Ciotka Şefika i jej Gözleme

Wioska Ayazini w dystrykcie İhsaniye w prowincji Afyonkarahisar w Turcji położona jest pośród fantastycznych grup skalnych, w których kryją się pamiątki odległej przeszłości.

Oddech tropików. Na szczęście, w dolinie, w której leży wioska Ayazini można znaleźć rzucające cień drzewa, fot. Paweł Wroński

Jest pośród nich odległa o niespełna 10 km Dolina Göynüş ze słynnymi grobowcami z epoki frygijskiej i spektakularna grupa skalnych kominów, na podobieństwo kapadockich nazwana Doliną Kominów.

Każdemu według potrzeb 🙂 Zresztą nie ma pośpiechu. Słynny kamień Yilantaş (Wężowa Skała) leży tu od stuleci, a krowa może za chwilę odejść, fot. Paweł Wroński
Spacer frygijską Doliną Kominów to uczta dla oczu, bo sceneria skalna nie gorsza jest tutaj niż w Kapadocji, Wielkim Kanionie w Ameryce czy w Dolomitach we Włoszech. Fot.: Paweł Wroński

Do miejscowych atrakcji należy wykuty w skałach kościół z epoki bizantyńskiej i uprawy maku, a którego niegdyś robiono opium, a dziś – w kontrolowany rygorystycznie sposób – wyrabia się w stolicy prowincji morfinę dla celów medycznych, a jak region długi i szeroki różnorodne przysmaki.

Bizantyjski kościół wykuty w skałach – jedna z krajobrazowych, a zarazem historycznych atrakcji wioski Ayazini, fot. Paweł Wroński
Pokruszone makówki, po oddzieleniu ziaren maku, trafią do skupu. Posłużą do produkcji morfiny w zakładach w Afyonkarahisarze, fot. Paweł Wroński

Choć z makiem wprost nie związana, w Ayazini jest jeszcze jedna wysokiej klasy atrakcja ze sfery kulinarnej – gospoda Ciotki Şefiki. Wspomagana przez całą rodzinę gospodyni serwuje przepyszne Gözleme, podając do nich herbatę lub kawę, rzecz jasna parzoną po turecku!

Gözleme to placek z cienkiego ciasta wypełniony serem, serem ze szpinakiem, ziemniakami, mięsem, czy innych wariacji – popularny w całej Turcji przysmak.

Potrawa jest mocno zbliżona do chaczapuri – placków z serem znanym we wszystkich krajach kaukaskich. Jest więc świadectwem pokrewieństwa narodów z kręgu kultury śródziemnomorskiej. Wbrew skomplikowanej historii ich wzajemnych stosunków, zwłaszcza, prowadzących do krwawych wojen, religijnych różnic.

Spektakularna skalna sceneria wioska Ayazini, fot. Paweł Wroński

Şefika Teyze, czyli Ciotka Şefika, prowadzi lokal w jednym z osiedli wioski Ayazini. Scenerię tworzą ciekawe formy skalne i bujna roślinność. Jak tam dotrzeć? Każdy wskaże gdzie to jest, a jeśli zobaczymy tablicę z napisem: Şefika Teyze Katmer ve Gözleme Evi Çay Bahçesi, to możemy mieć pewność że trafiliśmy we właściwe miejsce!


Przepisy na Gözleme – placki tureckie w Internecie, np.:
www.turcjaodkuchni.blogspot.com czy www.tureckieprzepisy.pl

Film zamieszczony na Youtube prezentuje przygotowanie ketmeru, czyli warstwowego ciasta tureckiego, jakie stosuje się do wyrobu placków Gözleme.


Projekt turystyczny ‘Doliny Frygijskie’ (Frig Vadileri): www.frigvadisi.gov.tr

Reklamy

Gruziński alfabet w słusznym wieku

Napisy po gruzińsku przypominają sekwencje arabskie, a wyglądają niczym wyrafinowane dekoracyjne ornamenty.

Gruzini piszą jednak tak jak my – od lewej do prawej, a więc inaczej niż narody arabskie. Alfabet mają też zgoła odmienny. Własny, niepowtarzalny. Ba, jeden z najstarszych na świecie, bo powstał w IV stuleciu i wciąż jest w użyciu, choć kilkakrotnie się zmieniał.

Dziś składa się z 33 znaków i obejmuje zapisy trudnych do powtórzenia, nie występujących w żadnym innym języku głosek.

Alfabet gruziński z głoskami odpowiadającymi 33 literom, fot. Paweł Wroński

Przez stulecia zmieniał się krój liter. Używany współcześnie mchedruli, czyli krój jeźdźców (gruz. mchedari oznacza jeźdźca), zwany też rycerskim, wywodzi się z XI wieku.

Gruzini dumni ze swej kultury, są także praktyczni. Mają świadomość hermetyczności rodzimej mowy. Toteż na tablicach drogowych, stosują podwójny zapis – po gruzińsku oraz latynicą w angielskiej transkrypcji fonetycznej. W duchu poszanowania języka polskiego, Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych Poza Granicami Rzeczypospolitej Polskiej dokonała ich transliteracji.

Kawał dobrej i jak to się mówi „nikomu niepotrzebnej roboty”. W efekcie bowiem mkhedruli zapisujemy mchedruli, a na przykład nazwę Mtskheta (gruz.: მცხეთა) – Mccheta. Tyle tylko, że tej ostatniej nigdzie nie znajdziemy, zaś statystyczny Gruzin zapytany przez nas o Mcchetę, zwłaszcza jak ją mu pokazujemy palcem na mapie, znacząco skrobie się po głowie.

Kachetyńskie miasteczko – z angielska Sighnaghi (gruz.:სიღნაღი), zapisujemy Signagi (notabene żadna wersja, ani transkrypcja, ani transliteracja nie oddają wiernie gruzińskiej wymowy tego słowa, w którymj dwukrotnie pobrzmiewa gardłowe ‘ghr’), a wioski, która dała nazwę białemu szczepowi winorośli i wyrabianemu zeń winu: Tsinandali (gruz.: წინანდალი)- Cinandali. Zapewne dla naszej wygody, Komisja, złożona z wybitnych językoznawców i geografów, przyjęła za obowiązującą nazwę Kura dla głównej i najpotężniejszej rzeki Gruzji, jakby ignorując fakt, że to nazwa turecka (nic dziwnego bierze swoje źródła w Turcji), ale używana także przez Rosjan i narzucona Gruzinom podobnie jak nazwa Tyflis/Tiflis dla Tbilisi (gruz.: თბილისი). Rzeka ma przy tym imię w języku Kartlów, trudniejszą – prawda: Mtkwari (gruz.: მტკვარი; ang.: Mtkvari).

W Internecie, gdzie łatwiej o materiały anglojęzyczne, podobnie jak na większości dostępnych map, praktyczniejsze jest posługiwanie się transkrypcją angielską. W miastach, zwłaszcza wśród przedstawicieli młodszych generacji, znajomość angielskiego jest powszechna. Natomiast na prowincji, w kontaktach z ludźmi starszymi, przydaje się rosyjski. Również na południowym pograniczu, zwłaszcza w Meskhetii, zamieszkałej w większości przez ludność o ormiańskich korzeniach, język rosyjski jest w powszechnym użyciu. Posługując się nim, zaznaczmy jednak na wstępie, że jesteśmy z Polski. Poziom sympatii wzrośnie niebotycznie.


 

Nad wielkim Jeziorem Paravani

Jezioro Paravani jest największym akwenem gruzińskiego interioru. Otoczone łagodnymi, acz sięgającymi 3 tys. m wysokości pasmami Gór Samsarskich i Dżawacheckich rozlewa się na rozległym płaskowyżu, na wysokości 2073 m.

Obniżenie między wspomnianymi pasmami wypełnia jeszcze kilka innych akwenów, m.in. Jezioro Saghama. Na morenie miedzy nim a Paravani rozsiadła się wieś Gandzani. Podobnie jak w niemal całej prowincji Samtskhe-Javakheti (Meskheti; w polskiej transliteracji: Samcche-Dżawachetia), mieszkają w niej Ormianie. Na południowym skraju wsi znajduje się przyjemna restauracja (a wkrótce także Guest House), prowadzony przez przedsiębiorczego Ormianina z rodziną – „Family Corner”.

Z gospodarzami pensjonatu „Family Corner”, fot. Paweł Wroński

Niezwykle ważnym obiektem gruzińskiej kultury i pamiątką dziejów regionu i kraju jest XI-wieczna cerkiew w Poka, wzniesiona na miejscu świątyni, w której zgodnie z tradycją miała się zatrzymać św. Nina Oświecicielka Gruzji zaraz po przybyciu na ziemię Kartlów, jak mówią o sobie – zgodnie z odwiecznym obyczajem – Gruzini. Niewielki klasztor zamieszkuje obecnie 7 sióstr (post na ten temat w niniejszym archiwum zatytułowałem „Poka – przystanek św. Niny”: www.pawelwronski.blog).

XI-wieczna cerkiew przy monastyrze w Poka nad Jeziorem Paravani, fot. Paweł Wroński

Wróćmy jednak do Ormian, którzy tu żyją, a przybyli z Turcji. Ich rodzinne dziedziny padały wielokrotnie łupem ekspansywnych sąsiadów:  Persów, Seldżuków, egipskich Mameluków, Mongołów, Arabów, a wreszcie Turków  Osmańskich. Sytuację komplikował zawsze fakt, że Ormianie jako pierwsi przyjęli chrześcijaństwo (już w 317 roku), i wiernie trwają przy tej wierze do dziś. Zdobywcy zaś, byli innowiercami. Brzemienny w skutki okazał się rok 1639, w którym doszło do rozbioru Armenii. Zachodnią część zajęli Turcy, wschodnią zaś Persowie. W 1828 roku Rosjanie odebrali Persom ich łup. W konsekwencji losy wschodnich Ormian i Gruzinów splotły się ze sobą, a więzi umacniały najpierw pod rządami carskimi, później – komunistyczni. Kres temu kilkusetletniemu okresowi niedoli położył dopiero rozpad Związku Radzieckiego, czyli sławetna pieriestrojka.

Jezioro Saghamo na Płaskowyżu Dżawacheckim, fot. Paweł Wroński

Na ziemiach tureckich, gdzie w okresach kryzysów dochodzą do głosu ortodoksyjni islamiści, sytuacja Ormian pogorszyła się za panowania ostatnich Osmanów. Po obaleniu sułtanatu prześladowania drastycznie się nasiliły, prowadząc w latach 1915-1916, a więc pod rządami tzw. młodoturków, do pierwszego w dziejach XX wieku ludobójstwa. W wyniku bezwzględnej akcji eksterminacyjnej zginęło wówczas na ziemiach tureckich ok. 1,5 mln Ormian (z 2,1 mln. tam żyjących w 1912 roku). Czuły na prawa człowieka świat zachodni przełknął kwestię owego holocaustu gładko, bo – ze względów geopolitycznych i militarnych – wyżej aniżeli interesy jakiejkolwiek mniejszości, cenił sobie sojusz z Turcją. Winston Churchill podsumował rzecz lakonicznie: „Ropa Mosulu była ważniejsza od krwi Ormian”. Zarówno w XIX wieku jak i w pierwszej ćwierci XX, ormiańscy imigranci zaznali gościny na gruzińskiej ziemi, i po dziś dzień zamieszkują Meskhetię.

 

Stolicą Samtskhe-Javakheti (Meskheti) jest Akhalkalaki, miasto oddalone od zwornika współczesnych granic z Turcją i Armenią około 60 km w linii prostej. Niemal 95% jego populacji stanowią Ormianie. Miasto liczy 8,3 tys. mieszkańców. Prowincję zamieszkuje dziś (wg danych z 2014 roku), niespełna 70 tys. osób.

 

W okresie osmańskiego panowania na dzisiejszym pograniczu Gruzji z Turcją i Armenią pojawili się tureccy osadnicy. Kres ich bytności na terenach Adżarii i Javakheti położył Józef Stalin, deportując w 1944 roku mniejszość określaną mianem Turków Meskheckich do… Uzbekistanu.

Ślady przeszłości zachowały się jednak w obyczajowości mieszkańców prowincji, np. w kuchni, gdzie wpływy tureckie i ormiańskie są wyraźnie widoczne.

Kojarzona z Adżarią wersja chaczapuri jest także typowym daniem kuchni armeńskiej; do tego – oczywiście – kawa po turecku, fot. Paweł Wroński

Artykuły – dla kontrastu – o standardowych atrakcjach Gruzjiwww.mygeotrip.com
Losy Ormian w Turcji – eksterminacjawww.opoka.org.pl


10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, pożyczonym dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).
Nad Jeziorem Paravani, fot. Paweł Wroński

Poka – przystanek św. Niny

Jak głosi tradycja, św. Nina – oświecicielka nazywana też równą apostołom, patronka Gruzji, nakłoniła do przyjęcia chrztu Miriana III, władcę Kartlii – najpotężniejszego z proto-gruzińskich królestw.

Nastąpiło to w 337 roku. Wydarzenie opisano w kronice zatytułowanej Moktseva Kartlisa (w polskiej transliteracji: Mokcewaj Kartlisajgruz.: მოქცევაჲ ქართლისაჲ, czyli Nawrócenie Kartlii), najstarszym zachowanym zabytku gruzińskiego piśmiennictwa.

Poka. Na ikonie wykonanej techniką emalii widoczna jest w środkowej kwaterze postać św. Niny, fot. Paweł Wroński

Wiele legend wraca do tamtych czasów. W niektórych Nina pochodziła z Kapadocji i była niewolnicą na królewskim dworze w Mtskhecie, w innych wywodziła się z arystokratycznego rodu i była spokrewniona z patriarchą Jerozolimy.

Niezależnie jednak od hagiograficznej wersji biografii, gorliwie wyznawała chrześcijaństwo i miała moc uzdrawiania. Na znak wiary związała puklem własnych włosów dwie gałązki winorośli, czyniąc z nich krzyż, który stał się jej atrybutem po kanonizacji.

Krzyż św. Niny przechowywany jest z największym pietyzmem w srebrnym relikwiarzu, ozdobionym scenami z jej żywota, w katedrze Sioni w Tbilisi. Motyw krzyża św. Niny jest bardzo popularny i spotyka się go w całym kraju. Jest przy tym łatwy do rozpoznania, bo gałązki winorośli są wiotkie, więc gdy obsychały, ramiona krzyża opadły. Gruzinom to nie przeszkadzało. Przeciwnie, uznali znak za cudowne nawiązanie do słów Chrystusa: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia.”.

 

Święta Nina urodziła się ok. 268 roku, zmarła w 335. Gruzini wymawiają jej imię: Nino (წმინდა ნინო). Autokefaliczny kościół gruziński obdarza Ninę przydomkami Oświecicielki Gruzji, bądź Równej Apostołom. Do panteonu świętych zaliczają ją kościoły: rzymskokatolicki, prawosławny i ormiański.

 

Również w każdej z wersji legendy powtarza się, że pierwszym miejscem do jakiego dotarła św. Nina na ziemiach Kartlów, był niewielki klasztor w Poka, na południowo wschodnim brzegu Jeziora Paravani, na Płaskowyżu Dżawacheckim. Akwen rozlewa się wśród wygasłych przed tysiącleciami wulkanów. Rysują się w pejzażu łagodnymi wałami grzbietów, tworząc najwyższe na terenie Gruzji pasma Małego Kaukazu – Góry Samsarskie i Dżawacheckie. Sięgają 3 tys. m wysokości. Jezioro leży na wysokości 2073 m.

Jezioro Paravani, w tle Didi Abuli (3300 m), fot. Paweł Wroński

Jak w każdej legendzie i w tej zawarte są wątki podbudowujące wiarygodność narracji. Wprawdzie winorośli się już tutaj nie uprawia, ale przed wiekami było inaczej. Nie Kachetia, ale pogranicze dzisiejszej Armenii i Gruzji słynęło z wyrobu wina. Ba, co więcej, ten właśnie rejon jest kolebką światowego winiarstwa o czym świadczą znaleziska archeologiczne w Shulaveri (w polskiej transliteracji: Szulaweri, od 1925 roku miejscowość znana jest jako Shaumiani; stanowisko Gadachrili Gora i inne), zaledwie 30 km na południe od Tbilisi – najstarsze z odkrytych na świecie artefakty i sadzonki datowane na 6 tysiąclecie przed Chrystusem. Przybycie z Armenii i głęboka wiara Niny (ponoć współcześni nadali jej miano Christiana co znaczy chrześcijanką; stąd wywodzą się zresztą znane i u nas imiona Krystiana oraz Krystian), są również wiarygodne, bo południowi sąsiedzi Kartlów przyjęli nową wiarę jako pierwsi w cesarstwie rzymskim, i to dwie dekady wcześniej, w 317 roku.

Przyklasztorna cerkiew w Poka wzniesiona w XI wieku, ponoć na miejscu starszej budowli, fot. Paweł Wroński

Klasztor wciąż funkcjonuje nad jeziorem. Wprawdzie należąca do niego cerkiew powstała w XI stuleciu, ale zgodnie z tradycją, stoi na miejscu dawniejszej, związanej ściśle z kultem św. Niny. Opiekują się nią mieszkające w klasztorze siostry. Jest ich tylko siedem, ale czas między modlitwami, wypełniają skrzętnie pracą. Wytwarzają spożywcze przetwory: konfitury, czekoladę, nalewki i artystyczne przedmioty: pięknie zdobioną ceramikę i emalie, drobne dewocjonalia i biżuterię. Należą do nich stada bydła i owiec, więc produkują sery. Robią też słodkie wypieki z czystych biologicznie miejscowych produktów. Jak we wszystkich klasztorach prawosławnych, własnoręcznie wytwarzają z wosku świece. Część w oryginalnych fasonach i w różnych rozmiarach. Ponadto, ponieważ okolice zamieszkują potomkowie ormiańskich osadników, siostry wspomagają krajowy system szkolny, prowadząc dla dzieci dodatkowe lekcje gruzińskiego, angielskiego, literatury i geografii.


Monastyr św. Niny w Poka: www.phokanunnery.ge

 

Miejscowość Poka dzieli 28 km od miasta Ninotsminda i 128 km od Tbilisi. Każdego roku, w dniu 1 czerwca, uroczyście celebruje się tam przybycie św. Niny na ziemię gruzińską. 14/27 stycznia w kościele prawosławnym obchodzi się dzień imienia świętej, zaś miejsce jej spoczynku – Bodbe w Kachetii, jest jednym z najpopularniejszych w Gruzji celów pielgrzymek (zgodnie z tradycją – Miriam III ufundował nad grobem świętej, funkcjonujący do dziś monastyr św. Grzegorza, któremu po dewastacji w epoce komunistycznej przywrócono świetność na początku XXI wieku).

 

Proces chrystianizacji Gruzji i rola św. Nino opisane są w portalu: www.concordtravel.ge

Dodatkiem do wpisu niech będzie Kontakion św. Nino, w wykonaniu gruzińskiego chóru; dyryguje Nana Peradze (kontakion to hymn liturgiczny, jedna z najstarszych form tego typu pieśni, znana i powszechnie używana już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa).


10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, pożyczonym dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).
U wrót kamieniołomu w rejonie Jez. Paravani, fot. Paweł Wroński

Frygia – od opium do Haşhaşelli

W egzotycznej nazwie tureckiego miasta Afyonkarahisar pobrzmiewają echa przeszłości. Kara hisar znaczy Czarna twierdza, ale rzeczywiście mroczny rozdział dziejów związany był z pierwszym członem nazwy. Na terenach historycznej Frygii wyrabiano bowiem opium – po turecku: afyon – jeszcze w II połowie XX wieku.

Rzecz jasna nielegalnie. Ale Turcja Atatürka konsekwentnie zabiegała o zbliżenie ze światem Zachodu, zwłaszcza z USA i Europą, więc pod naciskiem pożądanych sojuszników, uprawy maku poddano kontroli, pozostawiając w regionie jedynie nadzorowaną rygorystycznie przemysłową produkcję morfiny do celów medycznych. Człon afyon pozostał w nazwie miasta.

Latem, na makowych polach Frygii i w obejściach makowych rolników praca wre. Z zebranych z pól makówek wysypuje się ziarna. Przydadzą się do wyrobu podobnej do Nutelli czekoladowej pasty, do słodkich ciasteczek, do pieczywa… Makówki natomiast, kruszy się, pakuje i przekazuje do skupów, bo te – zdawałoby się odpady – mają kluczowe znaczenie przy preparowaniu narkotyku.

 

Mak (haşhaş) uprawiany jest od wieków w prowincji Afyonkarahisar. Stał się więc ważnym elementem tamtejszej kultury. Powszechne jest dodawanie maku do pieczywa i wielu słodkich wypieków.

 


Krem makowy, fot. P. Wroński

 

Ziarna maku to po turecku haşhaş tohumu, makowa słoma – haşhaş saman, zaś krem makowy z czekoladą przypominający Nutellę – Haşhaş Kreması (Haşhaşella). Morfina to po prostu morfin, zaś afyon znaczy opium.

 

 

 


Pojawienie się na rynku tureckim wyrobów bazujących na maku wywołało w mediach ożywioną dyskusję na temat ich wartości i walorów zdrowotnych. Właściciel marki Haşhaşella z prowincji Afyonkarahisar zapewnił, że w ich wyrobach nie ma składników sztucznych ani modyfikowanych genetycznie. Nie można zapominać, że to likwidacja nielegalnej produkcji opium w ostatniej ćwierci XX wieku, stała się impulsem dla rozwoju tych gałęzi przemysłu spożywczego, które wykorzystują mak.

Ponadto, zakłady farmaceutyczne, produkujące morfinę – ‘Afyon Alkaloids’ są dziś największym zakładem tego typu na świecie. Produkują 20% światowych zasobów morfiny, stosując zaawansowane technologie i prowadząc badania w nowoczesnych laboratoriach. Przejście w latach 70. XX wieku na legalną produkcję morfiny zamiast ściganych międzynarodowym prawem narkotyków, postawiła Turcję w grupie 6 krajów na świecie, w których produkcja morfiny jest dozwolona. Transformacja nie odbyła się jednak bezboleśnie. Dla wielu ludzi z regionu, rygorystycznie egzekwowany zakaz produkcji narkotyków był ekonomicznym wyrokiem – pozostawali bowiem bez źródła dochodu. Jak donosił w maju 1974 roku „The New York Times”, w ramach rekompensaty Turcja otrzymała od USA dotację w wysokości 35 mln USD. Niemal połowę tej kwoty przeznaczono na odszkodowania dla farmerów uprawiających mak. Ponadto Stany Zjednoczone uruchomiły długofalowy program restrukturyzacji gospodarki w prowincji Afyonkarahisar oraz 12 innych, wspomagany przez specjalistów i sowicie dofinansowywany. Efektem tej współpracy było uruchomienie w stolicy prowincji zakładów ‘Afyon Alkaloids’.

 

Makowe pola w Turcji (na terenie 13 z 80 prowincji), stanowią 54% światowego areału legalnych upraw. Dla prowincji Afyonkarahisar oraz jej stolicy, slogan: „Nie ma życia bez opium w Afyonie”, jest wciąż aktualny!

 


Afyon Alkaloids (artykuł prasowy pt.: „Turkey top opium producer”, dotyczący zakładów z 2012 roku): www.hurriyetdailynews.com
Raport na temat pozycji Turcji na świecie w dziedzinie przemysłu chemicznego (w latach 2015-2016; ściągnij w formacie PDF)

Haşhaşellawww.hashasella.com
Inne duże zakłady przetwórstwa spożywczego w prowincji Afyonkarahisar – Gelincik, są zlokalizowane w Döğer Belediyesi (dystrykt İhsaniye)www.gelincikhashas.com

Projekt ‘Doliny Frygijskie’ (Frig Vadileri): www.frigvadisi.gov.tr

Shoti gorący prosto z pieca

Na gruzińskich targowiskach, w piekarniach, restauracjach, a także koło domów na wsi wciąż samodzielnie piecze się chleb. Piece nazywają się tone, a pieczywo w ogóle – puri.

Pierwsze miejsce wśród wypieków zajmuje pszenny chleb shoti, rzecz ciekawa – podobny do wypiekanego w Indiach tandoor roti. Ciasto na zakwasie, wyrobione jedynie z mąki i wody z odrobiną soli, nakleja się na wewnętrznych ścianach pieca. Po paru minutach gotowe shoti spadają na blachę, która zakrywa węgle paleniska. Piekarz wyjmuje pachnące gorące bochenki i uczta – za 70 tetri – gotowa. Najsmaczniejsze są shotiświeżo wyjęte z pieca!

Zdjęcia do niniejszego posta pochodzą z tradycyjnej piekarni na targowisku w Chakvi, małej nadmorskiej miejscowości w prowincji Adżaria, położonej przy drodze z Kobuleti do Batumi. Stąd łódeczkowaty kształt chleba, odmienny niż w innych regionach Gruzji, gdzie shoti przypomina kształtem wygiętą (odpowiednio do profilu pieca) bagietkę.


Innym popularnym rodzajem chleba jest nazuki, do którego przygotowania używa się drożdży i piecze z rodzynkami. Ostatecznie, smakiem przypomina trochę naszą chałkę, bo jest delikatnie słodkawy. Ma jednak najczęściej kształt placka.

Shoti z szyldu w Chakvi, fot. Paweł Wroński

Nissan XTerra, na trasie

10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, pożyczonym dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).

Podróż do wnętrza Gruzji

Skały opowiadają o powstaniu i zasobach Ziemi. W kamieniołomie na północno wschodnim brzegu Jeziora Paravani, niezwykle barwnie! 

Miedź, rudy żelaza i aluminium, piryty, baryt – to tylko niektóre ze skarbów ukrytych w skałach Małego Kaukazu, fot. Paweł Wroński

Kolory skał w kamieniołomie są efektowną oznaką bogactwa minerałów występujących na  rozległym, ukształtowanym w wyniku działalności wulkanicznej Płaskowyżu Dżawacheckim (gruz.: ჯავახეთის პლატო), w Meschetii, prowincji zwanej oficjalnie: Samtskhe-Javakheti* (gruz.: სამცხე-ჯავახეთი), potocznie zaś, z racji solidnych zim – gruzińską Syberią.

U wrót kamieniołomu, czyli w bramie do geologicznych fundamentów Gruzji, fot. Paweł Wroński

Nieopodal rozlewa się największe jezioro Gruzji – Tba Paravani. Otoczenie tworzą łagodnie zarysowane szczyty Małego Kaukazu, a wśród nich, po zachodniej stronie akwenu piętrzy się jeden z wielu tutejszych, wygasłych przed wiekami wulkanów, Mta Didi Abuli (gruz.: დიდი აბული; 3300 m), najwyższy szczyt Małego Kaukazu w granicach Gruzji (najwyższy w ogóle – Giamysz wznosi się w paśmie Murowdag w Azerbejdżanie; liczy 3724 m wysokości).

Jezioro Paravani i dawno wygasłe wulkany w jego otoczeniu, fot. Paweł Wroński

Jeziora: Paravani (Tba Paravani, gruz.: ფარავნის ტბა) oraz usytuowane bardziej na południe i mniejsze Jezioro Saghamo (Tba Saghamo, inaczej: Ozero Tuman-Gël, gruz.: საღამოს ტბა), oddzielają pasma Gór Samsarskich i Dżawacheckich.

Nad Jeziorem Paravani (2073 m); w tle Mta Didi Abuli (3300 m), fot. Paweł Wroński

Tba Saghamo rozlewa się na wysokości 1997 m, ma 4,8 km2 powierzchni i jest płytkie – głębokość dochodzi zaledwie do 2,3 m. Tba Paravani leży na wysokości 2073 m. Powierzchnia akwenu liczy 37,5 km2, ale jego głębokość jest również niewielka – do 3,3 m.


10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, pożyczonym dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).


* nazwy podane w angielskiej transkrypcji fonetycznej mają też obowiązującą polską transliterację (w praktyce mało użyteczną), korzystając z tej konwencji nazwę prowincji zapisujemy ‘po polsku’: Samcche-Dżawachetia

Stoki Gór Dżawacheckich – na wschód od Jeziora Paravani, fot. Paweł Wroński

 

Midas Şehri, czyli Miasto Midasa

Był rok 1800, gdy podróżujący przez Ottomańskie Imperium płk. William Martin natknął się na skałę z napisami w nieznanym mu starożytnym języku. 24 lata później w wydanej przez siebie książce opisał wspomnienia sprzed ćwierćwiecza i nie omieszkał wspomnieć o Yazılıkayi – Opisanej Skale, jak ją nazywali Turcy.  Ba, nawet ją naszkicował.

Wspomnienia brytyjskiego pułkownika wzbudziły zainteresowanie wśród europejskich uczonych. Przełomowy moment w poznaniu tego rejonu nastąpił pod koniec XIX wieku, gdy do pobliskiej wioski Çukurca (Yazılıkaya góruje nad jednym z jej przysiółków, noszącym zresztą takie samo miano), zawitał szkocki archeolog William M. Ramsay. Rozszyfrowując inskrypcje natknął się na imię Mit-ta-a, władcy, którego skojarzył z mitycznym królem Midasem. Wyjątkową formację skalną nazwał więc Pomnikiem Midasa (tur. Midas Anıtı), zaś całą grupę Miastem Midasa (tur. Midas Şehri albo Midas Kenti).

Yazılıkaya, czyli Opisana Skała, bo pokryta inskrypcjami w języku Frygów. To najbardziej intrygujące miejsce w grupie skał nazwanej pod koniec XIX wieku Miastem Midasa. Fot. Paweł Wroński

Spośród frygijskich władców, kilku nosiło imię Mit-ta-a, czyli Midas, więc nie wiadomo, którego konkretnie mieli na myśli autorzy inskrypcji.

Badaczom udało się jednak ustalić, że napisy pochodzą z VII lub VI stulecia przed Chrystusem, a więc z czasów rozkwitu frygijskiego państwa, a te właśnie uwiecznili starożytni Grecy w znanym powszechnie micie o królu kochającym nade wszystko złoto.

 

A tak na marginesie – ptaki (być może również te ze zdjęcia), były od niepamiętnych czasów odczytywane jako znak przyszłych wydarzeń zesłany przez Bogów. Kto przenikliwy, niech się postara je zrozumieć.

 

Relief na skalnej ścianie przypomina wyglądem wejście do świątyni. Jednak nie prowadzi w głąb skały gdzie wykuto jedynie płytką niszę. Być może w przeszłości znajdował się tam posąg Kybele – otoczonej we Frygii najwyższym kultem Matar – Matki Bogów. Mıdas Şehri kryją jeszcze jedną skalną świątynię pokrytą płaskorzeźbami, nazwaną dla odróżnienia od dedykowanej dziś mitycznemu władcy Midasowi, Małą Yazılıkayą (Küçük Yazılıkaya) albo Niedokończonym pomnikiem (Bitmemiş Anıt), najprawdopodobniej też ku czci Kybele.

Mała Yazilikaya (Küçük Yazılıkaya) albo Niedokończony pomnik (Bitmemiş Anıt), fot. Paweł Wroński

Ponadto są tam kute w skałach grobowce oraz cysterny na wodę, zaś na płaskowyżu, rozciągającym się w najwyższej strefie skalnej grupy, ołtarz ofiarny. Ten z kolei powiązano z kultem bogini Kybele i uznano za drugie obok siedziby władców w Gordionie, niezwykle istotne dla cywilizacji frygijskiej miejsce – ośrodek kultu poświęcony najwyższej w ich panteonie bogini-matce (nazywanej także Matar). O wadze tego miejsca dla Frygów mogą świadczyć rozrzucone po okolicy pozostałości twierdz. Można je nawet jeszcze odnaleźć – na sąsiednich wzgórzach: Akpara, Pişmiş, Gökgöz i Kocabaş.

Na ołtarzu Kybele w Mieście Midasa, fot. Paweł Wroński

Niemniej ciekawie prezentuje się otoczenie Miasta Midasa. Tej największej w okolicy grupie skalnej towarzyszą mniejsze skupiska oraz pojedyncze formacje z widocznymi śladami użytkowania jako miejsca pochówków, świątynie, czy obronne osady.

 

Kybele ze zbiorów muzeum w Gordionie, fot. Paweł Wroński

Kybele to frygijska bogini płodności i urodzaju, inaczej zwana Wielką Macierzą albo Matką Bogów. Jej rozpowszechniony wśród ludów Azji Mniejszej, pradawny kult, przyjęli Rzymianie w okresie krwawych wojen z Hannibalem, czyli koło 204 roku przed Chrystusem.

Ponoć za sprawą wyroczni, dającej im nadzieję na uratowanie Rzymu, jeśli sprowadzą do niego Matkę Bogów. Tak się też stało, choć… nie bez perturbacjiDopiero po zwycięstwie nad Kartagińczykami pod Zamą, Kybele zaczęto utożsamiać w Rzymie z czczoną od dawna boginią Ops, małżonką Saturna.

 

 

Vis a vis Pomnika Midasa wznosi się przepruta licznymi otworami Skała czterdziestu oczu (Kırkgöz Kayalıkları). A nieco dalej na wschód od wsi Çukurca, Gerdekkaya Anıtı – antyczny grobowiec ze świątynną fasadą z portykiem wspartym na prostych, pozbawionych ozdób doryckich kolumnach. Ta skała jest z kolei pamiątką późniejszych, hellenistycznych czasów (na jej temat będzie wkrótce osobny wpis).

Kırkgöz Kayalıkları, czyli Skała czterdziestu oczu, fot. Paweł Wroński

 

Frygijskiego sanktuarium z wioski Çukurca w prowincji Eskişehir, nazywanego Yazılıkaya albo Midas Kenti nie należy mylić z jeszcze starszym zabytkiem, bo pochodzącym z czasów hetyckich, także określanym mianem Yazılıkaya. Hetycka ‘Opisana Skała’ pokryta jest reliefami datowanymi na XIII wiek przed Chrystusem. Znajduje się w środkowej Turcji, koło miasteczka Boğazkale (około 170 km na wschód od Ankary).

 

film – wkrótce (a na razie slajdowisko złożone automatycznie po uruchomieniu funkcji w aplikacji zdjęcia iPhone’a)

 

Starożytni Grecy uwiecznili postać Midasa w swojej mitologii. Dlaczego? Może rzeczywiście zaimponował im niewyobrażalnym bogactwem, wzbudzając jednocześnie współczucie nieszczęśliwym życiem, z którym pożegnał się samobójczo po klęsce swego królestwa. A może dlatego, że był pierwszym odnotowanym władcą spoza Grecji, który przybył do delfickiej wyroczni Apollina i, że pojął za żonę grecką księżniczkę. Ponadto – jak podaje Pausanias – za panowania króla Midasa miała powstać Ancyra, czy Ankyra (Ankira), miasto w Azji Mniejszej, utożsamiane dziś z Ankarą.

 


Latający Holender i „Midas Han”
Interesującą i malowniczą okolicę wykorzystał przedsiębiorczy Holender, Ben Claasz Coockson. Przed kilku laty kupił we wsi podupadłe gospodarstwo, wyremontował, i od 2014 roku prowadzi ekskluzywny pensjonat agroturystyczny – „Midas Han”, czyli Zajazd Midasa, a jakżeby inaczej mógł go nazwać?! Gośćmi są przede wszystkim rodacy i znajomi z krajów Beneluksu, zasobni mieszkańcy Stambułu i Ankary oraz pracownicy placówek dyplomatycznych i handlowych z tureckiej stolicy (www.midashan.com).

Ben się już nawet trochę „sturczył”, przynajmniej z ekonomicznego punktu widzenia. Zapytany o cenę pobytu, kiwa z namysłem głową, a po chwili mówi ze znaczącym uśmiechem – „Są dwie… oficjalna: 50 euro od osoby (HB) oraz nieoficjalna, niższa. Ale – dodaje po chwili – kto płaci tę pierwszą, poza dwoma posiłkami korzysta bezpłatnie z organizowanych przeze mnie wycieczek po okolicy; niższa cena wycieczek nie obejmuje!”.


Midas Şehriwww.eskisehirkulturturizm.gov.tr
Projekt ‘Doliny Frygijskie’ (Frig Vadileri): www.frigvadisi.gov.tr
O kulcie Kybele, ciekawiewww.imperiumromanum.edu.pl

Pogodny mędrzec z Sivrihisaru

Dünyanın merkezi burasıdır’, czyli ‘Tutaj jest środek świata’, głosi napis na cokole pomnika Nasreddina Hocy dłuta Metina Yurdanura, artysty-rzeźbiarza urodzonego na terenach dawnej Frygii, w miejscowości Sivrihisar w dystrykcie Eskişehir.

Nasreddin Hoca (zdjęcie znalezione w Internecie w przewodniku online po prowincji Eskişehir i okolicy:  www.kucukdunya.com)

W drodze do wykopalisk Gordionu, odkrytej przez archeologów stolicy antycznej Frygii, przejeżdżałem właśnie przez Sivrihisar. Gdy przy drodze mignęła mi pogodna rzeźbiona postać – człowiek na osiołku w wielkim turbanie, pamięć pobiegła dwie dekady wstecz, do 1996 roku dedykowanego przez UNESCO Nasreddinowi Hocy, postaci na poły legendarnej, sędziemu i filozofowi, któremu przypisuje się autorstwo niezliczonych satyrycznych i humorystycznych przypowieści, anegdot i bajek, znanemu nie tylko w Anatolii, czy szerzej – w Turcji, ale w całym muzułmańskim świecie, a nawet poza jego granicami. W zabawnych, opowiadanych dzieciom przygodach Nasreddina, czy w konwersacjach ze spotykanymi przez niego ludźmi, ważną, bo symboliczną rolę pełni osiołek. Jest bowiem jedynym ‘rumakiem’ odpowiednim dla kogoś, kto przekazuje innym tzw. ludowe mądrości.

Nasreddin Hoca z XVII-wiecznej miniatury; źródło: www.wikimedia.org

Nasreddin Hoca (1208-1284) to postać historyczna, choć w jego biografii fakty mieszają się z wytworami fantazji, zresztą nie tylko współczesnych. Na drugi plan schodzi więc to, że studiował koran pod kierunkiem wybitnych imamów, że sam pełnił taką funkcję w rodzinnej wiosce, że był uczonym, czy to, że rozstrzygał spory jako kadi (sędzia). zamiast tego pojawiają się opowieści o nadludzkich możliwościach Nasreddina, o tym, że udzielał rad sułtanom Seldżuków, a nawet władcy Mongołów – Tamerlanowi, który przyszedł przecież na świat niemal sto lat po śmierci filozofa z Anatolii, że potrafił być w kilku miejscach jednocześnie, czy to, że utrzymywał bliskie stosunki ze słynnym islamskim teologiem, wybitnym sufickim poetą i mistykiem, założycielem bractwa wirujących derwiszów, Mevlaną Celaleddinem, znznym jako Rumi.

Poczucie humoru jakie przypisuje się Nasreddinowi Hocy ilustruje znakomicie poniższa animacja zatytułowana „Baklava”, dotycząca znanej również u nas przestrogi przed wścibskością, ujętej ludowym porzekadłem: „nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy”. Widać, że mędrzec nie szedł na skróty, ale że prowadził rozmówcę tak, by sam wyciągnął wnioski.

– Hello Sir!
Hello young man
– Have you just seen the man carrying a tray full of baklava?
That’s none of my business son
– But sir, he was going to your house!
In that case, It’s none of your business young man!


 

Hoca znaczy po turecku nauczyciel, a ‘c’ wymawia się jak ‘’ (tak jak, np.  w angielskim imieniu John), stąd spotyka się transkrypcję Nasreddin Hodja. W Azerbejdżanie i w Iranie mówi się Molla albo Mulla Nasreddin, Arabowie używają określenia Juha, a mieszkańcy Tadżykistanu – Mushfiqi. Imię także wymawia się różnie, np.: Nasrettin, Nasrudin, Nasr ed-din, czy  Nasr al-din.

 


Nasreddin Hoca – biografia zamieszczona w oficjalnym portalu tureckiego Ministerstwa Kultury i Turystyki: www.kultur.gov.tr

Frygia – 7 minut w królestwie Midasa

Frygia to antyczne królestwo w Azji Mniejszej, którego dziedziny należą dziś do Turcji.

Przed wiekami władał nim Midas, tak – ten uwieczniony w greckich mitach. A, że w jego dramatycznych dziejach jest źdźbło prawdy, dowodzą odkrycia dokonywane współcześnie przez archeologów.

Zapraszam na slajdowisko, zaledwie 7-minutowe, najprostszy sposób by poznać tę nieznaną szerzej, a niezwykle piękną i ciekawą krainę. Na marginesie dodam tylko, że złota tam nie ma, ale są inne, niemniej cenne skarby!

A jeśli się wam spodoba, to pamiętajcie, że poznanie tej krainy ułatwia sieć szlaków dla piechurów i rowerzystów o łącznej długości 506 km (Frig Yolu – Droga Frygijska).

ps.
Jako podkładu muzycznego użyłem utworu Loreeny McKennitt pt. „Beneath a Phrygian Sky” (Pod niebem Frygii), z wydanej w 2006 roku płyty „An Ancient Muse”. Jako, że to niekomercyjne wykorzystanie, kanadyjska artystka oraz wydawca płyty (Kontor New Media Music, [Merlin] Africori, and UMG) – mam nadzieję – mi wybaczą.


Frig Yolu (oficjalny portal tureckiego ministerstwa kultury i turystyki); projekt Doliny Frygijskie (Frig Vadileri):  www.frigvadisi.gov.tr
Phrygian Way (po angielsku): www.cultureroutesinturkey.com

Złoto króla Midasa, współcześnie

Ponoć wszystko czego dotknął się Midas, władca Frygów, zamieniało się w złoto. Ale spełnienie marzeń o nieprzebranych bogactwach okazało się wkrótce przekleństwem.

Rzeczywiście, w antycznej Frygii żył król Midas. Ba, są nawet dowody, iż był bogaty, ale czy bogactwo zapewniło mu wieczne szczęście? Raczej nie, skoro umarł jak wszyscy, a świat nie zna nawet jego twarzy. Miał jednak szczęście, o tyle, że starożytni Grecy uwiecznili jego postać w dramatycznym micie. Dzięki temu, władca Frygów stał się heroldem ponadczasowego przesłania, że wszystko jest dla ludzi, byle… bez przesady.

Grobowiec Midasa (tur. Midas Tümülüsü) – tak nazwano jeden z największych kurhanów Gordionu, stolicy starożytnej Frygii (www.anadolumedeniyetlerimuzesi.gov.tr), fot. Paweł Wroński

Gwiazda Frygów jaśniała na dziejowym firmamencie przez dwa stulecia w okresie VIII-VI wieku przed Chrystusem. Ślady tej antycznej kultury odnajdują dziś archeologowie, i są to – istotnie – skarby bezcenne. Frygijska cywilizacja musiała być potężna, gdyż nie uległa zatraceniu pod wpływem następnych – lidyjskiej, helleńskiej, rzymskiej, bizantyjskiej, a wreszcie tureckiej, która jej spuściznę odkrywa i pieczołowicie chroni.

Yazilikaya, czyli Malowana, albo Pisana skała – kluczowy punkt w tzw. Mieście Midasa (Midas Şehri), grupie skał kryjących pamiątki po Frygach, fot. Paweł Wroński

Współcześni mieszkańcy dawnej Frygii nie zadowalają się jednak splendorem przeszłości, ale nadal zamieniają w złoto to, co ich ziemia rodzi w wielkiej obfitości: glinę, marmur, termalne wody i mak. Ostatnio zapragnęli także zamienić w złoto piękno swojego krajobrazu i wśród skał o niebywałych kształtach tworzą sieć szlaków dla piechurów i rowerzystów. İnşallah!

 

Frygijskie trasy trekkingowe tworzą sieć o łącznej długości 506 km. Wyznaczone szlaki (w liczbie 67) wiodą dolinami frygijskiej krainy, rozciągającej się na terenie 3 prowincji, w centralnej i zachodniej Anatolii, do śladów starożytnych cywilizacji – kutych w skałach osiedli, świątyń, grobowców, warsztatów współczesnych artystów i rzemieślników, nad malownicze jezioro Emre oraz do 5 miast i 44 wiosek. Orientację w terenie oraz uzyskanie wiadomości o zabytkach i innych interesujących miejscach, historii, przyrodzie, tradycjach i kuchni, ułatwi aplikacja na smartfony z przewodnikiem i routeplannerem GPS oraz internetowa strona projektu Frigya Vadileri (Doliny frygijskie).

 

Aslankaya – widok od północno wschodniej strony – ten ostaniec sterczy przy polnej drodze w rejonie miasteczka Döğer i wsi Üçlerkayası; płaskorzeźby południowej ściany datowane na VII wiek przed Chrystusem są dedykowane frygijskiej bogini Kybele, fot. Paweł Wroński
Skały o fantazyjnych kształtach w rejonie Üçlerkayası Köyü, czyli dolina bajkowych kominów nazywana często mini-Kapadocją, choć nie ustępuje tamtej słynnej krainie ani na krok; fot. Paweł Wroński
Emre gölü (Jezioro Emre), to akwen w prowincji Afyonkarahisar o powierzchni około 5 km2 i max. głębokości 3 m (te wielkości ulegają zmianie, w zależności od stanu wody). Akwen jest popularnym miejscem aktywnego wypoczynku oraz cenionym przez wędkarzy łowiskiem, fot. Paweł Wroński

Frig Yolu (Droga Frygijska) albo Frigya Vadileri (Doliny Frygijskie), to projekt realizowany pod auspicjami tureckiego Ministerstwa Kultury i Turystyki (T.C. Kültür ve Turizm Bakanliği: www.kulturturizm.gov.tr), na obszarach trzech prowincji Anatolii: Afyonkarahisar, Eskişehir oraz Kütahya. Promocją projektu zajmuje się zrzeszenie podmiotów publicznych i prywatnych Frigküm. Strony projektu: www.frigvadisi.gov.tr

              


Informacje o międzynarodowej podróży studyjnej po Frygii (Mysterious Phrygia Trip), w której uczestniczyłem w dniach 25-28 lipca 2018, zamieszczono w tureckich portalach, m.in.:  www.tanitma.gov.tr oraz www.denizhaber.com.tr. Podczas pobytu w Afyonkarahisarze korzystaliśmy z gościny hotelu „NG Afyon Wellness & Convention” (www.nghotels.com.tr).

Wkrótce, w jednym z kolejnych postów, film z tej wyprawy, a tutaj propozycja iPhone’a 🙂


Suliko – z Gruzji przez ZSRR w świat

„Suliko” to piosenka o miłości spod Kaukazu, której słowa napisał Akaki Cereteli, wybitny poeta, prozaik i publicysta gruziński przełomu XIX i XX stulecia. Muzykę skomponowała Warienka Cereteli (Варвара Спиридоновна Мачавариани).

Piosenkę w interpretacji Tamary Lordkipanidze nagrałem podczas Dnia kulturalnego Gruzji, zorganizowanego przez Centrum Międzykulturowe, 6 czerwca 2018, w siedzibie instytucji, przy Pl. Hallera w Warszawie (formalnie: Jagiellońska 54). www.centrumwielokulturowe.waw.pl


 

Akaki Cereteli (1912), fot. www.burusi.wordpress.com

Akaki Cereteli (1840-1915) pochodził ze starego arystokratycznego rodu gruzińskiego. Gruntownie wykształcony, postępowy intelektualista stanął na czele niepodległościowego ruchu, dążącego do wyzwolenia Gruzji spod kurateli carskiej Rosji.

Jako poeta i pisarz, pozostawił po sobie szereg pism patriotycznych, lirycznych, satyrycznych, humorystycznych. Jednak to rozsławiony pieśnią wiersz „Suliko”, sprawił, że o nazwisku Akakiego Ceretelego usłyszano daleko poza granicami niewielkiego kaukaskiego kraju.

Nie od razu jednak, bo jak na ironię, o popularności piosenki zdecydowano w czasach radzieckich, gdy Gruzja nie była już wprawdzie carską gubernią, ale nadal – jako republika radziecka – nie była wolna. Tak się złożyło, że ta romantyczna piosenka uwiodła samego Stalina. Może z sentymentu do ojczyzny, a może dlatego, że poruszała w jego duszy jakieś głęboko skrywane, delikatne struny. Żeby zaskarbić sobie przychylność ojca narodu, „Suliko” włączały do repertuaru kolejne radzieckie chóry, w tym słynny Chór Aleksandrowa, założony u schyłku lat 20. XX wieku. Dzięki ich koncertom – w krajach socjalistycznych, a po śmierci sowieckiego dyktatora, również poza granicami bloku – pieśń poznał cały świat.

Potem przyszedł czas na przeróbki i modyfikacje konwencji, ale także na tłumaczenia tekstu. Najpopularniejsze polskie słowa napisali Aleksander Rymkiewicz * i Wanda Sieradzka **, a wśród wielu wykonań, największym bodaj powodzeniem cieszyła się po wojnie interpretacja Chóru Czejanda do słów Rymkiewicza, potem zaś Sławy Przybylskiej do słów Sieradzkiej. Piosenkę do swojego repertuaru włączyła Eleni, chętnie wykonują ją piosenkarki i zespoły nurtu disco polo.

Suliko to imię dziewczyny, a jednocześnie… ‘dusza’ po gruzińsku.

Okładka płyty wydanej przez Muzę, na której „Suliko” wykonuje Chór Czejanda przy akompaniamencie Czesława Aniołkiewicza (fortepian), do słów Aleksandra Rymkiewicza (fot. z portalu www.staremelodie.pl)

* Suliko (słowa Aleksandra Rymkiewicza)

Chciałem znaleźć mej miłej grób,
Smutek co dzień me serce gniótł.
Wiosną młode serca bez miłości schną,
Gdzie ty jesteś, mów, Suliko?

W bujnym lesie kwiat róży drży,
Na jej płatkach lśnią rosy łzy.
Czy to ty tak pięknie wznosisz głowę swą,
Kwitnąc z dala stąd, Suliko?

Nad kochaną swą różą dziś
Słowik w gąszczu zgiął młody liść.
Zapytałem tak, jak wzdycha wody dno:
Czy to jesteś ty, Suliko?

Dziobkiem przywarł do listków drzew,
W ciszy lasu w krąg zabrzmiał śpiew
I dzwoniła pieśń słowika aż do dnia,
Jakby mówił mi: tak, to ja.

Słowa za: www.staremelodie.pl
Piosenka w wykonaniu Chóru Czejandawww.youtube.com


** Suliko (słowa Wandy Sieradzkiej)

Gdzie rozkwita kwiat, róży kwiat,
na gałązce siadł lotny ptak.
Zadrżał wśród listowia purpurowy pąk,
czemu serce drży, Suliko?
Zadrżał wśród listowia mały róży pąk,
czemu serce drży, Suliko?

Jedzie wrony koń spoza wzgórz,
jeździec zbliża się, wchodzi w próg.
Spragnionemu dajże wody, wyjdź przed dom,
czemu kryjesz się, Suliko?
Spragnionemu dajże wody, wyjdź przed dom,
czemu kryjesz się, Suliko?

Pięknie pachnie chleb, pachnie miód,
proszę, napij się, ucisz głód.
Ale nadaremnie ściga mnie twój wzrok,
inna jestem już Suliko.
Ale nadaremnie ściga mnie twój wzrok,
inna jestem już Suliko.

Wiłam z przędzy nić, długą nić,
z przędzy powstał szal, zwiewny szal.
Szal do przędzy niepodobny nic a nic,
i ty jesteś już nie ten sam.
Szal do przędzy niepodobny nic a nic,
i ty jesteś już nie ten sam.

Pobladł jeździec i ruszył w cwał,
w locie zerwał kwiat, róży kwiat.
Zdrada rani serce, kolec rani dłoń,
zapłakała w głos Suliko.
Bo umiera miłość, kiedy stargasz ją,
mówi stara pieśń, Suliko.

Piosenka w wykonaniu Sławy Przybylskiejwww.youtube.com


Po gruzińsku można posłuchać pieśni na Youtube, m.in. w wykonaniu Katie Melua, której towarzyszy męski chór „Shvid Katsa” (www.youtube.com), „Tria Tbilisi” (www.youtube.com), albo duetu Sorena i Stano: (www.youtube.com) oraz wielu innych.

Poniżej imponujące wykonanie pieśni przez Chór Armii Czerwonej, w którym dyryguje osobiście założyciel zespołu Борис Александрович Александров.

Я могилу милой искал,
Но ее найти нелегко,
Долго я томился и страдал;
Где же ты моя Сулико!

Розу на пути встретил я,
В поисках уйдя далеко,
Роза, пожалей, услышь меня,
Нет ли у тебя Сулико?

Среди роз душистых, в тени,
Песню соловей звонко пел,
Я у соловья тогда спросил
Сулико не ты ли пригрел?

Соловей вдруг замолчал,
Розу тронул клювом легко,
Ты нашел, что ищешь, – он сказал
Вечным сном здесь спит Сулико

Роза, наклонившись слегка,
Свой бутон раскрыв широко,
Тихо прошеплала мне тогда
Не найти тебе Сулико.


Słowa w języku oryginału (po gruzińsku)

სულიკო

საყვარლის საფლავს ვეძებდი,
ვერ ვნახე!.. დაკარგულიყო!..
გულამოსკვნილი ვჩიოდი:
„სადა ხარ, ჩემო სულიკო?!“

ეკალში ვარდი შევნიშნე,
ობლად რომ ამოსულიყო,
გულის ფანცქალით ვკითხავდი:
„შენ ხომ არა ხარ სულიკო?!“

სულგანაბული ბულბული
ფოთლებში მიმალულიყო,
მივეხმატკბილე ჩიტუნას:
„შენ ხომ არა ხარ სულიკო?!“

შეიფრთქიალა მგოსანმა,
ყვავილს ნისკარტი შეახო,
ჩაიკვნეს-ჩაიჭიკჭიკა,
თითქოს სთქვა: „დიახ, დიახო!“