Mumia z klasztoru na Świętym Krzyżu

Benedyktyński klasztor na Łyścu był za Piastów i Jagiellonów najważniejszym miejscem pielgrzymkowym w Polsce. Dziś należy do standardowych celów zielonych szkół.

Wschodnia fasada klasztornego kościoła na Świętym Krzyżu, fot. Paweł Wroński

Szmat historii we wspaniałym otoczeniu świętokrzyskiej przyrody, a więc – jako cel turystyczny – marzenie, choć w gwarze, jaki w naturalny sposób czynią tłumy dzieci w szczycie zielonoszkolnego sezonu, kontemplować tego miejsca nie sposób.

Zmumifikowane zwłoki księcia Jeremiego Wiśniowieckiego w kościelnej krypcie, fot. Paweł Wroński

Jedną z klasztornych atrakcji jest bez wątpienia mumia księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. Zwłoki pochowanego tu, rozsławionego piórem Sienkiewicza, a skrytykowanego w znanej pieśni Kaczmarskiego, ruskiego wojewody zachowały się doskonale w zmumifikowanej postaci.

Gołoborze na północnym stoku Łyśca, fot. Paweł Wroński

Szlaki Łysogór wiodą wśród lasów do atrakcji geologicznej jaką są gołoborza.

Na czerwonym szlaku z Trzcianki (osada należy do Nowej Słupi), fot. Paweł Wroński

A także do atrakcji historycznych, takich jak muzeum archeologiczne w Nowej Słupi, gdzie realia życia naszych przodków poznaje się uczestnicząc w pokazach i zabawach inspirowanych odkryciami archeologicznymi.

W muzeum archeologicznym w Nowej Słupi, fot. Paweł Wroński

A wszystko to na terenach Świętokrzyskiego Parku Narodowego, w sercu Rzeczypospolitej (www.swietokrzyskipn.org.pl).

Reklamy

Bobry dla wtajemniczonych

Wyznakowany czerwono główny szlak turystyczny w Górach Świętokrzyskich z należącej do Nowej Słupi Trzcianki biegnie do Łagowa przez Kobylą Górę.

Kobyla Góra, sama w sobie nie jest zbyt ciekawa, ale u jej północnych podnóży, przez Trzciankę właśnie, toczy wody niewielki potok. Jego dolinkę bobry zagospodarowały we właściwy sobie sposób, zamieniając w rozlewisko.

Pościnane zębami tych intrygujących budowniczych pnie, zalegają przede wszystkim obrzeża rozlewiska. Zwierzęta ściągają je później, tworząc tamy by zmienić bieg potoku. Po środku zalanego wodą terenu wznoszą bezpieczne schronienia – żeremia.

Bobry są znakomitymi drwalami, bo chociaż najchętniej ścinają osiki i wierzby, to jednak swoimi ostrymi zębami potrafią także ściąć tak twarde drzewa jak dęby czy graby. Układają je przy tym w pożądanym miejscu, z zadziwiającą precyzją.

Żeby trafić w opisany rejon, wystarczy odejść od czerwonego szlaku jakieś 500 m na zachód. Wzdłuż południowego obrzeża rozlewisk biegnie wyraźna ścieżka, z której wygodnie podziwia się cały teren. Żeby zaś dostać się na należące do Trzcianki łąki, wystarczy przejść potok kładką przerzuconą przezeń poniżej bobrowych tam.

Bobry do Świętokrzyskiego Parku Narodowego sprowadzono w 1989 roku. Zaadaptowały się doskonale w dorzeczu Pokrzywianki, na Czarnej Wodzie (www.swietokrzyskipn.org.pl). Opisywany rejon leży wprawdzie poza granicami parku, ale potok pod Kobylą Górą (391 m), o którym mowa – jeden ze źródłowych cieków Słupianki, należy także do dorzecza Pokrzywianki.

Populację bobrów w województwie świętokrzyskim szacuje się dziś na około 5 tysięcy osobników. Przeciwnicy ich ochrony utrzymują, że zwierzęta wycinają sady, a podcinane przez nie drzewa potrafią upaść na linie energetyczne. Zwolennicy z konserwatorem przyrody na czele podkreślają, że nad ewentualnymi stratami górują korzyści. Działalność bobrów ma bowiem wyjątkowe znaczenie dla cyrkulacji i retencji wody, a ich obecność wpływa mocno na różnicowanie się środowiska biologicznego.

Jak to z tetrapodem było

Ślady tetrapoda – praprzodka stworzeń lądowych, odkryte w pierwszej dekadzie naszego stulecia w kamieniołomie na Zachełmiu w Górach Świętokrzyskich, spowodowały rewolucję w poglądach paleontologów na historię życia gatunków lądowych na Ziemi.

Dzieje istot lądowych wydłużyły się o blisko 20 milionów lat, trzeba było opracować nowy scenariusz wydarzeń u zarania ich życia na Ziemi, zaś nieznanym wcześniej nikomu Zagnańskiem zaczęli się interesować paleontologowie z całego świata.

Zagłębienia na warstwie dolomitowych skał w kamieniołomie na Zachełmiu w Zagnańsku to właśnie ślady fascynującego stworzenia, nazwanego przez uczonych z grecka tetrapodem, czyli na czterech łapach, fot. Paweł Wroński

Jak wyglądał rzeczony tetrapod nie do końca wiadomo. Pozostaje więc szerokie pole dla wyobraźni, nie tylko uczonych. Z postawionego przed uczennicami V klasy szkoły podstawowej zadania, by tetrapoda przedstawić, dziewczęta wywiązały się… śpiewająco.

W portalu www.evolution.berkeley.edu, w artykule poświęconym tetrapodowi autorzy wyjaśniają zależności między współczesnymi zwierzętami lądowymi, a mieszkańcami prehistorycznych wód. Na zamieszczonym drzewie genealogicznym człowieka widać wyraźnie, że tetrapod stanowi ogniwo pośrednie między stworzeniami zamieszkującymi praocean, a lądowymi.

Wykonując zadania, bawiły się uczennice V klasy szkoły podstawowej. „Festiwal” był punktem programu zielonej szkoły. No bo jak inaczej aniżeli poprzez zabawę, przekazać 11-latkom trochę wiedzy z paleontologii?!

Na marginesie! Kwaterowaliśmy w przyjemnym pensjonacie Agroturystyka „Przy Szlaku” w Trzciance (www.agroprzyszlaku.pl). Polecamy!

Tetrapod (tetrapod Ichthyostega)
Najstarsze czworonożne zwierzę na świecie, które wyszło na ląd, przystosowane jeszcze do oddychania w wodzie. Prawdopodobnie nie było podobne do żadnej znanej dzisiaj istoty. Charakteryzowało się bowiem cechami pośrednimi między rybą, a płazem. Miało cztery kończyny kroczne zakończone 7 lub 8 palcami, a ciało pokryte rybią łuską.

Niewiarygodne, bo sprzed 395 milionów lat, a jednak prawdziwe ! Fot. Paweł Wroński

Odkrycie stało się głośne po opublikowaniu artykułu na temat śladów w Zachełmiu na łamach magazynu „Nature” w styczniu 2010 roku (www.tetrapod.net.pl).

Toruń – warownia spod wysypiska

W 1454 roku mieszczanie toruńscy rozebrali górujący przez dwa stulecia nad ich grodem zamek krzyżacki. Nie tknęli tylko wieży latrynowej, odór z której – być może – był tak inspirujący, że posesję całą przeznaczyli… na wysypisko śmieci.

Nawet dziś można w Toruniu spotkać Krzyżaka. Problem jedynie w tym, czy prawdziwego? Fot.: Paweł Wroński

Wyniki prac archeologicznych prowadzonych na zamku na przełomie XX i XXI w., zainspirowały z kolei budowniczego-amatora do stworzenia makiety średniowiecznej toruńskiej fortalicji. Powstało arcydzieło sztuki modelarskiej, wykonane z ponad 100 tysięcy ręcznie przygotowanych miniaturowych cegieł i profili, dachówek odlewanych z koloryzowanego wodo- i żaroodpornego betonu oraz z kamieni.

Makieta zamku ustawiona w jego podziemiach jest teraz jedną z kluczowych muzealnych atrakcji. Dzieci fascynuje taka precyzyjna, „klockowa” rekonstrukcja. Fot.: Paweł Wroński

Imponująca makieta prezentuje jedynie hipotetyczny wygląd zamku, nie zachowały się bowiem żadne wiarygodne informacje na temat ilości kondygnacji, czy wysokości wieży, zwanej w średniowieczu z niemiecka Bergfried – wieżą ostatniej obrony.

Tak mógł wyglądać toruński zamek, makieta wykonana przez małżeństwo Firynów ze Świecia, fot. Paweł Wroński

Makietę toruńskiego zamku, ojcowie miasta kupili przed kilku laty za kwotę 7 tys. zł. W parku w Chełmnie można obejrzeć miniatury innych krzyżackich twierdz, m.in. z Malborka, Grudziądza, Radzynia Chełmińskiego, Rogóźna, czy Kurzętnika.


Zamek w Toruniu: www.ckzamek.torun.pl
Zenon Firyn ze Świecia z żoną Bernardettą, tworzą modele zamków w skali 1:30. Zamkowe umieszczają w Parku Miniatur w Chełmnie, założonym pod egidą Stowarzyszenia na rzecz Ochrony i Promocji Dziedzictwa Kulturowego Ziemi Chełmińskiej „Sclavinia” (www.miniatury-zamkow.pl).

Pierniki po mistrzowsku lukrowane

Piernik jest jednym z kluczowych toruńskich symboli, a jego wykonywanie żelaznym punktem w programach wycieczek, zwłaszcza szkolnych.

Żywe Muzeum Piernika w Toruniu, zdobienie pierników, fot. Paweł Wroński

W Żywym Muzeum Piernika istnieje jeszcze jedna, rzadziej chyba wykorzystywana możliwość – ozdobienia pierników lukrem. Wedle wskazówek profesjonalistki, ale samodzielnie. Dzieciaki z II klasy szkoły podstawowej świetnie się przy tym bawiły. Za 5 zł od głowy.

Poniżej – mistrzowskie zdobienie pierników.

A tutaj – nieco bardziej spontaniczne, ale z niewątpliwym zaangażowaniem.

Pierniki był niegdyś niezwykle kosztownym wypiekiem. Używano bowiem do nich drogocennych, przywożonych z odległych krain przypraw, nadawano zachwycające kształty i kunsztownie dekorowano, a nawet pozłacano. Bywały więc iście królewskim podarunkiem, a zajmujący się ich wyrobem rzemieślnicy zazdrośnie strzegli receptur, nie mówiąc już o… cechowych przywilejach. Toruńskie pierniki szczycą się 700-letnią tradycją. Obyczaj wręczania ich jako okolicznościowych prezentów jest także kultywowany. Rekordowy piernik sprezentowano w 1778 roku carycy Katarzynie. Był gruby na 30 cm i miał 2 m długości. W czasach współczesnych, w nawiązaniu do dzieła Mikołaja Kopernika, delegacja toruńskich piernikarzy zawiozła Janowi Pawłowi II, piernik udekorowany układem heliocentrycznym.

Pieprz i miód – podstawa piernikowych recept, fot. Paweł Wroński

Nazwa piernik wywodzi się od staropolskiego słowa pierny czyli pieprzny, ostry (wszystko o piernikach i ich dziejach: www.torun.plwww.turystyka.torun.pl oraz na stronach zakładów cukierniczych Kopernik S.A., pod których auspicjami działa Muzeum Toruńskiego Piernika; www.kopernik.com.pl).

Magnesy z motywami toruńskimi w piernikowej konwencji są nader popularną pamiątką z miasta, fot. Paweł Wroński

Żywe Muzeum Piernika (Toruń, ul. Rabiańska 9): www.muzeumpiernika.pl