosły wówczas śmierć, a dziesiątki odniosło rany.

Potem wielokrotnie socjaldemokraci zwoływali tłumy pod ratusz. Zbierali się tutaj także ich przeciwnicy, np. 2 sierpnia 1920 roku pod hasłem sprzeciwu wobec „bolszewizmu podatkowego socjaldemokratów z ratusza”, którzy chcieli wówczas wprowadzić podatek od luksusu. 22 stycznia 1923 roku, chadecy i nacjonaliści zainaugurowali falę wieców antysemickich.

Po II wojnie światowej próbowano organizować różne parady i wiece, ale obyczaj się nie przyjął i w latach 50. XX wieku plac zamienił się w… parking samochodowy. Burmistrz Feliks Slavik pragnął przekształcić Rathausplatz w miejsce spotkań, ale dość niefortunnie połączył tę ideę z konkursem architektonicznym. Wniosek z przedsięwzięcia był taki, że wznoszenie solidnych budynków na placu nie ma sensu. Jeden z jego następców, Leopold Gratz przywrócił w 1975 roku jarmark adwentowy. Tradycje przedświątecznego handlu sięgały w Wiedniu roku 1600, ale stałego miejsca dla organizowanych targowisk nie było. Pomysł okazał się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę, przyjął się i po dziś dzień odbywa się w adwencie przed ratuszem ogromny, barwny jarmark bożonarodzeniowy.

Dobre doświadczenie z tej masowej imprezy, stało się tak inspirujące, że plac wykorzystywany jest teraz praktycznie przez cały rok. Największym letnim wydarzeniem stał się organizowany od 1990 roku plenerowy Festiwal Filmowy. W lipcu i sierpniu, po zapadnięciu zmroku, wyświetlane są na telebimach inscenizacje oper i operetek oraz transmitowane są koncerty, zwyczajowo – również – Noworoczny, który jest zawsze wielkim wydarzeniem kulturalnym w Wiedniu. Filmowe atrakcje szybko uzupełniła oferta kulinarna. Rekordową frekwencją cieszył się festiwal filmowy w lecie 2005 roku. Wzięło w nim udział 0,5 mln osób.

Wszystkie te pozytywne doświadczenia kumulują się zimą, w okresie funkcjonowania słynnej wiedeńskiej ślizgawki – Wiener Eistraum, a Rathausplatz jest już dla Wiedeńczyków i turystów zza granicy największym plenerowym „salonem Wiednia”.

Wiener Eistraum w styczniu 2016 roku, fot. Paweł Wroński

www.wienereistraum.com
www.wien.info
www.wien.gv.at

Ekskluzywnie bez gwiazdek

Schwarzer Adler, butikowy hotel przy Kaiserjägerstrasse 2 w Innsbrucku, należy z pewnością do najbardziej ekskluzywnych w całej Austrii, a jednak nie ma żadnej gwiazdki.

Tak się dzieje dlatego, że obiekt nie poddaje się kategoryzacji. To oczywiście ewenement na skalę nie tylko Tyrolu, ale całej Republiki, choć usprawiedliwiony. Gospodarzami hotelu o 500-letniej tradycji jest obecnie 15 pokolenie rodziny Ultsch, która go prowadzi od początku (tak długą tradycją może się w stolicy Tyrolu poszczycić chyba tylko rodzina słynnych ludwisarzy, Grassmayrów). Z gościny Ultschów korzystały nieraz koronowane głowy, co symbolizują akcenty wyposażenia z habsburskimi orłami z kryształkami od Swarovski’ego, na czele.


„Schwarzer Adler” należy do grupy Adlers Hotel wraz z nowoczesnym „Harry’s Home”, usytuowanym tuż przy głównym dworcu kolejowym w Innsbrucku.
www.schwarzeradler-innsbruck.com
www.deradler.com


„Schwarzer Adler” był już wspomniany na tym blogu, w artykule zatytułowanym: „Cesarski Innsbruck”: https://pawelwronski.blog/

Cicha Noc… i myszy

Popularność pieśni „Cicha Noc” narasta podobnie do kręgów na wodzie, rozchodzących się coraz szerzej wokół miejsca, w które spada rzucony od niechcenia kamyk.

Pieśń rozbrzmiewa dziś na wszystkich kontynentach. Jest najbardziej znaną kolędą na świecie, bo słowa przetłumaczono jak dotąd na ponad 300 języków i dialektów, melodię zaś aranżowano po wielokroć, dostosowując do różnych konwencji – od jazzu, po gospel czy pop.

 

Po raz pierwszy „Cichą Noc” zaśpiewano podczas pasterki 24 grudnia 1818 roku w kościele św. Mikołaja w Oberndorfie koło Salzburga.

 

Wiersz zatytułowany „Weinachtslied” (Pieśń Bożonarodzeniowa), napisał w 1816 roku, piastujący w parafii w Oberndorfie funkcję wikarego, ksiądz Józef Mohr. Ponoć pod wpływem wzruszenia jakiego doznał odwiedzając ciężko chorą, ubogą kobietę. Tuliła z uśmiechem niemowlę oczekując ostatniego namaszczenia. W wigilię 1818 roku, Mohr poprosił Franciszka Ksawerego Grubera o melodię do tamtego wiersza. Gruberowi, który uczył muzyki w szkole w sąsiednim Arndorfie, prowadził chór i obsługiwał organy w obu parafiach, zajęło to zaledwie kilka godzin. Ani poeta, ani muzyk, nie przypuszczali jaką sławę zyska wkrótce ich skromny utwór.

Ba, istotną rolę w tej historii odegrały… myszy! Uszkodziły bowiem kościelne organy w Oberndorfie. Gruber wziął gitarę i grał melodię śpiewając głębokim basem, Mohr mu wtórował barytonem, a parafialny chór powtarzał ostatnie wersy zwrotek. Trudno przy tym nie ulec wrażeniu, że Stwórca posłużył się szarymi gryzoniami świadomie. Organy zawsze brzmią przecież podniośle, nawet w małym wiejskim kościele. Gitara zaś należy do domowego, kameralnego instrumentarium. W niemieckojęzycznych krajach alpejskich używa się jej zresztą powszechnie w Haus Musik, tradycyjnym rodzaju muzyki, towarzyszącej rodzinnym uroczystościom, rozbrzmiewającej często także w knajpach. Uszkadzając organy, myszy „zdjęły” z pieśni odium monumentalności, a to ułatwiło jej rozpropagowanie. Ponadto, szukając pomocy wezwano organmistrza z tyrolskiego Fügen, Karla Maurachera. Naprawić instrumentu wprawdzie nie zdążył, ale zachwycony kolędą, zaprezentował ją swym ziomkom.

Ten drobny z pozoru fakt uruchomił cały łańcuch zdarzeń, bowiem rodzinna wieś Maurachera leży w Zillertal, tyrolskiej dolinie o długowiecznych muzycznych i rzemieślniczych tradycjach. Jej mieszkańcy wędrowali po Tyrolu i krajach ościennych, sprzedając swój kunszt i wyroby, nierzadko także koncertując na jarmarkach. W takich ponoć okolicznościach „Cicha Noc” wpadła w ucho samemu Franciszkowi Józefowi I, goszczącemu wówczas na zamku w Fügen. Historia odnotowała rodzinę Ur-Reinerów z Fügen, którzy zaśpiewali pieśń w 1822 roku, mając za słuchaczy Franciszka Józefa I i cara Aleksandra. Rosyjskiego władcę tak tyrolskie śpiewanie ujęło, że niczym przed zwycięzcami „Mam talent”, otworzył przed Reinerami wrota kariery – zaprosił ich do Petersburga. Potem przyszły kolejne zaproszenia, choćby do Anglii, na dwór Jerzego IV. Niespełna dekadę później, Strasserowie z Hippach, także miejscowości z Zillertal, zaśpiewali „Cichą Noc” w siedzibie cechu sukienników w Lipsku, a wkrótce potem wystąpili przed pruską parą królewską.

Koncerty dla możnych tego świata wywindowały utwór na szczyty popularności. W 1833 roku po raz pierwszy wydrukowano ją w śpiewniku. W 1839, pieśń usłyszał Nowy Jork, zaś w 1840 wykonał ją berliński chór katedralny, którym dyrygował Feliks Mendelssohn. Niedługo potem Berlińska Kapela Królewska włączyła ją do stałego repertuaru, i śpiewała każdego roku w Boże Narodzenie. Kolejne kroki należały do misjonarzy protestanckich i katolickich, którzy ponieśli kolędę w odległe zakątki Afryki, Ameryki Południowej i Azji.

Kościół, w którym odbyło się prawykonanie „Cichej Nocy” już nie istnieje, bo niszczyła go systematycznie wylewami, rzeka Salzach. Zrujnowaną świątynię rozebrano, i dopiero w 1937 roku wzniesiono w tamtym miejscu rotundę nazywaną potocznie Stille Nacht Kapelle (Kaplicą Cichej Nocy).

Każdego roku, 24 grudnia o goodzinie 17.00 rozpoczyna się tam ceremonia upamiętniająca pierwsze wykonanie pieśni. W kulminacyjnym punkcie programu artyści intonują ją tak jak przed 200 laty – na 2 głosy i gitarę z towarzyszeniem chóru. Utarł się też obyczaj, że tysiące ludzi przed kaplicą dołącza swe głosy, śpiewając pieśń we własnych językach. W takiej atmosferze, zawarte w słowach kolędy przesłanie miłości i pokoju, nabiera szczególnej mocy.

 

W 2018 roku Austria będzie uroczyście celebrować 200 rocznicę prawykonania kolędy „Cicha Noc”. Z okazji jubileuszu planowany jest cały szereg przedsięwzięć, które składają się na projekt zatytułowany „Kraina Cichej Nocy”. Niektóre wydarzenia oraz powstająca sieć Muzeów „Cichej Nocy”, wejdą na stałe do oferty turystycznej trzech landów związanych najmocniej z powstaniem kolędy, jej twórcami oraz popularyzacją pieśni: Kraju Salzburskiego, Górnej Austrii i Tyrolu.

 


Materiał przygotowany dla www.austria.info w związku z jubileuszem 200-lecia kolędy „Cicha Noc”.


Więcej o kolędzie, jej popularyzacji oraz roku jubileuszowym: www.austria.info
„Kraina Cichej Nocy”: www.stillenacht.at
O „Krainie Cichej Nocy” w niniejszym blogu: http://pawelwronski.blog


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Austria – „Kraina Cichej Nocy”

Z okazji 200-lecia prapremierowego wykonania „Cichej Nocy”, miejscowości związane z powstaniem pieśni, jej twórcami oraz początkami triumfalnego marszu kolędy przez świat, realizują wspólnie projekt zatytułowany „Kraina Cichej Nocy”.

W umownych granicach owej „Krainy” znalazły się miejscowości z Kraju Salzburskiego i z Górnej Austrii, związane z biografią Józefa Mohra, autora słów kolędy oraz Franciszka Ksawerego Grubera, który skomponował melodię, a także szereg tyrolskich miasteczek i wsi, skąd pieśń oraz zawarte w niej przesłanie miłości i pokoju popłynęły w świat.

Szereg zaplanowanych wydarzeń odbędzie się jedynie w roku jubileuszowym, miejsca natomiast pozostaną już na zawsze otwarte dla zwiedzających. Gospodarze opracowali też szereg tras turystycznych z atrakcjami, które będzie można poznać dokładniej pod opieką przewodników. To znakomita okazja by poznać dzieje pieśni oraz odwiedzić miejsca, w których żyli i pracowali jej twórcy.


 

Pamiątki w Kraju  Salzburskim
Miejscem szczególnym na szlakach „Cichej Nocy” jest podsalzburski Oberndorf. W miasteczku znajduje się Stille Nacht Kapelle – Kaplica „Cichej Nocy”, wzniesiona na miejscu kościoła św. Mikołaja, w którym po raz pierwszy zaśpiewano kolędę w nocy z 24 na 25 grudnia 1818 roku. Okna kaplicy zdobią witraże z wizerunkami Józefa Mohra i Franciszka Grubera. Łatwo ich poznać, bo Mohr trzyma w rękach gęsie pióro i papier, Gruber zaś gitarę i partyturę. Na drzwiach widnieje napis: „Pokój ludziom dobrej woli”. Natomiast w miejscu gdzie była plebania działa dziś muzeum historii słynnej pieśni. W jego bogatych zbiorach znajduje się m.in. list z Berlina do Salzburga z 1854 roku, z pytaniem o autorstwo kolędy.

W sąsiadującej z Oberndorfem miejscowości Arnsdorf, Gruber uczył muzyki i prowadził chór. Znajduje się tam budynek najstarszej wciąż działającej w Austrii szkoły, w którym urządzono Muzeum Cichej Nocy. Kościół pielgrzymkowy p.w. Marii w Mösl mieści we wnętrzu oryginalne organy, na których grał Gruber, a na wieży biją dziś Dzwony Cichej Nocy. Ponadto, szlak turystyczny Oberndorf-Arnsdorf nazwano imionami Grubera i Mohra.

Gdy Berlin zainteresował się kulisami powstania kolędy, Gruber mieszkał już w Hallein, gdzie – podobnie jak wcześniej w Arndorfie koło Oberndorfu – grał na organach i prowadził chór. Poproszony o odpowiedź, z właściwą sobie skromnością opisał okoliczności powstania i pierwsze wykonanie pieśni. Otoczony liczną rodziną zmarł w Hallein w 1863 roku. Jego związki z miastem upamiętniała dawniej jedynie skromna płyta, na której odnotowano, że skomponował melodię „Cichej Nocy”. Teraz pamiątek będzie więcej. W farze zagrają organy Cichej Nocy – inauguracyjny koncert odbędzie się 25 listopada 2018, a w odnowionym budynku, w którym Gruber mieszkał, we wrześniu 2018 otwarte zostanie Muzeum Cichej Nocy. Poczesne miejsce wśród eksponatów zajmie gitara, na której Franciszek Ksawery Gruber grał w ową pamiętną noc przed 200 laty.

Mniej szczęśliwie potoczyły się losy Józefa Mohra, który zmarł w Wagrein 15 lat wcześniej od Grubera. Pochowano go w zbiorowej mogile, ponieważ nie pozostawił żadnych pieniędzy. Nic dziwnego, przez całe życie oddawał każdy grosz potrzebującym, a ze zgromadzonych oszczędności ufundował szkołę dla dzieci z najuboższych rodzin. Dziś Mohr doczekał się uznania. Nad Hintersee wzniesiono Kaplicę Pamiątkową jego imienia, a od grudnia 2017 we wnętrzach Pfegerschlössl będzie można zwiedzać ekspozycję poświęconą imponującej liczbie ponad 300 przekładów kolędy na języki i dialekty z całego świata.

Zgodnie z tradycyjnym przekazem, Mohr napisał wiersz wykorzystany jako słowa kolędy w miejscowości Mariapfarr. Teraz inauguruje tam działalność kolejne Muzeum Cichej Nocy, urządzone w pieczołowicie odrestaurowanej Mohr-Stube – izbie ozdobionej jedynie srebrnym ołtarzykiem, w której ksiądz pracował. Ponadto, fontannie bijącej przed odnowionym kościołem pielgrzymkowym nadana zostanie nazwa „Cichej Nocy”.

Również Salzburg, stolica landu, uczci rocznicę powstania kolędy. Na scenie teatralnej Felsenreitschule będzie wystawiany musical „Opowieść Cichej Nocy”. Muzykę skomponował nie byle kto, ale John Debney, autor ścieżek dźwiękowych do tak znanych produkcji hollywoodzkich jak „Epoka Lodowcowa”, „Sin City”, „Księga Dżungli”, czy „Pasja”. Premiera odbędzie się 24 listopada 2018 roku. W Miejskim Muzeum Salzburga otwarta zostanie wystawa „Cicha Noc. 200. Kreacja, przesłanie i komercja.”. Ponadto, do sieci miejskich tras turystycznych dołączono szlaki gruberowski i mohrowski, przecinające się ze ścieżkami mozartowskimi. Prowadzą m.in. na Steingasse, przy której urodził się Mohr i do katedry, w której wnętrzu wciąż stoi misa, wodą z której go ochrzczono.


 

Pamiątki w Górnej Austrii
Z tego właśnie, stosunkowo słabo nam znanego kraju związkowego Austrii pochodził Franciszek Ksawery Gruber. Urodził się w 1787 roku w Steinpointsölde nieopodal Hochburg-Ach, w rodzinie tkaczy. Zgodnie z tradycją miał uczyć się fachu i przejąć po ojcu warsztat. Mimo sprzeciwu rodziny, porzucił jednak tkackie rzemiosło, zdobył wykształcenie muzyczne i został nauczycielem. W dawnym warsztacie w Hochburgu urządzono Izbę Pamięci, a ulicami miasteczka poprowadzono Ścieżkę Życia Franciszka Ksawerego Grubera. Szlak tworzy pętlę. Zaczyna się i kończy w gotyckiej farze z organami noszącymi imię muzyka i ma 6 przystanków, symbolizujących poszczególne kontynenty. Umieszczono na  nich zwrotki kolędy z opisem tego co się działo na danym kontynencie w czasie gdy powstawała „Cicha Noc”.

Z biografią Grubera wiąże się także Ried im Innkreis. Zachowane fasady kamienic przypominają jego młodość w burzliwej epoce napoleońskiej. Zrządzeniem losu do Ried trafił w 1933 roku żłóbek, który w 1818 znajdował się w kościele w Oberndorfie, i przy którym zaśpiewano po raz pierwszy kolędę „Cicha Noc”. Eksponat wzbogacił zbiory Domu Folkloru Innviertel.

Ostatnim miejscem związanym z kolędą w Górnej Austrii jest malownicze miasteczko Steyer. W tamtejszym Austriackim Muzeum Bożonarodzeniowym, od listopada 2018 roku będzie można oglądać reprodukcję pierwszego drukowanego śpiewnika, w którym w 1833 roku znalazła się „Cicha Noc”.


 

Tyrolczycy i epopeja „Cichej Nocy”
Pieśń narodziła się pod Salzburgiem zanim w Europie przebrzmiały echa napoleońskiej zawieruchy. W owym czasie szczególne powody do niepokoju mieli mieszkańcy pięknego Salzburga. Przez stulecia miasto było przecież stolicą udzielnego kościelnego państwa, które z rozkazu Napoleona zsekularyzowano. Sytuacja zmieniła się i była napięta, bo na bogactwa Salzburga ostrzyły sobie apetyty zarówno popierająca swego czasu Napoleona Bawaria jak i habsburskie imperium. Przesłanie pokoju zawarte w słowach pieśni było w tej sytuacji szczególnie bliskie sercom Salzburczyków.

Jednak bez udziału Tyrolczyków, pieśń nie podbiłaby serc tak wielu ludzi, a przynajmniej nie tak szybko. W sekwencji zdarzeń jakie doprowadziły do rozpropagowania pieśni kluczową rolę odegrał przypadek – konieczność naprawy organów w kościele w Oberndorfie, w związku z czym we wsi pojawił się organmistrz, Karl Mauracher. Usłyszał „Cichą Noc” i tak nią zafascynował, że zaprezentował pieśń sąsiadom z rodzinnego Fügen w położonej dziś na granicy Kraju Salzburskiego i Tyrolu Zillertal. Ci zaś, w większości utalentowani rzemieślnicy i muzykanci, wiedli aktywne życie, prowadząc handel, świadcząc usługi zleceniodawcom z Tyrolu oraz z krajów ościennych, a zarazem dając koncerty na jarmarkach, a nawet w zamkach i pałacach, o ile ich tylko zaproszono.

Muzeum historyczne Widumspfiste w Fügen prezentuje tradycje muzyczne górali z Zillertal. Muzyczne oblicze doliny reprezentuje też rodzian Ur-Reiner, której przedstawiciele zaśpiewali Cichą Noc na miejscowym zamku w 1822 roku. Właściciel dóbr graf Ludwig von Dönhoff gościł wówczas znamienite osobistości – cesarza Franciszka Józefa I i cara Aleksandra. Kunszt góralskich artystów oczarował monarchów tak dalece, że car zaprosił ich do Petersburga, a w ślad za tym przyszły kolejne zaproszenia, między innymi do Anglii, na dwór Jerzego IV. Przy kościele parafialnym w miasteczku, wznosi się na cmentarzu pomnik rodziny Ur-Rainer. Muzeum w Fügen posiada też największą na świecie płytotekę z nagraniami „Cichej nocy”. A człowiek, który jak mało kto przysłużył się popularyzacji kolędy, Karl Mauracher doczekał się w miasteczku pamiątkowej płyty.

Kolejna muzyczna miejscowość Zillertal to Hippach. Pochodziła stamtąd rodzina Strasserów, którym przypisuje się niemniej istotną rolę w popularyzacji kolędy na świecie do Reinerom. W Hippach zachował się ich XVIII-wieczny dom z zagrodą zbudowany i ozdobiony w typowy dla Zillertal sposób.

Znane narciarzom zillertalskie Mayrhofen znane jest także z aranżacji pieśni na chór męski i orkiestrę dętą. W repertuarze miejscowych zespołów nie brakuje oczywiście „Cichej Nocy”.

Na długiej liście miejsc związanych z dziejami „Cichej Nocy” znajduje się jeszcze  Achensee. Okolice tego tyrolskiego jeziora znane są szeroko od końca XIX wieku z wydobycia oleju skalnego o zdrowotnych właściwościach, i wyrobu na jego bazie wysokiej jakości kosmetyków. Zanim jednak miejscowości Achensee stały się znane z zabiegów SPA, Ludwig Reiner wzniósł nad wodą luksusowy hotel Seehof. Było go na stać po uwieńczonych sukcesem występach śpiewaczych na dworach Rosji i Anglii oraz w Ameryce. Hotel przyciągał bogatą klientelę ze świata, a za sprawą właściciela, w Sixenhof utarł się obyczaj przypominania każdego roku historii „Cichej Nocy” w zabytkowej stajence liczącej kilkaset lat. Współcześnie, pieśń rozbrzmiewa w okresie świątecznym również na pokładach statków kursujących po Achensee, podczas nastrojowej imprezy „Boże Narodzenie jak dawnej”.


Projektowi „Kraina Cichej Nocy” patronuje Stowarzyszenie Cichej Nocy: www.stillenacht.at


Materiał przygotowany dla www.austria.info w związku z jubileuszem 200-lecia kolędy „Cicha Noc”.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Austria pod egidą UNESCO

Na listę światowego dziedzictwa ludzkości wpisano 10 cennych zespołów przyrodniczych i zabytkowych z terenu Austrii. Na liście niematerialnego dziedzictwa znalazły się pieczołowicie kultywowane obrzędy zapustne w Imst oraz słynna Hiszpańska Szkoła Jazdy. Ponadto 15 szczególnie cennych archiwów objęto programem Pamięć Świata (Memory of the World), któremu także patronuje UNESCO.

Zestawienie obrazuje stan z końca 2017 roku, ponieważ 12 obiektów znajduje się na liście podmiotów oczekujących na wpis. Są to: opactwo w Kremsmünster, Bregenzerwald, katedra w Gurk, krajobraz kulturowy Innsbrucku z pasmem Nordkette/Karwendel, pogranicze Imperium Rzymskiego*, wielkie SPA europejskie*, Großglockner Hochalpenstraße*, Hall in Tyrol, opactwo Heiligenkreuz, zamek Hochosterwitz (jego 14 bram prezentuje zamieszczony poniżej filmik), Szlak Żelaza z Erzbergiem i starówką Steyr, Park Narodowy Wysokie Taury ; 3 z nich (oznaczone gwiazdką), zostaną zapewne wpisane na listę w 2019 roku (www.worldheritagesite.org; tabela Tentative List).

WACHAU – 36 kilometrowy odcinek liczącej 2800 km długości doliny Dunaju. Region flankują benedyktyńskie opactwa: Melk i Göttweig.
Meandry Dunaju ograniczają skaliste, porośnięte lasami wzgórza. W zakolach rzeki i na ukształtowanych przez człowieka terasach uprawia się winorośl. W każdej miejscowości znajdują się cenne obiekty przeszłości – klasztory, kościoły, zamki. Dokonano tu ciekawych odkryć archeologicznych, świadczących o ciągłości osadniczej zachowanej przez dziesiątki tysięcy lat. www.donau.com

HALLSTATT przytuliło się do stóp górskich stoków opadających wprost do jeziora. To jedna z flagowych miejscowości krainy jezior i gór – Salzkammergut.
Znaleziska archeologiczne z tych terenów okazały się tak znaczące, że w historii Europy nadano jednemu z wczesnych okresów nazwę kultury halsztackiej. Wydobywana w tym rejonie już w starożytności sól, legła u podstaw potęgi materialnej Habsburgów, a jej starogermańskie określenie „hall” stanowi człon miejscowych nazw – miasteczka i jeziora. W Boże Ciało wypływają na taflę Hallstättersee łodzie z feretronami. Procesja należy do najbarwniej celebrowanych świąt religijnych w Austrii. www.hallstatt.net i/lub www.dachstein.salzkammergut.at

STARÓWKA GRAZU stolicy Styrii cieszy oczy historyczną zabudową oraz wkomponowanymi w nią nowoczesnymi obiektami.
Przez stulecia miasto rozwijało się wokół wzgórza zamkowego, na którym przyciąga wzrok charakterystyczna wieża zegarowa. Na stokach poniżej murów, sadził ponoć winorośl arcyksiążę Johann Habsburg, stając się prekursorem nowoczesnego sadownictwa i winogradnictwa – kluczowych dziś dla Styrii gałęzi gospodarki. Jego postać owiana jest ponadto legendą, gdyż z miłości do kobiety niższego stanu zrezygnował z prawa do sukcesji habsburskiego tronu i odsunął na oddaloną od Wiednia prowincję. Na drugim brzegu przepływającej przez miasto rzeki Mury wznosi się nowoczesny Kunsthaus o zoomorficznej sylwetce, a na rzece kołysze pawilon ze stali i szkła, zawieszona na elastycznej pontonowej konstrukcji sztuczna wyspa (MurInsel) z popularną kawiarnią. www.graztourismus.at

SEMMERING to pasmo górskie i kurort oddalony od Wiednia około 100 km. Z tutejszych źródeł ciągnie krystalicznie czystą wodę do picia stolica Austrii.
Semmering rozsławiła jednak przede wszystkim kolej, którą w latach 1848-1854 poprowadzono niezwykle śmiało osiągając rekordową w owym czasie wysokość 895 m n.p.m. Pod kierunkiem inżyniera Carlo di Ghega z Wenecji zbudowano pierwszą górską linię kolejową w Europie długości 41 km, co przyczyniło się do ekonomicznego rozwoju regionu Semmering-Rax-Schneeberg i jego turystycznego poznania. www.semmeringbahn.at

PAŁAC SCHÖNBRUNN wraz z otaczającymi go pawilonami oraz rozległym ogrodem zaliczany jest do najwspanialszych barokowych rezydencji w Europie.
Urządzone w nim muzeum prezentuje kulisy życia członków jednego z najpotężniejszych europejskich rodów monarszych – Habsburgów. W kompleksie działa tradycyjny teatr lalkowy, założony z rozkazu Marii Teresy ku uciesze jej licznego potomstwa. Z efektownej Glorietty, spod której tryska fontanna roztacza się wspaniały widok na pałac, ogrody i położony w pobliżu Wiedeń. Z parkiem otaczającym Schönbrunn pełnym egzotycznych roślin, sąsiaduje jeden z najstarszych w Europie ogrodów zoologicznych. www.schoenbrunn.at

JEZIORO NEZYDERSKIE – jedyny stepowy akwen w Europie. Rozlewa się na granicy Austrii (Burgenlandu) i Węgier, tam gdzie alpejskie przedgórze przechodzi w Równinę Panońską. Przybrzeżne szuwary stanowią ostoję wielu gatunków ptaków, a okolice słyną z upraw winorośli, warzyw i owoców.
Ochroną bogactwa przyrodniczego zajmują się służby urządzonego tu Parku Narodowego Neusiedlersee-Seewinkel (i jego węgierskiego odpowiednika). Niemniej ciekawy od przyrodniczego jest krajobraz kulturowy, ilustrujący dzieje osadnictwa, przemiany gospodarcze, a nawet konflikty zbrojne, zwłaszcza czasy, w których Turcy próbowali podbić Europę. www.neusiedlersee.com

WIEDEŃ – niegdyś stolica habsburskiego imperium obejmującego przez wieki szmat Europy, dziś miasto-państwo, jeden z 9 krajów związkowych Republiki Austrii, metropolia mody, muzyki i elegancji.
Zabytkowa część miasta jest wciąż żywą kroniką habsburskiej dynastii i zmian zachodzących na Starym Kontynencie od średniowiecza do końca I wojny światowej. Tu narodził się w XIX wieku walc i zapoczątkowała secesją XX-wieczna rewolucja w sztuce – architekturze, zdobnictwie i wzornictwie. Na tę historyczną tkankę nakłada się nowoczesny, współczesny Wiedeń z architekturą nieznoszącego linii prostych Hundertwassera, wielkimi wydarzeniami kulturalnymi i bujnym życiem towarzyskim aktywnych generacji. www.wien.info

KLOSTERNEUBURGopactwo augustianów, usytuowane na terenie Dolnej Austrii, a zarazem skarbnica dzieł sztuki sakralnej okresu średniowiecza.
Ekspozycja muzealna obejmuje dzieje opactwa oraz wybitne dzieła rzeźbiarskie z XII-wiecznym ołtarzem autorstwa Mikołaja z Verdun i figurami apostołów z nieistniejącej już Capella speciosa oraz malarskie z Madonną z Klosterneuburga i fragmentami witraży z krużganków. Podwiedeńska miejscowość pełniła już za panowania Babenbergów, czyli w pierwszych wiekach tworzenia austriackiego imperium, rolę stolicy. Na cesarską siedzibę pragnął także przebudować opactwo w I połowie XVIII wieku Karol VI. W Klosterneuburgu założono pierwszą na terenie Austrii winnicę. www.stift-klosterneuburg.at

SALZBURG słynie na całym świecie ze starówki stłoczonej nad rzeką Salzach, i narodzin genialnego kompozytora Wolfganga Amadeusza Mozarta w 1756 roku.
Podstawą propserity było wydobycie i handel solą. Bogacący się dzięki temu biskupi władali miastem jako udzielnym kościelnym księstwem przez niemal 700 lat, a pozostawione przez nich pałace i kościoły przyczyniły się do nadania mu miana „Rzymu Północy”. Dziś to niezwykłe miasto jest sceną prestiżowych muzycznych festiwali i miejscem, w którym pary z całego świata chętnie biorą śluby. www.salzburg.info

PREHISTORYCZNE DOMY NA PALACH WOKÓŁ ALP
Austria należy do grupy 6 krajów alpejskich, w których udokumentowano 111 z około 1000 znanych stanowisk archeologicznych ze śladami osad z okresu 5.000-500 lat p.n.e.
Wznosili je przedstawiciele około 30 różnych kultur historycznych nad brzegami rzek i jezior oraz na skraju obszarów podmokłych. Odzwierciedlają życie wczesnych wspólnot agrarnych w Europie. www.palafittes.org


Wszystkie pozycje z listy UNESCO: www.worldheritagesite.org


Wzgórze Zamkowe w Grazu w świątecznej szacie – widać wieżę zegarową, która jest jedną z wizytówek stolicy Styrii, fot. Paweł Wroński

Na liście niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO, z Austrii pochodzą 2 pozycje.

SCHEMENLAUFEN
Karnawał  w Imst (Imster Fasnacht) w Tyrolu ma niepowtarzalny rys. Co cztery lata, w niedzielę przed Wielkim Postem odbywa się pochód tancerzy w specjalnie na tę okazję przygotowanych drewnianych maskach i kostiumach – Schemenlaufen.

Główne postacie występują w 55 parach – jedna osoba ma małe dzwonki rozmieszczone wokół talii, druga dźwiga dzwony o wadze sięgającej nawet 35 kg. Wykonują taniec z podskokami i ukłonami, zaś inni uczestnicy korowodu naśladują ten taniec, jakby w zwolnionym tempie, bądź starają się „zaprowadzić porządek”, rozdając klapsy i opryskując gawiedź wodą. Do korowodu dołączają też kominiarze, czarownice, białe lub brunatne niedźwiedzie, a mała dziewczynka obsypuje widzów pachnącym pudrem. Karnawał integruje wspólnotę z Imst od pokoleń, a wyrazem pielęgnowania tradycji jest nauka szycia kostiumów w szkole, kucie dzwonków przez miejscowych kowali oraz rzeźbienie drewnianych masek, według tradycji przekazywanej w poszczególnych rodzinach i na specjalnie organizowanych kursach. www.fasnacht.at

HISZPAŃSKA SZKOŁA JAZDY
Tradycje specyficznego ujeżdżania koni sięgają 450 lat wstecz, i wciąż są chlubą Wiednia. Stajnie mieszczą się w zespole Hofburga, gdzie na zabytkowym maneżu odbywają się dostępne dla szerokiej publiczności codzienne treningi. Dżokeje z wiedeńskiej szkoły prezentują także swoje umiejętności na efektownych pokazach podczas zagranicznych tournée. Na habsburskim dworze utarł się obyczaj, że przedstawiciele domu panującego (i tylko oni), jeżdżą na białych lipicanach – koniach rasy, której powstanie datuje się na ostatnie ćwierćwiecze XVI wieku. Historyczne stadniny znajdowały się w Lipicy (dzisiejsza Słowenia) i Lipicach (dzisiejsza Chorwacja), a więc na ziemiach należących wówczas do habsburskiego imperium i na potrzeby wiedeńskiego dworu, zaś w 1920 roku główną stadninę przeniesiono do Piber w Styrii (Lipizzaner Heimat; www.lipizzanerheimat.com). Cechą charakterystyczną dla tej rasy jest zmiana maści z ciemnej, czasem wręcz czarnej na białą, co świadczy o osiągnięciu przez konia dojrzałości. Kroki do których przyuczano konie i jeźdźców, uchodzą wprawdzie za nienaturalne, ale urzekają tanecznym wdziękiem oraz synchronizacją wyszkolonych perfekcyjnie ruchów zwierzęcia i dosiadającego go człowieka. Pielęgnowanie tradycji Hiszpańskiej Szkoły Jazdy (Spanische Hofreitschule), pozwala na utrwalenie umiejętności i praktyk związanych z jeździectwem, pielęgnowanych przez kilka stuleci na habsburskim dworze. www.srs.at


Z terenów Austrii 3 obszary włączono do sieci Rezerwatów Biosfery UNESCO: Großes Walsertal (Vorarlberg; www.vorarlberg-alpenregion.at/walsertal/), Lungau & Nockberge (Kraj Salzburski/Karyntia; www.biosphaerenparknockberge.at) oraz Wienerwald, czyli Las Wiedeński (Dolna Austria/Wiedeń; www.bpww.at).

Światową sieć miejsc cennych z geologicznego punktu widzenia (IGGP) tworzy 119 obszarów w 33 krajach; w Austrii znajdują się 3 Globalne Geoparki: Eisenwurzen (Styria; www.eisenwurzen.com), Alpy Karnijskie (Karyntia; www.geopark-karnische-alpen.at), Erz der Alpen w masywie Hochkönig w regionie Pongau (Kraj Salzburski; www.en.geopark-erzderalpen.at) oraz 1 transgraniczny: Karawanki (Karyntia/Słowenia; www.geopark-karawanken.at).


Ze względu na bogate archiwalia, Austria odgrywa znaczącą rolę w prowadzonym przez UNESCO programie Pamięć Świata. Lista cennych dokumentacji obejmuje 15 pozycji.

Pisma i kompozycje Arnolda Schönberga (1874-1951), prominentnego przedstawiciela kultury zachodnioeuropejskiej I poł. XX wieku (www.schoenberg.at). Centrum jego imienia mieści się w Wiedniu (www.wien.info).

Kolekcja   Brahmsa – manuskrypty, korespondencja, partytury jednego z najwybitniejszych kompozytorów epoki romantyzmu (1833-1897). Urodził się w Hamburgu, ale mieszkał i tworzył głównie w Wiedniu. Kolekcja znajduje się w archiwum wiedeńskiego Musikverein. www.musikverein.at

Kolekcja szkiców architektury gotyckiej – unikalny zbiór obejmuje 425 pozycji, złożony jest w wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych (Akademie der Bildenden Künste Wien). www.akbild.ac.at

Dokument końcowy Kongresu Wiedeńskiego – kończący okres wojen napoleońskich traktat pokojowy w Wiedniu został podpisany 9 czerwca 1815 roku po niemal rocznym okresie negocjacji stron; miał ogromny wpływ na losy państw w Europie i na świecie w XIX wieku. Bezcenny dokument znajduje się w Austriackim Archiwum Państwowym (Österreichischen Staatsarchiv). www.oesta.gv.at

Psałterz Moguncki – księga z 1457 roku zawierająca tekst łaciński jest pierwszą książka wydaną drukiem w Europie opatrzona datą i sygnaturą wydawcy; zachowało się 10 egzemplarzy. Ten ze zbiorów Austriackiej Biblioteki Narodowej (Österreichische Nationalbibliothek) uchodzi za najcenniejszy. www.onb.ac.at

Papirus Arcyksięcia Rainera – zwany też Egipską księgą umarłych to w rzeczywistości 180 tys. papirusowych zwojów zapisanych różnymi rodzajami pisma w wielu językach między 1500 r. p.n.e., a 1500 rokiem n.e. Są tam dzieła literackie i spisy urzędowe. To największy skarb tego typu na świecie, wyeksponowany w specjalnie utworzonym muzeum przy Austriackiej Bibliotece Narodowej w Wiedniu (Papyrussammlung Wien lub Papyrussmuseum Wien). www.onb.ac.at

Tabula Peutingeriana – XII-wieczna kopia unikalnej mapy sieci dróg publicznych w imperium rzymskim (cursus publicus). Znajduje się w zbiorach Austriackiej Biblioteki Narodowej (Österreichische Nationalbibliothek). www.onb.ac.at

Atlas Blaeu-Van der Hem – złożony w Austriackiej Bibliotece narodowej atlas składa się z 46 tomów z ponad 2400 mapami, wykresami, rysunkami i widokami miast, budynków, portów i krajobrazów. Jest rozszerzoną wersją Wielkiego Atlasu, opublikowanego w Amsterdamie między 1660 a 1663 rokiem. www.onb.ac.at oraz www.blaeuvanderhem.com

Bibliotheca Corviniana – drugi pod względem liczby woluminów po watykańskim księgozbiór zgromadzony u progu epoki renesansu. Zawiera dzieła spisane i zebrane z polecenia władającego Węgrami Macieja Korwina (1458-1490), który w 1485 roku zajął całą Dolną Austrię wraz z Wiedniem część Styrii i Karyntię. Są tam kopie najważniejszych dokumentów z tamtych czasów, utwory literackie oraz dzieła odzwierciedlające ówczesny stan wiedzy z dziedzin takich jak filozofia, teologia, historia, prawo, geografia, nauki przyrodnicze, medycyna, czy architektura. Oryginalny księgozbiór jest w Austriackiej Bibliotece Narodowej (Österreichische Nationalbibliothek). www.onb.ac.at

Złota Bulla – wielkie dzieło ustawodawcze cesarza Karola IV z 1356 roku. Był to najważniejszy dokument konstytuujący Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, obejmujące terytoria dzisiejszej Austrii, Belgii, Czech, Niemiec, Holandii, Słowenii i Szwajcarii oraz niektóre terytoria należące współcześnie do Francji, Włoch i Polski. Są tam ujęte zasady cesarskich elekcji i ustanowieni elektorzy w liczbie 7. Oryginały i kopia sporządzona dla króla Wacława IV Luksemburskiego znajdują się w Austriackiej Bibliotece Narodowej (Österreichische Nationalbibliothek). www.onb.ac.at

Wiedeńskie Archiwum Fonograficzne (1899-1950) – pierwsze archiwum dźwiękowe zebrane na świecie. Sięga początkami 1899 roku i inicjatywy członków Imperialnej Akademii Nauk. W ciągu 100 lat istnienia Phonogrammarchiv rozrosło się do ponad 50 tys. zarejestrowanych pozycji (około 7 tys. godzin materiałów, dziś możliwie najlepiej zrekonstruowanych i przeniesionych na nośniki elektroniczne). Znajduje się w zbiorach Austriackiej Akademii Nauk (Österreichische Akademie der Wissenschaften), sukcesorki XIX-wiecznej imperialnej instytucji. www.phonogrammarchiv.at

Dokumentacja Kolei Semmering z Cesarsko Królewskiego Muzeum Historii Kolei Austriackich – zgromadzono w niej dokumenty dotyczące pierwszej górskiej linii kolejowej poprowadzonej w Europie w połowie XIX stulecia. Zbiór zawiera 164 oryginalne dokumenty z lat 1844-1910. Znajduje się w Muzeum Techniki w Wiedniu (Technisches Museum Wien). www.technischesmuseum.at

Dzieła filozoficzne Ludwiga Wittgensteina – dorobek urodzonego w Austrii, a zamarłego w Wielkiej Brytanii filozofa żyjącego w latach 1889-1951 został usystematyzowany w 1969 roku przez Georga Henrika von Wrighta, jego ucznia i następcę w katedrze filozofii w Cambridge (opracowanie na łamach Przeglądu Filozoficznego nosi tytuł „The Wittgenstein Papers”). Kolekcja obejmuje 83 manuskrypty, 45 maszynopisów i 11 podyktowanych pism, łącznie około 20 tys. stron oryginalnych dokumentów. www.wittgensteinsource.org

Schubertiana – największa na świecie, systematycznie uzupełniana kolekcja dorobku muzycznego wielkiego kompozytora, gromadzona w Bibliotece Miejskiej w Wiedniu (Wienbibliothek im Rathaus; www.wienbibliothek.at). Trzonem kolekcji są manuskrypty muzyczne i prawie kompletny zbiór pierwszych wydań dzieł kompozytora. www.schubert-online.at

Kodeks Dioskuridesa – inaczej: Wiedeński Dioskurides to najważniejsze źródło wiedzy farmaceutycznej z okresu starożytności, napisane przez greckiego lekarza w I stuleciu po Chrystusie. Sięgano do niego również w czasach późniejszych niczym do słownika. Zawarte tam wiadomości stanowią po dziś dzień podstawę medycznej wiedzy o ziołach leczniczych. Przechowywana w Wiedniu księga jest zarazem jedną z najlepiej zachowanych książek starożytnych, wykonaną na zamówienie mieszkańców Konstantynopola dla księżniczki Anicji Juliany (z tej racji przyjmuje się, że powstała ok. 512 roku; wykonano ją wykonano na pergaminie, litery mają barwę „starego złota”, a nagłówki i tytuły wykonano purpurą i złotem). Księga liczy 481 kart i zawiera około 400 kolorowych ilustracji. Niestety nie zachowała się jej oprawa. Oryginał przechowywany jest w Austriackiej Bibliotece Narodowej (Österreichische Nationalbibliothek). www.onb.ac.at


Materiał przygotowany do przewodnika po Austrii dla wydawnictwa Pascal na przełomie 2017/2018 roku.


Linzer Augen, Linzer Kekse

Rzecz znamienna, że w żadnym mieście austro-węgierskiej monarchii cukierni nie brakowało. Siłą rzeczy było tam też mnóstwo cukierników, którzy swym kunsztem pozyskiwali klientelę. Do ich klasycznego już dorobku zaliczają się słodkie ikony habsburskiego imperium – linckie ciasteczka (Linzer Kekse lub Linzer Augen).

 

Die klassischen Linzer Augen sind typische Weihnachtskekse, co znaczy, że klasyczne linckie ciasteczka są typowymi smakołykami świątecznymi.

 

Podobne do niemieckich Spitzbuben, czy znanych nam dobrze markizów, linckie ciasteczka – Linzer Kekse czynią z człowieka nałogowca, bo choćbyśmy sobie nie wiem jak twardo powtarzali, że już dość, trudno się oprzeć, by nie schrupać następnego.

Tak to wygląda – mniej więcej – w austriackiej cukierni (sic!), fot. Paweł Wroński

Ciasteczka pojawiły się w cukierniach Linzu, stolicy Górnej Austrii w XIX wieku. Nie spadły jednak z nieba, choć miewają kształt gwiazdeczek, o nie. Były wariacją na temat innego słynnego przysmaku – Linzer Torte. Ten bowiem jest najstarszym wyrobem cukierniczym tego typu odnotowanym – i to w kilku wariantach – już w XVII-wiecznych książkach kucharskich. Nic więc dziwnego, że stał się wizytówką miasta Linzu. Jest to tarta z owocową marmoladą. Podobnie jak Linzer Kekse – kruche ciasteczka z marmoladą, posypane cukrem pudrem. Gdy tylko się pojawiły, zasmakowały mieszczanom naddunajskiego grodu tak, że stały się nieodzowne na stole, zwłaszcza w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Potem szybko podbiły serca mieszkańców tej części Europy, która w czasach habsburskich ulegała imperialnym wpływom i skwapliwie naśladowała rodzące się tam obyczaje.

Warto dodać, że w najprostszej wersji Linzer Kekse mają owalny kształt, a przez jedną dziurkę lub kilka w wieczku, zerka filuternie marmolada, którą posmarowana jest dolna część ciasteczka. Mogą mieć też inne kształty, np. karcianych kolorów albo wspomnianych gwiazdek – ostatecznie to świąteczne ciasteczka! Warto pamiętać, że podobne, popularne głównie w Niemczech i Szwajcarii Spitzbuben, są jednak nieco inne – wycięcia tworzą w nich najczęściej uśmiechniętą buzię, a ciasto z których powstają zagniata się bez jajek.

Linzer Augen (albo Linzer Kekse) – smakołyk na świąteczny stół rodem z Linzu, stolicy Górnej Austrii, fot. Paweł Wroński

Składniki linckich ciasteczek

  • 220 g drobnoziarnistej mąki
  • 125 g zimnego masła
  • 100 g cukru pudru
  • 1 jajko
  • cukier waniliowy
  • skórka z cytryny
  • szczypta soli
  • marmolada owocowa (tradycyjnie porzeczkowy dżem domowej roboty, ale oczywiście nic się nie stanie jeśli użyjemy innego)

 

Przygotowanie
Na stolnicę wysypujemy mąkę i cukier puder, w środku robimy dołek. Do niego wkładamy małe kawałki masła i wbijamy jajko. Potem to wszystko wyrabiamy tak długo aż ciasto stanie się gładkie, dodając odrobinę cukru waniliowego, szczyptę soli i trochę startej drobno skórki cytrynowej. Z ciasta lepimy potem kulę, zawijamy w folie spożywczą i odkładamy w chłodne miejsce na mniej więcej pół godziny.

Gdy czas minie, rozwałkowujemy ciasto na placek grubości około 2 mm i wycinamy z niego krążki (wystarczy do tego szklanka lub kieliszek), albo inne kształty (jeśli mamy foremki). Krążki dzielimy na dwie równe kupki. Jedne zostawiamy, w drugich wycina,my dziurkę lub kilka – zwyczajem linckim – góra 3!

Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C i wkładamy do niego na 8-12 minut krążki poukładane na blachach wyłożonych papierem. Uwaga! Zerkamy co jakiś czas na ciasteczka, żeby je natychmiast wyjąć gdyby zaczęły zbyt szybko ciemnieć.

Po wyjęciu z piekarnika, czekamy aż trochę ostygną, a potem te bez dziurek smarujemy marmoladą i przykrywamy tymi z dziurkami. Posypujemy cukrem pudrem, i gotowe!

 

Frohe Weihnachten & Gutten Appetit!
Wesołych Świąt i smacznego!

 


Przepisy na Linzer Augen z Austrii: www.ichkoche.at lub www.gutekueche.at
Warsztaty odbyły się w Food Lab Studio w Warszawie: www.foodlabstudio.pl

Warsztaty z austriackiego cukiernictwa w Food Lab Studio w Warszawie, fot. Paweł Wroński

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Austriacki rum, a nie gadanie

Każdy kto był w Austrii widział, a może nawet próbował alkoholu o wyraźnie widocznej na etykiecie nazwie Stroh 80.

Zacznijmy od nazwy, składajacej się z nazwiska rodziny, która wymyśliła recepturę trunku, dość już dawno, bo w I połowie XIX stulecia. Liczba natomiast opisuje zawartość alkoholu, niebagatelną, bo 80-procentową.

Dolewanie rumu, a ponieważ działo się to w Polsce i w dzień powszedni, gospodarze Food Lab Studio (i austriaccy współgospodarze imprezy), użyli zwykłego rumu, a nie Strohu 80. Fot.: Paweł Wroński

Stroh 80 jest produkowany na skalę przemysłową w Karyntii od 1832 roku, więc zdążył okrzepnąć w austriackiej kulturze. Najczęściej podaje się go w albo do herbaty lub kawy, najchętniej – rzecz jasna – zimą. Bywa składnikiem drinków, a austriackie gospodynie i kucharze dodają go z upodobaniem do wypieków – ciast i ciasteczek, zwłaszcza świątecznych.

 

Stroh – Ein Stück österreichische Genusskultur und Lebensart (kawałek austriackiego smaku i sztuki życia).

Podstawę trunku stanowi rum z buraków cukrowych. Jest to więc mocny napój alkoholowy bliższy słowackim i czeskim Tuzemakom (tyle, że jest od nich dwukrotnie mocniejszy), aniżeli rumowi zza oceanu, który pędzi się z trzciny cukrowej, a którego nazwa i receptura są pieczołowicie chronione prawem międzynarodowym (rum z Jamajki czy z Kuby jest także od Stroha słabszy).

 

Stroh 80 ma ciemną, bursztynową barwę z czerwonawym odcieniem, delikatny aromat i słodkawy smak, maskujący skutecznie solidną moc. Tę ostatnią czujemy dopiero potem, przy każdym łyku, gdy fala ciepła przesuwa się powoli z gardła do żołądka, przy czym Stroh 80 nie wstrząsa i nie wywraca twarzy „do góry podszewką”, jak to bywa przy mocnych wódkach. Nigdy też nie zalatuje spirytusem.

 

Wróćmy do czekoladowych kulek (pralinek) z rumem. Receptura za chwilę, a na razie kilka słów o posypkach. Mogą bowiem być dowolne. Świetnie się do tego nadają kandyzowane posiekane owoce, czy – jak na zdjęciu otwierającym – skórka pomarańczowa, wiórki kokosowe, pokruszone drobno migdały, orzechy laskowe, pistacjowe lub włoskie, pestki słonecznika. Jako ozdoba, nie zawadzą na przykład listki melisy lub mięty.

Powstają czekoladowe kulki z rumem i różnymi posypkami – względnie proste do wykonania i smaczne, fot. Paweł Wroński

Składniki (podane ilości wystarczą na 50 pralinek)

  • 125 g masła
  • 125 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
  • 1 łyżka kakao
  • 4 łyżki rumu
  • 200 g mielonych orzechów laskowych
  • 350 g czekolady (raczej gorzkiej, choć oczywiście można użyć o takiej zawartości kakao, jaką najbardziej lubimy sami, czy nasi goście)
  • 200 g posypki czekoladowej (lub innych, wymienionych wcześniej)

Przygotowanie
Czekoladę na kulki rumowe podgrzać w gorącej kąpieli wodnej, aż się roztopi. Następnie dodać mielone orzechy, rum, kawę i kakao. Masę ostudzić, ale tak, żeby nie zaczęła zastygać, bo stwardnieje zbyt wcześnie. Równolegle utrzeć masło z cukrem na gładką masę, którą wymieszamy z masą czekoladową. Teraz wystarczy wziąć sprawy we własne ręce, i formowane kulki obtaczać w posypce czekoladowej, lub innych. Gotowe kulki należy odstawić w chłodne miejsce, aby zastygły i stwardniały.

 

Frohe Weihnachten & Gutten Appetit!
Wesołych Świąt i smacznego!

 


Hause Stroh: www.stroh.at
Centrala producenta mieści się w Klagenfurcie, stolicy Karyntii.

Warsztaty odbyły się w Food Lab Studio w Warszawie: www.foodlabstudio.pl


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00