Dwór Mościbrody

Szlak kulinarny „Mazowiecka Micha Szlachecka” jest dumą Mazowsza, a przynajmniej jego wschodniej części.

Przed dwoma laty pisałem o szlaku, i to pozytywnie (https://pawelwronski.blog/). Nie wycofuję się ani na jotę z ówczesnej opinii. Wstąpiłem ostatnio do jednego z obiektów, jak to się mówi – „po drodze” – i przekonałem się, że Dwór Mościbrody, restauracja urządzona w zabudowaniach dawnego majątku, wciąż trzyma poziom. Potrawy inspirowane tradycyjną polską kuchnią (czytaj: kuchnią dworską, szlachecką), serwują tam pierwszorzędnie przyrządzone i nader smaczne, a przytomne ceny nie rujnują.


Mazowiecka Micha Szlachecka: www.szlak-kulinarny.pl; fanpage: www.facebook.com

Obiekty na szlaku
Retro Skibniew: Retro Skibniew
Dwór Mościbrody: Dwór Mościbrody
Zaścianek Polski: Zaścianek Polski


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Reklamy

Kukły nabierają wyrazu

Jak postacie z ludowych słowiańskich wierzeń nabierają charakteru? Niczym koncepcja heliocyntrycznego układu naszych planet – niespiesznie i spontanicznie – od twarzy naszkicowanej na tekturze. Zabawa się uda, o ile tylko postać przestanie być płaska.

Wszystko zaczyna się od projektu twarzy – reszta nasuwa się w naturalny sposób – wystarczy się wciągnąć i zżyć z postacią. Czy Gosia ma rację? Zobaczymy.


Warsztaty plastyczne pod kierunkiem Małgorzaty Bockenheim: www.opp1.waw.pl
Projekt OPP1 „Jordanek” i Muzeum Pragi w Warszawie, zatytułowany „Strachy na Lachy”: www.pawelwronski.blog


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Jak demony spędzają weekend

Czy wiecie jak demony spędzają weekend? My nie wiedzieliśmy, ale – zgodnie z porzekadłem koniec języka za przewodnika, zapytaliśmy, zaś wyniki naszych obserwacji pieczołowicie zarejestrowaliśmy.

Obserwacji, bo demony nie mówią, czasem pohukują, pojękują, dźwiękonaśladowcze jakieś wydają odgłosy. Ale nie mówią – nic, a nic! Na szczęście mamy eksperta. Nieoceniona profesor fantazji i fantasmagorii, Małgorzata Bockenheim z Jordanka, pomagała wyjaśniać wszelkie niejasności.

 

Nie muszę chyba dodawać, że spacery po podmokłej brzezinie i buszowanie po piwnicach na pogorzelisku stanowią względnie konwencjonalną receptę na demoniczny weekend. Ale zapewniam, że nie jedyną. Tylko, że to już inna historia, więc opowiem ją kiedy indziej. A teraz wspomnę jeszcze, że mamy tytuł projektu: „Strachy na Lachy”.

Demony w plenerze, fot. Paweł Wroński

Powstały na spacerze filmik jest dostepny na youtube’owskim kanale OPP1 Jordanek, gdzie otwiera zgodną z tytułem projektu playlistę „Strachy na Lachy”.


 

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Skąd się wzięły demony

Wyobraźcie sobie budzącą grozę narośl na pniu starego drzewa, kolonię opieniek lub rozrosłą monstrualnie hubę na powalonym, próchniejącym dębowym kolosie, czy wyłupiaste oczy żab, pojawiające się ni stąd ni zowąd nad lustrem wody…

I pomyślcie, jakie to wywierało wrażenie, zwłaszcza gdy działo się we mgle albo o zmierzchu w oczeretach ciemnego boru, z którego dobiegały jakieś pochrząkiwania, pomruki czy przejmujące wycie, albo pośród bagien, na których tak łatwo było zgubić trakt i utonąć w odmętach.

Demony wyłaniały się ze starych pni, z mroków lasu, mgły i szumu wody, fot. Paweł Wroński

Źródłem słowiańskiej demonologii były przede wszystkim wrażenia, jakie potężna przyroda wywierała na ludziach prostych, potęgując lęk który ogarniał ich dusze ilekroć tylko opuszczali swój maleńki, z trudem oswojony kawałek świata.

Moglibyśmy machnąć dziś ręką na demony przodków i skwitować pogardliwie: zabobony. Zastanówmy się jednak czy słusznie, bo pełniły one niezwykłą rolę w ich życiu. Opowieści o stworach groźnych, podstępnych, życzliwych, bądź skłonnych do przychylności w zamian za datek czy poczęstunek, tłumaczyły zjawiska, których istoty ówcześni ludzie pojąć nie potrafili. Niosły także przestrogę przed niewłaściwym postępowaniem i pouczenie. Na przykład strach przed Białymi Ludźmi, którzy kryli się w błocie na drogach, czy przed Topielicami wabiącymi ludzi w śmiertelnie niebezpieczne bagna, kazał im dobrze wybierać czas podróży i baczyć pilnie na drogę aby jej nie zgubić.

Ale pośród demonów były nie tylko te leśne, czy wodne stwory. Ot, sen z oczu rolnikom spędzali choćby Płanetnicy, nadciągający na ciemnych chmurach niczym na wozach, przynosząc burze i gradobicia niszczące zbiory. Wiara, że istnieją pojawiła się dawno, w czasach pogańskich. Chrześcijaństwo zaś. przyniosło skuteczne panaceum – dźwięk sygnaturek, którego Płanetnicy nie znosili. Wiara ta była tak mocno zakorzeniona w ludzkich umysłach, że na górzystej Orawie jeszcze na przełomie XIX i XX wieku wystawiano wśród pól maleńkie drewniane dzwonnice, by bijąc w umieszczone w nich dzwonki, odegnać Płanetników i zażegnać zawczasu niebezpieczeństwo. Podobnie lęk przed Mamuną, nazywaną też Boginką lub Dziwożoną, podmieniającą dzieci nakazywał pilnie strzec niemowląt i nie pozostawiać ich pod żadnym pozorem bez opieki.

Opowieści zawierające charakterystyki demonów i zaklęcia, którymi można było je odganiać tworzyły magiczną zasłonę wokół domostw. Otulali się nią, niczym płaszczem podróżni, a rodzice skrzętnie stosowali się do zawartych w klechdach porad i płynące z nich nauki przekazywali potomstwu, nierzadko w postaci dopiero dziś wychodzących z użycia, bo oderwanych od realiów współczesności porzekadeł.

Paweł Zych i Witold Vargas są autorami wielotomowego „Bestiarusza słowiańskiego”, poświęconego demonologii naszych przodków. Czerpiąc stamtąd inspirację, uczestnicy zajęć Gosi tworzą nacechowane własną refleksją postacie. Fot.: Paweł Wroński

Fascynacja Małgorzaty Bockenheim tym z pozoru mrocznym i zapomnianym światem stała się kanwą plastycznych zajęć prowadzonych w OPP1 Jordanek. Wydawać by się mogło, że postacie dawnych słowiańskich demonów wzbudzą lęk i odrazę u uczestniczących w zajęciach dzieci. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Przeciwnie – opowieści pobudzają wyobraźnię i przypominają dzieciom o świecie przyrody, który coraz mocniej przesłania nam technika. Ułatwiają twórcze wnikanie w krąg własnych emocji, pomagają także wygaszać, a przynajmniej oswajać, nawet te najmroczniejsze.

Małgorzata Bockenheim, fot. Paweł Wroński

W tym roku szkolnym zabierzemy was do świata słowiańskich demonów. Ustami uczestników zajęć opowiemy wam różne historie. Razem z wykonanymi na zajęciach kukłami odwiedzimy zielone zakątki wokół Jordanka, by zobaczyć jak ożywione wyobraźnią twórców demony się tam czują. Relacje z tych wydarzeń zobaczycie w galeriach zdjęć i na filmach, które opublikujemy na stronach Ogniska Pracy Pozaszkolnej Nr 1 Jordanek (www.opp1.waw.pl) oraz na OPP1 Jordanek -YouTube’owskim kanale placówki (www.youtube.com). Na koniec zaś, w maju 2018 roku, zaprosimy was na wystawę do Muzeum Warszawskiej Pragi, na której spotkacie owe demony w specjalnie dla nich stworzonym zakątku (www.muzeumpragi.pl).


Portale i artykuły poświęcone słowiańskiej demonologii
www.slowianowierstwo.wordpress.com
www.slowianskibestiariusz.pl
www.strefatajemnic.onet.pl


Materiał przygotowany na potrzeby projektu „Strachy na Lachy” (www.opp1.waw.pl).

W twarzy Powitruli łączą się piękno i groza, jaką demon siał wśród pasterzy, fot. Paweł Wroński

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Historia ziemniaka i receptura purée’a

Purée może stanowić samodzielne danie, które każdy przygotuje bez większego trudu. Można je także potraktować jako półprodukt, na przykład farsz do papryki, czy smażyć w panierce niczym kotleciki.

Dlatego właśnie wybraliśmy to danie na jordankowe zajęcia, które połączą zabawę w gotowanie z poznawaniem świata – w tym wypadku – przez pryzmat dziejów ziemniaka. Najpierw powstały dwa materiały pomocnicze: „Historia ziemniaka prawdziwa” i „Receptura purée’a”, podczas przygotowywania którego sami zrobiliśmy purée, dokumentując poszczególne czynności i etapy. Finał pracy na tym drugim materiałem był nadzwyczaj przyjemny, bo purée w trzech kolorach z serami i ziołami wyszło nader smacznie.

Jest też kolejną propozycją po bakłażanie na modłę gruzińską (Zainspirowane przez Gaumarjos) z cyklu „Potrawy do 10 zł na 2 osoby”. Bo taki był łączny koszt naszego dania pomimo użycia tak luksusowych dodatków jak oryginalny parmezan, czy feta.

A poniżej, przedstawiam – oczywiście w ogromnym uproszczeniu – „Historię ziemniaka (na skróty)”.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Kuleczki mięsne z bryndzą

Taki oto smaczny dodatek do makarony, choć może być do ryżu, kaszy, czy pieczywa – wedle gustu, uznania i religii.

Ze względu na ostatnie zastrzeżenie – mięso jest indycze, bryndza owcza, panierka ze zmielonych w młynku do kawy płatków owsianych, sos z przecieru pomidorowego po części domowej roboty, zioła i przyprawy wedle smaku i uznania, zaś w tle pobrzmiewa R. Kelly.

Smacznego!



Izabela odkrywa Rogowskiego

Paradoksalna biografia i zapomniane, nieznane szerszej publiczności kompozycje – tak krótko można skwitować życie i twórczość Ludomira Michała Rogowskiego (1881-1954). Z tego zapewne powodu, ani jego biografia, ani oryginalna twórczość nie są znane szerszej publiczności.

Początkowo uznawano go za jednego z najbardziej obiecujących kompozytorów polskich I połowy XX wieku, stawiając w rzędzie z Karolem Szymanowskim. Ale jego pasją była również teoria muzyki i publicystyka. Zafascynowany wpływem charakteru narodu na jego sztukę muzyczną, gorąco propagował rozwój muzyki polskiej. Proponował nawet (pod wpływem zetknięcia się z kulturą południowych Słowian), stworzenie skali słowiańskiej,  którą jednak inni teoretycy i krytycy muzyczni zdecydowanie odrzucili. Intensywnie zabiegał też o tworzenie instytucji odpowiedzialnych za propagowanie polskiej muzyki, np. filharmonii w Wilnie.

Wśród hołdujących w dwudziestoleciu międzywojennym kosmopolityzmowi przedstawicieli elit politycznych i kulturalnych zyskał sobie niechęć i opinię „narodowca”, a jego koncepcje nie znalazły uznania. Czując się coraz bardziej wyobcowanym, opuścił kraj w 1926 roku i osiadł – jak się okazało – na zawsze w Chorwacji, w Dubrowniku.

Klimat południowej Europy podziałał na Rogowskiego inspirująco. Nad Adriatykiem powstały jego liczne dzieła, w tym najważniejsze, m.in.: II Symfonia „Radosna” (w Polsce tak zatytułowany utwór spotkał się wcześniej z bardzo chłodnym przyjęciem), Pieśni do słów S. Długosza, Hymn św. Błażeja poświęcony patronowi miasta, Dubrownika, „Zjawy”, czy „Wizje pogańskie”. Nie bez znaczenia był także fakt, że w Dubrowniku doceniono zarówno jego muzyczny talent, jak profesjonalizm. „Chodził do miasta w czarnej lub ciemnozielonej pelerynie z teczką. Odwiedzał Radio Dubrownickie, gdzie był doradcą muzycznym, ale też przepisywał nuty, za co otrzymywał honorarium” – opowiadała w 2014 roku na antenie II Programu PR w audycji Muzyczne pejzaże Dubrownika w twórczości polskiego kompozytora (www.polskieradio.pl), Urszula Dzierżawska-Bukowska. Po 1939 roku władze miejskie Dubrownika ofiarowały mu pokój w dawnym klasztorze św. Jakuba oraz przyznały rentę. Nadal komponował, pisał opowiadania fantastyczno-okultystyczne, wspomnienia i pamiętnik zatytułowany „Mój klasztor”. „Był człowiekiem skromnym, dobrze czuł się w swoim środowisku i zaprzyjaźniał się z dubrownickimi muzykami. Zmarł 13 marca 1954 roku. O jego pogrzebie mówiono, że to ‚ostatni wielki pogrzeb w mieście’” – kontynuowała opowieść Urszula Dzierżawska-Bukowska, autorka książki zatytułowanej „Rogowski o Dubrowniku, Dubrowniczanie o Rogowskim”.

Chorwacja w rejonie Dubrownika, panorama ze wzgórza Srd, fot. Paweł Wroński

Czyż to nie paradoks, że artysta uznany za „narodowca” odnalazł się dopiero na obczyźnie, i do tego czuł tam lepiej niż w kraju rodzinnym?! „Choć urodziłem się w Polsce, czuję się dobrze jedynie na Południu. Nigdzie jednak, w najpiękniejszych miejscowościach Europy nie byłem w stanie pozostawać dłużej nad trzy lata – byłem obcym i pośród obcych, musiałem wędrować dalej i znów gdzie indziej. W Dubrowniku jestem wśród Swoich” – pisał kompozytor.

Z bogatej skarbnicy kompozycji Ludomira Michała Rogowskiego zaczerpnęła mezzosopranistka, Izabela Kopeć, nagrywając album zatytułowany „Pieśni i Fantasmagories”. Przedstawia na nim 18 skomponowanych przez Rogowskiego pieśni powstałych w Chorwacji, Francji i Polsce, na mezzosopran, fortepian i skrzypce oraz 5 utworów nazwanych Fantasmagories z towarzyszeniem Orkiestry Teatru Wielkiego Opery Narodowej pod batutą Łukasza Borowicza.

Promocja albumu „Pieśni i Fantasmagories” w Studio U/22 w Al. Ujazdowskich w Warszawie. Izabela Kopeć opowiada o swojej fascynacji postacią i twórczością  Ludomira Michała Rogowskiego, fot. Paweł Wroński

Zainspirował mnie ten nieznany artysta z Lublina. Jego mistycyzm, wrażliwość na piękno i bezkompromisowość wskazywały na twórcę niezmiernie intrygującego. Zaczęłam poszukiwania. Nie było to łatwe, bo jego muzyka wokalno-instrumentalna nie została nigdy wcześniej nagrana . Dopiero teraz, po raz pierwszy, po 63 latach od śmierci kompozytora została opublikowana” – mówi śpiewaczka po czterech latach pracy nad poświęconym Rogowskiemu projektem.

Promocja płyty i premiera clipu: Ludomir Michał Rogowski „Berceuse” z Fantasmagories -Izabela Kopeć, miały miejsce 15 września 2017 w Studio U/22 w Al. Ujazdowskich w Warszawie.

Izabela Kopeć z reżyserką clipu promującego album, fot. Paweł Wroński

  • Krótka biografia kompozytora: www.culture.pl
  • Więcej o jego życiu i twórczości w referacie Katarzyny Bartos pt.: „Postępowiec czy konserwatysta? Ludomir Michał Rogowski”, zamieszczonym w portalu www.meakultura.pl 

„Pieśni i Fantasmagories” – album, fot. Paweł Wroński

Album „Pieśni i Fantasmagories” ukazuje się przy wsparciu Miasta Lublina w jubileuszu jego 700-lecia, przypadającym w 2017 roku.
Projekt zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Patronat honorowy: Ambasada Republiki Chorwacji w Polsce
Partnerzy: STOART. Związek Artystów Wykonawców, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Polkomtel Sp. z o.o. operator sieci Plus, Biuro Tłumaczeń Diuna
Patronat medialny: Polska The Times
Producentem płyty jest firma Artmus-IK Izabela Kopeć


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00