Sułtan zaprasza do walca

Abdülaziz Han (1820-1876), 32. sułtan Ottomańskiego Imperium z dynastii osmańskiej, ciekawy świata, o szerokich zainteresowaniach i gruntownie wykształcony, odbył – jako pierwszy z tureckich władców – podróż po Europie, odwiedzając kluczowe stolice kontynentu.

Podróż stała się dla niego źródłem inspiracji w muzyce, którą z talentem komponował – jako pierwszy w Turcji – również na wzór europejski! Abdülaziz Han stykał się z muzyką klasyczną Starego Kontynentu już wcześniej, bo od 1828 roku, gdy na zaproszenie dworu przybył do Stambułu Giuseppe Dionizetti. Brat słynnego włoskiego kompozytora operowego, uczył członków sułtańskiej rodziny, zarażając miłością do muzyki dworskiej – stylu, jakiemu sam hołdował. Nic więc dziwnego, że fascynacja kulturą krajów zachodnich przebija z partytur muzycznych sułtana Abdülaziza, tak jak w utworze „Valse Davet” (Zaproszenie do walca), który wykonuje Ottoman Ensemble.

 

 

Nagranie z koncertu finałowego cyklu wykładów, pokazów oraz warsztatów, jakie pod auspicjami Ambasady Republiki Turcji w Polsce, odbywały się przez 1,5 roku na Zamku Królewskim w Warszawie pod hasłem: „600 lat relacji polsko-tureckich”.

Ottoman Ensemble w Sali Wielkiej zamku Królewskiego w Warszawie, fot. Paweł Wroński

 

 

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Reklamy

Wróżenie z fusów

Moda na wróżenie z fusów – kawowych i herbacianych – opanowała Europę w XVII wieku. Mieli w tym swój udział Turcy, Holendrzy i mieszkańcy wysp brytyjskich.

Ci pierwsi opracowali już wcześniej opasłe katalogi znaczeń możliwych wzorów jakie tworzą kawowe fusy, ci drudzy zwozili (przyszłe) herbaciane fusy z Chin do Europy w ładowniach swych statków. Natomiast ci ostatni, nudząc się w mgliste i dżdżyste wieczory, chętnie wypełniali sobie w ten sposób czas, gdy w filiżankach zabrakło już wonnego napoju. Szczyt popularności wróżenia z herbacianych fusów przypadł na epokę wiktoriańską.

Ponieważ fusy osadzały się na ściankach naczynek, finezyjną sztukę interpretowania wzorów i wyciągania z tego wniosków na temat przyszłości, nazwano tasseomancją (posługiwano się także określeniem tasseografia, a nawet – z nutą naukowego zacięcia – tasseologia), od arabskiego określenia filiżanki – tasse.

 

Wróżenie z kawy to po turecku kahve falı.

 

Zamieniwszy się w rodzaj towarzyskiej gry tasseomancja przyjęła się w innych krajach, sięgając też wschodniej Europy. Ba, przykładając może mniejszą wagę do rezultatów niż 200 lat temu, wiele osób również dziś chętnie wróży sobie przyszłość z fusów. Powodzenia!

Chociaż mamy udział w otwarciu się Europy na doznania płynące z filiżanki kawy (worki z ziarnami kawy wpadły w ręce Sobieskiego w 1863 roku, gdy jego zwycięskie wojska plądrowały pod Wiedniem namioty Kara Mustafy), dopiero od dwóch dekad, tak wielu spośród nas nie wyobraża sobie dnia bez przynajmniej jednej filiżanki kawy, fot. Paweł Wroński

 

A tak na marginesie, czy wiecie, że turecka filiżanka do kawy jest mniejsza od europejskiej? Że turecka kawa jest szczególnie drobno mielona, przez co jej roztarte na pył ziarenka przenikają przez każde sito, tworząc w filiżance zawiesinę? I, że parzenie kawy po turecku zostało w 2013 roku wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO?

 

Osman Serim, który osobiście przyczynił się do umieszczenia obyczaju parzenia kawy po turecku na liście UNESCO, opowiada o dziejach kawy, o jej drodze z Etiopii przez kraje arabskie do Europy, a potem na inne kontynenty, fot. Paweł Wroński

Osman Serim: www.osmanserim.com
Przyczynek do tematu: https://pawelwronski.blog
O wróżebnej tureckiej technice czytajcie na blogu ‘Cafe Hurriya’: www.cafe-hurriya.blogspot.com


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Şefika i 94. urodziny Republiki Turcji

W międzynarodowym środowisku muzycznym, turecką flecistkę Şefikę Kutluer nazywają „Magicznym Fletem”. Wielokrotnie nagradzana w kraju i za granicą artystka, jest solistką Narodowej Orkiestry Symfonicznej z Izmiru. W podobnej roli występuje również z Kameralną Orkiestrą UE.

Flecistka Şefika Kutluer i pianistka Naile Ahmedova podczas koncertu w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego w Warszawie, fot. Paweł Wroński

Z okazji 94. rocznicy proklamacji Republiki, Ambasada Turcji w Polsce zorganizowała uroczysty koncert w Wielkiej Sali Zamku Królewskiego w Warszawie. Występ Şefiki Kutluer uświetnił wydarzenie (www.sefikakutluer.com; www.facebook.com)*. Akompaniowała jej na fortepianie Naile Ahmedova, pianistka Tureckiej Opery Narodowej w Ankarze. W programie znalazło się 5 utworów:
* Taniec błogosławionych duchów z opery Orfeusz i Eurydyka Krzysztofa Glucka
* Menuet & Badinerie ze suity orkiestrowej nr 2 Jana Sebastiana Bacha
* Węgierska fantazja pastoralna Franciszka Dopplera
* Walc Fryderyka Chopina
* Marsz Turecki z XI Sonaty Fortepianowej Wolfganga Amadeusza Mozarta.



 

* Doceniając talent Şefiki Kutluer, Ian Anderson z Jethro Tull skomponował „Sefika’s Tango”.  Artystka koncertowała z zespołem wielokrotnie, wykonując m.in. ten właśnie, dedykowany jej utwór (www.youtube.com).

 

Koncert poprzedziło przemówienie J.E. Ambasadora Republiki Turcji w Polsce, Tunça Üğdüla. Imprezę zakończył bankiet w Arkadach Kubickiego.

J.E. Ambasador Republiki Turcji w Polsce, Tunç Üğdül z małżonką, fot. Paweł Wroński

Proklamując w 1923 roku Republikę Turcji, Mustafa Kemal Atatürk – Ojciec Wszystkich Turków, wyrażał nadzieję na „pokój w ojczyźnie, pokój na świecie”.

Współczesna Turcja jest spadkobiercą jego idei, ale jednocześnie sukcesorem rozległego osmańskiego imperium – ojczyzną różnorodnych grup etnicznych, narodowściowych i religijnych. Jej kultura tworzy więc barwny kalejdoskop, natomiast (s)pokój w ojczyźnie pozostaje wciąż wyzwaniem. Tym większym, że Republika Turcji narodziła się w epoce kształtowania w Europie i na świecie państw narodowych, a teraz – największą bodaj wartością jest regionalne zróżnicowanie, któremu hołduje UE oraz większość jej krajów członkowskich. Turcja zadeklarowała chęć przyłączenia do Wspólnoty dość dawno, proces akcesyjny uległ jednak spowolnieniu za prezydentury Recepa Tayyipa Erdoğana.

Przemówienie J.E. Ambasadora Turcji w Polsce, Tunça Üğdüla, fot. Paweł Wroński

 

Cumhuriyet Bayramı w dniu 29 października (Święto Republiki, 29 ekim), jest najważniejszym świętem państwowym w Turcji.

 


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Ebru – na wodzie malowanie

Ebru – sztuka malowania na wodzie kształtowała się przez stulecia, a jej głównymi ośrodkami stały się z początkiem XVI wieku metropolie tureckiego imperium: Buchara (dziś w Uzbekistanie) oraz Stambuł. W 2015 roku wpisano ebru na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO.

Kwiaty Anny Amil wykonane pdczas prezentacji ebru na Zamku Królewskim w Warszawie, fot. Paweł Wroński

Sztukę tę mylnie utożsamia się z techniką marmurkowania – również wywodzącą się z Turcji, a dziś powszechnnie używaną w introligatorstwie starodruków. Szuka się także podobieństw z japońskim kunsztem suminagashi – tworzenia deseni przez tusze pływające na wodzie. Ebru, zdecydowanie odróżnia od nich brak przypadkowości. Ebruista wie dokładnie czego pragnie i dąży do uzyskania takiego efektu jaki sobie wymarzył. Natomiast wzory stworzone technikami marmurkowania czy suminagashi, choć nierzadko porywające, są od woli artysty niezależne.

Nazwa tego wywodzącego się z tradycji orientu gatunku malarstwa pochodzi od perskiego określenia ebri (wym. abrï), oznaczającego coś zwiewnego, falistego, jak chmura.

Niepowtarzalność dzieł ebru wykorzystywano w Turcji już od XVI wieku, używając papierów zdobionych przez ebruistów do prowadzenia oficjalnej korespondencji oraz wystawiania dokumentów sułtańskich. Nie można ich było bowiem podrobić – ani skopiować, ani nawet powtórzyć uzyskanego przez konkretnego artystę wzoru. Najstarszy obraz wykonany techniką ebru o potwierdzonej dacie wykonania znajduje się w zbiorach muzealnych Pałacu Topkapi w Stambule. Powstał w 1539 roku.

W XIX wieku sztukę ebru zdominowały wzory kwiatowe i to one wyznaczają dziś kanon piękna obrazów wykonanych tą finezyjną techniką. Praca nad obrazem uważana jest także za formę medytacji, bo żeby ukończyć dzieło konieczne są głęboka koncentracja i spokój umysłu.

Anna Amil – ebruistka z Krakowa, fot. Paweł Wroński

Anna Amil, absolwentka orientalistyki i filologii tureckiej UJ, zajmuje się ebru od 7 lat, a swój warsztat doskonaliła pod okiem mistrzów ze Stambułu. Swoje kompozycje tworzy na papierze, choć dziś zdobi się w ten sposób także jedwab, choćby do celów użytkowych, jak na przykład krawaty.

Próbka możliwości jakie daje jedna z technik ebru, polegająca na rozprowadzaniu farb płynnymi ruchami – „pójdź i wróć”, fot. Paweł Wroński

Niezwykłe znaczenie dla sztuki ebru ma przygotowanie farb z naturalnych składników określonego pochodzenia, a nawet „oswojenie wody” w kuwecie, w której obraz powstaje. Składnikiem kluczowym jest żółć wołowa, która sprawia, że farby osiągają odpowiednią gęstość. Niebagatelne znaczenie ma oczywiście wyobraźnia twórcy, bo to ona podsuwa pomysły i sposoby odzwierciedlenia zrodzonych w myślach motywów na papierze, na który z powierzchni wody delikatnie się je przenosi.

Kwiat wykonany przez Annę Amil podczas kótkiego pokazu. Niby proste, ale kluczem było przygotowanie farb i wody, które umożliwiły sporządzenie tego delikatnego kwiatowego motywu, fot. Paweł Wroński

Anna Amil przedstawiła sztukę ebru podczas pokazu zorganizowanego na Zamku Królewskim w Warszawie pod auspicjami Ambasady Turcji w Polsce. W ramach kierowanego przez nią warsztatu powstało także kilka prac amatorskich.


Poznaj Turcję: www.facebook.com/PoznajTurcje/


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Kobiety nad Bosforem

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Stambuł, dziś największa metropolia Turcji, niegdyś Konstantynopol – stolica Bizancjum, rozsiadła się okrakiem nad Bosforem, łącząc europejski brzeg cieśniny z azjatyckim.

Oprócz kontynentów, nad Bosforem spotykają się dwie kultury – europejska z bliskowschodnią oraz dwie wielkie religie monoteistyczne – chrześcijaństwo z islamem. Te zetknięcia dodają miastu niezwykłego kolorytu, rodząc również problemy, choćby nietolerancję jako uboczny efekt „powrotu do tradycyjnych wartości religijnych„. Na pozór, jednak wciąż jest pięknie, a przynajmniej było – w lipcu 2017, bo turystyka pozostaje kluczową dziedziną tureckiej gospodarki, a gdzie jak gdzie, ale najwyraźniej odczuwa się to w Stambule.

Selfie z widokiem na Złoty Róg z tarasu restauracji Konyali w kompleksie pałacowym Topkapi, fot. Paweł Wroński

Z tarasów kompleksu pałacowego Topkapi widać doskonale zatokę Złoty Róg i stambulski Manhattan jaki wyrósł na przełomie XX i XXI wieku, tworząc nowoczesne biznesowo-shoppingowe centrum miasta na europejskim brzegu cieśniny.

W cieniu pawilonu na terenie zamienionego na muzeum sułtańskiego pałacu – Topkapi Sarayi, fot. Paweł Wroński

Słynna rezydencja ottomańskich sułtanów jest zespołem pawilonów o różnorodnym przeznaczeniu – prywatnym, oficjalnym, modlitewnym. Dziś, uzupełniona o lokale gastronomiczne z przytulonym do murów, otwartym dla publiczności parkiem Gülhane (Gülhane Parkı), jest jednym z ulubionych celów odwiedzin przybyszów ze wszystkich prowincji kraju i zza granicy. Trzeba wszakże pamiętać, że w roku 2016 liczba gości zza granicy spadła – oficjalnie – o 30% w stosunku do lat poprzednich. Z jednej strony wpłynęły na to tragiczne w skutkach zamachy terrorystyczne, z drugiej – nasilające się łamanie praw człowieka przez prezydenta Erdogana, bezpardonowo zwalczającego opozycję.

 

Jak podaje Amnesty International Polska, „Turecki sąd pozbawił wolności dyrektorkę Amnesty International w Turcji Idil Eser oraz 7 innych obrońców praw człowieka zaledwie kilka tygodni po aresztowaniu prezesa Tanera Kiliça. Wobec 2 kolejnych, władze wydały nakaz aresztowania. Uwięziono ich dokładnie wtedy, kiedy są najbardziej potrzebni: gdy niezależne media są uciszane, zabieranie głosu jest ryzykowne, a ludzie żyją w strachu”.

 

Ulica İstiklal w dzielnicy Beyoğlu jest dziś shoppingową, tłumnie odwiedzaną aleją, fot. Paweł Wroński

Niezależnie od tego ile w tym ostentacyjnie wyrażanego sprzeciwu, a ile obawy o bezpieczeństwo, faktem jest, że trudno dziś spotkać turystów z krajów Zachodniej Europy, nie przyjeżdżają też Japończycy. Wciąż jest jednak sporo Rosjan i trochę Polaków, najwięcej jednak widać gości z Chin i Korei, a nade wszystko z krajów Bliskiego Wschodu. Rosnąca liczba tych ostatnich jest efektem intensywnej kampanii promującej walory turystyczne Turcji, prowadzonej w krajach muzułmańskich.

Gülhane Parkı, popularne miejsce rodzinnego wypoczynku i towarzyskich spotkań w plenerze, fot. Paweł Wroński

W efekcie, na ulicach Stambułu obserwować można różnorodne zachowania i stroje kobiet, żyjących w środowiskach hołdujących koranicznej tradycji. Od liberalizmu charakterystycznego dla Turcji, zwłaszcza dla wielkich miast, po towarzyszące mężom stare i młode kobiety, okutane od stóp do głów na czarno, oglądające świat przez wąską szczelinę czarczafu – choć nie jest to strój komfortowy, wydaje się nie przeszkadzać żadnej z nich we wspomaganiu własnych wrażeń, czerpanymi z Internetu.

Im bardziej szczelne zakrycie, tym kraj pochodzenia jest bardziej ortodoksyjny obyczajowo, fot. Paweł Wroński

Najbardziej kolorowo i – ewentualnie – z lekkim jedynie odcieniem tradycji ubierają się młode Turczynki. Z krajów najradykalniejszych religijnie, gości oczywiście nie ma, bo po prostu nie podróżują.

Muzułmanki z tradycyjnych środowisk muszą przy posiłkach unosić niqab – zasłonę na twarz, część czarczafu (hidżab), fot. Paweł Wroński

 

Niqab to zasłona na twarz, część czarczafu (hidżab) o wielkim znaczeniu w świetle prawa koranicznego. Nie jest powiedziane, że „(…) kobieta, która nie nosi niqabu, nie znajdzie się w Raju, albowiem jak wiemy, są dwa ważne poglądy odnośnie hidżabu. Jeden pogląd, który podzielają uczeni to – niqab (zasłanianie twarzy) jest wadżib (obowiązkowy) inni twierdzą że jest – mustahab (zalecany, i jest to najlepsza rzecz, aczkolwiek nie-obowiązkowa). (…) wyjaśnienie dla tych, którzy twierdzą, że >>niqab nie ma podstaw w islamie i nie ma znaczenia<< (…) – ludzie tacy powinni zrozumieć, że niqab znajduje uzasadnienie w Koranie i hadisach – i nawet jeśli ktoś podziela pogląd, że nie jest wadżib – jest on niezaprzeczalnie najlepszą rzeczą i zalecaną, i każdy kto nosi niqab zasługuje na szacunek. Zaś ten, kto zniechęca do noszenia niqabu, lub neguje jego zasadność i twierdzi, że niqab nie ma podstaw w Koranie i sunnie, lub krytykuje i naśmiewa się z kobiet, które go noszą, powinien obawiać się Allaha (…)” (zasłona na twarz, w: oislamie/artykuly).

 

Yerebatan Sarayi – cuda Stambułu (4)

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Yerebatan Sarayi, czyli Zatopiony Pałac to nazwa wielkiej antycznej cysterny, zbudowanej w pobliżu bazyliki Hagia Sophia (meczetu Ayasofya) za panowania cesarza Justyniana.

Ponad 300 marmurowych kolumn 9-metrowej wysokości wspiera ceglane sklepienie gigantycznej podziemnej hali. Na podstawach dwóch z nich znajdują się wizerunki głowy meduzy, a jedną zdobi abstrakcyjny ornament. Jak głosi legenda, tę trzecią dedykowano niewolnikom zmarłym podczas wznoszenia budowli Konstantynopola. W rzeczywistości wykorzystano kolumnę pozostałą z łuku triumfalnego, wystawionego na cześć jednego z cesarzy w IV stuleciu. Cysternę zbudowano dwa wieku później, za panowania Justyniana.

Bazy dwóch kolumn zdobią wizerunki głowy meduzy, ułożone w innych płaszczyznach; tam najchętniej fotografują się turyści, fot. Paweł Wroński

Meduza budzi największy podziw. Nie tylko dlatego, że oddano misternie jej wężowe włosy i oczy, których spojrzenie zamieniało śmiałka w kamień. Wspaniałe płaskorzeźby są arcydziełem sztuki rzeźbiarskiej z VI wieku. Nie wiadomo wprawdzie dlaczego ozdobiono w ten sposób tylko dwie kolumny. Zagadka intryguje tym bardziej, że każda z głów jest przedstawiona w innej płaszczyźnie. Tajemniczą atmosferę tego miejsca, wykorzystano kręcąc w 1963 roku sceny do bondowskiej sagi. W filmie „From Russia with Love”, zamieniono cysternę w budzące grozę podziemia rosyjskiej ambasady.

Meduza z odwróconą głową. Takie przedstawienia tłumaczą liczne legendy, choć powód był zapewne prozaiczny – wyrównanie poziomu baz wszystkich kolumn zależne od ukształtowania gruntu na dnie cysterny, fot. Paweł Wroński

Turcy woleli wodę z akweduktów, więc o cysternie zapomniano do czasu aż odnalazł ją francuski badacz Petrus Gyllius (albo Pierre Gilles), poszukujący w połowie XVI wieku śladów bizantyjskiej przeszłości. Jego uwagę zwrócili mieszkańcy Stambułu, którzy z otworów w ziemi wyciągali wodę jak ze studni albo łowili ryby.

Płacząca kolumna, fot. Paweł Wroński

Cysterna jest największą z trzech jakie zachowały się w Stambule. Po dziś dzień w zbierającej się na dnie zbiornika wodzie żyją ryby. Czuć wilgoć, a słupy kolumn są mokre od skraplającej się pary wodnej. Panuje chłód, w największy nawet, dokuczliwie odczuwany na ulicach upał. Z zewnątrz cysternę wskazuje niewielki wejściowy pawilon, przy którym – tak jak przy wszystkich tłumnie odwiedzanych obiektach – trzyma straż policyjny patrol. Meduzę zaś uwieczniono w nazwie pobliskiej restauracji, zdobiąc fasadę mieszczącego ją budynku kamienną plakietą z wizerunkiem mitycznego potwora.

Ryby zawsze znajdowały dogodne warunki do życia w cysternie, fot. Paweł Wroński

W naszych przewodnikach Zatopiony Pałac kryje się najczęściej pod nazwą Cysterna Bazyliki: www.yerebatan.com

Chrześcijanie i muzułmanie

Chrześcijanie i muzułmanie żyją w zgodzie, od 175 lat w Polonezköy. Polska wieś koło Stambułu została założona za zgodą sułtana w 1842 roku, na ziemiach zakupionych przez księcia Adama Czartoryskiego po azjatyckiej stronie Bosforu.

Firman sułtański, przechowywany w Domu Pamięci Cioci Zosi w Polonezköy, fot. Paweł Wroński

Społeczność osady zwanej początkowo na cześć fundatora Adampolem przechowuje z szacunkiem sułtański firman i utrzymuje niezmiennie dobrosąsiedzkie stosunki z tureckimi członkami lokalnej wspólnoty. Tym bardziej zasługuje to na uwagę, że w ciągu minionych 175 lat działy się na świecie rzeczy straszne, a Turcja i Polska, której tradycje Adampolanie pieczołowicie kultywują, nie zawsze znajdowały się po tej samej stronie.

Świadectwem dobrych lokalnych stosunków są świątynie – rzymsko-katolicki kościół i cmentarz na wzgórzu oraz niewielki meczet, którego budowę w cieniu cmentarnego wzgórza zainicjowali notabene Polacy z miejscowej wspólnoty.

Tureccy obywatele o polskich korzeniach z Polonezköy, pieczołowicie kultywują obyczaje przodków, religię i język. Ba, od czasu wizyty Lecha Wałęsy posiadają zazwyczaj dwa paszporty, bo obok tureckiego także polski. Jak im się udaje od pokoleń – w kraju muzułmańskim, o obcej ich przodkom mowie, wciąż biegle władać mową Mickiewicza? Posłuchajcie co mówi na ten temat Antoni Dohoda, jeden z rodowitych mieszkańców wsi.