Alfons Karny w ogrodzie rzeźb

W radziejowickim ogrodzie rzeźb znajduje się grupa kamiennych portretów słynnych artystów, m.in.: Ernesta Hemingwaya, Henri’ego de Toulouse-Lautreca, Mieczysława Karłowicza. Są dziełem Alfonsa Karnego (1901-1989).

Większość z nich spogląda w kierunku XIX-wiecznego dworu modrzewiowego, niegdyś siedziby administratora majątku. Choć to tylko głowy i do tego wykute z kamienia, tchną życiem, uchwycone w charakterystycznych dla temperamentu owych historycznych postaci grymasach. „W sztuce nie uznaję ani walorów, ani mody nowoczesności, ani sensacji – uznaję wartości wieczne, tkwiące w istocie bytu duchowego. Rzeźba dla mnie ma być symbolem nieznanych, ukrytych w nas wartości psychicznych i ma być zagadką samą w sobie, bez tematu. (…) Szukam odwiecznego spokoju i odwiecznej radości estetycznej w ładnej, miękkiej linii, harmonijnej, cichej, a jednocześnie tytanicznej, bez odrobiny dramatu, rozterki, bólu, niewiary” – tak Alfons Karny ujął przyświecającą mu artystyczną dewizę – w ankiecie rozpisanej przez „Głos Plastyków” w 1937 roku (cytat za: P. Szubert, ASP w Warszawie, 2003:  www.culture.pl). Do końca życia pozostał wierny sformułowanym wówczas ideałom, również w okresie socrealizmu. W PRL uznano jednak, że jego stylistyka doskonale wpisuje się w oficjalny nurt sztuki i władze zaczęły go rozpieszczać – nagradzać i zasypywać zleceniami. Biografia Karnego jest doskonałą ilustracją słów innego wybitnego artysty, Józefa Wilkonia: „Komuna to, rzecz jasna, była klęska boża, ale jedno należy jej oddać. Nie wiem na czym to polega, ale były to czasy wielkiego urodzaju. Egzystował teatr: Grotowski, Kantor. Powstawały światowe dzieła muzyczne. Był plakat. Mówiło się o polskiej szkole ilustracji. (…) Może troszczyli się o kulturę z wyrachowania, albo przez snobizm, albo przez kompleksy. No ale się troszczyli. A że komunę szlag trafił i chwała Bogu, to inna sprawa.” (cytat z wywiadu udzielonego G. Michalikowi, 2016: www.palacradziejowice.pl).

Portrety słynnych pisarzy dłuta Alfonsa Karnego w radziejowickim ogrodzie rzeźb, fot. Paweł Wroński

Radziejowicka galeria plenerowa obrazuje tylko wycinek dorobku artysty. Gros jego prac znajduje się bowiem w rodzinnym mieście – Białymstoku. Zgromadzono je w zamienionej w Muzeum Rzeźby Alfonsa Karnego, drewnianej willi przy ulicy Świętojańskiej (www.muzeum.bialystok.pl). Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku poświęciło mu w 1995 roku monografię „Karny” pióra Andrzeja Kisielewskiego (www.rzezba-oronsko.pl).


Alfons Karny i jego rzeźby w Radziejowicach: www.palacradziejowice.pl
Życie i twórczość rzeźbiarza: www.culture.pl

Reklamy

Romantycznie nad Pisią-Gągoliną

Pisia to niewielka mazowiecka rzeczka. Liczy około 58 km długości, jej źródła tryskają na Wysoczyźnie Rawskiej pod Mszczonowem, wpada do Bzury w rejonie Sochaczewa.

Powstaje z połączenia dwóch cieków: Pisi-Gągoliny oraz Pisi-Tucznej. Czerpią z niej zakłady przemysłowe w Żyrardowie, i jest niestety głównym odbiornikiem miejskich ścieków. Wzdłuż jej biegu wybudowano liczne zbiorniki, z których największe to stawy w Grzegorzewicach i Radziejowicach, Zalew Hamernia oraz Żyrardowski.

Stawy radziejowickie znajdują się w otoczeniu pałacowym i są ozdobą rozległego parku. Pisia Gągolina toczy swe wody obok. Teraz ta okolica jest oazą przyrody i sztuki, sceną Letniego Festiwalu im. Jerzego Waldorffa, który w 2018 roku miał swoją jubileuszową, X. edycję oraz plenerowej galeria rzeźb i instalacji (m.in. to właśnie tutaj znalazło swoje stałe miejsce słynne dzieło Józefa Wilkonia – „Arka”).

A że sztukę najlepiej konsumować nie o pustym brzuchu, dla zwiedzających otwiera swe podwoje restauracja-kawiarnia mieszcząca się w pałacu – „Jadalnia”. Serwują w niej pyszne rzeczy, a ceny mają naprawdę ujmujące. Polecam, smacznego!

Przez Bramę Wilkonia z Bułecką

Ta ekspresyjna instalacja jest dziełem Józefa Wilkonia. Oficjalnie nosi nazwę Bramy Teatru Narodowego, ale autor mówi o niej krócej – Brama Sztuki. Instalacja znajduje się w Radziejowicach, w przypałacowym parku przy stawach nad Pisią-Gągoliną.

Radziejowice – Brama Teatru Narodowego autorstwa Józefa Wilkonia, fot. Paweł Wroński

Wieczorową porą, oświetlona reflektorami Brama wygląda niesamowicie, zwłaszcza jej skrzydła, przywodzące na myśl skojarzenia z herbowym polskim orłem i dokonaniami husarii, odnoszącej niegdyś zwycięstwa na bitewnych polach Europy.

Radziejowice – Brama Teatru Narodowego autorstwa Józefa Wilkonia, fot. Paweł Wroński

Dla mnie, instalacja stała się także kapitalnym tłem dla utworu „Kac” jaki Sebastian Karpiel-Bułecka wykonał z muzykami z zespołów „Zakopower” i „Atom String Quartet”, 7 lipca 2018 roku, podczas finałowego koncertu X. Letniego Festiwalu im. J. Waldorffa.

Tak, w wywiadzie udzielonym w 2016 roku z okazji przenoszenia z Zachęty do Radziejowic „Arki”, Józef Wilkoń wspomina wykonanie tej szczególnej instalacji: „[Bogumił Mrówczyński, dyr. Domu Pracy Twórczej w Radziejowicach] odezwał się do mnie i oznajmił, że w jakichś swoich zakamarkach przechował starą bramę z Teatru Narodowego. Nie pozwolił jej oddać na złom. Wymyśliliśmy, że zrobimy uskrzydloną bramę w parku przy stawach. Narysowaliśmy, zaprojektowaliśmy, znaleźliśmy kowala, który wykuł skrzydła i brama do dzisiaj dobrze się sprawuje.


Pełna treść wspomnianego wywiadu z Wilkoniem w portalu Pałacu w Radziejowicachwww.palacradziejowice.pl


Słowa utworu „Kac”

Fto nimioł kaca
nie wie co to smutek
kie kufa drewniano
łocka ropom skute

Kie koty łupiom raciami o blachy
a wróble w bybny bijom
i dziurawiom dachy

Suchość w cłowieku
od krztonia do dusy
a bolom cie pazdury i kudły i usy

Moze i som jest tacy co kaca nimieli
ale cos łoni w zyciu culi
cos łoni widzieli?

Moze i som jest tacy co kaca nimieli
ale cos łoni w zyciu culi
cos oni widzieli?


Bestiarium Józefa Wilkonia

„Arka” Józefa Wilkonia stoi w Radziejowicach między stawami. Z jej okienek wystają głowy małych i wielkich zwierząt ciosanych z kloców drewna, łączonych gwoździami. Fascynujące dzieło, ponieważ każde stworzenie wygląda jak żywe!

To właśnie sprawia owa „wilkoniowatość”, którą wskazują znawcy i wielbiciele talentu artysty, podkreślając niepowtarzalność jego stylu. Niebywałe, że kilkoma zaledwie uderzeniami siekiery, czy ruchami piły, Wilkoniowi udaje się tchnąć życie w kloc drewna, wydobywając z niego naturę konkretnego stworzenia. Ze względu na nie krępujące ruchów połączenia, mam ochotę nazwać jego zwierzęta kukłami. A tak są dynamiczne, że nie zdziwiłbym się gdyby któregoś dnia wyruszyły w drogę, do sobie tylko znanego celu.

„Arka” Józefa Wilkonia – między stawami w radziejowickim parku, fot. Paweł Wroński

Józef Wilkoń uwielbia przyrodę, bo choć tworzywem jego prac jest drewno, czyli – jak sam mówi – martwe drzewo, niczego nie ceni bardziej, aniżeli drzewa żywe. Propozycję przeniesienia „Arki” z Zachęty do radziejowickiego parku przyjął więc z radością.  „Została tam osadzona na fundamentach, w warunkach – moim zdaniem – dla niej idealnych; nigdzie jej tak nie będzie do twarzy, jak między tymi dwoma stawami” – komentował to wydarzenie Wilkoń, dodając z nieukrywanym zachwytem, że „ładnie się ta Arka na deszczu i w słońcu starzeje”. Podkreślił też wówczas, że cieszy go sąsiedztwo „Arki” oraz obrazów pędzla Józefa Chełmońskiego, wyeksponowanych w pałacowych wnętrzach. Jego pracami zachwycał się bowiem od dziecka. Oglądał je w Sukiennicach na wystawach i w rodzinnym domu, gdyż ojciec z upodobaniem malował kopie i gromadził reprodukcje Chełmońskiego.

 

Józef Wilkoń przygotował „Arkę” na wystawę w Zachęcie (miała miejsce na przełomie 2006 i 2007 roku). Tam „Arka” była tylko fasadą przyklejoną do ściany, symbolizującą przymierze człowieka z naturą. Dekadę później, w związku z przenosinami do Radziejowic, artysta dorobił część drugą. Swoje dzieło określa mianem „bestiarium z drewna i blachy”. Ale „Arka” jest przesłaniem, wołaniem o  szacunek i miłość do przyrody. Oby zaraziła tymi uczuciami oglądających – to niezwykle istotne, zwłaszcza teraz, gdy w Polsce nasila się tendencja do wyniszczania środowiska.

 


Życie i twórczość Józefa Wilkonia: www.culture.pl
„Arka” Fundacja im. Józefa Wilkonia: www.fundacjawilkonia.pl
10 lat „Arki” – z Zachęty między radziejowickie stawy: www.palacradziejowice.pl

Radziejowice, czyli piknik z Bułecką

Dom Pracy Twórczej w Radziejowicach był za PRL-u dostępny dla wybranych. W nowych czasach otworzył podwoje dla wszystkich złaknionych obcowania z różnymi gatunkami sztuki.

W parku przypałacowym w Radziejowicach, fot. Paweł Wroński

Niemała w tym zasługa Jerzego Waldorffa, wielkiego rzecznika prezentowania tutejszych wydarzeń szerokiej publiczności. Dla uczczenia wkładu  tego wybitnego pisarza, publicysty i krytyka muzycznego w promocję oraz popularyzację narodowej kultury, doroczny letni festiwal w Radziejowicach jemu zadedykowano.

Pałac w Radziejowicach od strony ogrodu, otoczony rzeźbami z Orońska (czasowo – latem 2018), fot. Paweł Wroński

Ozdobą Radziejowic jest otoczony rozległym parkiem pałac w jaki w XIX wieku Krasińscy przekształcili gotycki zamek należący dawniej do Radziejowskich. Na stronach rezydencji czytamy: „Ambicją Krasińskich było stworzenie w Radziejowicach intelektualnego i kulturalnego salonu Warszawy. Stałymi bywalcami byli m.in.: Narcyza Żmichowska, Wiktor Gomulicki, Wojciech i Juliusz Kossakowie, Lucjan Rydel, Jarosław Iwaszkiewicz, Henryk Sienkiewicz, Józef Chełmoński. W 1928 roku w radziejowickim majątku kręcono pierwszą filmową adaptację Pana Tadeusza”. Festiwal i towarzyszące mu wydarzenia nawiązują do kulturalnej misji podjętej przez dawnych właścicieli. Poniższy utwór „Niecoś” nagrałem właśnie tam, 7 lipca 2018, podczas finałowego koncertu X. edycji festiwalu (wykonanie: Sebastian Karpiel-Bułecka, „Zakopower” i „Atom String Quartet”).

Jubileuszowej (X) edycji Letniego Festiwalu im. Jerzego Waldorffa towarzyszyły wystawy malarstwa (m.in. obrazów pędzla Józefa Chełmońskiego) oraz rzeźby (liczne eksponaty udostępniło Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku).

„Pod karczmą” – braz pędzla Józefa Chełmońskiego w radziejowickiej galerii, fot. Paweł Wroński

 

Rozmowa z Henri Toulouse-Lautrec’iem autorstwa Alfonsa Karnego w Radziejowicach (dzieło artysty pochodzi z kolekcji Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku – tutaj jest więc „na gościnnych występach”), fot. Paweł Wroński

„NIECOŚ” z płyty „Drugie Pół”

zliczone nasze ciche dni
wyśnione niespełnione sny
nieśmieszny kawał czasu
przewrotny dowcip losu
zmienia wszystko w kurz
zmienia wszystko w pył

rzecz, którą chciałbyś wziąć do rąk
piękna, lecz krucha jest jak szkło
na twoich oczach niemal
jest i zaraz jej nie ma
jak na piasku ślad
jak na wodzie krąg

a jednak wiemy
jest coś na ziemi
czego nie porwie wiatr
co będzie wiecznie trwać
my dwoje wiemy
bywa na ziemi
i nie rdzewieje miłość
stara jak świat

choć myślisz nieraz, że coś masz
to tylko taki dziwny żart
coś niecoś ludzie klecą
zostanie raczej niecoś
kilka starych zdjęć
może czyjaś łza

a jednak wiemy
jest coś na ziemi…

Stałą ozdobą radziejowickiego parku jest „Arka” – fascynujące dzieło Józefa Wilkonia (notabene, artysta zaprojektował też plakat tegorocznego festiwalu), fot. Paweł Wroński

Pałac w Radziejowicach: www.palacradziejowice.pl
Zakopowerwww.zakopower.pl
Atom String Quartetwww.atomstringquartet.com

Józef Chełmoński w Radziejowicach

Józef Chełmoński był częstym gościem pałacu w Radziejowicach, zwłaszcza po 1887 roku, gdy  zamieszkał w pobliskiej Kuklówce, gdzie spędził 25 ostatnich lat życia.

Przyjaźnił się z Edwardem Krasińskim, właścicielem radziejowickiego majątku, a genius locci rozległego przypałacowego parku uwiecznił pędzlem u schyłku XIX stulecia. Gospodarz tak go opisał w książce zatytułowanej ‘O Radziejowicach i ich gościach niektórych’: „Józef Chełmoński był mistykiem w sztuce, którą żywiołowo odczuwał wszelkimi instynktami swego bogatego zrozumienia i spostrzegawczości. Naturę kochał, wypatrywał ją i chwytał na gorącym uczynku, spijając tajemnice jej czaru, jak rosę niebieską, wdychał pełną piersią jej boskie zapachy, wchłaniał w duszę jej kształty barwy, jej ciszę lub niepokój”.

Otwierając w roku 2012 galerię jego malarstwa w pałacowych wnętrzach, nawiązano do tamtych czasów. Zgromadzone płótna, fotografie i osobiste pamiątki tworzą dziś największą w Polsce kolekcję poświęconą pamięci wybitnego malarza. Nie ma w niej wprawdzie powszechniego znanego „Babiego lata”, ale są liczne dzieła, nierzadko nigdzie wcześniej nie wystawiane.

 

Józef Chełmoński (1849-1914) był jednym z najwybitniejszych reprezentantów nurtu określanego w malarstwie mianem ‘polskiego realizmu’.

 

 

Tworzące radziejowicką galerię obrazy pędzla Józefa Chełmońskiego pozyskano z kolekcji Muzeum Narodowego oraz od prywatnych kolekcjonerów. Część prac nigdy wcześniej nie była pokazywana publicznie.

 

Reprezentacyjna klatka schodowa radziejowickiego pałacu, fot. Paweł Wroński

Józef Chełmoński w Radziejowicachwww.palacradziejowice.pl

Kuklówka Radziejowicka leży około 5 km na południowy zachód od Radziejowic, nad Pisią Tuczną. Tam, w głębi parceli, przy drodze/ulicy  Józefa Chełmońskiego, pod nr 36 znajduje się dom, w którym malarz mieszkał przez 25 lat (nazywa się go szumnie ‘dworem Chełmońskiego’).

Jakuba Kubickiego ozdoba Nadarzyna

Wszyscy bez mała znamy Belweder, a przynajmniej o nim słyszeliśmy, wielu z nas odwiedza Arkady Kubickiego, ciągnące się u stóp skarpy Wiślanej pod Zamkiem Królewskim w Warszawie. Jakub Kubicki stworzył jednak w Polsce więcej budowli. Wytrzymały próbę czasu i wciąż cieszą oczy klasycystyczną architekturą, tak jak kościół św. Klemensa w niezbyt odległym od stolicy Nadarzynie.

Twórczość Jakuba Kubickiego (1758-1833) przypadła na epokę klasycyzmu, zaś z historycznej perspektywy – na tragiczny przełom w dziejach Polski, dumnego, acz słabego, bo anachronicznego, żeby nie powiedzieć zacofanego królestwa, które za życia architekta zniknęło na 123 lata z map Europy.

Kościół św. Klemensa w Nadarzynie (1806), projektu Jakuba Kubickiego, fot. Paweł Wroński

Dzieła Kubickiego dość łatwo rozpoznać. Lubił bowiem boniowane elewacje i kolumnady. Kanelowane od 1/3 wysokości kolumny portyków, zarówno budowli sakralnych, jak rezydencjonalnych, stały się jego wizytówką. Był utalentowany, a jego kunszt doceniono. Praktykował pod okiem wybitnych architektów – Dominika Merliniego i Szymona Bogumiła Zuga, a sam król Stanisław August Poniatowski ufundował mu 3-letnie włoskie stypendium, by pod niebem słonecznej Italii młodzieniec mógł zgłębiać tajniki fachu architekta. Kubicki pokładanych w nim nadziei nie zawiódł, czego dowodem fakt, że za zasługi (podobnie zresztą jak brat, Maciej), został nobilitowany i otrzymał w 1790 roku z rąk Stanisława Augusta Poniatowskiego herb ‘kolumna skrzydlata’.

W nadarzyńskim kościele znajdziemy charakterystyczne dla twórczości Kubickiego elementy, a wnętrze zaprojektowanej przezeń świątyni zachwyci przynajmniej tych z nas, którzy gustują w wyrafinowanej, salonowej prostocie. Warto może także pamiętać, że pobliski skromny budynek dawnego zajazdu jest także dziełem architekta.

Kościół w Nadarzynie powstał w 1806 roku, a więc w czasach gdy nadzieja dla Polaków znowu zaświtała, bo na zachodnim horyzoncie rozbłysła gwiazda Napoleona. Zaangażowany niegdyś w wydarzenia Insurekcji Kościuszkowskiej architekt, czynił w swej twórczości ukłon w stronę cesarza Francuzów, hołdując stylowi empirowemu, co także w Nadarzynie widać wyraźnie, zwłaszcza we wnętrzu kościoła.


Najważniejsze, zachowane dzieła Jakuba Kubickiego

  • Pałac Badenich w Bejscach z 1802
  • Pałac w Pławowicach z 1804–1805
  • Przebudowa budynku Jezuitów na liceum Krzemienieckie (1805)
  • Kościół pw. św. Klemensa i zajazd w Nadarzynie (1806)
  • Warszawskie rogatki miejskie (1816-1818; Mokotowskie, Grochowskie, Marymonckie, Wolskie, Jerozolimskie, Golędzinowskie, Powązkowskie i Belwederskie)
  • plac Zamkowy w Warszawie (1818–1821)
  • Arkady Kubickiego na Zamku Królewskim w Warszawie (1819–21)
  • Kościół w Mokobodach (przypuszczalnie jego bardziej okazałą wersją był projekt Świątyni Opatrzności Bożej)
  • Pałac w Białaczowie (ok. 1797)
  • Ratusz w Płocku (1827)
  • Płockie Rogatki Miejskie (1816–1818, 1825): Warszawskie, Dobrzyńskie i Płońskie.
  • Bramy triumfalne na placu Trzech Krzyży w Warszawie (1809, 1815)
  • Pałac w Radziejowicach (przebudowa z przełomu XVIII i XIX wieku)
  • Kościół w Radziejowicach (1820)

Ciekawy przyczynek do biografii architekta: www.instytut-genealogii.com.pl

„Barokowy pałac” przy Kaleńskiej

Architektoniczny kicz – pałac z dumnie wyeksponowaną datą 1796 i gipsowymi popiersiami na elewacji. Mimo stylizacji i daty nie jest to jednak szacowny zabytek.

Projektanta, architekta Krzysztofa Wolskiego zainspirowały plany barokowego pałacu, jednak nieporadne wykonanie dekoracyjnych szczegółów zdradza imitację. Budynek powstał w pierwszej dekadzie naszego stulecia.

Kaleńska 8,Instytut Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy Sp. z o.o., fot. Paweł Wroński

Kaleńska jest przecznicą ulicy Grochowskiej o przebiegu południkowym. Niegdyś nosiłą nazwę: Bzurska. Przemianowano ją w 1920 roku, oddając fakt, że gros mieszkańców stanowili ludzie ze wsi Kaleń, przybyli na Pragę w poszukiwaniu pracy. Autentyczna zabudowa związana była więc z rozwijającym się tu do II wojny światowej przemysłem.

Okoliczne zakłady produkowały głównie galanterię metalową, choć były również fabryki o odmiennych profilach. Największe pośród nich – Strażackie Zakłady Przemysłowe, produkujące urządzenia gaśnicze, założono w 1925 roku pod numerem 3. Teraz, w zmodernizowanym budynku znalazły siedzibę szkoły policealne. Również w 1925 roku, spółka Lechistan-Hartmudt otworzyła przy Kaleńskiej fabrykę ołówków. Pod numerem 1, przy skrzyżowaniu z Grochowską. Ten budynek już nie istnieje.

Ciekawostką stało się specyficzne, architektoniczne zróżnicowanie stron ulicy Kaleńskiej. Pod numerami nieparzystymi, a więc od zachodu wznosiły się zakłady, a pod parzystymi po wschodniej – domy mieszkalne, początkowo ceglane, budowane z materiału pozyskanego z rozbiórki carskiego fortu Grochów (gruz wykorzystano ostatecznie w 1934 roku, gdy wylewano fundamenty kościoła-pomnika przy Placu Piotra Szembeka). Jeden dom z tamtych czasów, z charakterystycznym mansardowym dachem jeszcze się zachował pod numerem 12. Jest wprawdzie w kiepskim stanie, ale patrząc na niego łatwiej sobie wyobrazić jak wyglądała cała okolica w dwudziestoleciu międzywojennym – w czasach przemysłowej prosperity Grochowa.

Od przynajmniej dwóch dekad stara zabudowa ustępuje na Pradze nowej wielorodzinnej mieszkaniówce i bardziej wyrafinowanym, kameralnym plombom. Oblicze dzielnicy się szybko zmienia, mimo to „pałac” pod numerem 8 wciśnięty w post-robotniczą, raczej skromną zabudowę kwartału, pasuje jak przysłowiowa pięść do nosa. Niemniej jednak, zainteresowanie budzi (moje przynajmniej wzbudził). Być może wzbudza też respekt obietnicą solidności. Ten aspekt zdaje się wykorzystywać zajmująca budynek firma doradztwa podatkowego – Instytut Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy Sp. z o.o., której szyld umieszczony na mosiężnej tablicy przy drzwiach ujętych portalem w kolumnowym ganku, przyciąga wzrok szacownym designem. W branży, firma cieszy się sporym uznaniem, a swoim doświadczeniem dzieli się z publicznością, wydając od niemal dwóch dekad „Biuletyn Instytutu Studiów Podatkowych Doradztwo Podatkowe”, jedno z nielicznych na polskim rynku profesjonalnych czasopism z zakresu podatków i prawa podatkowego, publikujące autorskie opinie w zakresie kontrowersyjnych zagadnień podatkowych oraz obowiązujące akty prawne (www.isp-modzelewski.pl).


Więcej o przemyśle na Grochowie i dziejach ulicy Kaleńskiej w bloguwwwgrochowmiejscazapomniane.wordpress.com

Suliko – z Gruzji przez ZSRR w świat

„Suliko” to piosenka o miłości spod Kaukazu, której słowa napisał Akaki Cereteli, wybitny poeta, prozaik i publicysta gruziński przełomu XIX i XX stulecia. Muzykę skomponowała Warienka Cereteli (Варвара Спиридоновна Мачавариани).

Piosenkę w interpretacji Tamary Lordkipanidze nagrałem podczas Dnia kulturalnego Gruzji, zorganizowanego przez Centrum Międzykulturowe, 6 czerwca 2018, w siedzibie instytucji, przy Pl. Hallera w Warszawie (formalnie: Jagiellońska 54). www.centrumwielokulturowe.waw.pl


 

Akaki Cereteli (1912), fot. www.burusi.wordpress.com

Akaki Cereteli (1840-1915) pochodził ze starego arystokratycznego rodu gruzińskiego. Gruntownie wykształcony, postępowy intelektualista stanął na czele niepodległościowego ruchu, dążącego do wyzwolenia Gruzji spod kurateli carskiej Rosji.

Jako poeta i pisarz, pozostawił po sobie szereg pism patriotycznych, lirycznych, satyrycznych, humorystycznych. Jednak to rozsławiony pieśnią wiersz „Suliko”, sprawił, że o nazwisku Akakiego Ceretelego usłyszano daleko poza granicami niewielkiego kaukaskiego kraju.

Nie od razu jednak, bo jak na ironię, o popularności piosenki zdecydowano w czasach radzieckich, gdy Gruzja nie była już wprawdzie carską gubernią, ale nadal – jako republika radziecka – nie była wolna. Tak się złożyło, że ta romantyczna piosenka uwiodła samego Stalina. Może z sentymentu do ojczyzny, a może dlatego, że poruszała w jego duszy jakieś głęboko skrywane, delikatne struny. Żeby zaskarbić sobie przychylność ojca narodu, „Suliko” włączały do repertuaru kolejne radzieckie chóry, w tym słynny Chór Aleksandrowa, założony u schyłku lat 20. XX wieku. Dzięki ich koncertom – w krajach socjalistycznych, a po śmierci sowieckiego dyktatora, również poza granicami bloku – pieśń poznał cały świat.

Potem przyszedł czas na przeróbki i modyfikacje konwencji, ale także na tłumaczenia tekstu. Najpopularniejsze polskie słowa napisali Aleksander Rymkiewicz * i Wanda Sieradzka **, a wśród wielu wykonań, największym bodaj powodzeniem cieszyła się po wojnie interpretacja Chóru Czejanda do słów Rymkiewicza, potem zaś Sławy Przybylskiej do słów Sieradzkiej. Piosenkę do swojego repertuaru włączyła Eleni, chętnie wykonują ją piosenkarki i zespoły nurtu disco polo.

Suliko to imię dziewczyny, a jednocześnie… ‘dusza’ po gruzińsku.

Okładka płyty wydanej przez Muzę, na której „Suliko” wykonuje Chór Czejanda przy akompaniamencie Czesława Aniołkiewicza (fortepian), do słów Aleksandra Rymkiewicza (fot. z portalu www.staremelodie.pl)

* Suliko (słowa Aleksandra Rymkiewicza)

Chciałem znaleźć mej miłej grób,
Smutek co dzień me serce gniótł.
Wiosną młode serca bez miłości schną,
Gdzie ty jesteś, mów, Suliko?

W bujnym lesie kwiat róży drży,
Na jej płatkach lśnią rosy łzy.
Czy to ty tak pięknie wznosisz głowę swą,
Kwitnąc z dala stąd, Suliko?

Nad kochaną swą różą dziś
Słowik w gąszczu zgiął młody liść.
Zapytałem tak, jak wzdycha wody dno:
Czy to jesteś ty, Suliko?

Dziobkiem przywarł do listków drzew,
W ciszy lasu w krąg zabrzmiał śpiew
I dzwoniła pieśń słowika aż do dnia,
Jakby mówił mi: tak, to ja.

Słowa za: www.staremelodie.pl
Piosenka w wykonaniu Chóru Czejandawww.youtube.com


** Suliko (słowa Wandy Sieradzkiej)

Gdzie rozkwita kwiat, róży kwiat,
na gałązce siadł lotny ptak.
Zadrżał wśród listowia purpurowy pąk,
czemu serce drży, Suliko?
Zadrżał wśród listowia mały róży pąk,
czemu serce drży, Suliko?

Jedzie wrony koń spoza wzgórz,
jeździec zbliża się, wchodzi w próg.
Spragnionemu dajże wody, wyjdź przed dom,
czemu kryjesz się, Suliko?
Spragnionemu dajże wody, wyjdź przed dom,
czemu kryjesz się, Suliko?

Pięknie pachnie chleb, pachnie miód,
proszę, napij się, ucisz głód.
Ale nadaremnie ściga mnie twój wzrok,
inna jestem już Suliko.
Ale nadaremnie ściga mnie twój wzrok,
inna jestem już Suliko.

Wiłam z przędzy nić, długą nić,
z przędzy powstał szal, zwiewny szal.
Szal do przędzy niepodobny nic a nic,
i ty jesteś już nie ten sam.
Szal do przędzy niepodobny nic a nic,
i ty jesteś już nie ten sam.

Pobladł jeździec i ruszył w cwał,
w locie zerwał kwiat, róży kwiat.
Zdrada rani serce, kolec rani dłoń,
zapłakała w głos Suliko.
Bo umiera miłość, kiedy stargasz ją,
mówi stara pieśń, Suliko.

Piosenka w wykonaniu Sławy Przybylskiejwww.youtube.com


Po gruzińsku można posłuchać pieśni na Youtube, m.in. w wykonaniu Katie Melua, której towarzyszy męski chór „Shvid Katsa” (www.youtube.com), „Tria Tbilisi” (www.youtube.com), albo duetu Sorena i Stano: (www.youtube.com) oraz wielu innych.

Saska Kępa i pierogi z „Pikanterii”

„Pikanteria”, choć z zewnątrz prezentuje się niepozornie, ma na Saskiej Kępie rzesze wielbicieli – od dawna. Porcje bowiem, są – rownież od dawna – smaczne i obfite.

Ja na prywatny użytek testuję walory knajp objadając się pierogami. A tych w „Pikanterii” serwują aż 7 rodzajów, nie mówiąc już o tym, że mogą być gotowane, bądź z pieca, a do tego – niezależnie od sposobu przyrządzenia – z omastą! Ponadto można zamówić porcję różnorodnych smaków, i nie wpływa to na cenę (!).

 

Pierogi z „Pikanterii”: z mięsem, z kapustą i grzybami, ze szpinakiem, ruskie, z soczewicą, z kaszanką i staropolskie czyli z kaszą gryczaną (cena porcji z czerwca 2018 – 18 zł; aktualne menu w Internecie na stronach oraz fanpage’u lokalu na FB).

 

Oczywiście, to nie wszystko. Menu jest wypełnione równie obficie jak talerze. Ponadto, mimo, że gospodarze odwołują się do tradycji kuchni polskiej, dań dla wegetarian, a nawet wegan – nie brakuje.


„Pikanteria” Restauracja Drinkbar (Warszawa, ul. Walecznych 68a):
www.pikanteria.waw.pl
www.facebook.com/Pikanteria

Kościół-Pomnik z Placu Szembeka

Kościół pw. Najczystszego Serca Maryi wznosi się na Placu Szembeka w Warszawie od 77 lat. Jego geneza wiąże się z obchodami setnej rocznicy bitwy o Olszynką Grochowską, zaś fundacja z charytatywną i dewocyjną działalnością księżnej Marii Radziwiłłowej.

 

Murowana świątynia przy Placu Szembeka powstała dzięki zbiórkom funduszy organizowanym przez Komitet Budowy Kościoła–Pomnika poległych za Ojczyznę. Był rok 1931 i uroczyście obchodzono setną rocznicę powstania listopadowego, a tym samym największej bitwy kampanii, jaką wojska powstańcze stoczyły z przeważającymi siłami rosyjskimi w lasach Olszynki Grochowskiej.

 

Kościół pw. Najczystszego Serca Maryi. Od maja 2018 roku jego strzelistą wieżę wieńczy hełm z krzyżem, które zamontowano w miejsce elementów zniszczonych dwa miesiące wcześniej przez katastrofalną wichurę. Fot. Paweł Wroński

Z inicjatywy księżnej hołdującej kultowi Matki Boskiej Fatimskiej, nadano świątyni i parafii maryjny tytuł. Grunt pod budowę był natomiast podarunkiem mieszkającego na Grochowie Jana Łaskiego, przedsiębiorcy budowlanego, a zarazem prezesa Spółki Seryjnej Budowy Domów, która w latach 20. XX wieku zajmowała się parcelacją gruntów na terenach przyłączanych do stolicy peryferyjnych dzielnic.

 

Księżna Maria z Zawiszów Radziwiłłowa (1860-1930), była kobietą wszechstronnie wykształconą. Prowadziła szeroko zakrojoną działalność charytatywną. Efektem jej bliskich związków i współpracy z Kościołem była natomiast fundacja oraz wsparcie wielu obiektów sakralnych; za dzieło jej życia z tej sfery uchodzi Bazylika Najświętszego Serca Jezusowego, budowla wzniesiona według projektu architekta Łukasza Wolskiego w latach 1907-1919 na Michałowie (ówcześnie podwarszawskim majątku Radziwiłłów, po I wojnie światowej włączonym w granice administracyjne Pragi).

 

Wnętrze kościoła przy Placu Szembeka nie pozostawia wątpliwości, że specjalizującego się w dziełach sakralnych architekta inspirowała tradycja gotycka, fot. Paweł Wroński

Zanim w latach 1934-1941 wzniesiono murowany kościół według projektu architekta Andrzeja Boniego, na placu stała skromna świątynia drewniana. Plac Szembeka nie miał wtedy jeszcze tak węzłowego znaczenia jak dziś, zaś ulica Chłopickiego była niczym więcej niż wiejskim traktem wysadzanym wierzbami, biegnącym z Pragi ku Olszynce Grochowskiej. Drewniany kościół spłonął po 20 latach istnienia – w 1944 roku, gdy wojska radzieckie zajmowały Pragę. Ponoć murowany, hitlerowcy zamierzali wysadzić, ale nie zdążyli, zmuszeni przez nacierająca Armię Czerwoną do opuszczenia prawego brzegu Wisły. Po zakończeniu działań wojennych, w niespełna rok ukończono budowlane prace i zajęto się wyposażeniem wnętrz murowanego, trzynawowego kościoła. Trzy lata później, w 1949 roku uroczystej konsekracji dokonał Prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński.

 

W latach 1948-1951, czyli w tym samym mniej więcej czasie gdy toczyły się prace wykończeniowe w kościele przy Placu Szembeka, w Sokołowie Podlaskim wzniesiono także świątynię według projektu Andrzeja Boniego. Warszawski kościół Najczystszego Serca Maryi i kontrkatedra Niepokalanego Serca Najświętszej Marii Panny w Sokołowie są w związku z tym bliźniaczo podobne.

 

Kościół pw. Najczystszego Serca Maryi ma żelbetową konstrukcję, modernistyczny w duchu, formą nawiązuje zdecydowanie do tradycji architektonicznej gotyku. Jego dzisiejszy wygląd i zagospodarowanie otoczenia są dziełem przełomu tysiącleci. Ozdobą wnętrza są w konsekwencji nowoczesne ołtarze. W głównym, pochodzącym z 2001 roku umieszczono nad tabernakulum nadnaturalnej wielkości figurę Serca Matki Bożej. Posąg liczy 3 m wysokości.

Wzrok widza koncentruje się we wnętrzu na głównym ołtarzu z 3-metrową kamienną figurą Matki Boskiej nad tabernakulum. Ołtarz wykonano w 2001 roku. Fot. Paweł Wroński

 

Prace nad „salonem Grochowa” jak nazwano modernizację Placu Piotra Szembeka, pochłonęły niebagatelną kwotę 23 mln zł z budżetu Warszawy. Zakończono je w 2012 roku; efekt jest ze wszech miar godny uwagi.

 

Plac Piotra Szembeka, czyli „salon Grochowa” – stan z czerwca 2018, fot. Paweł Wroński

Więcej na temat kościoła przy Placu Szembeka, formalnie ul. Chlopickiego 2):
www.twoja-praga.pl oraz www.warszawawpigulce.pl
Opis Placu Szembeka: www.placewarszawy.pl
Portal parafii Najczystszego Serca Maryi:
www.parafia-szembeka.waw.pl

Lachur, mistrz znany i nieznany

Kołatały mi jeszcze w pamięci wspomnienia z chęcińskiego kirkutu, gdy w należącej do przyjaciół galerii wpadły mi w oko inspirowane żydowską kulturą obrazy Zdzisława Lachura.

Ciekawa postać, nie tylko jako artysty, był bowiem pomysłodawcą i założycielem, a przez długie lata także szefem, studia filmów rysunkowych, w którym narodzili się Bolek i Lolek, Reksio oraz cała plejada innych animowanych bohaterów kreskówek, znanych zarówno mnie, jak moim dzieciom. Kiedy się o tym dowiedziałem, poczułem pęczniejące niczym balon zaciekawienie dziełami i postacią artysty.

Natomiast, baśniowa konwencja judaiców, mimo że dotykają najciemniejszej strony dziejów – holocaustu, umowność brykającego konia – malował je chętnie bo kojarzyły mu się z beztroską i wspomnieniem młodości (ponoć oglądając jeden z obrazów z motywem konia pędzla Lachura, Pablo Picasso krzyknął: „odkrył nową formę konia!”), czy nakreślone, jakby od niechcenia, kilkoma tylko kreskami szkice węglem, choć tak różne stylistycznie, ułożyły się w mojej głowie w spójną całość. Pod solidnym, wyrazistym szyldem: Zdzisław Lachur (1920-2007).

Artysta nie tylko organizował pracę studia filmowów rysunkowych, szybko przeniesionego z Katowic do Bielska-Białej, ale także reżyserował pierwsze kreskówki i tworzył rysunki, m.in. pierwszą stworzoną po II wojnie światowej na Śląsku: „Senat z wozu, koniom lżej”. Propagandowe, dziś już zabytkowe dziełko filmowe z 1946 roku (zrekonstruowane w 2007 przez Marcina Giżyckiego, uzupełnione krótką rozmową z twórcą), zamieszczono na stronach Muzeum Sztuki Nowoczesnej (www.artmuseum.pl).

 

Studio animacji filmowej założone z inicjatywy Zdzisława Lachura nosiło początkowe nazwę Eksperymentalne Studio Filmów Rysunkowych w Katowicach. Później przemianowano ją na Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej.

 

Epopeja studia filmów rysunkowych, którą Lachur zapoczątkował nie była jedynym w jego życiu faktem o kolosalnym znaczeniu dla wychowania kilku powojennych generacji dzieci. Od 1961 roku (przeprowadził się wówczas z rodzinnego Sosnowca na stałe do Warszawy), pracował z trudną młodzieżą na Czerniakowie, korzystając ze sztuki jako medium profilaktycznego i terapeutycznego.

Jego prace znajdują się dziś w kolekcjach prestiżowych muzeów i w zbiorach prywatnych na całym świecie. Wielokrotnie go też nagradzano, doceniając talent i wagę podejmowanych tematów. Paradoksalnie jednak, choć jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli współczesnego polskiego malarstwa (a może sztuki w ogóle), jest znany głównie za granicą, bo w kraju chyba jedynie specjalistom i koneserom sztuki.

Doprawdy – pomyślałem – ten facet zasługuje na książkę, mimo, że w naszych czasach wartość słowa zdewaluowano zalewając rynek kolorowymi publikacjami o gotowaniu i nadętymi „auto”-biografiami. I tu spotkała mnie niespodzianka, potwierdzająca niestety wspomniany paradoks, bo Lachurowi książkę już poświęcono. Napisał ją i opatrzył bogatym materiałem ilustracyjnym, przyjaciel i kolekcjoner jego dzieł, Dieter Kauffmann. Publikacja ukazała się w Niemczech w 2009 roku, pt.: „Zdzisław Lachur. Sein Leben, sein Werk, seine Träume. Entwürfe, Zeichnungen und Bilder aus den Jahren 1943–2003”.


Zdzisław Lachur – o biografii i sztuce na stronach Fundacji Skarbnica Sztukiwww.skarbnicasztuki.com

Wspomnienie o Lachurze w sosnowieckim portalu (art. z 2012 r.): www.41-200.pl


Obrazy z prywatnej kolekcji nieżyjącego już Zdzisława Lachura oraz wciąż pełnego pasji i nowych pomysłów Jerzego Lassoty de Kalińskiego, wystawili właściciele galerii Fundacji Skarbnica Sztuki z okazji wizyty uczestników dorocznego spotkania GAAB Collectors Summit 2018. Galeria założona przez Fundację Skarbnica Sztuki Ewy i Pawła Boguta była pierwsza odwiedzoną przez uczestników wspomnianego spotkania w dniu 8 czerwca 2018. Z pewnością prace obu malarzy będa jeszcze wystawiane w Galerii przy ul. Działdowskiej 8a w Warszawie.

Sztalugi w „Skarbnicy Sztuki” rozstawił i pracuje na nich, Jerzy Lassota de Kaliński, którego liczne obrazy, rysunki i instalacje posiadają także w swojej kolekcji założyciele Fundacji Skarbnica Sztuki – Ewa i Paweł Boguta. Na ścianach ‚judaica’ pędzla Zdzisława Lachura. Fot. Paweł Wroński